28.11.14

 

Żakowski do Waszczykowskiego: „Jaki jest przekaz dnia?”. „Jeszcze nie czytałem”

Krzysztof Lepczyński, 28.11.2014
Witold Waszczykowski w studiu TOK FM

Witold Waszczykowski w studiu TOK FM (Fot. tokfm.pl)

– Jaki dziś jest przekaz dnia? – tak Jacek Żakowski rozpoczął rozmowę z Witoldem Waszczykowskim z PiS w Poranku Radia TOK FM. – Porannego jeszcze nie czytałem – przyznał. Wydaje się jednak, że przekaz się nie zmienił: PiS wciąż upiera się przy tezie o sfałszowaniu wyborów. Poseł nie chciał nawet powiedzieć, że chodziło o zwykłe nieprawidłowości. – To semantyka – uciął.
Wczoraj do dziennikarzy omyłkowo trafiły medialne instrukcje dla polityków PiS. Dziś gościem Jacka Żakowskiego w Poranku Radia TOK FM był Witold Waszczykowski, poseł PiS. – Jaki dziś jest przekaz dnia? – zapytał prowadzący.

Przekaz dnia? Nie czytałem

– Porannego jeszcze nie czytałem, zwykle przychodzi koło 10 – powiedział Waszczykowski. – Lenią się! – wtrącił Żakowski. – Nie. Trzeba przejrzeć poranne rozmowy od 7 do 9 i na tej podstawie się ustala. Wieczorny „przekaz” przychodzi o 22. Nie wziąłem Ipada, mógłbym panu przeczytać – mówił poseł.

– Pan nie pamięta!? – zdziwił się Żakowski. – Częściowo tak. Niektóre elementy współtworzę, w dużej partii musi być specjalizacja. Ja się specjalizuję w sprawach międzynarodowych i czasami dzwonią koledzy z biura prasowego, mówiąc „panie pośle, prosimy kilka zdań na temat tej czy innej sytuacji”. To naturalne – przekonywał gość audycji.

Demokracja – tak. Wypaczenia – nie

A jaki jest obowiązujący przekaz PiS na temat wyborów samorządowych? Okazuje się, że niezmienny. – Leszek Miller wycofuje się rakiem z tezy o fałszowaniu wyborów. Teraz już mówi o wypaczeniu… – zauważył Żakowski. – My się nie wycofujemy – podkreślił Waszczykowski.

– Na każdym etapie: przygotowania, przeprowadzania wyborów, rozliczania głosów, jest masa wypaczeń – stwierdził poseł. Pytał, czy ABW i inne służby dysponowały informacją o fatalnie zorganizowanym przetargu informatycznym dla PKW. A jeśli, tak, co z tą wiedzą zrobiono. Wskazywał też, że do dziś nie ma pełnych, oficjalnych wyników wyborów na stronach internetowych komisji wyborczej.

„Wyniki są niewiarygodne”

Waszczykowski powtarzał też błędną tezę o ogromnym wzroście poparcia dla PSL, porównując wybory parlamentarne z samorządowymi. – PSL od lat była sondowana, jak również potwierdzana w wyborach na poziomie 5-7 proc. I nagle skacze do 20 proc. – mówił. – Nie w wyniku ambitnej działalności programowej czy inteligentnych przywódców, tylko w wyniku wypaczenia. Wyniki są niewiarygodne – wskazywał. Żakowski prostował, że w poprzednich wyborach rozbieżności między sondażami i wynikami wynosiły ok. 4 proc. Teraz to 6 proc. – przy większej liczbie głosów nieważnych, utrudniających badania.

Skąd wyborczy sukces PSL >>>

Poseł nie ustępował i mówił, że zastosowanie broszur wyborczych (książeczek) doprowadziło do „ogromnego wzrostu głosów nieważnych”. – O 2 proc. – wskazał Żakowski. – Przed wyborami liczna grupa analityków pokazywała to, nawet prezesowi Jaworskiemu. Wzruszył ramionami i stwierdził, żeby zajmował się tym świat nauki. To sygnał – kontynuował gość Poranka Radia TOK FM.

„Czy to odmęty szaleństwa?”

– Czy rozmawianie o tym, wskazywanie na błędy to odlot? To „odmęty szaleństwa”? – dramatycznie pytał Waszczykowski. – To absolutnie konieczne! – przyznał Żakowski. – Ale to różnica między wzięciem czegoś do ręki i połamaniem. Nie musi pan mówić o sfałszowaniu wyborów, żeby wywołać debatę, że można je zrobić lepiej – zaznaczył prowadzący.

Żakowski stwierdził, że kontestowanie wyborów to „stały punkt pisowskiej gry”. – A gdybyście powiedzieli po prostu: zastanówmy się nad modyfikacjami? Niech pan pójdzie tropem Leszka Millera i powie, że nie chodzi o sfałszowanie, a o nieprawidłowości. Będziemy mieli czystą sytuację – zachęcał. – To semantyka – uciął Waszczykowski.

Zobacz także

TOK FM

PiS tworzy fałszywą legendę wyborczą

Dominika Wielowieyska, Gazeta Wyborcza, 28.11.2014
Prezes PiS Jarosław Kaczyński na konwencji partii przed marszem

Prezes PiS Jarosław Kaczyński na konwencji partii przed marszem „Obudź się Polsko” (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni. PiS uderza w demokrację, jednocześnie krzycząc, że jej broni.
„Wybory samorządowe naruszają standardy demokratyczne i są niezgodne z wymogami instytucji UE, zasługują na ocenę niedostateczną” – stwierdził poseł PiS Krzysztof Szczerski, przedstawiając raport PiS-owskiego gremium o jakże wzniosłej nazwie zespół parlamentarny ds. obrony demokratycznego państwa prawa. Dzień wcześniej Jarosław Kaczyński oskarżył w Sejmie koalicję rządzącą o sfałszowanie wyborów. To jakiś niewyobrażalny obłęd.

Czytamy w raporcie, że Polska nie spełniła standardów dotyczących partycypacji obywateli i realnego pluralizmu politycznego. Czyżby u nas szalała cenzura, a opozycja siedziała w więzieniu?

Nie ma – zdaniem PiS – faktycznego rozdziału władz. A tymczasem jest jasne, że Państwowa Komisja Wyborcza to instytucja kontrolowana tylko i wyłącznie przez władzę sądowniczą. Władza wykonawcza nie ma nic do tego. To właśnie PiS w swoim projekcie zmian proponuje odebranie sędziom kompetencji dotyczących PKW i oddanie ich politykom! To PiS chce zatrzeć ten rozdział między władzą sądowniczą a władzą ustawodawczą czy wykonawczą.

Szczerski stwierdził, że nie ma jasnego i precyzyjnie sformułowanego prawa wyborczego, a to, które obowiązuje, było uchwalane w sposób nietransparentny.

Ale to PiS razem z innymi partiami uchwalał w Sejmie kodeks wyborczy. Dopiero po jakimś czasie zapragnął go zmieniać i wprowadzać polityków do PKW. A już boki można zrywać przy kolejnym fragmencie, w którym czytamy, że nie ma otwartej i uczciwej konkurencji między partiami i kandydatami, bo dominuje „mowa nienawiści i agresywna retoryka polityczna”. Przecież gdy Jarosław Kaczyński mówi o premier Ewie Kopacz „Urban w spódnicy”, a jego rzecznik, że „ta pani jest o trzy poziomy niżej”, to jest to tylko przykład kulturalnej wymiany zdań.

Można oczywiście postulować zmiany w kodeksie wyborczym, np. przywrócić zasadę, że komisje opisują przyczyny nieważności głosów. Choć kiedy Sejm to znosił, uznając za niepotrzebną mitręgę biurokratyczną, to PiS nie protestował.

Można rozważać także inne propozycje. Ale nie można dopuścić do rozplenienia się oszukańczej legendy o wyborach, podobnej do tej, którą PiS rozpowszechniało w sprawie katastrofy smoleńskiej i rzekomego zamachu. I w jednym, i w drugim przypadku ta strategia polegała na tym, że wybierało się różne błędy i wpadki z bardzo różnych szufladek i z nich jak z klocków budowało oderwane od rzeczywistości konstrukcje propagandowe.

Ale tym razem nie można popełnić tego błędu, który popełniono w przypadku Smoleńska. Trzeba budować koalicję, która stawi opór temu szaleństwu. Trzeba powtarzać oczywistości. Wybory były uczciwe, jeśli są podejrzenia, że gdzieś ten proces przebiegał nieprawidłowo, sądy mogą zarządzić powtórkę głosowania w konkretnym okręgu.

Zobacz także

wyborcza.pl

Pojedynek. Poseł PiS kontra dziennikarka-lesbijka

AGNIESZKA URAZIŃSKA, 28.11.2014
Marcin Witko

Marcin Witko (MARCIN WOJCIECHOWSKI)

On: poseł Prawa i Sprawiedliwości, przeciwnik związków partnerskich i faworyt Jarosława Kaczyńskiego. Ona: kobieta po pięćdziesiątce, lesbijka. On: – Wierzę, że ludzie wybiorą mądrze. Ona: – Tomaszowianie już udowodnili, że są mądrzy i otwarci
W internecie na jednym z forów pod tekstem o wyborach prezydenckich w Tomaszowie jeszcze przed pierwszą turą Micky napisał o Agnieszce Łuczak tak: „Nie wejdzie do drugiej tury. Kto normalny zagłosuje na fundamentalistyczną działaczkę skrajnych środowisk lewicowych? Nawet jakby Biedroń, Szczuka, Środa i Grodzka odwiedzili Tomaszów, by wspierać swoją działaczkę, to nie daję tej pani i jej liście więcej niż 3 procent głosów wygenerownych przez gejów, lesbijki i kilku kolegów z redakcji”.

Micky bardzo się pomylił. Na Agnieszkę Łuczak w pierwszej turze wyborów oddano 4973 głosy. Zagłosowało na nią prawie dwa tysiące osób więcej niż na Rafała Zagozdona, prezydenta, który rządził Tomaszowem od dwóch kadencji. Niemal dwa razy tyle co na Jerzego Adamskiego, kandydata Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Głosowało na nią ponad trzy tysiące osób więcej niż na Arkadiusza Gajewskiego z Platformy Obywatelskiej.

Pojutrze, w drugiej turze wyborów, o fotel prezydenta Agnieszka Łuczak, dziennikarka 50+, która nosi na dłoni tęczową bransoletkę, będzie walczyć z Marcinem Witko, posłem PiS, ojcem dwóch córek.

Żadnej sensacji nikt z tego nie robi

W Tomaszowie Mazowieckim mieszka 65 tysięcy osób. Przed drugą wojną światową miasto liczyło się w Łódzkim Okręgu Przemysłowym, bo było ważnym ośrodkiem włókienniczym i liderem w produkcji dywanów. Działało aż 126 fabryk. Upadek zaczął się latach 90., razem z zamykaniem zakładów. Tomaszów stawał się coraz biedniejszy, z bezrobociem sięgającym ponad 19 procent.

Na ulicach o wyborach mówi się chętnie. Na przykład w czasie spacerów z dziećmi. – Bo nareszcie jest o czym gadać. Powinniśmy być dumni, że jesteśmy tolerancyjnym miastem – opowiada Marta, 25-letnia młoda matka (deklaruje, że głosowała na Agnieszkę Łuczak).

Jej znajoma, Katarzyna, również z wózkiem dziecięcym jest także zwolenniczką Łuczak: – Moim zdaniem to raczej chodzi o desperację. W Tomaszowie od lat nic dobrego się nie dzieje. Nie mamy nawet galerii handlowej.

Kobieta w średnim wieku nie chce podawać nazwiska. – Bo jak nie wygra mój kandydat, to boję się zemsty. Tomaszów to małe miasto – tłumaczy. – W pierwszej turze głosowałam na Witko. I w tej też będę. Dlaczego? Bo jestem osobą wierzącą.

69-letnia Krystyna Czaplik też regularnie chodzi do kościoła. – I głosuję na Agnieszkę Łuczak. Przez lata czytałam jej felietony. To mądra kobieta, a my potrzebujemy w Tomaszowie odważnych ludzi, którzy wreszcie zmienią to miasto.

Krystyna Czaplik zapewnia, że orientacja seksualna kandydatki nie robi na niej wrażenia. – To prywatna sprawa. Żadnej sensacji nikt z tego nie robi.

Tomaszów też się może zmienić

Dziennikarz tomaszowskiego Radia Fama, Michał Maruszczak, nie ukrywa, że wynik w pierwszej turze wyborów i wysoka pozycja Agnieszki Łuczak mogą zaskakiwać. – Nikt chyba do końca nie traktował poważnie jej kandydatury. Zrobiła politykom niezły numer. Wyszło na to, że Tomaszów jest nieprzewidywalny. Niby małe, konserwatywne miasto, a z doświadczonymi samorządowcami wygrywa dziennikarka, wiecznie niezadowolona i krytykująca zastaną rzeczywistość we wszystkich jej aspektach. Gdy dodamy do tego pogłoski o jej orientacji seksualnej, z którą zresztą się nie kryła, to sytuacja robi się naprawdę ciekawa. Mam wrażenie, że tomaszowianie mieli już tak dość obecnej władzy, że wolą zagłosować na nowe, nawet jeśli to nowe jest inne, nieznane i niedoświadczone. Wydaje mi się, że wysoka pozycja Agnieszki Łuczak to także efekt tego, że do urn ruszyli młodzi ludzie, dla których kwestie orientacji nie są tak drażliwe jak dla starszych pokoleń. Z drugiej strony mamy do czynienia z dominacją PiS-u w radzie miasta – 20 mandatów i 10 w radzie powiatu. To nokaut dla konkurencji, ale też zagadka, jak taka rada mogłaby współpracować z Agnieszką Łuczak. Wynik drugiej tury jest zatem wielką niewiadomą.

Prezydent Rafał Zagozdon pakuje się w swoim gabinecie: – Napiszcie, że Zagozdon nie jest sfrustrowany wynikami wyborów! Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Zwycięzcom gratuluję. Czy dziwi mnie wysoka pozycja pani Łuczak? Polska się zmienia. W ławach sejmowych jest miejsce dla posła Biedronia i dla posłanki Grodzkiej. Tomaszów też się może zmienić. Mamy starcie dwóch skrajności, ale to demokracja. Na głosowanie na pewno pójdę i oddam ważny głos.

Monika Olczyk z komitetu wyborczego Agnieszki Łuczak: – Agnieszka jest znana w mieście. To nie jest osoba z ulicy. Na początku traktowano nas jak mało znaczący komitecik. A okazało się, że kobieta, która mówi z sensem, rozmawia z ludźmi i chce zmienić miasto, spodobała się ludziom.

Z banerów na tomaszowian patrzy tylko jedna kobieta. Poważna brunetka z krótkimi włosami. Agnieszka Łuczak. Ma 54 lata. Skończyła studia rolnicze we Wrocławiu, a podyplomowo zarządzanie gospodarką lokalną i regionalną na Uniwersytecie Łódzkim. Od 23 lat jest dziennikarką, znaną głównie z krytycznych wobec lokalnych władz tekstów zamieszczanych w „Tomaszowskim Informatorze Tygodniowym”. Regionalna pełnomocniczka Stowarzyszenia Kongresu Kobiet, działa w Stowarzyszeniu Równość i Nowoczesność Wandy Nowickiej. Startowała w tegorocznych wyborach do europarlamentu z listy Europa Plus Twój Ruch Janusza Palikota. Jakiś czas temu wzięła bezpłatny urlop, bo postanowiła zostać prezydentem.

43-letni Marcin Witko pokazuje w internecie rodzinne zdjęcie. Żona, dwie córki i on przy fortepianie. Muzyka pełni w jego życiu ważną rolę – jest absolwentem łódzkiej Akademii Muzycznej, dyplomowanym waltornistą. Przez lata był związany z PSL, po przejściu do PiS udało mu się zdobyć w 2006 roku mandat radnego w Tomaszowie. To nie są jego pierwsze prezydenckie wybory – poprzednio w drugiej turze przegrał z Rafałem Zagozdonem. Rok później zdobył poselski mandat i znów walczy o fotel prezydenta.

Trzeba myśleć głową, a nie jajnikami

O orientacji seksualnej Agnieszki Łuczak po raz pierwszy głośno zrobiło się w 2010 roku za sprawą radnego PO Tadeusza Adamusa. Zaczęło się od pomysłu radnych, którzy chcieli, żeby na sztandarze z okazji 20-lecia samorządu terytorialnego pojawiło się hasło: „Bogu, ojczyźnie, społeczeństwu”. Łuczak, rozpoznawalna z ciętych, często krytycznych wobec władzy tekstów w „TIT” zareagowała szybko: „Niektórzy noszą wciąż głębokie przekonanie, że z Bogiem na ustach w naszym kraju dużo łatwiej robi się karierę polityczną. Przed takimi ludźmi i przed poniewierką na sztandarze, który powiewać będzie nad ciałem, jak na razie ułomnym i nieudolnym, Boga należałoby raczej chronić” – napisała. A radny Adamus na portalu NaszTomaszów odpowiedział tak: „Rozumiem, że pani redaktor jako mniejszość seksualna nie ma najmniejszych szans, aby zostać kiedykolwiek radną, ale to nie powód, aby wylewać osobiste żale na osoby, które pracują niezależnie od dziennikarskiej oceny na rzecz miasta”. I dodał: „Artykuł przekonuje mnie jeszcze do jednej rzeczy. Parytety to porażka, bo trzeba myśleć głową, a nie jajnikami”.

Rozpętała się burza. Do Tomaszowa przyjechali dziennikarze mediów ogólnopolskich, Janusz Palikot (wtedy jeszcze w PO) grzmiał o Adamusie: „Tacy ludzie nie powinni funkcjonować w Platformie i powtarzać takich głupstw”. Obrażoną dziennikarkę przepraszał przewodniczący tomaszowskiej PO i wiceprezydent miasta Grzegorz Haraśny: ” Jest mi wstyd, że czegoś takiego dopuścił się człowiek z mojej organizacji”. Pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania, Elżbieta Radziszewska, wysłała list, w którym przywoływała radnego do odpowiedzialności za swoje słowa. Wsparcie dla Łuczak zadeklarował Komitet Przeciwko Homofobii. Sama Łuczak komentowała zachowanie radnego tak: ” Ordynarnie i brutalnie mnie zaatakował, żeby nie powiedzieć, że mi dokopał. Nie wstydzę się i nie wyprę się swojej orientacji seksualnej, ale to jest wyraz homofobii, ksenofobii i seksizmu”.

Politycy PO rozważali sąd koleżeński nad kontrowersyjnym kolegą. Nie doszło do niego – radny sam wystąpił z Platformy.

Ależ jakie to ma znaczenie?

Cztery lata później, gdy Łuczak ubiega się o urząd prezydenta, kampania przebiega w atmosferze tolerancji. Przynajmniej oficjalnie. Podobno ktoś chodził po domach i informował, że „ta Łuczak jest lesbijką”. A gdy kandydatka na tydzień przed drugą turą wyborów spotykała się z mieszkańcami – jak to ma w zwyczaju – na ulicy w śródmieściu, grupa narodowców miała wyzywać zwolenniczki Łuczak od szmat. Ale oficjalnie o preferencjach seksualnych mówi się w Tomaszowie albo elegancko, albo wcale.

– Ależ jakie to ma znaczenie? – wznosi oczy ku niebu Marcin Witko.

Przyjmuje dziennikarzy „Wyborczej” w swoim biurze przy reprezentacyjnej ulicy Tomaszowa. W tej samej willi mieszczą się biuro Platformy Obywatelskiej i przedszkole Promyczek. Witko właśnie skończył udzielać wywiadu dla lokalnych mediów. Sporo się uśmiecha.

W VII kadencji sejmu poseł Witko był przeciwko projektowi ustawy o edukacji seksualnej i związkom partnerskim. Oddał głos za ustawą odbierającą kobietom prawo do przerywania ciąży. Jest członkiem Parlamentarnego Zespołu na rzecz Ochrony Życia i Rodziny, który chce zmian prawa zgodnych z ideologią hierarchów Kościoła.

– Żyję w duchu chrześcijańskim, mam konserwatywne poglądy – mówi. – Ale szanuję decyzję wyborców i doceniam wynik mojej przeciwniczki. Jak może mi przeszkadzać, że to kobieta? Przecież mam żonę i dwie córki, jestem w domu w mniejszości. A orientacja seksualna? Jestem otwarty na inność. Nie mam zwyczaju zaglądać w czyjeś życie prywatne i również nie lubię tego, jak ktoś zagląda w moje. Po pierwszej turze wyborów przyjmowałem wiele gratulacji, w tym od posła Johna Godsona. Kibicuję innym kolegom posłom, którzy licznie startują w wyborach samorządowych, jest również wśród nich Robert Biedroń.

Witko uważa, że choć ideologicznie jest od swej wyborczej przeciwniczki daleko, to mają też podobne cele. – Oboje chcemy lepszej przyszłości dla Tomaszowa i zgadzamy się, że miastu potrzebny jest plan zagospodarowania przestrzennego, żeby o nowych inwestycjach nie decydowały sympatie, tylko jasno wyznaczone kryteria.

Witko jest zadowolony, że walka wyborcza przebiega w przyjaznej atmosferze. – Ktoś tam komuś jakiś plakat zakleił, ale poza tym jest przyjemnie – ocenia. – Pragnę zwrócić uwagę, że choć wynik Agnieszki Łuczak jest dobry, to jednak wciąż o niemal trzy tysiące głosów gorszy od mojego. Na dobre rządzenie miastem szansę ma jedynie taki prezydent, który ma wsparcie rady miejskiej [90 procent nowej rady w Tomaszowie to członkowie PiS – przyp. red.].

Witko przyznaje, że przed wyborami jest bardzo spokojny. Na pytanie, co będzie, jeśli przegra, odpowiada: – Gdy wygram, zaproszę Agnieszkę Łuczak do współpracy. Trochę krytyki na pewno mi się przyda.

Tomaszów doszedł do ściany

Agnieszka Łuczak nie jest spokojna. Umawia się na spotkanie. Dzień później zmienia zdanie – wolałaby, żeby tekstu nie było, boi się, że publikacja może jej zaszkodzić. W końcu daje się przekonać. Nie ma swojego biura. Dużo pracuje w terenie, bo chce jak najwięcej dowiedzieć się o wyborcach i ich problemach. W centrum Tomaszowa Mazowieckiego organizuje „Herbatkę z kandydatem” – zaprasza przechodniów na ciepły napój i dyskusję. Była w domach pomocy społecznej, a ostatnio wybrała się wieczorową porą nad Pilicę, w miejsce gdzie spotykają się młodzi.

Rzeczowa, skupiona, poważna. – Tomaszów to miasto, które doszło do ściany. Jest umęczone i zniszczone przez ludzi, którzy tylko się układają politycznie. Zdaję sobie sprawę, że niektórym jest wszystko jedno, kto będzie rządził, byle to był ktoś spoza układu. Sporo głosów może być przeciwko obecnej władzy. Ale wielu zna moje poglądy z tekstów, które pisałam, z rozmów, które przeprowadziłam z mieszkańcami. Na sesjach i w urzędzie spędziłam więcej czasu niż niejeden radny. Nie jeżdżę po pijaku samochodem, nie kradnę, nie piję za publiczne pieniądze. Żyję uczciwie, piszę o tym, co widzę. Myślę, że ludzie to doceniają.

Łuczak nie chciała, żeby motywem przewodnim kampanii była jej

orientacja seksualna. – Nie ukrywam się, ale zdecydowanie nie można mnie traktować jako głosu środowisk LGTB – podkreśla. – Mój Tomaszów ma być rządzony przez ludzi przygotowanych do tego merytorycznie, otwarty dla przedsiębiorców, a urząd otwarty na mieszkańców. Wszystkich. A brak poparcia w radzie miejskiej? Na to jest metoda. O zdanie zawsze mogę spytać mieszkańców.

W wywiadzie dla „Wyborczej” sprzed kilku dni Robert Biedroń, kandydat ze Słupska uznawany za wojującego geja, mówił: „To fascynujące, że moja orientacja seksualna nie jest przeszkodą i mogę zostać prezydentem miasta. W Tomaszowie Mazowieckim do drugiej tury weszła zdeklarowana lesbijka Agnieszka Łuczak. Odrobiliśmy więc jako społeczeństwo lekcję tolerancji”. – Nie chciałam dyskusji na ten temat. Chcę dyskutować o problemach miasta. Ale jeśli taka dyskusja jest i pokazuje tomaszowian w dobrym świetle m.in. jako tolerancyjnych, to już jest pozytywna wartość dla Tomaszowa. Bo miasto budzi zainteresowanie mediów i jest pokazywane w dobrym kontekście – jako otwarte, nie zaścianek. Tomaszowowi potrzebna jest dobra prasa, aby nie trafiał na pierwszy strony gazet tylko na okoliczność policyjnych afer i pijanych ciężarnych.

Łuczak wierzy w siebie, ale wybory mocno przeżywa. Co będzie, jeśli przegra? – Wtedy za rok w Tomaszowie będzie referendum, bo dominacji PiS ludzie nie zniosą.

Na forach internetowych gorąco: „Pani Agnieszko, trzymam kciuki!”, „Chyba koniec świata – mniejszość lesbijska chce rządzić katolickim miastem”, „Stawiam na mądrą kobietę, panią Łuczak”, „Witko to wspaniały, kulturalny i inteligentny człowiek”. O Łuczak piszą: „Niech się określi, czy chłop, czy baba”, albo „Jest pani odważną i mądrą kobietą”.

Zobacz także

Gazeta.pl

Sondaż „Wyborczej”. W bitwie o Poznań zapowiada się sensacja. Poza tym II runda dla faworytów

Wojciech Bartkowiak, 28.11.2014
Ryszard Grobelny i Jacek Jaśkowiak

Ryszard Grobelny i Jacek Jaśkowiak

Urzędujący prezydenci wielkich miast obronią się w drugiej turze. Tylko w Poznaniu zanosi się na sensacyjne zwycięstwo Jacka Jaśkowiaka (PO) nad Ryszardem Grobelnym.
Sondaż „Wyborczej” w sześciu dużych miastach, w których odbędzie się druga tura, pokazuje, że bardzo trudno o zmianę w ratuszu, zwłaszcza kandydatom PiS.

W stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO) utrzymuje przewagę nad Jackiem Sasinem z pierwszej tury; dzieliło ich 20 pkt proc. (47 – 27). W niedzielnej dogrywce kandydatowi PiS nie wystarczy poparcie Piotra Guziała z Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, który był trzeci z wynikiem 8,5 proc.

Wybory w Warszawie. Aż 16 proc. warszawiaków jeszcze nie wie, kogo poprze

Spokojny o reelekcję może być też Rafał Dutkiewicz. W debatach, w których był bardziej przekonujący od Mirosławy Stachowiak-Różeckiej, konsekwentnie „straszył” wrocławian, mówiąc o niej „kandydatka PiS”. W pierwszej turze dzieliło ich 16 pkt proc. (42 – 26), dystans ten się utrzymuje.

Największym pewniakiem jest Marcin Krupa, kandydat Forum Samorządowego i ustępującego prezydenta Katowic Piotra Uszoka. Przed drugą turą poparcia udzielił mu Jerzy Buzek. Sondaż pokazuje, że Andrzej Sośnierz (PiS) nie ma szans – Krupa może liczyć na dwie trzecie głosów.

Wybory w Katowicach. Krupa bije Sośnierza

Prawdziwa wojna trwa w Poznaniu. W pierwszej turze Ryszard Grobelny dostał tylko 29 proc. głosów, a Jacek Jaśkowiak (PO) – 22 proc. Grobelnego popiera teraz PiS, którego kandydat miał 20 proc., a Jaśkowiaka SLD i ruchy miejskie – ich kandydaci zebrali ponad 25 proc. głosów.

Ostatnie dni to wymiana ciosów. Grobelny wyciągnął Jaśkowiakowi złamanie ustawy antykorupcyjnej. Nie powinien być w zarządzie gminnej spółki Sport Szklarska Poręba sp. z o.o., bo w tym samym czasie był współudziałowcem i członkiem zarządów innych spółek. Jaśkowiak przyznał, że to kiks. Nie ukrywał dochodów, więc nie podlega karze, broni go też burmistrz Szklarskiej Poręby Grzegorz Sokoliński: – W 2011 r. zrezygnował poprzedni prezes. Były trzy miesiące do Pucharu Świata w biegach narciarskich. Namawiałem Jacka, by nas ratował. Gdyby nie on, zawody by się nie odbyły, byłby wstyd na cały świat.

Wybory w Poznaniu. Jaśkowiak prześcignął Grobelnego. Co zrobią niezdecydowani?

Z drugiej strony okazało się, że na kampanię Ryszarda Grobelnego wpłacił 10 tys. zł Adam Trybusz reprezentujący Von der Heyden Group, która chce zabudować teren zrujnowanego stadionu blisko centrum. Społecznicy i wielu mieszkańców nie zgadzają się na to. Grobelny twierdzi, że o wpłacie Trybusza nie wiedział.

Kto zwycięży w ostatniej bitwie? Nasz sondaż pokazuje, że po 16 latach rządów Grobelnego większość poznaniaków chce zmiany: Jaśkowiak prowadzi 47:41.

Przeciwieństwem Poznania są spokojne debaty w krakowie pomiędzy Jackiem Majchrowskim a Markiem Lasotą (PiS). Wydarzeniem kampanii było tu poparcie Lasoty przez posła PO w sejmiku i byłego wojewodę małopolskiego Stanisława Kracika. Poparcie kolegi wbrew partyjnym zaleceniom nie da mu jednak zwycięstwa.

Wybory w Krakowie. Majchrowski może być spokojny

Poza Poznaniem do niespodzianki może dojść w bydgoszczy. W sondażu przewagę ma prezydent Rafał Bruski (PO), ale co piąty mieszkaniec, który chce iść na wybory, nie wie, na kogo odda głos. Bruski wygrał pierwsze starcie 37 do 20 proc., ale Konstanty Dombrowicz podpisał porozumienie z PiS, którego kandydata w pierwszej turze pokonał o włos.

Zobacz także

wyborcza.pl

Prof. Dudek: „Doszło do zniekształcenia wyniku wyborów”. Żakowski: To bełtanie rzeczywistości

Krzysztof Lepczyński, 28.11.2014
Jacek Żakowski

Jacek Żakowski (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

„Doszło do zniekształcenia wyników wyborów do sejmików” – przekonuje w „Rzeczpospolitej” prof. Antoni Dudek. – Strasznie bym chciał dożyć dnia, kiedy profesorowie politologii i historii będą polskim obywatelom raczej rozjaśniali rzeczywistość, niż ją bełtali – odparował w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski.
„Stała się rzecz bardzo niedobra dla polskiej demokracji” – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Antoni Dudek, historyk i politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. „Z powodu bardzo dużej liczby błędów, popełnionych na kolejnych etapach procesu wyborczego – długo by je wyliczać – doszło do zniekształcenia wyników wyborów do sejmików, a w konsekwencji tego do rozpętania awantury politycznej, która podważa wiarygodność wyborów w oczach części opinii publicznej”.

Awantury to standard

– Może jako politolog pan profesor powinien pamiętać o kilku rzeczach – zaczął w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski, wyraźnie poruszony komentarzem prof. Dudka. – Awantury o wynik wyborów są w Polsce permanentnym zjawiskiem, przynajmniej od 1995 roku, kiedy Inicjatywa 3/4 złożyła w Sądzie Najwyższym 600 tys. protestów z tego powodu, że któryś z kandydatów nieprecyzyjnie określił swoje wykształcenie – mówił Żakowski. Chodziło o Aleksandra Kwaśniewskiego, który zapewniał o swoim wyższym wykształceniu, choć nie obronił pracy magisterskiej. – Jakby ludzie głosowali ze względu na wykształcenie, a nie inne cechy kandydata – stwierdził prowadzący Poranek Radia TOK FM.

Każde wybory są zniekształcone

Jednak to nie koniec obiekcji Żakowskiego. – Zniekształcenie wyniku wyborów jest immanentną cechą każdego systemu wyborczego – zaznaczył. – To politycy decydują, jakiego rodzaju zniekształcenie akceptują. Każdy system liczenia głosów, organizowania głosowania, powoduje, że w jakimś stopniu, najczęściej znacznym, skład wybranych ciał odbiega od woli dużej części wyborców. Głosy nieważne, nieliczone, które przepadają poniżej progu wyborczego… To wszystko są zniekształcenia – zaznaczył Żakowski.

– Strasznie bym chciał dożyć dnia, kiedy profesorowie politologii i historii będą polskim obywatelom raczej rozjaśniali rzeczywistość, niż ją bełtali – skwitował.

Zobacz także

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s