28.11 (3)

 

Josh Hutcherson: udział w „Igrzyskach” dał mi pozycję – wywiad

Anna Tatarska, dziennikarka, autorka sweet-rush.pl

Josh Hut­cher­son ma dwa­dzie­ścia dwa lata, a cały świat stoi przed nim otwo­rem. Na ekra­ny kin wła­śnie we­szła ko­lej­na część „Igrzysk śmier­ci”, które spra­wi­ły, że stał się naj­bar­dziej roz­chwy­ty­wa­ną młodą gwiaz­dą Hol­ly­wo­od. W roz­mo­wie z Onet.​Film opo­wie­dział o Jen­ni­fer Law­ren­ce, co myśli o me­dial­nej na­gon­ce na jej osobę, a także po­dzie­lił się opi­nia­mi na temat mi­ło­ści.

Josh HutchersonJosh HutchersonFoto: Reuters

Anna Ta­tar­ska: Josh, w tym biz­ne­sie wy­ma­ga się od was, ak­to­rów, że­by­ście byli nie­ska­zi­tel­ni. Czy Ty…

REKLAMA

Josh Hut­cher­son: Chcesz za­py­tać, czy je­stem ide­al­ny?

Może naj­pierw, czy masz ide­al­ne ciało?

Oczy­wi­ście. Naj­ide­al­niej­sze z ide­al­nych! [wy­bu­cha śmie­chem]. No tak… do pierw­szych dwóch czę­ści mu­sia­łem dużo ćwi­czyć, nie­ustan­nie bie­ga­li­śmy, ska­ka­li­śmy… Ale i tak po zdję­ciach do­wle­ka­łem się do przy­cze­py ledwo żywy i pa­da­łem na twarz. Pa­mię­tam jak raz nasza cha­rak­te­ry­za­tor­ka, ko­bie­ta pełna em­pa­tii, zmy­wa­ła mi ma­ki­jaż już w przy­cze­pie, bo to­tal­nie opu­ści­ły mnie siły. „Nie martw się, przy­naj­mniej nikt nie powie, że nie je­steś w for­mie” – mówi do mnie. A ja na to: „Gdy­bym był w for­mie, to bym teraz nie umie­rał”… Sta­ram się dbać o sie­bie i być atrak­cyj­ny dla sie­bie sa­me­go. Ale nie do­pusz­czam do sie­bie pre­sji z ze­wnątrz, nie pod­da­ję się żad­nym ab­sur­dal­nym na­ci­skom. Na przy­kład obec­nie mój brzuch jest w sła­bej kon­dy­cji, co nie zmie­nia faktu, że czuję się bar­dzo szczę­śli­wy. Je­ste­śmy we Fran­cji już od ja­kie­goś czasu, żywię się głów­nie chle­bem z ma­słem. Resz­tę sobie do­po­wiedz…

„Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1”: weź udział w konkursie i wygraj atrakcyjne nagrody

Żarty na bok! Pytam o fi­zycz­ność, bo w tej czę­ści Twój bo­ha­ter prze­cho­dzi inną niż wcze­śniej, ale nie­mniej dra­stycz­ną fi­zycz­ną trans­for­ma­cję. Do­my­ślam się, że to było wy­zwa­nie…

Tak jak mó­wi­łem, dwie pierw­sze czę­ści były bar­dzo fi­zycz­nie wy­ma­ga­ją­ce – nasi bo­ha­te­ro­wie brali udział w Igrzy­skach, było wiele scen akcji, walki. Tym razem też było trud­no – ale z cał­kiem in­ne­go po­wo­du. W pierw­szej czę­ści „Ko­so­gło­sa” mój bo­ha­ter wa­riu­je. Zo­stał więź­niem i cią­gle pod­da­wa­ny jest tor­tu­rom. Jad os goń­czych, który po­da­ją mu w Ka­pi­to­lu, za­truł jego ciało: ma ha­lu­cy­na­cje, bar­dzo chud­nie, opada z sił… Choć uza­sad­nio­ny z cał­kiem in­nych po­wo­dów, aspekt fi­zycz­ny znowu więc dał mi w kość.

"Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1" - plakat„Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1” – plakatFoto: Materiały prasowe

Gdyby kilka lat temu ktoś po­wie­dział Ci, że bę­dziesz jedną z twa­rzy for­mu­ją­cych wiel­ką mię­dzy­na­ro­do­wą fran­czy­zę, co byś mu po­wie­dział?

Żeby ze mną nie po­gry­wał! Pięć lat temu za­py­ta­ny, czy wy­obra­żam sobie sie­bie w ki­no­wej ad­ap­ta­cji kul­to­wej po­wie­ści dla mło­dzie­ży, gra­ją­ce­go jeden z kątów mi­ło­sne­go trój­ką­ta, na pewno zro­bił­bym dziw­ną minę… Umów­my się, na pierw­szy rzut ucha fa­bu­ła „Igrzysk…” nie brzmi zbyt… in­try­gu­ją­co ar­ty­stycz­nie, praw­da? Ale kiedy zo­ba­czy­łem, że na czele pro­jek­tu stoi Gary Ross [re­ży­ser pierw­szej czę­ści – przyp.​red.], prze­czy­ta­łem książ­ki, oka­za­ło się, że na po­kła­dzie są choć­by Jen­ni­fer i Woody, a ca­łość pro­du­ku­je John Kilik, po­my­śla­łem sobie, że to nie może być zwy­kła mło­dzie­żo­wa saga, a coś z wia­ry­god­ną emo­cjo­nal­ną tkan­ką, coś waż­ne­go, wy­bu­cho­we­go, z praw­dzi­wą hi­sto­rią.

Wróć­my do jesz­cze wcze­śniej­sze­go mo­men­tu: jak to się stało, że w ogóle zo­sta­łeś ak­to­rem?

Chcia­łem grać w fil­mach, odkąd pa­mię­tam. Moi ro­dzi­ce wspo­mi­na­ją, że jako czte­ro­la­tek przy każ­dym oglą­da­nym fil­mie czy se­ria­lu wska­zy­wa­łem na te­le­wi­zor, mó­wiąc: „To będę ja!”. Or­ga­ni­zo­wa­łem w domu spe­cjal­ne wy­stę­py, od­gry­wa­łem scen­ki z obej­rza­nych pro­duk­cji. Ja sam tego nie pa­mię­tam… Za­wsze fa­scy­no­wa­li mnie inni lu­dzie, byłem cie­kaw, jak bar­dzo, mimo ga­tun­ko­we­go po­do­bień­stwa, róż­nią się nasze spo­so­by my­śle­nia, mo­ty­wa­cje. A potemzo­ba­czy­łem w te­le­wi­zji, że można uda­wać kogoś in­ne­go, żyć cu­dzym ży­ciem, prze­ży­wać czy­jeś emo­cje – czyli wejść w dru­gie­go czło­wie­ka i po­znać od­po­wiedź na nur­tu­ją­ce mnie py­ta­nia. Po­my­śla­łem, że może – może! – jako aktor prze­ży­ję życie peł­niej, nie tylko jako ja, ale jesz­cze jako kilka in­nych osób. Stąd chyba się wzię­ło to wszyst­ko…

"Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1": orędzie 1

1:12 min
„Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1”: orędzie 1Materiały prasowe

Ulu­bio­ne filmy? Bo­ha­te­ro­wie? Kto był ido­lem czte­ro­let­nie­go Josha?

In­dia­na Jones! Był moim he­ro­sem, jak byłem szcza­wiem. Mia­łem taki po­pu­lar­ny ra­czej gust. Moi ro­dzi­ce nie in­te­re­so­wa­li się kinem, jako dzie­ciak oglą­da­łem to, co le­cia­ło w ka­blów­ce. Do­pie­ro teraz po­wo­li od­kry­wam cały świat fil­mów, które inni ko­le­dzy z bran­ży, do­ra­sta­ją­cy w nieco bar­dziej kul­tu­ral­nym świe­cie, uzna­ją za ab­so­lut­ną pod­sta­wę. Byłem do­ro­sły, kiedy pierw­szy raz obej­rza­łem „Chi­na­town”, „Wście­kłe­go Byka” czy, „Ojca chrzest­ne­go”. Wi­dzisz, nawet nie żadne ar­cy­dzie­ła świa­to­we­go filmu jak Berg­man czy Fel­li­ni, a ame­ry­kań­skie kla­sy­ki! Lista fil­mów, któ­rych nie wi­dzia­łem, a po­wi­nie­nem, cią­gnie się w nie­skoń­czo­ność… Strasz­nie mi wstyd. Ale je­stem też pod­eks­cy­to­wa­ny, bo sty­kać się z nimi po raz pierw­szy w tym wieku – to też coś. Tyle jesz­cze przede mną! Bar­dzo się cie­szę, bo mój ape­tyt na dobre kino jest ogrom­ny.

Onet.pl

Bp Tadeusz Pieronek: z o. Rydzykiem można się pewnie jakoś porozumieć

Jacek GądekDziennikarz Onetu

– Przez parę lat mia­łem bar­dzo bli­ski kon­takt z o. Ta­de­uszem Ry­dzy­kiem. Szyb­ko się jed­nak prze­ko­na­łem, że to jest ścia­na, do któ­rej można mówić, ale ona nie słu­cha. Dziś jed­nak ścia­ny bu­du­je się ze szkła. Można się pew­nie jakoś po­ro­zu­mieć – mówi One­to­wi bp Ta­de­usz Pie­ro­nek o pla­nie uświet­nie­nia przez kard. Sta­ni­sła­wa Dzi­wi­sza 23. rocz­ni­cy po­wsta­nia Radia Ma­ry­ja.

Bp. Tadeusz Pieronek

Foto: Jakub Ociepa / Agencja GazetaBp. Tadeusz Pieronek

Jacek Gądek: Pla­no­wa­na obec­ność ks. kard. Sta­ni­sła­wa Dzi­wi­sza na uro­czy­sto­ściach rocz­ni­co­wych Radia Ma­ry­ja za­sko­czy­ła Księ­dza Bi­sku­pa?

Bp Ta­de­usz Pie­ro­nek: Tak. Do­pie­ro jed­nak zo­ba­czy­my, o co tu cho­dzi.

To bę­dzie ra­do­sny dzień, w któ­rym kard. Dzi­wisz i o. Ta­de­usz Ry­dzyk staną obok sie­bie na mszy, by uświet­nić rocz­ni­cę po­wsta­nia Radia Ma­ry­ja? Czy ma Ksiądz Bu­skip jed­nak mie­sza­ne uczu­cia?

Jeśli je­dzie się na taką uro­czy­stość, jak 23. rocz­ni­ca po­wsta­nia Radia Ma­ry­ja, to nie je­dzie się z re­pry­men­dą. Myślę, że to bę­dzie wi­zy­ta dusz­pa­ster­ska w nor­mal­nym, po­zba­wio­nym pod­tek­stów sen­sie. A co oni, kard. Dzi­wisz i o. Ry­dzyk, już tam sobie po­wie­dzą – ra­czej nie­pu­blicz­nie – to już jest inna spra­wa.

Myśli Ksiądz Bi­skup, że bę­dzie to dobra oka­zja, aby szcze­rze w czte­ry oczy coś po­wie­dzieć?

Je­stem prze­ko­na­ny, że tak.

A gdyby w ta­kiej sy­tu­acji był Ksiądz Bi­skup, to co by warto pod­kre­ślić?

Ja już przez wiele lat po­wy­strze­li­wa­łem swoje ar­gu­men­ty w dys­ku­sji nt. Radia Ma­ry­ja. I zda­nia nie zmie­niam. Nie nada­wał­bym się do ta­kie­go spo­tka­nia.

Jeżeli Radio Maryja doprowadziło do tylu dyskusji, tylu podziałów, to byłoby ryzykownie twierdzić, że bilans to samo dobro. Ale niewątpliwie jakieś dobro jednak jest, bo podejmuje problematykę, której inne media nie podejmują.

Bp Tadeusz Pieronek

Co ta­kie­go się stało w ostat­nich la­tach, że kard. Dzi­wisz, któ­re­go Ksiądz zna oso­bi­ście, był jed­nym z naj­więk­szych kry­ty­ków to­ruń­skiej roz­gło­śni, a teraz je­dzie świę­to­wać ko­lej­ną rocz­ni­cę radia?

Je­że­li to ja miał­bym się spo­ty­kać w ta­kich oko­licz­no­ściach, to cho­dzi­ło­by mi o to, aby nie dro­czyć się bez prze­rwy, bo to nie jest dobre w Ko­ście­le. A na ile takie in­ter­wen­cje, jak ta kard. Dzi­wi­sza, będą sku­tecz­ne, to już inna spra­wa. Nawet jeśli nie ma wiel­kiej na­dziei, to gest ze stro­ny kar­dy­na­ła po­wi­nien zo­stać od­wza­jem­nio­ny. Tak po ludz­ku my­śląc, bo nie widzę in­nych kwe­stii, które by­ły­by tu waż­niej­sze.

W 2007 r. kard. Dzi­wisz mówił, że „wy­da­je się bez­względ­nie ko­niecz­nym usta­no­wie­nie no­we­go za­rzą­du Radia Ma­ry­ja i Te­le­wi­zji Trwam, które będą słu­ży­ły Ko­ścio­ło­wi w Pol­sce”. Wprost ocze­ki­wał od­wo­ła­nia o. Ta­de­usza Ry­dzy­ka, a teraz je­dzie z nim świę­to­wać.

To był 2007 r., a dziś mamy już rok 2014 – czyli sie­dem lat róż­ni­cy. Nie wiem, czy coś się przez ten czas zmie­ni­ło, bo o Radiu Ma­ry­ja i o. Ry­dzy­ku roz­ma­wiać z kar­dy­na­łem nie mia­łem oka­zji.

Sądzę, że przy­da­ło­by się te po­dzia­ły jakoś za­ko­pać. W Kra­ko­wie mamy za dwa lata Świa­to­we Dni Mło­dzie­ży (2016) – to też jest oka­zja do zmo­bi­li­zo­wa­nia się we wspól­nej spra­wie.

Jest zmia­na po­ko­leń w Epi­sko­pa­cie Pol­ski – zmia­na bar­dzo wy­raź­na. Po­ja­wia­ją się nowi, mło­dzi lu­dzie. Są więc i py­ta­nia, jak tym wszyst­kim po­kie­ro­wać, aby było le­piej, a nie go­rzej.

Zmia­ny po­ko­le­nio­we w Ko­ście­le są, a czy taka zmia­na po­win­na dziś na­stą­pić rów­nież w samym Radiu Ma­ry­ja?

Nie mam już wy­wa­żo­ne­go po­glą­du, bo nie słu­cham tego radia. Ow­szem – oglą­dam dzien­nik w Te­le­wi­zjiTrwam, bo jest on wy­jąt­ko­wo sze­ro­ki i in­for­ma­cyj­ny, choć oczy­wi­ście cza­sa­mi z przy­le­pio­ny­mi opi­nia­mi. Na dziś więc nie wiem, czy coś się w Radiu Ma­ry­ja zmie­ni­ło.

23 lata ist­nie­nia Radia Ma­ry­ja – jest co świę­to­wać? Bi­lans jest mimo wszyst­ko po­zy­tyw­ny?

Je­że­li do­pro­wa­dzi­ło ono do tylu dys­ku­sji, tylu po­dzia­łów, to by­ło­by ry­zy­kow­nie twier­dzić, że jest to samo dobro. Ale nie­wąt­pli­wie ja­kieś dobro jed­nak jest, bo po­dej­mu­je pro­ble­ma­ty­kę, któ­rej inne media nie po­dej­mu­ją, a ona po­win­na być prze­cież obec­na. Jest to też jakiś inny punkt wi­dze­nia, który w de­mo­kra­cji się liczy – można się z nim zga­dzać albo nie, ale media o. Ry­dzy­ka mają prawo mówić po swo­je­mu.

Ge­ne­ral­ne­go osądu się jed­nak nie po­dej­mu­ję. Z pew­no­ścią jest to ma­te­ria bar­dzo trud­na do oceny.

Księ­dzu Bi­sku­po­wi 23 lata temu przez głowę prze­szła myśl, że hi­sto­ria tego radia i jego śro­do­wi­ska po­to­czy się w taki spo­sób, jak to ob­ser­wo­wa­li­śmy?

Dość szyb­ko się prze­ko­na­łem, jaki to jest kie­ru­nek, bo oso­bi­ście – w imie­niu Epi­sko­pa­tu – pod­pi­sy­wa­łem umowy z ra­diem. Przez pe­wien czas, przy­naj­mniej parę lat, mia­łem bar­dzo bli­ski kon­takt i z o. Ta­de­uszem Ry­dzy­kiem, i z in­ny­mi oso­ba­mi z jego roz­gło­śni. Szyb­ko się jed­nak prze­ko­na­łem, że to jest ścia­na, do któ­rej można mówić, ale ona nie słu­cha.

Wia­do­mo, że nie­ży­ją­cy już ks. kard. Józef Glemp jako pry­mas wie­lo­krot­nie po­wta­rzał i to zde­cy­do­wa­nie, że o. Ry­dzyk po­wi­nien odejść z Radia Ma­ry­ja. To było jasne sta­no­wi­sko, acz­kol­wiek nie udało mu się do tego do­pro­wa­dzić. Nie je­ste­śmy prze­cież – ani pry­mas też nie był – strzel­ca­mi wy­bo­ro­wy­mi, a je­dy­nie wy­ra­ża­li­śmy swoje opi­nie.

Kard. Sta­ni­sław Dzi­wisz po­je­dzie teraz do To­ru­nia mówić do tej – jak Ksiądz Bi­skup po­wie­dział – „ścia­ny”. Można się spo­dzie­wać ja­kichś efek­tów?

Ale dziś ścia­ny bu­du­je się ze szkła. Można się pew­nie jakoś po­ro­zu­mieć.

I chyba Ksiądz Bi­skup jest do­brej myśli albo przy­naj­mniej na­dziei?

Przede wszyst­kim nie wolno de­za­wu­ować po­czy­nań, które mogą przy­nieść jakiś dobry sku­tek.

Szef KAI w Ustalmy Jedno: o Franciszku, polskim Kościele i spocie z lesbijkami

10:58 min
Szef KAI w Ustalmy Jedno: o Franciszku, polskim Kościele i spocie z lesbijkamiGościem Ustalmy Jedno Onetu jest Marcin Przeciszewski, prezes i redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej. W rozmowie z Jackiem Gądkiem podkreśla, że papież Franciszek robi „rzecz zupełnie nadzwyczajn”, gdy zwołuje dwa synody na jeden temat – o rodzinie. Jego zdaniem obraz polskiego Kościoła jako „skansenu” jest „w dużej mierze nieprawdziwy”. – Aczkolwiek takie pokusy zawsze istniały w Kościele – dodaje.Onet.

Onet.pl

Donald Tusk dla „Financial Times”: zostałem stworzony do trudnych spraw

28.11.2014

W wy­wia­dzie dla „Fi­nan­cial Times”, Do­nald Tusk przy­znał, że jest świa­do­my tego, że Po­la­cy są zmę­cze­ni jego urzę­do­wa­niem. – Ja też je­stem zmę­czo­ny sobą jako pre­mie­rem. Opo­zy­cja była dla mnie cięż­ka, nie byłem dla nich prze­ciw­ni­kiem. Byłem mor­der­cą, zdraj­cą, zło­dzie­jem. I po sied­miu la­tach bez po­raż­ki, awan­so­wa­łem. Je­stem szczę­ścia­rzem – po­wie­dział były pre­mier, który od po­cząt­ku grud­nia obej­mie sta­no­wi­sko prze­wod­ni­czą­ce­go Rady Eu­ro­pej­skiej w Bruk­se­li. Były szef rządu wy­po­wie­dział się też o kon­tak­tach z An­ge­lą Mer­kel. Przy­znał, że ich przy­jaźń jest wy­jąt­ko­wa.

Donald Tusk

Foto: AFPDonald Tusk

Roz­mo­wa z Henry’m Foyem, ko­re­spon­den­tem „FT” miała miej­sce w So­po­cie. Dzien­ni­karz pod­kre­śla, że Do­nald Tusk po­słu­gi­wał się ostroż­nym, wy­wa­żo­nym, ale opa­no­wa­nym an­giel­skim.

„Wierzę w proeuropejskość Camerona”

Były pre­mier przy­znał, że obej­mu­je przy­wódz­two w Ra­dzie Eu­ro­pej­skiej w trud­nym mo­men­cie – pod­czas kry­zy­su ukra­iń­skie­go, sta­gna­cji stre­fy euro oraz groź­by opusz­cze­nia Unii Eu­ro­pej­skiej przez Wiel­ką Bry­ta­nię. – Myślę, że zo­sta­łem stwo­rzo­ny do trud­nych spraw – po­wie­dział Tusk. Tłu­ma­czył w roz­mo­wie, że wie­rzy w pro­eu­ro­pej­skość Da­vi­da Ca­me­ro­na, a kon­se­kwen­cją wyj­ścia Wiel­kiej Bry­ta­nii z Unii byłby naj­więk­szy kry­zys za­chod­niej cy­wi­li­za­cji jako ca­ło­ści. De­cy­zja na­le­ży do Lon­dy­nu, ale ja ze swo­jej stro­ny ofe­ru­ję wszel­ką pomoc i współ­pra­cę.

Jeśli Europa nie posłucha Tuska, czeka ją duże zagrożenie

2:18 min
Jeśli Europa nie posłucha Tuska, czeka ją duże zagrożenieDonald Tusk może napotkać poważny opór ze strony części europejskich polityków w forsowaniu powrotu do węgla, ale to jest szansa na zmniejszenie uzależnienia od rosyjskiego gazu i ropy – uważa ekonomista Marek Zuber. – Totalnie proekologiczne myślenie i odwrót od węgla może spowodować utratę konkurencyjności europejskiej gospodarki na rzecz USA czy Dalekiego Wschodu i to już w bliskiej perspektywie – dodaje.Biznes.pl

„Rosja jest naszym strategicznym problemem”

REKLAMA

Do­nald Tusk wy­po­wie­dział się też na temat kry­zy­su na Ukra­inie, tłu­ma­cząc, że od szczy­tu NATO w Bu­ka­resz­cie w 2008 roku miał świa­do­mość, że polem geo­po­li­tycz­nej gry po­mię­dzy Rosją a Eu­ro­pą, po­mię­dzy Rosją a Pol­ską, bę­dzie Ukra­ina. – Dla Pu­ti­na, dla Rosji, Unia Eu­ro­pej­ska sta­no­wi pro­blem. Mu­si­my zro­zu­mieć, myślę, że je­ste­śmy bli­sko tego mo­men­tu, że Rosja nie jest na­szym stra­te­gicz­nym part­ne­rem. Jest na­szym stra­te­gicz­nym pro­ble­mem – stwier­dził były pre­mier.

Z dużą sym­pa­tią wy­po­wie­dział się na­to­miast o kanc­lerz Nie­miec, An­ge­li Mer­kel: – Nikt w Eu­ro­pie nie wie, że po­cho­dzi­my z tego sa­me­go miej­sca. Jej dzia­dek był se­na­to­rem w Gdań­sku. Jeśli w ogóle można mówić o przy­jaź­ni w po­li­ty­ce, a zwłasz­cza w dy­plo­ma­cji, nasza jest wy­jąt­ko­wa.

Władimir Putin: Polska i Rosja powinny podnieść swoje stosunki na nowy poziom

– Polska i Rosja powinny podnieść swoje stosunki na nowy poziom, a przy wzajemnym szacunku i pragmatyzmie można rozwiązać problemy – powiedział prezydent Władimir Putin, przyjmując listy uwierzytelniające od ambasador RP Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.

„Nie czuję się winny”

„FT” pod­kre­śla, że po­wo­ła­nie Tuska na sta­no­wi­sko szefa Rady Eu­ro­pej­skiej to próba zna­le­zie­nia kogoś, kto bę­dzie dążył do kom­pro­mi­sów, ale rów­nież bę­dzie utrzy­my­wał dys­cy­pli­nę. Za­py­ta­ny o to, czy czuje się eu­ro­pej­skim fe­de­ra­li­stą, były pre­mier od­po­wie­dział, że nie lubi ide­olo­gii ani stra­te­gii two­rzo­nych na 20 lat do przo­du. – Mu­si­my re­ago­wać w każ­dej sy­tu­acji i chro­nić ele­men­tar­ne war­to­ści. – pod­kre­ślił.

Do­nald Tusk wy­znał, że na­praw­dę wie­rzy w Eu­ro­pę. – Nie jako eu­ro­en­tu­zja­sta czy na­iw­ny fe­de­ra­li­sta, ale jako pol­ski pa­trio­ta. Nie czuję w tym kon­flik­tu, dla­te­go, że za­rów­no dzi­siaj, jak i za pięć, dzie­sięć lat in­te­re­sy Unii Eu­ro­pej­skiej i Pol­ski są ze sobą zbież­ne w stu pro­cen­tach. Dla­te­go nie czuję się winny.

– Jeśli do­brze wy­ko­nam swoją ro­bo­tę w Bruk­se­li, za­owo­cu­je to świet­ny­mi wy­ni­ka­mi dla Pol­ski – stwier­dził na ko­niec były pre­mier.

Do­nald Tusk od po­cząt­ku grud­nia obej­mie sta­no­wi­sko prze­wod­ni­czą­ce­go Rady Eu­ro­pej­skiej, za­stę­pu­jąc Her­ma­na van Rum­puya. Bę­dzie pierw­szym Po­la­kiem, peł­nią­cym tę funk­cję.

Onet.pl

Spisek Waszyngtonu to wersja dla Moskwy pochlebna. Ale gospodarka Rosji rozdeptywana jest mimochodem

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
28.11.2014 08:13
A A A Drukuj
CO DZIŚ W ROSJI PISZCZY? Według Putina rubel stacza się po równi pochyłej w wyniku spisku Waszyngtonu z innymi stolicami ropodajnych potentatów.
Artykuł otwarty
Stało się. Szejkowie z OPEC nie ograniczą wydobycia ropy, nie zahamują spadku jej ceny. Dla Rosji to potężny cios, który kosztować ją będzie setki miliardów dolarów. Cena baryłki bowiem, na której opiera się gospodarka kraju i poziom życia jej obywateli, spada. Pikuje też, jak zawsze w takiej sytuacji, rosyjski pieniądz.Na wczoraj Bank Centralny ustalił oficjalny kurs dolara w Rosji na 46,42 rubla. Na dziś – już na 47,66. Ale bank zrobił to w czwartek koło południa, kiedy jeszcze nie wiadomo było, czy OPEC przykręci kurek naftowy, czy nie. Na reagującym szybciej rynku walutowym Forex zielony dochodzi dziś rano do 49 rubli. W kantorach moskiewskich – podobnie. Dziś po otwarciu moskiewskiej giełdy walutowej – już ponad 49 rubli. A Nikołaj Korzeniewski z moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii zapowiada, że już wkrótce dolar będzie po 50 rubli (na początku roku kosztował 32,6).Dlaczego spada „drewniany”?

Władimir Putin twierdzi, że baryłka, a z nią też „drewniany”, jak jego rodacy nazywają swoją walutę, stacza się po równi pochyłej w wyniku spisku. Według niego Waszyngton zwąchał się z innymi stolicami ropodajnych potentatów i wspólnie z nimi specjalnie psuje rynek, by zaszkodzić Rosji.

To akurat wersja optymistyczna i wielce dla Moskwy pochlebna. W rzeczywistościRosja znalazła się w sytuacji i kiepskiej, i po prostu poniżającej.

Bo gdybyśmy mieli do czynienia ze wszechświatową zmową przeciw Federacji Rosyjskiej, to na Kremlu mogliby myśleć i mówić, że się przeciw nim sprzysięgli, bo kraj jest potężny, ważny, budzi trwogę.

A zamieszanie z baryłką z Rosją wspólnego ma niewiele.

Saudyjczycy grający w OPEC pierwsze skrzypce nie biorą jej pod uwagę. Oni, spuszczając cenę w dół, próbują zalać rynki międzynarodowe tanim surowcem i w ten sposób zniszczyć konkurentów amerykańskich rozwijających wydobycie ropy łupkowej.

Zmagający się ze sobą szejkowie i jankesi rozdeptują więc gospodarkę Rosji, a także Wenezueli zupełnie mimochodem. A Moskwa podająca się, jeśli nie za „supermocarstwo”, to przynajmniej za „supermocarstwo energetyczne”, w tych zmaganiach poważnych graczy uczestniczy tylko jako bierny widz czy ofiara i na bieg wydarzeń nie ma wpływu.

Śmieszna groźba przyjaciela Putina

Igor Sieczyn, przyjaciel Putina, szef potężnej spółki naftowej Rosnieft, przed wczorajszym posiedzeniem OPEC w Wiedniu „zagroził”, że jego firma zmniejsza wydobycie o 25 tys. baryłek w dzień (w Rosji dziennie wydobywa się 10,78 mln baryłek). Jak mi pisze ze stolicy Austrii znany ekonomista Władysław Inoziemcew, tam zapowiedź rosyjskiego magnata naftowego przyjęli jako dosyć śmieszną anegdotę. Eksperci wiedzą, że źle zarządzana państwowo-prywatna Rosnieft odcięta na skutek sankcji od zagranicznych kredytów i technologii wpadła w tarapaty, będzie więc wydobywać coraz mniej ropy. Mniej nie o 25 tys. „beczek”, ale może o 250 czy 500 tys. Na sytuację na rynkach to nie wpłynie, bo do niszy oswobodzonej przez Rosjan chętnie wskoczą ich konkurenci.

Krytycy Rosji Putinowskiej raz za razem krzywią się na to, że kraj opiera się tylko na surowcach i przez to jest zacofany, bardzo uzależniony od koniunktury na rynkach światowych, na jaką wpływać nie może.

Skoro jednak Pan tak hojnie obdarzył ziemię rosyjską, to czemu jej mieszkańcy nie mieliby budować swego dobrobytu właśnie na skarbach, które ona kryje.

Tylko noblesse oblige – kto siedzi na ropie i gazie powinien umieć tanio i sprawnie je pompować spod ziemi, transportować i przerabiać. Słowem – „supermocarstwo energetyczne” powinno mieć przodujące technologie naftowe.

Mobilizacja przeciw wrogowi, którego na razie nie ma

Rosja ich się nie dorobiła, sprzęt i know-how pozwalające jej dobrać się do podziemnego eldorado musi kupować na Zachodzie, z którym akurat w trudnej dla siebie godzinie toczy wojnę na sankcje.

Moskwa z hukiem rości sobie prawo do ogromnych obszarów Oceanu Lodowatego, pod którego dnem kryją się ogromne zapasy ropy i gazu. Rosjanie głoszą, że to do nich należą miliony kilometrów kwadratowych z biegunem północnym włącznie.

I „zagospodarowują je” po swojemu, w pośpiechu formując arktyczną grupę wojsk dla odparcia agresji, którą dziś nikt im nie zagraża. Przydatność krążowników i wozów pancernych nawet w wersji polarnej dla wydobycia ropy z szelfu jest dosyć ograniczona. Tu potrzebne są technologie, platformy wiertnicze. Takich, które dałyby możliwość eksploatacji złóż i opłacalnej, i bezpiecznej dla przyrody, Rosja nie posiada. A od Norwegów, Amerykanów, Holendrów jej nie kupi, bo sankcje.

Moskwa stawia się więc w roli psa ogrodnika, który sam nie zje, to znaczy nie wypompuje spod dna, a innemu nie da.

Cenisz dobre dziennikarstwo?

Prenumerata cyfrowa Wyborczej dostępna przez internet, telefon, tableti na czytniku e-booków,
Wypróbuj teraz za 0,99 zł za miesiąc

Artykuł otwarty

Zobacz także

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75477,17041473,Spisek_Waszyngtonu_to_wersja_dla_Moskwy_pochlebna_.html#ixzz3KPIebuL0

Prawica-Targowica: Warszawa dla Sasina czy może Putina?

Tomasz Piątek
28.11.2014 15:25
A A A Drukuj
TYDZIEŃ KOŃCZY PIĄTEK. W Polsce skończyła się demokracja. Kaczyński oznajmił, że 13 grudnia wyprowadzi ludzi na ulice. Błąd. Jeśli jest tak źle, nie można tyle czekać. I po co zapowiadać demonstrację? Przez to zgarną potencjalnych demonstrantów. Przecież nie ma demokracji.
Artykuł otwarty
Przydałyby się lekcje u Kornela Morawieckiego, wodza podziemnej Solidarności Walczącej. Ubecy przez lata go nie wyśledzili. Przeciwnie, on sam ich śledził. Niestety, teraz nie walczy, tylko przekomarza się z innym bohaterem „Solidarności” Andrzejem Gwiazdą: „Andrzeju, nie mów na mnie prawica!”. Ciekawe: obaj najwięksi antykomuniści. A kapitalizm też im się nie podoba, przynajmniej ten nasz. No to stwórzcie znowu drugi obieg, panowie! I drugi internet. Chętnie pomogę, gryps przeniosę, będę żywym mailem. Zawsze marzyłem, żeby wydawać odgłos powiadomienia (moja poczta robi „a-a!”, gdy coś dostaję).Wiem, wiem, nie zdążymy. Zanim zrobimy kolejną rewolucję, Kaczyński zrobi nam kolejne powstanie. Takie polskie, najpolszczsze z polskich. Nie tylko bez szans i bez sensu (to standard), ale bez wroga.I bez pieniędzy. Przywódca oddziałów warszawskich Jacek Sasin narzeka, że nie stać go na billboardy. Panie Jacku, Kościuszko też nie miał billboardów (nie zdążył ich przekuć na sztorc). Nieważna kasa, na tygrysy mamy VIS-y (nie karty płatnicze, tylko takie pistoleciki, z których w 1944 strzelaliśmy do czołgów, tzw. tygrysów). A na messerschmitty mamy kwity. Gdy w ramach kondominium niemiecki lotnik znowu zacznie nam burzyć stolicę, Kaczyński go przegoni, machnie teczką: „Byłeś w Stasi!”. Kompromitacja także obyczajowa: Stasia źle się prowadziła. Inaczej by Niemca nie wpuściła.

Ja wiem, brzydko się naśmiewać z PiS-u: paranoja to choroba. Sam mam swoją: ciągle mam wrażenie, że cały ten bałagan z wyborami, 13 grudnia i ludźmi na ulicach jest po coś. Po to, żebyśmy zapomnieli o prawdziwej wojnie, o prawdziwej obronie niepodległości i demokracji za wschodnią granicą. Albo żebyśmy nie chcieli o tym pamiętać.

Na przykład mój ulubiony tygodnik „Do Rzeczy”. Redakcja na awanturę wyborczą poświęciła cały niemal początek, 18 na 89 stron treści redakcyjnej (prawie jedna czwarta). Dużo. Ale ciekawie robi się później.

Na stronie 32 Gmyz pisze, że Polska jest bezsilna wobec ruskich agentów i ich dzieci (!), całkiem przeżarta przez szpiegujące rodziny. Że Polacy i katolicy z Rosji i Ukrainy, którzy przyjechali się tu kształcić, okazali się moskiewskimi szpiegami. A zaraz potem jest drugi artykuł. O takich właśnie Polakach ze Wschodu, co przyjeżdżają do nas po naukę. I o tym, że jak najbardziej trzeba ich kształcić w Polsce. Niesamowite. Autorce udało się też wtrącić sugestię, że niepotrzebnie pomagamy Ukrainie, zamiast pomagać Polakom na Ukrainie.

Zestaw „Szpiedzy w Szkolnej Ławie”. Potem zestaw „Prawosławie”: pisarz Andrzej Horubała analizuje „Lewiatana” (głośny antyreżimowy film rosyjski). Horubała zastanawia się przy tym, czy reżyser nie chce „podlizać się Zachodowi”. I czy „wplótłszy w swój film wątek Pussy Riot pragnie zaatakować prawosławie” za konserwatyzm. Trochę dalej Terlikowski pisze, że właściwie w wielu sprawach zgadza się z Putinem i z moskiewskim patriarchą Cyrylem. Ale ma im coś za złe: nie zakazali jeszcze aborcji. Jednak najlepszy w zestawie jest wielki tekst pod tytułem: „Franciszek przynosi zamęt”. Oczywiście o papieżu, którego katolickie (czyżby?) „Do Rzeczy” powinno słuchać w sprawach wiary i moralności.

A jednak nie powinno. Może Cyryl jest schizmatyk, proszę Państwa. Ale Franciszek jest schizmatyk i heretyk. Tak mówi ultrakatolik Christopher Ferrara. Amerykanin, który gada jak ruscy psychiatrzy. Oni w swoim czasie wynaleźli bezobjawową schizofrenię, a on wynalazł bezobjawową herezję. Bo u Franciszka zmiana stylu „praktycznie zmienia doktrynę, nawet jeśli formalnie nie ulega ona modyfikacjom”. Ferrara wykrył też „milczącą apostazję” i niewidzialną schizmę (w Niemczech!). Najlepszy cytat: „Mówienie o tym, że Kościół ma odpowiadać na wyzwania współczesnego świata, trąci sofistyką. Przecież zawsze mamy do czynienia ze współczesnym światem, koncepcja, że tylko my żyjemy we współczesnym świecie, a poprzednie generacje żyły w jakimś innym, jest absurdalna”. No tak, to tłumaczy, czemu Kościół katolicki wciąż odpowiada na wyzwania z XIV wieku.

Wreszcie zestaw „Wojna”. Wróblewski pisze, że działania zbrojne przeciw Rosji i sankcje ekonomiczne są właściwie niepotrzebne. Olga Solarz opowiada, że oddziały broniące Ukrainy w Donbasie są skorumpowane: zamiast walczyć z Rosjanami, handlują z nimi, przemycają towary, defraudują pieniądze z obywatelskich datków na wojsko. I co gorsza, brutalnie potraktowały Polkę (tekst nazywa się: „Ukraina w miniaturze”). Piotr Semka stwierdza, że Polacy nie angażują się i nie mają po co angażować w wojny międzynarodowe: interesują nas tylko polskie sprawy! Zychowicz mówi, że nie ma co przesadzać ze zbrodniami Sowietów: prawdziwymi Hunami są Niemcy. Ziemkiewicz przypomina, że autentyczny, historyczny pan Wołodyjowski nie wysadził się w powietrze, gdy walczył na Ukrainie: zamiast tego bardzo rozsądnie poddał się wschodniemu najeźdźcy. Wreszcie Łysiak wrzeszczy o głupocie Zbigniewa Brzezińskiego i Amerykanów, którzy wredni są dla nas i zdradzieccy.

Nie, nie żartuję. Jest tego 20 i pół strony. Prawie 25 proc. treści redakcyjnej poświęcono na wściekłą walkę z prozachodnią orientacją Polski. Zarówno geopolityczną, jak i cywilizacyjną, z katolicyzmem włącznie.

Brak mi słów.

Cenisz dobre dziennikarstwo?

Prenumerata cyfrowa Wyborczej dostępna przez internet, telefon, tableti na czytniku e-booków,
Wypróbuj teraz za 0,99 zł za miesiąc

Artykuł otwarty

Zobacz także

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,17044971,Prawica_Targowica__Warszawa_dla_Sasina_czy_moze_Putina_.html#ixzz3KPIYB0lK

Duduś

An­drzej Duda nie­spo­dzie­wa­nie zna­lazł się na szczy­cie par­tyj­nej hie­rar­chii w PiS. Za jego ka­rie­rę ręczą dwie osoby: bra­ta­ni­ca pre­ze­sa i przy­ja­ciel nie­ży­ją­ce­go pre­zy­den­ta.

Andrzej Duda

Foto: Radek Pietruszka / PAPAndrzej Duda

W PiS po­dział obo­wiąz­ków jest jasny. Jeśli na grób pre­zy­denc­kiej pary wy­bie­ra się pre­zes Ka­czyń­ski, to wi­zy­tę or­ga­ni­zu­je szef kra­kow­skich struk­tur par­tii An­drzej Adam­czyk. Ale gdy na Wawel ma przy­je­chać pani Marta, to wszy­scy wie­dzą, że za or­ga­ni­za­cję od­po­wia­da były mi­ni­ster w kan­ce­la­rii Lecha Ka­czyń­skie­go, a od nie­daw­na także kan­dy­dat PiS na pre­zy­den­ta. To on ku­pu­je wie­niec, re­zer­wu­je noc­leg i usta­la plan po­by­tu.

Eu­ro­de­pu­to­wa­ny i bra­ta­ni­ca pre­ze­sa po­zna­li się po ka­ta­stro­fie smo­leń­skiej i od tam­te­go czasu są w kon­tak­cie: współ­pra­cu­ją w Ruchu Spo­łecz­nym im. Lecha Ka­czyń­skie­go, spo­ty­ka­ją się służ­bo­wo i z ro­dzi­na­mi.

– Czy Marta Ka­czyń­ska re­ko­men­do­wa­ła pre­ze­so­wi pań­ską kan­dy­da­tu­rę?

– Nie po­ru­sza­li­śmy tego te­ma­tu, ale rze­czy­wi­ście mamy dobre ko­le­żeń­skie re­la­cje – przy­zna­je w roz­mo­wie z „New­swe­ekiem” An­drzej Duda. – Za­zwy­czaj spo­ty­ka­my się przy oka­zji jej wizyt w Kra­ko­wie.

Eurodeputowany i bratanica prezesa poznali się po katastrofie smoleńskiej i od tamtego czasu są w kontakcie: współpracują w Ruchu Społecznym im. Lecha Kaczyńskiego, spotykają się służbowo i z rodzinami.

Dru­gim pro­tek­to­rem Dudy jest szef Ruchu Spo­łecz­ne­go i poseł Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści Ma­ciej Ło­piń­ski. Gdyby nie po­rę­ka jego i Marty Ka­czyń­skiej, ten były pod­opiecz­ny Zbi­gnie­wa Zio­bry nie zro­bił­by w PiS tak bły­ska­wicz­nej ka­rie­ry.

Cwaniak w masce Andrzejka

Ga­bi­net pre­ze­sa PiS, kilka mie­się­cy temu. Ka­czyń­ski, znany z nie­uf­ne­go sto­sun­ku do współ­pra­cow­ni­ków nie­ży­ją­ce­go brata, zwie­rza się do­rad­com: – An­drzej to je­dy­ny czło­wiek Lesz­ka, na któ­re­go warto po­waż­nie po­sta­wić.

Po raz pierw­szy po­sta­wił na Dudę rok temu, gdy CBA ujaw­ni­ło spra­wę ta­jem­ni­czych po­ży­czek Adama Hof­ma­na. Prze­szedł z nim na „ty” i tym­cza­so­wo awan­so­wał na sta­no­wi­sko rzecz­ni­ka pra­so­we­go par­tii. Kilka mie­się­cy póź­niej po­wie­rzył mu kie­ro­wa­nie kam­pa­nią do eu­ro­par­la­men­tu. Jak twier­dzą nasi roz­mów­cy w PiS, za obie­ma no­mi­na­cja­mi stali Ka­czyń­ska i Ło­piń­ski. Kie­ro­wa­nie szta­bem za­koń­czy­ło się jed­nak po­dwój­ną klę­ską: par­tia prze­gra­ła wy­bo­ry, a szef kam­pa­nii po­legł w par­tyj­nej roz­gryw­ce.

REKLAMA

Mówi czło­nek tam­te­go szta­bu: – Duda był ma­lo­wa­nym sze­fem. Hof­man zdo­mi­no­wał go i prze­jął ini­cja­ty­wę. Lu­dzie w par­tii za­czę­li się śmiać, że to mię­czak, że dał się wy­ki­wać. Ale dziś coraz wię­cej osób prze­ko­nu­je się, że pod maską grzecz­ne­go An­drzej­ka kryje się cwa­niak, który naj­pierw ode­grał przed pre­ze­sem ofia­rę Hof­ma­na, a potem zwa­lił na niego winę za prze­gra­ną kam­pa­nię.

Na py­ta­nie, co ta­kie­go Ka­czyń­ski zo­ba­czył w Du­dzie, roz­mów­cy zgod­nie wy­li­cza­ją ze­staw tych sa­mych cech. Kan­dy­dat PiS przede wszyst­kim jest nie­groź­ny: nie ma za­ple­cza, jest po­li­tycz­nym sin­glem i nie prze­ja­wiał dotąd oso­bi­stych am­bi­cji, dzię­ki czemu pre­zes nie widzi w nim ry­wa­la. Po dru­gie – kon­ty­nu­ują po­li­ty­cy PiS – Ka­czyń­skie­mu im­po­nu­je in­te­li­genc­kie po­cho­dze­nie Dudy. Wy­wo­dzi się z pro­fe­sor­skiej ro­dzi­ny zwią­za­nej z Aka­de­mią Gór­ni­czo-Hut­ni­czą w Kra­ko­wie – jego oj­ciec zaj­mu­je się au­to­ma­ty­ką, matka jest che­mi­kiem. A do­li­czyć na­le­ży jesz­cze te­ścia, prof. Ju­lia­na Korn­hau­se­ra, poetę Nowej Fali i zna­ne­go kry­ty­ka li­te­rac­kie­go. Dla pre­ze­sa, który w la­tach 90. zo­stał od­trą­co­ny przez in­te­li­genc­kie elity War­sza­wy, takie spra­wy mają ka­pi­tal­ne zna­cze­nie. To dla­te­go Ka­czyń­ski – tłu­ma­czy jeden z roz­mów­ców – tak ceni pro­fe­so­rów ma­ni­fe­stu­ją­cych PiS-owskie sym­pa­tie. A prof. Jan Ta­de­usz Duda, oj­ciec no­we­go del­fi­na z No­wo­grodz­kiej, jest wi­ce­prze­wod­ni­czą­cym Aka­de­mic­kie­go Klubu Oby­wa­tel­skie­go im. Lecha Ka­czyń­skie­go – w wy­bo­rach sa­mo­rzą­do­wych kan­dy­do­wał z list PiS do sej­mi­ku ma­ło­pol­skie­go.

Duda ma też inne za­le­ty. Jest dok­to­rem prawa ad­mi­ni­stra­cyj­ne­go, ma sym­pa­tycz­ną ro­dzi­nę, a także cie­szy się opi­nią po­li­ty­ka umiar­ko­wa­ne­go i kon­cy­lia­cyj­ne­go – dwa lata temu bez opo­rów usiadł przy tzw. okrą­głym stole miesz­ka­nio­wym w Kra­ko­wie z trans­sek­su­al­ną po­słan­ką Anną Grodz­ką. Dzię­ki temu, mówią w PiS, ma szan­sę przy­cią­gnąć cen­tro­wy elek­to­rat.

Foto: Materiały prasowe

Blokada w mediach mętnego nurtu

Mówi po­li­tyk Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści: – Kło­po­ty z kan­dy­da­tu­rą An­drze­ja są dwa. Pierw­szy to ry­wa­li­za­cja na pra­wi­cy, a drugi – niska roz­po­zna­wal­ność.

Kontr­kan­dy­da­tem Dudy w przy­szło­rocz­nych wy­bo­rach może oka­zać się inny eu­ro­de­pu­to­wa­ny – prof. Mi­ro­sław Pio­trow­ski, jeden z naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków o. Ta­de­usza Ry­dzy­ka. Na pra­wi­cy krąży sce­na­riusz, w myśl któ­re­go Pio­trow­ski miał­by wy­star­to­wać z po­par­ciem Radia Ma­ry­ja i Ruchu Na­ro­do­we­go. – Mamy z nim dobre re­la­cje i chęt­nie byśmy go wspar­li, bo sami mamy pro­blem z kan­dy­da­tem w tych wy­bo­rach – twier­dzi nasz roz­mów­ca zwią­za­ny z Ru­chem.

Pio­trow­ski, któ­re­go pytam o ten sce­na­riusz, nie mówi „nie”. – Wiem o spo­łecz­nych ini­cja­ty­wach, które ży­czy­ły­by sobie mo­je­go kan­dy­do­wa­nia – przy­zna­je. – Nawet nie­któ­rzy dzia­ła­cze PiS pi­sa­li w tej spra­wie listy do pre­ze­sa.

Jeden z pra­wi­co­wych po­li­ty­ków ko­ja­rzo­nych z to­ruń­skim ośrod­kiem twier­dzi, że Pio­trow­ski nie kryje się ze swo­imi aspi­ra­cja­mi. Jak opo­wia­da, pod­czas te­go­rocz­ne­go pik­ni­ku Radia Ma­ry­ja grup­ka zwią­za­nych z eu­ro­po­słem dzia­ła­czy roz­sta­wi­ła nawet trans­pa­rent „Pio­trow­ski na pre­zy­den­ta”. Na Fa­ce­bo­oku od czte­rech mie­się­cy dzia­ła pro­fil „Pio­trow­ski kan­dy­da­tem na pre­zy­den­ta RP w 2015?” in­for­mu­ją­cy o jego dzia­ła­niach. Po­dob­no także listy do Ka­czyń­skie­go, o któ­rych wspo­mi­na Pio­trow­ski, po­cho­dzą od współ­pra­cow­ni­ków eu­ro­po­sła.

Mówi po­li­tyk z oto­cze­nia Ka­czyń­skie­go: – Pre­zes liczy się z tym, że Pio­trow­ski wy­star­tu­je. Re­la­cje Radia z PiS są dziś nie naj­gor­sze, w wa­ka­cje Ja­ro­sław miał nawet spo­tka­nie z ojcem Ta­de­uszem, ale po tym, jak wy­cię­li­śmy kan­dy­da­tów To­ru­nia z list do eu­ro­par­la­men­tu, wszyst­ko się może zda­rzyć.

Nastał czas drwali

O ile star­tu Pio­trow­skie­go w PiS nikt się nie boi, o tyle niska roz­po­zna­wal­ność wła­sne­go kan­dy­da­ta jest pro­ble­mem po­waż­nym. Jak do­wie­dział się „New­swe­ek”, w son­da­żach za­ma­wia­nych przez PiS Duda wy­pa­dał słabo – w ba­da­niu te­stu­ją­cym szan­se kan­dy­da­tów mo­gą­cych wy­star­to­wać z po­par­ciem par­tii Ka­czyń­skie­go do­stał za­le­d­wie kilka pro­cent i zna­czą­co od­sta­wał od po­li­ty­ków bar­dziej do­świad­czo­nych, ta­kich jak np. eu­ro­po­seł Ja­nusz Woj­cie­chow­ski.

Tym bar­dziej dziwi, że po­li­ty­cy PiS nie wy­ko­rzy­sta­li dar­mo­wej oka­zji do roz­pro­pa­go­wa­nia na­zwi­ska Dudy, jaką była pre­zen­ta­cja jego par­tyj­nej no­mi­na­cji na kan­dy­da­ta w pre­zy­denc­kich wy­bo­rach. Kiedy 9 lat temu PiS przed­sta­wia­ło pre­zy­denc­ką kan­dy­da­tu­rę Lecha Ka­czyń­skie­go, wszyst­ko było za­pla­no­wa­ne w naj­drob­niej­szych szcze­gó­łach. No­mi­na­cja zo­sta­ła ogło­szo­na w so­bo­tę przed po­łu­dniem, dzię­ki czemu media żyły te­ma­tem cały week­end. Pre­zen­ta­cja od­by­ła się w Sali Kon­gre­so­wej i to­wa­rzy­szy­ła jej hucz­na kon­wen­cja wy­bor­cza w ame­ry­kań­skim stylu, z ty­sią­ca­mi ba­lo­nów i flag. Dziś pew­nie nie zro­bi­ło­by to na nikim wra­że­nia, ale wów­czas był to prze­łom – ta­blo­idy ze­sta­wia­ły tę im­pre­zę z kon­wen­cja­mi re­pu­bli­ka­nów.

W po­rów­na­niu z tam­tym roz­ma­chem opra­wa przy­go­to­wa­na dla Dudy była uboga. Nie­du­ża sala To­wa­rzy­stwa Gim­na­stycz­ne­go „Sokół” w Kra­ko­wie, kil­ka­set osób i fa­tal­nie wy­bra­ny ter­min. No­mi­na­cję ogło­szo­no 11 li­sto­pa­da, w dniu dwóch mar­szów – pre­zy­denc­kie­go i zor­ga­ni­zo­wa­ne­go przez Ruch Na­ro­do­wy. W efek­cie kan­dy­da­tu­ra Dudy stała się do­pie­ro trze­cią in­for­ma­cją dnia.

– Gdyby cho­ciaż za­pla­no­wa­no tę kon­wen­cję na rano, to wie­czor­ne ser­wi­sy in­for­ma­cyj­ne zdą­ży­ły­by zro­bić po­rząd­ne re­la­cje. A wy­bra­no go­dzi­nę sie­dem­na­stą, przez co „Wia­do­mo­ści” i „Fakty” miały mało czasu. A „Te­le­express”, bądź co bądź drugi pro­gram in­for­ma­cyj­ny w kraju, nawet o Du­dzie nie wspo­mniał – mówi poseł PiS.

– Su­ge­ru­je pan sa­bo­taż?

– Nie, w PiS po pro­stu na­stał czas drwa­li – iro­ni­zu­je mój roz­mów­ca. – No­mi­na­cję trzy­ma­no w ta­jem­ni­cy przed Ada­mem Hof­ma­nem, który był prze­ciw­ny kan­dy­da­tu­rze Dudy, i za przy­go­to­wa­nie kon­wen­cji od­po­wia­dał znany wir­tu­oz stra­te­gii me­dial­nej Jo­achim Bru­dziń­ski.

De­cy­du­jąc się na ogło­sze­nie pre­zy­denc­kiej no­mi­na­cji przed wy­bo­ra­mi sa­mo­rzą­do­wy­mi, po­li­ty­cy PiS kie­ro­wa­li się jed­nak zu­peł­nie in­ny­mi wzglę­da­mi. Za­pre­zen­to­wa­nie kan­dy­da­ta z nagła i bez kon­sul­ta­cji wy­trą­ci­ło ar­gu­men­ty wszyst­kim, któ­rzy sprze­ci­wia­li się star­to­wi kra­kow­skie­go eu­ro­po­sła. Po tym jak Duda zo­stał pu­blicz­nie przed­sta­wio­ny przez pre­ze­sa, dys­ku­sja o in­nych kan­dy­da­tach stała się bez­przed­mio­to­wa.

– Jak na ten ruch za­re­ago­wa­li zwo­len­ni­cy pra­wy­bo­rów?

– Hof­ma­na już nie ma, a Grze­gorz Bie­rec­ki liże rany po ra­por­cie KNF na temat SKOK-ów. Wro­go­wie Dudy po­sprzą­ta­li się sami – twier­dzi jeden z po­słów PiS.

– A Czar­nec­ki?

– Ry­siek jak zwy­kle wy­ka­zał się peł­nym pro­fe­sjo­na­li­zmem. Na kon­wen­cji w Kra­ko­wie kla­skał w pierw­szym rzę­dzie, a pod­czas wi­zy­ty na Wa­we­lu nawet do­stał się do kryp­ty, gdzie pre­zes po­ja­wił się w gro­nie kilku za­ufa­nych osób.

Panie prezesie, jestem lojalny

Ka­rie­ra kan­dy­da­ta Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści do tej pory prze­bie­ga­ła gład­ko. Duda po raz pierw­szy po­ja­wił się na po­li­tycz­nym wid­no­krę­gu jako świe­żo upie­czo­ny dok­tor prawa ad­mi­ni­stra­cyj­ne­go z Uni­wer­sy­te­tu Ja­giel­loń­skie­go.

Był rok 2005, PiS wła­śnie wy­gra­ło po­dwój­ne wy­bo­ry, a w Sej­mie wy­ku­wa­ła się IV RP. Jed­nym z jej fun­da­men­tów miała być usta­wa lu­stra­cyj­na, nad którą pra­co­wał Ar­ka­diusz Mu­lar­czyk, młody poseł z No­we­go Sącza ko­ja­rzo­ny ze Zbi­gnie­wem Zio­brą. – Szu­ka­łem praw­ni­ków do po­mo­cy i zna­jo­my ad­wo­kat, który znał An­drze­ja jesz­cze ze szko­ły, dużo mi o nim opo­wia­dał. „Duduś zna się na tym, na tam­tym, w tym Duduś też jest dobry”, mówił. W końcu nas skon­tak­to­wał i tak za­czę­ła się nasza współ­pra­ca – wspo­mi­na Mu­lar­czyk. – Jakie miał po­glą­dy? Nasze. Za­im­po­no­wał mi wtedy. Mimo że był pra­cow­ni­kiem na­uko­wym, to nie bał się pra­co­wać nad usta­wą, która wy­wo­ły­wa­ła aler­gicz­ne re­ak­cje w śro­do­wi­sku aka­de­mic­kim. Chyba miał ja­kieś nie­przy­jem­no­ści, ale nie zre­zy­gno­wał.

Po­glą­dy mło­de­go praw­ni­ka har­to­wa­ły się w trzech miej­scach: w domu, w któ­rym po­li­tycz­ny ton nada­wał oj­ciec, były dzia­łacz So­li­dar­no­ści, ko­ście­le – gdzie młody Duduś słu­żył do mszy świę­tej – i har­cer­stwie. Po­sta­wa mło­de­go praw­ni­ka mu­sia­ła zro­bić wra­że­nie na Zbi­gnie­wie Zio­brze, bo w 2006 r. Duda zo­stał awan­so­wa­ny na sta­no­wi­sko wi­ce­mi­ni­stra w jego re­sor­cie, a rok póź­niej wy­star­to­wał w wy­bo­rach do Sejmu. – Zby­szek ho­lo­wał go całą kam­pa­nię. Jeź­dził z nim po ba­za­rach, za­ła­twiał ulot­ki. An­drzej osią­gnął przy­zwo­ity wynik, ale do man­da­tu za­bra­kło kil­ku­set gło­sów – wspo­mi­na były poseł. – Zio­bro wy­pro­sił mu wtedy po­sa­dę w Kan­ce­la­rii Pre­zy­den­ta.

Duda lubi po­wta­rzać, że Lech Ka­czyń­ski na pierw­szym spo­tka­niu za­żar­to­wał, że mógł­by być jego ojcem – pre­zy­dent i tata mi­ni­stra są z tego sa­me­go rocz­ni­ka – ale praw­da jest taka, że po­cząt­ki były trud­ne. Nie do­stał nawet ga­bi­ne­tu w pa­ła­cu i urzę­do­wał w od­le­głym o kilka ki­lo­me­trów bu­dyn­ku przy ul. Wiej­skiej. – Le­szek pod­cho­dził do niego nie­uf­nie, bo wi­dział w nim czło­wie­ka Zio­bry. Gdy były mi­ni­ster spra­wie­dli­wo­ści za­czął się zbyt­nio roz­py­chać w par­tii, pre­zy­dent chciał nawet wy­rzu­cić An­drze­ja. Duda mu­siał zło­żyć wier­no­pod­dań­czy hołd – opo­wia­da były współ­pra­cow­nik głowy pań­stwa.

Czas na praw­dzi­wy test przy­szedł jed­nak do­pie­ro z po­wsta­niem So­li­dar­nej Pol­ski. Duda w roz­mo­wie z „New­swe­ekiem” wspo­mi­na: – Za­dzwo­nił do mnie przy­ja­ciel [z na­szych in­for­ma­cji wy­ni­ka, że był to Ło­piń­ski – red.]. W par­tii trwa sza­co­wa­nie strat, mówi mi, i wli­cza­ją w to także cie­bie. Padło py­ta­nie, jak jest na­praw­dę – czy rze­czy­wi­ście od­cho­dzę? Po­wie­dzia­łem, że nie ma ta­kie­go te­ma­tu. Przy­ja­ciel po­ra­dził mi, bym jak naj­szyb­ciej prze­ciął te spe­ku­la­cje. Za­dzwo­ni­łem do pre­ze­sa i po­in­for­mo­wa­łem go, że je­stem lo­jal­ny i ni­g­dzie się nie wy­bie­ram.

Poseł, który wy­szedł z PiS z Zio­brą, pa­mię­ta to nieco ina­czej. – An­drzej był na na­szych spo­tka­niach za­ło­ży­ciel­skich i ak­tyw­nie się udzie­lał. Kry­ty­ko­wał Ka­czyń­skie­go, mówił o po­trze­bie po­wo­ła­nia nowej par­tii. Nie wy­szedł z nami, bo zo­ba­czył pierw­sze son­da­że i stwier­dził, że mu się to nie opła­ca.

Dziś Duda staje przed naj­po­waż­niej­szym spraw­dzia­nem w swo­jej ka­rie­rze po­li­tycz­nej. I nie cho­dzi nawet o sam wynik wy­bo­rów (w zwy­cię­stwo z Ko­mo­row­skim nie wie­rzą nawet po­li­ty­cy PiS), a o test wła­snej po­wścią­gli­wo­ści. Jeśli zbyt­nio uwie­rzy w sie­bie i za­cznie pro­wa­dzić wła­sną grę, to pre­zes uniesz­ko­dli­wi go zaraz po wy­bo­rach. Tak jak kilka lat temu zro­bił to z Zio­brą, jego pierw­szym pro­mo­to­rem.

Onet.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s