Błaszczak, 17.11.2015

 

 

Błąd nie tylko dyplomatyczny

Katarzyna Kolenda-Zaleska, 17.11.2015
Konrad Szymański, przyszły minister ds. europejskich w rządzie Prawa i Sprawiedliwości

Konrad Szymański, przyszły minister ds. europejskich w rządzie Prawa i Sprawiedliwości (Fot. ukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

To jednak było za wcześnie. W życiu publicznym i w dyplomacji ma znaczenie to, kiedy i jakie słowa są wypowiadane.
Cały świat w sobotę okazywał Solidarność – tak, dużą literą -Francji i Francuzom. Wyrazy współczucia, potępienia i poparcia płynęły od zszokowanych zwykłych ludzi i od głów państw. Z Polski też. Prezydent Duda wysłał depeszę kondolencyjną z zapewnieniem, że Polska stoi dziś u boku Francji. Wyraźnie poruszony Jarosław Kaczyński przyznawał, że w obliczu tej tragedii brakuje słów: „Bądźcie dzielni, bądźcie silni. To wszystko, co można w tej chwili powiedzieć”.

Dlatego tak bardzo zdumiał tekst ministra Konrada Szymańskiego. Tekst, a nie wypowiedź, kiedy czasem pod wpływem emocji może się coś wyrwać. To musiało być przemyślane. Ta konstatacja, że „wobec tragicznych wydarzeń w Paryżu nie widzimy jednak politycznych możliwości ich wykonania” [podjętych już decyzji o relokacji uchodźców].

W chwili gdy cały cywilizowany świat potrzebuje zjednoczenia, polski minister daje sygnał, że nasz kraj nie tylko nie odczuwa potrzeby solidarności, ale wykorzystuje tragedię, by ugrać coś dla siebie. Te przemyślenia ministra to nic nowego, współbrzmią z sejmowym przemówieniem Kaczyńskiego. Politykom PiS, którzy weszli do nowego rządu, nie podobały się podejmowane przez rząd Ewy Kopacz decyzje w sprawie liczby uchodźców. Dawali temu wyraz niejednokrotnie. Ale też zapewniali, że raz podjętych decyzji nie da się teraz zmienić. Słowami Szymańskiego – które raczej nie były nieuzgodnionym wybrykiem – dali sygnał, że ich zapewnień być może nie należy brać poważnie. Reakcja Europy była łatwa do przewidzenia, słowa płynące od nowego polskiego rządu nie zginęły w atmosferze szoku po tragedii.

Łagodzić sytuację próbował nowy szef MSZ Witold Waszczykowski, który subtelnie odcinał się od słów swojego zastępcy. Choć sam wielokrotnie dawał wyraz niezadowoleniu z europejskiej polityki w sprawie uchodźców.

A prawicowy mainstream już zawyrokował, że krytykujący Szymańskiego to oszalali z nienawiści przeciwnicy rządu PiS. Nie o to chodzi, panowie i panie! Chodzi o to, by w sytuacjach takich jak ta w Paryżu, gdy nie zaschła jeszcze krew na ulicach, zachować minimum delikatności. Wtedy polityka schodzi na dalszy plan. A tu Polska – ta rządowa – pokazała się jako kraj pozbawiony wrażliwości.

Z pewnością Europę czeka poważna debata o tym, jak pomóc uchodźcom i jak zapewnić bezpieczeństwo w Europie, jak ocalić naszą cywilizację, ale łączenie zamachów w Paryżu z tragedią uchodźców jest niegodne. Większość tych ludzi to ofiary terrorystów, które uciekają nie tylko przed nędzą, ale także w obawie o życie.

Szymański zaczął już łagodzić swoje ostre słowa. A cała ta sprawa niech będzie nauczką, że czasem lepiej milczeć, niż wyrywać się z niepotrzebnymi deklaracjami, które szkodzą nie tylko nowemu rządowi, ale też wiarygodności Polski.

I jeszcze jedno. Gdy runęły wieże WTC, prezydent Aleksander Kwaśniewski natychmiast zaczął działać. Spotykał się z premierem Buzkiem (przecież nie z jego obozu politycznego), zwoływał narady, konsultował, ogłosił żałobę narodową i wygłosił późno w nocy uspokajające oświadczenie. Prezydent Duda przez pierwsze 48 godzin po ataku na Paryż milczał. Przynajmniej w tej sprawie, bo w sprawie katastrofy smoleńskiej jego głos wybrzmiał donośnie.

Zobacz także

depesza

wyborcza.pl

List otwarty przeciwko wypowiedziom ministrów Szydło. „Zatrważający popis niekompetencji i ignorancji”

kospa, 17.11.2015
Witold Waszczykowski, Konrad Szymański

Witold Waszczykowski, Konrad Szymański (fot. Marek Podmokły, Łukasz Cynalewski)

„Przyszli członkowie polskiego rządu dali zatrważający popis niekompetencji i ignorancji, przypochlebiając się panującym w Polsce ksenofobicznym, lękowym nastrojom. Efekty tej polityki widać już na ulicach, gdzie coraz częściej dochodzi do aktów bezsensownej przemocy” – piszą sygnatariusze listu otwartego „Nie w naszym imieniu!”, którzy sprzeciwiają się wypowiedziom polityków PiS w sprawie uchodźców.
„Nie chcemy Polski zamkniętej i ograniczonej, w której przedstawiciele polskiego rządu nie rozumieją zjawisk zachodzących na świecie i mylą uchodźców z terrorystami. Uchodźcy nie są terrorystami. Są ofiarami terrorystów. Nie wolno nam ignorować ich cierpienia” – czytamy w liście otwartym.

Jego sygnatariusze przypominają wypowiedzi polityków PiS wygłaszane po piątkowych zamachach w Paryżu – szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego oraz ministra ds. europejskich Konrada Szymańskiego.

„Na przykładzie Paryża zobaczyliśmy codzienność Bagdadu, Damaszku i Bejrutu. Teraz, gdy doświadczyliśmy przemocy na własnej skórze, musimy być solidarni i racjonalni” – czytamy w liście.

Jego sygnatariusze podkreślają, że istnieje również Polska, która nie daje się ponieść rasistowskiej i ksenofobicznej histerii podsycanej przez środowiska związane z narodową prawicą.

Pełna treść listu przeciwko wypowiedziom ministrów rządu Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie uchodźców:

Nie w naszym imieniu!

Nie chcemy Polski zamkniętej i ograniczonej, w której przedstawiciele polskiego rządu nie rozumieją zjawisk zachodzących na świecie i mylą uchodźców z terrorystami. Uchodźcy nie są terrorystami. Są ofiarami terrorystów. Nie wolno nam ignorować ich cierpienia. Krew, która płynęła przez Bliski Wschód, rozlała się w końcu w Europie. Na przykładzie Paryża zobaczyliśmy codzienność Bagdadu, Damaszku i Bejrutu. Teraz, gdy doświadczyliśmy przemocy na własnej skórze, musimy być solidarni i racjonalni.
Tymczasem Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych, nazwał wartości, które stworzyły powojenną Europę – prawa człowieka, trzeźwy dystans, zdolność do samokrytycyzmu – „dyskusją oszalałego lewactwa”. Nieświadomie przysłużył się tym samym celom terrorystów: antagonizacji i destabilizacji Europy. To właśnie przerażonej, zamkniętej Europy chcą terroryści. Europy, która odwróci się od imigrantów, zignoruje wojnę na Bliskim Wschodzie i pozwoli terrorystom z Państwa Islamskiego umacniać swoje wpływy.
Dołączył do niego Konrad Szymański, minister ds. europejskich, ogłaszając, że „wobec tragicznych wydarzeń w Paryżu Polska nie widzi politycznych możliwości wykonania decyzji o relokacji uchodźców”. W chwili więc, gdy powinniśmy być zwarci i solidarni z Europą, Polska daje się zastraszyć i ucieka, co jest postawą co najmniej niewłaściwą w kraju, który właśnie w sojusznikach pokłada nadzieję na własne bezpieczeństwo.
Nie możemy udawać, że kryzys migracyjny nas nie dotyczy. Jesteśmy częścią Europy i tak jak reszta Europy jesteśmy współodpowiedzialni, zarówno politycznie, jak i moralnie. Politycznie – bo nie możemy pozwolić sobie na izolację Polski. Moralnie – bo jako społeczeństwo demokratyczne musimy stać na straży europejskich wartości: równości, tolerancji i braterstwa.
Polacy w toku swojej burzliwej historii wielokrotnie znajdowali schronienie poza granicami swojego kraju. Dziś Prawo i Sprawiedliwość straszy Polaków, że 7 tys. uchodźców zmieni Rzeczpospolitą Polską w islamski kalifat. Trudno w Europie odbierać to inaczej niż policzek, UE bowiem wymaga dziś od nas o wiele mniej niż to, co od niej otrzymaliśmy.
Przyszli członkowie polskiego rządu dali zatrważający popis niekompetencji i ignorancji, przypochlebiając się panującym w Polsce ksenofobicznym, lękowym nastrojom. Efekty tej polityki widać już na ulicach, gdzie coraz częściej dochodzi do aktów bezsensownej przemocy. Na portalach społecznościowych wrze mowa nienawiści, rozpowszechniane są rasistowskie i ksenofobiczne treści niezgodne z polską konstytucją.
My, niżej podpisani, nie życzymy sobie, żeby całą Polskę utożsamiać z polityką ludzi, którzy do tego doprowadzili. Chcemy podkreślić bardzo mocno, że istnieje również Polska, która nie daje się ponieść rasistowskiej i ksenofobicznej histerii podsycanej przez środowiska związane z narodową prawicą. Nie w naszym imieniu.

List otwarty możesz podpisać tutaj >>

Zobacz także

listOtwartyPrzeciwko

wyborcza.pl

Legalizacja zamachu smoleńskiego

Agnieszka Kublik, 17.11.2015
Prezydent Andrzej Duda wraca do sprawy Smoleńska

Prezydent Andrzej Duda wraca do sprawy Smoleńska (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

I wszystko jasne. Przyczyny katastrofy smoleńskiej zostaną zdefiniowane na nowo. A winni wskazani i skazani. Rozpoczęła się akcja legalizacji zamachu smoleńskiego. Zaangażowani są w nią najwyżsi urzędnicy państwowi: prezydent, szef MON i minister sprawiedliwości, który pewnie będzie także prokuratorem generalnym.
Oficjalnie pierwszy hasło rzucił prezydent Andrzej Duda. W liście do uczestników IV Konferencji Smoleńskiej dokonał niezwykłego zestawienia. Raport rządowej komisji Millera (de facto była to Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego kierowana przez ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera) o przyczynach katastrofy smoleńskiej – przygotowany przez 34 ekspertów (cywilnych i wojskowych) od badania katastrof lotniczych – nazwał „hipotezami, które nie wytrzymują konfrontacji z naukową analizą”. A raporty konferencji smoleńskich przygotowane przez związanych z Antonim Macierewiczem uczonych bez doświadczenia w badaniu katastrof lotniczych i bez dostępu do dowodów – „cennym i znaczącym dorobkiem”.

Zdaniem prezydenta fałszem jest więc raport Millera, że do tragedii doszło, ponieważ błędy popełniła polska załoga (lecieli za nisko, za szybko, w gęstej mgle, bez kontaktu wzrokowego z ziemią) i rosyjscy kontrolerzy (bo m.in. nie zamknęli lotniska i nie skierowali tupolewa na zapasowe). Prawdą jest raport Macierewicza: na wysokości ok. 35 m doszło do wybuchu, samolot się rozpadł w powietrzu, nie było zderzenia z brzozą, bo tupolew leciał wysoko nad nią. Nie było błędów polskiej załogi, bo to był zamach na prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, a winni żyją.

Wniosek może być zatem tylko jeden – kłamliwy raport Millera trzeba unieważnić, zastępując go „prawdą” ekspertów Macierewicza.

I tak kłamstwo w majestacie prawa będzie się przepoczwarzać w prawdę. Na nowo ustalić przyczyny katastrofy może tylko Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Podlega szefowi MON, od poniedziałku Antoniemu Macierewiczowi. Szefem KBWLLP jest wiceszef komisji Millera płk Mirosław Grochowski, który wielokrotnie odmawiał wznowienia badania przyczyn tej katastrofy. Wymiana szefa komisji to nic trudnego. Wystarczy, by Macierewicz odwołał go z funkcji szefa inspektoratu MON ds. bezpieczeństwa lotów, a pułkownik utraci funkcję szefa KBWLLP.

W myśl polskiego prawa KBWLLP to jedyna państwowa instytucja, która zajmuje się wyjaśnianiem przyczyn katastrof. To jej raport pisany pod okiem Macierewicza zastąpi jedyny oficjalny raport Millera – i stanie się obowiązującą wersją.

I co ważne, ustalenia KBWLLP będą istotne dla prokuratorskiego śledztwa i procesu sądowego, bo równolegle z KBWLLP będzie pracować cywilna prokuratura, która oskarży winnych – i zamachu, i krycia winnych zamachu.

Śledztwo prowadzone teraz przez prokuraturę wojskową przejmie cywilna, która będzie podlegać ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. Mecenas Piotr Pszczółkowski, poseł PiS i pełnomocnik rodzin smoleńskich (w tym Jarosława Kaczyńskiego), sugeruje, że śledczy ekshumują wszystkie ciała dotychczas nieekshumowane.

A winni? Mec. Pszczółkowski wskazuje: premier Donald Tusk, Ewa Kopacz, szef MON Bogdan Klich, szef MSZ Radosław Sikorski i szef MSWiA Jerzy Miller. No i Rosja, bo – jak zauważa mecenas – „polska prokuratura nie dysponuje żadnym materiałem, który pozwalałby wykluczyć winę Rosji”.

Ta „prawda” może wyzwolić tylko demony.

Zobacz także

początekLegalizacji

wyborcza.pl

 

 

Mariusz Błaszczak: „Martin Schulz jest oderwany od rzeczywistości”

mk, 17.11.2015
Mariusz Błaszczak stanowczo i zdecydowanie odniósł się do słów przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza. Powiedział w TVN24, że ten „jest oderwany od rzeczywistości”.

Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak

Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

 

Reakcja ministra spraw wewnętrznych i administracji była odpowiedzią na słowa Martina Schulza.

Schulz: „Tak nie można”

Powiedział on, że „Kiedy Polska czuje się zagrożona przez Rosję i domaga się więcej broni, żołnierzy i funduszy, Europa jest solidarna. Gdy Polska mówi, że jej gospodarka potrzebuje funduszy, to te fundusze dalej do Polski płyną. Ale w takiej sytuacji nie można nagle przyjść i powiedzieć, że uchodźcy to tylko problem Niemców i nie ma się z tym nic wspólnego”

Poseł Prawa i Sprawiedliwości w programie Bogdana Rymanowskiego powiedział, że to „kolejny przykład niemieckiej buty”.

– Rozmawiamy w Warszawie, która została zniszczona przez Niemców. Myślę, że takiej wypowiedzi w stosunku do Izraela Schulz by nie sformułował – to świadczy o naszej słabej pozycji na arenie międzynarodowej – mówił Błaszczak. Dodał, że jego zdaniem niemiecki polityk nie zauważa problemu uchodźców, z którym zmagają się Niemcy.

– Pan Schulz jest oderwany od rzeczywistości. Tej niemieckiej również. Przecież co tydzień odbywają się demonstracje Pegidy przeciwko polityce kanclerz Merkel – zakończył minister.

 

 

martinSchulz

gazeta.pl

Reklamy