Posts Tagged ‘Adam Bielan’

Za sprawą PiS z martwych wstał Bareja

W świecie PiS wszystko jest na odwrót, np. porażka jest sukcesem.

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsą, a dzisiaj powróciły tamte czasy.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę.

Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę? Tego Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścił w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: – „Totalna część opozycji dzisiaj jest w stanie zakwestionować wszystko”. Taka obowiązuje w ich świecie logika: mniejszość jest większością, a nawet totalną większością.

Zbigniew Ziobro okazuje się jeszcze bardziej totalny niż senatorowie Karczewski i Bielan. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok przychylający się do wątpliwości wyrażonych przez irlandzki sąd, iż Polak oczekujący na ekstradycję w Irlandii może w Polsce być sądzony w warunkach naruszających praworządność. A minister Ziobro interpretuje postanowienie TSUE: – „Sentencja wyroku Trybunału jest bliska stanowisku rządu polskiego”. Sądzony nie może liczyć na praworządność w Polsce, bo taką wątpliwość zgłosił sąd w Irlandii, ale Ziobro w logice pisowskiej twierdzi coś przeciwnego – bezprawie jest dla niego prawem. Taki jest wszak świat PiS – czarne jest białe.

Kolejny przykład – według PiS 6 tys. zł jest większe niż 15 tysięcy. Jak to możliwe? W maju 2015 roku w szczycie kampanii wyborczej, gdy wypłynęły na wierzch taśmy z podsłuchu w restauracji „Sowa & Przyjaciele” ówczesna wicepremier Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z byłym szefem CBA opowiadała, że 6 tys. zł to nie są duże pieniądze u władzy.

Politycy PiS byli strasznie oburzeni. Jeszcze niedawno mówili o nadzwyczajnej kaście, gdy I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf przyznała w wywiadzie, że za 10 tys. zł można wyżyć tylko na prowincji. A teraz partia Kaczyńskiego ustaliła, iż 15 tys. zł brutto jest progiem wyznaczającym wysoką pensję.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót. Tak powraca z zaświatów Bareja, którego satyra za sprawą PiS przepoczwarzyła się w horror. Nie bądźmy jednak zdziwieni, bo rządzą w kraju politycy, którym z logiką nie jest po drodze. Prezes działa za kulisami, nawet nie pokazuje się rodakom na oczy.

W świecie PiS wszystko jest pozbawione logiki, prawdy. Nie rządzi żaden rozum, ale chore kolano. Nie ma zastosowanie pytanie: „dokąd idziemy?”, ale „dokąd kulejemy, dokąd staczamy się?”

DZIWNE, ŻE JESZCZE NA TO NIE WPADLI 🙂

MELLER NIE WYTRZYMAŁ. I MA RACJĘ.

Jerzy Sosnowski na Koduj24 pisze o pisowskiej wymianie elit.

Wymiana elit – ale na co?

Nawet Piotr Gliński w głębi duszy musi wiedzieć, że nie wymieni Miłosza na Lisickiego, Tokarczuk na Wildsteina, Głowackiego na Pietrzaka, a Młynarskiego na Wolskiego.

Na pogrzebie Janusza Głowackiego nie było przedstawiciela Ministerstwa Kultury. Należy przyznać, że sprawowany przez pana profesora Piotra Glińskiego urząd jest przynajmniej konsekwentny. Na przykład żaden jego przedstawiciel, o samym szefie resortu nawet nie wspominając, nie pojawił się również na ostatnich, 90. urodzinach Andrzeja Wajdy. Takie sygnały, których można by wyliczyć więcej, dziwić nie powinny. Wszystko to jest składnikiem mocnego założenia ideologicznego, z którym Prawo i Sprawiedliwość objęło władzę. To założenie brzmi: obecna elita kulturalna i intelektualna Polski jest spadkobierczynią sowieckich okupantów, wyobcowaną z ducha narodu, toteż należy ją wymienić. A skoro tak, to nie ma powodu oddawać hołdu odchodzącym przedstawicielom tej elity. Zasługą jest już to, że taktownie powstrzymujemy się od wyrażenia ulgi.

W odpowiedzi można oczywiście zapytać ironicznie, skąd PiS weźmie tę nieskażoną przez komunizm nową elitę. Wszak Jarosław Marek Rymkiewicz – jeden z nielicznych pisarzy, których talentu, mimo fundamentalnej niezgody na to, co obecnie głosi, nie sposób kwestionować – urodził się trzy lata wcześniej, niż Głowacki. W młodości, jak znaczna część jego pokolenia, należał do ZMP, a jako trzydziestolatek podpisał tzw. „kontrlist 600”, prokomunistyczną odpowiedź na protest przeciwko cenzurze, znany jako „List 34”. Inni, cenieni przez nową władzę twórcy, jak Marcin Wolski czy Jan Pietrzak, mają bodaj czy nie bardziej dwuznaczne karty w swoich życiorysach. Nie bez powodu tak docenia się Wojciecha Wencla – gdyż ten w 1989 roku miał siedemnaście lat, można więc przyjąć, że publicznie nie zdążył zrobić nic niestosownego.

Ale ten sposób reagowania na pisowską wymianę elit wydaje mi się z dwóch powodów błędny. Po pierwsze, wdajemy się w ten sposób w wojnę na życiorysy. Oczywiście, trudno nie mieć uciechy, przyłapując obecną władzę na niekonsekwencjach i hipokryzji: grzechy „naszych” są zmazane, bo są nasi, grzechy „waszych” są nie do zapomnienia. Ale jednak człowiek czuje, że poddaje się logice dość wstrętnej. Powód drugi jest ważniejszy, bo dotyka kwestii merytorycznych, nie zaś emocji. O nim będzie reszta tego tekstu.

Jak w ogóle kształtowała się w historii elita kulturalna i intelektualna Polski? Weźmy najpierw pod uwagę pierwsze dekady XIX wieku. Istniał wtedy silny ośrodek akademicki w Wilnie. Tworzyło go środowisko wykształcone u schyłku I Rzeczpospolitej. W Warszawie działało Towarzystwo Przyjaciół Nauk, utworzono Uniwersytet Warszawski. W Krakowie był oczywiście Uniwersytet Jagielloński, we Lwowie – Uniwersytet Franciszkański. Poza tym doniosły wpływ na to, kogo faktycznie uznawano jako autorytet, miały salony, związane z cenzusem majątkowym i dyplomem szlacheckim. Z tego ostatniego powodu mechanizm samoreprodukowania się elity, który funkcjonował, trudno uznać za szczególnie sprawiedliwy. Toteż literacki z pozoru spór „romantyków” z „klasykami” miał znaczenie nie tylko estetyczne, ale i społeczne: był swoistą rewoltą, toczoną jednak w obrębie istniejących reguł. Ostatecznie to salony musiały się przekonać do romantyków, by uznać ich za nową elitę narodu.

Ten właśnie mechanizm, będący wypadkową sytuacji społecznej, politycznej oraz rzeczywistej atrakcyjności intelektualno-artystycznej ludzi, którzy aspirowali do elity, bywał zakłócany przez najtragiczniejsze wypadki dziejowe. Po każdym zrywie powstańczym, zwłaszcza zaś po roku 1863, można było powiedzieć to, co lubi w kontekście II wojny światowej powtarzać PiS: że mianowicie najlepsi zginęli. Ci, co przeżyli, musieli brać pod uwagę ograniczenia cenzuralne lub zamilknąć. Na szczęście już wtedy wypracowano tzw. „język ezopowy„, pozwalający twórcom i odbiorcom porozumiewać się pomimo braku wolności słowa. Mówiąc nawiasem, zasady owego języka ezopowego nie były, rzecz jasna, nigdzie spisane i przez to uległy w znacznym stopniu zapomnieniu. Sztandarowy przykład tego zjawiska to sposób, w jaki od dekad czytamy „Ludzi bezdomnych” Żeromskiego, każąc uczniom zastanawiać się nad idiotycznym pytaniem, czy społecznik może mieć żonę, podczas gdy dla pierwszych czytelników tej powieści było oczywiste, że Judym zrywa z Joasią nie dlatego, że będzie mu przeszkadzać w leczeniu biedoty (co za pomysł?!), tylko dlatego, że został właśnie członkiem socjalistycznej konspiracji w Zagłębiu – na miejsce zamordowanego przez policję Korzeckiego – i tym samym przez resztę życia będzie się ukrywał.

Po 1918 roku niepodległa Polska stała oczywiście przed pokusą całkowitej wymiany elit: patrząc z naszej perspektywy, nie byłoby ostatecznie nic zaskakującego w stwierdzeniu, że twórcy z okresu zaborów byli w większości tymi zaborami fatalnie skażeni. A jednak ministrem kultury nie został wówczas – czy ja wiem? – np. od pewnego momentu otwarcie krytykujący zaborców Żeromski, tylko kompletnie apolityczny przed I wojną Zenon Przesmycki-Miriam, u progu stulecia grzecznie zanoszący swoje wyrafinowane pismo, „Chimerę”, do rosyjskiej cenzury. Twórcy naszego państwa rozumieli bowiem, że zerwanie ciągłości w kulturze to absolutna ostateczność, niezwykle groźna dla narodu. Tak, dokonuje się czasem takie częściowe, niejako wewnętrzne zerwanie, jak w erze walki romantyków z klasykami. Nigdy całkowite i w dodatku sterowane kryteriami, których żaden polityk naprawdę nie zrozumie. Natomiast zaprojektowana wymiana elity to przedsięwzięcie z założenia totalitarne (nawet jeśli nie znano wówczas jeszcze tego pojęcia), to znaczy płynące z marzenia o świecie całkowicie odmiennym, niż rzeczywisty, poddanym woli jednostki lub niewielkiego grona ideologów.

Taki właśnie totalitarny zamiar mieli z pewnością w 1949 roku komuniści. Nie, nie stało się nic innego, niż po dziewiętnastowiecznych powstaniach (emigracja wielu wybitnych obywateli, krwawe represje na pozostałych). Komuniści przy tym dokonali tego, co skądinąd planowały w okresie okupacji także środowiska niepodległościowe, to znaczy odblokowali (wreszcie!) drogę awansu dla dzieci miejskiego i wiejskiego proletariatu. Naturalnie działo się wtedy mnóstwo niesprawiedliwości, a ludzie, którzy wchodzili do elity kulturalno-intelektualnej, podobnie jak ci, którzy starali się w niej utrzymać, wykonali niejeden gest wiernopoddańczy (wystarczy poczytać „Dzienniki” Marii Dąbrowskiej). Jest oczywiste, że im bardziej konserwatywne czy nacjonalistyczne poglądy miał wówczas obywatel, tym trudniej mu było zdobyć się na kompromis. W tym sensie, zgoda, naturalne mechanizmy samoreprodukcji elity kulturalnej narodu uległy zatarciu. Nie zniszczały jednak całkowicie, a to dzięki temu, że okres stalinowskiej smuty trwał krótko: od szczecińskiego zjazdu literatów, gdzie ogłoszono doktrynę socrealizmu, do pierwszych zwiastunów odwilży („Poemat dla dorosłych” Adama Ważyka) minęło pięć i pół roku. Co to jest pięć i pół roku – że zapytam socjologa, profesora Piotra Glińskiego – dla mechanizmów społecznych?

Po 1956 do Polski wraca część emigrantów (Maria Kuncewiczowa, Stanisław Cat Mackiewicz, Melchior Wańkowicz, później też Teodor Parnicki). Korzystając z nieformalnego paktu Gomułki ze społeczeństwem, ludzie kultury zaczynają poszerzać granice wolności (w stosunku do okresu przed 1956 rokiem, nie w stosunku do realiów po roku 1989!). Odbudowują się uniwersytety, rozpoczyna się złoty wiek kultury PRL. Choćby filmy z tego okresu są cenione także poza granicami Polski („polska szkoła filmowa”), doprawdy nie przez agentów KGB. W tych warunkach rozwija się elita, którą dzisiejsze władze próbują wymienić, jako skażoną przez komunę.

To prawda, że najgorzej wyszło na tym środowisko polskiej prawicy. W okresie „karnawału Solidarności” zaczytywaliśmy się Miłoszem, Herbertem i Barańczakiem, Tischnerem i Kołakowskim – a nie Bolesławem Micińskim czy Feliksem Konecznym (wymieniam te dwa nazwiska w poczuciu że robię krzywdę Micińskiemu, ale może się mylę). Świat się jednak zmienił cokolwiek od wiosny 1939 roku i trudno mi pozbyć się myśli, że to niedocenienie twórców o poglądach prawicowych mogło być efektem niezawinionego przez nich anachronizmu ich dzieł. Zresztą trzeba być zupełnie zaślepionym ideologicznie, żeby nie dostrzec, że kontrpropozycja dla „lewicowej” kultury, jaką podsuwa nam PiS, jest, łagodnie mówiąc, mało przekonująca artystycznie i intelektualnie. Wystarczy spojrzeć na nową podstawę programową: więcej tam dzieł WYCOFANYCH (bo są „nie po linii”), niż nowych, które jakoby wcześniej nie miały szans zaistnieć. Wiele hałasu – i wychodzi z tego raptem Rymkiewicz i Wencel, czyli stary poeta, o którego nie ma co się oburzać (chyba, że z jego twórczości do podręcznika wejdzie akurat agitka „Do Jarosława Kaczyńskiego”, a nie np. wspaniałe wiersze z tomiku „Moje dzieło pośmiertne”), oraz poeta w średnim wieku, który zapewne podzieli kiedyś los Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego, to znaczy trafi do smutnego rozdziału historii literatury pt. „Inni poeci epoki” (swoją drogą, lepszy byłby Polkowski, zwłaszcza z wczesnych lat 80.). Jak to się ujmuje w kategoriach sportowych: krótka ławka w tej prawicowej kulturze polskiej.

Podejrzewam, że w tych niemądrych i żałosnych manifestacjach Ministerstwa Kultury, w tych znamiennych przemilczeniach wybitnych twórców, którzy odchodzą, skrywa się właśnie bezradna złość, że tak naprawdę nie ma kogo promować. Nawet Piotr Gliński w głębi duszy musi wiedzieć, że nie wymieni Konwickiego na Łysiaka, Miłosza na Lisickiego, Tokarczuk na Wildsteina, Głowackiego na Pietrzaka, a Młynarskiego na Wolskiego. Nie sposób postawić „Smoleńska” ponad „Ziemią obiecaną”. Jerzy Zelnik i Katarzyna Łaniewska to nie ta liga, co Daniel Olbrychski i Krystyna Janda (bądźmy sprawiedliwi: Ewa Dałkowska – owszem). No to przynajmniej tamtych zamilczmy na śmierć, a może w pustce stanie się jakiś cud. Nawet trochę władzy współczuję: wierzyć, że naturalnie ukształtowana elita narodu to skutek knowań jakiegoś środowiska, które przewalczyć można silną wolą – i odkryć, że, jak mówił klasyk, „z pustego i Salumun nie naleje”. To musi boleć.

PIĘKNY LIMERYK NA DZISIAJ 🙂

Minął miesiąc od nawałnicy.

Waldemar Mystkowski pisze o pisowskich transferach.

Wrogie przejęcie posłów przez PiS

Adam Bielan potwierdził w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM, że klub parlamentarny PiS powiększy się o kilku posłów („jest to bardzo prawdopodobne”). Takie przejęcia (przejście, transfer) zdarzają się, obecnie można spodziewać się większej liczby – hurtowej – sięgającej nawet liczby 9 osób.

Dlaczego dochodzi do takiego dużego wrogiego przejęcia osób chwiejnych, acz szukających korzyści materialnych, którymi PiS mami? Jednym z powodów może być wymiana ciosów z Andrzejem Dudą, który może zechcieć budować własne zaplecze polityczne, partyjne.

PiS w tej sferze zapisał „barwną” kartę z Renatą Beger, posłanką Samoobrony, nad którą pracował zastępca Kaczyńskiego, Adam Lipiński. Działo się to 11 lat temu. Lipiński kusił publicznymi pieniędzmi, stanowiskiem w rządzie i innymi apanażami. Beger przyznała się do kurwików w oczach, które miały opisywać jej ciąg na seks, a który lubi, „jak koń owies”.

Ta remiza zostaje przez PiS odtworzona. Czy Bielan jest kierownikiem w tym skansenie politycznym PiS i czym kusi? Wówczas Beger dała się namówić autorom programu „Teraz my” (skądinąd nawiązującym do „złotej myśli” Kaczyńskiego: „teraz ku…a my”), aby iść na rozmowę z Lipińskim z ukrytym sprzętem video.

Kurwiki Beger znakomicie opisują stan intelektualno-emocjonalny PiS. Ówczesna posłanka Samoobrony obnażyła PiS, bo w istocie przystawała i dzisiaj wpasowałaby się idealnie w pisowski paradygmat. Beger, Bielan, Lipiński, Kaczyński – tworzą wspólnotę wartości i interesowności.

Pisowski wzorzec z Sevres – to osoby z kurwikami i ambicjami: „teraz k… ja/my”. Jest to niebezpieczny typ ludzi, których w każdym społeczeństwie jest niemało, nie uznają umów społecznych, zawartych w obowiązującym prawie. Naginają je do własnych potrzeb, łamiąc prawo ustrojowe i tworząc własne bezprawie.

Norman Davies – przedstawiciel jednej z najstarszych demokracji – wiele lat temu oceniając PiS, nazwał tę partię po prostu sektą, a potem mafią. I trudno z nim się nie zgodzić, bowiem tak zorganizowana grupa ludzi stara się przejąć kolejne sfery życia społecznego, werbuje ludzi, a gdy nie udaje się, bo niektórym nie odpowiada owa wspólnota, nazywani są kanaliami, gorszym sortem, zdradzieckimi mordami etc.

KOMUNA POWRÓCIŁA DO OPOLA…

No i co na to ? 🤔To dlatego chcecie przejąć niezależne media?

>>>

MILION ZŁOTYCH, ABY ODGRODZIĆ SIĘ OD LUDZI, OD MEDIÓW, OD ŚWIADKÓW, OD NARODU. CZEGO PiS SIĘ TAK BOI???

c1pqb_lxaaq1bme

  1. Portal Politico przygotował listę 12 osób i grup, które „mogą zrujnować 2017 rok”. Wśród nich znalazł się Jarosław Kaczyński. „Polska była złotym dzieckiem wśród nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej. Dzięki Kaczyńskiemu staje się beznadziejnym przypadkiem” – czytamy w rankingu. CZYTAJ WIĘCEJ >>>
  2. TVP nie wygłuszyło nazwisk w czasie retransmisji procesu w sprawie Ewy Tylman. Widzowie usłyszeli nazwiska i adresy m.in. rodziny i znajomych Adama Z. Zdaniem prawników poszkodowani mogą kierować roszczenia do nadawcy.CZYTAJ WIĘCEJ >>>
  3. Kazimierz Ujazdowski zrezygnował z członkostwa w PiS, ponieważ nie może tolerować polityki partii. Europoseł już wcześniej krytykował Prawo i Sprawiedliwość m.in. za konflikt z Trybunałem Konstytucyjnym oraz za głosowanie nad budżetem. Podczas konferencji zapowiedział, że pozostanie politykiem niezależnym, ale nie zmieni swoich poglądów. CZYTAJ WIĘCEJ >>>
  4. Ryszard Petru tłumaczył się w Sejmie ze swojego wyjazdu z posłanką Joanną Schmidt. Lider Nowoczesnej powiedział, że ich podróż nie była związana z działalnością partii i wypadła w niefortunnym terminie. – To była niezręczność – przyznał Petru. CZYTAJ WIĘCEJ >>>
  5. Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki mówił dzisiaj o powodach, dla których nagrania z głosowania nad ustawą budżetową 16 grudnia nie powinny być upublicznione. – Nagrania z taśm mogą być wskazówką dla kogoś, kto zamierza zrobić coś niewłaściwego w Sejmie, np. dokonać zamachu – wyjaśnił. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

TAKA MAŁA ZMIANA I OD RAZU ZACZĘŁO BYĆ WESOŁO :))))

c1p-9yfw8aa_hf6

Ujazdowski: Dziś zrezygnowałem z członkostwa w PiS

– Strategia przyjęta przez kierownictwo PiS po wyborach uniemożliwia realizację deklarowanych celów. Potencjał Polski zamiast wzrastać, trawiony jest w ciągłych, niepotrzebnych konfliktach. Eskalacja sporów prowadzi do drastycznych podziałów społecznych, a brak szacunku dla niezależności Trybunału Konstytucyjnego skutkuje niepewnością prawa i obniżeniem gwarancji praw obywatelskich. Klimat nieufności do samorządów i niezależnych instytucji wydatnie obniża szanse modernizacji Polski – pisze europoseł PiS Kazimierz Michał Ujazdowski na swojej stronie internetowej.

c1ushdsxcaalxp5

Jak twierdzi, „dziś obóz rządzący popełnia błędy poprzedniej władzy, narażając instytucje państwowe na najcięższy kryzys po 1989 roku”.

c1ut_nwwqaa8gse

Dalej pisze: – Od marca 2016 r., gdy wystąpiłem z inicjatywą kompromisu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego przekonywałem do zmiany tej strategii. Niestety, nie tylko nie uległa ona żadnej korekcie, ale w ostatnich tygodniach doszło do jej zaostrzenia. Nie mogąc autoryzować takiej polityki podjąłem decyzję o rezygnacji z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości.

„Po rezygnacji z członkostwa w PiS zachowam niezależność polityczną. Jako poseł do Parlamentu Europejskiego będę koncentrował się na sprawach reformy Unii Europejskiej i bezpieczeństwa obywateli. W ostatnich miesiącach wielu Polaków utwierdzało mnie w przekonaniu o potrzebie budowy jedności wokół narodowych celów. Głęboko wierzę, że leży to w żywotnym interesie Rzeczypospolitej”

wiadomo-co

wiadomo.co/migalski >>>

Katarzyna Kolenda-Zaleska pisze o kpinie PiS z wolnych mediów.

po6

Na początek cytat: „Ustaliliśmy z dziennikarzami, że do czasu wypracowania nowych zasad, które będą opracowywane we współpracy z nimi, obowiązują stare zasady. Do 6 stycznia obiecałem przedstawić redakcjom nowe propozycje, a później usiądziemy i będziemy rozmawiać o ostatecznych rozwiązaniach”. Cytat pochodzi z portalu wPolityce.pl, więc musi być prawdziwy. To słowa marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego po spotkaniu z przedstawicielami redakcji 19 grudnia 2016 r.

(JAK DUŻY MUSI BYĆ POZIOM WSTYDU, ABY BUDOWAĆ MUR WOKÓŁ SEJMU?)

c1ufdqaxcaa90kg

I co? Nie dotrzymano słowa. Do Sejmu i Senatu mogą wchodzić wyłącznie dziennikarze ze stałymi przepustkami. Ci, którzy pobierali przepustki jednorazowe, są odsyłani z kwitkiem. Taki los miał spotkać dziennikarza międzynarodowej agencji AP, a także wielu przedstawicieli innych redakcji. Jest zrozumiałe, że w trakcie trwania kryzysu parlamentarnego – a niektórzy mówią nawet o puczu, więc sprawa jest poważna – dziennikarze mają prawo i obowiązek relacjonowania tego, co się dzieje w Sejmie i Senacie. Zwłaszcza że ciągle przebywają tam posłowie. Codziennie na korytarzach sejmowych odbywają się konferencje prasowe. Także posłów PiS. Mogą je relacjonować wyłącznie nieliczni, co jest złamaniem konstytucyjnej zasady swobody dostępu do informacji. Cenzura jest zakazana.

Dostęp do parlamentu jest limitowany, a na galerię, do której drogę wskazuje tabliczka z dumną nazwą LOŻA PRASOWA, w ogóle nie ma wstępu. Z dobrą wolą przyjęliśmy wyciągniętą rękę władz parlamentu do rozmów. A co dostaliśmy w zamian? Kolejne restrykcje. Zostaliśmy oszukani? W pewnym sensie tak, bo stare zasady wcale nie obowiązują. Trochę uchylono drzwi, żeby nie doprowadzić do jeszcze większego konfliktu z mediami, i PiS-owi się wydaje, że redakcje się tym zadowolą. Raczej wątpię.

Jednak sposób, w jaki marszałek Senatu łamie swoje obietnice z 19 grudnia, jest niepokojący. Można się więc spodziewać najgorszego po 6 stycznia. W połowie grudnia PiS musiał ustąpić, bo protest mediów był potężny i solidarny. Ale teraz PiS okrzepł i pewnie będzie chciał wrócić do swoich pomysłów reglamentowania dostępu do Sejmu.

PiS nie ujawnia taśm z głosowania nad budżetem, ale gdyby w Sali Kolumnowej były media i transmitowały posiedzenie, wszystko byłoby już jasne. To nieprawda, że którykolwiek z dziennikarzy mógł wejść na salę. Straż marszałkowska nie wpuszczała nikogo. Nie wolno było filmować, drzwi były zamknięte. Zgodnie z konstytucją posiedzenia Sejmu są jawne. Władze Sejmu nie chcą ujawnić taśm z kamer, zasłaniając się wygodnym pretekstem o bezpieczeństwie. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że władza ma coś do ukrycia.

Kryzys parlamentarny zaczął się od pomysłu ograniczeń dla mediów w Sejmie. Marszałek Sejmu musiał wiedzieć, że przy głosowaniu nad kilkuset poprawkami do budżetu każdy poseł opozycji będzie wchodził na mównicę z kartką „#wolnemedia”. Nie mógł do tego dopuścić, więc wykluczył z obrad posła PO Michała Szczerbę. Nie było mowy o żadnym kanapkowym puczu. To narracja przygotowana później.

Wolne media – wolne, z wolnym dostępem do prac Sejmu i Senatu. Tylko tyle i aż tyle. To się wtedy, w grudniu, zaczęło, ale się nie skończyło. Z pewnością nie.

ABY NIKT NIE MIAŁ WĄTPLIWOŚCI. MIŚ NA MIARĘ NASZYCH CZASÓW

c1us1uwxeaa1xje

LISTA „LEPSZYCH POLAKÓW”… CO ZA DRAŃSTWO! 

c1uvqrjxcaaaqgh

Waldemar Mystkowski o „demokracji” PiS.

Pisowska demokracja Bielanów Wsio Rawno

pisowska

PiS jest pełna postaci przeniesionych żywcem z PRL-u, nie posiadają zdolności intelektualnych, ani fachowych, za to mają „zdolności” własne, uczepić się Wiejskiej, a po wejściu do Unii Europejskiej, Brukseli, i płynąć jak rzep w luksusach, a przy tym bredzić na trybunach, w mediach, nie mając niczego do powiedzenia, formułując myśli o głębokości kałuży, w wypadku podwładnych prezesa – na podorędziu jest metafora prezesowłaściwa – kałuży takiej, „co kot napłakał”.

Taką postacią jest Adam Bielan, marynata peerelowska, człowiek iście zbiorowy, sztanca, która przypadkowo nosi nazwę własną, akurat Bielan, bo mogłaby być Kowalskim, Nowakiem, jak żołnierze ciemnej mocy, lęgną się w takiej ilości, w jakiej legli pokotem, to postaci pola bitwy, widzimy, że padli, ale leżą twarzą do ziemi. Bielan może być Nowakiem i Kowalskim. Wsio rawno.

A z drugiej strony są to ludzie wydrążeni, jak w wierszu Thomasa Eliota, który recytuje Kurtz w „Czasie Apokalipsy”. A więc zbiorowi i puści – tacy ludzie zapełniają nasze życie publiczne, szczególnie zaludnili Wiejską, gdy nastała formacja Kaczyńskiego.

c1uco7kxcae9spp

Napisałem „zaludnili”, w istocie zasobność w ludzi jest żadna, Wiejska jest w dużej części bezludna, nieprzypadkowo po stronie PiS, bo Bielan Wsio Rawno powtarza się jako człekopodobny. Jeden Bielan mówi jako Bielan, drugi Bielan mówi jako Ryszard Terlecki, a trzeci Bielan jako Marek Kuchciński nawet nie mówi, bo on czyta to, co mówi. Taka jest bezludność PiS w ludzi, w rozum własny.

Piszę o Bielanie, bo warto byłoby uchwycić literacko, a nie publicystycznie, tę żadność, niefachowość, kpinę z rozumu, bo taki Bielan Wsio Rawno nawet przywłaszcza określenie spin doktora, aby być tym poległym żołnierzem pola bitwy, którego odwróciło się twarzą do góry. Choć już wiemy, że to nie Nowak, ani Kowalski, tylko Bielan, ale pozostaje zbiorowy i wydrążony.

Oto Bielan Wsio Rawno ubiegł innego Bielana o nazwisku Terlecki i powiedział w TVP Info, że jeszcze inny Bielan Kuchciński zamówił mobilne maszynki do głosowania, które będą mogły być zainstalowane w Sali Kolumnowej.

Bielana nie stać na refleksję o demokracji, bo PiS zdążyło ją wydrążyć, Bielana nie stać na wyprowadzenia logicznych konsekwencji, iż mobilna maszynka do głosowania nie zastąpi debaty o rzeczywistych wartościach politycznych, społecznych i ludzkich, że jest ucieczką od odpowiedzialności.

Te mobilne maszynki są przeciwskuteczne, nie posuwają nas do przodu, a cofają. Czynią z polityków osoby politykopodobne, Bielanów przeniesionych żywcem z PRL-u, gdy za czekoladę robił produkt czekoladopodobny. Nie mamy więc polityków, tylko produkty politykopodobne, którym wsio rawno, gdzie będą głosowali, czy na sali plenarnej Sejmu, czy w Sali Kolumnowej, czy w gabinecie prezesa na Nowogrodzkiej. Mobilna maszynka do głosowania ma zastąpić Bielanów. I taką demokrację rodem w PRL-u fundnęło nam PiS, wówczas nazywała się demokracją ludową, dzisiaj jest demokracją wydrążoną po pisowsku.

A PODOBNO MIAŁ BYĆ MEDIATOREM? ZGŁOSIŁ SIĘ I UCIEKŁ NA NARTY. BRAK SŁÓW.

c1ue4xlxuaab6sc

UWAGA POLSCY PRZEDSIĘBIORCY. NADCHODZI MOCNA PODWYŻKA SKŁADEK ZUS. To się nazywa „dobra zmiana” w biznesie…

c1uwsa9weaatnbe

pis

Zażalenie Pawła Deresza ws. „wyjęcia z grobu ciała Pokrzywdzonej Jolanty Szymanek -Deresz”. Przykre że tak trzeba.

cxnezrvveaanko_

Gen. Błasik i Lech Kaczynski są winni katastrofy smoleńskiej.

cxksvanxaaeuqcn

PiS nie prowadzi żadnej polityki zagranicznej, dyplomacja leży, bo partia Kaczyńskiego i prezes są skłóceni ze wszystkimi. Zaraz po wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski powiedział w TVN 24, że teraz „trzeba będzie natychmiast uruchamiać wszystkie kanały”, aby nawiązać kontakt z ekipą prezydenta elekta.

polityka

Tę wypowiedź opozycja uznała za dowód, że nasza dyplomacja jest zaskoczona rozwojem wypadków w USA. Czyżby?

– Wypowiedź ministra została opacznie zrozumiana – tak skomentował w Onecie słowa Waszczykowskiego wicemarszałek Senatu Adam Bielan. Wyjaśniał, że on i Ryszard Czarnecki spotykali się w czasie kampanii z „czołowymi przedstawicielami” obu amerykańskich partii, a o efektach informowali prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. – Waszczykowski nie musiał o tych działaniach wiedzieć – stwierdził Bielan, tłumacząc się nieformalnym charakterem spotkań.

Czarnecki potwierdził to w niedzielnym programie „Wybory w toku” w TOK FM. Dodał, że rozmawiając z amerykańskimi politykami, reprezentował frakcję konserwatystów i reformatorów w Parlamencie Europejskim. Relację ze swoich rozmów zdał… prezesowi Kaczyńskiemu.

Okazuje się, że szef polskiej dyplomacji nie ma pojęcia, co robią i o czym rozmawiają przedstawiciele partii rządzącej. A ci z kolei nie informują ani jego, ani prezydenta, tylko Kaczyńskiego, który formalnie nie pełni żadnej funkcji – jest tylko posłem.

To norma, że politycy prowadzą nieformalne rozmowy, wypełniają różne misje w imieniu rządu. Ale wtedy są zobowiązani złożyć przynajmniej ustną relację ministrowi. A najlepiej, by powstała notatka służbowa. Wygląda na to, że w przypadku PiS zarządzanie państwem i polityką zagraniczną odbywa się poza strukturami rządu Szydło. Może to też oznaczać, że notowania Waszczykowskiego tak gwałtownie spadają w PiS, że nikt nie fatyguje się zawiadamiać go o faktach. I musi się o tym dowiadywać z mediów.

Nie jest to pierwszy przypadek chaosu w obozie rządzącym. Ostatnio szef MON Antoni Macierewicz oświadczył, że Egipt sprzedał Rosji za dolara francuskie okręty Mistral. Prezydent Duda oświadczył, że ma zupełnie inne informacje. Wydawałoby się, że obaj panowie powinni być informowani przez te same służby dyplomatyczne i służby specjalne.

Zamieszanie będzie trwało, bo w normalnym układzie kontrolę nad polityką krajową i zagraniczną sprawuje silny premier, panujący nad ministrami, pozostający cały czas w kontakcie z Pałacem Prezydenckim. Tak działa sprawne państwo, w którym jest jasne, kto za co bierze odpowiedzialność.

kaczynski

Czy to jakiś głupkowaty żart, może ukryta kamera, ale nie… Wyraźnie widzę na filmie umieszczonym na FB kroczącego energicznie, w kierunku pomnika Romana Dmowskiego – Jarosława Kaczyńskiego. Obok niego jak żywy pierwszy as PiS – Joachim Brudziński, tuż za nimi drepcze drobnym kroczkiem pani rzecznik Beata Mazurek i cała świta ochroniarzy. A z megafonów płyną słodkie dźwięki: „Panie Naczelniku, Prezes Stronnictwa Narodowego imienia Dmowskiego Romana, Ludwik Wasiak melduje Rozdroże na przyjęcie Pana Naczelnika Państwa Polskiego”.

Tak zabrzmiało oficjalne powitanie, z jakim spotkał się na pl. Na Rozdrożu w Warszawie zwykły poseł polskiego Sejmu, przybywszy tam, by złożyć kwiaty u stóp pomnika Romana Dmowskiego. Nie koniec na tym. Z głośników słychać też, że Jarosław Kaczyński jest „niekoronowanym królem polskiej polityki”.

Można oczywiście organizatorom uroczystości przypisać skłonność do dowcipów, ale sam Kaczyński wcale nie wyglądał na zbytnio zakłopotanego. Raczej duma i blask biły z jego oblicza.

Film stał się chyba teraz największym hitem Facebooka. Internauci od rana kulają się ze śmiechu, a niektórzy po prostu są wkurzeni i pytają, jak tak można? Są setki komentarzy, a ich autorzy budują przezabawne karambole retoryczne. Bo jak inaczej reagować na podobny nonsens?

Nawiasem mówiąc warto przypomnieć, że tytuł Naczelnika Państwa przysługiwał w latach 1918-1922 marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Obecnie niektórzy mówią, że w związku z kontrolną rolą, jaką Kaczyński sprawuje nad premier polskiego rządu i prezydentem, w partii tak się go właśnie tytułuje.

cxkpkj7xgaaplw1

Waldemar Mystkowski pisze o zburaczeniu Kaczyńskiego.

kaczynski-kradnie

Jarosław Kaczyński kontynuuje swoją karierę wcielania się w role złodziei. Z bratem Lechem kradli Księżyc w klasyce dla dzieci „O dwóch takich, co ukradli Księżyc”. Teraz prezes kradnie Wincentego Witosa partii chłopskiej PSL.

Kaczyński udał się ze swoim sztabem do Wojnicza blisko Wierzchosławic (Małopolska), gdzie Witos się urodził, prowadził gospodarstwo, z którego to gumna awansował na premiera II Rzeczpospolitej i to trzykrotnie, taki przedwojenny Waldemar Pawlak. Tym szlakiem odtwórczym może podążać prezes PiS. I gdy poskrobie się w jego osobowości, to może być ten kierunek kariery, acz Kaczyński musi się spieszyć. Był tylko raz premierem. Teraz winien strącić Beatę Szydło. To byłoby drugie premierostwo.

A kiedy trzecie? A kiedy do tego Piłsudski przyjdzie po niego i ześle go do Berezy Kartuskiej? W tym ostatnim wypadku myślę o Mateuszu Kijowskim, znając jednak gołębie serce lidera KOD, z wielkim prawdopodobieństwem mogę założyć, iż pozwoli prezesowi salwować się, jak Ukraińcy z Majdana Janukowyczowi, który dał nogę do Putina, Kaczyński może udać się do Budapesztu, do Orbana. Antycypuję? A czym jest polityka? Przewidywaniem. Wizją, jak niektórzy opisują te halucynacje prezesa.

Tymczasem prezes przebrał się w sukmanę Witosa i jako lider PSL, tj. PiS, pochwalił się na konwencji swoją partią, która jakoby broni wsi. Retoryka prezesa aż prosi się cytowania, jaki to jego PiS jest wspaniały: „Czy broni polskiej ziemi, polskich lasów? Tak, broni. Czy broni religii chrześcijańskiej? Tak, broni. Czy broni interesu narodowego? Tak, bronimy interesu narodowego. Idziemy tą drogą, która była drogą ruchu ludowego”.

Nie zrozumiałem retoryki prezesa, który mówił o sprzedaży polskiej ziemi: „Dobry gospodarz chce powiększać swoją ojcowiznę, dba o nią, a nie myśli o tym, że będzie ją sprzedawał. Stąd nasze decyzje o powstrzymaniu sprzedaży ziemi państwowej, a to ciągle jest 1,5 mln hektarów. To słuszna decyzja”. Czyli rolnik nie może sprzedać ziemi ani kupić państwowej, która leży odłogiem po PGR-ach. O co chodzi? Jak to o co, Unia płaci za te ugory, za półtora miliona hektarów spływa do kasy państwa kilka miliardów zł. A gdyby rolnicy ja nabyli, to by spłynęło do ich kiesy.

Och, prezesie, coś mi się widzi, że chłop się nie da nabrać na ten przekręt. Garnitur to nie sukmana. Zresztą chłopi protestowali przed konwencją partii Kaczyńskiego, równając PiS z hipokryzją i kłamcami. W czasie kampanii wyborczej pisowcy obiecywali podwojenie dopłat unijnych dla rolników, co było tylko klasyczną kiełbasą wyborczą, bo dzisiaj grozi, iż Komisja Europejska może część dopłat wstrzymać.

I chyba w tym spektaklu o to chodziło. Kaczyński przebiera się, a to w Piłsudskiego, a to w jego wrogów Dmowskiego, a teraz osadzonego za kratami przez Naczelnika Witosa, bo czuje pismo nosem, że nabrał wieś, więc może skończyć jak trzykrotny przedwojenny premier. Kaczyńskiego też dotyczą mechanizmy psychoanalityczne: „I tak zrobisz to, co musisz zrobić, a nie to, co dyktuje rozum”. Więc tym za tym freudyzmem zmierza prezes, a wraz z nim jego dwór i fraucymer Beaty Szydło.

phil