Duda, 18.11.2015

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,19205645,wzorzec-relacji-na-zywo-wall-dla-serwisow-nie-kasowac.html

ktoPisał

Prokuratura, sądy, wolność słowa. Wiele przemilczanych kwestii

Ewa Siedlecka, 18.11.2015

W sądzie

W sądzie (Fot. Agnieszka Sadowska Agencja Gazeta)

O prokuraturze w wystąpieniu premier Beaty Szydło nie padło nawet jedno słowo. To dziwne, zważywszy, jaka wagę do prokuratury przykładało PiS za swoich poprzednich rządów.

Być może wartość promocyjna tego tematu jest dla rządu za mała. To jednak nie oznacza, że PiS odstępuje od pomysłu podporządkowania na powrót prokuratury rządowi.

O sądownictwie też praktycznie niewiele pani premier powiedziała. Podkreśliła, że społeczne zaufanie do nich jest niskie i że „wielu uważa, że to system niesprawiedliwy.” A osoby niezamożne są w dostępie do wymiaru sprawiedliwości dyskryminowane, bo nie stać ich „na pomoc kancelarii adwokackich.” Nie powiedziała jednak, co rząd zrobi, żeby było ich stać.

Zapowiedziała natomiast zmianę przepisów, na mocy których sądy ” zabierają dzieci rodzicom z powodu niskich dochodów.” Zauważyła też, że przedsiębiorcy „czekają na sprawny system prawa gospodarczego”. Ale nie wspomniała, jaki PiS ma pomysł na usprawnienie. Powiedziała też (co było aluzją do skazania b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego), że „wyroki zasądzane są na tych, którzy walczyli z korupcją”. „Tu zmiany są niezbędne” – powiedziała. Trudno orzec, co miała na myśli: czy zmianę prawa dotyczącego korupcji, czy praktyki sadów. W tym drugim przypadku mogłaby to być zapowiedź jakiś działań lustracyjnych Ministerstwa Sprawiedliwości w sądach, polegających na analizie wydawanych wyroków.

Premier Szydło nie wspomniała nic o pomysłach zamieszczonych w programie PiS: osobistego kontrolowania przez ministra sprawiedliwości orzecznictwa sądów, czy wprowadzeniu specjalnych uprawnień kasacyjnych dla ministra sprawiedliwości.

Mówiła o wolności debaty akademickiej. Podkreśliła, że „także poglądy mniej popularne w danym środowisku” powinny mieć możliwość zaistnienia. To aluzja do sygnałów o tym, że „niepoprawne politycznie” poglądy są z debaty akademickiej i badań eliminowane. Ciekawe, czy zapowiedź Pani premier dotyczyć będzie np. badań dotyczących tematów związanych z równością płci?

Zapewniła natomiast, że jej rząd będzie szanował zasadę, że „władza publiczna na media prywatne nie powinna mieć wpływu”. To ważne, bo ze środowiska „dziennikarzy niepokornych” płynęły zachęty, by władza wykonawcza kontrolowała także treści przekazywane przez media prywatne.

Zobacz także

wyborcza.pl

Polityka prorodzinna, reforma edukacji, gospodarka… Co Szydło obiecała w expose? [8 PUNKTÓW]

Aneta Bańkowska, 18.11.2015

Expose premier Beaty Szydlo .

Expose premier Beaty Szydlo . (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

W expose wygłoszonym w Sejmie Beata Szydło przedstawiła program swojego rządu. Sprawdź, co obiecała szefowa rządu.

 

Zgodnie z zapowiedziami premier rozpoczęła expose odniesieniem do zamachów w Paryżu i światowego bezpieczeństwa. -Będziemy solidarnie współpracować z państwami Europy w walce z terroryzmem – zapowiedziała.

– Obejmuję urząd premiera w czasie, w którym nasz świat, budowany na wartościach wolności, demokracji i tolerancji, coraz agresywniej atakowany jest przez tych, którzy nie szanują prawa do wolności innych. Nie zgadzamy się na taką wizję świata – podkreśliła premier. Po czym zaprezentowała program swojego rządu.

Słowa-klucze:

Na początku wystąpienia Szydło wymieniła zasady, którymi będzie kierować się jej gabinet. – Pokora, praca, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność, a przed wszystkim słuchanie obywateli – wyliczała, by na koniec dodać: Koniec z arogancją władzy i pychą!

Premier podkreśliła też, że swój program może ująć w jednym zdaniu. – Po pierwsze rozwój, po drugie rozwój, po trzecie rozwój – dodała.

Cele rządu na pierwsze 100 dni:

– obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn
– 500 zł na drugie lub, w rodzinach o mniejszych dochodach, pierwsze dziecko
– podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł
– bezpłatne leki dla osób po 75. roku życia
– podwyższenie minimalnej stawki godzinowej do 12 zł
– wprowadzenie „realnej ochrony polskiej ziemi przed niekontrolowanym wykupem”
– zniesienie obowiązku szkolnego sześciolatków

1. Polityka prorodzinna i społeczna

– Polityka prorodzinna i pronatalistyczna, walka z biedą i odbudowa wiary w demokrację są ważne dla rozwoju kraju, społeczeństwa i rodzin – przekonywała Szydło.

Jak chce zrealizować te obietnice? M.in. tworząc nowe – godnie opłacane i stałe – miejsca pracy, likwidując umowy śmieciowe, budując tanie mieszkania udostępniane przez państwo za symboliczną opłatą, czy rozbudowując sieć przedszkoli. – Naszym celem jest, by były one bezpłatne, przynajmniej dla rodzin o niższych i średnich, a także nieco większych dochodach podkreśliła. Wzrosnąć mają także emerytury.

2. Polityka zagraniczna

Polska pod rządami PiS ma przede wszystkim zachować podmiotowość na arenie międzynarodowej i nawiązywać do polityki śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego – te słowa Szydło zostały nagrodzone burzą oklasków. Priorytetem nowej władzy będzie też bezpieczeństwo „klasyczne” i gospodarcze oraz uzyskanie właściwej pozycji na arenie międzynarodowej.

Oprócz tego Polska ma dążyć do zwiększenia efektywności działania UE, dokończyć i rozbudować gazoport, wzmocnić wschodnią flankę NATO, a także „jasno postawić kwestię solidarności” w kwestii uchodźców. Szydło podkreśliła też szczególną rolę stosunków z USA.

3. Reforma edukacji

Premier zapowiedziała powrót do ośmioletniej szkoły podstawowej i czteroletniego liceum – jednak, jak zastrzegła, zmiany te mają być wprowadzane w uzgodnieniu z nauczycielami.

Co jeszcze się zmieni? Szydło chce położyć większy nacisk na kształcenie zawodowe, zlikwidować tzw. godziny karciane (dwie godziny w tygodniu, które każdy nauczyciel – niezależnie od obowiązkowego wymiaru lekcji, musi przepracować z uczniami, np. prowadząc zajęcia wyrównawcze) czy przywrócić zawodowi pedagoga „należną mu pozycję i godność”.

Reforma nie ominie też szkolnictwa wyższego: ma zostać odbiurokratyzowane, a naukowcy zyskają „godne warunki wypełniania swojej misji”. Na uczelnie powróci natomiast „nastrój wolności badań i wolności wypowiedzi”.

4. Gospodarka

Wśród obietnic mających pobudzić polską gospodarkę znalazła się m.in. kwestia wyrównywania dopłat dla rolników, wyrównywania szans „tzw. polskiej prowincji” czy lepszego gospodarowania finansami publicznymi.

PiS chce też aktywizować polski kapitał poprzez zwiększenie udziału inwestycji w PKB, obniżenie CIT-u do 15 proc. dla drobnych przedsiębiorstw i podwójnego odpisu inwestycyjnego.

5. Służba zdrowia

– Służba zdrowia nie może być nastawiona na zysk; nie ma innego sposobu niż powrót do jej finansowania budżetowego – przekonywała Szydło.

Premier podkreśliła również znaczenie odpowiednich wynagrodzeń dla pracowników sektora zdrowia, a także realizację programu tworzenia gabinetów stomatologicznych i lekarskich w szkołach.

6. Rewolucja w ministerstwach

Z połączenia resortów rozwoju regionalnego i gospodarki ma powstać nowe ministerstwo – Ministerstwo Rozwoju. Przejmie ono część zadań likwidowanego Ministerstwa Skarbu, a jego głównym zadaniem będzie „przeprowadzenie wielkiego planu inwestycyjnego” PiS.

Prócz tego powstaną trzy nowe resorty: Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa oraz Ministerstwo Energii.

7. Służby mundurowe i sądownictwo

Nowy rząd przyspieszy proces modernizacji służb mundurowych i „zabezpieczy proces legislacyjny przed lobbystami”. – Przywrócimy właściwe działanie i nadzór nad służbami specjalnymi – obiecywała Szydło.

Zreformowane ma zostać również sądownictwo. – Polacy mają niski poziom zaufania do sądów; polski system sprawiedliwości jest niesprawiedliwy – mówiła premier.

8. Kultura

Rząd PiS będzie dążył do umocnienia poczucia państwowości. – Musimy uczynić nasze państwo znów, bo tak kiedyś było, przedmiotem polskiej dumy – zapowiedziała Szydło. Premier zaapelowała też, by nie wstydzić się „budować etosu polskich bohaterów”, a także „wrócić do pełnego nauczania historii, do klasycznego kanonu lektur”.

A skąd wziąć pieniądze?

Matematyka jest nieubłagana: budżet państwa nie jest z gumy, więc żeby komuś coś dać, trzeba znaleźć pieniądze gdzie indziej. Niestety, źródła podane przez Szydło wystarczą tylko na projekt 500 zł na dzieci; skąd rząd weźmie resztę, na razie nie wiadomo.

– nowe podatki: bankowy i od supermarketów
– zwiększenie o 1 mld zł poboru z dywidend
– zwiększenie o 1-1,5 mld zł kwoty deficytu budżetowego
– poprawa ściągalności VAT-u

Pieniądze na inwestycje mają pochodzić natomiast m.in. z środków europejskich, bankowych, oszczędności firm.

 

 

TOK FM

 

koniecZarogancjąWładzy

Kiedy przestałem słuchać expose Beaty Szydło

Expose nowego premiera nowego rządu po niedawnej zmianie koalicji rządowej w demokratycznych wyborach to ważne wydarzenie. Przygotowywałem się do wysłuchania i komentowania. Zrobiłem kawę, włączyłem telewizor, zawczasu wydmuchałem nos i zażyłem leki, bo akurat jestem chory, żeby nic mnie nie odrywało od transmisji na żywo.

Tymczasem wyszło niemal jak przy walce Andrzeja Gołoty z Lamonem Brewsterem w maju 2005 roku. Jak opowiadał wtedy znajomy: przyniosłem sobie piwo, poprawiłem poduszki na kanapie, zaczęła się walka. Uświadomiłem sobie, że zapomniałem o słonych orzeszkach. Poszedłem do kuchni. Kiedy wróciłem, było już po walce.

Pani premier była jednak o tyle sprawniejsza od naszego pięściarza, że dokonała tego sama. Nie był jej potrzebny nawet sparring partner, a kibicowała jej w większości życzliwa publiczność.

W pierwszej chyba minucie pani Beata Szydło poinformowała nas, że zamierza skończyć z arogancją władzy. Z początku pomyślałem, że się przesłyszałem. No niemożliwe. Premier rządu, w którym służby specjalne ma nadzorować dopiero co uznany za winnego nadużywania władzy? I ułaskawiony w bezprecedensowy sposób przez swojego kolegę partyjnego do niedawna, jeszcze przed rozpatrzeniem apelacji? Ona mówi o końcu arogancji?

Wniosek z tego płynie jasny i ewidentny. To, co mówi pani Szydło to dalszy ciąg kampanii wyborczej. Słowa, które mają dać poparcie wyborców, puste obietnice, czysty PR. No to poszedłem po orzeszki i do swoich zajęć.

Gdzieś w tle dalej padały jęczącym tonem rzucane hasła. Musimy rozmawiać. Obniżymy wiek emerytalny. Pozwolimy rodzicom decydować. Musimy postawić na naukę. Musimy uczynić nasze państwo przedmiotem naszej dumy. Polityka historyczna i kulturalna. Trzeba zacząć doceniać twórców. Polskich twórców…

Jak zrealizujecie pierwszą obietnicę – likwidację arogancji władzy – rozważę wysłuchanie kolejnych. Na razie widzę tylko arogancję. W wersji hard. Pisałem o tym wczoraj a dzisiaj zostałem w tym przekonaniu utwierdzony. I każde kolejne zdanie tego expose utwierdza mnie w nim jeszcze mocniej.Kto uwierzył w obietnice wyborcze, niech dalej daje się wodzić za nos.

Pani premier, jest Pani premierem rządu mojego państwa. Ale nie moim premierem. Proszę mówić dalej. Ja już podziękuję. Tego się nie da słuchać…

naTemat.pl

 

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19205645,wzorzec-relacji-na-zywo-wall-dla-serwisow-nie-kasowac.html#MT

Transmisję z expose możesz oglądać na żywo tutaj:

– Chciałabym wiedzieć, jak po expose zareaguje giełda. Wystąpienie Beaty Szydło to zapowiedź, że finanse publiczne będą puste – tak przemówienie premier komentuje Ewa Kopacz.

– W expose zabrakło mi źródła finansowania tych wszystkich obietnic. To nie jest próżnia – podkreśla.

 

Ewa Kopacz jest „przerażona” expose:

– Obietnice są szerokie, wszyscy dostaną to, czego oczekiwali. Wszyscy dostaną podwyżki, po 500 zł na dziecko, emeryci darmowe leki będziemy mieli kwotę wolną podwyższoną? Te obietnice na tyle przerażają, że nawet nie zrobiło na mnie wrażenia, kiedy usłyszałam, że będziemy mieli bilion zł na to, żeby inwestować w nasz rozwój. Ja to wszystko rozumiem, że poważny polityk wychodzi i mówi: chcę rozwoju tego kraju, bo każdy z nas życzy dobrze naszej ojczyźnie, PiS nie ma na to monopolu. Ale kiedy słyszę, że ktoś jednym pstryknięciem znajdzie bilion złotych i na podstawie tych obietnic buduje perspektywę rozwoju Polski,to staje się mało poważne – mówiła była premier.

Liderka PO stwierdziła też, że „nic nie słyszała” o źródłach finansowania. – Z tego będą totalne kłopoty – zaznaczyła.

– Usłyszałem wszystko. Będziemy zaraz żyli w kraju powszechnej szczęśliwości – powiedział na antenie TVN24 Sławomir Sierakowski z „Krytyki Politycznej”. – Wynotowałem 43 obietnice na jakieś niesamowite biliony. Nigdy w życiu nie słyszałem takiego expose. Jak śledzę politykę kilku państw, do których chcielibyśmy się porównywać, niczego takiego w ich historii nie było. I to nie jest przesada! – mówił.

Expose Szydło? ?Wrażenie ogólnego chaosu. Brak konkretów?

– Jako osoba o poglądach lewicowych, byłbym gotów zgodzić się z wieloma obietnicami Beaty Szydło – deklarował w TOK FM Michał Sutowski. Ale według publicysty ?Krytyki Politycznej?, kłopot zaczyna się, kiedy zaczniemy się przyglądać szczegółom. Bo wg Sutowskiego, najsłabszym elementem expose był brak konkretnych pomysłów na ?pozyskiwanie wpływów podatkowych?. Szczególnie niepokoi, że premier mówiła o ?lewarowaniu kapitału?.

Polska chata z kraja?

http://natemat.pl/162249,expose-beaty-szydlo-nowa-premier-przedstawi-swoj-plan-na-rzadzenie-ale-nie-powie-wiecej-niz-w-kampanii

PiS zapowiada zastrzyk dla przedsiębiorstw finansowany przez NBP. Co na to NBP?

Beata Szydło zapowiedziała, że polskie przedsiębiorstwa dostaną zastrzyk finansowy od państwa. Chodzi o mechanizm LTRO, czyli udzielanie przez bank centralny (NBP) bankom komercyjnym nisko oprocentowanych kredytów, by te mogły udzielać kredytów przedsiębiorstwom. – To w jakim zakresie LTRO będzie zastosowane, zależy od niezależnego Narodowego Banku Polskiego – mówił w Sejmie wicepremier Mateusz Morawiecki.

Co na to NBP? Na nowy komentarz czekamy, ale wiele mówi opinia wiceprezesa NBP z końca września. – Nie ma więc dzisiaj potrzeby sięgania po jakieś niekonwencjonalne metody, aby zwiększyć możliwości kredytowania w gospodarce – mówił Jacek Bartkiewicz. Tłumaczył, że banki nie mają dzisiaj problemów z pieniędzmi na udzielanie kredytów.

Minister edukacji: Jeżeli mówimy o innowacyjności, to bez historii tego się nie da

– Liceum stało się kursem przygotowującym do zdania matury, będziemy od tego powoli odchodzić – mówiła dziennikarzom Anna Zalewska, minister edukacji. Tłumaczyła też powrót do większego wymiaru godzin historii. – Jeżeli mówimy o innowacyjności, to bez historii tego się nie da zrobić – stwierdziła. Zalewska tłumaczyła też jak będzie wyglądała kontrola w ministerstwach przejętych przez PiS. – Audyty są oczywiste: są zewnętrzni audytorzy, ogłasza się przetarg i wybiera – mówiła szefowa MEN.

Morawiecki: Robimy wszystko, by nowe podatki weszły od początku roku

– Chcemy zobaczyć jak wygląda wsparcie polskiego eksportu – mówił w Sejmie minister rozwoju Mateusz Morawiecki. – To w jakim zakresie LTRO będzie zastosowane, zależy od niezależnego Narodowego Banku Polskiego – mówił o przedstawionym przez Beatę Szydło planie wspieranie przedsiębiorców przez państwo.

Przedstawiał też postęp prac nad podatkami dla banków i supermarketów zapowiedzianymi w expose. –Podatki sektorowe nie wymagają zmian ordynacji podatkowej. (…) Robimy wszystko, eksperci nad tym pracują, by one mogły być [od nowego roku] – mówił Morawiecki dziennikarzom w Sejmie.

Pani premier, kampania się już skończyła

Expose od Beaty Szydło różniło się od kampanijnym wystąpień tylko miejscem wygłoszenia i zniknięciem członu „jeśli wygramy wybory”. Ale poza tym szefowa rządu mówiła tak, jakby nadal walczyła o zwycięstwo swojej partii w wyborach.

W expose zabrakło szczegółów. Zarówno jeśli chodzi o źródła finansowania (bo enigmatyczne „poprawienie ściągalności”) to za mało, jak i czasu realizacji obietnic. W przemówieniu Szydło dużo mówiła o tym, w których sferach jest źle i gdzie potrzeba zmian, a także jaki będzie stan końcowy, już po udanych reformach. Ale zabrakło informacji o tym, jak te reformy miałyby wyglądać.

Dziwi też nieco rozkład priorytetów. Bo o polityce zagranicznej Szydło mówiła niewiele i na samym końcu. Zabrakło też konkretów, były tylko hasła o podmiotowości, współpracy i realizacji polityki Lecha Kaczyńskiego. Podobnie brakowało informacji o planie PiS i rządu Szydło na armię.

Co z polityką zagraniczną?

 

Szydło: Do rozważenia zbudowanie drugiego gazoportu w okolicach Trójmiasta

Premier po blisko godzinie zaczęła mówić o polityce zagranicznej mówić, że potrzebne jest zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego, m.in. przez rozważenie budowy drugiego gazoportu. Dalej mówiła o naszej roli w UE. – Powiem krótko: pod rządami PiS będziemy traktowani podmiotowo – stwierdziła. Przekonywała o współpracy z Andrzejem Dudą w realizowaniu polityki Lecha Kaczyńskiego.

Szydło o mediach: Na prywatne władza nie ma wpływu i będziemy to szanować

Premier Szydło zapowiedziała, że w mediach publicznych obywatele muszą dostać rzetelną i obiektywną informację. Dlatego też muszą one mieć do tego odpowiednie zasoby. Zapewniła też, że władza nie będzie starała się wpływać na media prywatne.

Premier: Musimy uczynić państwo przedmiotem dumy

– Polityka kulturalna musi służyć wzmacnianiu wartości patriotycznych – mówiła Beata Szydło w expose. – Przy wsparciu publicznych środków powinny powstawać dzieła, które będą opowiadać w Polsce i zagranicą o naszych bohaterach – dodała. Przekonywała też o konieczności wspierania lokalnych twórców, czego trudno nie połączyć z jej pracą przy krakowskim konkursie szopek.

Szydło kupuje nauczycieli

Beata Szydło zapowiedziała likwidację „godzin karcianych”, czyli dodatkowej godziny w tygodniu, którą nauczyciele muszą poświęcić na pracę z uczniami (np. w ramach kół zainteresowań czy zajęć wyrównawczych). Do tego w ciągu 100 dni zostanie cofnięta reforma zakładająca wysyłanie do szkół 6-latków. Później podstawówki mają wrócić do 8-klasowości.

W części poświęconej edukacji Szydło zapowiedziała też zmniejszenie roli testów w szkolnictwie, zwiększenie wymiaru nauczania historii i „powrót do klasycznego kanonu lektur”.

Szydło zapowiada podwyżkę podatków

– Priorytetowym zadaniem ministra finansów będzie przygotowanie autopoprawki do budżetu – zapowiedziała Szydło. Podała też źródła finansowania pierwszej obietnicy, czyli 500 zł na dziecko: większe dywidendy od państwowych firm, większy deficyt, podatki bankowy i od supermarketów.

Festiwal obietnic Beaty Szydło. Tylko skąd pieniądze?

Od ponad 30 minut Beata Szydło wymienia kolejne obietnice, które jej rząd zrealizuje w ciągu kadencji. Brakuje tylko jednego: informacji o źródłach finansowania. Co prawda żaden premier nie zrealizował w pełnił swoich obietnic, ale nawet zrealizowanie ich części oznacza gigantyczne wydatki.

Szydło proponuje „pakt o podniesieniu płac”

Premier zapowiedziała, że jej rząd będzie dążył do wprowadzenia płacy minimalnej na poziomie 12 zł za godzinę. Jej wprowadzenie ma wesprzeć „Pakt o podniesieniu płac”, który pracodawcy i organizacje związkowe miałyby zawrzeć pod patronatem rządu.

Szydło: Bilion to symbol. Symbol wielkiego przedsięwzięcia

Beata Szydło sporo miejsca w expose poświęciła przedsiębiorcom, zapewniając, że PiS doprowadzi do wzrostu inwestycji (m.in. przez możliwość podwójnego odliczania inwestycji przedsiębiorców). – Mówiliśmy o bilionie na inwestycje, a po zsumowaniu to nawet większa kwota. Ale bilion to symbol – mówiła Szydło.

Szydło: Rozwój, rozwój i jeszcze raz rozwój

Beata Szydło zapewniła, że priorytetem jej rządu będzie rozwój. Przekonywała, że musimy wyrwać się z pułapki średniego rozwoju. Później przypomniała priorytetowe projekty PiS: 500 zł na dziecko, obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie kwoty wolnej od podatku, darmowe leki dla emerytów i godzinowa stawka na poziomie 12 zł. – Przeznaczane na to środki będziemy traktować jako inwestycję, a nie wydatki – mówiła Beata Szydło.

Szydło jak na przedwyborczym wiecu

Beata Szydło podczas expose mówiła tak, jakby trwała kampania wyborcza i nadal musiała walczyć z PO o głosy. – Polacy opowiedzieli się za zmianą sposobu sprawowania polityki. W ostatnich latach politycy zupełnie rozminęli się z oczekiwaniami społecznymi. Koniec z arogancją władzy, koniec z pychą – mówiła premier podczas expose.

Szydło: Staję w sytuacji, gdy kilka dni temu dokonano zamachów we Francji

Beata Szydło zaczęła swoje expose od zamachów we Francji. – Świat oparty na otwartości i tolerancji coraz częściej jest atakowany – powiedziała Szydło. Zapewniła, że jej rząd będzie współpracował z innymi krajami europejskimi, by zapewnić bezpieczeństwo Polakom.

Od PiS owacje na stojąco, PO z kamiennymi twarzami

 

„Wrażenie ogólnego chaosu. Brak konkretów” – komentatorzy o expose

Anna Siek, 18.11.2015

Nowa premier Beata Szydło podczas exposé

Nowa premier Beata Szydło podczas exposé (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– Jako osoba o poglądach lewicowych, byłbym gotów zgodzić się z wieloma obietnicami Beaty Szydło – deklarował w TOK FM Michał Sutowski. Ale wg publicysty „Krytyki Politycznej”, kłopot zaczyna się, kiedy zaczniemy się przyglądać szczegółom. Bo wg Sutowskiego, najsłabszym elementem expose był brak konkretnych pomysłów na „pozyskiwanie wpływów podatkowych”. Szczególnie niepokoi, że premier mówiła o „lewarowaniu kapitału”.

 

– Lewarowanie polega na tym, że inwestujemy przy pomocy środków, których tak naprawdę nie mamy. To instrument finansowy, który sprawdza się przy dobrej koniunkturze. Ale kiedy sytuacja na rynkach pogarsza się, to zaczynają się problemy. Wydaje mi się, że to nie do końca bezpieczny kierunek – komentował Michał Sutowski w TOK FM.

Zdaniem publicysty, expose premier Szydło sprawiało wrażenie „ogólnego chaosu”. Sutowskiemu zabrakło jasnej deklaracji, że nauczyciele z likwidowanych gimnazjów nie stracą pracy oraz przekonujących pomysłów na zwiększenie wpływów do budżetu. – Tym bardziej, że obiecano m.in. obniżenie – do 15 proc. – podatku CIT dla najmniejszych przedsiębiorstw.

Najważniejsze obietnice wyborcze

Dla Łukasza Lipińskiego, wystąpienie premier Szydło nie przyniosło pozytywnych zaskoczeń. Przemówienie, wg analityka „Polityki Insight”, było chaotyczne.

– Druga rzecz, która była dla mnie ciekawa, to obietnice. Pani Szydło podtrzymała wiele obietnic z kampanii wyborczej. Deklarowała, że w ciągu pierwszych stu dni rządzenia, zostaną uchwalone przepisy dotyczące m.in. 500 złotych na dziecko, obniżenia wieku emerytalnego, podwyższenia kwoty wolnej od podatku. Ale jednocześnie premier była powściągliwa, jeśli chodzi o składanie obietnic pod adresem różnych grup zawodowych. Zanotowałam, że powtarzała tylko: Zadbamy o godne warunki dla tych ludzi. Ale konkretnych deklaracji np. na temat podwyżek, nie było.

Zobacz także

TOK FM

Krytyka PiS nie jest żadną histerią. Kto straszył, nie błądził

Waldemar Kumór, 18.11.2015

Beata Szydło, Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda

Beata Szydło, Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Ten komentarz dedykuję wszystkim kwękającym: „Znowu coś o PiS-ie, ale jesteście nudziarze”. Oraz tym gadającym głowom w setkach tzw. programów publicystycznych, których analiza i wnioski ograniczały się do konstatacji: „Straszenie PiS już nie działa, to przecież taka sama partia jak PO, oni się zmienili”. I zachwycali się, jaką PiS ma dynamiczną kampanię.

W ten sposób brali udział w propagandowej, usypiającej grze PiS. I o to mam największą pretensję do większości komentatorów.

Każdego, kto zwracał uwagę, że PiS nie trzyma standardów zwykłej partii demokratycznej i że nie można zrównywać PiS z PO, SLD, PSL, nazywano „sługusem rządu”, w najlepszym razie „histerykiem”. A teksty o związkach SKOK z PiS i Andrzejem Dudą łatwo uznali za „skomplikowane” i nieobchodzące opinii publicznej. Łatwiej było podziwiać, jaka to pani Szydło jest „dynamiczna” i „daje radę”.

No to, proszę, macie „dobrą zmianę”, o której tak marzyliście, znudzeni normalnością kraju rozwijającego się, może powoli, ale niebędącego w ruinie.

Teraz możecie godzinami wsłuchiwać się w nieskończenie banalne wystąpienia pana Dudy i pani Szydło, którzy „dziękują Polakom za dobrą zmianę”.

I powtarzać ze zrozumieniem ich ulubione frazy z kampanii wyborczej, też banalnej: „Nie może być tak, że Polacy żyją na gorszym poziomie niż Niemcy”; „Nie może być tak, że Polak wstydzi się za swoje państwo”, itd. itp.

Otóż stało się tak, że wstydzę się za to, iż prezydent mojego kraju już na starcie zepsuł demokratyczne standardy, ułaskawiając Mariusza Kamińskiego i kolegów z CBA. I za to, że pani premier, dzień po decyzji prezydenta, ośmiela się powiedzieć przed polskim Sejmem: „Koniec arogancji władzy”. Bo to zarówno szczyt arogancji władzy, jak i szczyt zakłamania.

Grzechy prezydenta i PiS są już niemałe i groźne:

* pozbawili opozycję z PSL miejsca w prezydium Sejmu;

* jedną decyzją zmienili mądre zasady obowiązujące w demokratycznych krajach, że na czele sejmowej komisji ds. służb specjalnych zasiadają rotacyjnie przedstawiciele wielu partii, a nie tylko rządowej;

* niekończące się próby grzebania przy wyborze sędziów Trybunału Konstytucyjnego;

* powołanie na szefa senackiej komisji finansów Grzegorza Biereckiego, który tak dbał o interes SKOK, że państwo musiało zapewnić bezpieczeństwo złożonych w nich oszczędności obywateli.

Rzeczywiście, „dobra zmiana”. Ale jestem pewny – udławicie się nadmiarem władzy.

Zobacz także

wyborcza.pl

Expose Szydło na żywo

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,19205645,wzorzec-relacji-na-zywo-wall-dla-serwisow-nie-kasowac.html

Wieś dostanie gospodarza. Łódź rozkwitnie. Śląsk będzie sercem. Gospodarka priorytetem. Bezpieczeństwo najważniejsze. Podatki kluczowe.

Prezydent królewskim uprawnieniem udziela immunitetu funkcjonariuszom władzy

Ewa Siedlecka, Gazeta Wyborcza, 18.11.2015

Prezydent Andrzej Duda. Ułaskawił Kamińskiego zgodnie z konstytucją - ale niezgodnie z zasadami działania państwa

Prezydent Andrzej Duda. Ułaskawił Kamińskiego zgodnie z konstytucją – ale niezgodnie z zasadami działania państwa (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Ułaskawienie skazanego nieprawomocnym wyrokiem Mariusza Kamińskiego nie narusza litery konstytucji. Narusza dobry obyczaj, drastycznie ingeruje w wymiar sprawiedliwości i tworzy groźny precedens – ustanawianie przez prezydenta immunitetu dla funkcjonariuszy władzy.

Prezydent ma dwa „królewskie” uprawnienia w konstytucji: nadawanie obywatelstwa i prawo łaski. Obywatelstwo może nadać, komu chce; nawet Władimirowi Putinowi – i nikt mu nie zabroni. W tym zakresie poddany jest jedynie ocenie opinii publicznej. Podobnie jest z prawem łaski. Mamy prawo dowolnie krytykować prezydenta za to, kogo ułaskawił – by przypomnieć krytykę pod adresem prezydenta Lecha Kaczyńskiego za ułaskawienie wspólnika swojego zięcia Marcina Dubienieckiego. Ale to akt woli prezydenta i nie da się mu go zakazać.

Prezydent wkracza w wymiar sprawiedliwości

W sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego bez precedensu jest to, że prezydent wkroczył w toku sprawy – przed jej prawomocnym zakończeniem. To znaczy, że zaingerował w wymiar sprawiedliwości w sposób drastyczny – nie pozwolił dokończyć procesu jego wykonywania. Gdyby w sprawie bezpośrednio pokrzywdzone były osoby fizyczne, głęboko naruszyłoby to ich prawo do sądu – wszak wyrok zmierza do zadośćuczynienia poczuciu sprawiedliwości ofiary. W dodatku, jak się dowiadujemy, sam Kamiński nie wystąpił o akt łaski. Oznacza to, że prezydent Andrzej Duda udaremnił też jego prawo do oczyszczenia się z zarzutów, z którego były szef CBA formalnie nie zrezygnował.

Jednak art. 139 konstytucji nie stawia prezydentowi wymogu, by stosował akt łaski tylko wobec prawomocnie skazanych. Daje inne ograniczenie – nie może ułaskawić osób skazanych przez Trybunał Stanu. Należy domniemywać racjonalność ustawodawcy (w tym przypadku – ustrojodawcy). Skoro dał jedno ograniczenie, a nie dał innego – nie jest to przeoczenie, tylko świadomy wybór. Wybór sporny, niekoniecznie rymujący się z zasadą podziału i równoważenia się władz i z prawem do sądu.

Prezydent stoi na straży konstytucji, więc mogliśmy zakładać, że będzie stał na straży wszystkich wyrażonych w niej wartości i nie będzie swoich uprawnień interpretował w sposób, który je narusza. Stało się inaczej. Nie pierwszy raz – prezydent Duda odmawia przecież zaprzysiężenia wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego, powodując kryzys konstytucyjny, z którego nie ma dobrego wyjścia.

Prezydent argumentuje, że przywraca sprawiedliwość, bo wyrok na Kamińskiego był polityczny. To słaby argument, bo nawet oceniając tak wyrok sądu pierwszej instancji, nie może z góry zakładać, że „polityczny” będzie też wyrok drugiej instancji. Argument, że była korupcja, bo urzędnik Ministerstwa Rolnictwa został skazany, więc nie można karać policjanta za to, że złapał złodzieja – też jest chybiony, bo przecież w sprawie prowokacji w resorcie rolnictwa CBA usiłowało nakłonić do wzięcia łapówki wicepremiera Andrzeja Leppera, co do którego nie było i nie ma (co potwierdziła prokuratura) żadnego dowodu, że brał łapówki, czy też, że chciał to zrobić. Celem akcji nie było przeciwdziałanie korupcji, tylko pozbycie się z rządu Samoobrony. Do tego nie ulega żadnej wątpliwości, że CBA w tej sprawie przekroczyło uprawnienia, fałszując dokumenty, czego w ramach prowokacji nie wolno mu było robić.

Komu wolno łamać prawo

Ułaskawiając osobę, która nie została prawomocnie skazana, prezydent ustanawia niezwykle groźny precedens. Otóż możliwe będzie w przyszłości obejmowanie swego rodzaju immunitetem funkcjonariuszy władzy, którzy łamią prawo. I to na każdym etapie postępowania karnego, a więc także na etapie stawiania zarzutów przez prokuraturę. To nie tylko narusza zasadę równości wobec prawa, prawo do sądu i trójpodział władzy, ale ma też wymiar praktyczny: rządzący mogą realizować swoje polityczne cele, łamiąc prawo – jeśli tylko prezydent te cele popiera.

Niestety, to już drugi groźny przypadek uwolnienia władzy wykonawczej od odpowiedzialności. Pierwszy powstał za sprawą prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, który nie zgodził się na postawienie Antoniemu Macierewiczowi zarzutu przekroczenia uprawnień za raport z likwidacji WSI. Mimo że o fałszywości zapisów raportu i przekroczeniu uprawnień przez Macierewicza orzekło bodaj kilkadziesiąt sądów w sprawach cywilnych. Prokurator generalny skupił się na tym, że nie można Macierewicza uznać za funkcjonariusza publicznego, bo nie był formalnie zatrudniony jako funkcjonariusz. Pominął przy tym szereg możliwych interpretacji prawa, podsuwanych przez wybitnych prawników, które umożliwiały uznanie go za funkcjonariusza. A także możliwość uznania go za „osobę zajmującą kierownicze stanowisko w innej instytucji państwowej” (art. 115 par. 13 pkt 4 KK), co nie wymaga wykazania formalnego zatrudnienia.

W ten sposób stworzono precedens, według którego wystarczy – dowolnym aktem prawnym – stworzyć jakąś instytucję, postawić na jej czele osobę nie pobierającą wynagrodzenia, by wyjąć działania tej osoby i instytucji spod odpowiedzialności. To tylko kwestia czasu, kiedy władza znowu skorzysta z tej drogi.

Do sytuacji, gdy jedna partia ma niepodzielną władzę wykonawczą i ustawodawczą doszło rozmontowywanie mechanizmów kontrolnych.

Zobacz także

wyborcza.pl

Macierewicz zaczyna walkę o Smoleńsk. Za kilka dni ruszy komisja, która „naprawdę” wyjaśni co się stało

Macierewicz zaczyna walkę o Smoleńsk. Za kilka dni ruszy komisja, która "naprawdę" wyjaśni co się stało
Macierewicz zaczyna walkę o Smoleńsk. Za kilka dni ruszy komisja, która „naprawdę” wyjaśni co się stało Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Antoni Macierewicz nie traci czasu i zapowiada, że za tydzień, może dwa, rozpocznie pracę komisja do spraw katastrofy smoleńskiej. Zdaniem szefa MON, wznowienie prac komisji jest konieczne, ale tym razem należy uwzględnić „dorobek” naukowców, którym ufa. Oni także powinni znaleźć się w nowej, tym razem wyjaśniającej „prawdziwe” przyczyny komisji.

Nowy szef MON przedstawił swoje plany na antenie Telewizji Republika. Polska Agencja Prasowa, na którą powołuje się serwis Onet dopytała o szczegóły planów Macierewicza. Polityk zapowiedział, że tym razem w pracy Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego znajdą się osoby, które wcześniej pracowały w kierowanym przez niego zespole parlamentarnym.

ANTONI MACIEREWICZ

Minister Obrony Narodowej

Chodzi o stworzenie takiego składu komisji, który uczciwie zbada, co się naprawdę zdarzyło. Czytaj więcej

To właśnie szef MON, w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw wewnętrznych będzie powoływał komisję. Macierewicz zapowiedział również, że miejsce w nowej komisji znajdą członkowie ze składu z czasów Jerzego Millera. Ale z jednym zastrzeżeniem – tylko ci, którzy uczciwie wypełniali swoje zadania.

Kilka dni temu rzeczniczka PiS Elżbieta Witek mówiła, że nie ma potrzeby umiędzynarodowienia śledztwa smoleńskiego, choć wcześniej jej ugrupowanie zapowiadało, że należy zwrócić się z prośbą o pomoc do instytucji międzynarodowych. Dlaczego teraz nie trzeba? – Zmieniły się warunki polityczne w Polsce – stwierdziła polityk PiS.

Źródło: Onet.pl

macierewiczZaczynaWalkęOsmoleńsk

naTemat.pl

Mariusz Kamiński i bunga bunga

Co łączy naszego nowoniewinnego szefa służb specjalnych z aferą bunga bunga? Pozornie nic. Jednakże jest pewien wpólny mianownik.

Organizator bunga bunga były premier Silvio Berlusconi starał się tak jak Mariusz Kamiński o ułaskawienie u Prezydenta. Berlusconiego skazano na 4 lata, a Kamińskiego na 3 lata. Na tym kończą się podobieństwa.

Prezydent Włoch Napolitano odmówił ułaskawienia swego kolegi b. premiera pomimo, że partia Berlusconiego wywierała na niego ogromne naciski. Prezydent Włoch uznał bowiem, ze każdy jest równy wobec prawa i ułaskawienie Berlusconiego podważyłoby fundamenty włoskiej demokracji i naruszyło podstawową sprawiedliwość. A prezydent Duda uznał, że czymże jest równość wobec prawa wobec prośby kolegi. A mówią, że Włochy to państwo ze słabą demokracją. To co powiedzieć o nas?

naTemat.pl

Apokalipsa potrzebna od zaraz

Magdalena Środa, filozof, etyk, 18.11.2015

Uchodźcy u wybrzeży Grecji

Uchodźcy u wybrzeży Grecji (Santi Palacios / AP (AP Photo/Santi Palacios))

Polska, w której na szczęście nie wydarzyła się żadna terrorystyczna masakra, stanowi dziś najbardziej histeryczny kraj w Europie. Głównie u nas można usłyszeć, że „to koniec Europy”, że „Unia się rozpada”, że „znaleźliśmy się w sytuacji najgorszej w naszej historii”, że „to odwrót od multikulti”, że wracają właśnie „granice i kontrole”. Europa się konsoliduje, Polska czeka na apokalipsę.

Panowie ministrowie od spraw- -bardzo-ważnych prześcigają się w histerycznych oświadczeniach deklarujących narodowy separatyzm polityczny i moralny, inni kłócą się o jakieś tajne (a jakże!) raporty, jakby przejęcie świstka papieru przez ministra Kamińskiego od ministra Biernackiego miało uratować życie milionom rodaków.

Wrażenie apokalipsy potęgują dziennikarze, bo to od nich co godzinę można usłyszeć o „końcu naszego świata” i „radykalnej wojnie”. W różnych stacjach telewizyjnych pojawiają się „eksperci”, którzy atmosferę histerii podsycają (najlepszym dziś typem „eksperta” jest zresztą kolega dziennikarz z innego programu; żadnych niespodzianek przy nim nie będzie).

Nie wspomnę już o tym, co się dzieje w pismach zwanych „katolickimi”, choć może warto, bo czytając niektóre artykuły, można zrozumieć, jak się rodzi terroryzm. A rodzi się z nienawiści do inaczej myślących. Kapuściński pisał kiedyś, że światu grożą trzy plagi: nacjonalizmu, rasizmu i fundamentalizmu religijnego. „Do umysłu porażonego jedną z tych plag nie sposób dotrzeć, w takiej głowie pali się święty stos, który tylko czeka na ofiary”. W głowach niektórych publicystów ten stos płonie od dawna.

Jesteśmy też jedynym krajem, w którym niemal oficjalnie problem uchodźców utożsamia się z problemem terroryzmu, tak jakby uchodźcy byli zarazem terrorystami i tymi, którzy przed terroryzmem uciekają. Przecież w Syrii Paryż jest codziennie, i to ze zwielokrotnioną liczbą ofiar. Terroryści rekrutują się natomiast z obywateli różnych krajów. Łączy ich fundamentalizm religijny. A z uchodźcami podróżują nawet polscy kibole, o ile da się zarobić na szmuglu („Wyborcza” z 17 listopada).

I chyba tylko u nas tak szeroko (bo i w parlamencie) propagowana jest teza, że dzisiejszy kryzys ma korzenie „lewackie”, bo to lewica zadekretowała multikulturalizm i tolerancję. Jedynie w Polsce chrześcijańska doktryna multikulturalizmu („nie masz Greka, Żyda, Rzymianina”) i oświeceniowa idea tolerancji noszą partyjne barwy. Dla Europy idee te stanowią fundament kultury, w imię której trzeba podjąć walkę z terroryzmem. Pochwałę tolerancji, pluralizmu i wielokulturowości słychać we wszystkich niemal wystąpieniach francuskich polityków.

Tak jak problem uchodźców i rozpętana wokół nich histeria pomogły wygrać PiS-owi, tak atmosfera nadchodzącej apokalipsy „końca Europy” zdefiniuje z pewnością politykę i decyzję zaprzysiężonego właśnie rządu. Może się też zdarzyć, że Europa będzie walczyła z terroryzmem, broniąc idei tolerancji, wolności i pluralizmu, a polska władza w atmosferze histerii będzie walczyła z tolerancją, wolnością i pluralizmem. Co nam być może da gwarancje, że terroryści będą omijać nasz kraj z daleka. Tyle że co to będzie za kraj?

wyborcza.pl

 

polskaTodzisiaj

 

Tusk może spać spokojnie

Tomasz Bielecki (Bruksela), Renata Grochal, Agata Kondzińska, 18.11.2015

Donald Tusk

Donald Tusk (Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Partia Jarosława Kaczyńskiego na szefa Rady Europejskiej na razie się nie zamachnie.

W PiS na razie nie zapadła decyzja, że Donald Tusk zostanie w 2017 r. odwołany z funkcji szefa Rady Europejskiej.

Obecna 2,5-letnia kadencja Tuska jako przewodniczącego RE kończy się na przełomie maja i czerwca 2017 r. Traktat lizboński pozwala pełnić tę funkcję maksymalnie przez dwie kadencje, czyli łącznie przez pięć lat.

Nominacja Hermana Van Rompuya, poprzednika Tuska (i pierwszego w historii UE stałego szefa RE), na jego drugą kadencję była czystą formalnością. Na ten temat nie było nawet poważnej dyskusji na żadnym ze szczytów UE. Także wybór Tuska, choć na razie oficjalnie tylko na 2,5 roku, rozumiano w 2014 r. w Brukseli jako de facto nominację na pięć lat.

Tuż po wyborach wiceminister ds. europejskich Konrad Szymański mówił w RMF FM, że PiS ma jeszcze trochę czasu, by przyjrzeć się aktywności byłego premiera w Unii: – Na pewno nie będziemy rządem, który będzie piłował gałąź, na której siedzi Donald Tusk. To nie jest naszym zmartwieniem numer jeden, jaką funkcję pełni Tusk.

Ta wykładnia zdaje się w PiS obowiązująca: – Pytania o przyszłość Tuska to wymuszanie na nas deklaracji, a nam to jest zupełnie obojętne. Jeśli przywódcy innych krajów go nie będą chcieli, murem za nim nie staniemy – mówi nam europoseł PiS.

Wiceszef Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki z PiS zapewnia w rozmowie z „Wyborczą”: – Stoimy na stanowisku, że będziemy wspierać każdego polityka, który kandyduje lub ma szansę na następną kadencję na stanowiskach w Unii Europejskiej, niezależnie od jego przekonań i poglądów.

W PiS jest też wyczekiwanie na to, co stanie się w PO. – Jeśli władzę przejmie Grzegorz Schetyna, to dla nas byłoby dobrze, gdyby Tusk wrócił, wtedy zaczęłaby się u nich wyniszczająca wojna.

PO wybierze szefa w styczniu, najpóźniej w marcu. Jeśli wygra Schetyna, rzeczywiście ewentualny powrót Tuska do PO będzie utrudniony, bo przez lata marginalizował Schetynę. Ludzie byłego szefa MSZ przypominają, że formalnie Tusk nie jest już nawet członkiem PO, musiał oddać legitymację, gdy został szefem RE.

Tusk zdaje sobie z tego sprawę, dlatego robi wszystko, by nie utracić kontroli nad partią. Jednak średnio mu się to udaje. Dowodem były ostatnie wybory szefa klubu, które zakończyły się porażką namaszczonej przez niego na premiera Ewy Kopacz. Dlatego – jak słychać w PO – Tusk stawia teraz na młodsze pokolenie i popiera start w wyborach na przewodniczącego PO byłego szefa MON Tomasza Siemoniaka. Jako jedyny w partii ma on szansę w starciu ze Schetyną. Siemoniak wiele zawdzięcza Tuskowi. To dzięki niemu ten 48-latek wyszedł z cienia Schetyny (był wiceministrem w MSWiA), a Tusk namaścił go na ministra obrony i wprowadził do zarządu Platformy. Wygrana Siemoniaka oznaczałaby, że wpływy Tuska ciągle będą silne.

W PO spekulują, że PiS raczej nie odwoła Tuska w 2017 r., bo jego powrót do kraju może oznaczać, że Kaczyńskiemu wyrośnie poważny konkurent. Powrót Tuska mógłby odgrzać dawny spór PO-PiS, który zawsze służył Platformie. Poza tym PO odzyskałaby swoją najcenniejszą kartę, bo po wyjeździe Tuska partia znacznie osłabła.

Gdyby Tusk wrócił do Polski w 2017 r., miałby dopiero 60 lat (po pięcioletniej kadencji będzie miał 63 lata). Trudno sobie wyobrazić, by człowiek o takim politycznym instynkcie udał się na polityczną emeryturę. Jednak wielu uważa, że do zarządzania partią już nie wróci. Wolałby raczej zawalczyć o prezydenturę w 2020 r.

Gdy Tusk rozpoczynał urzędowanie na stanowisku szefa RE, w Brukseli mówiono, że jeśli nie zdarzy się jakaś katastrofa, to będzie druga kadencja. To pozostaje aktualne, bo Tusk nie zrobił nic, co rozpoczęłoby w UE poważne rozmowy o pozbawieniu go drugiej kadencji. Po zbyt długiej „rozbiegówce”, gdy często krytykowano Polaka za małą aktywność, teraz bywa wręcz odwrotnie – nie wszystkim podoba się zbytnia wyrazistość Tuska, m.in. w polityce wschodniej.

Obecna krytyka to skutek stylu odmiennego od Van Rompuya, który Tusk przyjął świadomie. Belg dość restrykcyjnie pilnował swej roli jako „dyplomaty” na czele RE – m.in. nie wypowiadał publicznie stanowiska, którego wcześniej nie uzgodniłby z członkami tejże Rady. Natomiast Tusk w niektórych kwestiach próbuje roli przywódczej. Na przykład w kwestii sankcji odrzucił – o czym mówił m.in. w wywiadzie dla „Wyborczej” – taktykę szukania wspólnego, czyli najniższego mianownika. Polak np. mówił publicznie o potrzebie sankcji wobec Rosji i próbował do tego namawiać przywódców nieprzekonanych do restrykcji.

Sankcje popierał – co ważniejsze od zdania Tuska – zarówno Berlin, jak i Paryż. I te dwie stolice ostatecznie wzięły na siebie główny ciężar przekonywania innych, ale Tusk – w przeciwieństwie do Van Rompuya – nie był zwykłym pośrednikiem, lecz raczej stroną w dyskusji wśród członków Rady Europejskiej. Tego typu aktywność Polaka niezbyt podoba się m.in. Włochom – gołębiom wobec Rosji, którzy ponadto są rozdrażnieni aluzyjną, lecz publiczną krytyką Tuska wobec włoskich kłopotów z ochroną granic w kontekście kryzysu uchodźczego. Ale to nie są zastrzeżenia o takiej skali, która pchałaby Rzym do zabiegów o pozbawienie Tuska drugiej kadencji.

Rada Europejska zgodnie z traktatem może wybrać swego przewodniczącego w głosowaniu, choć Tusk zastrzegł w 2014 r., że nie przyjmie urzędu bez jednomyślnego poparcia (był wtedy konsens, więc nawet nie przeprowadzono formalnego głosowania). Z prawnego punktu widzenia sprzeciw jednego kraju – Polski – nie mógłby zatem zablokować odnowienia mandatu Tuska w 2017 r. Ale politycznie uczyniłby to niezwykle trudnym, a właściwie wręcz niemożliwym – i dla samego Tuska, i dla członków RE, którzy chcieliby uniknąć konfliktu swego przewodniczącego z jego macierzystym krajem. Przy tak niebywałym scenariuszu Warszawa nie miałaby co liczyć na inne ważne nominacje w Brukseli w przewidywalnej przyszłości. Ani tym bardziej na transakcję – „zwalniamy stanowisko Tuska w zamian za inną posadę w UE”.

pisOdwołaTuska1

wyborcza.pl/politykaekstra

Co tak naprawdę zrobił Mariusz Kamiński? Przypominamy, za co został skazany były szef CBA

Co tak naprawdę zrobił Mariusz Kamiński? Przypominamy, za co został skazany były szef CBA
Co tak naprawdę zrobił Mariusz Kamiński? Przypominamy, za co został skazany były szef CBA Fot. Sławomir Kamiński / AG

Za niewinność – powiedzą politycy Prawa i Sprawiedliwości. Ale na Mariuszu Kamińskim ciążyły bardzo poważne zarzuty, które doprowadziły do skazania byłego szefa CBA na 3 lata więzienia i 10-letni zakaz zajmowania stanowisk.

KIEDY?

Proces Mariusza Kamińskiego dotyczył operacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego z 2007 roku. Został skazany m.in. za przekroczenie uprawnień i nielegalne działania operacyjne CBA przy „aferze gruntowej”.

O CO CHODZIŁO?

Afera gruntowa” to potoczna nazwa afery korupcyjnej, która wybuchła latem 2007 roku, gdy u władzy było Prawo i Sprawiedliwość. Kierowane przez Kamińskiego Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło prowokację, która miała zakończyć się wręczeniem kontrolowanej łapówki za odrolnienie działki w Muntowie. Do jej wręczenia ostatecznie nie doszło z powodu przecieku demaskującego akcję.

NA CZYM POLEGAŁO PRZEKROCZENIE UPRAWNIEŃ?

Sąd uznał, że CBA podżegało do korupcji i nie było podstaw prawnych oraz faktycznych do wszczęcia operacji ws. odrolnienia gruntów. Kamiński miał zaplanować i zorganizować akcję CBA, a także zlecił wprowadzenie w błąd Andrzeja K. i podżeganie go do korupcji.

NARUSZENIE KONSTYTUCJI

Sąd uznał, że akcja CBA była amatorszczyzną, która naruszała konstytucję. Sędzia Wojciech Łączewski przyznał, że trzeba zwalczać korupcję, nie naruszając prawa samemu. Zdaniem sędziego, tym razem naruszono prawo karne, ustawę o CBA i konstytucję. Sąd podkreślał także, że sprawa miała wysoki stopień społecznej szkodliwości działań oskarżonych, wnikających głęboko w prawa obywatelskie określone w konstytucji, w tym w prawo do prywatności.

POLITYCZNE SKUTKI AFERY

Afera gruntowa zakończyła się dymisją wicepremiera Andrzeja Leppera, a ostatecznie przyczyniła się do rozpadu koalicji PiS, LPR i samoobrony.

coTakNaprawdę

naTemat.pl

„Zaczynamy iść na skraju bezprawia”. Były prezes Trybunału Konstytucyjnego oburzony ułaskawieniem Kamińskiego

Prof. Andrzej Zoll skomentował ułaskawienie Mariusza Kamińskiego przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Prof. Andrzej Zoll skomentował ułaskawienie Mariusza Kamińskiego przez prezydenta Andrzeja Dudę. Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Wczorajsza decyzja prezydenta Andrzeja Dudy wzbudziła wiele emocji. Ułaskawienie Mariusza Kamińskiego skomentował między innymi były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll – Jest to zamach na niezależność sądu (…) Zaczynamy iść na skraju bezprawia – powiedział.

Kontrowersyjna decyzja
Ułaskawienie ma być przeznaczone dla osób po prawomocnym wyroku sądu. W wypadku Mariusza Kamińskiego był to czas postępowania, nie został on jeszcze prawomocnie osądzony. W związku z tym, prof. Zoll tłumaczył w programie „Kropka nad i” w TVN24, że wg niego takie zdarzenie „nie odpowiada istocie ułaskawienia”. Zaznaczył także, że „jest to złamanie zasady podziału władzy, czyli naruszenie konstytucji”.

Poruszona została także sprawa ślubowania nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którego to prezydent Andrzej Duda jeszcze nie przyjął. Profesor ocenił – To jest dążenie do władzy absolutnej. To się nazywa totalitaryzmem. Zaczynamy tą drogą iść – ocenił.

Jest oświadczenie
Sam Mariusz Kamiński wydał w tej sprawie oficjalne oświadczenie, o czym pisaliśmy w naTemat – Decyzję Pana Prezydenta traktuję ja symbol przywracania podstawowego poczucia sprawiedliwości, uczciwości i przyzwoitości w życiu publicznym – czytamy.

Źródło: „Kropka nad i” TVN24

naTemat.pl

JAKI DUDA JEST, KAŻDY WIDZIAŁ

Kolejny akt intrygującej prezydentury pana Dudy zupełnie mnie nie zdziwił. Była okazja, żeby ułaskawić swoich PiS-owskich kolesiów, to z niej skorzystał. Na pewno postąpił amoralnie i bez klasy, całkiem prawdopodobne, że też bezprawnie.

Z wielkim zaskoczeniem czytam jednak wpisy na forach internetowych, z których wynika, że ogromna większość ludzi jest kolejnym aktem arogancji szanownego pana prezydenta najjaśniejszej RP zdziwiona. Ja jestem zdziwiony wyłącznie tym, że ktokolwiek jest zdziwiony.

Andrzej Duda, jeszcze jako kandydat, bez zmrużenia oka składał Polakom absurdalne obietnice, których spełnienie oznaczałoby rozwalenie budżetu Polski i uderzenie w budżety milionów ludzi. Albo był więc skrajnie niekompetentny albo cynicznie Polaków oszukiwał. Trudno powiedzieć, co wystawia mu gorsze świadectwo.

O kandydacie Dudzie wiedzieliśmy też, że był posłańcem SKOK–ów i jako kancelaryjno-prezydencki wysłannik przedstawiał dokumenty, które powstały w SKOK-ach. Nie był więc Pan Duda poważnym urzędnikiem państwowym, ale w praktyce lobbystą pewnego biznesmena poukładanego politycznie i biznesowo z panami Kaczyńskimi.

O kandydacie Dudzie wiedzieliśmy też, że pomagał ułaskawić partnera biznesowego zięcia świętej pamięci prezydenta profesora Lecha Kaczyńskiego. Wiadomo, Prawo i Sprawiedliwość.

Wiedzieliśmy także, że pan Duda od lat okupuje swój etat na uczelni, uniemożliwiając naukowy awans jakiemuś młodemu człowiekowi. To zgodnie z obietnicą otwarcia ścieżek awansu młodym ludziom. Wiedzieliśmy też, że tuż po wyborach prezydenckich, pan prezydent-elekt pojechał do Krakowa, by swój urlop na UJ przedłużyć. Klasa męża
stanu, wiadomo.

Kilka miesięcy temu Newsweek napisał, że eurodeputowany Duda przycinał kasę, mówiąc językiem młodzieżowym, na wielu delegacjach. Żadnego pozwu Newsweek w tej sprawie nie dostał. Nie przez przypadek.

W orędziu w dniu zaprzysiężenia, już prezydent Duda zapowiedział, że jest niezłomny. Od tego czasu już sto dni daje dowody, że niezłomnie broni interesów PiS-u, całą nie-PiSowską Polskę mając w głębokim poważaniu.

Kilka dni temu prezydent Duda wygłosił na cześć pana Kaczyńskiego peany, które w zakłopotanie wprawiły nawet najbardziej hardcorowych PiS-owców. Pokłonił się też przed smoleńskimi specami od parówek i puszek piwa.

Od dłuższego czasu prezydent Duda ignoruje prawo nie przyjmując przysięgi od wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Podsumowując, minister Duda, europoseł Duda, kandydat Duda i prezydent Duda, od lat udowadnia, że nie jest ani człowiekiem wielkiej klasy, ani człowiekiem zasad, ani człowiekiem nadmiernie przywiązanym do prawa czy reguł zwykłej przyzwoitości. Co każe mi zadać pytanie – dlaczego ktokolwiek jest zdziwiony, że ktoś o takich gabarytach intelektualno-moralnych postępuje jak postępuje?

Nie mamy i nie będziemy mieli w tej kadencji prezydenta wszystkich Polaków, ani kogoś, kto choćby udaje, że kimś takim jest. Mamy trzeciorzędnego partyjnego funkcjonariusza, który na skutek błędów rywala, własnych kłamstw, zmęczenia obozem rządowym i całkiem sprawnej kampanii został prezydentem. Nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek będzie
kimś więcej, niż ten ktoś, którego widzimy i czyje decyzje tak wielu tak bardzo szokują.

Proponuję skończyć z oburzaniem się. Po pierwsze powodów do oburzania się ekscesami PiS-owskiej władzy będzie bez liku. Po drugie, oburzanie się jest średnio produktywne. Z tymi panami będziemy prawdopodobnie żyć wiele lat. Warto już teraz myśleć poważnie o tym jak te lata w miarę normalnie przeżyć, jak ocalić w Polsce to co się da ocalić, a przede wszystkim, co dalej. O tym myślmy. Oczekiwanie czegokolwiek po panu Dudzie jest całkowicie niepoważne. Będzie więcej tego samego. Albo jeszcze gorszego.

JakiDudaJest

naTemat.pl

Andrzej Duda zapisał się do jastrzębi

Dominika Wielowieyska, 18.11.2015

Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Łukasz Węgrzyn / Agencja Gazeta)

Prezydent Andrzej Duda wywodzi się z konkretnego obozu politycznego, i to naturalne, że wspiera swoje ugrupowanie w realizowaniu zapowiedzi wyborczych. Ale więź z daną partią nie zwalnia głowy państwa z respektowania zasad demokratycznego porządku, poszanowania dla prawa i instytucji państwa.

Prezydent Duda świadomie rezygnuje z funkcji arbitra, strażnika konstytucji na rzecz załatwiania czysto partyjnych interesów.

Przemawiając w czasie pierwszego posiedzenia nowego Sejmu, powiedział, że w sprawie wyników wyborów samorządowych „do dziś mamy wiele wątpliwości”. Są procedury w Polsce, dzięki którym można weryfikować prawidłowość wyborów. PiS w ramach swojej akcji propagandowej zgłosił mnóstwo protestów wyborczych, ale gdy sądy zaczęły je rozpatrywać, przedstawicielom tej partii nawet nie chciało się przychodzić na rozprawy. Ostatecznie nikt nie przedstawił żadnych dowodów na sfałszowanie wyborów. Prezydent mimo to nadal sufluje tę szkodliwą dla demokracji opinię.

Drugi przykład abdykacji głowy państwa z roli strażnika standardów i prawa to ułaskawienie byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego, który został nieprawomocnie skazany na trzy lata więzienia bez zawieszenia za łamanie prawa i nadużycie władzy w sprawie tzw. afery gruntowej. Prezydent podważył właśnie zasadę, że każdy urzędnik musi przestrzegać przepisów oraz to, że werdykt w tej sprawie wydaje niezawisły sąd. Jeśli jesteś partyjnym kolegą prezydenta, to możesz łamać prawo bezkarnie. Prezydent nie podał prawnych argumentów podważających wyrok sędziów i jego uzasadnienie. Czuje się tak wszechwładny, że nawet nie czekał na decyzję sądu II instancji.

Ostatnio prezydent Duda wysłał list do uczestników konferencji smoleńskiej. Jego zdaniem eksperci Antoniego Macierewicza udowodnili, „że raporty MAK i komisji Millera to tylko hipotezy, które nie wytrzymują konfrontacji z naukową analizą dostępnej dokumentacji zdjęciowej i filmowej”, a „prace nad wyjaśnieniem przebiegu katastrofy oraz jej przyczyn nie zostały zakończone”. Komisja państwowa, składająca się z najlepszych specjalistów od badania katastrof lotniczych, i niezależna od niej grupa biegłych powoływanych przez prokuraturę wielokrotnie obaliły tezy zespołu smoleńskiego Macierewicza. Zespołu, który głosi teorie zamachowe, często wzajemnie się wykluczające. Jeden z naukowców publicznie kłamał, że ma dokumenty świadczące o tym, że prezydencki samolot w ogóle nie zszedł poniżej 100 metrów. Drugi mówił, że się zna na katastrofach, bo często latał samolotem. Trzeci udowadniał tezę o zamachu, zgniatając puszkę po coli. Całe to towarzystwo zostało wyniesione ponad poważne instytucje państwa.

Ale najgroźniejszym sygnałem jest postępowanie prezydenta Dudy w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent nie chce przyjąć ślubowania od pięciu powołanych sędziów Trybunału. Bierze udział w partyjnej grze PiS, której celem jest przejęcie władzy nad Trybunałem, zawłaszczenie instytucji, która ma być siłą równoważącą władzę wykonawczą i ustawodawczą. To zachwianie regułami demokracji i praworządności.

I to wszystko dzieje się w ciągu niespełna czterech miesięcy. Strach pytać, co jeszcze nas czeka w ciągu pięciu lat tej prezydenckiej kadencji.

AndrzejDudaZapisałSię

wyborcza.pl

 

Kaczyński szturmuje TVP

Agnieszka Kublik, 18.11.2015

Siedziba TVP

Siedziba TVP (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Muszę przyznać, że PiS uczy się na własnych błędach. I byłoby to godne pochwały, gdyby nie to, że w tym przypadku „bezbłędnie” oznacza „gorzej, niż było”: całkowite podporządkowanie mediów publicznych – TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej – władzy. Czyli Prawu i Sprawiedliwości.

Uczy się i już nie zamierza tracić czasu na bezpieczniki niezależności mediów. Takie tam gwarancje ustawowe, jak np. kadencyjność zarządów i rad nadzorczych, ściśle określone warunki odwołania członków zarządów, wielostopniowy wybór prezesów przez rady nadzorcze i KRRiT.

PiS nie zamierza udawać, że ma dobre intencje. Nowa władza chce dokonać podboju całkowitego. Kaczyński wiele razy diagnozował swoje wyborcze porażki po 2005 r. jako skutek nieprzychylnych mu mediów. I to kolejny dowód na to, że PiS wyciąga lekcję z przeszłości. Teraz media mają mu pomóc władzę utrzymać.

Krzysztof Czabański, poseł PiS, były prezes Polskiego Radia za pierwszych rządów PiS (2005-07), a teraz pełnomocnik pani premier Beaty Szydło ds. przekształceń mediów publicznych, prorokuje „powstanie przeciw rządowi PiS wielkiego silnego frontu”. Widzi w nim „grupy interesów związane z establishmentem III RP, system bankowy, media mainstreamowe („mętnego nurtu”) z tzw. publicznymi na czele, wiele wpływowych sił z Unii Europejskiej”.

Ten front PiS osłabi, wyjmując z niego media publiczne, które zresztą Czabański ochrzcił „aparatem propagandy, przemysłem pogardy”.

To „przywrócenie mediów publicznych służbie narodowi” dokona się poprzez przekształcenie TVP, PR i PAP w instytucje kultury (dziś to spółki prawa handlowego). Na ich czele staną prezesi wybrani przez pięcioosobowe rady, a te przez prezydenta, Sejm i Senat, czyli faktycznie przez PiS.

I – co kluczowe w tej medialnej rewolucji – jednoosobowe zarządy mediów publicznych nie będą kadencyjne, będą mogły być odwołane w każdej chwili.

Tak jeszcze nigdy nie było, od kiedy obowiązuje ustawa medialna, czyli od ponad 22 lat. To zapowiedź, że to będą prezesi na telefon prezesa PiS. Bo tak długo zachowają stołki, jak długo Kaczyński będzie zachwycony swoim medialnym wizerunkiem i portretami Dudy i Szydło.

Jak to osiągnąć? Wydaje się, że Czabański wie: „Zapewniam jako człowiek mediów, że odbierzemy kłamcom radio i telewizję. Niech nikt nie ma złudzeń: odbierzemy wam te media. Polacy zasługują na uczciwe media. I my to zrobimy. Media będą uczciwe. ( ) Dosyć Lisa w telewizji, dosyć Tadli i Kraśki. Dosyć tych funkcjonariuszy realizujących propagandę władzy. Ci ludzie znikną z ekranu. Cała operacja zmiany mediów publicznych będzie podporządkowana temu, żeby media były uczciwe i głosiły prawdę”.

Ich misją ma być m.in. „budowanie tożsamości narodowej” m.in. poprzez wielkie produkcje filmowe. W planach jest np. sfinansowanie dużego hollywoodzkiego filmu nt. polskiej historii (co na to Hollywood?).

Projekt nowelizacji „jest na ukończeniu”, obiecuje wicepremier i minister kultury Piotr Gliński, prace legislacyjne powinny zostać zakończone najpóźniej do połowy przyszłego roku.

Tyle będziemy musieli czekać na te nowe, pokorne media, które zasilą niepokorni dziennikarze. Na przykład z TV Republika, „Gazety Polskiej”, portali Niezalezna.pl i wPolityce.pl, z tygodników „wSieci” i „Do Rzeczy”.

Zobacz także

kaczyńskiSzturmujeTVP

wyborcza.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: