Kaczyński (23.10.2015)

 

Nierząd w bardzo małym mieście

Ewa Kaleta, 22.10.2015

Rys. Piotr Socha

Ja zarobki tu mam porównywalne do spożywczego, a tak ciężko nie tyram.
Miasteczko na zachodzie Polski, otoczone wymierającymi wsiami i koloniami. Ludzie z okolicy przyjeżdżają tu do pracy w fabryce kostki brukowej i na dziewczyny.

Praca w łóżku. Codzienność polskich prostytutek

Kasia: Marzenia dziewczynki

Trzypiętrowy blok, klatka pierwsza. Siedzimy na ławce, na podwórku.

– To jest Patryk, mój synek. Ma siedem lat. Został z moją mamą we wsi. O, a to mamusia, schorowana jest, sprzątała całe życie. Tak ją bolą plecy, że ledwo się schyla – Kasia ma 23 lata, zdjęcia trzyma w dziecięcym portfelu z Myszką Miki. Co chwilę odwraca głowę i patrzy w okna sąsiedniego bloku. Tu, w mieszkaniu na drugim piętrze, mieści się mały burdelik, w którym Kasia pracuje. – A to mój siostrzeniec i siostra Jola, starsza ode mnie o pięć lat. Podobne jesteśmy? W Anglii siedzą. Tak jak większość mojej klasy. Na kogo się uczyłam? Na sprzedawcę, w zawodówce. Ale ja do Anglii nie chciałam. Przy kurach robić? Napatrzyłam się, jak mamę bolą plecy od roboty. Zawsze wiedziałam, że tak harować nie chcę. I udało się. Mama i siostra myślą, że pracuję na kasie w spożywczym za 1300 zł. Ja zarobki tu mam porównywalne, a tak ciężko nie tyram. Zarobię i mamie wyślę pół pensji – Kasia zapala papierosa i znów patrzy na drugie piętro. – Jakby klient przyszedł, to mnie zawołają.

Kasia z trzema innymi pracownicami agencji wynajmują w miasteczku kawalerkę. – Dwie Polki jesteśmy i dwie Bułgarki. Szef płaci za wynajem, my za rachunki. Co dwa tygodnie do synka jadę na wieś, pekaesem. Albo mnie szef zawozi. Jakbym była gdzieś za granicą, tobym raz na rok syna widziała. A tak zarobię tyle o ile, ale jestem matką.

Dosiada się Wojtek, około 40-letni, lekko podpity, stały klient Kasi.

Wojtek: – Kasia to jest świetna dziewczyna, inteligentna. I dobra. Najlepsza, jaką znam.

Kasia: – Oj, już nie pierdol. Praca to praca. Ja to się śmieję, że nawet dziewictwo za pieniądze straciłam. Ojca kolega mnie wziął, jak wracałam wieczorem z dyskoteki. Z 14 lat miałam, prawie pod płotem moim mnie dorwał. A jak skończył, to mi do głowy przyszło, że darmo nie dam. W domu bieda, to mu mówię, żeby coś dał. Wyciągnął wszystkie pieniądze z kieszeni i mi dał. Tak z 5,50 zł uzbierałam. No to już miałam swój grosz. Jak w ciążę zaszłam, to mi się też zdarzyło choćby ręką zrobić facetowi. Bo, wiadomo, wyprawka kosztuje. Mój chłopak nie wiedział, że ręką robię. O ciąży też mu powiedziałam, jak już widać było brzuch. Zakochana byłam gówniara, a on starszy o dziesięć lat, to wiadomo, czego chciał. Bezrobotny jest, odkąd pamiętam. Alimentów od niego nie chcę, jak mnie z brzuchem zostawił, to niech spierdala. Pijany po nocy czasem mamie do okna stuka, że syna chce zobaczyć. A na trzeźwo to mówi, że skąd ma wiedzieć, czy to jego. Czy dobre mam życie? Jak 12 lat miałam, to chciałam innego. Szczególnie pieniędzy chciałam. Nakupowałabym sobie ciuchów, butów, tak mi się marzyło. Nawet jak zaczynałam tu pracę, to myślałam, że jaki bogaty się znajdzie, co się zakocha we mnie i mnie zabierze. Ale wstyd to na głos mówić, takie marzenia dziewczynki.

Wojtek: – Taki jest świat, że takie świetne dziewczyny muszą sobie radzić same. Życie jest ciężkie. Jak nie masz na chleb, to co zrobisz?

Kasia: – Przyszłość? A bo ja wiem? To takie pytanie psychologiczne. O rany, jakby człowiek o przyszłości myślał, toby się chyba poszedł zabić. No idę, bo zaraz będą mordę drzeć, że długo mnie nie ma. A teraz to interes, wiadomo, gorzej idzie, bo te kurwy w lesie pod miastem stoją, brudne, z syfami, i jak się komu chce bardzo, to się u nich zatrzyma. Ja to mam dziennie może ze dwóch-trzech klientów teraz. Społeczeństwo biednieje.

Wojtek: – Ja to się w Kasi kiedyś kochałem, piękna dziewczyna. Te, które tu pracują, to są najlepsze dziewczyny. Inteligentne, zaradne. Współczuję im, potrzebują pieniędzy, no ale za darmo jej dać? Jestem mężczyzną, potrzebuję seksu i przytulenia. Kasia za godzinę bierze 150 zł i można robić, co się chce, z tego ma połowę dla siebie. Oszukują je te alfonsy na kasę jak nie wiem. Ja Kasi zawsze z 10, 20 zł napiwku dam, żeby sobie w staniczek schowała.

Moje przyjaciółki prostytutki

Karolina: Ani stać, ani chodzić

Ten sam blok, inna klatka.

Wojtek: – O, tu obok Karolina mieszka. Ona ma pierwszą grupę inwalidzką, miała wypadek samochodowy i normalnie połamało ją całą. Jechała z byłym chłopakiem, on za kierownicą zasnął, ona cała połamana, a jemu nic. Ładna dziewczyna, zaraz do niej pójdziemy, to zobaczysz – otwiera drzwi do klatki. – Ona bierze 100 zł za noc, ale ciałko ma takie cherlawe po tym wypadku, że delikatnym trzeba być. U Karoliny zwyczaj jest taki, że przynosisz pieniądze i jedzenie, czasem alkohol, no jakoś ją trzeba wspomóc dodatkowo, nie przychodzi się z pustymi rękami. Ja czasem rachunek za prąd płaciłem i pieniędzy jej nie dawałem za noc. Na godzinkę też można, to 50 zł się jej da, i krakowską suchą można przynieść, bo Karolinka lubi. To jej prywatny interes, więc zawsze się jakoś człowiek dogada, czasem spuści z ceny, jak stały klient. Dla Karoliny to ja chciałem życie swoje zmienić.

Karolina ubrana w krótkie spodnie i stanik otwiera drzwi. Wspiera się o jednej kuli. Siadamy w kuchni. Wojtek wyjmuje czekoladę.

Karolina: – No niech mi ktoś powie, skąd ja mam brać? Kto mnie do pracy przyjmie? Kobietę o kulach. Jak ja mam 35 lat i ani stać, ani chodzić za bardzo nie mogę. Ja powiem pani szczerze, kurewstwo to jest łatwy zawód, ja się szczerze nie boję mówić. Ale pokaże mi pani taką, co mężowi nie da, choć sama nie chce? A potem to błyszczyk dostanie albo perfumy… Każda kobieta się kurwi, tylko różnie za to biorą. Ja się mężczyznom podobam nawet połamana. A wie pani, co to znaczy? Że im jest naprawdę wszystko jedno. Prosta, krzywa, każda dobra, byle dała. A dlaczego mnie to ma dołować? Ja jestem z natury pogodna. A że trudno w życiu, to co zrobić?

Wojtek: – Karolinka to jest taka dobra dziewczyna. Te koty pod blokiem to wszystkie dokarmia. W gorąc wodę im nosiła. Ja to cię podziwiam, po tych schodach z tą kulą iść, żeby koty nakarmić.

Karolina: – Bo ja jestem wrażliwa na cierpienie, i to nawet przed wypadkiem tak było. Wychowywała mnie mama i babcia, świętej pamięci, obu już nie ma. A to wiadomo, jak kobiety kochają. Bezwarunkowo, nie tak jak facet, że mu trzeba dać coś w zamian. Kobiety mocniej i aż po grób. A na faceta to przez palce trzeba patrzeć: każdy napić się musi i seksu musi. A kobieta seksu chce, jak kocha. Ale jak sama jestem, to co mnie boli na seksie zarobić. Dobrze, że u siebie mogę przyjmować, a nie jak tamte dziewczyny siedzą cały dzień i czekają. I jeszcze połowę kasy szef im bierze, jak nie więcej. Przyszłość? Nie myślę. Po wypadku się nauczyłam: nie myśleć, nie planować. Używam prezerwatyw, to chyba jedyne, co myślę w temacie przyszłości, żeby z brzuchem nie wylądować, bo i tak bym nie donosiła.

Wojtek: – Ja to bym cię kochał aż po grób, wszystko byś miała.

Karolina: – A dajże spokój. Ruchać ci się chce tylko, od razu psie oczy masz. Jaka tam miłość. Dla mnie na miłość za późno. Ani dzieci nie urodzę, ani nic. A wiadomo, że mężczyzna chce, żeby dookoła niego chodzić i dziecko mu urodzić, o dom dbać. A ja nie mam siły już. Przed wypadkiem miałam faceta, młoda byłam, 22 lata, no ale mojego kalectwa nie zniósł. Teraz mężem mojej koleżanki jest, no ale trudno. Tacy są faceci. Kto z połamaną babą zostanie? Do wypadku to ja miałam dobre życie. Ślub planowałam nawet po cichu, pracowałam dorywczo, owoce sezonowe, w urzędzie miasta i gminy sprzątałam. Po wypadku nie pracowałam, dostałam rentę niewiele ponad 500 zł. Kilka miesięcy potem umarła babcia, a w tym roku mama. Sama jestem, nie chcę żadnego dziada, co by sam nie zarobił, a na moją rentę czekał. Niejednego takiego znam.

Nie wiem, czy ktoś tu o mnie gada, mnie to nie interesuje. Ja nie stąd, ja jestem ze wsi obok. Sprzedałyśmy z mamą dom i pole, rodzice krowy mieli i trochę kukurydzy sadzili. Ciężko pracowali, ja też przy tych krowach od małego robiłam. Z tego się cieszę, że ja na tej gospodarce nie zostałam. I jak mama nie musiałam robić od rana do wieczora. Tak ciężko było, że mama ciążę straciła, poroniła od tej roboty ciągłej.

Na co dzień to nic nie robię. Wstanę, telewizor, no i jakiś klient przyjdzie, potem znowu telewizor, lubię te historie ludzkie pooglądać, co puszczają teraz, takie życiowe bardzo. Dla mnie zejście na dół to wyprawa. Pójdę do sklepu i tyle. I do mamy na grób czasem.

Ktoś dzwoni do drzwi. Wychodzimy, w drzwiach mijamy około 30-letniego mężczyznę. Podają sobie z Wojtkiem rękę.

Wojtek: – To mój znajomy. Żonę ma, dziecko małe. Ja go rozumiem, wiadomo, że po dziecku żona nie da. To musi sobie jakoś radzić. Też miałem żonę, córkę mam. Po rozwodzie wyjechała i córkę zabrała, i tyle żem ją widział. Podobno w Belgii siedzą. Ja to Karolinkę naprawdę lubię, no nie powiem, chciałbym z nią być, i to nie ja jeden, ona się tu podoba. Ale problem z tymi dziewczynami jest taki, że jak kobieta poczuje łatwe pieniądze, to nie przestanie się kurwić, choćby nie wiem ile od faceta dostała. Wystarczy, żebym do pracy pojechał, do tych, dajmy na to Niemiec, to ona by już klienta miała, jakbym jeszcze granicy nie przekroczył. Wchodzi w krew. Wystarczy, że nogi rozłożysz, i już 100 zł wpada. Panie, kto by nie chciał takich pieniędzy? One mają władzę nad nami. Tak po prawdzie to my jesteśmy ich ofiarami, uzależnionymi od nich. Ja tu zostawiam tygodniowo 300 zł. Jadę do Niemiec, zarobię i tu wracam. Tanio żyję, sam jestem, to tylko tyle co papierosy, jakieś piwko i moje dziewczyny.

Pamiętnik bywalca burdeli

Sąsiedzi: Żadna praca nie hańbi

Przed blokiem Danusia, około sześćdziesiątki, pielęgniarka, trzepie dywan: – Że tam jakieś dziewczyny są, to ja wiem. Ale ja się cudzym życiem nie interesuję. Ważne, że awantur nie ma. Każdy orze, jak może. Jakbym zobaczyła, że mój mąż tam idzie, toby leciał dalej, niżby widział. A cudzych mężów to ja widzę, i owszem. Ale nie gadam, bo i po co. A zresztą niech se tam idzie, jak musi. Takie życie jest. A w mieście to inaczej? Tylko mniej widać.

Jan, bezrobotny, 38 lat, wyszedł w szlafroku wyrzucić śmieci: – A ja wyglądam na takiego, co musi za seks płacić? W burdelu raz byłem w Warszawie, bo mi się piwa chciało i wszystkie miejsca zamknięte były. To się wykosztowałem, 30 zł prawie zapłaciłem. Używanych dziewuch ja nie tykam. Te nasze tu? A co to za burdel? Kilka dziewczyn i ta Karolinka na własną rękę. Szkoda dziewczyny, ładna buzia, a kaleka. Tego szefa, Borka, znam, biznes umie trzymać, idzie mu dobrze, nie można powiedzieć. Ruch jest, widzę codziennie, jak chodzą klienci. Mnie one nie przeszkadzają. Żadna praca nie hańbi.

Właściciel: Remont w domu by się przydał

U mnie są Bułgarki i Polki. Ceny takie same: na miejscu 150 zł za godzinę, a wyjście negocjujemy indywidualnie. Dbam o dziewczyny, badają się, kupuję im tabletki antykoncepcyjne. Opiekuję się nimi, żeby im się krzywda nie stała. Jak słyszę z pokoju krzyki, to wchodzę i za bety wywalam z mieszkania. To trzeba wyczuć, bo czasem krzyczą, ale udają, wiadomo, klient mógł chcieć.

W biznesie jestem nowy, wróciłem ze Szkocji, bo nie chcę na kogoś robić całe życie. Sprzątałem tam w barach na początku, a potem na taśmie produkcyjnej przy przetworach. Byłem tam pięć lat, a wcześniej na budowy do Niemiec jeździłem. Po zawodówce jestem jako mechanik, ale w zawodzie nie robiłem nigdy. Wróciłem z kasą i chciałem zainwestować w jakiś biznes, na początku myślałem o barze. Bez dziewczyn. Ale tu każdy bar prędzej czy później upadał. Był lokal z dziewczynami, 20 km od nas. Chciałem tam iść i okazało się, że zamknęli. Koledzy powiedzieli, że teraz dziewczyny po domach dają. Poszłem do jednej, do drugiej. Dobre, sprawne. Pojechałem za las, a tam Bułgarki stały, też czyste, szybkie. Ale z rozmów z kumplami wynikło, że nie każdy chce po domach, prywatnie chodzić. To wynająłem mieszkanie, dałem dziewczynom po 200 zł na zachętę, wynająłem im też kawalerkę do mieszkania. Na początku były Kasia i Beata, teraz są cztery. Klienci z okolic się zjeżdżają, i tu od nas też. Przychodzi każdy: od starego do młodego, nauczyciel i kościelny, i taki, co ledwo uciuła z drobnych, co mu żona na zakupy dała. Bo facet musi, kobiety tego nie rozumią, ale facet musi. To jest potrzeba fizjologiczna, proszę poczytać w książkach.

Zarabiam nieźle jak na te warunki. Dom mam po rodzicach, a samochód sobie kupiłem z tego biznesu. Dziewczyny też nie narzekają, dostają mniej niż 50 proc., ale ja się nimi opiekuję, jedną do syna zawożę, zakupy im czasem zrobię, jak coś trzeba. Ja im, można powiedzieć, życie ratuję.

Sam żony nie mam, czasem ze swoich dziewczyn korzystam. Ale mnie samemu dobrze. Jeszcze się taka nie urodziła, co by się na żonę moją nadawała. Ładna by musiała być, no i żeby mi rogów nie robiła, nie? A takich to nie ma.

Ludzie o moim biznesie wiedzą, bo tego nie ukrywam, ale wprost nikt nie pyta. Że ktoś może donieść? To ja bym już wiedział, że ma zamiar iść, zanim by z domu wyszedł. Da się tu 50 zł sąsiadowi i on wszystko widzi, wszystko słyszy, w razie czego ma mi mówić, że komuś odwala. Zresztą tu każdy ma coś na sumieniu. A zarabiać trzeba.

Na przyszłość to ja bym chciał remont w domu zrobić, odświeżyć łazienkę, kuchnię i otynkować. Poza tym to zadowolony jestem, że tu mogłem wrócić i biznes mam swój. Jakbym się zastanawiał, co dalej, co za rok, za dwa, tobym pół nocy nie spał.

Ewa: Tacy jacyś niewyraźni

Trasa wyjazdowa w kierunku Warszawy, 10 km od miasteczka. Przy trasie stoją trzy dziewczyny. Jedna jest z Bułgarii, po polsku zna tylko ceny: 100 zł albo 60. W głębi lasu ma swój koc. – Kobiety nie! kobiety nie! – dodaje wystraszona.

Kilkanaście metrów dalej stoją Iza (20 lat) i Ewa (32 lata). Iza jest w widocznej ciąży, często kuca i rękami zasłania brzuch.

Ewa: – Kobiet nie obsługujemy. Tylko faceci. Za laskę 70, za seks 100, za laskę i seks 150. Ale teraz bida z nędzą. Jeszcze kilka lat temu to jeden za drugim stawał. Ja w tym robię od lat, w Warszawie pracowałam w kiss klubie dwa lata, ale wróciłam tu. Do domu mnie ciągnęło, mnie miasto nie leży. Dojeżdżamy z Izą pekaesem 20 minut i piechotą dochodzimy 10 minut do lasu. Stoję tu, bo zawsze tu dziewczyny stały, odkąd pamiętam. Teraz mniej ich jest. Dziś miałam trzech klientów. A jeden to taki piesiak – wybucha śmiechem – potulić i już doszedł, ledwo go dotknęłam. Po miłość przychodzą. Tacy smutni. Tacy jacyś niewyraźni.

Iza: – Ja głównie laskę robię, mój chłopak Bartek wie o tym. Ale nie ma pracy. Kucharzem jest, ale tu tylko jeden zajazd jest przed lasem i kucharzy nie szukają. Tylko ja zarabiam. Mieszkamy w jego domu, po rodzicach. Wyjechać stąd? On za nic z Polski wyjechać nie chce, bo dom rozkradną. Kilka hektarów pola sprzedali jeszcze jego rodzice. Do miasta poszli mieszkać, bo tu ani lekarza nie ma blisko, ani nic. Dziś nie miałam żadnego klienta, zaraz się do domu zbieramy.

Proponuję, że podwiozę je samochodem. Wsiadają do tyłu.

W samochodzie Ewa opowiada: – Z Izą mieszkamy wieś obok wsi. Ja w domu też przyjmuję, czasem ktoś przyjdzie. Nawet męża znajomej miałam. Mnie to nie przeszkadza. Pieniądz łatwy. Ja to lubię, nie powiem. Jak to się mówi: do piersi przytulić. Tacy oni biedni przychodzą. Niektórzy nawet seksu nie chcą, tylko żeby ich popieścić. Męża nie szukam, koło chłopa trzeba chodzić: gotujesz, sprzątasz, pierzesz, a on i tak do jakiejś baby pójdzie i zdradzi. Wiem, co mówię, ojca miałam i mnie złudzeń pozbawił. Matka urobiona po łokcie, a on pijaniutki do takiej starej wywłoki łaził się kopcić. Kiedyś żyłam inaczej, nawet technikum hotelarskie skończyłam. Pierwszy raz za seks wzięłam w hotelu na praktykach, w Częstochowie. Klient mnie do pokoju zaprosił, ładny chłopak, czysty, zadbany, to poszłam. Nie pamiętam, ile mi dał, ale od razu papierosy sobie kupiłam i lakier do paznokci. Potem tak się potoczyło, że zaczęłam na boku dawać, w tym samym hotelu. Jak się ojciec dowiedział, to po pijanemu do mnie przyszedł i mnie zgwałcił. No nic, stare dzieje.

Cieszę się, że nie jestem jak mama po łokcie urobiona. Lubię się podobać. Zadbać umiem o siebie. Brudu za paznokciami nie mam. Inwestuję: ubrania, kosmetyki. U mnie w domu wesoło jest, samotna się nigdy nie czuję, coś się wypije, w karty zagra. Potem, który chce, to do pokoju obok biorę. Za mniej niż 70 zł ani nie obciągnę, ani nic. I na krechę nie daję.

Wszyscy tu wiedzą, ja się nie wstydzę. Bo wiem, kto tu żonie w mordę daje, a kto na kurwy do bloków idzie. Mówią mi, jak do mnie przychodzą. Głupiutkie są chłopy – śmieje się – jak dzieci, tylko do cycka się przyssać, kobiece ciepełko poczuć. Oni tylko tego chcą. Ale nie na stałe. Bo się przyzwyczają i albo piją, albo biją, albo zdradzają.

Iza: Widać, że lekarz

Iza: – Mnie się raz taki klient trafił, co mi powiedział, że się moją ciążą zajmie. Lekarz ginekolog, powiedział, gdzie mam przyjechać. I pojadę, jak zarobię, to pojadę. Bardziej go ten mój brzuch interesował niż jego interes. Laskę mu zrobiłam, taki miły był. Dobrze zapłacił. Widać, że lekarz, bo z gestem do kobiety podszedł.

U mnie to nie wiem, co będzie, dziecko się urodzi, to już tu nie będę stała. A pieniądze skąd, to nie wiem. Może Bartek gdzieś do pracy pójdzie. Ja nie mam żadnych planów, zobaczy się.

Ewa: – Już go widzę, jak do roboty idzie. Co to za facet, co ciężarną na ulicę wysyła?!

Iza: – Może do rodziców wrócę.

Ewa: – Oj, dziecko. Do matki wrócisz, do tej menelni, gdzie jej prąd odłączyli? Kury po stole chodzą, syf. A weź, sama bym tam nie poszła, a co dopiero z dzieckiem.

Zatrzymujemy się. Stary wiejski domek na początku wsi, przed wejściem na schodach siedzi Bartek, za domem pusta stodoła i dwa drewniane budynki gospodarcze. Bartek pali papierosa.

Bartek: – Póki co Iza zarabia. Z zawodu fryzjerką jest. To znaczy nie skończyła, przerwała, bo tu pracy dla fryzjerki nie ma. Stoi przy drodze, ale ona innej pracy tu nie znajdzie. To co? Ma nie pracować? Ja teraz szukam pracy. Tylko problem jest taki, że domu po rodzicach nie zostawię, nie wyjadę. Bo rozkradną. Więc tu szukam, a tu nic nie ma. Na budowę mogłem jechać do Niemiec, ale ciężarnej nie zostawię. Kto jej pomoże? Ona nie mówi, ale z patologicznej rodziny jest. Tylko mnie ma. Co mogę poradzić? Dorosła jest, sama wybrała.

Wideo „Dużego Formatu”, czyli prawdziwi bohaterowie i prawdziwe historie, Polska i świat bez fikcji. Wejdź w intrygującą materię reportażu, poznaj niezwykłe opowieści ludzi – takich jak Ty i zupełnie innych.

W ”Dużym Formacie” czytaj:

Grzegorz Płonka – niepełnosprawny geniusz z Murzasichla
Szkoła muzyczna w Krakowie odmówiła, jak tylko nauczyciele dowiedzieli się, że Grzegorz jest niepełnosprawny. Nie chcieli nawet posłuchać, jak gra

Kto się pakuje przed wyborami w firmach i urzędach państwowych?
Matka dziennikarza: – Synku, ponoć się obawiasz, że jak PiS wygra wybory, to stracisz pracę? Dziennikarz: – Tak, tego się właśnie boję, mamo. – Martwię się o ciebie. Bo masz kredyt, rodzinę. – To nie głosuj na PiS, mamo. – Nie no, tak to zrobić nie mogę

Robotnik Pana Boga. Francuscy księża pracują i ewangelizują
Chrześcijan we Francji jest coraz mniej. To dla nas wielka szansa. Może staniemy się bardziej pokorni

Więźniowie i staruszkowie: kto się kim opiekuje
Do mnie w ostatnie święta nikt ze znajomych nie przyszedł. Tylko te dziewczyny z więzienia

Nierząd w bardzo małym mieście
Ja zarobki tu mam porównywalne do spożywczego, a tak ciężko nie tyram

Pokaż się na cmentarzu
Nieraz człowiek sobie chleba nie kupi, a znicz kupi

Polak, który buduje Sztokholm
Wyjechałem jako polski patriota, który chciał poznać inną architekturę, czegoś się nauczyć i z tą wiedzą powrócić, by w Polsce budować fajne rzeczy. Rozmowa z architektem Aleksandrem Wołodarskim

Sól ziemi. Zdjęcia Sebastiao Salgado
Z tysięcy uchodźców, którym towarzyszył z aparatem, nikt nie przeżył. Rozmowa z Juliano Salgado, synem fotografa Sebastiao Salgado i współautorem filmu dokumentalnego „Sól ziemi”

Ten fajny Hitler, czyli patent na sukces [VARGA]
Sięgnąłem po tę książkę dopiero rok po polskiej premierze, a impulsem do zakupu powieści Timura Vermesa „On wrócił” – w ramach empikowej przeceny o 30 procent – była informacja, że do niemieckich kin weszła jej ekranizacja pod tytułem „Er is wieder da”

naDrugimPiętrze

wyborcza.pl

Wybory 2015. Czterej jeźdźcy apokalipsy według Kaczyńskiego, czyli czym prezes straszy na finiszu kampanii

Aneta Bańkowska, 23.10.2015
Jarosław Kaczyński przez większą część kampanii pozostawał raczej w cieniu, choć nie unikał mocnych wypowiedzi dla mediów. Ale dziś, ostatniego dnia przed ciszą wyborczą, prezes PiS dał popis festiwalu strachów i nieufności wobec swoich politycznych oponentów.

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Mikołaj Kuraś)

 

Kaczyński ostatni dzień kampanii rozpoczął od spotkania z mieszkańcami Białegostoku. I przypomniał o wszystkim, co kojarzy się nam z rządami PiS: braku zaufania, szukaniu spisków i wewnętrznej wojnie, którą miałyby przynieść rządy PO.

Jeździec pierwszy: oszustwa

Lider opozycji przekonywał, że „państwo polskie trzeba chronić na wszystkich odcinkach” i bronić przedsiębiorców przed rozwojem wielkich sieci, a konsumentów przed oszukiwaniem.

– Każdy wie, że dzisiaj się w Polsce kupuje na przykład niemieckie proszki do prania autentyczne, w specjalnych punktach sprzedaży, bo takie same w naszych hipermarketach w takich samych cenach są gorszej jakości. Jesteśmy po prostu oszukiwani – mówił. Nie wyjaśnił jednak, na czym dokładnie miałoby to oszustwo polegać i po co ktoś miałby je uskuteczniać.

Jeździec drugi: wojna

Kaczyński przekonywał podczas wiecu, że PiS stworzy stabilny rząd, który będzie szanował opozycję i bronił polskich interesów, szczególnie ekonomicznych.

Ale chwilę później ostrzegł: – Jeżeli PiS nie zdobędzie bezwzględnej większości, to będzie rząd wewnętrznie skłócony, wojujący z prezydentem i opozycją. Chaos, wojna, żadnych planów, po staremu opowiadanie, że wszystko załatwi rynek i że nic nie da się zrobić – wyliczał.

 

Jeździec trzeci: ruina

Chwilę później prezes PiS ponownie ostrzegł przed rządami PO. – Będą analizowane takie plany, których dzisiaj pani Kopacz się wypiera. Ale my mamy dowody, że one są planowane – mówił.

O jaki plan chodzi? – Podatek katastralny (od wartości nieruchomości – przyp. red.) to będzie ruina dla większości Polaków. Będzie trzeba oddawać mieszkania, nieruchomości, spadnie ich wartość. Będą oczywiście to wykupywali spekulanci, to będzie ostateczne uderzenie w Polaków. Są dokumenty rządowe, które wyraźnie o tym mówią – zdradził.

Wcześniej premier Ewa Kopacz zaprzeczyła jednak doniesieniom, jakoby PO miała takie plany. – Nie będzie żadnego katastralnego, oni mają jakąś wybujałą wyobraźnię. Trzeba było mnie od razu zapytać, a nie słuchać złych ludzi – skomentowała wypowiedzi polityków PiS.

Jeździec czwarty: patologie

Kaczyński wielokrotnie podkreślał, że wybór jest jasny: albo Polacy postawią na dobrą zmianę, albo będzie jeszcze gorzej. – Ta władza ciągle potrzebuje nowych pieniędzy, ponieważ gospodaruje nimi w sposób tak nieumiejętny, obciążony patologiami, korupcją, że po prostu ciągle nie starcza. My mówimy: pieniędzy w Polsce jest całkiem sporo, i można z nimi wiele zrobić. Tylko nie można ich rozrzucać – mówił.

– Pewna grupa ludzi bogaci się i pęcznieje od bogactwa kosztem innych. A ogromna część Polaków żyje skrajnie skromnie albo skromnie – zbyt skromnie jak na nasz poziom PKB na głowę. W Polsce pensje powinny być wyższe, to przyznają nawet ekonomiści – zgodził się.

Prezes PiS przekonywał też, że aby zmienić coś w kraju, trzeba zacząć działać na rzecz dobra publicznego. – Żeby to robić, trzeba być uczciwym. Plany są ważne, ale jeżeli władza nie jest uczciwa, nic nie jest w stanie zdziałać – wyjaśnił.

„Nie jesteśmy formacją aniołów”

Na koniec przyszedł czas na lekką samokrytykę. – Nie jesteśmy formacją aniołów i na pewno jakieś grzechy będą się zdarzać. Ale jesteśmy spowiednikiem surowym i będziemy karać i usuwać tych, którzy będą popełniali ciężkie grzechy. A nawet za lekkie będzie pokuta – obiecał Kaczyński.

 

kaczyńskiPOwprowadzi

gazeta.pl

Rządzenie zza pleców, czyli jak Kaczyński chce być drugim Piłsudskim

Janusz Rolicki publicysta reporter, 23.10.2015

Józef Piłsudski po zamachu majowym w latach 1926-35 wprowadził kilkunastokrotnie swoich ludzi na fotel premiera RP

Józef Piłsudski po zamachu majowym w latach 1926-35 wprowadził kilkunastokrotnie swoich ludzi na fotel premiera RP

Józef Piłsudski po zamachu majowym w latach 1926-35 wprowadził kilkunastokrotniekrotnie swoich ludzi na fotel premiera RP

Wszystko wskazuje na to, że szef PiS zapatrzony jest nie na Putina, jak chce pan Adam Michnik w swym ciekawym tekście niedzielnym („Magazyn Świąteczny”, 17-18 października), lecz na twórcę II RP, marszałka Piłsudskiego. Dlatego na wszelkie stawiane mu pytania profanów dziennikarskich o to, czy będzie premierem rządu po ewentualnie wygranych wyborach, wzrusza ramionami. On rzeczywiście nie chce być szefem gabinetu, bo bardziej mu odpowiada rola osoby koordynującej bieg spraw publicznych zza pleców swych wybrańców.

Przypomnijmy, że Józef Piłsudski po zamachu majowym w latach 1926-35 wprowadził kilkunastokrotnie swoich ludzi na fotel premiera RP. Sam był nim, na krótko, tylko dwukrotnie. Było tak zawsze wtedy, gdy sytuacja była kryzysowa i trzeba było działać pewnie, bez wahań.

Przypomnę, że tak też się wydarzyło, gdy 12-osobowa frakcja komunistyczna w Sejmie wykrzykiwała po wyborach na sesji: „Precz z faszystowskim rządem Piłsudskiego!”, przerywając wystąpienie marszałka. Wówczas to twórca zamachu – po wcześniejszym mianowaniu ministrem spraw wewnętrznych pana generała Sławoja Składkowskiego – rękami tego ministra wzmocnionymi plutonem policji wygarnął z Sejmu całą gąsienicę posłów. Gąsienicę, ponieważ wśród nich było także kilku niekomunistów, którzy na znak solidarności z wyrzucanymi czepiali się ich rękami i nie dawali oderwać policjantom od ich hajdawerów.

Wielokrotnie na tym urzędzie – poza marszałkiem – byli jeszcze panowie: Bartel, Prystor, Sławek. Sam bowiem Piłsudski po zdaniu urzędu w ręce kolejnego wybrańca z ulgą odchodził na ulubioną przez siebie posadę – nawet nie ministra, tylko inspektora Sił Zbrojnych. I stamtąd – a mieszkał w Belwederze – zarządzał państwem.

Jarosław Kaczyński nie ma jeszcze swego inspektoratu, ale gdy tylko PiS zasiądzie mocno w ławach rządowych, z pewnością coś ekstra – podobnego zapewne – dla siebie znajdzie. Aby rządzić, ale nie całkiem jawnie. Bo na co mu, można powiedzieć, ta cała mitręga związana z premierowskim urzędowaniem? Dlatego nie tak dawno z wrodzoną sobie dezynwolturą zapewnił czepiających się go pismaków, że premier Szydło zostanie odwołana, jeśli będzie źle rządziła. I kropka. A PiS, gdy już zacznie rządzić, to będzie to robił przez lat 20, a nawet dłużej.

Wszystkie ciekawostki związane z tym, co się śni półjawnie panu Kaczyńskiemu, są zawarte w historii 20-lecia, a nawet jeszcze wcześniej. Trzeba je tylko umiejętnie odnajdywać, otrzepywać z naftaliny, a potem odczytywać zgodnie z porannymi, zwykle, doznaniami prezesa.

Jedyny problem może mieć pan prezes – o ile oczywiście wybory będą jego wiktorią, w co wątpię – ze swym wybrańcem w Pałacu Prezydenckim. Prezydent Mościcki, przypomnijmy, nigdy nie zawiódł marszałka i zawsze tak postępował, jak mu szef zagrał. Licho wie, co zrobi pan Duda, gdy obrośnie w piórka. Nie ma on za sobą ani tak kolczastej drogi jak jego poprzednik na urzędzie, a tradycyjna PiS-owska tresura, której był poddawany z zapałem i wcale nie tak krótko, może się zwyczajnie okazać niewystarczająca.

Ja w powodzenie zamysłu prezesowskiego urządzenia nam łaźni poznanej przez naszych poprzedników w tragicznym 20-leciu międzywojennym zwyczajnie, powiem wprost, nie wierzę. Historia bowiem, jak zapewniał na razie zapomniany dziś Karol Marks, jeśli powtarza się, to jedynie w formie farsy. I tak, proszę państwa, będzie niewątpliwie również tym razem, a więc głowa do góry!

Wybory 2015
Wybory parlamentarne 2015
Już 25 października – wybory parlamentarne. Wszystko o wyborach – w naszym serwisie wyborcza.pl/wybory. Znajdziesz w nim aktualne informacje o kampanii wyborczej, kandydatach, najnowsze sondaże oraz komentarze publicystów „Gazety Wyborczej”

* Obejrzyj rozmowy z ekspertami w programie STUDIO WYBORCZEJ

Zobacz także

kaczyńskiChcebyć

wyborcza.pl

Reklamy