PiS, Paryż 14.11.2015

 

 

Odsłonięto „Pietę Smoleńską”. Polityków nie było, Andrzej Duda przysłał list

Łukasz Grzesiczak, 14.11.2015

Uroczystość odsłonięcia Piety Smoleńskiej w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie

Uroczystość odsłonięcia Piety Smoleńskiej w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie (MICHAL LEPECKI)

Prezydent Andrzej Duda ani Jarosław Kaczyński, mimo oczekiwań organizatorów, nie pojawili się na sobotniej uroczystości odsłonięcia „Piety Smoleńskiej” w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie. Prezydent Duda przysłał za to list. Inicjatorzy powstania „Piety” sprzeciwiają się zawłaszczeniu pamięci o ofiarach katastrofy smoleńskiej przez prawą stronę sceny politycznej.

Autorem „Piety Smoleńskiej”, która upamiętnia ofiary sowieckiej zbrodni w 1940 roku i katastrofy lotniczej sprzed 5 lat, jest krakowski artysta rzeźbiarz Piotr Suchodolski. Dzieło przedstawia Matkę Boską trzymająca na kolanach martwego Jezusa, w tle znalazły się napisy: „Katyń 1940” i „Smoleńsk 2010”.

„Pieta Smoleńska” powstała z datków krakowian zebranych podczas publicznych zbiórek i koncertów w 2013 i 2014 roku.

List prezydenta Andrzeja Dudy

W uroczystości wziął udział prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. Nie było natomiast kard. Stanisława Dziwisza, chodź według planu to metropolita krakowski miał przewodniczyć nabożeństwu. Do Krakowa nie przyjechał także prezydent Andrzej Duda, przysłał za to list, który odczytano podczas uroczystości:

– W katastrofie lotniczej w Smoleńsku śmierć poniósł prezydent Rzeczpospolitej, pierwsza dama, prezydent Rzeczpospolitej na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, bliscy współpracownicy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, parlamentarzyści, najwyżsi dowódcy polskich sił zbrojnych, przedstawiciele środowisk politycznych, intelektualnych i artystycznych, duchowni i działacze społeczni, a także załoga rządowego samolotu Tu 154. Odeszło wiele osób, które osobiście znałem, które darzyłem szacunkiem i sympatią, z którymi łączyły mnie więzi przyjaźni – napisał w liście do uczestników uroczystości prezydent Andrzej Duda.

Musimy jednać się nad mogiłą

– Podobnie jak zbrodnia katyńska, katastrofa smoleńska pozostawiła wielką wyrwę w szeregach polskich elit narodowych. Uczyńmy wszystko, aby rana smoleńska mogła się zagoić i zabliźnić. Trwajmy w pamięci o poległym prezydencie i towarzyszących mu reprezentantach Rzeczpospolitej Polski. Niech znakiem tego trwania będą również momenty takie jak ta odsłaniana dziś płaskorzeźba „Pieta Smoleńska”, za którą z całego serca dziękuję – napisał prezydent Duda.

Krótki list wystosowała także desygnowana na urząd premiera Beata Szydło.

Inicjatorzy powstania „Piety”Organizatorzy sprzeciwiają się zawłaszczeniu pamięci o ofiarach katastrofy smoleńskiej przez prawą stronę sceny politycznej.

– Pamięć smoleńska jest pamięcią wszystkich, to nie jest tylko pamięć jednej strony. Marzyłam o jedności. Wystosowałam zaproszenie do wszystkich parlamentarzystów, akurat dzisiaj ich tutaj brakowało. To jest wielki dzień, myślę, że symbolika pontyfikatu Jan Paweł II odegrała tutaj ważną rolę. Musimy jednać się nad mogiłą, a nam się chyba dzisiaj to udało. Dlatego jestem z tego powodu szczęśliwa – mówiła „Wyborczej” Jolanta Janus, przewodnicząca Honorowego komitetu na Rzecz Powstania Piety Smoleńskiej w Krakowie.

Nieobecność polityków w sanktuarium św. Jana Pawła II

Janus skomentowała brak udziału w uroczystości najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości. – Co do nieobecności pana prezydenta czuję żal, bo kwestował na projekt „Piety Smoleńskiej” i nie potrafię jego nieobecności zrozumieć. Rozumiem, że prezesa Jarosława Kaczyńskiego mogły zatrzymać w Warszawie ważne sprawy. Premier Beata Szydło miała inne obowiązki, dwukrotnie przysłała mi bardzo serdeczne listy – mówi Jolanta Janus.

Organizatorzy nie chcieli komentować nieobecności kardynała Stanisława Dziwisza. Mszę celebrował ksiądz prałat Jan Kabziński, kustosz Sanktuarium Świętego Jana Pawła II.

– Ksiądz kardynał dał nam swoje błogosławieństwo. Wydaje mi się, że było skromnie, godnie, pięknie. Brakowało dzisiaj trochę polityków, ale to normalne kiedy inicjatywa jest społeczna, a nie polityczna – uważa Janus.

odsłonięciePietySmoleńskiej

prezydentAndrzejDudaAni

krakow.wyborcza.pl

 

Francuski rysownik: Nie módlcie się za Paryż. „Nie potrzebujemy więcej religii”

francuskiRysownik1
past, 14.11.2015

Wyrazy solidarności po zamachach w Paryżu

Wyrazy solidarności po zamachach w Paryżu (HANNIBAL HANSCHKE / REUTERS / REUTERS)

„Dziękujemy wam za #prayforparis, ale nie potrzebujemy więcej religii” – napisał w krótkim komiksie francuski rysownik. Hasło #prayforparis (ang. módlmy się za Paryż) pojawiło się w mediach społecznościowych jako wyraz solidarności po zamachach w stolicy Francji.

 

„Przyjaciele z całego świata. Dziękujemy wam za #prayforparis, ale nie potrzeba nam teraz więcej religii. Naszą wiarą jest muzyka! Pocałunki! Życie! Szampan i zabawa! #ParisisaboutLife (ang. w Paryżu chodzi o to, żeby żyć)” – mówi postać w rysunku Joanna Sfara.

Pod hasztagiem #prayforparis użytkownicy dzielą się kondolencjami i wyrazami solidności z mieszkańcami Paryża i Francji po zamachach terrorystycznych, w których zginęło 128 osób.

Zamachy Państwa Islamskiego w stolicy Francji

W nocy z piątku na sobotę terroryści zabili w Paryżu co najmniej 128 osób, w tym ponad 100 zakładników uwięzionych w sali koncertowej Bataclan. Do serii zamachów doszło w sześciu różnych miejscach Paryża – m.in. w okolicach stadionu, gdzie rozgrywano mecz Francja-Niemcy.

Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie. „Tak długo jak będziecie (Francja – red.) prowadzić bombardowania, nie zaznacie pokoju. Będziecie się bać nawet wyjścia na zakupy” – powiedział mężczyzna na nagraniu opublikowanym przez IS po zamachach. Czytaj więcej >>

Po tragicznych wydarzeniach w Paryżu prezydent Hollande ogłosił stan wyjątkowy, wprowadzono także kontrole na granicach.

CO WIEMY O ZAMACHACH W PARYŻU? CZYTAJ >>

francuskiRysownik

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,128015,19185765,zamachy-w-paryzu-co-najmniej-18-osob-nie-zyje-wzieto-zakladnikow.html

paryskaProkuratura

prezydentDudaDoFrancuzów

TOK FM

Dzień po horrorze

Spróbujmy to w miarę możliwości ogarnąć, okiełznać zgiełk. Choć przecież nie jest to łatwe w atmosferze smutku, żalu, przerażenia, współczucia.

1. Po pierwsze potrzebna jest teraz solidarność z Francuzami.  Banał? Nie, raczej oczywistość. Drugi raz w tym roku padli ofiarą barbarzyńskiego ataku. Solidarność prosi się w tym momencie także o skupienie. To nie jest czas na rzucanie oskarżeń,  na przypinanie łatek oponentom w ramach bieżących  rozgrywek i wieloletnich sporów.  Paryż prosi dziś cały świat o ciepłe uczucia. Także nasze. Ten sam Paryż, który tyle lat dawał schronienie polskim patriotom i wygnańcom.

2. Barbarzyńcy uderzyli celnie. W piątek, gdy Paryż  jest pełen życia, a setki tysięcy ludzi, miejscowych i przyjezdnych z całego świata, relaksują się i bawią.  Uderzono też wyjątkowo celnie. Koło stadionu, na którym odbywał się towarzyski mecz piłkarski, koło nomen omen, Stade de France w podparyskim St Denis, gdzie stoi piękny jeszcze średniowieczny kościół katolicki. W restauracji w centrum Paryża. W sali koncertowej.

Przesłanie  barbarzyńców – możemy was nie tylko zabić. Chcemy  zabić Waszego ducha. Chcemy pozbawić was  poczucia bezpieczeństwa. Macie się czuć zagrożeni za każdym razem, gdy wychodzicie z domu. Macie się zastanowić czy z żoną, mężem, dziewczyną, chłopakiem, z dziećmi, chcecie pójść do restauracji, czy w ogóle chcecie przyjechać do Paryża  na weekend. Ale bać mają się nie tylko Francuzi.  Jutro mają  się bać Londyńczycy, pojutrze może mieszkańcy Berlina, za tydzień Madrytu, gdzie akurat Real będzie grał z Barceloną. Każdy cel dla barbarzyńców jest dobry, byle uderzał w poczucie bezpieczeństwa i styl życia mieszkańców Zachodu.

3. Poczucie zagrożenia jest realne. A w związku z tym szybko pojawią się politycy, którzy zaoferują rządy twardej lęki i drakońskie kroki walki z terrorystami. Także absolutnie drastyczne kroki, taka – jak powiedział prezydent Hollande, bezlitosna walka z terrorystami są  niezbędne. Pytanie jak z nimi walczyć, by jednocześnie tylko w najmniejszym stopniu uderzyć w wolności obywatelskie i swobodę poruszania się zwykłych ludzi. Bo także uderzenie w to poczucie i w tę swobodę było celem barbarzyńców.

4. Niezbędny jest realizm. Ta walka z terroryzmem nie  jest kwestią tygodni czy miesięcy, ale długich lat.  Po 11 września Amerykanom udało się unicestwić bardzo wiele prób zorganizowania zamachów.  W Europie będzie to jednak o niebo trudniejsze. Wylęgarnia terrorystów już tu jest. Jest w dzielnicach Londynu czy na przedmieściach Paryża. To niestety nie jest więc koniec. Będą następne zamachy i następne tragedie. Niestety, Europa zaczyna dziś przypominać Izrael, gdzie lęk przed terroryzmem i fanatykami jest czymś codziennym, dramatycznie oczywistym.

5. Tragedia w Paryżu w oczywisty sposób ożywi i udramatyzuje debatę na temat uchodźców. Nie wiadomo czy terroryści, prawdopodobnie z ISIS,  byli na przykład urodzonymi we Francji Francuzami pochodzenia algierskiego czy nowo przybyłymi tam terrorystami, którzy przekraczali granice jako uchodźcy. W sensie sensu i wymiaru tragedii to oczywiście nieważne. Ale jeśli okazałoby, że  miał miejsce wariant drugi, fanatyczni przeciwnicy przyjmowania w Europie kogokolwiek z terenów  objętych wojną, zyskaliby dodatkowe argumenty.

Nie zmienia to faktu, że wczorajsza tragedia jeszcze bardziej podkreśla pilność, z jaką Europa musi podjąć konkretne kroki, by kontrolować napływ uchodźców, kontrola granic, negocjacje z Turcją – tu decyzje muszą być podejmowane zaraz a nie za jakiś czas. Muszą być konkretne i  egzekwowalne oraz weryfikowalne.  Zaraz po tragedii, nasi chrześcijańscy bojownicy zaczęli jej używać do wymierzania ciosów naszym „lewakom” – Aleksandrowi Smolarowi, Adamowi Michnikowi czy Sławomirowi Sierakowskiemu,  a także Ewie Kopacz. Taka podłość i głupota  powinny być potępione. Z plugastwem nie ma co  dyskutować. Poważnej debaty na temat uchodźców w atmosferze kibolskiej bójki, którą chcą wykreować ludzie o profilu psychologicznym pana Karnowskiego,  prowadzić nie sposób. A dojrzała, spokojna i  racjonalna debata jest potrzebna.

6. Kilka dni temu prezydent Obama powiedział, że ISIS został w Syrii „contained”, powstrzymany, zablokowany. Nie został. Ani w Syrii, ani w Europie jak widać.  Źródłem problemu jest to co się dzieje na Bliskim Wschodzie. To jest dziś dla świata wyzwanie numer jeden.  Trzeba się z nim zmierzyć na poważnie. Świat, po Iraku,  ma alergię na interwencje lądowe. Ale może nie być innego wyjścia. I tu potrzebna jest jednak racjonalna dyskusja. A po niej, radykalne kroki.

Powiedzmy jednak sobie szczerze. Żadne z tych rozwiązań, żadne kroki, nie sprawią, że niebezpieczeństwo zniknie.  Niestety, będziemy musieli z nim żyć. Jako się rzekło,  rozsadniki fanatyzmu i terroryzmu w Europie już są.  Nikt nie dokona deportacji milionów ludzi. Nie wspominając o tym, że terroryści to garstka, a wśród tych milionów miażdżąca większość, to normalni, miłujący  pokój i spokój obywatele.

By zdać sobie sprawę ze skali bieżącej, niezbędnej  operacji, wystarczy jeden fakt. W samej Francji jest około 500 ludzi, których służby specjalne podejrzewają o chęć przygotowania lub próby przygotowania  kolejnych zamachów. Inwigilowanie każdego z nich wymaga nieprzerwanej pracy trzech funkcjonariuszy. A przecież potencjalnych terrorystów jest na pewno dużo więcej. Nie znaczy to, że jesteśmy bezradni. Trzeba zrobić wszystko, co da się zrobić. A najlepiej więcej.

Jeszcze raz, wielka tragedia Francji i Francuzów prosi o solidarność. A także o gesty. Po ataku na  Charlie Hebdo, pod ambasadą we Francji znalazło się tylko  kilka zniczy i parę kwiatków. Pokażmy, że można inaczej. Wielka prośba do mieszkańców Warszawy o tysiące kwiatów i zniczy. Ambasada Francji, ulica Piękna, tuż obok Sejmu. Pokażmy, że mamy nie tylko telewizory i klawiatury komputerów, ale także serca.

dzieńPoHorrorze

naTemat.pl

Kukiz: „Kto jest większym zbrodniarzem – ta dzicz czy polityczne liberalne lewactwo, które dzicz sprowadziło”?

Fot . Kamila Kubat / Agencja Gazeta

Paweł Kukiz ostro skrytykował wczorajsze zamachy we Francji i stwierdził, że to efekt lewacko–liberalnej polityki. „Zastanawiam się, kto jest większym zbrodniarzem – ta dzicz czy polityczne liberalne lewactwo, które dzicz sprowadziło…” – napisał na swoim profilu na Facebooku.

W Super Expresie polityk wyjaśnia, że krytyka islamskiego radykalizmu, nie jest ksenofobią, jak „straszyli lewacy”, a zdrowym rozsądkiem i realną oceną zagrożenia. W podobnym, choć dużo łagodniejszym tonie wypowiedział się przyszły szef MSZ – Witold Waszczykowski, który stwierdził: „Mam problem, bo już słyszę dyskusje oszalałego lewactwa, które tłumaczy nam, że to my jesteśmy winni” o którym dzisiaj w naTemat pisaliśmy. Tragedia we Francji to według Kukiza efekt polityki lewacko-liberalnej”.

PAWEŁ KUKIZ

Stało się niestety to, o czym mówiliśmy od dawna. Krytyka islamskiego radykalizmu nie jest – jak straszą lewacy – żadną ksenofobią, ale realną oceną zagrożenia. Tragedia we Francji to – mówiąc najkrócej – efekt polityki lewacko-liberalnej.

Jego zdaniem liberalne podejście do problemu imigrantów, nie biorąc pod uwagę różnic kulturowych, skutkuje takimi zdarzeniami jak zamach w Paryżu, w którym giną niewinni ludzie. Sugeruje też, aby zaostrzyć kryteria dla imigrantów.

PAWEŁ KUKIZ

Można pomyśleć też o wprowadzeniu takich zapisów legislacyjnych, które będą zgodne z prawem europejskim i polskim, a jednocześnie zniechęcą imigrantów do osiedlania się w Polsce. Rozwiązaniem może być chociażby obowiązek zdawania egzaminu z języka polskiego. Jeżeli znajomością języka muszą wykazać się nasi rodacy starający się o Kartę Polaka, nie widzę powodu by robić wyjątki dla Arabów, którzy nie mają z nami nic wspólnego.

Jak pisze na swoim Facebooku Polska dla swojego bezpieczeństwa potrzebuje doświadczonych pracowników służb specjalnych. W obecnej sytuacji niezbędnym jest ich kadrowe wzmocnienie i intensywne szkolenie w kierunku nowych wyzwań, które przed nimi staną.
Źródło: se.pl

kukizKtoJestZbrodniarzem

naTemat.pl

Edwin Bendyk: To nie zderzenie cywilizacji. To pełzająca wojna światowa [KOMENTARZ]

Edwin Bendyk, „Polityka”, 14.11.2015
„Przyjęcie optyki zderzenia cywilizacji po atakach we Francji oznacza koniec europejskiego projektu, bo ten tworzony był na fundamencie innych wartości. Nie da się zmienić fundamentu zachowując w całości budowlę. Gdy ta się posypie, Europa stanie się zaułkiem świata gdzieś przyklejonym do tyłu Azji” – pisze Edwin Bendyk w serwisie Polityka.pl.

Edwin Bendyk

Edwin Bendyk (Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta)

 

Wiemy już, że za ataki w Paryżu odpowiedzialność wzięło Państwo Islamskie. Co to oznacza? Edwin Bendyk tłumaczy, że mówienie o zderzeniu cywilizacji oznaczać będzie koniec Europy opartej na demokratycznych wartościach. Poniżej publikujemy cały komentarz zamieszczony w serwisie Polityka.pl.

To nie zderzenie cywilizacji

Łatwo popaść w banał odnosząc się na gorąco do takich wydarzeń, jak nocny atak terrorystów na Paryż. Na serwisach społecznościowych deklaracje „wszyscy jesteśmy paryżanami” mieszają się ze stwierdzeniami o kolejnym dowodzie na zderzenie cywilizacji, czasem występują razem. Dla wielu komentatorów to asumpt do lamentu nad upadkiem Europy i jej wartości ginących pod naciskiem barbarzyńców.

Barbarzyństwo metod, czy będzie to atak na miasto, czy też cywilny samolot nie znajduje żadnego usprawiedliwienia. Słuszne oburzenie, gniew i współczucie dla ofiar i ich bliskich należy jednak oddzielić od analizy tego, co się stało i co się dzieje. Retoryka zderzenia cywilizacji, ze wskazaniem że w zderzeniu tym chodzi o konfrontację Islamu z Zachodem nie wytrzymuje próby, lub by pozostać ściśle przy tej matrycy wyjaśniającej, pole konfrontacji trzeba by poszerzyć o inne jeszcze cywilizacje, choćby prawosławną.

Czy Europa ma być zamkniętą twierdzą?

Jeśli więc wyrysuje się wszystkie wektory napięć i pola konfliktów, w który używa się przemocy w różnych modelach: „tradycyjnego” terroryzmu, wojny hybrydowej, wojny na odległość, wojny partyzanckiej i wojny konwencjonalnej (najrzadszy dziś przypadek) to raczej mówić można o pełzającej wojnie światowej, której polityczną stawką jest przyszły ład globalny. Jakie miejsce zajmie w nim Europa i państwa europejskie? Wszystko zależy od wartości, wokół których rozwijany będzie europejski projekt. Kwestia wartości, jako fundamentu dla Europy wróciła z całą mocą wraz z nasileniem się w tym roku kryzysu migracyjnego. Czy Europa ma być zamkniętą twierdzą, czy też jej podstawą ma być uznanie godności każdego człowieka i wynikających z tej godności praw, także z prawem do azylu?

Tej otwartej retoryce coraz częściej przeciwstawiana jest wizja Europy – bastionu chrześcijaństwa, który powinien bronić się przed rozpuszczeniem w „muzułmańskim potopie”. Paryskie zamachy na pewno wzmogą tę argumentację, a jej skutkiem będzie jeszcze większa histeria przeciwko uchodźcom. Efekt może być tylko jeden. Przyjęcie optyki zderzenia cywilizacji oznacza koniec europejskiego projektu, bo ten tworzony był na fundamencie innych wartości. Nie da się zmienić fundamentu zachowując w całości budowlę. Gdy ta się posypie, przestanie faktycznie istnieć Unia ale także upadnie Twierdza. Europa stanie się zaułkiem świata gdzieś przyklejonym do tyłu Azji, podzielonym na kilkadziesiąt naskakujących na siebie państewek hołdujących narodowym i ewentualnie chrześcijańskim wartościom.

Wolność, równość, braterstwo

Nie pozwólmy, by ofiary paryskiej tragedii poszły na marne, wykorzystane jako paliwo dla atawistycznych projektów. Raczej niech staną się, podobnie jak ofiara Niebiańskiej Sotni z kijowskiego Majdanu fundamentem dla odnowionego, europejskiego projektu wiernego swym najlepszym wartościom, wywodzącym się m.in. z francuskiej Karty praw człowieka i obywatela oraz rewolucyjnej triady: liberté, égalité, fraternité.

Tekst pochodzi z blogu Edwina Bendyka w serwisie Polityka.pl >>>

 

W nocy z piątku na sobotę terroryści zabili w Paryżu co najmniej 128 osób, w tym ponad 100 zakładników uwięzionych w sali koncertowej Bataclan. Do serii zamachów doszło w sześciu różnych miejscach Paryża – m.in. w okolicach stadionu, gdzie rozgrywano mecz Francja-Niemcy. Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie. Zagroziło też Francji kolejnymi atakami. Czytaj więcej >>

Po tragicznych wydarzeniach w Paryżu prezydent Hollande ogłosił stan wyjątkowy, wprowadzono także kontrole na granicach. CO WIEMY O ZAMACHACH W PARYŻU? CZYTAJ >>

bendykToNieJest

gazeta.pl

Zamach w Paryżu. Nieprzemyślana wojenka rządu PiS z UE

Tomasz Bielecki, Bruksela, 14.11.2015

Konrad Szymański, przyszły minister ds. europejskich w rządzie Prawa i Sprawiedliwości

Konrad Szymański, przyszły minister ds. europejskich w rządzie Prawa i Sprawiedliwości (Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

Konrad Szymański, przyszły minister ds. europejskich, jeszcze nie zdążył objąć urzędu, a po zamachu w Paryżu już na ostro zabrał się do robienia unijnych wrogów nowemu rządowi Polski.

Jego deklaracja, że po piątkowym ataku terrorystów „nie widzimy politycznych możliwości wykonania” przepisów o dzieleniu uchodźców między kraje UE, umieszcza Polskę w czołówce tych, którzy dzielą Unię w dniu, gdy Europa tak bardzo potrzebuje jedności. Z takimi deklaracjami jak dotąd wstrzymali się dziś nawet Węgrzy, Czesi i Słowacy, którzy – w przeciwieństwie do Polski – głosowali we wrześniu w Brukseli przeciw rozdzielnikowi. Milczenie naprawdę bywa złotem.

Artykuł Szymańskiego dla portalu wPolityce.pl (cytowany dziś jako pilna wiadomość przez zachodnie agencje) jest tym szkodliwszy, że nominacja tego byłego i cenionego europosła na ministra była odbierania w UE jako sygnał, że rząd PiS nie oznacza rewolucji czy też nieobliczalności w polityce Polski w Unii.

A w tym konkretnym przypadku nie chodzi przecież o poglądy nowych władz Polski na rozwiązywanie kryzysu uchodźczego (i intelektualnie wątpliwe łączenie ataku terrorystycznego z napływającymi teraz uchodźcami), ale o szacunek dla porządku prawnego Unii.

Sam Szymański przed kilku dniami mówił na antenie RMF, że nie ma tak istotnych wątpliwości co do legalności decyzji UE o rozdzielniku, które pozwoliłyby na jego podważenie. Dodajmy, że gdyby nawet widział te wątpliwości, to droga do podważenia legalności prowadzi przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu (i jego werdykt), a nie przez stronę internetową wPolityce.pl.

Tymczasem Szymański powtarza w tym portalu, że rozdzielnik to obowiązujące prawo. Ale „wobec tragicznych wydarzeń w Paryżu nie widzimy politycznych możliwości [jego] wykonania”.

W całym sporze chodzi o decyzję UE o podzieleniu łącznie 160 tys. uchodźców (w ciągu dwóch lat), którzy dotarli bądź dotrą w tym czasie do Włoch i Grecji. Ponadto na stole negocjacyjnym leży też projekt stałego rozdzielnika przyszłych fal uchodźczych (był mu przeciwny także rząd Ewy Kopacz), ale nie on jest tu problemem, bo to propozycja, a nie prawo.

Niepodporządkowanie się obowiązującemu rozdzielnikowi, w którym Polsce przypada ponad 7 tys. uchodźców, jest zagrożone wszczęciem procedury dyscyplinującej przez Komisję Europejską, rozprawą przed unijnym trybunałem UE w Luksemburgu, potężnymi grzywnami.

Owszem, można przypuszczać, że Unia – w razie ostrego oporu Polski wobec rozdzielnika – nie będzie chciała stawiać tej sprawy na ostrzu noża. I może bardzo długo przymykać oko na niewypełnianie polskich zobowiązań w tej kwestii.

Ale straty polityczne będą wielkie. Unia – a szczególnie Niemcy, Włosi, Grecy – w sprawie uchodźców potrzebuje solidarności m.in. ze strony Polski. Ale z drugiej strony Polska potrzebuje solidarności UE w sprawie Ukrainy, Rosji (w tym utrzymania sankcji unijnych), funduszy z Brukseli.

We włoskich mediach – na fali sporów o uchodźców – pojawiają się co jakiś czas głosy, by nie wpłacać do unijnego budżetu tej części składek, które idą do Europy Środkowej. To mało poważne apele o bardzo nieprawdopodobne łamanie unijnego prawa przez Rzym. Można przeżyć, jeśli robią to gorącogłowi włoscy publicyści. Szkoda byłoby, gdyby od polskiej strony do łamania prawa dołączali urzędujący ministrowie.

Nawiasem mówiąc, przymiarki do kolejnej unijnej siedmiolatki budżetowej zaczną się za dwa-trzy lata. Politycy PiS-u, choć nie sam Szymański, lubią publicznie podkreślać, że pieniądze z budżetu UE to „zapłata” za otwarcie polskiego rynku dla zachodnich inwestorów. To po części prawda. Ale co z tego? Czy bez funduszy z Unii zamkniemy nasz rynek dla Europejczyków ze Wspólnoty, a w zamian sprowadzimy inwestorów z Rosji?

Szymański, specjalista w sprawach europejskich, doskonale to wszystko rozumie. Pewnie dlatego po kilku godzinach złagodził stanowisko, mówiąc dziennikarzom, że Polska przyjmie uchodźców, „jeżeli będziemy mieć gwarancje bezpieczeństwa”. Miejmy nadzieję, że to oznacza, iż Szymański wycofuje się rakiem z wcześniejszych pochopnych deklaracji.

Zobacz także

nieprzemyślanaWojenka

wyborcza.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: