Kaczyński (14.10.2015)

 

Korwiniści zakłócili konferencję Ryszarda Petru. Trąbili tak długo, że ekonomista nie mógł przemówić

Działacze Partii KORWiN zakłócili konferencję Ryszarda Petru
Działacze Partii KORWiN zakłócili konferencję Ryszarda Petru Fot. naTemat

W związku z Dniem Nauczyciela Ryszard Petru chciał przemówić przed warszawskim liceum im. Jana Zamoyskiego, by przedstawić przybyłym tam dziennikarzom propozycje zmian w Karcie nauczyciela. Lider Nowoczesnej nie zdołał jednak przedstawić swojego stanowiska. Konferencję zakłócili bowiem działacze Koalicji Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja (KORWiN).

– Jeszcze przed briefingiem Petru podszedł do Korwinistów i poprosił, by umożliwili mu spokojne przeprowadzenie briefingu. Obiecał, że później z nimi porozmawia – relacjonuje nasz reporter Kamil Sikora, który był na miejscu. – Korwiniści odmówili i gdy tylko Petru zaczął mówić, stanęli za nim i zaczęli trąbić. Przy okazji złamali prawo, bo weszli na teren szkoły, a nie można w nich prowadzić kampanii wyborczej – dodaje nasz dziennikarz.

Według jego relacji prowadzenie konferencji było na tyle utrudnione, że Petru znacząco skrócił swoje wystąpienie, a na pytania dziennikarzy postanowił odpowiadać indywidualnie, spacerując z nimi wokół liceum Zamoyskiego, pod którym zorganizował briefing. – Działacze partii KORWiN narzekali, że nie są pokazywani w mediach, ale kiedy Petru zaproponował im, żeby powiedzieli coś do kamer, nie mówili nic o programie, tylko o tym, że telewizje ich nie pokazują – opowiada Kamil Sikora.

L

Korwiniści byli wyposażeni w transparent oraz trąbki, za pomocą których zagłuszali wystąpienie polityka przemawiającego przed Ryszardem Petru. Ich wysiłki były na tyle skuteczne, że sam ekonomista przerwał konferencję.

– Ciężko prowadzi się konferencję w takich warunkach. Jeśli ktoś ma pytania, proszę je zadawać indywidualnie – powiedział Petru do dziennikarzy. Następnie lider Nowoczesnej zwrócił się do zakłócających konferencję nieprzyjaciół.

– Gratuluję trąby, brawo KORWiN! – wykrzyczał Petru. Ekonomista zachęcał jednego z działaczy KORWiN do zaprezentowania przed kamerami propozycji ugrupowania Janusza Korwin-Mikkego. Propozycja została odrzucona.

naTemat.pl

 

 

 

Stonoga znów szaleje w sieci. Opublikował kilka tysięcy maili Ryszarda Petru i Nowoczesnej

Zbigniew Stonoga opublikował maile Ryszarda Petru i Nowoczesnej
Zbigniew Stonoga opublikował maile Ryszarda Petru i Nowoczesnej Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Najpierw były akta śledztwa w sprawie afery podsłuchowej, teraz TO. Zbigniew Stonoga opublikował na Facebooku prawie 170 stron dokumentów zawierających treść wewnętrznej korespondencji mailowej w Nowoczesnej Ryszarda Petru.

Wszystko wskazuje na to, że zamieszczone przez Stonogę wiadomości mailowe są autentyczne. Link do materiałów co prawda szybko zniknął z Facebooka (prawdopodobnie został zablokowany), ale dokumenty mimo wszystko są dostępne w sieci. Internauci szybko do nich dotarli i choć na razie trudno powiedzieć, czy jest w nich cokolwiek kompromitującego dla Petru i Nowoczesnej, już sam fakt wycieku uznają za kompromitację. Niektórzy twierdzą nawet, że taki materiał na niespełna dwa tygodnie przed wyborami może być przesądzający o losach formacji Petru.

Na pierwszy rzut oka wygląda, że maile dotyczą tego, co można nazwać właśnie „kuchnią polityczną”: kampanijnych planów, strategii, logistyki. Jest też jeden ciekawy wątek dotyczący samego Stonogi. W jednym z maili pojawia się informacja, że biznesmen wprowadził swoich agentów do innych partii politycznych.

„Będziemy monitorować wątek. Na chwilę obecną rekomendujemy wypracowanie przez partię stanowiska w tej sprawie na wypadek ewentualnych pytań ze strony internautów/dziennikarzy” – pisał działacz Nowoczesnej, obawiając się aktywności Stonogi. Dziś potwierdza się, że te obawy były słuszne.

Podobne publikacje to specjalność Stonogi. Przypomnijmy, że biznesmen wywołał poważny kryzys polityczny publikując akta śledztwa w sprawie afery podsłuchowej. W ten sposób doprowadził do rekonstrukcji rządu.

naTemat.pl

 

ryszardPetruOwycieku

Petru o wycieku maili: Stonoga dopuścił się przestępstwa, by je uzyskać

Ryszard Petru jest przekonany, że nie zaszkodzą mu rewelacje Zbigniewa Stonogi.
Ryszard Petru jest przekonany, że nie zaszkodzą mu rewelacje Zbigniewa Stonogi. Fot. Jan Kowalski / Agencja Gazeta

Biznesmen i polityczny awanturnik Zbigniew Stonoga ujawnił kilka tysięcy maili .Nowoczesnej. – To informacje pochodzące z przestępstwa, one nie mogą nikomu zaszkodzić. Poza tym Zbigniew Stonoga sam mógł preparować maile, mógł je zmieniać – mówi w „Bez autoryzacji” Petru.

Zaszkodzi panu publikacja maili?

To informacje pochodzące z przestępstwa, one nie mogą nikomu zaszkodzić. Poza tym Zbigniew Stonoga sam mógł preparować maile, mógł je zmieniać. Nie mamy pewności, czy to, co ujawnił jest prawdziwe. Nie jesteśmy też w stanie sprawdzić co zostało spreparowane, a co nie.

Na pewno będziemy zastanawiać się nad podjęciem kroków prawnych, bo włamanie to przestępstwo. Nie miałem jeszcze czasu dokładnie tego przejrzeć, bo dowiedziałem się o tym w nocy. Ale zwracam uwagę, że pan Stonoga nie jest osobą najbardziej wiarygodną.

To, czy dowody pochodzą z przestępstwa jest ważne w sądzie, ale dla opinii publicznej to się nie liczy. Ludzie widzą tylko, jak pana konkurenci piszą, że były nieprawidłowości przy finansowaniu waszej kampanii.

Tutaj sprawa jest prosta. Pozwałem w trybie wyborczym Pawła Tanajno, dzisiaj wyślemy wniosek. Nie ma żadnych nieprawidłowości. Pozwani zostaną także inni, którzy będą mówić nieprawdę.

Pojawia się wątek, że na waszej stronie nie było odpowiedniej informacji, na które konto trafiają pieniądze z wpłat internetowych.

To nieprawda. Wszystko, co robimy musi być zgodne z wytycznymi PKW. Była sytuacja, że czekaliśmy trochę, aż PKW zgodzi się na płatności przez PayU. Ale teraz już nie ma żadnego problemu.

Czyli środki, które wpłacono na Fundację Nowoczesna nie biorą udziału w finansowaniu kampanii?

Nie, bo nie mogą.

Drugi wątek to układanie programu. Szczyciliście się tym, że powstawał podczas konwencji, były ogromne konsultacje społeczne, a tymczasem z tych maili wynika, że kolejne postulaty były dopisywane przez pana współpracowników podczas wymiany maili.

Ale przecież to zawsze tak jest, że powstają pomysły, projekty, a później trzeba to zebrać do kupy. Czasami ludzie mają sprzeczne pomysły, wtedy trzeba podjąć decyzję.

Stonoga jakiś czas temu odgrażał się, że ma swoich ludzi we wszystkich partiach. Nie boi się pan, że te maile wyciekły od pana współpracowników?

Nie mam pojęcia, nie jestem ABW. Nie jestem w stanie sprawdzić takich rzeczy. To w ogóle pytanie o bezpieczeństwo prowadzenia kampanii. Jeśli ktoś spreparuje maile, albo włamie mi się na skrzynkę, to co wtedy? Pojawia się pytanie, czy w ramach kampanii nie powinien być ktoś, kto tych rzeczy pilnuje, dba o bezpieczeństwo kraju. A pan Stonoga, wydaje mi się, nie jest najbardziej wiarygodną postacią polskiej sceny politycznej.

naTemat.pl

Tak kręciła Beata Szydło. Kandydatka PiS na premiera zmieniała zdanie ws. in vitro, 500 zł na dziecko i śmigłowców

Beata Szydło kręci jak wszyscy inni politycy.
Beata Szydło kręci jak wszyscy inni politycy. Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

Prawica uwielbia wytykać rządzącym zmiany zdania na tematy związane z polityką. I słusznie. Niestety zapomina o tym, by tak samo sprawdzać polityków prawicy. A oni także – mówiąc wprost – kręcą. Na przykład Beata Szydło, kandydatka PiS na premiera.

Politycy nagminnie kręcą. Wszyscy. Dlatego przedstawianie jednych jako nieskazitelnie czystych na tle innych reprezentujących smutną polityczną normę jest po prostu nieuczciwe. Bo wbrew temu, do czego przekonują nas popierające PiS media, partia Jarosława Kaczyńskiego wcale nie składa się z samych świętoszków. Swoje za uszami ma też kandydatka na premiera Beata Szydło.

To ile w końcu?
500 zł na dziecko to jeden ze sztandarowych postulatów Andrzeja Dudy oraz PiS. Tylko nie wiadomo jaka będzie grupa docelowa, bo Beata Szydło kilkakrotnie zmieniała zdanie. Jeszcze na konwencji wyborczej PiS na Torwarze mówiła o tym, że pomoc od państwa będzie przysługiwała „na każde dziecko”.

Już w opublikowanej pięć dni później rozmowie w „Rzeczpospolitej” tłumaczyła, że rodzinom o niskich dochodach pomoc będzie przysługiwała już od pierwszego dziecka, a tym o średnich – od drugiego. Z kolei po kolejnych kilku dniach, na początku lipca, mówiła o „500 zł na każde drugie i kolejne dziecko”.

Zakazane in vitro
W kampanii prezydenckiej jednym z głównych tematów było zapłodnienie pozaustrojowe. To za sprawą przyjętego przez rząd projektu ustawy regulującej kwestie in vitro. PiS ostro sprzeciwiał się rządowym regulacjom, uznając je za zbyt liberalne. Andrzej Duda kilkakrotnie zmieniał zdanie ws. in vitro, raz mówiąc, że podziela stanowisko biskupów, innym razem nazywając in vitro „wielkim oszustwem”, a po fali krytyki zapewniał, że rozumie pary dotknięte tym problemem.

Jednak zwolennicy Bronisława Komorowskiego przypomnieli, że PiS chciał całkowitego zakazu in vitro. To zakładał projekt z czerwca 2012 r. Tymczasem na początku lipca, już kiedy Szydło oficjalnie była kandydatka na premiera, zapewniała, że „PiS nigdy nie mówiło o tym, że metoda in vitro ma być zakazana”. – A fakty wyglądają niestety tak, że Beata Szydło kłamie: PiS chciał zakazać in vitro – komentowała na swoim blogu w naTemat Anna Dryjańska.

Co wolno w kampanii
Beata Szydło przekonuje, że nie powinno się wykorzystywać w kampanii sprawy zakupu wojskowych śmigłowców. Ostatnio aktywny w tym temacie zrobił się Antoni Macierewicz, wiceprezes PiS. Polityk daje nawet znać, że po wygranych wyborach PiS unieważni procedurę przetargową.

W sztabie PiS uznano chyba, że tak ostre stawianie sprawy, a szczególnie przez Antoniego Macierewicza, nie służy kampanii wyborczej. Dlatego Beata Szydło odcięła się od swojego kolegi z władz PiS i wezwała do odpuszczeniu tematu na czas kampanii. Tymczasem sama jeszcze dwa miesiące wcześniej była w zakładzie w Świdniku, który należy do firmy, która przegrała przetarg. Wcześniej, jeszcze w kwietniu, była z Andrzejem Dudą w Mielcu.

Najlepsze przed nami
Jednak największą grą w kotka i myszkę Beaty Szydło i całego PiS jest kwestia tego, kto będzie kandydatem na premiera. Jeszcze po wyborach prezydenckich szefowa sztabu Andrzeja Dudy przekonywała, że premierem będzie Jarosław Kaczyński. Później przez kilka miesięcy partia inwestowała ogromne środki, by przekonać nas, że to Beata Szydło powinna pokierować rządem.

I o ile na początku to się udawało, z czasem kampania Szydło wyglądała coraz bardziej mizernie. Swoją drogą to bardzo źle świadczy o kondycji PO, że nie jest w stanie ani na chwilę zagrozić pozycji tak słabego polityka, jakim jest Szydło. Jednak kandydatka radziła sobie coraz słabiej, więc do gry wrócił prezes Kaczyński.

Ustawa na pokaz
Trudno inaczej, jak tylko ordynarną grą pod publiczkę nazwać składanie projektu ustawy tuż przed ostatnim posiedzeniem Sejmu i po zakończeniu ostatniego zaplanowanego posiedzenia Senatu tej kadencji. To markowanie aktywności, próba pokazania, że robi się coś realnego. Tak naprawdę to oszukiwanie wyborców i robienie im przedwczesnych nadziei.

Kandydatka PiS zmieniła też zdanie ws. ujawniania składu rządu. Jednego dnia mówiła, że czas na to przyjdzie po wyborach, a następnego zaprezentowała Jarosława Gowina jako kandydata na stanowisko ministra obrony. Wszystko po to, by odwórić uwagę od coraz bardziej brojącego Antoniego Macierewicza.

Beata Szydło to polityk jak każdy inny. Zmienia zdanie na różne tematy, jeśli tylko uzna, że zyska na tym politycznie. A to dopiero kampania, można się tylko spodziewać, co będzie po wyborach.

małeGrzeszki

natemat.pl

 

 

partiaKaczyńskiego

profSławek

„Ciii” – prezes Kaczyński ucisza posłankę Pawłowicz, która skarży się na zrywanie jej plakatów wyborczych

„Ćśś” – prezes Kaczyński ucisza posłankę Pawłowicz, która skarży się na zrywanie jej plakatów wyborczych
„Ćśś” – prezes Kaczyński ucisza posłankę Pawłowicz, która skarży się na zrywanie jej plakatów wyborczych Screen z TVN24

Posłanka Krystyna Pawłowicz skarży się Jarosławowi Kaczyńskiemu na to, że jej plakaty wyborcze są zrywane i wyborcy nie są informowani, że kandyduje. Prezes ucisza ją zgrabnym „ćśś”. Nagranie takiej sytuacji pokazało TVN 24.

– Proszę. Nigdzie nie ma informacji, że ja kandyduję, wszystkie moje plakaty są zrywane. Proszę mnie zabrać, żeby ludzie widzieli, że jestem z piątego miejsca, z panem prezesem – narzekała Krystyna Pawłowicz prezesowi Prawa i Sprawiedliwości.

Kaczyński z początku nic nie odpowiedział, ale gdy tylko Pawłowicz próbowała lamentować dalej, prezes uciął jej słowa, krótkim, acz stanowczym „ciiii”. Posłanka natychmiast zamilkła.

Oczywiście w późniejszym wystąpieniu publicznym prezes Kaczyński udzielił Pawłowicz rekomendacji. Nic dziwnego, bo posłanka jest „pewniakiem” na liście wyborczej PiS. Jest więcej niż prawdopodobne, że zdobędzie mandatstartując ze swojego okręgu.

Źródło: TVN24

pawłowiczMówi

proszęNigdzie

naTemat.pl

NadziejądlaBiskupów każdyNosi

Prof. Żylicz: PiS brnie w fałsz smoleński. Powoła nową komisję z własnymi ekspertami

Agnieszka Kublik, 14.10.2015

Kraków, 10 kwietnia. Uczestnicy marszu podczas obchodów piątej rocznicy katastrofy smoleńskiej

Kraków, 10 kwietnia. Uczestnicy marszu podczas obchodów piątej rocznicy katastrofy smoleńskiej (ŁUKASZ KRAJEWSKI)

Przypominam słowa Jarosława Kaczyńskiego: członkowie komisji Millera to zaprzańcy, którzy mataczyli, żeby ukryć zbrodnię.

Rozmowa z prof. Markiem Żyliczem, ekspertem prawa lotniczego, członkiem rządowej komisji Jerzego Millera badającej katastrofę Tu-154

AGNIESZKA KUBLIK: Beata Szydło powtarza, że nasz rząd jest winien temu, że nie powstała komisja międzynarodowa ds. katastrofy smoleńskiej. Powołuje się na katastrofę malezyjskiego samolotu, do której doszło na terenie Ukrainy.

PROF. MAREK ŻYLICZ: Nie ma żadnych podstaw prawnych do działania komisji międzynarodowej bez zgody państwa, na którego terytorium doszło do katastrofy. Trudno oczekiwać, że dojdzie do tego bez zgody Rosji lub że Rosja się zgodzi.

Ukraina się zgodziła na przekazanie śledztwa Holendrom ze względu na narodowość większości pasażerów, ponieważ nie kontroluje terytorium Donbasu, a tam zestrzelono ten samolot. Holendrzy próbowali powołać komisję międzynarodową, co skutecznie zablokowała Rosja.

Beata Szydło mówi, że nie wie, co się stało w Smoleńsku. „Wiem jedno – państwo polskie nie zrobiło niczego, by wyjaśnić tę katastrofę”. A kierownictwo PiS zapowiada, że po zmianie rządu to cywilna prokuratura podporządkowana rządowi wyjaśni prawdziwy przebieg i wskaże winnych.

– Prokuratura – czy to cywilna, czy wojskowa – nie wyjaśni przyczyn katastrofy. Od wyjaśniania przyczyn katastrof lotniczych w cywilizowanym świecie są wyłącznie komisje ekspertów lotniczych działające według ustalonych standardów międzynarodowych.

Prokuratura szuka winnych, a komisja ekspertów – bezpośrednich i pośrednich przyczyn katastrofy. Z oświadczeń Macierewicza i innych członków PiS wynika, że w tej sprawie już nie tylko prokuratura ma być wiarygodna dla PiS, czyli podporządkowana rządowi, ale też komisja badania wypadków lotniczych ma być upolityczniona, bo ma się składać wyłącznie z ekspertów wiarygodnych dla PiS, takich, którzy nie badali katastrofy smoleńskiej. To oczywiście wykluczyłoby jej obiektywizm.

Nowy rząd powoła nową Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych?

– Prezes Kaczyński już dawno zapowiedział specjalną ustawę smoleńską. Na jej podstawie najpewniej zostanie powołana nowa komisja, wiarygodna według nowej władzy, która będzie próbowała obalić ustalenia rządowej komisji Jerzego Millera. To wystarczy, by PiS mógł obwieścić, że Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych obala fałszywe zbrodnicze mataczenia komisji Millera.

Przypominam słowa Jarosława Kaczyńskiego: członkowie komisji Millera to zaprzańcy, którzy mataczyli, żeby ukryć zbrodnię.

W myśl międzynarodowego prawa Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych to jedyna instytucja władna do ustalania przyczyn katastrof lotniczych. I wyniki prac takiej komisji są potem oczywiście ważne dla prokuratorskiego śledztwa i ewentualnego procesu sądowego.

Ale moim zdaniem to byłoby naruszenie nie tylko prawa polskiego, ale również prawa międzynarodowego i lotniczego europejskiego. Bo komisja ma być złożona z ekspertów lotniczych o ściśle określonych kwalifikacjach lotniczo-technicznych i musi być niezależna od rządu. Ta będzie zależne od rządu, skoro ma się składać z osób dla niego wiarygodnych. I ta komisja będzie analizować hipotezy zespołu parlamentarnego Macierewicza.

Pan od dawna postuluje wznowienie prac Komisji Badania Wypadków Lotniczych właśnie po to, by zająć się hipotezami zespołu Macierewicza.

– Tak. To był sposób na zamknięcie raz na zawsze dyskusji o wybuchach i o zamachu. Bo gdyby się KBWL z zespołem Macierewicza nie porozumiała, co jest pewne, to wtedy moglibyśmy skorzystać z pomocy Unii Europejskiej, która ma organy badające katastrofy lotnicze. Na naszą prośbę UE oddałaby nam do dyspozycji swoich ekspertów, którzy pomogliby znaleźć obiektywną prawdę.

Do tej pory żaden z ekspertów od badania katastrof w powietrzu nie zakwestionował naszych ustaleń, więc sądzę, że unijni eksperci obaliliby hipotezy pseudoekspertów Macierewicza, skompromitowali jego dowody i potwierdzili ustalenia komisji Millera. A to by uwiarygodniło jej raport.

Gdyby potem nie pojawiły się nowe dowody w sprawie katastrofy, nie byłoby powodu, by KBWL wznawiała prace. Mogłaby to zrobić, np. gdyby Rosjanie zwrócili wrak czy oryginały czarnych skrzynek. Komisja może wznowić badanie, ilekroć powstaną nowe fakty.

Teraz, po wyborach, będzie mogła?

– Tak, bo Komisja oficjalnie nigdy nie zajęła się weryfikacją tzw. dowodów, które Macierewicz przedstawiał w corocznych raportach swojego zespołu.

Ani rząd Donalda Tuska, ani Ewy Kopacz nie zdecydował się na wznowienie prac KBWL.

– Wielka szkoda. Proponowałem to wiele razy, po raz pierwszy trzy lata temu, obawiając się tego scenariusza, który teraz się pewnie ziści: eksperci nie rozprawili się z dowodami zespołu Macierewicza, to teraz on rozprawi się z dowodami komisji Millera. Rząd tłumaczył, że nie chce wznawiać prac, by hipotezom Macierewicza nie nadawać rangi dowodu, skoro nie zostały formalnie przedstawione KBWL.

I teraz powstanie kłamstwo smoleńskie usankcjonowane autorytetem jedynej instytucji, która ma prawo ustalać przyczyny katastrofy.

Oczywiście to kłamstwo będzie miało krótkie nogi. Po czasach rządów PiS eksperci potwierdzą prawdziwe przyczyny, które ustaliła komisja Millera. Prędzej czy później okaże się, że te macierewiczowskie ekspertyzy są nic niewarte.

Ale do tego czasu ludziom namiesza się w głowach, społeczeństwo będzie zatruwane podejrzeniami o zbrodniczy zamach, a my, członkowie komisji Millera, będziemy nazywani zaprzańcami.

I to wszystko mnie jako obywatela Polski boli.

Zobacz także

przypominamTeSłowaprofŻyliczNadziejądlaBiskupów

wyborcza.pl

Kaczyński przekroczył Rubikon języka nienawiści

Jarosław Kurski, 14.10.2015

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Niedawno w Sejmie mówił, że uchodźcy zamienią kościoły w szalety, że wprowadzą szariat, narzucą islam, sprowadzą terroryzm.

Teraz dodaje, że przywloką zarazę i pasożyty. Każdy, kto ma odrobinę świadomości tragizmu historii XX wieku, rozumie tę melodię. Kaczyński też. Wie, kogo i dlaczego straszono wszami i tyfusem plamistym i jaki to przyniosło skutek dla Europy i świata.

Straszyć i dzielić – oto strategia prezesa PiS! I za nic mieć słowa papieża Franciszka o tym, że to „Chrystus puka do naszych drzwi”, i słowa prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka, że „strach to zły doradca”.

Kaczyński chce wygrać wybory za wszelką cenę. Dewastuje język debaty publicznej, cynicznie utrwala rasowe stereotypy, rozsiewa ziarno zatruwające polskie dusze. Były już i jeszcze będą marsze z pochodniami, hasła „Polska dla Polaków”, niewyobrażalny internetowy hejt na uchodźców. Teraz są cholera, pasożyty i dyzenteria. Najgorsze zawsze zaczyna się od słów.

wyborcza.pl

kaczyńskiPrzekroczył

Gowin wszechmogący. Operacja medialno-wyborcza „przykrycia” Macierewicza

Paweł Wroński, 14.10.2015

Jarosław Gowin

Jarosław Gowin (Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta)

Mianowanie” Jarosława Gowina przez Beatę Szydło ministrem obrony narodowej w rządzie, którego jeszcze nie ma, było świetną operacją medialną. Zarazem jednak ujawniło ograniczenia, które przed tego rodzaju działaniami PR-owskimi stoją. Główne to sam kandydat.

W poniedziałkowej „Kropce nad i”, odpowiadając na pytanie o kandydaturę Gowina, Beata Szydło powtórzyła, że nie pozwoli sobie na to, by „Platforma Obywatelska meblowała jej gabinet”, oraz że pora uciąć spekulacje. W ten sposób pośrednio przyznała, że osoba Antoniego Macierewicza, którego wcale nie PO, lecz pisowscy dziennikarze kreowali na ministra obrony, szkodzi jej kampanii wyborczej, zaś mianowanie Gowina, polityka uznawanego za „umiarkowanego”, miałoby ten efekt osłabić.

Operacja z medialnego punktu widzenia została przeprowadzona perfekcyjnie. Temat wydawał się zdjęty z wyborczej wokandy. Niestety, do momentu gdy kandydat postanowił się wypowiedzieć. A bardzo lubi to czynić.

Tego samego dnia, gdy Beata Szydło występowała w Polsat News, Jarosław Gowin szeroko opisywał swoje zamierzenia w resorcie. Ale nie był w stanie powiedzieć, kto jest szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Stanowczo odmówił odpowiedzi na „ten rodzaj pytania”, kto jest szefem NATO.

Wcześniej opowiedział się za tym, aby to nie MON decydował, jaki polski sprzęt ma kupować polska armia. To wypowiedź bardzo istotna z punktu widzenia kierowania resortem. Oznacza bowiem, że „nowo mianowany” szef MON chce się od razu pozbawić istotnych uprawnień.

Słowa Gowina należy osadzić w niedawnej przeszłości polskich sił zbrojnych. Otóż jakiś czas temu już tak było, że to nie MON decydował o zakupach dla polskiej armii. Współdecydowało o tym Ministerstwo Gospodarki, któremu podlegał rozdrobniony wówczas przemysł obronny. Albo dochodziło do klinczu, albo armia kupowała sprzęt po to, aby ratować polski przemysł obronny.

Zakłady PZL Mielec usiłowały „wcisnąć” polskim pilotom samolot Iryda – szkolny, a docelowo szturmowy. Samochody Tarpan, które nie były w stanie podjechać pod górę w Afganistanie, miały uratować zakłady w Lublinie. Bumar Łabędy modernizował na siłę czołgi T-72, choć wiadomo było, że mają niewielkie szanse w starciu z T-90.

Za czasów ministra obrony Janusza Onyszkiewicza przed gmachem MON protestowała załoga radomskiego Łucznika, domagając się, aby MON kupił karabiny Beryl. Pamiętam ten dialog. Wojskowi mówili: „Nie potrzebujemy karabinów, bo tego typu broni mamy dość”. Związkowcy odpowiadali: „Ale my produkujemy karabiny, więc polska armia powinna kupować polską broń”. Na stwierdzenie, że Łucznik mógłby poszukać na swoją konstrukcję nabywcy za granicą, związkowcy odpowiadali: „Ale tylko polska armia kupuje naszą broń”. Wszystko to była „polska myśl techniczna”, ale jakby trochę poskrobać, to okazywała się postradziecka i zupełnie niedostosowana do zmian na polu walki.

Prawo i Sprawiedliwość wyborczej wygranej podporządkowuje wszystko: ekonomię, personalia, ideologię. Nie widzę nic dziwnego w tym, że minister obrony nie ma wykształcenia wojskowego, lecz jest filozofem. Szefem czeskiego ministerstwa obrony jest dyrektor teatru, który równocześnie gra w serialu kryminalnym. Co jednak, gdy kandydat wskazany przez szefa partii nie potrafi „zagrać” ministra obrony, choć bardzo próbuje? Co zrobić, gdy kandydat tak gorliwie odsłania medialny „pic” całego, skądinąd dobrze pomyślanego, przedsięwzięcia?

Może jednak nie o ten resort chodzi. Jarosław Gowin wydaje się zresztą mieć kompetencje w każdej dziedzinie. Na Twitterze już po nominacji przez Beatę Szydło poruszał problematykę antyterrorystyczną (czy to znaczy, że będzie nowym kandydatem na ministra spraw wewnętrznych?), mówił o sprawie gazoportu i polityki energetycznej (czy to znaczy, że będzie nowym ministrem skarbu państwa?). Nie wypowiadał się na temat edukacji i kultury (tu akurat, jak się zdaje, kompetencje ma). Jest niczym śp. Józef Oleksy, który na pytanie taksówkarza, gdzie jechać, odpowiadał: „Wszędzie jestem potrzebny”.

Antoni Macierewicz wydawał się kandydatem strasznym, Jarosław Gowin – trochę komicznym. Ma jeszcze dodatkową wadę: nie jest w stanie objąć wszystkich resortów naraz.

wyborcza.pl

Reklamy

%d blogerów lubi to: