Michalski, 16.11.2015

 

Cezary Michalski

Silny Kaczyński, słaba opozycja

13-11-2015
kaczyński prezes mateusz morawiecki rząd

 fot. Jakub Kamiński, Marcin Kaliński  /  źródło: PAP

Mateusz Morawiecki, tak jak kiedyś Zyta Gilowska, osłoni Kaczyńskiego. Za parawanem Prezes będzie „bawił się” służbami, państwem i prawem.

Pierwszy dzień panowania PiS pokazał nam parę rzeczy. Zacznijmy od stanu opozycji. W dniu inauguracji obrad Sejmu i Senatu, w dniu dymisji własnego rządu, PO nie znalazło nowego silnego i przekonującego głosu. Ewa Kopacz w roku wyborczym nie zapewniła Platformie silnego przywództwa, ale przywództwo histeryczne. Histeryczne przywództwo Platformy w opozycji może PO kosztować życie, a obywateli III RP ich wolności. W dodatku, kiedy PiS zaczyna już rządzić, PO zaczyna dopiero rozliczać się za wyborczą porażkę. A to praktycznie eliminuje główną siłę opozycji z efektywnego rozliczania PiS, z efektywnego oporu.

Inne siły opozycji? PiS zaczyna je właśnie kształtować. Politycy tej partii byli entuzjastyczni wybierając na wicemarszałka Barbarę Dolniak z Nowoczesnej.pl. Po pierwsze, jest ona z partii, która narodziła się na elektoracie PO i będzie się na tym elektoracie rozrastać. Marzeniem Kaczyńskiego jest dzisiaj nakłonienie Nowoczesnej.pl i Platformy do bratobójczej walki, która osłabi obie te siły realnej liberalnej opozycji i uczyni antyliberalny tryumf wyborczego roku 2015 tryumfem absolutnym i na długie lata. Po drugie, Barbara Dolniak jest wdową po Grzegorzu Dolniaku, działaczu PO, który zginął w Smoleńsku. A Smoleńsk i jego ofiary są dla władzy PiS jej ideologicznym fundamentem, fundamentem martyrologii, a więc tego, w czym dzisiejsza polska prawica czuje się najlepiej. Barbara Dolniak będzie teraz zapraszana do różnego typu upamiętnień, do współpracy w budowaniu tego fundamentu władzy Kaczyńskiego. A to, czy będzie te zaproszenia akceptować, czy nie, zależy od tego, czy zrozumie, iż mit smoleński Kaczyńskiego i jego „zamachowe” kłamstwo smoleńskie są obrazą dla ofiar, a nie ich upamiętnieniem. PSL z kolei nie dostało od PiS fotela wicemarszałka, ponieważ nie jest konkurentem PO, ale konkurentem PiS na wsi i na głębszej prowincji. Jeśli PiS-owi uda się zniszczyć PSL, o czym Kaczyński zawsze marzył, to przy współpracy wiejskiego, najczęściej radiomaryjnego Kościoła i najczęściej radiomaryjnych biskupów ze wschodniej Polski PiS przejmie elektorat wiejski na długo. A tym samym na długo przejmie władzę nad Polską.

Ludzie Kukiza nie są opozycją dla PiS, ale będą pomagać PiS-owi niszczyć PO i szerzej – ład ustrojowy III RP, liberalne ograniczenia demokracji plebiscytarnej, liberalne ograniczenia tyranii, jakie w ład ustrojowy III RP jednak zostały wpisane. Na tym froncie Kaczyński ma nieporównywalnie wygodniejszą sytuację, niż w czasach „IV RP”. W roku 2006 za pomoc w niszczeniu III RP Lepper i Giertych żądali realnego udziału we władzy. A ponieważ Kaczyński jakiekolwiek dzielenie się władzą zawsze uważał za stan tymczasowy, musiał zająć się likwidacją swoich sojuszników od pierwszego dnia, w którym jego sojusznikami się stali. Ludzie Kukiza to naiwni pasjonaci, będą Kaczyńskiemu pomagać dożynać PO i niszczyć liberalne ograniczenia III RP za friko. Dowodzi tego zarówno wzruszenie Kukiza tego pierwszego dnia, jak też namiętna mowa Kornela Morawieckiego jako Marszałka Seniora. Mowa skierowana zarówno przeciwko III RP, jak też przeciwko liberalnemu Zachodowi. Kornel Morawiecki był kiedyś człowiekiem szlachetnym i dzielnym, ale w latach osiemdziesiątych przegrał swoją wojnę z PRL i Jaruzelskim – i to bardzo boleśnie. Stał się przez resztę życia chodzącym pomnikiem własnej klęski. Dziś ten heroiczny kombatant ma szansę zemścić się za klęskę swego życia niszcząc liberalne instytucje III RP, atakując liberalny Zachód i ryzykując bezpieczeństwo, dobrobyt, wolność kolejnych pokoleń Polaków. Nie ma żadnego rozumnego i logicznego związku między jego dawną porażką z rąk Jaruzelskiego, a jego dzisiejszą zemstą na liberalnej demokracji w Polsce dokonywaną przez Morawieckiego w jednym szeregu z narodowcami z listy Kukiza. Ale przegrane biografie nie funkcjonują w logice rozumu, tylko w logice resentymentu i zemsty – w logice emocji, które zwykle są ślepe.

Morawiecki junior pełni w tej układance ważną rolę. Rolę Zyty Gilowskiej z 2006 roku, którą Kaczyński przetransferował wówczas z okolic PO, aby robiła mu politykę gospodarczą bardziej przewidywalną i bezpieczną, niż jego pozostałe „polityki” i osłaniała w ten sposób jego ulubione „zabawy z bronią”, czyli zabawy ze służbami, państwem i prawem dokonywane w 2006 roku, tak samo jak dzisiaj, przy użyciu Mariusza Kamińskiego, Antoniego Macierewicza i Zbigniewa Ziobry. Kiedy na jakimś etapie budowania rządu PiS pojawiły się plotki, że w resortach gospodarczych mogliby się pojawić Zbigniew Kuźmiuk, Henryk Kowalczyk albo inne kościane dziadki wzięte przez Kaczyńskiego z dawnego „narodowego skrzydła PSL” czy z „zakonu PC” pomyślałem, że Jarosław Kaczyński jednak zwariował albo przynajmniej stracił instynkt. Nie zwariował i nie stracił instynktu. Jego gospodarka w ogóle nigdy nie interesowała i nie interesuje nadal (interesowała go tylko i interesuje nadal personalna obsada resortów gospodarczych i spółek skarbu państwa, a to nie to samo, co zainteresowanie ekonomią czy funkcjonowaniem gospodarki). Kaczyński potrzebuje jednak od strony gospodarki osłony, spokoju, „poczucia normalności”. Panika inwestorów, panika rynków, panika na złotówce uderzyłyby w fundamenty jego władzy od pierwszego dnia jej sprawowania. Kiedyś Zyta Gilowska, a dziś Mateusz Morawiecki zostali zatem przetransferowani (odpowiednio z PO i z sektora bankowego), żeby takiej panice zapobiec i osłonić kolejną odsłonę zabaw Kaczyńskiego, Macierewicza, Kamińskiego i Ziobry z polskim państwem, ze służbami, ze stanowieniem i egzekwowaniem prawa. Morawiecki, tak jak kiedyś Gilowska, będzie osłaniał od strony gospodarczej niszczenie przez Kaczyńskiego liberalnego ustroju III RP.

Zyta Gilowska czy Grażyna Gęsicka to były sensowne osoby. Jednak kiedy już przeszły do Kaczyńskiego, nie przeszkadzały im ani rajdy służb i „telewizji publicznej” na niewinne osoby, ani prewencyjne rozpracowywanie i prowokacje wobec osób i środowisk, które były dla Kaczyńskiego opozycją. Czy Mateuszowi Morawieckiemu takie zabawy przeszkodzą? Nie sądzę, ponieważ on też jest „młodym kombatantem” z lat osiemdziesiątych. Był wówczas represjonowany przez SB za działalność ojca i za własną działalność w cieniu ojca. Morawiecki junior jest z zawodu historykiem, do bankowości trafił z politycznego polecenia prawicy w okresie rządów AWS, choć potem – dzięki własnej monstrualnej wprost pracowitości i determinacji – stał się na długie lata gwiazdą globalnej bankowości, w przeciwieństwie do wielu innych politycznych nominatów do gospodarki. W swojej pracy magisterskiej z 1992, jako jeden z pierwszych młodych historyków zlustrował ludzi, którzy załamali się w śledztwach prowadzonych przez SB przeciwko „Solidarności Walczącej”, upubliczniając ich nazwiska.

Obawiam się, że także on, podobnie jak jego Morawiecki senior, za represje SB na ojcu i na sobie będzie się mścił na III RP, na UE i na liberalnym Zachodzie. Nie sądzę zatem, że przeszkodzą mu zabawy Kaczyńskiego w służbach, niszczenie Trybunału Konstytucyjnego albo ograniczanie praw kobiet czy mniejszości w nowej prawicowej Polsce. To wszystko jest mało ważne, kiedy można się odegrać za traumy własnej biografii, w dodatku w atmosferze patriotycznego wzmożenia.

Właściwie na wszystkich frontach i we wszystkich obszarach pierwszy dzień nowej władzy pokazał, jak silny jest Kaczyński i jak słaba jest polityczna opozycja wobec niego.

 

Newsweek.pl

Reklamy