Kopacz, 11.11.2015

 

Sławomir Sierakowski o „Marszu Niepodległości”: Skoro Polska dla Polaków, to może Londyn dla londyńczyków?

Marsz Niepodległości, zdaniem Sierakowskiego, jest zabawą chłopców.
Marsz Niepodległości, zdaniem Sierakowskiego, jest zabawą chłopców. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

– W tym roku to jeszcze idzie na konto PO. Ale od przyszłego roku PiS będzie pytane, co zamierza robić ze świętem niepodległości, czy powinno je oddać narodowcom – mówił w TVN 24 o kolejnym Marszu Niepodległości Sławomir Sierakowski z „Krytyki Politycznej”.

Sierakowski uważa, że hasła tej imprezy są absurdalne. Nie widzi możliwości, by Polska stała się jednorodna etnicznie. Uważa, że z obecnym stanem rzeczy należy się pogodzić. Krytykował on także czczone 11 listopada idee nacjonalizmu.

– Są też Żydzi, imigranci. Taka jest i będzie Polska. Jeśli będzie inna, to będzie dziwadłem. (…) Skoro Polska dla Polaków, to może Londyn dla londyńczyków? Czy to jest sugestia, żeby wyrzucić stamtąd imigrantów? – mówił lewicowiec.

Krytyka z jego strony nie ominęła też Prawa i Sprawiedliwości. Sławomir Sierakowski zaznaczył, że za rok PiS samo będzie musiało się zmierzyć z problemem Marszu Niepodległości. Podkreślił też, że prawdziwi patrioci mogliby w ramach marszu się nie odnaleźć.

– Proszę sobie wyobrazić na trasie takiego marszu wielkich patriotów – Mazowieckiego, Kuronia, Modzelewskiego. Co by ich tutaj spotkało? Czy rząd PO i PSL jest za Polską dla Marsjan? Nie widzę związku. Ja bym chciał, żeby oni się własną tradycją zainteresowali, zamiast rzucać kamieniami – mówił Sierakowski.

sławomirSierakowski

naTemat.pl

12 maja 1926 r. Rozmowa

Włodzimierz Kalicki, 13.05.2008
Zamach stanu zaczyna się nocą, pośród improwizacji i chaosu. Oficerowie wierni marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu mobilizują przeciwko legalnemu rządowi Wincentego Witosa pułki kawalerii i piechoty stacjonujące pod prawobrzeżną Warszawą. To ma być tylko demonstracja siły i poparcia dla Piłsudskiego. Marszałek chce spotkać się z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim i wymusić na nim dymisję znienawidzonego przez siebie i przez większość społeczeństwa prawicowego rządu Witosa

Spiskowcy nie mają jednak pojęcia, że prezydent rano wyjechał do Spały. O 7 rano marszałek rusza z Sulejówka, by spotkać się z prezydentem. W Warszawie dowiaduje się, że Wojciechowski wyjechał. Piłsudski o 11 rano wraca do Rembertowa i dopiero wtedy wydaje wiernym mu pułkom rozkaz do marszu na Warszawę i obsadzenia obu mostów na Wiśle.

Krótko po południu na most Poniatowskiego wkracza dywizjon wiernego marszałkowi Piłsudskiemu 1. Pułku Szwoleżerów. Dowódca mjr Strzelecki rozkazuje ustawić na wieżycach mostu karabiny maszynowe. Szwoleżerowie zatrzymują samochody, rekwirują je i budują z nich barykadę.

O 16 major Marian Porwit zarządza alarm w Szkole Podchorążych w Alejach Ujazdowskich. Kadra i kursanci zdecydowani są dochować wierności legalnym władzom. Mjr Porwit wydaje rozkaz: dotrzeć do mostu Poniatowskiego i wyrzucić na prawy brzeg Wisły zbuntowaną kawalerię Piłsudskiego.

Na czele kolumny niemal dwustu podchorążych jadą: angielski samochód pancerny Austin uzbrojony w karabin maszynowy oraz otwarty samochód opancerzony Peugeot wyposażony w działko. W pięknym majowym słońcu błyszczą bagnety straży przedniej. Przechodnie patrzą zdziwieni, nieliczne pojazdy ustępują z drogi. U wylotu Agrykoli do kolumny dołącza z jedną armatą działon 1. Dywizjonu Artylerii Konnej.

Krótko przed 16.30, gdy kolumna podchorążych dociera Alejami Ujazdowskimi do placu Trzech Krzyży, z Nowego Światu w puste Aleje Jerozolimskie skręca samochód. Auto zatrzymuje się w Alejach, nieopodal mostu, przed barykadą z samochodów ustawioną przez szwoleżerów; wysiada zeń prezydent RP Stanisław Wojciechowski, który w południe wrócił ze Spały do Warszawy. Prezydent poleca przekazać oficerowi dowodzącemu żołnierzami Piłsudskiego na moście list do marszałka. W kopercie są wydane przed niespełna dwiema godzinami odezwy rządu i prezydenta wzywające zbuntowanych żołnierzy do opamiętania się i do natychmiastowego podporządkowania się prawu. Do koperty prezydent Wojciechowski polecił włożyć też swoje pismo, w którym żąda od Piłsudskiego udzielenia natychmiastowej odpowiedzi. Prezydent w otoczeniu swej świty – i rosnącej z minuty na minutę grupy gapiów – stoi przed tyralierą szwoleżerów. Czeka na odpowiedź Piłsudskiego.

Kolumna podchorążych skręca w Aleje Jerozolimskie, dociera przed most. Na jezdni mostu i na zjeździe, tzw. ślimaku, stoją tyraliery spieszonych szwoleżerów. W Alejach Jerozolimskich, przed barykadą szwoleżerów, zatrzymała się spora grupa cywilów. Podchorążowie rozpoznają wśród nich prezydenta Wojciechowskiego.

Kpt. Jan Rzepecki organizuje blokadę zajętego przez szwoleżerów mostu. Pluton podchorążych młodszego rocznika dowodzony przez por. Henryka Piątkowskiego ustawia w tyralierze naprzeciw szeregu spieszonych szwoleżerów. Rozkazuje odprzodkować i wycelować w most jedyne działo.

O 17 szwoleżerowie rozsuwają samochody z barykady przed mostem. Przez lukę przejeżdżają dwa auta. Wysiadają z nich marszałek Piłsudski i towarzyszący mu oficerowie: gen. Gustaw Orlicz-Dreszer, ppłk Kazimierz Stamirowski, mjr Włodzimierz Jaroszewicz, por. Marian Żebrowski, adiutant por. Michał Galiński oraz wachmistrz żandarmerii Walenty Wójcik. Marszałek w ich otoczeniu rusza w stronę prezydenta.

Rzepeckiego niepokoi liczebność świty marszałka. Podejrzewa w tym jakiś podstęp. Poleca towarzyszącym mu oficerom wyciągnąć pistolety z kabur. Kilku podchorążych ma bacznie obserwować oficerów otaczających Piłsudskiego; gdyby próbowali grozić prezydentowi lub pochwycić go, podchorążowie mają otworzyć do nich ogień.

Ale Piłsudskiemu nie w głowie aresztowanie czy straszenie Wojciechowskiego. Obu łączą wspomnienia wielu lat młodości spędzonych w pepeesowskiej konspiracji, pamięć zagrożenia przez carską ochranę. Marszałek jest dobrej myśli, liczy, że prezydent w końcu zdymisjonuje rząd Witosa. Przecież to Wojciechowski zabiegał o spotkanie na moście.

Piłsudski i Wojciechowski stają naprzeciw siebie, w odległości kilkunastu metrów od swoich świt. Nie podają sobie rąk.

– Stoję na straży honoru wojska polskiego – zaczyna rozmowę prezydent.

Słowa te wyprowadzają marszałka z równowagi. Łapie prezydenta za rękaw.

– No, no, tylko nie w ten sposób! – Piłsudski z nerwów chrypi zduszonym głosem.

Wojciechowski strząsa jego rękę ze swojej i oświadcza: „Reprezentuję tutaj Polskę, żądam dochodzenia swoich pretensji na drodze legalnej, żądam kategorycznej odpowiedzi na odezwę rządu”.

– Dla mnie droga legalna zamknięta. Panie prezydencie, niech mnie pan puści! Nic panu nie będzie! – prosi marszałek.

– To nie o mnie chodzi, tylko o Polskę – odpowiada Wojciechowski.

Piłsudski wymija prezydenta i podchodzi do szpaleru podchorążych.

Prezydent zbliża się do dowodzącego podchorążymi mjr. Porwita: „Niech pan wykonuje otrzymane rozkazy”. Potem woła do podchorążych: „Żołnierze, spełnijcie swój obowiązek!”, wsiada do samochodu i odjeżdża.

Piłsudski zostaje.

Po dłuższej chwili marszałek próbuje przekonać mjr. Porwita, by przepuścił jego oddziały. Major odpowiada spokojnie: „Nie mogę, panie marszałku!”.

Piłsudski pyta majora, czy pamięta, od kogo dostał noszony na piersi krzyż Virtuti Militari.

Porwit dostał go od Piłsudskiego, ale niewzruszony odmawia przepuszczenia szwoleżerów.

Piłsudski podchodzi do podchorążych leżących na bruku za gotowymi do strzału karabinami maszynowymi.

– Dzieci mi chcieli pozabijać! – rzuca w ich kierunku. To aluzja do opisywanego w dzisiejszych porannych gazetach rzekomego nocnego zamachu na jego willę w Sulejówku. Podchorążowie nie reagują.

– Będziecie strzelać, chłopcy? – pyta marszałek.

– Mamy rozkaz pana prezydenta – odpowiadają. Jeden z podchorążych nagle zrywa z głowy hełm i krzyczy „Niech żyje pan prezydent!”. Kapitan Kazimierz Pająk dowodzący starszymi rocznikami podchorążych nie wytrzymuje nerwowo i wykrzykuje rozkaz: „Ładować broń!”. Marszałek zasmucony odwraca się, podchodzi do północnej balustrady mostu. Zmęczony, pobladły, opiera się o nią plecami i milcząc długo patrzy przed siebie. Podchorążych i ich dowódców prosił o pozwolenie na przejście nie dlatego, że nie ma innego sposobu by przedostać się z Pragi na prawy brzeg Wisły. Marszałek wie, że jego oddziały mogą otworzyć sobie drogę siłą. Ale to oznacza strzelaninę i ofiary. Dużo ofiar. Już nie będzie powrotu dziś wieczorem na kolację do Sulejówka. Będzie wojna domowa.

– Zostawiam wam tu Wieniawę. Nie postrzelajcie się. Ja tu jeszcze wrócę – mówi Piłsudski i wraca do samochodu.

Na Pradze, w koszarach 36. Pułku Piechoty, jego dowódca płk Kazimierz Sawicki przekonuje marszałka, że trzeba działać. Oddział

36. Pułku pod majorem Korkozowiczem opanował most Kierbedzia, a sam płk Sawicki w każdej chwili może ruszyć z resztą pułku i siłą otworzyć drogę z mostu, ulicą Zjazd do – osłanianego przez wierny rządowi 30. Pułku Piechoty – Krakowskiego Przedmieścia. Piłsudski poleca Sawickiemu pojechać na most Kierbedzia, rozejrzeć się w sytuacji, ale nie daje mu żadnych konkretnych rozkazów. W gruncie rzeczy chce się energicznego oficera pozbyć, choćby na pół godziny, na godzinkę. Proponowane przez Sawickiego otwarcie drogi do Krakowskiego Przedmieścia to przecież nic innego jak strzelanina i ofiary. Nie o takie zwycięstwo marszałkowi idzie.

Piłsudski kładzie się na małej półokrągłej kanapce i z towarzyszącym mu mjr. Ziemskim rozpamiętuje walki korpusu Dowbora-Muśnickiego z Niemcami podczas wojny światowej.

Ale podwładni marszałka zdecydowani są działać. I strzelać. Dowodzenie zamachem przejmuje gen. Orlicz-Dreszer, który rzuca nadchodzące z Rembertowa oddziały wierne Piłsudskiemu na most Kierbedzia.

Blokujący ten most oddział wojsk rządowych kpt. Szyca o 18.30 rozpoczyna atak na awangardę wojsk Piłsudskiego pod dowództwem mjr. Korkozowicza. Padają pierwsi zabici.

W koszarach na Pradze okno nad kanapką, na której leży Piłsudski, jest otwarte. Na odgłos strzałów marszałek blednie, zapada się w sobie.

wyborcza.pl

Nieoficjalnie: Kopacz spotka się z Neumannem. Będzie ją przekonywał, by nie kandydowała

kospa, 11.11.2015

Ewa Kopacz

Ewa Kopacz (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

W czwartek zbierze się klub PO, a politycy Platformy wybiorą przewodniczącego klubu oraz wskażą kandydatów na wicemarszałków Sejmu i Senatu. O funkcję szefa klubu mają się ubiegać Ewa Kopacz i Sławomir Neumann. Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że jeszcze w środę wieczorem dojdzie do spotkania Kopacz i jej zaplecza z Neumannem oraz jego stronnikami. Ci drudzy chcą, by odchodząca premier zrezygnowała z ubiegania się o funkcję szefa klubu.

Czwartkowe posiedzenie Klubu Parlamentarnego PO (138 posłów i 34 senatorów) ma rozpocząć się o godz. 11. Wybory przewodniczącego klubu będą tajne.

– Będziemy rozstrzygać o wyborze przewodniczącego klubu, mamy na razie jednego kandydata, który zapowiedział start – wielu liczy, że będzie drugi kandydat, a w zasadzie kandydatka – zapowiada wiceszef PO Cezary Grabarczyk.

Wybory w PO. Kopacz: Platforma musi być monolitem

Jak dodaje, należy też zakładać, że klub wskaże kandydatów PO na wicemarszałków Sejmu i Senatu. Grabarczyk nie chciał ujawnić, czy są już jakieś wstępne propozycje dotyczące obsady tych dwóch funkcji. Wcześniej, w nieoficjalnych rozmowach, politycy Platformy w tym kontekście wymieniali nazwiska obecnych marszałków obu izb: Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i Bogdana Borusewicza. Zastrzegali przy tym jednak, że wiele w tej kwestii będzie zależało od tego, kto zostanie przewodniczącym klubu.

Pełny skład prezydium klubu Platformy, w tym jego wiceprzewodniczący, ma zostać wybrany w kolejnych dniach.

Choć premier Ewa Kopacz nie zadeklarowała jeszcze zamiaru kandydowania na stanowisko przewodniczącego klubu Platformy, to jej współpracownicy zapewniają, że podejmie to wyzwanie.

Sama ustępująca szefowa rządu pytana o start, powiedziała jedynie we wtorek wieczorem w TVN 24, że Platforma musi być „monolitem, twardą zgraną drużyną, która będzie mówić jednym głosem w sprawach dotyczących gospodarki, finansów, polityki zagranicznej”. Dodała, że o tym, czy będzie ubiegać się o stanowisko szefa klubu, będzie wiadomo w czwartek.

Neumann: Staramy się szukać kompromisu i porozumienia

Neumann, lider pomorskiej PO i wiceminister zdrowia, pytany w poniedziałek w Radiu Plus o kandydowanie podkreślił, że ma zebraną wystarczającą liczbę podpisów do tego, by jego kandydatura na przewodniczącego klubu Platformy mogła zostać zgłoszona.

– Natomiast staramy się szukać kompromisu i porozumienia, żeby Platforma wyszła z tego trudnego momentu, jakim jest przejście do opozycji po ośmiu latach, i zbudować władze klubu, władze partii w sposób taki, że przez kolejne trzy-cztery lata będziemy ciężko pracować, żeby odrobić te wyniki, które straciliśmy w wyborach – mówił lider pomorskiej PO.

Jak dodał, wierzy, że jeżeli dojdzie do głosowania w sprawie szefa klubu PO, będzie to głosowanie pomyślne dla niego.

Do tej pory publicznie chęć głosowania na Kopacz zadeklarowali m.in.: marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, minister ds. europejskich Rafał Trzaskowski, rzecznik rządu Cezary Tomczyk oraz Grabarczyk.

Neumanna wspiera z kolei szef MSZ Grzegorz Schetyna, który zamierza, podobnie jak Kopacz, ubiegać się o fotel przewodniczącego Platformy. Z rozmów PAP z politykami PO wynika ponadto, że wiceminister zdrowia może również liczyć na głosy dużej części szefów partyjnych regionów, w tym szefa MAC Andrzeja Halickiego (Mazowsze), Rafała Grupińskiego (Wielkopolska), Stanisława Gawłowskiego (Zachodniopomorskie), Tomasza Tomczykiewicza (Śląsk) oraz Tomasza Lenza (Kujawsko-Pomorskie).

„Będziemy namawiać panią premier, żeby nie startowała”

Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że jeszcze w środę wieczorem ma dojść do spotkania Kopacz i jej współpracowników z Neumannem oraz jego stronnikami. – Będziemy namawiać panią premier, żeby nie startowała – powiedziała PAP osoba z otoczenia wiceministra zdrowia.

Pytany o spotkanie polityk PO z zaplecza Kopacz podkreślił z kolei, że tego typu rozmowy toczą się od wielu dni, a Neumann stara się w ten sposób zapewnić sobie „optymalne warunki” do startu. Wykluczył przy tym możliwość rezygnacji premier z ubiegania się o przewodnictwo w klubie.

Anonimowy polityk PO zapewnił przy tym, że Kopacz ma wystarczająco wysokie poparcie wśród swych klubowych kolegów do tego, by wygrać czwartkowe głosowanie. Innego zdania są zwolennicy Neumanna, którzy przewidują, że być może szefowa PO zaproponuje jakiegoś wspólnego kompromisowego kandydata. – Ale nawet jeżeli tak będzie, to Sławek i tak się nie wycofa. Ma silną pozycję i na pewno będzie startował – zaznaczył jeden z posłów, którzy zamierzają głosować na lidera pomorskiej PO.

Zobacz także

nieoficjalnieKopacz

wyborcza.pl

 

Andrzej Duda szepcze, Ewa Kopacz słucha zaskoczona. Krótka rozmowa przy Grobie Nieznanego Żołnierza

NB, 11.11.2015
Anie oficjalne prośby, ani apele w mediach nie doprowadziły do spotkania premier – prezydent. Aż do dziś, do 11 listopada. Andrzej Duda zdecydował się to zmienić podczas uroczystości przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Premier Ewa Kopacz była zdecydowanie zaskoczona.

Andrzej Duda i Ewa Kopacz podczas uroczystości z okazji Święta Niepodległości

Andrzej Duda i Ewa Kopacz podczas uroczystości z okazji Święta Niepodległości (Fot . Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

 

Do rozmowy doszło podczas uroczystej zmiany warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza. W czasie trwania uroczystości Andrzej Duda nachylił się i powiedział Ewie Kopacz na ucho kilka zdań. Politycy nie podali sobie dłoni, Duda dużo gestykulował. Premier wyglądała na zaskoczoną, długo tylko słuchała. Politycy wymienili kilka zdań, po których prezydent wrócił na swoje miejsce.

dudaPodchodzi

Nie wiadomo, o czym dokładnie rozmawiali, ale obie strony były spokojne, a Ewa Kopacz wydawała się też zadowolona z przebiegu rozmowy. Wyglądali, jakby udało im się coś ustalić.

Rozmowa między premierem i prezydentem odbyła się w przeddzień dymisji Kopacz i szczytem UE na Malcie. Ten ostatni termin doprowadził do kontrowersji oraz konfliktu między szefową rządu a prezydentem. Prawdopodobnie to właśnie było przedmiotem rozmowy.

Potem Andrzej Duda wymienił uprzejmości z byłym prezydentem Bronisławem Komorowskim. Atmosfera była przyjazna, była też wymiana uścisków dłoni.

niewiadomo

dudaSzepcze

gazeta.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: