Kukiz (29.10.2015)

 

Biskupi nie powinni się aż tak cieszyć z wygranej PiS

Katarzyna Wiśniewska Gazeta Wyborcza, 29.10.2015
Sejm, marzec 2015 r. O. Tadeusz Rydzyk, bp Antoni Dydycz i Jarosław Kaczyński

Sejm, marzec 2015 r. O. Tadeusz Rydzyk, bp Antoni Dydycz i Jarosław Kaczyński (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Biskupom bardziej niż nowe ustawy czy przywileje państwowe dla Kościoła przydadzą się teraz umiar i powściągliwość w relacjach z nowym rządem. Ich brak może być zauważalny w kościelnych ławkach – pustoszejących
– W Kościele święto – powiedział mi ironicznie jeden z biskupów, gdy ogłoszono wynik wyborów. Ale wygrana PiS to wbrew pozorom nie taka dobra nowina dla Kościoła.

Sympatia polityków rządzących, której dowodami są rozmaite „prezenty” dla Kościoła w formie np. ustaw, tylko na krótką metę może być powodem do radości dla duchownych. W dłuższej perspektywie polityczno-kościelna symbioza może być destrukcyjna dla Kościoła jako instytucji, która powinna być apolityczna. Na polskim podwórku to nie tylko teoria: polski Kościół już nieraz mógł się o tym przekonać na własnej skórze – także podczas ostatnich rządów PiS.

Już po roku od ich rozpoczęcia Kościół zaczął dołować w sondażach zaufania publicznego. Według TNS OBOP aż 60 proc. Polaków uważało wówczas, że Kościół za bardzo angażuje się w politykę. Oczywiście zaufanie do Kościoła topnieje nie tylko z powodu mieszania się duchownych do polityki – także z powodu skandali obyczajowych czy radykalnego sprzeciwu Kościoła np. wobec in vitro. Jednak dziewięć lat temu Episkopat nie zajmował się jeszcze kwestią in vitro, a o skandalach pedofilskich z udziałem Kościoła nie było specjalnie głośno.

Dlatego wiązanie tego wyrazu obywatelskiego niezadowolenia z pozycji Kościoła z przyjaźnią kościelno-PiS-owską nie jest nadużyciem: jeszcze w 2004 r. o zbyt dużym zaangażowaniu Kościoła w politykę przekonanych było znacznie mniej, bo 48 proc. badanych. Najbardziej radykalni byli w sondażu z 2006 r. zwolennicy PO – 70 proc. uważało, że Kościół zbyt wikła się w politykę. Znamienne, że wśród wyborców PiS 51 proc. twierdziło, iż Kościół bierze udział w życiu politycznym w takim stopniu, jak powinien.

Co nie podobało się Polakom? Na przykład decyzja zdominowanego przez PiS Sejmu o pokryciu części kosztów budowy Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie z budżetu państwa. Parlamentarzyści przeznaczyli na to 20 mln zł. A dokładniej: PiS dwoił się i troił, żeby tak się stało. Był z tym pewien kłopot, bo zgodnie z ustawą o finansach publicznych nie wolno wspierać budżetowymi pieniędzmi inwestycji kościelnych.

Żeby dofinansować świątynię, rząd PiS przygotował specjalną ustawę. PiS przekonywał, że zgodnie z ustawą o stosunku państwa do Kościoła katolickiego można wspierać inwestycje kościelne i sakralne, jeśli są dobrami kultury. Dlatego ostateczny zapis brzmiał, że dotacja idzie „na ochronę dziedzictwa narodowego, w tym wydatki w ramach projektu budowy Świątyni Opatrzności Bożej”. Te formalności spowodowały opóźnienia, ale pieniądze na Świątynię wykładał przez następne lata rząd PO – jakby politycy Platformy zgadzali się z Jarosławem Kaczyńskim, który ogłosił, że „budowa Świątyni Opatrzności Bożej to sprawa narodowa” (minister kultury Bogdan Zdrojewski zastrzegał co prawda, że to dotacja na muzeum Jana Pawła II i prymasa Wyszyńskiego, a nie na samą Świątynię).

Polacy jakoś nie widzieli budowy Świątyni i związanych z nią placówek w panteonie spraw narodowych, na które należy płacić z budżetu, czyli z kieszeni podatnika. Co ciekawe, negatywna ocena społeczna finansowania Świątyni Opatrzności Bożej z państwowej kasy nie wiązała się tylko z religijnością – 31 proc. regularnie praktykujących uznało decyzję Sejmu za niewłaściwą.

Ukłonów rządu PiS wobec Kościoła było znacznie więcej. A Episkopat brał wszystkie za dobrą monetę: tak jak niefortunny pomysł wciągnięcia oceny z religii do średniej ocen (zasługa ministra edukacji w rządzie PiS Romana Giertycha). Biskupi dali się też wciągnąć koalicjantowi PiS (LPR) do gry ustawą antyaborcyjną. To w 2006 r. po raz pierwszy biskupi mocno poparli pomysł całkowitego zakazu aborcji, torpedując kompromis antyaborcyjny z lat 90.

W latach 2005-07 tubą PiS było Radio Maryja. Nic dziwnego: dzięki poparciu ojca dyrektora, który nawoływał przed laty w kampanii wyborczej do „zatopienia Platformy”, pozyskali znaczący elektorat. Symbioza polityków PiS i duchownych związanych z mediami o. Rydzyka nie zakończyła się, rzecz jasna, kiedy PiS stracił władzę. Jednak to właśnie teraz Kościół powinien się baczniej przyglądać toruńskiej rozgłośni. Radio Maryja – czego można być pewnym – znów stanie się narzędziem urzędującej władzy. Dla wizerunku Kościoła to fatalna wizja. Tymczasem problemy z ojcem Rydzykiem i jego jawnym mieszaniem się do politycznej gry Episkopat odpuścił. Wielu biskupów wręcz Radia broni. Czy teraz hierarchowie będą w stanie zaostrzyć kurs wobec mediów o. Rydzyka? I czy oprą się pokusie przyjmowania prezentów rządu PiS? Można mieć wątpliwości. Pisałam już o planach przeforsowania religii jako przedmiotu maturalnego, jeśli PiS dojdzie do władzy. Episkopat zapewne będzie się też domagał zmiany ustawy o in vitro.

Ale biskupom bardziej niż nowe ustawy czy przywileje państwowe dla Kościoła przydadzą się teraz umiar i powściągliwość w relacjach z nowym rządem. Ich brak może być zauważalny w kościelnych ławkach – pustoszejących.

Zobacz także

ŚwiętoBiskupi

wyborcza.pl

 

10 prawdziwych Polaków w Sejmie

Wojciech Czuchnowski, 29.10.2015
Robert Winnicki dostał się do Sejmu z listy Kukiz'15

Robert Winnicki dostał się do Sejmu z listy Kukiz’15 (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Prawie pół wieku po Marcu ’68 „prawdziwi Polacy” znowu chcą wyrzucić z Polski Adama Michnika.
„Dzień, w którym wyemigruje Pan do Izraela, będzie początkiem nowej ery” – pisze do naczelnego „Wyborczej” felietonista i sekretarz redakcji Myśl24.pl, organu Ruchu Narodowego, którego prezes Robert Winnicki i dwaj członkowie redakcji zostali właśnie posłami z ruchu Kukiz’15.

Na Twitterze Winnickiego wybuchł z tej okazji szał radości, a uczestnicy dyskusji przerzucają się pomysłami, jak teraz zmusić Michnika do emigracji. Piszą: „Jednego parcha mniej, na Madagaskar”. Proponują akcję „Szechter go home”. Narodowcy od Winnickiego podsuwają też godzinę odlotu samolotu do Tel Awiwu i deklarują, że nawet dołożą się do biletu. Któryś bardziej wykształcony napisał nawet po hebrajsku „żegnaj”.

Do naczelnego „Wyborczej” wysłał też list „prawdziwy Polak” – szczęśliwy, że Ruch Narodowy znalazł się w Sejmie. „Nie chcemy Pana dłużej w naszym Kraju. Nie pasuje Pan do nas, Polaków, szkodzi nam. Nie jest Pan jednym z nas”.

Niby to wszystko było wiadomo. Spadkobiercy tradycji faszystowskiej, startując w wyborach, kazali swoim kandydatom podpisywać „Kontrakt narodowy”. Mowa tam wprost o „odrzucaniu roszczeń żydowskich” i walce o „etniczną spoistość Narodu”. Do Sejmu weszło dziesięciu działaczy i sympatyków Ruchu Narodowego, którzy wypełnili taką deklarację.

W ławach z Winnickim i kolegami zasiada Marek Jakubiak, browarnik-homofob i cichy sponsor ugrupowania.

Pełną odpowiedzialność bierze za nich Paweł Kukiz, kiedyś wolnościowy rockman, dzisiaj zakładnik „brunatnych koszul”, które zdominowały jego ruch.

Narodowcy w Sejmie to znak czasu. Nie jest to jeszcze „brunatna fala”, raczej ściek, ale trzeba przed nimi ostrzegać, trzeba bić na alarm. Dobrze, że już teraz nawiązują do retoryki komunistycznego i przedwojennego antysemityzmu. Przynajmniej nie ma złudzeń.

Adam Michnik wytrzyma. Nie tacy już go z Polski wypędzali. Nie dali rady moczarowcy, esbecja czy reżim stanu wojennego. Nie dał rady Kiszczak, więc tym bardziej nic nie zdziała Winnicki.

Wstyd i hańba zostaną.

Tak, Michnik wytrzyma. Ale Rzeczpospolita nie zasłużyła na takich posłów.

PS W dyskusji narodowcy argumentują, jakoby „Michnik obiecał, że gdy Ruch Narodowy wejdzie do Sejmu, to on emigruje do Izraela”. Adam Michnik nigdy czegoś takiego nie mówił.

Zobacz także

prawdziwiPolacy

wyborcza.pl

 

Dzień pierwszy w kraju PiS

Bożena Aksamit, Agnieszka Urazińska, Grzegorz Szymanik, Marcin Wójcik, Violetta Szostak, rys. Tomasz Leśniak, Rafał Skarżycki, 29.10.2015

Rys. Tomasz Leśniak, Rafał Skarżycki

Pięciu reporterów wsiadło w poniedziałek do pięciu pociągów.
Gdańsk – Warszawa

Witamy w ten dzień cudów. Proponujemy pani w tej nowej Polsce podróż w kabinie maszynisty – maszynista i dwóch konduktorów zapraszają do szynobusu.

– Panowie cieszą się, że PiS wygrał? – jestem przekonana, że dobry humor kolejarzy wziął się z wyniku wyborów.

– Już to raz przerabialiśmy – odpowiada konduktor. – Jesteśmy za tymi, co zrujnowali Polskę.

W Gdańsku-Wrzeszczu przesiadam się do pociągu „Pobrzeże”. W warsie dwóch chłopaków półleżąc przesuwa palcem po ekranie komórek, szatynka około czterdziestki czyta norweski kryminał, starszy pan opowiada koledze, że zachorował mu gołąb. O wyborach ani słowa.

Para emerytów z Lęborka siedzi ciasno przy sobie, oboje siwowłosi, w eleganckich beżach i brązach. Są 57 lat po ślubie, mieszkają w dwupokojowym zakładowym mieszkaniu, ostatnio podnieśli im czynsz o 100 zł, ale emerytur nie. Jadą odwiedzić siostrzenicę i groby, za tydzień będzie za dużo ludzi.

– To PiS wygrał aż tak bardzo? – dziwi się Jan. – My na nich nie głosujemy. Nie wierzymy w te obietnice. Obiecują wszyscy. Najpierw Wałęsa, że da po 100 milionów, potem coś tam Kwaśny obiecywał, Tusk zresztą też. I co? Nic. Teraz Kaczyński. Skąd oni wezmą te 500 zł na dziecko, przecież jest pełno ludzi, którzy nie mają na lekarstwa. Nam akurat wystarcza, ale czy pani wie, ilu Polaków żyje w biedzie.

– Ale poszli państwo na wybory? – pytam.

– Zawsze chodzimy – mówi Jadwiga. – Głosujemy na Platformę, ale tak naprawdę Polacy zawdzięczają wszystko samym sobie, pracowitości, a już na pewno nie politykom. Im chodzi tylko o krzesełka, żeby się umościć na kolejne cztery lata. Nie można nie głosować, ale zachwyceni tym, co robią z państwem, nie jesteśmy. Ludzie swoje, oni swoje, jakby byli obcy.

Platforma zlekceważyła ważne sygnały. Sześć błędów do przegranej

Studentka z Uniwersytetu Warszawskiego, pochodzi z Koszalina: – Od zawsze głosuję na lewicę, znam swojego posła. Tym razem moja partia odpadła. Trochę boję się szaleństw PiS, ograniczania wolności, wprowadzenia religii na maturze, całkowitego zakazu aborcji itd. Nie wierzę, że cokolwiek zmieni się na lepsze, zacznie się polowanie na czarownice i tyle.

Blondynka po czterdziestce: – Chwała Bogu, że PiS wygrał, to, co się działo, to był upadek. Pani wie, że Kościół jest w Polsce prześladowany – za co? Jezus mówi piękne rzeczy. A teraz ci uchodźcy, przecież nie wiadomo, co to za ludzie, co oni będą robić, jak dla naszych dzieci nie ma pracy i do Anglii jadą za chlebem. Może szosy są tu lepsze niż 20 lat temu, domy ładniejsze, ale ja nie chcę takiej ładnej Polski, chcę godnego życia.

Student V roku informatyki Politechniki Gdańskiej, zagłosował na Nowoczesną: – Wypieprzam z tego kraju jeszcze w tym roku. Oni chcą zmienić konstytucję, a za niedługo dowiemy się wszyscy, jak ma wyglądać nasze życie, godzina po godzinie. Nie chcę żyć w katopaństwie!

50-latek z Warszawy, ma mały zakład optyczny, głosował na Kukiza: – Platformersi zamienili się w aroganckich aparatczyków, traktowali obywateli z buta. Stało się standardem, że organy państwa mogą bezkarnie skrzywdzić obywatela. Konstytucję należy zmienić, aby ukrócić bezkarność rozmaitych urzędników, prokuratorów. Należało przeprowadzić zmianę pokoleniową, odesłać to całe zdemoralizowane towarzystwo z prokuratur, sądów, szpitali, urzędów, szkół, wysłać na przymusową wcześniejszą emeryturę, żeby nie psuli młodych ludzi.

Gadomski: Polityka nie jest domeną świętoszków, ale takiego cynizmu, lekceważenia interesów Polski i Polaków nie pamiętam od 1989 roku

Bożena Aksamit

Łódź – Warszawa

Szpakowaty mężczyzna w czarnym swetrze siedzi w przedziale sam. Cały jego bagaż to mały czarny plecak. Do Łodzi przyciągnęła go miłość do brytyjskiego rocka. Nie był na wyborach, poszedł za to na koncert Deep Purple do łódzkiej Atlas Areny. – Dobrze grali, trochę krótko – uśmiecha się do szyby.

Rezultat wyborów poznał przy kasie, gdy kupował bilet powrotny. – I wszystko mi jedno – mówi. – Niczego się nie spodziewam, bo to bagno. Nie głosowałem, ani za komuny, ani teraz. Ale jestem z życia zadowolony. Stać mnie, żeby jeździć na koncerty.

W przedziale obok podróżuje Jan Hardy z rodziną. Mieszkają w Nowej Wsi pod Sokołowem Podlaskim. Pan Jan ma 60 lat. Oczy mu błyszczą. – Bo mi dobrze w życiu. Pracę mam. Jestem rolnik, ale gospodarzyć się nie chce. Na budowie pomagam murarzowi. Cztery domy żeśmy w tym roku postawili, kolejne dwa mamy ugadane. A mówią, że kryzys. Na dniówkę pracuję – sto złotych. Razem z rentą chorobową to wyjdzie ze 3 tys. miesięcznie. Starczy, żeby utrzymać i żonę, i córkę. Ilona kiedyś pracowała przy zbieraniu pieczarek, a wcześniej w zakładach mięsnych. Od dwóch lat pracy nie ma. A i tak radę dajemy. Dobrze jest, a będzie jeszcze lepiej, bo nasi wygrali.

Pani Ilona kiwa głową, że zgadza się z mężem. – W PiS-ie religię i krzyż uszanują. O rodzinę zadbają. Nie zadzierają nosa, że tacy uczeni – zagina kolejne palce. – No i ksiądz mówił, żeby iść na wybory. Bo ci, co się mieli czas się wykazać, już swoje zrobili. I teraz pora na zmiany.

Więc gdyby Jan Hardy z żoną mieli głosować, na pewno zagłosowaliby tak, jak radził ksiądz: – Ale żeśmy przy urnie nie byli, bo wypadła nam podróż do teściowej. Ona w Pabianicach mieszka, pod Łodzią.

Rezolutna Sandra Hardy ma 11 lat i jest dumą rodziców. – Udała nam się jedynaczka – mówi ojciec. – Śpiewa w kościelnym chórze. Chce być prawnikiem.

Kontrola biletów. Konduktor przygnębiony. – Oddałem głos nie za, tylko przeciwko – zdradza. – A wynikiem jestem przerażony.

Marta też jest niezadowolona. Chociaż na wyborach nie była. – Bo ja już straciłam nadzieję, że cokolwiek można tu zmienić.

Ma 33 lata. Jest nauczycielką w łódzkiej podstawówce. Jedzie do Warszawy, do lekarza. Wynajmuje mieszkanie. Sama. – Nawet na kredyt na mieszkanie mnie nie stać. Nauczycieli ludzie nie szanują. Po dziesięciu latach dostałam etat, ale pensja taka, że nie ma co świętować. Dobrze, że znam angielski. Poważnie myślę, żeby uciekać.

O wynikach wyborów dowiedziała się z Facebooka. – Gdyby mu wierzyć, to wynik powinien być zupełnie inny. Kto na ten PiS głosował?

– Ja głosowałam – zgłasza się pani Iwona, łodzianka, 60 lat, elegancka. Średnie wykształcenie, pracownik montażu w branży metalowej. Jedzie do Żyrardowa odwiedzić córkę i wnuczęta. Nastrój ma doskonały. – Przegrali ci, co powinni. Mam wnuki i nie chcę, żeby szły do szkoły w wieku sześciu lat. Pracuję na taśmie i widzę, jak śrubują normy. Zakład oszczędza na mydle, nie ma papieru toaletowego, ale pracownik ma dokonywać cudów. Nie wyobrażam sobie 67-latki, która ma pracować u mnie w zakładzie na akord. Dlatego podnoszenie wieku emerytalnego to był strzał w stopę. Jeden z powodów, dla których ludzie odwrócili się od PO.

Kwaśniewski: Czuć nastrój rewolucji

W Żyrardowie przy dworcowym szalecie gorąca dyskusja. Pani Bożenka złości się na ochroniarza. – I ty się zachwycasz, bo w PiS-ie obiecali 500 złotych na dziecko? Ludzi nie stać, żeby rodziny zakładać. A na starość też bieda. Mam 800 złotych emerytury i muszę sprzątać ubikacje, żeby na leki i jedzenie starczyło.

Na głosowanie pani Bożenka nie poszła. Jej największym marzeniem jest podróż w czasie. – Do komuny – uśmiecha się. – Mąż pracował w zakładzie, ja z czwórką dzieci siedziałam w domu. Na wszystko nas było stać.

Agnieszka Urazińska

Siedlce – Warszawa

Anna jedzie do Warszawy z Mrozów – po zimową kurtkę. Wymarzyła sobie czarną, z białym futerkiem. Niedawno zaczęła pracę w biurze turystycznym, to za pierwszą pensję.

– Właściwie to nie mam żadnych oczekiwań. To chyba trochę smutne, bo wybory powinny budzić jakieś nadzieje, lęki. Ale u mnie budzą tylko ramiona. Że wzruszam nimi do góry. Głosowałam na PO, bo jednak zależy mi na Polsce bardziej otwartej i okropne jest, jak konserwatyści wypowiadają się o imigrantach. W liceum chciałam nawet wstąpić do młodzieżówki PO. Wczoraj oglądałam wyniki w telewizji i nic jakoś nie poczułam. A kiedyś to bym pewnie krzyczała, że strach przed PiS. Pracę mam taką, że może być. Mam przyjaciół i znajomych oraz narzeczonego. Mam też ogródek, w którym rosną drzewa wiśniowe. Niech to trwa i tego niech mi nikt nie niszczy.

Sebastian jedzie z Siedlec do Warszawy na zajęcia z języka chińskiego (mandaryńskiego). Co się teraz zmieni w jego życiu? – Dostanę wrzodów, to na pewno. Już wcześniej nie dało się słuchać dyskusji o aborcji, religii i Smoleńsku. To co teraz będzie z samym PiS-em? A wystarczająco już nerwów mam przez chińskie literki. Wujek importuje narzędzia z Chin i powiedział, że widzi mnie u siebie w firmie. Chodzę więc na podstawy chińskiego. Co jest idiotyczne, bo ci jego Chińczycy mówią trochę po angielsku. Wujek twierdzi jednak, że muszę pokazać, że się staram. Wujek to moja szansa, inaczej zostanę w Siedlcach i będę się kisił jak ogór w słoiku. Głosowałem na Nowoczesną, choć jeszcze niedawno na Palikota. Ale Nowoczesna to dużo lepszy Palikot.

– Dużo smaczniej będzie mi się spało – uważa Łukasz, który po zajęciach z prawa cywilnego wraca do domu w Sulejówku. Co mu we śnie pomoże?

– Gospodarka, która ruszy z kopyta, i Polacy w końcu traktowani poważnie: na arenie międzynarodowej nie jak lokaj, a w kraju jak gospodarz, to znaczy godnie, żeby przestępca nie stroił sobie z nich żartów. Studiuję prawo i wiem, jak bardzo istotne jest, by było szanowane.

– Czym się prawo różni od sprawiedliwości?

– Prawo to jest narzędzie do wymierzania sprawiedliwości. I tak teraz będzie.

Wiktoria wraca z Warszawy do Siedlec z rozmowy o pracę (posada młodszej księgowej).

– Obudziłam się chyba o 5.30, bardzo się denerwowałam. Nakarmiłam kota, połaziłam sobie z kąta w kąt. Potem ubrałam się ładnie i umalowałam. Pojechałam dużo wcześniej, przesiedziałam godzinę w kawiarni, zastanawiając się, o co mogą pytać, i przypominając sobie angielski. Dopijałam drugą kawę, kiedy zadzwonili. Żebym jednak nie przyjeżdżała, bo znaleźli idealną kandydatkę z polecenia. Rozłączyłam się i popłakałam. Niestety, nie głosowałam, trochę z lenistwa. Ale odpowiadając na pytanie, mam nadzieję, że ten nowy rząd zrobi coś, żeby pracodawcy nie traktowali ludzi jak śmieci. A ja znajdę pracę. Ja szukam jej od pięciu miesięcy.

Władysław, elektromonter, jedzie do Warszawy na spotkanie z kolegą, którego dawno nie widział (dlatego jedzie pociągiem, mruga do mnie porozumiewawczo). Co się zmieni w jego życiu? Będzie mu weselej.

– Bo komuchy nie weszły. A PiS nie pozwoli wpuścić do Polski emigrantów i krzyży nie będzie zdejmować. Z przyjemnością też popatrzę, jak złodzieje i krętacze trafią do więzienia. Za to tobie, z „Wyborczej”, nie będzie wesoło – mówi, że to też poprawia mu humor.

Grzegorz Szymanik

Rzeszów – Warszawa

Za Nałęczowem podaje mi gorącą kawę, saszetkę cukru, na saszetce sentencja „Uwielbiam komplementy”, więc jej mówię: „Ma pani piękne rude włosy. Powiedziałbym nawet, że przechodzą w pomarańcz”. Od czterech lat rozwozi kawę w pociągach.

Najgorzej jest na trasie Łódź – Warszawa. Tam pasażerowie mówią konduktorce: „Schudnij, babo, potem się pchaj!”. A rozwożącemu kawę: „Wyny stąd!”. Nie zawsze rozwoziła kawę. Miała siedem sklepów ze wspólnikiem. Kłócili się. Płakała przez niego. Sklepy zamknęli.

– W Polsce nie będzie dobrze, tak jak nie mogło być dobrze z moimi sklepami. Powiem tak: zgoda buduje, niezgoda rujnuje.

Cztery ostatnie lata leczyła się z goryczy.

– Jak? – pytam. W odpowiedzi pokazuje zdjęcia w telefonie: – Tak mi ładnie w tym roku wzeszły. Proszę popatrzeć, cała balustrada w pelargoniach, cały dom. I posadziłam jeszcze dąb. Dąb symbolizuje nowy początek.

– A wynik wyborów to dla pani jakiś nowy początek?

– Nie.

Ryszard, choć jest emerytem, musi stać na korytarzu, bo w drugiej klasie nie było miejsc siedzących.

– Jak nastroje powyborcze? – pytam.

– A dobrze. Świetnie. Wieczór wyborczy oglądałem w sanatorium w Nałęczowie – trzy tygodnie tam byłem. Trochę musiałem dopłacić, żeby pan sobie nie pomyślał, że za darmo. Nie jestem taki znowu za PiS-em, ale Platforma przeginała. Kopacz powiedziała, że przekopali każdy centymetr w Smoleńsku, więc jakim cudem znajdowali potem kości? No i kilka afer im się uzbierało, na przykład ta z kelnerami. PiS ze wszystkiego ich rozliczy. Nie da się strzelić jak myśliwy do zająca, ale zwierzyna się przestraszy.

Andrzej był konduktorem, żona wychowywała dzieci. On z żoną zajął się ziemią. Dzieci mieszkają w Warszawie. Synowi zostało 18, a córce 21 lat spłacania hipoteki. Truskawek z żoną najbardziej pilnuje, bo za truskawki dają dzieciom na dwie raty kredytu – w czerwcu i lipcu.

– Rząd się weźmie za banki, za hipermarkety, za cwaniaków. Córka raz wzięła L-4, to jej nie przedłużyli umowy. Syn w upale powiedział, że brakuje wody w biurze, to kierownik kazał mu pić pomyje. Śmiali się ostatnio, że teraz to sobie zrobią po dwa dzieciaki, bo będzie 500 złotych na każde. Żonę to zdenerwowało, od razu wypaliła im, że dzieci się nie robi, tylko Bóg daje. Powiem tak: mnie to się już nie polepszy, ale młodym na pewno.

Marcin Wójcik

Berlin – Warszawa

Wola boska – rozkłada ręce Jacek.

W niedzielę wbiegł do lokalu wyborczego 15 minut przed zamknięciem. Pracował do późna i głosowanie chyba by odpuścił, ale żona kazała mu pójść. A w poniedziałek wstał o trzeciej rano i wsiadł do pociągu do Frankfurtu. Teraz wraca do Warszawy tym składem z Berlina. Dorabia, sprzątając toalety w pociągu EuroCity.

– Dwie kadencje rządów PO mnie osobiście nie zadowoliły – mówi. – Pożyjemy i zobaczymy – zwycięstwo PiS komentuje z dystansem. Na kogo więc głosował? Na PiS. A cztery lata temu? Też na PiS.

Jacek ma pięć córek, najmłodsza ma 16 lat, dwie już pracują. Ale jest sceptyczny, gdy słyszy o obietnicy 500 zł na dziecko. – I biedni, i bogaci dostaną po równo? Niech oni już lepiej przy rodzinie nie majstrują – mówi. Najbardziej chciałby, żeby zmieniło się podejście pracodawcy do szeregowego pracownika. – Podam na przykładzie z innej branży: piekarzowi płacą za pieczenie chleba, ale potem okazuje się, że musi też zamiatać wokół piekarni – opowiada. – Ale czy PiS jest w stanie to zmienić? – wątpi. Nie wie, na kogo głosowała żona, chyba też na PiS.

Ewa spędziła w Berlinie weekend. Miała spotkanie biznesowe. 37-latka, pracuje w firmie prawniczej, mieszka w Warszawie. Wychowuje sama córkę, ma mieszkanie na kredyt. Nie głosowała. – Nie mam na kogo – mówi.

Kiedyś nawet była radną w Warszawie z ramienia SLD. Napatrzyła się i myśli teraz, że wszystkie partie są podobne, chodzi im tylko o władzę. Ale przegraną Platformy przyjmuje z pewnym zadowoleniem. – Po dwóch kadencjach starczy – ocenia. A wygrana PiS? – Może to i dobrze? Pamiętam, jak ta partia rządziła w Warszawie i jak dobrze się miastu przysłużyła. Tak, ironicznie mówię – myśli, że pełnia władzy w rękach PiS obnaży tę partię ostatecznie.

– Szczerze? Wyłączyłam telewizor, jak zaczęli przemawiać Kaczyński i Szydło. Nie mogę ich słuchać, tak się denerwuję – mówi Janina, lat 63. Jedzie do Warszawy, tam przesiadka do Białej Podlaskiej, jak co roku na Wszystkich Świętych. Od 25 lat mieszka w Niemczech. Najpierw wyjechał mąż, Ślązak, potem ona i dzieci.

Głosowała w Niemczech, na PO, tak jak cała jej rodzina. – W poprzednich wyborach też. Ja jestem jak kibic piłkarski, nie zmienia się drużyny na inną, nawet gdy ma słabszy sezon – uśmiecha się. PiS denerwuje ją wszystkim, ten ich populizm, np. w sprawie wieku emerytalnego. – W Niemczech też muszę pracować do 65. roku życia. Pracować trzeba wszędzie – Janina sprząta w restauracjach.

W pierwszej klasie siedzi Agata, lat 31. Dosiadła się w Świebodzinie, weekend spędziła w pałacu w Łagowie z przyjaciółmi z Londynu. Mieszka w Anglii od dziesięciu lat. Wyjechała na studia, pracuje na stanowisku menedżerskim. Ma urlop. W Warszawie przesiądzie się do Polskiego Busa i pojedzie do rodzinnego Radomia.

Jak przyjęła wygraną PiS? – Spokojnie. Dobrze, że prezydent i premier będą z jednej partii. To daje szansę na spokojne rządy – mówi. Nie głosowała, spóźniła się z załatwieniem formalności. Głosowałaby na PiS. Dawno temu była w młodzieżówce PO. Ale teraz to PiS wydaje jej się partią świeżą. – W Platformie widziałam za dużo arogancji – mówi.

Za rok wraca do Radomia. Przejmie firmę rodzinną – obrót zabytkowymi nieruchomościami. Kiedy weszłam do jej przedziału, czytała „Księgę biznesu rodzinnego”. Mówi, że ciekawie się to układa w Polsce. Za rok będą u nas Światowe Dni Młodzieży. I teraz ta wygrana PiS. Wszystko się układa w jednym duchu.

– Jestem załamany Polakami! – Zbigniew, lat 54, rozwiązywał krzyżówkę. – Widziała pani wczoraj, jak oni na niego patrzyli? Ostatnio widziałem coś takiego, jak Jan Paweł II przyjechał. Oni są jak w letargu. I klaszczą. Ja-ro-sław! Be-a-ta! Albo jak można głosować na takiego człowieka jak Kukiz? Szok! Zobaczy pani, za rok w Polsce będzie tragedia. Wszystko rozwalą, od polityki zagranicznej po finanse. Gdy państwo tąpnie, najbardziej ucierpią właśnie ci słabi.

Zbigniew nie głosował. Był w interesach w Niemczech. Myśli o sprowadzaniu używanych sprzętów AGD. Prowadził już w życiu różne biznesy – restauracje, dyskoteki, sklepy. Ale w Polsce, wiadomo, prywatną inicjatywę się dusi, miał przejścia z sanepidem, z urzędami. – To może jednak za rządów PiS coś się zmieni? – dopytuję. – Będzie gorzej, na pewno! Nie poszedłem na wybory, bo wiedziałem, że oni i tak wygrają. I nie miałem też już siły na PO głosować. To jeszcze najrozsądniejsza partia. Oni i SLD. Ale ta Ewa Kopacz, co ona może zrobić sama? Jakie ona ma zaplecze? I ta banda łobuzów z PO, co piją wino za 6 tysięcy, a na domy dziecka pieniędzy brakuje. U nas jest w ogóle polityka straszna. PSL – jedna wielka klika. Petru – kolejny cwaniak. Korwin, Kukiz – tego nie da się znieść. I Kaczyński, który mówi, że znajdzie bilion 400 miliardów!

Dopytuje, co mówili mi inni ludzie z pociągu. Opowiadam o młodej dziewczynie, która planuje powrót do Polski i którą cieszy wygrana PiS.

Zbigniew osłupiały: – Nie mógłbym takiej kobiety wziąć za żonę.

Violetta Szostak

Wideo „Dużego Formatu”, czyli prawdziwi bohaterowie i prawdziwe historie, Polska i świat bez fikcji. Wejdź w intrygującą materię reportażu, poznaj niezwykłe opowieści ludzi – takich jak Ty i zupełnie innych.

W ”Dużym Formacie” czytaj też:

Nieufny jak Polak. Ufamy tylko rodzinie
Wyrwijmy dzieci z rodziny – to najpewniejszy sposób, by to zmienić. Rozmowa z psychologiem społecznym Januszem Czapińskim

Ufny jak Polak
On poprosił, a pan wypłacił z konta i mu po prostu dał? Bez żadnego zabezpieczenia?

Wychowawcy bili i wyzywali podopiecznych w ośrodku w Renicach
Nikt nam nie wierzy. Bo jesteśmy śmieciami. Patologią. Ludzie uważają, że potrafimy tylko kłamać i mścić się za nasze nieudane życie – skarżą się wychowankowie Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego

Dzień pierwszy w kraju PiS
Pięciu reporterów wsiadło w poniedziałek do pięciu pociągów

Wielodzietni Kaszubi. Gmina z klimatem miłości
Bo my tu swoją skalę seksu mamy. Od jednego do dziesięciorga

Towarzyszki śmierci. Czułość na odchodne
Na wsi umiera się w domu, prawem starszego człowieka jest śmierć we własnym łóżku

11 samców alfa w puszce zdobywa Antarktydę
Religia i polityka na Antarktydzie są zakazane. Rozmowa z żeglarzem Krzysztofem Jasicą

Mariusz Grzegorzek: Więcej ciała, materii, ciężaru
Bielas pyta: Co byś powiedział sobie młodemu. Rozmowa z Mariuszem Grzegorzkiem, reżyserem

Smartfon jest jak smoczek – sama jego obecność uspokaja
Obudził mnie dźwięk telefonu uderzającego o podłogę. Spojrzałem na własną dłoń – była ułożona tak, jakbym wciąż trzymał komórkę. I wtedy mnie tknęło. Rozmowa z fotografem Erikiem Pickersgillem

dzieńPierwszywKrajuPiS

wyborcza.pl

Reklamy