Kopacz (22.10.2015)

 

Wybory 2015. Kopacz na ostatniej prostej kampanii wraca do gry? Mocne słowa o PiS i Szydło [CYTATY]

Aneta Bańkowska, 21.10.2015
Cztery dni przed wyborami Ewa Kopacz wraca do formy – przynajmniej w kwestii medialnych wypowiedzi. Dzisiejszy dzień to pięć dobrych cytatów, które punktują Beatę Szydło i PiS.
Premier Ewa Kopacz

Premier Ewa Kopacz (Fot. Cezary Aszkiełowicz/ Agencja Gazeta)

 

1. O polityce gospodarczej Kaczyńskiego

W „Faktach po faktach” w TVN24 szefowa rządu została zapytana o zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS chce przeznaczyć na rozwój kraju – jak sam zapowiada – nawet bilion czterysta miliardów złotych.

 

– Obracam się w realiach budżetowych na tyle biegle, że nie będę składać takich obietnic bez pokrycia. Mam wrażenie, że pan prezes się rozpędził – bo wie na pewno, że nasze PKB wynosi bilion osiemset złotych. Jeśli dzisiaj stawia na szali prawie całe nasze PKB i mówi „to będą te pieniądze na te obietnice”, to życzę powodzenia. Nawet ten, kto nie wie, jakie są dochody, deficyt i dług, na pewno myśli sobie: chyba trochę gościu przesadziłeś – oceniła.

2. O krytyce polityki zagranicznej rządu

Premier odniosła się także do zarzutów, które PiS wysuwa pod adresem polityki zagranicznej prowadzonej przez jej rząd. Kopacz stwierdziła, że to partia Jarosława Kaczyńskiego nie ma się czym pochwalić w tej dziedzinie i przypomniała negocjacje kwot cukrowych w czasach, gdy rządziło PiS. Wówczas przedstawiciel polskiej strony „uderzył ręką w stół i wyszedł” ze spotkania, co skończyło się bardzo wysokimi cenami cukru kilka lat temu.

Kopacz przypomniała też, że swoją politykę klimatyczną PiS tłumaczyło „ukłonem w stronę pani Angeli Merkel”. – Ja się nie kłaniam pani Angeli Merkel – zastrzegła i przypomniała negocjacje ws. kwot imigracyjnych.

3. O Szydło i statystyce

Wcześniej Ewa Kopacz wzięła też udział w konwencji partyjnej w Gdańsku. Premier przypominała sukcesy rządu PO-PSL (np. politykę prorodzinną), a także odniosła się do krytyki, którą wysunęła pod jej adresem Beata Szydło. Podczas debaty liderów Beata Szydło przytoczyła rozmowę z ubogą kobietą, która – wobec przekazu PO o sukcesach w gospodarce i infrastrukturze – powiedziała kandydatce PiS na premiera, że „przecież ona sobie statystyk do garnka nie włoży”, by wyżywić i utrzymać rodzinę.

– Kiedy ja podawałam wiarygodne liczby i mówiłam, ile dobrego PO zrobiła, ile wybudowała Platforma dróg, orlików, 2600 orlików, 5500 przedszkoli i żłobków, nie wspomnę o szpitalach, o instytucjach kultury – to moja oponentka mówi mi: „wie pani, Polacy sobie statystyki do garnka nie włożą”. Tak. To prawda. Z tego zupy się nie ugotuje. Ale ja mogę odpowiedzieć swojej oponentce tylko jedno: kiedy się odpowiada za kraj, w którym mieszka blisko 40 mln Polaków, to trzeba czasem podnieść głowę znad garnka i sięgnąć po statystyki – wytknęła.

4. O intelektualnych ćwiczeniach prezesa

Kopacz przypomniała też, że jeszcze niedawno na stronie internetowej PiS widniał projekt konstytucji utworzonej przez tę partię w 2010 roku. Dokument – zanzwany przez Kopasz „przerażającym” – jest już jednak niedostępny. – PiS tłumaczył, że to było ćwiczenie intelektualne. Moja główna oponentka po 25 października może się więc też okazać jedynie ćwiczeniem intelektualnym prezesa Kaczyńskiego – ironizowała.

5. O mowie nienawiści PiS

Premier nie zgodziła się też ze stwierdzeniem, że po ewentualnej wygranej wyborów PiS będzie szanowało opozycję. – Prezes Kaczyński opowiada, że uchodźcy sprowadzą do Polski zarazę, ale nie widzi, że to on zaraził Polaków nienawiścią. Obronimy Polskę przed szaleńcami i damy Polakom wyższe zarobki – zakończyła Kopacz.

 

 

kopaczWracaDoGry

kopaczOobietnicach

gazeta.pl

Prezydent rządzi dekretami i usuwa sędziów, koniec ze świeckim państwem… 10 punktów z projektu konstytucji według PiS

Michał Gąsior
20.08.2015
PiS ma swój projekt Konstytucji. Niektóre zapisy są co najmniej kontrowersyjne
PiS ma swój projekt Konstytucji. Niektóre zapisy są co najmniej kontrowersyjne • Fot. pis.org.pl

Prawo i Sprawiedliwość zapowiada zmianę konstytucji, tyle że nikt nie wie, co właściwie miałaby ona oznaczać. Istnieje jednak pewien dokument, który sporo w tej kwestii wyjaśnia. To projekt Konstytucji RP według PiS z 2010 roku. Po jego lekturze włos się jeży na głowie. Oto, co w nim można znaleźć.

1. „W IMIĘ BOGA WSZECHMOGĄCEGO…”

Już preambuła pisowskiej konstytucji wiele wyjaśnia. Tak jak dziś mowa w niej jest o obywatelach zarówno wierzących w Boga, jak i nie podzielających tej wiary, tak projekt nie pozostawia wątpliwości, która grupa stoi wyżej w hierarchii.

„W imię Boga Wszechmogącego, (…) składając Bożej Opatrzności dziękczynienie za dar niepodległości, (…) pomni naszych ponad tysiącletnich dziejów związanych z chrześcijaństwem” – głosi proponowana przez PiS preambuła.

2. SEJM W RĘKACH PREZYDENTA

Konstytucja według PiS przewiduje zmianę systemu na prezydencki, więc kompetencje głowy państwa są znacznie rozszerzone. Najbardziej zaskakiwać mogą reguły dotyczące relacji prezydenta z parlamentem. Otóż art. 94 projektu konstytucji mówi, że “Prezydent Rzeczpospolitej może zarządzić skrócenie kadencji Sejmu w okresie 6 miesięcy od dnia objęcia urzędu, jeżeli od początku kadencji Sejmu upłynął co najmniej rok”.

Oznacza to tyle, że poza istniejącymi dziś możliwościami skrócenia kadencji Sejmu (np. w przypadku, gdy Sejm nie uchwalił ustawy budżetowej), wprowadzana jest kolejna – polegająca na widzimisię prezydenta. Jeśli chce, po pół roku od przejęcia obowiązków może rozpędzić Sejm i zarządzić nowe wybory.

3. PREZYDENT RZĄDZI DEKRETAMI

Kolejny „kwiatek”. Art. 62 stanowi, że „prezydent Rzeczypospolitej może wydać rozporządzenie z mocą ustawy na wniosek Rady Ministrów”. Wchodzi ono w życie po zatwierdzeniu przez Sejm. Łatwo sobie wyobrazić wykorzystanie takiego instrumentu w sytuacji, kiedy PiS będzie miało zarówno prezydenta, jak i parlamentarną większość. Po co dyskutować w Sejmie, skoro prezydent Duda mógłby wydać taki „dekret”, który zostałby szybko przyklepany przez zdominowaną przez jego partię izbę parlamentu?

4. PREZYDENT MA W GARŚCI MINISTRÓW

Co jeśli przy obowiązującej konstytucji w wersji PiS prezydent musiałby dzielić się jednak władzą z PO czy innym ugrupowaniem? Ustawa zasadnicza daje mu istotny wpływ na skład rządu. Mówi bowiem, że głowa państwa może odmówić powołania premiera lub innego członka Rady Ministrów, “jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, że nie będzie on przestrzegać prawa albo jeżeli przeciwko powołaniu przemawiają ważne względy bezpieczeństwa państwa”.

Co to właściwie oznacza? Wiedzą chyba tylko autorzy projektu..

5. OPOZYCJA UCISZONA

Konstytucja w wersji PiS oznacza zamknięcie ust funkcjonującym w parlamencie ugrupowaniom opozycyjnym. Służą temu dwa instrumenty. Art. 106 mówi, że „składając projekt ustawy Rada Ministrów może zastrzec, że poprawki mogą być zgłaszane w Sejmie i Senacie jedynie za jej zgodą”. Słowem – wara od rządowych projektów.

Drugi instrument to zapisy dotyczące inicjatywy ustawodawczej. Według konstytucji PiS inicjatywę będzie miało nie 15, a 35 posłów. Jak zwraca uwagę senator Marek Borowski, który przeanalizował projekt PiS, przy jednoczesnym zmniejszeniu liczby posłów (do 360), będzie to oznaczało, że do wniesienia projektu ustawy trzeba 10 proc. składu Sejmu. Gdyby zasady PiS przyjąć, dziś prawa inicjatywy pozbawione byłyby kluby SLD i PSL, a wcześniej Ruchu Palikota.

6. SĘDZIOWIE W STRACHU PRZED GŁOWĄ PAŃSTWA

Kolejny przykład na to, jak wszechwładny byłby prezydent, gdyby ziściły się marzenia polityków partii Kaczyńskiego. Ciekawa jest procedura, według której prezydent mógłby usuwać sędziów. „Sędzia, którego dotychczasowe postępowanie świadczy o niezdolności lub braku woli rzetelnego sprawowania urzędu, może zostać złożony z urzędu przez prezydenta na wniosek Rady do Spraw Sądownictwa wyrażony w uchwale podjętej większością 3/5 ustawowej liczby członków Rady” – mówi konstytucja.

Senator Borowski komentuje na łamach „Gazety Wyborczej”: „Tu niespodzianka. O ile obecna KRS składa się w trzech czwartych z osób niezależnych od rządu i prezydenta (a więc nieskorych do realizowania poleceń władzy wykonawczej), to we wspomnianej Radzie do spraw Sądownictwa wprost przeciwnie: 80 proc. członków powołuje prezydent, rząd lub większość parlamentarna, a na dodatek, dla wszelkiej pewności, przewodniczącym Rady jest sam prezydent!”.

Wniosek jest prosty. Sędziowie mają się czego bać, jeśli podpadną prezydentowi bądź jego macierzystemu ugrupowaniu.

7. RZĄDY REFERENDUM

Temat referendum dziś jest szeroko dyskutowany, a różne środowiska zgłaszają swoje propozycje pytań, na które powinni odpowiedzieć obywatele. Dziś blokadą przed często absurdalnymi i populistycznymi pomysłami jest próg frekwencji, który wynosi 50 proc.. Według konstytucji PiS zostanie on obniżony do 30 proc..

8. MOŻLIWY ZAMACH NA PRAWA OBYWATELSKIE

Marek Borowski w swoim tekście zwraca uwagę, że pod rządami konstytucji PiS możliwy jest tzw. demokratyczny zamach na podstawowe prawa obywatelskie. Pisze, że obecna konstytucja zawiera przepis, że jeśli parlamentarna większość zechce np. wprowadzić do ustawy zasadniczej możliwość stosowania cenzury lub zakaz strajków, to na żądanie opozycji musi odbyć się w tej sprawie referendum.

„W projekcie konstytucji takiego przepisu nie ma, a tak na marginesie – nie ma również zagwarantowanego prawa do strajku” – przekonuje senator.

9. BRAK BEZSTRONNOŚCI PAŃSTWA W SPRAWACH RELIGII

Obecnie w konstytucji jest zapis mówiący o tym, że „władze zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”. W konstytucji według PiS to zdanie znika. A ta nieobecność to zapowiedź zaangażowania państwa po stronie Kościoła.

10. RELIGIA W SZKOŁACH, ZAKAZ ABORCJI, MAŁŻEŃSTWO…

Wspomniane zaangażowania uwidacznia się w kolejnych artykułach z projektu konstytucji. Mówi on, że zadaniem polityki wewnętrznej jest „otaczanie ochroną i opieką małżeństwa, będącego wyłącznie związkiem kobiety i mężczyzny”. Nie ma złudzeń – to będzie postawa do walki z gender, związkami partnerskimi itp..

„Każdy człowiek ma prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci” – stanowi dalej konstytucja, wykluczając zatem aborcję.

„Władze publiczne umożliwiają nauczanie w szkołach publicznych religii Kościoła katolickiego oraz innych prawnie uznanych kościołów i związków wyznaniowych pod ich nadzorem” – to z kolei tarcza przed postulatami tych, którzy nie chcą religii w szkołach.

Podobnych przykładów jest w konstytucji więcej. Cały tekst można znaleźć TUTAJ.

prezydentRządzi

dlaczegoPiSWstydziSię

naTemat.pl

 

„Studio Wyborczej. Sprawdzam”: Debaty jak bajki robotów? Adam Łaszyn: „To się bardzo odhumanizowało, z rozmową ma niewiele wspólnego”

ADAM ŁASZYN, PAWEŁ WROŃSKI; ZDJĘCIA I MONTAŻ: KINGA KENIG, JAREK TOKARSKI, BARBARA ZANIEWSKA, 21.10.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,148673,19061973,video.html?embed=0&autoplay=1
Zdaniem Adama Łaszyna, specjalisty od marketingu politycznego, debaty, którym mieliśmy okazję przyglądać się w ostatnich dniach, przypominają ‚teatr z aktorami, którzy nie bardzo mają kwalifikacje’. – To się bardzo odhumanizowało, z rozmową ma niewiele wspólnego – podkreśla specjalista, który razem z Pawłem Wrońskim ocenia w ‚Studiu Wyborczej. Sprawdzam’ wtorkową i poniedziałkową debatę.

Według Adama Łaszyna jeszcze spotkania Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego, czy też Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Wałęsy, miały zupełnie inny charakter niż konfrontacje polityków, które mogliśmy oglądać w ostatnich dniach. Zdaniem specjalisty od marketingu politycznego debata uległa odhumanizowaniu. Co wpłynęło na ten proces? – Nakłada się kilka różnych rzecz. Jesteśmy skazani na debaty, bo to jest wizualizacja walki wyborczej. Jaki inny element może pokazać walczące ze sobą ugrupowania, jak nie obrazek telewizyjny liderów poszczególnych partii. To jest oczekiwane przez wyborców. I to powoduje, że przywiązuje się do tego większą wagę – podkreśla Łaszyn. Zaznacza, że z jednej strony sztaby wyborcze czują presję, przygotowują się intensywnie do tego typu spotkań, analizują pytania i odpowiedzi. Z drugiej strony istotne są też oczekiwania mediów, które liczą na polityczny ‚show’. W ten sposób, zdaniem Adama Łaszyna, debaty zbliżają się raczej do teatru albo, jak zauważa Paweł Wroński, przypominają ‚bajki robotów’, oddalając się od tego, co nazwać by można merytoryczną rozmową. W wystąpieniach tego typu, jak zaznacza ekspert, bardzo ważny jest charakter: – Większość rzeczy można przewidzieć, ale ogromną rolę odgrywa sama osobowość, umiejętność szybkiej riposty na pewno promuje politycznie. Łaszyn ocenia debatę Szydło-Kopacz jako gorszą od wtorkowego spotkania liderów partii. Podkreśla, że Ewa Kopacz nie patrzyła w oczy widzom, zarówno podczas pierwszej debaty, jak i drugiej. Beata Szydło zachowywała się natomiast protekcjonalnie, stosowała formę ataku, a – jak zaznacza specjalista w ‚Studiu Wyborczej. Sprawdzam’ – atakujący innych ludzi nie są lubiani.

W ramach ‚Studia Wyborczej. Sprawdzam’ redaktorzy ‚Gazety Wyborczej’ wspólnie z gośćmi omawiają szczegóły toczącej się i nabierającej tempa kampanii wyborczej. Wyborcza.pl zaprasza internautów do oglądania kolejnych odcinków programu. Tomasz Prusek, Dominika Wielowieyska, Agnieszka Kublik, Renata Grochal i Paweł Wroński z redakcji ‚Gazety Wyborczej’ rozmawiają w nich z zaproszonymi gośćmi na gorące i bieżące tematy. Kolejne wydania będą emitowane na żywo poprzez aplikację Periscope na Twitterze o godz. 17.30, jak również będą publikowane w serwisie Wyborcza.pl.

Obejrzyj pozostałe odcinki ‚Studia Wyborczej. Sprawdzam’

onPrzygotowywałTuska

wyborcza.pl

 

Masowe wymierania. Naukowcy odkryli ich źródło

Michał Skubik, 21.10.2015
Krater w Arizonie powstały w wyniku uderzenia meteorytu

Krater w Arizonie powstały w wyniku uderzenia meteorytu (Wimikedia Commons)

Naukowcy z Uniwersytetu Nowojorskiego uważają, że masowe wymierania, które występowały na Ziemi w ciągu ostatnich 260 mln lat, miały związek z uderzaniem komet lub planetoid w powierzchnię naszej planety.
Spór między naukowcami o przyczyny masowych wymierań, które pojawiały się w historii naszej planety już kilkakrotnie, trwa od kilku dziesięcioleci. Jedna z hipotez mówi, że były one spowodowane uderzeniem w Ziemię takich dużych obiektów, jak komety, a nawet planetoidy. Potwierdzeniem tej teorii mają być ślady po kraterach uderzeniowych odnalezione na powierzchni naszej planety.

W pracy opublikowanej w Monthly Notices of the Royal Astronomical Society dr Michael Rampino i dr Ken Caldeira przedstawili nowe dowody łączące wiek znajdowanych na naszej planecie kraterów uderzeniowych z okresami kolejnych wymierań. Dzisiaj naukowcy przyjęli, że takich okresów w historii ziemi było pięć, z czego w badanym przez Rampino i Caldeirę okresie można umieścić trzy z nich (permski, triasowy i kredowy). Tych dwóch badaczy uważa jednak, że do takich zdarzeń mogło dochodzić cyklicznie co koło 26 mln lat.

Ten cykl wiążą oni z ruchem naszego Układu Słonecznego przez Drogę Mleczną. Może on powodować perturbacje obiektów znajdujących się w najdalszych zakątkach obłoku Oorta, który jest pozostałością po formowaniu się naszego układu planetarnego. Znalazły się w nim obiekty wypchnięte poprzez oddziaływanie grawitacyjne gazowych olbrzymów. Fizyczne obserwacje nie potwierdziły jeszcze jego istnienia, ale mogą o nim świadczyć między innymi komety długookresowe. Według naukowców prowadzących badanie obiekty obłoku mogły być wytrącane ze swoich orbit podczas tranzytu Układu Słonecznego w pobliżu masywnych obiektów. To z kolei doprowadzało do przedostawania się komet i planetoid do wnętrza naszego układu. Skutkiem tego mogły być ich zderzenia z planetami, w tym z Ziemią.

By sprawdzić swoją hipotezę, Rampino i Caldeira wykonali liczne analizy zebranego materiału dotyczącego masowych wymierań i uderzeń obiektów kosmicznych w powierzchnię naszej planety. Wykorzystali przy tym najnowsze metody, które pozwalają na dokładniejsze datowanie wszystkich tych zjawisk.


Krater Chicxulub na półwyspie Jukatan

– Korelacja pomiędzy czasem powstawania kraterów, a wymieraniem w ciągu ostatnich 260 mln lat jest zaskakująca. Może to sugerować istnienie związku przyczynowo skutkowego pomiędzy tymi zjawiskami – powiedział dr Rampino.

Podczas swojej pracy badacze odkryli, że w badanym okresie na Ziemi wystąpiło aż sześć epizodów wymierania gatunków (trzy z nich to znane dzisiaj wielkie wymierania). Każdy z nich wiązał się z powstawaniem nowych kraterów uderzeniowych na powierzchni planety.

Jednym z kraterów przedstawionych w pracy jest Chicxulub znajdujący się na półwyspie Jukatan. Zgodnie z datowaniem ma on około 65 mln lat temu, a jego powstanie wiąże się z wymieraniem kredowym, podczas którego znikły z naszej planety dinozaury.

– Ten kosmiczny cykl śmierci i destrukcji bez wątpienia wpłynął na historię życia na naszej planecie – powiedział dr Rampino.

Źródło: New York University

Zobacz także

masoweWymierania

wyborcza.pl

Reklamy