Klinowski, 31.10.2015

 

„Wyszykujemy Tuskowi celę”. Historyk z KUL straci pracę za wpis na twitterze?

Kacper Sulowski, 31.10.2015

Wpis dr. Pawła Janowskiego na Twitterze

Wpis dr. Pawła Janowskiego na Twitterze (Twitter)

Dr Paweł Janowski z KUL, autor niewybrednego wpisu na twitterze może stracić pracę. – Toczy się postępowanie dyscyplinarne. Jesteśmy zaskoczeni zarówno formą, jak i treścią opublikowanych komentarzy, które w naszej ocenie są niedopuszczalne – mówi „Wyborczej” Lidia Jaskuła, rzecznik prasowy uczelni.

W sobotę, 24 października, podczas obowiązywania ciszy wyborczej, pracownik naukowy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego dr Paweł Janowski opublikował wpis na Twitterze: „Wyszykujemy Tuskowi celę ze stalowymi kratami i pedofilem do towarzystwa”.

Paweł Janowski jest historykiem i teologiem. Pracuje w Ośrodku Badań nad Polonią i Duszpasterstwem Polonijnym KUL.

Zdanie wyrwane z kontekstu

Wpis był jednym z głosów w dyskusji na temat tego, co może zmienić się w Polsce po wyborach. Post zauważyli dziennikarze i natychmiast powiadomili o tym władze uczelni.

– Jesteśmy zaskoczeni zarówno formą, jak i treścią opublikowanych komentarzy, które w naszej ocenie są niedopuszczalne, a zachowanie ich autora w tym zakresie naganne. Jest nam bardzo przykro, że autorem tych komentarzy jest pracownik naszego uniwersytetu – mówi Lidia Jaskuła, rzecznik prasowy uczelni.

Z kolei autor wpisu tłumaczył się, że poniosły go emocje, a zdanie było wyrwane z kontekstu. Usunął wpis i przepraszał tych, którzy czuli się urażeni.

Jakie konsekwencje?

Rektor poprosił naukowca o wyjaśnienie. Jednocześnie sprawę przekazał rzecznikowi dyscyplinarnemu i polecił wszczęcie postępowania. Jego przebieg regulują przepisy.

W pierwszym etapie rzecznik dyscyplinarny prowadzi postępowanie wyjaśniające (ma na to trzy miesiące). Kończy je decyzją o przekazaniu sprawy do komisji dyscyplinarnej lub o umorzeniu postępowania.

Jeśli rzecznik dyscyplinarny przekaże sprawę do komisji ta prowadzi postępowanie dyscyplinarne i kończy je orzeczeniem.

– Karami dyscyplinarnymi wskazanymi przez ustawę są w kolejności: upomnienie, nagana, nagana z pozbawieniem prawa do pełnienia funkcji kierowniczych na uczelniach na okres od trzech miesięcy do pięciu lat, pozbawienie prawa do wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego na okres od pięciu miesięcy do pięciu lat lub na stałe – precyzuje rzecznik Lidia Jaskuła.

Wyników postępowania możemy spodziewać się za kilka miesięcy.

Póki co na stronie internetowej KUL zamieszczone jest stanowisko władz uczelni dotyczące aktywności pracowników i studentów uczelni w przestrzeni publicznej.

Komunikat Rektora KUL

Szanowni Państwo,

Przypominam o odpowiedzialności za nasze publiczne wypowiedzi, również te w Internecie.

Prawo każdego z nas do wyrażania własnych poglądów i formułowania krytyki winno odpowiadać wysokim standardom akademickim. Dotyczy to szczególnie społeczności Uniwersytetu katolickiego. Przypominam, że zgodnie ze Statutem KUL (§ 57 ust. 2) pracownicy, doktoranci i studenci KUL są zobowiązani do „respektowania chrześcijańskiego systemu wartości „, którego naczelnym wymogiem jest poszanowanie godności każdej osoby ludzkiej, niezależnie od żywionych przez nią przekonań i zachowań.

Jako pracownicy Uniwersytetu katolickiego jesteśmy zobowiązani do szczególniej wrażliwości i empatii. W kontekście wyrażanych w przestrzeni publicznej opinii winniśmy także pamiętać o dbałości o dobre imię Uniwersytetu, który współtworzymy.

ks. Antoni Dębiński, Rektor KUL

 

.

 

wyszykujemyTuskowi

lublin.wyborcza.pl

 

 

Jeśli notowania PiS-u w sondażach pójdą w górę, nie można wykluczyć, że wiosną będziemy mieć przedterminowe wybory, żeby wytworzyć większość konstytucyjną – mówi w wywiadzie dla portalu tvn24.pl profesor Antoni Dudek. Zdaniem profesora pierwszych powyborczych zmian należy spodziewać się w obszarze służb specjalnych i w mediach publicznych. (http://www.tvn24.pl)

 

Kościół katolicki, walcząc z Halloween, walczy ze współczesną kulturą, historią oraz z własną tradycją

31-10-2015

„Halloween jest okultystyczne, palenie świeczek w wydrążonej dyni to proszenie się o wizytę złego ducha, a przebieranie dzieci za czarownice to wysyłanie ich na randkę z szatanem”.

Im bardziej obecna jest ta amerykańska zabawa w Europie, tym ton katolickiej publicystyki bardziej alarmistyczny. W zeszłym roku nawet papież Franciszek uległ histerii i postulował, by Halloween po prostu zakazać. Zaangażowani katolicy często ostrzegają przed wszystkim, co niekatolickie jako groźnym i diabelskim (groźna jest muzyka rockowa, a nawet „Harry Potter”), ale w okolicach końca października histeria osiąga szczyty.

Czytam gdzieś na katolickich stronach, że Halloween jest złe, bo nazwa brzmi jak „hello in hell” (witaj w piekle) oraz „hell of win” (piekło zwycięża).

Szarady językowe i wyciąganie na ich podstawie wniosków o „prawdziwym przesłaniu” to prawie jak numerologia – taka intelektualna szarlataneria. Równie dobrze można w Biblii za pomocą matematycznych zabiegów doszukiwać się ukrytego przesłania np. o ziemskiej cywilizacji zbudowanej przez kosmitów. Nikt nikomu nie zabrania takich intelektualnych zabaw, ale niezachwiana wiara w nie, zwłaszcza z katolickich pozycji nie otwiera człowieka na świat demonów, za to zamyka na świat racjonalny.

Walcząc z Halloween (a nawet rodzimymi słowiańskimi dziadami) Kościół katolicki zwalcza popkulturę, historię a nawet własną tradycję. Sporo w tym – nomen omen – zaklinania rzeczywistości.

 

Halloween tak głęboko wrosło w kulturę zachodu, że dawno straciło nadprzyrodzony charakter. Popkultura przyjęła bowiem stare celtyckie (choć „ochrzczone” przez chrześcijan) święto z dobrodziejstwem inwentarza. Coś, co kiedyś miało być straszne, dzisiaj śmieszy. Wśród halloweenowych masek częściej od diabłów można znaleźć wizerunki polityków albo gwiazd popkultury, a nastolatki na halloweenowe bale równie chętnie, co za wampiry przebierają się za znanych dziennikarzy.

Elen Degeneres, amerykańska telewizyjna supergwiazda w swoim programie wystąpiła przebrana za celebrytkę – Kim Kardashian. Sztuczny biust (sama Degeneres, przeciwieństwie do Kardashianek, nie została hojnie obdarzona przez chirurga plastycznego) i sztuczne włosy dały efekt żenująco-komiczny. Ale czy szatański?

Obawa przed wizerunkami diabłów i czarownic to obawa przed historią. Dzisiejsze Halloween (od angielskiego „all hallows”, czyli „wszystkich świętych”) wywodzi się z tradycji celtyckiej. Pod koniec października kończono zbiory, zaczynał się „ciemny” okres w roku. Obchodzono wówczas święto samhain. Rzecz jasna – nie zawsze dokładnie 31 października, bo ówczesna celtycka kultura nie mierzyła czasu za pomocą kalendarza, ale zjawisk atmosferycznych.

Tradycyjne kultury wierzyły, że kiedy przez większość doby ciemności spowijają ziemię, światem rządzą ciemne siły. Można próbować je przekupić – np. ofiarą ze zwierzęcia, ale też „ofiarami” w postaci jedzenia i napitku zostawianymi gdzieś na zewnątrz. Stąd prawdopodobnie anglosaski zwyczaj „trick or treat” (cukierek albo psikus), kiedy przebrane dzieci chodzą od domu, zbierając łakocie od gospodarzy chcących ustrzec się „psikusa”. Przed ciemnymi mocami można się także bronić za pomocą światła – czyli ognia. Stąd prawdopodobnie wydrążone dynie z zapaloną wewnątrz świecą. Ogień dawał ciepło i rozświetlał mrok – był więc skuteczną obroną przed siłami, które się w nim czaiły. Dopiero chrześcijaństwo przesunęło symbolikę ognia zdecydowanie w stronę ognia piekielnego.

Maska, także ta przypominająca diabła, to także był sposób na obronę przed złymi duchami. Za przebraniem można się było bowiem „ukryć” przed działaniem ciemnych sił.

Podobne święta spotyka się zresztą we wszystkich kulturach. Każdy okres „pomiędzy” (np. latami czy porami roku) w tradycyjnej kulturze miał wymiar magiczny. Okres przejścia był „oknem”, przez które na ziemię dostawały się ciemne siły, ale też przez które ludziom udawało się „zajrzeć” do rzeczywistości zazwyczaj niedostępnej. Dobrze znamy go również w naszej części świata. Wszyscy w szkole czytaliśmy „Dziady” Mickiewicza, kiedy uczestnikom obrzędu udaje się porozmawiać z „tymi, którzy odeszli” i odebrać od nich nauki.

W tradycyjnych kulturach duchy nie musiały być bowiem złe, a kontakt z nimi nie kończył się opętaniem przez diabła. Ludzie pozostawali w stałym kontakcie z rzeczywistością duchową za pomocą obrzędów, starali się również czerpać z tego, co chcą im przekazać zmarli bliscy. No i korzystali z ich pomocy. Dopiero chrześcijaństwo przegoniło z ziemi wszystkie dobre duchy (czyli „zbawionych”), zamykając ich w niebie, pozostawiając na ziemi jedynie demony – tych, co na niebo nie zasłużyli.

 

Obecny w naszej kulturze sposób obchodzenia Wszystkich Świętych (Święto Zmarłych to nazwa nadana przez komunistyczną władzę, by nie kojarzyła się z wrogiem systemu, czyli Kościołem) sporo ma wspólnego z kulturą tradycyjną, a i w rodzinnych spotkaniach „na grobach”, skąd zmierza się do suto zastawionego stołu są wyraźne ślady tych „diabelskich” dziadów.

Chrześcijaństwu nierzadko zdarzało się przyswajać tradycyjne zwyczaje, „chrzcić” i dopisywać własną teologię. I tak w VIII wieku papież Grzegorz III wprowadził święto Wszystkich Świętych w Rzymie. Jakieś sto lat później świętowało już całe imperium Franków. Europa była wówczas wciąż w większości pogańska – choć władcy przyjmowali chrześcijaństwo, lud pozostawał przy swoich politeistycznych wierzeniach. Dlatego dla ludności inne nazwanie zwyczajów i tak od wieków przekazywanych z ust do ust nie było problemem. M.in. dlatego jako odpowiedź na pogańskie tradycje skutecznie wprowadzono jeszcze jedno święto – Dzień Zaduszny.

„Kościołowi udało się skutecznie wytrzebić tradycje dziadów” – pisze z satysfakcją katolicki dziennikarz. Ale nie wspomina, że to „trzebienie” odbywało się za pomocą miecza i ognia. Zresztą przywiązana do własncyh tradycji ludność potrafiła się także bronić zbrojnie. Około roku 1038 wybuchło w Polsce powstanie przeciw nowemu porządkowi, zwane „reakcją pogańską”. Ludność miała dość ucisku możnowładców, a także ponoszenia ciężarów rozbudowywania aparatu kościelnego na polskich ziemiach. Niektórzy historycy twierdzą, że do powstania dołączyli kapłani niektórych pogańskich kultów.

Czarownice, tańczące przy ogniu „kochanice diabła” to – poza naleciałościami pogańskiej kultury – także efekt uboczny działalności Kościoła. Niewykształconej ludności nakładały się zakorzenione od wieków pogańskie tradycje ze słowami, które słyszeli z ambon od księży. Kiedy za pomór bydła albo suszę nie dało się obwiniać gnomów czy innych tradycyjnych istot, należało znaleźć kozła ofiarnego. Nadawała się do tego czarownica, która zapraszała diabła do swego łoża, a on dawał jej moc rzucania złych uroków.

Najskuteczniejszym sposobem radzenia sobie z takimi diabelskimi sztukami był ogień – dlatego w Europie płonęły stosy, a na nich tysiące niewinnych kobiet.

Tak podkreślana dzisiaj przez Kościół „szatańska” symbolika Halloween nie znajduje potwierdzenia w historii. Pogańscy Celtowie nie czcili żadnego bóstwa, które byłoby podobne do chrześcijańskiego diabła. W całej Europie trudno będzie znaleźć zresztą tradycje, które byłyby bliskie dzisiejszemu rozumieniu satanizmu. Pogańskie wierzenia są bowiem próbą tłumaczenia naturalnych zjawisk za pomocą rzeczywistości duchowej, zaś granica między dobrem a złem nie jest wyznaczona żadnym „danym z góry” objawieniem.

Dzisiejsze Halloween, jakie znamy z telewizji jest zaś mieszanką pogańskich tradycji i zupełnie współczesnej chęci zarabiania pieniędzy. Im więcej jednak wiedzy o własnej (także katolickiej!) tradycji, tym mniej strachu przed wymyślonymi demonami.

 

Newsweek.pl

Burmistrz Wadowic z zarzutem o składanie fałszywych oświadczeń majątkowych. Odpowiada:”Witamy w państwie PiS”

Mateusz Klimowski pod lupą prokuratury.
Mateusz Klimowski pod lupą prokuratury. mateuszklinowski.pl

Mateusz Klinowski, znany z sympatii lewicowych włodarz Wadowic, usłyszał właśnie zarzuty prokuratorskie o składanie fałszywych oświadczeń majątkowych. Burmistrz podkreśla, że sprawę już dawno wyjaśnił. – Witamy w państwie PiS – skwitował.

– Śmiałem się, gdy struchlali po zobaczeniu wyników wyborów znajomi wklejali na Fejsie komentarze o dźwiękach kolb walących w ich drzwi. Przestałem, gdy w poniedziałek przyszedłem do pracy. Zastałem tam wezwanie do prokuratury – w charakterze podejrzanego o czyn z art. 233 par.1 i 6 kodeksu karnego (składanie fałszywych zeznań) – pisze na swoim blogu Klinowski.

Jak dodaje, w związku z tym faktem nie otrzymał żadnych wyjaśnień. Niedługo później usłyszał zarzuty – dotyczą złożenia nieprawdziwego oświadczenia majątkowego w 2010 i 2011 roku, a konkretnie fakt zatajenia posiadania pożyczki od osoby fizycznej. – Oczywiście jest to nieprawda. Złożyłem obszerne wyjaśnienia i nie przyznałem się do popełnienia przestępstwa, bo też takiego przestępstwa nie było – podkreśla burmistrz. Sprawę bardziej szczegółowo opisuje na swoim blogu.

MATEUSZ KLINOWSKI

Prawdą jest, że omyłkowo nie wpisałem pożyczki od osoby fizycznej do oświadczenia majątkowego, a jedynie kredyt bankowy. Omyłkę tę natychmiast sprostowałem, gdy tylko zdałem sobie sprawę z jej zaistnienia. I to pomimo tego, że Urząd Skarbowy kontrolując oświadczenia majątkowe radnych nie dopatrzył się żadnego uchybienia w moim oświadczeniu majątkowym. Przepisy regulujące składanie oświadczeń majątkowych nie były jasne, stąd pewnie rozbieżności w ocenach.

Burmistrz nie kryje oburzenia, stawia też pytanie, czy aby nie stał się właśnie ofiarą represji politycznych?

– Od wyboru na fotel burmistrza Wadowic spływają na mnie kolejne donosy i zawiadomienia – przesłuchiwane są nawet osoby, które zgodnie z prawem wpłaciły pieniądze na kampanię mojego komitetu wyborczego. Są to zachowania nie do pomyślenia w demokratycznym państwie. (…) Czy demokratyczne państwo prawa, na rzecz którego od dawna działam, zwycięży? Wierzę, że tego doczekam – wyraża nadzieję Klinowski.

O burmistrzu Wadowic pisaliśmy już przed dwoma miesiącami. – Jest ateistą i zwolennikiem legalizacji marihuany. 37 lat . Od dziewięciu miesięcy rządzi miastem Jana Pawła II. Do pracy jeździ rowerem, zakłada koszulki z liściem konopi, widać go w pubach. Ciekawa postać. I bardzo kontrowersyjna. Niektórzy porównują go do Roberta Biedronia. – Jestem, jaki jestem – mówił wówczas naTemat Klinowski.

Źródło: mateuszklinowski.pl

burmistrzWadowic

naTemat.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: