KOD, 21.11.2015

 

Waszczykowski zaczyna przemeblowywać MSZ. Jan Parys i Przemysław Żurawski vel Grajewski w gabinecie politycznym

Agata Kondzińska, Maciej Czarnecki, Michał Wachnicki, 21.11.2015

Jan Parys

Jan Parys (Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Gazeta)

Jedną z pierwszych decyzji Witolda Waszczykowskiego będzie też odwołanie ze stanowiska konsul generalnej w Londynie Ilony Węgłowskiej-Hajnus za zbyt późne dostarczanie protokołów wyborczych.

Minister Waszczykowski dokonał już pierwszych zmian kadrowych w MSZ, a teraz mebluje swój gabinet polityczny. Według naszych nieoficjalnych informacji znajdą się w nim Jan Parys oraz Przemysław Żurawski vel Grajewski.

Parys był m.in. ministrem obrony narodowej w latach 1991-1992 w rządzie Jana Olszewskiego. W tamtych czasach odznaczył się tym, że – jak pisała „Polityka” – przed spotkaniem z wojskowymi służbami informacyjnymi zażyczył sobie wydania kamizelki kuloodpornej. W 2006 r. mówił też w Polskim Radiu: „Mam nadzieję, że dzięki działalności pana Antoniego Macierewicza uda się odcedzić te robaczywe jabłka od zdrowych owoców”

Parys był w przeszłości m.in. członkiem zarządu Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, wypłacającej odszkodowania m.in. dla przymusowych robotników w czasach III Rzeszy.

Był też zajadłym zwolennikiem lustracji. To on nazwał w latach 90. Wiesława Chrzanowskiego, lider Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, wieloletniego więźnia w czasach stalinowskich i człowieka, który w PRL przez 21 lat miał zakaz pracy jako adwokat, „komunistycznym kapusiem”. Chrzanowski wytoczył Parysowi proces i wygrał, został zresztą oczyszczony z zarzutów współpracy z UB przez Sąd Lustracyjny.

Parys został również skazany na zwrot 130 tys. zł wraz z odsetkami za niezgodne z prawem przyznanie sobie premii jako szef Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie (podobnie jak pozostali jej szefowie z lat 1998-2000). Po kilku latach procesów Sąd Najwyższy w 2009 r. ostatecznie oddalił kasację Parysa w tej sprawie.

Z kolei Przemysław Żurawski vel Grajewski również w 1992 r. pracował w MON. Był m.in. wykładowcą Krajowej Szkoły Administracji Publicznej oraz na białoruskim Europejskim Uniwersytecie Humanistycznym w Wilnie. Współpracował także z Ośrodkiem Myśli Politycznej, konserwatywnym think-tankiem. W 2014 r. został członkiem rady programowej PiS, a w 2015 r. członkiem Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę. Jest też częstym komentatorem politycznym wPolityce.pl, Radio Maryja, Telewizji Republika.

Wiceministrowie już są

Wcześniej Waszczykowski powołał dwóch wiceministrów MSZ: posła PiS Jana Dziedziczaka, który będzie odpowiadał za sprawy polonijne, oraz Konrada Szymańskiego na stanowisko sekretarza stanu ds. europejskich. Ten ostatni zaledwie kilka godzin po zamachach w Paryżu napisał w tekście na portalu wPolityce.pl, że nie widzi politycznych możliwości wykonania przyjętej wcześniej przez rząd Ewy Kopacz decyzji o rozlokowaniu w Polsce 7 tys. uchodźców.

Odbiło się to szerokim echem w zachodnich mediach, a słowa Szymańskiego skrytykował m.in. szef europarlamentu Martin Schulz mówiąc, że „kiedy Polska czuje się zagrożona przez Rosję i domaga się więcej broni, żołnierzy i funduszów, Europa jest solidarna. Gdy Polska mówi, że jej gospodarka potrzebuje do dalszego rozwoju europejskich funduszy, to te fundusze dalej do Polski płyną. Ale w takiej sytuacji nie można nagle przyjść i powiedzieć, że uchodźcy to tylko problem Niemców i nie ma się z tym nic wspólnego”.

Konsul generalna straci stanowisko

Waszczykowski postanowił za to odwołać konsul generalną w Londynie Ilonę Węgłowską-Hajnus. Powodem były opóźnienia w dostarczaniu protokołów wyborczych z Londynu. Według Państwowej Komisji Wyborczej jedna z komisji w stolicy Wielkiej Brytanii nie tylko późno przysłała protokół, to jeszcze musiała go poprawić. Również podczas wyborów prezydenckich, z uwagi na dużą liczbę głosów, które trzeba było policzyć, komisja zdążyła dosłownie w ostatniej chwili. Protokoły zostały przysłane o godz. 21.50 w poniedziałek, podczas gdy termin składania kończył się o 22.

– W ciągu roku nie można popełniać dwukrotnie tych samych błędów, zwłaszcza w tak ważnym momencie jakim sa demokratyczne wybory – tłuamczy Waszczykowski. Konsul Węgłowska-Hajnus przeszła do MSZ z ministerstwa obrony narodowej wraz z Radosławem Sikorskim. Wcześniej kierowała w MSZ Biurem Spraw Osobowych.

Zmiany w PISM

Zmiany mają dotyczyć także Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Szefem jego Rady ma zostać znany amerykanista, prof. Zbigniew Lewicki. Według naszych informacji dostał on również propozycję wejścia do resortu spraw zagranicznych, ale odmówił tłumacząc się podeszłym wiekiem i zbyt wieloma obowiązkami.

Zobacz także

janParys

wyborcza.pl

„Śmierć i dziewczyna”. Zadyma pod Teatrem Polskim [WIDEO]

mikar, nasa, docz, 21.11.2015

Śmierć i dziewczyna. Protest pod Teatrem Polskim

Śmierć i dziewczyna. Protest pod Teatrem Polskim (Kornelia Głowacka – Wolf)

Przed spektaklem „Śmierć i dziewczyna” pod Teatrem Polskim we Wrocławiu doszło do zadymy i przepychanek z policją. Zatrzymano 20 osób. Sztuka z udziałem aktorów porno wielu się nie spodobała.

Godzinę przed premierą spektaklu „Śmierć i dziewczyna” pod Teatrem Polskim było kilkadziesiąt osób. Wśród nich Piotr Rybak z Ruchu Oburzonych. To ten sam człowiek, który w środę palił kukłę Żyda na wrocławskim Rynku [CZYTAJ WIĘCEJ O ZDARZENIU W RYNKU]. Na antenie TVP Info zapowiadał, że będzie blokował wejście na spektakl. – Bo to jest pornografia za publiczne pieniądze – uzasadniał.

„Śmierć i dziewczyna”. Porno w teatrze? Byliśmy na próbie [FOTO]ZOBACZ

„Śmierć i dziewczyna”. Przepychanki z policją

Na proteście były też przedstawicielki Krucjaty Różańcowej. Jeden z przypadkowych przechodniów zwracał im uwagę, że przecież spektaklu jeszcze nie widziały. Wszystko, co o nim sądzą jest więc tylko wyobrażeniem. – Skoro Panu ten spektakl nie przeszkadza, to czemu nie uprawia Pan seksu na ulicy – pytała go Justyna Helcyk z dolnośląskiego ONR. Ona też w środę była obecna podczas manifestacji antyimigranckiej, na której doszło do antysemickiego wybryku.

Na pół godziny przed spektaklem zrobiło się znacznie goręcej. Część protestujących blokowała wejście. Policja próbowała ich usunąć. Najbardziej agresywnych wyprowadzono. Protestujący krzyczeli: Gestapo, gestapo.

Aktorzy porno zagrają w Teatrze Polskim. Seks na scenie. Spektakl tylko dla +18ZOBACZ

W końcu jednak wejście odblokowano. W tle było słychać modlitwy.

Ludzie z ONR podpierali się autorytetem ministra kultury: – Minister kultury powiedział, że ten spektakl ma się nie odbyć i my jesteśmy tu po to aby go wstrzymać – mówili zebrani.

Jeden z gości – bez zaproszenia – chciał dostać się do środka. Również wyprowadziły go jednak służby porządkowe. Członkowie Krucjaty Różańcowej zachowywali się bardzo spokojnie. – Modlimy się na chodniku. Ci, którzy zaczepiają są prowokatorami.

Jak powiedział dziennikarzom Kamil Rynkiewicz z dolnośląskiej policji, funkcjonariusze zatrzymali 20 osób. – Zostaną one najprawdopodobniej ukarane za wykroczenie związane z uczestnictwem w niezgłoszonym zgromadzeniu oraz odmowę opuszczenia miejsca, którym zarządza Teatr Polski – mówił Rynkiewicz.

Po manifestacji dziennikarz Super Expressu Marcin Torz napisał, że jednego z fotoreporterów pobito… różańcem

CAŁY FILM Z ZADYMY POD TEAREM POLSKIM PRZED SPEKTAKLEM „ŚMIERĆ I DZIEWCZYNA” (awantury z policją od 25 minuty)

http://embed.bambuser.com/channel/Wroclaw_wyborcza2

„Śmierć i dziewczyna”. Interweniował minister

Przypomnijmy, że o przedstawieniu „Śmierć i dziewczyna” zrobiło się głośno dwa tygodnie temu, kiedy okazało się, że teatr poszukuje pary aktorów porno do obsady. Polski rynek nie odpowiedział na apel, zagrają Czesi. Ewelina Marciniak, reżyserka spektaklu opartego na tekstach Elfriede Jelinek, tłumaczyła inscenizacyjny zamysł: – Jelinek jest autorką przenikliwą, filozoficznie wyszukaną, a język, którego używa, sprawia, że czytając, mamy mdłości. Przy takiej literaturze sięganie po aktorów porno nie powinno nikogo dziwić.

Pornografia nas osaczyła. Jest w reklamie, w świecie modyZOBACZ

W piątek rano głos na temat spektaklu w Polskim zabrał nowy minister kultury Piotr Gliński. W „Salonie Politycznym Trójki” pornografii na scenie powiedział stanowcze „nie”: – Jestem otwarty na eksperymenty artystyczne, na teatry offowe, na różnego rodzaju poszukiwania, ale tego typu rzeczy być w sferze publicznej nie może.

Minister żądał zablokowania spektaklu. Marszałek Cezary Przybylski nie zgodził się.

„Śmierć i dziewczyna”. Kopulacja i śmiech

Spektakl Teatrze Polskim zaczął się po godz. 19. Kurtyna poszła w górę, ostra muzyka. Nagi mężczyzna kopuluje, z nagą kobietą. Kurtyna w dół. Publiczność zareagowała śmiechem i oklaskami.

A potem kurtyna znów w górę, na scenie dwa fortepianu, dym i nastrojowy śpiew. Śmiech dzieci.

Scena seksu na scenie według zapowiedzi organizatorów miała trwać minutę. Cały spektakl dwie godziny.

Porno w teatrze. Radni PO: Odwołajcie spektakl albo obetniemy dotacjęZOBACZ

ŻywyMur

wroclaw.wyborcza.pl

 

Powstał społeczny ruch Komitet Obrony Demokracji. Ma już kilka tysięcy zwolenników

Maciej Orłowski, 21.11.2015

Opornik - symbol Komitetu Obrony Demokracji

Opornik – symbol Komitetu Obrony Demokracji (Fot. Komitet Obrony Demokracji/Facebook)

– Nie boję się o siebie. Polacy przeżyli nie takie rzeczy i dawali radę. Boję się, że Polska straci mnóstwo czasu, że zamiast ją rozwijać i ulepszać, zburzymy wszystko i będziemy budować od nowa. Szkoda by było – mówi Mateusz Kijowski, jeden z założycieli Komitetu Obrony Demokracji. Spontaniczny ruch powstał w odpowiedzi na zawłaszczanie państwa przez PiS.

Dziś mija 48 godzin od założenia na Facebooku grupy Komitet Obrony Demokracji. Godzinę temu miała 3,6 tys. członków. Teraz ma ich już ponad 3,7 tys. Przybywa ich więc około stu na godzinę. Symbolem grupy jest opornik – element obwodu elektrycznego, który w stanie wojennym i w PRL noszony był w klapie marynarki jako symbol oporu wobec władzy.

Grupa powstała jako reakcja na pierwszy tydzień rządów Prawa i Sprawiedliwości. W ciągu siedmiu dni PiS zdążył m.in. pozbawić PSL wicemarszałka, opozycję stanowiska rotacyjnego szefa komisji ds. służb specjalnych, ekspresowo uchwalić ustawę o wymianie składu sędziów Trybunału Konstytucyjnego czy mianować przewodniczącym senackiej komisji ds. finansów twórcę SKOK-ów Grzegorza Biereckiego.

– Demokracja jest mocno zagrożona, niektórzy mówią, że doszło do zamachu stanu i zbliża się totalitaryzm. Dlatego chcemy bronić demokracji. Nie opowiadamy się za jakąkolwiek partią polityczną, nie walczymy o władzę ani przeciw konkretnym ludziom – mówi założyciel grupy Mateusz Kijowski.

KOD jak KOR?

Sam do tej pory angażował się raczej społecznie niż politycznie. W marcu głośnym echem odbiła się jego akcja „Stop Gwałtom”, w ramach której mężczyźni protestowali przeciw obarczaniu kobiet winą za gwałt. Przewrotnie wykorzystując stereotyp, jakoby ich powodem były krótkie spódniczki, sami je zakładali, „zapraszając” w ten sposób potencjalnych gwałcicieli.

Na pomysł założenia grupy KOD Kijowski wpadł po lekturze artykułu Krzysztofa Łozińskiego, byłego współpracownika Komitetu Obrony Robotników, byłego członka „Solidarności” i współpracownika Amnesty International. W artykule„Trzeba założyć KOD”, opublikowanym w środę na portalu Studio Opinii, Łoziński pisał o konieczności powołania „Komitetu Obrony Demokracji” na wzór KOR-u.

– Tak się składa, że publikuję w Studio Opinii i znam tam parę osób. Pomyślałem, że warto zrealizować taki pomysł. Założyłem grupę, zamówiłem znak graficzny i zaczęliśmy pracować nad wstępnym manifestem. Kilku znajomych poinformowało swoich znajomych i ludzie zaczęli się przyłączać – tłumaczy Kijowski.

„Nikt nie będzie nam nakazywał, jak mamy żyć”

Manifest jest już gotowy. „Działania władzy, jej lekceważenie prawa oraz demokratycznego obyczaju zmuszają nas do wyrażenia stanowczego sprzeciwu. Nie chcemy Polski totalitarnej, zamkniętej dla myślących inaczej niż każe władza, nie chcemy Polski pełnej frustracji i żądzy rewanżu” – czytamy w nim.

„Są wśród nas ludzie różnych poglądów i orientacji politycznych od prawa do lewa, ludzie wierzący, agnostycy i ateiści. Łączy nas to, że jesteśmy ludźmi wolnymi i chcemy nadal mieszkać we własnym, demokratycznym kraju, w którym nikt nie będzie nam nakazywał jak mamy żyć i jakie wartości wyznawać” – kończy się manifest.

Manifest Komitetu Obrony Demokracji

Sam pomysłodawca mówi, że nie boi się o siebie. – Polacy przeżyli nie takie rzeczy i dawali sobie radę. Boję się, że Polska straci mnóstwo czasu. Do tej pory się rozwijała i ulepszała. Oczywiście, nie bez problemów i kłopotów, ale generalnie wszystko szło w dobrym kierunku. Boję się, że teraz to wszystko zburzymy i trzeba będzie budować od nowa. A przecież to wszystko stworzyli Polacy, to nasz wspólny wysiłek. Szkoda by tego było – tłumaczy Kijowski.

KOD szuka patronów

Sami członkowie grupy snują już plany wyjścia poza internet. Chcą – na wzór KOR – zaprosić do współpracy znanych polityków i naukowców, by swoim autorytetem poparli ich postulaty. W głosowaniu na stronie na FB członkowie najbardziej widzieliby w tej roli prof. Andrzeja Zolla, byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego i byłego przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej, byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza czy prawniczkę prof. Monikę Płatek.

Publikują też powody swojego dołączenia do grupy. „Nigdy nie czułam potrzeby angażowania się w politykę, bo nie wdzierała się w moje życie. Teraz czuję, że muszę. Z przerażeniem obserwuję, jak marketingowe twory korzystając z prezydenckich prerogatyw uprawiają partyjny nepotyzm, a ludzie, którzy kojarzą się z najczarniejszą kartą historii IV RP, ośmieszają mój kraj na arenie międzynarodowej” – napisała kilka godzin temu Magdalena von Giershanoff.

Zobacz także

powstałSpołeczny Ruch

wyborcza.pl

Krzysztof Łoziński: Trzeba założyć KOD

LogoScopic2015-11-18.

Gdy czytam komentarze na pod artykułami na SO, widzę że często pojawia się pytanie, co robić, wobec jawnych prób demontażu demokracji dokonywanych przez PiS. Nie będę ich wymieniał, wszyscy wiedzą.

Mój pomysł jest następujący: trzeba założyć Komitet Obrony Demokracji działający na podobnych zasadach do tych, na jakich niegdyś działał KOR (Komitet Obrony Robotników powstały w 1976 roku). We wzorowaniu się na KOR nie ma nic złego, mimo iż niektórzy jego członkowie i współpracownicy  (Macierewicz, Kaczyński…) przeszli później na ciemną stronę mocy. Przecież nie chodzi o te same osoby, lecz o metodę działania, która okazała się skuteczna.

A więc, trzeba zebrać grupę ludzi, dobrze by byli wśród nich ludzie o uznanym autorytecie, którzy byli by członkami KOD. Członkami, tak jak było w KOR, to znaczy występujący jawnie pod imieniem i nazwiskiem, podpisujący się pod dokumentami, występującymi publicznie. Druga grupa to współpracownicy, ludzie formalnie nie zrzeszeni, ale pomagający, zajmujący się zbieraniem informacji (legalnym, żadnego wykradania, szpiegowania, podsłuchiwania itp), kolportażem materiałów, pozyskiwaniem środków. Ci ludzie celowo nie powinni być zrzeszeni w formalnej strukturze, bez jakiejś podległości, kierownictwa, wydawania poleceń.

Dlaczego tak? Dlatego, że w przypadku członków jawnych bardzo trudno ich oskarżyć (nawet komuna miała z tym kłopot), bo o co? O obronę demokracji? Niepolitycznie. O spiskowanie? Też nie bardzo, bo przecież działają jawnie. Cała siła KOR-u polegała na tym, że działał w dużym stopniu w ramach konstytucyjnego prawa. Działał w obronie pewnych podstawowych wartości, a nie przeciw państwu w ogóle. KOR nie deklarował nigdy obalenia ustroju, nie wzywał do przemocy, nie deklarował wrogości do władzy, tylko patrzył władzy na ręce i punktował jej naruszenia praw obywatelskich. Tak powinno być i teraz. Organizacja, która by nie uznawała wyniku wyborów, bardzo szybko by upadła. KOD powinien być, dokąd tylko się da, jawnie zarejestrowanym stowarzyszeniem. Nie powinien się wiązać z żadną konkretną partią polityczną.

A teraz dlaczego współpracownicy nie powinni być formalnie zrzeszeni i zorganizowani w hierarchiczną strukturę. Dlatego, że przy dzisiejszych możliwościach i technikach operacyjnych, taka struktura nie przetrwa trzech dni. Ale żadne „służby” nie poradzą sobie ze środowiskiem jak mgła, opartym na więziach towarzyskich, koleżeńskich. Ze środowiskiem ludzi, którzy podejmują działania na zasadzie spontanicznego pomysłu i skrzyknięcia paru kolegów do jego realizacji. Tu nikt nie dojdzie po nitce do kłębka, bo nie ma nitki i nie ma kłębka.

Dziś jest o tyle łatwiej (na razie), że nie trzeba tworzyć podziemia. Są gazety, w których można publikować, są legalne drukarnie, w których (jeszcze) można drukować, jest Internet, jest (jeszcze) możliwość organizowania spotkań i wykładów.

A co robić? To samo, co robił KOR. Pisać listy otwarte i zbierać pod nimi podpisy (można przez Internet), tworzyć raporty (takie jak nasz „Raport Gęgaczy”, żadna dyktatura nie lubi, gdy „spisane są czyny i rozmowy”), prowadzić dyskusje publiczne i wykłady, organizować pokojowe demonstracje. Organizować pomoc prawną i materialną dla ewentualnych poszkodowanych. Bardzo ważne jest pokazywanie społeczeństwu, jak bardzo jest okłamywane. Zresztą co ja będę Polakom tłumaczył takie rzeczy. Trzeba pokazać że „siła bezsilnych” istnieje.

I trzeba pamiętać, celem nie jest obalanie legalnie wybranych władz państwa, lecz obrona demokracji, praworządności, praw człowieka, praw obywatelskich i prawdy. To ostatnie jest chyba nawet najważniejsze, bo już słyszymy o „polityce historycznej”, „polityce karnej” itp. Co gorsza, o ile komuna miała „ekonomię polityczną”, to to towarzystwo ma już nawet „fizykę polityczną” i „chemię polityczną”.

I proszę szanownego towarzystwa, nie oczekujcie, że ja to zrobię. Ja nawet nie mam fizycznych możliwości, bo raz: mieszkam za daleko od dużych miast; bo dwa: mam już tyle lat, co mam i nie te siły. To nie jest zadanie dla emerytów. A jeśli taka grupa ludzi sama, bez popychania palcem, nie umie się zebrać, to i nic nie zrobi.

Studio Opinii

Reklamy