Gliński, 23.11.2015

 

Smolar po awanturze w TVP: Gliński grozi dziennikarce, że rozgonią tałatajstwo. „To są nowe maniery polityczne”

dżek, 23.11.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,19230768,video.html?embed=0&autoplay=1
– Człowiek uniwersytetu powinien wiedzieć, czym jest autonomia i jak ważną rolę odgrywa w żuciu naukowym czy kulturalnym – mówił w Poranku Radia TOK FM Aleksander Smolar, prezes fundacji Batorego.

 

– Wczoraj profesor, minister i wicepremier Gliński groził dziennikarce – mówił w Poranku Radia TOK FM szef fundacji Batorego Aleksander Smolar. – Mówił, że rozpędzą to tałatajstwo, czyli media publiczne. Człowiek uniwersytetu powinien wiedzieć, czym jest autonomia i jak ważną rolę odgrywa w życiu naukowym czy kulturalnym. A on sobie pozwalał sobie na wydawanie dyrektyw bez żadnych podstaw prawnych teatrowi ws. wystawienia sztuki (chodzi o spektakl „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu) i później groził dziennikarce i stacji, w której ona pracuje. To nowe maniery polityczne wprowadzane do życia społecznego, które są bardzo niebezpieczne – oceniał Smolar.

Przyznał, że doszło do tego szybciej niż sądził.

Awantura wybuchła przed kilkoma dniami. Wrocławski teatr zapowiedział, że podczas spektaklu „Śmierć i dziewczyna” na podstawie prozy Elfriede Jelinek będą sceny seksu odegrane przez profesjonalnych aktorów porno. Świeżo upieczony minister prof. Piotr Gliński (nieskutecznie) interweniował u marszałka województwa, któremu Teatr Polski podlega. Przed sobotnią premierą grupa kilkudziesięciu osób z różańcami blokowała wejście widzów do teatru. Interweniowała policja, kilkanaście osób zatrzymano.

Spektakl się odbył, były owacje na stojąco. Pierwsze recenzje są dobre, sceny seksu widzów nie oburzały. Bilety na spektakle są wyprzedane do końca roku.

 

glińskiGrozi

poAwanturzewTVP

TOK FM

Wicepremier Gliński: mamy mandat społeczny do reformy mediów publicznych

mo, 23.11.2015

Profesor Piotr Gliński

Profesor Piotr Gliński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– Mamy mandat społeczny do przekształceń i pewną koncepcję do zaproponowania. Chcemy przeprowadzić tę reformę w krótkim czasie. Sądzę, że w dwa, góra trzy miesiące powinniśmy wszystko przekształcić – powiedział w rozmowie z portalem Wirtualne Media wicepremier i minister kultury prof. Piotr Gliński.

Wiceminister udzielił wywiadu portalowi Wirtualne Media, zajmującym się tematyką mediów. Na wstępie zapowiedział, że projekt nowej ustawy medialnej znajduje się „w finalnej fazie przygotowań”. Najprawdopodobniej we wtorek Krzysztof Czabański z PiS otrzyma nominację na pełnomocnika rządu ds. reformy mediów publicznych. Czabański zajmie się Telewizją Polską, Polskim Radiem, oddziałami lokalnymi i Polską Agencją Prasową.

Projekt ustawy zgłoszony przez PiS przewiduje przekształcenie TVP, PR i PAP w instytucje kultury. Obecnie są spółkami skarbu państwa, których władze wyłaniane są w drodze konkursów zatwierdzanych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Po wejściu w życie zmian na ich czele staną prezesi wybrani przez pięcioosobowe rady, a te przez prezydenta, Sejm i Senat, czyli faktycznie przez PiS. I – co kluczowe – jednoosobowe zarządy mediów publicznych nie będą kadencyjne, będą mogły być odwołane w każdej chwili.

Wiceminister zapowiedział, że chce, żeby projekt trafił do Sejmu w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. – Ta sprawa wymaga dyskusji z różnymi środowiskami, ale to nie znaczy, że będziemy dyskutowali miesiącami. Mamy mandat społeczny do przekształceń i pewną koncepcję do zaproponowania. Chcemy przeprowadzić tę reformę w krótkim czasie. Sądzę, że w dwa, góra trzy miesiące powinniśmy wszystko przekształcić. Jeżeli przez społeczeństwo zostanie to źle odebrane to za cztery lata będzie można nas z tego rozliczyć – stwierdził Gliński.

„Finansowanie w sposób masowy i bezdyskusyjny”

Wicepremier zapowiedział, że zmieni się też finansowanie mediów publicznych. PiS najprawdopodobniej wprowadzi powszechną opłatę audiowizualną. – Chcemy, żeby finansowanie mediów publicznych odbywało się w sposób masowy i bezdyskusyjny – mówił Gliński. Dodał, że opłata „na pewno będzie niewielka”, a spodziewane wpływy do budżetu to 1-1,5 mld zł rocznie. Ta część społeczeństwa, która nie korzysta z mediów publicznych, miałaby składać specjalne oświadczenie.

Gliński oskarżył też byłego premiera Donalda Tuska o „narobienie dużego kłopotu Polakom, nawołując do niepłacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego – Później zapewniał, że za jego władzy nie będzie windykowania zaległości abonamentowych, co nie zostało dotrzymane. To jest zniszczenie dobra publicznego przez premiera Tuska i prawdopodobnie nie uda nam się odbudować wpływów abonamentowych – stwierdził minister kultury.

Wicepremier Gliński: To program propagandowy. I to się skończy…

Wczoraj prof. Piotr Gliński był gościem Karoliny Lewickiej w niedzielnym programie „Minęła dwudziesta”, by porozmawiać o spektaklu „Śmierć i dziewczyna”. Chodzi o kontrowersyjny spektakl w Teatrze Polskim, w którym w kilku scenach aktorzy porno uprawiają seks na żywo. Rozmowa dziennikarki z wicepremierem była bardzo burzliwa.

Lewicka próbowała dowiedzieć się od ministra, „na jakiej podstawie merytorycznej i prawnej zwrócił się do marszałka województwa dolnośląskiego, by ten wstrzymał przygotowania do premiery”. Pytanie Lewicka zadała wielokrotnie, ale nie usłyszała na nie odpowiedzi. Zamiast tego usłyszała oskarżenie pod adresem swojej stacji.

– To program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się skończy, ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna – pogroził jej Gliński.

Jak podaje serwis Press.pl, niedługo po zakończeniu programu za rozmowę z wicepremierem prezes TVP Janusz Daszczyński dziennikarkę zawiesił. Jednak jednocześnie do ministra kultury dziennikarze TVP Info wystosowali list protestacyjny, w którym „stanowczo protestują” przeciwko wygłoszonym przez niego opiniom. Pod listem podpisał się też prezes Daszczyński.

Dziś rano Lewicka wystąpiła w TVP Info w programie „Gość poranka”.

Zobacz także

wicepremierGliński

wyborcza.pl

Jak promowaliśmy faszyzm w Breslau

Jerzy Sawka*, 23.11.2015

Pikieta i podpalenie kukły Żyda na wrocławskim Rynku pod samymi oknami kancelarii prezydenta miasta - to ostatnio symbol miejskiej ksenofobii

Pikieta i podpalenie kukły Żyda na wrocławskim Rynku pod samymi oknami kancelarii prezydenta miasta – to ostatnio symbol miejskiej ksenofobii (FOT . WOJCIECH NEKANDA TREPKA)

Spalenie kukły Żyda na wrocławskim rynku, tuż pod oknami gabinetu prezydenta Rafała Dutkiewicza wstrząsnęło liberalnymi politykami i intelektualistami. Podzielam oburzenie, ale irytuje mnie ta infantylna maniera obwiniania Wrocławia za promowanie faszyzmu

Pisarza Piotra Siemiona, autora „Niskich Łąk”, dręczy pytanie, czy przypadkiem radykalna ulica nie jest wrocławskiej władzy na rękę. No cóż, pytać każdy może. Także w oświadczeniu PEN Clubu wyraźne jest wskazanie na Wrocław, który „musi szybko uporać się ze swoją hańbą”. Jakby to tylko Wrocław miał problem, a nie cała Polska

Wrocław nie jest osobnym miastem-państwem, a prezydent Rafał Dutkiewicz samodierżawnym ojczulkiem carem. To naiwność sądzić, że gdyby władze miasta zakazały marszów narodowców nie byłoby problemu.

Mamy teraz takie rządy, że nacjonalistycznych manifestacji będzie więcej. Grunt pod nie przygotowali prawicowa prasa, która ze stadionowych kiboli zrobiła spadkobierców „żołnierzy wyklętych”. Nieszczęście Wrocławia polega na tym, że w jego brunatną winę wierzą również liberalne środowiska opiniotwórcze.

A fakty są takie: Rafał Dutkiewicz był jedynym prezydentem w Polsce, który poszedł w pierwszym szeregu gwiżdżących na faszyzm. Twardo stanął w obronie lżonego Zygmunta Baumana, zabiegał w MSW o rozwiązanie kwestii organizacji nacjonalistycznych i publicznie komunikował, że NOP powinien być zdelegalizowany. Co powinien jeszcze zrobić? Rzucać kamieniami w maszerujących narodowców?

W 2012 roku, kiedy byłem redaktorem naczelnym wrocławskiej „Gazety Wyborczej” o spotkanie poprosili mnie urzędnicy konsulatu amerykańskiego w Krakowie. Wtedy leciały szyby w naszej redakcji. Amerykanie chcieli zrozumieć, dlaczego skrajna prawica jest we Wrocławiu tak aktywna. Podczas rozmowy zorientowałem się, iż mogą wyjechać przekonani, że u nas – inaczej niż w całej Polsce – jest szczególnie przyjazny klimat dla ksenofobii. A przecież to nieprawda. Wrocław ma taki sam problem ze skrajną prawicą jak inne miasta kraju. To dlaczego o nim najgłośniej?

Wrocławski NOP ma świadomych celów liderów, którzy konsekwentnie budują swój ruch i mają plan polityczny. Dobitnie pojąłem to podczas gwiżdżącego kontrmarszu, który redakcja „GW” zorganizowała 11 listopada 2010 w reakcji na Marsz Patriotów. Wtedy na ulicy spotkały się dwa wrogie obozy i – inaczej niż wWarszawie – nikt nikogo nie pobił. Tylko dlatego, że emocje kiboli powstrzymywał autorytet ich szefów.

Wrocław jest widoczny, bo od lat jest w awangardzie polskich miast. We Wrocławiu jest więcej znanych zagranicznych przedsiębiorstw niż gdzie indziej, a więc i obcokrajowców. Statystycznie częściej występują tu konflikty pomiędzy miejscowymi a przyjezdnymi. Trudno o pobicie pracownika Google’a w Poznaniu, skoro tej firmy tam nie ma. Zachodnie korporacje są czułe na punkcie wszelkiej dyskryminacji. Dlatego każdy przejaw agresji, szczególnie na tle rasowym, był natychmiast szeroko komentowany.

Lokalna „Gazeta Wyborcza” poświęcała bardzo dużo uwagi NOP. Gwiżdżący kontrmarsz to przejaw jej zaangażowania. Tym samym pośrednio przyczyniła się do popularyzacji ruchu i jego większej aktywności, bo takie sprzężenie zwrotne „akcja-reakcja” występuje po publikacjach. Należałoby więc uznać także „Gazetę Wyborczą” za promotorkę faszyzmu. To oczywisty absurd.

Na informacje o przejawach ksenofobii zareagowali aktywni wrocławianie. Reakcje na hapenningi z przebieraniem się za muzułmanów w wykonaniu licealistów inspirowanych przez nauczyciela etyki Marcina Tryczyka pokazywały, że homogeniczna Polska jest nieprzyjaźnie nastawiona do obcych. Ponieważ eksperymenty przeprowadzano we Wrocławiu, ta sama, przekonana o swoich nieskazitelnych przymiotach Polska skwapliwie uznała, że to nie jej problem a Wrocławia właśnie.

Rosnące w siłę nacjonalizmy są problemem całej Europy. Masakra w Paryżu to młyn na wodę ksenofobów. Żaden europejski rząd nie ma prostego pomysłu na powstrzymanie tego trendu. Rząd Donalda Tuska nie chciał/nie umiał zająć się tą sprawą. Co zrobi PiS, któremu z nacjonalistami po drodze? Łączą ich nie tylko syryjscy uchodźcy.

Prognoza jest ponura: w Polsce będzie coraz brunatniej.

Wrocław był tylko posłańcem złej wiadomości.

*Jerzy Sawka, w latach 2004-2012 redaktor naczelny „Gazety Wyborczej Wrocław”. Obecnie dyrektor Wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych – Partynice.

Zobacz także

wrocławMiastemFaszyzmu

wyborcza.pl

Minister kultury (?) w TVP, czyli pięć minut karbowego Glińskiego

Wojciech Czuchnowski, 23.11.2015

Profesor Gliński, świeżo mianowany minister kultury, już zdążył zasłynąć kilkoma niechlubnymi zagraniami

Profesor Gliński, świeżo mianowany minister kultury, już zdążył zasłynąć kilkoma niechlubnymi zagraniami (Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta)

Gliński, odkąd został wiceszefem rządu, najwyraźniej próbuje odreagować lata upokorzeń, kiedy to prezes Kaczyński posługiwał się nim jako „premierem” wirtualnego gabinetu.

„Jesteście telewizją propagandową, ale to się zmieni”, „manipulujecie”, „to program propagandowy”- tak minister kultury (?) i wicepremier Piotr Gliński pohukiwał na Karolinę Lewicką w wywiadzie dla TVP Info nadanym w niedzielę wieczorem.

W rozmowie chodziło o wydany przez Glińskiego zakaz odgrywania spektaklu „Śmierć i dziewczyna” we wrocławskim Teatrze Polskim. Okazało się, że minister sztuki nie widział, ale „z listów” miał informację, że będą tam odgrywane „sceny pornograficzne”. To wystarczyło. Agresję Glińskiego wzbudziła też uwaga Lewickiej, że sceny seksu od zawsze są odgrywane w filmie oraz w teatrze, nie mówiąc o tym, że artyści mają prawo do swobody wypowiedzi.

Gliński,odkąd został wiceszefem rządu, najwyraźniej próbuje odreagować lata upokorzeń, kiedy to prezes Kaczyński posługiwał się nim jako „premierem” wirtualnego gabinetu. Gdy w końcu ten gabinet powstał, Gliński został „prawie premierem” od kultury. I próbuje pokazać się jako „mocny człowiek”.

Prowadząca rozmowę do końca zachowywała się kulturalnie, próbując przypomnieć politykowi, że telewizyjny wywiad to nie konferencja prasowa, a rozmówca jest w stacji gościem. „Gość” się tym nie przejmował, uznając, że telewizja publiczna (tak jak całe państwo) należy już do PiS. Pouczając i grożąc dziennikarce, nie czuł się gościem, ale gospodarzem. A może bardziej karbowym z czworaków. Właśnie tacy ludzie mają teraz swoje pięć minut.

Zobacz także

ministerKultury1

wyborcza.pl

Requiem dla państwa prawa

Ewa Siedlecka, Gazeta Wyborcza, 21.11.2015

W rozpoczętej kadencji parlamentu obsadzonych zostanie w sumie 11 miejsc w 15-osobowym Trybunale. Na zdjęciu: odczytanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie SKOK-ów, 31 lipca 2015 r.

W rozpoczętej kadencji parlamentu obsadzonych zostanie w sumie 11 miejsc w 15-osobowym Trybunale. Na zdjęciu: odczytanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie SKOK-ów, 31 lipca 2015 r. (PRZEMEK WIERZCHOWSKI)

PiS wypowiedział posłuszeństwo prawu. Tworzy własne. Mamy więc sytuację, gdy jeden wali w mordę, a drugi, leżąc na ziemi, mówi: „Tak się nie robi”. Nie robi się. Tylko co z tego?

Były prezes TK Jerzy Stępień powiedział: „PiS gra według jakichś innych reguł prawnych niż te, które znam”. I to jest sedno sprawy.

PiS nie stosuje się do reguł. Więc możliwe, że nie da się środkami prawnymi przeciwdziałać prawu wprowadzonemu przemocą większości sejmowej. Pozostanie obywatelskie nieposłuszeństwo.

PiS spacyfikował Trybunał Konstytucyjny, który kontroluje zgodność prawa z podstawowymi regułami i wartościami demokratycznego państwa prawa. Teraz tę kontrolę przejmą politycy.

Poseł PiS Stanisław Piotrowicz, firmujący PiS-owski projekt zmiany ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, powiedział dziennikarzom, że dla oceny konstytucyjności prawa nie jest konieczny Trybunał.

3 grudnia Trybunał orzeknie w sprawie ustawy o TK, którą pierwotnie zaskarżył PiS. Gdyby orzekł, że wybór pięciu sędziów przez poprzedni Sejm był zgodny z konstytucją, PiS po prostu ten wyrok zignoruje. I wybierze swoich pięciu na prawomocnie zajęte miejsca. Bo właśnie sobie takie prawo uchwalił.

I państwo prawa – to stosujące stare reguły – nic nie będzie mogło zrobić, bo te reguły mówią, że prawo, dopóki nie zakwestionuje go Trybunał Konstytucyjny, korzysta z domniemania konstytucyjności. A więc nowi sędziowie zasiądą w Trybunale.

Wprawdzie zasada domniemania konstytucyjności dotyczy też sędziów wybranych przez poprzedni Sejm, ale PiS – działaniem swojego prezydenta, który odmówił zaprzysiężenia sędziów – tę zasadę odrzucił. Mamy więc sytuację, gdy jeden wali w mordę, a drugi, leżąc na ziemi, mówi: „Tak się nie robi”. Nie robi się. Tylko co z tego?

Za chwilę PiS wprowadzi do TK nie tylko własnych sędziów, ale i prezesa, który Trybunał spacyfikuje. Ja typuję prof. Krystynę Pawłowicz, wielokrotnie przez PiS do Trybunału wysuwaną. Publiczność z radością obejrzy transmisję z rozpraw przed Trybunałem z jej udziałem. Może nie będzie konsumować sałatki, ale wystarczą popisy oratorskie we właściwym jej stylu.

PiS nie chce przejąć Trybunału, tylko odebrać mu wiarygodność i go sparaliżować. To ostatnie osiągnie nie tylko dzięki prezesowi, który wprowadzi chaos organizacyjny i będzie ustawiał składy sędziowskie, ale też skłócając go wewnętrznie, co może uniemożliwić wyrokowanie. Szczególnie, jeśli kolejnymi nowelizacjami zrobi to, co zapowiadał: ustali, że do wydania wyroku potrzeba dwóch trzecich głosów i że do sądzenia w pełnym składzie trzeba 11 albo 13 sędziów.

To „zneutralizuje” Trybunał nie tylko na czas rządów PiS. Jeśli po kolejnych wyborach władzę przejmie ugrupowanie szanujące reguły demokratycznego państwa prawa, to, szanując je, nie będzie mogło rozwiązać starego Trybunału i powołać nowego. Musi uszanować kadencyjność sędziów. Odzyskanie konstytucyjnej pozycji przez Trybunał może więc potrwać lat kilkanaście, szczególnie że w rozpoczętej kadencji parlamentu obsadzonych zostanie w sumie 11 miejsc w 15-osobowym Trybunale.

Do tego dochodzi przemoc prezydenta wobec władzy sądowniczej. Na razie ujawniła się w odmowie zaprzysiężenia sędziów TK. I jak sam powiedział – w „wyręczeniu” sądu przez umorzenie sprawy przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu.

W tej ostatniej sprawie prezydent zainaugurował sprawowanie przez siebie władzy sądowniczej. Na razie środowisko sędziowskie nie zaprotestowało. Przeciwnie: pojawiły się głosy (sędzia warszawskiego sądu okręgowego Wojciech Małek), że sądowi nie pozostaje nic innego, jak woli prezydenta się nie sprzeciwiać.

Zanosi się na spektakularny sukces idei Dudapomocy z prezydenckiej kampanii wyborczej, w myśl której Andrzej Duda miał przywracać naruszoną przez sądy sprawiedliwość. Teraz obywatele, którym uda się dotrzeć do prezydenta, mogą liczyć na to, że będzie umarzał im postępowania prokuratorskie i sądowe. Podlewając to sosem ludowej rewolty przeciw niesprawiedliwym i skorumpowanym sądom, jak przy sprawie Kamińskiego. Przy okazji da też licencję na nieodpowiedzialność funkcjonariuszom działającym na zlecenie PiS – w razie czego postępowanie przeciw nim umorzy.

Pewnym problemem jest to, że aktu łaski prezydent nie może wykorzystać do wyręczenia sądów w skazywaniu. Ściganie i stawianie zarzutów za chwilę będzie opanowane, bo ster prokuratury przejmie Zbigniew Ziobro. Problemu skazywania jeszcze nie rozwiązano. Choć minister Ziobro może śledzić na bieżąco, jak sąd sądzi określoną sprawę (dostęp do akt spraw online), wszczynać kontrole i postępowania dyscyplinarne wobec niesłusznie wyrokujących sędziów.

Przypomina mi się jednak projekt PiS (wtedy jeszcze PC) zmiany kodeksu karnego, z końca lat 90. Tam proponowało się powoływanie do osądzenia pewnych kategorii sprawców sądów sądzących w specjalnym trybie, bez prawa do odwołania, w których obrońcami mogli być tylko wyselekcjonowani prawnicy.

Jak nie ma reguł – to nie ma!

Zobacz także

tsunamiZłych

wyborcza.pl

PiS robi nam demokrację

Jacek Żakowski, tygodnik „Polityka”, 23.11.2015

Opornik - symbol Komitetu Obrony Demokracji

Opornik – symbol Komitetu Obrony Demokracji (fot. http://www.facebook.com/groups/KomitetObronyDemokracji/photos/)

Tsunami złych informacji przyniosło też jedną dobrą. O powstaniu Komitetu Obrony Demokracji i tysiącach osób, które natychmiast do niego przystąpiły. Oto znak, że społeczny mechanizm immunologiczny działa i reaguje nie tylko na niedostatki władzy, polityki i państwa, które zmobilizowały bunt i głosowanie antysystemowe w ostatnich wyborach, ale też na nadmiar władzy, polityki i państwa, który proponuje PiS.

Nie jest to może jeszcze reakcja masowa, ale – jak na Polskę – żywa. Społeczeństwo, którego demokratyczne odruchy kamieniały przez poprzednie lata, zaczyna wracać do życia.

Demokracja to nie jest system prawny. To system społeczny. Wolne wybory, trójpodział władzy, rządy prawa, wolność słowa – wszystko to jest konieczne, żeby demokracja istniała. Ale nie wystarcza. Żadne instytucje nie zapewnią rządów demosu (czyli świadomego ludu), gdy lud (potencjalny demos) rządzeniem się nie interesuje.

Ćwierć wieku próbowaliśmy budować demokrację bez ludu. Ma to historyczne źródła. Od wciąż obecnej kultury folwarczno-pańszczyźnianej, gdzie władza działa „dla Polaków”, zamiast „z Polakami”, do rozumienia fenomenu 1989 r., gdy w dominującej narracji państwo odzyskało „wolność”, ale nie wspomina się o społeczeństwie, które po 60 latach odzyskało prawa demokratyczne. To się zbiegło, ale nie jest tożsame.

Do tej różnicy nie przywiązywaliśmy wagi. Dużo zrobiliśmy, by III RP zachowała wolność, ale niewiele, by była demokratyczna, i mało, by stworzyć demokratyczne społeczeństwo składające się z aktywnych, korzystających ze swoich praw obywateli.

Nie ma co marzyć, że jakakolwiek demokracja przetrwa bez zorganizowanych w demokratyczne społeczeństwo ludzi. Bez ludzi, którzy czują się obywatelami nie tylko mającymi prawa, ale też współodpowiedzialnymi za innych i całą wspólnotę, więc przestrzegającymi także niewygodnych reguł. Brzmi to podniośle, moralizatorsko i pretensjonalnie, ale inaczej się nie da. Demokrację stworzyli idealiści wierzący, że dobro powstaje z międzyludzkich więzi opartych na wolności, równości i braterstwie.

Deficyt takiego idealizmu powoduje erupcję innych idealizmów (narodowych, rasowych, oświeceniowych, religijnych, rynkowych), które demokrację niszczą.

Teoretycznie i intelektualnie to jest dosyć złożone, ale w praktyce proste. Chodzi o to, ilu z nas gotowych jest poświęcić prywatny czas, pieniądze i różne okazje na rzecz spraw wykraczających poza własny, wąsko rozumiany interes. Ile czasu, pieniędzy i okazji jesteśmy gotowi poświęcić. W Polsce, średnio biorąc, zdecydowanie mniej niż w starych demokracjach. Mało zrobiliśmy, by to się zmieniło. Bo zdecydowana większość z nas sądziła, że nie trzeba. Władza PiS – jak każda opresja – sprawia, że przybywa ludzi sądzących, iż trzeba. Jeśli będzie ich wystarczająco wielu, być może dzięki PiS-owskiej opresji uda się nam zbudować oprócz silnego państwa silną demokrację.

Zobacz także

wyborcza.pl

Dziennikarze TVP Info piszą list do prof. Glińskiego. Chcą przeprosin

mf, 23.11.2015
-Wasza stacja uprawia propagandę i manipulację – mówił w niedzielę wieczorem podczas ostrego sporu z Karoliną Lewicką Piotr Gliński. Dziennikarze TVP Info napisali w tej sprawie list otwarty – oczekują przeprosin od wicepremiera. Swój podpis pod listem złożył też prezes TVP.

Prof. Piotr Gliński

Prof. Piotr Gliński (Fot. Tomasz Stańczak/ Agencja Gazeta)

 

„Pańskie słowa obrażają nas, naszą antenę i Telewizję Polską” – piszą w dostępnym w sieci liście dziennikarze TVP Info. Jego treść opublikował m.in. portal Wirtualnemedia.pl. Pracownicy stacji zabierają w ten sposób głos w sprawie niedzielnego programu „Minęła dwudziesta”, w którym doszło do ostrej wymiany zdań między prowadzącą Karoliną Lewicką a ministrem kultury Piotrem Glińskim. doszło do ostrej wymiany zdań między prowadzącą Karoliną Lewicką a ministrem kultury Piotrem Glińskim.

Zirytowany uwagami dziennikarki, by odpowiadał na pytania, Gliński stwierdził m.in. „To jest program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się skończy, ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna”. – Pomyliły się pani miejsca. Gdzie indziej się przesłuchuje ludzi, tutaj przedstawia się swoje racje – mówił też.

 

Co piszą dziennikarze?

beataChmiel

 

 

gazeta.pl

TVP zawiesiło Karolinę Lewicką po programie z wicepremierem Glińskim

WB, 23.11.2015
Karolina Lewicka została zawieszona w obowiązkach prowadzącej program „Minęła dwudziesta” przez prezesa TVP- podaje press.pl. Sposób prowadzenia programu z ministrem kultury Piotrem Glińskim miał „odbiegać od standardów nadawcy”.

Karolina Lewicka

Karolina Lewicka (arch. pryw.)

 

W programie „Minęła dwudziesta” doszło do starcia wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego z dziennikarką Karoliną Lewicką.

Gliński nie odpowiadał na pytania i chciał wygłaszać oświadczenia, by ostatecznie stwierdzić: „To jest program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się skończy, ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna”.

 

Czegoś takiego w telewizji jeszcze nie było. Prof. Gliński, nowy minister kultury, pokazał, co potrafi >>>

Prezes TVP Janusz Daszczyński w rozmowie z „Presserwisem” powiedział, że Lewicka zachowała się w niewłaściwy sposób. – Sposób prowadzenia programu odbiegał zdecydowanie od standardów, które obowiązują w telewizji publicznej – tłumaczył.

Dziennikarka prowadziła dziś rano inny program na antenie TVP Info. Jest ona zawieszona w obowiązkach prowadzącej program „Minęła dwudziesta” – precyzuje press.pl.

Cały program można zobaczyć na stronie vod.tvp.pl>>>

List protestacyjny

Co ciekawe, Daszczyński podpisał się pod listem protestacyjnym, który dziennikarze wystosowali do wicepremiera Glińskiego. Żądają oni przeprosin za słowa, które padły w trakcie programu. „Nie życzymy sobie, by ani Pan, ani ktokolwiek inny, posiadający lub nieposiadający władzę, tak mówił o nas lub innych dziennikarzach” – napisali.

Prezes TVP wyjaśnił, że „zapowiedź upolitycznienia mediów publicznych zasygnalizowana w wypowiedzi wicepremiera jest atakiem na wolność słowa w niepodległej Polsce”, jednak nie zmienia to jego oceny przebiegu programu.

Wcześniej, w sprawie zachowania Glińskiego w programie, dziennikarze TVP napisali do ministra list otwarty:

 

 

tvpZawiesza

gazeta.pl

Reklamy