Duda, 06.11.2015

 

Szydło na nowym Bondzie, Duda z Kaczyńskim meblują jej rząd. „Fakt”: Było kolejne nocne spotkanie

"Fakt": Doszło do kolejnego nocnego spotkania Duda-Kaczyński.
„Fakt”: Doszło do kolejnego nocnego spotkania Duda-Kaczyński. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Od zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na prezydenta doszło do co najmniej dwóch jego spotkań z prezesem PiS. Teraz „Fakt” informuje o trzecim, do którego doszło w kompleksie rządowych budynków niedaleko Belwederu. Prezydent miał rozmawiać z Jarosławem Kaczyńskim o składzie rządu Beaty Szydło.

Beata Szydło na premierze najnowszego Bonda, a Jarosław Kaczyński u Andrzeja Dudy, ustala kształt przyszłego rządu. Taki rozkład obowiązków wyłania się z najnowszych informacji „Faktu”. Tabloid donosi, że w czwartkowy wieczór Jarosław Kaczyński przyjechał do należącego do Kancelarii Prezydenta budynku, który sąsiaduje z Hotelem Belvedre Klonowa, gdzie mieszka Andrzej Duda.

Tabloid tłumaczy, że z jednego do drugiego budynku można przejść chodnikiem ukrytym za murem, więc nikt z zewnątrz nie zauważyłby prezydenta przemykającego się na nocną schadzkę z prezesem. A według informatorów dziennika to właśnie spotkanie z prezydentem, a nie z Maciejem Łopińskim było rzeczywistym powodem wizyty Jarosława Kaczyńskiego przy Klonowej.

Spotkanie trwało około pięciu godzin i dotyczyło składu przyszłego rządu. Poprzednie spotkanie miało miejsce w Pałacu Prezydenckim. Z kolei pod koniec września prezydent przyjechał do Jarosława Kaczyńskiego. Jak późnej tłumaczono nie był w domu prezesa, tylko w Instytucie Lecha Kaczyńskiego, który zajmuje sąsiedni budynek.

Źródło: „Fakt”

szydłoNaBondzie

naTemat.pl

Narodziny tego rządu to karykatura
Nie wiem, po co liderzy PiS tak upokarzają Beatę Szydło – mówił w TOK FM Wiesław Władyka.

O tworzeniu nowego rządu Beaty Szydło rozmawiali publicyści w Poranku Radia TOK FM. Goście Jacka Żakowskiego – Tomasz Lis, Wiesław Władyka i Tomasz Wołek  odnosili się głównie do tego, że przyszła szefowa rządu nie ma większego wpływu na kształt swojego gabinetu.

– Ewidentnie odsunięto ją od procesu formowania rządu. Dość szybko zorientowano się jednak, że to kompromitacja, że to podmywa jej pozycję i ją dyskredytuje, więc błyskawicznie ją przywołano, ale moim zdaniem wyłącznie w charakterze ozdoby –uważa Tomasz Wołek. Zdaniem publicysty PiS stosuje wyłącznie figurę propagandową, próbując stwarzać wrażenie, że Szydło ma jakiś wpływ na kształt jej przyszłego rządu, tymczasem decyzje podejmuje czterech liderów partii, a de facto Jarosław Kaczyński.

– Ale to zdaje się wiedzieliśmy od początku – wtrącił Żakowski. – Jak słyszę komentarze, to okazuje się, że jest sporo takich, którzy podejrzewali, że może być inaczej. Każdy, kto ma pięć klepek, wiedział, że tak będzie – odparł Lis. – Chciałem tylko powiedzieć, że nie każdy ma pięć klepek – skwitował Żakowski.

– Narodziny tego rządu to jakaś karykatura, groteska. Nie wiem, po co ją tak upokarzają –stwierdził Władyka. – To element budowania ubóstwienia Jarosława, który musi uzyskać społeczną aprobatę nowego rodzaju – uważa Żakowski.

– Być może pan prezes upomniał się o reflektory, ale wyobraźcie sobie funkcjonowanie tego rządu… –mówił Władyka. Publicysta POLITYKI uważa, że dyspozycje z Nowogrodzkiej, czyli siedziby PiS, niekoniecznie muszą iść bezpośrednio do przyszłej premier, ale do poszczególnych ministerstw. –Stworzy się sytuacja całkowicie schizofreniczna. Pani premier będzie coś reprezentowała, coś mówiła w Sejmie, udzielała wywiadów, a tam do resortów edukacji, nauki, spraw wewnętrznych pójdą jakieś inne dyspozycje – przewiduje Władyka.

Mieliśmy premiera z PO, a za chwilę będziemy mieli p.o. premiera. Kancelaria premiera będzie w Alejach Ujazdowskich, a siedziba przy Nowogrodzkiej – wtrącił Lis.

Jacek Żakowski zastanawiał się również, czy w związku z tym, że przed nami kilka lat nowej polityki, która „co do mechanizmów jest szokująca”, to czy nie powinno się przestać bojkotować tę zmianę, przestać się tym bulwersować i zająć się konkretami. – Dajemy się wciągać w proceduralne dziwolągi, a tu są poważne sprawy – uważa Żakowski, jako przykład podając pozycję PiS zmian systemie edukacji.

Z Żakowskim nie zgodził się Wołek, który uważa, że „ten nowy obyczaj, który na naszych oczach jest kształtowany”, będzie decydujący, bo on – w wielu wypadkach – będzie ponad prawem. Żakowski stwierdził, że Jarosław Kaczyński działa według „zasad systemu, w którym wyrósł”: – Partia kieruje, rząd rządzi. Czym skorupka za młodu nasiąknie… Ten model ma swoje wady i zalety, nie jest to demokracja liberalna, ale czasem działa – mówił prowadzący audycję.

Będziemy mieć rząd kłopotów na poziomie różnych decyzji. Z jednej strony mamy do czynienia ze skumulowaniem władzy w rękach jednej osoby, w pozakonstytucyjnym wymiarze, a z drugiej strony będziemy mieć decyzje podejmowane na poziomie ministerstw. Będzie istniało podejrzenie, od którego nie mogę się uwolnić, że wiele decyzji rzeczowych będzie podejmowanych w zamiarze umocnienia tej władzy – uważa Władyka.To oczywiste. Tak samo jak ocena poszczególnych ministrów nie będzie zależała od tego, jak ocenia ich Szydło, tylko Kaczyński – wtórował mu Lis.

narodzinyTegoRząduTo

polityka.pl

Mister Twister

Daniel Passent, 06.11.2015

Powołaniu nowego rządu towarzyszy gorączka porodowa, zarówno w obozie zwycięskim (targi zwane „rozmowami, negocjacjami, ustaleniami” trwają już dość długo, co by wskazywało, że żarłoczność i nienasycenie są duże), jak i po stronie mediów.

Widok dziennikarzy dzień w dzień, od świtu do nocy, w bramie, na ulicy, na korytarzu, polujących, czyhających choćby na jedno spojrzenie, na półsłówka Gowina, Szydło czy Błaszczaka, każe ubolewać nad losem koleżanek i kolegów z branży dziennikarskiej.

Jak to w wolnym kraju, komentarze na giełdzie są rozmaite, czasami wręcz sprzeczne. Jedni mówią, że to bez znaczenia, kto będzie ministrem, bo i tak polityk jest jeden i jedna będzie polityka – polityka prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Inni są zdania, że czas robi swoje, zajmowane stanowiska, choć z nadania prezesa – a więc prezydenta, premiera, ministra – zmieniają ludzi, dziś marionetki i kukiełki stopniowo mogą nabierać życia, dlatego nie jest bez znaczenia, czy np. ministrem sprawiedliwości zostanie Małgorzata Wassermann, Zbigniew Ziobro czy Janusz Wojciechowski. Żadna z tych kandydatur mi nie odpowiada, ale jedną z nich uważam za ciut mniej groźną.

Weźmy inny przykład. Od dłuższego czasu jedną z kandydatur na ministra spraw zagranicznych jest Witold Waszczykowski – nobliwy pan z wąsikiem, były dyplomata, usunięty z MSZ przez ówczesnego ministra, Radka Sikorskiego. O ile pamiętam, wedle ministra w delikatnych negocjacjach z USA W.W. zajmował stanowisko bliższe USA niż Polsce. Przedtem W.W. pracował w Brukseli i w Teheranie. Na temat okoliczności jego odwołania z tamtych placówek krąży wiele domysłów, które – mam nadzieję – kiedyś jakiś biograf śledczy ujawni.

Na razie zajrzyjmy do wywiadu, jakiego W.W. udzielił „Rzepie” (3 XI). „Nasza dyplomacja musi wreszcie zacząć realizować polskie interesy narodowe, polskie interesy bezpieczeństwa…” – mówi były ambasador i wiceminister. „Wreszcie zacząć” – czy to znaczy, że kiedy W.W. zajmował wysokie stanowiska w ministerstwie, realizował obce interesy? I że dotychczas nikt ich nie realizował, a Polska znalazła się w NATO i w Unii mimo woli?

Stanowisko Sikorskiego, który szukał zbliżenia z Niemcami oraz namawiał ich do aktywności, W.W. nazywa „ABERRACJĄ”. Zapytany o to, że kraje wyszehradzkie zerkają ku Rosji, podobnie jak Francja i Niemcy, W.W. ma łatwą receptę: „Jeśli ktoś im zaproponuje solidarną politykę, na pewno z tego zrezygnują”.

Jaka to miałaby być „solidarna polityka”, czym przelicytować Putina – tego W.W. nie wyjaśnia, a dziennikarz nie dopytuje.

Następują więc dalsze rewelacje: będziemy współpracować z tym, kto okaże się bardziej wrażliwy na zagrożenie dla naszego regionu. Niestety, nasi sąsiedzi, Niemcy, wykazują małą wrażliwość w tej sprawie, ważniejsze dla ich są interesy gospodarcze z Rosją. „To jest bolesne”. W.W. ubolewa też, że Niemcy wpuściły setki tysięcy uchodźców, „a przecież po wejściu Polski do Unii musieliśmy czekać 7 lat, zanim Polacy mogli pracować nad Odrą. NIECH WIĘC DZIŚ NIE UCZĄ NAS SOLIDARNOŚCI”. Minister zapomina, że setki tysięcy Polaków pracowały w Niemczech od 1991 r., kiedy zniesiono wizy, najpierw na czarno, a potem legalnie.

A więc z Niemcami źle. Więc może przydałoby się zbliżenie z Rosją? Po atakach na Gruzję, Ukrainę i Syrię – nie ma o czym mówić, rozwiewa złudzenia W.W. „Klucz (do zmiany relacji) jest więc w Moskwie i nie widzę dziś możliwości podjęcia przez nas inicjatywy w tej sprawie”.

Krótko mówiąc, Witold Waszczykowski mówi nie, nie i nie. Miejmy nadzieję, że robi to celowo, pod Jarosława Kaczyńskiego, w trakcie rywalizacji o stanowisko ministra. Gdyby (co nie daj Boże!) jednak został ministrem lub przynajmniej „wice”, to polska dyplomacja będzie znała jeszcze inne słowa, nie tylko „nie”.

W samym końcu rozmowy red. Bielecki z „Rz.” pyta o los ambasadorów mianowanych przez PO. Odpowiedź jest równie elegancka jak wszystko, co mówi W.W.: „Żadne stanowisko ambasadorskie nie jest stanowiskiem pracy chronionej. To są misje wysokiego zaufania. Jest oczywiste, że każdy nowy rząd dopasowuje ludzi, a także struktury, w których oni działają, do swoich potrzeb. Tu nie będzie żadnych świętych krów” – wygraża z wdziękiem mister Twister – były minister. A przecież oprócz własnych potrzeb i wysokiego zaufania, które są konieczne, istnieje coś takiego jak dyplomaci zawodowi, profesjonalizm bez względu na barwy partyjne, służba cywilna, praca dla Polski, a nie tylko święte krowy.

W sumie ten jeden wywiad wystarczy żeby minister Waszczykowski usłyszał jedno krótkie „panu już dziękujemy”.

misterTwister

polityka.pl

Polska urojona, czyli Kalopowie w kosmosie [Varga]

Krzysztof Varga, 05.11.2015
Krzysztof Varga

Krzysztof Varga (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

Po ostatnich wyborach nadszedł wreszcie czas, aby nurt godnościowo-mocarstwowy wreszcie zapanował w polskiej literaturze, nic już nie stoi na przeszkodzie, aby masowo wydawać powieści, w których Polska pod nieomylnym przywództwem nowego Piłsudskiego zapanowuje moralnie i militarnie nad Europą.
Niebywale cenię sobie maniaków zajmujących się peregrynacją po niszowych bądź zupełnie zapomnianych obszarach kultury, osobliwie podziw mój budzą świry pasjami oddający się czytaniu książek, których nie tylko że nikt inny nie czyta, ale o których nikt już nie pamięta, bo ich tytuły, jak i nazwiska autorów, przepadły w pomroce dziejów. Niewątpliwie w przypadku Pawła Dunina-Wąsowicza mamy do czynienia z wyrafinowaną odmianą obłędu, albowiem zasłużony ten badacz zaciekle czyta polską literaturę fantastyczną, kolekcjonując i opisując fenomenalne kurioza, o których nigdy nie słyszeliśmy. Najnowszą emanacją owej manii jest pokaźnych rozmiarów „Fantastyczny atlas Polski” będący naturalnym dopełnieniem niedawnych publikacji Dunina-Wąsowicza, mianowicie „Warszawy fantastycznej” i „Fantastycznego Krakowa”, tutaj mamy całą urojoną Polskę skrupulatnie, drobiazgowo ukompletowaną i ukazaną w jej literackich odjazdach.

Podoba mi się deklaracja Dunina-Wąsowicza, że woli fikcję od rzeczywistości, zajmowanie się dziś fikcją wydaje mi się zajęciem heroicznym i szlachetnym, skoro tak niezasłużenie wielką popularnością cieszy się rzeczywistość, ja osobiście stoję na straży przekonania, iż fikcja więcej nam może powiedzieć o rzeczywistości niż rzeczywistość o sobie samej – tym pokrętnym wywodem dowieść usiłuję, iż książki non-fiction, tak wielką estymą się obecnie cieszące, nie wytłumaczą nam do końca świata, niestety, drodzy reporterzy, fikcja jest nieodzowna i nieśmiertelna, ludzkość bez fikcji nie da sobie rady w rzeczywistości.

Paweł Dunin-Wąsowicz: Google to ja [ROZMOWA]

W samej Polsce przecież duża część Polaków żyje w fikcyjnym świecie alternatywnym, żyje w brawurowej, zupełnie pokręconej powieści fantastycznej, na pograniczu obłędu i grafomanii. Dlatego tak cenną lekturą jawi się „Fantastyczny atlas Polski”, przynosi on bowiem mocne dowody na to, iż odjazd polski, że polskie szaleństwo nie jest sprawą nową, że my po prostu uwielbiamy żyć w światach równoległych, alternatywnych, w kosmosie, w baśni i w halucynacji. A potrzeba ta, jak dowodzi Dunin-Wąsowicz, bierze się z dwóch rzeczy: z narodowych marzeń oraz narodowych lęków, co wybitnie współgra z niepodważalną prawdą, iż polskość składa się po połowie z manii wielkości i kompleksu niższości.

Początek owej schizofrenii odnajdujemy dwieście lat temu, kiedy to jednocześnie powstały dwa, można powiedzieć, założycielskie dla polskiej fantastyki dzieła, mianowicie „Podróż do Kalopei” (Kalop to anagram słowa Polak) Wojciecha Gutkowskiego o idealnym państwie polskim na terenie Australii, założonym przez Bolesława Śmiałego (dla nieogarniętych w historii dodaję, że polskiego króla władającego w XI wieku), dzieło drugie zaś to „Moszkopolis” Juliana Ursyna Niemcewicza, satyra, w której Polską roku 3333 rządzą niepodzielnie Żydzi pod przywództwem króla Moszka XII. Zdaje mi się z lektury „Fantastycznego atlasu Polski”, że generalnie temat dręczenia Polaków przez Żydów jest mocno w polskiej fantastyce obecny. Bo są tu takie konfitury jak powieść „Zamach” Jędrzeja Giertycha – dla niezorientowanych: dziadka Romana Giertycha – napisana pod nazwiskiem Mariański. Jak dowodzi Dunin-Wąsowicz, „Zamach” to klasyk antysemickiego political-fiction, gdzie Żydzi, w spisku będąc oczywiście z Sowietami, wymordowują kilkaset tysięcy chrześcijan za pomocą zatrutego chleba, Polacy jednak finalnie wypędzają Żydów do Rosji. Rzecz wyszła w roku 1938, nie posiadam rozeznania w tego typu wybrykach literackich, moja wiedza jest wyłącznie od Dunina-Wąsowicza zapożyczona, może jednak dzisiejsze odpowiedniki „Zamachu” również gdzieś już leżą napisane i wydrukowane, a jeśli nie są jeszcze napisane, to niebawem będą, jeśli jeszcze ich nie wydrukowano, to wkrótce się wydrukuje.

Naturalnie, że inne nacje, z Rosjanami na czele, także nas pasjami prześladowały, ale my z drugiej strony podbijaliśmy świat, a nawet wszechświat, bo w końcu istotny jest w „Atlasie” wątek podboju przez Polaków kosmosu, najczęściej planety Wenus, gdzie w jednej z omawianych powieści nasi surowi katolicy, nie mogąc znieść panującego na Ziemi bezbożnictwa, emigrują właśnie na drugą planetę od Słońca. Co w zasadzie wydaje mi się niezłym pomysłem.

Nie sposób skrupulatnie omówić „Atlasu”, albowiem tak nieprzebrana jest tam liczba streszczonych utopii i antyutopii, główny się jednak narzuca wniosek, że Polska w wyobraźni pisarzy zajmujących się fantastyką jest pod nieustanną okupacją, względnie rozbiorami. Najwyraźniej polscy fantaści lepiej się czują w realiach opresji, a Polska wręcz jest stworzona do bycia okupowaną, względnie rozbieraną, a Polacy w sytuacji pełnej wolności czują się bardzo niepewnie i szukają usilnie jakiegoś zaborcy bądź okupanta, żeby ich wreszcie zniewolił. Ostatnimi czasy wyraźnie widoczny jest w tych fantazjach wątek okupacji Polski przez Unię Europejską – jak w powieści „Operacja Chusta ” sławnego teologa Terlikowskiego, są też wątłe wątki okupacji arabskiej. Daję tu krótkie streszczenie tej powieści papieża polskiej publicystyki: „Aktywiści katolickiego podziemia podpalają kliniki aborcyjne, uważając jednak żeby nie było w nich ludzi, natomiast hierarchowie drżą ze strachu przed świecką władzą. Kierowany tymże strachem arcybiskup Kiliańczuk poleca księdzu Janowi usunięcie z kościoła i przekazanie funkcjonariuszom Biura do Walki z Fundamentalizmem tytułowej cudownej relikwii z wizerunkiem Chrystusa. Ojciec Jan nie wykonuje jednak polecenia i rozpoczyna długą drogę w nadziei przemycenia chusty do Afryki, dokąd emigrował Papież i gdzie prawdziwy Kościół Katolicki jeszcze przetrwał”. Prawdziwa fantastyka!

Naturalnie, że są również powieści kompensacyjne, gdzie Polska jest potęgą, mocarstwem, może nawet supermocarstwem, wśród współczesnych autorów tego nurtu Dunin-Wąsowicz wymienia chętnie niezmordowanego Marcina Wolskiego, który nieustannie zarzuca rynek powieściami z gatunku fikcji historycznej i politycznej, zarówno powieściami o Polsce zniewolonej, jak i o Polsce mocarstwowej, która zdobywa Moskwę i staje się światowym żandarmem. Zdaje mi się, że po ostatnich wyborach nadszedł wreszcie czas, aby to nurt godnościowo-mocarstwowy wreszcie zapanował w polskiej literaturze, nic już nie stoi na przeszkodzie, aby masowo wydawać powieści, w których Polska pod nieomylnym przywództwem nowego Piłsudskiego zapanowuje moralnie i militarnie nad Europą, nad Wschodem i nad Zachodem, i nad Madagaskarem ma się rozumieć. Postulowałbym nawet stworzenie osobnego państwowego instytutu zajmującego się zamawianiem i publikowaniem takowych powieści, żarliwych autorów niewątpliwie nie zabraknie, w końcu nawet duża część dziennikarzy zajmowała się tutaj od lat opisywaniem historii alternatywnych, rzeczywistości wirtualnej i tworzyła fantastykę w sensie dosłownym. Czymże w końcu są w sposób niepojęty popularne książki Piotra Zychowicza w rodzaju „Pakt Ribbentrop-Beck” jak nie klasyczną fantastyką?

Po lekturze „Fantastycznego atlasu Polski” w mocnym przekonaniu jestem, że żadna publicystyka, żaden reportaż, żadne non-fiction nam tyle o nas nie powie, ile niedorzeczne powieści, w nich zamknięta jest dusza polska z całym swym oszałamiającym szaleństwem.

Wideo „Dużego Formatu”, czyli prawdziwi bohaterowie i prawdziwe historie, Polska i świat bez fikcji. Wejdź w intrygującą materię reportażu, poznaj niezwykłe opowieści ludzi – takich jak Ty i zupełnie innych.

W ”Dużym Formacie” czytaj też:

Zatoka świń. Gwałty na dzieciach w Sopocie
Mój kolega prowadzi burdel, rozumiesz? Jak coś napaplasz, pójdziesz tam do świń. Wyślę filmik twojej matce i jeszcze do szkoły. Cykl reporterski Bożeny Aksamit i Piotra Głuchowskiego

Partia Razem. Co zrobią z 14-milionową dotacją?
Wszyscy sobie z nas teraz żartują, czy oddamy te 75 procent z 14 mln dotacji. To głupi żart, ale właściwie tak oddamy

Kto ma lepsze życie: rodzice czy dzieci?
Zapytałem rodziców, kto ma lepiej: oni czy ich dzieci

Roman Bugaj. Mistrz nokautu
Gdy wraca do domu z medalem i staje w drzwiach, mówiąc: „Jestem mistrzem świata!”, rodzice reagują: „O, dobrze”

Wynalazcy. Polak potrafi
Kiedyś jadąc 140 km/godz. zmieniłem pas i omal nie zderzyłem się z innym motocyklistą. Wtedy mną tąpnęło. Postanowiłem wymyślić lusterko, które samo przechyla się w ślad za ruchem tułowia kierowcy

Losy sceptyka. Lizut wspomina prof. Stefana Amsterdamskiego (1929-2005)
Wróciłem z Syberii jako zapalony komunista – mówił mi kiedyś profesor. – Głęboko wierzyłem, że komunizm oznacza postęp, równość i wielki cywilizacyjny skok. Później było mi wstyd

Samotny tygrys w dżungli. 8 listopada Alain Delon kończy 80 lat
Biseksualny uwodziciel , przyjaciel gangsterów i prawicy, zarabiający krocie biznesmen i megaloman mówiący o sobie – Delon zrobił to, Delon myśli tamto

Gruzja. Pamięć wojny jak szczepionka [Fotoreportaż]
Chciałam, żeby to była opowieść o ludziach niepodpiętych pod żadne ideologie. Rozmowa z fotografką Justyną Mielnikiewicz

Zobacz także

polskaPodPrzywództwem

wyborcza.pl

Duda przekombinował ws. szczytu UE na Malcie. Chciał zaszkodzić ustępującej PO, a sam zapędził się w kozi róg

Andrzej Duda nie przewidział konsekwencji wyznaczenia pierwsze posiedzenia Sejmu w dniu szczytu przywódców Unii Europejskiej.
Andrzej Duda nie przewidział konsekwencji wyznaczenia pierwsze posiedzenia Sejmu w dniu szczytu przywódców Unii Europejskiej. Fot. Łukasz Węgrzyn / Agencja Gazeta

Kiedy wszyscy byli zajęci przyszłym rządem, Andrzej Duda sprawił, że oczy opinii publicznej zwróciły się na ten ustępujący. Przy okazji strzelił sobie samobója, bo teraz krytycy zarzucają mu niekompetencję lub złe intencje. Jedno i drugie szkodzi wizerunkowi prezydenta. Ale przede wszystkim całe zamieszanie szkodzi wizerunkowi Polski w UE. A można go było łatwo uniknąć.

Andrzej Duda właśnie uczynił prostą historię skomplikowaną. Dymisja starego rządu i zaprzysiężenie nowego to formalności, szczególnie jeśli istnieje stabilna większość w nowym parlamencie. W takiej sytuacji scenariusz jest prosty: przed upływem 30 dni od wyborów prezydent wyznacza datę pierwszego posiedzenia Sejmu i Senatu, na nim premier składa dymisję, a prezydent powierza mu pełnienie obowiązków do czasu zaprzysiężenia nowego rządu.

„Dyplomatołki” Dudy
Ale Polska nie jest odciętą od reszty świata wyspą, z naszym udziałem toczy się europejska i światowa polityka. Zdaje się, że Andrzej Duda o tym zapomniał, wyznaczając datę pierwszego posiedzenia Sejmu na 12 listopada, akurat, kiedy na Malcie będzie się kończył szczyt UE-Afryka i zaczynało nieformalne posiedzenie Rady Europejskiej.

Mając do wyboru 28 dni między ogłoszeniem oficjalnych wyników wyborów a upływem konstytucyjnej daty (24.11) Andrzej Duda wybrał akurat tę. Jak mówiłem w Polskim Radiu 24 to niefortunna data. Są dwie teorie, które tłumaczą decyzję Dudy. Pierwsza mówi, że prezydent i jego otoczenie zapomnieli o szczycie, nie wzięli go pod uwagę, nie pomyśleli. To źle świadczyłoby o prezydencie i jego otoczeniu. Ale w ten scenariusz nie wierzę, bo oznaczałoby to, że przez kolejne pięć lat naszą polityką zagraniczną będą zajmować się „dyplomatołki” (cytując Władysława Bartoszewskiego).

Prezydent vs PO
Druga interpretacja mówi, że Duda wykorzystał przepisy, by zapewnić sobie miejsce przy unijnym stole. To byłby kolejny etap „wojny o krzesła”, którą obserwowaliśmy podczas kohabitacji Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego. Sprawa oparła się aż o Trybunał Konstytucyjny, który wydał w tej sprawie orzeczenie. Mówi ono, że co prawda szef rządu nie może zakazać prezydentowi wyjazdu na szczyt, ale to rząd ustala stanowisko Polski i prezydent jest nim związany.

Mówiła o tym na specjalnie zwołanym briefingu Ewa Kopacz, która poprosiła Dudę o reprezentowanie Polski na szczycie. – Zleciłam ministrowi spraw zagranicznych, by przygotował stanowisko, które przyjmiemy drogą obiegową i prześlemy do Pałacu Prezydenckiego – relacjonowała szefowa rządu. – Od kwietnia było wiadomo, że tego dnia będzie międzynarodowy szczyt w sprawie migracji – wskazywała.

Puste krzesło?
Przekonywała też, że jeśli Polskę będzie reprezentowało puste krzesło, to będziemy musieli dostosować się do konkluzji, które zostaną podjęte w La Valettcie. Choć można zgodzić się z Kopacz, że data jest niefortunna i że ktoś (czyli prezydent lub premier) powinien nas reprezentować, nie jest tak źle, jak mówi szefowa PO. Bo na szczycie nie zapadną żadne formalnie wiążące decyzje. Ale z dużą pewnością można stwierdzić, że ustalona tam polityka będzie realizowana.

Dlatego ważne jest, żeby polski polityk był na Malcie. Stąd próba tłumaczenia swoich kolegów przez Witolda Waszczykowskiego (typowanego na szefa MSZ) jest chybiona. – Szczyt nieformalny nie podejmuje żadnych decyzji, jest to burza mózgów – mówił Waszczykowski, uznając, że „burza mózgów” nie jest ważna. A to właśnie nieformalny charakter szczytu powoduje, że będzie to miejsce swobodnej dyskusji, wymiany argumentów i powstawania nowych koncepcji. Rezygnowanie udziału w takim spotkaniu jest naprawdę lekkomyślne.

Prawica (głupio) broni Dudy
Szczególnie, że – jak przekonuje Kopacz – może dojść do ponownej próby narzucenia sztywnych kwot, według których rozdzielani będą migranci. Na szczycie mogą nas reprezentować Czesi – podaje RMF FM. Z kolei związane z PiS media przekonują, że nie tylko Polska będzie mówiła cudzym głosem – na Malcie zabraknie też premiera Wielkiej Brytanii.

To prawda, ale Irlandia i Zjednoczone Królestwo maja w sprawie imigrantów zbliżone stanowisko. tymczasem zarówno Czechy, jak i pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej patrzą na tę kwestię inaczej niż my, czego najbardziej widocznym przejawem było wyłamanie się przez nas z ustaleń V4 podczas wrześniowego szczytu przywódców UE.

Duda w kozim rogu
Może taka była intencja Dudy? Spowodować, że na szczycie będzie nas reprezentować nie ustępująca premier PO, tylko przedstawiciel kraju, któremu bliżej do linii PiS, niż PO. Jeśli tak, to prezydent i jego ludzi mocno przekombinowali. Zakiwali się. Tym bardziej, że Kopacz sprytnym ruchem postawiła Dudę pod ścianą, wzywając go publicznie do reprezentowania Polski na szczycie.

– Mogę tylko poprosić prezydenta, żeby reprezentował Polskę podczas szczytu – powiedziała ustępująca szefowa rządu, tłumacząc, że sama musi być w Sejmie i złożyć dymisję. Jeśli więc Duda nie pojedzie do La Valetty (a to sugerują jego współpracownicy), PO obwini go za puste krzesło. Tym bardziej, że prawo nie nakazuje Dudzie być w czwartek w Warszawie.

Duda się zakiwał
Jeśli więc prezydent pojedzie na szczyt, Kopacz będzie mogła mówić, że to dzięki jej apelowi uniknęliśmy blamażu. Poza tym to prezydent będzie ponosił odpowiedzialność za jego ustalenia. Gdyby okazało się, że będą dla naszego kraju niekorzystne, to Duda zostanie okrzyknięty ojcem porażki.

Jest jeszcze jednak teoria: prezydent chciał odwrócić uwagę mediów od tworzenia nowego rządu, które coraz bardziej przypomina groteskę. Wykluczając więc, że 12 listopada to nie efekt niekompetencji ludzi Andrzeja Dudy, tylko rozgrywka z PO, należy stwierdzić, że prezydent się zakiwał. Szkoda tylko, że przy okazji wystawił nas na pośmiewisko na unijnej scenie.

naTemat.pl

dyplomatołkiDudy

 

 

Niech Macierewicz zlustruje Bonda. Światowa prasa to odnotuje

Tomasz Piątek, 06.11.2015
TYDZIEŃ KOŃCZY PIĄTEK. Po wygranej PiS sąsiedzi przestali mi się kłaniać. Uwielbiam te polskie niepokorne dusze. Moją jedyną szansą jest Macierewicz. Jeśli wejdzie do rządu, może sąsiedzi się zbuntują? I heroicznie zaczną się odkłaniać?

Ale PiS nie ogłosi dzisiaj składu rządu. Bo nie może być tak, że premiera Bonda przyćmi premierę Szydło. Zresztą wypuszczenie takiego filmu w taki dzień to bez wątpienia kolejny spisek anty-PiS-ek. Macierewicz, jak już zostanie ministrem, musi zlustrować Bonda. Tego wyczynu nikt nie przyćmi. Światowe media na pewno go odnotują.

Ale nie tylko premiery filmowe kształtują polską politykę. Również wiara w czarnego kota i pechowe dni. Tak się składa, że Polska może być nieobecna na Malcie, na unijnym szczycie ws. uchodźców. Bo szczyt jest dwunastego, kiedy rząd się dymisjonuje, a Sejm się zaprzysięga. Więc nie ma komu pojechać. Można by Sejm zaprzysiąc trzynastego, ale PiS nie chce. Bo to trzynasty i do tego… Piątek! Haha. Ewa Kopacz prosi, żeby na Maltę poleciał prezydent Duda. Duda czemuś nie chce. Pewnie boi się zarazić. Wiadomo, uchodźcy.

Gęsty mamy ten listopad. Tu Bond, tam rząd. Ale listopad zawsze jest miesiącem wzmożenia. Pierwszego i drugiego wspominamy Smoleńsk, Katyń, Wyklętych, Powstanie Warszawskie, jak również cioteczną babcię i wujka. A jedenastego to już w ogóle. I w związku z tym „w ogóle” firma IBM we Wrocławiu ostrzega swoich cudzoziemskich pracowników, by nie wychodzili jedenastego na miasto. Bo oni myślą, że święto niepodległości to miłe święto. Że ludzie cieszą się i tańczą. Jak w innych krajach.

Błąd. Polska nie jest innym krajem. Polska jest krajem wzmożonym, i to moralnie: znowu skatowano Araba. Tym razem w Poznaniu (poprzednio był Kraków). Za arabskość i muzułmańskość złamano mu kość. Chociaż psiakość, akurat ten Arab był chrześcijanin. Ale wzmożenie ma swe nieubłagane prawa. Jak mawiali krzyżowcy: zabić wszystkich, Bóg rozpozna swoich. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Nie da się zrobić omletu bez połamania kości czy tam stłuczenia jajek (sam nie wiem, co gorsze).

Postanowiłem sprawdzić, jak moralne wzmożenie wybrzmiewa w patriotycznej prasie. Okazało się, że „Do Rzeczy” wciąż użala się nad Kaczyńskim. Im bardziej zwycięskim, tym bardziej prześladowanym. Teraz przez zagraniczne media. Bo „Suddeutsche Zeitung” napisało, że Kaczyński jest demagogiczny, nacjonalistyczny i ksenofobiczny. Skąd coś takiego przyszło im do głowy? A „Frankfurter Rundschau” użył słowa „zrzęda”. Aż Piotr Semka się zatrząsł.

O zgrozo. A może: o zrzędo. Źródłem problemu jest to, że zagraniczni dziennikarze czytają „usłużną i fanatyczną Wyborczą” (skądinąd pozbawioną wpływów i znaczenia). Tak sprawę tłumaczy Bernard Margueritte, który w „Do Rzeczy” występuje jako „nestor francuskiego dziennikarstwa”. Przypomnę: korespodent „Le Monde” i „Figaro” w czasach PRL. I gwiazda „Bliżej świata”. Był taki program pod koniec lat 80 w TVP. Pokazywał filmiki z gołymi dziewczynami, spiratowane z zachodnich stacji.

Margueritte wzdycha: „Kiedyś wysyłano do Polski korespodentów, którzy wiele lat spędzili w tym kraju, związali się na dobre z Polską, ich całe życie było mozolnym i dumnym marszem ku polskości…”. Fakt: dumny marsz ku polskości Bernarda Margueritte był szczególnie mozolny. Składał się z wielu spotkań z oficerami PRL-owskich służb, włącznie z podpisaniem zgody na współpracę (do czego zresztą pan Bernard sam przyznał się po latach – gdy startował w eurowyborach jako kandydat… Polskiego Stronnictwa Ludowego). W swoich wspomnieniach Jacek Kuroń pisze, że przez całe dziesięciolecia teksty Margueritte’a były „niesłychanie często korzystne dla władz PRL”. A w naszych czasach Margueritte np. wystąpił w polskojęzycznym putinowskim radiu „Głos Rosji”. Bronił tam wydalonego z Polski rosyjskiego szpiega Swiridowa. Mówił, że Polacy nie chcą dogadać się z Putinem, bo owładnęły nimi antyrosyjskie złe duchy.

No właśnie, duchy. W tym samym „Do Rzeczy” Krzysztof Kłopotowski urządza nową Polskę od strony duchowej. I humanitarnie proponuje, aby utworzyć specjalną Niszę Dla Zaprzańców. W tej Niszy byliby ci, co zaparli się polskości. Pod warunkiem, że ich zaparcie się polskości byłoby arcypolskie i polskość wzbogacające (nie zmyślam). Kłopotowski zna takich dwóch: Witolda Gombrowicza i Czesława Miłosza. Obu bezpiecznie zmarłych. Więc może nie Nisza, tylko kwatera?

Tymczasem „wSieci” atakuje nasze dusze książką Antonio Socciego pt. „Czy to naprawdę Franciszek?”. Socci, włoski watykanista niepokorny, udowadnia, że Franciszek nie jest papieżem, bo podczas konklawe zlepiły się dwie karteczki z głosami (nie zmyślam). A recenzujący jego książkę Łukasz Adamski rozwija myśl autora, sugerując, że prawdziwym papieżem wciąż jest „przyczajony tygrys Ratzinger” (nie zmyślam). Przyczajony Ratzinger jest „silną, ale ukrytą owcą między wilkami”. On wróci.

Super. Ale ja bym poszedł dalej w tych dociekaniach. Za Ratzingerem stoi jeszcze jeden zakamuflowany krypto-papież. Smok mocy, króliczek dobra. I jest nim Terlikowski. A może Kłopotowski.

Duchowy Mistrz Polski.

Zobacz także

PoWygranejPis

wyborcza.pl

Partia Razem nie będzie dyskutować z narodowcami. „Jest granica demokratycznej debaty”

Maciej Orłowski, 06.11.2015

Adrian Zandberg

Adrian Zandberg (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

– Uważamy, że jest granica demokratycznej debaty i tą granicą jest debatowanie z ruchami skrajnie prawicowymi, które dążą do obalenia demokracji – mówi Adrian Zandberg, jeden z liderów partii Razem. Tak skomentował swoją odmowę udziału w programie Tomasza Lisa. Jego rozmówcą miał być Robert Winnicki z Ruchu Narodowego.

Zandberg został zaproszony do poniedziałkowego programu „Tomasz Lis na żywo” w TVP1 – dowiedziała się „Gazeta Wyborcza”. Jego rozmówcą miał być Robert Winnicki, prezes nacjonalistycznego Ruchu Narodowego i świeżo upieczony poseł. Jednak Razem zapowiedziało, że nie będzie z nim rozmawiać.

– Uważamy, że jest granica demokratycznej debaty. Trudno o debatę z ruchami skrajnie prawicowymi, które deklarują, że dążą do obalenia demokracji. To dosyć powszechna w wielu krajach europejskich zasadach, która funkcjonuje pod nazwą „no platform” – mówi Adrian Zandberg. I dodaje:

– Wczoraj na fanpage’u Marszu Niepodległości widzieliśmy festiwal entuzjazmu, związany z pobiciem człowieka. Dla nas to granica, której nie będziemy przekraczać. Dlatego nie wybieramy się do tego programu i poinformowaliśmy o tym redakcję.

Sam Winnicki bagatelizuje stanowisko Razem. – Dla mnie to przyjemne, że nie będę musiał obcować w jednym studiu z komunistą. Natomiast to pokazuje też niezdolność neokomunistycznej lewicy do prowadzenia dyskursu politycznego. W sumie to cieszy, bo oni powinni być marginalizowani i wylądować na śmietniku historii – mówi.

Pobili Syryjczyka. „Brawo Poznań”

We wtorek w centrum Poznania trzech młodych ludzi brutalnie pobiło 31-letniego Syryjczyka. Po opublikowaniu tej informacji na swoim fanpage’u przez Marsz Niepodległości (organizowanego co roku przez Ruch Narodowy) pojawiły się po nią nienawistne komentarze. „W końcu jakieś dobre informacje”, „Okrucieństwo i terror należy stosować rozsądnie”, „Brawo Poznań” – pisali internauci. Po fali oburzenia administratorzy usunęli wpis.

Winnicki został posłem z listy komitetu Kukiz’15. Ma 30 lat, do tej pory funkcjonował na marginesie polityki. Głośno o nim było głównie przy okazji corocznych Marszów Niepodległości na 11 listopada. „Chcemy zbudować siłę, której lewaki, liberałowie, pedały się boją. Chcemy zbudować polską narodową siłę” – mówił podczas wiecu po marszu w 2012 r.

Rok później, na pierwszym kongresie narodowców, Winnicki precyzował swoją myśl polityczną: „Nie chcemy w Polsce żadnego multikulturalizmu. Nie ma naszej zgody na muzułmańskich emigrantów w Polsce. Polska ma pozostać krajem słowiańskim i chrześcijańskim”. Przed wyborami, w Legnicy, szedł na czele antyimigranckiego marszu, który skandował „Je…ać Araba”.

Jak się dowiedzieliśmy, oprócz Zandberga do programu zaproszono również Sławomira Sierakowskiego, założyciela i redaktora naczelnego lewicowego pisma „Krytyka Polityczna”. Jak powiedział „Wyborczej”, odmówił z tych samych powodów, co lider partii Razem. – Nie siadamy z takimi ludźmi do rozmowy. Myślę, że Adrian bardzo dobrze to wytłumaczył – powiedział Sierakowski.

Zobacz także

zandbergOdmówił

wyborcza.pl

Polski fotel na szczycie na Malcie pusty? Premier Kopacz prosi Andrzeja Dudę, by „reprezentował Polskę”. Jest odpowiedź kancelarii prezydenta. I wniosek PiS

Mateusz Włodarczyk, jagor, WB, 06.11.2015
– Prezydent nie może uczestniczyć w szczycie UE 12 listopada, bo musi otworzyć tego dnia pierwsze posiedzenie Senatu nowej kadencji – mówi prezydencki minister Krzysztof Szczerski. To odpowiedź na prośbę premier, by to prezydent reprezentował Polskę na szczycie UE 12 listopada. Tymczasem PiS zapowiada wniosek o przerwę w obradach Sejmu…
http://www.gazeta.tv/plej/19,114871,19151401,video.html?embed=0&autoplay=1

 

Pierwsze posiedzenie Sejmu pokryje się z posiedzeniem Rady Europejskiej. Najważniejsze osoby w państwie będą w tym czasie w parlamencie. Czy polski fotel na szczycie na Malcie pozostanie pusty?

– Dzisiaj mogę tylko poprosić pana prezydenta o to, aby reprezentował Polskę na spotkaniu Rady Europejskiej – tak Ewa Kopacz odniosła się do tego, że w związku z dymisją jej rządu, nie może ona polecieć na szczyt unijny na Maltę.

– Jeśli dzisiaj jedynym symbolem polskiej dyplomacji ma być puste krzesło, to będziemy tylko obserwatorami w [dalszej – red.] dyskusji – oceniła premier. Dodała również, że nie wyklucza, że podczas tego spotkania będą próby powrotu do przyjmowania stałych kwot imigrantów: – Jeśli słyszę dzisiaj doradców prezydenta, którzy mówią „to nie jest ważne”, to chcę powiedzieć, a nie chcę być złośliwa, że to jest brak kompetencji.

12 listopada: dymisja rządu i szczyt na Malcie

Na 12 listopada, na godz. 13 prezydent zwołał pierwsze posiedzenie Sejmu, na którym – zgodnie z konstytucją – premier Ewa Kopacz musi podać swój rząd do dymisji. Na posiedzeniu ma być też prezydent. Tego samego dnia na Malcie ma się odbyć nieformalne posiedzenie Radu Europejskiej poświęcone kryzysowi migracyjnemu.

Warianty są trzy – dwa z nich premier wykluczyła

Według Ewy Kopacz sytuację można rozwiązać na trzy sposoby, ale na chwilę obecną realny jest tylko jeden z nich. Pierwszy wariant – z reprezentacją Polski przez premiera – odpadł na wstępie, bo w trakcie trwania RE Kopacz będzie składała dymisję swojego gabinetu. Trzeciego rozwiązania, gdzie Polskę miałby reprezentować premier obcego państwa, szefowa rządu sobie „nie wyobraża”.

– Drugi wariant, możliwy i zgodny z przepisami, to obecność Prezydenta RP – powiedziała Kopacz i dlatego zapowiedziała, że prześle do Pałacu Prezydenckiego stanowisko Polski do prezentowania na szczycie: – Polski rząd jest zobowiązany przygotować stanowisko ws. migracji dla osoby, która będzie uczestniczyć, a konkretnie dla pana prezydenta, jeśli wyrazi taką zgodę.

Premier dodała, że stanowisko Polski się nie zmieniło: – Polska w ramach solidarności przyjmie tylko tylu migrantów, na ilu nas stać. I przyjmie tylko tych uchodźców, którzy nie zagrożą bezpieczeństwu Polski.

„Niefortunna data”

Datę zaprzysiężenia Sejmu, którą wybrał Andrzej Duda, Kopacz oceniła jako „niefortunną”: – Nie znam motywów, które kierowały panem prezydentem Andrzejem Dudą, gdy wyznaczał termin pierwszego posiedzenia Sejmu na dzień 12 listopada.

Kancelaria Prezydenta: Premier może podać się dymisji w każdej chwili

Prezydencki minister Krzysztof Szczerski na krótkiej konferencji oświadczył, że Andrzej Duda nie może uczestniczyć w szczycie UE 12 listopada, bo musi otworzyć tego dnia pierwsze posiedzenie Senatu nowej kadencji.

Podkreślił też, że premier Ewa Kopacz, by uczestniczyć w szczycie, może złożyć dymisję – natychmiast, albo złożyć dymisję pisemnie, a prezydent ją przyjmie i powierzy Kopacz pełnienie obowiązków.

– Premier Ewa Kopacz ma bardzo wiele możliwości, z których może skorzystać – jedną z nich jest podanie się do dymisji w każdej chwili, pan prezydent upoważni panią premier do pełnienia obowiązków do czasu wyboru nowej rady ministrów jako P.O. premiera – zakomunikował prezydencki minister Krzysztof Szczerski.

– Dziwimy się, że PEK proponuje panu prezydentowi działania niezgodne z prawem. Chyba powinna jako premier znać polskie prawo i wiedzieć, że pan prezydent jest zobowiązany rozpocząć pierwsze obrady senatu. Nie może uczestniczyć w szczycie na Malcie. Obowiązkiem prezydenta jest otworzyć posiedzenie – dodał minister.

Szczerski zasugerował, by premier porozumiała się z większością parlamentarną na temat takiego przebiegu obrad, by umożliwić Ewie Kopacz uczestnictwo w szczycie na Malcie. – Posiedzenie pierwsze Sejmu nie musi być posiedzeniem jednodniowym – dodał.

Błyskawiczna reakcja PiS: Będzie wniosek o przerwę w obradach

Wiadomo już, że PiS złoży wniosek o przerwę w pierwszym posiedzeniu Sejmu, tak by premier Kopacz mogła wziąć udział w szczycie UE, a jednocześnie miała możliwość złożenia dymisji na posiedzeniu izby.

„Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz samej premier Ewy Kopacz, w związku ze szczytem UE w Valletcie w sprawie migracji (11-12.11.2015) informujemy, że Prawo i Sprawiedliwość jako największy klub parlamentarny złoży wniosek o przerwę w pierwszym posiedzeniu Sejmu, tak aby premier Ewa Kopacz mogła bez przeszkód wziąć udział w szczycie UE i uczestniczyć w pierwszym posiedzeniu Sejmu, aby złożyć dymisję swojego gabinetu” – napisano w komunikacie biura prasowego klubu PiS.

 

premierProsiPrezydenta

gazeta.pl

PiS jeszcze nie objęło władzy, a już ma problem. I nie zgadniecie, kogo za to wini

Mateusz Włodarczyk, Aneta Bańkowska, 06.11.2015
Awanturę wokół unijnego szczytu można sprowadzić do dwóch słów: wina Tuska (a przynajmniej tak wynika ze słów polityków PiS). Nowy rząd jeszcze nie objął władzy, a już zdążył zablokować staremu możliwość działania. I, co gorsza, to właśnie on będzie musiał teraz wziąć za to odpowiedzialność.

Witold Waszczykowski (PiS)

Witold Waszczykowski (PiS) (Fot. Agencja Gazeta)

 

12 listopada o godz. 14:30 rozpocznie się unijny szczyt na Malcie. Podczas nieformalnego posiedzenia Rada Europejska będzie dyskutować o uchodźcach i przyszłości całej strefy Schengen; nie jest też wykluczone, że tego dnia zapadną wiążące decyzje ws. kryzysu migracyjnego. Ale jeśli tak się stanie, udziału w ich podjęciu nie będzie miała Polska.

Przepisy są jasne: nasz kraj podczas spotkania RE mogą reprezentować albo premier, albo prezydent. I nikt inny: nie minister, nie ambasador, nie dyplomata. Problem w tym, że 12 listopada rządzący muszą być obecni w Sejmie podczas dymisji gabinetu Ewy Kopacz i powołania nowych ministrów. Nie ma możliwości, by Andrzej Duda lub premier zdołali dolecieć na Maltę na czas.

Chcemy się dowiedzieć, co w tej sytuacji ma zamiar zrobić nowy rząd. Po kilku godzinach od napisania artykułu PiS zadeklarował, że złoży wniosek o przerwę w pierwszym posiedzeniu Sejmu, by premier Ewa Kopacz mogła wziąć udział w szczycie UE, a jednocześnie miała możliwość złożenia dymisji na posiedzeniu izby.

A jak wyglądał proces uzyskiwania informacji na temat szczytu? Było więcej chaosu niż konkretnych informacji.

Wina Tuska

Na początku dzwoniliśmy do wiceministra spraw zagranicznych Rafała Trzaskowskiego. – Jestem skonfundowany tą datą. To przekracza moje rozumowanie polskiej polityki – słyszeliśmy. Gdyby Andrzej Duda wybrał inny termin pierwszego posiedzenia Sejmu, Polskę na szczycie mogłaby reprezentować jeszcze Ewa Kopacz. Złośliwość prezydenta? Okazuje się, że nie.

– Tusk robi to pod Angelę Merkel, a nie pod wszystkich. Działa on na złość swojemu państwu – odbijał piłeczkę Witold Waszczykowski, prawdopodobny kandydat na szefa MSZ w rządzie PiS.

– Gdzie on żyje? Na księżycu, że nie ma asystenta i nie zna kalendarza politycznego w Polsce? Tusk nie jest politykiem z Grecji, czy Portugalii i powinien znać daty formowania się nowego rządu. Dlatego Tusk mógł zwołać szczyt przed ósmym listopada albo poczekać na decyzję prezydenta o desygnowaniu premiera – przekonywał.

Od Annasza do Kajfasza

Czy rzeczywiście? Donald Tusk zwołał spotkanie Rady na trzy dni przed decyzją Andrzeja Dudy. Ale, jak przekonuje Kopacz, termin nieformalnego szczytu był znany już od kwietnia.

By wyjaśnić sprawę, zadzwoniliśmy do Kancelarii Prezydenta. Ta odesłała nas do Pałacu Prezydenckiego… gdzie kazano nam ponownie dzwonić do kancelarii.

Na Wiejskiej znów nie dowiedzieliśmy się żadnych konkretów: osoby odpowiedzialne za kalendarz prezydenta Andrzeja Dudy są w tej chwili nieosiągalne. Swoje pytania wysłaliśmy też mejlem.

Zamiast Polski – inne państwo?

– Czy polski fotel na szczycie na Malcie pozostanie pusty? – zapytaliśmy Trzaskowskiego. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że jest jeszcze jedno rozwiązanie: – Być może będziemy musieli poprosić inne państwo, które nas będzie reprezentowało na szczycie – powiedział nam. – To nie jest nic nadzwyczajnego. Wielką Brytanię będzie reprezentować Irlandia – dodał.

– Jakie państwo za nas pojedzie? – Trudno powiedzieć jakie, najpierw trzeba skontaktować się z tym państwem, żeby móc ogłosić to w mediach – odpowiedział.

Krótko przed godz. 15 premier Ewa Kopacz zaapelowała do prezydenta, by to on reprezentował Polskę na Malcie. Gdyby Andrzej Duda podjął taką decyzję, tego dnia nie mogłoby się odbyć zaprzysiężenie nowego Sejmu. Kilka godzin później prezydencki minister Krzysztof Szczerski oświadczył, że Duda na szczyt nie pojedzie.

Kancelaria: Premier może podać się dymisji w każdej chwili >>>

„Kto przyjaźni się z Kopaczową”

O „zaprzyjaźnionym państwie”, które mogłoby polecieć na Maltę za Polskę, mówił wcześniej Waszczykowski. – Zaprzyjaźnione, czyli które? – dopytywaliśmy. – Nie wiem, kto się przyjaźni z Tuskiem i Kopaczową – mówił. Polityk dodał, że to gabinet Ewy Kopacz podejmie decyzję, czy Polska zwróci się do innego państwa z prośbą o reprezentowanie.

Co na to Prawo i Sprawiedliwość? Partia przecież wielokrotnie apelowała do ustępującego rządu, by nie brał już na siebie żadnych kluczowych decyzji. – Pani rzecznik jest teraz na spotkaniu – poinformował asystent, który odebrał telefon Elżbiety Witek.

Piechociński leci na ratunek

Do gry w sprawie reprezentanta Polski na unijnym szczycie włączyła się również szefowa Kancelarii Prezydenta, która zaproponowała wysłanie Janusza Piechocińskiego. Małgorzata Sadurska uznała, że skoro jest on wicepremierem, a 12 listopada nie musi być w Sejmie (bo nie został wybrany na posła), może polecieć na Maltę.

– Na Boga, niech oni przeczytają traktat! – łapał się za głowę Trzaskowski. I przypomniał, że kandydatura Piechocińskiego jest wykluczona: – Zgodnie z traktatem kraj członkowski na posiedzeniu Rady Europejskiej może reprezentować tylko premier lub prezydent.

Wicepremier już się pakuje? – Komentowanie tego działa na niekorzyść państwa – uciął Piechociński. I rzucił słuchawką.

 

prawoIsprawiedliwośćJeszcze

gazeta.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: