Rząd PiS 3, 10.11.2015

 

Prezydent i politycy PiS na mszy w smoleńską miesięcznicę. Apel: „Chcemy ukarania winnych zbrodni”

Wah, 10.11.2015
Msza w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela

Msza w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela (Fot. ADAM STĘPIEŃ/ Agencja Gazeta)

W nabożeństwie w Bazylice Archikatedralnej pw. św. Jana Chrzciciela w Warszawie wziął udział prezydent Andrzej Duda oraz politycy Prawa i Sprawiedliwości. Po Mszy św. odbędzie się Marsz Pamięci.
We mszy uczestniczył prezydent Andrzej Duda, rodziny smoleńskie oraz niektórzy politycy PiS w tym m.in. Joachim Brudziński i kandydat na marszałka Sejmu Marek Kuchciński. Ks. Bp Michał Janocha – biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej – mówił m.in. w homilii:

Dzisiejsza Polska jest terenem zmagania o historyczną pamięć

– Dzisiejsza Polska jest terenem zmagania o historyczną pamięć. Jednym z jej symboli stał się Katyń, a z pamięcią o Katyniu nierozerwalnie związała się tragiczna data 10 kwietnia 2010 r., którą co roku, którą co miesiąc – tak jak dziś – wspominamy. Zginęli ci, którzy udawali się, aby uczcić pamięć Katynia, reprezentanci najlepszych synów i córek naszego narodu, ze śp. panem prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego małżonką.

A potem w imię tej pamięci tysiące rąk układały krzyż ze zniczy przed prezydenckim pałacem; i w imię walki z tą pamięcią inne ręce ułożyły w tym miejscu prześmiewczy krzyż z puszek po wypitym piwie. Przez długi czas przechodząc wieczorem Krakowskim Przedmieściem, słyszało się po jednej stronie słowa modlitwy, a po drugiej słowa ironii, okrzyki pogardy, starannie rejestrowane przez media, także publiczne. Czy to jest tak, że z jednej strony Warszawa, a z drugiej Warszawka? Nie wiem – mówił i dodał, że „Chrystus im odpuści bo nie wiedzą co czynią”.

– Dziś nadchodzi czas, by na nowo pomyśleć o budowie szczególnego miejsca upamiętnienia – pomnika, który wspominałby tragiczną smoleńską katastrofę. Pomnika na miarę tamtego wydarzenia, na Krakowskim Przedmieściu.

Po mszy odbywa się Marsza Pamięci

Po Mszy św. odbędzie się Marsz Pamięci, podczas którego ma zostać odczytany Apel Klubów „Gazety Polskiej”.

– Niemożliwe stało się możliwe. Całkowitą władzę w Polsce przejmuje jedyna formacja polityczna, która jest zdolna wyjaśnić, co stało się w Smoleńsku. Nowa władza ma większość instrumentów niezbędnych, by podjąć takie działania. Dziękując Bogu za to, że pozwolił nam doświadczyć tej chwili, będziemy się wciąż modlić do Stwórcy i jednocześnie domagać od nowych władz, by owoce tego zwycięstwa nie były zmarnowane. Chcemy godnego uczczenia poległych 10 kwietnia 2010 r. Chcemy uczciwego śledztwa w tej sprawie. Chcemy wreszcie, w miarę możliwości, ukarania winnych zarówno tragedii jak i tuszowania tej zbrodni. Będziemy trwać w naszej modlitwie, póki tak się nie stanie.

Zobacz także

prezydentIpolitycyPiS

wyborcza.pl

Czechy będą reprezentowały Polskę na szczycie. Trzaskowski: „Prezydent nie wyraża gotowości…”

WB, jagor, PAP, 10.11.2015
Premier Czech Bohuslav Sobotka będzie prezentował polskie stanowisko podczas nieformalnego szczytu Unii na Malcie – minister ds europejskich Rafał Trzaskowski. Wcześniej Trzaskowski podkreślił, że „decyzję podjął prezydent”.

Premier Czech Bohuslav Sobotka

Premier Czech Bohuslav Sobotka (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

 

Premier Ewa Kopacz miała przedstawić prezydentowi trzy propozycje rozwiązania problemu uczestnictwa Polski w szczycie. Opcje przesunięcia dnia lub godziny inauguracji Sejmu i wyjazdu prezydenta na Maltę zostały odrzucone przez Andrzeja Dudę. – Pan prezydent nie wyraża gotowości do reprezentowania Polski na szczycie – powiedział Trzaskowski.

Ostatnią z możliwości było wystosowanie prośby do jednego z państw członkowskich UE o zaprezentowanie polskiego stanowiska.

Wieczorem już oficjalnie okazało się, że to premier Czech Bohuslav Sobotka będzie prezentował polskie stanowisko podczas nieformalnego szczytu Unii na Malcie.

Według ministra Trzaskowskiego, który podał tę informację, dodał, że „Republika Czeska zgodziła się na polską prośbę”. Zaznaczył, że zdecydowano się na poproszenie Czechów m.in. dlatego, że w tej chwili kraj ten przewodniczy grupie Wyszehradzkiej. – Strona czeska zna doskonale polskie stanowisko w sprawie uchodźców, jest ono bardzo zbliżone do tego, które prezentują Czesi. Ale oczywiście przesłaliśmy szczegółowe wytyczne – powiedział Trzaskowski.

Nieodpowiedzialne zachowanie

– Wydaje się, że w tak szczególnym momencie nasi oponenci powinni myśleć przede wszystkim o interesie państwa i zachować się w sposób odpowiedzialny – albo umożliwić nam bycie tam, albo samemu wziąć odpowiedzialność. W końcu to PiS wygrało wybory – zauważył Trzaskowski.

Przypomniał również, że analogiczna sytuacja miała miejsce przed laty. Wówczas trwała zmiana rządu i na szczyt Rady Europejskiej pojechał prezydent Kwaśniewski. – Propozycje zawieszania posiedzenia na parę godzin, tak żeby uniemożliwić pani premier złożenie urzędu w sposób godny oraz złożenie relacji wyborcom z tego, co się działo przez ostatni rok? Nie uważam tego za sytuację poważną – ubolewał.

Kryzys migracyjny

12 listopada na Malcie odbędzie się nieformalny szczyt UE ws. kryzysu migracyjnego. Szczyt będzie dotyczył stałego mechanizmu przyjmowania uchodźców, którego Polska jest przeciwnikiem.

Na ten sam dzień prezydent zwołał pierwsze posiedzenie Sejmu nowej kadencji. Zgodnie z konstytucją premier dotychczasowego rządu właśnie wtedy składa dymisję.

Zobacz też: Duda: Pani premier nic ze mną nie uzgadniała. Rozumiem, że jedzie na szczyt

 

 

topremierCzech

gazeta.pl

Uległość, czyli jak daliśmy się zrobić

„Nie straszcie PiS-em i nie straszcie PiS-em – tak powtarzał PiS, strasząc jednocześnie wszystkimi innymi. Czy to PO, czy to genderem, czy to „lewactwem”. A my, „lewactwo”, „lewicowe (czy nawet centrowe, w każdym razie nie prawicowe) robactwo” – daliśmy się zrobić w wała tak cudownie jak nigdy.

Pozwoliliśmy wepchnąć sobie twarze w tradycyjną polską gnojówkę. Uświadommy to sobie, sobie. Daliśmy się zahukać. Pozwoliliśmy sobie, szanowni Państwo, wmówić, że to my jesteśmy agresywni i to my musimy się powstrzymywać, a nie ci, za którymi idzie prawdziwa mowa nienawiści. Oczywiście, że paskudnym i niegodnym byłoby odpowiadać atakującym w tym samym paskudnym duchu, w jakim oni atakują, ale nie powinniśmy byli jak dzieci dać się strollować, zarechotać, zatupać i zawrzeszczeć. Daliśmy sobie, mili państwo, wmówić, że to nasza narracja jest czymś wstydliwym, a nie narracja tych, z których strzyka histeria, zamordyzm i agresja.

W parlamencie nie ma już lewicy: są same prawicowe (nie licząc PSL) partie, a PO, główna partia opozycyjna, to podobnie jak PiS prawica postsolidarnościowa. Ale dla zwycięskich pisowców, którzy w czasie kampanii płakali, że nie są tolerowani, że wypycha ich się z debaty publicznej, to za mało. Tak, tak. Prawicowy Sejm to dla PiS sytuacja niewystarczająca. PO to lewacy, postkomuniści, stojący „tam, gdzie stało ZOMO”, w domyśle – nie żadna opozycja, tylko szkodniki do wytępienia, bo jak inaczej traktować partię zdrajców, kondominiarzy, komoruskich i kogo tam jeszcze. Daliśmy się zrobić jak dzieci. Jak gówniarze.

Daliśmy się Kaczyńskiemu wyrolować za sprawą tak prostackiego wału, że ręce opadają. Naprawdę. Jak można było dać się zwieść kolejnemu „złagodnieniu”, zapewnianiu, że nie zły Antek i toksyczny Jarek będą rządzili krajem, że to dobra jak chleb i puchata jak baranek Szydło będzie premierem, a Jarosław to może coś tam, ewentualnie, od czasu do czasu, doradzi. W końcu, do cholery, Szydło była twarzą tej kampanii. To Szydłowy, nie Kaczyński PiS ludzie wybierali. A gdy się okazało to, co od początku było wiadomo, że jaka tam Szydło – to nikt się po stronie pisowskiej nie oburzył. Co tam demokracja, co tam dobre polityczne zasady. Jaka Szydło, łochy, co wy, nie wiecie, kto za Szydło stoi? Nie kumacie, że to taka taktyka była? Toś frajer! I to cioranie jej publiczne przez Kaczyńskiego, to pokazywanie wszem wobec, gdzie też on Szydło ma i co sobie może z nią zrobić, jeśli zechce, i kogo na jej miejsce postawić. „Ona będzie premierem, ale na moich zasadach”. To po co te wybory w ogóle? Po co ta demokracja, jeśli chodziło tylko o to, by zachachmęcić? Zakombinować? Obejść? Wyrolować? Ale nie, nikt w PiS nie krzyczy, że miał być spokojny, centrowy rząd, a nie, *&^%$#, Macierewicz, Waszczykowski i Ziobro. Bo tak się robi politykę.

Chcecie, drodzy Państwo, wiedzieć, jak wygląda w Konstytucji RP fragment związany z wyłanianiem premiera? Proszę bardzo:

Art. 154.
1. Prezydent Rzeczypospolitej desygnuje Prezesa Rady Ministrów, który proponuje skład Rady Ministrów. Prezydent Rzeczypospolitej powołuje Prezesa Rady Ministrów wraz z pozostałymi członkami Rady Ministrów w ciągu 14 dni od dnia pierwszego posiedzenia Sejmu lub przyjęcia dymisji poprzedniej Rady Ministrów i odbiera przysięgę od członków nowo powołanej Rady Ministrów.

No i co, tak to wyglądało? Prezydent desygnował premiera? No cóż, może w końcu prezes Jarosław zadzwonił do tego nieszczęsnego Dudy, jak już się namyślił, kogo tam na tego premiera namaści, może i powiedział: „słuchaj Andrzej, no jednak ta Szydło, sorry, że tak to długo trwało, ale się trzepała strasznie, musiałem ją wziąć pod but i skruszała w końcu, weźże ją tam desygnuj”.
Daliśmy się oszukać jak dzieci.

Daliśmy się oszukać tym, którzy w debacie publicznej reprezentują Kościół katolicki i którzy każdą krytykę przeciwko tej instytucji jako „atak”, atakując jednocześnie wszystko, czego Kościół nie popiera, i to bynajmniej nie po rycersku, a jak się da, czymkolwiek, co pod ręką: sztachetą, łomem, kaktusem, ogórkiem. I to daliśmy się oszukać zwykłym szarlatanom, oczajduszom, ciemnogrodzianom i, cóż począć, bałwanom.

Zabawa w Halloween? Niepolski obyczaj (tak jakby choinka była polska), poza tym demony opętują. Demony. Opętują. W XXI wieku. Cholera, tylko wiecie co, wygląda na to, że demony opętują tylko wierzących, więc najskuteczniejsza ochrona przed demonami to, jak się wydaje, zostać ateistą, bo ateistów jakoś demony się nie imają. Ale to tak na marginesie.

Szerzenie tolerancji wśród dzieci? „Homopropaganda”, w dodatku niegodna, bo przeprowadzana pomiędzy niewinnymi dziećmi. Przepraszam, ale gdyby to wobec Kościoła stosować ten typ podłej retoryki, to trzeba by było w twarz biskupom wygarniać, że co to za instytucja, która rekrutuje swoich członków wśród nowo narodzonych dzieci. Która nie argumentuje, tylko każe przyjmować dogmaty na wiarę, pod szantażem ognia piekielnego i anatemy i wmawia, że Bóg jest rodzajem terrorysty, który od stopnia czołobitności wiernego uzależnia, czy zrobi mu z życia kotlet mielony czy nie.

Daliśmy się oszukać jak dzieci. I to komu? Ciemnogrodzianom, tumanom, bałwanom.

Aktor Krzysztof Pieczyński ośmielił się powiedzieć publicznie, że Kościół katolicki „zahipnotyzował” 2 miliardy osób, bo cóż, jeśli zdjąć z Kościoła cechę jego wyjątkowości, którą sam na siebie Kościół chętnie wkłada, to cóż poradzić, faktycznie tak można to postrzegać. Kościół raczej niespecjalnie podważałby stwierdzenie, że w podobny sposób następnych kilka milionów zahipnotyzował, dajmy na to, islam. Kościół ogłosił aktora „opętanym nienawiścią”.

Ach, ci opętani nienawiścią wrogowie Kościoła, którzy chcą go wypchnąć z debaty publicznej. Ten biedny Kościół, który absolutnie nie chce tolerować ateizmu w przestrzeni publicznej, który w usianej krzyżami Polsce nie chce i nie może tolerować choćby kilku billboardów niosących treści ateistyczne. I rozwiązania społeczne, przez który proponowane są niespecjalnie mniej przerażające od wizji rosyjskiego jurodiwego geopolityka Aleksandra Dugina. W „Naszym Dziennniku”, medium, na którego łamach publikuje całkiem sporo polityków PiS, ksiądz Tadeusz Guz tak oto widzi pluralizm w Polsce:

Największą groźbą są oczywiście ideologie neomarksistowskiego genderyzmu. Nowy rząd musi oczyścić szkołę polską, uniwersytet polski i wszystkie instytucje edukacyjne i wychowawcze z deformacji ideologicznych, czy to jest kwestia neomarksistowskiego genderyzmu, czy różnych deformacji moralnych, jak liberalizm, libertynizm, relatywizm czy niszczenie godności Narodu, jego historii, czy też zafałszowywania dokonań polskiego Narodu, poniżanie polskości w niektórych mediach. Należy także powstrzymać falę bluźnierstw czy niszczenia naszej wiary katolickiej i symboli religijnych. To wszystko trzeba po prostu uporządkować w sensie prawno-moralnym. Nowy rząd musi zadbać o to, żeby w najważniejszych instytucjach Państwa nie dochodziło do ideologicznych deformacji…

I dalej:

Dopuszczenie aborcji w niektórych przypadkach w prawodawstwie RP oznacza w sensie duchowego rozumienia prawa, że dochodzi do zdrady polskiej racji stanu, i to w najgłębszej istocie. Powiedzieliśmy, że to Naród jest Suwerenem, zatem zgoda polskiego prawodawcy na uśmiercenie choćby jednego dziecka w łonie matki oznacza zasadniczą zdradę polskiej racji stanu. To jest zabijanie Suwerena, uderzenie w Naród.

Tak, taki Kościół ja też chciałbym wypchnąć z debaty publicznej, tak samo jak wypycha się z niej innego rodzaju ekstremistów. Chcę wypchnąć z debaty ludzi nawołujących do wprowadzenia zamordyzmu opartego na obsesyjnej, katocentrycznej fiksacji. Cała Europa radzi sobie doskonale bez religii w życiu publicznym, ograniczoną do życia prywatnego, aktywną w domach, sercach, duszach – tylko Polska sobie nie poradzi. Polska, w której, jak to powiedział kiedyś ówczesny premier Jarosław Kaczyński, bawiąc na Jasnej Górze, ludzie niewierzący są rzeczą „ekskluzywną”. A słowo „ekskluzywny” bynajmniej nie znaczyło w tym kontekście „luksusowy”.

Tak, takim ludziom daliśmy się oszukać. Tacy ludzie bowiem odwoływali się do wartości przez nas wyznawanych: tolerancji, pluralizmu. Zabrali je nam, wytarli sobie nimi twarze i wyrzucili w tę samą gnojówkę, w którą nas wepchnęli.

Ale nie tylko im daliśmy się oszukać. Daliśmy się orżnąć również tym nacjonalistom na prawo od PiS, którzy wmawiają nam, że nie mają nic wspólnego z nazizmem i faszyzmem, bo nazizm to socjalizm (jak twierdzi Ziemkiewicz), a faszyzm to we Włoszech. Tymczasem salutują sobie salutem rzymskim, malują na ścianach starożytne symbole słońca, kopiują nazistowskie plakaty, maszerują w mundurach centrami miast, a ponad nimi unosi się ten sam smród nienawiści, agresji, prymitywnego odrzucenia, co nad tamtymi, w latach 30. – i rechoczą nam w twarze.

Niestety. Daliśmy sobie narzucić narrację. Pozwoliliśmy sobie odebrać głos. I to komu? Ludziom, dla których demokracja jest tylko wydmuszką. Dekoracją teatralną, potrzebną tylko po to, żeby się pokazać światu. Żeby świat nie potępił jednoznacznie, bo na to, jak intuicyjnie czują, jednak ich nie stać.

I teraz musimy pozbierać do kupy resztki własnej narracji, jeśli ją jeszcze mamy. I nie może to być narracja histeryczna. To musi być narracja rzetelna, taka, za którą stoi żądanie porządnego, europejskiego państwa, które szanuje swoich obywateli, prowadzi z nimi dialog, nie nadużywa wobec nich władzy, nie stawia pod publicznym pręgierzem, nie mydli oczu sekciarską wersją katolicyzmu, nie robi z nich idiotów, nie upraszcza.

Musimy, bo Ciemnogród zrobił z nas popychadła. Bo mu ulegliśmy. Bo zapomnieliśmy języka w gębie i daliśmy się zaszczuć.

daliśmySięZwieść

szczerek.blog.polityka.pl/

 

Smutny Ryszard Bez Ziemi. Najwierniejszy rycerz prezesa został bez posady w nowym rządzie

Ryszard Czarnecki, najwierniejszy żołnierz prezesa, został bez posady w nowym układzie władz.
Ryszard Czarnecki, najwierniejszy żołnierz prezesa, został bez posady w nowym układzie władz. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ryszard Czarnecki ma do prezesa Kaczyńskiego stosunek absolutnie bezkrytyczny i pełen uwielbienia. Zgadza się z szefem PiS we wszystkim i mówi o tym głośno, wyszukując ciągle nowe przymiotniki do określenia geniuszu Kaczyńskiego. I co mu z tego przyszło? Nic. Wszyscy dostali jakieś ministerstwo, stanowisko, tylko nie Czarnecki.

Poniedziałek, wczesne popołudnie, Beata Szydło ogłasza skład swojego rządu. Są wszyscy, nawet marnotrawni synowie z Solidarnej Polski. Nie ma jednej postaci, tak wyraźnie widocznej po wyborach prezydenckich. Chodzi o Ryszarda Czarneckiego.

Głos PiS w Twoim domu
Kiedy Andrzej Duda odbierał zaświadczenie o wyborze, popularny europoseł stał niemal tak blisko przyszłego prezydenta, jak przyszła Pierwsza Dama. Momentalnie stał się gwiazdą sieci. Poseł trochę tym podpał, politycy PiS byli źli, że trochę ukradł show przyszłej głowie państwa.

A przecież poseł Czarnecki tak ciężko pracuje. W mediach jest twarzą i głosem Prawa i Sprawiedliwości, choć przecież na co dzień pracuje w Brukseli i Strasburgu. Dlatego przyjazdy na wywiady w polskich mediach wymagają od niego ogromnego poświęcenia. Ale Ryszard Czarnecki nie przepuszcza okazji, by w mediach pochwalić spryt prezesa, jego geniusz taktyczny i talenta polityczne.

Ryszard Bez Ziemi
I co? I nic. Ryszard Czarnecki jest dzisiaj jednym z 14 wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego. To funkcja bez realnej władzy, tę ma przewodniczący Martin Schulz. Za to wiąże się ze sporą ilością ceremonialnych obowiązków. Pisałem o tym w naTemat, kiedy polityk został wybrany na swoją funkcję.

Dlatego choć praca w PE wiąże się z wyższymi zarobkami i splendorem, ambitny polityk zapewne wolałby jakieś stanowisko rządowe. Na przykład ministra ds. UE, wszak był już szefem Komitetu Integracji Europejskiej (w latach 1997-1998). Czarnecki nie pogardziłby też resortem sportu, który dostał nieznany w politycznych kręgach Witold Bańka. Poseł przez lata był prezesem Atlasa Wrocław, pracował też w PZPN i był kandydatem na prezesa związku.

Prezes postanowił nie wzywać Czarneckiego na pomoc i europoseł nadal będzie musiał spędzać godziny w samolocie. Z Warszawy miałby bliżej do telewizji niż z dalekiej Brukseli.

 

smutnyRyszard

naTemat.pl

SIERAKOWSKI: RZĄD POLITYKÓW NIEZRÓWNOWAŻONYCH

SŁAWOMIR SIERAKOWSKI, 09.11.2015

 

Jeśli PiS tak zaczyna, to jak skończy?

Jarosław Kaczyński, choć nie musi się dziś liczyć z jeszcze bardziej skrajnymi partiami, jak w 2005 roku z Ligą Polskich Rodzin i Samoobroną, to wziął ze swojego obozu do rządu najbardziej antagonizujących polityków, jakich miał.

 

Antoni Macierewicz naprawdę objął stanowisko szefa MON, gdzie trzeba umieć dogadywać się z kontrahentami zaopatrującymi wojsko, a także sojusznikami z zagranicy. Szalona sława Macierewicza z pewnością dotarła do każdego z nich. Gdy mówimy o MON, nie zapominajmy też o żołnierzach, których morale z pewnością wzrosło wraz z nominacją szefa, którego trzy czwarte narodu uważa za niepoczytalnego.

 

Jarosław Gowin został szefem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, choć w kampanii został przedstawiony opinii publicznej jako przyszły szef MON-u, żeby uspokoić trzy czwarte społeczeństwa. Jest to polityk, który udowodnił Stefanowi Niesiołowskiemu, że wcale nie trzeba prychać i podskakiwać, żeby wygłaszać te same treści na temat przeciwników. Resort nauki ma to do siebie, że potrzebuje polityka wyjątkowo koncyliacyjnego, bowiem wymaga współpracy z ludźmi o bardzo różnych poglądach i wysokim autorytecie społecznym. Jeśli Gowin zacznie wcielać na uniwersytetach i nauce polskiej swoje skrajnie prawicowe poglądy na ekonomię, to skończy się to rewolucją. Przypomnijmy, że od dawna trwają protesty przeciwko komercjalizacji uniwersytetu, organizowane przez pracowników naukowych z Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej i studentów z Uniwersytetu Zaangażowanego. Gowin to niemal otwarta zapowiedź wojny.

 

Szefem służb specjalnych został Mariusz Kamiński, skazany (nieprawomocnie) na trzy lata więzienia. Ministrem sprawiedliwości został Zbigniew Ziobro, którego cud uratował przed Trybunałem Stanu. Nie uratował się natomiast przed powszechną kompromitacją jako polityk radykalny w deklaracjach i radykalnie nieudolny w czynach (i bardzo dobrze, wolę nie myśleć, co by było, gdyby umiał realizować swoje cele). Przypadków Kamińskiego i Ziobry właściwie nie ma co komentować. Można tylko dodać, że ich nominacje ułatwiają nam przewidywanie, kto zostanie nowym szefem Komisji Nadzoru Finansowego. Na zdecydowanego faworyta wyrasta w tej sytuacji senator Bierecki, autor afery SKOK-ów.

 

Kolejnym z silnej liczebnie grupy polityków niezrównoważonych jest nowy minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Polityk ten dał się poznać z konfliktu z własnym przełożonym Radosławem Sikorskim oraz premierem. W tak wrażliwym jak MSZ resorcie Donald Tusk publicznie oskarżył go o przekroczenie kompetencji i nielojalność, gdy ten udzielił wywiadu „Newsweekowi”, opowiadając, że wynegocjował w lipcu 2008 roku „umowę w sprawie tarczy, która gwarantuje bezpieczeństwo Polsce” oraz deklarację współpracy polityczno-wojskowej między Polską a USA. Jedną z konsekwencji było odebranie Waszczykowskiemu przez kontrywiad dostępu do tajemnicy państwowej.

 

Macierewicz, Kamiński, Gowin, Waszczykowski, Kempa (nowa szefowa kancelarii) – każde z nich najbardziej zasłynęło z konfliktowości. Żadne – z sukcesu.

 

Zgodnie z naszymi przewidywaniami Kaczyński podzielił rząd na stanowiska realizujace jego wizję świata i te, które go nie interesują, czyli gospodarka i okoliczne. Te mogą obsadzać inni.

 

I tu jest bardzo różnie.

 

Pochwalić należy wybór Anny Streżyńskiej na stanowisko ministra cyfryzacji. Streżyńska dała się poznać jako polityk kompetentny i bezkompromisowy wobec wielkich koncernów. Jest fachowcem i ma powszechny autorytet.

 

Ministrem rozwoju i wicepremierem został Mateusz Morawiecki. Trzeba mu życzyć jak najlepiej, ale czy będzie politykiem realizującym neoliberalną politykę, znaną nam z czasów 2005-2007, czy bardziej prosocjalną, tego nie wiemy. Jeśli PiS pokazał za czasów swoich pierwszych rządów, że potrafi kiwać swój elektorat na potęgę („Polska solidarna” okazała się solidarna jedynie z bogatymi, którym obniżono podatki i zlikwidowano podatek spadkowy, co jest ewenementem na skalę świata), i jeśli to samo już robi Andrzej Duda (z frankowiczami, przywróceniem poprzedniego wieku emerytalnego), to nie wiadomo, jaką politykę na nowym ministrze rozwoju wymusi PiS.

 

Désintéressement wobec polityki gospodarczej oznaczało dotąd przezroczysty jak powietrze neoliberalizm. Życzmy nowemu ministrowi finansów, którym został Paweł Szałamacha, żeby szedł za duchem czasów i wcielał w życie politykę możliwie niezależną od rynków finansowych, oczekiwań wielkich korporacji i dbającą o szeroki społecznie, a nie jedynie procentowy wzrost gospodarczy. Nieśmiało przypominamy, że konserwatyzm tradycyjnie oznaczał obronę wspólnoty politycznej nie tylko przed cywilizacją śmierci, ale także przed kapitalizmem.

 

Ministrem zdrowia został Konstanty Radziwiłł. Wypowiadał się przeciwko komercjalizacji służby zdrowia, choć jest ministrem wystawionym przez partię Jarosława Gowina. Zobaczymy, w którym kierunku pójdzie. Radziwiłł to lekarz, były wykładowca Szkoły Wyższej Przymierza Rodzin, który dążyć może do dalszego podporządkowania służby zdrowia katolickiej etyce dla katolików i antyetyce dla innych.

 

Profesor Piotr Gliński jako minister kultury może się okazać dobrym wyborem. Gliński ma szacunek w środowisku uniwersyteckim, mimo kurateli Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli nie będzie ręcznie sterował instytucjami kultury, szanował będzie – licznych przecież, szczególnie w kulturze – ludzi o nieprawicowych przekonaniach, to może być jednym z bardziej popularnych ministrów tego rządu. Dobrze, że wreszcie minister kultury jest jednocześnie wicepremierem. Prof. Jerzy Hausner i Igor Stokfiszewski, którzy od lat realizują program „Kultura i rozwój” w Instytucie Studiów Zaawansowanych, powinni być zadowoleni, że nowy rząd jednoczesnie podniósł znaczenie kultury i rozwoju.

 

***

PiS polityki miłości nigdy nie ogłaszał ani jej nie uprawiał. Jeśli napiszę, że uprawiał politykę nienawiści, to bez wiary, że takie rozróżnienie ma jeszcze sens w zgiełku, w którym każdy każdego o politykę nienawiści oskarża, co skutecznie neutralizuje fakt, że nie każdy ją uprawia. Skoki kradły czy SKOK-om kradziono, społeczne konsekwencje nawet nie zależą od partii, na którą głosujemy. Konsekwencji nie ma żadnych, bo prawdę empiryczną skutecznie neutralizuje prawda pisowska.

 

Gdy kilka miesięcy temu przeciwnicy PiS-u atakowali go, wymieniając nazwiska Macierewicza, Kamińskiego czy Waszczykowskiego jako przyszłych ministrów, chyba nikt z nich nie podejrzewał, że tak się może skończyć. Tymczasem tak się właśnie zaczyna. A jak się skończy?

 

PS. Premierem została Beata Szydło.

 

sierakowskiRząd

Krytyka Polityczna

Sierakowski o rządzie PiS: „Tworzą go niezrównoważeni politycy”. I wylicza: szalona sława Macierewicza…

klep, 10.11.2015

Sławomir Sierakowski

Sławomir Sierakowski (ALBERT ZAWADA)

„Niezrównoważeni” – tak podsumował skład rządu Beaty Szydło Sławomir Sierakowski w „Dzienniku Opinii”. Jego zdaniem każdy z przyszłych ministrów słynie z konfliktowości, żaden jednak z sukcesów.

 

„Jarosław Kaczyński wziął ze swojego obozu do rządu najbardziej antagonizujących polityków, jakich miał” – pisze w „Dzienniku Opinii” Sławomir Sierakowski, przedstawiając członków gabinetu Beaty Szydło jako „niezrównoważonych”. Zaznacza, że każdy z przyszłych ministrów słynie z konfliktowości, żaden jednak z sukcesów. O kim mowa?

Szalona sława Macierewicza

Antoni Macierewicz, szef MON. Sierakowski zauważa, że na tym stanowisku trzeba umieć dogadać się z dostawcami sprzętu dla wojska, także tymi zagranicznymi. „Szalona sława Macierewicza z pewnością dotarła do każdego z nich” – zauważa publicysta. I dodaje: „Gdy mówimy o MON, nie zapominajmy też o żołnierzach, których morale z pewnością wzrosło wraz z nominacją szefa, którego trzy czwarte narodu uważa za niepoczytalnego”.

 

Jarosław Gowin, wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego. Sierakowski przypomina, że w kampanii przedstawiono go jako przyszłego szefa MON, by „uspokoić trzy czwarte społeczeństwa” obawiające się Macierewicza. Zdaniem publicysty wcielanie na uniwersytetach gowinowskich liberalnych recept „skończy się rewolucją”.

Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości. Jak podkreśla Sierakowski, „cudem uratowany” przed Trybunałem Stanu. „Nie uratował się natomiast przed powszechną kompromitacją jako polityk radykalny w deklaracjach i radykalnie nieudolny w czynach” – dodaje.

Witold Waszczykowski, szef MSZ. Sierakowski przypomina, że polityk odszedł z MSZ w 2009 roku skonfliktowany z Donaldem Tuskiem i Radosławem Sikorskim. Waszczykowski w wywiadzie dla „Newsweeka” powiedział, że wynegocjował z USA umowę ws. tarczy antyrakietowej. Premier uznał to za nielojalność, a ABW badała, czy wiceminister nie ujawnił tajemnicy państwowej. Jednocześnie kontrwywiad odebrał Waszczykowskiemu dostęp do informacji niejawnych.

„Tak się właśnie zaczyna. A jak się skończy?”

„Gdy kilka miesięcy temu przeciwnicy PiS-u atakowali go, wymieniając nazwiska Macierewicza, Kamińskiego czy Waszczykowskiego jako przyszłych ministrów, chyba nikt z nich nie podejrzewał, że tak się może skończyć. Tymczasem tak się właśnie zaczyna. A jak się skończy?” – pisze Sierakowski. Tekst kwitując post scriptum: „Premierem została Beata Szydło”.

Cały komentarz w „Dzienniku Opinii” >>>

Zobacz także

sierakowskiOrządziePiS

TOK FM

Reklamy

%d blogerów lubi to: