Lis, 07.11.2015

 

Prawo i Sprawiedliwość kłóci się o rząd PiS

Agata Kondzińska, współpraca Dominika Maciejasz, 07.11.2015
Beata Szydło przed posiedzeniem Komitetu Politycznego PiS w siedzibie partii przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie

Beata Szydło przed posiedzeniem Komitetu Politycznego PiS w siedzibie partii przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Skład nowego gabinetu PiS przedstawi najprawdopodobniej w poniedziałek. Im bliżej ogłoszenia, tym więcej spekulacji.
Planowane wcześniej na piątek posiedzenie komitetu politycznego partii, na którym miał być przedstawiony rząd Beaty Szydło, przełożono na poniedziałek. Rzeczniczka partii Elżbieta Witek tłumaczyła to czwartkową „przerwą techniczną” w rozmowach spowodowaną wizytą ukraińskiego szefa MSZ w warszawskiej siedzibie partii i premierą „Jamesa Bonda”, na którą Szydło dostała zaproszenie z brytyjskiej ambasady. Zapewniała, że nie na ma żadnych komplikacji przy tworzeniu gabinetu przyszłej premier.

Wczoraj rozmowy wznowiono. Od rana do warszawskiej siedziby partii przyjeżdżali najbliżsi współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego – Adam Lipiński, Marek Kuchciński, Joachim Brudziński, Antoni Macierewicz, Mariusz Kamiński – oraz Stanisław Karczewski, Elżbieta Witek. Była też Beata Szydło.

SKOK odpiera Morawieckiego

Z naszych informacji wynika, że ciągle najwięcej emocji jest wokół trzech resortów: skarbu, energetyki i gospodarki. Nie zapadła decyzja, czy gospodarka ma być połączona z Ministerstwem Rozwoju, jak szybko zlikwidować Ministerstwo Skarbu (gdzie miałby zasiąść europoseł PiS Dawid Jackiewicz) i co potem z tym ostatnim ministrem: zostałby wiceministrem, w jakim resorcie?

Wczoraj na prawicowym portalu wPolityce.pl Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK, a teraz poseł PiS, wątpił, czy nieoficjalna kandydatura Mateusza Morawieckiego, szefa BZ WBK, którego media wymieniają jako ewentualnego ministra gospodarki, jest właściwa. Szewczak zaznaczył, że „każdy ma prawo meblować swój dom i swój rząd”, ale warto wiedzieć, jakie poglądy ma „przedstawiciel lobby bankowego i to z zagranicznego banku”. Przestrzegał: „Banksterzy mają dziś na całym świecie coraz gorszą opinię, a cały sektor bankowy utracił reputację, zaś przed sektorem bankowym w Polsce stoją olbrzymie i bardzo trudne wyzwania, z którymi będzie się musiał potykać również nowy rząd”.

Dziennikarz tygodnika „wSieci” Andrzej Potocki też podważał kandydaturę Morawieckiego. Pisał na portalu: „Nie miałbym nic przeciwko nominowaniu go na szefa jakiegoś banku, choćby i państwowego. Ale zastanawiam się głośno, i jak widzę, zastanawiają się tysiące internautów (bo aż huczy o tym w sieci), czy na pewno osoba z takim dorobkiem będzie z sercem realizować prospołeczny i proprzemysłowy program PiS?”.

Jak opowiadali nam kandydaci na ministrów, podczas rozmów prezes PiS sugerował, że ma jeszcze jednego kandydata na ministra gospodarki, jeśli nie zostaną nim typowani Morawiecki czy Paweł Szałamacha. Chodzi o polityka PiS.

Wczoraj do warszawskiej siedziby PiS przyjechała posłanka Solidarnej Polski Beata Kempa, była wiceminister sprawiedliwości u Zbigniewa Ziobry. Według naszych rozmówców jest przymierzana na stanowisko w kancelarii premiera, niektórzy typują nawet, że jako jej szefowa. Ale niektórzy w PiS w to wątpią. – Nic nie wiemy, żeby Szydło i Kempa jakoś się ze sobą mocno przyjaźniły – mówią.

Po południu usłyszeliśmy dwie inne plotki. Jedna, że Elżbieta Witek, typowana na minister edukacji, nie dostanie tego resortu. W PiS spekulują, że mogłaby zostać szefową gabinetu albo rzecznikiem rządu. – Ela jest przyjaciółką Beaty, a ta na pewno będzie chciała mieć wokół siebie zaufane osoby – mówi jeden z polityków. Druga – to że Ministerstwa Finansów jednak nie obejmie Henryk Kowalczyk. Jeszcze inna wieszczyła, że z Brukseli mógłby wrócić do rządu europoseł Zbigniew Kuźmiuk, ekonomista z wykształcenia.

Rząd pomodli się na Wawelu

Według naszych informacji w intencji nowego rządu zostanie odprawiona msza w Krakowie w katedrze wawelskiej. PiS zamówił ją na 11 listopada na godz. 16.30, w Święto Niepodległości w przeddzień pierwszego posiedzenia Sejmu. Po modlitwie politycy przejdą ze wzgórza pod Krzyż Katyński, gdzie złożą kwiaty i zapalą znicze.

Wawel to dla PiS miejsce szczególne. W przedsionku krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów pochowani są Maria i Lech Kaczyńscy. Jarosław Kaczyński i nowi szefowie resortów mają się zatrzymać na chwilę przy ich sarkofagu.

Zobacz także

prawoIsprawiedliwośćKłóci

wyborcza.pl

Nowe-stare czasy

Paweł Wroński, 07.11.2015
Mariusz Kamiński, Zbigniew Ziobro, Antoni Macierewicz

Mariusz Kamiński, Zbigniew Ziobro, Antoni Macierewicz (Fot. Agencja Gazeta)

W domu partii przy ul. Nowogrodzkiej wykuwa się nowy rząd PiS. Padają nazwiska, nazwy resortów.
Wciąż nie wiemy, czy Antoniemu Macierewiczowi zostaną powierzone nasze czołgi Leopard i samoloty F-16 jako ministrowi obrony. Nie wiemy, czy będziemy słuchać „ziobrotoku” ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry na konferencjach prasowych. Nie wiemy też, czy Mariusz Kamiński z ogniem w oczach będzie ścigał korupcję, choć sam został skazany w pierwszej instancji za nadużywanie prawa. Ba, nie wiemy nawet, czy rzeczywiście Beata Szydło stanie na czele rządu, czy w kolejce po pasztet. Wszak tam zastali ją paparazzi podczas rządowych negocjacji.

Powrót tych trzech polityków na pierwszą linię PiS jest znaczący. Skompromitowali się już, rządząc. Ziobro śmiało orzekał na konferencjach o winie podejrzanych, ale jego kompetencje prawnicze sędzia Arlander Keys uznał podczas procesu ekstradycyjnego Edwarda Mazura za kompromitujące. Metody Kamińskiego, gdy kierował CBA, obnażył sąd. Służba Kontrwywiadu Wojskowego Macierewicza wykazała się niekompetencją na początku misji afgańskiej, a raport o likwidacji WSI kosztował państwo milionowe odszkodowania. Wszyscy trzej stali się symbolami rządu PiS.

Dlaczego PiS forsuje takich kandydatów? Może zamierza dokonać rewizji historii za pomocą polityki faktów dokonanych. Ich powtórna nominacja ma udowodnić, że w 2007 r. wyborcy niesprawiedliwie odsunęli PiS od władzy. Bo PiS miał rację.

Trudno się spodziewać, by Ziobro i Kamiński stali się symbolami Polski jako państwa prawa. Trudno przypuszczać, by Macierewicz był traktowany poważnie w NATO jako szef MON. Jeśli ktoś, głosując na PiS, uważał, że ta partia się zmieniła i wyciągnęła wnioski ze swoich poprzednich rządów, niechaj nie czuje się oszukany. Nikt mu takich gwarancji przed wyborami nie dawał.

Zobacz także

macierewiczowiPowierzą

wyborcza.pl

Lis: Mamy premiera PO, za chwilę będzie p.o. premiera

06-11-2015

Tomasz Lis redaktor naczelny

 fot. Marcin Kaliński

Przyszła pani premier nie ma wpływu na skład rządu, co udowodniła idąc po pasztet w czasie kluczowych rozmów. Pan prezes upomniał się o reflektory – mówił Tomasz Lis w TOK FM.

Śmierć Jaruzelskiego i gen. Kiszczaka to pożegnanie z pewną epoką Polski – Jacek Żakowski rozpoczął program od śmierci gen. Kiszczaka. – Postać niejednoznaczna. Z jednej strony w 1989 roku wsparł przemiany, ale jednocześnie to on nadzorował niszczenie akt bezpieki. Na pewno zabrał do grobu wiele tajemnic – mówił Tomasz Wołek. – Wyraźnie kokieteryjnie mówił, że historycy nie mają wiedzy i oby się ta wiedza nigdy nie wydostała – dodał prof. Wiesław Władyka. Tomasz Lis podsumował wypowiedzi współrozmówców: – Kiszczak w roku 1981 i 1989 odegrał zupełnie inne role. Ja bardziej myślę o datach i wydarzeniach pomiędzy, ohydnej historii z Przemykiem i tuszowania działań milicji. Nie wiem czy gen. Kiszczak powinien być żegnany z honorami, ale nie mogę wzbudzić w sobie pozytywnych odczuć – mówił redaktor naczelny „Newsweeka”.

Pierwsze posiedzenie Sejmu

Termin zmusza premier Ewę Kopacz do wyboru czy być na Malcie czy w Sejmie, by złożyć dymisję. Goście Poranka podkreślili, że to Donald Tusk jako pierwszy wyznaczył datę, dlatego zdaniem publicystów prezydent Duda dokonał aktu niezgodnie z polską racją stanu, bo na szczycie może zabraknąć miarodajnego reprezentanta, a jedynie premier może zabierać głos.

– Nie wiem, czy to manewr polityczny czy złośliwość – mówił Tomasz Lis. – Ale gdyby w ramach budowania wspólnoty prezydent Duda miał urzędniczy chociaż kontakt z panią premier, to tę sytuację można by było wyjaśnić to za pomocą jednego telefonu. A tak mamy kociokwik. Padną zarzuty, że premier Ewa Kopacz jest uzurpatorem, bo w ten sposób przedłuża sobie kadencję – mówił redaktor naczelny „Newsweeka”.

Tomasz Wołek kontynuował tę myśl: – Po ludzku to powinno być tak, że prezydent Duda powinien  ustalić z panią premier jakiś kompromis, pozycję, która w imieniu Polski może być zaprezentowana. A mamy kolejny akt wrogości ze strony prezydenta i próby demonstracji nie uznawania rządu Platformy.

Prof. Wiesław Władyka ironizował, że przeniesienie powołania rządu na piątek też jest fatalne, bo będzie to piątek 13-go. – Fatalistycznie. Mamy nerwicę decyzyjną – skwitował.

Rozłam wśród „niepokornych”?

Wiesław Władyka zwrócił uwagę na kłótnie wśród prawicowych dziennikarzy. – Dochodzą informacje, że „niepokorni” się kłócą. Teza, że Polska została odzyskana nie może być przyjęta przez rewolucjonistów – mówił profesor. – Bo ona nie wstała z kolan, ale dopiero wstaje, to proces na lata – podkreślił w imieniu „niepokornych” Tomasz Lis.

Szydło idzie po pasztet

Rozmówcy zgodzili się, że w ostatniej chwili przywołano ją w charakterze ozdoby, pani Szydło uczestniczy w rozmowach, ale to figura propagandowa. – W sprawie składu rządu są tacy, którzy mają wpływ i tacy, którzy go nie mają. Przyszła pani premier nie ma na to wpływu, co udowodniła idąc po pasztet w czasie kluczowych rozmów. Pan prezes upomniał się o reflektory – mówił Tomasz Lis. – Może być też tak, że dyspozycja z Nowogrodzkiej może iść do ministerstw, to będzie schizofreniczna sytuacja, bo Szydło będzie dawała wywiady, a w ministerstwach będą dyspozycje i rozwiązania – dodał Wiesław Władyka.

Tomasz Lis: – Mamy premiera PO, za chwilę będzie PO premiera. Jeśli prezydent będzie grzeczny, to będzie zaproszony na audiencję. Tymczasem to pan prezes zaprasza sam siebie do pałacu prezydenckiego – zauważył publicysta. – Ten obyczaj, który jest kształtowany, będzie ponad procedurami, ponad prawem. Teraz zacznie obowiązywać obyczaj – prognozował prof. Władyka.

Partia kieruje, rząd rządzi

Tomasz Lis bronił postawy Kaczyńskiego, w której decyzje podejmuje partia. – Zawsze podkreślał wagę partii na lata, na dziesięciolecia. W pewnym sensie ma rację, bo to nie jest tak, że samodzielny polityk został prezydentem i premierem. Formalnie najpotężniejsi ludzie są tam, bo taki był kaprys Jarosława Kaczyńskiego. Od niego będzie zależało czy będą trwali na stanowiskach czy nie – podkreślił i jednocześnie wyraził wątpliwość czy Mariusz Błaszczak faktycznie może podejmować kluczowe decyzje w sprawie nowego rządu.

– Przeszkadza nam pamięć 2005-2007, jeśli Ziobro będzie reformował sądy, to ja będę programowy nieufny – powiedział prof. Władyka i zaapelował. – Panie Zbigniewie proszę poszukać nowego siebie! – A nie łatwiej poszukać nowych ofiar? – zakończył dyskusję Tomasz Lis.

lisMamyPremieraPO

Newsweek.pl

Reklamy