Giertych (13.10.2015)

 

Kaczyński o uchodźcach: „Cholera w Grecji, dezynteria w Wiedniu, pasożyty…”. Celiński: „Mówiło się: te Żydki niosą tyfus”

jagor, 13.10.2015
Jarosław Kaczyński pytał dziś, czy to prawda, że są jakieś porozumienia dotyczące sprowadzenia do Polski stu tysięcy muzułmanów i ostrzegał: Cholera na wyspach greckich, dezynteria w Wiedniu… – Mówiło się: te Żydki niosą tyfus. Straszenie pasożytami to jest język nazizmu – przypomniał prezesowi PiS Andrzej Celiński, lider Partii Demokratycznej.
http://www.gazeta.tv/plej/19,147565,19019466,video.html?embed=0&autoplay=1

 

– Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie. Cholera na wyspach greckich, dezynteria w Wiedniu. Różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, a mogą tutaj być groźne. To nie oznacza, żeby kogoś dyskryminować, ale sprawdzić trzeba – mówił dziś Jarosław Kaczyński w Makowie Mazowieckim. Dodał, że oczekuje w tej sprawie stanowiska ministra zdrowia.

„Straszenie pasożytami to jest język nazizmu”

Według przewodniczącego Partii Demokratycznej Andrzeja Celińskiego, który był gościem w programie „Fakty po Faktach”, prezes Kaczyński celowo uważa takiego języka. W jego ocenie to przerażające, bo – jak mówił Celiński – Kaczyński jest politykiem mocno osadzonym w historii Polski.

– Mówiło się: te Żydki niosą tyfus. Straszenie pasożytami to jest język nazizmu. Kaczyński musi to wiedzieć, on nie jest idiotą. On używa tego argumentu albo z absolutną pogardą do Polaków, których ma za głupków, którzy nie znają w ogóle historii albo uważa, że cokolwiek powie niedobrego to i tak nie ma znaczenia – skwitował przewodniczący Partii Demokratycznej.

Dla Romana Giertych słowa prezesa PiS to rodzaj kompleksu.

– Jarosław Kaczyński jest osobą, która nie zna języków obcych. Po świecie porusza się tylko w ramach delegacji oficjalnych. Nie rozumie świata poza Polską. W związku z tym dla niego każda rzecz obca wydaje się niebezpieczna, wroga – mówił w „Faktach po Faktach” kandydat PO do Senatu.

Polska przyjmie ok. 7 tysięcy uchodźców

Polska przeznaczy 8 mln zł na unijny program pomocy uchodźcom. Pieniądze z krajów UE zostaną przeznaczone m.in. na dostawy żywności, wody czy środków czystości. – Takiej wymagano od nas deklaracji podczas ostatniej Rady Europejskiej; byłam w stałym kontakcie z ministrem spraw zagranicznych, jak również ministrem finansów. To jest ta kwota, którą ostatnio przyjęliśmy na Radzie Ministrów – powiedziała premier Ewa Kopacz, precyzując, że Polska przeznaczy na pomoc uchodźcom „dwa razy po 4 mln zł”.

Oprócz pomocy dla uchodźców przebywających poza UE dotychczas, po negocjacjach państw członkowskich, Unia zdecydowała o rozdzieleniu 120 tys. osób. Ustalono, że najpierw rozdzielonych zostanie 66 tys. uchodźców docierających do Włoch i Grecji, z czego Polsce – która już wcześniej zgodziła się na przyjęcie 2 tys. uchodźców – przypadnie ok. 5 tys. uchodźców. W sprawie relokacji 54 tys. osób, które według początkowych planów miały zostać przesiedlone z Węgier, zapadną odrębne decyzje Rady UE.

sąJuż

kaczyńskiOcholerze

gazeta.pl

Kopacz do Kaczyńskiego: Wiemy, jak wygląda wasz szacunek. W Sejmie traktowaliście nas jak trędowatych

kospa, pap, 13.10.2015

Ewa Kopacz

Ewa Kopacz ()Fot. Cezary Aszkieowicz / Agencja Gazeta)

– Jarosław Kaczyński chce władzy dla niej samej. Nie wierzę w jego słowa o woli pokojowej współpracy z opozycją po wyborach – odpowiada prezesowi PiS Ewa Kopacz. Według niej obietnice Jarosława Kaczyńskiego to „deklaracje, które w kampanii wyborczej składa się zupełnie bezkosztowo”. – Jeśli PiS chciałby realizować swoje pomysły, to rozwali tak finanse publiczne, że za chwilę będziemy mieli znowu kryzys – przestrzega.

Wizję rządów po wygranych przez PiS wyborach nakreślił dziś Jarosław Kaczyński podczas wizyty w Koninie. Prezes zaproponował Polsce „rząd, który będzie miał mocne, jednolite poparcie w parlamencie, rząd, który będzie dobrze współpracował z prezydentem”.

– Proponujemy większość parlamentarną, która będzie szanowała opozycję. Czyli nie wojna, ale praca. Praca nad tym, żeby Polska mogła się szybko rozwijać – przekonywał Kaczyński.

Mówiąc o szacunku wobec opozycji, Kaczyński podkreślił: – Nawet tę, która nas tak atakowała i – mogę nawet powiedzieć – gryzła w ciągu tych lat.

Prezes PiS podkreślił, że demokracja wymaga także dobrze funkcjonującej opozycji. – Szef opozycji w normalnym demokratycznym kraju to jest ktoś bardzo wysoko postawiony. W Polsce bardzo często był traktowany, jakby był jakimś antypaństwowym działaczem. My tego nie będziemy robić. Nie będzie tutaj żadnego odwetu – zapewnił.

Kopacz: PiS chce władzy za wszelką cenę. Źle, gdy chce się władzy dla władzy

O te deklaracje zapytali Ewę Kopacz dziennikarze podczas konferencji szefowej rządu w Szczecinie. – Trochę się z panem Jarosławem Kaczyńskim znamy. Wiemy, jak z tym szacunkiem jest, i to nie tylko wtedy, kiedy są w opozycji, ale też wtedy, kiedy rządzili, wiemy, jak ten szacunek wyglądał – odpowiedziała premier.

Jak dodała, rząd PO-PSL niekiedy prosił, żeby w słusznych sprawach parlamentarzyści PiS stanęli ponad politycznymi podziałami i poparli dobre rozwiązania. – Ale nie zdarzyło się to. Dla zasady, tylko dlatego, że byli w opozycji, mówili „nie”. Zawsze było „nie”, bo oni są w opozycji. Zasłaniali się jednym: „To jest święte prawo opozycji” – zaznaczyła szefowa rządu. Według niej PiS właśnie tak rozumie „tę dobrą współpracę z opozycją i dobre działanie na rzecz Polaków”.

Premier uważa, że lider PiS „chce władzy za wszelką cenę”. – Źle się dzieje i to jest szkodliwe, kiedy władzy chce się dla władzy, a nie, by realizować dobre pomysły dla Polaków – podkreśliła szefowa rządu.

„PiS nie jest w stanie zrealizować swoich obietnic. Budżet już został przyjęty”

Według niej Polacy dzisiaj słyszą od PiS „tylko i wyłącznie obietnice, których i tak po wyborach PiS – nawet gdyby wygrał wybory – nie jest w stanie zrealizować, bo budżet został już przyjęty przez Radę Ministrów”.

– Nawet gdyby chcieli nowelizować ten budżet, to w dalszym ciągu ustawowo wisi nad nami reguła wydatkowa. Mimo że Komisja Europejska zniosła z nas procedurę nadmiernego deficytu, ale my sami nałożyliśmy na siebie pewnego rodzaju dyscyplinę po to, aby nie zepsuć tych naprawionych finansów publicznych – mówiła premier.

Jak zaznaczyła, „jeśli PiS chciałby realizować swoje pomysły – które dzisiaj po złożeniu projektu budżetu nie mają żadnego pokrycia w pieniądzu – to rozwalą tak finanse publiczne, że za chwilę będziemy mieli znowu kryzys”.

– Nie wierzę w te obietnice i nie wierzę również w to, że Kaczyński chce zrobić cokolwiek innego ponad to, że chce władzy dla władzy. Nie wierzę również w takie przyjazne relacje między opozycją a rządzącymi. Życie trochę uczy i doświadczenie nakazuje zachowanie w pamięci rzeczy, które są zarówno dobre, jak i złe – podkreśliła premier.

Przyjazny PiS? „Cała reszta to dla nich jest inny gatunek Polaków”

Według niej o tym, jak przyjazne jest nastawienie polityków PiS do rządzących, świadczy chociażby ich zachowanie w codziennych relacjach. – Elementarne zasady dobrego wychowania nakazują, że kiedy się kogoś mija na korytarzu, a zna się go kilka lat z pracy w parlamencie, to jest obowiązek przynajmniej kiwnąć głową lub powiedzieć „dzień dobry”, lub wejść do tej samej windy, a tego się boją, jakbyśmy byli trędowaci – mówiła Kopacz.

Jak podkreśliła, nie wierzy w to, że politycy PiS „nagle zmienią swoje nastawienie do ludzi z PO, których potrafią nazywać bardzo niesympatycznie”. – Nie wierzę w to. Mają taką po prostu naturę i uważają, że najlepsi to tylko ci, którzy są albo w PiS, albo popierają PiS. Cała reszta to dla nich jest inny gatunek Polaków. Nie zmienią swej natury, jestem o tym przekonana – powiedziała premier.

Według niej słowa prezesa PiS „to są tylko deklaracje, które w kampanii wyborczej składa się zupełnie bezkosztowo, bo można obiecać wszystko i można wmawiać wszystko”. – Potem życie to weryfikuje. Niestety, niekiedy jest za późno, kiedy ludzie dochodzą do wniosku, że ktoś ich nabrał – dodała szefowa rządu.

W opublikowanym dzisiaj spocie PiS „Ewa & Przyjaciele” PiS mówi jasno: „25 października nie wpuśćmy ich do Sejmu”.

Zobacz także

KopaczDoKaczyńskiegoTraktowaliście

wyborcza.pl

Debata Kopacz-Szydło 19 października o godz. 20. Troje prowadzących i trzy bloki tematyczne

jagor, PAP, 13.10.2015
W poniedziałek 19 października o godz. 20 odbędzie się telewizyjna debata przedwyborcza między premier Ewą Kopacz a wiceprezes PiS Beatą Szydło.

Beata Szydło | Ewa Kopacz

Beata Szydło | Ewa Kopacz (TOMASZ PIETRZYK | SŁAWOMIR KAMIŃSKI/AG)

Przedstawiciele sztabów PiS i PO we wtorek rozmawiali nt. szczegółów debaty.

Kraśko, Pochanek i Gugała

Debatę ma poprowadzić troje dziennikarzy: Piotr Kraśko (TVP), Justyna Pochanke (TVN) i Jarosław Gugała (Polsat). Jak poinformował szef sztabu PiS Stanisław Karczewski, w debacie przewidziana jest możliwość interakcji, czyli zadawania pytań i odnoszenia się do wypowiedzi; przewidziana jest też swobodna wypowiedź na zakończenie.

Trzy bloki tematyczne

Dyskusja ma być podzielona na trzy bloki tematyczne: sprawy gospodarcze i społeczne, polityka zagraniczna i obronność oraz ustrój państwa i polityka.

– Będą po trzy pytania dziennikarzy, do jednej i drugiej pani. Ustaliliśmy, że będą bardzo precyzyjnie, w podobny sposób zadawane przez dziennikarzy. Po każdym bloku będzie jedno pytanie z jednej i z drugiej strony. Na pytanie będzie 30 sekund, 60 sekund na odpowiedź i 30 sekund na ripostę. Riposta na ripostę to kolejne 30 sekund – poinformował Karczewski.

Jak dodał, wiceprezes PiS Beata Szydło będzie stała po lewej stronie, a premier Ewa Kopacz po prawej.

PO: Szkoda, że prezes Kaczyński nie stanął do debaty

Zadowolony z wtorkowych ustaleń jest szef sztabu PO Marcin Kierwiński. – Dobrze, że dojdzie do debaty między Platformą i PiS-em. Oczywiście możemy ubolewać, że pan prezes Jarosław Kaczyński nie zdecydował się stanąć do tej debaty, ale pani premier cały czas podkreślała, że jest gotowa debatować także ze wskazaną przez niego osobą – powiedział Kierwiński.

Podkreślił przy tym, że Platforma podchodzi do telewizyjnego starcia z wiceszefową PiS „w pełni zmobilizowana”. – Pani premier Ewa Kopacz jest politykiem bardzo doświadczonym, pełniącym najważniejsze funkcje w państwie, więc to daje jej taką szerszą wiedzę na temat tego, jak ma wyglądać Polska po wyborach 25 października – ocenił.

PiS chciał formatu „na stojąco”

Jak podaje serwis 300polityka.pl, wiceprezes PiS i szefowa Platformy Obywatelskiej, będą stać w trakcie debaty. A PO miało zależeć na formacie siedzącym – twierdzi serwis. Podobno dyskusja na ten temat zajęła sztabowcom główną część 5-godzinnego spotkania w TVP.

Wcześniej trzy największe ogólnopolskie telewizje zaproponowały sztabom PO i PiS, by debata odbyła się w niedzielę, 18 października, jednak we wtorek przedstawiciele obu ugrupowań uzgodnili nowy termin – dzień później.

20 października zaplanowana jest z kolei debata telewizyjna, w której mają wziąć udział przedstawiciele ośmiu ogólnopolskich komitetów wyborczych, których kandydaci startują w wyborach 25 października. To wyborcze starcie również pokażą wspólnie: TVP, TVN i Polsat.

 

NaSiedzącoCzyNaStojąco

gazeta.pl

Epidemie w głowie prezesa

Michał Rolecki, 13.10.2015

Kościelisko. Protest mieszkańców Podhala przeciw przyjmowaniu uchodźców z Bliskiego Wschodu

Kościelisko. Protest mieszkańców Podhala przeciw przyjmowaniu uchodźców z Bliskiego Wschodu (Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta)

Są co najmniej trzy powody, dla których zagrożenie epidemią ze strony uchodźców, o którym Jarosław Kaczyński mówił na spotkaniu wyborczym w Makowie Mazowieckim, jest tylko jego wyobrażeniem.

Pierwszym jest długa podróż uchodźców do Europy. Nikt poważnie chory nie jest w stanie jej przetrwać, jeśli zachoruje po drodze – także nie dotrze do celu.

„To ludzie zdrowi, silni. Muszą tacy być, żeby stawić czoło tym cierpieniom. Inaczej nie doszliby do Libii, na brzeg. Nie przetrwaliby oczekiwania na łódź, nie wypłynęli w morze. Choroby, które u nich diagnozujemy, są związane głównie z trudną podróżą. Odwodnienie, hipotermia, okaleczenia. Najwięcej pracy mamy przy oparzeniach, zwłaszcza chemicznych, spowodowanych paliwem. Oczywiście zdarzają się ludzie z cukrzycą czy z chorobami krążenia, ale w większości przypływający są zdrowi. Zdrowsi niż Europejczycy” – mówi w reportażu Jarosława Mikołajewskiego dr Pietro Bartolo, który bada uchodźców na włoskiej Lampedusie.

To pierwszy z „filtrów epidemiologicznych”, przez który przechodzą.

Co więcej, docierający do Europy imigranci są poddawani badaniom lekarskim. Ci, którzy przybędą do Polski z innych krajów europejskich (Grecji i Włoch), otrzymają też specjalny dokument „fit to travel”, czyli „zdolny do podróży”. Bez niego nie zostaną wpuszczeni nawet na pokład samolotu. To filtr drugi.

Wreszcie, wszyscy uchodźcy przybywający do Polski są poddawani badaniom lekarskim w ośrodkach recepcyjnych, czyli tych, do których są kierowani z granic naszego kraju. To filtr trzeci.

Kaczyński mówi o 100 tys. uchodźców, którzy mają trafić do Polski, choć na razie rząd zgodził się na niecałe 7 tys. Dla porównania, liczbę przebywających w Polsce Ukraińców szacuje się na około pół miliona. A przybywających do Polski ze wschodu nie poddaje się rutynowo kontrolom lekarskim. Duża część z nich to osoby przebywające w kraju nielegalnie, a więc znajdujące się w ogóle poza systemem opieki medycznej. Służba zdrowia na Ukrainie jest niedofinansowana, a według danych Światowej Organizacji Zdrowia odsetek zakażeń wirusem HIV, gruźlicą (w tym szczepami antybiotykoopornymi, ponieważ za czasów Związku Radzieckiego antybiotyki były dostępne bez recepty) czy przypadków polio jest znacząco wyższy niż w Polsce i innych krajach naszego regionu.

Mimo to żadna epidemia z Ukrainy nigdy do nas nie dotarła. Może jednak wcale nie jest tak łatwo wywołać epidemię? Chyba że chodzi o epidemię strachu. Tę wywołać znacznie łatwiej.

Co więcej, każdego roku miliony Polaków jeżdżą też na wakacje do egzotycznych krajów. Także do Afryki, gdzie choroby biegunkowe, o których wspominał Kaczyński, zabijają więcej ludzi niż jakiekolwiek inne.

Gdzie te epidemie przywleczone do Polski? Cóż, wyłącznie w wyobrażeniach prezesa PiS. On lubi straszyć. Żeby uniknąć zakażeń biegunkowych, wystarczy zachować higienę. Kaczyńskiemu też przydałaby się higiena. Umysłowa.

Zobacz także

kaczyńskiBoiSię

wyborcza.pl

 

Tekst stary, ale jakże aktualny.

otóżOświadczam

Polityczna ziemia PiS

Adam Zadworny, 13.10.2015

Przed szczecińską siedzibą ANR i budynkiem prokuratury okręgowej demonstrowali wczoraj

Przed szczecińską siedzibą ANR i budynkiem prokuratury okręgowej demonstrowali wczoraj „w obronie polskiej ziemi” rolnicy (ŁUKASZ WĄDOŁOWSKI)

Szczecińska prokuratura ujawnia: uczestników zmowy przetargowej, których broni PiS i biskup związany z Radiem Maryja, obciążają podsłuchy.

Prokuratura Okręgowa w Szczecinie postawiła 11 rolnikom i jednemu urzędnikowi Agencji Nieruchomości Rolnych zarzuty utrudniania i zakłócania przetargów na sprzedaż państwowej ziemi. Prokuratura twierdzi, że przetargi były ustawiane – tracił skarb państwa i inni rolnicy, których uczestnicy przestępczej zmowy mieli nie dopuszczać do licytacji. Ośmiu rolników zostało tymczasowo aresztowanych (do wczoraj w areszcie było czterech), a czterej inni mają dozór policji (ci przyznali się do przestępstw).

W obronie rolników występuje PiS oraz metropolita szczecińsko-kamieński, związany z Radiem Maryja biskup Andrzej Dzięga.

PiS od początku z powiatowej afery robił sprawę polityczną. Jarosław Kaczyński mówił w sobotę: „To próba zastraszenia polskich rolników, żeby oni polskiej ziemi nie kupowali. Żeby polska ziemia była dla cudzoziemców”.

– Jeżeli przestępstwem ma być to, że rolnik chce kupić ziemię po cenie rynkowej, która zostaje ustalona przez rzeczoznawców ANR, to za chwilę będzie przestępstwem to, że polski rolnik chce uprawiać ziemię – straszył wczoraj Joachim Brudziński, szef zachodniopomorskich struktur PiS i szef komitetu wykonawczego tej partii.

I próbował podważać wiarygodność świadków prokuratury: – Pretensje mają ci, co robią za tzw. słupy, czyli ci, co są wystawiani przez przedstawicieli międzynarodowych korporacji finansowych skupujących ziemię.

Jednak według naszych informacji z ANR i policji jest inaczej: osoby, które składały skargi, to zwykli rolnicy, którzy nie chcieli brać udziału w zmowie przetargowej.

Wczoraj prokuratura też zorganizowała konferencję prasową. – Jesteśmy niezależni, a w swoich działaniach nie kierujemy się kalendarzem wyborczym – zapewniała prok. Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Niezawisły sąd podzielił nasze argumenty, uznając, że opisane w zarzutach przestępstwa są wysoce prawdopodobne, a podejrzani mogą mataczyć, czyli np. nakłaniać do składania fałszywych zeznań.

Prokuratura ma analizę świadczącą o tym, że na licytacjach ziemi, na których zmowy nie było, ziemię kupowano nawet za ceną dwukrotnie wyższą od wywoławczej. Tam, gdzie zmowa była, ziemia szła za cenę minimalną.

Prokuratura po raz pierwszy przyznała oficjalnie w poniedziałek, że podejrzanych obciążają podsłuchy rozmów telefonicznych („Wyborcza” ujawniła to w ubiegłym tygodniu). Wynikało z nich, że na wiele dni przed licytacją członkowie grupy wiedzieli już, kto i za ile kupi daną działkę.

– To zwykła powiatowa afera, której uczestnikom chodziło o swój prywatny interes – słyszymy od jednej z osób zaangażowanych w śledztwo. – Ten, który miał wygrać, oferował kwotę minimalną, a pozostali rezygnowali z licytacji.

Początkiem śledztwa było zawiadomienie z ANR.

Wczoraj pod jej siedzibę zajechało 60 ciągników uczestników protestów „w obronie polskiej ziemi”.

„Złodziej! Złodziej!” – skandowali pod adresem dyrektora agencji. I wręczyli petycję, w której dali mu tydzień na złożenie dymisji. „Donos do prokuratury nie mieści się w chłopskiej mentalności” – czytamy m.in. w petycji do dyrektora.

Spod siedziby agencji kolumna maszyn rolniczych wyruszyła pod budynek szczecińskiej prokuratury okręgowej. Niektórzy z uczestników protestu twierdzą, że ich koledzy umawiali się w sprawie przetargów, aby nie zadłużać swoich gospodarstw.

Śledztwo i zmowa dotyczą gmin Pyrzyce i Lipiany, gdzie ziemia jest wyjątkowo żyzna. W myśl ustawy przetargi ANR miały charakter ograniczony – mogli do nich stawać tylko mieszkańcy gmin, w których leży wystawiona na sprzedaż ziemia.

Przebywająca na Pomorzu Zachodnim premier Ewa Kopacz także była pytana o sprawę aresztowanych rolników: – Prokuratura jest niezależna i nie chciałabym, aby jakikolwiek premier, niezależnie od tego, kto nim jest, wpływał na prokuraturę.

Zobacz także

wyborcza.pl

Sellin już nie chce wyrzucać Lisa z TVP. „Decyzja w rękach szefa TVP”

klep, 13.10.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,130517,19014928,video.html?embed=0&autoplay=1
Jeszcze przed tygodniem Jarosław Sellin z PiS sugerował, że Tomasz Lis nie powinien już prowadzić programu w TVP. Teraz jest już mniej radykalny. – Takie decyzje leżą w rękach szefa TVP, a nie polityka – zaznaczył, powołując się na kontrowersyjny wywiad.

 

Sellin zaznaczył w Poranku Radia TOK FM, że już w kontrowersyjnym wywiadzie zastrzegał, że to nie do niego należy decydowanie o polityce kadrowej w TVP.

Po chwili jednak polityk znów uderzył w Lisa. – W najważniejszej telewizji w Polsce najważniejszy program polityczny powinien prowadzić człowiek, który się na polityce zna. A jeśli robi to człowiek, który jeszcze w lutym mówił, że wybory prezydenckie są rozstrzygnięte i wygrał je Komorowski, to mam prawo twierdzić, że z kompetencjami w ocenie rzeczywistości politycznej, trendów społecznych ten publicysta ma jakiś problem – stwierdził Sellin.

 

Zobacz także

sellinJużNieChce

TOK FM

Sellin znów o Lisie: „Czy TVP nie ma innych dziennikarzy?”. Wróbel: „Ludzie chcą Lisa, nie innych dziennikarzy”

klep, 13.10.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,19014902,video.html?embed=0&autoplay=1
Jarosław Sellin w Poranku Radia TOK FM wrócił do kwestii (przez niego niepożądanej) obecności Tomasza Lisa w TVP. Pytając, czy nie znalazłby się ktoś, kto mógłby go zastąpić.

 

– Dlaczego najważniejszych programów w telewizji publicznej nie mogą prowadzić jej dziennikarze? Czy telewizja publiczna nie ma dobrych dziennikarzy rozumiejących politykę? – dziwił się w Poranku Radia TOK FM Jarosław Sellin z PiS. – Ale ludzie chcą oglądać Lisa, a nie dobrych dziennikarzy – zauważył Jan Wróbel, prowadzący audycję.

W ubiegłym tygodniu Sellin zasłynął „wyrzucaniem” Tomasza Lisa z TVP >>>

Zobacz także

 

sellinZnówOlisie

TOK FM

kukizKrytykujePAD

„Wymienią wszystkich do poziomu sprzątaczek w firmach państwowych”. Kim przestrzega przed żądzą rewanżu w PiS

klep, 13.10.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,145400,19014976,video.html?embed=0&autoplay=1
– Widzimy ogromną chęć rewanżu po stronie PiS – wskazywała w Poranku Radia TOK FM Renata Kim z „Newsweeka”.

 

Renata Kim nawiązała w Poranku Radia TOK FM do koncepcji koalicji czterech partii przeciwko PiS, o której pisał w „Newsweeku” Tomasz Lis.

– Potencjalni członkowie koalicji anty-PiS rzeczywiście są nadzieją, by nie odpuścić do aktów rewanżu, zemsty, by nie wymienić wszystkich do poziomu sprzątaczek w telewizji publicznej, w radiu, spółkach skarbu państwa i wszystkich instytucjach, gdzie politycy mają coś do powiedzenia – mówiła publicystka.

 

Zobacz także

 

wymieniąWszystkich

TOK FM

Godziny rektorskie na politechnice. Na modlitwę

Anna Królak, Michał Kwiatkowski, 12.10.2015

Krzyż na Politechnice Łódzkiej

Krzyż na Politechnice Łódzkiej (archidiecezja.lodz.pl)

Studenci Politechniki Łódzkiej dostali dwie godziny wolnego. Uczelnia ogłosiła godziny rektorskie, „żeby nauka nie przeszkadzała we wspólnej modlitwie”.

W sali widowiskowej uczelni w poniedziałek zorganizowano uroczystość przyjęcia Krzyża Światowych Dni Młodzieży i Ikony Matki Bożej. Symbole Światowych Dni Młodzieży rozpoczęły swoją peregrynację po archidiecezji łódzkiej 3 października. Przez dwa tygodnie odwiedzą wszystkie dekanaty archidiecezji. Oprócz Politechniki będą w szkołach, szpitalach, zakładach karnych, ośrodkach wychowawczych i na placach miast.

Studenci zdziwieni

Ogłoszenie godzin rektorskich chwilę przed rozpoczęciem zajęć nie spodobało się studentom. – Mam nadzieję, że przyszłoroczny łódzki Marsz Równości odbędzie się w normalny dzień pracy i władze wydziału (albo, o zgrozo, całej uczelni!) również postanowią dać nam z tego powodu chwilę wytchnienia – pisze na Facebooku Adam, student kierunku menedżerskiego. – Dużo jestem w stanie zrozumieć. Nikomu do łóżka nie zaglądam, nikogo krzyżem nie okładam, nawet nie wypytuję, na kogo ktoś głosował. Tylko dlaczego organizacja, która jest poważną uczelnią państwową z niezłym dorobkiem naukowym, bawi się w coś takiego?

O odpowiedź chcieliśmy poprosić Ewę Chojnacką, rzeczniczkę prasową uczelni, ale nie znalazła dla nas czasu.

Jażdżewski: „Krok w dobrym kierunku”

O komentarz poprosiliśmy więc Leszka Jażdżewskiego, współorganizatora akcji „Świecka szkoła”. – Ogłoszenie godzin dziekańskich „aby umożliwić” udział w „spotkaniu” przy znakach Światowych Dni Młodzieży – Krzyżu oraz Ikonie Matki Bożej Salus Populi Romani trzeba uznać za krok w dobrym kierunku – ironizuje Jażdżewski. – Nie ma powodu, żeby studentom nauka przeszkadzała w tym, co w końcu na Politechnice najważniejsze, czyli w spotkaniach przy ikonie.

Malkontentom, którzy mogą podnosić skompromitowaną ideologię państwa neutralnego światopoglądowo (obecną wciąż niestety w naszej Konstytucji) jako argument za tym, żeby nie czynić z przestrzeni uczelni wyższych miejsc kultu żadnej religii czy przestrzeni do propagandy jakiejkolwiek ideologii, należy dać twardy odpór. Wiadomo przecież, że budynek niepoświęcony w Polsce długo nie postoi, a i przyszłemu inżynierowi zamiast trenowania całek lepiej zrobi modlitwa.

Religii nigdy za wiele

– Warto pomyśleć o kolejnych krokach, które pozwoliłyby społeczności akademickiej Politechniki Łódzkiej jeszcze aktywniej włączyć się w Światowe Dni Młodzieży – proponuje Jażdżewski. – Dlaczego nie ogłosić obowiązkowego udziału w zajęciach na ocenę z „wejściówką” sprawdzającą stan wiedzy na temat modlitw (na rozgrzewkę Pięć Przykazań Kościelnych, a potem podnieść nieco poziom Darami Ducha Świętego i Radami Ewangelicznymi) i normalnym pełnoprawnym egzaminem na koniec? Wprawdzie katechezy w szkole podstawowej i średniej jest więcej niż biologii, chemii czy fizyki (razem wziętych), ale na Politechnice religii nigdy za wiele!

Wybory parlamentarne 2015. Oceniamy łódzkich posłów na Sejm

godzinyRektorskie

lodz.wyborcza.pl

„Newsweek” opublikował „poufny” raport bez podania autora. Ale ten ujawnił się sam…

past, 13.10.2015
Zalewie kilka godzin po publikacji najnowszego „Newsweeka” okazało się, że autorem „poufnego” raportu, na podstawie którego powstał okładkowy artykuł tygodnika, jest Roman Giertych. Prawnik sam napisał o tym na Facebooku, potwierdzając wcześniejsze spekulacje.

Roman Giertych

Roman Giertych (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

W artykule „Zniszczyć rząd” autorka stawia tezę, że za aferą podsłuchową mogli stać ludzie związani z Prawem i Sprawiedliwością. Te i inne wnioski, dotyczące m.in. rzekomych nieprawidłowości w śledztwie, stawia m.in. na podstawie „poufnego” raportu, którego źródła nie podano.

Jednak zaledwie godziny po publikacji „Newsweeka” Roman Giertych poinformował na Facebooku i Twitterze, że to jego kancelaria prawna przygotowała „poufny” raport. Tygodnik został skrytykowany za ukrywanie źródła.

dzisiajNewsweek

„Dzisiaj ‚Newsweek’ opublikował obszerne fragmenty z raportu zespołu adwokatów mojej kancelarii skierowanego do Prokuratora Generalnego” – napisał na Facebooku Giertych. Dalej wyjaśnia, że raport stanowi „część uzasadnienia wniosku o odebranie sprawy śledztwa podsłuchowego dotychczasowym prokuratorom.”

– Nie chodzi o to, kto napisał raport, lecz liczy się jego merytoryczna zawartość. Raport broni się sam i myślę, że taka była motywacja redakcji „Newsweeka” – mówi Giertych branżowemu portalowi press.pl.

Tomasz Lis krótko odniósł się do zarzutów o nierzetelność na Twitterze. „Niektórym prawoskrętnym redaktorom nie podoba się raport Giertycha. Z tekstem tylko nie polemizują. Za długi?”, napisał redaktor naczelny „Newsweeka”.

niektórymPrawoskrętnym

Giertych pyta Seremeta: „Jak można nie zbadać wątku…”

W swoim wpisie Giertych powtarza niektóre tezy, zawarte w artykule „Newsweeka”. „Uważam, że fakt utajnienia większości kluczowych dowodów w tej sprawie jest jednym z największych skandali politycznych ostatnich lat”, ocenia prawnik. „Próba sprowadzenia motywu działania sprawców do rzekomego wątku biznesowego w kontekście utajnionych dowodów jest zwykłą farsą” – dodaje.

Giertych zadaje też pytania Prokuratorowi Generalnemu. „Skoro kelnerzy zeznawali, że zamiarem Marka F. było obalenie rządu i pomoc PiS-owi dojść do władzy, (…) to jak można nie zbadać wątku, że ten zrobił kto zyskał, który stanowi fundament każdego śledztwa karnego od czasów starożytnego Rzymu?”, pisze prawnik.

 

newsweekOpublikował

gazeta.pl

Reklamy