Sopot, 02.11.2015

 

„Newsweek” grzmi, że III RP umarła. Gugała: Po prostu zmieniła się władza. A Polska to coś więcej niż władza

klep, 02.11.2015
Okładka „Newsweeka” przedstawia nekrolog III RP, rzekomo zmarłej po wyborach parlamentarnych. – Polityka i politycy to nie jest Polska. Cała reszta wcale nie umarła – podkreślał w Poranku Radia TOK FM Jarosław Gugała z Polsatu.

 

Jarosław Gugała stwierdził, że okładka „Newsweeka” to zaledwie zabawa słowna. – W Polsce po prostu zmieniła się władza, odbyły się wybory. A Polska to coś więcej niż władza. Nadal żyjemy i pracujemy w tym samym kraju. Nie ma powodu by twierdzić, że się cokolwiek w Polsce zawaliło – wskazywał.

Kiedy Dominika Wielowieyska protestowała, wskazując że wynik wyborów ma spore znaczenie, Gugała odparował: – Mówisz, jakby w Polsce nie było ludzi, tylko władza i stado baranów, które można wieść na rzeź – podkreślił.

 

TOK FM

Błaszczak: Rząd PiS, a nie rząd Szydło

mcia, 02-11-2015
ZOBACZ ZDJĘCIA »Prezes PiS Jarosław Kaczyński (L) i poseł PiS Mariusz Błaszczak (P)

 fot. Tomasz Gzell  /  źródło: PAP

– Trwają konsultacje wewnętrzne, to nie będzie rząd autorski. Tak jak poprzednie rządy były rządami partyjnymi – mówił Mariusz Błaszczak w TVN24.

W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim Błaszczak – sam typowany na szefa MSW – podkreślił, że PiS tworzy rząd partyjny, a nie autorski Beaty Szydło. Czyli rząd Jarosława Kaczyńskiego? – doprecyzował Rymanowski. – To będzie rząd Prawa i Sprawiedliwości. Łączy nas program. Błaszczak, który brał udział w spotkaniu z prezydentem Dudą na temat składu rządu zaznaczył, że rola Beaty Szydło w tworzeniu rządu jest kluczowa, mimo, iż nie brała udziału w naradzie.

Kukiz idzie drogą Palikota

Pytany o ugrupowanie Pawła Kukiza powiedział. – Szkoda, że Paweł Kukiz idzie drogą Palikota. W swoich szeregach ma od narodowców po Liroya, to tworzy problem ze spójnością. To niedobra droga, która spycha na margines – analizował sytuację w ruchu Kukiz’15.

Sellin znów o mediach publicznych i pancernej brzozie

Jarosław Sellin w rozmowie z Dominiką Wielowieyską mówił o pomysłach PiS na zmiany w kulturze. Podkreślił wagę renowacji zabytków, kwestie własności publicznej, uściślenia kto odpowiada za instytucje kultury. – PISF ma autonomię i trzeba wzmocnić politykę państwa w tej dziedzinie. To samo dotyczy TVP. Chciałbym, żeby minister kultury inicjował konkursy na produkcje filmowe. Tak powstały np. scenariusze na temat powstania warszawskiego. W kwestii dotacji, które przyznaje PISF były powody do narzekania, bo czasem dotacje otrzymywały wątpliwej jakości produkcje, podczas gdy film dotyczący katastrofy smoleńskiej nie otrzymał pieniędzy. – Złośliwa jest pani w temacie, w którym nie należy się wyzłośliwiać – mówił Sellin pytany o Wielowieyską, że tylko jedna wersja przebiegu katastrofy smoleńskiej – zawierająca element „pancernej brzozy” jest godna, by ją finansować.

Czyli film o smoleńsku dostanie dotację? – dopytywała prowadząca „Poranek Radia Tok FM”. – Nie wiem z jakimi scenariuszami będą przychodzić twórcy filmów. Poza tym taki film powstał i niedługo wejdzie do kin i być może nie ma powodu, by tworzyć jeszcze jeden. Ale są postacie takie jak Sendlerowa czy Pilecki, które warto pokazać w kinie, to ważne także ze względu na relacje polsko-żydowskie czy rosyjskie.

W kwestii mediów publicznych Sellin podkreślił, że abonamentu nie da się już podnieść, bo nie ma na to społecznego przyzwyczajenia. – Aby wymagać od mediów publicznych realizacji misji, trzeba je lepiej dofinansować. Nie ma co zwlekać, instytucje wyższej użyteczności wymagają nowych przepisów i postaramy się, by były gotowe w przyszłym, 2016 roku – podkreślił poseł PiS.

Witold Gadowski pisze o liście osób do zwolnienia: Katarzyna Janowska – szefowa TVP Kultury, Jerzy Kapuściński TVP2, Monika Sieradzka – szefowa publicystyki w TVP2, szef „Wiadomości” Piotr Kraśko. Pisze o nich „bolszewicy, wredna przykrywka, członkowie komunistycznego klanu”, z kolei Zaremba żąda zwolnienia Tomasza Lisa – przytacza przykłady Dominika Wielowieyska. – To są spory między dziennikarzami. O tym kto pracuje w mediach decydują szefowie tych mediów. Oceniłem program Tomasza Lisa i mam do tego prawo. Na pytanie czy to ja zwalniam Lisa, mówię, że to nie jest rola polityka – tłumaczył gość „Poranka”.

Dominika Wielowieyska nie zgodziła się z tym tłumaczeniem: Jeśli zgłasza pan nazwisko, a jest pan kandydatem na ważny urząd, to proszę by pan nie udawał, że to tylko opinia bez wpływu na rzeczywistość po wyborach. Nie udawajmy, że pańscy nominaci nie będą wykonywać pana poleceń – powiedziała.

Budka: Próbowaliśmy się skontaktować z Moniką Zbrojewską. Nie było to możliwe

10 dni temu była pańską zastępczynią, dziś nie żyje. Pan wie co się stało? – pytał o śmierć Moniki Zbrojewskiej Konrad Piasecki. – Bardzo smutna wiadomość. Nie miałem  zastrzeżeń do jej pracy, nigdy nie informowała mnie o swoich prywatnych problemach – mówił były szef Zbrojewskiej. Wiadomo dlaczego pan ją odwołał, dlatego że została złapana za kierowanie samochodem po alkoholu, ale może to był jakimś poważniejszy problem? – pytał prowadzący „Kontrwywiad RMF FM”. – Nic mi na ten temat nie wiadomo, a moja reakcja była oczywista. Nie ma znaczenia, z jakiego powodu człowiek wsiada za kierownicę po alkoholu. Czy jest to szary obywatel czy minister – reakcja powinna być taka sama, czyli natychmiastowe wyciągnięcie konsekwencji i taka decyzja musiała zostać podjęta. Później próbowaliśmy się skontaktować, rozmawiać z panią wiceminister. Nie było to możliwe. Minister sprawiedliwości podkreślił, że Zbrojewska wypełniała obowiązki dobrze. – Nie widziałem powodów, żeby przychodząc do resortu odwoływać kogokolwiek z tego zajmowanego stanowiska.

Budka kompromisu

Borys Budka, czyli kto? – pyta Konrad Piasecki. – Trzecia droga. Nie brałem udziału w wewnętrznych bojach, nigdy nie byłem w żadnej frakcji. Jestem pewien, że jesteśmy demokratyczną opcją i nie możemy skupiać się na dawnym sporze między frakcjami, trzecia droga jest potrzebna – mówił o swojej kandydaturze na szefa PO.

W czym Budka jest lepszy od Schetyny i Kopacz? – O tym kto jest lepszy zdecydują wewnętrzne wybory. Znaczna część członków PO nie chce wewnętrznej wojny. Jesteśmy partią, która powstawała na szczeblach powiatowych i miejskich i do tego trzeba wrócić.

Jak ocenia pracę premier Ewy Kopacz? – Jestem przekonany, że Kopacz zrobiła wiele w kampanii wyborczej. Błędy powinny być rozważone wewnętrznie. Przykro mi, gdy moi koledzy czynią sobie uszczypliwości w mediach. Próba obciążania Kopacz winą za wynik wyborczy jest niesprawiedliwa. Ale nie można udawać, że nic się nie stało. Ludzie, którzy popełnili błędy, muszą się do tych błędów przyznać – mówił odchodzący minister sprawiedliwości w „Kontrwywiadzie RMF”.

Siemoniak: Gowin byłby lepszy niż Macierewicz

Gowin czy Macierewicz? Kto byłby dobry na pana urząd? – Przez kilka tygodni zdawało się, że będzie to Gowin, a teraz wydaje się, że nim jednak nie będzie. Moim zdaniem Gowin byłby lepszy. Choć dzieli nas dużo, uważam go za odpowiedzialnego polityka mówił w programie „Gość Radia Zet”.

Macierewicz spowoduje drżenie w armii? – Ma bardzo radykalne plany i oceny. Gdy obejmie się urząd inaczej się widzi różne sprawy, ale mimo wszystko to ryzykowna kandydatura. Znamy jego ostre wypowiedzi. To co przystoi publicystom, dla ministra obrony jest obciążeniem. Nie ma radykałów wśród ministrów innych krajów. Wojsko wymaga rozwagi – podkreślił szef MON w rozmowie z Moniką Olejnik.

Tusk nie zrobił nic w sprawie czarnych skrzynek z tupolewa. – Nie można porównywać tych dwóch katastrof. Takie głosy wykorzystujące tragedię do bieżącej gry są bardzo niesprawiedliwe wobec ludzi, którzy pracują nad wyjaśnieniem przyczyny katastrofy smoleńskiej. Dziwi stanowisko Rosji, która nie chce oddać wraku twierdząc, że to nie jest relikwia – przyznał Siemoniak.

Wybory na przewodniczącego PO. – Partia powinna pokazać konsolidację. Wybory nie mogą odbyć się zbyt szybko, trzeba kilku tygodni, by zająć pozycję partii opozycyjnej.

Kierwiński: Nie sądzę, by Tusk chciał zostawić Brukselę

– Tam, gdzie można wygenerować problem dla PO, Prawo i Sprawiedliwość jest aktywne – tylko tak mogę wytłumaczyć to, że pis chwali Grzegorza Schetynę. PO musi mieć lidera, który ma mandat członków, a Ewa Kopacz jest naturalnym liderem. Dajcie nam podejmować decyzje w tym zakresie – apelował szef gabinetu politycznego Ewy Kopacz w „Poranku Radia TOK FM„.

Pytany o to czy dzięki Schetynie możliwy będzie powrót do korzeni PO i odebranie zwolenników Petru i lewicy, Kierwiński podkreślił, że nikt nie zna jeszcze pomysłu Schetyny na rządzenie partią. – Ewa Kopacz określiła już swój ideowy profil – to otwarta, proeuropejska partia, gospodarczo liberalna, ale i z dużą troską o ubogich – wyliczał. – To Ewa Kopacz zaproponowała program dla Śląska, który włącza także gazyfikację i rozbudowę lokalnej infrastruktury.

Kto będzie szefem klubu? – Jeśli zgłosi się pani premier, to będzie naturalnym i najlepszym kandydatem. Nie sądzę, by Tusk chciał zostawić Brukselę. Gdyby miał kogoś poprzeć, to poparłby wszystkie procesy wzmacniające partię.

Miller: Poseł, który zmienia klub powinien tracić mandat

– W debacie, w której uczestniczyli wszyscy liderzy, szef Partii Razem wypadł lepiej niż można było przypuszczać, a potem w ciągu kilku dni media zrobiły jego festiwal i to odebrało nam ten punkt potrzebny do tego, żebyśmy przekroczyli 8 proc. – tłumaczył porażkę wyborczą szef SLD w „Radiu RDC„.

Miller prognozuje, że nowe ugrupowania, które weszły do Sejmu, a które nie są spojone żadną ideą i wartościami, są wrażliwe na magnes siły rządzącej, a PiS będzie miał taką siłę przyciągania. Zdaniem Millera poseł, który zmienił partyjne barwy powinien tracić mandat, bo w ten sposób oszukuje się wyborców.

 

Newsweek.pl

Drużyna A. Macierewicz zapowiada rządową komisję ws. Smoleńska. Zobaczymy tam dobrze znane twarze

Antoni Macierewicz zapewne sięgnie po swoich sprawdzonych "ekspertów".
Antoni Macierewicz zapewne sięgnie po swoich sprawdzonych „ekspertów”. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Antoni Macierewicz zapowiada, że po wyborach zmieni się skład Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i na nowo zajmie się ona katastrofą smoleńską. Wiceprezes PiS nie chciał zdradzić, kto wejdzie w skład gremium, ale wyraźnie zasugerował, że to eksperci, z którymi współpracował dotychczas. Znamy ich aż za dobrze z udowadniania swoich teorii na pękających parówkach czy zgniataniu puszek po piwie.

– Działalność Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, która jest odpowiednia do badania tego typu tragedii, tego typu dramatów, trzeba wznowić – orzekł Antoni Macierewicz. To logiczne, bo wcześniej wiceprezes PiS mówił o tym, że w komisji pracują „sowieccy agenci”. Kto miałby więc wejść w skład komisji? „Pozwoli pani, że odpowiem wymijająco” – rzucił z uśmiechem Macierewicz do Katarzyny Gójskiej-Hejke, która w ciągu niemal 12-minutowej rozmowy zadała raptem cztery czy pięć pytań.

ANTONI MACIEREWICZ

wiceprezes PiS

Nie mam wątpliwości, a wracam właśnie z seminarium, na którym prof. Binienda przedstawiał swoje ostatnie badania, tam zabierali głos różni naukowcy polscy z wielu znaczących uniwersytetów i wyższych uczelni, nie mam wątpliwości, że w Polsce są kompetentni naukowcy, którzy – kiedy przestanie oddziaływać presja, jaka przez ubiegłe pięć lat uniemożliwiała zajmowanie się tą sprawą – będą mogli swój wkład twórczo i przydatnie dla rozwinięcia sprawy rozwinąć.

Źródło: „Wolne Gosy”, Telewizja Republika

Wiceprezes PiS dodał, że to będą naukowcy, którzy nie działali dotychczas przy badaniu katastrofy smoleńskiej, na Twitterze trwa już pełne hejtu ze strony prawicy żegnanie Macieja Laska, dotychczasowego szefa PKBWL. Macierewicz przypominał też, że to szef MON powołuje skład komisji i jej przewodniczącego. Nawet jeśli Antoni Macierewicz nim nie zostanie, nie ulega wątpliwości, że to on przygotuje dla ministra obrony listę kandydatów.

Kto to będzie? Wypowiedź Macierewicza nie pozostawia wątpliwości, w którym środowisku będzie szukał swoich „ekspertów”. To będą twarze znane z kolejnych konferencji prasowych Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 roku czy kolejnych Konferencji Smoleńskich ( z konferencji z 2013 roku). Na tej podstawie można więc wytypować przyszły skład komisji, której rząd PiS powierzy ponowne zbadanie katastrofy.

Wiesław Binienda

To jeden z pierwszych zagranicznych naukowców, których znalazł i namówił do współpracy Antoni Macierewicz. Na co dzień pracuje na University of Akron, zajmuje się odkształceniami materiałów. Już w 2012 roku przekonywał, że skrzydło Tu-154M nie miało prawa roztrzaskać się o brzozę, ale powinno było ją ściąć. Eksperci zarzucili mu nadmierne uproszczenia, a jego tezy krok po kroku obala na swoim blogu w naTemat prof. Paweł Artymowicz.

Binienda wsławił się też akcją zbierania środków na zakup bliźniaczego tupolewa, który po katastrofie został wycofany z użytku i miał zostać sprzedany. Ekspert zespołu Antoniego Macierewicza tłumaczył, że maszyna nie może dostać się w ręce Rosjan. – Mamy podejrzenia, że gdyby Rosjanie go kupili, to podrzucili by jego części do wraku – mówił. A poza tym maszyna miała posłużyć do przeprowadzania eksperymentów i badania przyczyn wypadku.

W podziękowaniu za badanie katastrofy smoleńskiej został nagrodzony (wraz z innymi współpracownikami Antoniego Macierewicza) tytułem „Człowieka Roku ‚Gazety Polskiej'”. Jeździł też po kraju i przedstawiał wyniki swoich prac.

Chris Cieszewski

Jeden z najbardziej kontrowersyjnych współpracowników wiceprezesa PiS. Bohater słynnej konferencji, którą storpedowali internauci dzwoniąc na Skype’a (na ekranie wyświetlały się komunikaty „Władimir Putin dzwoni”). Internauci pamiętają też jego onomatopeję „piuu biuu”, która miałą obrazować prędkość samolotu.

Ale innym razem nie było tak śmiesznie. Cieszewski wsławił się pokazaniem dziennikarzom TVN gestu podrzynanego gardła. Tomasz Sekielski z TVPzarzucił mu współpracę z SB. Jego wkład w badanie katastrofy to rewolucyjna teza, że słynna brzoza była ścięta już 5 kwietnia.

Później okazało się, że amerykański ekspert pomylił ją ze stertą desek. Przy okazji powoływał się na pomoc eksperta, który później zaprzeczył, że pracował z Cieszewskim.

Gregory Szuladziński

Jeden z głównych promotorów tezy o tym, że Tu-154M spadł z powodu wybuchu. Przekonywał, że metal, z którego zbudowano samolot odginał się jak puszka. Później został przelicytowany jeśli chodzi o poziom argumentacji przez Andrzeja Ziółkowskiego, który mówił, że poszycie samolotu pękało jak gotowane parówki.

Szuladziński nie odpuszczał i zaskoczył kolejnym domowym eksperymentem, tym razem z użyciem zapałek. Jak bardzo dalekie to było uproszczenie pokazała w swoim programie Hanna Lis, odtwarzając „eksperyment” z zapałkami i rozmawiając o błędach Szuladzińskiego z Maciejem Laskiem, obecnym szefem PKBWL.

Tezy Szuladzińskiego były ochoczo powielane nie tylko przez Antoniego Macierewicza, ale też przez Jarosława Kaczyńskiego. Powoływano się na autorytet cenionego w Australii naukowca. Tej powagi i sukcesu nie odzwierciedla firma Szuladzińskiego, o której pisał w naTemat Tomasz Machała. To założone w domu przedsiębiorstwo, którego kapitał zakładowy to dwa dolary.

Jan Obrębski

Weteran smoleńskich konferencji, należał do komitetu naukowego już pierwszej, organizowanej w 2012 roku. Angażował się w nie, chociaż nie miał nic wspólnego z badaniem wypadków lotniczych (ale to akurat norma u ludzi Macierewicza). Naukowo zajmował się „mechaniką prętów cienkościennych” i „mechaniką budowli”. Symptomatyczne jest, że pracuje na Wydziale Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej.

Jakie ma więc kwalifikacje, by badać najważniejszą katastrofę lotniczą w polskiej historii? – Już od kilkuletniego chłopca interesowałem się bardzo lotnictwem, modelarstwem lotniczym, nawet zdarzało się, że na święto lotnictwa siedziałem w samolocie bojowym w Białej Podlaskiej (…) –tłumaczył Obrębski prokuratorom wojskowym, którzy prowadzą śledztwo ws. katastrofy. – Oprócz tego wykonałem kilkadziesiąt godzin lotów odrzutowcami pasażerskimi, jako pasażer, przyglądając się temu jak pracują skrzydła i silnik samolotów w czasie lotu (…) w związku z tym czuję się dość kompetentny w tym zakresie – dodawał niezrażony.

Jacek Rońda

Profesor Jacek Rońda z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej zajmował się wszystkim, tylko nie katastrofami lotniczymi. Jest informatykiem, opracował program do spawania pod wodą, jego programy były używane m.in. do spawania turbin w elektrowniach atomowych. Projektował też implanty kości. Zaangażował się w pracę zespołu Macierewicza w 2012 roku, od początku wypowiadając kontrowersyjne tezy.

Na początku AGH spokojnie przyjmowała występy Jacka Rońdy, tłumacząc, że to jego prywatne opinie i ma do nich prawo, a dopóki nie promuje ich na wykładach, uczelnia nie ma pola manewru. Później jednak odcięła się od tez swojego pracownika.

Jak bardzo naukowe jest jego podejście, pokazuje wywiad dla Telewizji Trwam, którego Rońda udzielił w 2013 roku. – Ja w wywiadzie z panem Kraśką trochę zagrałem, z różnych względów. Ponieważ pan Kraśko grał ze mną, no to tak, jak w kartach się gra – mówił z uśmiechem na ustach o debacie, która odbyła się po emisji filmów dokumentalnych o Smoleńsku, które TVP pokazała w kwietniu 2013 roku. – Później ta opowieść o tym dokumencie, to był blef. Tam, w tym dokumencie, nic nie było – dodawał wykładowca AGH.

smoleńskaDrużynaA

 

 

naTemat.pl

Populizm zdobywa Europę

TOKIO – Niedawne zwycięstwo konserwatywnej partii Prawo i Sprawiedliwość w Polsce potwierdza trend narastający w Europie: wzrost nieliberalnego kapitalizmu państwowego pod kierownictwem populistycznych prawicowych autorytarnych liderów. W Rosji nazywa się to putinomiką, na Węgrzech orbanomiką, w Turcji erdoǧanomiką, a we Włoszech berlusconomiką, po dekadzie której kraj dopiero się otrząsa. Bez wątpienia wkrótce w Polsce będziemy obserwować kaczyńskonomikę.

Wszystko to wariacje na ten sam temat: ekonomiczne problemy owocujące chroniczną i wieczną stagnacją wynoszą do władzy nacjonalistycznego przywódcę. Wódz po wyborach zaczyna ograniczać wolności polityczne dzięki ścisłej kontroli mediów, zwłaszcza telewizji. Następnie zaczyna on (do tej pory byli to zwykle mężczyźni, ale Marine Le Pen we Francji będzie pasować do tego schematu, o ile kiedykolwiek dojdzie do władzy) realizować program sprzeczny z celami Unii Europejskiej (jeśli kraj jest jej członkiem) lub innych instytucji ponadnarodowych.

Sprzeciwia się także wolnemu handlowi, imigracji czy bezpośrednim inwestycjom zagranicznym, za to faworyzuje krajowych pracowników i firmy, zwłaszcza przedsiębiorstwa państwowe oraz prywatne firmy i grupy finansowe mające związek z ludźmi władzy. W niektórych przypadkach partie czysto nacjonalistyczne i rasistowskie wspierają taki rząd albo wprowadzają kraj na drogę bardziej autorytarną i antydemokratyczną.

Owszem, takie siły nie rządzą jeszcze w większości Europy. Ale zyskują popularność niemal wszędzie: we Francji mamy Front Narodowy Le Pen, we Włoszech Ligę Północną Matteo Salviniego, a w Wielkiej Brytanii UKIP Nigela Farage’a. Wszystkie te partie uważają rosyjski nieliberalny kapitalizm państwowy za wzór, a prezydenta Rosji Władimira Putina za przywódcę godnego podziwu i naśladowania. W Niemczech, Holandii, Finlandii, Danii, Austrii i Szwecji także rośnie popularność antyunijnych, antyimigracyjnych partii prawicowych.

Większość tych ugrupowań jest konserwatywna pod względem społecznym. Ale ich polityka ekonomiczna – antyrynkowa i pełna obaw przed liberalnym kapitalizmem i globalizacją, która może podważyć narodową tożsamość i suwerenność – ma wiele wspólnego z populistycznymi partiami lewicy, takimi jak grecka Syriza (przed kapitulacją wobec wierzycieli), hiszpańska Podemos czy włoski Ruch Pięciu Gwiazd. W latach 30. tyle samo zwolenników radykalnych partii lewicowych wykonało zwrot i zaczęło popierać autorytarne partie prawicy. I dziś ekonomiczne ideologie partii populistycznych zdają się pokrywać w wielu punktach.

W latach 30. stagnacja gospodarcza i kryzys ekonomiczny wyniosły do władzy m.in. Hitlera w Niemczech, Mussoliniego we Włoszech czy Franco w Hiszpanii. Dzisiejsza stawka nieliberalnych przywódców może nie być jeszcze tak zaraźliwa jak ich poprzedników z lat 30. Ale charakteryzuje ich podobny korporacjonizm gospodarczy i autokratyczny styl.

Powrót nacjonalistycznego, narodowego populizmu nie zaskakuje – takie siły są napędzane przez stagnację gospodarczą, wysokie bezrobocie, rosnące nierówności i biedę, brak szans oraz strach przed migrantami i mniejszościami „kradnącymi” pracę i dochody. Sprzeciw wobec globalizacji – oraz wiążącemu się z tym swobodniejszemu przepływowi usług, kapitału, pracy i technologii – jaki pojawił się w wielu państwach, to także woda na młyn nieliberalnych demagogów.

Jeśli gospodarcze problemy staną się chroniczne, a zatrudnienie i płace szybko nie wzrosną, w wielu europejskich krajach partie populistyczne mogą zbliżyć się do władzy. Co gorsza, zagrożona może być strefa euro, bo opuszczenie jej przez Grecję mogłoby wywołać efekt domina, który w końcu doprowadzi do rozpadu Eurolandu. Z kolei wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może zapoczątkować dezintegrację Europy. Tym groźniejszą, że część krajów (Wielka Brytania, Hiszpania czy Belgia) już jest na skraju rozpadu.

W latach 30. Wielki Kryzys wyniósł do władzy autorytarne reżimy w Europie, a nawet Azji, co w końcu doprowadziło do II wojny światowej. Dzisiejszy powrót nieliberalnych reżimów kapitalizmu państwowego i ich przywódców nie grozi wcale wybuchem wojny, bo w większości krajów Europy rządzą centroprawica i centrolewica wciąż przywiązana do liberalnej demokracji, otwartej polityki gospodarczej i solidnych systemów opieki społecznej. Ale umacniająca się odmiana groźnego populizmu może jeszcze otworzyć puszkę Pandory o trudnych do przewidzenia konsekwencjach.

Wzrost fali antyliberalizmu sprawia, że jeszcze ważniejsza staje się konieczność uniknięcia rozpadu strefy euro i UE. Ale do tego konieczna będzie polityka makroekonomiczna i strukturalna, która wzmocni popyt, tworzenie miejsc pracy i wzrost, ograniczy nierówności dochodowe i majątkowe, da szanse młodym i będzie integrować, a nie odrzucać uchodźców i migrantów ekonomicznych. Tylko śmiała polityka może zatrzymać osuwanie się Europy w stronę nieustającej stagnacji i nacjonalistycznego populizmu. Brak zdecydowania, jaki obserwujemy od pięciu lat, tylko zwiększa to ryzyko.

Jeśli dziś nie zostaną podjęte konkretne działania, to w końcu dojdzie do upadku pokojowego, zintegrowanego, zglobalizowanego państwa ponadnarodowego, jakim jest Unia Europejska. Do głosu dojdą za to dystopijne reżimy nacjonalistyczne. Wizje takich miejsc można znaleźć w literaturze, choćby w „1984” George’a Orwella, „Nowym wspaniałym świecie” Aldousa Huxleya czy najnowszej powieści Michela Houellebecqa „Uległość”. Miejmy nadzieję, że pozostaną one wyłącznie na kartach książek.


Nouriel Roubini, wykładowca w Stern School of Business przy Uniwersytecie Nowojorskim i prezes firmy konsultingowej Roubini Global Economics, za prezydentury Billa Clintona był członkiem zespołu doradców ekonomicznych Białego Domu. Pracował też dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, amerykańskiej Rezerwy Federalnej i Banku Światowego.

populizmZdobywa

naTemat.pl

Gwałty na dzieciach. Kto chroni łowcę z Sopotu?

BOŻENA AKSAMIT, PIOTR GŁUCHOWSKI, 02.11.2015

Krystian W. bawi się w Dream Clubie, najmodniejszym, obok Zatoki Sztuki, klubie Art Investu

Krystian W. bawi się w Dream Clubie, najmodniejszym, obok Zatoki Sztuki, klubie Art Investu (DREAM CLUB)

Zmusił mnie na imprezie, żebym mu zrobiła dobrze ustami w toalecie. A potem szantażował nagraniem w telefonie. Pisał, że pokaże mamie.

>> Łowca nieletnich dziewcząt, znany w Sopocie „Krystek”, od lat jest bezkarny

Po samobójstwie Anaid Tutguszjan jej starsza siostra Kamila została odwieziona do szpitala psychiatrycznego, a matka Joanna przeszła załamanie nerwowe. Gdy jako tako doszła do siebie, wpisała na Facebooku: „Chciałabym poprosić o pomoc wszystkie skrzywdzone dziewczyny. Wiem, że to może być dla was trudne, ale pomożecie w sprawie, w której Krystian W. krzywdzi w podły sposób dziewczynki, kobiety. Rozmawiajcie, dziewczyny, ze swoimi mamami i starszymi siostrami. Możecie pisać do mnie…”.

Od marca do tej pory Joanna Tutguszjan-Skiba odebrała przeszło 40 zgłoszeń. Zuza z Gdańska (imię zmienione): „Zmusił mnie na imprezie, żebym mu zrobiła dobrze ustami w toalecie. Tylko raz. Ale potem szantażował mnie nagraniem w telefonie. Pisał, że pokaże nagranie mamie”.

Martyna z Oliwy (imię zmienione): „Spotkaliśmy się pod moim domem w samochodzie, byliśmy umówieni tylko na przejażdżkę. Jedziemy tu i tam, aż on wjechał w jakiś las. Zaczął mówić: » No słuchaj… teraz to mi wisisz za benzynę, co ją przejechałem, ale możesz coś zrobić, a ci odpuszczę «. Mówię, że mam chłopaka i nie będę nic robić. » No to zrobimy w gumce «. Zgasił silnik i powiedział, że możemy tu stać do rana, aż się zdecyduję”.

Wychowawczyni z Zespołu Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich we Wrzeszczu: „Nasza uczennica została uderzona w twarz przez mężczyznę. Wezwałam policję. Zeznała, że to Krystian z Wejherowa. Policjanci spojrzeli na siebie porozumiewawczo i miałam wrażenie, że znają tego człowieka. Uczennica mówiła, że oferował jej pracę w dyskotece i kusił wysokimi zarobkami. Woził ją samochodem. Po jakimś czasie zaczął żądać zwrotu długu za paliwo. Finał był taki, że przyjechał po nią pod szkołę. To, co mnie uderzyło, to stosunek policji. Funkcjonariusze pytali mnie, czy dziewczyna nie jest prostytutką, sugerując wyraźnie podejrzenia, iż jest galerianką”.

Kaja z Gdyni (imię zmienione): „Boże, popłakałam się. On ma tę samą taktykę – praca jako promotorka klubu itd. Nawet mi to proponował. On musi mieć znajomości w policji”.

„Krystek” wiele razy chwalił się wykorzystywanym dziewczętom, że jest nie do ruszenia, ponieważ ma krewnego w jakiejś komendzie. Jak ustaliliśmy, to nieprawda. Faktem jest natomiast, że przed laty ochraniał dyskotekę we wsi Luzino, gdzie po tańcach goście – w tym policja po służbie – ostro zabawili się z prostytutkami.

W 2013 r. Krystian W. awansował. Został kierowcą i bliskim współpracownikiem Marcina Turczyńskiego, menedżera sopockiej Zatoki Sztuki i udziałowca firmy Art Invest, do której oprócz Zatoki należą m.in. nocny klub na piętrze Krzywego Domku, dyskoteka na placu Przyjaciół Sopotu – między deptakiem a molem – oraz lokal go-go na drugim końcu deptaka, przed torami.

Przez kilka miesięcy Krystian W. był nawet prezesem siostrzanej spółki Art Investu o nazwie Gastronom Mahiki. Jako przyjaciel domu Turczyńskich cieszył się takim zaufaniem szefa, że woził mu dzieci. Bawił też na jachcie Zatoki, miał wolne wejście do wszystkich klubów Art Investu i przyprowadzał tam dziewczyny, które dostawały w dyskotekach angaże. Między innymi bujały się w negliżu na huśtawkach zawieszonych nad głowami tańczących. „Krystek” miał też klucze do samochodów spółki. Fotografował je, robił sobie też zdjęcia na jachcie i w ten sposób wabił dziewczynki na FB.

Screen rozmowy podesłany Joannie Tutguszjan przez jedną z nich:

Krystian: „Hej, potrzebuję na jutro do pracy w Sopocie Zatoka Sztuki Beach Club. Zainteresowana? 25 złotych na godzinę na początek, a jak nie jesteś zainteresowana, to zapraszam na imprezę. Party tylko dla dorosłych. Jeszcze czegoś takiego nie widziałaś”.

Yasmina (imię zmienione): „Mam 17 lat za miesiąc niecały dopiero, więc powinieneś skumać, że i tak się tam nie pobawię”.

Krystian: „A chcesz się założyć? Ze mną praktycznie wszędzie Cię wpuszczą;), a nawet pracę ogarnąłem kilku dziewczynom od 16 lat”.

***

Choć policjanci z Pomorza w ciągu ostatnich lat kilkanaście razy przesłuchiwali „Krystka” w związku z podejrzeniami gwałtów na dziewczynkach z różnych miejscowości. Jednak jego jedyną sprawą jest proces o zgwałcenie nieletniej uciekinierki z sopockiego domu dziecka w marcu 2014 r. Wokandy odbywają się w Pucku, oskarżony na nie nie chodzi, sąd zastosował dozór policyjny i kilkanaście tysięcy poręczenia. Bezrobotny rencista W. wpłacił te pieniądze i nie korzysta z adwokata z urzędu. Zaangażował karnistę Pawła Giemzę, obecnie jednego z dwóch reprezentujących go prawników.

Wedle puckiego aktu oskarżenia „Krystek” zgwałcił dziewczynkę w klubie nocnym zwanym wcześniej Blue Velvet. W 2014 r. był to lokal z barem, kolekcją filmów porno, aparaturą do projekcji, sypialniami i zapasem rosyjskich pseudoszampanów, które na imprezach wlewano do wanny. Jak ustaliliśmy, kilka miesięcy po śmierci Anaid punkt został wyczyszczony do nagich ścian.

Prezesem spółki T&C, do której od lat należy pucka chatka-kopulatka, był do marca tego roku Marcin Turczyński. Dziś większość udziałów ma jego siostra, prezeska fundacji MCKA „Zatoka Sztuki” Natalia Turczyńska-Schmidt.

– Klucze od tego budynku pan W. zabrał bez mojej wiedzy, gdy byłem za granicą – mówi obecnie Turczyński. – A Gastronom Mahiki, spółka, której był u nas prezesem, nie podjęła działalności. To była pusta spółka.

Nie podjęła, bo sąd odmówił wpisania do KRS osoby karanej.

***

Mecenas Giemza powiedział nam we wrześniu, że jego klient spodziewa się uniewinnienia zarówno w sprawie gwałtu z Pucka, jak i w sprawie z doniesienia wywiezionej do lasu Andżeliki, a także zakończenia na niczym śledztwa wszczętego po samobójstwie Anaid: – Sopot by night to jest specyficzny świat i te dziewczyny… one się same pchały. Reklamowały się na stronach randkowych, wciąż potrzebowały pieniędzy, a nie były z zamożnych domów. Dla niejednej z nich klęknąć i zrobić facetowi dobrze, to jak dla nas podać rękę. Mój klient to wykorzystywał. Ja nie twierdzę, że jest etyczną osobą, tylko że jest niewinny względem zarzutów. To nie gwałciciel, lecz dziewczynkarz.

Nasze źródła w policji mówią jednak co innego. Umorzenie śledztwa Komendy Wojewódzkiej w Gdańsku, które toczy się dziś już nie tylko w sprawie zgonu Anaid Tutguszjan, lecz także w innych sprawach, jest mało prawdopodobne. W ciągu kwartału w tzw. niebieskim pokoju sędziowie z psychologami przesłuchali co najmniej dwanaście zgwałconych, szantażowanych i molestowanych dziewczynek. Do tego zapewne dojdzie karalne od 2014 r. utrwalanie na filmach czynności seksualnych z małoletnimi (wcześniej penalizowano tylko nagrywanie dzieci do lat 15) oraz rozpijanie i skłanianie do seksu – nawet „dobrowolnego” – przez wykorzystywanie ciężkiej sytuacji ofiar (artykuł 199 kk). Najciekawsze wątki śledztwa – domniemane stręczenie nastolatek amatorom Sopotu by night i faktyczne związki między „Krystkiem” a firmą Art Invest – dopiero będą rozpracowywane.

Nie jesteśmy jedynymi dziennikarzami, którzy w ostatnich miesiącach tropili „Krystka”. Jako pierwszy do rozplątywania sopockiego węzła zabrał się Mikołaj Podolski z miesięcznika kryminalnego „Reporter”. W lipcu wysłał apel o zajęcie się bezkarnym łowcą do prezydenta Andrzeja Dudy, posłów, Prokuratora Generalnego, Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka. Na 460 wysłanych kopert nie odpowiedział nikt. Za to 7 września Sąd Okręgowy w Płocku wydał dziennikarzowi zakaz rozpowszechniania stwierdzeń łączących Krystiana W. ze spółką Art Invest i jej klubami, w tym z Zatoką Sztuki. Zakaz jest obowiązujący.

———-

Od czwartku w „Dużym Formacie” cykl „Zatoka świń” – autorski skrót książki Bożeny Aksamit i Piotra Głuchowskiego, która w przyszłym roku ukaże się nakładem wydawnictwa Agora

matkaBłaga

wyborcza.pl

 

Układanki na zapleczu PiS. Starcie frakcji i koncepcji w partii Kaczyńskiego

Agata Kondzińska, 02.11.2015

Działacze Porozumienia Centrum, pierwszej partii braci Kaczyńskich, to najwierniejsi współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego. Z nimi podejmuje najważniejsze decyzje. Na zdjęciu: prezes PiS, Mariusz Błaszczak, Marek Kuchciński (w pierwszym rzędzie) oraz Krzysztof Tchórzewski i Leonard Krasulski z Beatą Szydło (w drugim rzędzie).

Działacze Porozumienia Centrum, pierwszej partii braci Kaczyńskich, to najwierniejsi współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego. Z nimi podejmuje najważniejsze decyzje. Na zdjęciu: prezes PiS, Mariusz Błaszczak, Marek Kuchciński (w pierwszym rzędzie) oraz Krzysztof Tchórzewski i… (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Jarosław Kaczyński układa rząd. Potem przyjdzie kolej na klub w Sejmie, bo tam ścierają się interesy wielu środowisk.

Do przełomu w rządowych układankach doszło w miniony wtorek. Z naszych ustaleń wynika, że podczas wieczornej rozmowy Kaczyński – Szydło lider PiS namawiany przez swoich najwierniejszych współpracowników miał powiedzieć, że to on stanie na czele rządu. Ostatecznie podczas krótkiego posiedzenia komitetu jego członkowie się dowiedzieli, że PiS podtrzymuje obietnicę z kampanii i postawi jednak na Beatę Szydło.

Od tego dnia rządowe układanki przyspieszyły. Ale nie brała w nich udziału osobiście posłanka PiS. Nasi rozmówcy twierdzą, że w siedzibie partii przy ul. Nowogrodzkiej była jeszcze tylko raz.

– Nie jest wykluczone, że Beata utrzymała stanowisko w zamian za zgodę, że rząd umebluje prezes PiS – spekulują w partii.

Kłopot z Macierewiczem

W PiS ścierają się dziś zwolennicy dwóch koncepcji – zagarnięcia centrum sceny politycznej i radykałowie, dla których sejmowa większość to realizacja marzeń o silnej Polsce i IV RP.

Dlatego nieoficjalnie wraca nazwisko Antoniego Macierewicza jako przyszłego ministra lub wiceministra obrony narodowej. Taka nominacja ma jednak wielu przeciwników w samej partii. Dwa lata temu podczas wyborów wiceprezesów partii Macierewicz dostał najmniej głosów, jest politycznym singlem, trzyma tylko z nieliczną grupą, do której ma całkowite zaufanie.

Macierewicz na czele MON to też kłopot dla Szydło. To ona gasiła kryzys w kampanii po występach Macierewicza w Chicago, gdy mówił, że „Polska jest grabiona i rządzą nią ludzie na poziomie Bieruta i okupantów”. W obawie przed spadkiem sondaży Szydło na konferencji prasowej zapowiedziała, że prawdopodobnym kandydatem na szefa MON w jej rządzie jest Jarosław Gowin. Lider sojuszniczej wobec PiS partii był jedynym oficjalnie przedstawionym kandydatem. Teraz mnożą się w PiS spekulacje i żarty o szukaniu resortu dla Gowina.

Gowinowcy i ziobryści

PiS dostał pełnię władzy, ale ból głowy Jarosława Kaczyńskiego dopiero się zaczyna, bo z pozoru spójny 235-osobowy klub PiS w Sejmie wcale taki w rzeczywistości nie jest. Tym bardziej że 235. posłem jest Łukasz Zbonikowski, który startował z list PiS wbrew woli partii. Najpierw, gdy media opisały jego problemy prywatne, został zawieszony, potem z partii odszedł, ale apelu prezesa PiS o niestartowanie nie posłuchał i mandat zdobył. Politycy PiS pytani o przyszłość Zbonikowskiego odpowiadają: – Jak będzie grzeczny i będzie głosował tak jak my, ma szansę wrócić.

W Sejmie są też przedstawiciele dwóch sojuszniczych partii Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina. Już policzyli szable: gowinowcy mają ośmiu posłów i sześciu senatorów, ziobryści – dziewięciu posłów i dwóch senatorów. Chociaż i tu od razu gowinowcy wytykają, że ziobryści liczą np. posłów Arkadiusza Mularczyka i Edwarda Siarkę, którzy mentalnie są już w PiS.

Nadal jednak oba ugrupowania mają wystarczającą liczbę posłów, by targować się o rozdział stanowisk. I szachować powstaniem wspólnego klubu, do czego potrzeba 15 posłów. Chociaż obie strony zaprzeczają, że taki scenariusz jest możliwy, to jedni i drudzy pamiętają, iż Jarosław Kaczyński pierwszy zerwał warunki umowy z lipca 2014 r. o wspólnym starcie trzech ugrupowań pod szyldem PiS. I nie wszystkich, których proponowali Gowin i Ziobro, wpuścił na listy wyborcze.

Klubowicze i zwolennicy Rydzyka

Silniejszą niż dotychczas sejmową grupą w PiS będą tzw. klubowicze – aż 14 posłów ma rodowód Klubów „Gazety Polskiej”, które od lat działają na zapleczu partii Kaczyńskiego. Uczestniczą w miesięcznicach i rocznicach smoleńskich, organizują spotkania z politykami PiS, maszerują, gdy PiS wychodzi na ulice. W czerwcu na X zjeździe Klubów „GP” Kaczyński ich komplementował: „Jesteście oddziałem szturmowym armii, która ma maszerować ku zwycięstwu”. W „odbudowie Rzeczypospolitej”, gdy potrzebna będzie „ciężka praca i determinacja”, na pomoc klubowiczów liczy też prezydent. Rozliczeń za katastrofę smoleńską będą się zapewne obok klubowiczów domagać też posłowie z rodzin smoleńskich.

W klubie PiS jest około 20 posłów związanych z Tadeuszem Rydzykiem. Między klubowiczami a zwolennikami redemptorysty od lat trwa walka o wpływy wśród tych samych widzów i czytelników narodowo-katolickich. Do nich będzie należało zabezpieczenie interesów redemptorysty z Torunia. W opozycji wystarczyły marsze poparcia, posiedzenia sejmowych komisji w obronie TV Trwam, zwoływanie zespołów „antygender” i w obronie „uciskanych chrześcijan”.

Teraz, gdy PiS ma Sejm, Senat, premiera i prezydenta, oczekiwania ojca dyrektora będą znacznie większe. W jego mediach już jest układana lista życzeń – od zakazu aborcji, przez zakaz in vitro, po „chrystianizację” mediów publicznych.

SKOK-owcy i zakon

Jest w klubie PiS jeszcze kilkunastoosobowa grupa, która ma konkretny cel – zabezpieczanie interesów SKOK–ów. Mimo że ich współtwórca senator Grzegorz Bierecki wszedł do Senatu z własnego komitetu, na finiszu kampanii wsparcia udzielił mu Jarosław Kaczyński. Bierecki będzie miał w klubie jednego z najwierniejszych swoich ludzi – głównego ekonomistę SKOK Janusza Szewczaka. A także Kazimierza Smolińskiego, prawnika, który od 2013 r. wraz z Biereckim działa w Polskim Instytucie Katolickim „Sursum corda”, z którym związany jest też 63-letni abp Andrzej Dzięga, metropolita szczeciński, zwolennik PiS i sojusznik o. Rydzyka. Celem instytutu jest m.in. „obrona przed obrazą uczuć religijnych, propagowanie wartości chrześcijańskich i tradycji narodowej”.

Są też ci najwierniejsi z wiernych, czyli działacze Porozumienia Centrum, pierwszej partii braci Kaczyńskich, którzy będą bronić swoich wpływów w PiS, m.in.: Joachim Brudziński, Leonard Krasulski, Marek Suski, Adam Lipiński, Krzysztof Tchórzewski, Mariusz Błaszczak czy Marek Kuchciński. To w tym gronie zapadają najważniejsze w PiS decyzje. To ci politycy w ubiegłym tygodniu razem z Kaczyńskim rozdzielali najważniejsze urzędy w państwie.

Po ostatniej próbie sił między Kaczyńskim a Beatą Szydło swoje szable na pewno zaczną też liczyć ludzie z nią związani. Na razie Szydło nie zbudowała silnego zaplecza w partii. Trzyma się raczej ze swoimi sejmowymi koleżankami Elżbietą Witek i Anną Zalewską. Blisko jej też do szefowej Kancelarii Prezydenta Małgorzaty Sadurskiej.

Jarosław Kaczyński, którego metodą na przetrwanie ośmiu lat w opozycji była budowa szerokiego środowiska skupionego wokół PiS, czyli prawicowe telewizje, gazety, think tanki i słowa o „wielkim patriotycznym obozie” – wie, że właśnie nadszedł czas wyrównania rachunków.

Zobacz także

układankiNaZapleczuPiS

wyborcza.pl

 

Kościół pod wezwaniem św. Jarosława. Prawica miesza Boga w zwycięstwo PiS

Wokół Jarosława Kaczyńskiego wytworzył się prawdziwy kult, ale nie służy on ani prezesowi, ani Kościołowi.
Wokół Jarosława Kaczyńskiego wytworzył się prawdziwy kult, ale nie służy on ani prezesowi, ani Kościołowi. Fot. Franciszek Mazur / Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

PiS wygrał, bo miał dobrą kampanię, a PO miała kampanię słabą. Kropka. Ale dla niektórych publicystów to za mało. Zdaniem Jacka Karnowskiego i Tomasza Sakiewicza, udział w zwycięstwach Andrzeja Dudy i PiS miała Opatrzność. Takie stawianie sprawy nie pomaga ani PiS-owi, ani polskiemu Kościołowi.

Wielu prawicowych publicystów od dawna udowadnia, że ma do Jarosława Kaczyńskiego nabożny stosunek. Jeszcze dalej jest to posunięte wśród najbardziej zagorzałych wyborców partii. Ale nawet oni przyznają, że istnieje jeszcze wyższa instancja, bardziej wszechmocna niż prezes.

Wybory wg prawicy
– Przede wszystkim zwycięstwo Andrzeja Dudy, które było chyba interwencją – przepraszam, powiem to – Opatrzności Bożej. On był wcześniej w sanktuarium św. Andrzeja Boboli, myślę, że zawierzył Polskę – mówił Jacek Karnowski z „w Sieci” w programie Jana Pospieszalskiego w TVP INFO (32 min.). Ale pamiętając jego słynną laudację na cześć prezesa podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, nie należy się dziwić, że widzi w prezydencie wybrańca Boga.

Wcześniej ten trop podjął inny gość programu Pospieszalskiego, naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz. – Mam wrażenie, że czasem opatrzność nie lubiła Platformy, bo ta historia z pijaną wiceminister z Platformy…. – oceniał przebieg kampanii wyborczej.

Święty prezydent
Znaków z nieba dopatrywano się też w wyborach prezydenckich. A dokładnie w dacie zwycięstwa i dacie zaprzysiężenia nowego prezydenta. Pisał o tym podróżnik (a przede wszystkim katolicki publicysta) Wojciech Cejrowski: „Jeśli zważymy, że druga tura była w Zesłanie Ducha Świętego, a zaprzysiężenie planowane jest na Przemienienie Pańskie, to jest nadzieja na poparcie z Góry”.

PiS zdaje się nie widzieć problemu w takim postrzeganiu tych kwestii, choć przecież to de facto umniejszanie zasług partii. Bo przecież gdyby nie Siła Wyższa (Opatrzność, Bóg czy kogo tam jeszcze prawica zatrudnia do kampanii), zwycięstwa by nie było. To sugerowanie, że PO nawet po ośmiu latach rządów była nadal tak silna, że aby ją pokonać trzeba było interwencji z niebios.

Kampania w kościele
Ciekaw jestem co na to szefowie dwóch tegorocznych kampanii, czyli Beata Szydło i Stanisław Karczewski oraz ich współpracownicy na czele z Joachimem Brudzińskim, Marcinem Mastalerkiem i Krzysztofem Łapińskim. Może prawicowi publicyści celowo bagatelizują ich usługi, bo ich udział w kampanii swojej partii wypada po prostu słabo.

naBobolówka

Ale PiS-owi chyba wizerunek partii wygrywającej dzięki Opatrzności nie przeszkadza, partia wręcz go umacnia. Zarówno w kampanii Andrzeja Dudy, jak i później w kampanii parlamentarnej kierownictwo partii siedziało w pierwszych rzędach podczas mszy w sanktuarium.

„Boskie co Bogu, cesarzowi co cesarskie”
W maju kandydat na prezydenta, szefowa jego sztabu oraz szefowie wszystkich partii Zjednoczonej Prawicy (na czele z Jarosławem Kaczyńskim) zebrali się w sanktuarium św. Andrzeja Boboli. Duda nawet przemawiał z ambony. Pięć miesięcy później w tym samym miejscu pojawił się podobny skład, tym razem bez Andrzeja Dudy.

weMszyŚwiętej

Mieszanie Kościoła w wybory nie przysparza chwały jedynie PiS – szkodzi też samemu Kościołowi. Bo umacnia wizerunek organizacji działającej na rzecz PiS, wspierającej tę partię. A to z kolei powoduje, że odwracają się od niej wierni o innych poglądach politycznych. Efekty tego widać w statystykach dotyczących frekwencji w Kościołach.

Dlatego tak przywiązani do katolickich wartości i do PiS prawicowi publicyści szkodzą zarówno swojej organizacji religijnej, jak i organizacji partyjnej, łącząc sfery sacrum i profanum. Może powinni sięgnąć jeszcze raz do Biblii, przeczytać fragment Ewangelii wg św. Mateusza, zapamiętać go i wcielać w życie. „Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu to, co Boskie” – powiedział Jezus faryzeuszom, tym samym wzywając do rozdzielenia porządku państwowego i religijnego. I tak powinno być także u nas.

KościółPodWezwaniem

naTemat.pl

Prezes jest jeden

Jacek Żakowski, 02.11.2015

Prezes może być tylko jeden, ten właściwy - Jarosław Kaczyński

Prezes może być tylko jeden, ten właściwy – Jarosław Kaczyński (Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Od tygodnia nie ma dnia, żebym nie czytał, nie słuchał sensacji, przecieków, spekulacji na temat składu rządu. Niektóre są takie, że człowiek rwie włosy z głowy. Niektóre – rozsądne.

Polityczny rollercoaster przeplata przerażenie z ulgą. Jest to może zabawne, ale wielkiego sensu nie ma. Bo jakiekolwiek nazwiska padną na medialnej giełdzie czy w sejmowych głosowaniach, jakiekolwiek znajdą się na liście prezydenckich nominacji, a nawet niezależnie od tego, kto ostatecznie zasiądzie w gabinetach ministrów – to i tak „minister” będzie jeden. Premierem będzie Jarosław Kaczyński, szefem MSZ – Jarosław Kaczyński, ministrem finansów – Jarosław Kaczyński, ministrem rolnictwa – Jarosław Kaczyński. Ministrem sportu, energetyki, spraw wewnętrznych, edukacji, nauki, marszałkiem Sejmu i Senatu, prezesem Kompanii Węglowej i szefem ABW też będzie Jarosław Kaczyński kryjący się za różnymi twarzami i występujący pod różnymi nazwiskami. Tak sobie wybraliśmy i tak będziemy mieli.

Jarosław Kaczyński w różnych swoich fazach jest bardziej różnorodny niż opcje sprawowania urzędów i funkcji przez rozmaite osoby, którym prezes może je powierzyć. To, kto jaką rolę od prezesa otrzyma, jest oczywiście ważne dla tych, którzy je otrzymają, i dla ich przyjaciół lub politycznych klientów, ale dla większości z nas to nie jest istotne.

Pierwszy raz od ćwierć wieku nazywanie rządu od nazwiska premiera będzie mylące. Będziemy mieli rząd Kaczyńskiego z premier Szydło albo z premierem Glińskim, albo z premierem Kaczyńskim. To nie ma większego znaczenia.

Nie rozumiem, dlaczego tak wiele osób wciąż jeszcze żyje dziwną nadzieją, że premierem będzie Beata Szydło, która wydaje się bardziej umiarkowana niż większość jej partyjnych kolegów. Zostaliśmy przecież poinformowani, że będzie premierem tylko do czasu, gdy prezes uzna, iż popełniła błąd, czyli na przykład była zbyt umiarkowana. Potem urząd obejmie kolejny nominat, a może sam prezes, którego zasada jednego błędu oczywiście nie będzie dotyczyła. Nie wiem, czym tu się można martwić albo cieszyć.

Przed wyborami należałem do tych, których bardzo niepokoiła perspektywa zmiany ustrojowej w rodzaju PiS–owskiego projektu konstytucji z 2010 r. Teraz myślę, że histeryzowałem. Bo zmiana ustroju już się dokonała, choć konstytucja pozostała nietknięta.

Jaki ustrój teraz obowiązuje, tego jeszcze nie wiemy. Może to być wariant modelu francuskiego, amerykańskiego, chińskiego albo rosyjskiego. Na papierze różnica jest niewielka. W praktyce – zasadnicza. Praktyka zależy od ludzi tworzących krąg władzy. Czy to są bardziej Francuzi czy Chińczycy, to się dopiero okaże. Ale już wydaje się pewne, że nie istnieje na świecie taka demokratyczna konstytucja, która odpowiadałaby sytuacji w Polsce, gdzie pełnię władzy ma jeden polityk niesprawujący żadnego urzędu i formalnie nieponoszący żadnej odpowiedzialności.

ministerWtymrządzie

wyborcza.pl

 

Antoni Macierewicz przejmuje wojsko [NOWE FAKTY]

01.11.2015
Antoni Macierewicz
Antoni Macierewiczfoto: Super Express

Okazuje się, że nie Jarosław Gowin (54 l.), ale wierny żołnierz prezesa PiS Antoni Macierewicz (65 l.) ma kierować wojskiem w nowym rządzie! A wszystko przez walki frakcyjne wewnątrz PiS oraz naciski firm zbrojeniowych, które nie chcą w MON byłego polityka Platformy Obywatelskiej. Gowin na osłodę ma objąć tekę ministra kultury lub szkolnictwa wyższego.

Już miesiąc przed wyborami pojawiły się spekulacje, że to właśnie Macierewicz ma być kandydatem PiS na ministra obrony. Ale pod wpływem medialnej krytyki Beata Szydło (52 l.) ogłosiła, że. tekę w MON obejmie Gowin, lider Polski Razem. – Chodziło o to, aby tuż przed wyborami przykryć „złego” Macierewicza, bo przez niego dziś nie mielibyśmy większości w Sejmie. Stąd pomysł z Gowinem, który od tamtego momentu poczuł się bardzo pewny siebie – opowiada nam ważny polityk PiS.

Ale rząd z Gowinem od razu nie spodobał się starej gwardii PiS, czyli najbardziej zaufanym ludziom Kaczyńskiego. Są wśród nich m.in. Adam Lipiński (59 l.), Marek Suski (57 l.) i Joachim Brudziński (47 l.). – Antoni Macierewicz to bardzo zdolny i doświadczony polityk. Wybitny fachowiec – mówi nam wprost Suski.

Przez dłuższy czas przekonywali Kaczyńskiego, że to jednak Macierewicz powinien zostać ministrem obrony narodowej. Kilka dni temu Kaczyński w końcu przyznał im rację. Po pierwsze, prezesowi nie spodobały się niedawne wypowiedzi Gowina, który zamiast podkreślać, że unieważni przetarg na zakup francuskich śmigłowców Caracal, czego chcą m.in. przedstawiciele firm zbrojeniowych, stwierdził, że umowa ta może być podtrzymana. Po drugie, dochodzi do walk frakcyjnych. Co też zdenerwowało prezesa. – Polska Razem Gowina to 6 posłów. Zbigniew Ziobro (45 l.) ma kolejnych 9. Po wyborach poczuli się bardzo ważni. Walczą o kilka stanowisk. A mają kartę przetargową, bo bez ich wsparcia PiS nie będzie miał w Sejmie większości. Prezesowi bardzo się to nie podoba – dodaje nasz informator.

O tym, że Antoni Macierewicz może objąć jedno z ministerialnych stanowisk, mówił także Jarosław Kurski. – To zasłużony polityk (…) chciałbym, żeby sprawował jak najwyższe funkcje – powiedział polityk w programie Kropka nad i w TVN24.

 

SE.pl

Zatoka świń

łowca
Bożena Aksamit, Piotr Głuchowski, 02.11.2015

Ofiarom przemocy należy pomagać w każdy dostępny sposób, a napastników - ścigać

Ofiarom przemocy należy pomagać w każdy dostępny sposób, a napastników – ścigać (Fot. Wojciech Surdziel / AG)

Łowca nieletnich dziewcząt, znany w nocnych lokalach Sopotu „Krystek”, od lat jest bezkarny.

38-letni Krystian W. wabi dziewczynki pod szkołami, w centrach handlowych, w internecie. Oferuje pożyczki, darmowe dyskoteki lub pracę w modnych lokalach należących do spółki Marcina Turczyńskiego, menedżera i współtwórcy prywatnego domu kultury Zatoka Sztuki, który amatorzy nocnych uciech Sopotu nazywają Zatoką Świń.

Pochodzi z Wejherowa, oficjalnie żyje z zasiłku. Policja określa go jako Łowca Doskonały. Osacza nastolatki, a potem – według prokuratury w Pucku i śledczych z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku – gwałci. Sceny seksu nagrywa komórką, by nadal dziewczęta wykorzystywać.

Policja zna go od dekady – to tzw. samochodziarz. Notowany z powodu kradzieży, podpalenia, fałszerstw, karany za niszczenie mienia i paserstwo. Śledczy prowadzą też tuzin postępowań, w których chodzi o seks z nastolatkami. Zabezpieczono około stu koszmarnych nagrań z jego telefonu.

Mimo to „Krystek” chodzi wolny. Ma wpływowych znajomych, prawnym pełnomocnikiem bezrobotnego jest m.in. prof. Wojciech Cieślak, szef Katedry Prawa Karnego Procesowego i Kryminalistyki Uniwersytetu Gdańskiego.

Łowca ma szczęście do wyrozumiałych prokuratorów. Wiemy o pięciu umorzonych dochodzeniach. Tylko jeden akt oskarżenia o gwałt prokuratura wysłała do sądu.

Najstarsze jest śledztwo oliwskie z 2010 r. 15-letnia Andżelika* zgłosiła gwałt w lesie, ale nie znała nazwiska gwałciciela. – Jej zeznanie uznano za wiarygodne – mówi rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. – Ale dochodzenie zamknięto z powodu niewykrycia sprawcy. Teraz poszkodowana go rozpoznała i postępowanie podjęto.

Wyznania nastolatek, metody łowcy, pucka chatka-kopulatka, co policja ma na „Krystka”.

Według naszych informacji policjanci zlekceważyli wtedy billingi, nagrania z kamer i ślady po logowaniu się komórki „Krystka” do stacji bazowych na drodze, którą wiózł ofiarę.

Drugą sprawę wszczęto w 2011 r. z podejrzenia stręczenia 15-letniej Patrycji. Ofiara wskazała Krystiana W., ale wycofała zeznania.

Trzecie śledztwo prowadzono w 2011 r. z doniesienia matki 17-letniej Iwony. Prok. Wawryniuk: – To było usiłowanie doprowadzenia do odbycia stosunku. Poszkodowana przestała stawiać się na przesłuchania.

Czwarte prowadziła rok później prokuratura w Pruszczu Gdańskim. „Krystek” zabrał 16-latkę do auta, a potem – wedle jej relacji – zgwałcił i to sfilmował. Rzeczniczka prokuratury: – Dziewczynka przyznała, że była wyzywająco ubrana. Prokuratura przesłuchała jej znajomych. Określili ją jako osobę z tendencją do zmyśleń.

Piąte śledztwo wszczęła prokuratura w Kartuzach. Uwięzienie w volvo i gwałt na przednim siedzeniu. – Niestety, zgłaszającą podejrzenie popełnienia przestępstwa 18-latkę również uznano za niewiarygodną. Wizja lokalna wykazała, że tego auta nie dało się zamknąć od środka, tak by osoba nie mogła się wydostać – mówi rzeczniczka. Miałoby to znaczyć, że dziewczyna nie uciekła, choć mogła.

Nasz informator z policji: – Dla starego „samochodziarza” zablokowanie drzwi to pikuś.

„Krystek” pozostałby w cieniu do dziś, gdyby nie to, że 8 marca 2015 r. 14-letnia gimnazjalistka Anaid Tutguszjan, córka przedszkolnej woźnej Joanny Skiby-Tutguszjan i Ormianina Armena Tutguszjana, rzuciła się pod pociąg na stacji Gdańsk-Orunia. Przed śmiercią zadzwoniła do koleżanki i powiedziała: „On mnie zgwałcił”.

Dochodzenie Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku wykazało, że poprzedni dzień dziewczynka spędziła z poznanym na Facebooku Krystianem W. Nagrały ich m.in. kamery centrum handlowego Matarnia, gdzie „Krystek” kupował dziecku legginsy. Policja wstępnie uznała śmierć za samobójstwo galerianki.

– Policjantka sugerowała mi, że córka się puszczała za ciuchy i sprawa pójdzie do umorzenia – mówi nam matka Anaid. – Nie znaleźli w jej ciele śladów gwałtu, więc nie ma problemu. A ja się później dowiedziałam, że „Krystek” zmusza dziewczynki, by brały mu do buzi.

Po pogrzebie córki ojciec Anaid rzucił się w barze na mężczyznę, którego znajomi z półświatka wskazali mu jako Łowcę. Wraził mu ostrze w nerkę i ciężko ranił. Nie uciekał, czekał w kałuży krwi. Od policji się dowiedział, że to nie „Krystek”. Armen siedzi w areszcie z zarzutem usiłowania zabójstwa.

Krystian W., by wyprzedzić zatrzymanie, sam zgłosił się do komisariatu na Orunii. Zeznał, że Anaid traktował jak „młodszą siostrę”. Policja zarekwirowała mu seksnagrania, ale pozostawiła go na wolności.

Zdesperowana matka Anaid poprosiła na Facebooku inne ofiary Krystiana W., by się do niej zgłaszały. Odpowiedziało ponad 40 skrzywdzonych dziewcząt, ich matek i nauczycielek.

* imiona dziewcząt zmienione

Łowi

wyborcza.pl

 

Rekordzistki na tronie. Anegdoty o Wiktorii… i Elżbiecie

Marta Grzywacz, 02.11.2015

Po wstąpieniu na tron Wiktorii nadal zdarzało się przetańczyć pół nocy, lubiła też odwiedzać teatry i bywać na przedstawieniach operowych. Zapewniam cię, że te wszystkie hulanki dobrze mi robią - pisała do swego wuja, króla Belgii Leopolda. Portret koronacyjny Wiktorii pędzla sir George'a Haytera z 1838 r.

Po wstąpieniu na tron Wiktorii nadal zdarzało się przetańczyć pół nocy, lubiła też odwiedzać teatry i bywać na przedstawieniach operowych. Zapewniam cię, że te wszystkie hulanki dobrze mi robią – pisała do swego wuja, króla Belgii Leopolda. Portret koronacyjny Wiktorii pędzla… (Fot. Wikimedia Commons)

9 września 2015 r. Elżbieta II pobiła rekord praprababki Wiktorii, która na brytyjskim tronie spędziła 63 lata, siedem miesięcy i dwa dni. Obie królowe łączy więcej niż długowieczne panowanie – np. sprawiające kłopot dzieci czy niezbyt kochający mężowie. Obie pełniły w zasadzie tylko funkcje reprezentacyjne, bo, jak napisał jeden z biografów, brytyjscy monarchowie panują co najwyżej nad łabędziami, wielorybami i jesiotrami pływającymi w wodach terytorialnych królestwa.

WIKTORIA

Z Bożej łaski Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii królowa, Obrończyni Wiary, cesarzowa Indii

Kiedy 6 listopada 1817 r. księżna Charlotta, spadkobierczyni brytyjskiego tronu, zmarła w połogu po urodzeniu martwego chłopca, jej lekarz z poczucia winy popełnił samobójstwo. Brytyjczycy uwielbiali wnuczkę króla Jerzego III i nie mogli już patrzeć na jego rozwiązłych synów, z których żaden nie miał dzieci z własną żoną. Tu i ówdzie zaczęto nawet przebąkiwać o wprowadzeniu republiki. W obliczu kryzysu na życzenie parlamentu trzech spośród siedmiu synów chorego umysłowo władcy postanowiło się ożenić i spłodzić następcę tronu. Wyścig do kołyski wygrał książę Kentu, który poślubił 30-letnią wdowę, księżniczkę sasko-koburską Wiktorię. W kwietniu 1819 r. małżonkowie wsiedli do powozu, którym z oszczędności książę Kentu powoził osobiście, i pognali z księstwa Amorbach w Bawarii do londyńskiego pałacu Kensington – chodziło o to, by dziecko przyszło na świat w Anglii. Udało się. 24 maja 1819 r. urodziła się „pulchniutka jak przepiórka” Aleksandryna Wiktoria.

Nie była ładna, odziedziczyła po przodkach nieco wyłupiaste, ciemnoniebieskie oczy, zakrzywiony nos i cofniętą brodę. Śmiała się dużo i głośno, nie zachowując należytej arystokracji powściągliwości, a jeśli na portretach jest zwykle poważna, nawet ze srogą miną, to dlatego, że uważała to za właściwe dla swego majestatu. Miała nieustępliwy charakter i nachodziły ją tak gwałtowne wybuchy złości, że obawiała się, czy aby nie odziedziczyła szaleństwa po dziadku Jerzym III.

Jej dzieciństwo nie było szczęśliwe. Ojciec umarł, kiedy miała osiem miesięcy, życie w pałacu Kensington było skromne. Skarżyła się, że nie mieli tam ani jednego niewytartego dywanu, a na śniadanie jadała chleb maczany w mleku. Najbardziej dręczyła ją bezustanna kontrola matki, z którą musiała dzielić jedną sypialnię. Księżna Kentu izolowała też córkę od rodziny królewskiej, z którą bezustannie toczyła wojny. Nie pozwalała też Wiktorii zawierać przyjaźni z rówieśnikami – jedyną towarzyszką zabaw była jej przyrodnia siostra Fedora, ale prawdziwą przyjaźnią księżniczka darzyła jedynie niemiecką guwernantkę, baronową Lehzen.

Wiktoria z epoki albercjańskiej

Edukację zaczęła jako czterolatka. Czytania uczył ją wielebny Davys, który wypisywał na kartkach słowa, a potem wymawiał któreś z nich, wymagając od dziewczynki, aby pobiegła na drugi koniec pokoju i przyniosła właściwą kartkę. Nie tylko nauczył Wiktorię czytać i liczyć, ale też zlikwidował jej niemiecki akcent. Mając sześć lat, przeszła pod pieczę baronowej Lehzen, która wprowadziła żelazną dyscyplinę: czytała księżniczce nawet wtedy, gdy szczotkowano jej włosy, uczyła ją historii, geografii, francuskiego i przyrody oraz tańca, muzyki i rysunku. Ale Wiktoria nie otrzymała klasycznego wykształcenia, z powodu czego miała kompleksy w kontaktach z politykami, z którymi stykała się przez całe życie. Świetnie za to jeździła konno, a tę umiejętność odziedziczyła po niej prawnuczka.

20 czerwca 1837 r., niecały miesiąc po 18. urodzinach, dowiedziała się, że będzie królową. Pierwszą decyzją była rezygnacja z imienia Aleksandryna, drugą – wyprowadzka z sypialni matki. 28 czerwca 1838 r., w dzień koronacji, na trasie pochodu orszaku królewskiego z Tower do opactwa westminsterskiego zebrało się milion ludzi. Uroczystość nie poszła gładko – pierścień królewski okazał się za mały i arcybiskup Canterbury musiał wciskać go Wiktorii na palec, korona z rubinem Czarnego Księcia wielkości kurzego jaja, jeden z najstarszych angielskich klejnotów koronnych, okazała się za duża i za ciężka, a tren – za długi. Niosące go dziewczęta bez przerwy na siebie wpadały. Niemniej królowa była zachwycona.

Trzy tygodnie po wstąpieniu na tron przeniosła się do pałacu Buckingham, będąc pierwszym brytyjskim władcą, który obrał to miejsce na główną rezydencję. Pałac z prawie 700 pomieszczeniami, 52 sypialniami królewskimi, 188 sypialniami dla personelu, 78 łazienkami, 92 biurami, 20-hektarowym parkiem, dwuhektarowym stawem oraz 600 pracownikami stanowił miasto w mieście z ambulatorium, restauracjami, kaplicą, kwiaciarnią i pocztą.

Poddani odnieśli się do nowej władczyni bardzo życzliwie, a prasa pisała o niej tak często, że zaczęto ją oskarżać o „reginomanię”. Jej pierwszym premierem był 50-letni lord Melbourne. Uwielbiała jego powiedzonka w stylu: „Angielscy lekarze zabijają pacjenta, francuscy pozwalają mu umrzeć”. Nie przejmowała się zasadą, że monarcha stoi ponad podziałami partyjnymi, i sympatyzowała z wigami, czyli partią liberalną. Nie grzeszyła wiedzą o świecie, ale – jak mówiono – zdawała sobie z tego sprawę i nie zabierała głosu, gdy dyskusja ją przerastała.

Książę Harry. Jego Wysokość Niegrzeczność

Zgodnie z sugestią swego wuja Leopolda, króla Belgii, poślubiła kuzyna, niemieckiego księcia Alberta von Sachsen-Coburg-Gotha. O ile ona zakochała się bez pamięci, o tyle on był raczej powściągliwy, choć spełnianiu przez niego małżeńskich obowiązków nie da się nic zarzucić – jako człowiek o niewzruszonych zasadach moralnych pozostał do końca życia wiernym mężem. Trudne dzieciństwo – zdrady ojca, rozstanie rodziców i brak matki – przeżył tak, że przez resztę życia pozostał surowym purytaninem, bez szacunku dla ludzi pozbawionych zasad moralnych.

Gruntownie wykształcony, poważny i uporządkowany, nie podzielał zapału żony do rozrywek, wolał książki i dyskusje z naukowcami, politykami, dyplomatami. Początkowo jego pozycja w Wielkiej Brytanii była słaba – Wiktoria chciała, żeby otrzymał tytuł króla małżonka, ale parlament się nie zgodził, natomiast wyznaczył mu „tylko” 30 tys. funtów rocznej pensji. Za tę kwotę Anglicy kupili sobie ogiera rozpłodowego dla swojej królowej – pisał do przyjaciela Albert, a poddani śmiali się, że nielubiany książę dostał „tłustą królową i chudą kiesę”. Będąca nieustannie w ciąży Wiktoria zrzuciła na męża ciężar czytania dokumentów wagi państwowej i opracowywania odpowiedzi, które posyłała do parlamentu. Wkrótce Albert był obecny podczas wszystkich spotkań królowej z ministrami i faktycznie to on pełnił funkcję monarchy.

Kłócili się stale o sprawy państwowe, wychowanie dzieci, traktowanie służby, ale z upływem lat Wiktoria okazywała mężowi coraz większe posłuszeństwo i Albert decydował nawet o tym, w co żona ma się ubrać. Kiedy przyjeżdżała paryska modystka, aprobował lub nie proponowane nakrycia głowy Wiktorii. To za jego namową królowa zaczęła nosić czepki, w których „wyglądała jak 70-letnia staruszka”. Z drugiej strony władczyni nie dbała o stroje, twierdząc, że nie ma na nie czasu, i z reguły nosiła zbyt dużo falbanek, koronek i kokard oraz sztuczne kwiaty i pierścienie na wszystkich palcach.

Urodziła dziewięcioro dzieci i uważała macierzyństwo za dopust boży. W listach do najstarszej córki Viki, cesarzowej Niemiec, porównywała kobiety w ciąży do suk, krów, królików czy niewolnic. „Czy nie można by po prostu mieć trochę przyjemności w łóżku bez tych konsekwencji?” – spytała lekarza po urodzeniu ostatniego dziecka. Podczas dwóch ostatnich porodów odczuła odrobinę ulgi, bo lekarz podał jej „błogosławiony chloroform”. Było to posunięcie rewolucyjne, uważano bowiem, że w trakcie porodu kobieta ma cierpieć, inaczej nie zmyje z siebie grzechu Ewy.

Oboje nie przepadali za dziećmi. Albert był wymagającym ojcem i chciał, by najstarszy syn Albert Edward, zwany Bertiem, stał się taki jak on. Książę Walii chowany był więc surowo, ale nie wyrobił sobie cnót ojca – miał skłonności do lenistwa, wybuchów złości, uwielbiał zabawę i wiele czasu spędzał w paryskich burdelach. W listopadzie 1861 r. Albert pojechał do syna do Cambridge, by przywołać go do porządku, a po powrocie zachorował na tyfus i zmarł, za co Wiktoria winiła Bertiego. Przywdziała najcięższą żałobę, przez trzy lata nie pokazywała się publicznie, a syna nie dopuszczała do spraw wagi państwowej. 22 stycznia 1901 r. Bertie objął tron po zmarłej tego dnia matce jako Edward VII. Miał wtedy 60 lat i podczas dziewięcioletniego panowania okazał wielką aktywność zwłaszcza w polityce zagranicznej.

Po śmierci męża Wiktoria dostała się pod wpływy niejakiego Johna Browna, lokaja, stajennego, pazia, garderobianego i Bóg wie kogo jeszcze. Plotkowano nawet, że potajemnie wyszła za niego za mąż, dlatego mówiono na nią złośliwie „Jej Wysokość Pani Brown”. Zażyłość była duża, skoro Brown, przypinając jej mantylkę pod brodą, mógł powiedzieć: „Kobieto, czy ty nie potrafisz wyżej głowy podnieść?”. Kiedy wpadła na pomysł opublikowania wspomnień o Brownie, ministrowie wstrzymali oddech, a potem stanowczo się sprzeciwili. Przeżyła Browna, ale zażyczyła sobie, aby w jej trumnie obok togi Alberta złożono także kosmyk włosów i zdjęcie Johna.

ELŻBIETA II

Z Bożej łaski Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz innych Jej Posiadłości i Terytoriów królowa, Głowa Wspólnoty, Obrończyni Wiary

Wnuk Wiktorii Jerzy V nie wątpił, że jego starszy syn David jest marnym następcą tronu i nie sprosta zadaniom monarchy. Jego rozrywkowy styl życia i związek z rozwiedzioną Amerykanką Wallis Simpson spędzały sen z powiek rodzinie królewskiej. – Kiedy mnie zabraknie, chłopak stoczy się w sześć miesięcy – zwierzał się król przyjacielowi Cosmo Langowi, arcybiskupowi Canterbury, i niewiele się pomylił. David objął tron w dniu śmierci ojca, 20 stycznia 1936 r., jako Edward VIII, ale już 11 grudnia abdykował, aby poślubić panią Simpson. Zastąpił go brat Albert, który przybrał imię Jerzego VI. Jego starsza córka Elżbieta miała wówczas dziesięć lat. Opiekunka Elżbiety i jej siostry tak wspominała tamten dzień: „Musiałam im wytłumaczyć, że kiedy tata wróci do domu na obiad o pierwszej, będzie już królem, a one będą musiały przed nim dygać. Dziewczynki tak właśnie zrobiły, co ponoć bardzo wzruszyło Jerzego VI”.

Królowa Elżbieta II rekordzistką ! Stała się najdłużej panującym monarchą Wielkiej Brytanii

Małżeństwo ich rodziców nie było układem dynastycznym – Albert zakochał się w Elżbiecie Bowes-Lyon wywodzącej się z bogatej arystokratycznej rodziny, a ta początkowo odrzuciła oświadczyny, bo nie chciała wchodzić do rodziny królewskiej. Elżbieta wychowywała się w pięknym domu w centrum Londynu przy Picadilly 145 i dopóki nie urodziła się jej siostra Małgorzata (o cztery lata młodsza), miała sypialnię do własnej dyspozycji. Co rano obie dziewczynki wskakiwały do łóżka rodziców, którzy nie szczędzili im czułości, a wieczorem czytali bajki i uczestniczyli w kąpieli.

Elżbieta była też ukochaną wnuczką swojego dziadka Jerzego V. Widywano go na czworakach udającego konia, którego Lilibet – jak ją nazywał – prowadziła, ciągnąc za brodę. Na czwarte urodziny podarował jej pierwszego kucyka szetlandzkiego i tak zaczęła się jej miłość do koni. Margaret Rhodes, koleżanka z dzieciństwa, wspomina, że zabawy z księżniczką sprowadzały się głównie do udawania koni. „Mnóstwo czasu spędzałyśmy jako konie cyrkowe. Wtedy obowiązkowo trzeba było rżeć” – mówiła. Nieco flegmatyczna i powściągliwa Elżbieta powiedziała kiedyś, że gdyby mogła wybierać, wolałaby „mieszkać na wsi i mieć mnóstwo koni i psów”.

Była ostatnią w rodzinie osobą, która nie chodziła do szkoły, lecz uczyła się w domu, przede wszystkim historii i geografii. Po wstąpieniu ojca na tron do programu nauczania Elżbiety dodano historię ustroju brytyjskiego i dzieje Europy, a król od razu zaczął ją przygotowywać do objęcia po nim schedy. Towarzyszyła rodzicom, gdy przyjmowali dyplomatów, dygnitarzy i polityków, i była zachęcana do prowadzenia z nimi dyskusji. Dobrze orientowała się w kwestiach polityki i spraw międzynarodowych. Kiedyś na życzenie księżniczki guwernantka zabrała ją na przejażdżkę metrem, a potem do gmachu YMCA na herbatę – nie wiedząc, że obowiązuje samoobsługa. Kiedy poprosiła o filiżankę, kobieta za ladą ryknęła: „Jak panienka chce herbaty, trzeba przyjść i sobie wziąć!”.

Wojnę Elżbieta i Małgorzata spędziły w zamku Windsor, a ich rodzice w ciągu tygodnia przebywali w Londynie, nie zważając na naloty. Na początku 1945 r. 18-letnia Elżbieta wstąpiła do ATS, czyli Pomocniczej Służby Terytorialnej, i zaczęła się szkolić jako kierowca oraz mechanik. Nie mieszkała w internacie, tylko wracała na noc do Windsoru. 8 maja pokazała się w mundurze, razem z rodzicami, na balkonie pałacu Buckingham, a wieczorem z krewnymi i grupą młodych oficerów gwardii świętowała dzień zwycięstwa na londyńskich ulicach.

Tron się królowej Elżbiecie nie należy? Sugerują to najnowsze badania DNA

Miała 13 lat, gdy poznała o pięć lat starszego Filipa Mountbattena, wnuka greckiego króla Grecji Jerzego I oraz praprawnuka królowej Wiktorii. Elżbieta postanowiła wyjść za Filipa, oficera marynarki wojennej w chwili, gdy go zobaczyła – i na nic zdały się wysiłki matki próbującej jej przedstawiać inne partie. Pobrali się 20 listopada 1947 r. Elżbieta miała suknię z białego atłasu i welon ozdobiony 2 tys. pereł i kryształów, który został uznany za zbyt kosztowny jak na biedne czasy powojenne (projektant tłumaczył, że zainspirował go obraz Botticellego „Wiosna”, a kreacja miała symbolizować odrodzenie monarchii po wojnie).

Rok po ślubie przyszedł na świat Karol, w 1950 r. Anna, potem Andrzej (1960) i Edward (1964). Dzieci trzymała na dystans. Kiedyś zaobserwowano, jak po dłuższym rozstaniu, zamiast uściskać małego Karola, ograniczyła się do podania synowi dłoni. Książę małżonek Filip, inaczej niż prapradziadek Albert, nie był wzorem cnót – plotki o jego romansach zaczęły docierać do Elżbiety krótko po wstąpieniu na tron. Zdaniem Nicholasa Daviesa, jednego z biografów królowej, książę wymykał się wieczorami do londyńskich klubów. Podczas jednej z imprez dla swingersów miał wystąpić ubrany w kusy fartuch i maskę. Elżbieta nigdy tego nie skomentowała.

6 lutego 1952 r. dowiedziała się o śmierci ojca (zmarł na raka gardła i płuc) i objęciu tronu. Była wtedy w Kenii. Koronacja odbyła się 2 czerwca 1953 r. Tak jak Wiktoria Elżbieta szła samotnie wśród szpaleru głównie starszych i poważnych mężczyzn, a Winston Churchill będący wówczas po raz drugi premierem rzucił w zachwycie: „Wszyscy filmowcy świata nie znaleźliby aktorki lepiej dobranej do tej roli”. Koronację 25-letniej Elżbiety II transmitowała telewizja (obejrzało ją 18 mln ludzi), co uznano za kamień milowy w historii monarchii i telewizji. Inaczej niż praprababka Elżbieta przed koronacją odbyła wiele prób, nosząc na głowie trzykilogramową koronę i spacerując po kilka godzin dziennie w stroju koronacyjnym, czyli sukni z aksamitu z ciężkim czterometrowym trenem z gronostajów.

Tak jak Wiktoria bardzo lubiła swego pierwszego premiera. Winstona Churchilla traktowała niemal jak członka rodziny. Po śmierci ojca to właśnie on prowadził pod rękę Elżbietę stawiającą pierwsze kroki w roli monarchini. Kiedy w kwietniu 1955 r. Churchill ustąpił, chciała go obdarzyć tytułem księcia, ale zadowolił się tytułem rycerskim. Gdy dziesięć lat później umarł, wyprawiła mu pogrzeb państwowy i łamiąc protokół, zajęła w kościele miejsce przed rodziną.

Książę Filip naraził się Brytyjczykom po raz pierwszy, kiedy tuż po objęciu tronu przez Elżbietę powiedział, że Wielką Brytanią rządzi dom Mountbattenów. Żona, która nadała mu tytuł księcia Edynburga, nie zgodziła się, by rodowe nazwisko rodziny brzmiało Edynburg. Żalił się potem, że jest jedynym mężczyzną w kraju, któremu nie wolno dać własnego nazwiska swoim dzieciom. W końcu królowa przyzwoliła, by młodsze dzieci, niepretendujące do sukcesji, przyjęły nazwisko Mountbatten-Windsor (zresztą Windsor to też stosunkowo nowe nazwisko brytyjskiej rodziny królewskiej – Jerzy V przyjął je podczas pierwszej wojny światowej, gdy doszły do niego głosy, że Coburg brzmi zbyt niemiecko).

Filip, tak jak Albert, nie chciał być figurantem, ale Elżbieta nie zgodziła się, by odgrywał zbyt dużą rolę, tym bardziej że siostry męża wyszły za oficerów SS.

Książę małżonek znany jest z obcesowego sposobu bycia – na przyjęciu dla pilotów weteranów zniecierpliwiony rzucił do fotografa: „No, zrób już to pieprzone zdjęcie”. Podczas spotkania z premierem Włoch w 2000 r. na propozycję napicia się wina odpowiedział: „Przynieś mi piwo. Nieważne jakie. Po prostu przynieś mi piwo”. W 1967 r. zapytany, czy chciałby odwiedzić ZSRR, odparł: „Bardzo chętnie pojechałbym do Rosji, mimo że te bękarty wymordowały połowę mojej rodziny”. Książę nie ma też oporów przed publicznym wyrażaniem uczuć i zdarza mu się wykrzyknąć do żony: „Co za bzdury opowiadasz, Lilibet!”. Powściągliwa Elżbieta, zamiast powiedzieć: „Co za idiotyczny pomysł”, mówi zwykle: „Czy to rozsądne?”. Ale nawet jej zdarza się powiedzieć mężowi, żeby się zamknął.

Zdaniem części osób znających dzieci Elżbiety i Filipa są one zarozumiałe, zepsute i samolubne. Karol zawsze prowadził dość swobodne życie seksualne, ale kiedy spotkał mężatkę Camillę Parker Bowles, królowa odetchnęła, że przynajmniej jedna z nieodpowiednich dla syna kobiet jest niedostępna. Karol zgodnie z wolą ojca w 1981 r. poślubił arystokratkę Dianę Spencer, lecz królowa synowej też nie polubiła, uważając, że jest niezrównoważona, krnąbrna i neurotyczna. W latach 90. w rodzinie królewskiej co rusz wybuchały skandale. Zaczęły się rozwody dzieci: Anny i Marka Phillipsa, Andrzeja i Sary Ferguson, a w końcu Diany i Karola, czego ostatecznie zażądała sama Elżbieta II, nie mogąc już znieść publicznego prania brudów przez małżonków. Od chwili rozwodu królowa nie chciała słyszeć o Dianie.

31 sierpnia 1997 r., gdy Diana zginęła w wypadku samochodowym w Paryżu, rodzina królewska przebywała na wakacjach w zamku Balmoral w Szkocji. Była niedziela i na mszy nikt się słowem nie zająknął o Dianie, bo królowa uznała, że to niepotrzebne. Karol martwił się, że to jego obwinią o śmierć byłej żony, a królowa – o osieroconych wnuków i o to, jak zorganizować pogrzeb. Broniła się rękami i nogami przed opuszczeniem na pałacu Buckingham flagi do połowy masztu, ale pod naciskiem doradców zgodziła się wywiesić flagę państwową. Kiedy wreszcie po kilku dniach zdecydowała się wrócić do Londynu, pojawiły się obawy, że dojdzie do skandalu, bo oburzenie wstrząśniętych śmiercią Diany Brytyjczyków na władczynię sięgało zenitu. Wybaczyli jej, gdy przed pałacem Buckingham przeszła powoli przed górami kwiatów składanych na cześć Diany. A w sprawie Camilli Parker Bowles jej syn nie ustąpił i królowa niechętnie zaakceptowała nową synową.

Wideo „Ale Historia” to najciekawsze fakty, ciekawostki i intrygujące smaczki minionych wieków i lat. To opowieść o naszych przodkach, a więc i o nas samych, która pozwala lepiej zrozumieć świat, jego kulturę i naszą własną mentalność. Zafascynuj się przeszłością, by lepiej zrozumieć teraźniejszość!

W ”Ale Historia” czytaj też:

Trójkąt artystyczno-rewolucyjny
Połączyła ich miłość do tej samej kobiety i literatury oraz podziw dla bolszewików i rewolucji – Władimir Majakowski wychwalał ją w wierszach, a Osip Brik został prominentnym czekistą. Długi czas Brikowie i Majakowski stanowili niecodzienny trójkąt

Od Perejasławia do Donbasu
Oddając w 1658 r. Kozaczyznę pod opiekę moskiewskiego cara, Bohdan Chmielnicki nie całkiem rozumiał, w co się pakuje. Nie wiedział, z jaką tradycją polityczną ma do czynienia, jak bardzo elity Carstwa Rosyjskiego przekonane są, że ukraińska odrębność nie istnieje. To zresztą problem wielu ukraińskich przywódców także dziś

Strzały przodownika Muraszki
Na ich czarnym nagrobku na starym katolickim cmentarzu w Stołpcach widnieje napis po białorusku: Polskim komunistom Waleremu Bagińskiemu i Antoniemu Wieczorkiewiczowi podle zabitym przez polską „ochronę” 29 marca 1925 roku. Od robotników miasta Stołpce

Wielka depresja prezydenta Hoovera
Kiedy we wtorek 29 października 1929 r. indeks giełdy nowojorskiej skurczył się aż o prawie 13 proc. w Białym Domu od kilku miesięcy urzędował Herbert Clark Hoover. Nazywają go „prezydentem, który nie radził sobie z kryzysem”, a ten mający niewiele wspólnego z prawdą mit zawdzięcza mediom sympatyzującym w większości z jego następcą Franklinem Delano Rooseveltem

Bić się czy żyć
Najnowsza książka Andrzeja Friszkego „Między wojną a więzieniem 1945-1953” to opowieść o ludziach, którzy wkraczali po wojnie w sytu- ację tragiczną. Zdawali sobie sprawę, że choć odszedł jeden okupant, to jest drugi. Podstawowe pytanie, na które musieli sobie odpowiedzieć, brzmiało: czy nadal walczyć z bronią w ręku

Anegdoty o Wiktorii… i Elżbiecie
9 września 2015 r. Elżbieta II pobiła rekord praprababki Wiktorii, która na brytyjskim tronie spędziła 63 lata, siedem miesięcy i dwa dni. Obie królowe łączy więcej niż długowieczne panowanie – np. sprawiające kłopot dzieci czy niezbyt kochający mężowie. Obie pełniły w zasadzie tylko funkcje reprezentacyjne, bo, jak napisał jeden z biografów, brytyjscy monarchowie panują co najwyżej nad łabędziami, wielorybami i jesiotrami pływającymi w wodach terytorialnych królestwa

rekordzistkiNaTronie

wyborcza.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: