Kopacz, 03.11.2015

 

Zatoka świń – ciąg dalszy. „Krystek” zawinił, dziennikarza powiesili

Piotr Głuchowski, 03.11.2015
Krystian W. bawi się w Dream Clubie, najmodniejszym, obok Zatoki Sztuki, klubie Art Investu

Krystian W. bawi się w Dream Clubie, najmodniejszym, obok Zatoki Sztuki, klubie Art Investu (DREAM CLUB)

38-letni Krystian W., były ochroniarz, karany za kradzieże i oszustwa, amator seksu z dziećmi, wabił na Facebooku dziewczynki. Wedle operacyjnych ustaleń pomorskiej policji zmuszał je do stosunków i jednocześnie nagrywał w ich trakcie, by potem szantażować i dalej wykorzystywać.
Prawdopodobnie też stręczyć. Proceder trwał dekadę – z przerwą na odsiadkę „Krystka” za sprawki samochodowe. Po wyjściu zza krat W. skumał się z Marcinem Turczyńskim, współwłaścicielem spółki Art Invest, która włada sopockim seksklubem tylko dla mężczyzn, dwoma dyskotekami w najlepszym punkcie Monciaka i prestiżową Zatoką Sztuki w Łazienkach Północnych. Zatoka – w założeniu władz miasta prywatny dom kultury – w ciągu czterech lat od powstania zamieniła się w ekskluzywną imprezownię z hotelem, gdzie posiadacze grubych portfeli mogą się bawić z nastolatkami. „Strefa koksu i botoksu” – oto powszechne w Trójmieście określenie czegoś, co oficjalnie nazywa się Multidyscyplinarnym Centrum Kulturalno-Artystycznym (opisaliśmy je we wczorajszej „Wyborczej”).

„Krystek” był krótko prezesem spółki siostry Art Investu, dostarczał dziewczęta do klubów tej firmy, kolejne wabił swymi zdjęciami na jachcie Zatoki i fotografiami samochodów zarejestrowanych na Art Invest. Z ustaleń gdańskich policjantów wynika, że mógł omotać i wykorzystać co najmniej 50 nastolatek, z których jedna – 14-letnia uczennica gimnazjum Anaid Tutguszjan – rzuciła się w marcu tego roku pod pociąg. Zanim odebrała sobie życie, zdążyła przekazać koleżance: „On mnie zgwałcił”. Policja z Gdańska szybko ustaliła, kim jest „on”, bo dzień przed śmiercią dziewczynka spędziła właśnie z Krystianem W.

Prokuratura nie zdecydowała się jednak na wniosek o areszt. „Krystka” nie aresztowano ani w 2010 r., gdy dziewczynka z Wejherowa zgłosiła zgwałcenie w lesie, ani w 2011 r., kiedy inna doniosła o stręczeniu, ani w 2012 r., gdy kolejna nastolatka opowiedziała o uwięzieniu w aucie, zgwałceniu i filmowaniu gwałtu. Nie aresztowano go także w 2014 r., kiedy – według policji – zgwałcił uciekinierkę z domu dziecka w prywatnym klubie zarejestrowanym wówczas na spółkę Turczyńskiego. Dlaczego teraz – po śmierci Anaid – miałoby być inaczej?

Dlatego że matka samobójczyni zwróciła się do dziennikarzy. Sprawą zajęli się najpierw Tomasz Patora z TVN i Mikołaj Podolski z miesięcznika kryminalnego „Reporter”.

Podolski, aby sprowokować organy ścigania do działania, wraz ze współpracowniczką Martą Bilską, wysłał apel o zajęcie się „Krystkiem” do prezydenta Andrzeja Dudy, prokuratora generalnego, rzecznika praw obywatelskich, rzecznika praw dziecka i posłów. Na 460 wysłanych listów nikt nie odpisał. Za to reprezentująca interesy Art Investu warszawsko-sopocka kancelaria prawna wysłała do Sądu Okręgowego w Płocku wniosek o „zakazanie (…) Mikołajowi Podolskiemu rozpowszechniania w jakiejkolwiek formie twierdzeń oraz sugestii dotyczących powódki rozpoznawanej jako Zatoka Sztuki, jakoby ta miała związek z przestępczymi i niemoralnymi działaniami osoby o imieniu Krystian i pseudonimie » Krystek «”.

7 września sąd – bez wcześniejszego procesu i bez udziału dziennikarza – przychylił się do wniosku i od tej pory Podolski nie może pisać o sopockiej aferze. Uzasadnienie: „W ocenie Sądu Okręgowego nie ulega najmniejszym wątpliwościom to, iż przedmiotowe artykuły prasowe naruszają dobre imię. (…) Udzieleniu przedmiotowego zabezpieczenia nie sprzeciwia się również ważny interes publiczny (…), a same sugestie zawarte w przedmiotowych artykułach nie służą żadnym ważnym interesom”.

Po korzystnej dla Art Investu i Zatoki Sztuki decyzji z Płocka prawnicy sopockiej firmy szykują Podolskiemu kolejne szykany: chcą, by na spółkę ze swoim naczelnym wpłacił 50 tys. zł na rzecz sopockiego schroniska dla zwierząt. Proces dziennikarza – wkrótce. A proces Krystiana W. kiedy?

Zobacz także

amatorSeksu

wyborcza.pl

Związek. Jak żyć razem dłuuugo i szczęśliwie

Aleksandra Postoła, 03.11.2015

Fot. 123RF

Badacze patrzą, liczą i wiedzą – czy będzie rozwód czy seks. Jak się kłócić, jak rozmawiać, jak się przepraszać i kochać – ujawniamy naukowy przepis na udany związek.

Związek, czyli sztuka docierania się

Opowiedz mi, jak się poznaliście, to powiem ci, jakie jest twoje małżeństwo. Tylko nie przewracaj oczami! Jeśli to zrobiłeś, to niestety, eksperci od związków nie mają dla ciebie dobrych wiadomości. Bo to, w jaki sposób opowiadamy o początkach naszej znajomości, zdradza, czy za kilka, najdalej kilkanaście lat nadal będziemy razem – pisze w książce „For Better. The Science of a Good Marriage” Tara Parker-Pope, dziennikarka „The New York Times”. Jej małżeństwo, kiedyś zgodne i szczęśliwe, rozpadło się po 17 latach. Parker-Pope wspomina: – Na początku opowiadałam, że poszliśmy na spacer wokół Kapitolu, a ja zapomniałam o bolącej nodze, bo taka byłam zauroczona. Po latach moja opowieść brzmiała nieco inaczej. On zaproponował spacer i oczywiście nawet nie zauważył, że ledwo chodzę. Już wtedy powinno mi się zapalić czerwone światło, ale nie znałam jeszcze tych badań.

Po rozwodzie postanowiła zgłębić naukowe tajniki dobrego związku.

Psychologowie badający małżeństwa lubią się przysłuchiwać naszym wspomnieniom. Ale szczegóły historii nie mają dla nich znaczenia. Istotne jest natomiast, w jaki sposób zostaje ona przedstawiona przez każdego z partnerów. John M. Gottman, psycholog i psychoterapeuta, współzałożyciel The Gottman Institute i autor książki „Why Marriage Succeed or Fail”, do jednego z eksperymentów zaprosił 95 świeżo poślubionych par i zapytał, jak się poznało. Historie opowiedziane przez każdego z małżonków nagrał i zachował do późniejszej analizy. Robił tak co roku przez dziewięć lat, prosząc o ponowne opowiedzenie historii poznania.

Po dziewięciu latach 79 małżeństw nadal było razem. Badacze trafnie odgadli losy 68 z nich. Wyłącznie na podstawie analizy sposobu, w jaki opowiadali o początkach znajomości, można było przewidzieć z ponad 80-procentową pewnością powodzenie w małżeństwie. Na 16 rozwodów udało się przewidzieć aż 13.

Początki znajomości to zazwyczaj sielanka, albo my je tak postrzegamy. Obszary mózgu odpowiedzialne za krytyczne myślenie są wyłączone, a utrzymujący się wysoki poziom hormonu serotoniny daje nam uczucie unoszenia się nad ziemią i motyle w brzuchu. W stanie euforii tworzymy też takie wspomnienia. Po latach, jeśli nasze małżeństwo jest szczęśliwe, wciąż spoglądamy w przeszłość przez te same różowe okulary. Ale jeśli związek się wypalił albo rozpadł, do pamięci wracają tylko negatywne aspekty tamtych dni.

Wspomnienia mogą nadal budzić nostalgię i optymizm, ale mogą też wywoływać żal i rozczarowanie. Pamiętamy, że romantycznie zagubiliśmy się w nieznanym miejscu czy też, że on był ofermą i nie umiał dopytać o drogę? Jednym z ważniejszych czynników prognozujących rozwód jest to, czy mąż (ale już nie żona) wyraża rozczarowanie. W momencie, kiedy mąż zaczyna odczuwać, że związek od początku miał problemy, decyzja o małżeństwie była zbyt pochopna albo on nie był gotowy, jest to wyraźny znak, że relacja upadła. Czerwone światło powinno się też zapalić, jeśli małżonkowie zbyt wiele wagi przywiązują do wzajemnego dopasowania – uważa Ted Huston z University of Texas, autor projektu PAIR dotyczącego małżeństw. Kiedy partner ciągle narzeka, że brakuje zgodności w związku, tak naprawdę mówi, że bycie razem po prostu nie wychodzi.

Gra słów

Uważaj na słowa, kiedy opowiadasz o swoim związku. Jeśli mówisz „my”, „nas”, „nasze”, oznacza to silną więź z partnerem. W nieudanych związkach partnerzy będą używać „ja”, „moje”, „ty”, „twoje”, dystansując się od siebie nawzajem – zauważają badacze z Washington University. Wyobraź sobie, że słyszysz takie wspomnienie: „Wędrowaliśmy po górach i zgubiliśmy drogę, ponieważ tak bardzo zachwycaliśmy się przyrodą” – mówi ona. „Do dziś uważamy, że to była nasza najpiękniejsza wycieczka” – dodaje on. A teraz inne: „Zgubiłeś mapę i dotarcie do domu zajęło wiele godzin. Byłam wykończona” – mówi ona. „Ty i tak nigdy nie lubiłaś chodzić po górach” – odpowiada on.

Na słowa powinniśmy szczególnie uważać podczas kłótni. Na pozytywne zakończenie sporu mogą liczyć te pary, które głównie używają zaimków „ja” i „my”, na przykład: „Czuję się przemęczona sprzątaniem, powinniśmy coś z tym zrobić”. Użycie tych słów świadczy o umiejętności rozwiązywania problemów – zauważają psychologowie z University of Pennsylvania i University of North Carolina w Chapel Hill. Jeżeli natomiast podczas konfliktu ciągle padają słowa „ty”, a szczególnie „ty zawsze” i „ty nigdy”, partnerzy mają wobec siebie wiele negatywnych uczuć. Oznacza to, że nie potrafią rozwiązywać problemów i nie czują się spełnieni w związku.

Przewracanie oczami

Najważniejsze są pierwsze trzy minuty kłótni – podkreśla Gottman. Od tego, jak je rozegramy, zależy, czy przyczyni się ona do wzmocnienia czy pogorszenia naszej relacji. Dobra kłótnia zacznie się od narzekania i wyrażenia własnych odczuć dotyczących konkretnego problemu. Złą charakteryzują atak i litania oskarżeń wykraczające daleko poza granice danej sprawy.

Gottman razem z Sybil Carrere, psycholog z California State University, przeprowadzili eksperyment z udziałem 124 par z kilkumiesięcznym stażem małżeńskim. Od tego, w jaki sposób w czasie tych pierwszych minut dobierali słowa, jakie towarzyszyły im gesty i mimika twarzy, czy wyrażali zainteresowanie czy niechęć, gniew lub napięcie, zależało, czy po sześciu latach nadal byli małżeństwem czy też zmierzali ku rozwodowi. Podnoszenie się z krzesła i chodzenie tam i z powrotem mogą świadczyć o agresji i eskalacji konfliktu. Z drugiej strony brak jakiejkolwiek reakcji werbalnej i niewerbalnej, brak kontaktu wzrokowego, bezruch to oznaki całkowitego wycofania się. Mogą świadczyć o odczuwaniu małej satysfakcji ze związku i nikłego zaangażowania.

Analizując wszystkie tego typu sygnały wysyłane przez pary małżeńskie, Gottman potrafił przewidzieć z 94-procentową pewnością rozpad związku.

Najgorsze, co możemy zrobić podczas ostrej wymiany zdań, to wyrazić pogardę i sarkazm. Przewracanie oczami to najbardziej wyraźny znak, że mamy kryzys w związku. Jest oznaką pogardy i lekceważenia, sugeruje, że to, co mówi druga osoba, jest nieważne. Badając dyskutujące ze sobą pary w kilkuletnich odstępach czasowych, Gottman potrafił doskonale przewidzieć nadchodzący kryzys, opierając się tylko na tej znamiennej ekspresji twarzy.

Reguła pięć do jednego

A może lepiej w ogóle się nie kłócić? Gottman pisze: „Pewna doza nieporozumień jest konieczna, żeby pomóc parze „odchwaścić” związek, wyrzucić problemy, które mogłyby zniszczyć relację. W początkowej fazie małżeństwa pary, które wcale się nie kłócą, są szczęśliwsze. Ale to tylko pozory, ponieważ po kilku latach to właśnie one dążą do rozwodu. Związki, w których spory były obecne od początku, z upływem lat coraz bardziej się stabilizują”.

Jeśli doszło już do kłótni, musimy naprawić atmosferę. Nie wystarczy jednak zwykłe „przepraszam”, mówią psychologowie z University of Washington. Analizując zachowanie, gesty, słowa dyskutujących małżonków, badacze zauważyli pewną zależność. W stabilnych małżeństwach na każde jedno negatywne zachowanie (złe słowo, wywrócenie oczami, wybuch złości) pojawiało się aż pięć pozytywnych (uśmiech, dotyk, pocałunek, miłe słowo). Im gorsza proporcja dobrych do złych zachowań, tym większe zagrożenie rozpadem małżeństwa. Ta prosta reguła „pięć do jednego” sprawdza się podobno w każdym związku.

Ale nie czekajmy z bukietem róż, aż nadarzy się okazja do przeprosin. Dajmy te kwiaty już dziś. Po prostu. Dlatego że żona miała owocny dzień w pracy i chcemy to razem uczcić. Mąż wygrał mecz, zakończył ważny etap projektu. Otwórzmy wino. Przybijmy piątkę. Pary, które potrafią świętować pozytywne wydarzenia, wzmacniają swój związek.

Badacze z University of California w Los Angeles i University of Rochester przetestowali kilkadziesiąt par narzeczeńskich i blisko dwieście małżeństw z około dziesięcioletnim stażem. Każdy miał określić, jak jego partner reaguje, słysząc o odniesieniu jakiegoś sukcesu przez współmałżonka. Rodzaje reakcji badacze podzielili na cztery typy. Aktywna konstruktywna, czyli entuzjastyczna i pełna zainteresowania. Pasywna konstruktywna, kiedy partner nie mówi za wiele, ale przecież my i tak wiemy, że nas kocha i wspiera. Aktywna destruktywna, w której partner widzi nasz sukces w czarnych barwach i wieści zagrożenia. I ostatnia, pasywna destruktywna, gdy brak reakcji jest brakiem jakiegokolwiek zainteresowania. Dwie ostatnie reakcje źle świadczą o jakości związku i w badaniach małżeństwa te wypadły bardzo słabo pod względem poziomu zaangażowania, zadowolenia i intymności. Psychologów zaskoczyło, że również ciche wsparcie partnera nie było wystarczające do bycia szczęśliwym w związku. Nie wystarczy wiedzieć, że partner nas kocha. Musimy regularnie otrzymywać dowody miłości i wsparcia. Jedynie pary, które z fanfarami podchodziły do wszystkich, małych i dużych pozytywnych wydarzeń, czuły się szczęśliwe.

Chciała rycerza na koniu i ma

Rozprawiając o związkach, które się rozpadły, często podsumowujemy: bo mieli zbyt idealistyczne wyobrażenia, a życie ich rozczarowało, dobiło. Czyżby? Coraz więcej badań sugeruje, żeby mimo szarej codzienności nie obniżać poprzeczki. Donald H. Baucom z University of North Carolina przygotował ankiety składające się z kilkudziesięciu pytań dotyczących oczekiwań małżonków. Pytał o finanse, rodzinę, seks, religię, obowiązki domowe, czas wolny, rodzicielstwo. Okazało się, że pary, które miały wysokie, wręcz idealistyczne oczekiwania względem miłości, zaangażowania i porozumienia, otrzymywały to, czego chciały. Na drugim biegunie znalazły się małżeństwa, które niewiele oczekiwały i w konsekwencji mało dostały od partnerów i od życia.

Sandra Murray z University at Buffalo zapytała świeżo upieczone małżeństwa o ich wyobrażenie idealnego partnera, prosiła o opisanie ich faktycznego wybranka oraz tego, jak partnerzy widzą siebie samych. Uczestnicy wypełniali te ankiety co pół roku przez trzy lata. Na przykład ideałem Joanny był chłopak bystry i muskularny, ale niekoniecznie kreatywny. Jej mąż był bystry i kreatywny, ale niezbyt umięśniony. Jeśli Joanna uzna go za bardziej atletycznego, niż jest rzeczywiście, będzie to idealistyczne wyobrażenie.

Po trzech latach szczęśliwsze były te pary, które widziały w partnerach swój ideał. Ludzie znakomicie potrafią zmieniać definicje i dostosowywać je do tego, jak chcą widzieć siebie lub innych, tłumaczy Murray. W oczach Joanny jej mąż był właśnie tym wymarzonym rycerzem na białym koniu, zatem mogła się czuć spełniona.

Ile seksu w małżeństwie

Na każdym etapie małżeństwa należy się bronić przed nudą i rutyną. Psycholog Arthur Aron ze Stony Brook University obserwował ponad 50 par z długim stażem małżeńskim. Podzielił je na grupy. Pierwsza miała spędzać ze sobą wolny czas na przyjemnych, ale dobrze znanych czynnościach, jak wyjście do restauracji, kino. Druga grupa miała za każdym razem zrobić coś nowego i ekscytującego, pójść na tańce, wycieczkę w góry. Po kilku tygodniach wszyscy przeszli test na jakość związku. Wyniki? Motyle w brzuchu ponownie poczuli tylko ci małżonkowie, którzy wspólnie doświadczyli nowych doznań.

Na koniec będzie o seksie. Tym małżeńskim, bo – jak mówią statystyki – za drzwiami małżeńskiej sypialni dochodzi do największej liczby zbliżeń. Dwa lub trzy razy w tygodniu kocha się blisko połowa (47 proc.) Polaków w stałych związkach (formalnych i nieformalnych) i tylko co dziesiąty singiel. Raz w tygodniu seks uprawia prawie trzech na dziesięciu partnerów w związkach i tylko co piąty samotny, czytamy w raporcie z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego „Seksualność Polaków 2011”.

Najgorętszy jest pierwszy rok po ślubie, potem ilość seksu drastycznie spada, policzyła Guillermina Jasso, socjolog z New York University. Zauważyła, że w drugim roku po ślubie pary kochają się średnio o jeden raz w tygodniu mniej niż podczas pierwszych miesięcy. Innymi słowy, to o 52 stosunki mniej rocznie. Po kolejnym roku chce nam się jeszcze mniej, ale spadek już nie jest tak dramatyczny – średnio o 12 stosunków mniej względem poprzedniego roku. Kolejne lata i dekady to już niestety równia pochyła. I tak w dziesiątą rocznicę znowu uprawiamy seks o jeden raz w miesiącu mniej, niż robiliśmy to na pięciolecie. Jeśli chcemy w dwudziestą i trzydziestą rocznicę nadal uprawiać seks, lepiej weźmy się do roboty, zanim będzie za późno.

Dlaczego mniej? Po pierwsze wiek. Średnio co dekadę, licząc od 30. urodzin, o jedną piątą spada liczba zbliżeń. Po 65. roku życia częstotliwość ta leci w dół aż o 60 proc. Po drugie rutyna, przyzwyczajenie i chemia lub raczej jej brak. Romantyczna miłość trwa średnio od półtora roku do trzech lat i wypala się na rzecz innych uczuć, policzyła Cindy Hazan z Cornell University na podstawie wywiadów z 5 tys. kobiet i mężczyzn z różnych krajów. Z seksem może być podobnie jak z innymi nowymi i ekscytującymi rzeczami. Na początku kręcą nas bardzo mocno, ale po pewnym czasie przywykamy i emocje opadają.

Szczególnym zagrożeniem dla seksu jest jego owoc. Wierzgający w łóżeczku bobas pochłaniający hektolitry mleka z piersi mamy skutecznie blokuje wszelkie zbliżenia. Odpowiedzialna jest za to biologia, a nie zła wola partnerki. Karmienie piersią powoduje wytwarzanie prolaktyny i oksytocyny oraz obniżenie poziomu estrogenów i testosteronu. Mieszanka ta redukuje u kobiet ochotę na seks. Jak tłumaczy antropolog Helen Fisher z Rutgers University, miłość romantyczna wyewoluowała po to, żebyśmy znaleźli odpowiedniego partnera do poczęcia dziecka. Jeśli po narodzinach potomka nadal patrzylibyśmy sobie głęboko w oczy, nasze maleństwo pożarłby lew.

Ale większości z nas żaden lew nie zagraża, więc – jak radzi Fisher – nie czekajmy, aż poczujemy pożądanie, po prostu idźmy do łóżka i uprawiajmy seks. Nawet jeśli nie mamy ochoty. Po mniej więcej pięciu minutach bycia blisko siebie sama aktywność seksualna pobudzi do działania hormony dobrego samopoczucia i więzi – poziom dopaminy, wazopresyny i oksytocyny skoczy w górę. Gottman i inni eksperci zachęcają nas do szybkiego seksu po prostu po to, żeby pobudzić życie seksualne. Hormony więzi są wyrzucane bez względu na długość stosunku.

Jeszcze czytasz? To przestań, weź żonę/męża i marsz do sypialni. Dla zdrowia waszego małżeństwa. Ku lepszemu.

Dzieci to problemy

* Dla większości Amerykanów ich najszczęśliwsze lata przypadały na okres przed pojawieniem się dzieci i ponownie dopiero po opuszczeniu przez nie domu – pokazał raport National Marriage Project przeprowadzony na Rutgers University.

* Szwedzkie badania, które objęły 500 tys. kobiet, dają nieco więcej powodów do optymizmu. Dowodzą, że ryzyko rozwodu zaczyna spadać, kiedy dzieci idą do przedszkola, czyli osiągają wiek 3-5 lat. W skrajnych przypadkach kryzys małżeński zmniejsza się, kiedy najmłodsze dziecko skończy 6 lat.

Kilka sposobów na trwały związek

Rozwód w spadku po rodzicach

Małżeństwo dwóch osób mających rozwiedzionych rodziców ma trzy razy wyższe ryzyko rozwodu w porównaniu z osobami pochodzącymi z pełnych rodzin. Wybierzmy osobę, której rodzice nadal są razem.

Podobieństwa zbliżają

Osoby podobne do siebie tworzą bardziej harmonijne relacje. Spróbujmy poślubić osobę podobną do nas samych pod względem pochodzenia, zainteresowań, celów życiowych, wartości i poglądów. Przeciwieństwa przyciągają się tylko na krótką metę.

Najlepiej po trzydziestce

Weź ślub po 25. roku życia. Małżeństwa zawarte przez osoby trzydziestoletnie i starsze najrzadziej kończą się rozwodem.

Seks umacnia związki

Romantyczna miłość trwa średnio od półtora roku do trzech lat. Potem zmniejsza się ochota na seks. Średnio co dekadę, licząc od 30. urodzin, o jedną piątą spada liczba zbliżeń. Jeśli zależy ci na związku, kochaj się z partnerem jak najczęściej. Seks już po pięciu minutach uwalnia w nas hormony dobrego samopoczucia i więzi.

47 procent Polaków w stałych związkach kocha się dwa-trzy razy w tygodniu.

Oglądaj wideo „Nauki dla każdego” i odkrywaj największe zagadki otaczającego Cię świata. Daj się wciągnąć, zafascynować, zadziwić. Spójrz na siebie i rzeczywistość z innej, naukowej strony!

W ”Nauce dla Każdego czytaj też:

Związek. Jak żyć razem dłuuugo i szczęśliwie
Badacze patrzą, liczą i wiedzą – czy będzie rozwód czy seks. Jak się kłócić, jak rozmawiać, jak się przepraszać i kochać – ujawniamy naukowy przepis na udany związek

Związek, czyli sztuka docierania się
Wybierzmy osobę, z którą nie będziemy walczyć o władzę. Stosujmy zasadę: rozmawiam, a nie rozliczam. Bądźmy elastyczni. I róbmy coś razem – mówi prof. Katarzyna Popiołek

Wstyd. Czy można przestać się rumienić?
Niemal wszyscy wstydzimy się trzech rzeczy: swojego wyglądu, niewiedzy oraz tego, jak sobie radzimy w życiu. No i porażek. Wszelkich. Do tego fundujemy sobie jeszcze wstydy narodowe, kulturowe, religijne, rodzinne i w końcu swoje własne, indywidualne i osobiste

Genialny wieśniak. Matematyczne formuły zsyła mu bogini
Srinivasa Aiyangar Ramanujan to niewykształcony kancelista z Madrasu, który olśnił matematyków z Cambridge. Jedna z najbardziej romantycznych i zarazem tragicznych historii w dziejach matematyki

Introligatorstwo. Książki w ludzkiej skórze
„Są książki, których grzbiety i okładki stanowią ich najlepszą część” – napisał kiedyś Karol Dickens i choć z pewnością nie miał na myśli książek, o których chcę dziś opowiedzieć, nic lepiej niż jego słowa nie oddaje ich istoty

Zemsta hakera, czyli jak rozwalić system
Zazwyczaj chodzi o pieniądze. Czasem o bezpieczeństwo narodowe. Bo już od dawna nie o ambicje czy chęć sprawdzenia się. A walka o wolność zeszła już na bardzo daleki plan

badaczePoliczyli

wyborcza.pl

 

Z kim Petru zabrał głosy Platformie

Mariusz Jałoszewski, Daniel Flis, 03.11.2015
Krzysztof Mieszkowski, dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu,
kulturoznawca i krytyk teatralny

Krzysztof Mieszkowski, dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu, kulturoznawca i krytyk teatralny (TOMASZ PIETRZYK)

Nowoczesna Ryszarda Petru wbrew obiegowym opiniom nie będzie w Sejmie reprezentować tylko biznesu i liberałów. W jej szeregach sporo jest byłych działaczy Unii Wolności i PO oraz społeczników.
Partia, która powstała zaledwie kilka miesięcy przed wyborami, wprowadziła do Sejmu 28 posłów, z liderem Ryszardem Petru , byłym bankowcem i wychowankiem Leszka Balcerowicza, na czele. Poza Petru nie ma wśród nich znanych twarzy. Kim są posłowie, na których przerzucili głosy dawni wyborcy Platformy?

Z ruchów miejskich i teatrów

Posłów Nowoczesnej można podzielić na kilka grup. Pierwsza to działacze społeczni i ludzie związani z kulturą.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych jest Krzysztof Mieszkowski , od dziewięciu lat dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu, jednego z najlepszych w Polsce, kulturoznawca i krytyk teatralny.

Z kulturą związany jest też Grzegorz Furgo z Gdańska. Od lat przez swoją firmę organizuje imprezy kulturalne, np. wystawy obrazów Pabla Picassa czy Salvadora Dalego.

Z Torunia dostała się Joanna Scheuring-Wielgus , aktywistka miejska, radna lokalnego Czasu Mieszkańców. Kandydowała na prezydenta Torunia (17 proc. głosów). Menedżer kultury. Jej fundacja wspierała lokalnych artystów.

Aktywistką miejską jest też Ewa Lieder z Gdańska, z wykształcenia ekonomistka. Radna dzielnicy Wrzeszcz związana z Gdańskiem Obywatelskim. Rok temu w wyborach na prezydenta Gdańska uzyskała trzeci wynik. Z kolei Elżbieta Stępień , była radna Kunic pod Legnicą, zakładała lokalne Towarzystwo Przyjaźni Dziecka i Rodziny. Zawodowo pracowała dla SKOK-u i jak Petru – w bankach.

Projekt: Polska

Troje posłów jest związanych ze stowarzyszeniem Projekt: Polska, które promuje społeczeństwo obywatelskie. Projekt powstał z przekształcenia organizacji młodzieżowej Młode Centrum skupiającej osoby o poglądach liberalnych po rozłamie młodzieżówki Unii Demokratycznej.

Adam Szłapka przez sześć lat był sekretarzem generalnym Młodego Centrum. Koordynował duże ogólnopolskie projekty, np. Razem ’89, w ramach którego świętowano 20. rocznicę wolnej Polski. W latach 2006-10 wiceprzewodniczący rady miasta w Kościanie, a przez ostatnie pięć lat w kancelarii prezydenta Komorowskiego zajmował się organizacją wizyt międzynarodowych. Był asystentem ministra Jacka Michałowskiego. Obecnie sekretarz Nowoczesnej.

W kancelarii Komorowskiego pracowała też Monika Rosa , zajmowała się m.in. przygotowaniem obchodów 25-lecia wyborów 1989. Współtworzyła pismo „Liberte!”.

I jeszcze lokalny działacz z Bielska-Białej, ekonomista Mirosław Suchoń . Zasiadał w radzie nadzorczej spółdzielni mieszkaniowej. Fan informatyzacji. W 2005 r. bez powodzenia startował do Sejmu z Partii Demokratycznej.

Z UW i Platformy

Wyrazistą osobowością będzie Katarzyna Lubnauer z Łodzi, blogerka portalu Liberte! Doktor matematyki z Uniwersytetu Łódzkiego, zaangażowana w łódzki Festiwal Nauki, Techniki i Sztuki oraz w Instytut Tolerancji. Od 1994 r. w Unii Demokratycznej, potem we władzach UW. Była radna miejska (pięć lat temu bez sukcesu startowała do samorządu pod szyldem PO). Ostatnio zaangażowała się w akcję „Świecka szkoła”, w ramach której zebrano podpisy pod projektem zniesienia finansowania lekcji religii z budżetu państwa.

Z samorządem związany jest też Witold Zembaczyński , syn byłego prezydenta Opola Ryszarda (PO). Rok temu został radnym Opola. Też był związany z PO, ale odszedł z partii, gdy poparł wiceprezydenta Opola, którego zdymisjonował jego ojciec.

Jerzy Meysztowicz , były wicewojewoda małopolski związany ze Związkiem Polskich Kawalerów Maltańskich, z Platformy odszedł w tym roku. Wcześniej był w UW i Partii Demokratycznej, kilka razy bez powodzenia startował do Sejmu.

Kolejny, który porzucił PO, to Piotr Misiło . Starał się o fotel burmistrza Polic (bezskutecznie), nie uzgodnił tego z PO, co zakończyło się wyjściem z partii. W tym roku wystartował w konkursie na członka zarządu TVP SA, kandydaturę odrzucono. W latach 2004-11 dyrektor zarządzający w Platformie Mediowej Point Group SA, wydawcy m.in. „Wprost”. Był też menedżerem w firmie deweloperskiej J.W. Construction SA. Obecnie współwłaściciel zarejestrowanej na Cyprze spółki zajmującej się doradztwem inwestycyjnym i farmacją. Wszedł na Kilimandżaro i pobił rekord Guinnessa, grając 17 godzin w squasha. Znany z procesu z dziennikarzem „Wieści Polickich” Andrzejem Markiem, który w 2004 r. został prawomocnie skazany za pomówienie. Marek opisał Misiła, wtedy naczelnika wydziału promocji urzędu gminy w Policach.

Mirosław Pampuch , radca prawny specjalizujący się w podatku VAT, członkostwo w PO zawiesił rok temu. Tłumaczył to karierą w samorządzie, która barw partyjnych nie musi mieć. Były wójt Jonkowa pod Olsztynem, starosta olsztyński i radny powiatu.

Blisko PO byli też: * Krzysztof Truskolaski , 25-letni absolwent ekonomii, syn prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego, popieranego przez PO, * Barbara Dolniak , wdowa po Grzegorzu Dolniaku, pośle PO, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Dolniak to sędzia z wydziału cywilnego Sądu Rejonowego w Katowicach.

Z biznesu

Najbogatszym posłem Nowoczesnej może być Adam Cyrański , udziałowiec firm wydawniczych i budowlanych. W 2011 r. zajął 24. miejsce na liście najbogatszych ludzi Świętokrzyskiego według „Strefy Biznesu”, z majątkiem 66,9 mln zł.

Zbigniew Gryglas pracował w ministerstwach Skarbu i Przekształceń Własnościowych oraz w MSWiA (również za czasu rządu PiS). Był jednym z autorów Programu Restrukturyzacji Polskiego Sektora Energetycznego, zasiadał też w radach nadzorczych dużych spółek, np. Naftoport, Polpharma. Obecnie jest związany z firmą, która chce reaktywować produkcję samochodu Syrena. Do Sejmu wszedł, zdobywszy 1011 głosów, z warszawskiej listy, którą pociągnął Petru.

Za to Joanna Schmidt uzyskała najlepszy wynik w Poznaniu, wyprzedzając Tadeusza Dziubę z PiS i Szymona Ziółkowskiego z PO. Zagłosowało na nią 35 202 osoby. Schmidt to doktor nauk ekonomicznych. W firmie zajmującej się wykończeniem wnętrz była dyrektorką działu eksportu. Do niedawna kanclerz prywatnej uczelni Collegium da Vinci w Poznaniu, działała w lokalnych organizacjach biznesowych.

Mniej znani posłowie Nowoczesnej to: * Joanna Augustynowska , współtwórczyni portalu związanego z inwestycjami InvestMap, wykładała na Dolnośląskiej Wyższej Szkole Służb Publicznych „Asesor”, * Paweł Pudłowski , zielonogórzanin, menedżer. Pracował m.in. dla BP International i PLL LOT, obecnie prowadzi własną firmę z branży gazowej, * Marta Golbik po ukończeniu SGH była wykładowcą akademickim. Od trzech lat prowadzi firmę z branży nowych technologii zajmującą się drukiem 3D, * Paulina Hennig-Kloska, była dziennikarka lokalnej rozgłośni radiowej oraz dyrektor oddziału jednego z banków w Gnieźnie.

Lekarze, prawnicy, teolog

W ekipie Petru są jeszcze przedstawiciele wolnych zawodów. Dwoje prawników: * Michał Stasiński , który ma własną firmę doradczo-księgową działającą również w Norwegii, i * Kamila Gasiuk-Pihowicz , adwokat, pracowała w międzynarodowych kancelariach. Ostatnio w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Zajmowała się problemami konstytucyjnymi. W 2004 r. bez powodzenia ubiegała się o mandat eurodeputowanej z ramienia UW. Obecnie rzecznik Nowoczesnej.

Kolejni to lekarze. Marek Ruciński jest ordynatorem w szpitalu wojewódzkim w Poznaniu. Chce znieść monopol NFZ.

Drugi lekarz Radosław Lubczyk prowadzi prywatne gabinety stomatologiczne, jest też prezesem Klubu Sportowego „Wielim” w Szczecinku.

Petru będzie miał też wsparcie posłanki Kornelii Wróblewskiej , doktor nauk teologicznych. Wróblewska przedstawia się jako producentka telewizyjna i reporterka. Na UKSW napisała doktorat z tabloidyzacji mediów. Chce być ekspertem od polityki społecznej.

Zobacz także

wyborcza.pl

MSZ odzyskany, ale opustoszały. Kto gdzie wyjeżdża

Paweł Wroński, 03.11.2015
Puste wnętrze MSZ

Puste wnętrze MSZ (OPEN ARCHITEKCI/projekt)

– Nie wiadomo, kto zostanie szefem MSZ. Wiadomo jednak, że na najwyższych szczeblach spotka niewielu współpracowników poprzedników. W najbliższym czasie trzech wysokich urzędników wyjeżdża na ambasadorów. Inni już wyjechali.
W 2006 r. Jarosław Kaczyński mówił o „odzyskaniu MSZ”. Wtedy ze stanowiska ministra zrezygnował Stefan Meller, zastąpiła go przyjaciółka prezydenta Lecha Kaczyńskiego Anna Fotyga. Nawet politycy PiS twierdzili, że nie był to czas udany. Teraz szanse na ponowne objęcie resortu przez Fotygę są niewielkie. Częściej typowany jest Witold Waszczykowski, b. wiceminister MSZ, wyrzucony przez Sikorskiego za nielojalność.

Czy MSZ czekają czystki? Na razie politycy PiS głośno domagają się odwołania ambasadora w Madrycie Tomasza Arabskiego, b. szefa kancelarii premiera Tuska, który odpowiadał za – ich zdaniem fatalną – organizację wizyty w Smoleńsku w 2010 r. Kto jeszcze? Nie wiadomo.

Dziś w kierownictwie MSZ niewielu jest bliskich współpracowników ministra Radosława Sikorskiego. Bogusław Winid jest ambasadorem w USA, współtwórcą wizyty prezydenta Andrzeja Dudy ogłoszonej przez Pałac Prezydencki jako sukces. Jacek Najder reprezentuje Polskę przy NATO, a Grażyna Bernatowicz jest ambasadorem w Pradze.

Także obecne kierownictwo w dużej części wybiera się na placówki. Ze stanowisk odchodzą wiceminister Henryka Mościcka-Dendys i wiceminister Leszek Soczewica. Jak tłumaczy rzecznik resortu Marcin Wojciechowski (sam udaje się na placówkę w Kijowie), to nie „ewakuacja”, ale zwykła rotacja w związku z zakończonymi kadencjami ambasadorów, objęcie zaś ambasadorskiego stanowiska to kilkumiesięczny proces. Przesłuchania na ambasadorów odbywały się latem, gdy jeszcze wygrana PiS nie była taka pewna.

Mościcka-Dendys, która ostatnio towarzyszyła w większości podróży zagranicznych prezydentowi Dudzie, pojedzie na placówkę do Kopenhagi.

Leszek Soczewica objął placówkę w Bratysławie. To były generał, wykształcony na amerykańskich uczelniach wojskowych, jest uważany za osobę bliską Sikorskiemu.

Większość wyższych urzędników MSZ raczej nie przejmuje się ewentualną zmianą władzy. Np. wiceminister prof. Artur Nowak-Far, wybitny adwokat, został ściągnięty do MSZ przez Sikorskiego, a wiceminister Konrad Pawlik, świetny specjalista od Wschodu, uważany jest za urzędnika idealnie apartyjnego, swoją karierę zaczynał w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego w dziale zagranicznym.

Nowy szef MSZ będzie miał także wolną rękę w obsadzie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Rząd PO-PSL przeprowadził konkurs na nowego szefa placówki, ale ostatecznie jego wynik unieważnił.

Zobacz także

mszOdzyskany

wyborcza.pl

Ryszard Petru o Beacie Szydło: Widziały gały, co brały

Ryszard Petru nie jest zaskoczony tym, że Beata Szydło może nie dostać nominacji na premiera.
Ryszard Petru nie jest zaskoczony tym, że Beata Szydło może nie dostać nominacji na premiera. Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Ryszard Petru odniósł sukces w zeszłotygodniowych wyborach parlamentarnych. Polityk znany jest ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi na temat polskich polityków. Stwierdził, że Donald Tusk uciekł do Brukseli, bo nie chciał przegrać wyborów. Stwierdził również, że żal mu Barbary Nowackiej i boi się Prawa i Sprawiedliwości.

W rozmowie z dziennikarzem TVN 24 Bogdanem Rymanowskim lider Nowoczesnej skomentował ostatnie doniesienia dotyczące tego, że pozycja Beaty Szydło w PiS nie jest niezachwiana i polityczka nie może być pewna tego, że będzie premierem Polski.

– Mamy system premierowski. Premier może u nas dużo, niezależnie od jego pozycji w społeczeństwie. Beata Szydło miała świadomość tego, w jakim składzie będzie pracowała po wygranych wyborach. Widziały gały, co brały – powiedział Ryszard Petru.

Polityk podkreślił, że Szydło nie jest skazana na porażkę, jednak należy pamiętać o tym, że Jarosław Kaczyński już kiedyś odwołał Kazimierza Marcinkiewicza. Beata Szydło może uniknąć podobnej sytuacji ucząc się na błędach odwołanego premiera, wokół którego dymisji było wiele spekulacji. Powinna stworzyć silny rząd.

Ryszard Petru wyraził również swoją opinię na temat flagowej obietnicy PiS – 500 złotych na dziecko. Lider Niezależnej stwierdził, że jest to najbardziej absurdalna ustawa, jaką można sobie wyobrazić. – Jeżeli w ogóle pomagać osobom najbiedniejszym, to poprzez lepszy dostęp do ochrony zdrowia – podsumował. Podkreślił, że Polska nie dysponuje takimi pieniędzmi, a na ten cel potrzebne jest 20 mld złotych. Najpierw trzeba tych pieniędzy poszukać, a dopiero potem można zacząć pomagać.

Źródło: TVN 24

ryszardPetruObeacieSzydło

naTemat.pl

„Czegoś takiego jeszcze nie słyszałam! Kandydatka na premiera zamiast układać swój gabinet wyjeżdża na urlop”

Anna Siek, 03.11.2015

Dominika Wielowieyska

Dominika Wielowieyska (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

– Rozumie, że rząd musi się tworzyć przez jakiś czas. Nie rwałabym włosów z głowy, że to tyle trwa. Ale jeśli kandydatka na premiera bierze wolne, to wydaje mi się to zupełnie abstrakcyjne – oceniła w TOK FM Dominika Wielowieyska. Wg spekulacji mediów, w rządzie PiS mają znaleźć się m.in. Antoni Macierewicz i Zbigniew Ziobro. A Jarosław Gowin wcale nie będzie szefem MON.

 

Gowin na czele MON, to jedna z obietnic składanych w czasie kampanii przez Beatę Szydło. Ale według informacji „Rzeczpospolitej”, zamiast lidera Polski Razem szefem resortu obrony ma być Antoni Macierewicz.

Gowinowi miały zaszkodzić, niezgodne z linią PiS, wypowiedzi na temat przetargu na śmigłowce dla polskiej armii.

 

Jednak zdaniem Dominiki Wielowieyskiej, spekulacje na temat składu rządu i roli Jarosława Kaczyńskiego w dobieraniu ministrów przegrywają z informację, że Beata Szydło wzięła wolne i pojechała na urlop.

– Muszę powiedzieć, że czegoś takiego jeszcze nie słyszałam! Żeby kandydatka na premiera zamiast prowadzić rozmowy z kandydatami na ministrów, układać swój gabinet wyjeżdża na urlop, to coś niebywałego – komentowała dziennikarka „GW” w „Poranku Radia TOK FM”.

– Rozumiem, że rząd musi się tworzyć przez jakiś czas. Nie rwałabym włosów z głowy, że to tyle trwa. Ale jeśli kandydatka na premiera bierze wolne, to wydaje mi się zupełnie abstrakcyjne.

Zobacz także

czegośTakiegoJeszcze

TOK FM

„Szydło przed diabelską alternatywą. Kaczyński stawia na jastrzębie”

Anna Siek, 03.11.2015

Marta Kaczyńska, Beata Szydło i Jarosław Kaczyński

Marta Kaczyńska, Beata Szydło i Jarosław Kaczyński (AP)

„Mówiąc, że rząd będzie gabinetem PiS, a nie Beaty Szydło, Mariusz Błaszczak wyraził to, o czym wszyscy spekulowali, lecz czego nikt z tzw. twardego jądra PiS nie stwierdził wprost” – pisze Michał Szułdrzyński w „Rz”. Dzięki Beacie Szydło, PiS zdobył nowych wyborców. Ale po wygranej to Jarosław Kaczyński rozdaje karty. „Coraz głośniej mówi się, że traktuje on rząd Szydło jak zderzak, który za kilka miesięcy będzie można wymienić”.

 

Beata Szydło najpierw, stojąc na czele sztabu wyborczego, wywalczyła prezydenturę dla Andrzeja Dudy. Jako kandydatka PiS na premiera dała partii poparcie nowych wyborców. Prawo i Sprawiedliwość ma teraz władzę, jakiej nie miała żadna inna partia wcześniej.

Ale sama Szydło ma kłopot.

 

„Wygląda na to, że wiceszefowa PiS stoi przed diabelską alternatywą: zostać premierem w gabinecie, na który nie tylko będzie miała umiarkowany wpływ, ale który w dodatku zyska zupełnie inny wizerunek niż budowany przez nią w kampanii, czy też zrezygnować. Z jednej strony jest więc wejście do historii i objęcie urzędu dającego największą władzę w 36-milionowym kraju. Z drugiej zaś konsekwencje kierowania rządem, w którym mogą się znaleźć Antoni Macierewicz czy Zbigniew Ziobro” – napisał w „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński.

Jastrzębie w rządzie

W PiS nikt nie próbuje udawać, że to wiceprezes Szydło tworzy rząd. „Mówiąc, że rząd będzie gabinetem PiS, a nie Beaty Szydło, Mariusz Błaszczak wyraził to, o czym wszyscy spekulowali, lecz czego nikt z tzw. twardego jądra PiS nie stwierdził wprost” – podkreśla Szułdrzyński.

Jarosław Kaczyński widzi w rządzie dobrze już sprawdzonych w boju Antoniego Macierewicza czy Zbigniewa Ziobrę.

„- Macierewicz musi wejść do rządu. To PiS i Kaczyński wygrali wybory, a nie Beata Szydło – mówi nam polityk prawicy. Coraz głośniej mówi się w PiS, że traktuje on rząd Szydło jak zderzak, który za kilka miesięcy będzie można wymienić” – podsumował Szułdrzyński.

Zobacz także

szydłoPrzedDiabelską

TOK FM

„Gowin przegrał z Macierewiczem przez caracale”

Anna Siek, 03.11.2015

Poseł PiS Antoni Macierewicz i kandydat Zjednoczonej Prawicy na szefa MON Jarosław Gowin w Warszawie przed dyskusją o przyszłości polskiego programu obronnego

Poseł PiS Antoni Macierewicz i kandydat Zjednoczonej Prawicy na szefa MON Jarosław Gowin w Warszawie przed dyskusją o przyszłości polskiego programu obronnego (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Wg informacji „Rz”, to nie Jarosław Gowin stanie na czele MON. Polityków PiS miały oburzyć zbyt łagodne, ich zdaniem, wypowiedzi Gowina na temat przetargu na śmigłowce dla polskiej armii. „Według naszych informacji wypowiedź Gowina wykorzystał Antoni Macierewicz. To on przekonał czołowych polityków PiS, na czele z Kaczyńskim, że Gowin nie powinien zostać ministrem” – informuje „Rzeczpospolita”.

 

Kandydaturę Jarosława Gowina zgłosiła w kampanii Beata Szydło. Zapewniała, że to właśnie były minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska, ma najlepsze kompetencje, by stanąć na czele MON. Zapowiedź nominacji dla Gowina była, reakcją na wzrost aktywności Antoniego Macierewicza, który na spotkaniach z wyborcami wrócił do dobrze znanych spekulacji na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej.

„Ale dziś, po wyborach, wszystko wskazuje na to, że to jednak Macierewicz pokieruje za kilka tygodni polską armią. Powodów jest kilka. Gowin zaszkodził sobie u szefostwa PiS wypowiedziami dotyczącymi swych ministerialnych planów. Według naszych rozmówców chodzi m.in. o wypowiedź dotyczącą finalizowanego przetargu na śmigłowce dla armii. Rząd PO wybrał do ostatecznych negocjacji Caracala produkcji francuskiego koncernu Airbus Helicopters. Politycy PiS krytykowali tę decyzję. W kampanii Macierewicz zapowiadał nawet, że w razie zwycięstwa rząd PiS się z niej wycofa” – napisał Andrzej Stankiewicz w dzisiejszym wydaniu „Rzeczpospolitej”.

 

Nominację dla Gowina miała ostatecznie przekreślić jego powyborcza wypowiedź na temat caracali. Jak relacjonuje dziennikarz „Rz”, w PiS uznano, że kandydat na szefa MON „jest skłonny dogadać się z Francuzami”.

„Według naszych informacji wypowiedź Gowina wykorzystał Antoni Macierewicz, który od wyborów intensywnie lobbował, by zająć posadę szefa MON. To on przekonał czołowych polityków PiS, na czele z Kaczyńskim, że Gowin nie powinien zostać ministrem” – informuje „Rz”.

Jednak nie oznacza to, że były minister w rządzie Tuska nie dostanie stanowiska w gabinecie Beaty Szydło. Wg informacji Andrzeja Stankiewicza, Gowin ma szanse na fotel ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Nie można wykluczyć, że do stanie też stanowisko wicepremiera w rządzie Prawa i Sprawiedliwości.

Zobacz także

gowinPrzegrałZmacierewiczem

TOK FM

Ewa Kopacz w „Tomasz Lis na żywo”: Nie wiem, czy jestem lepsza od Grzegorza Schetyny

Ustępująca premier Ewa Kopacz była gościem poniedziałkowego programu "Tomasz Lis na żywo" na antenie TVP 2.
Ustępująca premier Ewa Kopacz była gościem poniedziałkowego programu „Tomasz Lis na żywo” na antenie TVP 2. Fot. „Tomasz Lis na żywo” / TVP 2

– Trochę współczuję pani Szydło. Ja nie miałam zwierzchnika, który kierowałby mną z tylnego siedzenia – mówiła w programie „Tomasz Lis na żywo” ustępująca premier Ewa Kopacz. Przewodnicząca Platformy Obywatelskiej poinformowała też, że jest za tym, by jak najszybciej zorganizować głosowanie, które zweryfikuje jej przywództwo w partii.

– Platforma Obywatelska przegrała, bo zgubiła swój styl – oceniała Ewa Kopacz, pytana o powody porażki w wyborach parlamentarnych z 25 października. Jej zdaniem, nie mają jednak racji ci, którzy twierdzą, że kampania PO była nieudana. – Na pewno była dla mnie pracowitą kampanią – tłumaczyła szefowa tego ugrupowania.

Ewa Kopacz zdaje się więc nie tracić nadziei na utrzymanie stanowiska przewodniczącej Platformy. W rozmowie z Tomaszem Lisem zdradziła, iż ma plany dalszego zmieniania partii w sposób podobny do tego, w jaki zmieniła gabinet odziedziczony po Donaldzie Tusku. – Porażka to nie klęska – mówiła. I przypominała, że Donald Tusk w 2005 roku również przegrał wybory, co tylko umocniło go do walki o władzę, po którą sięgnął już dwa lata później.

Ustępująca premier jednoznacznie zaprzeczyła też temu, by jej porażkę spowodowały problemy „zamiecione pod dywan”przez poprzedniego szefa rządu, a obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej. – Uważam, że Donald Tusk przez 7 lat zrobił wiele, by Polacy mogli być dumni ze swojego kraju i przeprowadził nas przez kryzys – tłumaczyła Ewa Kopacz.

Rozmówczyni Tomasza Lisa nie chciała natomiast odnosić się do pytań o to, dlaczego byłaby lepszym przewodniczącym PO niż konkurujący z nią minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna. – Nie wiem, czy jestem lepsza. O tym zdecydują ci, którzy będą wybierać – stwierdziła. Ewa Kopacz sądzi, że do jej wizji Platformy przekona działaczy fakt, iż chce ona, by „partia byłą partią obywatelską”.

ewaKopaczNieWiem

naTemat.pl

Kopacz: Współczuję pani Szydło. Ja sama dobierałam skład swojego rządu [U LISA]

past, 02.11.2015
– Panią Szydło zapominano zaprosić na spotkanie, na którym ważyły się losy jej gabinetu. Szczerze jej współczuję – powiedziała w programie „Tomasz Lis na żywo” premier Ewa Kopacz. Zapowiedziała też „gabinet cieni” Platformy.

Ewa Kopacz

Ewa Kopacz (ADAM STĘPIEŃ)

 

– Trochę współczuję pani Szydło – powiedziała Kopacz zapytana przez Tomasza Lisa, czy obserwuje formowanie rządu Prawa i Sprawiedliwości. – Sama byłam przez rok premierem i wiem, jaka odpowiedzialność spada na szefa rządu. Ja nie miałam swojego zwierzchnika, który by z tylnego siedzenia mówił, co mam robić – mówiła premier.

– Z konstytucji wynika, że tylko premier odpowiada za działania rządu i swoich ministrów. Ja sama dobierałam skład swojej Rady Ministrów – stwierdziła. – Panią Szydło zapominano zaprosić na spotkanie, na którym ważyły się losy tego gabinetu. Szczerze jej współczuję z tego powodu – dodała Kopacz.

„To nie pani Szydło wygrało wybory, tylko PiS”

– Platforma będzie miała swój gabinet cieni, swoich ministrów; mało tego, będziemy mieli swoich wiceministrów. Nie pozostawimy ani jednego wystąpienia ministra przyszłego rządu bez komentarza lub bez recenzji – zapowiadała Kopacz.

– Wtedy, kiedy trzeba będzie pochwalić, działanie będzie racjonalne i dobre dla Polaków, to będziemy chwalić. Nie będziemy „nie bo nie” – dodała premier, zapewniając jednocześnie, że „tam, gdzie będzie trzeba ostro recenzować, będziemy to robić”.

Do kwestii tworzenia rządu Beaty Szydło odniósł się też kolejny gość programu Lisa, Leszek Miller.

– To nie pani Szydło wygrało wybory, tylko Prawo i Sprawiedliwość i ci kandydaci, którzy zdobyli mandaty – ocenił. – Dla skuteczności rządzenia, misję tworzenia rządu powinien otrzymywać ten, kto odgrywa główną rolę w danym ugrupowaniu, kto decyduje o wszystkich sprawach – powiedział Miller.

Były premier przewidywał, że Beatę Szydło czeka podobny los, co Kazimierza Marcinkiewicza, który przestał być premierem po niespełna roku.

 

uLisaKopacz

gazeta.pl

Jarosław Wałęsa: Jesteśmy tłustymi kotami. Platforma weźmie się teraz za łby

Wałęsa szczere o kryzysie w PO
Wałęsa szczere o kryzysie w PO Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Szef platformerskiego think tanku i europoseł Jarosław Wałęsa z dużą szczerością skomentował wybory parlamentarne i ich wpływ na to, co dzieje się w Platformie. Jego zdaniem, konflikt jest nieunikniony, ale musi do niego dojść, by partia mogła odzyskać zaufanie Polaków. Wałęsa w najnowszym wywiadzie nie szczędził też sobie i kolegom słów krytyki.

JAROSŁAW WAŁĘSA

Zgadzam się z tym, że jesteśmy tłustymi kotami. Pora, żebyśmy poszli na siłownię i trochę poćwiczyli. Platforma weźmie się teraz za łby. Dziennikarze będą mieli z tego pożywkę, ale to naturalne.

Jarosław Wałęsa widzi PO jako konstruktywną opozycję. Ta jednak w przyszłości powinna używać argumentów, mających „ręce i nogi”. Jako członek Parlamentu Europejskiego stara się dać PiS kredyt zaufania, mimo że jego koledzy i koleżanki są „trochę przestraszeni” wizją rządów prawicy. Sam Wałesa chce jednak wierzyć w zmianę partii Jarosława Kaczyńskiego.

Polityk najbardziej oczekuje jednak ewolucji we własnych szeregach, choć raczej nie widzi siebie jako osoby, która tego dokona. Mimo że nie będzie kandydować na szefa Platformy, wie gdzie ta musi zmierzać. – Teraz jest nowe rozdanie i chcemy od nowa wybrać wszystkich szefów. Czas na wybory powszechne, powrót Platformy do korzeni – stwierdził w rozmowie z Radiem Gdańsk Jarosław Wałęsa. – Sądzę, że partia nie powinna skręcać w lewo. Bardziej powinniśmy pozostać przy środku i zerkać w prawą stronę – dodał.

 

Źródło: Radio Gdańsk

jarosławWałęsa

naTemat.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: