Gliński 2, 23.11.2015

 

Prof. Żylicz: Macierewicz mną manipuluje

Agnieszka Kublik, 23.11.2015
Prof. Marek Żylicz

Prof. Marek Żylicz (Fot. Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta)

– Szef MON Antoni Macierewicz chce ustalić przyczyny katastrofy smoleńskiej swoimi ekspertami, a ja proponowałem ekspertów z Unii Europejskiej – mówi „Gazecie Wyborczej” prof. Marek Żylicz prawnik, ekspert międzynarodowego prawa lotniczego i członek komisji Millera ds. katastrofy smoleńskiej – protestuję, bo Macierewicz manipuluje moimi wypowiedziami i wykorzystuje je do swoich politycznych celów.
Nowy szef MON Antoni Macierewicz zapowiada ustalanie od nowa przyczyn katastrofy smoleńskiej. Bo jego zdaniem rządowa komisja Jerzego Millera pracowała pod presją Rosjan i pod presją polityczną, a jej raport jest fałszywy.

Przypomnijmy: według tego raportu winna jest polska załoga (bo samolot leciał za nisko, za szybko, w gęstej mgle, bez kontaktu wzrokowego z ziemią) i rosyjscy kontrolerzy (nie zamknęli lotniska).

Macierewicz za ekspertami swojego zespołu parlamentarnego (którzy nigdy nie badali żadnej katastrofy lotniczej i nie mieli dostępu do dowodów w tej katastrofie) twierdzi, że to wszystko nieprawda, bo na pokładzie doszło do wybuchu i dlatego samolot się rozbił.

Macierewicz od tygodnia powtarza o konieczności powołania nowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (jedynej instytucji państwowej władnej ustalić przyczyny katastrofy lotniczej), która rozprawi się z ustaleniami komisji Millera. Macierewicz chce wymienić skład KBWLLP tak, by nie zasiadali w niej ci, którzy badali katastrofę smoleńską w komisji Millera, a znaleźli się tam jego eksperci.

I za każdym razem Macierewicz powołuje się na autorytet prof. Marka Żylicza, prawnika, eksperta międzynarodowego prawa lotniczego i członka komisji Millera. – Wiele wskazuje na to, że najtrafniejszym kierunkiem działania jest ten, który zaproponował prof. Marek Żylicz – mówił kilka dni temu Macierewicz w TVN 24 – zostanie powołana komisja w nowym składzie, uzupełnionym o ekspertów zespołu parlamentarnego i niezależnych naukowców z uwzględnieniem materiałów, które opracowali. Sądzę, że ten kierunek jest trafny – dodał minister.

Macierewicz przywołuje artykuł prof. Żylicza z sierpnia tego roku. Profesor postulował tam wznowienie prac KBWLLP, by obalić pseudohipotezy zespołu parlamentarnego Macierewicza. Głównie te mówiące o tym, że doszło do wybuchu, że samolot leciał wysoko nad brzozą, więc nie mógł o nią zawadzić skrzydłem, że to nie była zwykła katastrofa, ale zaplanowany zamach na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Profesor uznał, że wznowienie prac KBWLLP to jedyna oficjalna droga do rozprawienia się z hipotezą zamachową raz na zawsze.

Ale punktem wyjścia prawnika było to, że raport Millera jest prawdziwy. Punktem wyjścia Macierewicza – jego fałsz.

– I to jest ta manipulacja, przeciwko której protestuję – mówi prof. Żylicz.

Różnic jest więcej. Prof. Żylicz nie proponował zmiany składu KBWLLP i oczywiście nie popierał pomysłu, by eksperci Macierewicza zasiedli w tej komisji.

Prof. Żylicz pisał o skorzystaniu z pomocy ekspertów, ale z Unii Europejskiej, która ma organy badające katastrofy lotnicze.

– Gdyby się KBWLLP z ekspertami Macierewicza nie porozumiała, co jest pewne – mówi prof. Żylicz – to wtedy na naszą prośbę UE oddałaby nam do dyspozycji swoich ekspertów, którzy pomogliby znaleźć obiektywną prawdę. Udział uczonych z zespołu Macierewicza w pracach komisji powinien polegać tylko na prezentacji ich materiałów.

Wreszcie Macierewicz chce badać przyczyny katastrofy od momentu, kiedy tupolew był w remoncie, a prof. Żylicz chciał przeanalizować tylko ostatnie sekundy lotu.

Prof. Żylicz przypomina, że ustawa Prawo Lotnicze precyzuje, kto może zasiadać w KBWLLP. W myśl ustawy przewodniczącym komisji jest wojskowy – szef inspektoratu MON ds. bezpieczeństwa lotów. Powołanie go i odwołanie to kompetencja szefa MON.

W skład komisji powinni wchodzić „specjaliści z zakresu: szkolenia lotniczego, techniki lotniczej, nawigacji, ruchu lotniczego, ratownictwa lotniczego, meteorologii, łączności, prawa lotniczego oraz medycyny”. Ustawa precyzuje nawet, że „za specjalistów w danym zakresie uważa się osoby posiadające odpowiednie wykształcenie wyższe oraz udokumentowaną minimum pięcioletnią praktykę w danej dziedzinie, a w przypadku lekarzy – udokumentowaną specjalizację”.

Ustawa dopuszcza, by „w pracach Komisji uczestniczyli w miarę potrzeb eksperci”, choć według rozporządzenia szefa MON z 2012 r. – bez prawa głosu.

Macierewicz chce, by jego eksperci stali się pełnoprawnymi członkami KBWLLP z prawem głosu.

– Nigdy czegoś takiego, o czym teraz mówi minister Macierewicz, nie proponowałem – wyjaśnia prof. Żylicz – powołanie KBWLLP z członkami zależnymi od ministra Macierewicza to byłoby naruszenie nie tylko prawa polskiego, ale również standardów międzynarodowych. Komisja ma być złożona z ekspertów lotniczych o ściśle określonych kwalifikacjach i musi być niezależna od rządu. Ta będzie zależna od rządu, skoro ma się składać z osób wiarygodnych dla Macierewicza. Nie zgadzam się z sugestią Macierewicza, że w KBWLLP mogą zasiadać jedynie ci specjaliści z komisji Millera, którzy działali uczciwie, bo to oznacza, że politycy mogą definiować uczciwość ekspertów poprzez ich wiarę w zamach bombowy i w ten sposób eliminować ich z komisji.

Prof. Żylicz podkreśla, że niepokojący jest brak wzmianki o skorzystaniu z pomocy bezstronnych ekspertów UE. – Co może się wiązać z oświadczeniem Jarosława Kaczyńskiego, że jednak nie będziemy korzystać z żadnej pomocy międzynarodowej – dodaje profesor.

Zobacz także

profŻyliczMacierewicz

wyborcza.pl

 

Zawieszenie Karoliny Lewickiej: Prezes TVP łamie standardy pod dyktando władzy

Agnieszka Kublik, 23.11.2015
Janusz Daszczyński, prezes TVP

Janusz Daszczyński, prezes TVP (Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Gdyby rzeczywiście prezes Janusz Daszczyński uważał, że Karolina Lewicka – przeprowadzająca wywiad z wicepremierem Piotrem Glińskim – łamie dziennikarskie standardy, nigdy by jej do „Wiadomości” nie przeniósł. Jedyne, co niedawno się zmieniło, to władza w Polsce.
Gdy trzy miesiące temu nowy prezes TVP Janusz Daszczyński postanowił uczynić „Wiadomości” programem wiarygodniejszym, postawił m.in. na Karolinę Lewicką. Ale gdy wicepremier i minister kultury Piotr Gliński wykrzykiwał do dziennikarki: „Czy pani sobie wyobraża, że będzie tak dalej prowadzić te programy”, błyskawicznie ją zawiesił. Zachował się jak podwładny, który pilnie wsłuchuje się w słowa szefa. Sęk w tym, że Gliński szefem Daszczyńskiego nie jest.

W sierpniu Daszczyński słusznie skrytykował „Wiadomości”, główny program informacyjny telewizji publicznej, za tabloidyzację, powierzchowność, epatowanie sensacją, napuszczanie na siebie polityków… Słowem – za porzucenie standardów rzetelnego programu informacyjnego TVP.

Do naprawienia „Wiadomości” Daszczyński ściągnął z TVP Info m.in. Karolinę Lewicką – reporterkę polityczną i autorkę wielu politycznych wywiadów na żywo. Zrobił to, bo podobało mu się, że Lewicka jest ostra, że nie daje sobie wchodzić na głowę swoim rozmówcom.

Ale w niedzielę wieczorem wszystkie zalety Lewickiej stały się dla Daszczyńskiego wadami. Dziennikarka podczas wywiadu z wicepremierem Glińskim nie odpuszczała i – jak w przypadku innych swoich rozmówców z różnych partii – pilnowała, by dostać konkretną odpowiedź na precyzyjne pytania w sprawie spektaklu „Śmierć i dziewczyna”.

Zamiast odpowiedzi usłyszała oskarżenia: „To jest program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się zmieni. Ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna”. Potem wicepremier Gliński atakował jeszcze Lewicką, że „to nie jest reportaż z Pałacu Mostowskich, gdzie mnie pani przesłuchuje”. A gdy program się skończył, w studiu wykrzyczał do dziennikarki: „Czy pani sobie wyobraża, że będzie tak dalej prowadzić te programy?!”. Zarejestrowały to kamery.

Lewicka zapewne dużo sobie wyobrażała, ale zapewne nie to, że Daszczyński słowa wicepremiera potraktuje jak polecenie. Prezes dziennikarkę zawiesił, w dodatku informując o tej decyzji portal Press.pl., a nie Lewicką. – Sposób prowadzenia programu odbiegał zdecydowanie od standardów, które obowiązują w telewizji publicznej – powiedział Daszczyński.

Gdyby rzeczywiście prezes uważał, że Lewicka jakieś standardy łamie, nigdy by jej do „Wiadomości” nie przeniósł. Jedyne, co od sierpnia się zmieniło, to władza w Polsce.

Próba przypodobania się rządzącym przez prezesa TVP poprzez dawanie na tacy głowy dziennikarza to dopiero jest łamanie standardów niezależnego dziennikarstwa.

Zobacz także

zawieszenieLewickiej

wyborcza.pl

 

Wywiadem Lewickiej z wicepremierem Glińskim zajmie się komisja etyki TVP

knysz, kospa, 23.11.2015
Prof. Gliński występował w programie Moniki Lewickiej. Kilka godzin później dziennikarka została zawieszona

Prof. Gliński występował w programie Moniki Lewickiej. Kilka godzin później dziennikarka została zawieszona(Agencja Gazeta)

Sprawą wywiadu dziennikarki Karoliny Lewickiej z wicepremierem prof. Glińskim zajmie się telewizyjna komisji etyki w trybie pilnym – to decyzja prezesa TVP Janusza Daszczyńskiego po naradzie z dyrektorami TVP. Do czasu werdyktu komisji Lewicka nie może prowadzić programu „Minęła dwudziesta”.
W obronę wziął Lewicką jej bezpośredni przełożony Tomasz Sygut, dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. W liście do prezesa Daszczyńskiego napisał: „Z ogromnym zdziwieniem i niepokojem przyjąłem informację o zawieszeniu przez Pana Prezesa redaktor Karoliny Lewickiej. W mojej ocenie w niedzielnym wydaniu programu ‚Minęła dwudziesta’, prowadzonym przez redaktor Lewicką, nie doszło do zaniedbań czy też złamania dziennikarskich standardów, które mogłyby skutkować tak dotkliwą karą. (…) Jeśli ktoś w studiu zachowywał się nieodpowiednio, to wicepremier, minister kultury prof. Gliński”.

Sygut poprosił prezesa o „przemyślenie decyzji i przywrócenie do programu redaktor Lewickiej”.

„Dziennikarz ma w swoich obowiązkach zadawanie pytań – pisze Sygut. – Zawieszenie redaktor Lewickiej to zły sygnał do zespołu – nie krytykuj, nie domagaj się odpowiedzi, toleruj protekcjonalne zachowanie – bo w innym razie zostaniesz zawieszony. Jako szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, a przede wszystkim dziennikarz, nie mogę tego zaakceptować”.

Gliński: To program propagandowy

Karolina Lewicka zaprosiła Piotra Glińskiego do niedzielnego programu „Minęła dwudziesta”, by porozmawiać o spektaklu „Śmierć i dziewczyna”. W piśmie skierowanym do marszałka województwa dolnośląskiego wicepremier i minister kultury zażądał „natychmiastowego wstrzymania przygotowań premiery w zapowiadanej postaci łamiącej powszechnie przyjęte zasady współżycia społecznego”. Próbowała się dowiedzieć, „na jakiej podstawie merytorycznej i prawnej zwrócił się pan do marszałka województwa dolnośląskiego, by ten wstrzymał przygotowania do premiery”. Pytanie padało wielokrotnie, ale prowadząca nie usłyszała na nie odpowiedzi. Zwróciła w końcu rozmówcy uwagę, że do tej pory „dobrą tradycją było, że polityk, który pojawiał się w programie publicystycznym, odpowiadał na pytania”.

– Jeżeli to program publicystyczny. A to jest program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się skończy, ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna – pogroził Gliński. Niedługo po zakończeniu programu serwis Press.pl poinformował, że za rozmowę z wicepremierem prezes TVP Janusz Daszczyński dziennikarkę zawiesił. – Sposób prowadzenia programu odbiegał zdecydowanie od standardów, które obowiązują w telewizji publicznej – wytłumaczył Presserwisowi. Po programie list protestacyjny do ministra kultury wystosowali dziennikarze TVP Info, w którym „stanowczo protestują” przeciwko wygłoszonym przez niego opiniom.

Zobacz także

wywiademLewicka

wyborcza.pl

 

Kurkiewicz: „Świętoszkowaci hipokryci! Zaraz zakażą pępków” Publicyści ostro o reakcji prof. Glińskiego na „porno-spektakl”

NB, 23.11.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,19231494,video.html?embed=0&autoplay=1
Publicyści w Poranku Radia TOK FM komentowali najgłośniejszą premierę tej jesieni. Kurkiewicz zarzucił prof. Glińskiemu zapędy cenzorskie – Świętoszkowaci hipokryci! Pornografia miała prawo w spektaklu być! Zaraz zakażą pokazywania pępków męskich! – wściekał się.

 

– Wydaje mi się do czynienia z naruszeniem reguł. Nie ma co owijać w bawełnę – mówił Roman Kurkiewicz, dziennikarz i publicysta, współtwórca programu „Dwie Prawdy” w TVN24. Spekulował też, że prof. Gliński został zmuszony do takiej reakcji przez swoje środowisko. – Grupy integrystyczne na skrajnej prawicy zbierały podpisy przeciwko spektaklowi, oczywiście go nie oglądając – powiedział Kurkiewicz.

Niech ktoś powie Glińskiemu, że po wyborach

– Całe nieporozumienie jest w języku. Nie chodzi o „seks na scenie” ale o odegranie sceny seksu, co się zdarza w sztuce teatralnej i filmowej od zawsze. To nie jest nic dziwnego – tłumaczy Kurkiewicz. – A z tego co mówią ci, którzy widzieli sztukę wczoraj, spektakl jest po prostu wybitny. Ta ingerencja wydaje mi się nie na miejscu i naganna – grzmiał Roman Kurkiewicz.

– Nie wiem, czemu Piotr Gliński tak się wyrywa. PiS już przecież wygrał wybory. Niech ktoś mu przypomni, że jest wicepremierem i ministrem kultury, niech nie walczy o głosy skrajnej prawicy, tylko niech rządzi – powiedział.

„Postawa politycznego nuworysza”

Z kolei Jan Ordyński, publicysta i członek rady Fundacji „Odrodzenie”, przypomniał, że Piotr Gliński był przedstawiany jako jeden z najspokojniejszych polityków PiS. – Miał być tym, który będzie zaprzeczał temu, że PiS jest partią fundamentalistyczną i radykalną – mówił Ordyński. – W prof. Glińskim zwyciężyła postawa nuworysza politycznego, który wszedł w środowisko i chce udowodnić, że jest bitnym żołnierzem, a nie plutonową ofermą w szeregach PiS – powiedział.

– W spektaklu nie było żadnej pornografii. Minister kultury powinien być obrońcą tego środowiska, nie pogromcą – przypominał Ordyński. – Piotr Gliński jest człowiekiem akademii, byłym lub urlopowanym pracownikiem Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. To instytucja, która nie kojarzy się z kagańcowymi metodami. Powinien zachować o wiele więcej spokoju w stosunku do tego spektaklu, który jak się wczoraj okazało, nie ma żadnych obscenicznych sytuacji – tłumaczył Ordyński.

Tu ostro zareagował Kurkiewicz – Ale [pornografia] miała prawo być! Nie brońmy tego w kontekście że „nic się nie stało”. Zaraz wejdziemy w trend, że nie będzie można nawet kostki kobiecej pokazać albo pępka męskiego. Świętoszkowaci hipokryci! – pieklił

Kontrowersyjny spektakl

Awantura wybuchła przed kilkoma dniami. Wrocławski teatr zapowiedział, że podczas spektaklu „Śmierć i dziewczyna” na podstawie prozy Elfriede Jelinek będą sceny seksu odegrane przez profesjonalnych aktorów porno. Świeżo upieczony minister prof. Piotr Gliński (nieskutecznie) interweniował u marszałka województwa, któremu Teatr Polski podlega. Przed sobotnią premierą grupa kilkudziesięciu osób z różańcami blokowała wejście widzów do teatru. Interweniowała policja, kilkanaście osób zatrzymano.

Spektakl się odbył, były owacje na stojąco. Pierwsze recenzje są dobre, sceny seksu widzów nie oburzały. Bilety na spektakle są wyprzedane do końca roku.

Kurkiewicz

 

TOK FM

Lubnauer z .Nowoczesnej: Pierwszy ruch nowego ministra, który polega na cenzurowaniu kultury, jest niepokojący

Katarzyna Lubnauer z .Nowoczesnej krytykuje Piotra Glińskiego.
Katarzyna Lubnauer z .Nowoczesnej krytykuje Piotra Glińskiego. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Wiele emocji wywołała rozmowa Karoliny Lewickiej z TVP INFO z Piotrem Glińskim. – Jeśli myślę o mediach publicznych, to bliżej mi do modelu BBC, niż telewizji, która ma budować wartości narodowe – ocenia Katarzyna Lubnauer, posłanka .Nowoczesnej.

Premier Gliński zapowiedział, że TVP to stacja propagandowa i że to się skończy. Sądzi pani, że rzeczywiście PiS będzie chciało przejąć kontrolę nad TVP?

PiS mówi o tym otwarcie, w expose czy w dyskusji po nim była zapowiedź zmiany ustawy o mediach publicznych tak, by były one bardziej demokratyczne. A to u każdego może znaczyć co innego. Ale nawet nie mam wątpliwości, że taka próba przejęcia rządów w TVP będzie miała miejsce.

PiS mówi o „mediach narodowych”. Może to dobrze, że media publiczne będą budowały poczucie patriotyzmu?

I tak jestem dumna ze swojego państwa, dla mnie współczesny patriotyzm oznacza coś innego, na przykład budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Jeśli myślę o mediach publicznych, to bliżej mi do modelu BBC, niż telewizji, która ma budować wartości narodowe.

Jeśli jesteśmy przy BBC: wielu komentatorów wskazuje, że taka forma przeprowadzania wywiadu nie przeszłaby w tej stacji za zbyt obcesowe traktowanie gościa.

Nie wiem czy pani Lewicka w ogóle została zawieszona, taką informację podał „Press”, ale widziałam dzisiaj rano, jak pani Lewicka prowadzi program. Spotkałam się kiedyś z panią Lewicką, prowadziła taki cykl „Usłysz swojego posła”, nie znałam jej wcześniej i byłam zaskoczona tym, że jest dobrze przygotowana, że atakuje rozmówców merytorycznie, stara się pokazać ich niewiedzę.

To rzeczywiście dość agresywny sposób prowadzenia rozmowy, ale uczciwy w stosunku do wszystkich. Sama mogłam to odczuć. A co do rozmowy z ministrem Glińskim: obejrzałam ją dwa razy i zauważyłam, że on tam przyszedł przeczytać oświadczenie. Mógł to zrobić na konferencji prasowej, a jeśli zdecydował się na rozmowę z dziennikarzem, powinien odpowiadać na pytania.

W tej rozmowie było widać, że jedna i druga strona miała swoje cele: jedna chciała być dociekliwa, druga przedstawić swoje racje. Ale nie widziałam tam agresji. Pani Lewicka rozmawia tak ze wszystkimi rozmówcami.

Profesor Gliński zarzuca pani klubowym kolegom, czyli Krzysztofowi Mieszkowskiemu i Ryszardowi Petru manipulację i przekonuje, że nie chce wprowadzać cenzury.

List, który napisało ministerstwo do władz samorządowych było zbyt daleko idące. Chciał wstrzymać przygotowania do premiery sztuki, której nie widział, nie był na próbie. Dla mnie to przykład cenzury prewencyjnej, tam jest to wyraźnie napisane. Nie jest według mnie rolą ministra stosowanie takich metod.

Pan Mieszkowski, a później też pan Petru wezwali ministra Glińskiego do rezygnacji. Później przewodniczący Petru mówił jeszcze o Trybunale Stanu za „oba skoki na Trybunał Konstytucyjny”. Czy takie upolitycznianie tego nie szkodzi sprawie?

Nie sądzi pan, że pierwszy ruch nowego ministra, który polega na cenzurowaniu kultury, nie jest niepokojący? Mamy wolność wyrazu artystycznego w Polsce, chcielibyśmy ją zachować. Taka cenzura wykracza poza uprawnienia ministra i propozycja wotum nieufności jest w pełni uzasadniona.

A jeśli chodzi o Trybunał Konstytucyjny, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że w poprzedniej kadencji PO i PSL przekroczyły granice co najmniej dobrego smaku. Powołali pięciu sędziów, choć kadencja dwóch ostatnich kończyła się dopiero po ukonstytuowaniu nowego Sejmu. Teraz PiS chce unieważnić ten wybór i wybrać pięciu nowych sędziów, co może oznaczać, że wkrótce będziemy mieli wybranych 10 nowych sędziów na pięć zwolnionych miejsc, co może doprowadzić do paraliżu tej instytucji.

lubnauerzNowoczesnej

naTemat.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: