Posts Tagged ‘13 grudnia 2016’

grudzien14

Dlaczego Polacy protestowali 13 grudnia pod siedzibą PiS?

dlaczego

„Była taka atmosfera, jakiej dawno na marszach KOD nie było” – podkreślała Barbara Nowacka.

W 35. rocznicę stanu wojennego w Warszawie odbyły się dwie duże manifestacje: jedna organizowana przez Komitet Obrony Demokracji, druga przez PiS.

Manifestacja KOD została zorganizowana pod hasłem „Stop dewastacji Polski”. Jej uczestnicy wzywali do obrony praw demokratycznych odbieranych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

„Była taka atmosfera, jakiej dawno na marszach KOD nie było” – podkreślała Barbara Nowacka.

W kilkudziesięciotysięczym pochodzie szli politycy Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, organizatorki „Czarnego Protestu”, członkowie Inicjatywy Feministycznej. Dlaczego protestowali? Jakiej zmiany chcieliby w Polsce?

czoykvzwgaihfu0

Obok „Murów” Jacka Kaczmarskiego „Kocham wolność” Chłopców z Placu Broni jest hymnem KOD.

Tak niewiele żądam
Tak niewiele pragnę
Tak niewiele widziałem
Tak niewiele zobaczę

Tak niewiele myślę
Tak niewiele znaczę
Tak niewiele słyszałem
Tak niewiele potrafię

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem

Tak niewiele miałem
Tak niewiele mam
Mogę stracić wszystko
Mogę zostać sam

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności…

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem

Tak niewiele miałem
Tak niewiele mam
Mogę rzucić wszystko
Mogę zostać sam

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem 2x

gornicy

W Krakowie obalono symboliczny pomnik Kaczyńskiego.

ktos

Kleofas Wieniawa przed marszem KOD pisał:

rocznica

Rocznica stanu wojennego ma dla mnie znaczenie zadumy nad historią mojej ojczyzny, także moim wówczas udziałem, ale przede wszystkim jest hołdem dla tych, którzy potrafili w miarę bezpiecznie przeprowadzić Polskę przez jeden z trudniejszych zakrętów historii.

Myślę przede wszystkim o Lechu Wałęsie, którego zachowanie w historii mogę porównać tylko do Józefa Piłsudskiego, Tadeusza Kościuszki, księcia Pepi – tutaj kończy mi się lista bohaterów, którzy są porównywalni w podobnych okolicznościach.

Ale byli też inni, przede wszystkich Kmicice: Władysław Frasyniuk i Zbigniew Bujak – szwoleżerowie wydawało się wówczas Samosierry PRL-owskiej.

Był jeszcze człowiek który łaczył w sobie Kmicica i talent pisarza politycznego porównywalnego do Maurycego Mochanckiego, Adam Michnik. A jeżeli o tym ostatnim to musi paść nazwisko Jacka Kuronia.

Wielu by wymieniać. I przy tej okazji należałoby stwierdzić: jakież mamy bogactwo mądrych postaci. I tak jest. Dzięki temu Polska wyrwała się pierwsza z totalitaryzmu komuszego, a za nią podreptały inne narody.

Dlatego dxzisiaj nie boję się zagrożenia ze strony tupolewizmu, kaczyzmu, jakkkolwiek byśmy nazwali marne postaci, które w wyniku procedur demokratycznych dorwały się do władzy i plują na co popadnie.

Mistrzem charku jest prezes, który nawet popisał się spostrzeżeniem, że on przewidział stan wojenny. Boże, widać że był nikim, z tym liczyli się wszyscy, sam wówczas o tym pisałem, a nawet publikowałem, rżnąc – czasami to się udawało – ówczesnych panów z Mysiej.

Ba, przewidziałem datę, pada w mojej debiutanckiej książce. Acz przypadkowo i nie ma podanego roku.

13 grudnia to nie tylko jednak zaduma, ale dzisiaj wyrażenie sprzeciwu obywatelskiego z demolowania Polski. Dlatego nie obawiam się o naszą wolność, acz niepokój mogę miećw stosunku do tych zakompleksiałych ludzi, którzy mogą dopuścić się rzeczy krwawych.

Dzisiaj KOD jest „Solidarnością”.

czl0mrpwiaasuwu

PiS dobiera się do zgromadzeń, czyli „porządkuje” opozycję.

czlrmf6xgairfvc

Waldemar Mystkowski napisał o Kukizie, bracie mniejszym prezesa Kaczyńskiego.

chamoobrona

Paweł Kukiz w rocznicę stanu wojennego popisał się oryginalnym pomysłem, iż marsze protestacyjne nie są solą demokracji, ale… nie, nie JOW (przypomnę: jednomandatowe okręgi wyborcze), o których jakby zapomniał lider ugrupowania pod własnym nazwiskiem i z liczbą porządkową 15 po apostrofie…, ale referenda.

Kukiz nawet powiedział to z właściwym sobie znawstwem: „w normalnych cywilizowanych państwach” i dodał: „Sprawy sporne powinny się odbywać przy urnach referendalnych, a nie na ulicy”.  Piosenkarz pomysłu na marsz nie ma żadnego, chyba że protestowałby przeciw filharmonii i przemaszerował sobie z estrady, gdzie wykonuje się muzykę popularną do ośrodka muzyki poważnej, filharmonii. Ale co miałby głosić? Wyższość Black Sabbath nad Chopinem?

W każdym razie Kukizowi trochę niewygodnie chodzić w marszach z Jarosławem Kaczyńskim, choć jego ugrupowanie jest nieformalną przybudówką PiS. Kukiz ’15 to PiS w skali 1:5, to model tupolewa, który buduje podkomisja smoleńska Macierewicza, aby udowodnić, że zamach był. Kukiz więc jest modelem, a Kaczyński oryginałem ideologii tupolewizmu.

Kukiz więc nie chodzi w marszach, bo w swoich szeregach nie ma Lecha Wałęsy, jak opozycja i KOD, a nawet nie ma Stanisława Piotrowicza, który by udowadniał czarno na czarnym, że był Konradem Wallenrodem i z tego powodu znowu się zakonspirował w pisowskim marszu 13 grudnia.

czkxij6xuaenpug

Lider ugrupowania pod swoim nazwiskiem ma problem można rzec pierworodny, a wypływa on z antysystemowości. Ten problem sformułowała jego posłanka Magdalena Błeńska: „My już nie jesteśmy jak Samoobrona. Gorzej, jesteśmy Chamoobrona!”

Andrzej Lepper wszak był antysystemowy, twierdził, że na Wiejskiej nie będzie Wersalu, ale to teraz słowo staje się ciałem i Kukiz jest liderem Chamoobrony. Moim zdaniem nie powinien tego zanadto brać do serca, gdyby usłyszał o sobie: Cham, wszak w naszym kodzie kulturowym to oznaczenie wieśniaka, chłopa, parobka z czworaków, który rozumie demokrację, jak Kukiz.

JOW-y i referenda nie są tożsame z „normalnymi cywilizowanymi państwami, bo JOW-y są tylko w krajach anglosaskich, taka tam utworzyła się tradycja z powodu, iż mają systemy polityczne dwupartyjne, gdzie tych partii jest więcej, JOW-y wypaczają charakter wyborów przedstawicielskich. A referenda są w zasadzie tylko w jednym cywilizowanym kraju, w Szwajcarii, ale to naród górali bankierów, bardzo krewkich i spory rozstrzygają w referendach, a nie ciupagami.

Kukiz o tych referendach wyraził się w kontekście marszu KOD i opozycji, strajku obywatelskiego, który zorganizowany był pod hasłem „Stop dewastacji Polski”. Na czym więc miałoby polegać pytanie referendalne wg myślenia Kukiza? Czy chcemy dewastacji Trybunału Konstytucyjnego, tym samym końca trójpodziału władzy?

ci-co

Jeżeli takie bądź podobne pytanie byłoby w referendum i wyborcy opowiedzieliby „tak”, to drugiego referendum by nie było, bo to byłby koniec demokracji. Gdzie więc u Kukiza logika? Ale ten piosenkarz wszak jest antysystemowy, antylogiczny. Prędzej czy później jego ugrupowanie czeka zjednoczenie z PiS, bo to ulubiona forma konsumowania przystawek politycznych przez prezesa PiS.

A może Chamoobrona skończy jak Samoobrona, a Kukiz jak Lepper? Na razie nie ma takiej potrzeby aby Kukiza wrabiać w kupno ziemi przez służby Mariusza Kamińskiego, ale gdy pojawi się okazja uwłaszczenia filharmonii, to kto wie. Piosenkarz nie ma pomysłu na swoje ugrupowanie, w sprawach politycznych i ideowych to cienki Bolek, jest li tylko modelem prezesa w skali 1:5, pacynka Kaczyńskiego antysystemowa, antylogiczna.

czjx3kbxuaarucm

TAKA PRAWDA!

panie-profesorze

grudzien13

Nie tylko Adam Szostkiewicz boi się o Polskę.

adam-szostkiewicz

W rocznicę stanu wojennego ma się odbyć uliczny protest „Stop dewastacji Polski!”. Dewastacji przez obecną pisowską władzę. Organizatorzy napisali, by wypowiedzieć władzy posłuszeństwo.

Z takim apelem wystąpili między innymi do policjantów i wojskowych. Mieli na myśli policjantów i wojskowych jako obywateli. Mimo to propaganda pisowska ruszyła do ataku na KOD, że podżega do działań wywrotowych.

Czy 13 grudnia dojdzie do państwowej przemocy? Byłaby to polityczna katastrofa dla obu stron konfliktu: pisowskiej władzy i demokratycznej opozycji. Mam nadzieję, że obie strony zdają sobie z tego sprawę. I że nikt nie sprowokuje przemocy.

35 lat temu niedemokratyczna władza użyła przemocy przeciwko społeczeństwu obywatelskiemu zorganizowanemu w legalnej „Solidarności”. Odwlekło to jej upadek o kilka lat, ale początkiem agonii systemu było właśnie użycie siły przeciwko własnym obywatelom.

Obywatelskie nieposłuszeństwo jest działaniem zgodnym z demokracją, przemoc, nawet w czystej sprawie, nie jest. Może być tylko samoobroną. Obywatelskie nieposłuszeństwo działa, gdy przemocy się wyrzeka. Gdy na argument siły odpowiada siłą swych argumentów przeciwko władzy. To jest ta „siła bezsilnych”, która obaliła bez użycia przemocy komunizm i kolonialne rządy w Indiach.

jerzy-stuhr

Prof. Wojciech Sadurski, prawnik, pisze w „GW”, że władza, która łamie konstytucję, traci prawo do oczekiwania posłuszeństwa obywateli.

Profesor podaje, na czym konkretnie ma polegać wypowiedzenie posłuszeństwa pisowskiej władzy:
– sędziowie i prawnicy powinni odmówić stosowania ustaw niezgodnych z konstytucją
– ruchy obywatelskie powinny zignorować zmiany w ustawie o zgromadzeniach narzucone przez pisowską większość
– opozycja parlamentarna w proteście przeciwko złemu prawu powinna co jakiś czas bojkotować obrady, aby w świat poszedł obraz pustego w połowie Sejmu jako „komunikat o stanie polskiej demokracji”.

Nic ująć, Panie Profesorze. A dodać? Tu każdy, kto się zgadza z Sadurskim, niech ruszy głową. Ja dodałbym bierne (nie korzystam) i czynne (nie chodzę) unikanie wszelkich mediów kontrolowanych przez PiS.

wideo-wyborcza

Adam Michnik wyjaśnia sens 13 grudnia. Słuchajcie mądrego człowieka, bo niewielu takich zostało: wyborcza.pl >>>>>

Na Koduj24.pl zastanawiają się.

ta

Czy Jarosław Kaczyński może być szantażowany przez obce państwo ujawnieniem tej rozmowy?

Wiele kontrowersji i domysłów wzbudza cały czas ostatnia rozmowa braci Kaczyńskich przeprowadzona przez telefon satelitarny z pokładu Tu-154. O jej przebieg i ustalenia, które w niej prawdopodobnie padły, pytają, oczywiście, tylko niewierzący w religię smoleńską. Jej wyznawcy z kolei nawet się na ten temat nie zająkną – przecież sam ich guru zeznał w prokuraturze, że była to rozmowa dotycząca wyłącznie zdrowia Jadwigi Kaczyńskiej, taka po prostu „rutynowa” i nie poruszano w niej żadnego innego tematu.

Czyżby? Przypomnijmy w związku z tym kilka faktów, zaczynając od chronologii zdarzeń. Otóż informacje o silnej mgle w Smoleńsku i widoczności nie przekraczającej 400 metrów docierają do pilota prezydenckiego samolotu o 8.14. W tym momencie w jego kokpicie, gdzie przebywała co najmniej jedna nieuprawniona osoba, zaczynają się rozmowy na temat dalszego możliwego scenariusza lotu i prawdopodobnym lądowaniu na lotnisku zapasowym – w Witebsku (z którego jest najbliżej do Smoleńska – 130 lub 180 km w zależności od wyboru drogi) lub też do Moskwy (400 do 500 km od punktu docelowego). W grę wchodził ewentualnie również Mińsk (330 do 400 km). W chwilę po otrzymaniu tej informacji przez załogę (przed godziną 8.20) Lech Kaczyński dzwoni do brata z telefonu satelitarnego, co na pewno nie jest zbiegiem okoliczności. Czy w takiej sytuacji jest w ogóle do pomyślenia, że nie informuje go o zaistniałym problemie?

szkoda

Bo sytuacja zaczyna wyglądać fatalnie – lądowanie na zapasowym lotnisku to strata wielu godzin i bardzo poważne opóźnienie w dotarciu delegacji do Katynia, co wywoła potężny chaos organizacyjny, o ile w ogóle nie całkowite fiasko przedsięwzięcia. Trzeba sformować kolumnę prezydencką, pożyczając od Rosjan lub Białorusinów odpowiednie samochody, które przecież nie stoją na lotnisku, zapewnić środki bezpieczeństwa dla jej przejazdu, ustalić trasę i wiele innych szczegółów. Tego nie da się zrobić ad hoc, wszystko musi trwać, dodatkowo jeszcze, w przypadku lądowania na Białorusi przekroczenie granicy i przejazd trzeba by negocjować ze stroną rosyjską.

W tym momencie sypie się całkowicie plan wizyty, która miała być „mocnym uderzeniem” i w sposób oczywisty otwierać kampanię wyborczą Lecha Kaczyńskiego – bo nie ma żadnych wątpliwości, że taki był jej cel. Chciał on sobie poprawić w ten sposób bardzo marne sondaże przedwyborcze (najlepsze z nich dawały mu niewiele ponad 10 procent poparcia), stawiając w swoim programie wyborczym na martyrologię i swoiście pojęty patriotyzm.

Poprzednio był on w Katyniu tylko jeden raz – 17 września 2007 roku, kilka tygodni przed przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi w 2007 roku. Czy to nie „dziwny” zbieg okoliczności? Przykre to, kiedy najważniejsza osoba w kraju przypomina sobie o tragedii polskich oficerów tylko po to, żeby użyć jej do bieżących rozgrywek politycznych. Tłem prezydenta miała być liczna świta, którą zabrał na pokład samolotu, a wydarzenie, relacjonowane przez wielu dziennikarzy, zwłaszcza telewizyjnych, miało przyćmić nieco wcześniejszą wizytę premiera Tuska.

Wszyscy pamiętamy pierwsze słowa Lecha Kaczyńskiego po wygranych wyborach, skierowane do Jarosława: „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania”. Pomijając fakt, że taki czołobitny hołd kompromituje kompletnie prezydenta, daje on jednocześnie jasny przekaz, kto tu jest szefem, a kto podwładnym. W telewizji mogliśmy wielokrotnie oglądać obrazki, jak będąc na jakiejś międzynarodowej konferencji czy negocjacjach, mówiąc kolokwialnie, „wisi na telefonie”, konsultując się z bratem, a raczej chyba odbierając od niego instrukcje, co wywoływało kpiące i złośliwe komentarze. I teraz mamy uwierzyć, że w takiej dramatycznej niemal sytuacji prezydent dzwoni do brata i rozmawia z nim tylko i wyłącznie o zdrowiu mamy, chociaż przez lata informował go o wszystkim i potulnie wykonywał polecenia? To jest po prostu bajeczka, której nie kupi nikt mający elementarną wiedzę.

Z doniesień prasowych wynikało zresztą, że tego dnia rano Lech Kaczyński rozmawiał z lekarzem, który opiekował się jego mamą i usłyszał dobre wiadomości. Gdyby nawet ta informacja była nieprawdziwa, to skoro Jarosław był w przeddzień w szpitalu i miał jakieś nowiny, to natychmiast poinformowałby o tym brata. Jego zeznanie w prokuraturze na temat tej rozmowy po prostu zupełnie nie trzyma się kupy. Dokładnej jej treści nie znamy – ale efektem był dalszy lot do Smoleńska, prezydent nie zmienił celu podróży. Zresztą w kontekście odmowy przez kapitana Protasiuka lądowania na lotnisku w Tbilisi, które było w strefie walk, Jarosław wygłosił później taką oto „złotą myśl”: „Każdy, kto będzie próbował zmienić miejsce lądowania prezydenckiego samolotu zostanie oskarżony o utrudnianie prezydentowi RP sprawowania władzy.” I pewnie do czasu ostatniej rozmowy z bratem zdania nie zmienił.

W książce „Smoleńsk. Zapis śmierci” jej autorzy, Marcin Dzierżanowski i Michał Krzymowski, twierdzą, że bracia Kaczyńscy spierali się o wizytę w Katyniu.
Ówcześni spin-doktorzy prezydenta, Adam Bielan i Michał Kamiński, odradzali mu wyjazd do Katynia, „bo zostanie skrytykowany przez media, że pcha się tam trzy dni po premierze (Tusku)”. Prezes PiS naciskał z kolei na brata, żeby katyńska impreza była jak najbardziej „godna”, bo cała kampania wyborcza Lecha Kaczyńskiego miała się opierać właśnie na motywie pamięci o ofiarach, co miało go kreować na obrońcę i krzewiciela patriotyzmu. I co w takim razie, prezentując takie poglądy, mógł on poradzić bratu w rozmowie telefonicznej w sprawie wyboru miejsca lądowania?

wy-ktorzy

Jarosław Kaczyński jest zresztą skrajnie niewiarygodny. Jak mało który polityk permanentnie kłamie, insynuuje, obrzuca ludzi błotem. Wyliczenie wszystkich łgarstw prezesa wymagałoby prawdopodobnie wydania książki, wspomnimy tu więc tylko o kilku, żeby przybliżyć jego mentalność. „Samoobrona jest tworem byłych oficerów służb bezpieczeństwa. Mój brat, który był ministrem stanu do spraw bezpieczeństwa, dostał raport, z którego wynikało, że grupa byłych oficerów SB założyła Związek Zawodowy ‚Samoobrona’. To formacja używana do osłony tyłów tego całego układu i ochrony tego nieporządku, który jest w kraju, i jednocześnie korzystająca z tego nieporządku. To są ludzie, którzy nabrali kredytów i chcą żyć jak przedsiębiorcy, a mają kwalifikacje do kopania rowów. Cieszę się, że będę na pierwszej linii walki z Samoobroną. Uważam, że mam dowody na potwierdzenie moich słów i w odpowiednim momencie je przedstawię” (z wywiadu udzielonego w czerwcu 2003r.). Dla przypomnienia: potem wszedł natychmiast w koalicję z tą partią, a jej przewodniczącego uczynił wicepremierem…

Przed wyborami 2005 roku twierdził: „Jeżeli brat zostanie prezydentem, ja nie będę premierem”. Jarosław jest zresztą w kłamstwach elastyczny i ma je gotowe na każdą okazję: gdy niejaka Cugier-Kotka, osoba, która wystąpiła w spocie reklamowym PiS-u została rzekomo pobita, natychmiast oświadczył, obarczając o to domniemane przestępstwo oczywiście PO: „Nie wiem, czy to było zlecenie czy wystąpienie pewnej części elektoratu PO, ale było to wydarzenie niebywałe i skandaliczne”. Bohaterka wyjawiła później, że sprawa rzekomego pobicia jej przez bojówki Platformy Obywatelskiej, to pomysł Jacka Kurskiego. – „Okoliczności związane z incydentem pobicia były chyba najlepiej wyreżyserowanym aktem przez Jacka Kurskiego w stylu Big Brothera” – powiedziała w wywiadzie prasowym.

Innym razem, po śmierci jakiejś osoby na drugim końcu Polski, były premier oświadczył, iż był to „obrońca krzyża”, który został w Warszawie przy modlitwie przy nim brutalnie pobity przez bojówki (w domyśle PO) i zmarł na skutek obrażeń. Nieważne, że było to półtora roku później po tym „pobiciu”, a denat był ciężko chory na jakąś nieuleczalną chorobę i nawet nie wiadomo, czy był w ogóle w Warszawie.

Jarosław ma już swojego rodzaju „renomę” kłamcy na skalę międzynarodową. Opiniotwórczy „Washington Post” napisał o nim, że jest „rywalem Donalda Trumpa w używaniu kłamstw w celu wytworzenia w społeczeństwie obawy przed muzułmanami”.

Nie będziemy już więcej zajmować się szambem kłamstw i pomówień, w jakim tapla się pan Kaczyński, wróćmy do konsekwencji, które mogą wynikać z owej rozmowy. Otóż, po pierwsze, została ona przechwycona i zarejestrowana przez wywiady co najmniej kilku państw, to nie ulega żadnej wątpliwości. Łączność satelitarna jest możliwa dzięki amerykańskiemu systemowi Irydium, który składa się z 66 satelitów krążących po orbicie okołoziemskiej. Wszystkie przekazy elektroniczne, w tym oczywiście rozmowy telefoniczne, transmitowane przez system są zapisywane i archiwizowane przez NSA (amerykańską agencję bezpieczeństwa). Oprócz tego rozmowa została najprawdopodobniej niezależnie od tego zarejestrowana przez globalny system szpiegowski Echelon, który gromadzi i analizuje transmisje fal elektromagnetycznych wysyłanych przez urządzenia elektroniczne z całego świata – telekomunikacyjne, IT, faksy, e-maile, transfery plików, rozmowy telefoniczne, komputery, radary, satelity rozpoznawcze i telekomunikacyjne. O systemie zrobiło się głośno w roku 2000, kiedy na forum Parlamentu Europejskiego opublikowano wielki raport, z którego wynikało, że USA wykorzystują Echelon m.in. do szpiegowania firm europejskich. O tym, że system ten zarejestrował rozmowę Kaczyńskich, powiedział wprost mediom Duncan Campbell, specjalista od szpiegostwa elektronicznego, autor wyżej wspomnianego raportu. Miał to być przykład, że pomimo poprzedniej afery Amerykanie nadal zbierają dane wywiadowcze także na temat swoich sojuszników.

Bracia zostali również na pewno podsłuchani i nagrani przez wywiad Rosji i Białorusi, prawdopodobnie rozmowa została także przechwycona przez nasłuch elektroniczny NATO. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie była ona szyfrowana (Jarosław Kaczyński rozmawiał przez zwykłą komórkę), stanowiła naprawdę łakomy kąsek dla wszystkich wścibskich – okazja do tak łatwego podsłuchania prezydenta dużego państwa europejskiego zdarza się nader rzadko. Polska prokuratura zwróciła się rutynowo do kilku państw o „pomoc prawną” w sprawie katastrofy – zapewne miała ona dotyczyć również, a może głównie, posiadanych przez te kraje nagrań rozmów miedzy samolotem a ziemią… Oczywiście, efektu nie było żadnego, bo chociaż wszyscy szpiegują wszystkich gdzie i jak się tylko da, to przecież nikt nie przyzna się do tego oficjalnie. Minimalną szansą na uzyskanie takiego nagrania byłoby przekonanie USA przez władze polskie, że na samolot dokonano zamachu terrorystycznego, czyli – paradoksalnie – wpisanie się w obłąkaną retorykę Macierewicza.

unikalne

W tej sprawie istnieje jeszcze jeden ciekawy wątek – otóż wbrew oficjalnym zapewnieniom istnieje pewna doza prawdopodobieństwa, że ta rozmowa jest jednak znana niektórym polskim politykom wyższego szczebla związanym z poprzednim rządem. Lech Wałęsa podczas czatu z internautami w czerwcu 2016 roku mówił na przykład: – „Te taśmy są, jestem przekonany. Jeśli zostaną ujawnione, to panie Jarosławie – źle pan będzie wyglądał. Ja wiem, że nie rozmawiał pan o kotkach i o babci, ale: „Muszą lądować!”, „Daj im polecenie!”, „Wyślij generałów!”, tak wyglądały te rozmowy. Każdy się dowie, kto jest sprawcą nieszczęścia Polski!” – przekonywał. – „Gdyby ujawniono taśmy, jak to wyglądało naprawdę, jak wyglądała rozmowa między braćmi, to mielibyśmy obraz właściwy” – mówił. – „Doszlibyśmy do wniosku, że była to nieodpowiedzialność, brawura, że chciano rozpocząć kampanię wyborczą z przytupem w Katyniu. To spowodowało to nieszczęście. (…) Ja wiem, że sumienie gryzie – to szuka się, by chociaż trochę się usprawiedliwić. To była nieodpowiedzialność! Tam nikt tych ludzi nie zapraszał, to było wpychanie się! I zapłaciliśmy cenę, jaką zapłaciliśmy. Niektórzy nie wytrzymują prawdy i próbują podzielić się tym nieszczęściem z innymi”– dodał były prezydent. Kilka razy wcześniej Lech Wałęsa wypowiadał się na ten temat jeszcze dosadniej, chwilami wyglądało to wręcz na cytaty z rozmowy… Z kolei podsłuchiwany i nagrany w restauracji Roman Giertych podczas kolacji w pewnym momencie, jak się zdaje, parodiuje tę rozmowę i to o dziwo, w niemal identycznych słowach jak były prezydent. Czy była to rzeczywiście tylko parodia, czy eks-wicepremier relacjonuje ją po prostu swoimi słowami? W podobnym tonie, ale w sposób bardziej oględny i wyważony wypowiedziało się również kilku innych polityków. Czy to tylko ich domysły, czy wiedza na ten temat?

Zastanawia też histeryczna reakcja obozu pisowskiego sprzed kilku lat na pogłoski, jakoby ktoś miał gdzieś wkrótce tę rozmowę opublikować. Natychmiast pojawiły się agresywne teksty w stosunku do jeszcze nieznanych sprawców in spe tego czynu, ale najważniejszym motywem przewodnim ich wszystkich było to, że rozmowa jest absolutnie sfałszowana, spreparowana i jest to grubymi nićmi szyta prowokacja. Skąd ta panika i założenie z góry, że będzie to fałsz i montaż? Czyżby pełen strachu obóz Kaczyńskiego też wiedział co nieco, jak to wyglądało naprawdę i przeprowadził „atak wyprzedzający”? Dużo tu niestety niewiadomych, ale pewne poszlaki są jednak mocne.

13grudnia

Ktoś w tym momencie może zapytać – no dobrze, skoro mają takie taśmy, dlaczego ich nie upubliczniają? Kaczyński po ich ujawnieniu byłby politycznym trupem, PiS zniknąłby „na amen” i problem byłby raz na zawsze rozwiązany. Otóż sprawa nie jest taka prosta. Ujawnienie tej rozmowy byłoby niewyobrażalnie kompromitujące nie tylko dla postaci Lecha Kaczyńskiego, ale uderzałoby przede wszystkim jeszcze mocniej w urząd prezydenta RP, a co za tym idzie – w autorytet państwa, wystawiając go na pośmiewisko i podrywając zaufanie do wszelkich jego struktur i organów władzy. Szkody wizerunkowe, za którymi pewnie poszłyby wymierne, olbrzymie straty materialne (strach przed inwestowaniem w takim słabym państwie, wycofywanie kapitału itp.) byłyby dla Polski katastrofalne. Jeśli chodzi z kolei o sytuację wewnętrzną – natychmiast podniosłyby się liczne głosy, że trzeba wiadomy sarkofag usunąć jak najszybciej z Wawelu, co byłoby wydarzeniem bez precedensu w historii Polski. W jego obronie stanęliby z kolei od razu wyznawcy religii smoleńskiej, mogłoby dojść do manifestacji i kontrmanifestacji, starć, a w konsekwencji nawet do zamieszek i aktów przemocy na dużą skalę, co doprowadziłoby do jeszcze większych podziałów między Polakami i wybuchów niekontrolowanej nienawiści, żądzy odwetu, a może i jakichś samosądów. Dlatego – jeśli zapis rozmowy nawet jest w Polsce, to nie zostanie ujawniony przez najbliższych kilkanaście lat, chyba że nastąpi jakiś „wyciek” celowy albo zupełnie niekontrolowany.

Na koniec jeszcze jedna, bardzo drażliwa, ale niesłychanie ważna sprawa. Trzeba postawić w tej sytuacji zdecydowane pytanie: czy Jarosław Kaczyński może być szantażowany przez obce państwo ujawnieniem tej rozmowy? Odrzucam tu wszelką poprawność polityczną, strach przed gniewem prezesa i jakiekolwiek inne względy, bo sprawa jest śmiertelnie poważna. Zastanawiam się, dlaczego dotąd nikt tego pytania nie postawił, a może nie dosłyszałem, bo je tylko wyszeptał w obawie przed zmasowanym atakiem pałkarzy pióra szczutych przez Kaczyńskiego? Nikt nie pytał, bo się bał, że pisowscy „historycy” natychmiast znajdą mu dziadka w Wehrmachcie, babcię w KPP, wujka w SB, czy chociaż szwagra w MO?

tomasz-lis

Groźba upublicznienia takiej rozmowy byłaby idealnym narzędziem szantażu – prezes wie, że z powodów opisanych powyżej nie zrobią tego źródła polskie i niebezpieczeństwo czyhałoby w tym układzie tylko z jednej strony. Ale gdy będzie posłuszny… może sprawa nigdy nie wyjdzie na jaw. To są tylko rozważania najgorszego wariantu – mam nadzieję, że prezes PiS nie jest szantażowany, chociaż całkowicie, niestety, nie można tego wykluczyć, i nie chodzi na pasku wrogiego mocarstwa, a to, że niszczy Polskę wynika jedynie ze stanu jego psychiki i dążenia do dyktatury oraz żądzy odwetu za urojone krzywdy i śmierć brata, za którą, żeby stłamsić wyrzuty sumienia obwinia innych, insynuując że brali udział w „niesłychanej zbrodni”. Dodatkowo musi być mocno zestresowany, że sprawa może w każdej chwili wypłynąć z najbardziej nieoczekiwanej strony.

nikt

Gdyby nieprzychylne Polsce państwo chciało jednak skompromitować prezesa, licząc np. na wywołanie chaosu w naszym kraju, to przecież zapis rozmowy nie ukaże się w żadnej gazecie, agencji prasowej czy telewizji zbliżonej do jego rządu, bo łatwo by było powiedzieć, że to centralnie sterowana antypolska propaganda. Jest wiele innych sposobów – można do tego użyć „pożytecznego idioty” w rodzaju Snowdena, „zaprzyjaźnionego” dziennikarza z gazety w innym państwie, wreszcie – internetu. Możliwości jest wiele i źródła „przecieku” nie będzie można ustalić.

leszek-cichon

Waldemar Mystkowski pisze o „nieśmiertelnym” Szwejku Macierewiczu.

macierewicz-ma

Wojskowi mają problem ze „swoim” ministrem obrony narodowej Antonim Macierewiczem. Wyobrażam sobie, jakie myśli kotłują się w ich głowach, gdy widzą tego specyficznego polityka, jak ubiera się w moro i stara się być „ziomalem”, albo podnosi nogi do kroku defiladowego, idzie wzdłuż szeregu żołnierzy z miną tak podniosłą, iż może kiedyś się doczekać zbiorowego wybuchu rechotu. Żołnierskiego sitcomu.

Wojsko jest apolityczne, ale poszczególni żołnierze mają poglądy. Oprócz tego spoczywają na nich uciążliwe imponderabilia, zwłaszcza przy obecnie rządzących, którzy z ważnych słów – honor, ojczyzna, godność, etc. – usunęli treści, uczynili je wydrążonymi. Puści ludzie nadużywają słów, myśląc, że dodadzą sobie treści.
Puści ludzie otaczają się podobnymi sobie. Dochodzi więc do takich sytuacji, jak z Bartłomiejem Misiewiczem, który sam w sobie jest pocieszną postacią z ludowych kawałów, jakie serwuje się w remizie w jakimś Zapiecku. Sam minister w tej miejscowości utrwalonej w filmie dla młodzieży „O dwóch takich, co ukradli Księżyc” mógłby odtwarzać rolę dowódcy ochotniczej straży pożarnej z jedną motopompą na stanie. A Misiewicz dostał złoty medal zasługi nie wiadomo, za co.

Macierewicza na razie krytykują wojskowi, którzy są na emeryturze bądź są weteranami. Głośna była riposta płk Adama Mazguły na wieść, iż Macierewicz dostał od jakiejś pisowskiej przybudówki tytuł Patrioty Roku. Mazguła na Twitterze zapytał: „A jakiego państwa?”

nie

Do Mazguły dobrali się lokaje dziennikarstwa z telewizji narodowej i wszelkich pisowskich mediów i jakby tymczasowo tego dzielnego wojaka wyeliminowali. Taka jest siła narodowej szujni. Macierewicz jest prześmieszny i nie wiem, jak by się starał, nigdy nie zyska powagi, jaką zyskują ludzie rozumni. Ale to nie znaczy, że postaci z kabaretu z remizy nie mogą być groźne. Bodaj niedługo się przekonamy, jaką rzeczywiście rolę ma dostać Wojskowa Obrona Terytorialna, która prawdopodobnie jest szykowana na pisowskiego „wroga” wewnętrznego, czyli na społeczeństwo obywatelskie.

Wojskowi nie wytrzymują, widząc takiego Macierewicza. Bo musi się kotłować wśród tych ludzi, którzy winni być karni, zdyscyplinowani i działający na rozkazy. Po Mazgule pałeczkę krytycznego nieposłuszeństwa, a nawet więcej, przejął komandos i weteran elitarnej jednostki GROM pułkownik Krzysztof Przepiórka, który wali z grubej rury: – „Minister Antoni Macierewicz organizuje swoje igrzyska nienawiści. Upokarza kolejne grupy oficerów. Łamie kręgosłupy, a jego publiczne wypowiedzi, to jak cios z plaskacza w twarz. Nie wiem jak generałowie mogą to jeszcze znosić. Gdyby cenili swoją godność, powinni zasalutować i powiedzieć „no to czołem” – mówi.

Macierewicz sam w sobie jest upokorzeniem. Nie chodzi tylko o to, jak traktuje żołnierzy, ale co reprezentuje, jak się obnosi i co się kryje kompromitującego w jego układach towarzysko-biznesowych. To ostatnie ciągle jest do odkrycia, pilnie docieka pisarz Tomasz Piątek, który już został postraszony sądem przez wspomnianego pociesznego Misiewicza.

Płk Przepiórka na swoim przykładzie podaje, jak poniża się godność jego i odbiera prawa nabyte do emerytury poprzez tzw. ustawę dezubekizacyjną. Przepiórka zaczynał w PRL-owskich Czerwonych Beretach, a po 1989 roku był jednym z pierwszych sześciu żołnierzy zwerbowanych przez gen. Sławomira Petelickiego do najsłynniejszej jednostki wojskowej GROM. Brał udział w misji wojskowej na Haiti, w akcjach bojowych podczas I wojny w Iraku i w arcytrudnej misji w 1996 roku na Bałkanach.

Życiorys filmowy, a teraz Błaszczaki i Macierewicze chcą mu odebrać to, na co pracował z narażeniem życia. Nie tylko ci dwa ostatni międlą na okrągło ozorem o Bogu, honorze, ojczyźnie, które w ich ustach są wyprane z wszelkiej treści, sfilcowane i niestrawne. O losie i zasługach poważnych ludzi decydują takie kabaretowe postaci, które mają problemy ze sformułowaniem własnej myśli.

Pułkownik pyta generałów: „Jakim cudem generałowie wytrzymują?” W ciągu roku Macierewicz „rozbroił” Wojsko Polskie z 26 generałów i 254 pułkowników, którzy na znak cichego protestu złożyli dymisje. Można powiedzieć, że Macierewicz przyczynił się do katastrofy dowódców w wojsku o sile trzech katastrof smoleńskich. Taki to Macierewicz minister, nie potrzeba żadnego wroga, żadnych Żukowów czy Guderianów, polski minister obrony rozbraja Wojsko Polskie. Hybrydowy minister.

obywatelki

Z NOWYCH PODRĘCZNIKÓW DO HISTORII.
TEGO BĘDĄ SIĘ UCZYŁY NASZE DZIECI?

kaczynski-gmach

Popieram.

strajk-popieram

grudzien10

Świetny publicysta młodego pokolenia Stanisław Skarżyński odpowiada na łamach „Wyborczej” polemistom w kwestii: Jak postąpić z PiS, gdy ta partia ostatecznie przegra. >>Nazwijcie mnie jakobinem, ale nie widzę nic niebezpiecznego w powiedzeniu dziś PiS, że „jak da nam ostatecznie po ryju, to my się odwiniemy, i to bez rękawiczki, ale za to z kastetem”.<<

jak

Oczywiście wolałbym, żeby ta i inne metafory przemocy pozostały tylko metaforami, ale to właśnie – w sensie politycznym – uważam, że powinniśmy dziś powiedzieć.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości powinni mieć dziś pełną świadomość faktu, że to III Rzeczpospolita od 26 lat chroni ich, swoich wyrodnych obywateli, przed eskalacją konfliktu politycznego poza granice konstytucji. Oraz że to ta konstytucja dała im narzędzia – wolność słowa, prawo do zgromadzeń, finansowanie partii politycznych, rzetelne, powszechne, demokratyczne wybory – których użyli, żeby tę konstytucję zniszczyć.

Zwykła uczciwość wymaga też, żeby mieli oni dziś świadomość faktu, że nie tylko oni czuli się spętani więzami konstytucji. Są w Polsce ludzie, których od wielu lat doprowadza do jasnej cholery to, do czego PiS używało praw, przysługującym im z mocy konstytucji.

Kłamstwa o Smoleńsku i bełkot o fałszerstwach wyborczych ukryły się pod wolnością słowa, tak samo jak to, że Zbigniew Ziobro nałgał przed komisją śledczą, że nie nakłaniał Jaromira Netzla do złożenia fałszywych zeznań – choć nakłaniał, potwierdziły to nieoczekiwanie odnalezione podsłuchy. Zdemaskowanie agentów polskiego wywiadu wymknęło się sprawiedliwości z powodu standardów państwa prawa, które każą wątpliwości rozstrzygać na korzyść podejrzanych, bo okazało się, że Antoni Macierewicz nie był urzędnikiem państwowym. Wiceminister obrony narodowej i likwidator WSI nie był urzędnikiem państwowym!

Z powodu rozdziału władz i standardów postępowania państwa prawa i sprawiedliwości nie doczekała się Barbara Blida, a szereg ludzi – Weronika Marczuk, Bogusław Seredyński, wielu innych – ogląda ludzi, którzy niszczyli im życie, sprawujących najwyższe funkcje w państwie.

Dopóki to się mieściło w ramach konstytucji, to było tylko ohydne.

nie-komentuje

Zima wasza

Nawet po zmianie władzy większość z tego, czego jesteśmy od roku świadkami – prezydent nocami podpisujący byle świstek, prokurator z czasów stanu wojennego postawiony na czele Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, ułaskawiony z niewinności Mariusz Kamiński, Bartłomiej Misiewicz z uśmiechem przyjmujący „złoty medal za zasługi dla obronności kraju”, media publiczne zamienione w kpinę, minister Szyszko z arcybiskupem Dydyczem wożący się karocą z dyni – to były tylko obrzydlistwa. Człowiek szanujący demokrację musiał z tym niesmakiem żyć, czekając na kolejne wybory.

Umowa społeczna jest jednak oparta na przyjęciu wzajemnych zobowiązań. Jako społeczeństwo umówiliśmy się w 1997 roku na to, że Rzeczpospolita będzie demokratycznym państwem prawnym, w którym władza podzielona będzie na trzy ośrodki wzajemnie się wspierające i kontrolujące, a Trybunał Konstytucyjny będzie rozstrzygał spory kompetencyjne między nimi. Że nie będzie odpowiedzialności zbiorowej, że każda wątpliwość będzie rozstrzygana na korzyść oskarżonego. I tak dalej.

Dopóki PiS było tylko obrzydliwe, pół biedy – czas rozliczeń nadszedłby przy urnach wyborczych. Ani oni pierwszą obrzydliwą władzą w Polsce, ani pewnie ostatnią. Demokracja w ogóle estetyczna jest bardzo przeciętnie, bo nie o urodę w niej chodzi, ale o ograniczanie władzy.

Wiosna nasza

Jednak w momencie, w którym Prawo i Sprawiedliwość ukręci konstytucji głowę – a stanie się to dokładnie wtedy, kiedy Trybunał Konstytucyjny zostanie obsadzony ludźmi bezprawnie wybranymi przez Sejm VIII kadencji, którzy zaczną wydawać wyroki w imieniu Rzeczypospolitej – w tym właśnie momencie zwolennicy demokracji mogą powiedzieć: „OK, no to skończyła się zabawa. Zniszczyliście dach, który chronił i nas, i was. Dzięki wam znów jesteśmy w dziczy”.

Nie oznacza to wcale, że chcę barbarzyństwa. Nie chcę, by posłowi Piotrowiczowi ogolono głowę. Nie chcę, żeby poseł Ast musiał w pokutnym worku całować schody Trybunału Konstytucyjnego, nie chcę, by Annę Zalewską uczniowie powieźli na taczkach. Nie chcę dla polityków PiS ani chłosty, ani banicji, ani trybunałów ludowych.

Mówię tylko tyle i aż tyle: posłowie PiS powinni mieć dziś pełną świadomość faktu, że sytuacja jest zerojedynkowa. Dopóki da się odwrócić ich machloje w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, dopóty istnieje państwo prawa, które chroni i nas przed nimi, i ich przed nami. W momencie, w którym odwrócić się tego zniszczenia już nie będzie dało, III Rzeczpospolita jest martwa – a wtedy możliwe jest dosłownie wszystko.

Tylko jeżeli konstytucja III RP ocaleje, od każdej siły politycznej, która będzie w przyszłości rozliczać PiS, będzie można oczekiwać zachowania standardów demokracji i państwa prawa. Jeżeli nie – będzie można do nich tylko apelować o człowieczeństwo, bo obowiązku nie będzie żadnego.

Lato Muminków

Czytając polemiki Macieja Stasińskiego i Bartosza Wielińskiego, mam wrażenie, że trzeba to dziś mówić tak głośno, jak się tylko da, bo w moim przekonaniu III RP na naszych oczach dogorywa właśnie dlatego, że kiedy pluto jej w twarz, ona twierdziła, że pada deszcz.

Innymi słowy, zarzucam III RP, że była mięczakiem. Że jako produkt czasów, w których rozmawiano o „końcu historii”, w ustroju III RP zaklęto przekonanie, że nikt już nigdy nie sięgnie po zamach stanu, bo demokracja udowodniła swoją bezsprzeczną wyższość tak dalece, że nie trzeba w niej uwzględnić autorytetu wynikającego ze strachu przed karą za naruszenie wspólnych zasad.

Bartoszowi Wielińskiemu wyszło spod pióra, że „słuszny gniew to zły doradca”. Ale gdzież tam! To jego tłumienie jest prawdziwą zbrodnią, to wyparcie złości prowadzi do tragedii. Jeśli dziś będziemy umieli wściekłość na zdrajców naszej drogiej Rzeczypospolitej słowami wyrazić, zatrudnić te emocje, by wzmacniały demokratyczny projekt – możemy uniknąć katastrofy.

Natomiast jeśli obrońcy demokracji będą zajmować się tym, żeby ich programy były estetyczne, słowa wyważone, a emocje stonowane, żeby po wiośnie zwycięstwa nad PiS przyszło mdłe, nudne „lato Muminków”, to nie tylko ośmielą swoją łagodnością tych, którzy dziś rujnują ustrój, ale również dadzą szansę tym, którzy zaproponują kolejną antydemokratyczną radykalizację.

Kempa śpiewała dla Rydzyka.

jaki-kraj

Maciej Stasiński pisze; „obrońcy wolności nie mogą naprawiać bezprawia bezprawiem, a jeśli dojdzie co do czego, krwi zmywać krwią”. To prawda i brzmi to świetnie. Tylko mnie nurtują nieco inne pytania. Jak zwalczać bezprawie, kiedy nie ma już prawa? Jak zachować czyste ręce, kiedy zamiast ciepłej wody z kranu zaczyna płynąć krew?

ojoj

Obywatele RP chcą odpowiedzieć chorej miesięcznicy smoleńskiej poprzez zajęcie krzyża. – Obywatel ma prawo grać władzy na nerwach – mówił w Poranku Radia TOK FM Paweł Kasprzak z inicjatywy Obywatele RP, która organizuje demonstracje w miesięcznice smoleńskie. – Myśmy grali na nerwach tej najistotniejszej władzy, jaką jest pan poseł Kaczyński – dodał.

obudz-sie-polsko

– Po co pan to robi? – pytał Jacek Żakowski Pawła Kasprzaka z inicjatywy Obywatele RP, która demonstruje w miesięcznice smoleńskie przed Pałacem Prezydenckim. W sobotę 10 grudnia również pojawią się na Krakowskim Przedmieściu.

80miesiecznica

– Na ogół ludzie rozsądni uważają to, co się tam dzieje, za jakiś niezbyt istotny folklor – powiedział Kasprzak. – Sam zawsze uznawałem ten narodowo-katolicki fanatyzm, który obserwujemy wśród rodaków, za jedną z najgłębszych i istotniejszych przyczyn kryzysu, z którym mamy do czynienia – oceniał. – Rozmiar zjawiska jest przerażający – dodał Kasprzak.

„To są jakieś, przepraszam za kolokwializm, jaja”

Jego zdaniem demonstracje to również „element bardzo podstawowej walki o bardzo podstawowe prawa obywatelskie”. – Obywatel ma prawo grać władzy na nerwach – podkreślił. – Myśmy grali na nerwach tej najistotniejszej władzy, jaką jest pan poseł Kaczyński – powiedział Kasprzak.

– Myśmy w parę osób zmusili do ustępstw rządzącą w tym kraju partię – mówił. – Do tego stopnia, że podpisali z nami porozumienie – dodał przedstawiciel Obywateli RP. Przy okazji jednej z miesięcznic strony zawarły porozumienie, w którym określono m.in. zasady, że nie mogą sobie wzajemnie przerywać. – Przecież to są jakieś, przepraszam za kolokwializm, jaja – stwierdził Kasprzak.

„Jestem w ich przekonaniu ludzkim śmieciem”

Co będzie się działo w sobotę? Obywatele RP próbowali przekonać Jarosława Kaczyńskiego, żeby powstrzymał serię obowiązkowych ekshumacji. Nie zrobił tego. – Tak jak zapowiadaliśmy zajmiemy krzyż. 80. miesięcznicy nie będzie – powiedział Kasprzak.

– Z całą pewnością dojdzie do przepychanek – zaznaczył Kasprzak. – Ja naruszam ich sacrum. Samą swoją obecnością, ponieważ jestem w ich przekonaniu ludzkim śmieciem, którego należałoby sprzątnąć sprzed oblicza świętego krzyża i równie świętego prezesa – dodał.

– Po co ich pan drażni? – pytał Żakowski. – To jest cholernie ważne, to jest cyrk, który się odbywa w centrum miasta – mówił Kasprzak. – Pewnie będą usuwali nas przemocą. Lada moment wejdzie nowelizacja prawa o zgromadzeniach i policja będzie robiła to, mam nadzieję, bardziej fachowo, więc ta przemoc będzie mniej brutalna – stwierdził.

„Poseł Kaczyński strzela sobie z armaty w kolano”

Dwoma głównymi założeniami projektu ustawy są: wprowadzenie tzw. zgromadzeń organizowanych cyklicznie oraz pierwszeństwo zgromadzeń organizowanych przez władze państwa i Kościół. Co więcej każdy „organ władzy publicznej” będzie mógł zablokować dowolne zgromadzenia.

– Ta ustawa to jest efekt tego co myśmy zrobili, tego całego szantażu – stwierdził Kasprzak. – Dziwię się posłowi Kaczyńskiemu, strzela sobie z armaty w kolano – dodał.

– Cała maszyna parlamentarna ruszyła po to, by chronić go przed naszą obecnością – mówił działacz Obywateli RP. – On nie może na tym wygrać, my stamtąd nie znikniemy, za chwilę będzie tak, że miesiąc w miesiąc policja będzie stamtąd znosić pokojową demonstrację – dodał.

za-co

Brązowy medalista z PRL-u i jego kibic.

czqjr1swiaeaabx

Gratulacje.

panie-prezydencie

Waldemar Mystkowski pisze o groźnych dla ekologii nowelizacjach ustaw o ochronie przyrody, które przygotował resort Szyszki.

czpvpj8wqaauqna

Partia rządząca PiS jest sformatowana na tradycję, na przeszłość. Przynajmniej w tej kwestii Jarosław Kaczyński nie robi Polaków w bambuko. Źle było, gdy nie znano w kraju Trybunału Konstytucyjnego? Nikt nie zawracał sobie głowy zgodnością prawa stanowionego z Konstutycją, zwłaszcza że był PRL

Do tej tradycji odwołuje się prezes PiS, sprzed Trybunału, czyli czasu sprzed decyzji Wojciecha Jaruzelskiego, który zrealizował postulat „Solidarności” z 1981 roku. Ministrowie rządu Beaty Szydło jak jeden mąż podążają ku tradycji, ku przeszłości.

Minister środowiska Jan Szyszko jest szczególny, bo on wywodzi się ze śriodowiska radiomaryjnego, jest określany jako człowiek o. Tadeusza Rydzyka, wykłada na uczelni redemptorysty, realizuje na niej projekty, które są zlecane przez jego ministerstwo. Minister Szyszko przyznaje granty profesorowi Szyszko wykladającemu na uczelni Rydzyka.

Gdyby podobna sprzeczność interesów zaszła w poprzednim rządzie, PiS buczałby nie tylko w niepokornych mediach, ale i w całej Europie.

Szyszko wraca jeszcze dalej w tradycję niż Kaczyński z Trybunałem, Kaczyński cofa się 30 lat z okładem, Szyszko do czasów, gdy nie znano jeszcze takich pojęć, jak ochrona przyrody, czy też ekologia. Resort Szyszki przygotowuje pakiet nowelizacji ustaw, które dewastują system ochrony przyrody, a stowarzyszenie ekologiczne i ludzi w nich działających czynią elementem kryminalnym.

szyszko

Ten pakiet nowelizacji został już przesłany do premier Szydło, ma sygnaturę KPRM, na trop wpadła Greenpeace Polska i opublikowała te już zaksięgowane dokumenty jako rządowe i z podpisami Szyszki.

Dokumenty w istocie są ponure, by nie napisać wręcz przerażajace, wiele mówią, jaką postacią jest Szyszko. Zlikwidowane mają być  Regionalne i Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. W zamian niczego się nie proponuje, bo ochrona środowiska ulega ograniczeniu i nie jest celem podstawowym ministerstwa środowiska. Do tej pory znaczenie miało współdziałanie z lokalnymi organizacjami ekologicznymi.

Te ostatnie w nowym prawie zostają wykreślone, acz nie wprost. Mianowicie muszą spełniać następujące wymogi: być stowarzyszeniami (a więc odpadają fundacje), utrzymywać się tylko ze składek członków, jakikolwiek grant z samorządu, z UE, bądź z funduszu ochrony środowiska wykreśla z partnerstwa w postępowaniach dotyczących ochrony środowiska, stowarzyszenia muszą mieć w swoich strukturach 5 członków, którzy ukończyli studia z nauk chemicznych, przyrodniczych, technicznych, rolniczych lub leśnych.

Okazuje się, że te wymogi nie spełnia żadna organizacja ekologiczna w kraju. Tak załatwione na cacy ma być protestujące społeczeństwo obywatelskie, które mogłoby stanąć przeciw dewastacji środowiska przyrodniczego przez arbitralne decyzje ministerstwa środowiska.

Nowelizacje ustaw nakładają sankcje na tych, którzy sprzeciwiają się groźnym dla środowiska inicjatywom rządzących, protestujący może bowiem trafić na trzy lata za kraty. Szyszko w ten sposób chce sobie otworzyć drogę do takiej tradycji, iż Puszczę Białowieską wyciąłby w pień i nikt by mu nie podskoczył, gdyż siedziałby w więzieniu.

Gdy resort środowiska został zapytany o te nowelizacje ustaw, zaprzeczył jakoby takie zmiany były planowane. To kolejna cecha polityki uprawianej przez pisowców, zaprzeczać czarnemu na białym. Iść w zaparte.

Ochrona środowiska, ekologia nie dotyczy przecież tylko stowarzyszeń ekologicznych, ale to sprawa pierwszorzędna dla nas wszystkich. Tym samym Szyszko otwiera kolejny front walki z Polakami, front ekologiczny. Znamienne jest, iż po uchwaleniu takich nowelizacji Unia Europejska wycofa finansowanie inwestycji przyrodniczych ze środków wspólnotowych.

minister

Gdy spokojnie ocenimy zamiary poszczególnych ministerstw – a w tym wypadku ministerstwa środowiska – to ma się nieodparte wrażenie, iż PiS zdecydowało się na wyprowadzenie Polski ze struktur unijnych. To kolejny przykład przeczący wartościom unijnym, przede wszystkim stojący w poprzed dobru ekologicznemu Polski. Szyszko, Kaczyński i reszta skansenu cywilizacyjnego PiS uprawiają politykę: „po nas choćby potop”. Czemuś i komuś to ma służyć. Czemu i komu? Na pewno nie jest w interesie Polski i Polaków.

Miłego weekendu. 🍺

czpc0zew8aqkyzz

Kleofas Wieniawa przypomina, iż Misiewicz zobowiązał się do pozwania w imieniu Macierewicza przed sąd Tomasza Piątka.

misiu

Ta Polska pisowska naprawdę się dzieje, to nie jest sen-mara, acz ma wszelkie cechy oniryczne. Postaci jak ze snów, niemoc intelektualna głównych postaci dramatu onirycznego, a może już tragedii, zbliżający się las Birnam i kasandryczne wiedźmy w Kancelarii Premiera.

Jest kilka opisów literackich tego zjawiska, nie tylko Szekspir, do którego figur się tutaj odwołuję.

Tomasz Piątek zachęca Misia Macierewicza, aby wreszcie złożył pozew przeciwko niemu i „Gazecie Wyborczej” w inkryminowanej sprawie pomawiania ministra Macierewicza.

Ja też zachęcam. Chcę więcej wiedzieć o Antonim Macierewiczu, który zupełnie inne pokoje powinien zajmować, a nie te ministerialne.

Taki proces musiałby się skończyć większą wiedzą o ministrze, który wybitnie osłabia obronność Polski. Więcej pojawiłoby się poszlak, za którymi kroczą dowody.

Nie tylko z powodu tego, że sądy są jeszcze niezależne, ale dlatego, iż obrona zawsze opuszcza gardę, aby zadać cios.

Dlatego nie wierzę, aby Macierewicz poszedł do sądu. Jego Misiu stosuje zwykłe zastraszanie, biedny nieutalentowany człowiek.

Za ten-sen marę zapłacimy jednak ponurą rzeczywistością. Po raz pierwszy po 1989 roku Polacy wpadli w apatię, jak to było w PRL-u. Widać to na ulicach, w rozmowach, a internet wygląda, jak w peerelowskich gazetach rubryka „Listy do redakcji”.

Teraz są to „Listy do reakcji”.

stop

😉😉😉

cztsgseweaewrzc

grudzien9

Z OKAZJI DNIA DZIEWIC 🙂))

prezes

Jarek i jego kot.

15390914_286529438409152_2010731172328873552_n

Marek Beylin („Wyborcza”) uważa, iż PiS wcale nie jest taki silny. Adresuję ten tekst do tych obezwładnionych i przytłoczonych siłą PiS: to nie jest nasz koniec, to ledwo początek. W dodatku nie najgorszy. Niemal każdy dzień dowodzi, że ta władza jest słabsza, niż sama uważa i niż my to widzimy.

a-jednak

Niepowstrzymany jak tajfun – coraz częściej mówią o PiS także przeciwnicy. Wielu już przewiduje, że rządy tej partii potrwają przynajmniej dwie kadencje. Przybywa ludzi przytłoczonych i obezwładnionych, stąd zresztą mniejsze tłumy i mniej wigoru na demonstracjach. Stąd też w dużej mierze konflikty w KOD.

Pamiętam, jak jeszcze wiosną na rozmaitych protestach panował optymizm. Nie dotrwają do końca kadencji – wieściło sporo uczestników. Dziś niewiele zostało z tamtych nastrojów. W odczuciu ludzi protesty stają się bardziej powinnością moralną niż zapowiedzią rychłego sukcesu, bo unosi się nad nimi przekonanie: oni nie ustąpią. Będą coraz bardziej zaciskać kleszcze.

Wszak nasila się ofensywa PiS przeciw prawu i społeczeństwu. Rządzący atakują wszystkie bezpieczniki demokracji, by stłumić przejawy zbiorowej niezgody. Chcieliby uczynić z nas bezwolną masę poruszającą się w rytm narzucanej propagandy. Czyli przemienić całą Polskę w telewizję publiczną.

To poczucie, że włada nami trwały zły los, a nie tylko ekipa bojowych miernot, wzmacniają jeszcze sondaże. PiS uformował stabilny i silny elektorat obojętny na skandale na szczytach władzy, nepotyzm, wypłukiwanie z Polski demokracji. A opozycja wydaje się słaba i chaotyczna, więc coraz trudniej o wiarę w jej zwycięstwo.

(PiS WZYWA NA SWÓJ MARSZ A JA Z MICHAŁEM BARDONIEM, MAMY W ZWIĄZKU Z TYM TAKIE PYTANIE)

czoztffxuaaac2v

Ta władza jest słabsza, niż sama uważa i niż my to widzimy

Adresuję ten tekst właśnie do tych obezwładnionych i przytłoczonych siłą PiS: to nie jest nasz koniec, to ledwo początek. W dodatku nie najgorszy.

Niemal każdy dzień dowodzi, że ta władza jest słabsza, niż sama uważa i niż my to widzimy. Nie spacyfikowała społeczeństwa, jak zamierzała, i zaczynają ją zżerać wewnętrzne kryzysy oraz niemożności.

My boimy się PiS, ale PiS jeszcze bardziej boi się nas. O czym świadczy choćby „czarny protest” czy narastająca histeria władzy przed protestami 10 i 13 grudnia.

obywatelki

To „ponowna próba wyprowadzenia ludzi na ulice. Oni zmierzają ku awanturze, burdom, jakie ich zdaniem są środkiem prowadzącym ich do odzyskania władzy” – mówił w poniedziałek w Szczecinie minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak. Również telewizyjna propaganda przedstawia protestujących jako groźnych wichrzycieli czy nawet zamachowców. Czy PiS liczy na „awantury i burdy”, by podważyć wiarygodność opozycji i mieć pretekst do ostrego jej zwalczania? Zapewne, ale takie kalkulacje wynikają nie z siły, lecz z poczucia słabości. Pewna siebie władza traktowałaby takie protesty ze spokojem.

PiS tak nie może. Na początku rządów PiS uważał, że szybko skolonizuje Polskę, wierzył we własną siłę i w słabość społeczeństwa. Miało być, jak zalecał Machiavelli: popełnij wszelakie niegodziwości na początku rządów, by potem ustabilizować władzę i dbać o spokój społeczny. Jeśli to osiągniesz, ludzie zapomną o początkowych draństwach i wybaczą nadużycia władzy. Bo wolą porządek dający spokojne życie niż chaos, jaki grozi wskutek politycznych wojen.

Udało się to w dużej mierze premierowi Węgier Orbanowi, który mimo rozpanoszonej korupcji wśród rządzących i ich autorytarnych obyczajów cieszy się większościowym poparciem społeczeństwa.

Dla PiS to przykaz tym ważniejszy, że za dwa lata są wybory samorządowe, które rządzący muszą wygrać, ponieważ porażka złamie mit wszechmocnej partii i wzmocni opozycję.

(TO ZDJĘCIE JEST BARDZO WAŻNE. PRZEKAZUJCIE JE DALEJ. POKAŻMY WSZYSTKIM, KTO WTEDY W WARSZAWIE WALCZYŁ I RYZYKOWAŁ ŻYCIEM ZA POLSKĘ.)

czl9vhvxeaabvnx

PiS to potężna fabryka chaosu

Jednak zawiodły plany PiS, by szybko ustabilizować władzę, zaprowadzić społeczny spokój i zwiększać poparcie. Rządzący potrafią wprawdzie paraliżować instytucje, które uznają za wrogie, lecz nie są w stanie zadbać o porządek w instytucjach własnych.

PiS to przede wszystkim potężna fabryka chaosu. A w takiej generalnej „rozpierdusze” można przez jakiś czas rządzić, ale nie sposób dłużej utrzymać władzy. Zbyt wiele rodzi się napięć i konfliktów między rządzącymi a społeczeństwem i światem zewnętrznym.

pamieci

Tę fundamentalną słabość PiS wzmacnia jeszcze brak pieniędzy na spełnienie obietnic wyborczych i spowolnienie gospodarki. Owszem, PiS ulżył nieco biedniejszym, wprowadzając 500+ i podwyższając im kwotę wolną od podatku. Innym, także wcale nie bogatej klasie średniej, która częściowo na PiS głosowała, musi jednak pieniądze zabierać. Co także władzę destabilizuje i sprawia, że najpewniej nie zyska większego poparcia niż ma teraz. Zwłaszcza że nie zwiększyło go od początku rządów. Zwolenników PiS jest trzydzieści parę procent, co czyni z tej partii trwałą mniejszość. Zjednoczona opozycja ma większą siłę.

Stąd histeryczne ataki na protestujących i opozycję, a także nachalna propaganda mająca ukryć tę niewygodną prawdę.

czk6kg6xuai3xmi

PiS wie, że jest słabszy niż przeciwne mu społeczeństwo. My też powinniśmy w to uwierzyć.

co-abp

Kraków ma nowego arcybiskupa. O Marku Jędraszewskim pisze MIchał Wilgocki. Znany z ostrego języka abp Marek Jędraszewski obejmie wkrótce archidiecezję krakowską. Przypominamy najciekawsze cytaty hierarchy z ostatnich kilku lat.

GRATULACJE DLA KRAKOWA !!!!! Łódź odetchnęła z ulgą

czlglv-w8aa4fob

Arcybiskup Jędraszewski:

  • o „czarnym proteście”

– To, co się dzieje, te czarne marsze, są przerażającą współczesną manifestacją cywilizacji śmierci. Chce się dzisiaj bronić anty-Ewangelii. Można by powiedzieć, czarnej Ewangelii (…). Potrzebna jest modlitwa o zwycięstwo cywilizacji miłości nad tą czarną cywilizacją śmierci. Na początku tej mszy świętej szedłem przez katedrę. Patrzyłem na wasze twarze. Wszystkie uśmiechnięte. Zwłaszcza rodziców, którzy przynieśli małe dzieci (…). Popatrzmy na zdjęcia tych, którzy biorą udział w czarnych procesjach. Jakie tam są twarze. I jak bardzo różnią się od waszych.

  • o rzeczniku praw obywatelskich

– Jakże w tym momencie nie wspomnieć nieznanego nam z imienia i nazwiska łódzkiego drukarza, który niedawno nie przyjął zlecenia usługi na rzecz fundacji LGBT Business Forum. Odpowiadając: „Odmawiam wykonania roll-upu z otrzymanej grafiki. Nie przyczyniamy się do promocji ruchów LGBT naszą pracą”. Wiemy, że za to został skazany na wniosek lewackiego rzecznika praw obywatelskich, którego urząd ma przecież polegać na tym, że broni on w imieniu obywatela jego praw i wolności. Nie dane mu było się nawet bronić. Ma zapłacić karę. To sprawa precedensowa. On uważał, że nie może przyczyniać się swoją pracą do szerzenia ideologii wypaczających prawdę o człowieku. Jakże nie być dumnym z tego mieszkańca naszej Łodzi? A jednocześnie jak go nie wspierać w tej odwadze? Jakże nie brać przykładu, jak żyć i jak wiarę przekuwać na codzienność.

15253457_375548279460320_8524662417747121263_n

  • o katastrofie smoleńskiej

– Od pięciu też lat trwają zacięte dyskusje nad przyczynami tej tragedii. Prawda z trudem przebija się przez zasieki kłamstw, które od samego początku były podawane do publicznej wiadomości. Dzisiaj wiemy: nie było kilku prób podchodzenia do lądowania; prezydent nie kazał pilotom za wszelką cenę lądować; generał Andrzej Błasik nie był pijany; niewytłumaczalne jest zawieszenie działania praw dynamiki Newtona, bo przecież bezpośrednie uderzenie samolotu w ziemię musiałoby skutkować ogromnym lejem, a tego leju nie było, mimo że grunt był dość miękki; Rosjanie wcale nie byli nam przychylni; w Smoleńsku nie przekopano ziemi na metr głębokości, centymetr po centymetrze; ciała niektórych osób nie zostały właściwie zidentyfikowane, niektóre z nich zostały wprost zbezczeszczone; rząd polski świadomie oddał śledztwo w ręce Rosjan, zgadzając się na zastosowanie konwencji chicagowskiej, by za nic nie odpowiadać.

  • o gender

– Praktycznie jest to ideologia, szalenie niebezpieczna, która prowadzi do śmierci danej cywilizacji. Jest to też teoria coraz bardziej przyjmowana, czy może nawet narzucana, w Europie i Stanach Zjednoczonych. (…) Mogę sobie łatwo wyobrazić, że za jakiś czas, mam nadzieję, że sam tego nie dożyję, że w roku 2050 nieliczni biali będą pokazywani innym rasom ludzkim tu, na terenie Europy, tak jak Indianie są pokazywani w Stanach Zjednoczonych w rezerwatach. Byli sobie kiedyś tacy ludzie, którzy tu zamieszkiwali, ale przestali istnieć na własne życzenie, ponieważ nie potrafili uznać tego, kim są od strony biologicznej.

  • o konwencji antyprzemocowej i powstaniu warszawskim

– Ostatnio uchwalone przez polski parlament i podpisane przez prezydenta RP: tak zwana konwencja antyprzemocowa i ustawa o in vitro oraz przyjęta przez Sejm ustawa „o uzgodnieniu płci” mogą być uznane jako zdrada wobec tych wartości moralnych, dla których powstanie w ogóle wybuchło.

  • o Radiu Maryja

– Radio Maryja stało się przekazicielem tego nauczania, które zostawił nam Jan Paweł II Wielki. Stało się też głosem tych wszystkich Polaków, których rodzące się w 1989 roku społeczeństwo liberalne chciało wykluczyć i skłonić do milczenia. Dziękujemy Panu Bogu za wszystkie dzieła, które zapoczątkował ojciec dyrektor.

  • o małżeństwie i zdradzie

W przysiędze małżeńskiej nie jest napisane „opuszczę cię, gdy mnie zdradzisz”. Należy trwać w małżeństwie, a zdrada może być okazją, by stawać się wiernym jeszcze bardziej.

  • o prezydencie Andrzeju Dudzie

– Jego osobista formacja, jaką wyniósł z domu, wartości, do jakich się odwołuje, a także doświadczenie polityczne pozwalają sądzić, że rozumie, na jakich zasadach powinno opierać się rządzenie Rzeczpospolitą. Prezydent jest osobą, która nie negowała swych związków z oficjalnym nauczaniem Kościoła dotyczącym małżeństwa i rodziny. Jego wizyta na Jasnej Górze dzień po wygranych wyborach jest tego doskonałym potwierdzeniem.

  • o Adamie Michniku

– Dalej ten człowiek obawia się fundamentu moralnego, jakim jest 10 przykazań, opowiadając się tym samym za relatywizmem moralnym, za tym, że każdy może mieć swoją prawdę i według niej żyć oraz narzucać ją innym. Na koniec, bojąc się nacjonalizmu, uderzył ten człowiek w to, co jest najbardziej istotne dla całej naszej wielkiej tradycji – w patriotyzm. Ten człowiek nie chciał, by nasze życie po ’89 roku kształtowało się według tych trzech słów tworzących jeden wielki program dla Polski – Bóg, Honor, Ojczyzna. Właściwy ład państwa trzeba budować na Bogu, który jest miłością, i tylko wtedy jest możliwa pełna wolność i można budować prawdziwą demokrację i ze spokojem patrzeć w przyszłość.

  • o profesorze Chazanie

– Profesor Chazan odwołał się do tego, co wynika z prawa naturalnego i co gwarantuje mu konstytucja. Jeśli natomiast są jakieś przepisy, którymi się rządzą Ministerstwo Zdrowia i NFZ, pozwalające tym instytucjom na takie właśnie postępowanie wobec prof. Chazana, to trzeba stwierdzić, że nie są one zgodne z konstytucją i że należy je zmienić.

WAŻNE, ABY ZNISZCZYĆ CZŁOWIEKA, OCZERNIĆ, ZSZARGAĆ REPUTACJĘ. DOPISZĄ KAŻDĄ HISTORIĘ. BEZ WSTYDU. SZACUNEK DLA PUŁKOWNIKA ADAMA MAZGUŁY!

czl2cvkxcaeu2sm

I TAKI PIĘKNY OBRAZEK Z ŻYCIA WZIĘTY 🙂

czlkmc4w8ay2mgq

Waldemar Mystkowski pisze o pisowskiej przymiarce do zniesienia konwencji antyprzemocowej.

pis-wraz

Może zastanawiać, że tak późno PiS zabiera się za tzw. konwencję antyprzemocową, społeczeństwu znaną jako „rzecz o gender”. Partia Kaczyńskiego ma jednak w drodze do autokratyzmu ważniejsze kwestie do załatwienia, tj. do zniszczenia, jak choćby unieważnienie Konstytucji poprzez sparaliżowanie jej strażników, prezydenta i Trybunał Konstytucyjny. Andrzej Duda dokonał autoparaliżu, a TK jeszcze broni Konstytucji.

PiS musi jednak spłacać dług swemu sojusznikowi – Kościołowi katolickiemu, bo w planowanym reżimie kler ma do spełnienia ważną rolę pilnowania owieczek, wierni są w zdecydowanej większości elektoratem PiS. Całkowity zakaz aborcji jakoś nie wyszedł, został powstrzymany poprzez Czarny Protest kobiet, w tej kwestii dojdzie do kombinowania z prawem w pisowskim stylu krętactwa.

Po roku rządów PiS przypomniano sobie o gender. Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej z trudem została przyjęta przez poprzedni parlament, Ewa Kopacz użyła całego swojej autorytetu, aby ją ratyfikować.

O co chodzi w tej konwencji? Przede wszystkim chroni kobietę i dzieci w rodzinie przed przemocą poprzez narzędzia prawne i instytucjonalne. Mężczyzna już nie jest panem i władcą, nie ustanawia swoich praw domowych, których sens oddawało przysłowie „jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije”. Konwencja kładzie nacisk na świadomość kulturową kobiety, iż ma takie same prawa, jak mężczyzna.

(BĘDZIEMY!!!)

czltrnrwiaaqyoe

Niby takie prawa równościowe nie powinny nikomu wadzić, a jednak tak nie jest. Przede wszystkim konwencja odbiera Kościołowi monopol wyrokowania o tym, co jest moralne w społeczeństwie wyznającym katolicyzm. Konwencja także mogła pośrednio zagrozić feudalnemu traktowaniu płci w strukturach Kościoła.

Kościół więc zaczął walczyć z konwencją poprzez dosztukowanie do niej kwestii, których nie porusza. Jakoby konwencja dowartościowuje środowiska LGBT, co akurat nijak się ma do sensu konwencji. Wiedza o seksualności nie jest zagrożeniem dla natury płci, tylko poszerzeniem świadomości, tj. kultury.

Ogólnie rzecz ujmując, Kościół walczy z wiedzą, która zawęża pole dla wiary. Im więcej racjonalizmu, tym mniej zabobonu. Nowoczesność kontra tradycja, zacofanie. W takich skrótach pojęciowych wygląda ta walka.

Kościół więc broni swoich przywilejów tradycji, pomaga mu PiS. Zapowiada się kolejny front walki społecznej. Nad odstąpieniem Polski od konwencji antyprzemocowej pracuje kilka ministerstw, w tym – o, pisowski paradoksie! – pełnomocnik rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania Adam Lipiński. W tej partii wszystko jest na odwyrtkę. Lipiński pracuje na rzecz nierównego traktowania, na rzecz tradycji. Poza tym nad wypowiedzeniem konwencji praca wre w ministerstwach: w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Potwór gender ma być zwyciężony przez PiS i Kościół, bo wartość rodziny ma dominować nad prawami kobiet i dzieci do bezpieczeństwa i nietykalności cielesnej. Jak to kiedyś zadeklarował prezes Kaczyński, iż powstanie nowa pisowska konwencja: „Jeśli dojdziemy do władzy, to będzie ustawa o ochronie kobiet przed przemocą i to taka, że będzie mróz w oczy szczypał – bardzo, bardzo twarda, tylko niemająca nic wspólnego z twierdzeniem, że kobieta czy mężczyzna to twór kulturowy, a nie coś, co daje natura”.

Kaczyński chyba zapomniał, że już jest taka bardzo, bardzo twarda konwencja, że mróz w rozum szczypie, a nazywa się Dekalog, 10 przykazań. Bo do tego w wielkim uproszczeniu zmierza prawo polskie, do prawa kościelnego.

czlgpuaxccep0g0

Janusz Anderman analizuje postać prokuratora Kaczyńskiego, Stanisława Piotrowicza. Jeśli idzie o Trybunał Konstytucyjny, to wszyscy przecież wiemy, że prokurator poseł PiS Stanisław Piotrowicz go zniszczyć nie chce, tylko wprost przeciwnie – dla PiS-u naprawić.

kawal

To było oczywiście do przewidzenia, że światowe media złośliwie przemilczą ten doniosły fakt: tygodnik „wSieci” opublikował wywiad z szefem sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka Stanisławem Piotrowiczem. Wywiad dotyka dwóch etapów z życia Piotrowicza: współczesnego, na którym z żarliwością wykańcza kwestię Trybunału Konstytucyjnego, i początkami błyskotliwej kariery.

Oba etapy Piotrowicz streszcza zwięźle, ostrzegając, że stosuje elementy humoru: „Różni ludzie od roku opowiadają o mnie różne bzdury. A to, że chcę zniszczyć TK, a to, że byłem prokuratorem komunistycznym. Podchodzę do tego jednak z dystansem, a nawet humorem. […] Mam czyste sumienie”.

Jeśli idzie o TK, to wszyscy przecież wiemy, że Piotrowicz go zniszczyć nie chce, tylko wprost przeciwnie – dla PiS-u naprawić. I dlatego – jak mówi – „to jest bój o charakterze strategicznym”. Gdyż „przy pomocy TK obecna opozycja, wcześniej rządzący, próbowała zablokować wszelkie reformy oraz uniemożliwić zwycięzcom wyborów odniesienie jakichkolwiek sukcesów”. Tej wersji się trzymajmy, bo przecież ważą się losy naszej przyszłej pomyślności. I właśnie dlatego Piotrowicz miał zupełną rację, gdy posłowi opozycji, któremu przestała działać karta do głosowania, z powagą uświadomił przykrą prawdę: „Pana głos i tak nic nie znaczy”.

(W NOWEJ PODSTAWIE PROGRAMOWEJ Z HISTORII? Koniecznie!!!)

czl2646w8aawov3

Ale warto pochylić się nad młodością Piotrowicza, o której opowiada. Gdyby nie wybrał się na studia prawnicze – istniało takie zagrożenie – straty dla kraju byłyby nie do powetowania. „Rozważałem też kierunki artystyczne” – straszy Piotrowicz. Na szczęście prawo skończył, a potem dwuletnią aplikację prokuratorską – „nieskromnie powiem, że najlepiej z całej grupy”. I wtedy zaczęło się wieloletnie pasmo prześladowań ze strony komunistów. „Tuż przed egzaminem końcowym prokurator wojewódzki zorientował się, że nie należę do partii”. Nie świadczy to o bystrości owego prokuratora, ale stało się. „Kazał się zapisać” – mówi gdzie indziej Piotrowicz.

Rzecz jasna samo zapisywanie się było wyzwaniem, gdyż w odpowiedniej rubryce należało określić swój światopogląd. Piotrowicz nawet tu przechytrzył siepaczy z PZPR i dwóch tzw. członków wprowadzających, którzy musieli za niego poręczyć. Wpisał więc: „prawidłowy, choć miałem na myśli zupełnie co innego”. Najgorsze było jeszcze przed Piotrowiczem.

(A MOŻE TAKA MAŁA LEKCJA HISTORII DLA POLAKÓW? NIKT LEPIEJ JEJ NIE POPROWADZI NIŻ KOMUNISTYCZNY PROKURATOR)

czldf7rw8aaaczt

Pracował sobie spokojnie aż „do stanu wojennego, kiedy nie mogłem już wytrzymać”. W dodatku doniósł na niego kolega. „Zaczęły się regularne szykany”, w ramach których przeniesiono go z Prokuratury Wojewódzkiej w Krośnie do rejonowej w Krośnie. By go jeszcze bardziej upodlić, władze nakazały mu być w prokuraturze w tzw. egzekutywie PZPR, czyli we władzach partii.

Mało tego! Ostatecznym ciosem było wciśnięte mu w 1983 roku odznaczenie państwowe. A z tego mógł się już nie podnieść. Wytrwał jak chłop Ślimak na placówce. Źli potwarcy wyciągają teraz Piotrowiczowi, że w stanie wojennym oskarżał aresztowanego działacza opozycji. On? Jako prokurator walczył o jego wolność do upadłego. „To był mroczny czas i to, co zrobiłem, wymagało odwagi” – powiada skromnie. Wielu osobom konspiracyjnie pomógł, o czym – jak się zwierzył – „przez lata musiałem milczeć, by osobiście nie narazić się na karę surowszą od tej, jaka groziła tym, którym wówczas pomagałem”.

czkymozwqae1733

I dlatego, kiedy podczas jego przemówienia w Sejmie posłowie opozycji zaczęli wznosić okrzyki: „Precz z komuną!”, Piotrowicz miał pełne moralne prawo, by się do tego chóru przyłączyć i również zakrzyknąć gromko: „Precz z komuną!”.

SZACUNEK DLA GDAŃSKA.

czlksb2wiaassis

BORYS, TRZYMAMY CIĘ ZA SŁOWO!

czkluppxaaqzqwo

 —

grudzien

PiS szykuje prowokację na 13 grudnia. Pojawiła się taka fałszywka (będzie ich więcej).

czgnv3qwgaaatc1

Od razu odezwał się na Twitterze PiS i Ryszard Terlecki, szef klubu parlamentarnego PiS i wicemarszałek Sejmu. Czyżby już teraz PiS planował użycie broni?

marcin-celinski

Dla mnie jest jasne, że nie wykluczają użycia broni w stosunku do społeczeństwa obywatelskiego, do protestujących, nie zgadzających się na zamordyzm.

maria-lewandowska

Stanisław Skarżyński zastanawia się, co powinno się stać, gdy PiS straci władzę.

skoro

Historia uczy, że zdrajcy zwykle zostają ukarani. Nie zawsze, nie wszyscy, często nie ci najważniejsi, ale da się przecież dowieść, że sprawiedliwość jest częścią dziejów ludzkości.

Polska lista hańby jest długa i ponura, ale przynajmniej przez ostatnie 30 lat nie trzeba było do niej dopisywać nowych nazwisk. Siedzieli tam sobie – między innymi – konfederaci z targowicy, szmalcownicy, podpalacze stodoły w Jedwabnem, Moczar, a także, choć na tle tamtych pomniejsi, Jaruzelski z Kiszczakiem.

Od 1989 roku wydawało się, że ten dramat mamy już za sobą. Dziś jednak – czyli w chwili, w której do smutnego finału zbliża się wojna z Trybunałem Konstytucyjnym – kończy się kryzys konstytucyjny, a rozpoczyna się nowy etap . Etap nieodwracalnych zmian ustroju państwa.

Głupio byłoby to przegapić, choć pozory zachęcają, by odwrócić wzrok. Nie dajmy się nabrać. Jakie czasy, taki zamach stanu. Dziś w Aleppo – na które dzień i noc lecą bomby, gdzie nie ma wody i żywności, gdzie ludzie giną tysiącami – swobodnie można rozmawiać przez telefon komórkowy. Wszystkie sieci działają. Podobnie w Warszawie, w której trwa radykalny przewrót, dzień po dniu skrupulatnie sprawdzane są bilety autobusowe.

Od strony filozofii politycznej sprawa jest jednoznaczna: PiS łamie umowę społeczną. Politycy tej partii zostali wybrani do pracy na rzecz poprawy istniejącego ustroju, a nie w celu jego zdemolowania, więc działania podejmowane przez nich na zlecenie partyjnego kierownictwa są złamaniem przysięgi – poselskiej, senatorskiej, prezydenckiej.

Ci ludzie dostali władzę o określonych parametrach i zasięgu, a wykorzystali ją, żeby zmienić zasady i otrzymaną władzę uczynić bezgraniczną. To nie jest nadużycie władzy, to nie jest korupcja. To zdrada.

Skoro politycy PiS rozwalili ustrój, nie mają prawa oczekiwać, że w razie porażki będą sądzeni według przepisów porządku prawnego, który niszczą. Posłom tej partii warto na każdym kroku przypominać, że wprowadzany przez nich stan anarchii – stan wyjątkowy – jest bronią obosieczną. Z jednej strony daje ludziom nowych rządów narzędzia do powiększenia władzy, ale równocześnie wszystkim – a więc również im – odbiera ochronę, którą dawał dotąd system prawa.

Być może za to, co wyprawiali do tej pory, politycy PiS powinni spodziewać się rozpraw przed Trybunałem Stanu. Natomiast za to, co planują zrobić teraz, spotkać ich może dosłownie wszystko – za złamaną przez nich granicą prawa konstytucyjnego jest już tylko anarchia. Powinni się dobrze zastanowić, czy są gotowi na taki hazard.

dojna-zmiana

***

Zajrzyjmy na chwilę do historii. Platforma po objęciu władzy w 2007 roku przez osiem lat nie kiwnęła palcem, żeby pociągnąć do odpowiedzialności tych ludzi PiS, którzy w czasie pierwszych rządów tej partii przekraczali granice, jakich politykom w demokratycznym państwie prawa przekraczać nie wolno. Potwora, którym dziś jest PiS, stworzył Donald Tusk i jego partia. Jego i jej słabość, głupota i niezdolność odparcia pokusy hodowania sobie przeciwnika, którego łatwo pobić w kolejnych starciach wyborczych.

Żeby ten scenariusz się nie powtórzył, trzeba przyjąć do wiadomości śmierć III Rzeczypospolitej. Jej sztuczne podtrzymywanie przy życiu grozi nam popadnięciem w absurd. Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym po odejściu PiS od władzy kolejny Sejm postanawia pociągnąć zdrajców do odpowiedzialności. Uchwala ustawę powołującą odpowiedni trybunał, a ta zostaje natychmiast, na wniosek PiS, uznana za niezgodną z konstytucją – przez ludzi, którymi PiS obsadził Trybunał Konstytucyjny! I co zrobią wówczas KOD, PO i Nowoczesna? Jeśli dziś w swojej wyobraźni politycy opozycji nie porzucą III Rzeczypospolitej jako ustroju i nie przejdą na trudny obszar polityki bez prawa, to będą bezradni: w imię podtrzymania iluzji istnienia ustroju III RP uszanują wyrok Trybunału, który da Kaczyńskiemu bezkarność.

Jeszcze niedawno można było liczyć, że po przegranej PiS w kolejnych wyborach życie publiczne „wróci do normy”. Przez ostatni rok najazd na Rzeczpospolitą jakoś się mieścił w ramach ustroju. Wyginał konstytucję, naciągał ją, testował jej granice. Na takie okazje ustrój miał przygotowany Trybunał Stanu. Ale wraz z objęciem stanowisk sędziów TK przez trójkę pisowskich samozwańców trzask – i III RP na naszych oczach przestaje istnieć. Od tego momentu mamy strzępy starego prawa, które z przyzwyczajenia można honorować, oraz czystą, surową politykę stanu wyjątkowego.

czheruixuaawzeu

***

Przykra sprawa, ale ani to pierwszy, ani ostatni taki wypadek w historii. Konstytucja okazała się niedoskonała, ustrój nieodporny na zamach. Zdarza się. III RP trzeba przekuć w ideę, zachować korpus wartości, które stworzyły demokratyczne, przynajmniej starające się być sprawiedliwe, dość liberalne państwa prawa. Owo państwo pozwoliło nam wydostać się z komuny, dołączyć do NATO i Unii Europejskiej, rozwinąć gospodarkę i wyjść na prostą.

Prędzej czy później przyjdzie czas, gdy pojawi się możliwość osądzenia tych, którzy nam III Rzeczpospolitą wykończyli. Użycie Trybunału Stanu będzie błędem – nie tylko dlatego, że kary, które Trybunał ma do dyspozycji, są po prostu śmieszne, ale też dlatego, że byłaby to idiotyczna niekonsekwencja. Tak jak nie można było orzekać o konstytucyjności ustawy na podstawie przepisów tej ustawy, tak nie da się sądzić tych, którzy zabili III Rzeczpospolitą na podstawie konstytucji z 1997 roku. To sprzeczność – chcąc sądzić, automatycznie obala się swój zarzut. Trybunał Stanu jest częścią ustroju, który umiera.

PiS, wchodząc na teren stanu wyjątkowego, sam wskazuje nowe możliwości. Ostatnio sławę w mediach zdobywa jego ustawa o komisji weryfikacyjnej do spraw reprywatyzacyjnych, w której pokręcono wszystko ze wszystkim: możliwości ustawodawcze, władzę wykonawczą i uprawnienia do wydawania wyroków. Podobny twór można sobie wyobrazić do osądzenia dokonań PiS po 2015 roku – komisję łączącą odpowiedzialność polityczną z wyrokiem karnym, odpowiedzialnością skarbową, odebraniem odznaczeń państwowych i praw emerytalnych z tytułu działalności publicznej.

I znów, trzeba politykom PiS przypominać: to wyście zaczęli. III RP chroniła i nas, i was. Korzystaliście z jej ochrony, z jej wolności słowa, swobody zrzeszeń i demonstracji – żeby ją zniszczyć. O to, że jej prawa nie będą was chronić przed zemstą tych, którym na III RP zależało, możecie mieć pretensje tylko do siebie.

***

Jednocześnie trzeba wyciągnąć z tego wnioski. Dostrzec te niedoskonałości ustroju III RP, które pozwoliły PiS zmobilizować rzeszę ludzi gotowych dać jednej partii prawo do zdemolowania państwa.

Uwiedzeni neoliberalnym oszustwem wpisaliśmy do ustroju te same błędy, które wcześniej popełniły Ameryka i Wielka Brytania – a to na nich się wzorowaliśmy. Ci, którzy dziś wychwalają pod niebiosa politykę gospodarczą III RP, Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, powinni do listy ich osiągnięć politycznych dopisać opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, zwycięstwo Donalda Trumpa oraz ukatrupienie III?Rzeczypospolitej przez PiS.

Brak solidarności społecznej, wspieranie silniejszych, zgoda na to, by słabsi sami musieli się organizować, zezwolenie na to, by się radykalizowali i szukali pomocy na oślep, ignorowanie ich, aż zwrócili się przeciwko państwu, które ich olało… Najpoważniejszym błędem III RP był brak sensownych instytucji wsparcia społecznego. To doprawdy straszna recenzja ćwierćwiecza imponującego wzrostu gospodarczego, że ludzie po prostu tęsknią za komuną, bo dawała im elementarne poczucie bezpieczeństwa socjalnego.

Drugim śmiertelnym błędem było przekonanie, że postęp społeczny jest prostym skutkiem rozwoju ekonomicznego. Tak nie jest. Postęp ekonomiczny umożliwia postęp społeczny pod warunkiem, że inwestuje się jego owoce w dostęp do wiedzy, że niweluje się różnice społeczne, że dba się o równouprawnienie wykluczonych różnej maści. W tej sprawie Polska nie zrobiła zupełnie nic. Wplątana w romans polityki z Kościołem, niezdolna do zaoferowania grupom dyskryminowanym wsparcia, kobietom bezpieczeństwa, III RP z roku na rok traciła sojuszników.

Można mieć tylko nadzieję, że kolejna, V Rzeczpospolita będzie sprawiedliwsza. To możliwe, ale tylko pod warunkiem, że będziemy pamiętać błędy trzeciej i mądrze – z troską o ludzi, których uwiodła, a bez litości dla tych, którzy z ich frustracji skorzystali – rozliczymy autorytarną IV Rzeczpospolitą, która rodzi się na naszych oczach.

czgsw_oxcaa-zvf

Skarżyńskiemu odpowiada wiceszef „Wyborczej Maciej” Stasiński. Nie wolno nam grozić PiS, że jak da nam ostatecznie po ryju, to my się odwiniemy, i to bez rękawiczki, ale z kastetem. Obrońcy wolności nie mogą naprawiać bezprawia bezprawiem, a jeśli dojdzie co do czego, krwi zmywać krwią.

oko

Trafna, bo pozbawiona złudzeń jest diagnoza działań PiS, jaką postawił w „Wyborczej” Stanisław Skarżyński. Niedobra, a nawet groźna jest terapia, jaką Polsce przepisuje, czyli jak po PiS-ie posprzątać i ponaprawiać, co zdąży zepsuć.

Polska, jeśli chce być wierna zachodniej demokracji liberalnej, nie może hołdować zasadzie z kodeksu Hammurabiego „oko za oko” czy bardziej swojskiej „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”.

To prawda, że PiS łamie umowę społeczną i dokonuje pełzającego zamachu stanu. Niszczy państwo prawa, podział władz, liberalną demokrację i w imię rzekomo świętej zasady, że większość może wszystko, pełzająco wprowadza porządek ideologiczno-policyjnej tyranii.

Brak złudzeń Skarżyńskiego jest potrzebny nam wszystkim, by nie okazało się, że wierząc, że „jakoś to będzie, a nie będzie przecież tak źle”, zbudzimy się, kiedy będzie za późno, bo Polska będzie już na obrzeżu Europy, pozbawiona wolnych mediów, pod czujnym okiem obrony terytorialnej. Słowem, kiedy się przebudzimy w kraju, w którym nie mamy ani praw, ani siły, by się bronić.

Niestety, z tym bezlitosnym oglądem muszę się rozstać, gdy ogarnia go zapał bitewny.

Pisze Skarżyński: „Skoro politycy PiS rozwalili ustrój, nie mają prawa oczekiwać, że w razie porażki będą sądzeni według przepisów porządku prawnego, który niszczą. (…) Być może za to, co wyprawiali do tej pory, politycy PiS powinni spodziewać się rozpraw przed Trybunałem Stanu. Natomiast za to, co planują zrobić teraz, spotkać ich może dosłownie wszystko – za złamaną przez nich granicą prawa konstytucyjnego jest już tylko anarchia. Powinni się dobrze zastanowić, czy są gotowi na taki hazard”.

Skarżyński wzywa więc opozycję, by porzuciła praworządność i „przeszła na trudny obszar polityki bez prawa”, którą nazywa „czystą, surową polityką stanu wyjątkowego”. Właściwie grozi PiS, że jak da nam ostatecznie po ryju, to my się odwiniemy, i to bez rękawiczki, ale z kastetem. Mamy niesprawiedliwość naprawiać niesprawiedliwością, bezprawie – bezprawiem, a nawet – jeśli przyjdzie co do czego – krew zmywać krwią.

Otóż nie możemy odpowiadać stanem wyjątkowym na stan wyjątkowy. Nie wolno nam tego robić, skoro nie chcemy się pożegnać z cywilizowanym ładem społecznym, którego właśnie bronimy. A jeśli chcemy za jakiś czas odbudować to, co zburzyli barbarzyńcy, nie możemy postępować jak oni. I dlatego nie możemy, do czego namawia Skarżyński, „przyjąć do wiadomości śmierci III Rzeczpospolitej”.

co-jesli

To prawda, że powinniśmy się pożegnać z neoliberalną tezą, że postęp społeczny automatycznie rośnie wraz z PKB. Kryzys unieważnił to przeświadczenie, wyniósł do władzy Trumpa i grozi kolejnymi wstrząsami. U nas wiarę, że jesteśmy zieloną wyspą, na której wszyscy rozkwitamy, zburzył zeszłoroczny triumf PiS. I prawdą jest, że „postęp ekonomiczny umożliwia postęp społeczny pod warunkiem, że inwestuje się jego owoce w dostęp do wiedzy, niweluje się różnice społeczne i bariery edukacyjne, że dba się o równouprawnienie wykluczonych”. Z tym trzeba się zmierzyć.

Ale to nie znaczy, że musimy się żegnać z całym ustrojem III RP, a zwłaszcza ze strzegącą go przed przemocą – choć niedoskonale, jak widać – praworządnością.

Bo nawet kiedy PiS rozbije umowę społeczną w perzynę, nie cały ustrój legnie w gruzach. Kiedy już bandyci rozniosą Trybunał Konstytucyjny oraz zniewolą sądy, musimy przywrócić niezawisłe sądownictwo, a nie zastąpić je trybunałami rewolucyjnymi. Stosując konstytucję z 1997 roku, bo innej nie mamy.

Jeśli PiS terroryzuje obywateli bezprawiem, a może niedługo również siłą policyjną, to  nie możemy na bezprawie i siłę odpowiadać innym rewolucyjnym bezprawiem, lecz przeciwnie – prawem i sądem właśnie. Nie możemy ich wieszać i rozstrzeliwać, nawet jeśli oni uciekną się wcześniej do przemocy w kryteriach ulicznych, które być może nas pod rządami nowej opryczniny czekają.

To już było i czegoś mądry po szkodzie Polak powinien się nauczyć.

„NIECH ŻYJĄ WOLNE MEDIA” – ZBIGNIEW PREISNER.

czgedm-w8aankny

Waldemar Mystkowski pisze o wywiadzie Donalda Tuska i miłości PiS do Aleksandra Łukaszenki.

cieply

Wywiad z Donaldem Tuskiem przeprowadzony przez Tomasza Lisa nie cieszył się specjalnym medialnym wzięciem. Szef Rady Europejskiej nie powiedział niczego nieobliczalnego, a tylko taki towar jest chodliwy. O wiele więcej mówiono i pisano o zdarzeniu z gruntu nieistotnym, a mianowicie o powrocie rzecznika Macierewicza niejakiego Bartłomieja Misiewicza, który niewiele potrafi, nawet nie umie posługiwać się poprawnie językiem polskim. Oczywiście jest to smutne, ale nieistotne, choć postać Macierewicza jest złowieszcza, nieobliczalna nie tylko dla życia publicznego, ale przede wszystkim bezpieczeństwa Polski. Tenże Misiewicz zagroził „Gazecie Wyborczej”, że minister obrony pozwie przed sąd dziennik za cykl artykułów śledczych Tomasza Piątka o szemranych interesach i związkach ministra. Wątpię, czy do tego dojdzie, bo wówczas wiedza o postaci Macierewicza popłynie o wiele szerszym rynsztokiem.

Tusk w wywiadzie mówił o ważnych sprawach, dla nas szczególnie, bo oddalamy się z głównego nurtu polityki europejskiej, marginalizujemy. Były premier wyraża obawy o stosunek Warszawy do Brukseli i jego osoby: ”Unia Europejska, choć nie jest rajem, to politycznie wymarzone dla Polski miejsce na ziemi. Dlatego nie jestem w stanie zaakceptować i zrozumieć tych wszystkich głosów i działań, także w Warszawie, które mogą osłabić i podważyć Unię Europejską”.

jaroslaw-marek-rymkiewicz

„PiS – świadomie lub nieświadomie – robi wszystko, by spełnił się czarny scenariusz, czyli rozpad Unii Europejskiej i osamotnienie Polski”. Prawda, jakie to obliczalne, rozsądne i rozumne? Te pozytywne cechy nie są w cenie. Martwimy się intencjami Jarosława Kaczyńskiego, który wywołuje zwykle negatywne emocje, bo skutecznie niszczy nasze relacje i pozycję w Unii Europejskiej.

Tak naprawdę nie wiemy, jaki jest cel partii Kaczyńskiego w stosunku do Zachodu. „Powstanie z kolan” – to jakiś okrutny żart, nie dość, że nie powstaliśmy, to leżymy, jesteśmy poobijani, kolokwialnie – zaliczyliśmy upadek na twarz, a może jeszcze bardziej: na pysk.

W tym samym czasie, gdy Tusk mówi o czarnym scenariuszu, wraca z Białorusi marszałek Senatu Stanisław Karczewski i mówi o tamtejszym satrapie Aleksandrze Łukaszence, że to „ciepły człowiek”. Nie jest to odosobniony sąd, bo podobnie mówił kilka dni temu szef dyplomacji Witold Waszczykowski i wicepremier od wielkich planów Mateusz Morawiecki.

Tusk mówi o osamotnieniu Polski w Europie i na Zachodzie, a PiS już dokonał zwrotu o 180 stopni. Bliżej tej partii do autorytaryzmu Łukaszenki, niż do demokracji zachodniej. Morawiecki wszak z „ciepłym człowiekiem” chce budować polsko-białoruską potęgę gospodarczą. Warto przypomnieć, iż Białoruś od wielu lat ma ujemny wzrost gospodarczy. Polska jeszcze konsumuje wzrost wypracowany przez poprzedni rząd, ale tempo rozwoju gospodarczego zostało znacząco zahamowane.

Czyżby Kaczyński przestawił już zwrotnicę na Wschód, acz jeszcze nie jest to mówione otwartym tekstem, bo Polacy to wciąż najbardziej prounijny naród w Europie. Ale od czego jest tradycja, aby przypomnieć o idei Międzymorza, Białoruś przecież była częścią składową I Rzeczpospolitej. Karczewski mówi o ciepłym satrapie w Mińsku i jednocześnie o Jarosławie Kaczyńskim, który go tam wysłał. Marszałek chwalił się, że godzinami rozmawia z prezesem PiS, który wg niego zna się na wszystkim – dosłownie tak powiedział. Widocznie Karczewski zna się na niewielu sprawach i z tego powodu uważa swojego zwierzchnika za alfę i omegę.

Z „ciepłym” Łukaszenką Kaczyńskiego może łączyć to, że Białorusin jest dożywotnim prezydentem. O takiej samej absolutnej władzy marzy wódz PiS także w kraju. Nie zapominajmy, iż „ciepłe” stosunki z autokratą z Mińska mogą mieć cel pragmatyczny. Janukowycz pod presją Majdanu dał nogę do Putina, a gdzie może salwować się Kaczyński ze swoim dworem? Do Budapesztu? Orban go ogra, mimo wszystko będzie się trzymał z Brukselą, a Łukaszenka to brat Słowianin. Wystarczy przypomnieć Białorusinowi, że polskim bohaterem narodowym jest Białorusin Kościuszko.

Eliza, czyli mamy problem z ch….mi?

czhaebcwiaavtlt

Kleofas Wieniawa na ten sam temat dodaje.

pis-szykuje

W Brukseli PiS ma mróźne stosunki, do tego stopnia, że tam pukają się w głowę, ale znaleźli swego – Łukaszenka to swój chłop.

Mamy zwrot w polskiej polityce o 180 stopni, może nawet o 180 stopni Celsjusza. Już jest ciepło, a będzie gorąco.

Głos Karczewskeigo nie jest odosobniony, bo ciepło wyrażał się o Łukaszence także Mateusz Morawiecki. Coś mi się widzi, że ten kierunek wschodni wyznacza budowanie Polski od morza do morza, przecież Białoruś wchodziła w skład I Rzeczpospolitej, a Tadeusz Kościuszko i wielu, wielu inych Białorusinów to polscy bohaterowie narodowi.

Może Łukaszenka z Karczewskim i Kaczyńskim zjednoczy się, a jak nie, to Wojska Obrony Terytorialnej Macierewicza przypomną satrapie z Mińska o I Rzeczpospolitej.

Nie jest przecież dla PiS problemem, że Łukaszenka jest na czarnej liście w Brukseli, bo na jakiej liście jest PiS w stolicy unijnej, gdzie pukają się w czoło?.

Rodacy, wpierod! Polsce wyznaczono nowy kierunek. Oby to nie skończyło się tak, jak z innym satrapą z Kijowa, który nie chciał Unii, ale chciał Putina, więc Majdan wysadził go z siodła, że tylko kurz po nim został.

Czyżby PiS szykuje sobie też jakoweś przejście z Białorusią na wzór Zaleszczyk i zostanie po nich tylko kurz?

Wesołych Świąt 🙂

czjhkzeukaemnmd

 

TO JUŻ CHYBA OSTATNIE ŚWIĘTO LOTNICTWA CYWILNEGO.
ZA ROK BĘDZIE JUŻ WCIELONE DO SIŁ POWIETRZNYCH OBRONY TERYTORIALNEJ.

grudzien7

PRL-OWSKIE PAŁOWANIE NADCIĄGA WRAZ Z OBRONĄ TERYTORIALNĄ.

czecldawiaeowxv

Dominika Wielowieyska pisze, jak rząd PiS prowokuje. Ludzie od politycznego PR-u władzy już kilka tygodni temu uruchomili machinę propagandową, by przekonać opinię publiczną, że opozycja dąży do konfrontacji opartej na przemocy. Celują w tym media braci Karnowskich oraz TVP.

cy-bifxcaerpjk

Już w numerze z początku października okładka tygodnika „wSieci” przedstawiała lidera KOD Mateusza Kijowskiego z zakrwawionymi rękami, trzymającego w ręku zapalniczkę i koktajl Mołotowa. W środku numeru redaktor naczelna portalu wPolityce Marzena Nykiel napisała: „Udana prowokacja to ostatnia deska ratunku dla KOD i opozycji. W Święto Niepodległości można się spodziewać ustawionych zamieszek”.

Jednak 11 listopada demonstracja była spokojna, jak wszystkie poprzednie akcje KOD. A Kijowski wręcz zebrał cięgi za to, że szukał pojednania narodowego, przypominając Romana Dmowskiego wśród postaci zasłużonych dla niepodległości w 1918 r.

Czy red. Nykiel przeprosiła za swoje oskarżenia i za okładkę swoich szefów? Czy napisała: „Pomyliłam się”. Pytanie retoryczne.

Teraz pałeczkę przejęły „Wiadomości” TVP. Oskarżyły KOD i opozycję o plany obalenia rządu przemocą. Zilustrowały to zdjęciami z zamachu stanu w krajach Trzeciego Świata. Michał Karnowski pomstował w tym materiale na opozycję, że chce demonstrować, atakować rząd i wszczynać awantury. Toniemy w oparach absurdu. Bo gdy PiS wychodził na ulicę, wszystko było w porządku. Ale gdy demonstrują inni, jego propagandyści straszą, że szykuje się zbrodnia stanu.

Punktem wyjścia do tych insynuacji jest list KOD i opozycji z zaproszeniem na demonstrację 13 grudnia, gdzie znalazło się zdanie: „Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy”. Ale jest też takie zdanie: „Pokażmy, że potrafimy być razem. I nie dajmy się, jak pamiętnego 13 grudnia 81 roku, ustawić przeciwko sobie, nie dopuśćmy do żadnej konfrontacji”.

czy-to

Tego już „Wiadomości” nie podają. Nie dają też żadnej wypowiedzi krytyka PiS, który by wytłumaczył, że nieposłuszeństwo to brak akceptacji dla decyzji podejmowanych przez rząd i większość w parlamencie. Oznacza obronę swoich racji np. w sądzie powszechnym, skoro Trybunał Konstytucyjny został sparaliżowany.

Sprzeciw jest tym bardziej potrzebny, że PiS chce ograniczyć prawa obywateli do zgromadzeń za pomocą przepisów, które pozwolą władzy blokować wybrane manifestacje. Co więcej, na 13 grudnia zaplanowano ostateczną rozprawę z Trybunałem i usankcjonowanie faktu, że na jego czele stanie wybrana przez PiS sędzia Julia Przyłębska. Co oznacza przejęcie Trybunału przez PiS? Można się spodziewać, że Trybunał w nowym składzie uzna nową ustawę o zgromadzeniach za zgodną z konstytucją. Nie będzie już komu bronić praw obywatelskich.

Wszystko to może podgrzać protesty 13 grudnia. Ale nikt nie zapowiada użycia przemocy. Organizatorzy demonstracji muszą się potężnie zmobilizować, by nie dopuścić do żadnej prowokacji czy agresji, bo – jak widać – władza na to liczy.

czd9fypxgaak8ma

HIPOKRYZJA PiS W NAJCZYSTSZEJ POSTACI.

zawsze

Rząd wypowie konwencję o zwalczaniu przemocy wobec kobiet? Minister jest za. Marta Lempart w

czdc8j9wgae5yn_

Mateusz Kijowski w wywiadzie dla Koduj24.pl.

mateusz-kijowski

– Co może zmienić 13 grudnia 2016?
– Wierzę, że co najmniej kilka spraw może zmienić. Dać obywatelom poczucie sprawstwa. Zablokować uchwalenie przez Senat lub Prezydenta łamiącej prawa człowieka ustawy o zgromadzeniach. Liczę, że po 13 grudnia „plotki” o możliwości wypowiedzenia Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, okażą się plotką. I liczę, że sprzeciw obywateli w całej Polsce sprawi, że obecna władza przypomni sobie, choćby z Wikipedii, co znaczy słowo suweren.

strajkobywatelski

– Jak dzisiaj widać, opozycja jest tak słaba, że właściwie z PiS-em może wygrać tylko społeczeństwo, ale to społeczeństwo musi być też w jakimś sensie zorganizowane. Czyli wielka nadzieja i rola KOD-u.
– Musimy jednak umieć zachować pewne podstawowe zasady, każdy powinien zajmować się tym, na czym się zna. Na rządzeniu państwem znają się, czy powinni znać się, politycy. Niech oni rządzą, a my musimy patrzeć im na ręce. Obywatele powinni wyrażać swoje oczekiwania, rozmawiać z politykami i sugerować im pomysły, mówić o swoich ambicjach i oczekiwaniach. Ale to politycy mają kierować sprawami państwa, podejmować decyzje, brać odpowiedzialność. Albo tłumaczyć uwarunkowania i ograniczenia. A obywatele powinni aktywnie komentować w bezpośredniej rozmowie, ale i w petycjach czy innych zbiorowych wystąpieniach. W takim dialogu mogą się rodzić najlepsze pomysły i plany.

czbjlpjxaaei9iz

– Obrona demokracji, ale jednak Trybunał przegraliśmy – to znaczy demokratyczna Polska przegrała…
– Tak, demokratyczna Polska przegrała niezawisłość Trybunału. Będziemy mieli prawdopodobnie TK jako agendę partii rządzącej, w związku z czym będziemy dalej walczyć o niezawisłość Trybunału, obnażać upolitycznienie. To, co się wydarzyło ostatnio – zerwanie obrad Trybunału przez troje sędziów – kontynuacja najgorszej tradycji zrywania sejmików szlacheckich. Ludzie, którzy są powołani do tego, żeby bronić prawa, zachowują się jak watażkowie, jak pijani szlachciurowie. Do tego zasłaniają się zwolnieniami lekarskimi… To jest absolutny skandal i jeżeli w ten sposób będzie wyglądała praca TK, to nikt nie będzie tego Trybunału szanował.

– Mimo wszystko ludziom potrzebna jest wiara… 
– Tak. Dlatego trzeba stać przy wartościach i nie ulegać demagogii. Również nie można się bać, nie można dać się zastraszyć. PiS może nas atakować, ale nie może nam zabrać naszej godności i niezależności wewnętrznej. Najważniejsze jest to, żeby zrozumieć, że nikt nie załatwi swojej sprawy z tym rządem: ani nauczyciele, ani lekarze, ani kobiety, ani górnicy, ani dziennikarze. Żadna z tych grup nie dogada się z tą władzą, bo z tą władzą nie da się dogadać. Te wszystkie protesty są niezwykle ważne, tak jak ważne jest działanie w lokalnych strukturach, organizowanie się, edukowanie, jednoczenie i budowanie świadomości obywatelskiej. Bo fakt, że rzesze ludzi dają sobą manipulować, świadczy o tym, że nie rozumieją zbyt wiele z tego, co dzieje się w Polsce. Przy tym wszystkim jednak trzeba mieć świadomość, że żeby rzeczywiście coś osiągnąć, trzeba iść razem. Tylko razem możemy wymieść ten rząd i naprawdę wspólnie coś wygrać.

15318009_1810968062525525_1840055253946062122_n

JEDNA AKCJA A TYLE PRAWDY 🙂

cy_rh4bxaaa4zvb

Po próbie zdyskredytowania autorytetu płk Adam Mazguły przez Wiadomości TVP wojskowy odpowiada szefowi Telewizji Polskiej – Jackowi Kurskiemu.

adam-mazguls

TO JUŻ NIE SĄ ŻARTY.

cy_n-acweaalscp

I JAK TU BYĆ OBOJĘTNYM NA REŻIM? MAMY CORAZ WIĘCEJ POWODÓW, ŻEBY ZADEMONSTROWAĆ 13 GRUDNIA.

czd2gehxcae81ek

Waldemar Mystkowski pisze o krętactwach Macierewicza i podległych mu – pożal się boże – urządników bylejakiego sortu.

kretactwa

Na stronach MON opublikowano wyjaśnienie podpisane przez Katarzyną Jakubowską, pełniąca obowiązki rzecznika prasowego ministerstwa. Wyjaśnienie jest tak kuriozalne, iż nie wiem, do jakiej kategorii je zaliczyć? Do tupolewizmu – w budowę tej ideologii pisowskiej wkład szefa tego ministerstwa Antoniego Macierewicza jest niewątpliwy – czy w dezinformację, uprawianą przez osławionego niejakiego Bartłomieja Misiewicza, który może mieć w związku z ową zmyłką prawdziwe nazwisko Bartłomiej Szweja (nie piszę Szwejk, bo bohater Haska jest inteligentny, a tego nie można powiedzieć o Misiu, który jest przeniesiony z filmów Barei i to jako byle jaka podróbka).

Otóż wyjaśnienie na stronach MON zostało opublikowane – cytuję – „w związku z dezinformacją wymierzoną w Ministerstwo Obrony Narodowej, a tym samym w bezpieczeństwo państwa”. Ktoś dezinformuje MON, czyli wymierza w Macierewicza, tym samym osłabia bezpieczeństwo państwa? Tak to należy odczytywać. To, że Macierewicz uprawia dezinformację, np. o katastrofie smoleńskiej, iż była zamachem, a naukowcy – prawdziwi fachowcy od katastrof lotniczych – twierdzą, że to wina m.in. dysponenta lotu, czyli Lecha Kaczyńskiego – i polskiego bylejactwa, jest osłabieniem państwa?

Tak należy odczytać pierwsze zdania owego wyjaśnienia. Jeżeli autorowi komunikatu chodziło o coś innego, po prostu nie potrafi posługiwać się językiem polski, a rozumem na pewno. Dalej ów komunikat, który nosi tytuł „Wyjaśnienia” zamienia się w laurkę dezinformującą. Kolejny kwiatek gatunkowy, bo piszący dezinformuje, że szczyt NATO w Warszawie zakończył się sukcesem Macierewicza. Otóż wkład obecnego ministra obrony jest niewielki – bo to zasługa poprzednika Tomasza Siemoniaka i przede wszystkim byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego. No, a wystawa o wkładzie polityków polskich w dojściu naszego kraju do NATO i rozwój sojuszu obronnego, to był prawdziwy majstersztyk Macierewicza! Pominięto wkład takich wybitnych postaci, jak Lech Wałęsa i Bronisław Geremek, za to zamieszczono zdjęcia Andrzeja Dudy i Beaty Szydło.

Szpieg ruski stanąwszy przed tą wystawą musiał się zdziwić, wszak inną miał wiedzę. To Macierewiczowi się udało, cymes. Ciekawe, jak zachowali się politycy zachodni, którzy wiedzieli, że Duda i Szydło nic nie wnieśli. Czy się popukali w czoło, a może pokapowali się w tym w krętactwie?

Dezinformacja uprawiana w MON jest krętactwem, gdyż Misiewicz może jest fachowcem od recept, ale na pewno nie jest fachowcem od informacji ani wiedzy o militariach. Kręcił i mataczył na temat swojego wykształcenia, a obecnie zdobywa wiedzę na uczelni Tadeusza Rydzyka, która nie jest prawdziwą uczelnią, tylko dezinformacją edukacyjną.

Dociekam, o co też może chodzić w owym wyjaśnieniu i przekonuję się, że – ktokolwiek to napisał – jest laurką dla Macierewicza, w której wymieniono jego zasługi dla „bezpieczeństwa państwa”. Pod tym względem – pomijam kiepski język polski – jest to majstersztyk dezinformacji. Wszak Macierewicz zerwał kontrakt na Caracale, obiecał tysiące dronów, a ma być ich kilkadziesiąt, wymienia generałów na posłusznych, ale miernych oficerów.

Wierzę, jak Macierewicz, że „Ruskie” nabiorą się na owe wyjaśnienie. Gorzej, jak będą chcieli sprawdzić ową dezinformację. A może takie krętactwo ma sens? Przecież na wierutne brednie o zamachu smoleńskim nabrało się sporo rodaków, to dlaczego „Ruskie”, wszak głupsze – prawda, a może nieprawda – nie mieliby się nabrać. Może Putin jest taki głupi i da się nabrać, co?

Na dezinformację Macierewicza nabrała się nawet Beata Szydło, która wierzyła, że ministrem obrony będzie Jarosław Gowin. Pod tym względem krętactwo w ministerstwie jest wzorcowe. Acz wątpię, czy w ten sposób wygrywa się wojny? Ale co ja wiem, liznąłem kiedyś Carla von Clausewitza, niepojęte zaś jest dla mnie krętactwo teoretyka tupolewizmu.

SĄD: Mozil mógł użyć logo Solidarności w „Nienawidzę cię, Polsko”. DUDA WŚCIEKŁY, BO CHCIAŁ 450 TYS. ODSZKODOWANIA!

czbyujpxcaaxhdt

ILE JESZCZE MILIONÓW NASZYCH PODATKÓW PRZELEJECIE NA KOŚCIÓŁ???

cy_w-f6wiaa_cvz

„DEMOKRACJA W POLSCE NIE JEST ZAGROŻONA” – Premier Szydło.

czeemowwiaal1q4

Tak sądził Kaczyński o Kościele katolickim w 1998 roku. Dzisiaj tak samo, ale zawarł z hierarchami i o. Tadeuszem Rydzykiem diabelski pakt.

cy0hao8weaacsu

Prezes PiS nadal tak o Rydzyku myśli, tylko, że dziś jest „dzierżawcą” elektoratu ciągle rydzykowego i musi trzymać buzie w ciup.

cyy0woiw8aqnhuh

W Toruniu wielkie święto. Radio Maryja świętuje swoje 25-lecie. Na obchodach jubileuszu rozgłośni, którą nieprzerwanie kieruje o. Tadeusz Rydzyk, pojawiły się tłumy fanów z całej Polski oraz liczna reprezentacja PiS.

Wśród gości znaleźli się m.in. prezydent Andrzej Duda, szef MON Antoni Macierewicz, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, szef MSWiA Mariusz Błaszczak, minister środowiska Jan Szyszko i szefowa KPRM Beata Kempa.

„Nie byłoby takiego człowieka, gdyby nie tacy rodzice”

Ojciec Tadeusz Rydzyk, witając prezydenta, pozdrowił też jego rodzinę. – Pozdrawiam małżonkę, córkę i bardzo szlachetnych rodziców. Nie byłoby takiego człowieka, gdyby nie tacy rodzice. Właśnie rodzicom dziękuję. To jest zachęta dla wszystkich rodziców, żeby wasze dzieci były szlachetne, wielkie. Żeby ojczyzna się cieszyła, ludzie…. – mówił.

aneta-moscicka

Słowa otuchy dla Misiewicza

O. Tadeusz Rydzyk zwrócił się też do Bartłomieja Misiewicza. – Koniecznie wśród gości trzeba wymienić Bartłomieja Misiewicza. To jest konieczne dlatego, że ile Pana sponiewierają, to kto to zdoła znieść? Nie łamać się! Alleluja i do przodu! Piorun nie uderza w to, co jest małe. Ma Pan być wielki duchem! powiedział…

cyyeoeexgaaduke

SŁOWO O PEWNYCH URODZINACH.

cyykmnlwqae1kt1

„Der Spiegel” podsumował pierwszy rok rządów PiS. Tygodnik stwierdził, że rząd podporządkował już sobie sądy, aparat bezpieczeństwa i publiczne media i „zamierza sprawować władzę bez oglądania się na kontrolę”.

taka

Na łamach niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” ukazał się artykuł ”Gniewna większość”,  którego autor zastanawia się, co zadecydowało o zwycięstwie PiS w wyborach parlamentarnych. Jan Puhl pisze o tym, że prezes PiS „obiecuje wyczerpanemu społeczeństwu ochronę przed globalizDeracją, co jest typowe dla prawicowego populizmu”. „Obiecuje też zemstę na aroganckich elitach”.

Kaczyński straszy Polaków

Zdaniem Puhla dzięki umiejętnemu posługiwaniu się stereotypami w rodzaju „UE niszczy cenną polską tradycję”, czy liberałowie „chcą zaszkodzić świętej ojczyźnie”, Kaczyński zgromadził wokół siebie „heterogeniczny ruch oburzonych”.
„Nastroje między Warszawa a Brukselą, Paryżem i Berlinem dawno nie były tak złe jak obecnie” – ocenia „Der Spiegel”.

Dziennikarz „Spiegla” pisze też, że o sukcesie PiS zdecydowało poparcie ludzi z klasy średniej: „To centrum (warstwy średnie) pomogły Kaczyńskiemu w zdobyciu władzy – urzędnicy, właściciele sklepów, rzemieślnicy, przede wszystkim z miejsc oddalonych od metropolii”.

„PiS zaatakował TK – niebezpieczne posunięcie”

Zdaniem Puhla Polska będzie w przyszłości krajem, w którym „rząd będzie sprawował władzę bez oglądania się na kontrolę”. „System wymiaru sprawiedliwości i aparat bezpieczeństwa są już podporządkowane – aż do ostatniego sędziego na prowincji. Wieczny kompleks bycia pomijanym będzie nadal określał relacje (Polski) z UE, Polska będzie więc trudnym partnerem. Warszawa nie będzie chciała przyjąć euro i będzie traktowała zagranicznych inwestorów z nieufnością” – podsumowuje Puhl.

Publiczne stacje telewizyjne i radiowe, a także liczne, częściowo państwowe przedsiębiorstwa zostały podporządkowane polityce rządu. Muzea, teatry, producenci filmowi mają w przyszłości dostawać dotacje tylko wtedy, gdy będą propagować narodowe treści. PiS zaatakował Trybunał Konstytucyjny i w praktyce go wyeliminował – niebezpieczne posunięcie

– wylicza niemiecki dziennikarz, podsumowując pierwszy rok rządów PiS.

cyysbytw8aaxg-o

TYM NA NIEDZIELĘ.

odezwa

Stop dewastacji Polski!

Niemal dokładnie rok temu, 12 grudnia, protestowaliśmy po raz pierwszy przeciwko paraliżowaniu prac Trybunału Konstytucyjnego i łamaniu Konstytucji przez rząd i Prezydenta.

Dziś wiemy, że rok rządów Prawa i Sprawiedliwości to przede wszystkim czas metodycznego niszczenia Polski, jej stosunków z sąsiadami i wizerunku na świecie. To czas podporządkowywania partyjnym interesom niemal wszystkich publicznych instytucji: sądów, prokuratury, służby cywilnej i wojska. Władza przejęła publiczne media i przekształciła je w prorządową tubę, która nie waha się kłamać i manipulować. PiS chce utrudnić nam gromadzenie się i protestowanie.

Dziś społeczeństwo polskie jest, jak nigdy dotąd, dotkliwie podzielone. Odczuwamy przede wszystkim gniew z powodu poczynań rządu, większości parlamentarnej oraz Prezydenta. Władza metodycznie niszczy to, co udało się wypracować przez ostatnie dekady. Niszczy też nas jako społeczeństwo – stawia jednych przeciwko drugim, próbuje nas podzielić i skłócić.

Przygotowywane bez żadnych konsultacji i przyjmowane pospiesznie niszczycielskie ustawy mają tylko jeden cel: zwiększenie władzy PiS-u kosztem wolności obywateli. Rząd PiS systematycznie rujnuje polską kulturę, spowalnia rozwój gospodarki, przeprowadza zamach na prawa kobiet i właśnie przystępuje do forsowania reformy, która spowoduje gigantyczny chaos w polskiej szkole.

Dlatego wzywamy wszystkich – obywatelki i obywateli, nauczycieli, rodziców, pracowników służby zdrowia, górników, rolników, przedsiębiorców, twórców i dziennikarzy, sędziów, prokuratorów, policjantów i wojskowych, a także organizacje pozarządowe, partie polityczne i samorządy, organizacje związkowe, samorządy zawodowe – by się temu wspólnie przeciwstawili.

Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy.

13 grudnia wyjdźmy na ulice wszystkich polskich miast i miasteczek i pokażmy, że nie zgadzamy się na niszczenie Polski. Zaprotestujmy przeciwko aroganckiej wszechwładzy PiS. Ale też pokażmy, że potrafimy być razem. I nie dajmy się, jak pamiętnego 13 grudnia ’81 roku, ustawić przeciwko sobie, nie dopuśćmy do żadnej konfrontacji.

Nie oddamy naszej wolności. Nie oddamy kultury, edukacji, praw kobiet, praw pracowniczych, samorządów, organizacji pozarządowych, mediów, gospodarki.

Dość kompromitowania Polski na arenie międzynarodowej! Dość tłamszenia wolności i demokracji! Dość tego szaleństwa!

Sławomir Broniarz
Władysław Frasyniuk
Krystyna Janda
Jacek Jaśkowiak, Prezydent Miasta Poznania
Jacek Karnowski, Prezydent Miasta Sopotu
Mateusz Kijowski
Marta Lempart, inicjatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet
Płk dypl. rez. mgr inż. Adam Mazguła, były dowódca wojskowy, harcmistrz
Ryszard Petru, Przewodniczący Nowoczesnej
Krzysztof Pieczyński, aktor, stowarzyszenie Polska Laicka
Grzegorz Schetyna, Przewodniczący Platformy Obywatelskiej
Aleksander Smolar, Prezes Fundacji im. Stefana Batorego
Lech Wałęsa

oko-press

Waldemar Mystkowski pisze o ataku Szwejka Macierewicza.

macierewicz

Na stronach Ministerstwa Obrony Narodowej opublikowany został komunikat o bardzo niepokojącej treści, który wcześniej rozesłano dziennikarzom. Komunikat nie tylko jest oskarżeniem i to najcięższego kalibru, jaki może paść pod adresem generałów i szefów służb specjalnych, ale przede wszystkim pobrzmiewa w nim język, który wydawało się, że spłynął rynsztokiem wraz z historią Polski.

MON oskarża byłych funkcjonariuszy i czyni odpowiedzialnymi „za katastrofalny stan polskiego bezpieczeństwa, tolerowanie środowisk mafijnych wyrosłych ze Służby Bezpieczeństwa, inwigilację niepodległościowych partii politycznych”.

Oraz przypisuje – co jest największym oskarżeniem – „przestępczą działalność na rzecz obcych służb”. Komunikat MON jest taki, jak służby prasowe w nim pracujące, czyli pokrętny i niejasny, lecz konkretne osoby zostają oskarżone o to, że są mafiozami i szpiegami.

Nie padają nazwiska, a napisałem konkretne osoby, gdyż pośrednio da się odczytać, o jakie chodzi, mianowicie – czytamy dalej w komunikacie  – „przykładem takiego działania była dyskusja zorganizowana 24 listopada 2016 r. w Collegium Civitas, w której wzięli udział byli funkcjonariusze podejrzewani o współpracę ze służbami wrogimi Polsce i NATO”.

Nie będę natrząsał się z poetyki tego komunikatu, ale ci mafiozo i szpiedzy biorą udział w dyskusjach i to gdzie? – „w Collegium Civitas”. Don Corleone i Kim Philby dyskutują publicznie, zamiast skrywać się przynajmniej za podniesionym kołnierzem, albo rozpostartą gazetą z wydzierganą dziurą, a najlepiej dać dyla do swoich mocodawców, bo nie tylko wie o nich Antoni Macierewicz, a nawet jego służby prasowe, jak podpisana pod tym komunikatem – Katarzyna Jakubowska, cz.p.o. rzecznika prasowego MON. Wyjaśniam że ten skrót znaczy: czasowo pełniąca obowiązki, bo zastępująca osławionego Bartłomieja Misiewicza, aptekarza z maturą i kłamcy na temat zdobywanego przez siebie wykształcenia. Dezinformatora na temat braku fachowości własnej.

macierewicz-oskarza

Czy ktoś słyszał, aby ściganych o najcięższe przestępstwa – zorganizowana przestępczość mafijna i szpiegostwa na rzecz wroga – publicznie o tym poinformowano, zanim podejmie się działania inwigilacyjne, a przede wszystkim komunikowane językiem mało polskim, pokracznym?

Czyżby Polska była kabaretowym krajem, w którym jedno z najważniejszych ministerstw, bo obrony narodowej, popełniało wizerunkowe seppuku. Mogę sobie wyobrazić, jak sojusznicy z NATO mają darmowe ćwiczenia przepony, gdy czytając komunikaty resortu Macierewicza – rechoczą.

Napisałem, iż konkretne osoby są „podejrzane” przez Macierewicza o mafijne działania i szpiegowanie na rzecz wrogów Polski i NATO. Portal OKO.press „wytropił”, iż chodzi o gen. Krzysztofa Bondaryka (szef ABW w latach 2008-2013), gen Jakuba Noska (szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego w latach 2008-2013), Pawła Białka (z-ca szefa ABW w 2008-2012) i wybitnego opozycjonistę w PRL-u Piotra Niemczyka (szef UOP w latach 1993-94).

To oni brali udział w owej dyskusji 24 listopada 2016 r. w Collegium Civitas, debata nosiła tytuł “Historia polskich służb specjalnych w III RP – Polskie służby specjalne po roku rządów PiS”. Z troską wyżej wymienieni fachowcy dyskutowali o „osiągnięciach” Macierewicza, a ten musiał ich z miejsca oskarżyć o przestępczość zorganizowaną i szpiegowanie.

No, wiecie. Ale jak np. można ocenić – i to na początku ministrowania przez Macierewicza – najście jego ludzi z wytrychem – dosłownie – na Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO? Czyż to nie kabaret, ćwiczenie przepony poprzez śmiech? Ba, ten „zajazd” na placówkę NATO w Warszawie poprowadził osławiony Misiewicz. Charlie Chaplin wraz z Woody Allenem nie wymyśliliby takich gagów. Ministerstwo Macierewicza swoja działalnością pisze scenariusze do jakiegoś dzieła hollywoodzkiego, wymarzonej produkcji prezesa Kaczyńskiego, konkurs na scenariusz takiego wiekopomnego dzieła ogłosiło inne ministerstwo – Piotra Glińskiego.

Gdy czytam takie komunikaty, zaśmiewam się. Lecz wiem, że pod powierzchnią ich skrywa się rzecz najgroźniejsza, mianowicie poetyka pomówień pod adresem owych czterech uczestników debaty, a zarazem gróźb pod ich adresem, mają proweniencję stalinizmu. Wówczas też konstruowano oskarżenia o mafijne działania i szpiegowanie, a potem wrzucono do tiurmy (areszt wydobywczy – dzisiejsza terminologia) i oskarżano w preparowanych procesach. Jedną z takich przymiarek jest oskarżenie Józefa Piniora.

Klowni w historii zawsze są groźni, gdyż nie wiadomo kiedy przeistaczają się w oprawców. Techniki pomówień są szyte grubymi nićmi, lecz nie chodzi o prawdopodobieństwo oskarżenia, ale dyspozycyjność prokuratorów i sędziów. W przypadku Piniora prokurator odpowiedni się znalazł, na szczęście sędzina stanęła na wysokości zadania. Ale to może się szybko zmienić… Historia Polski jest właśnie łamana kołem.

cywaxl3w8aarndf

INTERNAUCI NIE POTRAFIĄ ZAPOMNIEĆ O TORCIE PREZYDENCKIM.

cyynmitxgaavabf

Kleofas Wieniawa przygląda się słowom Waszczykowskiego o Donaldzie Tusku.

waszczykowski-nie-warty

Witold Waszczykowski zarzuca Donaldowi Tuskowi, iż nie wykazał „zainteresowania bezpieczeństwem, interesem Polski”.

W jaki sposób Tusk jako szef Rady Europejskiej miałby powstrzymac upadek wizerunku i prestiżu Polski przy takim demolowaniu przez PiS osiągnięć kraju po 1989 roku?

Czy nie wystarczyły napomnienia Parlamentu Europejskiego, Komisji Europejskiej, Komisji Weneckiej i ostatnio agendy ONZ?

Jak Tusk miał powstrzymać ten napór krytyki? Robić za Reytana? A co do bezpieczeństwa, to co? Miałby wyasygnować z funduszu reprezentacyjnego RE kwoty na zakup caracali i dronów?

Czyżby jak mistrale śmigłowce bojowe chodziły po dolarze?

I dalej bredniś Waszczykowski plecie: „Przez 2 lata nie otrzymaliśmy żadnej rekompensaty jako Polska”. A za co mielibysmy dostać rekompensatę? Jakaś kontrybucja? Za demolowanie Polski przez PiS zapłacimy my, Polacy, nikt za nas nie będzie płacił.

Taka nas spotkała dżuma, czy też cholera – że użyje prostactwa retorycznego pewnego wicepremiera. Waszczykowski może jest trefnisiem dla Kaczyńskiego, dla mnie to brefniś. Żałosny intelektualnie osobnik.

Okładka najnowszego „Newsweeka”. Portrety więzienne polityków PiS.

cyx-cbow8aqosui