Zandberg, 31.10.2015

 

O. Rydzyk cieszy się z wyniku wyborów. „Dziękuję Panu Bogu, to jest ogromna szansa”

AB, 31.10.2015
Dyrektor Radia Maryja nigdy nie ukrywał swojej sympatii wobec partii Jarosława Kaczyńskiego – prezes PiS miał z nim nawet konsultować nazwiska na listach. Teraz, już po wyborach, o. Rydzyk opowiedział „Naszemu Dziennikowi” o oczekiwaniach wobec nowych władz. A są one duże.

Tadeusz Rydzyk

Tadeusz Rydzyk (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

 

Wywiad z o. Rydzykiem jest mocno upolityczniony – już pierwsze pytanie zadane zakonnikowi dotyczy tego, jak „oczami wiary” patrzy on na to, co się wydarzyło 25 października.

– Tego, co teraz dotyka Polskę, najbardziej się boję – mówi duchowny. I wymienia: „Tej antycywilizacji życia, antycywilizacji miłości, wbrew naturze, wbrew prawu naturalnemu”. – Najpierw po komunizmie oszukano „Solidarność”, ale wtedy był Ojciec Święty. A później wybory po strasznej katastrofie smoleńskiej – walka z krzyżem to był początek – potem satanistyczne orgie na Krakowskim Przedmieściu – wspomina w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

 

Co jeszcze? Na koniec dyrektor Radia Maryja bierze na cel in vitro. – To było też pokazanie, w jakim kierunku idziemy: wbrew naturze, wbrew naszej cywilizacji, wbrew tysiącletniej kulturze polskiej. My musimy uratować w sobie po prostu normalność – zaznacza.

„To jest ogromna szansa. Prezydent, Sejm, Senat, rząd…”

O. Rydzyk przytacza też komentarz jednej z osób, która mówiła, że w przypadku wygranej PiS będziemy mieli „republikę wyznaniową”. – A przecież gdy odrzucimy Pana Boga, możemy mieć republikę bandytów, złodziei, zboczeńców – zastrzega.

Po czym dodaje: – Patrząc na to, co się stało, dziękuję Panu Bogu, to jest ogromna szansa. Prezydent, Sejm, Senat, rząd… Teraz tylko, żeby to się udało – będzie bardzo ciężko. Dlatego musi być potężna modlitwa. Należy wspierać każde dobro, gdziekolwiek ono jest, rozmawiać na argumenty.

 

oRydzykCieszySię

gazeta.pl

Razem. Pięć minut sławy i co dalej

Maciej Jarkowiec, 31.10.2015

Adrian Zandberg: Zdjęcie w koszulce z Marksem? Jakby dobrze poszperać, znalazłoby się też takie z irokezem na głowie, Sidem Viciousem na koszulce i wielkim napisem

Adrian Zandberg: Zdjęcie w koszulce z Marksem? Jakby dobrze poszperać, znalazłoby się też takie z irokezem na głowie, Sidem Viciousem na koszulce i wielkim napisem „No Future”. Koszulki mają swoje prawa, choć Marks to ciekawy ekonomista, socjolog i filozof (PRW140826_01)

Adrian Zandberg z Razem dostał cztery lata i 14 milionów złotych na zbudowanie partii, która zrobi z Polski Skandynawię

Zacznijmy od końca, czyli od przyszłości.

– Plan na najbliższą przyszłość to nie kilka, tylko kilkadziesiąt procent! – woła ze sceny w warszawskim kinie Luna jeden z działaczy Razem chwilę po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów.

Zarejestrowana w lipcu partia, o której większość Polaków pierwszy raz w życiu usłyszała pięć dni przed wyborami, zdobyła 3,62 proc. głosów. Oznacza to, że do następnych wyborów partia będzie dostawać subwencję z budżetu – co roku 3,2 mln zł. Dla ugrupowania, które wydało mniej niż 300 tys. na kampanię i gnieździ się w małym, zagraconym mieszkanku przy Lwowskiej w Warszawie, to kolosalna suma. Pozwoli działać z większym kopem.

– Mają szansę stać się dużą lewicową siłą?

Aleksander Smolar, szef Fundacji Batorego: – To zależy od tego, czy pójdą na kompromis z rzeczywistością.

Adrian Zandberg z Partii Razem: Wielki biznes i najbogatsi odmawiają współpracy. Trzeba to zmienić

My, patrioci

Po godzinie 19 przed kinem Luna, kilka kroków od placu Zbawiciela, mekki hipsterów i młodej inteligencji, chmura dymu unosi się nad okutanymi w kurty palaczami. Wszyscy młodzi, faceci w większości brodaci. W środku, w lobby, więcej brodaczy, ochroniarze też z brodami, tylko reporterzy z telewizji gładziuteńcy jak lusterka. W barze piwo i cydr za opłatą, na stołach darmowe ciastka, soki, kawa. Atmosfera klubokawiarniana, dzieciaki ganiają za białymi balonami z napisem „Razem”, kręcą się w obrotowych fotelach, rysują, leżąc na podłodze.

Na sali kinowej test flag przed wejściem na wizję. – Tych siedzących z tyłu zapraszamy na scenę! Nie zachowujcie się jak PSL!

Z głośników „Gimme Shelter” Stonesów.

Piotr Krupa, czekając na wyniki, czyta w kinowym fotelu. Thich Nhat Hanh, „Spokój umysłu”, klasyczna pozycja w kategorii „buddyzm zaangażowany”. Na szyi mala – buddyjski różaniec. Ostatni raz głosował chyba w latach 90., nie pamięta na kogo. W młodości był anarchistą, ale zmądrzał. Potem prowadził szkolenia dla handlowców z technik sprzedaży i znów zmądrzał. Dziś jest weganinem, założył portal o buddyzmie i „chwyta się różnych zajęć”. Na Razem trafił w sieci. Poszedł na spotkanie. Spodobał mu się klimat i podejście ludzi. Teraz kandyduje z 10. miejsca w Radomiu. – Żeby państwo służyło ludziom, a nie korporacjom.

Magdalena Zelent, jedynka w Chełmie, doktoryzuje się z Pasoliniego. Pomieszkuje we Włoszech. Gdy przyjeżdża do Polski, wraca do swojej rodzinnej Dubienki nad Bugiem. Chce się tam osiedlić po doktoracie i dalej, jak przez ostatnie lata, działać społecznie. Prowadziła warsztaty teatralne w zakładach karnych, świetlice środowiskowe, terapie przez kulturę. Lewicowość ma we krwi. – Moi dziadkowie to byli socjaliści.

W swoim regionie widziała, jak Polska A rozjeżdża się z Polską B. Mama straciła pracę, kolega z klasy, wybitny chemik, nie dostał stypendium i wylądował w kasie w Tesco.

– Nie korci panią, żeby zostać we Włoszech?

– Jestem patriotką. Mam wykształcenie, potencjał i tutaj chcę to wykorzystać.

***

Ryszard Bugaj, były lider Unii Pracy, nazywa Razem partią „młodszych asystentów z wyższych uczelni”. Wśród jej członków i zwolenników przeważają ludzie przed czterdziestką, często ledwie po dwudziestce. Spośród jedynek w 41 okręgach tylko pięć osób skończyło 40 lat. Przekrój zawodowy działaczy i wyborców jest szeroki: graficy, programiści, socjolodzy, językoznawcy, muzycy, filologowie, plastycy, instruktorzy jogi, etatowi społecznicy i właściciele sklepów z designerskimi rowerami. Tramwajarze, piekarze, spawacze – jeśli są, to w marginalnej mniejszości. – To nie jest ani ruch, ani elektorat ludowy – mówi znany działacz społeczny. – Znajdą się tam amatorzy melanżu i sporo hipsterki, ale dominują osoby od lat autentycznie zaangażowane w różnych organizacjach.

Badania exit poll pokazały, że Razem ma największe poparcie wśród ludzi wykształconych w wieku 30-39 lat, z wielkich miast.

Na wieczorze wyborczym w Lunie robotników nie znajduję. Za to po ogłoszeniu wyników ze sceny niosą się płomienne mowy.

– Zrobiliśmy to, do czego namawiali nas od dawna – wzięliśmy sprawy w swoje ręce!

– Nie jesteśmy marketingowym projektem za milion dolarów!

– Jesteśmy największym ruchem społecznym od czasów pierwszej „Solidarności”!

Lider czyni cuda

Wieczorem we wtorek 20 października lider warszawskiej listy Razem Adrian Zandberg idzie przeszklonym korytarzem w budynku TVP na Woronicza, prowadzony przez kamerę jak bokser przed walką. Po jego prawej Maciej Konieczny, jedynka z Gdyni, jak zwykle w bluzie z kapturem; po lewej rzeczniczka partii Marta Nowak z płócienną torbą na ramieniu. Zandberg w rozpiętej pod szyją, wyjętej ze spodni koszuli na końcu korytarza pyta z uśmiechem: – W lewo czy w prawo?

Ten wieczór będzie należał do niego. – Chcemy mieć porządne europejskie państwo czy państwo z tektury? – zaczyna swoje wystąpienie na debacie. Potem jest tylko lepiej. Celnymi strzałami broni uchodźców, atakuje Barbarę Nowacką i Ryszarda Petru; pokazuje łagodną twarz, odrzucając potrzebę wojny z Kościołem. Na tle gadających jak automaty lub wariaci konkurentów wypada konkretnie i po prostu sympatycznie.

Zwycięzca debaty – ogłaszają zgodnie komentatorzy od lewa do prawa.

Podobnie myślą zwykli forumowicze: „Gość będzie prezydentem, zobaczycie”. Pod naporem nagłego zainteresowania pada strona partii.

Na drugi dzień na Lwowską zajeżdżają ekipy telewizyjne. Wieczorem wszystkie największe stacje dają w prime timie materiały o Razem; Zandberg jedzie do programu Moniki Olejnik.

Magdalena Zelent: – Kampania podzieliła się nam na przed debatą i po niej. Przez ostatnie kilka dni w moim regionie słyszałam na okrągło: „Fajny ten wasz brodacz”.

Szef Krytyki Politycznej Sławomir Sierakowski komentuje po debacie: – Jeśli Razem nie wejdzie do Sejmu, ludzie z partii będą sobie pluli w brody, że wcześniej nie wypromowali Zandberga na lidera.

Prof. Janusz Czapiński, socjolog: – Razem to liczne i bardzo sensowne towarzystwo, ale ten młody człowiek z brodą zaświecił w debacie jak słoneczko. Lider musi być, dziennikarze muszą wiedzieć, do kogo dzwonić.

Aleksander Smolar: – Podoba mi się ich pryncypialna antyhierarchiczność, ale politycznie to błąd. Zandberg powinien wypłynąć przynajmniej miesiąc wcześniej.

Późną nocą po wyborach stary wyjadacz Jacek Kurski dostaje w TVP pytanie, czy Razem ma szansę się piąć.

– Jasne, że tak, ale muszą skończyć z tym idiotycznym paradygmatem, że nie mają lidera.

Kilka godzin później Adrian Zandberg mówi mi nad poranną kawą:

– Nie ma wodza i nie będzie wodza. Mamy 41 liderów w 41 okręgach. Jedną z podstawowych rzeczy, które chcemy udowodnić, jest to, że możliwy jest inny model polityki niż ten, który uprawia Jacek Kurski.

Triumwirat

W styczniu 2015 r. powstaje list z apelem o wspólny start lewicy społecznej w wyborach do parlamentu. Podpisy składa kilka setek osób ze środowisk Krytyki Politycznej, Zielonych, Młodych Socjalistów (MS) i innych organizacji. Daje to początek fermentowi na lewicy, który z jednej strony urodzi koalicję SLD, Palikota i mniejszych ugrupowań, a z drugiej – nową Partię Razem.

Choć Razem formalnie nie ma lidera i z pozoru jest świeżuteńką inicjatywą, w praktyce kierownictwo jest dość konkretne i lewicowcom dobrze znane od lat. Partia w dużej mierze jest dzieckiem Adriana Zandberga, Marceliny Zawiszy i Macieja Koniecznego, tercetu lewicowych aktywistów i ich najbliższych kolegów od ponad dekady działających wspólnie w wielu grupach, między innymi w MS i Zielonych.

Stowarzyszenie Młodzi Socjaliści powstało jako młodzieżówka Unii Pracy, a później funkcjonowało niezależnie. Kilka tygodni temu zakończyło działalność i raczej nie może się pochwalić wieloma sukcesami. Za pieniądze ze składek członkowskich i grantów od niemieckiej Fundacji im. Róży Luksemburg związanej z radykalnie lewicową partią Die Linke głównie organizowało debaty w wąskim gronie i zwracało członkom koszty wyjazdów na liczne demonstracje.

Działacze, których drogi rozeszły się z dzisiejszymi liderami Razem, wspominają, że Zandberg, Zawisza i Konieczny działali we frakcji MS niechętnej wszelkim sojuszom i często brutalnie rozprawiającej się z myślącymi inaczej. – Wchodzili w osobiste konflikty ze wszystkimi, którzy mieli inne pomysły – mówi jeden z byłych członków. – Działali na zasadzie „dziel i rządź”, napuszczali przyjaciół na siebie, uprawiali sporo hejtu w sieci.

Kilkoro innych naszych rozmówców ze środowiska MS i Zielonych, którzy w kwaśniej atmosferze rozstali się z dzisiejszymi liderami Razem, też nie ma o nich wiele dobrego do powiedzenia.

– Udało im się zaangażować masę ludzi do tej pory obojętnych na politykę, to wielki sukces – mówi jedna osoba. – Ale znając ich, obawiam się, że szybko zaczną rządzić żelazną ręką i fala członkowska zacznie opadać. Nie wróżę sukcesu za cztery lata.

– Tam są spore pokłady fałszu i arogancji – stwierdza inna działaczka.

Za najważniejsze założenie strategiczne twórcy Razem uznali stworzenie czegoś zupełnie nowego, zbudowanie ugrupowania w 100 proc. z ludzi medialnie anonimowych. Między innymi dlatego odrzucili współpracę ze starym aparatem SLD, ale też z Januszem Palikotem, z Barbarą Nowacką, a nawet z Anną Grodzką, która została odsunięta jako jedna ze „zgranych twarzy”.

Mimo to Grodzka nie zgadza się z krytykami szefostwa Razem.

– Rozeszłam się z nimi, ale nie mam wątpliwości, że to ideowcy myślący w kategoriach interesu społecznego, a nie własnego. Są sprawni, pełni energii i autentyczni.

***

Na majowy kongres założycielski do niewielkiej sali w starym budynku Universalu w Warszawie przyjechało 200 osób, wiele z nich wcześniej zupełnie niezwiązanych z polityką. Po imprezie rozjechali się po Polsce i zaczęli werbować.

Jacek Wezgraj, jedynka w Koszalinie, uzbierał w mieście kilkunastu aktywistów. Najmłodszy – 18-letni, najstarszy – koło pięćdziesiątki. Chodzili z ulotkami na giełdę i pod ratusz. Zrobili dwa spotkania, przyszło kilkanaście osób. Nie wydrukowali żadnego plakatu, o billboardach nie wspominając, nie opłacili żadnej audycji wyborczej. Na całą kampanię wydali 1500 zł. Rezultat: 4,4 proc. głosów w Koszalinie, przed PSL-em, tuż za Korwinem.

– Zrobilibyście taki wynik bez „efektu Zandberga”?

– Zrobilibyśmy jeszcze lepszy, gdyby media, w tym publiczne, przez całą kampanię traktowały nas na równi z innymi komitetami. Przed debatą TVP poświęciła nam łącznie osiem sekund. PiS-owi – 15 godzin.

Z braku kasy i czasu na antenie rekruterzy Razem skazani byli na agitację w sieci.

Paulina Borek, jedynka z Kielc: – Na Facebooku znajomy polajkował jakąś nową Partię Razem. Poszliśmy z mężem na spotkanie i tak się zaczęło, choć wcześniej nigdzie nie działaliśmy.

Razem nie ma biur w regionach. Spotkania zwołuje się w knajpach, gdy trzeba przeprowadzić głosowanie, jest zrzuta na wynajem sali.

Grupa kielecka szybko urosła do stu osób. Robili kampanię, zagadując ludzi na ulicach i jeżdżąc na debaty do lokalnych mediów czy na Uniwersytet Jana Kochanowskiego. Borek przyznaje, że „przed Zandbergiem” agitacja szła słabo. – Dopiero po debacie ludzie chcieli z nami rozmawiać.

Widziane z trzepaka

Adrian Zandberg urodził się w Aalborgu w Danii w 1979 r. Gdy miał sześć lat, rodzice postanowili wrócić z emigracji. Sam tego nie pamięta, ale ponoć bardzo protestował. Szybko jednak wsiąkł w podwórkowe życie dzieciarni na Mokotowie. – Jestem z ostatniego pokolenia wychowanych na trzepaku – mówi.

Marcelina Zawisza też dorastała na podwórku, tyle że w katowickim Nikiszowcu. Rodzina górnicza, związkowa. Ojciec był ratownikiem. – Tylko raz opowiedział przy kolacji, co przeżywa w robocie. Było na tyle strasznie, że już więcej nikt z rodziny go o to nie pytał.

Partia Razem: Wyborcy nie dali się nabrać, widzieli, że za projektem „Zjednoczona Lewica” stali Miller i Palikot

Zawisza do lewicowości dojrzewała dość szybko – w czasie dziewięciu miesięcy spędzonych w szpitalu, gdy jako 13-latka walczyła z rakiem. – Opieka lekarzy i pielęgniarek była świetna i równa dla wszystkich, ale rodzice biedniejszych dzieci przychodzili rzadziej, zawsze przemęczeni, przynosili mniej – wspomina.

Maciej Konieczny, choć startował z Gdyni, też jest Ślązakiem. – Dorastałem w Gliwicach, gdzie silna była wspólnota zbudowana wokół kopalnianego szybu. Byłem chuderlawym, zakompleksionym chłopakiem, co w szkole średniej doprowadziło mnie do nierozsądnej fascynacji prawicą.

– A dokładniej?

– Polska dla Polaków. Można powiedzieć, że faszyzowałem.

Na lewo przeszedł w czasie studiów, kiedy odkrył feminizm. Wywalił glany i szelki, zapuścił włosy i brodę, założył dres. To jego znak firmowy. – Ubiór ma znaczenie polityczne, to jest kwestia reprezentacji. Ludzie ubierają się różnie, a dziś w polityce są tylko goście w drogich garniturach reprezentujący innych gości w jeszcze droższych garniturach.

Zandberg na trzepaku na początku lat 90. zobaczył, że kumple zaczynają się dzielić na tych, co mają, i tych, co nie mają. Dom był lewicujący, mama głosowała na Unię Pracy. Jak tylko dorósł, poszedł się zapisać do ich młodzieżówki. Niewiele później na jednej z pikiet ktoś zrobił mu głośne dziś zdjęcie w koszulce z Marksem.

– Jakby dobrze poszperać, znalazłoby się też takie z irokezem na głowie, Sidem Viciousem na koszulce i wielkim napisem „No Future” – mówi. – Koszulki mają swoje prawa, choć Marks to ciekawy ekonomista, socjolog i filozof.

Pierwszego na liście autorytetów wymienia jednak prof. Tadeusza Kowalika, ekonomistę związanego z KOR-em i „Solidarnością”, a później zagorzałego krytyka polskiej transformacji. Jako młody działacz podziwiał też Jacka Kuronia; napisał wspólnie z nim tekst opublikowany w „Wyborczej” pod tytułem „III RP dla każdego”.

W tamtym czasie z Zandbergiem zetknął się Karol Modzelewski. Dziś pytany o Razem stwierdza krótko: – Jedyna lewica w Polsce godna tego miana.

***

Pomysł Razem na polską gospodarkę jest radykalnie lewicowy i w największym skrócie wygląda tak: sześć progów podatkowych, najbogatsi oddają fiskusowi 75 proc. powyżej określonego pułapu dochodów, kwota wolna od podatku wzrasta do 12 tys. zł, płaca minimalna do 15 zł za godzinę, a na śmieciówkach do 20. Tydzień pracy skraca się do 35 godzin, budujemy mieszkania czynszowe za pieniądze z budżetu i inwestujemy w innowacje.

Przychylny Razem działacz społeczny identyfikujący się z lewicą ocenia: – Martwi mnie, że stawiają tylko na redystrybucję. To archaiczne, taka Szwecja 40 lat temu. Dzisiaj to już tak nie działa.

Znany analityk i krytyk korporacjonizmu Piotr Kuczyński: – Miejscami ich program jest niestety księżycowy. Sześć progów – przesada. Podatek 75 proc. – większa przesada. Płaca minimalna w wysokości 20 zł – przesada totalna. Muszą dojrzeć, czekam na mniej utopijne propozycje.

Witold Orłowski, doradca ekonomiczny prezydentów Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego i Dudy, nazywa Razem ugrupowaniem lewackim i tłumaczy: – Lewackość to przekonanie, że nie trzeba dbać o gospodarkę, że ona poradzi sobie sama, a zadanie państwa polega na dzieleniu tego, co jest w budżecie. To podejście antysystemowe, w całej Europie na zupełnym marginesie.

Działacze Razem na te zarzuty odpowiadają raportem niezależnego Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA, z którego według nich wynika, że ze wszystkich wyborczych obietnic najbardziej realne były te Ryszarda Petru i Razem.

– Często każą się nam tłumaczyć z propozycji, których nie ma w naszym programie – mówi Zandberg. – Choćby NATO. Ciągle słyszę, że chcemy wystąpienia Polski z Sojuszu. Ktoś tak gdzieś napisał. Bzdura, niczego takiego nie mówimy. Ponadto jesteśmy za wzmacnianiem obronności budowanej w ramach struktur Unii, potępiamy agresję putinowskiej Rosji na Ukrainie.

Dariusz Szwed, były szef Zielonych, krytykuje dawnych kolegów z innych pozycji: – Nowoczesna lewica rozumie, że żyjemy w globalnej wiosce, i szuka rozwiązań na poziomie międzynarodowym, bo tam jest źródło problemów – choćby globalne ocieplenie. Razem daje tylko recepty klasowe. Walka klas to czas zaprzeszły.

Układ rozbijemy

Choć od zamknięcia lokali wyborczych minęło dopiero kilkanaście godzin, w siedzibie partii na Lwowskiej kilkoro aktywistów już szykuje się do kolejnych wyborów. Zanurzeni w laptopach prognozują następny wynik Razem na 25 proc. I nie za cztery, tylko już za dwa lata. – PiS skutecznie wykończy się sam przed końcem kadencji – przewidują.

Eksperci nie są tacy pewni. I zwracają uwagę, że elektorat zorientowany na sprawy socjalne nie tak łatwo będzie wyszarpać prawicy.

Prof. Czapiński: – Widziałbym Razem bardziej jako ugrupowanie z poparciem 10 proc., które koncentruje się na kwestiach światopoglądowych, czyli lepiej i skuteczniej robi to, co nieskutecznie robił Palikot.

Aleksander Smolar: – Jeśli znajdą kompromis między ideałami a rzeczywistością, mogą się stać istotną siłą modernizującą polską lewicę. Ale tylko w sojuszu z innymi środowiskami. Sami nie mają potencjału, by stać się wielką partią wpływającą na losy kraju.

Jak będzie z tym sojuszem? Słyszę, że szansa na współpracę Razem z tym, co powstanie na zgliszczach Zjednoczonej Lewicy, pojawi się tylko wówczas, jeśli z polityki odejdzie stara gwardia z SLD. Ale nawet wtedy młodzi z Razem będą niechętni. – Stworzyliśmy coś nowego i chcemy to konsekwentnie rozwijać pod naszym szyldem – mówią dzień po wyborach.

Zapowiadają, że dalej będą robić swoje. Do tej pory finansowali się głównie ze składek członkowskich i wpłat od sympatyków zbieranych przez internet. Teraz duże pieniądze z budżetu chcą wydać na edukację, walkę z eksmisjami, obronę praw pracowniczych. – Poparcie dalej budujemy oddolnie, przez działania społeczne w małych miastach, a nie odgórnie, przez medialne szopki i billboardy – stwierdza Zandberg.

Tryskają optymizmem. Magdalena Zelent w końcu wróci z Włoch na dobre: – Za cztery lata pożegnamy się z układem, będziemy partią rządzącą.

Jak Razem chce naprawić kraj

– Płaca minimalna 15 zł, na śmieciówkach 20 zł.

– Obowiązkowe umowy o pracę przy realizacji zamówień publicznych.

– 35-godzinny tydzień pracy i likwidacja 12-miesięcznego okresu rozliczeniowego, dzięki któremu firmy unikają płacenia pracownikom za nadgodziny.

– Prawo do zakładania związków zawodowych dla pracowników na śmieciówkach.

– Zakaz darmowych staży.

– Ograniczenie handlu w niedzielę i święta.

– Stawka podatkowa „dla prezesów” – 75 proc. od dochodów powyżej 500 tys. zł rocznie.

– Dodatkowy podatek dla korporacji, które – zamiast inwestować – przetrzymują nadwyżki kapitałowe na kontach.

– Przeniesienie części urzędów centralnych poza stolicę, co zaktywizuje mniejsze ośrodki.

– Odtworzenie sieci lokalnych połączeń kolejowych i autobusowych.

– Budowa mieszkań pod wynajem finansowana z budżetu centralnego.

– Pomoc w organizowaniu spółdzielni w miejsce dotacji dla mikrofirm, które często sprowadzają się do tzw. samozatrudnienia.

– Odbudowa przemysłu poprzez fundusz inwestujący w nowe technologie i wdrażanie rozwiązań opracowywanych na polskich uczelniach.

– Ustawa reprywatyzacyjna, która uniemożliwi przejmowanie roszczeń przez oszustów. Posiadacze roszczeń, których nie można zakwestionować, otrzymają odszkodowania w formie pieniężnej, w wysokości nieprzekraczającej 10 proc. wartości gruntu.

– Likwidacja składki zdrowotnej – służba zdrowia finansowana bezpośrednio z budżetu państwa.

– Bezpłatne podręczniki w szkołach podstawowych i średnich.

– Weto dla TTIP – traktatu handlowego między Unią Europejską a USA.
Źródło: Deklaracja programowa Razem

Wideo „Magazynu Świątecznego” to coś więcej – więcej wyjątkowych tematów, niezwykłych ludzi, najważniejszych wydarzeń, ciekawych komentarzy i smacznych wątków. Co weekend poznasz ciekawy przepis, zasłuchasz się w interpretacji wiersza i przyznasz, że jest cudem, dowiesz się, co w trawie piszczy – w polityce, kulturze, nauce.

W Magazynie Świątecznym:

Oskarżam!
Oskarżam, bo jestem przerażony wizją, w której za kilka lat jedyną realną alternatywą dla PiS-u będzie jeszcze bardziej histeryczna i szowinistyczna prawica

Razem. Pięć minut sławy i co dalej
Adrian Zandberg z Razem dostał cztery lata i 14 milionów złotych na zbudowanie partii, która zrobi z Polski Skandynawię

Timothy Snyder: W stanie wyjątkowym zabijamy
Jeśli zwykli policjanci z Bremy jadą do Kijowa i ot tak zabijają Żydów – to najpierw zabijają na rozkaz czy z posłuszeństwa, a dopiero potem szukają ideologii. To dotyczy Niemców, Polaków, Litwinów, wszystkich. Z Timothym Snyderem rozmawia Maciej Stasiński

Akcja „Znicz”
Wypadków śmiertelnych widziałem około 600. Nad zwłokami tych, którzy zginęli z powodu lekkomyślności czy nadmiaru fantazji, zastanawiam się, co by ich powstrzymało. Świadomość, że kiedy zginą, na serce umrze ich matka?

Czteromilionowy Liban coraz gorzej radzi sobie z milionem uchodźców
Syn Eidy ma 34 dni i jutro mógłby być wypisany do domu. Ale szpital nie odda go matce, dopóki nie dostanie 2,3 tys. dol.

O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego
Już nie było pożądania. Były tylko czułość i żal, że wszystko tak strasznie się kończy. Bał się go dotknąć. Bał się, że zrobi mu krzywdę, że tamten jest za słaby, a on sam zbyt duży, ciężki, niezgrabny

Niedziela będzie dla nas. Franciszek Walicki (1921-2015)
Spod jego ręki wyszli: Niemen, Stanek, Rusowicz, Nalepa, Skrzek. Przekonał PRL-owskich cenzorów, że Jimmy Page, gitarzysta Led Zeppelin, to słynna wokalistka i dlatego na okładkowym zdjęciu ma włosy niżej ramion

Monty Python. Im głupiej, tym lepiej
Największe osiągnięcie Pythonów? Szkolne zabijaki, które obejrzały program, uznały, że fajniej jest być przygłupim niż niebezpiecznym

Nie grajmy w telenoweli Kremla
Dzisiejsza konfrontacja Zachodu i Moskwy na pewno nie jest zimną wojną. Opisywanie tej sytuacji za pomocą starych terminów kończy się tym, że tańczymy tak, jak nam Putin zagra

lewąMarsz

wyborcza.pl

Reklamy