Sierakowski, 23.11.2015

 

„Temat dnia Gazety Wyborczej”: Wojciech Maziarski rozmawia z Mateuszem Kijowskim o Komitecie Obrony Demokracji i aktualnej sytuacji w Polsce

MATEUSZ KIJOWSKI, WOJCIECH MAZIARSKI, ZDJĘCIA I MONTAŻ: DOROTA HALICKA, STUDIO TV, 23.11.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,19235095,video.html?embed=0&autoplay=1

Ostatnie wydarzenia w Polsce w wielu osobach zrodziły poczucie niepokoju. Owocem nasilających się zmartwień jest powołany niedawno Komitet Obrony Demokracji. Jego członkowie nie identyfikują się z żadną ideologią, ani partią polityczną. Politykę pojmują jedynie jako dbanie o wspólne dobro. – Myślę, że mamy bardzo poważny problem w naszym kraju, to znaczy zanika demokracja. Naruszane są demokratyczne struktury, przepisy konstytucyjne, porządek prawny i dlatego powołaliśmy Komitet Obrony Demokracji – mówi Mateusz Kijowski z KOD, z którym w ‚Temacie dnia Gazety Wyborczej’ rozmawiał Wojciech Maziarski.

Facebookowa grupa Komitet Obrony Demokracji z każdą minutą zyskuje coraz więcej członków. Poza zrzeszeniem wirtualnym, członkowie grupy zaczynają się spotykać, aby omawiać swoją dalszą działalność. Opublikowano już pierwszy manifest Komitetu. – W najbliższych dniach będziemy uruchamiać akcję pisania listów w obronie Trybunału Konstytucyjnego. Będzie przygotowany wzór listu z odniesieniem do prawa. Listo będziemy propagować na naszej stronie, chcemy zbierać podpisy. Mamy nadzieję, że będzie to pierwszy poważny akt sprzeciwu – mówi Kijowski.

Zapytany o to, jak można przyłączyć się do Komitetu, Mateusz Kijowski radzi przede wszystkim dołączenie do grupy na Facebooku, a następnie przystąpienie do konkretnej struktury regionalnej. Warto zwrócić uwagę na prawidłowy adres grupy, gdyż istnieje wiele podobnych, podszywających się pod tą właściwą. Facebookowy adres Komitetu Obrony Demokracji to: https://www.facebook.com/groups/komitetobronydemokracji

W ramach ‚Tematu dnia Gazety Wyborczej’ redaktorzy ‚Gazety Wyborczej’ wspólnie z gośćmi omawiają aktualne wydarzenia w Polsce. Wyborcza.pl zaprasza internautów do oglądania kolejnych odcinków programu.

czymJest

wyborcza.pl

 

Wicepremier Piotr Gliński: „Za nami stoi system wartości”

yes, 23.11.2015

Prof. Piotr Gliński podczas kampanii wyborczej, Łódź, 1 września 2015

Prof. Piotr Gliński podczas kampanii wyborczej, Łódź, 1 września 2015 (TOMASZ STAŃCZAK)

Wicepremier i minister kultury w radiowej Dwójce odniósł się do awantury wokół premiery spektaklu „Śmierć i dziewczyna” we Wrocławiu. – Czytam teraz niebywałe rzeczy w „Gazecie Wyborczej”. To kłamstwa – stwierdził. Zapowiedział, że we wtorek Krzysztof Czabański zostanie powołany na stanowisko pełnomocnika rządu ds. reformy mediów publicznych.

Piotr Gliński był w poniedziałek wieczorem gościem programu „O wszystkim z kulturą” w radiowej Dwójce. Półgodzinną rozmowę poprowadziła Barbara Schabowska.

Nie mogło zabraknąć pytania o aferę wokół sobotniej premiery spektaklu „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu, w której zagrali aktorzy porno. – To zadyma polityczna – powiedział minister. – Ktoś chciał zrobić polityczną awanturę i mu się udało. Minister kultury zajmuje się teraz takim głupstwem.

Kto dzieli Polaków

Gliński powtórzył, że list do marszałka województwa dolnośląskiego, który prowadzi Teatr Polski – ministerstwo apelowało w nim o zaprzestanie przygotowań do premiery – miał podstawę w „jednoznacznych zapowiedziach teatru i pani reżyser, że w tym spektaklu będzie scena twardej pornografii, czyli akt seksualny”. – To spowodowało reakcję społeczną, do której jako minister musiałem się ustosunkować. Zapowiedziałem, że twarda pornografia nie będzie w Polsce realizowana za publicznie pieniądze – dodał.

Minister został oskarżony o cenzorskie zakusy. Na premierze okazało się, że żadnej pornografii ani stosunku seksualnego nie ma. – Albo nasz list przyniósł skutek, albo to była prowokacja. Po co dyrekcja teatru i pani reżyser to zrobili? W imię dzielenia polskiego społeczeństwa. To oni ponoszą pełną odpowiedzialność za to, że podzielono Polaków – stwierdził.

– Czytam teraz niebywałe rzeczy w „Gazecie Wyborczej”. To są kłamstwa i pomówienia. W tym jeszcze uczestniczy TVP Info, publiczna telewizja, która atakuje mnie w sposób niebywały – Gliński nawiązał do niedzielnego spięcia na antenie z prowadzącą program „Minęła dwudziesta” Karoliną Lewicką. – Nie odnosiłem się do walorów artystycznych spektaklu. Nie jestem człowiekiem, który ingerowałby w przekaz artystyczny – podkreślał, wspominając uczestnictwo w studenckim ruchu teatru offowego. Przywoływał też wrażenia ze słynnego przedstawienia „Apocalypsis cum figuris” Jerzego Grotowskiego.

– Czy podejmie pan dalsze kroki w związku ze „Śmiercią i dziewczyną”? – pytała Schabowska.

– Sprawa wymaga wyciszenia. To oczywiste, że to polityczna nagonka, próba zaistnienia i uderzenia w moją formację polityczną. Dyrektor Teatru Polskiego jest posłem Nowoczesnej.

Kultura ma rozsławiać polskość na świecie

Piotr Gliński powiedział, że fakt powołania ministra kultury na stanowisko wicepremiera świadczy o tym, że „rząd poważnie podchodzi do misji wspierania polskiej kultury i wykorzystywania jej jako medium promowania Polski, polskości na świecie”.

Jego zdaniem dotychczasowa polityka kulturalna „to była polityka obok polskiej wspólnoty”. – Mamy symboliczne kwestie. Dlaczego nie zbudowano Muzeum Historii Polski? – pytał

Gliński przypomniał kilka priorytetów polityki kulturalnej nowego rządu.

Po pierwsze: stabilizacja sytuacji twórców. – Chodzi np. o dostęp do środków publicznych dla artystów dotąd wykluczanych – wyjaśnił, zaznaczając od razu, że rząd PiS nikogo z góry wykluczać nie będzie. Stwierdził też, że należy wspomóc twórców, którzy nigdy nie będą dobrze sytuowani, bo zajmują się nierynkowymi dziedzinami sztuki.

Po drugie: zrównoważony dostęp do kultury, którego, jego zdaniem, dotychczas brakowało. – Musimy skończyć z realizowanym przez naszych poprzedników rozwojem polaryzacyjno-dyfuzyjnym, czyli koncentrowaniem życia kulturalnego w największych ośrodkach – twierdził. Przykład? Państwo ma zadbać o wiejskie biblioteki, choć, jak pisaliśmy, te akurat (podobnie jak biblioteki w miastach do 50 tys. mieszkańców, mają się świetnie, bo od pięciu lat są objęte Narodowym Programem Rozwoju Czytelnictwa.

Robimy dobre rzeczy

Po trzecie: działalność wzmacniająca polską tożsamość w kraju i promująca Polskę zagranicą. Chodzi o przekaz spajający „naszą wspólnotę polityczną”. – Mamy problem na świecie. Inne narracje historyczne zwyciężają, a my przegrywamy – stwierdził, nie dodając jednak, co właściwie ma na myśli.

Powtórzył też deklarację z festiwalu Camerimage: rząd ogłosi konkurs na fabułę promującą historię, która zostanie zrealizowana z hollywoodzkim rozmachem. Tematy? Np. historia rtm. Pileckiego, rodziny Ulmów, polskich lotników z bitwy o Anglię. Gliński zapowiedział, że film nie będzie realizowany z budżetu ministerstwa kultury, by nie zabierać innym podmiotom. – Będziemy to montowali z udziałem kapitału prywatnego – zapowiedział.

Po czwarte: ustawa medialna, „która jest w końcowym etapie przygotowywania”. Przypomnijmy, że media publiczne mają stać się narodowymi instytucjami kultury z jednoosobowym zarządem, na wzór np. Muzeum Narodowego. – Nie obawiam się zamieszania, ponieważ wiem, że to, co robimy, to są dobre rzeczy. Za nami stoi system wartości i społeczeństwo polskie. Otrzymaliśmy mandat społeczny, choć walczyliśmy z całym systemem instytucjonalnym, z całym polskim państwem, które było opanowane przez naszych konkurentów politycznych.

Zobacz także

toByłaProwokacja

toByłaProwokacja1

wyborcza.pl

 

 

Ustawa PiS o TK niezgodna z konstytucją. Dlaczego? Helsińska Fundacja wylicza [7 PUNKTÓW]

Mateusz Włodarczyk, 23.11.2015
Helsińska Fundacja Praw Człowieka oskarża Sejm i Senat o złamanie konstytucji, regulaminu Sejmu i zwyczaju parlamentarnego. I apeluje do prezydenta Dudy o zaskarżenie nowelizacji ustawy o TK. Jednocześnie została ona już zaskarżona przez RPO i posłów PO.

Trybunał Konstytucyjny

Trybunał Konstytucyjny (Fot. Agencja Gazeta)

 

W swoim apelu do prezydenta Fundacja wylicza, dlaczego ustawa o Trybunale Konstytucyjnym jest niekostytucyjna. Wniosek o zbadanie konstytucyjności nowych przepisów złożył do TK rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, a także Plarforma Obywatelska. Podobny ruch zapowiada Nowoczesna.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Barbarę Grabowską-Moroz z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

1. Pierwsze czytanie projektu ustawy PiS odbyło się w komisji, a powinno na posiedzeniu Sejmu

Barbara Grabowska-Moroz: – To jest złamanie regulaminu Sejmu, co może przełożyć się na stwierdzenie złamania konstytucji.

2. Odejście od zasady, że pierwsze czytanie odbywa się najwcześniej 7 dnia od doręczenia posłom druku ustawy

BGM: – Regulamin Sejmu przewiduje wyjątek od tej zasady, o czym decyduje Sejm lub komisja, więc formalnie do złamania regulaminu Sejmu nie doszło. Brakuje nam jednak przekonującego uzasadnienia dlaczego pierwsze czytanie odbyło się tak szybko.

3. Brak przeprowadzenia konsultacji społecznych i zasięgnięcia ekspertyz

BGM: – Nie stanowi to automatycznego złamania konstytucji, jednak brak jakichkolwiek opinii ekspertów i adresatów tworzonego prawa jest złamaniem zwyczaju parlamentarnego. Uniemożliwiło również posłom zlecenie odpowiednich ekspertyz, które mogłyby wpłynąć na kształt zgłaszanych poprawek, czy wręcz – teoretycznie –wynik głosowań. Takie szybkie procedowanie zmian ustrojowych ma niewiele wspólnego z demokratycznym państwem prawa, o czym mówi art. 2 konstytucji.

4. Brak opinii Krajowej Rady Sądownictwa

BGM: – KRS nie miał nawet szansy wydać opinii w tej sprawie, a ich opinia jest wymogiem konstytucyjnym.

5. Wprowadzenie kadencyjności Prezesa i Wiceprezesa TK

BGM: – Samo wprowadzenie kadencyjności nie jest niezgodne z konstytucją, ale usuwanie sędziów z pełnionych funkcji może posiadać cechy niekonstytucyjności. Nowelizacja ustawy o TK zakłada, że obecny prezes i jego zastępca stracą swoje stanowiska po trzech miesiącach od wejścia ustawy. Ustawa skróciła kadencje prezesów, a tym samym wkroczyła we władzę sądowniczą, która od innych władz powinna być odbrębna.

6. Powołanie sędziów dopiero po złożeniu ślubowania przed Prezydentem

BGM: – To Sejm wybiera sędziów Trybunału Konstytucyjnego, zaś Prezydent odbiera od wybranych sędziów ślubowanie przed objęciem urzędu. Nowelizacja wprowadza trzydziestodniowy termin na złożenie ślubowania. Wymóg złożenia ślubowania przed Prezydentem sam w sobie nie łamie konstytucji. Jednak sytuacja, w której dochodzi do opóźnienia w złożeniu ślubowania z uwagi na zwłokę np. po stronie Prezydenta, skutkuje tym, że Prezydent ograniczy skuteczność decyzji Sejmu, czyli zawetuje ją.

7. Ponowny wybór sędziów TK

BGM: – Uchylenie przepisu przejściowego uchwalonego w czerwcu i wprowadzenie przepisu umożliwiającego ponowny wybór sędziów ma doprowadzić do sytuacji, w której wybrani w październiku, stracą swoje stanowiska. Stanowi to skrócenie im kadencji, co wiąże się ze złamaniem konstytucji. Wybór kolejnych pięciu sędziów skutkować będzie tym, że wybranych będzie łącznie dwudziestu sędziów. Jeśli to zrobi, co zapewne nastąpi w grudniu, to będziemy mieli dwudziestu sędziów Trybunału Konstytucyjnego, podczas gdy konstytucja przewiduje 15 sędziów TK. Ponowny wybór sędziów jest prawnie niemożliwy, przy użyciu uchwalonych przepisów, bo wybór sędziów został już dokonany, a uchwalona ustawa nie może tego cofnąć. W przypadku wątpliwości co do ostatniego wyboru sędziów TK, nowy parlament mógł zaskarżyć tę decyzję do Trybunału Konstytucyjnego, a nie uchwalać nową ustawę. Jedno jest pewne, że cała ta sytuacja nie odbije się na PO, czy PiS, tylko na Trybunale Konstytucyjnym.

Jedną z pierwszych decyzji nowego Sejmu było przegłosowanie ustawy PiS o TK. Nowelizacja, uchwalona głosami PiS i Kukiz’15, przewiduje m.in. ponowny wybór pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego (8 października poprzedni Sejm wybrał już sędziów TK).

Prezydent Andrzej Duda nie odpowiedział dotąd na apel Helsińskiej Fundacji.

 

RPOzaskarża

gazeta.pl

Sędziowie w uchwale: Prezydent nie może nas „uwolnić” od orzekania

jagor, PAP, 23.11.2015
Władza wykonawcza nie może konkurować z sądowniczą, a prezydent nie może „uwolnić” wymiaru sprawiedliwości od orzekania – głosi uchwała zgromadzenia przedstawicieli sędziów apelacji warszawskiej ws. procesu b. kierownictwa CBA.

Sędziowie do prezydenta Dudy

Sędziowie do prezydenta Dudy (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

 

Zastrzegają oni, że ich uchwała nie stanowi oceny zastosowania przez prezydenta Andrzeja Dudę prawa łaski wobec b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego i pozostałych b. członków kierownictwa Biura, ale sprzeciwiają się „negatywnemu przekazowi, jaki temu towarzyszy. Nie sposób zaakceptować przedstawiania wymiaru sprawiedliwości jako instrumentu politycznego, a przez to kreowania wizerunku sądów jako instytucji niezdolnych do wykonywania konstytucyjnie powierzonych zadań” – czytamy w uchwale.

Rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie Ewa Leszczyńska-Furtak powiedziała, że już dawno na poniedziałek było zaplanowane zgromadzenie przedstawicieli sędziów apelacji warszawskiej, ale postanowiono podjąć nieplanowaną wcześniej uchwałę w związku z ostatnimi wydarzeniami wokół sprawy Kamińskiego, Macieja Wąsika, Grzegorza Postka i Krzysztofa Brendela (skazanych nieprawomocnie w I instancji na 3 i 2,5 roku więzienia za nadużycie władzy, a w zeszłym tygodniu ułaskawionych przez prezydenta Dudę).

Sąd analizuje wykonanie postanowienia prezydenta

Prawo łaski – jak podała sędzia Leszczyńska-Furtak – prezydent zastosował „poprzez przebaczenie i puszczenie w niepamięć oraz umorzenie postępowania”. Według niej Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście prowadzi obecnie analizy nad sposobem wykonania tego postanowienia.

W uchwale czytamy, że zgromadzenie „wyraża głębokie zaniepokojenie pojawiającymi się w ostatnim czasie wypowiedziami w związku ze sprawą Mariusza Kamińskiego i trzech pozostałych członków kierownictwa CBA”.

Sprzeciw sędziów budzą komentarze części mediów

Jak podkreślono, sprzeciw budzą komentarze części mediów przypisujące konkretnym sędziom sprzeniewierzenie się niezawisłości i polityczną dyspozycyjność. „Tym bardziej należy dać stanowczy odpór głosom reprezentantów najwyższych władz państwowych, posługujących się takim samym językiem” – zaznaczyli autorzy uchwały.

Zarazem piszą, że ich stanowisko „nie jest powodowane jedynie chęcią ochrony dobrego imienia konkretnych sędziów, ale przede wszystkim potrzebą obrony fundamentalnych zasad, na których opiera się Rzeczpospolita Polska jako demokratyczne państwo prawne”.

Ustrój Rzeczypospolitej opiera się na trójpodziale władzy

„Konstytucja stanowi, że ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, a żadna z nich nie jest zwierzchnią nad pozostałymi. Władza wykonawcza nie może konkurować z władzą sądowniczą, a Prezydent RP nie jest organem mogącym „uwolnić wymiar sprawiedliwości” od sprawowania władzy w konstytucyjnie zakreślonym obszarze” – napisali sędziowie.

Przypomnieli oni, że postępowanie karne nie jest forum, na którym toczy się spór pomiędzy oskarżonymi a sędziami. „Oponentami dla oskarżonych są pokrzywdzeni i prokurator, zaś sąd jest arbitrem wydającym wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, a nie w imieniu jakiejkolwiek opcji politycznej” – głosi uchwała.

Kończy się ona apelem „o zachowanie standardów demokratycznego państwa prawnego i zaprzestanie bezpodstawnych ataków podważających niezależność sądów i niezawisłość sędziów”.

HFPC: Prezydent nie może decydować o uniewinnieniu oskarżonego

Według Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, akt łaski nie prowadzi do konieczności umorzenia postępowania przez sąd II instancji, a jego skutki zrealizują się dopiero po ewentualnym prawomocnym skazaniu ułaskawionego. HFPC sporządziła opinię prawną dotyczącą skutków prawnych ułaskawienia przez prezydenta osób skazanych nieprawomocnym wyrokiem sądu karnego.

– Prezydent może ułaskawić skazanego, a więc zwolnić go z odbywania całości lub części kary, czy nawet zatrzeć skazanie. Nie może jednak decydować o uniewinnieniu oskarżonego, ani też nakazywać sędziemu, aby ten umorzył postępowanie karne – skomentował dr Piotr Kładoczny, sekretarz zarządu HFPC.

HFPC podkreśliła, że art. 139 Konstytucji regulujący prezydenckie prawo łaski nie może być interpretowany w oderwaniu od podstawowych zasad ustrojowych Polski. Taką fundamentalną zasadą jest m.in. trójpodział władzy i wynikająca z niego zasada niezależności sądów. Przyznanie prezydentowi prawa do nakazywania sędziom umorzenia postępowania karnego oznaczałaby, że głowa państwa mogłaby decydować o tym, które sprawy podlegają rozpoznaniu przez wymiar sprawiedliwości, a które nie – oceniła HFPC. Według niej, „byłaby to zdecydowanie silniejsza ingerencja we władzę sądowniczą, niż w przypadku wąsko rozumianej łaski, ograniczającej się wyłącznie do przyznania prezydentowi prawa do łagodzenia prawomocnie orzeczonych kar”.

HFPC wskazała, że kompetencja prezydenta do decydowania o umorzeniu postępowania karnego mogłaby negatywnie wpływać na poszanowanie praw osób pokrzywdzonych przestępstwem. Prezydent decydując o zakończeniu postępowania karnego, mógłby pozbawić ofiary przestępstw ich prawa do wiedzy o sprawcy i okoliczności popełnienia przestępstwa oraz możliwości łatwiejszego dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia na drodze cywilnej – uznała HFPC. Jej zdaniem prezydent mógłby także pozbawić opinię publiczną możliwości uzyskania wiedzy na temat przestępstw, w które zamieszani są wysocy funkcjonariusze publiczni.

– Fundacja w swojej opinii nie krytykuje samej instytucji prawa łaski czy motywów, którymi kierował się prezydent Andrzej Duda ułaskawiając pana Mariusza Kamińskiego. Należy jednak pamiętać, że umarzając postępowanie karne w tej sprawie, może dojść do wykreowania niebezpiecznego precedensu – podkreśla autor opinii Marcin Szwed.

Duda: Ta sprawa była niszcząca dla wymiary sprawiedliwości

Prezydent Andrzej Duda, odnosząc się do swej decyzji ws. ułaskawienia b. szefów CBA, powiedział: – Ta sprawa była nieprawdopodobnie niszcząca dla wymiaru sprawiedliwości i jeśli mamy budować dobry obraz wymiaru sprawiedliwości w Polsce, a chciałbym, żeby tak było, postanowiłem w swoisty sposób uwolnić wymiar sprawiedliwości od tej sprawy, w której zawsze ktoś by powiedział, że sądy działały na polityczne zlecenie i przeciąć ten problem, rozstrzygnąć ten spór na moją odpowiedzialność jako prezydent.

– Wiadomo, co było przy wyroku wydawanym w pierwszej instancji, co z tym wszystkim zrobił sędzia Łączewski. Ta sprawa została przez niego maksymalnie upolityczniona, pięć miesięcy pisał uzasadnienie i tuż przed wyborami publicznie je ogłosił – mówił Duda.

Ocenił, że „wymiar sprawiedliwości nie potrafi skazać bandytów z Pruszkowa, nie potrafi skazać ludzi zamieszanych w procedery łapówkarskie, a z drugiej strony wymierza drakońskie kary ludziom, którzy chcą budować w Polsce silne państwo, którzy walczą z korupcją”. – Ja się z takim czymś nie zgadzam – dodał.

Zobacz też: Duda liczył, że wszyscy zapomnieli, co mówił w 2011 r. o prawie łaski?

jestUchwałaSędziów

gazeta.pl

 

Nie w naszym imieniu

PiS jest partią populistyczną, od wielu lat uprawiającą wyłącznie propagandę i manipulację, partią która kłamie, nie szanuje instytucji państwa i porządku prawnego, nadużywa władzy, szantażuje i zastrasza wszystkich myślących inaczej – a więc znakomitą większość społeczeństwa. Ale to się zmieni, bo – zapewniam was funkcjonariusze PiS – tak partia polityczna, utrzymywana z pieniędzy podatników, działająca (co prawda już tylko teoretycznie) na mocy przepisów prawa, wyglądać nie może i nie będzie.

Polacy zbuntują się – już się buntują! (Komitet Obrony Demokracji) przeciwko próbom zamknięcia im ust i pozbawienia dostępu do informacji – bo tak należy rozumieć zawieszenie Karoliny Lewickiej Z TVP, która zawiniła wyłącznie tym, że z premierem Glińskim rozmawiała nie na kolanach, ale normalnie, ośmielając się zadawać mu dociekliwe pytania i obnażać manipulacje.

Informacja jest sprawą w demokracji kluczową – bo tylko dobrze, rzetelnie poinformowani ludzie mogą podejmować, także w wyborach, decyzje oparte na faktach. A informacją jest, jak mawiał Andrzej Wojciechowski, wyłącznie to, co władza chce ukryć. Reszta to propaganda i reklama. Dlatego dobry dziennikarz nie jest, nie może i nie powinien być lubiany przez polityków, przeciwnie – im bardziej dobiera się im do skóry i odkrywa ich grzechy i zaniechania, tym bardziej go nie znoszą. I tak ma być. I to jest normalne i właściwe. W Ameryce mawia się, że dziennikarze i redakcja, którym politycy nie wytaczają procesów to słabi dziennikarze i słabe redakcje, skoro nie zdołali nadepnąć władzy na odcisk.

Politycy PiS z profesorem Glińskim, którego kolejne wypowiedzi dotyczące mediów pokazują, że woda sodowa coraz bardziej uderza mu do głowy, nie przyswoili sobie jeszcze tej prostej prawdy, że w dobie swobód obywatelskich, praw człowieka, internetu i przynależności Polski do różnych międzynarodowych organizacji, nie będzie łatwo założyć dziennikarzom kaganiec. Wszystkich nas nie zwolnicie, a jak zwolnicie zostaną blogi, felietony książki, gazety, prywatne – choćby i niszowe media. Zapewniam, że informacje o waszych wyczynach tak czy owak popłyną do opinii publicznej szerokim strumieniem.

Sami Polacy zbuntują się przeciw zawłaszczaniu państwowych instytucji i traktowaniu ich jak chłopów na folwarku, bo, wbrew temu co o nich myślicie, parobkami na folwarku nie są.

Wasza władza upadnie, nawet nie obalona z zewnątrz. Pozbędziecie się jej sami: swoją butą, pychą, arogancją, chciwością, podłością, pogardą i głupotą – bo nie rozumiecie, że dla Polaków ich wolności i ich prawa z takim trudem wywalczone, mają znaczenie kluczowe i fundamentalne.

Wasza władza upadnie także dlatego, że w przeciwieństwie do was większość obywateli rozumie czym jest demokracja i wy ich nie reprezentujecie. Reprezentujecie ledwie mniejszość, której obawy i lęki cynicznie wykorzystaliście i wyolbrzymiliście, żeby zdobyć władzę. Mniejszość, która się boi (bo agresja zawsze wynika ze strachu). Wy zaś, zamiast ten strach ukoić i obrócić w pozytywne propaństwowe działanie – bo tak postępują politycy troszczący się o swój kraj – zamieniliście go w bezrozumne przerażenie, snując przez lata obłąkańczą narrację o niemiecko-rosyjskim kondominium i zdrajcach w najwyższych kręgach władzy.

Na koniec załączam link do oświadczenia wydanego przez SDP. Stowarzyszenia, które tym samym w moich oczach przestało być, nawet pozornie, jakąkolwiek namiastką choćby organizacji dziennikarskiej. Niniejszym wliczam ją w poczet przybudówek partyjnych. Moje pierwsze słowa o PiS z tego wpisu są trawestacją tego, co SDP napisało o dziennikarzach – wstydziłam się czytając ten popis lizusostwa, który zasługuje na nazwę o wiele bardziej dosadną. Wolno wam, bo jak powiedziała mi butnie przed chwilą Magdalena Żuraw na twitterze – wygraliście („wygrałam” – tak oznajmiła wierna apologetka PiS i prezydenta, czyż to nie znamienne?).

Mimo jednak że chwilowo „wasze”, agresywne i nie liczące się z nikim i z niczym na górze, jedno wam powiem: mnie nie reprezentujecie. I wielu, wielu, wielu innych też nie. Są nas miliony i wy – partia Bezprawia i Niesprawiedliwości – w naszym imieniu nie mówicie. Wy nas nie reprezentujecie.

nieWnaszym

naTemat.pl

„Kamiński w walce z sitwą”, czyli „Wprost” wkracza do pisowskiego mainstreamu

Wojciech Czuchnowski, 23.11.2015

„Wprost” (wyd. 23.11.2015)

Na okładce uśmiechnięty Mariusz Kamiński plus informacja: „Mariusz Kamiński w starciu z sitwą, mafią i korupcją”. Do tego wielki tytuł: „IDĘ PO WAS”, gdzie „PO” jest wyróżnione czerwonymi literami. Na zdjęciu świeżo ułaskawiony koordynator specsłużb idzie, a właściwie kroczy świetlistym korytarzem.

To nie jest okładka tygodnika „wSieci”, „Do Rzeczy” ani nawet „Gazety Polskiej”. Tak wita czytelników najnowsze „Wprost”, próbując rozbić stawkę wyścigu o to, kto lepiej podliże się nowej władzy. Próba udana – „Do Rzeczy” ma na pierwszej stronie jakieś smęty o reżimowych dziennikarzach; trochę lepiej z „wSieci” – tam premier Szydło z Jarosławem Kaczyńskim zapowiadają „Misję specjalną, czyli Polskę od nowa”, stojąc w pozach rewolwerowców.

„Wprost” przebija wszystkich. Numer otwiera edytorial Tomasza Wróblewskiego, w którym naczelny tygodnika wykpiwa lęki o stan demokracji w Polsce. Dla niego są one „wydumane”.

Do hymnu na cześć Kamińskiego zabrali się redaktorzy Kowalewski i Staniszewski (obaj tak jak ich bohater o imieniu Mariusz). Tekst jest krótki i – tak jak trzeba w czasach rewolucji – prosty niczym konstrukcja cepa. Piszą więc Mariusze, że „skazanie Kamińskiego było próbą wyeliminowania człowieka, który walczył z korupcją”, ale na szczęście w tę nieprawość układu i wymiaru sprawiedliwości dzielnie wkroczył prezydent Duda. „Teraz jest jasne, że kierowane przez Kamińskiego służby uderzą w korupcyjny system” – zacierają ręce publicyści.

Czy tak jak uderzały poprzednio, łamiąc przepisy, wyłudzając zgody na podsłuch i stosując bezprawne prowokacje – tego nie piszą. Ale jest w tym logika, bo z całego tekstu wynika, że kabaretowe akcje Kamińskiego i jego agentów na czele ze słynnym Tomkiem to dla „Wprost” wzorzec z Sevres i wara od nich jakimś tam sądom oraz wrażym pismakom.

Dziennikarze „Wprost” zagrzewają Kamińskiego do weryfikacji w szeregach służb, ale też zamartwiają się, że ich imiennik na pewno napotka opór „byłych oficerów posiadających wpływy w biznesie, mediach i wymiarze sprawiedliwości”. Jak piszą, Kamiński będzie musiał w ogóle „naruszyć wiele interesów”, „trudno więc się dziwić, że front atakujący go jest tak szeroki”.

Uff… w tekście panów K. i S. jest jeszcze więcej o tym, jak teraz Kamiński i jego mołojcy ruszą w bój, ale nie mogłem już tego doczytać.

Strony skleiły się od wazeliny.

Zobacz także

kamińskiwWalceZsitwą

wyborcza.pl

 

Karolina Lewicka, dziennikarka TVP Info zawieszona po wywiadzie z wicepremierem Glińskim już po przesłuchaniu przez komisję etyki. Jutro decyzja

knysz, kospa, 23.11.2015

Prof. Gliński występował w programie Karoliny Lewickiej. Kilka godzin później dziennikarka została zawieszona

Prof. Gliński występował w programie Karoliny Lewickiej. Kilka godzin później dziennikarka została zawieszona(Agencja Gazeta)

Sprawą wywiadu dziennikarki Karoliny Lewickiej z wicepremierem prof. Glińskim zajmuje się telewizyjna komisji etyki. Już przesłuchała prowadzącą programu „Minęła dwudziesta” w TVP Info i wydawcę niedzielnego programu. Decyzję o zwołaniu komisji podjął prezes TVP Janusz Daszczyński po naradzie z dyrektorami TVP. Do czasu werdyktu komisji Lewicka nie może prowadzić programu „Minęła dwudziesta”.

Podczas przesłuchania Komisja etyki zapytała Lewicką, czy by coś zmieniła w niedzielnym wywiadzie z wicepremierem Glińskim. – Nic – odparła. Joanna Świderska z komisji etyki (na co dzień sekretarz redakcji TVP1) powiedziała „Wyborczej”, że komisja kilka razy oglądała nagranie programu „Minęła 20-sta”, rozmawiała ze wszystkimi zainteresowanymi przez klika godzin. Jutro jej pisemna decyzja. – To bardzo ważna sprawa, nie chcemy jej pisać na łapu capu. Jestem głęboko przekonana, że opinia, czy ktoś złamał zasady dziennikarskie to sprawa ważka, musimy wyważyć każde słowo.

Zawieszenie Lewickiej złym sygnałem dla zespołu

Wcześniej w obronę wziął Lewicką jej bezpośredni przełożony Tomasz Sygut, dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. W liście do prezesa Daszczyńskiego napisał: „Z ogromnym zdziwieniem i niepokojem przyjąłem informację o zawieszeniu przez Pana Prezesa redaktor Karoliny Lewickiej. W mojej ocenie w niedzielnym wydaniu programu ‚Minęła dwudziesta’, prowadzonym przez redaktor Lewicką, nie doszło do zaniedbań czy też złamania dziennikarskich standardów, które mogłyby skutkować tak dotkliwą karą. (…) Jeśli ktoś w studiu zachowywał się nieodpowiednio, to wicepremier, minister kultury prof. Gliński”.

Sygut poprosił prezesa o „przemyślenie decyzji i przywrócenie do programu redaktor Lewickiej”.

„Dziennikarz ma w swoich obowiązkach zadawanie pytań – pisze Sygut. – Zawieszenie redaktor Lewickiej to zły sygnał do zespołu – nie krytykuj, nie domagaj się odpowiedzi, toleruj protekcjonalne zachowanie – bo w innym razie zostaniesz zawieszony. Jako szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, a przede wszystkim dziennikarz, nie mogę tego zaakceptować”.

Gliński: To program propagandowy

Karolina Lewicka zaprosiła Piotra Glińskiego do niedzielnego programu „Minęła dwudziesta”, by porozmawiać o spektaklu „Śmierć i dziewczyna”. W piśmie skierowanym do marszałka województwa dolnośląskiego wicepremier i minister kultury zażądał „natychmiastowego wstrzymania przygotowań premiery w zapowiadanej postaci łamiącej powszechnie przyjęte zasady współżycia społecznego”. Próbowała się dowiedzieć, „na jakiej podstawie merytorycznej i prawnej zwrócił się pan do marszałka województwa dolnośląskiego, by ten wstrzymał przygotowania do premiery”. Pytanie padało wielokrotnie, ale prowadząca nie usłyszała na nie odpowiedzi. Zwróciła w końcu rozmówcy uwagę, że do tej pory „dobrą tradycją było, że polityk, który pojawiał się w programie publicystycznym, odpowiadał na pytania”.

– Jeżeli to program publicystyczny. A to jest program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się skończy, ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna – pogroził Gliński. Niedługo po zakończeniu programu serwis Press.pl poinformował, że za rozmowę z wicepremierem prezes TVP Janusz Daszczyński dziennikarkę zawiesił. – Sposób prowadzenia programu odbiegał zdecydowanie od standardów, które obowiązują w telewizji publicznej – wytłumaczył Presserwisowi. Po programie list protestacyjny do ministra kultury wystosowali dziennikarze TVP Info, w którym „stanowczo protestują” przeciwko wygłoszonym przez niego opiniom.

Zobacz także

komisjaEtyki

wyborcza.pl

 

 

Sławomir Sierakowski o prof. Glińskim: minister braku kultury
23.11.2015
Minister Gliński, na którego umiar wielu liczyło, zawiódł wszystkich, którzy rozumieją, na czym polega wolność wypowiedzi, bez której kultura nie może się rozwijać. Fundamenty spod demokracji rząd wyjmuje od strony służb specjalnych, prezydent Duda od strony Trybunału Konstytucyjnego, a Gliński postanowił usuwać je, ograniczając wolność słowa. Mieliśmy bać się Macierewicza, a bać się trzeba Glińskiego – pisze Sławomir Sierakowski w felietonie dla Wirtualnej Polski.

Minister Gliński narobił sobie wstydu trzeci raz w tym samym tygodniu, zbliżając się do wyśrubowanego rekordu prezydenta Dudy. Nasze państwo ma mocną głowę, która potrafi za jednym zamachem stanu łamać konstytucję sześć razy. Zamach na sądy (bezprawne ułaskawienie Kamińskiego) i podpisanie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym to pewne miejsce Dudy w historii polskiego parlamentaryzmu. Ale Duda już powinien czuć na plecach oddech ministra Glińskiego.

Ziemkiewicz: na Macierewicza, Ziobrę i Kamińskiego patrzy się jak na trzech jeźdźców Apokalipsy

O ile po Dudzie nie było wiadomo, czego się spodziewać, bo był anonimowym politykiem wystawionym do przegrania wyborów prezydenckich, to po prof. Piotrze Glińskim spodziewać się było można klasy i umiarkowania. To jednak człowiek znany w środowisku akademickim, nieznany za to wcześniej z ostentacyjności albo wstecznych poglądów.

Tymczasem minister Gliński postanowił zacząć od zdumiewającej zapowiedzi, że nie zamierza się mścić, ale będzie inny podział środków na kulturę. Dlaczego w ogóle mielibyśmy się jakiejś zemsty spodziewać? Co profesorowi chodziło po głowie, że takie zastrzeżenie postanowił poczynić? Mamy się bać? Przecież do władzy doszła partia, która zamierza strzec prawa i sprawiedliwości. Tam, gdzie obowiązuje prawo, nie obowiązuje zemsta.

A środki na książki to chyba są rozdawane według kryteriów merytorycznych, a decydują o tym eksperci z Instytutu Książki? Skąd minister już wie, że eksperci rozdzielą te środki inaczej? Czy merytoryczne kryteria się zmienią? A może minister już wie, że zignoruje zdanie ekspertów i rozdawać je będzie uznaniowo?

Ucieszyłby tym samym najgorszą internetową hołotę, która żyje w tej chwili nadzieją odebrania dotacji wszystkim, którzy mają inne poglądy. Patriotyzm i silne państwo to dla nich państwo, które merytoryczne kryteria zostawia frajerom, a samo środki przyznaje tylko swoim. Takie państwo oczywiście nigdy nie będzie silne a takie postawy nic wspólnego z patriotyzmem nie mają.

Patriotami byli nie internetowi hejterzy, ale Jan Józef Lipski (akowiec i jeden z przywódców opozycji demokratycznej przed ’89 rokiem), Jacek Kuroń czy Lidia Ciołkoszowa, współpracowniczka i żona Adama Ciołkosza, o którym biografię napisał Andrzej Friszke. Książki wszystkich wymienionych, a także noblisty Czesława Miłosza, Stanisława Brzozowskiego, Timothy’ego Snydera czy Jarosława Hrycaka wydaliśmy właśnie za dotacje ministerialne. Ciekawe, które nie załapałyby się teraz na środki rozdawane przez ministerstwo Glińskiego. Ponieważ wydawać zamierzamy podobne, rychło się przekonamy.

Druga głośna wypowiedź ministra Glińskiego również była przekroczeniem demokratycznej normy. Ministrowi, a także krucjacie różańcowej, ONR-owi, Młodzieży Wszechpolskiej i innym zasłużonym dla polskiej kultury organizacjom, nie spodobała się sztuka we wrocławskim Teatrze Polskim, której nie widzieli. Dlatego minister postanowił interweniować, przyznając sobie prawo do decydowania, co ma być wystawiane.

Prawo, które ma rzekomo wynikać z tego, że to ministerstwo rozdaje środki na działalność teatrów. W żadnym demokratycznym państwie za dotacjami na kulturę nie idzie prawo do decydowania o treści i formie sztuki tworzonej za te środki. Wpływ ministra na treść przedstawień w teatrach publicznych powinien być dokładnie taki jak wpływ ministra na treść przedstawień w teatrach prywatnych. Czyli żaden. O treści decydują artyści i dyrektorzy teatrów. Inaczej mamy do czynienia z ograniczaniem wolności twórczej i wolności wypowiedzi. A to już nie jest demokracja. Profesor Gliński nie może tego nie wiedzieć. Może co najwyżej udawać, że nie wie.

Do trzech razy sztuka. Tym razem już nie teatralna, tylko telewizyjna. Dziennikarka TVP Info Karolina Lewicka przypomniała ministrowi (jak czynią to regularnie dziennikarze, gdy gość unika odpowiedzi, nawet jeśli jest premierem, co dopiero ministrem), że formuła programu telewizyjnego polega na tym, że pytania zadaje gospodarz programu, a gość proszony jest o odpowiedź. Dziennikarce należy się raczej szacunek za to, że kieruje się zasadami, a nie nagana za to, że nie uległa strachowi przed władzą.

Minister Gliński nazwał program propagandowym i zagroził, że dotychczasowa działalność TVP Info w kształcie, który mu nie odpowiada, skończy się. Tak otwartej groźby ze strony polityka, nie słyszał na antenie jeszcze żaden dziennikarz i żadna telewizja. Gliński zaatakował zasadę wolności wypowiedzi. Media publiczne w demokracji mają być wolne od nacisków politycznych, a o formie i jakości programów decydować powinni niezależni od władzy eksperci. Jeśli wcześniej te zasady łamano, to nie uprawnia to nowej władzy do tego, żeby robiła to samo, tylko bardziej. Tak jak majdrowanie przez PO przy powoływaniu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego nie uprawnia PiS-u do jeszcze większego przekrętu.

Minister Gliński, na którego umiar liczyło wielu, zawiódł wszystkich, którzy rozumieją, na czym polega wolność wypowiedzi, bez której kultura nie może się rozwijać. Fundamenty spod demokracji rząd wyjmuje od strony służb specjalnych, prezydent Duda od strony Trybunału Konstytucyjnego, a Gliński postanowił usuwać je, ograniczając wolność słowa.

Mieliśmy bać się Macierewicza, a bać się trzeba Glińskiego.

Sławomir Sierakowski dla Wirtualnej Polski

Sławomir Sierakowski – socjolog i publicysta. Szef „Krytyki Politycznej” i Instytutu Studiów Zaawansowanych. Stypendysta Uniwersytetu Harvarda, Yale i Princeton. Publikuje m.in. w „New York Times”, „Guardian” i OpenDemocracy.net.

 

sierakowskiwWirtualna

wp.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: