PiS, 05.11.2015

 

„Naprawa dewastacji moralnej”. Na pierwszy ogień zmiana ustawy o in vitro, wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej

Anna Siek, 05.11.2015
Jarosław Gowin

Jarosław Gowin (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

„Najważniejszym obszarem odpowiedzialności rządu powinna być gospodarka” – mówi Jarosław Gowin w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”. Ale równocześnie kandydat na ministra w rządzie Beaty Szydło zapowiada, naprawę szkód dokonanych przez PO, które żadnego związku z gospodarką nie mają. „Sfera praw rodziny. Platforma pozwoliła państwu ingerować niezwykle głęboko w życie polskiej rodziny” – ocenia Gowin.

 

Lider Polski Razem w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”, znacznie bardziej szczegółowo opowiada o planach związanych właśnie z naprawą „szkód i dewastacji moralnej, do których doszło w ciągu ostatnich ośmiu lat”.

Na pierwszy ogień pójdzie ustawa o in vitro. Jak stwierdził Jarosław Gowin, przepisy trzeb zmienić tak, by chroniły „życie i godność ludzkich embrionów, np. wprowadzić zakaz niszczenia zarodków lub tworzenia nadliczbowych”.

„Natomiast nie jestem zwolennikiem całkowitego zakazu in vitro” – podkreśla.

„Próba zdewastowania wartości rodzinnych”

Gowin uważa, że naprawy wymaga „sfera praw rodziny”, bo PO „pozwoliła państwu ingerować niezwykle głęboko w życie polskiej rodziny”.

„Trzeba przywrócić rodzicom pełnię praw w procesie wychowawczym. Absolutnym skandalem jest odbieranie dzieci z powodu ubóstwa. Często te dzieci są z rodzin zdrowych moralnie, lecz dotkniętych biedą. Trzecią sprawa jest kwestia tzw. Konwencji antyprzemocowej” – mówił kandydat na ministra w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”.

Zdaniem Jarosława Gowina konwencję trzeba wypowiedzieć. Bo jej zapisy „są próbą zdewastowania wartości rodzinnych i przy okazji dziedzictwa chrześcijańskich”.

Nie da się kierować z tylnego siedzenia

O swoim miejscu w nowym rządzie były minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL nie chciał mówić. Podkreślał, że najważniejsze, by nowy gabinet był „zwartym zespołem”, a nie „luźnym zbiorem nawet wybitnych indywidualności”.

Jarosław Gowin nie ma wątpliwości, kto będzie kierował rządem. Przekonuje, że Jarosław Kaczyński nie będzie kierował z tylnego siedzenia. „Sterowanie premierem z tylnego siedzenia jest niemożliwe, nawet gdyby ten premier bardzo chciał być sterowany. Co pół godziny musi on podejmować decyzje kluczowe z punktu widzenia państwa i nie ma fizycznej możliwości, aby je w sposób systematyczny z kimś konsultować: – stwierdził.

Skład nowego rządu – jak zapowiadają politycy PiS – mamy poznać jeszcze w tym tygodniu. Gowina w czasie kampanii Beata Szydło widziała w fotelu szefa MON. Według medialnych spekulacji, lider Polski Razem może zostać wicepremierem oraz szefem resortu nauki i szkolnictwa wyższego.

Zobacz także

naprawaDewastacji

TOK FM

 

Ziobro sprząta w mediach

Wojciech Maziarski, 05.11.2015

Zbigniew Ziobro kontra media? Na to wygląda

Zbigniew Ziobro kontra media? Na to wygląda (Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta)

Co tydzień piszę w tym miejscu dla Państwa, szanowni Czytelnicy, jednak tym razem proszę wybaczyć, muszę załatwić jedną sprawę ze Zbigniewem Ziobrą. To taki polityk prawicy. Bardzo niebezpieczny typ. W ostatnich latach szczęśliwie zaczęliśmy już o nim zapominać, ale teraz znowu wypłynął i – jak głosi wieść gminna – może nawet zostać ministrem od wsadzania do więzień. Muszę mu powiedzieć parę słów do słuchu, a że nie znam jego aktualnego numeru, to skorzystam z łamów gazety.

Panie Ziobro! Po latach przerwy znowu widziałem Pana w telewizji i słyszałem, jak krytykuje Pan dziennikarzy, próbując rozstawiać ich po kątach. „Jeśli oglądam materiały pana Sobieniowskiego, to mogę podać jako klasykę nierzetelności i propagandowych ustawek” – mówił Pan w TVN.

Panu się wszystko kompletnie pomyliło. To nie Pan ma oceniać pracę Sobieniowskiego, tylko Sobieniowski ma oceniać Pańską pracę. Właśnie za to mu płacą. Takie relacje między mediami a politykami są standardem w cywilizowanych systemach demokratycznych.

Nie przypadkiem tak to wymyślono. Ponieważ politycy mają władzę i może im do łbów strzelić coś głupiego – np. żeby tej władzy nadużyć do jakichś niecnych celów, powiedzmy, do wsadzania do więzień przeciwników politycznych – w system demokratyczny wbudowano liczne bezpieczniki i mechanizmy kontrolne. Jednym z nich są media oceniające polityków. Nie odwrotnie.

Gdy słyszę, że polityk wszczyna awantury z dziennikarzami i próbuje przestawiać meble w świecie mediów, to wiem, że mam do czynienia z zamordystą, któremu nie w smak społeczna kontrola. Polityk postępujący w zgodzie z zasadami demokracji i państwa prawa nie ma powodu obawiać się nadzoru opinii publicznej.

Dlatego dobrze wiem, co o Panu myśleć, gdy czytam Pańskie słowa w wywiadzie dla „Polska The Times”: „Jeśli nie zmienimy mediów, sądzę, że drogą do tego jest m.in. upodmiotowienie dziennikarzy, to zajdzie niebezpieczeństwo ulegania przez media interesom i przyprawiania politykom gęby”.

Domyślam się, że pożądanym modelem dziennikarstwa jest dla Pana to, co reprezentują funkcjonariusze pisowskiego aparatu propagandy, którzy jeszcze wczoraj próbowali się kreować na „publicystów niepokornych”, a dziś stają przed władzą słupka, merdają ogonkami i dają łapę.

Panie Ziobro, mam dla Pana złą nowinę. Jak mawia mój syn, tak nie będzie być. Nie zlikwiduje Pan wolnych mediów i nie uwolni się Pan od nadzoru opinii publicznej. Ja jako w pełni upodmiotowiony dziennikarz obiecuję Panu, że choćby nie wiem jak się to Panu nie podobało, będziemy wraz z kolegami dziennikarzami pilnie Pana obserwować i oceniać. Bo Polska ma z Panem złe doświadczenia. Wszyscy dobrze pamiętamy „areszty wydobywcze”, śmierć Barbary Blidy i propagandowe seanse nienawiści w państwowej telewizji, w której – co za dziwny traf! – wpływową postacią była Pańska obecna żona.

Tyle mam Panu do powiedzenia i do zapowiedzenia, Panie Ziobro.

A Was, drodzy Czytelnicy, jeszcze raz serdecznie przepraszam. Za tydzień już na pewno napiszę dla Was, a nie dla Zbigniewa Ziobry. Swoją drogą zwróćcie na niego uwagę. To naprawdę niebezpieczny typ. Przy nim Jarosław Kaczyński to demokrata i dżentelmen starej daty.

Zobacz także

przyZbigniewieZiobro

wyborcza.pl

TVP stawia na polskich twórców

Daniel Flis, 04.11.2015

Janusz Daszczyński, prezes TVP, zapowiedział większy udział polskich twórców w ramówce telewizji

Janusz Daszczyński, prezes TVP, zapowiedział większy udział polskich twórców w ramówce telewizji (Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Prezes TVP Janusz Daszczyński podsumował pierwsze trzy miesiące swojej pracy i zapowiedział zmiany.

Na środowej konferencji w gmachu Telewizji Polskiej w Warszawie prezes TVP pochwalił się odtabloidyzowaniem publicystyki i informacji, w tym „Wiadomości”, które zachowały pozycję lidera oglądalności wśród serwisów informacyjnych.

Daszczyński zapowiedział też powstanie nowych ośrodków:•  redakcji filmu, seriali i teatru TV, która będzie zamawiać scenariusze u polskich twórców i będzie wspólna dla wszystkich anten, (ośrodka mediów interaktywnych, koordynującego działania spółki w internecie (impresariatu, zarządzającego rozwojem talentów w ramach TVP.

Janusz Daszczyński krótko odniósł się do planów PiS na przekształcenie mediów publicznych w instytucje kultury lub wyższej użyteczności publicznej, które skutkowałyby wymianą ich zarządów: – Nie da się niczego planować pod pręgierzem enuncjacji prasowych. Zostałem wybrany na cztery lata, a mam ambicję być prezesem osiem lat.

Pytany o los zewnętrznych produkcji (są nimi m.in. „Tomasza Lis na żywo” i „Jan Pospieszalski. Bliżej”), odpowiedział: – TVP powinna być animatorem produkcji zewnętrznych, ale powinna też zachować dla siebie publicystykę polityczną i wykształcić własne autorytety. Umów trzeba dotrzymywać. Już niedługo jednak wejdzie ramówka zimowa i wiosenna. Zobaczycie państwo zmiany.

Programy Tomasza Lisa i Jana Pospieszalskiego wywołały kontrowersje w trakcie kampanii prezydenckiej w maju. W jednym z odcinków Tomasz Lis wraz zaproszonym do studia Tomaszem Karolakiem powoływał się na tweety córki Andrzeja Dudy, które, jak później się okazało, pochodziły z fałszywego konta. Pospieszalski z kolei poświęcił odcinek powiązaniom Bronisława Komorowskiego z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi i pytał telewidzów, czy „zagłosują na kandydata popieranego przez WSI”. Tomasz Lis przeprosił Dudę za pomyłkę. W imieniu TVP za Pospieszalskiego przeprosił Piotr Kraśko, a kolejny odcinek „Bliżej” został zawieszony.

Ostatnio usunięcie programu Tomasza Lisa z ramówki TVP zapowiadali politycy PiS, m.in. Jarosław Sellin, który zarzucił mu, że nieuczciwie traktuje PiS i jest „słabym analitykiem politycznym”. Według Sellina najważniejszy program publicystyczny emitowany na antenie telewizji publicznej „nie powinien być prowadzony przez człowieka tak bardzo zaangażowanego po jednej stronie politycznego sporu”.

Zobacz także

wyborcza.pl

Czy dobra zmiana dotyczy też PiS

Agata Kondzińska, 04.11.2015

Wieczór Wyborczy w PiS

Wieczór Wyborczy w PiS (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Rządowe układanki i próba sił w PiS pokazują, jak niewiele świeżego powietrza wpadło do tej partii.

Jarosław Kaczyński tak bardzo chciał wygrać wybory, że w kampanii prezydenckiej wycofał się z pierwszej linii frontu. Decyzja była dla niego tym łatwiejsza, że wybory prezydenckie są spersonalizowane i zbyt wielu aktorów na scenie robi tłok, a w elektoracie może powodować rozdwojenie jaźni.

Na fali zwycięstwa w dwutakcie po pełnię władzy powtórzył ten manewr w kampanii parlamentarnej. Ponieważ Platforma proponowała na premiera kobietę, PiS odpowiedział tym sam. Kaczyński pozostał na pozycji pomocnika. I wpadł we własne sidła.

Przez osiem lat w opozycji spoiwem PiS była wierność i lojalność wobec prezesa partii. Po żadnych przegranych wyborach Kaczyński nie dał się zdetronizować, a ci, którzy choć pomyśleli, żeby go rozliczyć i przeanalizować przyczyny porażek, szybko wypadali za pisowską burtę.

Wystawienie Andrzeja Dudy, a potem Beaty Szydło mogło być interpretowane tak, że proponowana „zmiana” dotyczy też partii. Przy słabnącej PO wyjście PiS z prawego narożnika i udany marsz w stronę centrum były spodziewane. Był to dla formacji Kaczyńskiego moment przełomowy i szansa na przemianę w nowoczesną chadecję.

Jednak PiS za słabo uchylił drzwi. Rządowe układanki i próba sił w partii pokazują, jak mało świeżego powietrza tam wpadło. Szybko zapomniano, że tym razem to nie Jarosław Kaczyński wygrał dla PiS te wybory. Prezes PiS zaangażował się w kampanię dopiero na jej finiszu, gdy sondażowy trend dla PiS był korzystny. A jego przyboczni zaczęli przypominać, że PiS to Kaczyński.

Teraz stara gwardia Kaczyńskiego bez Beaty Szydło mebluje gabinet, bo „to nie będzie rząd autorski, to będzie rząd PiS” (Mariusz Błaszczak, TVN 24). Rząd z ośrodkiem lojalności nie w Alejach Ujazdowskich, gdzie siedzibę ma szef rządu, ale przy Nowogrodzkiej, gdzie urzęduje szef partii. Chociaż odpowiedzialność będzie jednoosobowa – premier Beaty Szydło, która zamilkła.

Nikt z PiS nie dementuje doniesień, że ministrem obrony narodowej w świecie tak dziś niespokojnym mógłby zostać Antoni Macierewicz – polityk walki, śledczy na wielu frontach (WSI, lustracja, Smoleńsk). Jarosław Gowin, który w trakcie kampanii, po występach Macierewicza w Chicago, przyjął rolę „najbardziej prawdopodobnego kandydata na szefa MON”, zapewnia teraz, że ma kwalifikacje, by kierować również innymi resortami.

Swoje plany „naprawy” wymiaru sprawiedliwości snuje w mediach – jak dawniej ostry – Zbigniew Ziobro.

Od razu po zwycięstwie PiS wrócił na utarty szlak, wywołał demony. Opadły centrowe maski, a realna stała się pokusa budowy Polski z instytucjami podporządkowanymi jednemu człowiekowi.

A przecież lata rządów PiS mogłyby być testem dla partii, którą drogą podążać. Czy odrzucić tęsknotę za fasadową demokracją premiera Węgier Viktora Orbána, a dostrzec na przykład postępowych brytyjskich konserwatystów? Czy postawić na modernizację, postęp i rozwój nie tylko kraju, ale też partii? I czy pod przywództwem Jarosława Kaczyńskiego jest to możliwe?

wyborcza.pl

Czy PiS wkroczy do miast – bastionów PO? Jest plan: referenda odwoławcze

Renata Grochal, Krzysztof Katka, Agata Kondzińska, Dorota Steinhagen, Iwona Szpala, 05.11.2015

PiS chce odwołać m.in. prezydentów Warszawy (Hannę Gronkiewicz-Waltz z PO). Na zdjęciu: zaprzysiężenie na prezydenta Warszawy, 4 grudnia 2014 r.

PiS chce odwołać m.in. prezydentów Warszawy (Hannę Gronkiewicz-Waltz z PO). Na zdjęciu: zaprzysiężenie na prezydenta Warszawy, 4 grudnia 2014 r. (ADAM STĘPIEŃ)

Lokalne referenda w Warszawie, Gdańsku i Częstochowie mogą być sposobem na przejęcie przez PiS dużych miast.

PiS, który wygrał wybory parlamentarne, szuka sposobu, by przejąć władzę także w samorządach. Oprócz odbicia koalicji PO-PSL sejmików wojewódzkich PiS-owcy główkują nad tym, jak przejąć władzę w dużych miastach – w większości bastionach PO. Dzień po wyborach poseł Andrzej Jaworski ogłosił, że chce doprowadzić do odwołania prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. O referendum Jaworski nie mówił w mediach podczas kampanii, choć temat był poruszany na spotkaniach jego zwolenników.

Poseł ogłosił w Radiu Gdańsk, że oprócz zmian na poziomie rządowym „trzeba zmienić władze Gdańska; Paweł Adamowicz nie powinien być dłużej prezydentem”.

– Zapraszam środowiska związane z miastem do rozpisania referendum w sprawie zmiany Rady Miasta Gdańska i prezydenta. Nic się nie zmieniło w stosunku do tego, co mówiliśmy w kampanii w wyborach samorządowych. Buta i arogancja jest nadal na poziomie samorządowym taka, jak była – podkreślił. Jaworski mówi, że przed wyborami zgłosili się do niego przedstawiciele różnych środowisk z propozycją, żeby referendum odbyło się wraz z wyborami do Sejmu i Senatu.

– Uważałem, że to zły pomysł i do rozmów powinniśmy wrócić po wyborach, a wtedy służę pomocą – mówi Jaworski. I dodaje: – Nie słyszałem, żeby to była centralna akcja PiS, będziemy reagować na lokalne inicjatywy.

Poseł PiS rywalizuje z Pawłem Adamowiczem od 2006 r. Przegrał z nim w wyborach trzy razy z rzędu, ale przed rokiem osiągnął pewien sukces, ponieważ udało mu się doprowadzić do drugiej tury. W marcu śledczy z Poznania postawili Adamowiczowi zarzuty podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych (m.in. niewpisanie jednego z mieszkań). To osłabiło politycznie prezydenta, który zawiesił swoje członkostwo w PO. Zaraz po zarzutach gdańscy radni PiS próbowali bez powodzenia przeforsować uchwałę, która była apelem rady miasta do prezydenta o rezygnację z urzędu.

Pomysł na Warszawę

Pomysły na odbicie Platformie Warszawy są w PiS trzy: referendum w sprawie odwołania prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, likwidacja stanowiska prezydenta stolicy oraz nowe koalicje w dzielnicach.

PiS chce stworzyć nowe województwo warszawskie. Zmiana granic województwa to dodatkowa korzyść polityczna, bo oznacza wybory do sejmiku, czyli nową koalicję.

PiS dotąd nie podał oficjalnie granic nowego woj. warszawskiego. W wersji roboczej to stolica i okoliczne gminy. Teraz jednak działacze PiS kolportują nowy plan. Chcą tak wykroić województwo warszawskie, by objęło tylko Warszawę. Pomysł skutkowałby zniesieniem gminy Warszawa, a status gmin dostałyby stołeczne dzielnice.

W konsekwencji to tam mielibyśmy bezpośrednie wybory burmistrzów. – Ustawa warszawska wtedy pada. Sejmowa większość wprowadza zmiany do ustawy o podziale administracyjnym kraju. Wpisuje stolicę jako miasto na prawach województwa. Taki status Warszawa miała za Gierka. Znika prezydent miasta i rada Warszawy. Mamy wybory do sejmiku, który wybiera marszałka i zarząd województwa. To one rządzą. I jest wojewoda jako przedstawiciel rządu – mówi prof. Adam Jaroszyński, ekspert prawa samorządowego.

Mazowiecki poseł PiS Maciej Wąsik przekonuje, że ostateczne decyzje w sprawie nowej mapy administracyjnej kraju nie zapadły, bo teraz priorytetem jest rząd. Do debaty zaproszeni będą mieszkańcy. Zapewnia, że jego partia nie wprowadzi niczego na siłę.

Kolejny scenariusz to transfery do PiS, a następnie utrata większości w dzielnicach. Jarosław Szostakowski, sekretarz warszawskiej Platformy, dostaje sygnały, że do lokalnych struktur docierają politycy PiS i zachęcają do współpracy. Narzekał, że namawiani są dzielnicowi radni PO. Partia już straciła większość w Śródmieściu i na Białołęce.

Celem PiS jest odbicie maksymalnej liczby dzielnic, by na najniższym szczeblu stawiać opór obecnej prezydent. Słychać też pogłoski o kolejnym referendum przeciwko Gronkiewicz-Waltz. Ale ten wariant w PiS odsuwają na później. Wiedzą, że w Warszawie nie ma społecznego klimatu na kolejną kampanię. – Dziś nie ma, ale jutro może być. PiS wykorzysta każdą szansę. Kilka miesięcy niepokoju w Warszawie i coś się znajdzie – komentuje jeden z platformersów.

102 powody do…

W Częstochowie inicjatywa referendalna powstała jeszcze przed wyborami. Grupa mieszkańców zebrała wtedy pod wnioskiem ponad 18 tys. podpisów. Komitet reprezentuje Dariusz Goliszek, szachista, emerytowany pedagog i znany w Częstochowie przeciwnik straży miejskiej. Jego zdaniem powodów do odwołania prezydenta jest 101, a 102. jest ten, że Krzysztof Matyjaszczyk „nie nadzoruje w sposób właściwy straży miejskiej i ta robi, co chce”.

Po wyborach sprawa referendum wróciła. Częstochowski lider PiS Szymon Giżyński w rozmowie z „Wyborczą” zapowiedział: – Jeśli poczujemy podmuch niechęci do prezydenta Matyjaszczyka, to nie zawahamy się zorganizować referendum.

Giżyński mówi, że PiS „nie ocenia dobrze prezydenta i dość ma tłumaczenia w Warszawie, Łodzi czy Wałbrzychu, jak to możliwe, że w Częstochowie rządzi lewica”.

W tej sprawie PiS może liczyć na sojusz z partią Kukiz’15. Nowy poseł tej partii Tomasz Jaskóła mówi nam, że miasto jest źle zarządzane. Dlatego organizatorzy referendum mogą liczyć na jego wsparcie przy zbieraniu podpisów pod wnioskiem.

pisPożąda

wyborcza.pl

Reklamy