Rząd PiS, 10.11.2015

 

Niezła ekipa, ale jaki program? PiS nie chce wystraszyć środowisk biznesowych

Witold Gadomski, 10.11.2015Witold Gadomski

Witold Gadomski (FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA)

Ekipa gospodarcza rządu Beaty Szydło jest obiecująca. Najwyraźniej Jarosławowi Kaczyńskiemu, który decydował o obsadzie stanowisk ministerialnych, zależy na tym, by nie wystraszyć środowisk biznesowych, lecz przeciwnie – zyskać przynajmniej ich życzliwą neutralność.
Wicepremier Mateusz Morawiecki to doświadczony finansista, wieloletni prezes dużego banku BZ WBK. Przez kilka lat brał udział w cyklicznych spotkaniach w „Gazecie Wyborczej” (tzw. Piątka na Kryzys) wraz z Ryszardem Petru, Stefanem Kawalcem, Witoldem Orłowskim i Krzysztofem Rybińskim. Panowie czasami różnili się poglądami, ale nie aż tak bardzo. Był też członkiem Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku. Morawiecki stanie na czele Ministerstwa Rozwoju, którego zadaniem będzie wprowadzanie w życie planu przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Plan jest mocno ryzykowny, zakłada znaczne zadłużenie gospodarki. Bankowe doświadczenie Morawieckiego, umiejętność oceny ryzyka kredytowego mogą być w tej sytuacji bardzo cenne. Osoby znające go bliżej twierdzą, że ma ambicje polityczne, dlatego jego udział w rządzie PiS niekoniecznie jest zaskoczeniem. Ministerstwo Rozwoju zostanie oddzielone od Ministerstwa Infrastruktury, co jest dobrym pomysłem. Przejmie też zapewne dotychczasowe kompetencje Ministerstwa Gospodarki.

Jego pierwszym zastępcą, w randze członka Rady Ministrów, będzie Jerzy Kwieciński . Cieszy się on doskonałą opinią środowisk biznesowych. Był pierwszym zastępcą Grażyny Gęsickiej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego i według niektórych opinii to on kierował pracami merytorycznymi, którym Gęsicka dawała wsparcie polityczne. Kwieciński był „ministrem” w rządzie cieni Business Centre Club, jednej z kilku organizacji reprezentujących przedsiębiorców. Jego obecność w rządzie to oczywisty gest Kaczyńskiego w stronę tego środowiska.

Ministrem finansów zostanie Paweł Szałamacha, który podobnie jak Kwieciński był wiceministrem w rządzie Kaczyńskiego. To nominacja dość zaskakująca, choć był on przez media typowany na różne funkcje ministerialne. Z wykształcenia jest prawnikiem, a nie ekonomistą. Zanim wszedł do polityki, zajmował się transakcjami prywatyzacyjnymi, pracując w zagranicznej firmie prawniczej. Najpilniejszym zadaniem Szałamachy będzie przedstawienie autopoprawki do projektu ustawy budżetowej na rok 2016 oraz przebudowa struktur aparatu skarbowego i poprawa skuteczności ściągania podatków. Nie wiemy, jakie są kompetencje nowego ministra w tych sprawach. W wywiadach, jakich udzielał mediom, zwykle zajmował się strukturalnymi problemami gospodarki, a nie finansami państwa. Szałamacha był posłem w poprzedniej kadencji, ale tym razem, mimo zwycięstwa PiS, nie dostał się do Sejmu.

Ministrem energetyki zostanie Krzysztof Tchórzewski, a nie typowany na tę funkcję Piotr Naimski. Być może Kaczyński nie chciał zbytnio wzmacniać pozycji Macierewicza, z którym Naimski jest od lat zaprzyjaźniony. Tchórzewski, wywodzący się z „zakonu PC”, był w poprzednim rządzie PiS wiceministrem gospodarki odpowiedzialnym m.in. za górnictwo. Być może i teraz będzie się zajmował tą trudną branżą.

Silnym punktem rządu będzie zapewne Anna Streżyńska – minister cyfryzacji. Nikt nie kwestionuje jej kompetencji. Była prezesem Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Streżyńska ma poglądy zdecydowanie wolnorynkowe. Przez krótki czas współtworzyła wraz z Przemysławem Wiplerem stowarzyszenie Republikanie.

Niewiele można powiedzieć o ministrze skarbu państwa Dawidzie Jackiewiczu,który w poprzednim rządzie PiS był wiceministrem. Według zapowiedzi Beaty Szydło ministerstwo ma być wkrótce zlikwidowane. Zapewne jednak Jackiewicz zdąży przeprowadzić czystkę w spółkach kontrolowanych przez skarb państwa.

Inne stanowiska ministerialne będą mniej istotne dla polityki gospodarczej.Krzysztof Jurgiel wraca do Ministerstwa Rolnictwa, w którym nie jest dobrze wspominany. Na dawną funkcję wracają też Jan Szyszko, minister ochrony środowiska, i Marek Gróbarczyk odpowiedzialny za nowy (stary) resort – gospodarkę morską. Najwyraźniej Jarosławowi Kaczyńskiemu bliski jest etos przedwojennego ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego, budowniczego Gdyni. Ale w dzisiejszych czasach wyodrębnienie tego resortu wydaje się mało sensowne.

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa obejmie członek „zakonu PC” Andrzej Adamczyk. Ma odpowiadać za ambitny program budownictwa mieszkaniowego oraz dokończenie budowy autostrad. W ubiegłym roku uzyskał licencjat z zarządzania.

W sumie w ekipie gospodarczej jest trzech dobrych fachowców – Morawiecki, Kwieciński i Streżyńska, sześciu działaczy politycznych – Tchórzewski, Gróbarczyk, Szyszko, Jurgiel, Jackiewicz i Adamczyk – oraz jedna spora niewiadoma – Szałamacha.

Mocnym punktem będzie też zapewne Konrad Szymański – minister ds. Unii Europejskiej. To raczej kompetencje z zakresu polityki zagranicznej, ale mające też wiele wspólnego z gospodarką.

Zobacz także

wyborcza.biz/biznes

 

Oto nowa gwiazda PO? Ta poseł ma 25 lat, mnóstwo pieniędzy i nie przepada za dziennikarzami

Kinga Gajewska
Kinga Gajewska fot. Fanpage Kingi Gajewskiej

Wybrany 25 października Sejm stoi pod znakiem młodości. Już dawno w parlamencie nie było tylu nowych twarzy. Wśród nich jest Kinga Gajewska, 25-letnia poseł Platformy Obywatelskiej. Młoda polityk ma szanse stać się jednym z symboli przemian w PO.

Na pozór Kinga Gajewska nie różni się niczym od swoich rówieśniczek. Modnie ubrana. Często nosi okulary z grubymi oprawkami, takie hipsterskie. Atrakcyjna i uśmiechnięta. Świetnie czuje się też w social mediach, ma nie tylko „fejsa” i Twittera, ale też Instagram, czy Snapchat. Do tego ściga się w wyścigach motocrossowych. Od lat zajmuje się też polityką. Czy ta energiczna 25-latka podbije Sejm? Na razie zaliczyła drobny falstart.

Dziennikarze Wirtualnej Polski przepytywali posłów o ich znajomość polskiego systemu stanowienia prawa. Z reporterem rozmawiali Krzysztof Truskolaski z Nowoczesnej, Adam Andruszkiewicz z Kukiz’15 i Łukasz Rzepecki z PiS.

Gajewska odmówiła takiej rozmowy. – Uważam, że nie jesteśmy tutaj, żeby nas odpytywać. Nie jesteśmy na egzaminie, tylko dostaliśmy się tutaj, aby ciężko pracować – stwierdziła. Internauci nie zgodzili się jednak z argumentacją poseł i w komentarzach zadrwili z niej na całego. Zwracali uwagę, że jest ładnym „kwiatkiem do kożucha a nie prawdziwą polityk”. To jednak nie jest do końca prawda. Gajewska jest swoistym „homo politicus”, człowiekiem uzależnionym od polityki.

Do PO zaraz po pełnoletności
Kinga Gajewska swą przygodę z polityką zaraz po 18. urodzinach. Wstąpiła wtedy do Młodych Demokratów, młodzieżówki Platformy Obywatelskiej. Od samego początku była tam wyróżniającą się postacią. Obecnie jest szefową młodzieżówki PO na Mazowszu. Pełniła też funkcję koordynatora akcji: „Stop Janosikowe” i „Głosuj bez Meldunku”.

Gajewska kojarzona niegdyś była ze stronnictwem Grzegorza Schetyny. Chodziło o wykluczenie w 2013 roku z Młodych Demokratów Marcina Gutkowskiego i Jana Zarachowicza, którzy byli uważani za ludzi Jarosława Gowina. Sama przyszła poseł najczęściej widywana jest w towarzystwie europosła Michała Boniego, który intensywnie namawiał do głosowania na Gajewską.

Swoją przyszłość poseł-elekt od wielu lat budowała wokół polityki. W 2012 roku odbyła bezpłatny staż w Ministerstwie Sprawiedliwości w Departamencie Strategii i Deregulacji w ramach umowy z Uniwersytetem Warszawskim. To jednak nie jedyne doświadczenie w urzędach. W 2014 roku Gajewska odbyła kolejny staż, w siedzibie głównej ONZ w Nowym Jorku. Zajmowała się tam polityką wschodnią. Staż był bezpłatny i młoda polityk musiała pokrywać koszty transportu, wyżywienia i zakwaterowania.

Również wykształcenie 25-latki oscyluje wokół polityki. Aktualnie jest doktorantką Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych oraz studentką Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie Warszawskim. Tematem jej pracy jest opozycja w systemie demokratycznym na przykładzie Polski od lat 90 -tych. Gajewska brała również udział w XXIII Szkole Liderów Politycznych.

W 2014 roku nadszedł czas na spożytkowanie politycznego kapitału. Z powodzeniem kandydowała do Sejmiku Województwa Mazowieckiego. Kinga Gajewska jako radna była wiceprzewodniczącą Komisji Zdrowia i Kultury Fizycznej. W Sejmie poseł PO chce zajmować się natomiast wsparciem finansowym dla młodych osób oraz pracą nad stworzeniem systemów dziennych domów opieki medycznej nad osobami niesamodzielnymi.

KINGA GAJEWSKA DLA NATEMAT.PL

Chciałabym zasiadać w komisji edukacji oraz w komisji innowacyjności i nowych technologii. Wiadomo, że jestem młodą posłanką i być może to się nie uda, ale zależy mi szczególnie na edukacji. Jest ona bliska memu sercu, mam świeże praktyczne doświadczenie i chciałabym pracować nad ulepszeniami dla przyszłych uczniów.

Wśród swych priorytetów Gajewska wymieniła również ustawę metropolitalną oraz wprowadzenie do Narodowego Programu Budowy Dróg Lokalnych możliwość finansowania dróg i pasów rowerowych.

Skąd miała pieniądze?
Młoda pani poseł w polityce musiała już zmierzyć się z atakami mediów. W maju tego roku dziennik „Polska The Times” opublikował artykuł, w którym poruszyła finanse działaczki PO.

Zwrócono tam uwagę, że prowadziła kampanie do europarlamentu, sejmiku województwa, odbyła bezpłatny staż w USA, a od 2012 roku nie prowadzi działalności finansowej. Ostatnią działalnością zarobkową była firma organizująca wesela – Best Moments. Kinga Gajewska prowadziła ją od kwietnia 2011 roku do grudnia 2012 roku. W oświadczeniu majątkowym jako radna sejmiku zgłosiła, że jej majątek jest wart 164 tys. złotych.

Wątpliwości dziennikarza budziły też samochody przyszłej poseł. Obecnie posiada ona Audi A3 z 2011 roku i BMW 118 Cabrio również z 2011 roku. W oświadczeniu nie podano ich wartości, ale patrząc na ceny na Allegro można cenę obu ustalić na około 100 tys. złotych.

Sama Gajewska odniosła się do tych zarzutów na swoim blogu. Napisała, że pieniądze pochodziły od rodziny. „Czytając artykuł zastanawiałam się przez chwilę, czy dziennikarz wie, że już nie ma w Polsce komunizmu. Pieniądze dostałam od rodziny. Mam się tego wstydzić? Zazdrość ludzka nie ma granic” – tłumaczyła.

– Nie bardzo nawet rozumiem, jaki był sens tamtej publikacji, nikt się do mnie nie zgłosił z prośbą o komentarz, mieszkałam ówcześnie u rodziców, co pozwoliło na oszczędności. Rodzice również mnie wspierali – dodaje dziś w rozmowie z naTemat młoda poseł.

Motocross, pielgrzymki i szpilki
Mimo studiowania dwóch kierunków i obowiązków politycznych Kinga Gajewska znajduje też czas na inne działalności. Jest współorganizatorem Balów Charytatywnych, Finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i festiwali tanecznych dla osób niepełnosprawnych w swojej gminie.

Wielką miłością młodej polityk jest motocross. Często można ją spotkać na ryczącej maszynie, gdy w błocie przejeżdża kolejną przeszkodę. W sezonie 2013 Gajewska zdobyła tytuł II Wice-Mistrzyni Polski w motocrossie. Na rok 2014 była powołana do Kadry Narodowej, od kilku lat działa też na rzecz kobiet w sporcie motocyklowym, jako członek Komisji ds. Kobiet w Polskim Związku Motorowym.

Jazda motocross była niemałym wyzwaniem dla młodej zawodniczki. Dopiero od 2011 roku odbywa się Puchar Polski Kobiet MX, później do tych zawodów dołączyły też mistrzostwa kraju. Gajewska była jedną z pierwszych pięciu zawodniczek, które przecierały szlaki w męskim świecie motocrossu. Poseł nie jest w nim jednak sama – w zawodach bierze też udział jej partner – Piotr. Nie zawsze jednak zawody są weekendową sielanką, w 2014 roku Gajewska zerwała więzadła krzyżowe w kolanie i musiała przejść dwie operacje.

Co oprócz tego? Gajewska prowadziła zajęcia z języka niemieckiego i sportowe z nordic walking w Uniwersytecie III Wieku. Wcześniej przyszła poseł trenowała zapasy i tańczyła tańce latynoamerykańskie. Zimą startowała w zawodach snowboardowych, należała też do sekcji pływackiej.

Nie oznacza to, że Gajewska jest chłopczycą. W środowisku młodzieżówki PO znana jest z zamiłowania do mody – szczególnie butów na obcasie. To dzięki swej urodzie po raz pierwszy się przebiła do mediów, te zauważyły ją jeszcze jako aktywistkę w kampaniach PO i Bronisława Komorowskiego. W wywiadach Gajewska podkreśla również, że jest osobą wierzącą. Twierdzi, że co roku idzie na pielgrzymkę do Częstochowy.

Zapytaliśmy też młodą polityk o to, co chciałaby robić za 10 lat i czy nadal widzi się w polityce. – Na pewno będę w jakiejś działalności społecznej, myślę, że nie zabraknie mi zapału. Dlatego myślę, że nadal będę blisko polityki i działalności społecznej – stwierdziła. Poseł nie sądzi też, że nie ma czasu na „zwykłą” młodość, uważa, że realizuje się w tym co robi.

naTemat.pl

Nowy rząd na szkodę Polski

Mam spore wątpliwości, czy powierzenie Antoniemu Macierewiczowi, Mariuszowi Kamińskiemu i Zbigniewowi Ziobro (dołożyłabym do tego również Witolda Waszczykowskiego) stanowisk państwowych powinno budzić – a tak się właśnie dzieje – nasze oburzenie ze względów moralnych. Sądzę, że powinniśmy się raczej (my, media, liderki i liderzy opinii) zainteresować, jak te niebezpieczne i nieodpowiedzialne nominacje wpłyną na bezpieczeństwo państwa i interesy Polski – w kraju i poza jego granicami. Bo co do tego, że wpłyną i wpłyną źle – trudno mieć wątpliwści.

Śmieszność, utrata wiarygodności i twarzy, zaufania wyborców i robienie sobie przez polityków PiS z gęby cholewy to teraz naprawdę najmniejszy problem – choć przyznaję nader wdzięczny do komentowania i robienia sobie żartów (takich z gatunku czarnego humoru).

I można by się nawet pocieszyć, że plusem ogłoszonych dziś nominacji jest brak ministerstwa do spraw religii, moralności i świętości rodziny – kabarety z pewnością pod rządami tej ekipy odżyją – i śmiałabym się do rozpuku gdyby nie fakt, że to wszystko dzieje się naprawdę.

Wygląda na to, że 25 października złożyliśmy swój los w ręce ludzi, którzy naprawdę sądzą, że w samym środku bardzo trudnej i wymagającej taktu, kompetencji, umiejętności łączenia wielu talentów, w tym negocjacyjnego, sytuacji międzynarodowej, w przededniu olbrzymich zakupów dla wojska, w sytuacji utraty przez wielu obywateli zaufania do własnego państwa (stąd tak wielu nowych posłów) rozwiązaniem mają być:

Zbigniew „Czy pan wie kim ja jestem” Ziobro: mierny prawnik bez osiągnięć z trudem ukończoną aplikacją prokuratorską (należącą w Polsce do najmniej wymagających), za to z paroma poważnymi prawniczymi wpadkami na koncie, który ponadto dał się poznać jako mściwy i małostkowy człowiek, skłonny do wydawania wyroków, zanim zrobi to sąd, oczerniania ludzi i wygrażania oponentom politycznym pięścią, który o mały włos nie stanął przed Trybunałem Stanu.

Mariusz Kamiński, człowiek skazany wyrokiem sądu – cóż z tego że jeszcze nieprawomocnym – za rażące nadużywanie władzy i naginanie prawa, lekceważący i teraz wymiar sprawiedliwości i mający w nosie ciążącą na nim odpowiedzialność.

Antoni Macierewicz – człowiek który zniszczył polski kontrwywiad wojskowy, którego odbudowa, zwłaszcza pod kątem siatki agentów, struktur i wiarygodności, zdaniem ekspertów zajmie nawet kilkadziesiąt lat, naraził życie polskich szpiegów, ujawnił współpracowników służb specjalnych, a niektórych o współpracę z nimi bezpodstawnie pomówił (choć do dziś nie wiem, dlaczego współpraca polskiego obywatela ze służbami jego kraju miałaby być czymś wstydliwym), za co przegrywał procesy sądowe i naraził skarb państwa na straty, człowiek, który mówiąc bzdury o katastrofie smoleńskiej przysłużył się Putinowi tak, że złośliwi mówią, że gdyby Rosjanie mieli mieć agenta w polskim sejmie musiałby nim być właśnie on.

I wreszcie Witold Waszczykowski: dyplomata który zdradził prasie kulisy tajnych negocjacji swojego kraju z USA w sprawie rozmieszczenia w Polsce elementów tarczy antyrakietowej, za co ABW odebrała mu certyfikat dostępu do informacji niejawnych i zrobił to z najniższych możliwych pobudek: żeby dokopać szefowi, którego nie lubił, ministrowi spraw zagranicznych, Radosławowi Sikorskiemu. Naraził na szwank interesy ojczyzny, żeby osiągnąć swoje osobiste małe cele, co w każdym kraju dyskwalifikuje dożywotnio ze służby (bo to jest służba) w dyplomacji.
Ten człowiek w Polsce będzie teraz nie pracownikiem lecz szefem dyplomacji. Nasi zagraniczni partnerzy z pewnością się cieszą i obdarzą go olbrzymim zaufaniem.

Myślę że wszystkie służby specjalne obcych państw, śledzące w ramach białego wywiadu doniesienia medialne z Polski zachodzą w głowę: o co chodzi z tymi nominacjami? Zapewne wietrzą jakiś makiaweliczny plan i podstęp, bo nikomu w miarę profesjonalnemu do głowy przecież nie przyjdzie, że można być – zwyczajnie i po prostu – tak nieodpowiedzialnym lub szalonym i działać na szkodę własnego kraju.

nowyRządNaSzkodęPolski

naTemat.pl

bankier

Trudno zrozumieć prezydenta Andrzeja Dudę

Katarzyna Kolenda-Zaleska, „Fakty” TVN, 10.11.2015

Spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z papieżem Franciszkiem

Spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z papieżem Franciszkiem (AP / AP)

Kadencja starego Sejmu zakończyła się 8 listopada. Prezydent – jeśli tak Prawu i Sprawiedliwości spieszy się do rządzenia – mógł zwołać pierwsze posiedzenie nowo wybranego parlamentu na 9 listopada. Mógł, ale i nie mógł, bo tego dnia na audiencji przyjmował go Franciszek. Kurtuazyjna wizyta okazała się ważniejsza niż inauguracja Sejmu.

Prezydent wybrał więc 12 listopada. W tej dacie prezydentowi nic nie przeszkadzało, a to, że na ten dzień zwołano nieformalny szczyt Unii Europejskiej, już nie było tak ważne jak wizyta u papieża.

Spotkanie z Franciszkiem było wzruszające. Zostało umówione dawno i jest zrozumiałe, że Andrzej Duda pojechał do Watykanu. Jednak szczyt Unii jest równie ważny. Politycy PiS jak mantrę powtarzali, że to szczyt nieformalny – ale czy to oznacza, że jest nieważny? Podważanie znaczenia szczytu jest jakimś kuriozum.

Zasadą demokratycznego państwa jest sprawne przechodzenie od jednego rządu do drugiego. To nic nadzwyczajnego. Jedna partia wygrała wybory, druga przegrała. Ale państwo trwa. Ma jakieś obowiązki, jakąś pozycję na arenie międzynarodowej. Polska racja stanu wymaga, by nasi przedstawiciele byli obecni tam, gdzie spotykają się najważniejsze osoby naszego kontynentu. Nawet jeśli nie zapadają tam istotne decyzje, to przecież wykluwają się one w nieformalnych rozmowach.

To PiS najgłośniej krzyczał, że nie ma nas przy stole, gdy ustalano sposób rozwiązania konfliktu na Ukrainie. A teraz lekceważąco wzrusza ramionami, gdy mowa o szczycie w sprawie uchodźców. To pokazuje stosunek nowej partii rządzącej do tego problemu. Nasza chata z kraja – nas nie interesuje to, co się dzieje w Europie, tych ponad 200 tys. ludzi, którzy wjechali do Europy w październiku. To zły prognostyk na przyszłość.

Trudno zrozumieć, czym kierował się prezydent przy wyznaczaniu tak kolizyjnego terminu inauguracji pracy Sejmu. Zawinił brak informacji? Zawiodła niezaprawiona kancelaria? Czy jakaś bliżej niezrozumiała chęć skomplikowania sytuacji Platformie i premier Kopacz?

Przecież prezydent miał czas do 24 listopada. Raczej nie zakładam złych intencji, jedynie bałagan i chaos. Tyle że potem nikt już nie potrafił się wycofać z tej decyzji z honorem, a tłumaczenia zwolenników prezydenta były nawet nie mętne, ale kuriozalne. Zmierzały do konstatacji, że to „wina Tuska”.

Wina leży jednak zupełnie gdzie indziej. Zamieszania by nie było, gdyby prezydent realizował to, co obiecywał: że będzie aktywnym prezydentem. Gdyby spotkał się z premier Kopacz nawet po wyborach, to miałby podstawowe informacje, co jest w planach na najbliższe dni i tygodnie. Nie interesuje go to? No i właśnie mamy efekt braku zainteresowania i ignorowania rządu.

Jesteśmy po wyborach i jest całkowicie oczywiste, że głowa państwa powinna chcieć zasięgnąć informacji o najważniejszych sprawach państwa. Nikt już nie toczy żadnej kampanii wyborczej. O co więc tu chodzi?

Od wyborów minęło sporo czasu, a prezydentowi wciąż nie przyszło do głowy, by spotkać się z liderami ugrupowań, które weszły do Sejmu. To naprawdę dziwaczne. Polityczne konsultacje z reprezentacją społeczeństwa były do tej pory normą. Prezydent – owszem, konsultuje się, ale tylko ze swoimi. To zapowiedź, jak będzie prowadzona polityka przez najbliższe lata. Wbrew deklaracjom – ignorowana opozycja i zakulisowe ustalenia między swoimi.

Zobacz także

ciężkoRozumieć

wyborcza.pl

Kto już był w rządzie PiS? Czemu stanowisko Lipińskiego ma być „ironią”? [5 FAKTÓW O RZĄDZIE]

past, 09.11.2015
13 przyszłych ministrów pracowało w poprzedniej administracji PiS, w rządzie będą cztery kobiety, a przyszłemu ministrowi ds. kontaktów z parlamentem kilka lat temu zarzucano próbę przekupstwa posłów Samoobrony. Co warto wiedzieć o nowym-starym rządzie Prawa i Sprawiedliwości?

Skład rządu Beaty Szydło

Skład rządu Beaty Szydło (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

 

1. W rządzie zdecydowanie przeważają mężczyźni

Wśród 21 członków rządu w randze ministra oraz szefowej Rady Ministrów są jedynie cztery kobiety. Polska zdecydowanie nie jest liderem w kwestii liczby kobiet na najwyższych stanowiskach. Także w poprzednim rządzie było ich niewiele więcej, bo jedynie sześć.

Średnia wieków ministrów w rządzie Beaty Szydło to 53 lata. Najstarszy jest Jan Szyszko (przyszły minister środowiska) – 71 lat, najmłodszy – Witold Bańka (przyszły minister sportu i turystyki), mający 31 lat.

http://e.infogr.am/proponowani_czlonkowie_rady_ministrow_pis?src=embed

2. 13 przyszłych ministrów pracowało w poprzedniej administracji PiS

Choć w składzie przyszłego rządu PiS są zupełnie nowe twarze, to wielu z kandydatów na ministrów ma już doświadczenie w administracji najwyższego szczebla. 13 z 21 kandydatów zajmowało różne stanowiska w administracji, gdy premierami byli Jarosław Kaczyński i Kazimierz Marcinkiewicz.

http://e.infogr.am/nowi_ministrowie_ze_starych_rzadow_pis?src=embed

3. „Mariusz Kamiński może być w każdym momencie aresztowany”

„Po raz pierwszy w historii Polski mamy ministra, który podpada pod szczególną podstawę tymczasowego aresztowania określoną w art. 258§2 kpk. Zgodnie z tym artykułem wobec oskarżonego, który został skazany na karę 3 lat pozbawienia wolności, a przestępstwo które popełnił jest zagrożone karą 8 lat więzienia, może być zastosowany areszt tymczasowy, którego uzasadnieniem może być jedynie wysoka kara” – zauważył we wpisie na swojej stronie na Facebooku Roman Giertych.

fot. AGATA GRZYBOWSKA / AG

Kamiński – przyszły koordynator ds. służb specjalnych – jest skazany nieprawomocnym wyrokiem za przekroczenie uprawnień. Zdaniem Giertycha, powołanie go na tak wysokie stanowisko „oznacza de facto wypowiedzenie wojny całemu wymiarowi sprawiedliwości”, a to z kolei może być przyczynkiem do konfliktu na linii rząd – sądy.

4. Przyszły minister ds. kontaktów z parlamentem to bohater afery taśmowej

Adam Lipiński ma zostać w rządzie Beaty Szydło ministrem ds. kontaktów z parlamentem. Lipiński już wcześniej sprawował funkcję w rządzie PiS – był szefem gabinetu politycznego premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Niektórzy komentatorzy zauważają w tej nominacji ironię, gdyż o Lipińskim zrobiło się wtedy głośno za sprawą afery taśmowej. Członek rządu w 2006 roku spotykał się z posłanką Samoobrony Renatą Beger w jej pokoju w hotelu Sejmowym i negocjował, jakie korzyści Beger może dostać w zamian za jej wystąpienie z partii i poparcie rządu PiS. Rozmowy zostały nagrane. Działanie Lipińskiego szybko okrzyknięto mianem „korupcji politycznej”.

„Lipiński minister odpowiedzialny za kontakty z parlamentem. Ma Prezes dystans i poczucie humoru” – napisał na Twitterze Tomasz Sekielski, jeden z dziennikarzy, którzy ujawnili aferę.

5. Dwóch przyszłych ministrów wierzy w absurdalną teorię spiskową

Rząd powinien być jedną z najpoważniejszych instytucji w państwie. Jednak dwaj przyszli członkowie Rady Ministrów: kandydat na szefa resortu rolnictwa Krzysztof Jurgiel i przyszły (i były) ministerstwo środowiska Jan Szyszko oficjalnie pytali rząd o absurdalną teorię spiskową.

fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

W złożonej w 2013 roku interpelacji Szyszko dociekał, „czy chemitrails jest celowo wywoływane na terenie Polski”. Zapytanie o podobnej treści złożył też poseł Jurgiel.

Według popularnej teorii spiskowej, smugi kondensacyjne, powstające ze lecącymi odrzutowcami, są w rzeczywistości tzw. chemtrails (ang. smugi chemiczne). Zwolennicy tej teorii wierzą, że pracujące w głębokiej konspiracji rządy rozpylają za pomocą chemtrails szkodliwe substancje chemiczne.

http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,19160606,video.html?embed=0&autoplay=1

 

toRządPiS

gazeta.pl

Smolar: Ten rząd będzie jechał po tzw. bandzie

Rozmawia Mariusz Jałoszewski, 10.11.2015

Skład rządu PiS

Skład rządu PiS (fot. AG)

Rewolucja społeczno-kulturowa to będzie główne zainteresowanie Jarosława Kaczyńskiego. W tych obszarach posuną się na tyle, ile tylko będą mogli – mówi Aleksander Smolar, politolog i prezes Fundacji Batorego

Mariusz Jałoszewski: Jak Pan ocenia nominacje do rządu Szydło? O czym świadczą teki ministrów dla Ziobry, Macierewicza i Kamińskiego?

Aleksander Smolar: Macierewicz, Ziobro, Kamiński i Waszczykowski będą radykalnym skrzydłem rządu Szydło. To będą silni ministrowie. Wcześniej kontestowali pozycję Szydło, która może być tylko posłańcem pomiędzy nimi, a prezesem Kaczyńskim. Jeśli będzie wobec nich niezależna, to będą konflikty.

Sylwetki nowych ministrów >>>

Szydło obejmuje rząd po upokorzeniu. Publicznie została odsunięta od formowania gabinetu, odesłano ją na urlop, pokazano miejsce w strukturze władzy PiS. To miało pokazać jej granice i możliwości, że w istocie nie będzie panią swojego rządu. Radykałowie będą mogli zawsze odwołać się przeciwko niej do Kaczyńskiego.

Pozostałe nominacje nie są dla mnie zaskoczeniem. Morawiecki to kompetentny bankowiec, może być silnym członkiem rządu, bo Jarosław Kaczyński nie będzie interesował się gospodarką.

Pozytywną nominacją jest też ministerstwo cyfryzacji dla Anny Streżyńskiej. To silna postać, porzucona przez PO. Teka wicepremiera dla Gowina to inwestycja na przyszłość. Za jego pośrednictwem mogą przechodzić do PiS konserwatyści z PO. Zresztą Gowin ma wyższe kompetencje, by być szefem resortu nauki i szkolnictwa wyższego, niż MON.

Nominacja dla Piotra Glińskiego na ministra kultury należy mu się jako tzw. wysługa lat, za bycie premierem technicznym.

Spodziewałem się, że początek będzie bardziej łagodny, żeby zadowolić elektorat centrowy, który głosował na PiS z zemsty na PO. Ale Kaczyński postawił na twardą linię. Nominacje dla radykalnego skrzydła pokazują, że nie liczy się z centrum, które uwodził.

Sądzę, że ten rząd będzie jechał po tzw. bandzie. Sprawa Smoleńska, która była do tej pory w cieniu, będzie postawiona teraz jako jedno z wyzwań rządu, bo to sprawa ważna dla części elektoratu PiS oraz samego Kaczyńskiego.

Nominacje dla tzw. jastrzębi oznaczają powrót do retoryki IV RP?

– Będzie osłabianie elementów liberalnych demokracji w celu wzmacniania władzy wykonawczej, co zawsze było celem Jarosława Kaczyńskiego. Tyle że to wzmocnienie władzy wykonawczej nie będzie wokół prezydenta jak w projekcie konstytucji PiS, nie wokół premiera jeśli będzie nim osoba drugorzędna w tej hierarchii, tylko być może wokół nowego „naczelnika państwa”.

Sądzę, że rząd będzie robić coś dla ludzi, by zapewnić sobie spokój społeczny. A jednocześnie zajmą się przebudową mediów, będą też naciski na media prywatne. Będzie przebudowa edukacji z naciskiem na politykę historyczną. Będzie też odwracanie niektórych reform i ustaw PO – np. o in vitro. Rewolucja społeczno – kulturowa to będzie główne zainteresowanie Kaczyńskiego. W tych obszarach posuną się na tyle. ile tylko będą mogli. Dotychczasowe postępowanie prezydenta Dudy będzie się w to wpisywać. Będzie silne zbliżenie z Kościołem i postępująca klerykalizacja państwa. Ciekawy jestem, jak w takiej polityce zachowa się Gliński i Gowin, którzy nie należą do zdewociałych.

Kaczyński ma plan budowy Polski na swoich zasadach. To co było przez ostatnich 26 lat ma dla nich wymiar „patologii”. Będą stawiać na wspólnotę i naród, co też dzieje się w innych krajach z powodu kryzysu. Będą stosować różne środki wpływu na obywateli – od represyjnych, po wpływ przez media i edukację. Silnej presji będzie poddana sfera świadomości i kultura.

Nie mogąc zmienić konstytucji, będą jechali po tzw. bandzie w interpretowaniu prawa.

Unia Europejska się od nas odwróci?

– UE nic nam nie zrobi. Miejsce Polski w UE niewątpliwe zostanie jednak osłabione. Budowanie osi Północ-Południe, jako alternatywy dla strategicznych stosunków z Niemcami, nie ma sensu. Kraje z tej osi są zbyt różne, mają rozbieżne interesy, niektórzy stawiają na sojusz z Rosją. A w kontaktach z Niemcami nie potrzebują pośredników. Owszem, ten sojusz może być przydatny jako koalicja do załatwienia konkretnych spraw.

PiS raz zdobytej władzy szybko nie odda. Będzie chciał rządzić jak Orban przynajmniej przez dwie kadencje.

– Ale Polska to demokratyczny kraj. Będą poważne miejsca oporu. Możemy mieć silną opozycję w postaci sojuszu PO z Nowoczesną. Nie bez znaczenia są też nastroje społeczne. Żadnej władzy nie wystarczą cztery lata na wprowadzenie wszystkich zmian. Każda władza zaraz po wygranych wyborach, myśli już o następnych i wie, że może obecną władzę stracić, jeśli nie uwzględni nastrojów społecznych. Do tego są problemy zewnętrzne. Rząd PiS będzie musiał rozwiązać dwa problemy europejskie – imigrancki i pakietu klimatycznego.

Nie bez znaczenia jest też rola UE, która odegra funkcję kontrolną, tak samo jak w przypadku Węgier. Orban musiał wycofać się z części zmian konstytucji po naciskach UE. Zresztą Orban miał lepsza pozycję, on przyszedł do faktycznie zrujnowanego rządami socjalistów kraju. Po rządach PO poziom zadowolenia społecznego jest powyżej 80 procent i Polacy masowo są proeuropejscy.

Zobaczymy, na ile PiS odrobił lekcję sprzed 10 lat. Wie, że nie można otwierać zbyt wielu frontów, że nie można doprowadzić do izolacji Polski. Ale mogą iść radykalnie do przodu, bo czas jest ograniczony. Nie ma powodów by obawiać się o demokrację, ale są podstawy, by obawiać o jej stan. Nie ma też powodów, by wieszczyć kataklizm. Apokaliptyczne wizje nie służą mobilizacji, demobilizują obywateli.

Zobacz także

tenRząd

wyborcza.pl

Premier Beata Szydło i jej kancelaria. Kto będzie rządził w KPRM?

Jacek Harłukowicz, Tomasz Cylka, Piotr Bojarski, Piotr Skwirowski, Justyna Suchecka, Agata Kondzińska, 10.11.2015

Konrad Szymański, Elżbieta Witek, Beata Szydło, Adam Lipiński, Henryk Kowalczyk, Beata Kempa

Konrad Szymański, Elżbieta Witek, Beata Szydło, Adam Lipiński, Henryk Kowalczyk, Beata Kempa (fot. AG)

Na czele kancelarii premiera PiS postawiło Beatę Kempę, która odeszła z partii, gdy w 2011 r. wyrzucono z niej Zbigniewa Ziobrę. Poza Kempą bezpośrednie zaplecze premier Szydło będą tworzyć cztery osoby.

Beata Kempa

Wyrosła u boku Kaczyńskiego, ale jej politycznym idolem jest Ziobro. – Zawsze była lojalna przede wszystkim wobec Ziobry – komentowali jej odejście posłowie PiS.

Studiowała prawo i administrację na Uniwersytecie Wrocławskim, później przez 15 lat pracowała jako kurator sądowy. Do polityki weszła w 1998 r., gdy została radną rodzinnego Sycowa w województwie dolnośląskim. Od 2005 r. jest posłanką – najpierw PiS, a od 2012 r. Solidarnej Polski, grupy rozłamowców, do której należeli Ziobro, Jacek Kurski i Tadeusz Cymański. Bez powodzenia ubiegała się o mandat europosła: w 2004 r. z listy PiS, w 2014 r. z listy Solidarnej Polski.

Ostro atakuje przeciwników politycznych. Gdy rząd PO-PSL informował posłów o postępach w śledztwie smoleńskim, indagowała premiera, czy wie, „na jakiej jest ścieżce i na jakim kursie, kto go naprowadza oraz z jakiej wieży”. Sejmowa komisja etyki ukarała ją za słowa, że „to środowisko SLD jest moralnie odpowiedzialne za śmierć Barbary Blidy”. Nie przejęła się, oskarżyła komisję, że jest upolityczniona.

W maju 2006 r. została wiceministrem sprawiedliwości u Ziobry. Sztandarowym projektem resortu były wtedy sądy 24-godzinne, które Kempa forsowała. Nadzorowała też więziennictwo.

Od stycznia 2008 r. zasiadała w komisji śledczej ds. śmierci Barbary Blidy. W grudniu 2009 r. klub PiS przeniósł ją do komisji hazardowej, uznając, że będzie batem na PO.

Ulubienica Torunia, częsty gość w mediach o. Rydzyka i jego gorliwa zwolenniczka. Na początku 2014 r. powołała w Sejmie zespół „Stop ideologii gender” i została jego przewodniczącą.

Politycy PiS wspominają dożynki w Sycowie z 2007 r., gdy kabaret Klika nabijał się z Ziobry. Kempa weszła na scenę, wzięła mikrofon i zagroziła artystom: – Jeszcze dzisiaj możecie się bawić, jeszcze dzisiaj burmistrzem jest mój przeciwnik polityczny, który wam wypłaci honorarium. Bawcie się, bo już jutro może być za późno.

Adam Lipiński

Będzie sekretarzem stanu w KPRM. Rocznik 1956. Od lat najbliższy współpracownik Jarosława Kaczyńskiego i jego człowiek do zadań specjalnych. Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, w opozycji od lat 70.

Organizował dolnośląskie struktury pierwszej partii braci Kaczyńskich – Porozumienia Centrum, którego był posłem w latach 1991-93. W 2001 r. współtworzył PiS, jest od początku jego wiceprezesem.

Nominacja to dla Lipińskiego powrót na stanowisko zajmowane w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. W rządzie Kaczyńskiego (2006-07) był szefem gabinetu politycznego premiera.

Za rządów PiS pilnował wpływów partii w mediach publicznych i koordynował zmiany w statucie. To jemu po katastrofie smoleńskiej Kaczyński powierzył kierowanie partią. Jego zażyłość z prezesem budzi w partii zazdrość.

Unika mediów od 2006 r., gdy dał się nagrać ukrytej kamerze TVN podczas negocjacji prowadzonych w pokoju sejmowym z posłanką Samoobrony Renatą Beger. W zamian za poparcie upadającego rządu PiS Lipiński obiecywał jej stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa, posady dla członków jej rodziny i pokrycie weksli wypełnianych przez członków Samoobrony na okoliczność opuszczenia przez nich partii.

Konrad Szymański

46 lat. Były europoseł PiS. Teraz jako podsekretarz zajmie się sprawami europejskimi. Absolwent prawa na Uniwersytecie Mickiewicza w Poznaniu. Karierę polityczną zaczynał w Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym u boku ówczesnego posła ZChN Marcina Libickiego.

Ceniony jest nie tylko przez sympatyków PiS, ale też przez politycznych rywali za wiedzę o sprawach europejskich. Ma konserwatywne podejście do spraw obyczajowych, zasiadał w zarządzie Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia.

Jego praca w Parlamencie Europejskim była bardzo dobrze oceniana przez obserwatorów i dziennikarzy – „Polityka” zaliczyła go do grona najlepszych polskich europosłów. Ku powszechnemu zaskoczeniu rok temu zrezygnował jednak ze startu w kolejnych wyborach. Bo nie miał mocnego wsparcia prezesa partii i nie mógł liczyć na wysokie miejsce na liście. Być może dlatego, że nie zgadzał się z „obrządkiem smoleńskim”, czyli tezą, że prezydent Lech Kaczyński zginął w zamachu. Nie uczestniczył w organizowanych przez PiS marszach pamięci w miesięcznice katastrofy – ani w Warszawie, ani w Poznaniu.

Henryk Kowalczyk

Zajmie się w KPRM sprawami gospodarczymi, był typowany na ministra finansów. Z wykształcenia matematyk, po Uniwersytecie Warszawskim.

Do 1990 r. przez ponad dziesięć lat uczył matematyki w Zespole Szkół Rolniczych w Golądkowie. Potem kilkanaście lat był wójtem gminy Winnica. Po drodze przez niespełna rok zajmował stanowisko wojewody ciechanowskiego.

W latach 1993-2003 należał do ZChN. W 1997 r. kandydował do Sejmu z listy AWS, ale nie uzyskał mandatu. Od 2005 r. jest w PiS. Już w tym samym roku z list tej partii został wybrany do Sejmu. Rozpoczynająca się właśnie kadencja będzie jego czwartą z rzędu.

W pierwszym rządzie PiS od czerwca 2006 do listopada 2007 r. był wiceministrem rolnictwa. W Sejmie zasiadał w komisjach finansów publicznych i rolnictwa. Razem z Beatą Szydło pracował w sztabie wyborczym Andrzeja Dudy. Był członkiem centralnego sztabu wyborczego PiS na wybory parlamentarne.

Silnie związany z Kościołem katolickim. Wraz z żoną ukończyli kurs doradców życia rodzinnego. Mają czwórkę dzieci i sześcioro wnucząt.

Przy parafii w Winnicy przez kilkanaście lat prowadzili szkolenia narzeczonych przygotowujących się do małżeństwa. Należą do ruchu Domowy Kościół, Akcji Katolickiej diecezji płockiej oraz Ruchu Światło–Życie.

Kowalczyk nie boi się rozmów z dziennikarzami. Odważnie opowiada o planach gospodarczych PiS. W niedawnym wywiadzie dla „Wyborczej” zapewniał, że nowy rząd zrealizuje obietnice: w pierwszej kolejności po 500 zł na dziecko, potem podniesie kwotę wolną od podatku dochodowego. Twierdzi, że pieniądze na sfinansowanie tych obietnic uda się znaleźć w uszczelnieniu systemu podatkowego. Eksperci podatkowi i ekonomiści w to wątpią.

Jest zwolennikiem nowych podatków: od sklepów wielkopowierzchniowych i bankowego. A także obniżenia wieku emerytalnego. Z drugiej strony jest przeciwnikiem zwiększania deficytu sektora finansów publicznych. Zadeklarował też, że ważna jest dla niego dyscyplina w wydatkowaniu państwowych pieniędzy.

Elżbieta Witek

Będzie rzecznikiem rządu i szefową gabinetu premiera, wcześniej typowana na minister edukacji. Przez 26 lat była nauczycielką, przez kilkanaście również dyrektorką. Nie podobają się jej gimnazja i obowiązkowe posyłanie sześciolatków do szkół.

Urodziła się w 1957 r. w Jaworze na Dolnym Śląsku, ukończyła Wydział Filozoficzno-Historyczny Uniwersytetu Wrocławskiego. Pracę magisterską napisała w 1980 r., w tym samym roku wyszła za mąż. Ma dwie dorosłe córki.

W rozmowach podkreśla, że bardzo ważne jest dla niej wychowanie młodych ludzi w „duchu patriotycznym”. – Mnie tak wychowano, od nauki wierszyka „Kto ty jesteś? Polak mały”. Tak wychowałam swoje córki i starałam się przekazywać wartości patriotyczne moim uczniom. Dziś tego w polskiej szkole brakuje – krytykowała obecną edukację.

W wyborach parlamentarnych po raz pierwszy wystartowała w 2001 r., ale wtedy nie udało jej się zdobyć mandatu. W 2002 r. dostała się do rady miejskiej, w 2005 r. weszła do Sejmu. W poprzedniej kadencji była członkiem parlamentarnego zespołu ds. energii wiatrowej bezpiecznej dla ludzi i środowiska oraz parlamentarnego zespołu tradycji i pamięci „żołnierzy wyklętych”. Latem 2015 r. została rzeczniczką PiS.

Była wśród osób, które przygotowały założenia programowe partii dotyczące edukacji na ostatnią konwencję programową PiS w Katowicach. PiS chce wrócić do systemu „osiem plus cztery” (osiem lat podstawówki, cztery liceum). W podstawówce chce o rok wydłużyć tzw. edukację wczesnoszkolną, gdy uczniowie mają jednego nauczyciela (dziś tak jest do klasy trzeciej).

Po ostatnich wyborach zapowiadała, że „dobre zmiany” w edukacji PiS zacznie już w roku szkolnym 2016/2017. Pierwszą miałoby być przywrócenie obowiązku szkolnego od siódmego roku życia i zmiana podstawy programowej dla najmłodszych uczniów. Jaka dokładnie? Nie wiadomo. Rodzice, którzy będą chcieli posłać do szkoły sześciolatki, nadal będą mogli to zrobić. To będzie ich wybór.

Równocześnie odniosła się do planów likwidacji gimnazjów. Na Facebooku zapewniła: – Wygaszanie gimnazjów nie odbędzie się bez szerokich konsultacji z nauczycielami, związkami zawodowymi, rodzicami i samorządowcami.

Zobacz także

premierBeataSzydło

wyborcza.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: