Lewica (20.10.2015)

 

Prezydent też chroni przed chorobami

Paweł Wroński, 20.10.2015
Al Dżazira porównała słowa o roznoszeniu chorób z retoryką nazistów

Al Dżazira porównała słowa o roznoszeniu chorób z retoryką nazistów

Jest wreszcie sukces. Polski prezydent Andrzej Duda jest na ustach całego świata. Od „Times of India” po Al-Dżazirę. W wywiadzie dla TVN 24 zdecydował się poprzeć słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o uchodźcach, którzy mogą przynieść Polsce epidemię.
To słowa o „cholerze na wyspach greckich”, „dyzenterii w Wiedniu” oraz „różnego rodzaju pasożytach i pierwotniakach, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą być groźne tutaj”. Prezydent stwierdził, że to słuszne obawy. Ani trochę nie próbował osłabiać ich wydźwięku. Powołał się na prestiżowe pismo medyczne „Lancet”, na ostrzeżenia epidemiologiczne polskiego Ministerstwa Zdrowia.

Tę wypowiedź świat dostrzegł bardziej niż obecność prezydenta Dudy przy jednym stoliku z prezydentami Obamą i Putinem podczas niedawnej sesji ONZ.

Czy naprawdę o taką sławę chodziło? Tylko dlaczego wszystkim światowym mediom wypowiedź prezesa PiS i jej wsparcie ze strony prezydenta dziwnie się kojarzą z nazistowską propagandą z czasów II wojny światowej? Dlaczego porównują ją z powszechnie krytykowanymi wypowiedziami prezydenta Czech Milosza Zemana?

Dostrzegł to mianowany niedawno ekspertem ds. dyplomacji publicznej przy prezydencie prawicowy dziennikarz Marek Magierowski. Desperacko walczył na Twitterze z depeszą AFP, twierdząc, że zdanie „prezydent ostrzega, że emigranci przynoszą epidemie” nie znalazło się w wywiadzie. Cóż z tego, skoro tego rodzaju twierdzenie z całego wywodu wynikało i tak je świat zrozumiał.

O tym, że polityk musi mieć na względzie to, jak jego słowa zostaną zrozumiane, ekspert ds. dyplomacji publicznej powinien wiedzieć z polskiego podwórka. W grudniu 2012 r. poprzednik obecnego prezydenta Bronisław Komorowski mówił w USA o Sejmie Rzeczypospolitej. Użył słowa „bigosowanie”, czyli siekanie przeciwników szablami, i przypomniał, czym jest bigos. Wtedy koledzy Magierowskiego, prawicowi dziennikarze, orzekli, że skompromitował Polskę, ucząc Amerykanów przepisów na bigos, choć nikt poza nimi samymi na świecie tym „skandalem” się nie ekscytował.

Nie wiem, co chciał osiągnąć prezydent Duda, w pełni solidaryzując się ze słowami prezesa. Nie śmiem podejrzewać, że prezydent wpisał się w antyimigrancką strategię wyborczą swojej partii, której prezes, wykorzystując strach przed uchodźcami, chce osiągnąć bezwzględną większość w Sejmie. Może to po prostu kwestia braku wrażliwości historycznej? Albo zwykłej wrażliwości ludzkiej, która zakłada, by innego człowieka nie traktować jako roznosiciela chorób.

To nieistotne. Jako Polakowi jest mi coraz bardziej wstyd, że mój kraj zaczyna zapadać na choroby, które nazywają się: ksenofobia, pogarda dla ludzi, rasizm. Szkoda, że tych chorób nie dostrzega prezydent.

Pamiętam mszę, w której Andrzej Duda uczestniczył jeszcze jako kandydat. Przy kościele był ogromny napis: „Otwórzmy drzwi Chrystusowi”. Chrystus też był uchodźcą. Czy zostałby do dzisiejszej Polski przez prezydenta wpuszczony? W końcu mógł być nosicielem wielu groźnych chorób, a i pierwotniaków również.

wrońskiWreszcieSukces

wyborcza.pl

„Wunderwaffe” lewicy. Eksperci o Barbarze Nowackiej: „Ona jest tajną bronią”

mk, PAP, 20.10.2015
Barbara Nowacka ma być „Wunderwaffe” lewicy, bo czas SLD w starym kształcie już minął – mówią eksperci. Wskazują, że lewica „wraca do korzeni”, a tworząc szeroką koalicję otrzymuje – co widać w sondażach – „premię za zjednoczenie”.
http://www.gazeta.tv/plej/19,114875,19050907,video.html?embed=0&autoplay=1

 

„Czasy SLD w starym kształcie się dopełniły. (…) 10 lat w opozycji to nawet więcej niż PiS. Zestarzeli się starzy liderzy i w tym sensie musiała powstać nowa jakość. I tutaj zaczerpnięto ze skarbnicy Janusza Palikota, szukając kogoś, kto porwałby lewicowo myślących obywateli.

Wynaleziono tajną broń, taką ‚Wunderwaffe’ – Barbarę Nowacką, co nie jest jakimś błyskotliwym osiągnięciem w tym sensie, że każda z partii (oprócz ZL, również PO i PiS) postawiła na kobiety” – mówi PAP politolog dr Krzysztof Piekarski.

Powrót do korzeni

Zjednoczona Lewica wraca do korzeni – ocenia socjolog dr Marcin Kotras. Wskazuje na silny przekaz dotyczący „osób najbardziej pokrzywdzonych, znajdujących się na nizinach społecznych”. Podkreśla ponadto, że w kampanii ZL mieliśmy też do czynienia z „powielaniem schematów, które są tradycyjne dla ugrupowań lewicowych – wzmocnienie polityki socjalnej, gra skalą podatkową, aby wspomóc najuboższych i oczywiście powrót do tematów w postaci świeckości państwa, opodatkowania Kościoła”.

„Czyli coś, co może w jakimś stopniu uruchamiać tradycyjny elektorat lewicy, a z drugiej strony może być atrakcyjne dla osób, którym nie podoba się ten porządek kulturowy, który mamy w Polsce” – konkluduje ekspert.

„Lewica ma szansę się odbić”

Politolog Piotr Trudnowski uważa, że Zjednoczona Lewica z sukcesem dokonała „ruchu transformacyjnego”. „Wydawało się, że kiedy dodaje się partie z minimalnym poparciem, (…) to tak naprawdę to się dodać nie może. Ale okazało się, że ten komunikat o zjednoczeniu, wpuszczenie nowych ludzi na listy, wpuszczenie Zielonych, przedstawicieli różnych środowisk społecznych i przede wszystkim nowa kandydatka na premiera pokazały, że jednak Zjednoczona Lewica ma szanse się odbić” – dodał.

Odważna decyzja

Zdaniem Trudnowskiego decyzja o starcie w ramach koalicji była odważna, bo ZL musi się zmierzyć z 8 proc. progiem wyborczym.

„Czy im się to uda – nie wiadomo, ale na pewno Zjednoczona Lewica ma na to dużo większe szanse niż ktokolwiek mógł się spodziewać w momencie jednoczenia. Czyli ta premia za zjednoczenie w tym przypadku wydaje się, że zadziałała z sukcesem” – mówi politolog.

 

tajnaBroń

gazeta.pl

Lewica przy nadziei

Sebastian Klauziński, 20.10.2015

Barbara Nowacka

Barbara Nowacka (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / AGENCJA GAZETA)

Wewnętrzny sondaż zamówiony przez Zjednoczoną Lewicę daje jej 12 proc. poparcia z prognozą nawet na 23 proc. – Różnica między nami a PO to tylko 8 pkt proc. Rozczarowani Platformą głosują albo na nas, albo na Kukiza – przekonują politycy ZL. I wierzą, że taki wzrost poparcia to efekt Barbary Nowackiej.

W połowie lipca, na chwilę przed powstaniem koalicji, SLD zamówiło wewnętrzny, jak mówią, „bardzo pogłębiony” sondaż w TNS. Wynikało z niego, że ewentualna koalicja mogłaby liczyć na 3,5 proc. z perspektywą na 10 proc. W ostatnim tygodniu ZL zamówiła sondaż na próbie 1038 osób zrobiony przez Ipsos. Tym razem wyszło ponad 10 proc. Z perspektywą na 23 proc.

– W badaniu wyraźnie widać duży skok, od kiedy Barbara Nowacka stanęła na czele ZL – mówi Dariusz Joński, szef sztabu wyborczego ZL i rzecznik SLD. – Te 23 proc. to ci, którzy zagłosują, i ci, którzy rozważają poparcie ZL – dodaje Joński. Dokładniej chodzi o wyborców potencjalnych, którzy na razie nie określili konkretnie jednego ugrupowania, ale najbliżej im do oddania głosu na koalicję.

Jak mówi Joński, w badaniu chodziło także o sprawdzenie, co z programu lewicy najbardziej zapada w pamięć wyborcom. Wyszło, że jest to: 2,5 tys. zł pensji minimalnej, zakaz eksmisji na bruk, walka ze śmieciówkami, opodatkowanie księży i wyprowadzenie religii ze szkół.

W sondażu zbadano także przepływ elektoratu. Okazało się, że wyborcy rozczarowani Platformą głosują albo na ZL, albo na Pawła Kukiza. Różnica między ZL a PO wyniosła tylko 8 proc. To dlatego tydzień temu na konwencji ZL w Warszawie jeden z przekazów brzmiał: gonimy PO. Chociaż żaden polityk ZL nie wierzy, że rzeczywiście dogonią, to sygnał ma być jasny: nie jesteśmy jednym z sześciu małych ogólnopolskich komitetów, tylko jednym z trzech dużych, obok PO i PiS.

Czasu na kampanię mają jednak bardzo mało. – Wystartowaliśmy za późno, to fakt. Ciężko było przekonać Leszka Millera i Janusza Palikota do koncepcji jednego lidera. Dopiero kiedy zobaczyli, że w jednym z sondaży mamy 5 proc., zgodzili się na Nowacką – mówi prominentny polityk Sojuszu. Od tej pory kampania wyborcza i przekaz medialny są skoncentrowane tylko na Nowackiej. Problemem jest czas. Jeszcze w czerwcu, jak podaje CBOS, 58 proc. Polaków nie rozpoznawało Nowackiej. Dlatego dla Nowackiej każdy dzień kampanii jest na wagę złota. Codziennie odwiedza po kilka miejscowości, nie zaniedbuje przy tym występów w radiu i telewizji. Do tej pory ZL zorganizowała trzy duże konwencje: w Łodzi, Warszawie i – największą – w sobotę w Katowicach.

– Prawie 1,2 tys. osób i firma, która robiła konwencje dla Andrzeja Dudy. Bez konfetti, bo głównym tematem była praca i gospodarka. Zrobiliśmy industrialną scenografię i zaprosiliśmy przedstawicieli związków zawodowych – mówi jeden ze sztabowców. W niedzielę Nowacka miała spotkanie na kilkaset osób w Legnicy, potem w Kaliszu. Tak będzie do czwartku, z krótką przerwą na wtorkową debatę telewizyjną. – Ludzie muszą widzieć, że mamy siłę i że warto oddać głos na nas, a nie wybierać mniejsze zło i poprzeć którąś z partii z wielkiej dwójki – przekonuje jeden z najbliższych współpracowników Nowackiej. Liderka ZL chce, wzorem Andrzeja Dudy, maksymalnie wykorzystać czas przed ciszą wyborczą, dlatego kampania będzie trwać także w nocy z czwartku na piątek. Jak mówi Krzysztof Gawkowski, sekretarz SLD, budżet na kampanię ZL powinien zamknąć się w 6-7 mln zł. – Jeszcze nie wiemy, w jakiej kwocie się zamkniemy. Teraz czeka nas ostatni, najdroższy tydzień kampanii – mówi Gawkowski. Z powodu dużych wydatków na kampanię wieczór wyborczy koalicja zorganizuje w siedzibie SLD na Złotej.

* Nakręć się na wybory. Powiedz, co dla Ciebie Ważne!
* Obejrzyj rozmowy z ekspertami w programie STUDIO WYBORCZEJ

Zobacz także

zjednoczonaLewicaZrobiła

wyborcza.pl

Reklamy