Kopacz (21.10.2015)

 

Wybory 2015. Niemieckie media tłumaczą sukcesy PiS. „To partia bojaźliwych”

Monika Skarżyńska, Deutsche Welle, 21.10.2015
„PiS mobilizuje w Polsce przede wszystkim tych, którzy czują się w pewien sposób odseparowani od reszty kraju” – pisze monachijski dziennik „Süddeutsche Zeitung”. I tłumaczy, dlaczego wielu Polaków zamierza głosować w niedzielę na partię Jarosława Kaczyńskiego.

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta)

 

W kontekście trwającej debaty przedwyborczej gazeta przypomina, że Andrzej Duda pokonał w majowych wyborach prezydenckich Bronisława Komorowskiego, który „zbytnio liczył na premię jako urzędujący prezydent”. Jak pisze SZ, wielu ludzi ma nadzieję, że dzięki Dudzie Polska zmieni się na lepsze.

Dziennik podkreśla, że centroprawicowa koalicja na czele z PO we wszystkich sondażach znajduje się coraz bardziej w tyle za PiS-em. Na taki wynik nie mają również wpływu sukcesy ekonomiczne Polski, która pod rządami PO może pochwalić się największym wzrostem gospodarczym w Europie środkowo-wschodniej – zaznacza SZ.

Gazeta cytuje również wypowiedź Jarosława Siekierki, burmistrza Wysokiego Mazowieckiego, którego zdaniem obecnemu rządowi, w odróżnieniu od Andrzeja Dudy, nie leżą na sercu „patriotyzm i polskość”. Z kolei obecny prezydent jest dumny z bycia Polakiem i nie wstydzi się tego „nawet jeśli demonstracyjnie pokazuje się u boku arcybiskupów ciągle jeszcze bardzo wpływowego w Polsce Kościoła katolickiego” – wyjaśnia monachijski dziennik.

Elektorat PiS „oczekuje ustawy chroniącej Polskę”

SZ pisze, że PiS ma silne poparcie elektoratu wiejskiego, który oczekuje od tej partii „ustawy chroniącej Polskę przed wykupem gruntów przez obcokrajowców i zapewniającej rolnikom prawo pierwokupu” – czytamy na łamach dziennika.

Gazeta informuje również, że wielu młodych Polaków opuściło kraj, nie widząc w nim dla siebie przyszłości. Za tę sytuację obarcza się winą także obecny rząd. Z kolei nowo wybrany gabinet miałby m. in. stworzyć „nowe miejsca pracy, podwyższyć płacę minimalną i kwotę wolną od podatku” – pisze SZ.

„Polska jest ciągle jeszcze podzielona”

„W Europie Zachodniej przez długi czas dominował obraz modernizującego się kraju z lśniącymi centrami handlowymi i drapaczami chmur w centrum Warszawy” – twierdzi dziennik i dodaje, że to tylko część prawdy. „Polska jest ciągle jeszcze podzielona – i to nie tylko na zamożniejszy i liberalniejszy zachód oraz wyraźnie konserwatywny wschód, głosujący na PiS”.

Gazeta zaznacza, że również w Warszawie młodzi ludzie mają wrażenie, że ożywienie koniunktury przechodzi im koło nosa. Dlatego wielu z nich zagłosowało już w maju na kandydata PiS Andrzeja Dudę lub któregoś z kontrkandydatów urzędującego wtedy prezydenta.

„Ostrzeżenia przed falą migrantów trafiają na podatny grunt”

Zdaniem SZ, ze wszystkich państw Unii Europejskiej Polska najbardziej zyskała na członkostwie we Wspólnocie. Od 2014 do 2020 r. Warszawa wpłaci na konto UE 30 miliardów euro, a otrzyma ok. 106 miliardów euro. „Większość Polaków nie zna jednak tych liczb. Ciągle jeszcze niepewna tożsamość państwowa Polaków opiera się na resentymentach wobec potężnych wpływów interesów zewnętrznych”.

Te emocje – czytamy dalej – towarzyszą również radzeniu sobie z problemem Europy nr 1, czyli z uchodźcami. „Ostrzeżenia Jarosława Kaczyńskiego, lidera PiS-u, przed falą muzułmańskich migrantów trafiają na podatny grunt” – konstatuje SZ.

niemieckieMediaTłumaczą

gazeta.pl

Sąd każe zbadać akcję CBA Kamińskiego

Mariusz Jałoszewski, 21.10.2015

Mariusz Kamiński

Mariusz Kamiński (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Po raz drugi sąd okręgowy uchylił w środę wyrok więzienia dla współpracownika Andrzeja Leppera za „aferę gruntową”.

Współpracownik Leppera to Piotr Ryba. W sidła CBA wpadł na początku 2007 r., za czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego. Szefem CBA był obecny wiceprezes PiS Mariusz Kamiński.

Ryba razem z prawnikiem związanym z PiS Andrzejem K. są sądzeni za płatną protekcję – powoływanie się na wpływy w Ministerstwie Rolnictwa. K. mówił, że może odrolnić za pieniądze grunt. Znał się z Rybą, który był w bliskich kontaktach z Lepperem, wówczas ministrem rolnictwa.

O zachowaniu prawnika doniosły do CBA władze spółki Dialog, w której pracował K. CBA początkowo zlekceważyło sprawę. Zaczęło działać dopiero po telefonie Adama Lipińskiego, szefa biura politycznego Kaczyńskiego, oraz gdy wybuchła seksafera w Samoobronie. CBA zdecydowało, że przeprowadzi operację specjalną z użyciem agenta pod przykryciem (udawał biznesmena, który chce odrolnić grunt), który miał wręczyć łapówkę. Podsłuchiwało też telefony m.in. Leppera i polityków Samoobrony. Operacja specjalna zakończyła się w połowie 2007 r. fiaskiem. Łapówka nie trafiła do Leppera, na co liczyło CBA.

Sąd rejonowy dwa razy skazywał Rybę na karę dwa i pół roku bezwzględnego więzienia, a Andrzeja K. na grzywnę (przyjął od agenta 10 tys. zł na „koszty” i telefon komórkowy). I co ważne, skazał ich nie za korupcję, tylko za powoływanie się na wpływy. Pierwszy wyrok skazujący sąd okręgowy uchylił w 2010 r. W środę sąd okręgowy po raz drugi uchyli zarówno skazanie Ryby, jak i K.

Sąd w uzasadnieniu nie powiedział dużo, dlaczego odsyła sprawę do ponownego rozpoznania, bo sprawa w większości opiera się na niejawnych dowodach . Ale najważniejszy powód to niewykonanie zaleceń sądu odwoławczego z 2010 r. Można tylko się domyślać, że sąd rejonowy miał ocenić legalność akcji CBA. – Apelacja obrońców jest zasadna. Są braki w postępowaniu dowodowym sądu pierwszej instancji. Zasadniczą kwestią jest ustalenie prawidłowości czynności CBA. Bo tylko ich legalność umożliwia wykorzystanie [w procesie] materiałów [zgromadzonych w ramach działania CBA] jako dowodów – uzasadniał wczoraj sędzia Mariusz Jackowski. Jeśli akcja była nielegalna, to nie można wykorzystać przeciwko Rybie dowodów z akcji CBA, tzw. owoców zatrutego drzewa.

– Ten wyrok pokazuje, że sąd rejonowy musi zająć się oceną granic działań służb specjalnych w Polsce i legalnością tej akcji CBA – mówi „Wyborczej” adwokat Wojciech Wiza, obrońca Ryby.

Co sąd musi zbadać w trzecim już procesie? Wiadomo to z wyroku innego sądu, który w marcu skazał Kamińskiego i jego podwładnych z CBA na więzienie za nadużycie władzy właśnie podczas akcji wymierzonej w Leppera. Sąd w tym wyroku uznał za nielegalną operację specjalną z użyciem agenta do wręczenia łapówki z kilku powodów. Operacja dotyczyła przestępstwa płatnej protekcji i korupcji. Sąd orzekł, że CBA nie miało wiarygodnych informacji o korupcji (wczoraj sąd odwoławczy podkreślił, że to warunek konieczny, by wdrożyć operację). Nie mogło też użyć agenta pod przykryciem, bo nie mogło samo podrobić dla niego dokumentów legalizacyjnych. Sąd, skazując Kamińskiego, zakwestionował też legalność części podsłuchów wobec polityków Samoobrony (stwierdził wprost, że CBA wyłudziła od sądu zgodę na nie) oraz stwierdził, że zastępcy ówczesnego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry nie mogli podpisywać zgód na podsłuchy i operację. Wczoraj sąd okręgowy tego ostatniego poglądu nie podzielił. Zresztą gdyby nawet uznać, że Ziobro przekroczył uprawnienia, delegując swoje uprawnienia na zastępców, to i tak to się już przedawniło.

Środowy wyrok wytrąca argumenty obrońcom Mariusza Kamińskiego i jego zastępcy Macieja Wąsika, którzy z list PiS kandydują do Sejmu. Bo obrońcy Kamińskiego jako argument na jego korzyść podawali właśnie nieprawomocne skazanie Ryby.

sądKażeZbadać

wyborcza.pl

Szydło i rzeczy święte

Katarzyna Wiśniewska, 21.10.2015

Beata Szydło, kandydatka PiS na premiera

Beata Szydło, kandydatka PiS na premiera (Fot. CZAREK SOKOLOWSKI/ AP Photo)

Co mówi kandydatka PiS na premiera o wierze, kościele i tradycji.

Beata Szydło od początku kampanii ma etykietkę tego polityka PiS, który mało się zajmuje sprawami światopoglądowymi, a sprawami relacji Kościół – państwo praktycznie wcale. Wiceprezes PiS chętnie mówi o sprawach gospodarczych, emeryturze, płacy minimalnej etc. Czy to znaczy, że newralgiczne sprawy rozdziału (lub przeciwnie: komitywy) władzy świeckiej i duchowej Beaty Szydło nie interesują? Niekoniecznie.

W czerwcu zagłosowała przeciwko rządowemu projektowi ustawy o in vitro. Podczas lipcowej pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę Jarosław Kaczyński chwalił ją, że podobnie jak prezydent Duda „nie jest głucha wobec tego wszystkiego, czego naucza Kościół”.

Szydło występowała wielokrotnie w Radiu Maryja. – Jedynie Telewizja Trwam i Radio Maryja są tymi, gdzie możemy przyjechać i porozmawiać spokojnie – stwierdziła w sierpniu w rozgłośni Rydzyka. Mimo to do PiS-owskiej klerykalnej szpicy raczej nie należy: jej nazwiska nie ma w składzie PiS-owskiego parlamentarnego zespołu ds. przeciwdziałania ateizacji Polski (w przeciwieństwie do takich posłów jak np. Jan Dziedziczak czy Mariusz Błaszczak).

Szydło nie deklaruje tak jawnie, jak robił to przed laty prezes PiS, że będzie „bronić Kościoła i wiary”, jednak z jej wypowiedzi i wywiadów udzielonych katolickim mediom wynika, że jest zwolenniczką bliskich relacji ewentualnego przyszłego rządu PiS z Kościołem. A w sprawach ważnych dla hierarchów Szydło mówi z nimi jednym głosem.

W wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego”, którego niedawno udzieliła, na pytanie, jak widzi rolę Kościoła w życiu publicznym”, zadeklarowała, że „Kościół powinien jak najczęściej zabierać głos w sprawach publicznych”. Podkreśliła: „Kościół w Polsce jest bardzo ważną częścią społeczeństwa i nie widzę powodu, dla którego nie miałby prawa do zabierania głosu w ważnych sprawach, jak każdy inny podmiot życia społecznego”.

W wywiadzie skrytykowała też konwencję antyprzemocową. Posługując się identyczną argumentacją jak polscy biskupi. Oto zdaniem Szydło konwencja „wprowadza szkodliwe wątki ideologiczne, jakoby rodzina czy religia były źródłem przemocy w rodzinie. A to oczywiste kłamstwo. Dlatego nie można się poddawać dyktatowi wprowadzania do polskiego prawa regulacji, które są sprzeczne z naszą kulturą i tradycją”.

Na łamach „Gościa” Szydło pochwaliła się też synem w seminarium duchownym („Jestem z niego dumna, bo wybrał we współczesnym świecie drogę niełatwą, ale bardzo piękną”) i rodziną żyjącą „tradycyjnie, konserwatywnie”.

Ten konserwatyzm nie pozwala kandydatce na premiera w rządzie PiS aprobować związków partnerskich. Tu znowu Szydło przemówiła językiem kościelnym: „Powinniśmy chronić i promować tradycyjny model rodziny. Nie ukrywam, że jestem praktykującą katoliczką i dla mnie małżeństwo jest rzeczą świętą. Nikt nie zamierza prześladować ludzi tak żyjących, ale pewne prawa powinny być zastrzeżone tylko dla rodzin”.

Szydło nie widzi też problemu w tym, by w życiu publicznym polityk kierował się swoją wiarą, bo „większość państw świata, w których się dobrze dzieje, jest rządzona przez ludzi odwołujących się do swojej wiary, na przykład Stany Zjednoczone”.

Szydło udzieliła też ostatnio wywiadu tygodnikowi „Niedziela” (jego wydawcą jest archidiecezja częstochowska), który jawnie i od lat wspiera PiS przed wyborami. Kontynuuje tam wątek syna: „Jest na piątym roku i przygotowuje się do święceń diakonatu. Jesteśmy z niego bardzo dumni i wspieramy go modlitwą”. Wyznaje, że „wiara jest dla niej bardzo ważna”.

W wywiadzie dla „Niedzieli” nieco mniej niż w „Gościu” jest wątków związanych z relacjami Kościół – państwo. Ale Szydło z aprobatą wypowiada się o podrzucanym co jakiś czas do Sejmu ultrakatolickim projekcie całkowitego zakazu aborcji („Ludzie chcą bronić życia” – mówi). Pada też kuriozalny zarzut wobec PO, że lekceważy Polskę wschodnią, bo „jest tam dużo postaw niezrozumiałych dla obecnej władzy: takiego naturalnego patriotyzmu, więzi, kultywowania tradycji i przywiązania do Kościoła”, a „ta władza tego nienawidzi”.

Widać, że Beata Szydło podziela często spotykaną wśród katolików, także katolickich polityków, wizję państwa toczącego wojnę z Kościołem. Rozmówczyni „Niedzieli” nie odcina się też od bitewnej retoryki dziennikarza, który pyta ją, czy podpisałaby się pod stwierdzeniem, że „zwalczanie Kościoła jest działaniem na szkodę racji stanu”. Szydło odpowiada na to, że „Polska zawsze rozwijała się na wartościach chrześcijańskich i nikt rozsądny nie może temu zaprzeczyć”.

Szydło w wywiadach dla katolickich mediów nie zaprzecza, a właściwie przyklaskuje czemuś innemu: zgodzie na silny wpływ Kościoła na życie publiczne.

szydłoIrzeczy

wyborcza.pl/politykaekstra

 

SzydłoMójSyn

Kaczyński ostrzega przed głosowaniem na mniejsze ugrupowania: Polska nie będzie się rozwijała dzięki kordonom

21.10.2015

Jarosław Kaczyński spotkał się dziś z wyborcami w Bydgoszczy. Prezes Prawa i Sprawiedliwości ostrzegał przez rozdrobnieniem sceny politycznej, twierdząc, że w ten sposób stworzy się „kordon” małych ugrupowań, który utrudni rządzenie krajem. – Polska nie będzie się rozwijała dzięki kordonom, (…) tylko dzięki projektowi, spokojowi, ciężkiej pracy – powiedział prezes Kaczyński. Zdaniem byłego premiera, 25 października wyborcy będą stali przed „alternatywą” – wyborem między PiS a PO.

 

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński

Barometr wyborczy. Sprawdź, na kogo oddać swój głos w wyborach!

Wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami. Wciąż nie wiesz, na kogo powinieneś oddać swój głos? Pomoże ci w tym Barometr Wyborczy, czyli unikatowy projekt akademicki przygotowany przez zespół ekspertów, pracowników naukowych polskich uczelni przy technicznym wsparciu Centrum Badań nad Demokracją (c2d) przy uniwersytecie w Zurychu.

Jego zdaniem podczas niedzielnych wyborów Polacy stoją przed alternatywą. – Z jednej strony my proponujemy rząd współpracujący z prezydentem i będzie szanował opozycję – będzie w sporze, bo to jest normalne w demokracji – powiedział Kaczyński.

Prezes PiS obiecał, że jego ugrupowanie będzie prowadziło dialog z opozycją, w przeciwieństwie do Platformy Obywatelskiej. – Nasi konkurenci tego się nie nauczyli (…) ciągle żyją w sferze PRL-u – powiedział – krytykował konkurentów politycznych Kaczyński.

– A co jest po drugiej stronie tej alternatywy? – to jest rząd anty-PiS-owski, który będzie miał tylko jedno spoiwo – wrogość wobec PiSu, będzie wojował z prezydentem, (…) z opozycją, będzie wewnątrz rządowego sporu – ostrzegał Kaczyński. – Chaos, bałagan, żadnego projektu, żadnego planu, jeszcze gorzej niż było – podsumował swoją krytykę Platformy Obywatelskiej.

Kaczyński skrytykował także propozycje ekonomiczne Platformy Obywatelskiej. – Nie rozumieją, nie potrafią liczyć, nawet w pamięci, czy też cynicznie wprowadzają ludzi w błąd – powiedział. – Znając ich trochę i obserwując ich przywódczynię, mam wątpliwości – dodał Kaczyński.

– To nie są tego rodzaju opowieści, jak te Platformy, gdzie mówi się: „będziecie mieli płacę jak na Zachodzie”, czyli licząc realnie to jest to 2-3 razy więcej niż u nas. A później ta wspominana pani (Ewa Kopacz – red.) mówi, że dadzą nam 10 miliardów złotych. Jeśli to podzielimy na liczbę gospodarstw domowych, to jest to 600-700 złotych rocznie, podzielcie to na 12 i zobaczcie, ile miesięcznie – kalkulował podczas spotkania Kaczyński.

 

Onet.pl

Prezydent rządzi dekretami i usuwa sędziów, koniec ze świeckim państwem… 10 punktów z projektu konstytucji według PiS

PiS ma swój projekt Konstytucji. Niektóre zapisy są co najmniej kontrowersyjne
PiS ma swój projekt Konstytucji. Niektóre zapisy są co najmniej kontrowersyjne Fot. pis.org.pl

Prawo i Sprawiedliwość zapowiada zmianę konstytucji, tyle że nikt nie wie, co właściwie miałaby ona oznaczać. Istnieje jednak pewien dokument, który sporo w tej kwestii wyjaśnia. To projekt Konstytucji RP według PiS z 2010 roku. Po jego lekturze włos się jeży na głowie. Oto, co w nim można znaleźć.

1. „W imię Boga Wszechmogącego…”

Już preambuła pisowskiej konstytucji wiele wyjaśnia. Tak jak dziś mowa w niej jest o obywatelach zarówno wierzących w Boga, jak i nie podzielających tej wiary, tak projekt nie pozostawia wątpliwości, która grupa stoi wyżej w hierarchii.

„W imię Boga Wszechmogącego, (…) składając Bożej Opatrzności dziękczynienie za dar niepodległości, (…) pomni naszych ponad tysiącletnich dziejów związanych z chrześcijaństwem” – głosi proponowana przez PiS preambuła.

2. Sejm w rękach prezydenta

Konstytucja według PiS przewiduje zmianę systemu na prezydencki, więc kompetencje głowy państwa są znacznie rozszerzone. Najbardziej zaskakiwać mogą reguły dotyczące relacji prezydenta z parlamentem. Otóż art. 94 projektu konstytucji mówi, że “Prezydent Rzeczpospolitej może zarządzić skrócenie kadencji Sejmu w okresie 6 miesięcy od dnia objęcia urzędu, jeżeli od początku kadencji Sejmu upłynął co najmniej rok”.

Oznacza to tyle, że poza istniejącymi dziś możliwościami skrócenia kadencji Sejmu (np. w przypadku, gdy Sejm nie uchwalił ustawy budżetowej), wprowadzana jest kolejna – polegająca na widzimisię prezydenta. Jeśli chce, po pół roku od przejęcia obowiązków może rozpędzić Sejm i zarządzić nowe wybory.

3. Prezydent rządzi dekretami

Kolejny „kwiatek”. Art. 62 stanowi, że „prezydent Rzeczypospolitej może wydać rozporządzenie z mocą ustawy na wniosek Rady Ministrów”. Wchodzi ono w życie po zatwierdzeniu przez Sejm. Łatwo sobie wyobrazić wykorzystanie takiego instrumentu w sytuacji, kiedy PiS będzie miało zarówno prezydenta, jak i parlamentarną większość. Po co dyskutować w Sejmie, skoro prezydent Duda mógłby wydać taki „dekret”, który zostałby szybko przyklepany przez zdominowaną przez jego partię izbę parlamentu?

4. Prezydent ma w garści ministrów

Co jeśli przy obowiązującej konstytucji w wersji PiS prezydent musiałby dzielić się jednak władzą z PO czy innym ugrupowaniem? Ustawa zasadnicza daje mu istotny wpływ na skład rządu. Mówi bowiem, że głowa państwa może odmówić powołania premiera lub innego członka Rady Ministrów, “jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, że nie będzie on przestrzegać prawa albo jeżeli przeciwko powołaniu przemawiają ważne względy bezpieczeństwa państwa”.

Co to właściwie oznacza? Wiedzą chyba tylko autorzy projektu..

5. Opozycja uciszona

Konstytucja w wersji PiS oznacza zamknięcie ust funkcjonującym w parlamencie ugrupowaniom opozycyjnym. Służą temu dwa instrumenty. Art. 106 mówi, że „składając projekt ustawy Rada Ministrów może zastrzec, że poprawki mogą być zgłaszane w Sejmie i Senacie jedynie za jej zgodą”. Słowem – wara od rządowych projektów.

Drugi instrument to zapisy dotyczące inicjatywy ustawodawczej. Według konstytucji PiS inicjatywę będzie miało nie 15, a 35 posłów. Jak zwraca uwagę senator Marek Borowski, który przeanalizował projekt PiS, przy jednoczesnym zmniejszeniu liczby posłów (do 360), będzie to oznaczało, że do wniesienia projektu ustawy trzeba 10 proc. składu Sejmu. Gdyby zasady PiS przyjąć, dziś prawa inicjatywy pozbawione byłyby kluby SLD i PSL, a wcześniej Ruchu Palikota.

6. Sędziowie w strachu przed głową państwa

Kolejny przykład na to, jak wszechwładny byłby prezydent, gdyby ziściły się marzenia polityków partii Kaczyńskiego. Ciekawa jest procedura, według której prezydent mógłby usuwać sędziów. „Sędzia, którego dotychczasowe postępowanie świadczy o niezdolności lub braku woli rzetelnego sprawowania urzędu, może zostać złożony z urzędu przez prezydenta na wniosek Rady do Spraw Sądownictwa wyrażony w uchwale podjętej większością 3/5 ustawowej liczby członków Rady” – mówi konstytucja.

Senator Borowski komentuje na łamach „Gazety Wyborczej”: „Tu niespodzianka. O ile obecna KRS składa się w trzech czwartych z osób niezależnych od rządu i prezydenta (a więc nieskorych do realizowania poleceń władzy wykonawczej), to we wspomnianej Radzie do spraw Sądownictwa wprost przeciwnie: 80 proc. członków powołuje prezydent, rząd lub większość parlamentarna, a na dodatek, dla wszelkiej pewności, przewodniczącym Rady jest sam prezydent!”.

Wniosek jest prosty. Sędziowie mają się czego bać, jeśli podpadną prezydentowi bądź jego macierzystemu ugrupowaniu.

7. Rządy referendum

Temat referendum dziś jest szeroko dyskutowany, a różne środowiska zgłaszają swoje propozycje pytań, na które powinni odpowiedzieć obywatele. Dziś blokadą przed często absurdalnymi i populistycznymi pomysłami jest próg frekwencji, który wynosi 50 proc.. Według konstytucji PiS zostanie on obniżony do 30 proc..

8. Możliwy zamach na prawa obywatelskie

Marek Borowski w swoim tekście zwraca uwagę, że pod rządami konstytucji PiS możliwy jest tzw. demokratyczny zamach na podstawowe prawa obywatelskie. Pisze, że obecna konstytucja zawiera przepis, że jeśli parlamentarna większość zechce np. wprowadzić do ustawy zasadniczej możliwość stosowania cenzury lub zakaz strajków, to na żądanie opozycji musi odbyć się w tej sprawie referendum.

„W projekcie konstytucji takiego przepisu nie ma, a tak na marginesie – nie ma również zagwarantowanego prawa do strajku” – przekonuje senator.

9. Brak bezstronności państwa w sprawach religii

Obecnie w konstytucji jest zapis mówiący o tym, że „władze zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”. W konstytucji według PiS to zdanie znika. A ta nieobecność to zapowiedź zaangażowania państwa po stronie Kościoła.

10. Religia w szkołach, zakaz aborcji, małżeństwo…

Wspomniane zaangażowania uwidacznia się w kolejnych artykułach z projektu konstytucji. Mówi on, że zadaniem polityki wewnętrznej jest „otaczanie ochroną i opieką małżeństwa, będącego wyłącznie związkiem kobiety i mężczyzny”. Nie ma złudzeń – to będzie postawa do walki z gender, związkami partnerskimi itp..

„Każdy człowiek ma prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci” – stanowi dalej konstytucja, wykluczając zatem aborcję.

„Władze publiczne umożliwiają nauczanie w szkołach publicznych religii Kościoła katolickiego oraz innych prawnie uznanych kościołów i związków wyznaniowych pod ich nadzorem” – to z kolei tarcza przed postulatami tych, którzy nie chcą religii w szkołach.

Podobnych przykładów jest w konstytucji więcej. Cały tekst można znaleźć TUTAJ.

prezydentRządzi

naTemat.pl

PiS zarzuca Telewizji „prowokację”. TVP: „Zażądali podwojenia liczby identyfikatorów”

WB, 21.10.2015
Tuż przed Debatą Liderów doszło do przepychanki. „BOR i ochrona TVP nie chciały wpuścić części osób towarzyszących kandydatce PiS” – podawał dziennikarz „Rzeczpospolitej”. TVP wyjaśnia, że do zamieszania doszło po tym, jak sztab PiS zażądał wpuszczenia dwa razy większej liczby osób.

Przepychanka przed debatą

Przepychanka przed debatą (SŁAWOMIR KAMIŃSKI/ Agencja Gazeta | Zdjęcie z monitoringu TVP)

 

Gdy ekipa Beaty Szydło zjawiła się pod studiem TVP, doszło do niewielkiej przepychanki. Posłanka przez kilka minut nie mogła dostać się do studia. Wideo z zamieszania pojawiło się na Twitterze.

Dwa razy więcej osób

TVP w specjalnym komunikacie wyjaśniło powody zamieszania. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, każdy komitet wyborczy mogły wprowadzić dwie grupy osób – lidera z dziesięcioma osobami towarzyszącymi, które miały wejść do studia oraz 25 osób uprawnionych do przebywania w holu budynku. Telewizja podkreśla, że ustalenia te zostały zaakceptowane przed wszystkie komitety.

„Trzy godziny przed wtorkową Debatą przedstawiciele KW PiS zażądali podwojenia liczby identyfikatorów umożliwiających dostęp do garderoby i studia Debaty” – czytamy w komunikacie.

Kontrola bezpieczeństwa

TVP zaprzeczyło doniesieniom, które jako pierwszy podał Paweł Majewski z „Rzeczpospolitej”. Jego zdaniem część PiS, jako jedyna partia, „została zmuszona do przejścia przez kontrolę bezpieczeństwa”

Z kolei według szefa sztabu PiS Stanisława Karczewskiego, „ochrona zachowywała się z bezprzykładną brutalnością, posuwając się do przemocy fizycznej”. Stwierdził też, że do podobnych zajść doszło po debacie – blokowane było wyjście Beacie Szydło i osobom jej towarzyszącym. W ten sposób – według Karczewskiego – miano umożliwić premier Ewie Kopacz wcześniejsze opuszczenie studia i rozpoczęcie konferencji prasowej, która została przeprowadzona na terenie gmachu TVP.

TVP informuje jednak, że „wszystkie osoby wchodzące do TVP na podstawie wydanych identyfikatorów podlegały tym samym zasadom kontroli bezpieczeństwa i zobowiązane były do poddania się kontroli pirotechnicznej”. Na dowód tego TVP przedstawiło zdjęcia z monitoringu.

Kontroli przeprowadzanej przez Biuro Ochrony Rządu we współpracy z Ochroną TVP nie podlegała tylko grupa dziesięciu osób, które wchodziły z liderem komitetu.

„Po prostu prowokacja”

Na konferencji prasowej dziennikarze pytali Karczewskiego i rzeczniczkę PiS Elżbietę Witek, czy nie było tak, że przedstawiciele PiS nie zatrzymali się do kontroli, której podlegali wszyscy. – Nie słyszałam informacji i komunikatu: „proszę ustawić się do kontroli”. Widziałem szarpanie i wypychanie młodych ludzi – powiedziała Witek.

Z kolei Beata Szydło odnosząc się do sytuacji, do której doszło w gmachu TVP, powiedziała, że Ewa Kopacz „jako kobieta nie zareagowała na to w jaki sposób traktowano, szarpano młode dziewczyny, chłopaków, młodzieżówkę PiS, którzy są w wieku jej córki, a być może młodsi”. – Jako kobieta i matka powinna się odezwać w tej sprawie, powstrzymać tych, którzy chcieli za wszelką ceną złamać reguły gry – powiedziała kandydatka PiS na premiera.

Postawiła też pytanie „dlaczego się tak stało? dlaczego doszło do przepychanek?”. – To była po prostu prowokacja, chciano nas sprowokować – oświadczyła Szydło.

 

przepychankiPrzedDebatą

gazeta.pl

Wybory 2015. „Ludzie PiS mówili pracownikom TVP, że ich zwolnią” stwierdził Cezary Tomczyk [KOMENTARZE]

mk, 21.10.2015
Ewa Kopacz ostrzega przed głosowaniem na małe partie, rzecznik rządu oskarżający PiS o grożenie pracownikom TVP i Paweł Kukiz wypowiadający się o Zjednoczonej Lewicy. Przeczytajcie najciekawsze cytaty poranka.

Cezary Tomczyk, Ewa Kopacz, Paweł Kukiz

Cezary Tomczyk, Ewa Kopacz, Paweł Kukiz (Sławomir Kamiński, Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

 

Artykuł powstał we współpracy z serwisem

 

Cezary Tomczyk w TVN24 powiedział, że ludzie Prawa i Sprawiedliwości, którzy wczoraj towarzyszyli Beacie Szydło podczas debaty, grozili pracownikom Telewizji Polskiej

Premier Ewa Kopacz gościła dziś w Nidzicy. Tam przestrzegała przed głosowaniem na małe partie, takie jak Zjednoczona Lewica czy Nowoczesna. Mówiła, że „stawia na szali z jednej strony normalność i zwykłe, zdrowe zasady, a po drugiej – fanatyzm”.

Paweł Kukiz w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim chwalił najmłodszego uczestnika debaty, Adriana Zandberga. Powiedział, że „budzi nadzieję, że w Polsce powstanie prawdziwa lewica”. Nie omieszkał też skomentować tego, jak wg niego wygląda obecna lewica w kraju.

cezaryTomczykLudziePiS

gazeta.pl

Warto iść na te wybory, bo najważniejsze głosowanie będzie w 2019 roku. I trzeba się na nie przygotować

Bartosz Stodulski*, 21.10.2015

Wybory

Wybory (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Za kilka dni wybory. Dlaczego mam na nie pójść? PO i PiS mnie nie interesują, nie mogę im ufać. Nowe partie są wcześniakami i potrzebują kilkuletniej inkubacji. Ale pójdę pożegnać starą gwardię. Wyjaśnię, dlaczego.

Publicyści i politycy skaczą sobie nawzajem do gardeł. Nie słychać prawie niczego poza szczekaniem. Przez tę walkę mediów i polityków w dyskursie publicznym doszło do ogromnego nieporozumienia. Przecież my już nie wybieramy pomiędzy PO i PiS. Nie wybieramy pomiędzy dobrem a złem czy uczciwymi a złodziejami. Nie wybieramy nawet pomiędzy wolnością a ciemnogrodem czy nowym a starym. Takie polaryzowanie jest fałszowaniem rzeczywistości i oddala nas od prawdziwych wyborów.

Wyspecjalizowaliśmy się w atakowaniu i obronie swoich racji. Nasze zachowanie pokazuje, że mamy ogromny deficyt dojrzałości obywatelskiej. Brak umiejętności przyznawania się do błędów i wyciągania wniosków jest jak kamień u szyi, kiedy się topisz. Co z tego, że z całych sił panicznie próbujesz wypłynąć – i tak pójdziesz na dno. Przez ostatnie lata wyborcze dotyczyło to PiS-u, teraz tę kotwicę przywiązała sobie PO.

Nadchodzące wybory definiowane przez wielu publicystów jako najważniejsze od 25 lat – wcale takie nie są. Przecież w wyniku ogromnej transformacji ustrojowej i pracy wielu ludzi z każdej strony barykady żyjemy w kraju, w którym możemy robić to, co chcemy. I mimo że jesteśmy wciąż bardzo młodą demokracją, to ten czas dokonał już trwałych zmian w naszym sposobie postrzegania świata. Dzięki wydarzeniom, które miały finał przy Okrągłym Stole, Polska należy do obywateli, a nie do polityków.

To są tak naprawdę ostatnie wybory, gdzie na listach dominują starzy polityczni liderzy. Niestety, w efekcie będzie to czas stracony dla Polski, ponieważ nastąpi krwawe rozliczenie pomiędzy PiS a PO. Jestem jednak przekonany, że otworzy to drogę do głębokiej zmiany politycznej, która nastąpi dopiero przy kolejnych wyborach parlamentarnych. Wtedy pokolenie obecnych 30-, 40-latków będzie wystarczająco dojrzałe i silne, aby przejąć władzę i mądrze rozwijać Polskę. Będzie – pod warunkiem że nie dadzą się wciągnąć w machinę nienawiści i strachu.

Najbliższe wybory oczywiście wpłyną na Polskę – wybierzemy przecież Sejm i Senat, który będzie mniej lub bardziej otwarty światopoglądowo, gospodarczo i politycznie. Co mam w takim razie zrobić 25 października, skoro nie wybieram już pomiędzy mniejszym albo większym złem?

Ja idę pożegnać starą gwardię. A prawdziwie ważne głosowanie będzie w 2019 r. – z nowymi liderami i nowymi partiami. Dlatego – moim zdaniem – warto zadbać, aby żadna partia nie miała bezwzględnej większości, aby nikt nie miał mocy autorytarnej naprawy Polski. Bo nie wierzę, że jeden człowiek może wyczyścić patologie życia społecznego, uratować tożsamość kraju i zapewnić nam dobrobyt.

* Bartosz Stodulski – przedsiębiorca, projektant usług cyfrowych, inwestor społeczny. Twórca Laboratorium EE

idęPożegnaćStarą

wyborcza.pl

Kopacz dosadnie: ”Zapowiedzi Kaczyńskiego są straszne. Oni mogą nam zgotować niezłe piekło. To wyborcze kłamstwa”

psm, 21.10.2015

TOK FM Ewa Kopacz

TOK FM Ewa Kopacz (&Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Wybory parlamentarne. Ewa Kopacz w „Poranku TOK FM” przekonuje, że to, co Prawo i Sprawiedliwość zawarło w projekcie swojej konstytucji, to ”zamach na naszą wolność obywatelską”. – Ja się po prostu z tym nie zgadzam – stwierdziła.

Jak wrażenia premier po debacie ze wszystkimi liderami? (oprócz Prawa i Sprawiedliwości, które reprezentowała wiceszefowa partii). – Gdyby była możliwość interakcji między biorącymi udział w tej debacie pewnie byłoby ciekawiej dla telewidzów. Ale każdy z nas miał szanse spójnie przedstawić swój program – uważa Kopacz.

Piotr Kraśko, prowadzący rozmowę, zapytał o energię PO i częsty zarzut, że jej w tych wyborach nie widać. Zdaniem premier ta energia jest. – To Platforma zmieniła Polskę w ciągu tych ośmiu lat. Nasi oponenci polityczni mogą marudzić, opowiadać, że Polska to ruina, ale przecież każdy człowiek, który chociaż trochę porusza się poza swoim domem, widzi te piękne ulice, piękne drogi, te wszystkie instytucje, które mamy.

 

– My daliśmy Polakom to, co jest najcenniejsze: daliśmy im wolność, czyli mogą decydować o sobie. Platforma zmieniła Polskę na lepsze, a ja zmieniłam Platformę. Dzisiaj ta PO jest inna niż jeszcze rok temu – zapewniała Kopacz.

„To, co proponuje Kaczyński, przeraża”

Kraśko wytknął Kopacz, że w kampanii przekonuje, aby nie głosować na małe partie, bo tym się wzmacnia PiS. – Czy nie fajniej by było powiedzieć ludziom: zagłosujcie na nas, bo mamy najlepszy program? – pytał publicysta.

– No tak, tylko właśnie Polacy, którzy umiłowali wolność, będą decydować, na kogo oddać głos. Najprościej odwołać się do tego, co sami widzą – odparła premier. – Chcesz żyć według swoich zasad, które sobie wymyśliłeś i są dla ciebie dobre? Proszę uprzejmie. Wtedy czuje się, że żyje w demokratycznym kraju. Natomiast ta ostatnia rzecz, która się wydarzyła – ta schowana bardzo głęboko propozycja konstytucji PiS-u – tę wolność zdecydowanie ogranicza.

Premier uważa, że to, co Prawo i Sprawiedliwość zawarło w projekcie swojej konstytucji, to ”zamach na naszą wolność obywatelską”. – Ja się po prostu z tym nie zgadzam – stwierdziła.

– Dzisiaj ludzie nie pamiętają tego, co robił Kaczyński i jego partia wtedy, kiedy rządzili. Dzisiaj ludzie przypominają sobie po tych jego występach i zapowiedziach. A jego zapowiedzi są straszne: jedną ręką Kaczyński rozmnaża 1 bilion złotych. To przeraża. Ludzie muszą sięgnąć pamięcią do tego, co wtedy się działo – skomentowała premier. – Oni mogą nam zgotować niezłe piekło.

„Wyborcze kłamstwo”

Kopacz podkreśla, że pomysły PiS-u są tak naprawdę ”prezencikami na wybory, które znikną”. – To tak jak w promocjach – promocje w sklepach trwają krótko. I taką promocją jest właśnie program PiS-u. 25 października promocja się skończy – oni nagle powiedzą: to jest nieaktualne, to jest nieważne.

Kopacz ostro o pomysłach PiS-u: – Wszystko jest mało konkretne, niewiarygodne. Jest wyborczym kłamstwem.

Premier odniosła się do twierdzenia, że PiS ma masę gotowych ustaw. – Chciałabym, żeby każdy z nas – poza tą teczką, w sumie bardzo cienką, w której miały być sterty ustaw – miał możliwość przeczytania tych projektów. Chwyt marketingowy. Można wziąć dużą torbę i powiedzieć: tu są akty prawne, w których macie zapisaną swoją szczęśliwość. Otóż nie: kiedy dochodzi do konkretów, to okazuje się, że to jest od czapy – że ktoś usiadł, napisał na kolanie, byle to było chwytliwe.

– My mówimy uczciwie: to, co obiecałam, to weszło w życie – podkreśliła Kopacz.

 

toCoProponujeKaczyński

TOK FM

 

Reklamy

%d blogerów lubi to: