Szydło, 03.11.2015

 

Macierewicz wraca do Smoleńska. „Były sprawy, których organy państwa nie chciały wyjaśniać”

Maciej Orłowski, Michał Wachnicki, 03.11.2015
Antoni Macierewicz był gościem w TV Republika, gdzie mówił m.in. o możliwości powołania komisji śledczych ws. Smoleńska, ale też np. sprawy śmierci Krzysztofa Olewnika. Mówił też, że urzędnicy państwowi, którzy „niszczą ważne dokumenty poniosą konsekwencje”.

Macierewicz, pytany o to, czy w piątek będzie znany skład nowego rządu powiedział, że „to bardzo możliwe, ale nie chciałby o tym przesądzać”. – Wierzę, że wybór będzie dobry – skomentował- Cztery osoby negocjują skład rządu. Pan prezes i troje członków kierownictwa partii. Proszę mnie zwolnić od odpowiedzi, bo nie potrafię udzielić na satysfakcjonującym poziomie – podkreślał wiceprezes PiS, dopytywany o szczegóły negocjacji składu rządu PiS.

– Skład rządu poznamy niedługo. Będzie to dobry rząd, który spełni podjęte przez nas zobowiązania. Na pierwszym miejscu będą sprawy społeczno-gospodarcze – uzupełniał Macierewicz.

Wiceszef PiS zauważył, że PiS-owi zależy na czasie, bo „ten okres przejściowy sprawia wrażenie jakby się przeciągał, a jeszcze media podgrzewają atmosferę”. – Zależy nam na czasie, bo okres przejściowy zawsze robi wrażenie – a media próbują niesłusznie to podkreślić – przeciągającego się. Niesłusznie, bo to pierwszy znany mi od 25 lat przypadek, gdy partia przygotowuje się do przejęcia rządów nie tylko programowo, ale i personalnie – mówił.

Urzędnicy, którzy zniszczyliby dokumenty poniosą konsekwencje

Na sugestię, że „od 1 listopada ruszyły niszczarki w MSW. Tam jest bardzo dużo dokumentów, które właśnie w okresie przejściowym mogą zostać bezpowrotnie utracone” Macierewicz stwierdził, że „jego zdaniem chodzi tu o materiały nieprzydatne do prowadzenia śledztwa i do wyjaśnienia pewnych spraw” – Jeżeli mowa o tragedii smoleńskiej, to nie ma wątpliwości, że to jedna z najważniejszych spraw, z jakimi miało do czynienia państwo polskie – podkreślał.

– Kupiono niszczarki, nadano tego typu uprawnienia, ale one dotyczą wyłącznie materiałów, które nie mogą być przydatne do żadnego postępowania i śledztwa, do wyjaśnienia żadnej z poważnych sytuacji. Tymczasem jeśli mówimy o dokumentach dot. tragedii smoleńskiej nie ma wątpliwości, że jest to sprawa, którą należy wyjaśnić. I urzędnicy, którzy zniszczyliby tego typu dokumenty, muszą się liczyć z tym, że poniosą konsekwencje – mówił.

– Mam pewne doświadczenie w odszukiwaniu rzeczy, o których mówiono, że nie istnieją albo zostały zniszczone w ciągu ubiegłych 25 lat. Doświadczenie jest takie, że zawsze jest jakiś ślad. Zawsze ktoś zapamięta tytuł dokumentu, złoży zeznanie w tej materii, takie zeznanie jest materiałem dowodowym, można w oparciu o nie prowadzić postępowanie itd. Więc nie radzę łudzić się, że gdyby takie przestępstwo zostało popełnione, to ujdzie płazem. Nie ujdzie – ostrzegał.

Powstanie komisja służąca wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej?

Na pytanie czy powstanie komisja służąca wyjaśnieniu tragedii smoleńskiej, Macierewicz odpowiedział, że „komisje śledcze powinny powstawać dlatego, że normalne organy śledcze nie radzą sobie z daną sprawą bądź w sposób widoczny nie chcą ich wyjaśnienia”. – I moim zdaniem wiele z tych spraw, które wymagały komisji śledczych to były takie sprawy, gdzie organy państwa nie chciały [ich] wyjaśniać.

– Matactwa dotyczyły samej struktury wymiaru sprawiedliwości – przyjrzyjmy się sprawie [śmierci Krzysztofa] Olewnika, gdzie w trakcie postępowania komisja śledcza miała udowodnić, że ludzie z wymiaru sprawiedliwości brali udział w mataczeniu. Mam nadzieję, że taka sytuacja teraz się nie powtórzy, co nie zmienia sprawy, że niektóre ze spraw będą wymagać powołania komisji śledczych. Ale też przestrzegam przed taką sytuacją, gdzie powstanie 5-6 komisji śledczych, bo nie byłyby w stanie skutecznie przeprowadzić śledztwa.

Odciąć służby specjalne od korzeni PRL

Pytany o polskie służby specjalne, Antoni Macierewicz przypomniał, że jest zwolennikiem rozwiązania odcięcia się tych służb od korzeni z PRL-u. – Opieranie się na ludziach, którzy uzyskali swoją wiedzę na podporządkowaniu się służbom sowieckim jest działaniem pozornym i szkodzącym naszemu bezpieczeństwu – mówił.

– Uczciwość, kompetencje i patriotyzm – to warunki sine qua non działania służb specjalnych – podkreślał Macierewicz. – Służby działają jako pewna zasłona. Społeczeństwo daje im olbrzymią władzę, ale nie po to, by dbały o swoje interesy, ale by odpowiadały za nasze bezpieczeństwo. To muszą być najlepsi z najlepszych, także moralnie – wyjaśniał Macierewicz – My dajemy jako społeczeństwo państwowym funkcjonariuszom olbrzymią władzę, ale nie po to, aby załatwiali cudze interesy, tylko aby rozwiązywali nasze.

Zobacz także

macierewiczZnowuoSmoleńsku

wyborcza.pl

 

KIEDY POLKI I POLACY UPOMNĄ SIĘ O 500 ZŁOTYCH?

FELIETON: ANNA DRYJAŃSKA, 26.10.2015

Uważaj, czego sobie życzysz – mówi angielskie przysłowie. Najnowsze sondaże mówią, że co siódmy Polak i Polka zagłosowali na PiS, dając tej partii spektakularne zwycięstwo w wyborach. Reszta zagłosowała na kogoś innego lub nie pofatygowała się na wybory. Polska dostanie to, na co zasłużyła.

 

To będzie ciekawe kilka lat (lub zaledwie kilkanaście miesięcy). PiS dysponujący pełnią władzy – ich prezydent, ich premier – stanie w obliczu rozbudzonych oczekiwań wyborców. Ci nieco starsi pamiętają jeszcze o 3 milionach mieszkań obiecanych w kadencji 2005-2007, zaś wszystkim dobrze utrwaliło się flagowe hasło o 500 zł na dziecko z kampanii Andrzeja Dudy i PiS. Teraz, gdy u władzy nie będzie złej Platformy stojącej PiS-owi na drodze przemiany Polski w kraj mlekiem i miodem płynący, dla wyborców najbardziej naglącą kwestią stanie się „kiedy?”.

 

screenshot za @unnuna, Twitter

 

Obietnice nic kosztują, ale ich realizacja już tak. O ile rok 2016 nowa partia rządząca może w miarę bezkonfliktowo przejść pod hasłem imposybilizmu związanego ze „sprzątaniem” po Platformie, o tyle później trudno będzie znaleźć wymówkę, która usprawiedliwi PiS w oczach wyborców. Obniżanie oczekiwań elektoratu nowa partia rządząca zaczęła już dzień po wygranych wyborach. Na pytanie o realizację obietnicy 500 zł na dziecko i obniżenia wieku emerytalnego Gowin odpowiada „zobaczymy, na co stać polskie państwo” i nie wyklucza „rozłożenia reform w czasie”. Ziobro ostrzega, że 500 zł na dziecko może nie być realne w w nadchodzącym roku. Czy wyborcy będą mieli cierpliwość, by tyle czekać?

 

Pewne jest tylko to, że przed nami bogoojczyźniany teatr, który szybko zmieni się w operetkę, niespotykany rozkwit satyry, a w końcu nieuchronny rozwód PiS z kibolami i innymi grupami społecznymi i zawodowymi.

 

Rozhuśtane przez lata oczekiwania wyborców, podobnie jak żądzę zemsty i triumfalizm we we własnych szeregach, trudno będzie tonować.

 

Szampański nastrój polityków i publicystów PiS prędzej czy później skończy się potężnym kacem.

 

 

PIS ZREALIZUJE WIĘKSZOŚĆ OBIETNIC. NIE BĘDZIE MIEĆ WYJŚCIA

FELIETON: PIOTR KUCZYŃSKI, 27.10.2015

Wybory za nami. Niespodzianki nie było, mimo że niektórzy mogą mówić o Sejmie bez lewicy jako o niespodziance. Wygrało Prawo i Sprawiedliwość i będzie rządziło niepodzielnie przez (najpewniej) cztery lata. To, że lewica nie ma swojej reprezentacji, jest przykre, bo przecież w społeczeństwie zawsze jest taki elektorat.

 

Polska będzie nielicznym krajem w Europie (o ile taki jest), w którym w parlamencie nie ma partii lewicowej. Adrian Zandberg z Razem”zdecydowanie odebrał szansę na wejście do Sejmu Zjednoczonej Lewicy. Cóż, jak widać (słusznie) w Polsce jest zapotrzebowanie na świeżość i zaangażowanie, a tego ludziom z Razem nie można odmówić, mimo że niektóre z postulatów z jej programu są totalnie utopijne.

 

To chyba nawet dla lewicy lepiej, że jej w Sejmie nie będzie – może powstanie coś nowego, co w kontrze do prawicowego Sejmu stworzy realną alternatywę. Nie będzie to łatwe, bo Platforma Obywatelska przejęła częściowo elektorat światopoglądowy lewicy, a Prawo i Sprawiedliwość elektorat socjalny. Znalezienie wolnego pola może być bardzo trudne.

 

Dobrze, zostawmy lewicę jej przywódcom i przejdźmy na poletko, które od wielu lat uprawiam, czyli do gospodarki i finansów. Można powiedzieć, że rynki finansowe przyjęły wyniki wyborów spokojnie. Można też powiedzieć, że taki wynik był już wcześniej zdyskontowany. Owszem, złoty po wyborach nieco tracił, ale reakcja negatywna nie musi być trwała.

 

GPW w ogóle nie zareagowała, bo reagowała przed wyborami – była wtedy jednym ze słabszych rynków.

 

Od długiego już czasu rynki oswajały się z perspektywą objęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, więc nie należało oczekiwać, że po wyborach zacznie się paniczna wyprzedaż. Rynek zareagował zgodnie z zasadą „kupuj pogłoski, sprzedawaj fakty”. Teraz GPW powinna po prostu kontynuować wyczekiwanie (tym razem na decyzje) albo nawet rosnąć – bo zawsze najbardziej rynkom szkodzi czekanie.

 

Wszystko zależy teraz od tego, jaki rząd powstanie, kto będzie ministrem finansów (lub połączonych resortów finansów i gospodarki, bo i takie pomysły krążą) i jakie będą decyzje nowego Sejmu. Inna będzie sytuacja, jeśli ministrem finansów zostanie ktoś poważany przez rynki finansowe (na przykład, o czym się głośno mówi, Mateusz Morawiecki, obecny szef BZ WBK), a inna, jeśli zostanie nim mało znany (rynkom) polityk.

 

Warto odnotować, że zbliża się czas zmiany w Komisji Nadzoru Finansowego, w przyszłym roku w czerwcu prezesa NBP, a w międzyczasie członków Rady Polityki Pieniężnej. Nie ulega wątpliwości, że Prawo i Sprawiedliwość obsadzie te stanowiska swoimi ludźmi. I nie ulega również wątpliwości, że nominacje te będą bacznie obserwowane przez rynki.

 

Nie ulega też wątpliwości (według mnie), że PiS będzie realizował większość swoich obietnic. Nie może ich nie zrealizować, bo naraziłby się potężnie swojemu elektoratowi.

 

Owszem, po wrzuceniu kartki wyborczej do urny elektorat nie jest już taki istotny, ale obejmując władzę, od pierwszego dnia walczy się o następną kadencję (przynajmniej tak powinno być).

 

Tak więc „podpadanie” elektoratowi nie wchodzi w rachubę.

 

Problem w tym, że obietnice wyborcze można realizować w różny sposób. Kwota wolna od podatku może wynieść 8 tys. dla wszystkich, a może tylko dla mniej zarabiających. Nawiasem mówiąc, dla kogokolwiek by była, to 30% Polaków nie płaci podatku PIT (bo od podatku odlicza się większa część składki zdrowotnej). Podniesienie kwoty wolnej od podatku pomoże więc albo lepiej zarabiającym, albo nie pomoże nikomu.

 

Podatek bankowy może objąć aktywa, a może niektóre pasywa lub być zastąpiony przez podatek od transakcji finansowych. Tego ostatniego nie powinno się wprowadzać, o ile nie chce się zarżnąć GPW i funduszy inwestycyjnych. Najbardziej sensowny jest podatek od pasywów krótkoterminowych (czyli np. od pożyczek od innych banków), ale on nie przyniósłby budżetowi większych pieniędzy.

 

Dlatego też najpewniej zostanie wprowadzony podatek od aktywów. Ale i tu jest możliwość wykluczenia kredytów (kredyt należy do bankowych aktywów). Jeśli tego się nie wyłączy, to ucierpi akcja kredytowa. Na Węgrzech opodatkowanie aktywów z kredytami włącznie doprowadziło do zmniejszenia akcji kredytowej o 30%. To uderzyłoby w gospodarkę i zaszkodziło wpływom do budżetu.

 

Wiek emerytalny może być bezwarunkowo cofnięty, a może być obwarowany koniecznością posiadania 40-letniego stażu. I ten staż może być bardzo różny – pracy, składkowy, ubezpieczeniowy. A każda z tych możliwości rodzi odmienne skutki. Najmniej bolesny dla budżetu byłby staż składkowy, ale wtedy skorzystałoby z krótszej pracy niewiele osób.

 

Podsumowując: czekamy na konkrety. Nie śniło mi się, że kiedyś to powiem/napiszę, ale sytuacja jest taka, że chyba muszę. Od zawsze krytykowałem dyktat rynków finansowych, które zastępują demokrację i narzucają pożądane przez siebie rozwiązania, a nawet doprowadzają do zmiany rządów. Tym razem jednak mam nadzieję, że rynki finansowe będą korygowały coś, na co się zanosi, czyli zwiększenie wydatków bez zapewnienia przychodów.

 

W sytuacji, kiedy potężny bank inwestycyjny Goldman Sachs wieszczy nadejście trzeciej fazy kryzysu (dla równowagi – bank HSBC się z tym nie zgadza), zakładanie szybkiego wzrostu gospodarczego, zwiększenie wpływów podatkowych i możliwości znacznego zwiększania wydatków mogą prowadzić do sytuacji, w której z rozrzewnieniem będziemy wspominali „zieloną wyspę”.

pisZrealizuje

 

**Dziennik Opinii nr 300/2015 (1084)

 

 

Sierakowski pisze list do Kukiza. „Drogi panie…”. A potem ostro o narodowcach

opr. dżek, 03.11.2015

Sławomir Sierakowski, szef ''Krytyki Politycznej''

Sławomir Sierakowski, szef ”Krytyki Politycznej” (Fot. Adam Stpie / Agencja Gazeta)

Sławomir Sierakowski napisał otwarty list do Pawła Kukiza. Dzięki liderowi ugrupowania Kukiz’15 do Sejmu weszła grupa osób związanych z Ruchem Narodowym.

 

Sierakowski na początku zapewnia, że Kukiza lubi i jego list nie jest atakiem. Szef „Krytyki Politycznej” pochylił się nad tym, jakich posłów wprowadził do Sejmu Kukiz.

Pseudopatriota walczy z cieniem

Na listach jego ugrupowania znalazła się spora grupa narodowców związanych z Ruchem Narodowym i/lub Młodzieżą Wszechpolską. – W Polsce w czasach pokoju, gdy nagle dzielnych i odważnych robią się miliony, zamiast patriotyzmu rozwijać zaczyna się bezwstydny pseudopatriotyzm – pisze Sierakowski.

I dalej: Pseudopatrioci to nie są nawet „damscy bokserzy” – ich specjalnością jest walka z cieniem. Ich wynalazki to antysemityzm bez Żydów, rasizm bez imigrantów, antykomunizm bez komunistów.

Lajkiem między oczy

– Mówię o tym, z kim Pańscy sojusznicy walczą, bo o pracy na rzecz umiłowanego podobno narodu nie ma nawet co mówić. Co tak naprawdę dla polskiej kultury robi Ruch Narodowy? Blogi, tłity, lajki i komentarze pod tekstami w internecie? Marsze pod hasłami nienawiści kończące się dewastacją miasta? W zestawieniu z dorobkiem ruchu narodowego z przeszłości jest to raczej ośmieszanie tej tradycji, a nie kontynuowanie jej – uważa Sierakowski.

Cały list na stronie „Dziennika Opinii”.

Zobacz także

sierakowskipiszelistdoKukiza1

sierakowskiPiszeListdoKukiza

TOK FM

SIERAKOWSKI: LIST DO PAWŁA KUKIZA

W czasach pokoju, gdy dzielnych i odważnych robią się nagle miliony, zamiast patriotyzmu rozwija się bezwstydny pseudopatriotyzm.

Drogi Panie,

 

To zapewne nieoczekiwana deklaracja, ale lubię Pana. Nie tylko ja, bo poza tymi, którzy na Pana głosowali, lubi Pana też na przykład Karol Modzelewski, o czym jakiś czas temu publicznie opowiadał. Na pewno Pan to doceni, bo patriotów Pan ceni najbardziej. Modzelewski to pierwszy rzecznik „Solidarności”, pomysłodawca tej nazwy, jeden z najważniejszych polskich dysydentów, który dziewięć lat przesiedział w komunistycznym więzieniu. Zgodzi się Pan, że to niemałe zasługi dla wolności i niepodległości Polski.

 

Karol Modzelewski mówił, że ceni Pańską umiejętność mówienia do zwykłych ludzi. Modzelewski, choć ma inteligenckie pochodzenie, nauczył się tego, bo jeździł od młodości do zwykłych pracowników FSO i nauczył się z nimi rozmawiać. Ta umiejętność przydała mu się później nie raz, szczególnie za czasów „Solidarności”.

 

Wybrałem taki początek tego listu, żeby zaznaczyć, że choć mamy bardzo różne poglądy, niekoniecznie musi się to pokrywać ze złymi emocjami. Niby oczywistość, ale jak się okazuje istnieją jednak oczywistości nieoczywiste.

 

Karol Modzelewski wymyślił też hasło „Niepodległość bez cenzury”, gdy komunistyczne władze zdjęły Dziady w 1968 roku. Siedział już w więzieniu, gdy oficer SB przesłuchiwał Adama Michnika w ten oto sposób: „Panie Michnik, jak pan wyjdzie z więzienia, czy pan wreszcie wyjedzie do Izraela?”. W odpowiedzi usłyszał: „Proszę pana, wyemigruję, naturalnie, następnego dnia po tym, jak pan wyjedzie do Moskwy”.

 

Związek Radziecki upadł, SB zlikwidowano. Ale esbecy znaleźli zastępców i dalej można usłyszeć: „Dzień, w którym wyemigruje pan do Izraela, będzie początkiem nowej ery”. Tak pisze do Michnika felietonista i sekretarz redakcji Myśl24.pl, portalu Ruchu Narodowego. Jego szef i dwaj członkowie tejże redakcji to posłowie Pana obozu politycznego. Takich treści, rozpowszechnianych także przez Pana posłów, znajdzie Pan więcej.

 

W Polsce w czasach pokoju, gdy nagle dzielnych i odważnych robią się miliony, zamiast patriotyzmu rozwijać zaczyna się bezwstydny pseudopatriotyzm.

 

Pseudopatrioci to nie są nawet „damscy bokserzy” – ich specjalnością jest walka z cieniem. Ich wynalazki to antysemityzm bez Żydów, rasizm bez imigrantów, antykomunizm bez komunistów.

 

Mówię o tym, z kim Pańscy sojusznicy walczą, bo o pracy na rzecz umiłowanego podobno narodu nie ma nawet co mówić. Co tak naprawdę dla polskiej kultury robi Ruch Narodowy? Blogi, tłity, lajki i komentarze pod tekstami w internecie? Marsze pod hasłami nienawiści kończące się dewastacją miasta? W zestawieniu z dorobkiem ruchu narodowego z przeszłości jest to raczej ośmieszanie tej tradycji, a nie kontynuowanie jej.

 

Na kpinę zakrawa porównanie powagi zainteresowań, pracy społecznej i intelektualnej dzisiejszych bohaterów Ruchu Narodowego z osiągnięciami jego przeszłych reprezentantów: Zygmunta Miłkowskiego, Zygmunta Balickiego, Władysława Grabskiego, kończąc na Andrzeju Trzebińskim, choć i po wojnie nie zabrakło ciekawych ludzi, jak Wojciech Wasiutyński, który przed wszystkimi opisał przyszłą dominację korporacji międzynarodowych (nazywał je „multinacjonałami”). Nie wiesz, czytelniku, kim są te postacie? Nie wiesz, bo Ruch Narodowy zna się dziś jedynie na rozkładzie lotów do Tela Awiwu, a nie na historii polskiej kultury.

 

Nasi dzielni nacjonaliści nie wpadną nawet na to, żeby upamiętnić jakoś Andrzeja Trzebińskiego, poetę i intelektualistę prawicowego. Czekacie aż „Krytyka Polityczna” zajmie się tym, żeby jakaś tablica z jego nazwiskiem pojawiła się na rogu Wareckiej i Nowego Światu, gdzie 21-letni Trzebiński z ustami zalepionymi gipsem został rozstrzelany przez Niemców? Polityka historyczna prawicy organizuje się wokół totemów powstania warszawskiego albo żołnierzy wyklętych, w których – ponownie – człowiek ginie. Czy dobrze dba o naród ten, kto bardziej ceni symbole niż ludzi?

 

Po przedwyborczej debacie mianował Pan konkurenta z lewicowej Razem patriotą, z czego się Pan szybko wycofał, bo się Panu jego zdjęcie w koszulce z Marksem nie spodobało. Marks wobec bohaterów polskiego powstania zachowywał się bardzo honorowo i pisał o nich z największym szacunkiem, nagłaśniając w Europie jak mało kto sprawę polskiej niepodległości. Domyślam się, że Marks dla Pana równa się PRL, ale w takim razie dlaczego Pana ludzie wypraszają z Polski tych, których komunistom wyprosić się nie udało?

 

Pozdrowienia,

S.

 

 

**Dziennik Opinii nr 307/2015 (1091)

 

W siedzibie PiS narady przed powołaniem rządu. Zaprzysiężenie rządu 11 listopada?

klep, 03.11.2015
W siedzibie PiS na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie toczą się rozmowy w sprawie nowego rządu. Według serwisu 300polityka.pl gabinet Beaty Szydło zostanie zaprzysiężony 11 listopada.

Beata Szydło i Marcin Mastalerek przed siedzibą PiS, 27 października

Beata Szydło i Marcin Mastalerek przed siedzibą PiS, 27 października (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

 

Do siedziby PiS przy ul. Nowogrodzkiej przybyli wiceprezes PiS, kandydatka partii na premiera Beata Szydło oraz prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Decyzje jeszcze w tym tygodniu

Według źródła PAP w kierownictwie PiS komitet polityczny, który zdecyduje o kandydatach na ministrów, odbędzie się prawdopodobnie w tym tygodniu, choć konkretna data nie jest jeszcze znana. „Fakty” TVN podają, że skład rządu poznamy w piątek. Serwis 300polityka.pl natomiast informuje, że nowy rząd zostanie najpewniej zaprzysiężony 11 listopada, dzień po pierwszym posiedzeniu Sejmu. W następnym tygodniu możliwe będzie głosowanie nad wotum zaufania i expose.

Dziś na Nowogrodzkiej pojawili się m.in. Mariusz Błaszczak, Mariusz Kamiński,Jarosław Gowin i Antoni Macierewicz. Na jutro zaplanowane są kolejne spotkania z osobami, które są wymieniane w mediach jako kandydaci na nowych ministrów.

Gowin czy Macierewicz?

Z rozmów PAP z politykami PiS wynikało, że szefem MON ma zostać, zgodnie z zapowiedziami PiS z kampanii, lider Polski Razem Jarosław Gowin. W ostatnich dniach jednak w mediach pojawiły się spekulacje, że resort obrony może objąć Antoni Macierewicz, a Gowin otrzyma inny resort, np. nauki i szkolnictwa wyższego.

Sam Gowin powiedział dziennikarzom, że wszystkie informacje na temat składu nowego rządu będzie podawała Beata Szydło. – Mam nadzieję, że to będzie jeszcze w tym tygodniu – dodał. Na pytanie, czy to wiceprezes PiS, kandydatka tej partii na premiera ma wpływ na skład rządu odparł: – To ona decyduje; nie ma prawa weta, tylko ona decyduje. Oczywiście robi to w konsultacji ze swoim zapleczem parlamentarnym.

Pytany przez dziennikarzy, czy to prawda, że Antoni Macierewicz jest teraz głównym kandydatem, a nie on, na ministra obrony, powiedział, że należy o to pytać Beatę Szydło.

Również Antoni Macierewicz nie chciał odpowiadać na pytania, kiedy będą decyzje w sprawie rządu. – Macie Państwo nieporównanie większą wiedzę na ten temat niż ja, naprawdę. Na razie jestem posłem i jest to najwyższa godność, jaką ktokolwiek może osiągnąć – stwierdził.

Kamiński na koordynatora służb

Mariusz Kamiński, były szef CBA na którym ciąży nieprawomocny wyrok więzienia, miałby zostać koordynatorem służb specjalnych, zaś Mariusz Błaszczak wymieniany jest w mediach jako kandydat na ministra spraw wewnętrznych. Błaszczak po spotkaniu na Nowogrodzkiej powiedział dziennikarzom jedynie, że do pierwszego posiedzenia Sejmu jest szefem klubu PiS.

W ubiegły wtorek komitet polityczny PiS zdecydował, że kandydatem na premiera jest Beata Szydło. Kandydatka na premiera nie przedstawiła oficjalnie żadnych kandydatur na swoich ministrów.

Wśród „pewniaków” do nowego rządu wymieniano europosła Marka Gróbarczyka jako ministra gospodarki morskiej, posła Andrzeja Adamczyka jako ministra infrastruktury oraz posła Piotra Naimskiego jako ministra energetyki. W PiS trwa dyskusja, kto może być szefem MSZ. W mediach spekuluje się, że miałby nim zostać Kazimierz Ujazdowski, Witold Waszczykowski lub prof. Ryszard Legutko.

 

wSiedzibiePiS

gazeta.pl

Porozmawiajmy o prezesie. Felieton Andermana z cyklu: A poza tym

Janusz Anderman, 03.11.2015

Jarosław Kaczyński, prezes PiS

Jarosław Kaczyński, prezes PiS (Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Jak zauważył osiemnastowieczny pisarz niemiecki Lessing, „Wszyscy wielcy ludzie są skromni”. Te słowa jak ulał pasują do prezesa PiS, któremu tylko skromność nie pozwala dowodzić swej skromności.

Ostatnio mogliśmy ją podziwiać w wywiadzie, udzielonym przez prezesa „Magazynowi”, wydawanemu przez Zarząd Regionu Gdańskiego „Solidarności”. Z niemałym wzruszeniem cofamy się do roku 1980, kiedy to w lipcu wybuchły pierwsze strajki. I tu prezes wysuwa na czoło dwie postaci – Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego, siebie pozostawiając w cieniu. Dwaj wymienieni opracowali genialny plan. „Chodziło o zajęcie jednej z państwowych drukarni i wydawanie codziennego pisma, które byłoby organem, ale być może też ośrodkiem kierowniczym całej akcji. Nic z tego nie wyszło, ale plan w różnych wersjach był aktywny aż do 1989 r.”. Prezes nie wnika w szczegóły i nie opowiada, dlaczego nic nie wyszło z zajęcia państwowej drukarni. Być może zainteresowani nie posiadali przepustki i nie zostali na teren zakładu wpuszczeni.

O swojej szczególnej aktywności, już w sierpniu 80, skromnie opowiada prezes dalej. „Spędzałem urlop we Władysławowie. Spotkałem się oczywiście z Leszkiem, rozmawialiśmy o sytuacji, przygotowałem na jego zlecenie jakąś ulotkę”.

Prawdziwe schody zaczęły się w Warszawie, gdy strzaskany na heban prezes wrócił z plaży. „Rozpoczął się intensywny okres działalności opozycyjnej z ukrywaniem się i wieloma »przygodami «”. Na początek prezes ukrył się w mieszkaniu ciotki i wuja. „Czasem, aby ukryć się przed bezpieką, nocowałem w klasztorze oo. Dominikanów”.

Jednak potem prezes popełnił niechcący fatalny błąd, który mógł go wiele kosztować i naprowadzić na jego ślad wszędobylskich agentów SB. A może to nie był błąd, tylko godna Kmicica brawura? Otóż prezes udał się do Wrocławia i w strajkującej zajezdni MPK uzyskał informacje. Nie zważając na podsłuchy „informacje przekazałem telefonicznie do Warszawy, a później wróciłem pociągiem do stolicy”.

W rodzinnym mieście prezes został zatrzymany, potem zwolniony i od początku września zajął się (tego już nie mógł skromnie pominąć) wspólnie z Janem Olszewskim uruchomieniem punktu konsultacyjno – informacyjnego.

Jednak dla przyszłości „Solidarności” „kluczowe okazało się zebranie przedstawicieli Międzyzakładowych Komitetów Założycielskich z całego kraju 17 września. Wcześniej [ ] ustaliliśmy z Leszkiem i Janem Olszewskim, że będziemy walczyć o powstanie jednego dużego związku. Wałęsa i Kuroń byli przeciw”. Sprzeciw Wałęsy i Kuronia na nic się nie zdał i tak właśnie powstała „Solidarność”.

Niezwykle istotny był dla prezesa rok 1986. „Zdawałem sobie sprawę, że wszystko zmierza do zmiany [ ] ale mało kto to podzielał. Natomiast rozumieli to dobrze Adam Michnik i Bronisław Geremek”. Lecz przecież tym dwóm szło już o coś innego. O ile prezes kombinował, w jaki sposób przywrócić do życia stłamszoną „Solidarność”, to Geremkowi i Michnikowi „chodziło o to, kto będzie partnerem dla władzy [ ] chcieli widzieć siebie w tej roli. Wałęsa też skłonny do ugody, nie zajmował jeszcze stanowiska”. Tak to rękami prezesa wykuwała się niepodległość.

Wywiad z prezesem urywa się niestety na strajkach w roku 1988 i poruszającym wspomnieniu: „Pamiętam młodych stoczniowców z grupy »Dym «, pięknie grających na gitarze”. Ale nie szkodzi. Przecież wiedziony swoją legendarną skromnością prezes i tak by pominął swoją rolę w obalaniu komunizmu podczas obrad przy Okrągłym Stole.

Zobacz także

porozmawiajmyOprezesie

wyborcza.pl

Reklamy