PiS, 16.11.2015

 

Czy Waszczykowski jest z ISIS?

16/11/2015

Lewactwo znów namordowało w Paryżu. Wcześniej mordowało w Norwegii, teraz morduje w całej Europie. Jeszcze wcześniej mordowało w Moskwie, ale tam to był Putin, który, jak wiemy, wyznaje wszystkie lewackie zbrodnie od gender, przez wysokie podatki, po prawa człowieka, w tym małżeństwa jednopłciowe.

Mógłby ktoś pomyśleć, że skoro ISIS zrzuca gejów z dachu, wprowadza wolnorynkowe targi niewolników, chowa kobiety w klatkach i buduje świat, nie wedle tych przekupnych naukowców np. od globalnego ocieplenia, a wedle samego Słowa Bożego, to bliżej im do prawicy. To oczywiście błąd. Za lewackie zbrodnie ISIS odpowiada lewactwo. Wszak trudno sobie wyobrazić, że ktoś z Bliskiego Wschodu miałyby w ogóle mieć do Europy jakieś pretensje, gdyby kebab sprzedawali tylko biali Europejczycy. Może jeszcze do Busha mógłby mieć, co?

Na szczęście sytuacja wydaje się do opanowania, bo, być może pierwszy raz w historii państwa polskiego, wspólnej odpowiedzi udzielają połączone siły Beliebers, prawicowej publicystyki i nowego rządu polskiego. Beliebers, kładąc na szali nawet wizytę ONE DIRECTION, chcą zamknąć granice. Tymczasem Robert Tekieli proponuje, aby za każdy zamach deportować 100 000 imigrantów. Zważywszy na fakt, że w Norwegii złapano właśnie polskiego terrorystę z ISIS, pojawia się pytanie: nie tylko ilu Polaków trzeba deportować z Oslo, ale w jaki sposób? Wszak Beliebersi zamykają granicę. Być może warto rozważyć podróż do wnętrza ziemi, co przy okazji mogłoby wyjaśnić sporo z katastrofy smoleńskiej. Skoro mogą puste puszki po Red bullach.

Krzysztof Stanowski z weszło, sportowego odpowiednika Strefy 11, proponuje, aby obwiesić szkoły krzyżami i zmuszać dzieci do mówienia pacierza. Bo w ten sposób imigranci poczują się niekomfortowo. To dobry pomysł, wszak trudno pomawiać ISIS o to, żeby byli aż tak niemili i atakowali kraj, gdzie czują dyskomfort, a nawet dostają raka oczu od czterdziestometrowych krzyży. Kto jak kto, ale akurat zamachowcy dbają o zdrowie, i o komfort. Zresztą powiedział już minister Błaszczak, a wcześniej Gowin, że głównym celem ataków ISIS jest chrześcijaństwo. Logiczne więc jest uczynienie z Polski sztandarowego kraju chrześcijan, wszak wtedy tegoż kraju nie zaatakują.

Na zbędne analizy nie czekał Rafał A. Ziemkiewicz i sam przystąpił do ostrych działań. Najpierw błyskawicznie zrobił „ziemkiemema” z zakamuflowanymi literówkami, a następnie odgroził się w internecie, że zje kiełbasę popijając ją dodatkowo kielichem! Na wszelki wypadek, polskie kobiety powinny zostać w ten weekend w domach. Redaktor Warzecha ocierając łzy (bo przecież nie pot) między kolejnymi maratonami, zaszlochał, że to przez brak dostępu do broni palnej we Francji. Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się bezsensowny, albowiem skoro zdaniem redaktora multikulti prowadzi do ogromnych napięć społecznych, to po co jeszcze dawać tym ludziom do rąk karabiny. To jednak bardzo krótkotrwałe, a więc lewackie myślenia. W dłuższej perspektywie Francuzi różnych kolorów skóry będą się mogli po prostu nawzajem wystrzelać. A wówczas opustoszałą Francję zasiedlą  Polacy, którzy pokażą wszystkim jak właściwe organizować porządny kraj, gdzie np. nie spadają samoloty z generałami.

Najdalej jednak poszedł minister Waszczykowski. Najpierw słusznie stwierdził, że oszalałe lewactwo sprowadziło multikulti i trzeba powiedzieć stop imigrantom, bo są zagrożeniem. A potem zaś, jeszcze słuszniej, dodał, że z imigrantów trzeba powołać wojskowy legion. Czyli dać im karabiny i czołgi. Pomysł, że skoro twoim zdaniem imigranci są największym zagrożeniem, to dasz im broń i czołgi, tylko dla przemysłu pogardy może wydawać się idiotyczny. Przecież i tak nic nam nie zrobią, bo po pierwsze, ziemkiememami zablokujemy granicę, a po drugie, każdy Polak dostanie broń, a za 500 zł od rządu kupi koce antyodłamkowe dzieciom do seminarium.

 

galopujacymajor.wordpress.com/2015/11/16/czy-waszczykowski-jest-z-isis/?

Bierecki będzie kierował Komisją finansów w Senacie. „Stworzony przez niego system SKOK trzeba było ratować”

Grzegorz Bierecki został głosami PiS szefem Komisji finansów publicznych w Senacie.
Grzegorz Bierecki został głosami PiS szefem Komisji finansów publicznych w Senacie. Fot. facebook.com/pisorgpl

Grzegorz Bierecki został doceniony za konsekwentne wspieranie prawicy oraz usunięcie się w cień, kiedy wymagał tego interes wyborczy PiS. Jeszcze przed wyborami jego starania o reelekcję wsparł prezes Kaczyński. Teraz większość PiS zrobiła Biereckiego szefem Komisji finansów publicznych w Senacie.

Kiedy kilka miesięcy temu Grzegorz Bierecki, twórca SKOK, zaczął ciążyć wizerunkowi Prawa i Sprawiedliwości, opuścił klub parlamentarny partii. Jednak gdy o kłopotach SKOK-ów zrobiło się ciszej, tuż przed wyborami Jarosław Kaczyński pojechał do Białej Podlaskiej, by wesprzeć senatora w walce o reelekcję. I to pomimo tego, że startował on jako kandydat niezależny, a nie z ramienia PiS.

Teraz czas na kolejny etap doceniania zasłużonego dla prawicy biznesmena. Bierecki został wybrany na szefa Komisji finansów publicznych w Senacie – podaje „Gazeta Wyborcza”. Tym samym będzie odpowiedzialny m.in. za prace nad budżetem państwa i kontrolowanie jego wykonania.

Maciej Samcik przypomina największe gospodarcze „sukcesy” Biereckiego: wyprowadzenie części kapitału SKOK-ów do zarejestrowanego w Luksemburgu SKOK Holding, przejęcie majątku fundacji, która należała do SKOK-ów czy wreszcie konieczność ratowania niektórych Kas pieniędzmi z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (dotychczas ok. 3,2 mld zł).

„Prezes Jarosława Kaczyński jest uznawany za człowieka niezwykle zasadniczego. Ale w walce o głosy prezes zatracił pryncypialność i w ciągu dwóch dni wystąpił z politykami, którzy w trakcie kadencji narobili sobie kłopotów i odeszli z partii” – pisałem przed wyborami. Teraz widać, że prezes idzie jeszcze dalej i pozycja Biereckiego może być nawet silniejsza niż przed wyborami.

Źródło: „Gazeta Wyborcza”

niemożliweToBierecki

naTemat.pl

Nadchodzi zamordyzm

Wydarzenia 13 listopada w Paryżu, wielka tragedia we Francji, z oczywistych względów zepchnęła w cień wszystko inne. Trudno jednak nie wrócić do tego, co 13 listopada zdarzyło się w Warszawie. Dla Polski też był to czarny dzień.

13 listopada dowiedzieliśmy się, jeśli ktoś miał co do tego jakiekolwiek wątpliwości, na czym będzie polegała władza PiS, jak PiS zamierza rządzić. To co usłyszeliśmy unicestwiło resztkę iluzji. PiS już pierwszego dnia pojechało po bandzie, a zapewne jest to dopiero przygrywka do tego, co zobaczymy za chwilę.

Nie ma już żadnych wątpliwości, że PiS chce albo sparaliżować albo całkowicie podporządkować sobie Trybunał Konstytucyjny, nasz Sąd Najwyższy, kontrolujący zgodność ustaw z prawem. Oznacza to zamach na liberalną demokrację i dążenie do usunięcia ostatniej przeszkody przed przejęciem przez PiS w Polsce władzy absolutnej.

Prezydent Duda od dłuższego czasu nie chce przyjąć przysięgi od wybranych przez poprzedni Sejm, nowych członków Trybunału Konstytucyjnego. Teraz pojawia się projekt ustawy, która Trybunał Konstytucyjny, w jego obecnym kształcie, rozwaliłby doszczętnie.

PiS chce nowych, swoich członków Trybunału (mówi się m.in. o posłance Pawłowicz). PiS chce też zakończenia kadencji obecnego przewodniczącego. To charakterystyczne, bo środowiska liberalne w wielu kwestiach miały pretensje do profesora Rzeplińskiego, za jego „zbyt konserwatywną” postawę. „Zbyt konserwatywna” to jednak za mało dla PiS-u, który chce mieć swój trybunał.

Jeden z przepisów nowego projektu PiS-u przewiduje, że na przykład w kwestii ustaw dotyczących sądów, Trybunał może orzekać jedynie w pełnym składzie. Oznacza to, że PiS planuje zamach na sądy i ich niezawisłość. W jakiej formie, jeszcze nie wiemy, ale łatwo się domyśleć, że w radykalnej. W przypadku takiej ustawy wystarczy, że któryś z PiS-owskich sędziów Trybunału nie pojawiałby się na rozprawie, i nie byłby on władny podjąć żadnej decyzji. To w praktyce oznacza zmianę konstytucji bez zmiany konstytucji. Tak brutalnie wobec wymiaru sprawiedliwości nie postępował nawet Orban.

13 grudnia zdarzyły się jeszcze dwa inne, symptomatyczne wydarzenia. Oto PiS, używając kuriozalnego argumentu oszczędności, odmówił PSL-owi posiadania wicemarszałka Sejmu. Kuriozalnym, bo rząd pani Szydło jest liczny jak żaden poprzedni. Jednocześnie Senat poszerzył grono wicemarszałków, by w prezydium znalazł się jeszcze jeden przedstawiciel PiS-u. Ot, oszczędności.

Idzie więc o marginalizację opozycji, co jest jawnym szyderstwem z prezentowanego przez PiS w poprzednim Sejmie tzw. pakietu demokratycznego. Idzie też o zmiażdżenie PSL-u. Ta partia, to pierwszy kąsek, na który ma ochotę PiS. Zabetonować swe wpływy na wsi na zawsze.

13 listopada zdecydowano, że przewodnictwo w komisji do spraw służb specjalnych, nie będzie, jak dotychczas, rotacyjne. Oznacza to, że parlament nie będzie sprawował żadnej realnej kontroli nad służbami kierowanymi przez pana Kamińskiego. Żaden przedstawiciel opozycji nie będzie mógł nawet zwołać posiedzenia komisji, gdy dojdzie do jakichś ekscesów pana Kamińskiego i jego podwładnych.

W piątek, 13 listopada, szefem senackiej komisji finansów został znany ze SKOK-ów pan Bierecki. To już bezczelność absolutna. Szefem ważnej komisji zajmującej się finansami, zostanie sponsor wielu imprez PiS-u, a przede wszystkim człowiek, który ze SKOK-ów, czyli od drobnych ciułaczy, wyprowadził do Luksemburga potężne pieniądze. Arogancja PiS-u sięga więc szczytów, choć to dopiero początek.

W piątek, 13 listopada, prezydent Duda wygłosił w Pałacu Prezydenckim laudację (niektórzy mówią, że lodację), na cześć prezesa Kaczyńskiego. Polały się hektolitry wazeliny. Czegoś tak obrzydliwego i kompromitującego w polskiej polityce nie było nigdy. Takich hołdów nie składano nawet Gomułce, Gierkowi i Jaruzelskiemu. Na tle prezydenta Dudy, PZPR-owcy mieli jednak elementarne poczucie smaku. To była swoista inauguracja kultu jednostki ukochanego przywódcy Kim – Dzong – Kacza.

Niewiele lepiej było w sobotę, 14 listopada. Uznawany dotychczas za umiarkowanego Konrad Szymański, za chwilę minister do spraw europejskich w Kancelarii Premiera, oświadczył, że Polska nie widzi możliwości wywiązania się z ustaleń Unii Europejskiej w sprawie imigrantów z Syrii. Gdy świat opłakiwał ofiary barbarzyńskiego ataku w Paryżu, polski minister ustawił się tyłem do Unii, dając pokaz braku klasy i egoizmu. Zachodnie media oczywiście to odnotowały. Ciąg dalszy błyskawicznego rujnowania opinii Polski w Europie.

W sobotę 14 listopada przyszły wicepremier Gliński ogłosił łaskawie, że rewanżu nie będzie. Za diabła nie wiadomo za co Gliński miałby się rewanżować. Przyszły minister kultury, który nie chce się rewanżować, ogłosił jednocześnie, że nastąpi redystrybucja pieniędzy na cele kultury. Czytaj – kasa pójdzie na dzieła narodowo słuszne. Dokładniej rzecz ujmując na te, które za słuszne uznaje PiS. Przyszły wicepremier ogłosił też, że specjalnym pełnomocnikiem w Kancelarii Premiera do zmian w mediach publicznych i w PAP, będzie poseł PiS, pan Czabański, dawniej członek PZPR, później autor wielkiej czystki w Polskim Radiu. Oznacza to, nie mniej i więcej, całkowite podporządkowanie publicznych mediów PiS-owi.

W sobotę, 14 listopada, ukazał się publicznie, list prezydenta Dudy do naukowców wspierających tezy, że w Smoleńsku doszło do zamachu, owych specjalistów od parówek i puszek piwa. Prezydent Duda stwierdził, że ustalenia komisji Millera, to tylko hipotezy, które „nie wytrzymują konfrontacji z faktami”. Co to oznacza? Ano to, że państwo oficjalnie stanęło w obronie tezy o zamachu.

Wszystko to zdarzyło się w ciągu 24 godzin. Nigdy tak szybko nie zadano tak wielu ciosów demokracji w Polsce. Zainaugurowano kult Kaczyńskiego, zainicjowano państwowe dowodzenie teorii zamachowej, podważono pozycję Trybunału Konstytucyjnego i całej trzeciej władzy, zapowiedziano zamach na władzę czwartą, media.

W ciągu 24 godzin dowiedzieliśmy się już ponad wszelką wątpliwość, że w Polsce zaczyna się epoka PiS-owskiego zamordy

nadchodziZamordyzm

naTemat.pl

nieCzekając

Powrót do Smoleńska

Agnieszka Kublik, 16.11.2015

Komisja Millera ogłasza na konferencji prasowej swoje ustalenia w sprawie okoliczności i przyczyn katastrofy smoleńskiej, 29.07.2011 r. Od lewej: ppłk pil. Robert Benedict, dr Maciej Lasek, szef MSWiA Jerzy Miller i płk pil. Mirosław Grochowski

Komisja Millera ogłasza na konferencji prasowej swoje ustalenia w sprawie okoliczności i przyczyn katastrofy smoleńskiej, 29.07.2011 r. Od lewej: ppłk pil. Robert Benedict, dr Maciej Lasek, szef MSWiA Jerzy Miller i płk pil. Mirosław Grochowski (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Według prezydenta Andrzeja Dudy raport państwowej komisji Millera o katastrofie smoleńskiej „nie wytrzymuje konfrontacji z faktami”.

Czy to sygnał, że prezydent chce, by Komisja Badania Wypadków Lotniczych (bada wypadki w lotnictwie wojskowym i podlega MON) na nowo ustaliła przyczyny katastrofy smoleńskiej? Tak uważa prawnik prof. Marek Żylicz, członek komisji Millera.

W Warszawie odbyła się w sobotę IV Konferencja Smoleńska zorganizowana przez Antoniego Macierewicza. Dzień przed konferencją pięciu współpracujących z Macierewiczem uczonych (m.in. prof. inż. Jan B. Obrębski i prof. inż. Jacek Rońda) ogłosiło dokument „Co wiemy o przyczynach Katastrofy Smoleńskiej”. Stawiają w nim tezę, że raport komisji Millera „fałszywie przedstawił przebieg katastrofy”, „jego stwierdzenia nie znajdują potwierdzenia faktycznego i naukowego”, a „wyniki badań Konferencji Smoleńskich wskazują, że przyczyną katastrofy Tu-154M mogły być tylko wybuchy wewnątrz konstrukcji”. I żądają „podjęcia kroków prawnych w celu unieważnienia Raportu Komisji Millera”.

List z podobną tezą do uczestników konferencji wystosował prezydent Andrzej Duda. „To, co przedstawili do tej pory na konferencjach naukowcy, to cenny i znaczący dorobek. Oficjalne raporty – MAK i komisji Millera – nie wytrzymują konfrontacji z faktami” – napisał prezydent.

Zapytałam prof. Żylicza, jak można unieważnić raport komisji Millera (powołał ją tuż po katastrofie premier Tusk, w jej skład weszli cywilni i wojskowi eksperci badania wypadków lotniczych. W 2011 r. przedstawiła raport o przyczynach katastrofy).

Prof. Żylicz: – Prawo nie przewiduje unieważnienia raportu o przyczynach katastrofy. Można tylko prace Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP) wznowić, gdy pojawią się nowe fakty, nowe dowody ważne dla ustalenia przyczyn katastrofy.

– Kto może doprowadzić do wznowienia prac? – KBWLLP podlega ministrowi obrony narodowej. – Czy nowy szef MON Antoni Macierewicz będzie mógł wznowić prace komisji?

– Nie, nie może szefowi Komisji wydać takiego polecenia, bo Komisja jest funkcjonalnie niezależna od władzy. Ale może go zachęcić. Albo nawet zmusić, przedstawiając mu nowe dowody, bo w takiej sytuacji szef Komisji powinien wznowić prace.

– Czy może to być np. raport z IV Konferencji Smoleńskiej?

– Tak, jeśli zostaną tam przedstawione nowe dowody. To, że prezydent o raporcie komisji Millera mówi, że „nie wytrzymuje konfrontacji z faktami”, znaczy, że chce wznowić prace nad ustaleniem przyczyn katastrofy. W myśl międzynarodowego prawa KBWLLP to jedyna instytucja władna do ustalania przyczyn katastrof lotniczych. Takie stanowisko prezydenta obliguje KBWLLP do wznowienia prac.

Dr Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (bada wypadki w lotnictwie cywilnym i podlega ministrowi infrastruktury) i członek komisji Millera, zwraca uwagę, że KBWLLP może wznowić prace, „gdy zostaną ujawnione nowe okoliczności lub dowody istotne dla sprawy”. – To nie politycy lub osoby niezwiązane z systemem bezpieczeństwa lotów, ale specjaliści decydują o ewentualnym wznowieniu zakończonego badania – mówi Lasek. – Podobne standardy są w państwach NATO. Niezależność komisji od jakichkolwiek nacisków, np. politycznych, jest podstawą nowoczesnego systemu bezpieczeństwa w lotnictwie.

I przypomina, że Polska przeprowadziła trzy niezależne postępowania dotyczące katastrofy 10 kwietnia 2010 r.: komisja Millera, wojskowa prokuratura i NIK. Komisja Millera w 2011 r. ustaliła, że przyczyną wypadku było zejście Tu-154 poniżej minimalnej wysokości zniżania przy nadmiernej prędkości opadania w warunkach uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione rozpoczęcie odejścia na drugi krąg.

– Komisja określiła również 14 okoliczności sprzyjających zaistnieniu wypadku i 45 zaleceń profilaktycznych, w przeważającej części skierowanych do wojska, które zostały wdrożone w całym lotnictwie wojskowym – dodaje Lasek. – Świadczy to, że społeczność lotniczych profesjonalistów w całości zaakceptowała ustalenia zawarte w raporcie z badania wypadku.

Opublikowane opinie biegłych prokuratury wojskowej są zbieżne z ustaleniami komisji Millera: przyczyną wypadku nie był zamach lub wybuch, ale błędy załogi, niewłaściwe jej wyszkolenie i dobór do tragicznego lotu oraz błędy w pracy rosyjskich kontrolerów.

– Bezpieczeństwo buduje się latami, nieprzemyślanymi decyzjami można zniszczyć je w ciągu kilku minut. Chciałbym, aby wszyscy wygłaszający opinie poza swoim zakresem wiedzy i kompetencji o tym pamiętali – komentuje Lasek.

Zobacz także

dudaWracaDoSmoleńska

wyborcza.pl

Kownacki i Szatkowski idą do MON

Agata Kondzińska, 16.11.2015

Bartosz Kownacki, desygnowany do MON

Bartosz Kownacki, desygnowany do MON (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Dziś zaprzysiężenie rządu Beaty Szydło. W tle ciągle toczą się jeszcze rozmowy o szczegółowej obsadzie resortów.

Skład rządu Beaty Szydło. Oto nowi ministrowie PiS

W południe prezydent Andrzej Duda zaprzysięgnie ministrów w rządzie Beaty Szydło. Do Pałacu Prezydenckiego przyszli ministrowie przyjadą autokarem. Po uroczystości rozjadą się do resortów, by oficjalnie przejąć je od odchodzących ministrów rządu PO-PSL.

Według naszych informacji nie we wszystkich ministerstwach obsada jest już skompletowana. Jedynym oficjalnym – wymienionym już podczas prezentacji rządu – wiceministrem był Jerzy Kwieciński. Ma być zastępcą Mateusza Morawieckiego w resorcie rozwoju oraz członkiem rządu.

W PiS Kwieciński jest znany i kojarzony z latami 2005-07. Pracował razem z ówczesną minister rozwoju Grażyną Gęsicką, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Był jej zastępcą. Ukończył Wydział Inżynierii Mechanicznej na Politechnice Warszawskiej, tam też był wykładowcą i zdobył stopień doktora. Od 1993 r. przez 11 lat pracował w przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Polsce, gdzie zarządzał ponad 50 różnymi unijnymi programami finansowymi. Był prezesem Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości, spółki świadczącej usługi konsultingowe. Prezydent Andrzej Duda powołał go do swojej Narodowej Rady Rozwoju.

Sasin i Zieliński do MSWiA

Poza nim reszta kandydatów na wiceministrów ciągle jest nieoficjalna. Wiemy, że wiceministrów dobrał szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Jego zastępcami mają być posłowie PiS Jarosław Zieliński i Jacek Sasin. Pierwszy ma odpowiadać za służby, drugi ma być pełnomocnikiem rządu ds. samorządu. Nie wiadomo jeszcze, czy to jemu przypadnie nadzór nad wojewodami.

Adwokat „smoleński” w MON

Poukładane w resorcie ma też Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej. Jak się dowiedziała „Wyborcza”, do MON na wiceministra ma iść poseł PiS Bartosz Kownacki. W resorcie byłby odpowiedzialny za przetargi. W poprzedniej kadencji zasiadał w sejmowej komisji obrony narodowej. Kownacki jest też mecenasem części rodzin smoleńskich. Po objęciu funkcji będzie musiał znaleźć adwokata, który przejmie jego sprawy.

Do MON ma wejść też Tomasz Szatkowski, od lat w orbicie PiS. Absolwent prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Po studiach ukończył podyplomowe Studium Bezpieczeństwa Narodowego. Był stypendystą brytyjskiego MSZ, studiował w Kings College London (dyplom z wyróżnieniem) i odbył kursy z zakresu doskonalenia oficerów sztabowych w Naval Postgraduate School w Monterey w USA. Był doradcą koordynatora ds. służb specjalnych, szefem sekretariatu Przemysława Gosiewskiego, wtedy szefa kancelarii premiera, wiceprezesem Bumaru, największej polskiej firmy handlującej bronią, zasiadał w komisji weryfikacyjnej WSI z nominacji premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Dziedziczak do MSZ?

Według naszych źródeł w PiS propozycję wejścia do MSZ dostał Jan Dziedziczak, były rzecznik rządu Jarosława Kaczyńskiego, poseł PiS, w poprzedniej kadencji wiceszef sejmowej komisji ds. łączności z Polakami.

Zobacz także

dziśZaprzysiężeniw

wyborcza.pl

legionyWaszczykowskiego

 

jeśliDoEuropy1

16.11.2015

Jeśli do Europy wjechało kilkaset tysięcy młodych Syryjczyków, to z nich można stworzyć wojsko. Z nas też kiedyś tworzono legiony i biliśmy się o naszą wolność – mówił w TVP Info Witold Waszczykowski, przyszły szef MSZ.

Waszczykowski wskazywał, że kryzys uchodźczy trzeba rozwiązać na miejscu, w Syrii. Najlepiej zbrojnie, choć bez bezpośredniego udziału Europy. – Czy wyobraża sobie pani, że wyślemy wojsko, aby biło się za Syrię, a kilkaset tysięcy Syryjczyków na Unter den Linden w Berlinie będzie piło kawę i przyglądało się, jak my walczymy o ich bezpieczeństwo? – pytał polityk dziennikarkę.

– Nikt nie domaga się, żeby walczyły kobiety i dzieci – zastrzegł. – Ale dziesiątki tysięcy młodych Syryjczyków, którzy wyskakują z pontonów z iPadami i pytają się nie o wodę, żywność i ubranie, ale gdzie można naładować komórkę, mogłyby z naszą pomocą odwojować sobie państwo – mówił Waszczykowski.

jeśliDoEuropy

gazeta.pl

„Zamachom w Paryżu winne jest lewactwo”

Sebastian Klauziński, 16.11.2015

Prawicowe media nie przebierają w słowach. Dla nich odpowiedzialne za zamachy jest

Prawicowe media nie przebierają w słowach. Dla nich odpowiedzialne za zamachy jest „lewactwo” (CHRISTIAN HARTMANN / REUTERS / REUTERS)

W prawicowych mediach zamachy w Paryżu spowodowały kolejną falę hejtu przeciwko uchodźcom.

„Wojna cywilizacji trwa. Doprowadziły do niej lewackie ideologie – pisze Marzena Nykiel, red. naczelna wPolityce.pl. – Setki tysięcy muzułmanów sforsowały granice Europy. To nie jest żadna przypadkowa wędrówka ludów. Cel jest określony bardzo precyzyjnie. Czas skończyć z tymi lewackimi pseudoteoriami i trzeźwo ocenić zagrożenie. Na szczęście nowy prezydent RP i nowy polski rząd potrafią należycie ocenić zagrożenie”. „Nie wiem, czy w Unii Europejskiej jest odpowiednik polskiego Trybunału Stanu. Jeśli jest, to Angela Merkel powinna zostać osądzona” – komentuje na portalu wPolityce.pl Jacek Karnowski. „Dziś we Francji umierają ofiary islamistów. Ale też ofiary oszalałych lewicowców, którzy rozbroili własne narody i społeczeństwa” – pisze Michał Karnowski. W podobnym tonie zamachy w Paryżu skomentował w sobotę na Facebooku Paweł Kukiz: „Zastanawiam się, kto jest większym zbrodniarzem – ta dzicz czy polityczne liberalne lewactwo, które dzicz sprowadziło”.

Według prawicowych publicystów lewacką ideologię trzeba zastąpić walką. „Islam rozumie jedynie argument siły – przekonuje Witold Gadowski na Stefczyk.info. – Tak udawało się współżyć z islamem od wieków. Od siedemnastego wieku – kiedy islam został zatrzymany pod Wiedniem, nie wynaleziono innej recepty na dżihad” – dodaje.

„Równie ważne jak walka z przyczynami agresji jest to, żeby zabijać – komentuje Piotr Skwieciński, publicysta „wSieci”. – Zabijać na odpowiednio wielką skalę. Zabijanie samo w sobie nie rozwiąże problemu. Ale zmniejsza dynamikę jego zaostrzania. Bo ten, kto nie zabija na odpowiednią skalę, w świecie wojen po prostu nie jest odbierany jako poważny zawodnik. Ale przede wszystkim – zabijanie odstrasza”.

Prawicowy publicyści wzięli także w obronę przyszłego ministra ds. europejskich Konrada Szymańskiego. Chodzi o jego wypowiedź, że „wobec tragicznych wydarzeń w Paryżu Polska nie widzi politycznych możliwości wykonania decyzji o relokacji uchodźców”. Słowa Szymańskiego cieszyły się także dużym poparciem wśród internautów. „Cała nadzieja w nowym rządzie” – komentowała na wPolityce.pl internautka ewa. „Konradzie Szymański, trzymam za słowo! Żadnych Arabów! Polska nie może być etnicznym śmietnikiem” – pisał internauta W.P. „Duże uznanie należy się Konradowi Szymańskiemu, który mimo takiej medialnej presji miał odwagę powiedzieć, że w tej sytuacji Polska nie będzie w stanie zrealizować zarządzeń o obowiązkowym przyjmowaniu islamskich przybyszów – komentował Michał Karnowski. – Oby nowa polska ekipa rządząca potrafiła zdecydowanie trwać przy tym stanowisku”.

Zobacz także

ZamachomWparyżu

wyborcza.pl

Mission impossible

Jacek Żakowski, tygodnik „Polityka”, 16.11.2015

Jeden kompetentny minister Morawiecki )resort rozwoju) nie uratuje polskiej gospodarki

Jeden kompetentny minister Morawiecki )resort rozwoju) nie uratuje polskiej gospodarki (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

„Ekipa gospodarcza rządu Beaty Szydło jest obiecująca” napisał Witold Gadomski. Kompletnie się z nim nie zgadzam.

Nominacje dla Morawieckiego, Kwiecińskiego, Szałamachy, Streżyńskiej są uspokajające dla rynków i przedsiębiorców, ale niczego dobrego nie obiecują dla rozwoju Polski. A zwłaszcza nie tworzą warunków dla spełnienia strategicznego marzenia prezesa Kaczyńskiego i większości z nas, jakim jest dogonienie przez Polskę najlepiej rozwiniętych państw Europy Zachodniej.

Nie kwestionuję kompetencji nowych ministrów gospodarczych. Wszyscy są fachowcami. Nie ustępują poprzednikom z PO. Wiedzą, co z grubsza w ramach swoich kompetencji robić, żeby nie przyczynić się do rozwalenia polskiej gospodarki, nie zatrzymać w najbliższym roku wzrostu, nie zrujnować przyszłorocznego budżetu i nie spowodować gwałtownego odpływu kapitału. Przez nich Polska się w najbliższym czasie nie zawali.

W takim sensie ich obecność w rządzie jest uspokajająca. Ale obiecująca nie jest. Bo to, czy w dającej się przewidzieć przyszłości cywilizacyjnie i ekonomicznie dogonimy Zachód, nie będzie się decydowało tylko w resortach gospodarczych.

.

Od kilku lat ekonomiści są zasadniczo zgodni, że dogonienie Zachodu wymaga wyrwania Polski z „rozwojowego dryfu”, ominięcia „pułapki średniego rozwoju” i przeskoczenia z półperyferii do centrum zachodniej cywilizacji. Aby to osiągnąć, nie wystarczy jednak, jak dotąd, pilnować budżetu, wspierać przedsiębiorczości, trzymać niskich płac i podatków, usprawniać administracji oraz sądownictwa. Trzeba zmiany kulturowej, która stworzy warunki dla innowacyjności. W eseju „Ekonomiczne znaczenie miłości dalszego bliźniego” precyzyjnie, na podstawie twardych danych statystycznych, wykazał to prof. Janusz Czapiński. Jeżeli nie zdołamy radykalnie podnieść poziomu ogólnego zaufania, nie przezwyciężymy rosnącej wciąż polaryzacji i kultury konfrontacji nie zamienimy w kulturę kooperacji, nigdy nie dogonimy najwyżej rozwiniętych państw.

Najlepsi ministrowie od gospodarki nie zrównoważą szkód powodowanych przez ogłoszoną już politykę ministrów od edukacji, kultury, sprawiedliwości, pracy, zdrowia, spraw wewnętrznych i zagranicznych oraz przez politycznych liderów PiS. Polityka, którą zapowiada formacja obejmująca władzę, nie musi prowadzić do szybkiego załamania polskiej gospodarki, ale niestety musi spowodować utrwalenie pozycji Polski jako kraju półperyferyjnego, którego rozwój (podobnie jak rozwój krajów arabskich i afrykańskich, Rosji, Węgier, Włoch, Rumunii, Słowacji) ogranicza się do importu imitacji, bo barierą jest zacofana i dysfunkcjonalna w XXI w. tradycjonalistyczna kultura. Dla dobrze wykształconego ekonomisty jest to tak oczywiste jak to, że nie można się bezkarnie zadłużać ponad miarę.

Podobnie jak wiele osób podziwiam Mateusza Morawieckiego, że porzucił bankową posadę, by zostać ministrem. Objęcie przez niego urzędu jest i dla mnie doraźnie uspokajające. Ale wątpię, by miał wystarczający wpływ na politykę PiS, byśmy mogli sobie obiecywać cokolwiek dobrego po gospodarczych owocach tej władzy.

Zobacz także

ŻakowskiNowyRząd

wyborcza.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: