Szydło (22.10.2015)

 

Wybory parlamentarne 2015. Podatki, ustrój, prawa obywateli. Krótki opis partyjnych programów wyborczych

Agata Kondzińska, Renata Grochal, Sebastian Klauziński, Wojciech Czuchnowski, Krystyna Naszkowska, Mariusz Jałoszewski, 23.10.2015
Wybory parlamentarne 2015

Wybory parlamentarne 2015 (fot. AG)

Za dwa dni wybory! Wahasz się? Nie wiesz jeszcze, na kogo zagłosujesz? Specjalnie dla ciebie opisujemy programy wyborcze ośmiu komitetów, które zarejestrowały listy wyborcze w całym kraju.
Poniższy informator składa się z dwóch części: jeśli interesuje Cię konkretna partia (koalicja), możesz wejść w jeden linków. Pod nimi zebraliśmy opis programów wszystkich ośmiu ugrupowań.

Programy partii:

Lista nr 1: Prawo i Sprawiedliwość

Lista nr 2: Platforma Obywatelska RP

Lista nr 3: Partia Razem

Lista nr 4: KORWiN

Lista nr 5: Polskie Stronnictwo Ludowe

Lista nr 6: Zjednoczona Lewica SLD+TR+PPS+UP+Zieloni

Lista nr 7: Kukiz’15

Lista nr 8: Nowoczesna Ryszarda Petru

Prawo i Sprawiedliwość

Program wyborczy PiS. Odnowa moralno-narodowa (LISTA NR 1)

PiS proponuje wyborcom „dobrą zmianę”: dogłębną i rewolucyjną. W duchu odnowy moralno-narodowej.

W projekcie konstytucji z 2010 r. jest propozycja ustroju prezydenckiego. Prezydent mógłby odwoływać sędziów na wniosek zdominowanej przez politycznych nominatów Rady Sądowniczej, jeśli cechowaliby się „niezdolnością lub brakiem woli rzetelnego sprawowania urzędu”. A do Trybunału Konstytucyjnego miałby powoływać prezesa i wiceprezesów, nie prosząc sędziów o przedstawienie kandydatur, jak tego wymaga obecna konstytucja.

Nie musiałby powoływać ministrów wybranych przez Sejm, jeśli będzie „uzasadnione podejrzenie, że nie będą oni przestrzegać prawa”. Jeśli nie zaakceptuje ustawy przyjętej przez Sejm, może sam zarządzić nad nią referendum – gdy Polacy odrzucą ustawę, mógłby rozwiązać parlament. Próg, przy którym wola społeczeństwa będzie wiążąca, jest obniżony z 50 proc. do 30 proc. Prezydent mógłby też rządzić dekretami.

Przed legalizacją związków partnerskich zabezpieczałby zapis: „władze publiczne nie regulują spraw par niemałżeńskich ani nie prowadzą ich ewidencji”. Pojęcie sprawiedliwości społecznej zastąpiono „solidarnością”.

W programie PiS z 2014 r. wyraźne jest marzenie o superpremierze, który „miałby prawo wydawać ministrom wiążące polecenia w sprawach ważnych dla realizacji polityki państwa” i „mógłby uchylać ich akty generalne”.

W rządzie PiS silny byłby koordynator służb specjalnych z dodatkowymi uprawnieniami: „nie ma żadnego uzasadnienia, aby funkcje ochrony informacji niejawnych i krajowej władzy bezpieczeństwa wykonywały służby specjalne – ABW i SKW. Zadania te przejąłby minister, co oznaczałoby likwidację pionu ochrony informacji niejawnych w ABW”.

PiS chce znów połączyć funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Minister mógłby badać akta sądowe „w celu ewentualnego wniesienia apelacji nadzwyczajnej lub podjęcia decyzji o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego”.

Spółki skarbu, którymi są media publiczne, PiS chciałby przekształcić w instytucje kultury lub wyższej użyteczności publicznej. Dzięki temu będzie mógł wymienić władze TVP i Polskiego Radia. Zarządy mają być jednoosobowe, a „prezesów wybierze się spośród autorytetów świata kultury i mediów”. Na te media byłoby przeznaczone ok. 400-500 mln zł rocznie ze „specjalnej powszechnej opłaty medialnej, niższej od abonamentu, bez konieczności rejestracji odbiorników”.

Misją mediów publicznych ma być „budowanie tożsamości narodowej” poprzez wielkie produkcje filmowe oparte na klasyce polskiej literatury. W porze największej oglądalności media pomogą „nadrabiać braki w edukacji obywatelskiej Polaków” i „wyjaśnić im zasady funkcjonowania państwa i najważniejszych dziedzin życia zbiorowego: edukacji, służby zdrowia, systemu emerytalnego, budżetu. Trzeba odejść od infantylnej, tabloidowej formy programów informacyjnych”. „Hollywoodzkie produkcje patriotyczne” zapowiedział niedawno Jarosław Kaczyński.

PiS planuje też „zatrzymanie monopolizacji mediów przez kapitał zagraniczny” i wprowadzenie zapisu antymonopolowego dopuszczalnego (na poziomie 20-15 proc.) udziału w rynku mediów danego typu podmiotów powiązanych kapitałowo z zagranicą”.

Należy skończyć z „dominacją pedagogiki wstydu i antypatriotycznego rewizjonizmu w opowieściach o naszej historii”. PiS obiecuje obchody 100-lecia polskiej niepodległości pod hasłem „Niepodległa 2018” – szereg całorocznych wydarzeń nie tylko w Polsce, lecz także na świecie, który przygotuje Ministerstwo Kultury.

W planach jest otwarcie w 2018 r. Muzeum Historii Polski, Muzeum Józefa Piłsudskiego i II RP w Sulejówku. Planowane są też obchody 1050-lecia chrztu Polski we współpracy z „Kościołem rzymskokatolickim i innymi wyznaniami chrześcijańskimi”. I powołanie instytucji, która będzie bronić „dobrego imienia Polski i Polaków” na arenie międzynarodowej.

Nacisk na narodową tożsamość zapisano w rozdziale o edukacji. PiS chce zlikwidować gimnazja i przywrócić model osiem plus cztery. Ale rodzice mogliby posłać sześciolatka do szkoły.

W dokumentach oficjalnych partii nie ma przywrócenia matury z religii. Niedawno jednak rzeczniczka PiS Elżbieta Witek mówiła: – Religia powinna być przedmiotem maturalnym.

Status Kościoła ” w naszym życiu narodowym i państwowym jest wyjątkowo ważny, chcemy go podtrzymać i uważamy, że próby niszczenia i niesprawiedliwego atakowania Kościoła sa groźne dla życia społecznego”.

PiS nie zakazałby in vitro, ale nie dałby finansowego wsparcia. I zmieniłby ustawę, bo „nie ma zgody na mrożenie zarodków i stosowanie zabiegu przez związki partnerskie”.

Partia milczy o ustawie antyaborcyjnej. W programie z 2014 r. jest jedynie zapis, że PiS jest za „ochroną życia od poczęcia” i przeciw eutanazji.

Chce również zlikwidować Narodowy Fundusz Zdrowia. Minister zdrowia przygotowywałby plan finansowania świadczeń z podziałem na województwa.

Partia obiecuje zasiłki 500 zł na dziecko dla każdej rodziny. Tylko przy pierwszym dziecku obowiązywałby próg dochodów 800 zł. Seniorzy po 75. roku życia mieliby darmowe leki.

Sztandarowy projekt odwrócenia reformy emerytalnej kosztowałby 50 mld zł do 2020 r. PiS chce też podnieść ponaddwukrotnie kwotę wolną od podatku, do 8 tys. zł – to kolejne 20 mld zł rocznie.

Na armię PiS chce dawać nie mniej niż 2,5 proc. PKB. „Narzędziem ułatwiającym zakup uzbrojenia przez MON” byłaby ustawa o wspieraniu polskiego przemysłu obronnego. Nie planuje powrotu do poboru powszechnego. Chce wzmacniać bazy NATO w Polsce.

W polityce zagranicznej pojawiają się hasła o końcu polityki w głównym nurcie, ale „nie może to oznaczać, że znajdziemy się na uboczu”. Powinniśmy przede wszystkim bronić naszych interesów, a „nawet rozważać scenariusze znalezienia się poza Unią”. Ale „powinniśmy przeciwdziałać rozpadowi UE, gdyż powrót do klasycznej polityki mocarstw nie jest dla nas korzystny, lecz sprzeciwiać się jej centralizacji, gdyż ta jeszcze bardziej ograniczyłaby suwerenność Polski”.

Chce też rozwiązania konfliktu na Wschodzie „przez ścisłe przestrzeganie prawa międzynarodowego”, odtworzenia solidarności regionu i budowy koalicji państw Europy Środkowej. Deklaruje zacieśnianie stosunków z USA i to, że „nie ma miejsca na żadną wojnę z Rosją”.

PiS jest przeciwne wchodzeniu dziś do strefy euro. Nie zgadza się na przyjmowanie uchodźców do Polski.

Powrót do spisu treści>>>

Platforma Obywatelska

Program wyborczy PO. Ewolucja, nie rewolucja (LISTA NR 2)

Platforma Obywatelska proponuje liberalne państwo, w którym władza szanuje wolność światopoglądową obywateli.

W programie, z którym PO idzie do wyborów, czytamy, że „nowoczesne rządzenie musi się opierać na demokratycznych rządach prawa, społecznej sprawiedliwości, przestrzeganiu praw człowieka i podstawowych wolności oraz solidarności”. Państwo ma służyć obywatelom, a nie obywatel państwu. „Państwo nie może narzucać obywatelom żadnego światopoglądu, nie może ograniczać im wyboru własnej ścieżki życia. PO była i jest partią rozsądku, umiaru i centrum, a nie szaleństw i skrajności. Zmiany, które wprowadziliśmy, nie były gwałtowne”.

PO będzie dążyć do dalszej zmiany ordynacji wyborczej i wprowadzenia systemu mieszanego w wyborach do Sejmu i Senatu (dziś okręgi jednomandatowe są w wyborach do Senatu i wyborach samorządowych w większości gmin), gdyż „wprowadzenie takiego systemu jest korzystne dla wzmocnienia demokracji parlamentarnej”. Platforma opowiada się także za dalszym ograniczeniem finansowania partii z budżetu i zwiększeniem finansowania ze źródeł prywatnych, ale konkretów brak.

W kwestiach światopoglądowych w nowym programie niewiele się zmieniło. Platforma ponownie obiecuje wprowadzenie związków partnerskich, czego nie udało się zrobić od kilku lat. Opowiada się za koniecznością utrzymania konsensusu w sprawie aborcji i in vitro.

Jeśli chodzi o rozdział państwa i Kościoła, PO podkreśla, że jest za likwidacją Funduszu Kościelnego oraz za tym, by Kościoły i związki wyznaniowe były finansowane bezpośrednio przez wiernych. Nie wiadomo jednak, czy ma to być odpis podatkowy, czy inna forma wsparcia. Prace nad likwidacją Funduszu Kościelnego trwały w rządzie od 2012 roku, ale ustawy nie udało się uchwalić.

PO jest przeciwko postulowanemu przez lewicę wyprowadzeniu religii ze szkół i zaprzestaniu finansowania lekcji religii z budżetu państwa. Chociaż w programie tego nie napisano, premier Ewa Kopacz wiele razy podkreślała w kampanii, że jest za tym, by uczniowie, którzy chcą uczęszczać na religię, mieli lekcje w szkole, a pozostali mogli wybrać etykę.

Największe zmiany w nowym programie dotyczą rynku pracy i podatków. Chociaż przedstawiono je w sposób mało zrozumiały, Platforma proponuje spójną reformę, której celem jest ograniczenie umów śmieciowych i uproszczenie podatków. Dzisiejsze umowy o pracę i umowy-zlecenia ma zastąpić jednolity kontrakt pracy. To ma rozwiązać problem nadużywania umów śmieciowych. PO proponuje zastąpienie dzisiejszego podatku PIT oraz składek na ZUS i NFZ jednolitym skonsolidowanym podatkiem (składki na ZUS i NFZ wejdą w jego skład).

Celem zmian w podatkach jest ograniczenie biurokracji (bo odprowadzaniem obciążeń na ZUS i NFZ zajmie się państwo) oraz pomoc najuboższym (składki za nich zapłaci budżet państwa). Roczny koszt tych zmian dla budżetu państwa wyniesie 10 mld zł. Kurs w kierunku socjalliberalnym, czyli większej interwencji państwa, żeby poprawić sytuację najuboższych, był widoczny już w poprzednim programie PO, przed wyborami w 2011 r.

Platforma kładzie duży nacisk na pomoc rodzinom. Obiecuje, że w 2017 r., gdy darmowe podręczniki będą dostępne we wszystkich klasach szkoły podstawowej i gimnazjum, rodzice zaoszczędzą co najmniej 300 zł. Dofinansowane ma być także utrzymanie dzieci w żłobkach, na co PO od 2015 r. chce wydawać 150 mln zł rocznie. Platforma obiecuje także podniesienie zasiłków rodzinnych – od 1 listopada 2015 r. o 100 zł (dziś 574 zł na członka rodziny), a od 2017 r. o kolejne 80 zł.

Dla młodych PO ma program budowy mieszkań na wynajem (30 tys. mieszkań w ciągu 10 lat), a także dofinansowanie zakupu własnego mieszkania.

Jeśli chodzi o edukację, PO obiecuje odbudowę szkolnictwa zawodowego, opowiada się za utrzymaniem gimnazjów, ale chce zlikwidować testy szóstoklasisty, bo „są stresujące dla uczniów i stają się podstawą do niesprawiedliwego rankingowania szkół”. Postuluje zwiększenie środków na naukę i szkolnictwo wyższe do 2 proc. PKB w 2020 r., z czego 1/4 ma finansować granty.

W służbie zdrowia PO chce wprowadzić dodatkowe ubezpieczenia w formie abonamentów i ubezpieczeń wzajemnych, a także ubezpieczenia pielęgnacyjne, które będą obejmowały wsparcie opieki nad seniorami w domu. PO zamierza wspierać wieś, rozbudowując sieć świetlic i transport publiczny. Obiecuje dokończenie budowy kanalizacji i wodociągów.

W polityce zagranicznej PO opowiada się za dalszym zacieśnianiem sojuszy w ramach Unii Europejskiej i NATO. W programie deklaruje, że będzie nadal „zabiegać o jedność UE w sprawie łamania przez Rosję prawa międzynarodowego oraz o silne wsparcie dla władz Ukrainy na trudnej ścieżce reform i demokracji”.

Opowiada się za zacieśnianiem relacji z USA oraz „będzie zachęcać partnerów z UE do szans, jakie stworzy transatlantyckie porozumienie o wolnym handlu, dbając przy tym o zabezpieczenie polskich interesów”.

W sprawie przyjęcia euro w programie nie ma konkretów. Jest deklaracja, że PO „będzie pilnować, by coraz bardziej integrująca się strefa euro pozostawiła otwarte drzwi dla takich krajów jak Polska”. Pada też dość oczywiste zdanie, że „wspólną walutę przyjmiemy wówczas, gdy to będzie korzystne dla naszego kraju”.

Jeśli chodzi o imigrantów z Bliskiego Wschodu, to PO chce przyjmować do Polski tylko uchodźców, którzy uciekają przed wojną.

Powrót do spisu treści

Razem

Program wyborczy Razem. Lewicowa lewica (LISTA NR 3)

Najwyższe podatki dla bogatych, najniższe dla biednych

Razem proponuje kadencyjność posłów, senatorów, prezydentów miast i burmistrzów. Chce powiązać dietę poselską z trzykrotnością pensji minimalnej. Chce przenieść część urzędów centralnych poza Warszawę.

Partie polityczne mają dostawać pieniądze z budżetu tylko na konkretne cele, jak biura poselskie czy ekspertyzy programowe. Zakazane byłyby płatne spoty partyjne i reklama na billboardach.

Razem proponuje zmianę systemu głosowania. Chce systemu pojedynczego głosu przechodniego, w którym wyborca ustawia w kolejności wszystkich kandydatów z danego okręgu. A mandat dostaje ten, kto uzbiera wymaganą liczbę numerów 1 w okręgu. Jeśli zdobył ich więcej niż to wymagane, nadwyżka przechodzi na kolejnego kandydata.

Zamiast abonamentu TVP byłaby finansowana z części pieniędzy z reklam w telewizjach prywatnych. Jest za związkami partnerskimi, aborcją na życzenie i refundacją in vitro. Chce wyprowadzić religię ze szkół.

Najwięcej miejsca poświęca podatkom i prawom pracowników. Chce aż sześciu progów podatkowych. Od 0 proc. przy rocznych dochodach poniżej 12 tys. zł do 75 proc. dla zarabiających powyżej pół miliona.

Progresja podatkowa ma dotyczyć też firm. 19 proc. zostałoby dla średnich przedsiębiorstw. Małe płaciłyby 18 proc., największe – 20 proc. Nie byłoby ulgi podatkowej w specjalnych strefach ekonomicznych.

Proponuje minimalną stawkę godzinową 15 zł dla umowy o pracę i 20 zł dla umowy cywilnoprawnej. Dzięki temu pracodawcom nie opłacałyby się śmieciówki.

Postuluje 35-godzinny tydzień pracy i zwiększenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy. Kary dla pracodawców mają być powiązane z obrotami firmy. Postuluje zadbanie o związki zawodowe, a tam gdzie ich nie ma – reprezentację pracowniczą o takich samych uprawnieniach.

Zamierza budować tanie mieszkania komunalne, finansowane bezpośrednio z budżetu centralnego.

Spraw obronności i polityki zagranicznej nie ma w programie. W debacie telewizyjnej lider partii Adrian Zandberg poparł bez zastrzeżeń przyjmowanie uchodźców.

Polska, jako gospodarka peryferyjna, na razie nie powinna wchodzić do strefy euro.

Powrót do spisu treści>>>

KORWiN

Program wyborczy KORWiN. Populizm (LISTA NR 4)

Antysystemowe ugrupowanie straszy „zalewem hord imigrantów” i proponuje państwo, w którym „każdy radzi sobie sam”.

W programie wyborczym komitetu Janusza Korwin-Mikkego o nazwie KORWiN (skrót od Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja) nie ma odpowiedzi na większość szczegółowych pytań dotyczących funkcjonowania państwa. Bo lider ugrupowania uważa, że „im słabsze państwo, tym więcej wolności dla obywateli”, którzy „najlepiej poradzą sobie sami”.

„Im mniej pieniędzy w budżecie państwa, tym lepiej, bo więcej zostaje w kieszeniach ludzi” – powtarza Korwin-Mikke, postulując całkowitą likwidację podatku dochodowego. Na tej anarchistycznej koncepcji buduje swój stosunek nawet do takich zagadnień jak religia w szkołach. Uzależnia jej finansowanie od decyzji poszczególnych wspólnot lokalnych.

KORWiN jest za zniesieniem większości funkcji opiekuńczych państwa. – Nienawidzę państwa opiekuńczego, przerabiającego dorosłych mężczyzn na małe dzieci żebrzące o cukierki czy inne dotacje – tłumaczy. Nie chce też bezpłatnej publicznej służby zdrowia, bo jego zdaniem jest ona fikcją. – Jedyna firma, która działa dobrze w medycynie, to weterynaria, bo nie ma tam ministerstwa chorych psów i kotów – mówił w ostatniej telewizyjnej debacie.

Według niego nie ma też sensu utrzymywanie jakiegokolwiek systemu emerytalnego, bo „mężczyzna powinien sam sobie zapewnić przyszłość”. Jedyne, co powinno być utrzymywane przez państwo, to „silna najemna armia”, na którą powinniśmy wydawać „dwa razy więcej niż obecnie” ze specjalnego podatku „na wojsko”.

Lider ugrupowania dopuszcza też istnienie policji, ale „najlepszą obroną przed przestępcami jest powszechne prawo posiadania broni. Najlepszym obrońcą swojego domu jest Głowa Rodziny – i trzeba tej Głowie dać zbrojne ramię! Plus, jak w Szwajcarii, raz do roku brać choćby na dwie godziny na ćwiczenia, by nie zapomniała, jak się strzela!”.

W kampanii KORWiN skupił się na straszeniu wyborców „hordami nielegalnych imigrantów” i zapowiadał, że jeśli dojdzie do władzy, to „żadnego imigranta nie przyjmie”. W debacie telewizyjnej Korwin-Mikke mówił, że „Niemcy chcą nam zapłacić, żebyśmy utworzyli w Polsce obozy koncentracyjne dla uchodźców”. Wywołało to ostrą reakcję Barbary Nowackiej (Zjednoczona Lewica), która zaprotestowała przeciwko „mowie pogardy i nienawiści”.

Działacze KORWiN jeździli też za liderem Nowoczesnej Ryszardem Petru, zakłócając jego spotkania wyborcze wyciem i rzucaniem przedmiotami.

Powrót do spisu treści>>>

PSL

Program wyborczy PSL. Kwestie praktyczne (LISTA NR 5)

Deklaracja wyborcza Polskiego Stronnictwa Ludowego skupia się na sprawach społecznych i gospodarczych.

Nie zajmuje się w ogóle dziedziną światopoglądową, czyli stosunkiem do in vitro, aborcji, związków partnerskich czy religii w szkołach. To konsekwentna polityka PSL, które w czasie głosowań sejmowych nigdy nie stosowało dyscypliny partyjnej i dzieliło się mniej więcej po połowie.

Także ewentualnymi zmianami w konstytucji ludowcy praktycznie się nie zajmują, stwierdzają jedynie, że nie powinna ona wkraczać w sferę wolności i praw obywatelskich, gdy nie jest to konieczne dla bezpieczeństwa kraju.

PSL trzyma się ustaw, które rząd wprowadził w ostatnich ośmiu latach. Jest przeciw cofnięciu ustawy zarówno edukacyjnej, jak i emerytalnej. Chce utrzymania gimnazjów i posyłania sześciolatków do szkół. Proponuje odbudowanie szkolnictwa zawodowego.

Nie chce cofnięcia wieku emerytalnego, ale dopuszcza emerytury dla osób, które przepracowały 40 lat, niezależnie od osiągniętego wieku. Proponuje dobrowolność w korzystaniu z wcześniejszych emerytur przy akceptacji niższych świadczeń.

PSL nie chce zwiększenia wydatków na obronność o ponad 2 proc. PKB, ale jest zwolennikiem zwiększenia liczby żołnierzy zawodowych oraz stworzenia obrony cywilnej.

Jest za utrzymaniem rozdziału prokuratury od rządu i zwiększenia kompetencji Prokuratora Generalnego, by wzrosła jego kontrola nad prokuratorami.

W polityce zagranicznej opowiadają się za utrzymaniem dobrych stosunków ze wszystkimi sąsiadami, także z Rosją. Ukraina ma być wolna i demokratyczna, a Polska powinna jej pomagać, ale nie „wychodzić przed szereg”.

Silnym peeselowskim ogniwem w obecnym rządzie jest minister Władysław Kosiniak-Kamysz. Jego działaniami ludowcy się w deklaracji chwalą i poświęcają im najwięcej miejsca. Proponują więc politykę senioralną, chcą budowy dziennych domów opieki dla starszych osób. Do końca tego roku domów tych ma powstać 120, a do 2020 r. – nawet do 1,5 tys. Samorządy gmin mają być dofinansowane z budżetu krajowego, by przedszkola były „za złotówkę”. Ma powstać 50 tys. nowych miejsc w żłobkach, 70 tys. – w przedszkolach i w sumie 500 tys. nowych miejsc pracy.

Seniorzy dostaną leki bezpłatnie, każde dziecko w szkole zje bezpłatny obiad, VAT na ubrania dziecięce zostanie zniesiony.

Nowo zakładane przedsiębiorstwa mają być przez rok zwolnione z ZUS, a mikroprzedsiębiorstwa będą płacić te składki o połowę mniejsze. Płaca minimalna ma wzrosnąć od 1 stycznia 2016 r. do 1850 zł miesięcznie.

W rolnictwie PSL chce zwiększenia dopłat budżetowych z obecnych 50 proc. do 65 proc. składki na ubezpieczenia upraw rolnych od kataklizmów pogodowych. Chce też utworzenia Funduszu Stabilizacji Dochodów Rolniczych, z którego rolnicy będą mogli dostawać wsparcie, kiedy ceny produktów spadną, np. z powodu załamania eksportu. Szkody, jakie w uprawach rolnych robią dzikie zwierzęta, mają być pokrywane z budżetu państwa, a nie jak dotychczas – z funduszu myśliwych.

Ludowcy chcą wprowadzenia programu gospodarowania wodą, czyli budowy zbiorników wodnych i meliorowania pól, co ma nas zabezpieczyć przed kolejnymi suszami. I oczywiście państwowe lasy mają na zawsze pozostać własnością publiczną. To odpowiedź na zarzuty PiS, że PSL chce lasy sprywatyzować. Bezpieczeństwo energetyczne kraju ma być w większym stopniu oparte na odnawialnych źródłach energii.

Składka na ubezpieczenia zdrowotne powinna nieco wzrosnąć. Ma pozostać NFZ, ale jego prezesa miałby mianować minister zdrowia, by miał większą kontrolę, ale też ponosił większą odpowiedzialność za NFZ. PSL dopuszcza dobrowolne prywatne ubezpieczenia zdrowotne dla obywateli.

Eksperci PSL wyliczyli, że ich obietnice w sferze socjalnej mogą kosztować ok. 5 mld zł.

Na inwestycje w rolnictwie przeznaczonych ma być ok. 150 mld zł, ale te pieniądze nie mają być dodatkowym wydatkiem z budżetu, gdyż inwestycje mają zostać sfinansowane w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2013-20.

Uchodźcami trzeba się zająć, ale robić też wszystko, by mogli wrócić do siebie. Temat waluty euro ludowcy bezpiecznie pomijają.

Powrót do spisu treści>>>

Zjednoczona Lewica

Program wyborczy Zjednoczonej Lewicy. Socjal (LISTA NR 6)

Zjednoczona Lewica nie zamierza zmieniać obecnej konstytucji, bo to za rządów lewicy ją uchwalono.

Liderka koalicji Barbara Nowacka zapowiada, że jej ugrupowanie będzie bronić konstytucji przed „grzebaniem” w niej przez PiS.

Lewica proponuje nową ustawę o prokuraturze zwiększającą niezależność prokuratorów. Zapowiada „zwiększenie funkcji kontrolnej Sejmu w kwestii wykonywania polityki karnej”, ale bez szczegółów. Media publiczne powinny być niezależne od finansowania z reklam oraz „doraźnych interesów elit politycznych”.

Zapowiada likwidację Funduszu Kościelnego i wyprowadzenie religii ze szkół (z tych pieniędzy miałyby zostać sfinansowane gabinety stomatologiczne w każdej szkole). Zapowiada objęcie księży podatkiem dochodowym. Chce usunąć z kodeksu karnego artykuł o obrazie uczuć religijnych.

Zamierza refundować in vitro oraz zalegalizować medyczną marihuanę. Jest za aborcją na życzenie, czyli za zniesieniem obecnej ustawy antyaborcyjnej, i za refundacją antykoncepcji. Chce ustawy o związkach partnerskich także między osobami jednej płci.

Stawia przede wszystkim na elektorat socjalny, skupia się na pracy, emeryturach i mieszkalnictwie. Chce podwyższenia płacy minimalnej do 2,5 tys. zł i minimalnej stawki godzinowej do 15 zł. Zapowiada uzależnienie wieku emerytalnego od stażu pracy – 35 lat dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn. Chce przywrócić 40-proc. stawkę PIT dla najwięcej zarabiających (nie podaje progu) oraz opodatkować aktywa bankowe (0,5 proc.) i spekulacyjne transakcje finansowe (nie wiadomo ile).

Zapowiada dopłaty po 200 zł do najniższych emerytur. A także premię obywatelską oznaczającą, że każdy obywatel powinien otrzymać część ze wzrostu PKB (według wyliczeń ZL w 2014 r. byłoby to 500 zł na osobę).

Postuluje narodowy program budowy tanich mieszkań – NBP miałby pożyczać pieniądze na ten cel bankom komercyjnym.

Chce podnieść wydatki na służbę zdrowia do 7 proc. PKB z obecnych ok. 4 proc. oraz zapowiada darmowe leki dla najuboższych seniorów i zniesienie limitów na świadczenia NFZ.

Zamierza ograniczyć wykorzystywanie zwierząt do eksperymentów i wprowadzić obowiązek czipowania zwierząt domowych.

Proponuje likwidację gimnazjów i powrót do systemu ośmioklasowego, nie sprzeciwia się posyłaniu sześciolatków do szkół. Chce darmowych żłobków i przedszkoli oraz powrotu stomatologów do szkół.

Energetyka to dość śmiałe połączenie postulatów Zielonych i SLD. Z jednej strony czytamy o konieczności inwestowania w odnawialne źródła energii oraz tzw. energetykę prosumencką (wytwarzanie energii przez gospodarstwa domowe na przykład dzięki bateriom słonecznym), z drugiej – o obietnicy ochrony miejsc pracy górników i ich przywilejów emerytalnych. Nowe ministerstwo ds. energii miałoby „dbać o bezpieczeństwo energetyczne Polski”.

W sprawach obronności przede wszystkim chce, by 50 proc. wydatków z budżetu obronnego szło do polskich firm.

Mówi o większej integracji z Unią Europejską, nawet o federacji. Wprowadzenie euro – tak, ale w „momencie korzystnym z punktu widzenia Polski”. Z Rosją stosunki mają być ustabilizowane i pozytywne. Polityka wobec imigrantów powinna być „rozsądna”: możemy przyjąć imigrantów, ale tylko w takiej liczbie, by móc im zapewnić „bezpieczeństwo i opiekę”.

Powrót do spisu treści>>>

Kukiz'15

Program wyborczy Kukiza. Obalić, co się da (LISTA NR 7)

Ugrupowanie Pawła Kukiza jest najbardziej prawdopodobnym koalicjantem PiS, ale w swoim programie występuje przeciwko całej klasie politycznej.

„Jesteśmy głosem Narodu, który się obudził i chce odzyskać kontrolę nad swoim państwem” – czytamy we wstępie „Strategii zmiany”, programu Kukiz’15. „Problemem podstawowym jest oderwana od Narodu pasożytnicza klasa polityczna”, określana też jako „rak na zdrowej tkance Narodu”.

Kukiz’15 chce przede wszystkim nowej konstytucji, bo obecna „pozbawia Naród władzy zwierzchniej”. Zmienić ma to wprowadzenie 460 jednomandatowych okręgów wyborczych. Posłów, z których wyborcy będą niezadowoleni, chce odwoływać w lokalnych referendach.

Proponuje także wprowadzenie raz do roku „dnia referendalnego”, w którym „głosowane byłyby wszystkie sprawy, pod którymi podpisało się minimum pół miliona obywateli”.

Wybrany w powszechnych wyborach prezydent ma stać na czele rządu, mieć „pełnię władzy wykonawczej”, ale nie inicjatywę ustawodawczą, która należeć będzie „do obywateli i posłów”.

Domaga się odejścia od finansowania przez państwo partii politycznych, przeniesienia centralnych urzędów poza Warszawę oraz ukarania polityków „odpowiedzialnych za zadłużenie Polski i Polaków”.

W rozdziale o „gruntownej reformie wymiaru sprawiedliwości” postuluje prowadzenie rozpraw „w trybie ciągłym”, „publikację wyroków w internecie” i obowiązek składania przez sędziów publicznie dostępnych oświadczeń majątkowych. Chce też wprowadzenia na wzór amerykański „sędziów pokoju” wybieranych przez lokalne społeczności i rozstrzygających drobne sprawy. Proponuje decentralizację policji i powszechne wybory na komendantów powiatowych na wzór szeryfów w USA.

Polityka zagraniczna ma się opierać na „obronie interesów Polski za granicą”, bo obecne rządy pozwalają innym negocjować z Rosją „nad naszymi głowami”. Polska armia „nie posiada obecnie zdolności do odstraszania, obrony i ochrony”, więc domaga się „odbudowania wojsk operacyjnych”, a zwłaszcza ich „wschodnich dywizji”. Chce też stworzyć system obrony terytorialnej.

Kwestię religii w szkołach zostawia do rozstrzygnięcia w referendum. W sprawie uchodźców radzi skupić się na pomocy w sprowadzaniu do kraju Polaków mieszkających za granicą.

Kampanię Kukiz prowadził m.in. na koncertach, które zaczynał od piosenki „Dnia 4 czerwca roku pamiętnego zebrała się banda stolca okrągłego”. Jak mówił „Wyborczej”, w piosence chodzi „o układ personalny, który przy braku dekomunizacji, uwłaszczeniu się byłej nomenklatury i części opozycji na Polsce, na majątku i na obywatelach został usankcjonowany konstytucją Kwaśniewskiego z 1997 r.”. I dodawał: „Jestem zwolennikiem rozwalenia tego, co jest – komunistyczne czy solidarnościowe, nie ma znaczenia”.

W spotach wyborczych Kukiz przekonywał, że „Polska jest kolonią”. Pytany o ewentualne koalicje po wyborach, mówił, że będzie je zawierał „doraźnie”. Ale kilka razy dał wyraźniej do zrozumienia, że nie wyklucza poparcia dla ewentualnego rządu PiS.

W wywiadzie dla „Do rzeczy” stwierdził: „Bardzo się cieszyłem, oglądając konwencję PiS. Jest płaszczyzna porozumienia i realizacji ważnych dla Polski spraw”. Podziela też podziw Jarosława Kaczyńskiego dla rządów Victora Orbána na Węgrzech.

W ostatniej debacie telewizyjnej mówił: „PO nie realizuje interesów Polski, tylko Niemiec”, „córka pani Kopacz wyjedzie do Kanady, a moja będzie tyrać na to, co pani Kopacz zachachmęciła”, a „nasze pieniądze są zabierane na ośmiorniczki i inne badziewie”.

Powrót do spisu treści>>>

Nowoczesna

Program wyborczy partii Nowoczesna. Gospodarka, głupcze (LISTA NR 8)

Mniej montowni, zasiłki tylko dla ubogich – proponuje partia Ryszarda Petru.

W kwestiach ustrojowych Nowoczesna proponuje zmianę ordynacji wyborczej na model niemiecki – ordynacja mieszana, która uwzględnia częściowo ideę JOW-ów. Chce zlikwidować finansowanie partii z budżetu, zmniejszyć liczbę posłów i ograniczyć ich mandat do dwóch kadencji oraz zlikwidować Senat. Proponuje internetowe głosowanie w wyborach oraz konsultacje rządu i parlamentu ze społeczeństwem w najważniejszych sprawach.

„Głęboka reorganizacja struktur centralnych” pozwoli sprawniej rządzić. Dzięki centralizacji zakupów w administracji byłoby taniej. Urzędnicy mają być rozliczani z pracy i nagradzani za przyjazny stosunek do obywateli.

Nowoczesna chce dać gminom więcej pieniędzy. Ma to być oparte na wpływach z podatku od osób fizycznych PIT. W samorządach chce ograniczyć liczbę radnych i zachęcać gminy do łączenia się w związki międzygminne. Mogłoby to oznaczać likwidację powiatów, ale taki postulat wprost się nie pojawia.

Najważniejszy punkt programu Nowoczesnej dotyczy gospodarki. Petru nie chce montowni, stawia na wspieranie innowacyjnych zakładów i polskich firm. Zapowiada politykę przemysłową i ponowną industrializację Polski. Jest za elastycznym kodeksem pracy. Młodzi, którzy będą zakładać swoje firmy, mają być przez dwa lata zwolnieni ze składek na ZUS i podatku dochodowego. Firmy zatrudniające młodych pracowników dostaną subwencje. Petru chce ujednolicić system emerytalny – zlikwidować KRUS i wcześniejsze emerytury branżowe np. dla górników (dotyczyłoby to nowo zatrudnianych). W rolnictwie chce rozwijać gospodarstwa oparte na tzw. slow foodzie i nieduże gospodarstwa nastawione na produkcję dobrej jakościowo żywności.

Lekcje religii mogłyby być w szkołach, ale lepiej, by płacił za nie Kościół. Jest przeciw maturze z religii i za likwidacją Funduszu Kościelnego. W zamian byłaby możliwość dobrowolnego odpisu z podatku na Kościół. Popiera finansowanie in vitro z budżetu, wprowadzenie związków partnerskich. Jest przeciw całkowitemu zakazowi aborcji.

Przedsiębiorcy mają mieć możliwość odpisu 1 proc. podatku CIT na wspieranie kultury, zwiększy się kilkakrotnie budżet na jej promocję. Petru chce wprowadzić programy dla młodzieży „Poznaj kulturę”, „Rozwiń talent” oraz zniżki (brak jednak konkretów, na co i ile). Zapowiada nową ustawę medialną.

Stawia też na zmiany w edukacji. W gimnazjach, których nie chce likwidować, mają się pojawić doradcy zawodowi. Pomóc mają testy predyspozycji zawodowych. Nauka języka angielskiego ma być powszechna – w telewizji filmy anglojęzyczne byłyby bez dubbingu, tylko z napisami. Szkoły mają też uczyć praktycznych umiejętności, np. obsługi nowych technologii.

Sześciolatki chce zostawić w szkołach. Nie popiera bezpłatnego podręcznika, bo rodzice bogatszych dzieci i tak kupują dodatkowe książki, co różnicuje poziom edukacji.

Zmieniłoby się finansowanie studiów wyższych na „bony edukacyjne finansowane przez państwo (pieniądze mają iść za studentem) i preferencyjne kredyty studenckie”. Chce promować kierunki techniczne i szkoły zawodowe.

Kolejki do lekarzy mają zniknąć po odciążeniu ich od części prac i dzięki informatyzacji. Będą podwyżki dla pielęgniarek. Postuluje opiekę dentystyczną i pediatryczną w szkołach oraz regularne badania seniorów. Lista bezpłatnych szczepień będzie dłuższa. NFZ czekałby podział na konkurencyjne fundusze, będą rozwijane dobrowolne ubezpieczenia zdrowotne.

Chce aktywizacji zawodowej osób starszych 60+ i niepełnosprawnych. Ma być program „Aktywny senior”. Hasłowo Nowoczesna pisze też o zmniejszeniu opodatkowania osób o najniższych zarobkach. Zasiłki mają być tylko dla najuboższych.

System polityki społecznej ma być oparty na inicjatywach obywatelskich. Rola państwa ma być sprowadzona do strażnika jakości świadczeń, a nie usługodawcy świadczeń społecznych. Prowadzenie polityki społecznej mogłyby przejąć podmioty obywatelskie i prywatne na zasadzie kontraktowania zadań lub bonów społecznych.

Jest za likwidacją domów dziecka – dzieci mają przejąć rodziny zastępcze. Program mieszkań dla młodych na wynajem miałby realizować także sektor prywatny. Wysokość płacy minimalnej zależałaby od regionu.

Petru jest za przyjmowaniem uchodźców, ale UE powinna określić, ile może ich bezpiecznie przyjąć.

Nowoczesna chce silnej Polski w „sercu Europy”. Jest za dalszym pogłębianiem integracji w ramach UE i wzmacnianiem Unii. Chce aktywnej polityki łączącej wartości z interesami. Kluczowe jest utrzymanie w UE podstawowych swobód: przepływu towarów, usług, osób i kapitału.

Strategiczne są stosunki z Niemcami i Francją. Aktywność wobec Ukrainy i innych państw wschodnich to „nasza racja stanu” ze względu na bezpieczeństwo Polski. Poza Europą najważniejsi sojusznicy to USA i Turcja.

Jest też za umową handlową UE z USA. Uważa, że należy nam się taki sam poziom bezpieczeństwa w NATO, jaki mają państwa zachodnie, co może oznaczać żądanie stałych baz NATO w Polsce.

Chce utrzymać wydatki na obronę na poziomie 2 proc. PKB, a jednocześnie rozwijać polskie fabryki zbrojeniowe. Nie jest za wysyłaniem polskiego wojska na misje zagraniczne. Pomoc dla Syrii i Ukrainy chce realizować przez UE i NATO. Jest za twardym stanowiskiem wobec Rosji.

Nie popiera szybkiego przyjęcia euro w Polsce.

Powrót do spisu treści>>>

Wybory 2015
Wybory parlamentarne 2015
Już 25 października – wybory parlamentarne. Wszystko o wyborach – w naszym serwisie wyborcza.pl/wybory. Znajdziesz w nim aktualne informacje o kampanii wyborczej, kandydatach, najnowsze sondaże oraz komentarze publicystów „Gazety Wyborczej”

* Obejrzyj rozmowy z ekspertami w programie STUDIO WYBORCZEJ

Zobacz także

wyborcza.pl

 

„Panu Kaczyńskiemu nie wierzę, zemsta będzie. Już te jego deklaracje o czymś świadczą”

Anna Siek, 23.10.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,19073364,video.html?embed=0&autoplay=1
– Stawką wyborów jest liberalna demokracja, w której nie ma żadnej dyktatury, w której prawa mniejszości i opozycji są szanowane – uważa Tomasz Lis. Szef „Newsweeka” nie wierzy w apele Jarosława Kaczyńskiego, że zwolennicy PiS muszą „zapomnieć o zemście”.

 

– Zemsta będzie. Sama deklaracja Kaczyńskiego wydaje mi się dziwna. Bo jak w Niemczech wygrywa CDU czy w Anglii konserwatyści, to nie ma w ogóle takiego tematu. Sam fakt, że Kaczyński odczuwa potrzebę składania takiej deklaracji, świadczy o pewnej atmosferze, którą w ogromnym stopniu wykreował on sam – mówił Lis w Poranku Radia TOK FM.

Mimo zapowiedzi, że działacze i sympatycy PiS powinni „zapomnieć o zemście”, Jarosław Kaczyński podczas spotkania z wyborcami w Białymstoku zapowiedział, że „nawet za lekkie grzechy będzie pokuta”.

 

Zobacz także

 

 

TOK FM

Przeciw misjonarzom

Wojciech Kuczok pisarz, 23.10.2015

Referendum

Referendum (Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

Czuję się w prawie, a nawet obowiązku zabrać głos, zanim go w niedzielę oddam na ludzi przyzwoitych. Boję się o mój kraj, bo wśród partii przodującej w sondażach, a także wśród ugrupowań gotowych stworzyć z nią koalicję, przyzwoitych ludzi nie dostrzegam

IV RP, do której chce wrócić PiS, była państwem dużych liter, semantycznego patosu, wartościujących hiperboli. Pojęcia zmieniało się wykrzyknikiem, podkreśleniem, wielką literą: oto więc prawo stało się Prawem, moralność Moralnością, prawda Prawdą. Nasi kaznodzieje politykowali, politycy moralizowali, zaś mroki cywilizacji rozpasania i zaniku wartości rozświetlało im jakoby dobro narodowe, o którym trąbili na wszystkie strony.

Jeśli najpiękniejsze nawet wyznania miłosne będzie się gardłowało wiecowym timbrem pod balkonami adorowanej ofiary, zrazi się ją nie tylko do siebie, ale w ogóle do miłosnych wyznań. Odtąd niedoszła Julia będzie reagowała alergicznie na słowa „kocham cię” niezależnie od tego, czy będą szczerze szeptane, czy wyrykiwane przez namolnych absztyfikantów. Gdybym był Polską, poprosiłbym prawicowych krzykaczy, żeby kochali mnie ciszej. Znienawidzony przez narodowców Władysław Bartoszewski mawiał, że ojczyzna jest matką, więc miłość do niej to coś naturalnego, a przecież nikt normalny nie chodzi po ulicach, krzycząc, że kocha matkę.

Narodowe Przedsiębiorstwo Oczyszczania

Prawo i Sprawiedliwość zamierza stać na straży patriotyzmu historycznego, czyli monopolizowania doboru i interpretacji narodowych mitów, ścisłej regulacji, a z czasem wręcz reglamentacji symboli. Nacjonalizm zawsze kiełkuje w przestrzeni symbolicznej, potem w niej się rozmnaża, zawłaszcza ją, z czasem prowadząc do totalnego usymbolicznienia rzeczywistości. Patrząc dziś na dokumentalne zapisy parteitagów w faszystowskich Niemczech, przyglądając się kodom gestycznym i słuchając głosów hitlerowskich notabli, trudno oprzeć się wrażeniu, że tylko naród poddany jakiejś niezwykle silnej zbiorowej hipnozie mógł zatracić poczucie teatralnej wprost sztuczności tego świata. Świata zdominowanego przez postawę retrospektywną. PiS chce nam na trwałe wprowadzić do polityki patriotyzm historyczny, a do języka retorykę wzniosłych archaizmów.

Kryteria demokratyczne nigdy nie będą realnym ograniczeniem dla ludzi opętanych żądzą naprawiania urojonych szkód. Jeśli czysta żądza władzy jest okresową zachcianką dużych chłopców, to blednie wobec poczucia misji, którą należy wypełnić. Misjonarze prawicy są w gruncie rzeczy terrorystami ducha – nie spoczną, póki nie zunifikują potrzeb materialnych i duchowych wszystkich obywateli w każdej kategorii wiekowej – tu idzie o rząd dusz, ba, o nowy model człowieka

Bywają przaśni, bywają inteligentni, ale łączy ich wspólne oszołomienie misją – oni naprawdę wierzą, że mają moc uzdrawiania, jeżdżą po miastach i uzdrawiają chromy kraj, przecinają wstęgi i kładą kamienie węgielne dłońmi, które leczą.

Któż może się przeciwstawić sile takiej sugestii? Wczytując się i wsłuchując w dyskurs publiczny PiS-u, zauważam model państwa resentymentu, tworzonego pod hasłami gruntownej przebudowy moralnej, jak również antyburżuazyjnej (ach te ośmiorniczki!) – odnoszę wrażenie, że ten pokraczny konglomerat idei można by ochrzcić narodowym socjalizmem katolickim.

Nawet czujny biograf Jarosława Kaczyńskiego, autor książki o prezesie PiS-u, nie ma wątpliwości, że młodszy z braci zawsze był wielkim samotnikiem. Chciałbym wierzyć, że to samotność z wyboru. Bo niespełnione łaknienie Drugiego jest dotkliwym wykluczeniem, łatwo przeobrażającym się w soczystą nienawiść. Niedostępny Drugi staje się znienawidzonym Innym. „My” przestaje być naturalnym połączeniem „Mnie” i Ciebie”, owo „My” staje się kategorią daną w wyniku różnicy, nie zaś sumy. „My” to już nie wynik dodania „Ja” i „Ty”, lecz efekt oddzielenia: „My” to nie „Oni”. My jesteśmy swoi. Oni są obcy. Przez obcych czujemy się nieswojo. Nacjonalizm jest polityką różnicy i resentymentu. Narodowi populiści są ludźmi różnicy i resentymentu.

Należy się czujnie wsłuchiwać w polityków nadużywających pierwszej osoby w liczbie mnogiej. Moment, w którym przestają w ogóle mówić o sobie w liczbie pojedynczej, jest chwilą krytycznego przesilenia. Jeśli wtedy nie odsunie się ich od władzy, nie uda się już tego zrobić nigdy. Miłość do narodu jako miłość własna jest najwyższym wcieleniem nacjonalistycznej paranoi; jeśli starcza charyzmy, by przekonać naród do tego utożsamienia, urojenie staje się rzeczywistością, reprezentacja zmienia się w przywództwo. Wódz mówi ustami Narodu; już nie rządzi, ale panuje.

Prezes boi się nieznanych wirusów, tymczasem ja lękam się swojskiego wirusa ksenofobii, którego jednym z objawów jest neurotyczne natręctwo czystości. Zarażeni nim szefowie rządów przeobrażają się w wodzów i przewodników, zamiast dyplomacją zajmują się nadzorowaniem czystości etnicznej, wyznaniowej, a nawet moralnej. PiS, zapowiadając swoje czystki, jawi mi się jako Narodowe Przedsiębiorstwo Oczyszczania

Wyznawcy urodzonego uchodźcy

Mamy teraz w Polsce dwa katolicyzmy – jeden jest religią, drugi wyłącznie agresywną ideologią. Krucjatowy katolicyzm rodzi się z lęku przed powszechną sekularyzacją Europy Zachodniej; katolicki „beton” wierzy, że tylko dogmatyczność może powstrzymać masowe odejście ludzi od Kościoła, jednocześnie Kościół ma być bastionem broniącym Europę przed utratą tożsamości spowodowaną napływem ludności islamskiej.

Triumf Sobieskiego pod Wiedniem zaczyna być najchętniej przywoływanym momentem historycznym. Czy jednak nowoczesny polski Sarmata ma świadomość, że emblematyczne części sarmackiego stroju – pas kontuszowy i karabela – mają rodowód turecki? Czy wie, że pod Wiedniem było tak trudno odróżnić polskich wojów od żołnierzy Kara Mustafy, że nasze oddziały musiały ozdobić hełmy słomianymi grzebieniami, aby habsburscy sojusznicy nie wzięli ich za Turków?

Mam pod domem dorodne drzewo sięgające balkonu, na które spoglądam tym czulej, im głośniej pokrzykuje się o karaniu za obrazę uczuć religijnych. W chwilach czarnego humoru powiadam Żonie, że kiedy „po nas przyjdą”, uciekniemy przez okno i zwiejemy im po drzewie. Albowiem obstaję przy tym, że uczucia religijne, o ile w ogóle istnieją, są prywatną sprawą każdego obywatela, a jego wrażliwość i drażliwość nie powinna mieć wpływu na to, kogo się karze grzywną lub więzieniem.

Widok głowy państwa, która z gorliwością ministranta uczęszcza na msze i pozwala się fotografować podczas żarliwych modłów, jest dla mnie przykry, ale wierzę, że to kwestia smaku, a nie „obrazy uczuć ateistycznych”. Uważam modlitwę za czynność intymną, podobnie jak miłość fizyczną – a zatem publiczne fotografowanie się w czasie modlitwy jest afiszowaniem się ze swoją intymnością, by nie rzec: uprawianiem religijnej obsceny.

Widok krzyży w miejscach publicznych może być dla ludzi innych wyznań, jak i dla agnostyków równie niemiły jak dla obrońców krzyża „świerszczyki” w witrynach kiosków. Ja jakoś znoszę jedne i drugie. Nie znoszę tylko hipokryzji, która każe katolickim patriotom, obwieszającym wszystko, co się da, wizerunkiem Jezusa – wszakże urodzonego uchodźcy, miłować bliźniego poprzez zamykanie mu drzwi przed nosem. Tradycją chrześcijańską jest miejsce przy stole wigilijnym dla niespodzianego gościa, wedle polskiej tradycji najwyraźniej to miejsce musi pozostać puste.

Nienawiść w imię miłości

Niegdyś walka (zbrojna) o pokój przestała być postrzegana jako oksymoron, teraz katoliccy nacjonaliści nienawidzą w imię miłości. Hejt – obrzydliwy anglicyzm, który w rzeczy samej jest jedyną zarazą obcego pochodzenia zatruwającą Polskę, a przede wszystkim polszczyznę, funkcjonuje jako eufemizm – listek figowy zakrywający słowo jednoznacznie pejoratywne – nienawiść.

Skoro profesjonalnym hejtingiem teraz wygrywa się wybory, skoro tłumne marsze i demonstracje rozwrzeszczanej ciżby są najskuteczniejszą metodą perswazji, skoro politycy czynią z kampanii wyborczej mizdrzostwa Polski (mizdrzą się do tych, którzy najgłośniej krzyczą) – to szykuje nam się w Polsce ochlokracja zamiast demokracji. Nie lud (demos) będzie rządził, ale motłoch (ochlos).

Etos dziennikarski w takim państwie będą wyznaczać dotychczasowi kanapowi frustraci wojujący na Twitterze, którym wyrosły już długie do ziemi sarmackie wąsy mentalne. „Niepokornymi” bowiem nazywają się zwyczajni chuligani legalizujący dziennikarski bandytyzm i chamstwo pod szyldem aktywnej postawy opozycyjnej. Ziemniakiewicze i Schaboszczaki będą święcili tryumfy w swojej Kartoflandii jako dostojni publicyści.

Koniec żartów

Boję się o mój kraj, zwłaszcza że wciąż widzę wokół siebie wielu młodych ludzi, którzy gotowi są na nieodpowiedzialny ruch, kierując się chęcią ożywienia sceny politycznej. Jednych porwał wiosną rockman, w iście punkowej wściekłości chcący obalić system, inni dają się omamić trefnisiowi z muchą, wujciowi-wariatuńciowi, który nie chce brać udziału w drętwej kolacji rodzinnej – i, jak w Bergmanowskim arcydziele „Fanny i Aleksander”, uwodzi dziatwę sztuką pierdzenia.

Poniekąd rozumiem tę chęć wykonania politycznego performance’u, sam zgłosiłem akces do proklamowanej na facebooku przez Bartosza Żurawieckiego Polskiej Partii Mizantropów, która – cytuję – „po równo nienawidziłaby mniejszości i większości, hetero i homo, a zwłaszcza bi, uchodźców i tubylców, komuchów i katoli, studentów i emerytów, dzieci i starców, islamu i buddyzmu, lewackich kurew i prawicowych oszołomów, bankierów i prekariuszy, Niemiec, Rosji, USA, Unii Europejskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Generalnie, nienawidziłaby całej ludzkości i domagała się w swoim programie jej unicestwienia i totalnej anihilacji”. Pomysł wydaje mi się równie atrakcyjny, co istnienie polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti, którego jestem sympatykiem.

Ale czas żartów, moi mili, żwawi rodacy, dobiegnie końca w niedzielę. Oddajmy głosy ważne i poważne. Wybierzmy rząd, nie Wodza. W przeciwnym razie dziarscy naprawiacze świata pod opieką Prezesa urządzą nam wreszcie tę swoją Polskę w ruinie.

Wojciech Kuczok – ur. 1972, pisarz, speleolog. Autor m.in. powieści „Gnój”, za którą otrzymał Paszport „Polityki” (2004) i Nagrodę Literacką Nike (2004). Autor scenariuszy filmowych, m.in. „Pręg” Magdaleny Piekorz. Poniedziałkowy felietonista sportowy „Gazety Wyborczej”

Wybory 2015
Wybory parlamentarne 2015
Już 25 października – wybory parlamentarne. Wszystko o wyborach – w naszym serwisie wyborcza.pl/wybory. Znajdziesz w nim aktualne informacje o kampanii wyborczej, kandydatach, najnowsze sondaże oraz komentarze publicystów „Gazety Wyborczej”

* Obejrzyj rozmowy z ekspertami w programie STUDIO WYBORCZEJ

Zobacz także

wyborcza.pl

IV konferencja smoleńska miesiąc po wyborach. Ciekawe, jak będzie po zwycięstwie PiS

Agnieszka Kublik, 23.10.2015

Antoni Macierewicz

Antoni Macierewicz (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Trzy tygodnie po wyborach odbędzie się już IV konferencja smoleńska. Dotychczasowe popierały tezy zespołu Antoniego Macierewicza, że tupolew eksplodował, bo był zamach. Jak będzie teraz?

Konferencje smoleńskie odbywają się zazwyczaj w październiku, tegoroczny przesunięto na listopad. Uczestniczą w nich uczeni różnych specjalności m.in. współpracujący z zespołem Macierewicza, wiceszefa PiS. Nie są ekspertami od katastrof lotniczych, a katastrofy pod Smoleńskiem z 10 kwietnia 2010 r. nigdy nie badali.

Organizatorem jest emerytowany prof. Piotr Witakowski, specjalista od budownictwa, który podczas II konferencji smoleńskiej, mówił że katastrofa została spreparowana. Przekonywał, że „fragmentacja samolotu nastąpiła w powietrzu”, że szczątki skrzydła wbite w brzozę „zostały tam umieszczone w znacznie późniejszym terminie”, a skrzydło „mogło zostać odcięte piłą albo detonacją”. – Nie ma innego scenariusza niż eksplozja – mówił, prezentując obrazek puszki po piwie – zgniecionej (w wyniku wypadku) i rozerwanej (wybuchem).

Do historii konferencji smoleńskich obok puszek przeszły też dźwięki „fiuuu, bziuuu!!!” i „pękające parówki”.

„Fiuuu, bziuuu!!!” robił prof. Chris Cieszewski z USA. Te dźwięki jego zdaniem miały towarzyszyć zderzeniu tupolewa z brzozą. Ale jednocześnie Cieszewski przekonywał, że brzoza była złamana pięć dni przed wypadkiem. Okazało się, że profesor błędnie zinterpretował zdjęcia satelitarne.

Przykładem pękających parówek posłużył się dr Andrzej Ziółkowski z Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN, aby zilustrować hipotezę o podłużnym pęknięciu kadłuba wskutek eksplozji. – Coś takiego widzimy, gdy gotujemy sobie kiełbaski na śniadanie – dowodził i pokazał zdjęcie dwóch parówek pękniętych na całej długości po ugotowaniu.

Przed rokiem gwiazdą konferencji był Glenn Jorgensen. Jego zdaniem prezydencki tupolew rozpadał się w powietrzu etapami, od tylnych części. W maju 2015 r. Jorgensen wziął ślub z Ewą Stankiewicz, szefową stowarzyszenia Solidarni 2010, która jest zaangażowana w propagowanie hipotezy zamachu.

Maciej Lasek, członek rządowej komisji Jerzego Millera i szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, nie spodziewa się przełomu po IV konferencji. – Zwłaszcza że tak późno ogłoszono jej termin, co wyraźnie wskazuje, że nie ma ona charakteru naukowego – mówi Lasek.

I przypomina, że poprzednie konferencje śledził z dużym zażenowaniem, zwłaszcza zaangażowanie części środowiska naukowego niezwiązanego zawodowo z techniką lotniczą, a z badaniem wypadków w szczególności. – Wspólną cechą ich hipotez była niezależność od faktów i brak spójności – zauważa Lasek.

Wybory 2015
Wybory parlamentarne 2015
Już 25 października – wybory parlamentarne. Wszystko o wyborach – w naszym serwisie wyborcza.pl/wybory. Znajdziesz w nim aktualne informacje o kampanii wyborczej, kandydatach, najnowsze sondaże oraz komentarze publicystów „Gazety Wyborczej”

* Obejrzyj rozmowy z ekspertami w programie STUDIO WYBORCZEJ

Zobacz także

zarazPoWyborach

wyborcza.pl

Skąd się bierze poparcie dla PiS? Zandberg tłumaczy w 2 minuty 51 sekund

dżek, 23.10.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,19073214,video.html?embed=0&autoplay=1
– Poparcie dla PiS nie bierze się z tego, że większość Polaków chce powrotu Macierewicza do władzy. To poparcie bierze się z wkurzenia na arogancję liberalnego establishmentu – mówił w Poranku Radia TOK FM Adrian Zandberg z partii Razem.

– Głosy na PiS nie biorą się z tego, że olbrzymia część Polaków chce powrotu Macierewicza do władzy. Ono bierze się z wkurzenia na sposób, w jaki liberalny establishment sprawował władzę – mówił w Poranku Radia TOK FM Adrian Zandberg z partii Razem.

Jego zdaniem słynną emanacją tej arogancji były słynne już słowa byłego prezydenta o tym, by brać kredyt i zmienić pracę, jeśli się komuś nie wiedzie.

 

– Ten sposób myślenia liberalnych elit, które pełne samozadowolenia z tego, jak Polska się rozwija, przymykały oko na narastającą frustrację społeczeństwa, wyhodował wzrost poparcia dla PiS – uważa Zandberg.

Jego zdaniem rządy PiS nie będą bardzo długie. Zandberg krytykował pomysł stworzenia antypisowskiej ponadpartyjnej koalicji.

Wg przedwyborczego sondażu na zlecenie radia TOK FM Prawo i Sprawiedliwość może liczyć na 31 proc. poparcia. PO na 22.

Zobacz także

 

skądSięWzięło

poparcieDlaPiS

TOK FM

„PO postawiła na to, co nie sprawdziło się w kampanii Komorowskiego. Kardynalny błąd to powierzenie kampanii Kamińskiemu”

Anna Siek, 23.10.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,145400,19073144,video.html?embed=0&autoplay=1
PO uważana za symbol nowoczesności, przespała kampanię internetową. A młodzi ludzie dziś opierają się na wiadomościach z internetu, nie kupują telewizorów – mówił w TOK FM prof. Piotr Wawrzyk z UW. Zdaniem politologa, kampania Platformy zdecydowanie przegrywa z tym, co robi PiS. – PO postawiła na akcenty, które nie sprawdziły się w kampanii Komorowskiego.

 

Jak podkreśla politolog, Platforma nie odrobiła lekcji z porażki w wyborach prezydenckich. – Powiem więcej, popełniono kardynalny błąd, bo postawiono na te osoby, które doprowadziły do zwiększenia dystansu między Komorowskim i Andrzejem Dudą, między I a II turą. Wtedy kampanią kierował Michał Kamiński, który teraz de facto kieruje kampanią PO.

Poważnym błędem, zdaniem prof. Wawrzyka, jest korzystanie z dobrze znanej z poprzednich kampanii broni PO – straszenia Prawem i Sprawiedliwością.

 

– Do znudzenia powtarza się, że będziemy mieli republikę wyznaniową. To moim zdaniem, odbierane jest przez elektorat jako ostra zagrywka wyborcza, pokazująca – jak słyszę w rozmowach z wyborcami – że PO jest oderwana od rzeczywistości. Równocześnie w internecie można zobaczyć zdjęcia premier Ewy Kopacz z wizyty w Watykanie, jak klęka i całuje papieża Franciszka – mówił gość „Pierwszego Śniadania w TOK FM”.

Zobacz także

POpostawiła

sondażPrzedwyborczyTOKFM

TOK FM

Komorowski namawia do wielkiej koalicji przeciwko PiS: Demokracja uczy kompromisów. By nie ryzykować zmian proponowanych przez PiS

Anna Siek, 23.10.2015

Bronisław Komorowski

Bronisław Komorowski (Źródło: Agencja Gazeta)

– Nie warto wróżyć z fusów. Warto rozważyć różne warianty. Ja szczególnie zastanawiam się nad wariantem złapania minimum programowego, w celu zbudowania wielkiej koalicji – mówił w TOK FM Bronisław Komorowski. Wg byłego prezydenta, możliwość utworzenia koalicji wszystkich przeciwko PiS zależy przede wszystkim od mniejszych partii.

 

– Liczyłbym na przyśpieszony proces dojrzewania mniejszych partii politycznych. Po to się idzie do władzy, żeby sprawować odpowiedzialność za państwo. Mam nadzieję, że każda partia idzie z takim celem do wyborów. Choć niektóre na pewno kalkulują, że lepiej nie „umoczyć się” w koalicji a przeczekać i zbudować swoją siłę w opozycji – stwierdził Bronisław Komorowski w „Poranku Radia TOK FM”.

Zdaniem byłego prezydenta, warto zbudować minimum programowe i stworzyć wielką koalicję, „która by podjęła dzieło nieryzykowania głębokich zmian ustrojowych w Polsce, w wyniku samotnych rządów PiS”.

 

– Demokracja uczy kompromisów – podkreślił Bronisław Komorowski.

Zobacz także

 

komorowskiNamawia

TOK FM

Stawką tych wyborów jest sama demokracja

stawkąTych
Redakcja „Gazety Wyborczej”, 23.10.2015

Komisja wyborcza z urną

Komisja wyborcza z urną (Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

Zwycięstwo PiS może zagrozić demokracji. Stanowisko „Wyborczej” wynika z naszej 26-letniej historii i z wartości, które uważamy za najważniejsze. To demokracja parlamentarna, wolny rynek, sprawiedliwość społeczna, integracja europejska, tolerancja światopoglądowa, wolność jednostki i prawa człowieka. Jako spadkobiercy przedsierpniowej opozycji demokratycznej i ruchu „Solidarność” jesteśmy do tych wartości przywiązani.

Kierując się nimi, „Gazeta Wyborcza” w 1989 r. wspierała kandydatów Komitetów Obywatelskich „S” w pierwszych częściowo wolnych wyborach. W imię tych wartości popieraliśmy rząd Tadeusza Mazowieckiego i kandydaturę naszego Pierwszego Premiera na prezydenta oraz – nie bez zastrzeżeń – Lecha Wałęsę przeciwko populiście Stanowi Tymińskiemu. Odrzucając logikę plemienną, wspieraliśmy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy wprowadzał Polskę do NATO, i premiera Leszka Millera, gdy podpisywał akcesję do Unii Europejskiej.

W imię tych wartości przeciwstawialiśmy się rządom nacjonalistyczno-populistycznej koalicji PiS, LPR i Samoobrony w latach 2005–07 w głębokim przekonaniu, że narusza ona państwo prawa, wolności obywateli, ład demokratyczny i prymat merytorycznych zasług w awansowaniu ludzi do funkcji publicznych.

Zarazem pochwalaliśmy niektóre przedsięwzięcia prezydenta Lecha Kaczyńskiego: odważną obronę Gruzji zaatakowanej przez Rosję Putina, wsparcie dla demokracji na Ukrainie i pojednania z Ukraińcami oraz wolny od kompleksów dialog polsko-żydowski. Prezydent Kaczyński był patriotą, ale nie nacjonalistą. Docenialiśmy to.

Udzieliliśmy też poparcia Bronisławowi Komorowskiemu w przekonaniu, że jego konkurent Andrzej Duda jako prezydent nie będzie ani arbitrem, ani strażnikiem konstytucji, lecz wykonawcą woli Jarosława Kaczyńskiego. A ewentualne zdobycie przez PiS większości w parlamencie utoruje drogę do recydywy IV RP i „orbanizacji” Polski. Dziś uznajemy to za wielkie zagrożenie dla naszego kraju.

Na podstawie doświadczeń z lat 2005-07 i obecnych deklaracji PiS uważamy bowiem, że partia nie respektuje reguł demokratycznych. Ukrywa swój projekt konstytucji z roku 2010, którym jeszcze niedawno się chwaliła. Nic dziwnego, bo jest to zapowiedź ataku na podstawy państwa prawa.

Dlaczego?

Prawo i Sprawiedliwość zamierza: naruszyć trójpodział władzy; znieść niezawisłość sędziowską; zwasalizować Trybunał Konstytucyjny; odrzeć z uprawnień Rzecznika Praw Obywatelskich; dać prezydentowi władzę rządzenia dekretami i rozwiązania Sejmu, kiedy zechce; ograniczyć inicjatywę ustawodawczą posłów; zakazać poprawek do rządowych projektów ustaw; osłabić ochronę obywateli przed dyskryminacją. Taki oto „pakiet demokratyczny” szykuje nam wszystkim PiS.

Nie koniec na tym. Aksjologia Kościoła katolickiego ma być zapisana w konstytucji, której preambuła zaczynać się będzie słowami „W imię Boga Wszechmogącego”. Oznaczałoby to zniesienie przyjaznego rozdziału „tronu i ołtarza”, bezwzględny zakaz aborcji, koniec ochrony wolności sumienia, zamach na prawa mniejszości. To konstytucja państwa autorytarnego.

Powtarzany przez prezesa PiS slogan „Budapeszt w Warszawie” zapowiada takie jak na Węgrzech Orbána rządy w duchu resentymentu narodowego oraz całkowitą wymianę i upartyjnienie instytucji państwa, TK, KRRiT, NIK, NBP, ABW, CBA itd. Oznacza całkowite podporządkowanie prokuratury władzy politycznej, zawładnięcie mediami publicznymi i próby nałożenia kagańca mediom opozycyjnym oraz możliwe zmiany w ordynacji wyborczej ułatwiające PiS przyszłe zwycięstwa.

Newralgiczne dla bezpieczeństwa państwa i obywateli resorty i instytucje (obrona, sprawy wewnętrzne, służby specjalne) oddano by w ręce ludzi owładniętych obsesją i żądzą zemsty za urojone krzywdy. Wszystko to z wiecowym poparciem ulicy, które Jarosław Kaczyński uznaje za zdrowe zaplecze rządu.

PiS nie jest partią demokratyczną, jest partią wodzowską. Podobnie byłoby z państwem PiS, gdzie całą władzę skupiłby w swoim ręku jeden człowiek w „centralnym ośrodku dyspozycji politycznej”, o którym Kaczyński pisze w swym „Raporcie o stanie Rzeczypospolitej” z 2011 r.

PiS to eurosceptycyzm. Cyniczny i roszczeniowy stosunek do UE grożący samoizolacją Polski i utratą naszej pozycji we Wspólnocie Europejskiej. To egoizm narodowy wyrażający się między innymi rasistowskimi uprzedzeniami wobec uchodźców. To infantylna polityka historyczna polegająca na heroizacji narodu polskiego oraz edukacja kolejnych pokoleń w duchu neoendeckim, gdzie kompleks niższości wobec narodów większych i wyższości wobec narodów mniejszych objawia się narodowo-patriotyczną tromtadracją.

Szkodliwe mity

To wreszcie upaństwowienie mitologii „zamachu smoleńskiego” i oficjalny kult „pierwszego poległego” prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A skoro był „zamach”, będzie też polowanie na czarownice. Winni muszą się znaleźć. Zadbają o to pisowska prokuratura i podporządkowane prezydentowi Dudzie sądy. Z jednej strony będą skazani, z drugiej – nowe smoleńskie pomniki. Rozdarcie społeczeństwa, miast się zabliźniać, będzie się pogłębiać.

Wprowadzenie w życie obietnic wyborczych PiS – 500 zł na dziecko, obrona przywilejów branżowych, zwłaszcza trwale nierentownych kopalń, cofnięcie reformy emerytalnej koniecznej z powodu coraz dłuższego życia Polaków – zrujnowałoby finanse publiczne.

Jeśli PiS zdobędzie pełnię władzy, narzuci dyktaturę większości. Bez liczenia się z prawami mniejszości, bez respektu dla ducha i litery prawa. Jeśli PiS wygra wybory, co sugerują sondaże, to partii tej prezydent Duda powierzy formowanie rządu. Dlatego jest dziś polską racją stanu, by wynik PiS i jego potencjalnych koalicjantów był jak najsłabszy. Aby nie tylko nie byli w stanie zmienić konstytucji broniącej praw i wolności obywateli (307 głosów), ale także nie mogli utworzyć większościowego rządu. Innymi słowy, by ani samodzielnie, ani w koalicji (Kukiz?, Korwin?) nie uzyskali ponad 230 mandatów w Sejmie i ponad 50 mandatów w Senacie.

Demokracja nie obroni się przed swoimi wrogami inaczej niż kartą wyborczą.

Nie rekomendujemy naszym Szanownym Czytelnikom głosowania na konkretną partię polityczną. Każdy rozważy to we własnym sumieniu. Rekomendujemy natomiast głosowanie na jedną z tych partii, które szanują polską konstytucję i nie przyłożą ręki do demokratycznego rozmontowania demokracji w stylu Orbána. Naszym zdaniem pięć spośród ośmiu komitetów wyborczych spełnia te kryteria: Nowoczesna, Partia Razem, PO, PSL, ZL (kolejność alfabetyczna).

Im więcej partii wejdzie do parlamentu, tym bardziej zmaleje faworyzujący zwycięzcę efekt metody d’Hondta, za pomocą której przelicza się głosy na mandaty. Dlatego tak ważny jest każdy głos. Daje szansę na przyszły sojusz demokratów.

Wszyscy, którzy odrzucamy hasło PiS „Polska w ruinie” – jako próbę odebrania nam sensu pracy i osiągnięć ostatnich 26 lat – idźmy 25 października na wybory. Oddajmy głos na polską wolność i demokrację, które chroni nasza konstytucja.

stanowiskoGazety

wyborcza.pl

Beata Szydło w Telewizji Trwam. Dzwonią słuchacze: Jak PiS wygra, wrócę z Niemiec do kraju

czwartaKonferencjaSmoleńska
Michał Wilgocki, 22.10.2015

Beata Szydło w Telewizji Trwam

Beata Szydło w Telewizji Trwam

Beata Szydło była gościem „Rozmów Niedokończonych” w Telewizji Trwam. Słuchacze, którzy dzwonili, życzyli jej zwycięstwa i przekazywali pozdrowienia dla Jarosława Kaczyńskiego.

– Tych wyborów także trzeba dopilnować – powiedział prowadzący audycję o. Piotr Dettlaff.

– To bardzo ważne, tym bardziej, że nie tylko Prawo i Sprawiedliwość mówi o tym, że trzeba uważać, jak te wybory będą liczone. Takie głosy pojawiają się również z ośrodków niezależnych – mówiła Beata Szydło. – My się do tego przygotowaliśmy, jest Korpus Ochrony Wyborów, tak, jak było w przypadku wyborów prezydenckich. Cała rzesza wolontariuszy będzie pracować w komisjach, będzie mężami zaufania. To wszystko prowadzi świetnie pan marszałek Marek Kuchciński – dodała.

– Ważną rzeczą jest to, że jeżeli państwu zdarzy się sytuacja, która budzi wątpliwości, warto zgłosić to przewodniczącemu komisji, zapytać, czy są mężowie zaufania. Ważne, by nie było wątpliwości do wyniku wyborów – powiedziała Szydło.

Kandydatka PiS na urząd premiera krytykowała również PO za sytuację w górnictwie, służbie zdrowia czy edukacji.

– Chaos, który został wprowadzony w oświacie za rządów PO i PSL jest zatrważający. Mówią o tym, wszyscy ci, którym oświata leży na sercu. Po pierwsze, przygotowałam projekt ustawy, który chcemy w ciągu pierwszych stu dni przeprowadzić. Projekt przywraca wiek szkolny 7 lat. Proponujemy też, żeby wrócić do systemu szkoły ośmioletniej i czteroletniego liceum – mówiła.

Dzwonią słuchacze: „Nasza pani Beatko…”

Były też telefony od słuchaczy.

Ewa z Gdyni: Konwencja przemocowa została podpisana przez Polskę. Kiedy mężczyzna stosuje przemoc wobec kobiety, nadal jest z nią w mieszkaniu. Jak pani zamierza wdrażać tę konwencję, aby rodzina była bezpieczna?

O. Piotr Dettlaff: Pani prezes, chyba trzeba zacząć od tego, że ta konwencja wcale nie walczy z przemocą.

Beata Szydło: Oczywiście, że nie walczy. Protestowaliśmy przeciwko jej przyjęciu. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że trzeba się z niej wycofać. Musimy podjąć takie kroki, bo to kwestia rozwiązań ideologicznych. Została podjęta próba narzucenia Polsce ideologii gender. Natomiast jeżeli chodzi o przemoc w rodzinie – bo takie zjawisko występuje, choć statystyki pokazują, że nie jesteśmy w czołówce europejskiej – musimy dążyć do tego, żeby prawo, które chroni przed przemocą było skutecznie wykorzystywane.

Marcin z Berlina: Chciałem przede wszystkim od serca życzyć pani Beacie Szydło, całej Polsce i wszystkim Polakom, aby Prawo i Sprawiedliwość przejęło rządy. Od tego uzależniam powrót do Polski. Ale tylko pod tym warunkiem. Kibicuję Prawu i Sprawiedliwości od początku istnienia. Pytań jako takich nie mam, interesuję się polityką, słucham „Rozmów Niedokończonych”. Oglądam Telewizję Trwam i Telewizję Republika. I chciałbym, żeby wszyscy Polacy opierali swoją wiedzę na Telewizji Trwam i wolnych mediach. Damy radę!

Krystyna z Gdyni: Mam pytanie do naszej pani Beatki. Dzisiaj pani Elżbieta Witek z drugim panem z PiS mówili o podatku katastralnym. Nas to przeraża, czy za nasz malutki domeczek będziemy musieli płacić dodatkowo kilkanaście tysięcy. Bardzo byśmy prosili, żeby nasza pani Beatka jeszcze raz to powtórzyła, żeby ludzie się nie bali.

Beata Szydło odpowiada: – Jesteśmy zdecydowanie przeciwko wprowadzanie podatku katastralnego. Jeżeli PiS będzie tworzyło rząd, my tego podatku nie wprowadzimy. Ale pojawia się pytanie do Ewy Kopacz, czy PO taki podatek wprowadzi.

Jolanta z Austrii również zapytała o podatek katastralny. Ale nie tylko: Chciałabym panią poprosić, żeby pani pozdrowiła Jarosława Kaczyńskiego. Jak walczyliśmy o Telewizję Trwam przyjechałam do Polski i go spotkałam. Rozmawialiśmy, on słuchał, słuchał, a potem tak mi się długo przyglądał, że aż mi było dziwnie. Ale bardzo go lubię!

Beata Szydło: Oczywiście przekażę pozdrowienia.

Uchodźcy? „Niemcy chcą wprowadzić podatek…”

O. Dettlaff pytał także o uchodźców, czy raczej „nielegalnych imigrantów”.

– Pomysły Niemiec i Brukseli się nie sprawdziły. Sami Niemcy są już sceptyczni. Problem zaczyna być coraz bardziej skomplikowany. Jasno powiedział Jarosław Kaczyński: trzeba pomagać tym, którzy pomocy potrzebują. To jest dla nas jasne, że człowiekowi, który ma zagrożone życie, trzeba pomagać. Ale w tym przypadku proponujemy, żeby środki przeznaczyć w miejscu, gdzie dzieje się to zło. Nie można leczyć tylko objawy, ale też chorobę – mówiła Szydło. – Uważam też, że na szali zostało położone bezpieczeństwo polskich obywateli. My do końca nie wiemy, do czego zobowiązała się Ewa Kopacz. Nie wiemy, ilu tych ludzi będzie, ani jakie będzie zabezpieczenie.

Postraszyła również słuchaczy niedawnym pomysłem podatku na utrzymanie pobytu uchodźców w Europie, który miały zaproponować Niemcy. Zapomniała jednak dodać, że Angela Merkel jednoznacznie zdementowała możliwość wprowadzenia takiego podatku.

naszaPaniBeatka

wyborcza.pl

Reklamy