Karczewski (16.10.2015)

 

Jarosław Kaczyński straszy epidemią obcości. Mamy nadzieję, że nie zyska poklasku [LIST DO OBYWATELI]

red., 16.10.2015
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta)

Znów padły słowa, które nie powinny paść, użyto niegodnych argumentów – piszą w liście polscy intelektualiści.
Obcy cuchną, roznoszą odrażające pasożyty i groźne choroby, wszy, pluskwy, tyfus, cholerę, czerwonkę, przez co sami stają się odrażający, odczłowieczeni. Trzymaj się od nich z daleka, nie wpuszczaj do domu, nie pomagaj, bo narazisz siebie i swych bliskich. I pamiętaj, że postępując tak, nie robisz niczego złego, bo to nie są ludzie tacy jak ty.

Tego rodzaju argumentacją posługiwała się przez wieki propaganda podsycająca ksenofobiczne nastroje i organizująca kampanie nienawiści. W ten sposób nazistowskie władze okupacyjne zniechęcały Polaków do pomagania Żydom. Lęk przed karą uzupełnić miała motywacja wewnętrzna. Chodziło o to, by stłumić odruch współczucia i zastąpić go odrazą.

Do tej retoryki i tradycji odwołał się przywódca partii sięgającej po władzę w Polsce Jarosław Kaczyński. Tłumacząc, dlaczego nie powinniśmy przyjąć uchodźców, ostrzegł:

„Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, lecz mogą tutaj być groźne”.

Przywódca Prawa i Sprawiedliwości straszy epidemią obcości, sięgając bez wahania po niegodną retorykę. Mamy nadzieję, że nie zyska poklasku większości polskich wyborców, bez względu na polityczną orientację.

prof. dr hab. n. med. Bogdan de Barbaro, psychiatra, psychoterapeuta
Jerzy Bartmiński, członek czynny PAU
Tadeusz Bartoś, filozof, prof. Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku
Joanna Bator
Stanisław Bereś
Witold Bereś, producent filmowy
Marek Beylin, publicysta
Agata Bielik-Robson, filozofka
Michał Bieniek, prezes Fundacji Art Transparent, dyrektor Przeglądu Sztuki SURVIVAL
Piotr Bratkowski, publicysta, szef działu kultury Newsweek Polska
Krzysztof Burnetko, publicysta
Hanna Burszta, antropolog kultury
Prof. dr hab. Wojciech Burszta, antropolog kultury
Przemysław Czapliński, Poznań, UAM
Mariusz Czubaj, pisarz, antropolog kultury
Krzysztof Czyżewski, Fundacja Pogranicze
Helena Datner, socjolog
Jacek Dehnel
dr Jacek Drozda, kulturoznawca, Instytut Badań Przestrzeni Publicznej
Agnieszka Franków-Żelazny, dyrygentka
Grzegorz Gauden
Konstanty Gebert, dziennikarz
Prof. dr hab. Józef K. Gierowski, Kierownik Katedry Psychiatrii UJ Collegium Medicum
Michał Głowiński, historyk literatury
Irek Grin
Joanna Gromek-Illg
Magdalena Grzebałkowska
Roman Gutek, menedżer kultury
Jan Hartman, filozof
Agnieszka Holland
Jerzy Illg
Konrad Imiela
Inga Iwasiów, pisarka, profesor literaturoznawstwa
Jerzy Jarzębski
Justyna Jaworska
Jerzy Jedlicki, historyk
Dr hab. Barbara Józefik, prof. UJ CM
Beata Kowalska, socjolożka, Instytut Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego
Sergiusz Kowalski, socjolog
Ireneusz Krzemiński, socjolog
Jarosław Kurski dziennikarz
Borys Lankosz, reżyser
Magdalena Lankosz, dziennikarka, scenarzystka
Andrzej Leder
Bronisław Maj
Ewa Mańkowska, malarka
Mirosława Marody, socjolog
Cezary Michalski, publicysta
Krzysztof Mieszkowski
Zbigniew Mikołejko
Małgorzata Miśniakiewicz, historyczka sztuki, kuratorka
Piotr Paziński, pisarz, redaktor
Krystyna Piotrowska, artystka sztuk wizualnych
prof. dr hab. Paweł Próchniak
Olga Tokarczuk, pisarka
prof. dr hab. Joanna Tokarska-Bakir, antropolożka kultury, Instytut Slawistyki PAN
Mikołaj Trzaska, muzyk
Magdalena Tulli, pisarka
Eugeniusz Smolar
dr Nina Smolar
Paweł Smoleński, pisarz
Andrzej Sosnowski, poeta
Jerzy Stuhr
Mariusz Szczygieł
Małgorzata Szejnert
Adam Szostkiewicz
Marcin Świetlicki, poeta
Wojciech Tochman
Agata Tuszyńska, pisarka
Henryk Woźniakowski
Krzysztof Varga, pisarz, felietonista
Rafał Zakrzewski
dr Piotr Zańko, Uniwersytet Warszawski

Podpisy wciąż spływają

* Nakręć się na wybory. Powiedz, co dla Ciebie Ważne!
* Obejrzyj rozmowy z ekspertami w programie STUDIO WYBORCZEJ

Zobacz także

kaczyńskiStraszyEpidemią

wyborcza.pl

 

 

Rola życia – niepokorny. Jak Jerzy Zelnik zamienił się z aktora w polityka

Jerzy Zelnik na trwałe związał się z politykami PiS na czele z Jarosławem Kaczyńskim
Jerzy Zelnik na trwałe związał się z politykami PiS na czele z Jarosławem Kaczyńskim Fot. Sławomir Kamiński / AG

Kiedy jako 18-latek zagrał w nominowanym do Oscara „Faraonie”, wróżono mu świetlaną karierę w filmie. Minęło pół wieku, a Jerzy Zelnik jeśli pojawia się na scenie, to w towarzystwie polityków PiS, nie aktorów. „Stał się partyjnym funkcjonariuszem, karykaturalnym bojownikiem o wiarę” – mówią koledzy. A on odpowiada: „mam misję – głosić rzeczy piękne i prawdziwe”.

U boku prezesa
– Wie pan, on jest już po drugiej stronie. Od momentu, kiedy przemówił z trybuny PiS-u, stał się politykiem. Jego prawo. A co my na to? No śmiejemy się, bo przecież on coś pieprzy – mówi naTemat aktor Krzysztof Kowalewski. To o Zelniku, który ledwie kilka tygodni temu wystąpił na konwencji kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy. Mówił, że „tu jest Polska, który nie porusza się w chocholim tańcu beznadziei”, streścił życiorys Dudy i reklamował go jako idealnego prezydenta.

Może nie było to porywające wystąpienie, ale partii i kandydatowi bardzo potrzebne. Swoją obecnością na konwencji Zelnik po raz kolejny dał wyraz temu, że PiS może liczyć na poparcie aktorów o prawicowych poglądach, których on symbolicznie reprezentuje.

Robi to od 2010 roku. To wtedy po raz pierwszy zaangażował się po stronie PiS zapisując się do komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego. Potem były inne partyjne imprezy, jak np. marsz 13 grudnia. Zaczęły się też występy w mediach, gdzie Zelnik pojawia się czy to w roli sympatyka PiS, czy konserwatysty i człowieka wierzącego.

Dwa dni temu na antenie TVN 24 pokłócił się np. z Krzysztofem Pieczyńskim. Poszło o Kościół, który jego adwersarz krytykował. „Jestem człowiekiem wolnym dzięki przyjaźni z Jezusem Chrystusem.(…) Bez kręgosłupa moralnego wkrada się anarchia” – odpowiadał Zelnik.

Wcześniej dyskutował m.in. z kojarzonymi z PO aktorami Anną Nehrebecką i Wojciechem Pszoniakiem. Wielokrotnie podkreślał, że w dzisiejszej Polsce czuje się jak w PRL-u, że niby jesteśmy wolnymi ludźmi, ale demokracja jest zagrożona, że jedyną nadzieją jest dojście do władzy Kaczyńskiego. Słowem – idzie w ślady Marcina Wolskiego, Jana Pietrzaka i innych, którzy mienią się niepokornym.

– Nie rozumiem po co mu to. Te wszystkie konwencje, występy, uściski z politykami. Ma swoje poglądy, zawsze podkreśla swoją wiarę, ale angażując się w politykę naraża się na śmieszność. Na prawdę nie rozumiem – komentuje Kowalewski.

Przebudzenie smoleńskie
No właśnie – po co? Jak inni aktorzy z prawej strony (choćby znana z „Plebanii” Katarzyna Łaniewska), Zelnik tłumaczy swoje zaangażowanie „odruchem serca”, który nastąpił po katastrofie smoleńskiej. Otwarcie przyznaje też, że jeszcze kilka lat temu z PiS-em było mu nie po drodze. Na początku poprzedniej dekady wspierał nawet PO.

– Byłem jednym z członków sympatyków u samych początków tej partii, wraz z Danielem Olbrychskim, Piotrem Machalicą. Był rok 2001, uczestniczyłem nawet w kilku zebraniach założycielskich PO. A z czego to wynikało? Na pewno z mojego charakteru, bo zawsze miałem skłonność do płynięcia pod prąd, nie lubiłem merdać ogonem przed władzą. Ujął mnie konserwatywno-liberalny światopogląd nowego ugrupowania – opowiada w wywiadzie dla „wSieci”.

Platformą szybko się rozczarował i do 10 kwietnia 2010 roku unikał politycznego zaangażowania.

JERZY ZELNIK

Miałem po 2005 r. żal do Prawa i Sprawiedliwości, że takich sobie dobrał koalicjantów. Rozumiałem – sejmowa matematyka – ale niesmak jednak był. Mimo to doceniam dorobek tej ekipy. (..)Po tragedii smoleńskiej nie miałem wątpliwości, że muszę stanąć przy Jarosławie Kaczyńskim. To był odruch serca i wniosek rozumowy.

Choć Zelnik ostatecznie przyjął rolę zwolennika i pomocnika PiS, przy każdej okazji powtarza, że generalnie woli mówić o wartościach niż o polityce. To też powód, dla którego koledzy mu się dziwią. – Jurek od kilku lat nie jest na aktorskim etacie. Coś tam grał w serialach, ale niewiele. Zarabia jeżdżąc po Polsce i dając koncerty czy spektakle, m.in. w kościołach. To człowiek niesłychanie ideowy i ja wierzę, kiedy mówi, że poświęca się ojczyźnie. Ale ta polityka… Nie wiem, na co mu to – podkreśla jego znajomy.

Zelnik te swoje wyjazdy nazywa „misją”. W reportażu dla „Uwagi” TVN powiedział, że chce głosić „rzeczy piękne i prawdziwe”. – A czy z tego wynika jakieś przesłanie polityczne czy religijne? Na pewno gdzieś tam jest – stwierdził.

Emerytowany faraon
W cieniu politycznej aktywności Zelnika znalazło się aktorstwo. 70-letni aktor, znany przede wszystkim z „Faraona” Kawalerowicza, ale także kilku innych filmów, już właściwie nie gra. Daniel Olbrychski, kolega z planu, a jednocześnie aktor o zupełnie innych poglądach, mówił w „Uwadze”, że zasmuca go widok Zelnika jako działacze politycznego: – Wolałbym Jurka widzieć na ekranie – skomentował.

Zelnika w roli aktora wolałby też Jan Lityński, doradca prezydenta Komorowskiego i działacz opozycji w PRL. – Mam do niego sentyment. Znamy się od lat – w latach 60. jeździliśmy razem na kolonie. Dziś mamy bardzo różne poglądy, a ja myślę sobie, że szkoda, że zamiast na scenie teatru występuje na scenie z politykami. Tym bardziej, że bardzo wcześnie zaczął karierę aktorską i jego rola w „Faraonie” była imponująca – mówi naTemat.

Sam zainteresowany o aktorstwie mówi już rzadziej. Jeśli już, to w kontekście „konsekwencji zawodowych”, jakie rzekomo spotykają go w związku z jego publicznymi wypowiedziami. I tak się nimi nie przejmuje. – To cena, którą warto zapłacić. Żeby kiedyś, za św. Pawłem, móc powiedzieć: „W dobrych zawodach uczestniczyłem” – powiedział „Przewodnikowi Katolickiemu”.

– Chrześcijanin nie może być leniwy, nie może migać się od dawania świadectwa. Bo kiedy milczą ludzie dobrej woli, kiedy są obojętni, zło wygrywa bardzo łatwo. Na szczęście coś zaczyna się zmieniać, wielu, wielu Polaków się budzi. Idzie zmiana, czuję to, jak czułem przed powstaniem „Solidarności” – podsumował.

naTemat.pl

 

 

„Kogo na czarną listę PiS? Łukaszewicza i Barcisia!”. Tak Jerzy Zelnik doniósł na kolegów popierających PO

Radiowy żart Kuby Wojewódzkiego ujawnił, że mentor PiS Jerzy Zelnik jest gotów pomagać w tworzeniu czarnych list przeciwników partii Jarosława Kaczyńskiego.
Radiowy żart Kuby Wojewódzkiego ujawnił, że mentor PiS Jerzy Zelnik jest gotów pomagać w tworzeniu czarnych list przeciwników partii Jarosława Kaczyńskiego. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Wydawało się, że kapowanie znajomych i współpracowników, by przypodobać się władzy to coś, o czym będziemy jedynie czytać w podręcznikach historycznych i wspomnieniach tych, którzy musieli przeżyć II wojnę światową i PRL. Mentor Prawa i Sprawiedliwości Jerzy Zelnik udowodnił niestety, że te czasy chyba właśnie wracają… W radiowym „wkręcie” Kuby Wojewódzkiego legendarny aktor udowodnił, że bez skrupułów jest w stanie pomóc w tworzeniu czarnej listy kolegów będących zwolennikami PO.

Audycje, w których prezenterzy dzwonią do kogoś, by go wkręcić to radiowe hity. Zwykle są sporą dawką śmiechu, ale inaczej stało się z żartem, który Kuba Wojewódzki na antenie „Rock Radia” chciał zrobić aktorowi Jerzemu Zelnikowi. Otrzymał on z rozgłośni telefon, w którym jeden z prezenterów wcielił się w rolę kogoś z nowej ekipy kroczącej po władzę, kto chciał od popierającego Prawo i Sprawiedliwość aktora pomocy w stworzeniu listy „takich, którzy na prezydenta Dudę, jak jeszcze nie był prezydentem źle się wyrażali”.

– Kto taki mógłby trafić na naszą czarną listę – dopytywano Jerzego Zelnika. A ten bez najmniejszych oporów zaczął wymieniać nazwiska. – A ci, rozumiem… – stwierdził. I pierwszego na czarną listę nowej władzy wytypował prezesa ZASP-u Olgierda Łukaszewicza. Szybko Jerzy Zelnik zreflektował się jednak, że tego kolegi po fachu nie da się ukarać z poparcie dla PO odesłaniem ze sceny, bo na emeryturze już jest.

Wtedy jednak Jerzy Zelnik przypomniał sobie o kimś, kto negatywnym nastawieniem do Prawa i Sprawiedliwości, oraz prezydenta Andrzeja Dudy jeszcze bardziej zalazł mu za skórę. – Zaraz jak on się nazywa…? Artur Barciś! (…) On miał takie wypowiedzi „anty” bardziej. Bardziej był za prezydentem Komorowskim – doniósł artysta. Całe nagranie tej kuriozalnej rozmowy możecie znaleźć pod tym linkiem.

„Ta rozmowa obnażyła coś potwornego, co mówi więcej niż wszelkie deklaracje polityczne, niż ten szajs polityczny lejący się przed wyborami z mediów” – skomentowała w emocjonalnym felietonie Karolina Korwin-Piotrowska. „Gdy żart radiowy obnaży ludzkiego skur…” – komentują jeszcze ostrzej internauci na Wykop.pl.

kogoNaCzarnąListę
natemat.pl

Jerzy Zelnik nie pamięta wypowiedzi o Barcisiu. „Jaka czarna lista? Kłamią od początku do końca”

Jerzy Zelnik nie pamięta wypowiedzi o Barcisiu. "Jaka czarna lista? Kłamią od początku do końca"
Jerzy Zelnik nie pamięta wypowiedzi o Barcisiu. „Jaka czarna lista? Kłamią od początku do końca” Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Aktor Jerzy Zelnik zaprzecza, jakoby miał „typować” wrogów PiS i prezydenta Andrzeja Dudy. W rozmowie z naTemat przekonuje, że rozmowa w tej sprawie w ogóle się nie odbyła, a dziennikarze dokonali manipulacji. – Nikt ze mną nie rozmawiał – mówi w „Bez autoryzacji”.

Przypomnijmy, że aktor miał podać nazwiska osób nadających się na czarną listę PiS. Z taką prośbą zadzwonili do niego dziennikarze „Rock Radia”, którzy chcieli „wkręcić” aktora. Ku ich zdziwieniu, Zelnik naprawdę zaczął sypać nazwiskami.

Zadzwoniliśmy do Jerzego Zelnika aby dopytać, czy podtrzymuje swoje zdanie na temat „czarnej listy”. – Nic na ten temat nie wiem – powiedział w „Bez autoryzacji„. – Widocznie ci dziennikarze, którzy twierdzą że ze mną rozmawiali, skłamali od początku do końca – powiedział aktor.– Pierwsze słyszę o czarnej liście, nie mam na to czasu – skwitował legendarny odtwórca „Faraona”.

Rozmowa, w czasie której Zelnik typował na czarną listę PiS jest do odsłuchania pod tym linkiem. Artur Barciś odmówił komentarza w tej sprawie.

– Kto taki mógłby trafić na naszą czarną listę – dopytywano Jerzego Zelnika. A ten bez najmniejszych oporów zaczął wymieniać nazwiska. – A ci, rozumiem… – stwierdził. I pierwszego na czarną listę nowej władzy wytypował prezesa ZASP-u Olgierda Łukaszewicza. Szybko Jerzy Zelnik zreflektował się jednak, że tego kolegi po fachu nie da się ukarać z poparcie dla PO odesłaniem ze sceny, bo na emeryturze już jest.

Wtedy jednak Jerzy Zelnik przypomniał sobie o kimś, kto negatywnym nastawieniem do Prawa i Sprawiedliwości, oraz prezydenta Andrzeja Dudy jeszcze bardziej zalazł mu za skórę. – Zaraz jak on się nazywa…? Artur Barciś! (…) On miał takie wypowiedzi „anty” bardziej. Bardziej był za prezydentem Komorowskim – doniósł artysta. Całe nagranie tej kuriozalnej rozmowy możecie znaleźć pod tym linkiem.

„Ta rozmowa obnażyła coś potwornego, co mówi więcej niż wszelkie deklaracje polityczne, niż ten szajs polityczny lejący się przed wyborami z mediów” – skomentowała w emocjonalnym felietonie Karolina Korwin-Piotrowska. „Gdy żart radiowy obnaży ludzkiego skur…” – komentują jeszcze ostrzej internauci na Wykop.pl.

 

naTemat.pl

Przyszło dobici. Felieton Andermana z cyklu: A poza tym

Janusz Anderman, 16.10.2015

Andrzej Duda i Barack Obama

Andrzej Duda i Barack Obama (KEVIN LAMARQUE / REUTERS / REUTERS)

Na tafli „Gazety Polskiej”, kręci misterne piruety Marcin Wolski. „Od dawna rodaków nie przepełniała taka duma jak w trakcie przemówienia Andrzeja Dudy w ONZ. [ ] Wystąpił mąż stanu! Co za rekompensata za lata wstydu!”.

Już jest wspaniale, ale będzie jeszcze bardziej wspaniale.

Wspaniale jest za sprawą prezydenta Dudy, który odniósł tak spektakularny sukces podczas wizyty w USA, że media do dziś nie mogą się otrząsnąć z wrażenia. Legendarna już okładka”wSieci” celnie oddaje istotę rzeczy: prezydent Duda występuje na niej w towarzystwie rozanielonych z uciechy prezydenta Obamy i jego żony. I nie jest ważne, że podobne zdjęcia zrobiono innym przywódcom uczestniczącym w sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Owszem, zrobiono, lecz na nich prezydent USA i jego żona podobno w ogóle nie byli szeroko uśmiechnięci, tylko okropnie smutni.

Aurę wspaniałości podkreślają jeszcze dwa znaczące zdania zdobiące wspomnianą okładkę: „Polska wstaje z kolan” i „Prezydent Duda podbija świat”. Pewnie jednak nie powinny być aż tak ostrożne i skromne. „Po ośmiu latach wyniszczającej niewoli Polska zerwała się na równe nogi” i „Prezydent Duda z kretesem podbił wręcz cały świat” brzmiałyby znacznie lepiej. Ta skromność wynika z młodego wieku naczelnego „wSieci”. Ten Janko Muzykant propagandy dopiero się wprawia i wszystko przed nim.

Bo zobaczmy, jak potrafią wywijać piórami doświadczeni wirtuozi, Janowie Muzykowie. Nie sposób się nie rozkoszować poetycką frazą Ryszarda Kapuścińskiego, radnego PiS z Krakowa, który w „Gazecie Polskiej Codziennie”, komentując niespotykaną dotąd w dziejach skuteczność prezydenta Dudy w USA, wprost zmiażdżył „funkcjonariuszy mainstreamu”. Już sam tytuł: „A jednak zwyciężył!” subtelnie odnosi się do innego historycznego sukcesu Juliusza Cezara, który po bitwie pod Zelą oświadczył senatorom: vici – zwyciężyłem. Ale co z tego? W bitwie może i zwyciężył, lecz Polaków jak prezydent Duda z klęczek nie dźwignął.

Wróćmy jednak do funkcjonariuszy. „Od miesięcy kłamali, insynuowali, prowokowali i obrażali” – to tylko rozbieg radnego. „Nie spali, nie jedli, ich przekrwione oczy codziennie można było zobaczyć w telewizji” – to już trójskok. Tak było do czasu przełomowej wizyty w Ameryce. A po niej? „Wreszcie otarli spocone twarze i rozejrzeli się wokół [ ]. Przerazili się i poddali. Prosząc o łaskę, zaczęli go chwalić”.

Lepiej tego w żaden sposób ująć się nie da. Żal tylko, że autor, prezes klubów „Gazety Polskiej”, kandyduje do Sejmu. Byłoby niepowetowaną stratą dla literatury ojczystej, gdyby ten zamiar mu się powiódł.

Choć wydaje się to niemożliwe, z jeszcze większą wprawą, właśnie na tafli „Gazety Polskiej”, kręci misterne piruety Marcin Wolski. „Od dawna rodaków nie przepełniała taka duma jak w trakcie przemówienia Andrzeja Dudy w ONZ. [ ] Wystąpił mąż stanu! Co za rekompensata za lata wstydu!”.

Nie ma się co dziwić, że to wystąpienie męża, bo przecież prezydent, nie dość, że „jest spadkobiercą nie tylko swojego śp. szefa Lecha Kaczyńskiego, ale również Jana Pawła II”, to jeszcze „porusza się wśród tłumów rodaków ze swobodą gwiazdy rocka”.

Dlatego „zaniemówili hejterzy, opluwacze, szkalownicy i kłamcy. [ ] Zresztą po ciosie, jaki iluzjom medialnych szmondaków zadało wspomniane wystąpienie, przyszło dobicie. Nasz prezydent znalazł się przy jednym stole z Obamą i Putinem”.

Dobicie przyszło, a z nim dla Wolskiego koniec „tony wstydu, którą łykałem co dnia, mając przez 10 lat za prezydenta komunistycznego aparatczyka”.

Wolski wie, co mówi. Istotnie, bycie komunistycznym aparatczykiem to tony wstydu do połknięcia. Sam nim przecież był, tylko w skali kieszonkowej, i ma do połknięcia tonę.

Zobacz także

jużJestWspaniale

wyborcza.pl

 

Lis: PiS nie musi zmieniać konstytucji, by zmienić ustrój. Polska stanie się prywatnym państwem Kaczyńskiego

klep, 16.10.2015

Tomasz Lis, redaktor naczelny tygodnika ''Newsweek''

Tomasz Lis, redaktor naczelny tygodnika ”Newsweek” (Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta)

– PiS nie musi zmieniać konstytucji, by zmienić ustrój Polski – przekonywał Tomasz Lis w Poranku Radia TOK FM. Jego zdaniem już zwykła większość PiS w parlamencie doprowadzi do gigantycznej zmiany. – Polska stałaby się PiS-em. PiS jest prywatną partią Jarosława Kaczyńskiego. Więc Polska stałaby się prywatnym państwem Kaczyńskiego – ostrzegał.

 

Tomasz Lis stwierdził w Poranku Radia TOK FM, że PiS nie może raczej liczyć na większość konstytucyjną w przyszłym Sejmie. Dodał jednak, że partia Jarosława Kaczyńskiego wcale nie będzie musiała nowelizować ustawy zasadniczej, by radykalnie zmienić polski ustrój.

Władza na Nowogrodzkiej

– Nie sądzę, by nie można było zmienić ustroju Polski bez zmiany konstytucji. Jeśli PiS zdobędzie nawet 231 mandatów, de facto nastąpi zmiana konstytucji. Będziemy mieli ośrodek prezydencki, który nie wykazuje nadmiernych ambicji do samodzielności w tym układzie. Będziemy mieli panią Szydło, której już pokazano pułap, powyżej którego nie powinna skakać, bo jest podwładną Jarosława Kaczyńskiego. I będziemy mieli szefa państwa, którego nazywałem w tekstach naczelnikiem państwa, sprawującego władzę z pozakonstytucyjnego ośrodka na ulicy Nowogrodzkiej – tłumaczył Lis, mając na myśli prezesa PiS (to na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie mieści się siedziba PiS).

 

– Z racji tego, że będzie posłem, będzie można go kiedyś postawić przed Trybunałem Stanu. Ale jego odpowiedzialność będzie mikroskopijna w porównaniu z uprawnieniami, które sobie sam przyzna – mówił Lis.

Zobacz także

 

polskaStanieSię

TOK FM

Oni mówią, że całe zło mediów publicznych to jedno trzyliterowe nazwisko – z Tomaszem Lisem w sobotę rozmawiamy o Polsce

Rozmawiał Maciej Stasiński, 15.10.2015

Tomasz Lis

Tomasz Lis (Fot. Agencja Gazeta)

Polska liberalna obroni się tylko wtedy, kiedy polityczne przywództwo sięgnie przywództwa moralnego. Nie możemy opuszczać gardy ani dać się zagnać do rogu. Musimy odzyskać rząd dusz większości obywateli. Oni mogą wygrać wybory, ale nie mogą nam zabrać kraju – mówi Tomasz Lis w sobotnim „Magazynie Świątecznym”

Maciej Stasiński: Chcemy mówić o kraju, ale nie mogę nie zacząć od ciebie. Szykująca się do objęcia władzy partia zapowiada ustami swoich polityków i publicystów, że będą czystki w mediach publicznych i że nie ma w nich miejsca zwłaszcza dla Tomasza Lisa.

Tomasz Lis: Mnie to nie zdziwiło. Na prawicowych forach jestem od dawna do odstrzelenia. W tekstach na portalu wPolityce.pl nazywają mnie chwastem i skunksem. Zdziwiło mnie tylko, że tak otwarcie powiedział to polityk Jarosław Sellin, człowiek, który szykuje się na ministra kultury. Ten sam, który w 2005 roku zapowiadał pluralistyczne media za rządów PiS, a nastąpiła inwazja. Dzisiaj on wprost inwazję zapowiada. Szykuje się powtórka, ale z turbodoładowaniem.

Inwazję zapowiadają jednym głosem: Czabański, Karnowscy, Targalski, Wolski. „Setki ludzi zwolnimy, idziemy po was” – mówią.

– Z tą inwazją mam niewielki problem. Jakoś sobie poradzę. Ale smuci mnie, że wielu młodym ludziom pracującym w mediach, studentom dziennikarstwa, którzy marzą o zawodzie, będą łamać kręgosłupy, a oni będą musieli zapłacić, jeśli zechcą przetrwać. Żal mi tego, co uczynią z telewizji publicznej.

Pan Sellin porównuje twój program do programu Jana Pospieszalskiego i mówi, no, o co chodzi…

– Ta symetria jest groteskowa i cyniczna. Ekscesy Pospieszalskiego dawały mi niejako placet na prezentowanie wizji innej Polski, liberalnej. Wiem, że jestem dla nich tylko symbolem. Figurą symboliczną, symbolem wroga. Pan poseł Kamiński, który lubi słowa proste jak cepy, mawia, że całe zło mediów publicznych to jedno trzyliterowe nazwisko.

Ten obóz nie umie działać bez figury wroga. Pochlebia mi w pewnym sensie, że tę figurę stosują i stosowali do ludzi, których podziwiam, którym zawdzięczamy wolną Polskę i którym mogę tylko buty czyścić: Jan Nowak-Jeziorański, Władysław Bartoszewski, Lech Wałęsa, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń…

Jarosław Kaczyński powiedział w 2006 roku, że społeczeństwo obywatelskie jest zagrożeniem dla państwa. To kwintesencja jego myślenia. Po ich zwycięstwie nie będzie obywateli, lecz jedność narodu pod nadzorem państwa przy kierowniczej roli partii. Pokropionej święconą wodą. Ale tylko pokropionej, bo kierownicza rola państwa i partii rozciąga się na Kościół. Kościół ma być tylko narzędziem.

Może żeby odzyskać Polskę liberalną, społeczeństwo musi doznać szoku, żeby poczuło skutki rządów autorytarnych nacjonalistów?

– Nowa władza nie da ludziom chleba, bo nie będzie miała pieniędzy. Ale z pewnością da igrzyska. Dla dużej części publiczności to będą upragnione i atrakcyjne igrzyska IV RP turbo. Dla wielu ludzi to będzie najlepszy czas życia.

Będzie „redystrybucja prestiżu”, jak mówi Kaczyński. Ile będzie sprawnych dziennikarzy, ilu uczynnych biznesmenów u boku nowej władzy.

Będzie odwet, ale i mnóstwo oportunizmu, koniunkturalizmu. Ludzie będą mówić: – Oni chcą dobrze, Szydło taka spokojna, a Duda młody i sympatyczny. Wielu nie będzie stać na wysiłek, żeby się sprzeciwić. Pogodzą się.

Ale wszyscy przejdziemy test chrześcijaństwa. Jeśli pociąg IV RP turbo się rozpędzi, to obudzi się w nas pokusa nienawiści. Musimy się jej oprzeć. Innej Polski od nikogo nie dostaniemy. Będziemy musieli w niej jakoś razem żyć, nawet gdy odzyskamy tę liberalną. Polskę jakoś trzeba będzie posklejać, żebyśmy chociaż jedno święto narodowe mogli obchodzić razem. Teraz hulają demony, ale 15 lat temu były cicho. Dopóki Kaczyńskiemu starczy sił, będzie nimi grał. My jednak musimy siać, starać się rozmawiać, podawać argumenty dla sprzeciwu, ale powściągać się w odrzucaniu osób.

Cały wywiad z Tomaszem Lisem w sobotniej „Wyborczej”

lisDopókiKaczyńskiemu

wyborcza.pl

 

Kamiński z CBA to nie męczennik

Dominika Wielowieyska Gazeta Wyborcza, 16.10.2015

Mariusz Kamiński

Mariusz Kamiński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Były szef CBA Mariusz Kamiński został nieprawomocnie skazany na trzy lata, a mimo to startuje w wyborach z list ugrupowania, które nosi dumną nazwę Prawo i Sprawiedliwość. To pogwałcenie wszelkich zasad przyzwoitości

„Gazeta Wyborcza” opublikowała we wtorek uzasadnienie wyroku, które jest dla Kamińskiego druzgocące. Wynika z niego, że CBA pod jego kierownictwem nie walczyło z korupcją, tylko łamiąc przepisy, zastawiało pułapki na polityków spoza PiS, by ich skompromitować. Bo taki był interes partii rządzącej. Działania polityków PiS można streścić tak: przeciwników ścigamy, nawet jeśli nie ma powodu, swoich nie ruszamy, nawet jeśli są w kręgu podejrzeń .

Fanatyczny bojownik o prawdę

Obóz polityczny i medialny PiS głosi bardzo chwytliwą tezę, że wyrok sądu w sprawie Kamińskiego jest skrajnie niesprawiedliwy, że do więzienia ma pójść niezłomny bojownik o prawdę i Polskę wolną od korupcji. A w tym czasie rozmaite skorumpowane kreatury mają się dobrze na wolności.

To bardzo przemawia do wyobraźni. Kamiński to rzeczywiście człowiek ideowy, działacz opozycji w czasach PRL, który głęboko wierzy w swoją misję. Dlatego trzeba jeszcze raz zmierzyć się z argumentami jego obrońców.

W przypadku byłego szefa CBA poczucie misji zamieniło się w groźny fanatyzm i w przeświadczenie, że w imię szczytnych idei należy naciągać czy łamać przepisy. Od takiego przekonania jest już tylko krok do praktyk totalitarnych. To nie prawo uchwalone przez demokratycznie wybrany parlament jest ważne, ważna jest moja prawda i moja antykorupcyjna misja. To nie sędziowie mają rację, wskazując na notoryczne łamanie przepisów, lecz ja w mojej walce.

Dziwię się, że działacze opozycji demokratycznej z czasów komunizmu, którzy dziś są w obozie PiS, nie widzą niebezpiecznych nut pobrzmiewających w tej melodii: dajcie mi człowieka, a ja coś na niego znajdę.

Walka z korupcją musi się odbywać w ramach obowiązującego prawa. Nie bez przyczyny najłatwiej ścigać przestępców w krajach totalitarnych: tam nikt procedur prawnych nie przestrzega, idzie się na skróty i osiąga sukcesy. I naprawdę korupcja jest zwalczana.

Niestety, Mariusz Kamiński wciąż nie rozumie, że poszedł na skróty i że jest godnym naśladowcą SLD, jeśli chodzi o styl działania. Przy okazji afery orlenowskiej były szef służb specjalnych Zbigniew Siemiątkowski został skazany za bezprawne użycie służb specjalnych do polowania na jednego człowieka, który zagrażał interesom władzy. Na bazie tego SLD-owskiego wzorca były szef CBA wraz ze swoimi politycznymi mentorami zbudował cały system.

Wyrok surowy, ale przekonujący

Gdy usłyszałam wyrok Kamińskiego – trzy lata więzienia bez tzw. zawiasów – byłam zaskoczona. Uważałam, iż powinien zostać skazany, ale na karę w zawieszeniu. Po przeczytaniu uzasadnienia sądu w sprawie Kamińskiego nie mam wątpliwości, że sędziowie bardzo przekonująco uzasadnili tak surową decyzję.

Łamanie prawa przez CBA nie było jednostkowym przypadkiem, lecz istotą funkcjonowania tych służb. Zabawne jest w tej historii to, że jednym z dowodów na łamanie przepisów jest analiza prawna prof. Krystyny Pawłowicz, dzielnej wojowniczki PiS. To ona po części pogrążyła Kamińskiego, bo napisała – zapewne nie zdając sobie sprawy z późniejszych konsekwencji – że Kamiński nie miał prawa fałszować dokumentów, by przygotować prowokację policyjną, bo nie było odpowiedniego rozporządzenia do ustawy o CBA. To zresztą pokazywało prawne bezhołowie, które panowało wówczas w rządzie PiS.

Nie to jednak w tym uzasadnieniu jest najbardziej istotne. Ważne jest to, że zorganizowano pułapkę na polityków Samoobrony, choć – zdaniem sędziów – nie było ku temu prawnych podstaw. I ja uważałam, że afera gruntowa, w której PiS podejrzewał ministra rolnictwa Andrzeja Leppera o korupcję, nie miała początkowo źródła politycznego. Zaczęło się od tego, że jedna z płotek tej afery rozpowiadała, że za łapówkę może załatwić w resorcie rolnictwa odrolnienie działki.

Problem jednak w tym, że ludzie Kamińskiego, zamiast dokładnie sprawdzić fakty, znaleźć poważne dowody na ewentualną korupcję w ministerstwie lub poważne poszlaki, że rzeczywiście do niej doszło, od razu zorganizowali policyjną prowokację. Postanowili przetestować polityków Samoobrony. A służby nie mogą testować uczciwości obywateli, służby mają wykrywać przestępstwa. I o tej fundamentalnej zasadzie Kamiński zapomniał.

Przyspieszenie sprawy Leppera nastąpiło wtedy, gdy premier Jarosław Kaczyński już wiedział, iż utrzymanie koalicji z Samoobroną na dłuższą metę może być dla PiS zabójcze. Uznano więc, że należy Leppera wykończyć bez względu na środki. Tymczasem niezależnie od tego, za jak szkodliwego polityka uznawaliśmy nieżyjącego już lidera Samoobrony, nie wolno się godzić na tego typu metody.

PiS-owska demokratura

Ten styl uprawiania polityki jest charakterystyczny dla PiS-owskiego obozu politycznego. W TOK FM prof. Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta Dudy, orzekł, że być może „patriotycznie nastawieni funkcjonariusze służb” chcieli obalić rząd Donalda Tuska, organizując aferę podsłuchową. I doradca prezydenta nie widzi w tym nic złego: można się posługiwać nielegalnymi podsłuchami i łamać prawo, aby zdobyć władzę. Sąd, skazując Kamińskiego i przygotowując precyzyjne uzasadnienie wyroku, pokazał, jak groźne jest to zjawisko. A PiS, ignorując orzeczenie niezawisłego sądu, pokazał, jak traktuje instytucje demokratycznego państwa prawa.

Pokazał, że kieruje się żelazną antydemokratyczną logiką: jak sąd skazuje po naszej myśli, to jest to dobry sąd, a jak skazuje wbrew nam, to jest to patologia. Trzeba tych sędziów zdyscyplinować, mieć na nich bat w postaci nowej PiS-owskiej konstytucji, która ma dać prezydentowi do ręki instrument pozwalający na wyrzucanie tych butnych jednostek z zawodu. Nie wykluczam, że jest to forma nacisku na sąd drugiej instancji, by wyrok na Kamińskiego choćby złagodził.

Ta sama logika obowiązuje w przypadku wyborów powszechnych: jeśli wynik jest po myśli PiS, to wybory były w porządku, jeśli zwyciężyli przeciwnicy PiS, to wybory sfałszowano. Wszystko to składa się na obraz demokratury (pisał o niej w „Wyborczej” Marek Borowski), ustroju, który PiS chce ustanowić w naszym kraju. Stopniowo, powoli, ale systematycznie.

PiS jest przez niektórych komentatorów uważany za zwyczajną partię opozycyjną, która czasami słusznie krytykuje rząd PO–PSL, a czasami manipuluje faktami, ba, nawet oszukuje – no, ale taka jest logika kampanii. Tymczasem w opisie tej partii nie to jest najistotniejsze, ale to, że jej politycy zatracają poczucie, gdzie jest granica pomiędzy szlachetną misją a totalitarną logiką chodzenia na skróty. Dlatego PiS nie jest klasyczną opozycją w demokratycznym kraju. Jest partią antysystemową, która niszczy autorytet państwa. A przypadek Kamińskiego jest jednym z najbardziej jaskrawych dowodów.

Zobacz także

pogwałcenieWszelkichZasad

wyborcza.pl

Palikot: Kaczyński znakomicie wie, że użycie słowa „pasożyt” jest wpuszczeniem bakcyla nienawiści i agresji

jagor, 16.10.2015

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Marcin Stępień/AG)

– Kaczyński znakomicie wie, że użycie słowa „pasożyt” przy takich nastrojach jest wpuszczeniem bakcyla nienawiści, niechęci i agresji wobec tych ludzi. Jeśli dojdzie do jakiś aktów przemocy, to jest za nie odpowiedzialny Jarosław Kaczyński – powiedział w Radiu ZET Janusz Palikot.

 

Palikot złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego. Uzasadniając zawiadomienie polityk Twojego Ruchu stwierdził, że słowa Kaczyńskiego są podłe i wymagają reakcji. – Korwin-Mikke, pół biedy, on jest trochę wariat w przestrzeni publicznej. Ale Kaczyński, który ma być za chwilę premierem lub liderem naszego kraju, który używa tego typu języka? To staje się naprawdę niebezpieczne – mówił Janusz Palikot w Radiu ZET.

Sprawa dotyczy słów Kaczyńskiego z wystąpienia w Makowie Mazowieckim. Odnosząc się do publikacji tygodnika „wSieci” o tym, że rząd zgodził się by, do Polski trafiło 100 tys. islamskich imigrantów, prezes PiS mówił, on nie wie, czy to jest prawda, ale wie „o jakich liczbach się mówi jeżeli chodzi o ilość tych, którzy się mają w Europie znaleźć w niedługim czasie, albo już się w Europie znaleźli”. I w związku z tym – zaznaczył Kaczyński – są pytania do premier, szefowej MSW, ale również do minister zdrowia, „bo to są także kwestie związane z różnego rodzaju niebezpieczeństwami w tej sferze”.

 

„Różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki (…) mogą tutaj być groźne”

– Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, niektórzy mówią o jeszcze innych, jeszcze cięższych chorobach. No i są pewne przecież różnice związane z geografią – różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne. To nie oznacza, żeby kogoś dyskryminować, ale sprawdzić trzeba. Sprawdzić trzeba, dlatego minister zdrowia powinien wyjaśnić jak w tej chwili naprawdę to wygląda, bo z tego co my wiemy, z tego, co wiedzą nasi działacze (…) to to wygląda bardzo niedobrze – mówił Kaczyński.

palikotKaczyński

TOK FM

Oświęcim i spalarnia. Obrzydliwy żart radnego PiS z Poznania

Tomasz Nyczka, 15.10.2015

Budowa spalarni śmieci w Poznaniu

Budowa spalarni śmieci w Poznaniu (ŁUKASZ CYNALEWSKI)

– Niech to będzie „Oświęcimska!” – rzucił prof. Janusz Kapuściński z PiS podczas czwartkowego posiedzenia komisji kultury rady miasta. Radni debatowali akurat o tym, jak nazwać ulicę prowadzącą do powstającej w Poznaniu spalarni odpadów. – Jestem w szoku – komentuje Alicja Kobus z gminy żydowskiej w Poznaniu.

Czwartek po południu. Podczas posiedzenia komisji kultury i nauki radni zajmują się sprawami nazewnictwa ulic, rond i placów. Swoje propozycje referuje dyrektor GEOPOZ Andrzej Krygier. Są propozycje nazwania ronda imieniem dr Wandy Błeńskiej i nadania jednej z poznańskich ulic nazwy „Brneńska”. Tak, by docenić w ten sposób miasto, które jest partnerem Poznania.

Jak nazwać drogę do spalarni odpadów?

W końcu dyrektor Andrzej Krygier proponuje, by nadać jakąś nazwę ulicy prowadzącej do powstającej właśnie w Poznaniu spalarni odpadów. Spalarnia ma działać na poznańskim Karolinie, jej koszt szacowany jest na ponad 720 mln zł.

– Mamy dwie propozycje nazwy dla tej ulicy. Albo „Energetyczna”, albo „Do Spalarni” – referuje radnym dyrektor Andrzej Krygier.

Nazwy się podobają. Ale w tym momencie radny PiS prof. Janusz Kapuściński rzuca: – Niech to będzie Oświęcimska!

Na sali wesołość, w mniejszym stopniu zmieszanie. Radna Klaudia Strzelecka, koleżanka profesora Janusza Kapuścińskiego z PiS, przewraca oczami.

Przewodnicząca gminy żydowskiej w Poznaniu: Jestem w szoku! To jest komisja kultury?

– Skandaliczne i bolesne. Jestem w absolutnym szoku. Wiele narodów tak dużo wycierpiało podczas wojny, a niektórych niczego to nie nauczyło. Nie tego oczekuję od naszych reprezentantów w radzie miasta. To jest komisja kultury? – mówi „Wyborczej” Alicja Kobus, przewodnicząca poznańskiej gminy żydowskiej.

– Nieudany żart – wzdycha prof. Antoni Szczuciński, radny SLD i szef komisji kultury.

– Jeśli to miał być żart, to był nieśmieszny. Mnie to nie bawi, raczej bulwersuje. Porozmawiam z panem profesorem – zapowiada Szymon Szynkowski vel Sęk, szef PiS w radzie miasta.

JakNazwaćUlicę

poznan.wyborcza.pl

niechToBędzie

Wojewódzki wkręcił Zelnika. „Tu kancelaria prezydenta Dudy, kogo mamy…”. A Zelnik donosi na kolegów

ks, 16.10.2015
– Halo, Pan Zelnik? Tu Kancelaria Prezydenta – mówią dziennikarze Rock Radia. – Którego antysystemowego artystę moglibyśmy wysłać na wcześniejszą emeryturę za krytykowanie Andrzeja Dudy? Jerzy Zelnik się namyśla, w końcu odpowiada: Łukaszewicz i Barciś!
http://www.gazeta.tv/plej/19,114871,19032208,video.html?embed=0&autoplay=1

 

Dziennikarze Rock Radia nie pierwszy raz zażartowali sobie ze znanej postaci. Tym razem wyszło bardziej strasznie niż śmiesznie. Postanowili zadzwonić do Jerzego Zelnika, aktora (najbardziej znanego z roli „Faraona”), który od lat popiera PiS, a w wyborach prezydenckich wyraził poparcie dla Andrzeja Dudy.

– Halo, Pan Zelnik? Tu Janusz z Kancelarii Prezydenta – mówią dziennikarze Rock Radia. – Którego antysystemowego artystę moglibyśmy wysłać na wcześniejszą emeryturę? – dopytują i precyzują: za nieprawomyślność i krytykowanie prezydenta Andrzeja Dudy.
Jerzy Zelnik się namyśla, w końcu odpowiada

 

 

– Nie wiem, może Olek Łukaszewicz, prezes ZASP-u [Związku Artystów Scen Polskich – red.] – odpowiada.
– I on coś na Dudę opowiadał? – dopytywał dziennikarz.
– A nie, przepraszam, on już pobiera [emeryturę – red.], on ma już 69 [lat – red.] – mówi Zelnik i dodaje: – A może ten, Artur Barciś.
– On krytykował prezydenta? – upewniał się dziennikarz.
– Tak, on raczej za Komorowskim.
– No to już, na czarną listę. Zaczniemy od Barcisia – mówi dziennikarz.
Potem Zelnik żegna się serdecznie: – No, fajnie, z Bogiem.

„Nie wiem, czy to głupota, brak inteligencji, zazdrość”

To nagranie puścił w swojej audycji Kuba Wojewódzki i Piotr Kędzierski przeszło miesiąc temu. Śmiali się na antenie, że „Zelnik podrapał się w głowę faraona”. Innym jednak nie było do śmiechu. O audycji zrobiło się głośno wczoraj.

Pierwsza zareagowała Karolina Korwin-Piotrowska. Napisała o tym w swoim wczorajszym felietonie na portalu Onet: „Ekipa w radiu, która też wiele przecież w swoim życiu słyszała, była w kompletnym szoku. Tych starych wyjadaczy absolutnie zatkało. Bo takiego zachowania się, żeby bez zająknienia się, bez najmniejszego oporu wskazać palcem potencjalnych wrogów nowej władzy, odsyłając ich na wcześniejsza emeryturę, nie spodziewali się” – pisze Korwin-Piotrowska. „Nie wiem, czy to głupota, brak inteligencji, zazdrość zawodowa czy jednak opętanie. A może jednak posunięte do granic cwaniactwo” – dodała.

Zbigniew Hołdys zareagował na Twitterze: „Jerzy Zelnik w pełnej krasie szmaciarstwa i kapusiostwa, wstrząsające” – napisał.Potem opublikował zdjęcie teczki tajnego pracownika z dopiskiem „Faraon”:”Zelnik, modelowy okaz pisowskiej mentalnosci, w akcji” – napisał Piotr Beniuszys z „Liberte!”.

wojewódzkiWkręciłZelnika

gazeta.pl

Życie w czasach zarazy

Monika Olejnik, „Kropka nad i” TVN 24, „Gość Radia Zet”, 16.10.2015

Jarosław Kaczyński i Beata Szydło

Jarosław Kaczyński i Beata Szydło (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja)

Jarosław Kaczyński przebił szklany sufit.

Sondażowe wyniki Prawa i Sprawiedliwości są nie do pobicia od lat. Prezes Kaczyński jak może wspiera Beatę Szydło i jeździ po Polsce. Czy przebije szklany ekran? Bo to jest właśnie marzenie polityków PiS – chcą zmienić media. Jak to mówi kandydat do Sejmu Krzysztof Czabański: „Po wyborach kierownictwo mediów publicznych będzie stworzone przez polityków i z politykami. Nie ma innej drogi, ktoś musi te media naprawić” („Rzeczpospolita”, 5 września).

Politycy PiS wiedzą, jak doprowadzić do uschnięcia mediów im nieodpowiadających. Odciąć je od reklam, a reklamy przekazywać telewizji Republika, Radiu Maryja – choć radio społeczne, to może się jakoś uda, „Naszemu Dziennikowi”, „Gazecie Polskiej” i innym tygodnikom niepokornym. Prawicowi naprawiacze mediów chcą zrobić porządki w mediach nie tylko publicznych, ale też prywatnych, nie swoich stacjach. Napisali list w formie donosu do właściciela jednej z nich.

Rewolucja będzie dotyczyła nie tylko telewizji, radia, ale także kultury.

Tygodnik „Polityka” cytuje Zbigniewa Ziobrę, który na jednym ze spotkań powiedział: „Państwo musi wydawać pieniądze na piękne, bohaterskie postawy w czasie II wojny światowej, nie na » Idę «czy » Pokłosie «”.

Pamiętam, że „Pokłosie” bardzo się nie podobało prezesowi Kaczyńskiemu, nie mówiąc o „Idzie”, która, jak wiemy, dostała Oscara.

„Polityka” pisze, jak to europoseł Tomasz Poręba w Mielcu powiedział, że PiS „nie dopuści do kręcenia hańbiących filmów o Polsce, które dyskredytują i obarczają za winy, których nigdy nie popełniliśmy”. Niestety nie wiem, jak będzie z książkami – czy będą wydawane tylko słuszne książki, a te, które już są, zostaną zmielone?

PiS naprawi sądownictwo – być może wyroki, z którymi się nie zgadza opinia publiczna bądź polityczna, będą zmieniane.

Zapewne czeka nas rewolucja w sprawie in vitro i aborcji, bo przecież prezes Jarosław Kaczyński w 2014 r. obiecał Bractwu Małych Stópek zaostrzenie ustawy.

Nie będzie gimnazjum, tylko powrócimy do szkoły podstawowej i liceum. Być może doczekamy się tego, że religia będzie przedmiotem maturalnym.

PiS nie pozwoli na rozprzestrzenianie się zarazy, którą mogą nam przynieść uchodźcy.

O sprawach gospodarczych już nie będę pisać, bo będziemy żyć w kraju mlekiem i miodem płynącym.

PiS zamierza zacząć od początku badanie katastrofy smoleńskiej, bo raport komisji Jerzego Millera do spraw jej wyjaśnienia należy spalić.

Polska musi być odzyskana, bo to będzie największa rewolucja od 1989 r. Trzeba wrócić do korzeni.

Ale na szczęście mamy wybór między ośmioma partiami.

Zobacz także

OlejnikPolska

CzyJarosław

wyborcza.pl

 

Upadki, wzloty i upadki Krzysztofa Rybińskiego. Czy zostanie ministrem finansów w rządzie PiS?

Wojciech Matusiak, współpraca: agko, 16.10.2015

Krzysztof Rybiński

Krzysztof Rybiński (ADAM STĘPIEŃ)

Zarządzany przez Krzysztofa Rybińskiego fundusz inwestycyjny Eurogeddon od momentu powstania przyniósł klientom straty. Czy PiS da mu szansę zarządzania finansami Polski?

Rybiński był przekonany, że w 2012 lub 2013 r. nastąpi armagedon gospodarczy. Postanowił na tym zarobić. Stworzył we współpracy z Opera TFI fundusz inwestycyjny Eurogeddon nastawiony na głęboki kryzys w strefie euro i spadki cen akcji. Nie trafiały do niego uwagi, że koniunktura na giełdzie może się odmienić. Zapowiadał, że Eurogeddon powinien przynieść 100-200 proc. zysku.

W zapleczu eksperckim PiS

Jednak już po kilku miesiącach pojawiły się straty, bo światowe giełdy wystrzeliły w górę. Nie pomogło zaklinanie rzeczywistości na blogu: „Nadchodzący upadek systemu”, „Gospodarka Niemiec tonie”, „Zaczyna się »perfect storm «?”. Zyskał dzięki temu przydomek „Doktor Zagłada”, ale giełda pozostała niewzruszona. Mało tego, główne indeksy na Wall Street i w Niemczech już w 2013 r. wyszły na historyczne szczyty. Inne tego typu agresywne fundusze też traciły.

Eurogeddon od lutego 2012 r., czyli od początku działalności, przyniósł klientom ponad 60 proc. straty. Były oczywiście momenty, że fundusz zarabiał – bo giełdy nie szły cały czas w górę. Ale jeśli ktoś wpłacił w 2012 r. do funduszu 200 tys. zł, dziś może wypłacić 80 tys. zł.

Rybiński się jednak nie zraził. Jego nowym pomysłem na życie stała się polityka. W czerwcu okazało się, że wszedł do eksperckiego zaplecza PiS. Wśród ekspertów, którzy mają uzupełniać program tej partii, jest najbardziej znanym ekonomistą. – Nie będzie to klasyczny „gabinet cieni”. To będzie zaplecze eksperckie, ludzie, którzy mogą znaleźć się w rządzie, ale mogą też z nami współpracować w inny sposób, np. pisać projekty ustaw czy tworzyć pogłębione analizy – tłumaczył PAP polityk z kierownictwa PiS.

Hiperaktywność w mediach

Rybiński rozpoczynał karierę jako informatyk – w tym zawodzie na początku lat 90. pracował w Japonii. Po powrocie do Polski skończył ekonomię, zrobił doktorat i habilitację. Zaczął pracę w ING Banku, na szerokie wody wypłynął w banku BPH. Szybko stał się ulubionym komentatorem dziennikarzy. Dobrze tłumaczył i nie przynudzał. Rybińskiego dostrzegł prof. Leszek Balcerowicz, w latach 2001-07 prezes NBP. Zaproponował mu stanowisko wiceprezesa banku centralnego. Szybko doszło między nimi do spięć. Poszło ponoć o zbyt częste wystąpienia w mediach i zbyt mało wyważone wypowiedzi. Balcerowicz miał nazwać go swoją największą pomyłką kadrową. Rybiński odszedł z NBP po czterech latach, przed upływem kadencji, bez podania przyczyn. Pracował w Ernst & Young, potem został rektorem prywatnej uczelni Vistula.

Nie zmieniła się jego hiperaktywność w mediach. Występował jako ekspert w gazetach i tabloidach. W 2011 r. przedstawiał się na blogu jako „najczęściej cytowany w mediach polski ekonomista”.

„Ryba” odpływa w prawo

Lektura jego bloga pokazuje, jak bardzo zmienił poglądy. Kiedy sprawował funkcję w NBP, nie odstawał od większości liberalnych ekonomistów. Dziś natomiast pisze, że Polska to „Demokratyczna Telerepublika Bolandii”, a Unia Europejska to „komunistyczna Brabancja, która daje Polsce jałmużnę w postaci środków na rozwój”.

Wypowiedział się w tak delikatnej materii jak katastrofa smoleńska – w raporcie Zespołu Ekspertów Niezależnych (poza Rybińskim jednym ze współautorów był gen. Sławomir Petelicki, twórca GROM, który w 2012 r. popełnił samobójstwo).

Raport obwinia za katastrofę rząd Donalda Tuska. Rybiński zraził sobie tym czytelnika „Wyborczej”. W odpowiedzi bluzgał na blogu. „Znalazłem list od czytelnika do »Wybiórczej «, który wzywa, żeby nie cytować Rybińskiego, bo napisałem prawdę o Smoleńsku. Lewactwo już chciało mi odbierać habilitację, a nawet zamordować i wywieźć do lasu w bagażniku, podobnie jak zamordowali Sławka Petelickiego. A teraz lewactwo wzywa do bojkotu. Wracają stare czasy, kiedyś były komuchy z Moskwy, a teraz są komuchy z Brabancji. Ale to podrygi wyrzyganej ostrygi, bo widać, że partie prawicowe i narodowe rosną w siłę, a tęczowi zwolennicy wielofunkcyjnego odbytu tracą” – pisał.

„Polską rządzą ćwoki”

Jeszcze w 2010 r. chciał doradzać w wyborach prezydenckich Andrzejowi Olechowskiemu. Tym razem szuka sukcesu z partią, która ma szansę na przejęcie władzy. „Mam nadzieję, że koalicja PiS i ruchu Kukiza (KuPiS?) utworzy jesienią dobry rząd dla Polski. Współpracowałem z prof. Glińskim i współtworzyłem z Kukizem Zespół Ekspertów Niezależnych” – napisał.

Z informacji „Wyborczej” wynika, że promować może go właśnie Gliński (przymierzany do stanowiska wicepremiera). Nieoficjalnie politycy PiS twierdzą, że szanse Rybińskiego na fotel ministra finansów są niewielkie, bo Kaczyński bałby się skandalu w związku ze stratami Eurogeddonu. Jednak ławka ekspertów gospodarczych PiS jest na tyle krótka, że może dostać inną posadę, np. w resorcie finansów albo NBP. Zasługi ma, bo przez ostatnie lata bezpardonowo krytykował rządzących. W ostatnim wpisie na blogu pisze, że „od ośmiu lat Polską rządzą ćwoki”.

Chwali za to prezydenta Andrzeja Dudę za wizytę w Chicago, bo – „w odróżnieniu od PO-wskich wasali, którzy bili pokłony i całowali dłonie i tyłki w Brabancji” – wybrał spotkanie ze zwykłymi ludźmi mieszkającymi za granicą. Zachęca też prezydenta, by po wizycie w USA odwiedził Polonię w innych państwach.

„Gdyby taki plan był realizowany, to z przyjemnością będę gościł prezydenta w największej uczelni ekonomicznej w Kazachstanie” – pisze. Rybiński ostatnio po raz kolejny zmienił pracę. Od lutego jest rektorem na Nowym Uniwersytecie Ekonomicznym w Kazachstanie.

Zobacz także

drZagłada

wyborcza.biz

Apetyt PiS na media. „Niepokorni” szykują się do zmiany władzy

Agnieszka Kublik, Iwona Szpala, 16.10.2015

Anita Gargas, Tomasz Sakiewicz, Jacek i Michał Karnowscy

Anita Gargas, Tomasz Sakiewicz, Jacek i Michał Karnowscy (Fot. Jacek łagowski, Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta, Piotr Grzybowski/SE/EAST NEWS)

Po wygranej PiS w wyborach media publiczne przejmie środowisko dziennikarzy „niepokornych”: Tomasz Sakiewicz, bracia Jacek i Michał Karnowscy, Anita Gargas. To oni mają kształtować w TVP i Polskim Radiu tożsamość Polaków.

– Zacznijcie się już pakować. Wracamy! – rzuciła zaraz po wygranych przez Andrzeja Dudę wyborach prezydenckich Katarzyna Adamiak-Sroczyńska do dziennikarzy z radiowej Trójki.

– Był początek sierpnia, wtedy wydawało nam się to głupią przechwałką – mówi jeden z dziennikarzy. – Teraz, gdy PiS nie ukrywa, że chce odzyskać media publiczne, wiemy, że mówiła prawdę.

Niepokorne media publiczne

Spekulacje dotyczą głównie środowiska dziennikarzy „niepokornych” i mediów, które firmowali przez ostatnie lata: TV Republika, Radia Wnet, „Gazety Polskiej” i jej politycznego tabloidu „Gazety Polskiej Codziennie”, portali Niezależna.pl, wPolityce.pl, tygodników „wSieci” i „Do Rzeczy”.

Często wymieniany jest Tomasz Sakiewicz. Jego „Gazeta Polska” z portalem Niezależna.pl i Klubami „Gazety Polskiej” od 2010 r. są na froncie walki o prawdę smoleńską.

Czytelnicy i klubowicze to zwolennicy teorii zamachowej, uczestnicy smoleńskich miesięcznic oklaskujący występującego tam Jarosława Kaczyńskiego. Prezes to docenia. Organizatorka miesięcznic, szefowa warszawskiego Klubu „GP” Anita Czerwińska, ma wysokie miejsce na liście PiS do Sejmu. Podobnie jak współpracująca z tym środowiskiem dziennikarka Joanna Lichocka.

– To świetna osoba, prezes ją lubi – mówi działaczka partii Kaczyńskiego. Czy ma szanse na szefowanie TVP? – Przecież zdeklarowała się, że chce działać w Sejmie, zostać politykiem – odpowiada.

Za to o samym Sakiewiczu mówią w PiS, że ma wejść do nowego zarządu TVP. – Razem z nim szykuje się dużo ludzi z TV Republika [to stacja założona kilka lat temu przez środowisko tzw. niepokornych]. Po ich transferze do TVP reszta załogi zostanie praktycznie na lodzie – twierdzi osoba blisko związana z Kaczyńskim.

– Redaktor Sakiewicz z pewnością nie jest ulubieńcem prezesa, tam grają rolę jakieś zaszłości – mówi nasz rozmówca. – Ich układ wynika głównie z kalkulacji politycznej. Zysk jest po obu stronach.

– Możliwe, że Sakiewicz za swoje zasługi wejdzie do władz TVP, ale nie będzie tam rozgrywającym, czyli prezesem – twierdzi nasz kolejny rozmówca z Nowogrodzkiej.

W PiS słychać, że ochotę na fotel prezesa telewizji ma Krzysztof Czabański – był szefem Polskiego Radia za czasów PiS, teraz to jedynka tej partii w Toruniu. Wymienia się też Jarosława Sellina, ale ponoć nie cieszy się on zaufaniem prezesa PiS.

W TVP ma być miejsce także dla wicenaczelnej „GP” Katarzyny Hejke. Ma dostać „ważny program publicystyczny”.

Na Woronicza ma wrócić też Anita Gargas, za rządów PiS szefowa publicystyki TVP i autorka filmów o katastrofie smoleńskiej. – Tym razem mówi się, że pani Anita zostanie dyrektorem TVP 1 – informuje polityk PiS.

W medialnej układance nieco słabszą pozycję mają ponoć bracia Jacek i Michał Karnowscy firmujący portal wPolityce.pl oraz tygodnik „wSieci”.

– Chodzi o SKOK-i i Biereckiego, który finansuje portal braci Karnowskich – informuje nasz rozmówca. – Kaczyński uważa, że senator i jego SKOK-i to kula u nogi.

Jak bardzo uwiera prezesa ten temat, pokazały ostatnie obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej. Kaczyński dziękował wszystkim, „bez których sprawa, o którą walczymy, byłaby nie do wygrania”. Wymieniał nazwiska niektórych księży, media o. Rydzyka, media Tomasza Sakiewicza. Karnowskich pominął.

Ale Karnowscy się starają. Np. w laudacji na cześć prezesa Kaczyńskiego – człowieka roku 2014 Forum Ekonomicznego w Krynicy – naczelny wSieci Jacek Karnowski mówił m.in.: „Sądzę, że prezes PiS chce, byśmy zapewnili dobrą przyszłość narodowi, bezpieczeństwo, dostatek, by wreszcie Polska stała się suwerenna”. Ogłosił też, że Kaczyńskiemu tytuł przyznano jednogłośnie. Nie była to prawda.

Portal wPolityce.pl nadal promuje Biereckiego. Niedawno przedrukował treść sądowej ugody między tygodnikiem „Wprost” a senatorem. Potem komentował: „Afera SKOK nigdy nie miała miejsca. Została wykreowana na potrzeby brudnej walki politycznej”.

– Jeden z Karnowskich coś w TVP może dostać, ale naprawdę nic jeszcze nie wiadomo – mówi osoba z PiS, która uczestniczy w partyjnych naradach. – Podlizywanie się, schlebianie prezesowi to istne szaleństwo, wiem, że wielu nie śpi po nocach, ale decyzji jeszcze nie ma.

Sprzeczne pogłoski dotyczą Krzysztofa Skowrońskiego, założyciela niszowego Radia Wnet i prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, wcześniej szefa radiowej Trójki w czasach, gdy radiem rządził Czabański. Część działaczy PiS twierdzi, że to właśnie on może pokierować publiczną telewizją.

Pewne jest, że dziennikarza cenią ludzie wiceprezesa PiS Mariusza Kamińskiego, którzy dominują w środowisku stołecznych radnych tej partii. Latem Skowroński z rekomendacji PiS dostał Nagrodę m.st. Warszawy jako osoba „szczególnie zasłużona dla stolicy”. Przed wyborami prezydenckimi był zaangażowany w sprawę ewentualnych fałszerstw. W wieczór wyborczy prowadził program z internetowego studia Ruchu Kontroli Wyborów, który równocześnie z PKW liczył głosy.

„Czy prezesem TVP może zostać ktoś z naszych?”

Poseł PiS Jacek Sasin, jak relacjonowała „Polityka”, na spotkaniu wyborczym w podwarszawskim Izabelinie usłyszał pytanie: „Jeśli wygramy wybory, to czy można to ruszyć, aby prezesem TVP został ktoś z naszych?”.

Można.

Sasin mówił, że PiS ma projekt, który naprawi ten stan rzeczy. – Wszystko jest zapisane w programie naszej partii – mówi Witold Kołodziejski, były szef KRRiT, dziś na listach PiS.

I zaprzecza, by był już gotowy projekt ustawy medialnej. – Rozmawiamy o szczegółach. Chcemy skończyć z regułą, że przy zmianie władzy przez media przechodzi huragan. Układ personalny musi być bardziej odporny, nieważne, czy rządzi PiS, PO czy SLD. Szukamy najlepszej formuły powoływania władz – mówi Kołodziejski. I dodaje „generalne przesłanie”: – Skończyć z formułą spółki handlowej, stworzyć instytucję kultury skupioną na misji.

To oznacza rozwiązanie obecnych spółek TVP i PR i powołanie nowych bytów. Mieliby nimi zarządzać prezesi wywodzący się „spośród autorytetów świata kultury i mediów”, wyłaniani w konkursach organizowanych przez ministra kultury. – Dziś w ogóle nie ma rozmów o personaliach – zapewnia Kołodziejski.

Kiedy to możliwe? Jeśli PiS zdobędzie większość, a potem szybko upora się z nową ustawą medialną – nowe władze poznamy na przełomie roku, wiosną do mediów wejdą nowi prezesi. Misją ma być „budowanie tożsamości narodowej”, dlatego też PiS media publiczne nazywa „narodowymi”.

Nagonka na Lisa

Z deklaracji polityków PiS, które słychać w kampanii wyborczej, wynika, że partii się spieszy. Odzyskanie mediów publicznych to dla PiS sprawa kluczowa, tym bardziej że Kaczyński jest bardzo czuły na ich przekaz. Krystyna Pawłowicz mówiła w Siedlcach: – Ludzie są kręceni, zwłaszcza przez dziennikarzy, którzy kłamią.

Symbolem starego porządku stał się Tomasz Lis. Sellin w „Gościu Niedzielnym” odebrał mu program „Tomasz Lis na żywo”. I zapowiedział, że po zwycięstwie PiS „ma ulec zmianie system zapraszania gości do programów publicystycznych”. Dziś, jak mówi Sellin, „problemem jest nadreprezentacja w programach informacyjnych i publicystycznych gości o poglądach skrajnie lewicowych czy feministycznych”.

Z TVP Lisa wyrzuca też Mariusz Kamiński. W Radiu Maryja mówił: – Jedno nazwisko symbolizuje zło, które dzieje się w TVP utrzymywanej z publicznych pieniędzy. Audycje tego człowieka przepełnione są nienawiścią do opozycji.

Czabański: – Nie ma dla niego miejsca w mediach publicznych. Jest funkcjonariuszem propagandowym wykonującym zadania zlecone przez władze.

Zobacz także

wyborcza.pl

zacznijcieSięPakować

 

PiS: Spalić raport komisji Millera w sprawie katastrofy smoleńskiej
Palić, palić
Szef sztabu wyborczego PiS potwierdził, że „należy spalić” raport tzw. komisji Millera dotyczący katastrofy smoleńskiej. Palić, palić. Dziś raporty. Jutro książki?

 

Stanisław Karczewski, szef sztabu wyborczego PiS, podpisał się pod słowami kandydatki swojej partii Małgorzaty Wassermann (typowanej skądinąd na ewentualnego ministra sprawiedliwości), że dotyczący katastrofy smoleńskiej raport tzw. komisji Millera „należy spalić”.

Zapewnił na dodatek, że pytającej go dziennikarce patrzy przy tym głęboko w oczy. I że sam by to zrobił, bo – jak stwierdził – „ten raport był zły”: napisany w dużej mierze zgodnie z rosyjską wersją Tatiany Anodiny.

Rzecz w tym, że, po pierwsze, raport Jerzego Millera – co ważne: człowieka, którego cała kariera w III RP dowodzi, iż może być wzorem urzędnika państwowego – poświęca akurat wiele miejsca nieprawidłowościom, jakim po katastrofie dopuścili się Rosjanie (zbagatelizowanych właśnie w wersji Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego Anodiny). Zwraca zresztą również uwagę na zaniedbania strony polskiej.

Zdumiewać też może, po drugie, że wicemarszałek senatu RP tak ostentacyjnie dezawuuje dokumenty sygnowane przez państwo polskie.

Po trzecie, taka wypowiedź wpływowego działacza PiS dowodzi, że temat katastrofy z kwietnia 2010 r. wciąż jest kluczowy zarówno dla zwolenników, jak prominentów tej partii. Owszem, w ramach kampanijnej taktyki ta retoryka została najpierw wyciszona. Ale teraz – wraz z poprawą notowań w sondażach – można do niej, jak widać, powrócić. Bo choć rzecznik/senator, dociskany, bohatersko stwierdził, że nie wie, czy pod Smoleńskiem doszło do zamachu, to zostawił sobie – i partii właśnie – otwartą ścieżkę do podjęcia tematu. Co się będzie działo po ewentualnym objęciu władzy (a więc państwowych mediów, organów ścigania itd.), można sobie wyobrazić.

Na koniec wreszcie Karczewski powołuje się na przypadek radomski (skąd został wybrany do parlamentu), gdzie – wedle jego relacji – dwa lata temu podczas pokazów Air Show doszło do wypadku „dwóch samolotów białoruskich” i „następnego dnia wszystkie szczątki zostały wywiezione”. Otóż w rzeczywistości białoruski SU27 (jeden, a nie dwa) rozbił się tam w 2009 roku. A i jego szczątków wcale nie przekazano Białorusinom tak szybko. To też świadczy o kompetencjach, związkach z wyborczym regionem i, po prostu, bałamuctwie polityka Karczewskiego.

PS Dr Karczewski (rzecznik wyborczy PiS chlubi się tym, że z wykształcenia jest lekarzem) pochwalił przy okazji wypowiedź swojego wodza, przepraszam: prezesa, jakoby ewentualni uchodźcy z Syrii i innych krajów mogli przynieść do Polski choroby zakaźne. Tym samym nawiązał do poziomu symbolizowanego przez Josepha Goebbelsa i nazistowskiej tezy, że to Obcy (wtedy Żydzi) roznoszą zarazę (wtedy tyfus). Gratulacje, panie lekarzu.

piSspalić

polityka.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: