Kk, 20.11.2015

 

List Prezydenta Andrzeja Dudy do społeczności akademickiej WSKSiM

Radio Maryja

Warszawa, 19 listopada 2015 r.

List gratulacyjny Prezydenta Andrzeja Dudy nadesłany do Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu z okazji VIII Międzynarodowego Kongresu: „Katolicy i Sztuka: szanse i zagrożenia”Jego Magnificencja o. dr Zdzisław Klafka CSsR, Rektor Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu

Magnificencjo, Ojcze Rektorze Założycielu, Magnificencji Ojcze Rektorze, Eminencjo, Najprzewielebniejszy Księże Kardynale, Ekscelencje Księża Biskupi, Czcigodni Kapłani i Osoby Życia Konsekrowanego, Szanowni Wykładowcy, Drodzy Studenci, Panie i Panowie.

Pragnę wyrazić moją radość, iż każdego roku w listopadzie, nieprzerwanie od ośmiu lat, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu staje się sercem naukowej debaty poświęconej zaangażowaniu katolików na płaszczyźnie edukacji, kultury, mediów, ekonomii, prawa i polityki. Wybitni przedstawiciele ośrodków naukowych z Polski i z zagranicy, zaproszeni przez organizatorów – toruńską uczelnię oraz Katedrę Filozofii Kultury i Sztuki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, są świadectwem najwyższego poziomu tego spotkania i debaty.

Z pewnością te akademickie dyskusje są także wspaniałym doświadczeniem poszukiwania oraz wspólnego odkrywania godności i piękna człowieka w odniesieniu do Boga Stwórcy i otaczającego nas świata.

Międzynarodowe kongresy są też okazją do definiowania szans i zagrożeń, jakie stawia przed nami zmieniająca się rzeczywistość. Pozwalają też poszukiwać odpowiedzi na nowe wyzwania. Niezwykle wymowna jest tu obecność JEm. ks. kard. Zenona Grocholewskiego, byłego Prefekta Kongregacji Wychowania Katolickiego, który od początku angażował się w międzynarodową wymianę myśli naukowej w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Znaczący jest również fakt, iż to wydarzenie honorowym patronatem, poza ks. kard. Zenonem Grocholewskim, objęła również Papieska Rada ds. Kultury.

Szanowni Państwo, temat, jaki podejmują Państwo w tym roku – „Katolicy i sztuka. Szanse i zagrożenia” – zapowiada niezwykle interesującą i inspirującą wymianę myśli nad miejscem i znaczeniem sztuki w relacji do wiary katolickiej, przeżywanej w świecie zdominowanym przez prądy globalizacji, ale jednocześnie w świecie tak zróżnicowanym.

Wierzę głęboko, że myśl i prelekcje wielu wybitnych naukowców, artystów reprezentujących środowiska: plastyki, muzyki, sztuki filmowej i teatralnej oraz architektury sakralnej będą dla uczestników tego kongresu wspaniałym doświadczeniem intelektualnym, a towarzyszące wydarzenia artystyczne dopełnią je w wymiarze duchowym i estetycznym.

Pragnę życzyć Państwu, aby w czasie tych dni dyskusji towarzyszyły państwu znamienne słowa naszego wielkiego rodaka – św. Jana Pawła II, który w 1999 roku, zwracając się do środowisk artystycznych w specjalnym liście do artystów przypominał, że nasze społeczeństwo potrzebuje artystów. Podobnie, jak potrzebuje naukowców i techników, pracowników fizycznych i umysłowych, świadków wiary, nauczycieli, ojców i matek, którzy zabezpieczają wzrastanie człowieka  i rozwój społeczeństwa poprzez ową wzniosłą formę sztuki, jaką jest sztuka wychowania.

Jestem Państwu wdzięczny i wyrażam moje uznanie wobec podjęcia tak ważnej inicjatywy. Głęboko wierzę, iż to spotkanie – zainspirowane myślą tak znakomitych prelegentów z Polski oraz z różnych stron świata – przyniesie liczne owoce, będzie wsparciem dla współczesnego człowieka, aby pełniej zrozumiał duchowy i religijny wymiar sztuki. Pozwoli również wyrażać poprzez sztukę wartości, które sprzyjają integralnemu rozwojowi osobowemu i duchowemu.

Szanowni Państwo, pragnę serdecznie pozdrowić organizatorów i wszystkich uczestników kongresu. Bardzo się cieszę, że dane mi było skierować tych kilka słów do całej społeczności akademickiej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, która gościła mnie tuż przed wyborami prezydenckimi, i która z dumą przyjęła i niesie tak piękne, znaczące słowa: fides, ratio et patria.

Przyjmijcie państwo najlepsze życzenia i pozdrowienia.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Andrzej Duda


listPrezydentaDudy

Radio Maryja >>>

 

Prezydent podpisał ustawę. Będzie ponowny wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego

mk, PAP, 20.11.2015

Orzeczenie Trybunalu Konstytucyjnego w sprawie OFE

Orzeczenie Trybunalu Konstytucyjnego w sprawie OFE (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Ponowny wybór pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego przewiduje podpisana w piątek przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacja ustawy o TK.

 

Sejm uchwalił nowelizację w czwartek; w piątek Senat nie zaproponował do niej poprawek i nowela trafiła do podpisu prezydenta. Nowelizacja wejdzie w życie po 14 dniach od jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

AKTUALIZACJA: Ustawa o Trybunale Konstytucyjnym już została opublikowana w Dzienniku Ustaw.

Pięciu nowych sędziów

8 października poprzedni Sejm wybrał pięciu nowych sędziów TK w miejsce tych, których kadencja wygasa w tym roku, czemu sprzeciwiało się PiS. Trzej sędziowie – wybrani w miejsce tych, których kadencja wygasła 6 listopada, czyli w trakcie kadencji poprzedniego Sejmu – nie zostali dotychczas zaprzysiężeni przez prezydenta Andrzeja Dudę. 2 i 8 grudnia wygasa kadencja dwojga innych sędziów.

Znowelizowana w czwartek ustawa stanowi, że w przypadku sędziów TK, których kadencja upływa w 2015 r., termin na zgłaszanie kandydatów na ich następców wynosi 7 dni od wejścia tego przepisu w życie. Oznacza to nowy wybór pięciu sędziów.

Obawy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Nowelizację ustawy o TK Sejm przyjął w czwartek głosami klubów PiS i Kukiz’15. Posłowie PO, Nowoczesnej i PSL opuścili salę Sejmu tuż przed głosowaniem. W Senacie debata nad tą nowelizacją trwała cztery godziny w nocy z czwartku na piątek. Senat nie zaproponował do noweli poprawek i w związku z tym trafiła ona do podpisu prezydenta.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka zaapelowała w piątek do prezydenta Andrzeja Dudy o niepodpisywanie tej nowelizacji. „Wejście w życie ustawy zachwieje funkcjonowaniem najważniejszego organu władzy sądowniczej i może mieć bezpośrednio negatywny wpływ na poziom ochrony praw i wolności w Polsce” – napisano w wystąpieniu HFPC do prezydenta.

I co dalej?

7-dniowy termin na zgłaszanie kandydatów na pięciu sędziów TK przypadnie na okres po rozprawie Trybunału ws. wniosku o konstytucyjność ustawy uchwalonej w poprzedniej kadencji Sejmu. Wyrok TK może jeszcze bardziej skomplikować całą sprawę.

W piątek Senat nie wprowadził poprawek do nowelizacji ustawy o TK, autorstwa PiS, przewidującej ponowny wybór pięciu sędziów Trybunału. Tego samego dnia podpisał ją prezydent Andrzej Duda. Nowela wejdzie w życie 14 dni od ogłoszenia (najwcześniej byłoby to możliwe 4 grudnia). Od tego czasu będzie 7 dni na zgłoszenie kandydatów na sędziów.

Tymczasem 3 grudnia Trybunał Konstytucyjny rozpozna wniosek PO i PSL o zbadanie, czy uchwalona w poprzedniej kadencji Sejmu ustawa o TK jest zgodna z konstytucją. Na jej podstawie Sejm 8 października wybrał pięciu nowych sędziów TK, co zakwestionowało PiS, przygotowując nowelizację.

Zobacz także

prezydentPodpisał

TOK FM

PSL chce pozwać Kukiza za nazwanie ludowców „zorganizowaną grupę przestępczą”

Kukiz nie przeprosi PSL.
Kukiz nie przeprosi PSL. Fot. Michał Lepecki / Agencja Gazeta

– Chyba pan Kukiz pomylił nuty. Życie to nie jest piosenka, więc takich słów nie możemy pozostawić bez reakcji – powiedział Jakub Stefaniak, rzecznik PSL i zapowiada, że sprawa trafi do prokuratury. Paweł Kukiz oznajmił tymczasem, że nie przeprosi.

Awantura wybuchła po słowach lidera ruchu Kukiz’15 w TVN24, który stwierdził, że Polskie Stronnictwo Ludowe to „zorganizowana grupa przestępcza”. Wyraził też zadowolenie w związku z zatrzymaniem przez Centralne Biuro Antykorupcyjne Jana Burego – byłego szefa klubu parlamentarnego ludowców.

Odnosząc się do słów rzecznika PSL Paweł Kukiz zachęca na swoim profilu na Facebooku, żeby PSL jak najszybciej złożyło pozew.

Jak już pisaliśmy w naTemat Jan Bury, były szef klubu PSL, został zatrzymany wczoraj w nocy przez CBA. Prokuratorzy od dłuższego czasu chcą postawić Buremu zarzuty związane z przekroczeniem uprawnień. Mają one dotyczyć m.in. nakłaniania wysokich rangą funkcjonariuszy publicznych do nielegalnego wpływania na wyniki konkursu, w drodze którego obsadzano stanowiska w rzeszowskiej delegaturze NIK.

Jednak zatrzymanie może mieć związek ze sprawą, w ramach której śledczy sprawdzają, czy Bury przyjął łapówkę od Mariana D., biznesmena z Leżajska. Marian D. usłyszał już zarzuty.

pslchcepozwać

naTemat.pl

Celibat księży. Oblubienice i oblubieńcy Kościoła

Marcin Wójcik, 19.11.2015

Rys. Anna Reinert

Ludzie nie potrafią zrozumieć, że pasterz potrafi kochać wśród wielu owiec – jedną najbardziej.

Ksiądz Krzysztof Charamsa, pracownik kurii rzymskiej, pokazał swojego partnera.

Ksiądz Tomasz Kijowski, rzecznik Światowych Dni Młodzieży, pokazał swoją partnerkę.

Ale większość partnerek i partnerów żyje w ukryciu.

Ks. Charamsa pisze do „Wyborczej”: Jestem księdzem gejem. Żądam, by Kościół przestał nas zohydzać w oczach świata [LIST]

List

Dziewczyny księży napisały list do papieża Franciszka:

„Jesteśmy kobietami ze wszystkich zakątków Włoch. Każda z nas ma, miała lub chciałaby mieć stały związek z księdzem, w którym się zakochała. Kochamy tych mężczyzn, a oni kochają nas”.

List wysłały wiosną 2014. Pisały o „rozdzierającym cierpieniu” i prosiły, aby jak najszybciej „pobłogosławił ich miłość”. Do dzisiaj papież nie odpowiedział.

Gdyby Iwona miała napisać list do papieża, to napisałaby w nim:

„Ojcze Święty, nie chcę zaczynać od niej, ale nie sposób zapomnieć, ile wycierpieliśmy przez tę kobietę – gospodynię plebańską. Stała pod moim domem i pilnowała, żebym nie szła na plebanię, a jak nie stała, to rozgadywała po wsi, że szatan mnie opętał. Rodzice znajdowali w płocie listy. Ludzie pisali, że powinnam się wynieść.

Papieżu Franciszku, Rafała poznałam na przykościelnych spotkaniach biblijnych. Czytaliśmy Ewangelie, Listy do Koryntian i Efezjan. Zagadał do mnie. Umówiliśmy się na kawę – nie na plebanii, tylko w mieście. Jeździliśmy także w góry – wtedy piliśmy kawę z termosu. Rozmawialiśmy o sprawach parafii, o katechezie w szkole, o moich studiach. On nie musiał wszystkiego mówić, a go rozumiałam; ja nie musiałam wszystkiego mówić, a mnie rozumiał.

Rafał nie chciał prowadzić podwójnego życia, jak jego koledzy. Napiszę, żebyś wiedział: chwalą się prostytutkami, a jak im oznajmił, że odchodzi, bo się zakochał, to przestali odbierać od niego telefony. Proboszcz i biskup namawiali Rafała, żebyśmy się spotykali ukradkiem.

Pojechaliśmy na trzy dni do Lichenia, by porozmawiać z Matką Bożą. Podjęliśmy decyzję: nie zakopiemy klucza do szczęścia. I zaczęliśmy remontować mieszkanie, które dostałam od rodziców, idąc na studia. Kupiliśmy sztućce, garnki, ręczniki, zasłony. Rafał pokazał mieszkanie swoim rodzicom, mówiąc, że to jego lokum – że przyda się mu na stare lata. Mama chodziła od pokoju do pokoju i pytała: Rafał, po co ci tyle sztućców? Rafał, po co ci tyle ręczników? Rafał, po co ci trzy pokoje? Rafał, po co ci dwa rowery? Ja w tym czasie siedziałam w bibliotece i kończyłam pracę magisterską z Cypriana Kamila Norwida. I modliłam się, żeby mama Rafała nie znalazła moich ubrań.

Jeszcze był wikarym, kiedy zabraliśmy moją mamę na wycieczkę. Pojechaliśmy do restauracji po kuchennych rewolucjach Magdy Gessler (to taka nasza kuchenna celebrytka). Przy deserze mówię: Mamo, chcieliśmy ci coś powiedzieć. Mama na to: Chyba wiem, co chcecie mi powiedzieć, dzieci. Kilka dni później dowiedział się tata. Powiedział tylko: To ty nie chodziłaś wieczorami do Patrycji na plotki?.

Rodzice Rafała odwiedzili nas dopiero po urodzeniu się Małgosi. Jego mama nie mogła zaakceptować, że odszedł z kapłaństwa. Ale weszła do pokoju Małgosi, wzięła ją na ręce, mocno przytuliła i przestała się bać.

Ojcze Święty, co wieczór klękamy przed łóżkiem i się modlimy. Mamy nadzieję, że zwolnisz Rafała z przyrzeczeń i pozwolisz na ślub kościelny. Jeździmy do kurii na przesłuchania – przesłuchują nas oddzielnie. Powiedzieli, że niedługo wyślą Ci protokoły. Ale niewiele się z nich dowiesz. Jest tam data mojego urodzenia, chrztu i bierzmowania, data naszego poznania, naszego wspólnego zamieszkania. Nie ma nic o miłości.

Mam też myśli większe: znieś celibat, papieżu Franciszku. W Piśmie Świętym nie spotkałam ani słowa, które zakazywałoby żenić się kapłanom. Wręcz przeciwnie, święty Paweł napisał: Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony.

Czy komuś będzie przeszkadzało, że spowiada się u ojca rodziny – niewyspanego, bo dziecko miało kolkę?

Czy kiedy Rafał mówi mi dziubuniu, to urąga to Bogu?

Iwona”.

Kochając księdza

Słownik

Celibat – łac. caelebs – bez żony, samotny; wyrzeczenie podejmowane z powodów religijnych, nałożone na księży przez papieża w XI wieku. Chrystus nie wymagał od apostołów bezżeństwa. Święty Piotr – czyli ten, którego Chrystus uczynił głową Kościoła – miał żonę.

W Polsce żyje 30 tysięcy celibatariuszy: 5 tysięcy księży zakonnych i 25 tysięcy księży diecezjalnych.

Zapytałem kilkadziesiąt diecezji, ilu księży odeszło od 1989 roku z powodu celibatu.

Diecezja wrocławska: „Księża porzucający stan kapłański nie tłumaczą powodów swojej decyzji, w związku z tym nie jesteśmy w stanie prowadzić statystyk, o które Pan pyta”.

Diecezja pelplińska: „Jest sprawą oczywistą, że biskup diecezjalny zna powody kryzysów i ewentualnych odejść z życia kapłańskiego swoich księży. Jest to jednak wiedza, która jest wyłączną własnością zainteresowanych księży i ich przełożonego”.

Proboszcz dał mi wódki z sokiem, a potem obłapiał – płakała Ola. Arcybiskup Głódź: – My nie mówimy dziennikarzom, co robimy w Kościele

Nauczycielki

– Moje kapłańskie życie podzieliłem na dni święte i dni nieświęte.

Dni święte księdza Pawła zaczynają się o 5.45. Myje zęby, idzie do kościoła, modli się przed mszą. Potem religia w szkole, obiad z proboszczem, przygotowuje się do katechezy i kazań. Kazania nagrywa, odsłuchuje, zaznacza miejsca, gdzie za dużo powiedział „yyy”.

Dni nieświęte księdza Pawła zaczynają się o 6.55. Zębów nie myje, wpada do kościoła, odprawia mszę, biegnie do szkoły, po szkole nie jada obiadów z proboszczem.

– Miałem inne priorytety – mówi. – Pracowaliśmy w tej samej szkole, ona była nauczycielką. Przez pierwsze pół roku tylko się całowaliśmy.

– Gdzie to robiliście?

– Na plebanii, po szkole. Iza nie siedziała długo. W domu czekał mąż i dzieci. Odpowiadało mi, że jest mężatką. Mężatka nie chwyci w kościele księdza za rękaw i nie krzyknie: „Ożeń się ze mną!”.

Mnie głównie chodziło o wieczorne SMS-y, które wysyłała: „Przytulam Cię”, „Jestem”. Byłem głodny miłości – uczucia zakazanego od czasu seminarium. Szybko się zakochiwałem. Zakochanie było dla mnie trudniejsze do zwalczenia niż pożądanie. Byłem, jakby mnie spuszczono z łańcucha – nie szczekałem, tylko wołałem: „Niech mi ktoś pozwoli się w sobie zakochać!”.

W seminarium zakochałem się trzy razy i trzy razy mówiłem o tym przełożonym. Nikt nie powiedział, jak mam sobie poradzić. Podejście jest takie: ofiaruj się Matce Najświętszej i Bogu w Trójcy Jedynemu, a wszystko się ułoży. Ofiarowywałem się wiele razy.

Intymny dziennik kleryka

Spowiadałem się u kolegi – szast-prast i po spowiedzi. Kolega spowiadał się u mnie – szast-prast i po spowiedzi. I ja, i on wiedzieliśmy, że wrócimy do swoich kobiet. Spowiadałem się po każdym stosunku, żeby mszę odprawiać w łasce uświęcającej. Z czasem się to nie udawało, bo musiałbym codziennie jeździć do kolegi.

Zadzwonił do mnie jej brat. Był pijany, krzyczał: „Odpierdol się od Izy!”. Przestraszyłem się. Pojechałem do biskupa. Powiedziałem, że mam romans z mężatką i proszę o przeniesienie. Odpowiedział: „Przeniesiemy księdza sto kilometrów dalej, będzie tam księdzu dobrze”. Trafiłem do dużego miasta. Dużo mszy, dużo katechezy, dużo postanowień. Stałem się świętoszkowaty. Zerwałem kontakty z kolegami, którzy mieli dziewczyny. Nie zerwałem z tymi, którzy pili.

Miałem msze dla dzieci. Lubiły moje kazania. Zawsze z rekwizytami. Brałem miotłę i ścierałem posadzkę, tłumacząc, że Jezus posprząta nasze grzechy jak posprzątał grzechy Marii Magdaleny. Lgnąłem do dzieci. Bliskością z nimi rekompensowałem sobie brak bliskości z kobietą. W salce pełnej dzieci czułem się jak na haju. Nie, nic w tym seksualnego nie było. Ale potrafię sobie wyobrazić, że niewiele trzeba, aby ksiądz się zatracił w namiętnościach.

Iza przyjechała na trzy dni. Mężowi powiedziała, że jedzie do koleżanki. Drugi wikary krył mnie przed proboszczem i brał za mnie wieczorne msze. Odwdzięczałem się mu później, kiedy jechał do swojej nauczycielki.

Nauczycielki to częste kochanki księży. Mógłby ktoś zbadać, ilu księży odeszło przez religię w szkole, przez posiadówy w pokoju nauczycielskim, które przenoszą się na plebanię.

Większość księży, których spotkałem, ma kogoś. Młodzi lokują kobiety w mieszkaniach na kredyt. Starzy mają domy, w nich kobiety, dzieci. Są jeszcze gosposie. Dochodzące – które tylko przychodzą ugotować obiad, oraz będące – czyli takie, które mieszkają na plebanii. Znajomy proboszcz miał „będącą”. Cudowna kobieta. Kiedy umarła, wpadł w depresję. To straszne dla księdza nie móc płakać na pogrzebie gosposi.

Iza była daleko i godziła się z mężem. Mnie brakowało i bliskości, i seksu. Poderwałem nauczycielkę, przyszła na plebanię. Nie wiem, czy miała problemy małżeńskie, bo nie rozmawialiśmy. Podrywałem nie tylko w szkole, bo i na kolędzie. Jak się podrywa na kolędzie? Robisz dobre wrażenie i masz zaproszenie na wieczornego drinka. Przy stole ona, mąż. Leje się alkohol. Są gesty i spojrzenia. Raz mąż zauważył, że trzymam rękę na kolanie żony. Zmieszał się, nic nie powiedział. Zadzwonił kilka tygodni później: „W Wielkim Poście trzeba przebaczać. Przebaczam księdzu”. Frajer jeden. Żonę mu prawie przeleciałem, a on mówi, że mi przebacza.

Siedzimy w jego mieszkaniu. Za chwilę wróci żona – poznali się w pracy, gdy już nie był księdzem.

– W mojej rodzinnej parafii był wikary, Tomek, którego ludzie nosili na rękach. Odszedł dla kobiety. Moja mama pocieszała się: „Taki Tomek wystąpił, to co dopiero nasz Paweł”.

A niedawno byłem na pogrzebie znajomego księdza. Miał dziewczynę, ale się wahał. Wziął tak zwany rok buforowy na przemyślenie. W czasie tego roku wykryto u niego guza, więc nie odszedł z kapłaństwa. Ale dziewczyna do końca siedziała przy jego łóżku.

Na pogrzebie stałem obok niej. Pleban mówił, że chowamy wspaniałego kapłana, wiernego Kościołowi, zapatrzonego w winnicę Pana. Cholera mnie brała.

Profesor

Profesor Józef Baniak w ciągu 20 lat wysłuchał około tysiąca księży. Wyszło mu, że prawie 60 proc. z nich było w związkach z kobietami. W 2013 roku powiedział: „Te badania wciąż nie są zakończone, ciągle je aktualizuję, powiem nawet, że są już nieco nieaktualne, bo to zjawisko wciąż się nasila”.

Po raporcie profesor odszedł z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza, media prawicowe nazwały go „zdrajcą”, biskup poznański powiedział: „Przegiąłeś”.

Profesor nie chce już rozmawiać o celibacie.

Kościół: Tego małżeństwa nie było

Modlitwa

Na stronę Stowarzyszenia Żonatych Księży, które skupia tych, co odeszli z kapłaństwa i wzięli ślub cywilny, ktoś wrzucił modlitwę:

„Panie, Ty jedynie wiesz, jak bardzo mnie boli, że muszę ukrywać się z tym, co jest we mnie szczere, piękne i prawdziwe. Muszę ukrywać moją miłość przed innymi ludźmi, przed parafią i najbliższą rodziną. Muszę ukrywać, bo ludzie nie potrafią zrozumieć, że pasterz potrafi kochać wśród wielu owiec – jedną najbardziej”.

Piżama

Damian lubi słońce, morze i kurorty, zaś Krzysiek śnieg, góry i odludzia.

Damian tańczy przy głośnej muzyce nawet w samochodzie, zaś Krzysiek wszystko ścisza.

Damian jest kierownikiem sklepu z modnymi ubraniami, a Krzysiek wikarym w miejskiej parafii.

Odwiedzam ich na plebanii.

– Czytanie z Dziejów Apostolskich: Stanął apostoł Krzysztof przy ołtarzu Pańskim, rzekłszy do ludzi: „Pan z wami”. Lud odpowiedział: „I z duchem Twoim”. I odpowiedział młodzieniec w szacie białej, który okazał się Archaniołem Damianem – lektorem w przybytku Pana.

– Nie zgrywaj się. Gość przyjechał. Chce wiedzieć, jak mnie poznałeś.

– No właśnie o tym mówię.

– Wkurzasz mnie. Idę do budki.

– Tylko spowiadasz, kochanie? Do której?

– Jeszcze kancelaria.

– Zły jest na mnie. Nie odebrałem mu sutanny z pralni. Ale i tak go kocham. Od pierwszego wejrzenia.

Był wikarym w mojej parafii. Pojechaliśmy z ministrantami na ferie. Ja przywiozłem 0,5 litra, Arek, co był w seminarium, przywiózł 0,5 litra, lektorzy Wojtek, Krystian, Maciek, Irek przywieźli 0,5 litra. Najdłużej trzymałem się ja i ksiądz Krzysztof. Zostaliśmy sami. Nie umiem ci tego opisać, ale wtedy spojrzał na mnie inaczej. Odpaliłem: „Księże, myślę o tobie”. Dosiadł się do mnie. Przytulił.

Obroniłem licencjat z administracji. Magistra nie chciało mi się robić. Zawodowo się spełniam, lubię ciuchy, kontakt z klientem. Znajomi i rodzina myśleli, że pójdę do seminarium, bo koleguję się z księdzem. Kolegujemy się już trzy lata. A jest ode mnie starszy o sześć lat.

Krzyś dwa razy zmieniał parafię – na szczęście wszystkie w tym samym dekanacie, w tym samym mieście. Na żadnej parafii nie mieliśmy problemów, żeby się spotykać. Albo na plebanii mieszkało dziesięciu księży i nikt się nikim nie interesował, albo proboszcz był na plebanii gościem i wikarzy robili, co chcieli. Nocowałem często u Krzysia. Przynosił mi śniadanie do łóżka. Kucharka zwróciła mu uwagę, że wynosi z kuchni jedzenie, a nie tyje.

Jak się śpi na plebanii? Fajnie, gdyby nie dzwony przed poranną mszą – obwieszczają, że ukochany zaraz wyskoczy z łóżka i zostaniesz sam.

Krzyś mówił ci, że kupiliśmy na spółkę mieszkanie? Dwa pokoiki, nowe osiedle. Tak sobie ustawił, że nie ma porannych mszy, więc z naszego mieszkanka jedzie prosto do szkoły. Po szkole jedzie na plebanię, zostaje do wieczornej mszy i wraca do domu.

Że popełniamy grzech? Daj spokój. Nie będę się z tego spowiadał. Zresztą ja się już nie spowiadam, a w kościele jestem rzadko. Nie wiem, czy Bóg istnieje. Z Krzysiem na takie tematy nie rozmawiamy.

Moja mama nas odwiedza. Coming out był krótki: „Mamo, pamiętasz księdza Krzysztofa? Mieszkamy razem”. Na początku zwracała się do Krzysia per „ksiądz”, nie mogła się przestawić. Kiedyś na śniadaniu mówi: „Podać księdzu łyżeczkę?”. A on siedział w piżamie, ja wisiałem mu na szyi. Śmiała się, że gdyby wiedziała, że Krzyś taki ludzki, to spowiadałaby się u niego, a nie u proboszcza. Mama mówi: „Kochając jednego, uczy się kochać wszystkich”. Taka jest jej teologia, kasjerki w delikatesach. Krzyś namawia ją, żeby napisała „Podręcznik teologii według sklepowej Ireny S.”.

Co mi najbardziej przeszkadza? Że nikomu nie mogę powiedzieć o naszym związku. Mogę zapraszać znajomych, ale najpierw muszę sprawdzić, czy na drzwiach sypialni nie wisi sutanna. Raz miałem wpadkę. Koleżanka znalazła w salonie katechizm do pierwszej gimnazjum. Zburaczałem. Powiedziałem, że ktoś zostawił u mnie w sklepie. A, i przeszkadzają mi weekendy, to znaczy brak weekendów. W sobotę przedpołudniem są spotkania z ministrantami, dyżur w kancelarii, po południu śluby, chrzciny, wieczorem msze i spowiedzi – nie przypuszczałem, że „czarni” mają aż tak zawalone weekendy. Za to wtorki mamy wolne. Śpimy do dwunastej, jemy śniadanie w piżamie.

Krzyś boi się, że się biskup dowie. A mama, że się ciotki dowiedzą. A ja, że go przeniosą do pipidówy. Liczymy jednak, że zostanie proboszczem, i wtedy wybudujemy domek, gdzieś w sąsiednim dekanacie, żeby ludzie nie gadali.

Pomiędzy

Wchodzę na gejowskie strony:

„Jestem księdzem. Szukam kogoś”.

„Ksiądz, 32 lata, Warszawa, na stałe”.

„Jeśli nigdy nie byłeś z księdzem, to jest okazja”.

„Duchownego poznam. Tylko bez nałogów i bez wyrzutów sumienia, poproszę”.

Kobiety Kościoła policzmy się

Maskotka

Pielęgniarka Wiesława zakochała się w proboszczu od drugiego przytulenia. Pierwsze było w kościele – przytulała go jak ojca. Drugie było na plebanii – przytulała go jak mężczyznę. Wybiegła z plebanii, żeby odpowiedzieć na pytanie: czy można kochać proboszcza?

Uspokoiła się, gdy powiedział: „Bóg mi ciebie dał”.

Dał mu także syna – Kubę.

– Kubuś będzie księdzem, będę mu dawał książki – mówił.

– Nie, będzie normalny – odpowiadała.

Ksiądz Waldemar został mianowany rektorem Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

– Mam szansę zostać biskupem – powiedział jej.

– Jak zostaniesz biskupem, to się odsuniemy.

– Wtedy dopiero będziesz wiedziała, jak ja o ciebie dbam.

Pojechał do Watykanu po nominację. Po powrocie zadzwonił do Wiesławy:

– Jestem przegrany, nie będę biskupem. Zostałem zdradzony.

Rano zmarł na zawał.

Przyjaciel Wiesławy: – Ktoś poinformował Watykan, że ksiądz Waldemar ma drugie życie. Bardzo to przeżył, od lat miał ambicje. Po jego śmierci majątek przeszedł na kurię i rodzinę. W trakcie dochodzenia okazało się, że chodzi o co najmniej 2 miliony złotych. Dlaczego części majątku nie miałby odziedziczyć syn? Wiesia, zanim poszła do sądu, chodziła do kurii i chciała polubownie załatwić sprawę. Raz tylko jakiś kurialista się poczuł w obowiązku i dał Kubie maskotkę.

Ale jest dobrze. Sąd zadecydował, że trzeba wykopać księdza i wziąć próbkę z palca. Wyszło, jak mówiła Wiesia – ksiądz profesor jest ojcem Kuby. Teraz Wiesia ma asa w rękawie i walczy o spadek – z kurią i rodziną księdza.

Nieuchwytne

Dzwonię do Instytutu Statystki Kościoła.

– Ilu rocznie księży porzuca kapłaństwo? – pytam ks. Wojciecha Sadłonia, dyrektora.

– Od 20 do 40.

– Czy powodem jest celibat?

– Tego nie wiemy. Ksiądz nie musi się tłumaczyć z powodów odejścia. Są to dane nieuchwytne.

Drzwi

W 2010 roku belgijski biskup Jozef De Kesel, po fali oskarżeń o pedofilię w Kościele, powiedział: „Myślę, że Kościół musi zadać sobie pytanie, czy celibat powinien być obowiązkowy. Ci, którzy nie są w stanie przestrzegać celibatu, też powinni być przyjmowani do stanu kapłańskiego”.

W 2011 roku 300 austriackich księży napisało list do arcybiskupa Wiednia, że już nie chcą żyć w celibacie. Arcybiskup zagroził im ekskomuniką.

W 2013 roku arcybiskup Pietro Parolin powiedział w wenezuelskiej gazecie „El Universal”, że celibat to nie dogmat, tylko tradycja, więc można o tym dyskutować.

W 2014 roku biskupi Brazylii poprosili Watykan o zgodę na wyświęcanie żonatych mężczyzn. Mieliby pracować w Amazonii, gdzie z powodu braku kapłanów msze w niektórych parafiach odprawiane są raz w roku. Watykan jeszcze się zastanawia.

W 2014 roku podczas spotkania z dziennikarzami papież Franciszek powiedział, że celibat nie jest dogmatem wiary, dlatego do dyskusji „drzwi są zawsze otwarte”.

Szantażyści

Detektyw z Łódzkiego szuka zaginionych, wykrywa morderców, udowadnia małżeńskie zdrady, co trzy miesiące przychodzą do niego księża, którzy są szantażowani.

– Nie zawsze kobiety i mężczyźni zakochują się w księżach prawdziwie. Pracuję obecnie nad sprawą wysoko postawionego duchownego, który rozdaje karty w lokalnym biznesie. Jest aktywnym gejem i jest szantażowany – mówi detektyw i więcej nie powie dla dobra śledztwa.

Ale o innych sprawach mówi chętnie.

Ksiądz dziekan Leszek R. zamknął już kościół, zaryglował plebanię, został w środku z Małgorzatą L., lokalną dziennikarką. Często zostawała na plebanii.

Pojechali do centralnej Polski, żeby się rozerwać. Wynajęli apartament z wielkim łóżkiem i wielką wanną. Leżeli w wannie długo, aż otworzyły się drzwi łazienki. Nie było widać twarzy gościa, tylko filmujące oko kamery. Od księdza dziekana oko kamery zażądało 250 tys. złotych.

Małgorzata L. to przynęta, za okiem kamery stała jej koleżanka, zleceniodawcą był ksiądz – wicedziekan. Szantażował nie tylko dziekana, ale i księdza homoseksualistę z diecezji.

Detektyw: – Po przekazaniu policji szantażujących ksiądz Leszek zaprosił mnie i moją ekipę na imprezę dziękczynną.

Córka dostawcy pieczywa do ważnego zakonu zakochała się w księdzu, który przyjechał na konferencję zorganizowaną przez zakonników. Żeby zmusić go do miłości, zaszła w ciążę. Ale ostatecznie nie musiał dawać jej miłości – pod warunkiem że da jej pieniądze. Nie chciał, więc poszła do gazet. Parafianie przeczytali, że proboszcz spodziewa się dziecka.

Przywiózł do kawiarni walizkę pieniędzy. Pod stolikiem były kamery, w talerzach głośniki, ksiądz miał w uchu słuchawkę, przez którą powiedziano mu, co zobaczyła kamera: że z brzucha dziewczyny wystaje poduszka.

Detektyw: – W niedzielę na mszy wszedłem na ambonę. Powiedziałem, że proboszcz jest niewinny, że był szantażowany. Ludzie bili brawo. Ale on nie był zupełnie bez winy. Musiał ją rozkochać.

Ptaki

Mimo że okna zamknięte, to w kawalerce Sabiny jest głośno. Pod oknami przejeżdża najczęściej tramwaj numer 8 – Sanktuarium Bożego Miłosierdzia.

– Zrobię obiad. Sami zjemy. Andrzejek wróci późno. Pewnie zapytasz mnie, jak go poderwałam.

– Najpierw powiedz, co będzie na obiad – mówię.

– Ulubione danie Andrzejka – rosół i sznycle.

– To ty rób sznycle, a ja obiorę ziemniaki.

Jak go poderwałaś?

– On mnie poderwał. Na dyskotece, powiedział: „Cześć, Andrzej jestem, zatańczysz?”. Miał piękne czarne oczy, czarny zarost, czarne dżinsy i śnieżnobiałą koszulę. I pięknie pachniał! Modliłam się, żeby poprosił mnie o numer telefonu.

Spotykaliśmy się codziennie. W kawiarni lub u mnie. Powiedział, że jest nauczycielem religii. Uśmiechnęłam się, bo z Kościołem niewiele miałam wspólnego; chodziłam na mszę tylko wtedy, kiedy byłam u rodziców. Ale dla niego mogłam chodzić codziennie. Powiedziałam którejś niedzieli: „Andrzej, wybierzmy się do katedry”. A on: „Sabina, zwariowałaś?!”.

Dziwiło mnie, że nie zaprasza mnie do siebie. Tłumaczył, że przygarnął na kilka miesięcy kolegę, który ma problemy finansowe. Rozumiałam. Nie rozumiałam, dlaczego na ulicy odtrąca moją dłoń, robi się spięty, nie chce się przytulać w kawiarni.

Siedzieliśmy na tapczanie, przytulał mnie, przy oknie migała choinka. Pamiętam ten dialog:

– Andrzej, jestem w ciąży.

– Sabina, jestem księdzem.

Czy byłam zaskoczona? Zła? Skąd! Poczułam się wyróżniona. Boski wybraniec zakochał się w skromnej bibliotekarce. Nie rozmawialiśmy długo, poszliśmy spać. Byłam spokojna, bo powiedział, że zostawi kapłaństwo. Na następny dzień kupiłam „Ptaki ciernistych krzewów”, żeby się czegoś dowiedzieć o takiej miłości. Po „Ptakach” zaczęłam rozumieć jego rozdwojenie. Granicą tego rozdwojenia był próg mojego mieszkania.

Nie pojechałam na plebanię, gdzie mieszkał; nie byłam w kościele, gdzie odprawiał; nigdy nie widziałam go w sutannie.

Wcześniej byłam w dwóch poważnych związkach. W żadnym nie czułam się tak kochana jak w związku z Andrzejem. I w żadnym tak nie kochałam. Przeszkody, ukrywanie się, problemy z rodzicami, schodziły na dalszy plan. Choć im większy miałam brzuch, tym częściej gładziłam się po nim i szeptałam jak jakieś zdrowaśki: „O rany, noszę dziecko księdza”.

Szperałam w internecie. Zapisałam sobie wypowiedź księdza Marka Dziewieckiego, psychologa: „Im bardziej nieszczęśliwa i poraniona jest dana kobieta, tym bardziej ksiądz nie powinien wiązać się z nią emocjonalnie ani pozwalać na tworzenie sytuacji, w której ona może się w nim zakochać”.

Ale ja nie byłam ani nieszczęśliwa, ani poraniona. Jestem życiową optymistką.

Czekaj, włączę obiad.

– A Biblię masz od niego? – wodzę wzrokiem po półce.

– Mama mi przywiozła. Żebym nie straciła wiary.

Pojechaliśmy do moich rodziców na wieś, na obiad. Andrzej trząsł się za stołem, dosłownie cały się trząsł.

Mama uważała, że to ja zbałamuciłam świętego katechetę. Namawiali nas, żebyśmy wzięli ślub, bo dziecko powinno mieć ojca. W intencji naszego ślubu wysłała na mszę do Częstochowy. Nie mam pojęcia, jak sobie Matka Boska z tą intencją poradziła.

Dzień przed porodem Andrzej zawiózł mnie do szpitala. Urodził się synek. Andrzej jest wpisany jako ojciec. Mieszkał z nami przez miesiąc – miał akurat wakacje. Po wakacjach wrócił na plebanię – potrzebowaliśmy jego pieniędzy ze szkoły, wypominek, kolędy. Chciał nazbierać na własny biznes – myślał o sklepie komputerowym. Po półroczu miał odejść.

Pod koniec stycznia powiedział, żebym dała mu jeszcze czas, bo musi wszystko przemyśleć; i nie martwiła się, bo będzie płacił na syna. Sparaliżował mnie zlepek słów: „Będę płacił na syna”. Kazałam mu zniknąć z naszego życia.

Ksiądz Marek Dziewiecki powiedział jeszcze coś takiego: „Jeśli ona i on nawrócą się, to ksiądz powinien powrócić do wierności pierwotnej przysiędze, czyli do pracy kapłańskiej, a ona powinna skupić się na wychowaniu dziecka, wspomagana jedynie alimentami ze strony byłego kochanka”.

Księże Marku, ale ja nie traktowałam go jak kochanka.

Pomagają mi rodzice. Przeprowadzili się do miasta, na osiedle obok. Andrzejek dobrze się rozwija. Babcia zabiera go do kościoła na różaniec.

Mama nie może mi wybaczyć, że zaszłam w ciążę, nie wiedząc, z kim zachodzę. Ciotkom i wujkom mówi, że zostawiłam katechetę, że się nie dogadywaliśmy. Wyobraź sobie, że mama spowiadała się z moich grzechów. Dosłownie. Spowiednik powiedział jej, że wnuk na pewno będzie normalny, i że apostołowie też mieli dzieci i wyrosły na ludzi.

O, wracają. Słyszę Andrzejka.

A do Andrzeja pojedziesz?

Świeczka

Wokół plebanii stacje drogi krzyżowej. Z pokoju wikarego najlepiej widać pierwszy upadek Jezusa.

– Mówią, że do mnie podobny. Sabina i jej rodzice. Ale rodzice mnie nienawidzą, zwłaszcza matka.

(Matka Sabiny: – Podstępem ją podszedł. Życie jej zniszczył. Wiem, że się znowu spotykają. Przesiaduje tu codziennie. Zapytam wnuka: „Andrzejku, był rano wujek Andrzej?”).

Mój syn nie wie, że ma ojca. Tyle dzieci ochrzciłem, a nie dojechałem na chrzest własnego. Bałem się, że ksiądz mnie rozpozna. Wtedy rodzice Sabiny jeszcze nie wiedzieli, kim jestem. Sabina powiedziała im, że miałem wypadek i leżę w szpitalu ze wstrząsem mózgu.

Za bardzo się przejmuję tym, co inni pomyślą. Proboszcz dwie parafie dalej sprowadził na plebanię kobietę i jej syna – ponoć z rodziny. Byłem tam na odpustowym obiedzie. Siedział dziekan, wicedziekan, proboszcz, ona z synem. Syn wypisz wymaluj proboszcz.

(Syn: – Babciu, wujcio przyszedł dziś na huśtawkę. Wieczorem przyjdzie na bajeczkę).

W łazience mam okno na ulicę. W piątek i sobotę słychać, jak młodzież idzie na dyskotekę. Pół roku się zbierałem, żeby pójść za nimi. Nieraz leżałem w wannie i zastanawiałem się, co założyć, żeby się nie ośmieszyć – ostatni raz na dyskotece byłem 15 lat temu. Ale wychodziłem z wanny i strach mnie oblatywał. Piłem, żeby sobie dodać odwagi. Wypijałem za dużo i zasypiałem.

Stała przy barze z koleżanką. Powiedziałem: „Cześć, Andrzej jestem, zatańczysz?”. A ona, żeby nie wyjść na łatwą, odpowiedziała: „Muszę najpierw zadzwonić, jak wrócę, to zatańczę”. Poszła do łazienki przejrzeć się w lustrze, jak mi potem powiedziała. Zakochałem się w niej z miejsca.

Cieszyłem się, że zaszła w ciążę, wiedziałem, że ciąża pomoże mi podjąć decyzję o odejściu ze stanu. Po urodzeniu przestraszyłem się. Rzucić wszystko i co dalej? Religii nie będę mógł uczyć, lekarzem nie zostanę. A jeszcze mam kredyt do spłacenia, bo rodziców nie było stać na urządzenie mi prymicji. Jeśli Sabina zechce mnie takiego, to dzisiaj rzucam wszystko. Ale z drugiej strony muszę o nich myśleć. Ona w tej bibliotece zarabia gorzej niż kasjerka w Biedronce.

(- Mamo, daj spokój. Andrzej chce mieć kontakt z Andrzejkiem, to niech ma. Obiecał, że go zabierze na trzy dni do Zakopanego. Pojadę z nimi. Będę gotowała. Andrzejek innego jedzenia nie zje. Naprawdę. Żadne KFC, żaden McDonald. Ugotuję normalnego ziemniaka, sadzone zrobię albo nawet mielone).

Za rok kończę spłacać kredyty. Wtedy odejdę. Nie mogę znieść tego, że Andrzejek mówi mi „wujcio”.

Imiona bohaterów i niektóre szczegóły zostały zmienione.

Duchownych, a także ich partnerów, którzy chcieliby opowiedzieć swoją historię, proszę o kontakt: marcin.wojcik@agora.pl

Wideo „Dużego Formatu”, czyli prawdziwi bohaterowie i prawdziwe historie, Polska i świat bez fikcji. Wejdź w intrygującą materię reportażu, poznaj niezwykłe opowieści ludzi – takich jak Ty i zupełnie innych.

W ”Dużym Formacie” czytaj:

Muzułmanin z PiS: Dobrzy muzułmanie to my
Prorok Mahomet miał powiedzieć: „Odnowa mojej religii przyjdzie z północy i zrobi to muzułmanin z kraju, w którym pada śnieg”. Uważam, że w Europie powinien powstać antykalifat. Rozmowa z Selimem Chazbijewiczem

Celibat księży. Oblubienice i oblubieńcy Kościoła
Ludzie nie potrafią zrozumieć, że pasterz potrafi kochać wśród wielu owiec – jedną najbardziej

Günter Wallraff. Powiedziałbym terrorystom: utnijcie mi głowę
Myślałem, że oferując siebie za młodego Amerykanina, mógłbym nadać swojemu życiu ostatni raz sens. Rozmowa z Günterem Wallraffem

Biała bluzka. O tajemnicy minister Moniki Zdrojewskiej
W jednym z ostatnich SMS-ów napisała: „Bóg jeden wie, ile ja łez przez tego człowieka wylałam”

Paryż po zamachach 13 listopada
Na placu Republiki w Paryżu stoi 30-letni mężczyzna z zawiązanymi szalikiem oczami. Ma rozpostarte ręce. Na kartoniku napisał „Jestem muzułmaninem. Mówią o mnie terrorysta. Ufam wam, a wy mnie? Jeśli tak, przytulcie się”

Dla polskich mężczyzn perspektywa obrony kobiet przed uchodźcami to symboliczna wyprawa krzyżowa
Mężczyznom, którzy nie mogą już dominować nad żonami, uchodźca – wyobrażony wróg – jest na rękę. Pozwala wejść w patriarchalną rolę, odsunąć lęk przed silnymi kobietami. Rozmowa z antropolożką kulturową Agnieszką Kościańską

Zatoka świń. Sopot. Abonent chwilowo niedostępny
Anaid: „Jadę do Krystiana sprzątać mieszkanie”. Dominik: „Ty głupia. Ile on ma lat? On cię skrzywdzi”. Anaid: „Nie dam się, a siłą mnie nie weźmie”

Gwiezdne wojny. Jesteś padawanem czy młodym Jedi?
Przed obejrzeniem nowych „Gwiezdnych wojen” warto odświeżyć sobie poprzednie sześć filmów z tej serii. Ale w jakiej kolejności?

spowiadałemSię

wyborcza.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: