Język Tuska

 

SOBOTA, 29 LISTOPAD 2014 13:51

Tuskish czy English?

tuskproper1

Polscy politycy zwykle nie chwalą się swoją znajomością języków obcych, bo często jest ona mizerna. Do tego tygodnia angielszczyzna Donalda Tuska była w pewnej mierze zagadką. Opublikowane jednak w piątek nagranie ucina spekulacje.

Przez większość swojej kariery politycznej Tusk, wypowiadając się tylko zdawkowo po angielsku, ułatwiał formułowanie tez, że jego angielski jest na podstawowym poziomie, choć w 2008 r. dał mocny sygnał, że uczy się angielskiego z determinacją. Zwracając się do amerykańskiej Sekretarz Stanu Condoleezzy Rice w 2008 r. po podpisaniu umowy o tarczy antyrakietowej z USA, wypowiedział się tak (tekst bez poprawek):
Welcome, Secretary Rice. It’s a great pleasure to have you here in Warsaw today. I’m sure this is very special moment in our common history. We have finished negotiations. What can I say: negotiations were really tough but friendly and finally successful. This is because we are friends, Secretary Rice. We have achieved the main goal. It means our countries – Poland and United States of America – will be more secure. Please let me present our political declarations”.

Ta wypowiedź skłoniła Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do komentarza w postaci nerwowego śmiechu. Prezydent w późniejszym wywiadzie dla Dziennika stwierdził, że śmiał się, bo bawi go, gdy ktoś, kto słabo zna angielski, rzuca się do przemawiania w tym języku. Zawsze można było twierdzić, że tych kilku zdań Tusk mógł się nauczyć na pamięć. Ocena prezydenta była jednak niesprawiedliwa a Tusk poradził sobie zupełnie dobrze. Niektóre stwierdzenia można było wyrazić bardziej gładko, a przede wszystkim Tusk ujawnił problem, którego nie zdołał przez te sześć lat naprawić, z użyciem a właściwie częstym brakiem przedimków a i the.

Nie jest to jednak problem mocno wpływający na zrozumienie tekstu. Tuska fonetyka była poprawna. (Wolę zresztą jego angielski od tego podawanego jako oficjalne tłumaczenie podczas spotkań rządowych. Nawiasem mówiąc, to właśnie koślawe tłumaczenie ze wstawionym „like with your wife” niepotrzebnie podkreśliło niefortunny wydźwięk wypowiedzi Prezydenta Bronisława Komorowskiego w Białym Domu o stosunkach małżeńskich, którą polskie media zinterpretowały jako sugerowanie niewierności Michelle Obamy.)

Pierwsza konferencja Tuska po wyborze na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej nie rozwiała w pełni wątpliwości co do jego angielskiego, głównie przez to, że upierał się mówić po polsku. W tych kilku momentach, które były po angielsku, sprawiał wrażenie, że może chropawo ale jednak radzi sobie nieźle. Rzucił nawet żartem językowym „I will polish my English”.

Wywiad przeprowadzony na potrzeby portalu Rady Europejskiej, opublikowany w piątek wątpliwości rozwiewa – Tusk posługuje się angielskim kompetentnie i jest w stanie pracować w tym języku.

Tusk używa w 15-minutowej wypowiedzi wielu zwrotów, które większości polskich użytkowników angielskiego nie przychodzą do głowy w mowie. Mówiąc o swoich studiach, mówi nie „I studied history”, co byłoby naturalnym wyborem Polaka, lecz „I read history”, co jest naturalne dla wersji brytyjskiej angielskiego (zresztą jego angielski zdradza nie tylko w tym miejscu, że uczył Tuska właśnie Brytyjczyk – mówi w pewnym momencie „I lost my flat”. Od Amerykanina Tusk nauczyłby się: „I lost my apartment”).„Satisfaction as an author” znowu pokazuje niezłe wytrenowanie – większości Polaków w pierwszej chwili przychodzi do głowy, ze względu na źródłosłów, że pisarz to „writer”.

She worked very hard to support me” – zręczny dobór słów. Polak ze średnim angielskim zatrzymałby się na tym, że matka ciężko pracowała, jako że pierwszym tłumaczeniem „support” na polski jest „wsparcie” a nie utrzymanie.

Tusk radzi sobie nieźle ze sformułowaniami, które musi wymyślić ad hoc, jak np. w momencie, w którym przychodzi mu powiedzieć, że nie jest tylko Gdańszczaninem, ale też Kaszubem, Polakiem i Europejczykiem. „A citizen of Gdańsk” nie byłby moim wyborem, ale uchodzi i komunikuje treść prawidłowo.

Jego charakterystyczny sposób wypowiedzi ujawnia się też po angielsku: „All [that] Europe needs today is energy, optimism, engagement, faith, and this is my specialization”.

Używa żargonowego w biurokracji międzynarodowej określenia TTip (wym. tityp) na Transatlantyckie partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji, co pokazuje, że jego szlifowanie angielskiego nie polegało wyłącznie na uczeniu się opowieści o swoim życiu, ale też na przygotowaniu do swojej nowej roli.

Ma dość ciężki akcent, choć wcale nie cięższy, niż akcent Angeli Merkel po angielsku. Ucząc się angielskiego jako dorosły, Tusk wiele nie mógł na to poradzić, ale zrobił, co się dało, głównie dokonując przybliżeń. Widać, że nauczyciel nauczył go czegoś, co wielu Polakom umyka – że czasownik „polish” i przymiotnik „Polish” wymawia się wyraźnie inaczej (w uproszczeniu: polysz i pełlysz — „Polish” Tusk realizuje dosłownie tak jak zapisałem. Przy braku możliwości nauczenia się wymawiania samogłoski szwa a chęci mówienia po brytyjsku jest to jedyna możliwość).

Największym problemem angielskiego Tuska jest bardzo częste pomijanie przedimków. Dużo większy problem ma on z nieokreślonym „a” niż z określonym „the”. (W nawiasach brakujący element):
And my mother was pure goodness and pure love. She was (a) really beautiful woman
But in fact I’m (a) really lucky devil
We had no idea that we established in fact something like (a) think tank
I think about (the) relationship with neighbors
Of Europe, of (the) region, of Poland
I’m (an) optimist

Czasem trafiają się niezręczności w wymowie, jak w słowach „unique”, „privatizing”, „protest”. Natomiast bardzo ciekawe, że Tusk właściwie wymawia słowa takie jak „arrested” jako (upraszczając) arestyd a nie arested – większości Polaków ten niuans umyka.

Trochę problemów gramatycznych, jak np. tu: „Also very important was for me the reputation of Poland” – szyk łacińsko-polsko-niemiecki. Brak uzgodnienia czasów: „If you want to know everything about Europe you can learn something about Gdansk and it would be enough” Problem z formą czasownika: „People who are beaten are much more often right than people who beated (zamiast beat) them„. „Twice” byłoby lepsze niż „two times”.

Pomimo tych usterek cały tekst był dobrze zrozumiały. Może Tusk nie jest w stanie pisać haiku po angielsku jak jego poprzednik Herman van Rompuy, ale z jego własnym żartobliwym stwierdzeniem, że „dla Europy nic nie jest wystarczająco dobre, mój angielski również” należy się już nie zgodzić.

Autor jest szefem biura „Wall Street Journal” na Europę Środkową.

300polityka.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s