PiS 2 (26.10.2015)

 

„Bez zakazu aborcji nie będzie prawdziwej zmiany”. Tomasz Terlikowski skomentował wyniki wyborów

Konserwatywny dziennikarz chętnie dzieli się swoimi poglądami
Konserwatywny dziennikarz chętnie dzieli się swoimi poglądami Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta

Prawicowy publicysta, który zaistniał dzięki kontrowersyjnym wypowiedziom, znowu zabrał głos. Druzgocące zwycięstwo PiS dało mu pretekst do kolejnych mocnych stwierdzeń – Terlikowski poruszył kwestię aborcji, homoseksualizmu i in vitro.

– Dziś rano obudził mnie straszny huk. To upadała demokracja. A potem słychać było jej ostatnie rzężenia. I warkot motorów uciekinierów – napisał na Twitterze. Od wieczora co chwila publikował posty, zaczynając od zdania, że „wielu Polaków czeka na zmianę”. Zmiana według Terlikowskiego oznacza”obronę życia od poczęcia” i „zaangażowanie na rzecz rodzin” przez prawicę.

Po ogłoszeniu wstępnych wyników głosowania publicysta nie omieszkał żartować z przeciwników PiS, pisząc: „Mogę zaoferować usługi, gdyby w ramach średniowiecza i nowego Iranu prawica chciała powołać policję religijną 🙂 Info dla lewicy: to żart”. Dalej podjął temat in vitro i zakazu aborcji. – A kim pan jesteś żeby komukolwiek czegokolwiek zakazywać? – odpowiedział mu jeden z kilku internautów.

zmianaTotakże

– Dziecko ma prawo do ojca. To prawda, ale należy zakazać in vitro lesbijkom. Wtedy takie wyroki nie będą potrzebne – dodał na koniec Terlikowski, odnosząc się do decyzji brytyjskiego sądu, który przychylił się do prośby dziecka o kontakt z biologicznym ojcem – dawcą spermy. Wychowująca je matka – lesbijka uznała wyrok za niszczący jej życie.

Źródło: Twitter

zmianaTotakże1
 bezZakazuAborcji
natemat.pl

Mniejsza połowa

Najważniejszy przekaz, jaki należy zapamiętać po tych wyborach, a także stale do niego wracać, sprowadza się do liczby 47. Mniej więcej tyle procent głosujących chciało wybrać partie racjonalne, liberalne, pro-europejskie, niepopulistyczne i pro-modernizacyjne. 52 procent głosowało na PiS, Kukiza i Korwina.

To bardzo ważne, bo przywraca proporcje w ocenie wyników (skądinąd, fatalnych) wyborów. Choć nasz system polityczny (i żaden demokrata nie można tego dziś w żaden sposób kwestionować) przełożył te 52 procent głosujących na pełnię władzy wykonawczej, to nie zapominajmy, że „mniejsza połowa” głosowała na partie, które pryncypialnie odrzucają nie-liberalne, ksenofobiczne, często rasistowskie szaleństwa PiSu i tych dwóch, jeszcze gorszych i głupszych ugrupowań. Choć niektóre z tych partii racjonalnych znalazły się poza parlamentem, to jednak nie oznacza to, że ich zwolennicy gdzieś przepadli w czarnej dziurze. Prawie co czwarty dorosły Polak, jakiego spotkamy, głosował na PO, Nowoczesną, PSL, ZL lub Razem, a co czwarty (no, minimalnie więcej) na PiS, Kukiza lub Korwina. Co drugi nie głosował w ogóle.

Jest nas wiec prawie połowa spośród głosujących. Jest „ich” trochę więcej niż połowa. Wynikają z tego pewne konsekwencje.

Po pierwsze: Polska jest bardzo głęboko podzielona: jest to głębszy podział niż między Republikanami i Demokratami w USA, między konserwatystami i laburzystami w Wielkiej Brytanii czy między chadekami a socjaldemokratami w Republice Federalnej. Z prostej logiki politycznej wynika, że przed wyborami, główne partie mają tendencje do wyolbrzymiania różnic je dzielących, a zaraz po wyborach, partia zwycięska ma bodźce by podkreślać swój ogólnonarodowy, integrujący charakter. Stąd słyszeć będziemy coraz więcej o ‘wspólnocie’ jaką chce budować PiS na spółkę z Prezydentem Dudą, tylko wredna opozycja im w tym przeszkadza. Nie dajmy się na to nabrać. „Wspólnota” Jarosława Kaczyńskiego i Andrzeja Dudy opiera się na pełnej afirmacji katolicyzmu i nauczania Kościoła Katolickiego, jako podstawy aksjologicznej: jest to więc ‘wspólnota’ wykluczająca nie-katolików i tych wszystkich, których dzisiejszy kościół nie lubi– czyli wewnętrzna sprzeczność. W społeczeństwie tak głęboko spolaryzowanym jak polskie, tylko wspólnota na bazie przyjęcia konstytucyjnych praw i wolności dla wszystkich, opartych na zasadzie tolerancji, może być afirmowana – a to jest właśnie odrzucane przez PiS, Kukiza i Korwina.

Po drugie, na Platformie ciąży dziś specjalna odpowiedzialność, jako na najważniejszej partii opozycyjnej. Musi być silną i dynamiczną opozycją – nie rozmemłaną, podzieloną na zwalczające się koterie i stale rozdrapującą własne rany. Jak to zrobi – nie mnie sugerować, bo nie jestem Platformianym insiderem. Ale musi punktować nowy rząd i Prezydenta na każdym kroku, patrząc im uważnie na ręce i nagłaśniając każdy krok w kierunku nieliberalnego ustroju. Nie ma niestety arytmetyki parlamentarnej pozwalającej na rządzący anty-PiSowski kordon sanitarny, ale nie może to oznaczać żadnej demobilizacji demokratyczno-liberalnej opozycji. Myślę, że PO musi wrócić do liberalnych korzeni i zerwać z pozornym i szkodliwym ekumenizmem, który skutkował letniością.

Po trzecie, musimy pamiętać i powtarzać sobie, ale także całemu światu, a już zwłaszcza Europie – Polska to nie Węgry. W Polsce prawie połowa wyborców głosowała na partie głęboko niechętne tzw. „Dobrej Zmianie” w wykonaniu PiS. W Polsce istnieją konstytucyjne umocowane instytucje, które mają chęć i możliwości przeciwstawienia się nieliberalnym pomysłom: TK, RPO, wolne i niezależne media (jeśli nie publiczne, na których PiS położy łapki, to prywatne), niezależni i odważni sędziowie, niezależne uniwersytety. Nawet jeśli zwyciężyła partia, dla której Orban był pozytywnym modelem, to prawie połowa zagłosowała przeciwko.

Ważne, by ta „mniejsza połowa” starała się przyciągnąć do siebie jak najwięcej z tej prawie połowy obywateli niegłosujących. Mamy na to cztery lata.

mniejszaPołowa

naTemat.pl

Trudno powiedzieć, jak PiS będzie rządził

Prof. Antoni Dudek, politolog w Instytucie Politologii UKSW, 26.10.2015

Prof. Antoni Dudek

Prof. Antoni Dudek (AGATA GRZYBOWSKA / AGENCJA GAZETA)

Na razie nie widzę podstaw do obaw, że demokracja jest zagrożona

Uważam, że musimy poczekać na ostateczne wyniki. Ja wcale nie uważam za przesądzone, że PiS będzie tworzył samodzielny rząd. Jest jeszcze kilka elementów ryzyka. To oczywiście nie bardzo zmienia sytuację, bo jeśli partii zabraknie kilku mandatów, to dobierze sobie z ruchu Kukiza.

Na razie trudno powiedzieć, jak będą wyglądały rządy PiS. Musimy poczekać na sformowanie rządu i exposé premier Beaty Szydło. Na razie nie widzę podstaw do formułowanych m.in. przez „Gazetę Wyborczą” obaw, że demokracja jest zagrożona. Na progu znalazłem ulotkę PiS, w której znajdowało się 14 zobowiązań. Wszystkie miały charakter gospodarczy i społeczny. Nie było tu żadnych deklaracji politycznych i ustrojowych. Mam wrażenie, że PiS na początku będzie się musiał zająć kwestiami społecznymi i gospodarczymi, aby te obietnice w jakimś zakresie spełnić. Dopiero potem będzie badał, jakie ma pole działania, jakie możliwości zmian typowo politycznych i ustrojowych.

not. PW

Zobacz także

14ZobowiązańPiS

wyborcza.pl

 

Władza w rękach PiS. Od listopada prezes Kaczyński bierze pełną odpowiedzialność za kraj

Paweł Wroński, 26.10.2015

Wybory parlamentarne 2015. Jarosław Kaczyński na wieczorze wyborczym w sztabie PiS

Wybory parlamentarne 2015. Jarosław Kaczyński na wieczorze wyborczym w sztabie PiS (Czarek Sokolowski / AP (AP Photo/Czarek Sokolowski))

Nie znamy ostatecznych wyników, ale wydaje się niemal pewne to, że po raz pierwszy w dziejach demokratycznych wyborów jedna partia – PiS – jest bliska utworzenia samodzielnego rządu. Nawet jeśli temu ugrupowaniu będzie brakowało kilku mandatów, to dobierze je spośród bliskich mu ideowo posłów ugrupowania Kukiz’15.

Po raz pierwszy również w tych wyborach w tak silny sposób został zakwestionowany prozachodni i demokratyczny model rozwoju Polski zarysowany w 1989 roku. Świadczy o tym nie tylko sama wygrana PiS, ale też dobry wynik populistycznego i antyestablishmentowego ruchu Kukiza oraz słabość lewicy.

Zważywszy na to, że kandydat PiS Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie i w trakcie kampanii jedynie lekko maskował swoje preferencje, od listopada Prawo i Sprawiedliwość bierze pełną odpowiedzialność za kraj.

Tym razem jej prezes Jarosław Kaczyński nie będzie już mógł tłumaczyć swoich politycznych porażek tym, że musiał wchodzić w koalicje z osobami „marnej reputacji”. Ma w rękach niemal wszystkie narzędzia do rządzenia. Może decydować, kto będzie premierem, może wpływać na postawę prezydenta, którego wykreował niemal z niczego. Może udawać, że nie ponosi za to odpowiedzialności, uchylając się od sprawowania funkcji publicznych, które wiążą się z odpowiedzialnością. Jednak od dziś centrum polityczne państwa przenosi się z rządowego budynku przy Alejach Ujazdowskich i z Pałacu Prezydenckiego w kierunku willi na Żoliborzu.

Wygrana PiS to splot wielu czynników. Przede wszystkim poczucia zniechęcenia i ogólnej chęci zmiany po ośmiu latach sprawowania władzy przez Platformę Obywatelską. W naszych współczesnych dziejach nie było partii, która sprawowałaby rządy przez dwie kolejne kadencje. W wyniku kryzysu ekonomicznego z 2008 r. zmiecionych zostało ze sceny wiele ugrupowań przez lata sprawujących w swoich krajach władzę.

Zapewne historia o wiele lepiej oceni mijające osiem lat niż wyborcy roku 2015. Proces obecnej modernizacji Polski, choć teraz krytykowany, jest niespotykany w dziejach. Wytworzył jednak zarazem oczekiwania społeczne, które jakimkolwiek rządzącym będzie trudno zaspokoić.

PO przegrała te wybory nie tylko w wyniku społecznej „chęci zmiany”. Przez dwa ostatnie lata dokonała głębokiej zmiany kierownictwa. Jej lider Donald Tusk został przewodniczącym Rady Europejskiej. W wyniku afery podsłuchowej z list partii albo z pierwszych szeregów zostali usunięci jej najpopularniejsi politycy. Nowej liderce Ewie Kopacz nie udało się odzyskać popularności. Być może po wyborach partię czeka dyskusja o przywództwie.

Stoimy przed nieznanym. Partia, która wygrywa wybory, wszystko podporządkowywała polityce i zdobyciu władzy – projekty gospodarcze i społeczne zamieniała nie w merytoryczne koncepcje, ale obietnice. Możemy się tylko domyślać, jaki jest jej przepis na Polskę. Z projektu konstytucji, który nagle stał się niewygodny i określony jako „ćwiczenie intelektualne”, z wypowiedzi głoszących ograniczenie władzy sądowniczej, niezależności Narodowego Banku Polskiego czy konieczności zawłaszczenia mediów publicznych. Tym razem jednak ma to być przeprowadzone skuteczniej niż w 2005 r.

Określenie „dobra zmiana” powtarzane przez Jarosława Kaczyńskiego maskuje „rewolucję”. Demokracja opiera się na demokratach. Być może Polakom jest potrzebne doświadczenie czyśćca władzy PiS, aby wyrosło nowe pokolenie demokratów.

Zobacz także

kaczyńskiJużNiePowie

wyborcza.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: