Kurski, 20.11.2015

 

Gliński: Jestem bardzo otwarty na eksperymenty, ale nie będzie pornografii w teatrach za publiczne pieniądze

dżek, PAP, 20.11.2015
Za pieniądze publiczne pornografii w polskich teatrach nie będzie – mówił w radiowej Trójce wicepremier i minister kultury prof. Piotr Gliński. Odniósł się w ten sposób do planowanej premiery sztuki „Śmierć i dziewczyna” we wrocławskim Teatrze Polskim; na scenie ma być przedstawiony akt seksualny.

Prof. Piotr Gliński

Prof. Piotr Gliński (Fot. Tomasz Stańczak/ Agencja Gazeta)

– W tej chwili gorąca jest (…) sprawa Teatru Polskiego we Wrocławiu i nowej sztuki, która ma chyba jutro premierę, w której to sztuce podobno mają być zaangażowani, czy są zaangażowani, aktorzy porno z zagranicy, i tam ma być, mówiąc bardzo delikatnie, na scenie, na żywo przedstawiony akt seksualny – powiedział Gliński.

Na stronie teatru można przeczytać, że „przedstawienie jest przeznaczone dla widzów naprawdę dorosłych i zawiera sceny seksu”.

Nie będzie porno za publiczne pieniądze

Minister kultury dodał, że „za pieniądze publiczne pornografii w polskich teatrach nie będzie, i to mówię zdecydowanie”. – Jestem bardzo otwarty na eksperymenty artystyczne, ja jestem bardzo otwarty na teatry offowe, na najróżniejsze poszukiwania artystyczne, ale tego rodzaju rzeczy być w sferze publicznej nie może – dodał.

Gliński zapowiedział, że skieruje pismo do marszałka woj. dolnośląskiego, ponieważ Teatr Polski we Wrocławiu jest współprowadzony przez marszałka i jego resort. – Będziemy stanowisko w tej sprawie formułowali dzisiaj, pisali i próbowali także apelować do dyrektora tego teatru – który jest zresztą posłem ugrupowania Nowoczesnej – jeżeli tak nowoczesność ma wyglądać, na pornografię w miejscach publicznych, to na to naszej zgody nie ma – podsumował wicepremier.

Minister zapowiedział na piątek powołanie kolejnych podsekretarzy w swoim resorcie, w tym: Wandy Zwinogrodzkiej, która ma odpowiadać m.in. za teatry, środowiska artystyczne oraz edukację artystyczną, a także Magdaleny Gawin, która zajmie się narodowymi instytucjami kultury i zabytkami. Gliński przypomniał, że powołał już jednego wiceministra – Jarosława Sellina.

O Boże, seks! Seks w teatrze! Gliński chce interweniować jeszcze przed premierą [BLOG]

gazeta.pl

 

Bulterier wraca na dobre

Agnieszka Kublik, 20.11.2015

Jacek Kurski

Jacek Kurski (L)

Długo czekał Jacek Kurski na tę chwilę. I się doczekał. Właśnie wicepremier, minister kultury prof. Piotr Gliński ogłosił, że Kurski zostanie wiceministrem „na krótki czas do analizy struktury ministerialnej”. To sugeruje przygotowanie do ważniejszej funkcji na dłuższy czas. Będzie prezesem TVP, Polskiego Radia a może Polskiej Agencji Prasowej? Cokolwiek to będzie, Kurski będzie służył Kaczyńskiemu lojalnie.

Długo czekał Jacek Kurski na tę chwilę. I się doczekał. Właśnie wicepremier, minister kultury prof. Piotr Gliński ogłosił, że Kurski zostanie wiceministrem „na krótki czas do analizy struktury ministerialnej”. To sugeruje przygotowanie do ważniejszej funkcji na dłuższy czas. Będzie prezesem TVP, Polskiego Radia, a może Polskiej Agencji Prasowej? Cokolwiek to będzie, Kurski będzie służył Kaczyńskiemu lojalnie.

Tak to jest z tymi, którzy się po latach na prezesa nawracają. A Kurski na nowo uwierzył i w talenta polityczne Jarosława Kaczyńskiego, i w zamach smoleński. Ta wiara czyni cuda. Cud w przypadku Kurskiego jest teką wiceministra z obietnicą czegoś większego.

A jeszcze parę lat temu, w 2011 r., gdy Kaczyński wyrzucił Kurskiego z partii za knowania przeciwko niemu, Kurski atakował: „PiS jest jak kolonia karna. Kaczyński sprawdziłby się w roli dyrygenta, tyle tylko, że batuta pomyliła się dyrygentowi z batem. Brzmi podobnie, ale to jednak nie to samo”.

A jeszcze niedawno szarżował nawet na Macierewicza za hipotezę zamachową: „Twierdzenie bez stuprocentowych dowodów, że był to zamach, immunizuje Rosjan od odpowiedzialności za złe naprowadzanie. Macierewicz buduje potęgę Putina”.

I kompletnie przeobraził swoje poglądy. Wprawdzie na listy wyborcze prezes go nie wpuścił, ale telefonicznie pocieszył, że będzie mógł inaczej służyć PiS.

Telewizja jak narkotyk

Media to jego żywioł. Zawsze na pierwszej linii. Po 1989 r. szybko zaczął robić karierę telewizyjną. Jak opowiadał dziennikarzom „Gazety Wyborczej”, Markowi Wąsowi i Markowi Sterlingowi, w 1991 r. zadzwonił do niego sam prezes telewizji publicznej Marian Terlecki. – Ty jesteś pistolet, a tu, w telewizji, czerwoni mi się okopali. Przyjeżdżajcie z Semką [Piotrem], zróbcie normalny program. Warunek Terleckiego: za trzy tygodnie emisja ich pierwszego programu.

Wyrobili się, powstał program „Reflex”.

Kurski wspominał: „A ja od pierwszego dnia zakochałem się w telewizji, stała się dla mnie narkotykiem. Daje maksimum efektu przy minimalnym wysiłku. Ile osób przeczyta wasz artykuł o mnie? Przy półmilionowym nakładzie może sto tysięcy. A program w telewizji obejrzą miliony”.

Lubi się przechwalać, że udało mu się ujawnić „sojusz środowisk postkomunistycznych ze środowiskiem Michnika i dominującymi mediami”. Sfilmował, jak po radiowym programie o 10. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego do auta Jerzego Urbana wsiadają Monika Olejnik i Adam Michnik.

W czerwcu 1992 r. pracuje w telewizji. To on namawia premiera Jana Olszewskiego, by w nocy 4 czerwca wystąpił w telewizji.

– Była atmosfera zamachu stanu – wspominał Jacek Kurski po latach. – Pojechałem do premiera Olszewskiego do URM i namówiłem go na wystąpienie telewizyjne. Poganiałem, szybciej, szybciej, bo zaraz nas odetną. W telewizji byliśmy przed godziną 23. W Telewizyjnej Agencji Informacyjnej bałagan, ludzie nie wiedzą, kogo słuchać. Zacząłem krzyczeć: natychmiast przygotować studio. Premier wygłosi oświadczenie, posłuchali. Ale to przemówienie było słabiutkie. Olszewski gadał o niczym, nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego go odwołują. Ja bym pojechał ostrzej.

PiS, LPR, PiS

Potem z Semką napisał książkę „Lewy czerwcowy”, o zamachu Tuska, Wałęsy i innych spiskowców na patriotyczny gabinet Olszewskiego. To Jarosław Kaczyński wymyślił wtedy objazdową promocję książki. W styczniu 1993 r. ruszyły uliczne antywałęsowskie manifestacje sympatyków PC z okrzykami: „Bolek do Moskwy”, „Towarzyszu Bolek wynocha do Tworek”, z paleniem kukły Wałęsy.

W 1995 r. nakręcił na podstawie książki film „Nocna zmiana”. To oskarżenie Lecha Wałęsy o knowania, by zniszczyć rząd Olszewskiego ze strachu przed lustracją. Jesienią 1995 r. Wałęsa przegrał wybory prezydenckie z Aleksandrem Kwaśniewskim. O włos.

Kurski: – Wybór Kwaśniewskiego ma dobre strony, zamiast kryptokomunisty społeczeństwo wybrało komunistę jawnego, wszystko więc odtąd będzie jednoznaczne.

Gdy Jan Olszewski w wyborach prezydenckich w 1995 r. dostał 7 proc. głosów i powołał Ruch Odbudowy Polski, Kurski został jego rzecznikiem. Potem był ZChN i jako jego wiceprezes automatycznie wszedł do AWS. Piotr Wierzbicki w „Gazecie Polskiej” zauważył: „No, czegoś takiego to by chyba sam Nikodem Dyzma nie potrafił”.

Po klęsce AWS w 2001 r. złożył rezygnację z członkostwa w ZChN i AWS. – Przystępuję do PiS – ogłosił. Gdy nie dostał miejsca na liście w wyborach samorządowych w 2002 r., odszedł z partii.

I wprosił się sam do Ligi Polskich Rodzin Romana Giertycha. – Sam do niego zadzwoniłem. Bardzo miło zaprosił mnie do LPR. Mogłem kandydować na prezydenta Gdańska. Znów byłem w grze – wspominał po latach.

W 2004 r. w tajemnicy przed Giertychem negocjuje z PiS. Haruje w kampanii parlamentarnej i prezydenckiej. W 2005 r. wchodzi do Sejmu z listy PiS.

Kurski do dziennikarzy: – Walcie na czerwonym, Bóg się zlitował i w końcu mam immunitet.

Ciemny lud to kupi

Kurski lubuje się w bon motach. Ma ich na koncie całkiem sporo. Przyznaje, że („w sferze frazeologii i obrazowania świata polityki jest chłonnym uczniem Jarosława Kaczyńskiego”.

Najsłynniejsze to „ciemny lud to kupi”. Wymyślił je właśnie podczas kampanii w 2005 r.

Był październik 2005 r., tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, Donald Tusk mierzy się z Lechem Kaczyńskim. Kurski w tygodniku „Angora” sprzedaje „rewelację”: dziadek Tuska był w Wehrmachcie! Chodziło o oskarżenie Tuska, że proniemieckość ma w genach.

Kurski się tłumaczy, że to wina dziennikarzy, bo łazili za nim i dopytywali się o dziadka Tuska. Sprzedał im więc plotkę, że przodek Tuska zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu.

Słowa „ciemny lud to kupi” Kurski wypowiedział 14 października 2005 r., czyli kilka dni po rozpętaniu afery, przed nagraniem w studiu Radia TOK FM. Tomasz Lis – w obecności Wiesława Władyki, Tomasza Wołka i Katarzyny Kolendy-Zaleskiej – zapytał Kurskiego: „Dlaczego w ogóle zacząłeś z tym dziadkiem Tuska?”.

Kurski: „Z tym Wehrmachtem to lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi”.

Kurski tych słów się wypiera.

Zaraz po debacie telewizyjnej Tusk zagadnął Lecha Kaczyńskiego: – Dlaczego trzymasz tego sk… Kurskiego?

– Może i jest sk…, ale wolę go mieć po swojej stronie – miał odpowiedzieć Kaczyński.

– Lech tak o mnie powiedział? – dziwił się Kurski – No cóż. Mam cztery lata, żeby mu udowodnić, że naprawdę jestem potrzebny PiS. Bo robienie wyłącznie kampanii już mnie nie kręci. Będę bulterierem Kaczyńskich. Nie zawiodą się na mnie.

Powtórka z rozrywki

I dziś w swojej „biało-czerwonej drużynie” chce go mieć Jarosław Kaczyński. Więc prof. Gliński wziął go do Ministerstwa Kultury, ale jak sam przyznaje – „na krótko”. Potem najpewniej zajmie się mediami publicznymi. Ciągle nie jest jasne, czy to będzie TVP, PR czy może PAP. Ale pewnie ze względu na jego „telewizyjne zakochanie” najbardziej marzy mu się fotel na Woronicza.

W czerwcu 2006 r., gdy PiS właśnie przejmował media publiczne, dziennikarze „Faktu” sfotografowali kartkę, którą podczas posiedzenia Sejmu Kurski podał Kaczyńskiemu. To były jego sugestie, kogo awansować: „Program 3 Polskiego Radia – Jola Kucharska; redakcja sportowa TVP – K. Miklas; TV Polonia – Robert Terentiew”. – A w ogóle jakim cudem to ustrzeliliście? To jest skandaliczne! – krzyczał Kurski do dziennikarzy „Faktu”. Był okropnie zdenerwowany. Nie jest jasne, czym bardziej. Tym, że dziennikarze ujawnili jego typy, czy tym, że Kaczyński je zlekceważył?

Premier Józef Oleksy żartował sam z siebie, że „wszędzie go potrzebują”. Kurski mógłby powiedzieć, że wszędzie może służyć Kaczyńskiemu.

Zobacz także

bulterierKurski

wyborcza.pl

Ośmieszyć Trybunał

Ewa Siedlecka Gazeta Wyborcza, 20.11.2015

Trybunał Konstytucyjny

Trybunał Konstytucyjny (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

PiS nie chce obsadzić Trybunału swoimi sędziami. PiS chce Trybunał zniszczyć. Partii, która niepodzielnie sprawuje władzę wykonawczą i ustawodawczą, nie jest potrzebny Trybunał posłuszny. Znacznie wygodniej pozbawić go znaczenia.

Trybunał wewnętrznie skłócony, w którym część sędziów ma wątpliwą konstytucyjnie legitymację do orzekania, będzie postrzegany jako niewiarygodny – i to będzie eksponował PiS. Trybunał będzie też sparaliżowany wewnętrznymi sporami: tak merytorycznymi, jak personalnymi. W tych warunkach trudno będzie zebrać większość dla sensownych czy w ogóle jakichkolwiek rozstrzygnięć.

Do tego należy się spodziewać, że to nie koniec zmian w ustawie o Trybunale. Następną może być powrót do już zgłaszanego przez PiS pomysłu, by tzw. pełny skład konieczny do orzekania w najważniejszych sprawach wynosił nie dziewięciu, ale np. 11, albo 13 z 15 sędziów. I podnieść np. do dwóch trzecich większość potrzebną do wydawania wyroków. Przy skłóconym Trybunale oznacza to niemożność orzekania. Do tego dojdzie postawienie przez prezydenta na czele Trybunału – jako prezesa – osoby, która będzie destabilizowała Trybunał i wprowadzała chaos także tam, gdzie chodzi o sprawność orzekania, wyznaczanie składów sądzących, terminów rozpraw itp.

Orbán zniszczył węgierski Trybunał, odbierając mu większość kompetencji. Ale musiał zmienić konstytucję. PiS wybrał drogę sprytniejszą i wymagającą mniej zachodu: manipulacji w ustawie, dzięki którym Trybunał sam się wykrwawi.

Zobacz także

piSNieChce

wyborcza.pl

 

„Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków. To prezydent PiS i nawet nie próbuje udawać, że jest inaczej”

Anna Siek, 20.11.2015
– Chciałoby się mieć prezydenta, który przynajmniej zachowuje pozory, że jest prezydentem wszystkich Polaków. A tu nawet nie ma próby zachowania pozorów – mówił w TOK FM Tomasz Wołek. Publicystę zbulwersowała decyzja Andrzeja Dudy o ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników z CBA.

 

Wołek nie ma wątpliwości, że zapewnienia, powtarzane przez Andrzeja Dudę w czasie kampanii i po objęciu prezydentury, że „będzie się być prezydentem wszystkich Polaków i budować wspólnotę to po prostu nieprawdy”.

– Prezydent ułaskawiając Mariusza Kamińskiego zrzucił wszystkie maski, złamał dobry obyczaj i jak ocenia wielu prawników – złamał prawo – ocenił w „Poranku Radia TOK FM”.

Zobacz także

 

dudaNieJest

TOK FM

Stępień: To wygląda na zamach stanu

Rozmawiała Agnieszka Kublik, 20.11.2015

Jerzy Stępień

Jerzy Stępień (Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta)

Prezydent, ułaskawiając Kamińskiego, wkroczył w kompetencje sądu, a odmawiając zaprzysiężenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego – w kompetencje Sejmu. Rozmowa z Jerzym Stępniem, byłym prezesem Trybunału Konstytucyjnego

AGNIESZKA KUBLIK: Od kiedy władzę przejęli prezydent Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński, narastają wątpliwości, czy władza nie łamie prawa.

JERZY STĘPIEŃ: I ja je mam. Widzę, że grają według jakichś innych reguł prawnych niż te, które znam. Blokowanie przez prezydenta Andrzeja Dudę zaprzysiężenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego i ułaskawienie niewinnego Mariusza Kamińskiego to dramatycznie niebezpieczne precedensy.

Niewinnego? Nie został uniewinniony, tylko ułaskawiony.

– Dopóki nie ma prawomocnego skazania, obowiązuje zasada domniemania niewinności. Sędziowie mówią, że nie znają przypadku w polskim orzecznictwie sądowym ułaskawienia osoby niewinnej. Gdyby ten precedens miał się upowszechnić, uniemożliwiłby funkcjonowanie władzy sądowniczej. Bo prezydent przejął od sądu funkcję orzekania o winie.

Duda tłumaczy, że chciał uwolnić wymiar sprawiedliwości od tej sprawy.

– To głębokie złamanie zasady trójpodziału władzy. Konstytucja powiada, że władza sądownicza jest odrębna od władzy wykonawczej i ustawodawczej. A prezydent orzekł o winie Kamińskiego, zdecydował, że to uczciwy człowiek, nic złego nie zrobił, ścigał korupcję. To nie jest ułaskawienie w tradycyjnym znaczeniu, w znaczeniu konstytucji i naszego prawodawstwa. To jest zastąpienie sądu w jego podstawowej funkcji.

I rodzi nowe problemy. Skoro nie ma winnego, to nie ma przedmiotu łaski. A zatem ułaskawienie jest bezskuteczne. To oznacza, że sąd powinien kontynuować postępowanie.

Ależ prezydent Duda napisał do sądu: „Umarzam postępowanie”.

– Głowa państwa nie jest organem procesowym, nie może umorzyć żadnego postępowania (wyjątek to postępowanie o ułaskawienie).

To wojna wypowiedziana przez prezydenta sądom o pozycję w Polsce władzy sądowniczej i niezawisłość władzy sądowniczej. Jej wynik zależy od tego, jak się zachowa sąd. Jeśliby sprawę umorzył, to jakby sam zrezygnował z konstytucyjnej pozycji władzy sądowniczej.

Nasza konstytucja stwierdza, że każdy organ państwa musi działać w granicach i na podstawie prawa. Żaden przepis konstytucji ani ustawodawstwa nie daje prezydentowi podstawy do umorzenia postępowania sądowego. Prezydent nie jest najwyższym sędzią.

Cała ta sytuacja oznacza, że została złamana zasada nadrzędności prawa. Polityk postawił się ponad prawem. To wbrew fundamentom zachodnioeuropejskiej kultury prawnej. W PRL uczono, że prawo to jest wola klasy panującej. Dziś nie ma klasy panującej, jest partia panująca. I wola tej partii staje ponad prawem.

W sprawie ułaskawienia prawnicy mają różne opinie.

– Moim zdaniem prezydent naruszył przynajmniej kodeks postępowania karnego. Tam jest napisane, że ułaskawia skazanych prawomocnie. Przecież nie może powiedzieć, że go nie interesują przepisy kpk.

W ten sposób prezydent Duda dwiema decyzjami zapewnił sobie miejsce w historii polskiego prawodawstwa, we wszystkich podręcznikach prawa konstytucyjnego, karnego i w komentarzach do kpk.

Ta druga to odmowa przyjęcia ślubowania sędziów TK?

– Tak, w ten sposób uniemożliwił rozpoczęcie kadencji pięciu sędziów, bo mogą orzekać dopiero, gdy złożą ślubowanie. Uniemożliwienie im orzekania jest zamachem na władzę sądowniczą. Pan prezydent zaingerował w decyzje Sejmu, bo to Sejm ich wybrał. Prezydent nie powołuje sędziów TK. Powołuje sędziów sądów powszechnych, sądów administracyjnych i Sądu Najwyższego. Prezydent, uniemożliwiając im wykonanie funkcji, wkroczył w materię zastrzeżoną dla Sejmu.

PiS błyskawicznie przygotował nowelizację ustawy o TK, by wybrać pięciu nowych sędziów.

– I powstanie nowy problem: którzy sędziowie mają orzekać? W najczarniejszych snach nie mógłbym sobie wyobrazić sytuacji, że prezydent nie przyjmuje ślubowania sędziów. To groźny delikt konstytucyjny.

Prezydent, ułaskawiając Kamińskiego, wkroczył w kompetencje sądu powszechnego, a odmawiając zaprzysiężenia sędziów TK – w kompetencje Sejmu. To mi wygląda na zamach stanu.

Zamach stanu to przejęcie siłą władzy wbrew obowiązującemu prawu.

– Jesteśmy przyzwyczajeni, że przez „zamach stanu” rozumiemy targnięcie się na władzę, rząd, prezydenta. Ale w państwie, w którym władza jest podzielona, atak na każdy z segmentów władzy jest zamachem na konstytucyjną pozycję tych organów.

Sytuacja jest wyjątkowo groźna. Jedną z podstawowych zasad cywilizacji zachodniej jest zasada reprezentacji, zresztą została wpisana do naszej konstytucji. Ta zasada powiada, że naród sprawuje władzę przez przedstawicieli. I obowiązuje na każdym szczeblu. Żeby być członkiem Rady Europy, trzeba przeprowadzić demokratyczne wybory zarówno do parlamentu, jak i do rad gmin.

W ostatnich działaniach prezydenta i PiS widzę zamach na jedną z podstawowych zasad europejskiego porządku prawnego, budowanych przez wieki.

PiS zniósł rotację na stanowisku szefa sejmowej komisji specsłużb, w efekcie opozycji nie będzie w kolegium ds. służb przy premierze.

– PiS mówi wprost do opozycji: wara wam od służb specjalnych, to nasza domena, my rządzimy niepodzielnie!

Jestem przerażony taką wizją państwa i taką wizją rozumienia prawa. Bo jeśli nie ma niezależnego sądu konstytucyjnego, który jest w stanie uchylić niekonstytucyjną ustawę, to konstytucja jest zbiorem pobożnych życzeń, jak kiedyś napisał twórca europejskiego sądownictwa konstytucyjnego Hans Kelsen.

Po II wojnie światowej wszystkie państwa, które odbudowywały demokrację, tworzyły sądownictwo konstytucyjne. Jego brak wprost prowadzi do dyktatury. W tym kierunku zmierzamy. Niszczenie demokracji zaczyna się od osłabienia sądownictwa konstytucyjnego.

PiS chce, by nowe władze mediów publicznych wybierali prezydent i parlament.

– To mi wygląda na zamach na niezależność tych mediów. To kolejny krok do osłabienia instytucji kontroli władzy. Władza w państwie demokratycznym powinna być przejrzysta, jej struktury powinny być czytelne. Mnie się np. nie podoba, że pan Kaczyński nie jest premierem. W tradycji europejskiej premierem zostaje szef najsilniejszej partii, w przeciwnym razie decyzje wypływają spoza ośrodka premiera. A to jest już niekonstytucyjne.

Komunizm tym się różnił od faszyzmu czy hitleryzmu, że komuniści nie likwidowali instytucji kontrolnych władzy, tylko robili z nich wydmuszki.

Zobacz także

prezydentWkroczył

wyborcza.pl

 

Po exposé premier Szydło. Biblioteki: dziękujemy, mamy się świetnie

Milena Rachid Chehab, 20.11.2015

Nowa część biblioteki przy ulicy Koszykowej w Warszawie

Nowa część biblioteki przy ulicy Koszykowej w Warszawie (JACEK MARCZEWSKI)

Premier Beata Szydło stwierdziła, że biblioteki się zwijają. Jest wręcz przeciwnie. Dzięki funduszom Instytutu Książki, samorządów i ministerstw w ostatnich latach biblioteki na wsiach i w mniejszych miastach staly się waznymi ośrodkami życia kulturalnego i dostępu do wiedzy. Oto liczby.

„Nasz rząd jednoznacznie opowiada się przeciwko temu, co określane jest jako ‚zwijanie państwa’. Proces ten musi być zatrzymany, a w wielu przypadkach odwrócony” – mówiła w swoim exposé premier Beata Szydło, na liście placówek, które się zwijają, umieszczając m.in. biblioteki. Tymczasem w ich przypadku o żadnym zwijaniu nie może być mowy. Reforma bibliotek udawała się w ostatnich latach jak mało co. I nie chodzi tylko o sfinansowanie zakupu ponad miliona nowych książek, ale przede wszystkim o 150 mln zł wydane w ciągu ostatnich pięciu lat przez Instytut Książki (plus wkład własny samorządów) na remont lub budowę aż 245 bibliotek na wsiach i w miastach do 50 tys. mieszkańców.

Dzięki temu z zapyziałych klitek miejsca te zmieniły się w „centra życia kulturalnego i dostępu do wiedzy”, z designerskimi wnętrzami, kącikami dla dzieci, nowymi książkami, płytami i filmami oraz ofertą kulturalną często tak bogatą, że liczba bywalców szybko wzrastała – jak np. w małopolskich Barcicach – kilkakrotnie. Niektóre z bibliotek to także perełki architektoniczne – w ostatniej edycji konkursu Bryła Roku w finałowej dziesiątce najlepszych projektów znalazły się aż dwie placówki: działająca w budynku dworca kolejowego miejska biblioteka publiczna w Rumi oraz wiejska biblioteka w trzytysięcznym Szynwałdzie.

Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa okazał się na tyle skuteczny, że kilka miesięcy temu rząd zapisał kolejne 435 mln zł na dalsze jego prowadzenie (do 2020 r.). Pieniądze te pójdą na rozwój bibliotek już nie tylko publicznych, ale też szkolnych (dodatkowo Ministerstwo Edukacji przeznaczyło na ich modernizację i odświeżenie księgozbioru 150 mln zł). Samorządy mają dorzucić ze swoich budżetów kolejne 231 mln zł.

Rewolucję w bibliotekach robiło zresztą w ostatnich latach nie tylko państwo. Fundacja Billa i Melindy Gatesów wydała 33 mln dol. na wyposażenie w laptopy, aparaty, projektory i drukarki aż 3,8 tys. placówek w małych miejscowościach, dzięki czemu milion Polaków zetknęło się z internetem po raz pierwszy właśnie tutaj. Do ponad połowy bibliotek w Polsce (to 4 tys. miejsc) internet dostarcza Fundacja Orange. Fundacja Ośrodka Karta namawia mieszkańców do przeszukiwania domowych archiwów zdjęć i listów, a ich efektem jest ok. 60 cyfrowych archiwów tradycji lokalnej. Fundacja Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych właśnie w bibliotekach szkoli bezrobotnych i doradza im, a Centrum Edukacji Obywatelskiej pomaga organizować kluby filmowe. W filiach bibliotecznych dyżurują też pomagający wypełniać PIT-y urzędnicy skarbówki oraz policjanci wychodzący z założenia, że mieszkańcy z problemami zgłoszą się tam chętniej niż do komendy.

I choć miejsca te zwykle jak ognia unikały włączania się w kampanię wyborczą, to chyba jednak szkoda, że w ciągu ostatnich miesięcy nie odwiedzali ich także szukający poparcia politycy. Lepiej orientowaliby się teraz, z jakim skokiem cywilizacyjnym mamy do czynienia.

Zobacz także

premierSzydło

wyborcza.pl

 

Jacek Kurski wiceministrem kultury. Ogłosił to prof. Gliński

mw, 20.11.2015

Jacek Kurski

Jacek Kurski (Fot. Wojciech Surdziel / AG)

Jacek Kurski, były polityk PiS, a potem Solidarnej Polski, który nie znalazł miejsca na wyborczych listach, będzie wiceministrem kultury. – Na krótki czas – zapowiedział w radiowej Trójce prof. Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury.

– Miałem spotkanie z panem prezesem, z którego wyszedłem zbudowany i uduchowiony – stwierdził tuż po ogłoszeniu list wyborczych w TVP Info Jacek Kurski. – Jestem do dyspozycji. Czekam na kolejne zadania – dodał.

Zadanie dla Kurskiego znalazło się po wyborach. Prof. Gliński mówił w radiowej Trójce o wiceministrach, których zamierza dziś powołać. Już w czwartek na urząd został nominowany Jarosław Sellin. Za teatry w resorcie będzie odpowiadać wiceminister Wanda Zwinogrodzka, a za narodowe instytucje kultury i zabytki – Magdalena Gawin.

– A Jacek Kurski? – zapytała dziennikarka.

– Będzie powołany pan Krzysztof Czabański, który będzie pełnomocnikiem pani premier ds. przekształcania mediów publicznych. I będzie powołany, na krótki czas, pan Jacek Kurski do analizy struktury ministerialnej – wyjaśnił prof. Gliński.

Tłumaczył też, na czym będą polegały zmiany w TVP.

– Nie oszukujmy się. Przez osiem lat wielu artystów było eliminowanych z powodów politycznych. Na przykład pan Marcin Wolski. Ja mówię o symbolu pewnym, ale takich artystów jest więcej. W TVP jego, Jana Pietrzaka, Ryszarda Makowskiego przez wiele lat nie było – mówi prof. Gliński. – Ci ludzie nie mieli z czego żyć i o tym pamiętamy, i to będziemy naprawiali.

Zobacz także

profGlińskiOgłosił

wyborcza.pl

Reklamy