Szydło, 06.11.2015

 

Dzieci z religijnych rodzin wcale nie są lepsze

Michał Skubik, 06.11.2015
Krzyże przeznaczone do wieszania w salach szkolnych

Krzyże przeznaczone do wieszania w salach szkolnych (Fot. Artur Kubasik / Agencja Gazeta)

Międzynarodowy zespół badaczy postanowił przyjrzeć się wpływowi, jaki wywiera religia na dzieci. Takich wyników chyba nikt się nie spodziewał.
Ludzie wyewoluowali jako gatunek skłonny do współpracy i wiele form zachowań prospołecznych pojawia się już we wczesnym dzieciństwie. Szczególnie ciekawą formą współpracy jest altruizm, ponieważ jego koszty ponosi dawca, a korzyści otrzymuje biorca. Służy to trwałości grupy społecznej.

Międzynarodowy zespół badaczy postanowił sprawdzić, jaki wpływ na postawę altruistyczną u dzieci ma ich wychowywanie w religijnych domach. W tym celu dr Jean Decety wraz z zespołem Uniwersytetu w Chicago przeprowadzili badania obejmujące grupę ponad 1100 dzieci z różnych krajów świata. Wśród nich znalazły się dzieci w wieku 5-12 lat z Chin, Jordanii, Kanady, RPA, Turcji i USA. Pochodziły przede wszystkim z rodzin, które deklarowały się jako chrześcijańskie, muzułmańskie lub niereligijne. Mniejszą grupę stanowiły dzieci buddystów, hinduistów, wyznawców judaizmu oraz tych, których rodzice deklarowali się jako agnostycy.

Badane dzieci musiały wziąć udział w grze, podczas której miały zadecydować, ile z posiadanych przez siebie naklejek są skłonne oddać anonimowemu dziecku z tej samej szkoły i grupy etnicznej. Zgodnie z oczekiwaniami mającymi poparcie we wcześniejszych badaniach okazało się, że chęć do dzielenia się rośnie wraz z wiekiem badanych dzieci. Najmłodsze dzieliły się nie więcej niż jedna trzecią posiadanych zasobów, podczas gdy najstarsze chętnie oddawały nawet połowę swoich dóbr.

Jednak okazało się, że nie tylko wiek miał wpływ na poziom altruizmu u dzieci. Równie ważnym czynnikiem było ich religijne wychowanie (lub jego brak). Tyle że w przeciwieństwie do tych wychowywanych w domach ateistycznych i o niskim stopniu religijności dzieci z rodzin najbardziej religijnych były o wiele mniej hojne.

Z badania wynika również, że dzieci z rodzin bardziej religijnych o wiele surowiej oceniają krzywdę wyrządzaną innym i oczekują za nią ostrzejszych kar. Te wnioski są zbieżne z wynikami wcześniejszego badania na dorosłych, które dowiodło, że wysoki stopień religijności wiąże się ze zwiększeniem poziomu nietolerancji i represyjności wobec przestępców (religijni dorośli są bardziej skłonni w orzekaniu najsurowszych kar).

Według badaczy przynajmniej częściowo można to zjawisko wytłumaczyć tym, że osoby religijne uważają się za „moralnie upoważnione” do surowszego oceniania innych. Jednak naukowcy przypominają, że religia i moralne postępowanie to dwie zupełnie niezależne od siebie rzeczy.

– W codziennym życiu zwykło się uważać, że religijność ma bezpośredni związek z samokontrolą i moralnym postępowaniem – powiedział Decety. – Jest to osąd tak głęboko zakorzeniony w ludziach, że niejako automatycznie niewierzący uznawani są za osoby o podejrzanej moralności – dodał. Ma to bezpośrednie przełożenie na otaczającą nas rzeczywistość. Na przykład w USA osoba, która deklaruje się jako mało religijna, nie ma szans podczas wyborów na najwyższe stanowiska, a ta, która deklaruje się jako niewierząca, w oczach ludzi nie zasługuje na zaufanie społeczne.

– To świadczy o tym, że religijność kształtuje ocenę moralności ludzkiej i zachowania społeczne. Ale należy pamiętać o tym, że wiązanie religijności z moralnością jest dość dyskusyjne – powiedział Decety.

Badania opublikowano w „Current Biology”.

Zobacz także

dzieciZreligijnych

wyborcza.pl

Uciera się i uciera rząd PiS i Beaty Szydło

Renata Grochal, Agata Kondzińska, 06.11.2015

Beata Szydło w drodze na pierwsze po wygranych przez PiS wyborach spotkanie władz partii. Warszawa, 27 października 2015 r.

Beata Szydło w drodze na pierwsze po wygranych przez PiS wyborach spotkanie władz partii. Warszawa, 27 października 2015 r. (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Prezydent zwołał posiedzenie Sejmu na 12 listopada. Tego dnia premier Ewa Kopacz miała reprezentować Polskę na szczycie Rady Europejskiej na Malcie. Nie poleci, bo w kraju musi podać swój gabinet do dymisji.

Szefowa Kancelarii Prezydenta Małgorzata Sadurska ogłosiła wczoraj, że prezydent Andrzej Duda zwołał pierwsze posiedzenie Sejmu na 12 listopada na godzinę 13, a Senatu na godz. 17. Tego samego dnia na Malcie spotkają się przywódcy państw UE, żeby rozmawiać o kryzysie imigracyjnym w Europie. Decyzję o zwołaniu szczytu szef Rady Europejskiej Donald Tusk ogłosił dwa dni temu.

Rzecznik rządu Cezary Tomczyk mówi, że termin pierwszego posiedzenia Sejmu jest wyjątkowo niefortunny, bo posiedzenie, na którym rząd ma podać się do dymisji, wyznaczono w czwartek na godzinę 13, a szczyt Rady Europejskiej rozpoczyna się o 14.30.

– To oznacza, że polski premier – ani ten ustępujący, ani przyszły – nie będzie mógł wziąć udziału w szczycie. Obie panie składają o tej porze ślubowanie, a po drugie – prezes Rady Ministrów składa na pierwszym posiedzeniu Sejmu dymisję – mówi „Wyborczej” Tomczyk. Zgodnie z konstytucją do momentu powołania nowego rządu obowiązki pełni stary rząd. Technicznie można by sobie wyobrazić sytuację, że zaraz po złożeniu dymisji prezydent zaprzysięga nowy rząd i to Szydło leci na szczyt. Ale Szydło, tak jak Kopacz, składa w tym czasie ślubowanie w Sejmie.

Tomczyk podkreśla, że w tej sytuacji na szczyt może lecieć prezydent, ale jest on związany instrukcjami rządu. – Tylko nie wiadomo którego – PO–PSL czy PiS-owskiego – zastrzega rzecznik. Tematem szczytu będzie kwestia uchodźców. PO i PiS mają rozbieżne stanowiska w tej sprawie.

– Albo jest to niedopatrzenie ze strony prezydenta, który nie zauważył, że w tym dniu jest szczyt Rady Europejskiej, albo jest to rywalizacja prezydenta z nową premier, bo to ona powinna polecieć – mówi Tomczyk.

Nasi rozmówcy z Kancelarii Prezydenta w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że prezydent na szczyt nie poleci. – Ale to, że nie będzie premier Kopacz, też nie jest dramatem, bo gorzej byłoby, gdyby podjęła jakieś decyzje, które potem w życie musiałby wprowadzać rząd PiS – mówi nasz rozmówca. I dodaje, że w Kancelarii obawiano się, że Ewa Kopacz mogłaby popsuć relacje w Grupie Wyszehradzkiej, które Duda chce umacniać. We wrześniu na szycie państw Grupy były one przeciwne przyjmowaniu uchodźców.

Dwie koncepcje w PiS

Kiedy Sadurska ogłaszała termin posiedzenia Sejmu, do siedziby PiS podjeżdżali kolejni kandydaci na ministrów, np. typowany na ministra zdrowia Konstanty Radziwiłł. Od kilku dni, obok Jarosława Kaczyńskiego, w przesłuchaniach kandydatów bierze udział też kandydatka partii na premiera Beata Szydło. Wykuwają się nie tylko personalia, ale też struktura rządu. I ścierają dwie koncepcje: wizerunkowa z pragmatyczną. Zwolennicy pierwszej przeciwni są wpuszczaniu do rządu Antoniego Macierewicza na szefa MON i Zbigniewa Ziobry, który miałby być ministrem sprawiedliwości. – To radykalni politycy, ich nazwiska budzą najwięcej emocji, cofają nas do lat 2005-07 – mówi nam polityk znający kulisy rozmów.

Obok dwóch koncepcji w tle są jeszcze interesy mniejszych sojuszników PiS – Polski Razem i Solidarnej Polski. Jeśli w PiS przeważą racje polityków, którzy stawiają na wizerunek, i Ziobro jako lider SP nie wejdzie do rządu (zamiast niego typowani są Janusz Wojciechowski i Małgorzata Wassermann), jego partia ma dostać Ministerstwo Sportu. Wtedy objąłby je poseł Patryk Jaki. Jeśli wygra koncepcja druga i Ziobro zostanie ministrem sprawiedliwości, to Jaki zostanie wiceministrem. A ministrem – poseł PiS Grzegorz Schreiber.

Potwierdza się, że wicepremierem oraz ministrem nauki i szkolnictwa wyższego zostanie Jarosław Gowin z Polski Razem. Jego partia chciałaby do rządu wprowadzić też byłą szefową Urzędu Komunikacji Elektronicznej Annę Streżyńską. Ta jednak – jak wiemy nieoficjalnie – postawiła warunek: że o obsadzie resortu zadecyduje sama.

Tu wersje są dwie. Jeśli PiS wycofa się ze swojej programowej zapowiedzi połączenia MSW z Ministerstwem Administracji i Cyfryzacji, Streżyńska miałaby odpowiadać za MAC. Jeśli jednak oba resorty zostaną połączone – mogłaby być pełnomocnikiem ds. informatyzacji przy premierze w randze sekretarza stanu.

Na razie trwają przesłuchania kandydatów: – Każdy wchodzi, przez godzinę opowiada o swoich planach, co chciałby zrobić w ministerstwie – mówi jeden z kandydatów na ministra.

Według naszych informacji najmniej pewne jest, kto pokieruje Ministerstwem Gospodarki. Nadal w grze są Paweł Szałamacha i Mateusz Morawiecki, ale podczas rozmów prezes PiS sugeruje, że ma też innego kandydata. Ma nim być polityk z PiS. Nie jest przesądzone, jak szybko ma być zlikwidowane Ministerstwo Skarbu. Pewny nominacji może być Piotr Naimski do Ministerstwa Energetyki.

Pewny swojej funkcji ministra spraw zagranicznych może być Witold Waszczykowski, który dwa dni temu towarzyszył Beacie Szydło przy telefonicznej rozmowie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. – Zaprosiła panią Szydło do Berlina – mówi nam Waszczykowski.

Wicepremierem w rządzie Szydło ma być Piotr Gliński, szef rady programowej PiS. Dla niego zarezerwowany jest resort kultury. W nieoficjalnych rozmowach typowani są kolejni ministrowie: Mariusz Błaszczak do MSW, Andrzej Adamczyk do resortu infrastruktury, Elżbieta Rafalska jako minister pracy i polityki społecznej, Elżbieta Witek jako minister edukacji, Jan Szyszko do resortu środowiska, a Krzysztof Jurgiel – rolnictwa.

Sejm i Senat

PiS ma już ułożone Prezydium Senatu. Marszałkiem ma być Stanisław Karczewski, wicemarszałków z PiS ma być trzech: Adam Bielan, Grzegorz Czelej i Maria Koc.

W Prezydium Platformę Obywatelską ma reprezentować obecny szef Senatu wicemarszałek Bogdan Borusewicz. W stuosobowym Senacie PiS ma 61 senatorów, PO – 34, PSL – jednego. Są jeszcze senatorowie, którzy kandydowali z własnych komitetów wyborczych: Lidia Staroń, Marek Borowski, Grzegorz Bierecki i Jarosław Obremski. Dwaj ostatni mieli ciche poparcie PiS; w okręgach, z których kandydowali, partia nie wystawiła swoich kandydatów. Nie jest jeszcze przesądzone, kto zostanie marszałkiem Sejmu. – Najprawdopodobniej Marek Kuchciński, chociaż wiem, że jeszcze trwają rozmowy na temat innych kandydatów – mówi nam polityk PiS. Jak wynika z informacji „Wyborczej”, Platforma zaproponuje na wicemarszałka Sejmu obecną szefową Sejmu Małgorzatę Kidawę-Błońską.

Zobacz także

wyborcza.pl

Uległość

Monika Olejnik, „Kropka nad i” TVN 24, „Gość Radia Zet”, 06.11.2015

Beata Szydło i Jarosław Kaczyński podczas wieczoru wyborczego w sztabie PiS

Beata Szydło i Jarosław Kaczyński podczas wieczoru wyborczego w sztabie PiS (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

„Nazywam się Szydło, Beata Szydło i nie dam sobą sterować” – tak mówiła kandydatka na premiera w czasie kampanii wyborczej.

Ale po wyborach się okazało, że do akcji wkroczył pan K., a nawet nie on, tylko jego ludzie.

Starzy pisowscy działacze, i nie tylko oni, namawiali Jarosława Kaczyńskiego, żeby został premierem, nie mogąc przeboleć kobiety na czele rządu. Potem wymyślono prof. Glińskiego, ale internet się oburzył i z pomysłu zrezygnowano. Jak to napisał pewien publicysta: „Kłamstwo założycielskie [że to Gliński, a nie Szydło zostanie premierem] byłoby nie do przełknięcia”.

Ale także, jak to mówią, przeczołgano Szydło, żeby znała swoje miejsce. Pani prezes może poczuła się wstrząśnięta, a może zmieszana. Sama nie może tworzyć rządu, tylko robią to za nią działacze, tzw. kwartet: Błaszczak, Brudziński, Kaczyński, Lipiński.

I to nie są moje wymysły. Piszą o tym „pokorni” dziennikarze (przed wyborami zwani niepokornymi), strasznie się denerwują, że tworzenie rządu trwa tak długo i przepychanki partyjne odbywają się w mediach.

Licytacja nazwisk trwa. Najgorętsze to „Macierewicz”.

Toż to pani Szydło obiecała w czasie wyborów, że ministrem obrony narodowej będzie Jarosław Gowin, a tymczasem prezes postanowił inaczej.

Przestrzega przed tym Ryszard Bugaj, mówiąc pokornemu portalowi, że „sam Antoni Macierewicz powinien zrezygnować z tego pomysłu, bo jest źle postrzegany przez partnerów europejskich, a kłopot z Macierewiczem polega na tym, że nie jest » przenośny «, bo może być tylko ministrem obrony narodowej i nikim innym”.

„Przenośny” za to jest Jarosław Gowin, który niczym człowiek renesansu zna się na wszystkim. Teraz ma być ministrem nauki, ale gospodarka też nie jest mu obca. Jest „przenośny” nie tylko w funkcjach, ale także w poglądach. Kilka lat temu był niezwykle krytyczny wobec PiS i Antoniego Macierewicza, o którym mówił, że szkodzi swojej partii, a teraz postrzega go jako nieustraszonego, ryzykującego życie likwidatora WSI. Jarosław Gowin, o którym Donald Tusk mówił, że ma pozytywną szajbę, chce nieco wpłynąć na nasze życie, mianowicie „naprawiając dewastację moralną”.

Komplementy pod adresem Antoniego Macierewicza płyną z ust polityków PiS od rana do wieczora. Kandydat na ministra finansów stwierdził: „Sądzę, że Polska ma tak dobrą pozycję [w NATO], że każdy minister obrony zostanie uszanowany”. Dobrze, że chociaż w NATO nie jesteśmy w ruinie.

Należy wierzyć, że będzie nam się żyło dobrze i spokojnie. Moje koleżanki już nie mogą się doczekać 500 zł miesięcznie na dziecko. Być może ci, którzy żyli w strachu przed PiS, przejdą teraz na pisizm niczym bohater Houellebecqa w książce „Uległość” – najpierw zbulwersowany kolegami, którzy przechodzą na islam, sam wreszcie uległ i przeszedł na islam, dostrzegając wiele jego walorów.

Z niecierpliwością czekam na kolejne teksty „pokornych” dziennikarzy.

Niepokorna Monika Olejnik

Zobacz także

przeczołganoBeatę

wyborcza.pl

Reklamy