Posts Tagged ‘Adam Szostkiewicz’

„Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem”. Zaduszki za Piotra Szczęsnego pod PKiN

Adam Szostkiewicz na swoim blogu pisze o Szarym Człowieku, czyli Piotrze Szczęsnym (fragmenty).

Zaduszki Szarego Człowieka

Władza i media ją popierające mają nadzieję, że sprawa protestacyjnego samopodpalenia się Szarego Człowieka szybko zostanie zapomniana. W katolickim kraju, w czasie świątecznym poświęconym zmarłym, nie milkną głosy pogardy wobec Piotra S. i tych, którzy przynoszą znicze ku jego pamięci. Jak żyć w takim kraju, nie będąc miłośnikiem „dobrej zmiany”?

Niektórzy z przynoszących znicze już są szykanowani przez władzę. W Gorzowie Wielkopolskim policja wszczęła dochodzenie w sprawie zniczy, nekrologu i hasła „Macie krew na rękach” pod biurem poselskim pisowskiej minister pracy Elżbiety Rafalskiej. Pikietę obywatelską przed biurem obserwowali cywilni agenci.

(…)

O ileż przyzwoiciej byłoby zamiast posyłać policjantów, wygłosić krótkie przemówienie z kondolencjami dla Rodziny Szarego Człowieka i uderzyć się w piersi nie obecnej opozycji, lecz własne. Przecież pan Piotr też był obywatelem i patriotą, tak samo jego rodzina. Im też zależy na Polsce. Wszystkim należy się szacunek, nawet jeśli się z nim nie zgadzamy.

Po ministrze Błaszczaku czy Kamińskim, po pośle Kaczyńskim czy premierce Szydło raczej się takiej przyzwoitości nie spodziewamy, ale od czego mamy „prezydenta wszystkich Polaków” i prymasa Polski? Nigdy nie jest za późno na przyzwoite zachowanie.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Burzyć mury to być otwartym na drugiego i na przyszłość

Polski katolicyzm to dziwna odmiana chrześcijaństwa. „Dziwna” – to zresztą bardzo lekkie określenie. Kilku egzorcystów diecezji płockiej opublikowało apel wzywający rodziców, aby nie pozwolili swoim dzieciom uczestniczyć w „inicjatywie zwanej Halloween”. Apel opublikowany został przez Katolicką Agencję Informacyjną, najważniejsze katolickie portale „Gościa Niedzielnego” i tygodnika „Niedzieli”. Tym samym – jakby – ten apel był oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego.

Czym jest ten apel? Jego pierwszy cel to wyzwolić lęk przed innością. Lęk to najlepsze narzędzie manipulacyjne, zalękniony zamienia się w agresora. Dziwna odmiana polskiego chrześcijaństwa działa ręka w rękę z dzisiejszą władzą. Ten lęk wyzwolił w dużej części Polaków bojaźń przed imigrantami i uchodźcami, przed mniemaną islamizacją, przed laicyzacją i przed przemianami kulturowymi, takimi jak gender.

Rządzący osiągnęli w tym sukces. Polska zalękniona jest łatwa do rządzenia, bo to Polska wycofana. naród wówczas nie żyje, nie jest otwarty, tylko broni się przed życiem, przed pełnią życia.
Znienawidzony przez władze PiS wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans wygłosił w Watykanie kapitalne przemówienie o swoim chrześcijaństwie: – „Moje chrześcijańskie dziedzictwo nic dla mnie nie znaczy, jeśli prowadzi do wykluczania innych niż my. Jeśli bycie chrześcijaninem nauczyło nas czegokolwiek przez ostatnie dwa tysiące lat, to umiejętności patrzenia na świat oczami „innego”. Nawet, gdy jest to afrykański uchodźca”.

Słowa Timmermansa są trawestacją z Dziejów Apostolskich, które mógł napisać św. Piotr, którego uważam za największego polityka w dziejach świata. To on swoimi misjami wywalczył przestrzeń dla chrześcijaństwa, dla tego imperium wiary, które dwa tysiące lat po nim wciąż jest największe.

Polski ryt chrześcijański w istocie jest antychrześcijański, bo nie ma w nim naczelnej wartości – solidarności. Bycie z drugim, pomaganie innemu. I znowu na pomoc przychodzi nam Timmermans, który w Watykanie mówił: – „Dzisiaj wierzymy, że nasze dzieci będą miały w życiu gorzej, niż my. Jeśli jedyna perspektywa, jaką mamy, to strata, zaczynamy pilnie strzec tego, co posiadamy. Wtedy sąsiad staje się wrogiem, a nie przyjacielem – jest to więc sprzeczne z zasadą solidarności. Jeśli widzę, że ktoś cierpi i obawiam się, że też mogę zacząć cierpieć, będę się trzymał od tej osoby z daleka – żeby się nie zarazić. To właśnie dzieje się dzisiaj w Europie – i musimy to naprawić”.

W Polsce przeżywamy kryzys wartości. Polityk polski potrafi powiedzieć z trybuny w Sejmie do innych: kanalie, mordy zdradzieckie, zaliczyć nas do gorszego sortu. Na tym ma być ufundowana Polska? Na nienawiści, odrazie, negatywnych odczuciach do bliźniego?

Wracam jeszcze raz do Piotra S., do którego będziemy co rusz wracali, obyśmy nie zmarnowali tego, co nam zostawił. Im dalej od jego samospalenia i śmierci, tym więcej dowiadujemy się, jakim był człowiekiem, ale dowiadujemy się też więcej o sobie.

Przede wszystkim Piotr S. to Piotr Szczęsny. W te dni zaduszne otwórzmy się na Piotra z Niepołomic: – „A ja wolność kocham ponad wszystko. Dlatego postanowiłem dokonać samospalenia i mam nadzieję, że moja śmierć wstrząśnie sumieniami wielu osób, że społeczeństwo się obudzi i że nie będziecie czekać, aż wszystko zrobią za was politycy – bo nic nie zrobią!”.

Mamy o czym myśleć, a jeszcze więcej – działać. – „Musimy traktować nasze dziedzictwo jako zaproszenie, a nie jako przeszłość” (Timmermans). Musimy burzyć mury lęku, bo nimi podzieleni zostaniemy tchórzami, dla których wolność jest zbędna.

I JAK COŚ TAKIEGO NAZWAĆ? trwa…

Jawny Orwell PiS

Projekt ustawy o niejawności życia publicznego nosi oczywiście nazwę ustawy o jawności życia publicznego.

PiS do Orwella wnosi kosmetyczne poprawki, bo dzieło opisujące działania partii Kaczyńskiego nie nosi już tytułu „Rok 1984”, bo ten minął, ale winno być wznowione jako „Rok 2017”, a jeżeli PiS utrzyma się u władzy – czego nie życzę mojej ojczyźnie i dzielnym rodakom – „Rok 2018”.

Ustawa o jawności została napisana przez specsłużby, które z tytułu formalnego prowadzą działalność niejawną. Czy ktoś pojmuje ten absurd? Mamy jednak do czynienia z PiS, które sprawuje władzę absurdalnie, a nawet dadaistycznie. Rządzi prezes PiS, a nie premier, ośrodek decyzyjny jest na Nowogrodzkiej, a nie w Al. Ujazdowskich. Ministerstwo Obrony Narodowej jest Ministerstwem Głupich Kroków, bo nikt o zdrowych zmysłach nie przypisze Antoniemu Macierewiczowi zdolności do formułowania zadań obronnych dla Wojska Polskiego. Zachowuje się zresztą wzdłuż szpaleru żołnierzy tak, jak John Cleese w słynnym skeczu Monty Pythona.

I tak jest z jawnością. Informacji nie uzyska ten, kto arbitralnie zostanie zaliczony do „uporczywych”, a także nie uzyska, gdyby realizacja wniosku o informację „znacząco utrudniałaby działalność podmiotu zobowiązanego”. A kto chciałby udzielać niewygodnej dla siebie informacji, a może i kompromitującej? Zalicza się wówczas go do upierdliwców i utrudniających działalność.

To nie jest prawo do informacji, a jest to prawo do odmowy udzielenia informacji. Ciągle podkreślam, że język stosowany przez PiS nie jest językiem polskim, ale językiem totalitarnym, dla nas zrozumiałym ze względu na niedawno odeszły reżim jako język sowiecki. Całkiem zgrabnie określonym przez Bareję: „I co nam zrobisz?”.

Kolejną blokadą, aby nie ujawnić nieprawidłowości w urzędach państwowych jest opłata za przygotowanie informacji. Do tej pory opłata istniała, ale nie powodowała, że informacja nie została udzielona. Teraz opłata będzie żądana, czyli wymagana wcześniej, co będzie kolejną metodą, aby nie ujawniać.

Jawność życia publicznego poszerza krąg osób, które zobowiązane są składać oświadczenia majątkowe. Do posłów i samorządowców dochodzą egzaminatorzy na prawo jazdy, strażnicy miejscy, pracownicy Państwowej Inspekcji Pracy, Prokuratorii Generalnej RP, urzędnicy służby cywilnej. A nawet strażacy.

O co chodzi? O haki chodzi, aby można w razie potrzeby wyciągnąć z oświadczeń niejasności – a te zawsze się pojawiają, gdy chodzi o pieniądze. Wówczas niewygodnego obywatela wydala się ze służby i na jego miejsce wsadza posłusznego pisiewicza.

Praktycznie ustawa znosi ochronę danych osobowych. Np. komuś odmówiono wydania na coś koncesji ze względów nieodpowiednich cech psychicznych. To będzie teraz jawne – ten ktoś zostanie mniemanym niezrównoważonym, a złe języki obwołają go, że wariat.

Pojawia się ponadto termin sygnalisty – w języku potocznym dotyczący donoszącego informację ważną dla organów ścigania. Taka osoba winna podlegać stosownej ochronie prawnej. W ustawie pisowskiej prokurator nie ma takiego obowiązku ochrony i może narazić sygnalistę na zemstę bądź szykany.

Projekt ustawy przygotowany był pod pieczą Mariusza Kamińskiego – tego kolesia z wyrokiem trzech lat bez zawiasów, które zostały mu zdjęte przez ułaskawienie Andrzeja Dudy, najprawdopodobniej nieprawnie – bez rejestracji w wykazie prac legislacyjnych. Projekt znienacka ujrzał światło dzienne 24 października. Wyznaczono mu – uwaga, uwaga – 6 dni na konsultacje społeczne!

Ów projekt to Orwell w pisowskiej postaci. Niejawność jest przedstawiana jako jawność, szef służb specjalnych z tak ważnym projektem wyskoczył, jak Filip z konopi.

To , które się zmaterializowało…

Po pierwsze- Trzaskowski jest warszawiakiem, a po drugie- nie załatwiał swojemu tacie posadki w wodociągach w Opolu.

>>>

Reklamy

DZIEŃ DOBRY 🙂 ZAPRASZAMY NA PORANNE ĆWICZENIE WZROKU

c0qam6gxgaaqofl

Już cały internet się z tego śmieje :))) My wciąż nie przestajemy. Jarosław, Ty Polskę zostaw!

c0rhctvwqaa92si

Adam Szostkiewicz pisze o Kościele, który zawodzi.

wymowne

Kardynał Nycz postąpiłby po chrześcijańsku, gdyby poszedł podzielić się opłatkiem z protestującymi w Sejmie posłami PO i Nowoczesnej. W końcu posłowie opozycji to nie trędowaci. Reprezentują miliony wyborców, są wśród nich katolicy.

Zamiast do nich, kardynał poszedł do TVP kontrolowanej przez PiS i tam zdystansował się od protestu przeciwko pisowskiemu zamachowi sejmowemu.

Owszem, miękko, ale jednak. Metropolita warszawski powiedział w pisowskiej TVP niezmordowanie opluwającej protestujących posłów, że ich działanie jest przeciwko świętym i powinni protest zawiesić na czas świąt. Brzydko to zabrzmiało w ustach kogoś, kto jest uważany za biskupa umiarkowanego, otwartego także na poglądy nie-pisowskie wśród wiernych.

Jakiż to protest przeciw świętom? To protest mniejszości pozbawianej praw przez większość pod fałszywymi pretekstami. Posłanki i posłowie takich świąt w Sejmie nie planowali. Zmusił ich do pozostania w Sejmie PiS. W tej sytuacji miejsce Kościoła jest przy mniejszości. Tu nie chodzi o deklarację polityczną, poparcie tej czy innej partii, tylko o gest duszpasterski.

Biskupi w te święta kolejny raz stracili okazję, by przemówić po chrześcijańsku. A przecież mają skąd brać przykład. Jak nie ze św. Jana Pawła II, to może z orędzia królowej Elżbiety II, 6 minut a tyle treści i dobrych emocji. To naprawdę niezłe wzory, o niebo lepsze od pouczeń naszych biskupów radiomaryjnych. Po nich niepisowski katolik spodziewać się empatii, a nawet wysłuchania ich racji, nie może.

Ale żeby na dobrze ponad stu członków polskiego episkopatu ewangeliczną odwagę nazwania polityki pisowskiej po imieniu – „to jest dyktat, a dyktat kojarzy się nie dobrze” – miał tylko jeden z nich, emerytowany biskup Pieronek, to jednak ponury znak czasu w Kościele. A gdzie ci młodsi, obiecujący, wydawało się odporni na prawicowo-narodowe wzmożenie w stylu abp Jędraszewskiego? Czemu milczą? Przykro słuchać tego milczenia.

ŚPIEWAJMY RAZEM 🙂

c0rfrfcxgaan4wa

TAKA PRAWDA

c0q4x6yxeaawjjc

Anne Applebaum pisze dla Washington Post o polskich protestach.

mysl-cieplo

„Nieliberalna demokracja” jest niezbyt szczęśliwym określeniem będącym w obiegu dlatego, że trudno wymyślić lepsze. Wielu ludziom ta nazwa się nie podoba, gdyż uważają, że przywódca naruszający reguły demokracji w ogóle nie powinien być określany jako „demokrata” – może raczej powinno się mówić o „dyktaturze”.

c0rc8rzweaaioly

A jednak istnieje pewna postać polityki, która w praktyce wykracza poza granice tego, co nazywaliśmy „demokracją”, ale jeszcze nie jest w pełni dyktaturą, chociaż z pewnością może do niej doprowadzić, jak w Turcji czy w Rosji. W tej chwili najjaskrawszym przykładem nieliberalnej demokracji jest Polska, gdzie wybrany zgodnie z prawem rząd łamie konstytucję, zarówno pod względem litery prawa, jak i jego ducha. Od czasu przejęcia władzy jesienią 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość podważyło i pozbawiło władzy Trybunał Konstytucyjny, upolityczniło służbę cywilną i przekształciło media publiczne w prymitywny organ partyjnej propagandy. Minister obrony narodowej chce utworzyć „wojska obrony terytorialnej” podlegające bezpośrednio jemu, poza istniejącą strukturą dowodzenia. W obawie, że celem tego jest utworzenie paramilitarnych sił partii rządzącej, najwyżsi stopniem generałowie polskiej armii podali się do dymisji.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości uzyskali mandat do sprawowania władzy. Mają nieznaczną większość w parlamencie, którą uzyskali, zdobywając niewiele ponad jedną trzecią głosów wyborców, dzięki temu, że ich przeciwnicy z centroprawicy i centrolewicy byli podzieleni. Nie uzyskali jednak mandatu do zmiany systemu politycznego. Nie mają większości konstytucyjnej. Nie mają powszechnego poparcia większości wyborców. W ich umiarkowanej kampanii wyborczej nie wspominano o zmianie konstytucji, nie mówiąc już o upolitycznieniu służby cywilnej czy o wojskach obrony terytorialnej posłusznych wobec jednego tylko polityka.

c0rbfchwiaa0lmn

Co w takich warunkach powinna zrobić opozycja? Zwyczajni obywatele? Nie ma łatwych rozwiązań. Polscy politycy nadal mogą mówić przez prywatne kanały telewizyjne lub w Sejmie, co w rzeczywistości robili, chociaż z niewielkim skutkiem. Obywatele mogą demonstrować – i także to robili, wywierając nieco większy wpływ. Zwołano imponujące demonstracje w proteście przeciw atakowi rządu na Trybunał Konstytucyjny i wolność zgromadzeń. Protest kobiet w kilkunastu miastach doprowadził do wstrzymania projektu penalizacji aborcji. Wszystkie pozostałe protesty nie osiągnęły niczego poza paroma drobnymi legislacyjnymi poprawkami.

Gdy rząd dokręca śrubę, protestujący stają się coraz gniewniejsi. W ubiegłym tygodniu marszałek Sejmu wykluczył z obrad posła opozycji, który sprzeciwiał się przepisom utrudniającym dziennikarzom relacjonowanie obrad. Jego koledzy w proteście okupowali prezydium. W reakcji na to marszałek przeniósł posiedzenie do innej sali i przeprowadził tam głosowanie o wątpliwej legalności. Wydarzenia te były relacjonowane na żywo przez telewizję, tysiące ludzi przyszło więc pod Sejm, by ponownie zaprotestować.

Niektórzy z protestujących usiłowali zapobiec opuszczeniu gmachów sejmowych przez ministrów, byli nawet tacy, którzy rzucali się pod samochody. Ale i to nie przyniosło żadnych efektów. Rząd odmówił ponownego poddania pod głosowanie nieprawidłowo uchwalonych ustaw. Protestującym zagrożono postępowaniem karnym.

I tu dochodzimy do trudnego pytania: co dalej? Czy jeśli rząd postępuje niezgodnie z prawem, to właściwą odpowiedzią jest obywatelskie nieposłuszeństwo? Mogłoby to wywołać skutki odwrotne w stosunku do zamierzonych: wielu Polkom i Polakom nie podobałyby się chaotyczne albo gwałtowne protesty, a rząd grozi eskalacją działań. W ostentacyjny sposób zaparkowano przed budynkami Sejmu pojazdy do tłumienia zamieszek, co przypomniało nam komunistyczne lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku.

Dotychczas naciski zewnętrzne – protesty płynące z Unii Europejskiej, Rady Europy, Białego Domu – miały niewielki wpływ na rządzących w Polsce. Być może dlatego, że nie towarzyszyły im żadne sankcje. To jednak także stwarza dla opozycji dylemat: czy polscy politycy powinni wezwać Unię Europejską, by obcięła subsydia na rzecz Polski?

Z czasem rynki mogą wywrzeć naciski ekonomiczne. Osiemnaście miesięcy temu dyrektor jednego z europejskich banków powiedział mi, że jego polski zespół był najwydajniejszy i najefektywniejszy ze wszystkich, jakie mu podlegały. Obecnie zagraniczne banki, obawiając się nieprzewidywalnych podatków i kapryśnego systemu prawnego, sprzedają swoje polskie aktywa lub rozpatrują ich sprzedaż. Notowania giełdowe i wartość polskiego pieniądza od roku systematycznie spadają. Niemniej potrzeba czasu na to, żeby zniszczyć kwitnącą gospodarkę. Demokrację można rozmontować znacznie szybciej.

c0q_ghpxcaaztpa

Za dwa i pół roku odbędą się w Polsce nowe wybory. W jakich warunkach będą one przebiegać? Czy za dwa lata prywatne media jeszcze będą jeszcze funkcjonować, czy też rządowe naciski na reklamodawców doprowadzą do ich bankructwa? Czy sądownictwo zostanie upolitycznione? Czy subwencje rządowe dla zwolenników – wypłaty zasiłków, posady dla członków partii – staną się podstawą autorytaryzmu? Czy przeciwnicy polityczni zostaną postawieni w stan oskarżenia? Deklaruję, że tą ostatnią sprawą jestem osobiście zainteresowana: jestem żoną byłego ministra spraw zagranicznych Polski, obecnie niebiorącego udziału w polityce, którego wraz z innymi byłymi politykami przywódca rządzącej partii chce oskarżyć o „zdradę”.

Nie ma w tej chwili żadnych trafnych odpowiedzi na którekolwiek z tych pytań, bo nie ma żadnych oczywistych sposobów demokratycznego zwalczania nieliberalnej demokracji. A więc pomyśl ciepło o Polakach, którzy protestują w czasie świąt – w grudniu w Polsce bywa zimno. I trzymaj kciuki, by coś takiego nie zdarzyło się także w twoim kraju.

c0o04fzxuaiu0tb

OGROMNY CIOS DLA PiS PO ŚWIĘTACH… JAK AMERYKANIE MOGLI ZAPOMNIEĆ???? NIE ZAUWAŻYĆ??? TAK BEZCZELNIE POMINĄĆ??? JAK TERAZ ŻYĆ?

c0qcqi0xcaexhyg

Waldemar Mystkowski analizuje wywiad Kaczynskiego dla „wSieci”.

rozmyslania

Wyjaśniła się tajemnica uśmiechu Jarosława Kaczyńskiego, gdy w nocy z 16 na 17 grudnia wyjeżdżał z Sejmu. On już wiedział! To był pucz. Długo musieliśmy czekać, bo aż do wydania tygodnika „wSieci” po świętach Bożego Narodzenia, dlaczego prezes rechotał w służbowej limuzynie.

jaki-prezes

Kaczyński dzieli się odkryciem z tej nocy grudniowej z braćmi Karnowskimi, a poprzez nich z nami: „Trzeba to nazwać wprost: to była próba puczu. Sygnały o takiej możliwej próbie przejęcia władzy docierały już do nas wcześniej. To była poważna próba sparaliżowania władzy w sposób siłowy, niedemokratyczny. Jej podstawą było założenie, że nie uchwalimy budżetu”.

Poseł Platformy Obywatelskiej Michał Szczerba pełnił rolę podporucznika Piotra Wysockiego, który wszedł do Szkoły Podchorążych Piechoty w Łazienkach, przerwał zajęcia z taktyki – wygłosił mowę: „Polacy! Wybiła godzina zemsty. Dziś umrzeć lub zwyciężyć potrzeba! Idźmy, a piersi wasze niech będą Termopilami dla wrogów”.

(STRACH MIAŁ SPARALIŻOWAĆ SPOŁECZEŃSTWO. TYMCZASEM STRACH OGARNIA WŁADZĘ.)

c0qpprfxgaat8nr

Kiedyś perory były podniosłe, dzisiaj wystarczy: „Marszałku kochany, muzyka łagodzi obyczaje”. I mamy pucz. Za Wysockim-Szczerbą rzucili się podchorążowie ku mównicy sejmowej, jak podchorążowie 29 listopada 1830 roku, którzy weszli do Belwederu, aby pojmać wielkiego księcia Konstantego. Wówczas namiestnikowi udało się zbiec w damskich fatałaszkach, dzisiaj Kaczyński nie musiał się przebierać, acz zbiegł z marszałkiem Kuchcińskim do sali kolumnowej w tym samym gmachu przy Wiejskiej.

Szczerba i podchorążowie posłowie pozostali przy swoim, tj. przy mównicy sejmowej przez całe święta, planują prowadzić pucz do 11 stycznia, a Konstanty Kaczyński dzieli się swymi myślami i zapowiada twardą walkę z puczystami: „Chcę jasno powiedzieć: nie złamią nas. Po naszej stronie jest wielka determinacja, silny mandat społeczny. Ale nie tylko. Mamy precyzyjne rozpoznanie, gdzie są nasze słabości, i ciężko pracujemy nad ich naprawianiem.”

c0qxbj6xaaaciic

Śmiejecie się? Na Twitterze mamy istne pandemonium żartów: „Cicho wszędzie, głucho wszędzie, pucz to będzie, pucz to będzie”. „Pucz się, pucz, to potęgi klucz”. „Tam sięgaj, gdzie pucz nie sięga”. „Pucznijcie się wszyscy w głowy.”, itd.

Czyżby miał „pucz puczem się odcisnąć”? Bowiem Kaczyński antycypuje: „Czerpią z Majdanu, odwracając rzeczywiście znaczenia słów i faktów, ale czerpią. Nie wiem, jak można Polsce życzyć krwawych rozruchów. Ale, widać, tam żadnych hamulców nie ma.”

Puczyści mają na razie jedyną broń: wyłączony mikrofon na mównicy sejmowej, zaś zaborcy wstawili nowe kraty w Sejmie, tak „naprawiają słabości”. Rozumiem, że przeciw puczystom zostaną rzucone policja, Wojsko Polskie, które są w rękach zaborców demokracji, a nawet „ciężko wypracowane” Macierewicza Wojska Obrony Terytorialnej.

Nie wiem, z kim prezes PiS spędzał święta Bożego Narodzenia, ani gdzie, ale głąbość tych myśli nasuwa mi podejrzenia, iż nie sięgają głębokości piasku w piaskownicy, ani tym bardziej jakiejkolwiek plaży, zwłaszcza że teraz nad Bałtykiem szaleje orkan. Te myśli o puczu zostały zrodzone na froncie walki w jakiejś kuwecie, tylko tak mogę wytłumaczyć powyższe brednie prezesa.

c0reahwxuaecjny

grudzien13

Nie tylko Adam Szostkiewicz boi się o Polskę.

adam-szostkiewicz

W rocznicę stanu wojennego ma się odbyć uliczny protest „Stop dewastacji Polski!”. Dewastacji przez obecną pisowską władzę. Organizatorzy napisali, by wypowiedzieć władzy posłuszeństwo.

Z takim apelem wystąpili między innymi do policjantów i wojskowych. Mieli na myśli policjantów i wojskowych jako obywateli. Mimo to propaganda pisowska ruszyła do ataku na KOD, że podżega do działań wywrotowych.

Czy 13 grudnia dojdzie do państwowej przemocy? Byłaby to polityczna katastrofa dla obu stron konfliktu: pisowskiej władzy i demokratycznej opozycji. Mam nadzieję, że obie strony zdają sobie z tego sprawę. I że nikt nie sprowokuje przemocy.

35 lat temu niedemokratyczna władza użyła przemocy przeciwko społeczeństwu obywatelskiemu zorganizowanemu w legalnej „Solidarności”. Odwlekło to jej upadek o kilka lat, ale początkiem agonii systemu było właśnie użycie siły przeciwko własnym obywatelom.

Obywatelskie nieposłuszeństwo jest działaniem zgodnym z demokracją, przemoc, nawet w czystej sprawie, nie jest. Może być tylko samoobroną. Obywatelskie nieposłuszeństwo działa, gdy przemocy się wyrzeka. Gdy na argument siły odpowiada siłą swych argumentów przeciwko władzy. To jest ta „siła bezsilnych”, która obaliła bez użycia przemocy komunizm i kolonialne rządy w Indiach.

jerzy-stuhr

Prof. Wojciech Sadurski, prawnik, pisze w „GW”, że władza, która łamie konstytucję, traci prawo do oczekiwania posłuszeństwa obywateli.

Profesor podaje, na czym konkretnie ma polegać wypowiedzenie posłuszeństwa pisowskiej władzy:
– sędziowie i prawnicy powinni odmówić stosowania ustaw niezgodnych z konstytucją
– ruchy obywatelskie powinny zignorować zmiany w ustawie o zgromadzeniach narzucone przez pisowską większość
– opozycja parlamentarna w proteście przeciwko złemu prawu powinna co jakiś czas bojkotować obrady, aby w świat poszedł obraz pustego w połowie Sejmu jako „komunikat o stanie polskiej demokracji”.

Nic ująć, Panie Profesorze. A dodać? Tu każdy, kto się zgadza z Sadurskim, niech ruszy głową. Ja dodałbym bierne (nie korzystam) i czynne (nie chodzę) unikanie wszelkich mediów kontrolowanych przez PiS.

wideo-wyborcza

Adam Michnik wyjaśnia sens 13 grudnia. Słuchajcie mądrego człowieka, bo niewielu takich zostało: wyborcza.pl >>>>>

Na Koduj24.pl zastanawiają się.

ta

Czy Jarosław Kaczyński może być szantażowany przez obce państwo ujawnieniem tej rozmowy?

Wiele kontrowersji i domysłów wzbudza cały czas ostatnia rozmowa braci Kaczyńskich przeprowadzona przez telefon satelitarny z pokładu Tu-154. O jej przebieg i ustalenia, które w niej prawdopodobnie padły, pytają, oczywiście, tylko niewierzący w religię smoleńską. Jej wyznawcy z kolei nawet się na ten temat nie zająkną – przecież sam ich guru zeznał w prokuraturze, że była to rozmowa dotycząca wyłącznie zdrowia Jadwigi Kaczyńskiej, taka po prostu „rutynowa” i nie poruszano w niej żadnego innego tematu.

Czyżby? Przypomnijmy w związku z tym kilka faktów, zaczynając od chronologii zdarzeń. Otóż informacje o silnej mgle w Smoleńsku i widoczności nie przekraczającej 400 metrów docierają do pilota prezydenckiego samolotu o 8.14. W tym momencie w jego kokpicie, gdzie przebywała co najmniej jedna nieuprawniona osoba, zaczynają się rozmowy na temat dalszego możliwego scenariusza lotu i prawdopodobnym lądowaniu na lotnisku zapasowym – w Witebsku (z którego jest najbliżej do Smoleńska – 130 lub 180 km w zależności od wyboru drogi) lub też do Moskwy (400 do 500 km od punktu docelowego). W grę wchodził ewentualnie również Mińsk (330 do 400 km). W chwilę po otrzymaniu tej informacji przez załogę (przed godziną 8.20) Lech Kaczyński dzwoni do brata z telefonu satelitarnego, co na pewno nie jest zbiegiem okoliczności. Czy w takiej sytuacji jest w ogóle do pomyślenia, że nie informuje go o zaistniałym problemie?

szkoda

Bo sytuacja zaczyna wyglądać fatalnie – lądowanie na zapasowym lotnisku to strata wielu godzin i bardzo poważne opóźnienie w dotarciu delegacji do Katynia, co wywoła potężny chaos organizacyjny, o ile w ogóle nie całkowite fiasko przedsięwzięcia. Trzeba sformować kolumnę prezydencką, pożyczając od Rosjan lub Białorusinów odpowiednie samochody, które przecież nie stoją na lotnisku, zapewnić środki bezpieczeństwa dla jej przejazdu, ustalić trasę i wiele innych szczegółów. Tego nie da się zrobić ad hoc, wszystko musi trwać, dodatkowo jeszcze, w przypadku lądowania na Białorusi przekroczenie granicy i przejazd trzeba by negocjować ze stroną rosyjską.

W tym momencie sypie się całkowicie plan wizyty, która miała być „mocnym uderzeniem” i w sposób oczywisty otwierać kampanię wyborczą Lecha Kaczyńskiego – bo nie ma żadnych wątpliwości, że taki był jej cel. Chciał on sobie poprawić w ten sposób bardzo marne sondaże przedwyborcze (najlepsze z nich dawały mu niewiele ponad 10 procent poparcia), stawiając w swoim programie wyborczym na martyrologię i swoiście pojęty patriotyzm.

Poprzednio był on w Katyniu tylko jeden raz – 17 września 2007 roku, kilka tygodni przed przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi w 2007 roku. Czy to nie „dziwny” zbieg okoliczności? Przykre to, kiedy najważniejsza osoba w kraju przypomina sobie o tragedii polskich oficerów tylko po to, żeby użyć jej do bieżących rozgrywek politycznych. Tłem prezydenta miała być liczna świta, którą zabrał na pokład samolotu, a wydarzenie, relacjonowane przez wielu dziennikarzy, zwłaszcza telewizyjnych, miało przyćmić nieco wcześniejszą wizytę premiera Tuska.

Wszyscy pamiętamy pierwsze słowa Lecha Kaczyńskiego po wygranych wyborach, skierowane do Jarosława: „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania”. Pomijając fakt, że taki czołobitny hołd kompromituje kompletnie prezydenta, daje on jednocześnie jasny przekaz, kto tu jest szefem, a kto podwładnym. W telewizji mogliśmy wielokrotnie oglądać obrazki, jak będąc na jakiejś międzynarodowej konferencji czy negocjacjach, mówiąc kolokwialnie, „wisi na telefonie”, konsultując się z bratem, a raczej chyba odbierając od niego instrukcje, co wywoływało kpiące i złośliwe komentarze. I teraz mamy uwierzyć, że w takiej dramatycznej niemal sytuacji prezydent dzwoni do brata i rozmawia z nim tylko i wyłącznie o zdrowiu mamy, chociaż przez lata informował go o wszystkim i potulnie wykonywał polecenia? To jest po prostu bajeczka, której nie kupi nikt mający elementarną wiedzę.

Z doniesień prasowych wynikało zresztą, że tego dnia rano Lech Kaczyński rozmawiał z lekarzem, który opiekował się jego mamą i usłyszał dobre wiadomości. Gdyby nawet ta informacja była nieprawdziwa, to skoro Jarosław był w przeddzień w szpitalu i miał jakieś nowiny, to natychmiast poinformowałby o tym brata. Jego zeznanie w prokuraturze na temat tej rozmowy po prostu zupełnie nie trzyma się kupy. Dokładnej jej treści nie znamy – ale efektem był dalszy lot do Smoleńska, prezydent nie zmienił celu podróży. Zresztą w kontekście odmowy przez kapitana Protasiuka lądowania na lotnisku w Tbilisi, które było w strefie walk, Jarosław wygłosił później taką oto „złotą myśl”: „Każdy, kto będzie próbował zmienić miejsce lądowania prezydenckiego samolotu zostanie oskarżony o utrudnianie prezydentowi RP sprawowania władzy.” I pewnie do czasu ostatniej rozmowy z bratem zdania nie zmienił.

W książce „Smoleńsk. Zapis śmierci” jej autorzy, Marcin Dzierżanowski i Michał Krzymowski, twierdzą, że bracia Kaczyńscy spierali się o wizytę w Katyniu.
Ówcześni spin-doktorzy prezydenta, Adam Bielan i Michał Kamiński, odradzali mu wyjazd do Katynia, „bo zostanie skrytykowany przez media, że pcha się tam trzy dni po premierze (Tusku)”. Prezes PiS naciskał z kolei na brata, żeby katyńska impreza była jak najbardziej „godna”, bo cała kampania wyborcza Lecha Kaczyńskiego miała się opierać właśnie na motywie pamięci o ofiarach, co miało go kreować na obrońcę i krzewiciela patriotyzmu. I co w takim razie, prezentując takie poglądy, mógł on poradzić bratu w rozmowie telefonicznej w sprawie wyboru miejsca lądowania?

wy-ktorzy

Jarosław Kaczyński jest zresztą skrajnie niewiarygodny. Jak mało który polityk permanentnie kłamie, insynuuje, obrzuca ludzi błotem. Wyliczenie wszystkich łgarstw prezesa wymagałoby prawdopodobnie wydania książki, wspomnimy tu więc tylko o kilku, żeby przybliżyć jego mentalność. „Samoobrona jest tworem byłych oficerów służb bezpieczeństwa. Mój brat, który był ministrem stanu do spraw bezpieczeństwa, dostał raport, z którego wynikało, że grupa byłych oficerów SB założyła Związek Zawodowy ‚Samoobrona’. To formacja używana do osłony tyłów tego całego układu i ochrony tego nieporządku, który jest w kraju, i jednocześnie korzystająca z tego nieporządku. To są ludzie, którzy nabrali kredytów i chcą żyć jak przedsiębiorcy, a mają kwalifikacje do kopania rowów. Cieszę się, że będę na pierwszej linii walki z Samoobroną. Uważam, że mam dowody na potwierdzenie moich słów i w odpowiednim momencie je przedstawię” (z wywiadu udzielonego w czerwcu 2003r.). Dla przypomnienia: potem wszedł natychmiast w koalicję z tą partią, a jej przewodniczącego uczynił wicepremierem…

Przed wyborami 2005 roku twierdził: „Jeżeli brat zostanie prezydentem, ja nie będę premierem”. Jarosław jest zresztą w kłamstwach elastyczny i ma je gotowe na każdą okazję: gdy niejaka Cugier-Kotka, osoba, która wystąpiła w spocie reklamowym PiS-u została rzekomo pobita, natychmiast oświadczył, obarczając o to domniemane przestępstwo oczywiście PO: „Nie wiem, czy to było zlecenie czy wystąpienie pewnej części elektoratu PO, ale było to wydarzenie niebywałe i skandaliczne”. Bohaterka wyjawiła później, że sprawa rzekomego pobicia jej przez bojówki Platformy Obywatelskiej, to pomysł Jacka Kurskiego. – „Okoliczności związane z incydentem pobicia były chyba najlepiej wyreżyserowanym aktem przez Jacka Kurskiego w stylu Big Brothera” – powiedziała w wywiadzie prasowym.

Innym razem, po śmierci jakiejś osoby na drugim końcu Polski, były premier oświadczył, iż był to „obrońca krzyża”, który został w Warszawie przy modlitwie przy nim brutalnie pobity przez bojówki (w domyśle PO) i zmarł na skutek obrażeń. Nieważne, że było to półtora roku później po tym „pobiciu”, a denat był ciężko chory na jakąś nieuleczalną chorobę i nawet nie wiadomo, czy był w ogóle w Warszawie.

Jarosław ma już swojego rodzaju „renomę” kłamcy na skalę międzynarodową. Opiniotwórczy „Washington Post” napisał o nim, że jest „rywalem Donalda Trumpa w używaniu kłamstw w celu wytworzenia w społeczeństwie obawy przed muzułmanami”.

Nie będziemy już więcej zajmować się szambem kłamstw i pomówień, w jakim tapla się pan Kaczyński, wróćmy do konsekwencji, które mogą wynikać z owej rozmowy. Otóż, po pierwsze, została ona przechwycona i zarejestrowana przez wywiady co najmniej kilku państw, to nie ulega żadnej wątpliwości. Łączność satelitarna jest możliwa dzięki amerykańskiemu systemowi Irydium, który składa się z 66 satelitów krążących po orbicie okołoziemskiej. Wszystkie przekazy elektroniczne, w tym oczywiście rozmowy telefoniczne, transmitowane przez system są zapisywane i archiwizowane przez NSA (amerykańską agencję bezpieczeństwa). Oprócz tego rozmowa została najprawdopodobniej niezależnie od tego zarejestrowana przez globalny system szpiegowski Echelon, który gromadzi i analizuje transmisje fal elektromagnetycznych wysyłanych przez urządzenia elektroniczne z całego świata – telekomunikacyjne, IT, faksy, e-maile, transfery plików, rozmowy telefoniczne, komputery, radary, satelity rozpoznawcze i telekomunikacyjne. O systemie zrobiło się głośno w roku 2000, kiedy na forum Parlamentu Europejskiego opublikowano wielki raport, z którego wynikało, że USA wykorzystują Echelon m.in. do szpiegowania firm europejskich. O tym, że system ten zarejestrował rozmowę Kaczyńskich, powiedział wprost mediom Duncan Campbell, specjalista od szpiegostwa elektronicznego, autor wyżej wspomnianego raportu. Miał to być przykład, że pomimo poprzedniej afery Amerykanie nadal zbierają dane wywiadowcze także na temat swoich sojuszników.

Bracia zostali również na pewno podsłuchani i nagrani przez wywiad Rosji i Białorusi, prawdopodobnie rozmowa została także przechwycona przez nasłuch elektroniczny NATO. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie była ona szyfrowana (Jarosław Kaczyński rozmawiał przez zwykłą komórkę), stanowiła naprawdę łakomy kąsek dla wszystkich wścibskich – okazja do tak łatwego podsłuchania prezydenta dużego państwa europejskiego zdarza się nader rzadko. Polska prokuratura zwróciła się rutynowo do kilku państw o „pomoc prawną” w sprawie katastrofy – zapewne miała ona dotyczyć również, a może głównie, posiadanych przez te kraje nagrań rozmów miedzy samolotem a ziemią… Oczywiście, efektu nie było żadnego, bo chociaż wszyscy szpiegują wszystkich gdzie i jak się tylko da, to przecież nikt nie przyzna się do tego oficjalnie. Minimalną szansą na uzyskanie takiego nagrania byłoby przekonanie USA przez władze polskie, że na samolot dokonano zamachu terrorystycznego, czyli – paradoksalnie – wpisanie się w obłąkaną retorykę Macierewicza.

unikalne

W tej sprawie istnieje jeszcze jeden ciekawy wątek – otóż wbrew oficjalnym zapewnieniom istnieje pewna doza prawdopodobieństwa, że ta rozmowa jest jednak znana niektórym polskim politykom wyższego szczebla związanym z poprzednim rządem. Lech Wałęsa podczas czatu z internautami w czerwcu 2016 roku mówił na przykład: – „Te taśmy są, jestem przekonany. Jeśli zostaną ujawnione, to panie Jarosławie – źle pan będzie wyglądał. Ja wiem, że nie rozmawiał pan o kotkach i o babci, ale: „Muszą lądować!”, „Daj im polecenie!”, „Wyślij generałów!”, tak wyglądały te rozmowy. Każdy się dowie, kto jest sprawcą nieszczęścia Polski!” – przekonywał. – „Gdyby ujawniono taśmy, jak to wyglądało naprawdę, jak wyglądała rozmowa między braćmi, to mielibyśmy obraz właściwy” – mówił. – „Doszlibyśmy do wniosku, że była to nieodpowiedzialność, brawura, że chciano rozpocząć kampanię wyborczą z przytupem w Katyniu. To spowodowało to nieszczęście. (…) Ja wiem, że sumienie gryzie – to szuka się, by chociaż trochę się usprawiedliwić. To była nieodpowiedzialność! Tam nikt tych ludzi nie zapraszał, to było wpychanie się! I zapłaciliśmy cenę, jaką zapłaciliśmy. Niektórzy nie wytrzymują prawdy i próbują podzielić się tym nieszczęściem z innymi”– dodał były prezydent. Kilka razy wcześniej Lech Wałęsa wypowiadał się na ten temat jeszcze dosadniej, chwilami wyglądało to wręcz na cytaty z rozmowy… Z kolei podsłuchiwany i nagrany w restauracji Roman Giertych podczas kolacji w pewnym momencie, jak się zdaje, parodiuje tę rozmowę i to o dziwo, w niemal identycznych słowach jak były prezydent. Czy była to rzeczywiście tylko parodia, czy eks-wicepremier relacjonuje ją po prostu swoimi słowami? W podobnym tonie, ale w sposób bardziej oględny i wyważony wypowiedziało się również kilku innych polityków. Czy to tylko ich domysły, czy wiedza na ten temat?

Zastanawia też histeryczna reakcja obozu pisowskiego sprzed kilku lat na pogłoski, jakoby ktoś miał gdzieś wkrótce tę rozmowę opublikować. Natychmiast pojawiły się agresywne teksty w stosunku do jeszcze nieznanych sprawców in spe tego czynu, ale najważniejszym motywem przewodnim ich wszystkich było to, że rozmowa jest absolutnie sfałszowana, spreparowana i jest to grubymi nićmi szyta prowokacja. Skąd ta panika i założenie z góry, że będzie to fałsz i montaż? Czyżby pełen strachu obóz Kaczyńskiego też wiedział co nieco, jak to wyglądało naprawdę i przeprowadził „atak wyprzedzający”? Dużo tu niestety niewiadomych, ale pewne poszlaki są jednak mocne.

13grudnia

Ktoś w tym momencie może zapytać – no dobrze, skoro mają takie taśmy, dlaczego ich nie upubliczniają? Kaczyński po ich ujawnieniu byłby politycznym trupem, PiS zniknąłby „na amen” i problem byłby raz na zawsze rozwiązany. Otóż sprawa nie jest taka prosta. Ujawnienie tej rozmowy byłoby niewyobrażalnie kompromitujące nie tylko dla postaci Lecha Kaczyńskiego, ale uderzałoby przede wszystkim jeszcze mocniej w urząd prezydenta RP, a co za tym idzie – w autorytet państwa, wystawiając go na pośmiewisko i podrywając zaufanie do wszelkich jego struktur i organów władzy. Szkody wizerunkowe, za którymi pewnie poszłyby wymierne, olbrzymie straty materialne (strach przed inwestowaniem w takim słabym państwie, wycofywanie kapitału itp.) byłyby dla Polski katastrofalne. Jeśli chodzi z kolei o sytuację wewnętrzną – natychmiast podniosłyby się liczne głosy, że trzeba wiadomy sarkofag usunąć jak najszybciej z Wawelu, co byłoby wydarzeniem bez precedensu w historii Polski. W jego obronie stanęliby z kolei od razu wyznawcy religii smoleńskiej, mogłoby dojść do manifestacji i kontrmanifestacji, starć, a w konsekwencji nawet do zamieszek i aktów przemocy na dużą skalę, co doprowadziłoby do jeszcze większych podziałów między Polakami i wybuchów niekontrolowanej nienawiści, żądzy odwetu, a może i jakichś samosądów. Dlatego – jeśli zapis rozmowy nawet jest w Polsce, to nie zostanie ujawniony przez najbliższych kilkanaście lat, chyba że nastąpi jakiś „wyciek” celowy albo zupełnie niekontrolowany.

Na koniec jeszcze jedna, bardzo drażliwa, ale niesłychanie ważna sprawa. Trzeba postawić w tej sytuacji zdecydowane pytanie: czy Jarosław Kaczyński może być szantażowany przez obce państwo ujawnieniem tej rozmowy? Odrzucam tu wszelką poprawność polityczną, strach przed gniewem prezesa i jakiekolwiek inne względy, bo sprawa jest śmiertelnie poważna. Zastanawiam się, dlaczego dotąd nikt tego pytania nie postawił, a może nie dosłyszałem, bo je tylko wyszeptał w obawie przed zmasowanym atakiem pałkarzy pióra szczutych przez Kaczyńskiego? Nikt nie pytał, bo się bał, że pisowscy „historycy” natychmiast znajdą mu dziadka w Wehrmachcie, babcię w KPP, wujka w SB, czy chociaż szwagra w MO?

tomasz-lis

Groźba upublicznienia takiej rozmowy byłaby idealnym narzędziem szantażu – prezes wie, że z powodów opisanych powyżej nie zrobią tego źródła polskie i niebezpieczeństwo czyhałoby w tym układzie tylko z jednej strony. Ale gdy będzie posłuszny… może sprawa nigdy nie wyjdzie na jaw. To są tylko rozważania najgorszego wariantu – mam nadzieję, że prezes PiS nie jest szantażowany, chociaż całkowicie, niestety, nie można tego wykluczyć, i nie chodzi na pasku wrogiego mocarstwa, a to, że niszczy Polskę wynika jedynie ze stanu jego psychiki i dążenia do dyktatury oraz żądzy odwetu za urojone krzywdy i śmierć brata, za którą, żeby stłamsić wyrzuty sumienia obwinia innych, insynuując że brali udział w „niesłychanej zbrodni”. Dodatkowo musi być mocno zestresowany, że sprawa może w każdej chwili wypłynąć z najbardziej nieoczekiwanej strony.

nikt

Gdyby nieprzychylne Polsce państwo chciało jednak skompromitować prezesa, licząc np. na wywołanie chaosu w naszym kraju, to przecież zapis rozmowy nie ukaże się w żadnej gazecie, agencji prasowej czy telewizji zbliżonej do jego rządu, bo łatwo by było powiedzieć, że to centralnie sterowana antypolska propaganda. Jest wiele innych sposobów – można do tego użyć „pożytecznego idioty” w rodzaju Snowdena, „zaprzyjaźnionego” dziennikarza z gazety w innym państwie, wreszcie – internetu. Możliwości jest wiele i źródła „przecieku” nie będzie można ustalić.

leszek-cichon

Waldemar Mystkowski pisze o „nieśmiertelnym” Szwejku Macierewiczu.

macierewicz-ma

Wojskowi mają problem ze „swoim” ministrem obrony narodowej Antonim Macierewiczem. Wyobrażam sobie, jakie myśli kotłują się w ich głowach, gdy widzą tego specyficznego polityka, jak ubiera się w moro i stara się być „ziomalem”, albo podnosi nogi do kroku defiladowego, idzie wzdłuż szeregu żołnierzy z miną tak podniosłą, iż może kiedyś się doczekać zbiorowego wybuchu rechotu. Żołnierskiego sitcomu.

Wojsko jest apolityczne, ale poszczególni żołnierze mają poglądy. Oprócz tego spoczywają na nich uciążliwe imponderabilia, zwłaszcza przy obecnie rządzących, którzy z ważnych słów – honor, ojczyzna, godność, etc. – usunęli treści, uczynili je wydrążonymi. Puści ludzie nadużywają słów, myśląc, że dodadzą sobie treści.
Puści ludzie otaczają się podobnymi sobie. Dochodzi więc do takich sytuacji, jak z Bartłomiejem Misiewiczem, który sam w sobie jest pocieszną postacią z ludowych kawałów, jakie serwuje się w remizie w jakimś Zapiecku. Sam minister w tej miejscowości utrwalonej w filmie dla młodzieży „O dwóch takich, co ukradli Księżyc” mógłby odtwarzać rolę dowódcy ochotniczej straży pożarnej z jedną motopompą na stanie. A Misiewicz dostał złoty medal zasługi nie wiadomo, za co.

Macierewicza na razie krytykują wojskowi, którzy są na emeryturze bądź są weteranami. Głośna była riposta płk Adama Mazguły na wieść, iż Macierewicz dostał od jakiejś pisowskiej przybudówki tytuł Patrioty Roku. Mazguła na Twitterze zapytał: „A jakiego państwa?”

nie

Do Mazguły dobrali się lokaje dziennikarstwa z telewizji narodowej i wszelkich pisowskich mediów i jakby tymczasowo tego dzielnego wojaka wyeliminowali. Taka jest siła narodowej szujni. Macierewicz jest prześmieszny i nie wiem, jak by się starał, nigdy nie zyska powagi, jaką zyskują ludzie rozumni. Ale to nie znaczy, że postaci z kabaretu z remizy nie mogą być groźne. Bodaj niedługo się przekonamy, jaką rzeczywiście rolę ma dostać Wojskowa Obrona Terytorialna, która prawdopodobnie jest szykowana na pisowskiego „wroga” wewnętrznego, czyli na społeczeństwo obywatelskie.

Wojskowi nie wytrzymują, widząc takiego Macierewicza. Bo musi się kotłować wśród tych ludzi, którzy winni być karni, zdyscyplinowani i działający na rozkazy. Po Mazgule pałeczkę krytycznego nieposłuszeństwa, a nawet więcej, przejął komandos i weteran elitarnej jednostki GROM pułkownik Krzysztof Przepiórka, który wali z grubej rury: – „Minister Antoni Macierewicz organizuje swoje igrzyska nienawiści. Upokarza kolejne grupy oficerów. Łamie kręgosłupy, a jego publiczne wypowiedzi, to jak cios z plaskacza w twarz. Nie wiem jak generałowie mogą to jeszcze znosić. Gdyby cenili swoją godność, powinni zasalutować i powiedzieć „no to czołem” – mówi.

Macierewicz sam w sobie jest upokorzeniem. Nie chodzi tylko o to, jak traktuje żołnierzy, ale co reprezentuje, jak się obnosi i co się kryje kompromitującego w jego układach towarzysko-biznesowych. To ostatnie ciągle jest do odkrycia, pilnie docieka pisarz Tomasz Piątek, który już został postraszony sądem przez wspomnianego pociesznego Misiewicza.

Płk Przepiórka na swoim przykładzie podaje, jak poniża się godność jego i odbiera prawa nabyte do emerytury poprzez tzw. ustawę dezubekizacyjną. Przepiórka zaczynał w PRL-owskich Czerwonych Beretach, a po 1989 roku był jednym z pierwszych sześciu żołnierzy zwerbowanych przez gen. Sławomira Petelickiego do najsłynniejszej jednostki wojskowej GROM. Brał udział w misji wojskowej na Haiti, w akcjach bojowych podczas I wojny w Iraku i w arcytrudnej misji w 1996 roku na Bałkanach.

Życiorys filmowy, a teraz Błaszczaki i Macierewicze chcą mu odebrać to, na co pracował z narażeniem życia. Nie tylko ci dwa ostatni międlą na okrągło ozorem o Bogu, honorze, ojczyźnie, które w ich ustach są wyprane z wszelkiej treści, sfilcowane i niestrawne. O losie i zasługach poważnych ludzi decydują takie kabaretowe postaci, które mają problemy ze sformułowaniem własnej myśli.

Pułkownik pyta generałów: „Jakim cudem generałowie wytrzymują?” W ciągu roku Macierewicz „rozbroił” Wojsko Polskie z 26 generałów i 254 pułkowników, którzy na znak cichego protestu złożyli dymisje. Można powiedzieć, że Macierewicz przyczynił się do katastrofy dowódców w wojsku o sile trzech katastrof smoleńskich. Taki to Macierewicz minister, nie potrzeba żadnego wroga, żadnych Żukowów czy Guderianów, polski minister obrony rozbraja Wojsko Polskie. Hybrydowy minister.

obywatelki

Z NOWYCH PODRĘCZNIKÓW DO HISTORII.
TEGO BĘDĄ SIĘ UCZYŁY NASZE DZIECI?

kaczynski-gmach

Popieram.

strajk-popieram

listopad30

Solenizant na usługach.

czasem

Adam Szostkiewicz (szostkiewicz.blog.polityka.pl) nie wierzy w winę Józefa Piniora.

adam-szostkiewicz

Nie wierzę służbom specjalnym i prokuratorom podlegającym rządowi PIS w żadnej sprawie o wymiarze politycznym. W sprawie Józefa Piniora wierzę Frasyniukowi. Dla Władka (znamy się z I Solidarności)  Józef Pinior to osoba krystalicznie uczciwa.

Póki nie zobaczymy dowodów rzekomych przestępstw korupcyjnych, taka jest prawda. Nawet jak zobaczymy, to mogą być sfabrykowane. Któraś z zatrzymanych w sprawie Piniora osób może się zaprzedać śledczym.

Boże, jakie to ponure. Zbliża się kolejna rocznica stanu wojennego. I jednego z bohaterów tamtych czasów próbuje się zdyskredytować metodami, jakie wciąż pamiętam z przesłuchań przez SB. Szukanie haków na przeciwników politycznych. Jak nie obyczajowych, to korupcyjnych. Do tego doszliśmy po roku rządów PiS.

Kto następny? Wkrótce się okaże. Bo to jest realizacja przygotowanego planu eliminacji najdzielniejszych, najuczciwszych, najbardziej dla Polski zasłużonych ludzi. I w ogóle opozycji. PiS w swych szeregach może pomarzyć o takich ludziach. Nawet Jadwiga Staniszkis ich opuściła, widząc, co robią z Polską. Teraz PiS szykuje się do walki o przejęcie politycznej kontroli nad samorządami.

Wrocław ma silne tradycje samorządowe. Może został wytypowany jako kolejny, po Łodzi, polityczny poligon przed tymi wyborami. Na ile społeczność lokalna gotowa jest bronić swych liderów przed represjami w majestacie prawa? Mam nadzieję, że wrocławianie obronią samorządność, Pinior zostanie oczyszczony z zarzutów, a PiS się na jego sprawie ostro przejedzie.

Właściwy człowiek na parszywe czasy, jakie obecnie mamy. STAWICIE SIĘ NA WEZWANIE WŁADKA?

cyd7u4fxaaa296d

Nie wierzy Magdalena Środa.

magdalena-sroda-7

Nie wierzy największy jego przyjaciel Władysław Frasyniuk.

frasyniuk-2

– „Pamiętamy Barbarę Blidę, teraz może być jeszcze gorzej” – powiedział w TVN 24 Władysław Frasyniuk, nawiązując do wczesnoporannych zatrzymań na Dolnym Śląsku. CBA zatrzymało 11 osób w związku z podejrzeniem korupcji. Jedną z nich jest były senator PO Józef P., który jest podejrzany o przyjęcie łapówki i płatną protekcję. – „Zatrzymanie Józefa P. przypomina zatrzymanie Barbary Blidy. Niech to będzie ostrzeżeniem. Każdy dziś może być Józefem P. albo Józefem K.” – podkreślił Frasyniuk. Jego zdaniem, były senator i legenda dolnośląskiej „Solidarności” Józef P. to „człowiek ogromnie zasłużony, to bohater Polski, uczciwy wewnętrznie”.

Piotr Baczyński z Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Poznaniu ujawnił, że byłemu senatorowi postawiono dwa zarzuty korupcyjne – chodzi o przyjęcie korzyści majątkowych w wysokości 40 tysięcy złotych oraz 6 tysięcy złotych. Wiadomo, że dziewięć osób zostało zatrzymanych w związku z wręczaniem łapówek, a dwie w związku z ich przyjmowaniem.

Władysław Frasyniuk negatywnie ocenił obecną sytuację w kraju i apelował o udział w protestach. „Mamy dewastację w Trybunale Konstytucyjnym, który ma bronić Polaków, mamy dewastację w szkołach” – wyliczał. – „Przyjdźmy 13 grudnia na wielką manifestację w obronie wolności. Apeluję do kobiet spod czarnych parasolek, do Mateusza Kijowskiego, do sędziów. Wolności nie oddamy. Nie damy się podzielić” – przekonywał.

Na pytanie o ocenę krytycznych słów ministra Piotra Glińskiego pod adresem „Wiadomości” powiedział, że ma szacunek dla Glińskiego, bo TVP jest teraz gorsza niż w stanie wojennym – stwierdził Frasyniuk.

A więc protest 13 grudnia.

strak-obywatelski

Sytuacja się powtarza, bo 28 lat temu ta sama sytuacja.

cydw_zkwqaax7h2

TO DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY NIE PRACUJĄ CIĘŻKO. Musimy Was zasmucić, nie należy Wam się 30 tys. zł wolnych od podatku

cyd1kgcxuaa85us

TO JUŻ NIE WRÓBELEK. TO WRÓBEL! ZAPYTAM WAS SZCZERZE, MA RACJĘ?

cyd_q3bxcaadolc

CZY RZĄD PAMIĘTA O WSZYSTKICH POTRZEBUJĄCYCH?

cyc87ttwgaaouoc

Morawieckiemu wszystko Lotto.

tojest

Atmosfera Dnia Podchorążego skłoniła – znanego z ostrych komentarzy na temat bieżącej sytuacji w Polsce – płk Adam Mazgułę do sformułowania listu otwartego do polskich żołnierzy. W rocznicę powstania listopadowego pułkownik zatroskany stanem polskiej armii pokazuje poważne analogie: wtedy, w 1830 r. też było wojsko – mówi. Polskie wojsko, tyle tylko, że dowodzone przez okupanta – w osobie księcia Konstantego. Tej armii żyło się komfortowo. Wojsko się bawiło. Jak teraz. Na ulicę musieli wyjść podchorążowie… Czy teraz to musi się powtórzyć? – pyta zdesperowany pułkownik. Poniżej publikujemy jego list otwarty:

plk-adam-mazgula

Szef Sztabu Generalnego WP generał Mieczysław Gocuł,
Dowódca Generalny RSZ gen. broni Mirosław Różański,
Generałowie, Oficerowie, Podoficerowie i Żołnierze Wojska Polskiego!

Nocą 29 listopada 1830 roku słuchacze Szkoły Podchorążych Piechoty zdobyli Belweder, siedzibę rosyjskiego dowódcy polskiej armii – Wielkiego Księcia Konstantego. Rocznica tej nocy, która rozpoczęła Powstanie Listopadowe, obchodzona jest we wszystkich wojskowych uczelniach jako Dzień Podchorążego. Obchodzimy dzień chwały niepodległej ojczyzny i polskości. Dzień dumy, że nawet grupa podchorążych, niekoniecznie wysokich oficerów, może dać sygnał do niepodległego zrywu zrzucenia kajdan w drodze do wolności.

Dzisiaj sytuacja w Polsce wcale nie jest dobra. Władzę demokratycznie przejęła partia Prawo i Sprawiedliwość, która pod hasłem „dobrej zmiany” zdecydowała się na rewolucję w kraju. W ciągu zaledwie roku, pod hasłami reformy, dokonano zamachu na wolności i prawa obywatelskie. Niebywałe upolitycznienie wszystkiego, co się da upolitycznić, zwalnianie ludzi kompetentnych dla zastąpienia ich tzw. „misiewiczami”, zamach na szkolnictwo, na historię, w tym również Sił Zbrojnych Wojska Polskiego, histeria smoleńska, zniszczenie służby cywilnej i wiele innych działań budzi niepokoje społeczne.
Najważniejsze jednak jest to, że przy Panów cichej zgodzie dokonuje się zamach na Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, na którą przysięgali wszyscy służący w Polsce żołnierze. Pozwolę sobie przypomnieć, że przysięgaliście Narodowi Polskiemu i Konstytucji.

Tymczasem, wybrane władze nie mają prawa niszczyć dokumentu podstawowego naszego państwa, zgodnie z którym przejęli tę władzę. Na dodatek wojsko bierze czynny udział w zakłamywaniu historii, poprzez odrzucenie jej w częściach niepasujących do oficjalnej propagandy partii rządzącej. Wojsko pod Panów dowództwem kierowane jest w stronę „obłędu smoleńskiego”, który staje się przy waszym udziale religią narodową, skierowaną przeciw wszystkim, kto nie w partii rządzącej lub Kukiz15.

Za Waszym przyzwoleniem w Polsce odradza się faszyzm i nacjonalizm. Pozwalacie wyprowadzić kosztem wojsk operacyjnych 50-tysięczną armię spod kontroli wojska do celów wiadomych tylko ministrowi, który jak wierzyć przekazom medialnym, jest od lat zdrajcą polskich wartości narodowych. Stworzyliście system niepewności służby dla żołnierzy. Kpicie sobie z ich praw, majstrujecie przy ustawach emerytalnych wojska, upokarzając swoich żołnierzy. Osobną sprawę stanowi całkowita uległość wobec klerykalizacji armii. Minister, przy Waszej obecności, deklaruje, że wojsko ma być wyznaniowe i do obrony chrześcijaństwa, a Wy bez słowa przytakujecie i fotografujecie się dumnie w mundurach Polskiej Armii z tym nie wiadomo komu służącym człowiekiem.

Szanowni Panowie! Rozumiem, że czekacie, aby odezwał się zwykły żołnierz dla ochrony swojego honoru. Tak jak kiedyś zrobili to podchorążowie, bo oficerom nie chciało się przestać brylować wśród panienek rosyjskiej arystokracji Księcia Konstantego.

Ja, zwykły żołnierz rezerwista, w Dniu Podchorążego, wzywam Was do okazywania szacunku dla każdego Obywatela Rzeczypospolitej Polskiej, przedstawiciela Narodu Polskiego, któremu przysięgaliście – każdego, bez względu na sort i czas, w którym się urodził!

Wzywam do przeciwstawienia się łamaniu Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, w tym do ochrony Trybunału Konstytucyjnego, jako gwaranta jej przestrzegania.

Wzywam Was do interwencji w sprawie obrażania munduru, do poszanowania naszej historii i umacniania wojska.

Wzywam Was do odrzucenia ideologii wiary smoleńskiej i zachowania świeckości armii!

Z żołnierskim pozdrowieniem!

Adam Mazguła

Waldemar Mystkowski ocenia wyjazd Beaty Szydło do Londynu.

szydlo-i-jej

Media brytyjskie londyńską wizytę rządu Beaty Szydło u premier Wielkiej Brytanii Theresą May zauważyły, ale nie było żadnego entuzjazmu, a nawet poprzez znamienny angielski chłód można oceniać, iż tylko dlatego nie potraktowano jej krytycznie, iż sytuacja polityczna nad Tamizą nie jest też ekscytująca.

Były to pierwsze takie konsultacje Polski i Wielkiej Brytanii, ale dlatego, że z rezydentką 10 Downing Street nikt z Unii Europejskiej nie chce oficjalnie rozmawiać przed określeniem warunków Brexitu, tj. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Ten temat w mediach brytyjskich jest depresyjny, a rząd Szydło nie bał się autodestrukcji, bo znajduje się w podobnej sytuacji. Cóż! – pozostaje zamknąć oczy, rzucić się głową do przodu, a nuż jest woda w basenie. Taki pisowski „nuż w wodzie”.

Jak postrzegany jest ten akwen przez stronę brytyjską i polską może świadczyć konferencja prasowa, o której pisze zgryźliwe dziennikarz „The Guardian”: na  konferencji prasowej na Downing Street wystąpiła połowa polskiego rządu i tylko jeden ważny Brytyjczyk – David Davis, minister ds. wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE.

Basen, do którego skoczył polski rząd, okazał się kałużą. Czy premier polskiego rządu w związku z tym boli głowa od tego skoku? Spotkały się dwa przegrane kraje w Unii Europejskiej. Wielka Brytania sobie z tym poradzi, wynegocjuje warunki, jakby nie wyszła z UE, ale Polska ze zmarginalizo0waniem raczej nie, chyba że pisowski rząd Szydło zostanie szybko zastąpiony gabinetem bardziej światłym na współpracę i demokrację.

Brytyjczycy nie mieli złudzeń, kto do nich przyjechał. W tymże „Guardianie” piszą: „Spoufalanie się z prawicowym, ksenofobicznym rządem nie pomaga Wielkiej Brytanii w odbudowie wizerunku kraju otwartego i przyjaznego dla Europy, ale cóż, żebrakom nie wolno kaprysić.”

Polskę reprezentują tacy ksenofobi, jak Szydło i połowa rządu, jaka pojechała do Londynu konsumować obopólną przegraną. Co załatwiono podczas tej wizyty? Nic ważnego. May i Szydło („Guardian” nadal): „trochę sobie pogawędziły o tym, jak to nienawidzą Rosjan. May udało się też ponownie sprzedać obietnicę wysłania 150 żołnierzy na wschodnią granicę Polski w taki sposób, że wyglądało to jak zupełnie nowe zobowiązanie.”

To są cytaty względnie pozotywne dla polskiego rządu, bo dziennikarz brytyjskiego dziennika Szydło nazywa wprost – marionetką. Wydawać by się mogło, iż opis wizyty rządu polskiego został zamieszczony w dziale satyrycznym bo istotnie materiał jest ironiczny.

Oby nie doszło do sytuacji, iż Polska będzie dla innych groteską, jak dla Alfreda Jarry: Polska, czyli nigdzie. Na razie na marginesie, a będzie nigdzie – poza UE, poza jej marginesem – w łapach rosyjskiego niedźwiedzia.

Kleofas Wieniawa ostro o „syndromie Barbary Blidy”.

pinior-i-ziobro

Komuniści nie złamali w stanie wojennym Lecha Wałęsy, a robili najbardziej nieprzytomne podejścia. Nie złamali wobec tego narodu polskiego.

Czy teraz mieliby złamać Józefa Piniora? PiS zastosował swoją klasykę z lat 2005-07, wówczas ich dziełem – a konkrenie: Zbigniewa Ziobry – była „Barbara Blida”.

Czy teraz dzieło zwać się będzie „Józef Pinior”?

Raczej nie. Kto jego miałby zastraszyć? Ledwie władający umysłem Zbigniew Ziobro, albo Mariusz Kamiński, drugi intelektualny mamrot?

Chciałem napisać: „zmierzamy…” Nie, nie zmierzamy, już jesteśmy w podobnym miejscu, jak w komunie. Wówczas była dyktatura ciemniaków. Teraz jest dyktatura ciemnoty. Bo jak się ma ktoś taki jak Ziobro do np. wybitnych prawników Ćwiąkalskiego, bądź Rzeplińskiego, albo mamrot Mariusz Kamiński do tychże?

Kaberecik.

Zmetaforyzuję. Gdyby Pinior zaniedbał się na jakiś czas i dorobił pcheł, to Ziobro byłby pchłą, która skacze po Pinorze. I to jest ta sytuacja.

Cytat z Władka Frasyniuka tyczący Piniora:

„To żywa historia „Solidarności”, człowiek, który od 30 lat funkcjonował we Wrocławiu i nigdy nikogo nie poprosił o pomoc w zatrudnieniu, czy to administracji rządowej, czy samorządowej. A przypominam, że całe życie za nieduże przecież pieniądze pracował na Uniwersytecie Ekonomicznym. Przez cały okres naszej znajomości realizował swoją największą pasję – pochłanianie kolejnych książek. Jeśli więc Zbigniew Ziobro ogłosiłby, że z biblioteki miejskiej zniknęła jakaś książka, to mógłbym pomyśleć, że może jest coś na rzeczy i Józek może mieć z tym coś wspólnego.”

cyc-5nbweaec07q

Doda w odważnej kreacji wręczyła tort Andrzejowu Dudzie, a potem się odwróciła. Było to na imprezie „Super Expressu”.

cx7jwzaxcaigmip

TO NIE MOŻE BYĆ PRZYPADEK… TO NA PEWNO PROWOKACJA.

cx53fvexcae4u0a

A może w ramach powołać podkomisję? Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że prokuratura sobie nie poradzi

cx3chzqxuaaarvi

Kapitalna analiza Adama Szostkiewicza, jak Jarosław Kaczyński i jego PiS chcą sparaliżować Polskę, aby rządzić.

kaczynski

Rząd ludowy dba o lud (póki dba), a nie o jakieś endżiousy czy trybunały. To jasne i nikt, kto głosował na PiS i prawicę – albo nie głosował w ogóle, bo miał dosyć polityki – nie może być zaskoczony. I nie może mówić, że nie o to mu chodziło.

Do władzy doszli ludzie, którzy mają w nosie wszystko prócz swego interesu politycznego. W interesie politycznym PiS leży bycie u władzy przez co najmniej 20 lat. Powiedział to otwartym tekstem szef państwa pisowskiego.

Co to znaczy, że Kaczyński chce rządzić 20 lat? To znaczy, że zakłada, iż wygra trzy czy cztery kadencje z rzędu. I że nie bierze pod uwagę, że wyborcy mogą się rządami PiS zmęczyć, bo w Polsce łaska wyborców, nawet socjalnoroszczeniowych, na pstrym koniu jeździ.

Gorzej, oznacza to też, że jak zmęczenie rządami PiS zacznie rosnąć, to pisowska władza tak zorganizuje wybory, by wynik był dla niej korzystny, choćby nawet w sondażach i w rzeczywistości szło ku katastrofie.

Poligon doświadczalny to dzisiaj sprawa organizacji społecznych, a zaraz potem wyborów samorządowych. Kto zakłada, że będzie rządził co najmniej 20 lat, ten musi unieszkodliwić wszystko, co tym planom może przeszkodzić.

Najpierw sparaliżować Trybunał Konstytucyjny, teraz NGO-sy, nad którymi rząd nie ma obecnie bezpośredniej kontroli politycznej, następnie samorządy na wszystkich szczeblach, w końcu niezależne politycznie od PiS media, instytucje kultury i życia publicznego. Oraz całkowicie sparaliżować opozycję parlamentarną i pozaparlamentarną – tę jej część, która nie jest przybudówką obecnej partii rządzącej.

Jest też droga na skróty, która pozwoli osiągnąć ten sam cel. To przyspieszone wybory parlamentarne. Jeśli naczelnik dojdzie do wniosku, że może zaryzykować, zaryzykuje. Stawką w tej grze jest zdobycie parlamentarnej większości pozwalającej zmienić konstytucję.

W tym kontekście wezwania lidera Nowoczesnej do podjęcia akcji politycznej na rzecz przyspieszonych wyborów mogą się okazać na rękę PiS. To samo dotyczy podobnych inicjatyw lewicowych.

Opozycja ryzykuje tu więcej niż PiS, bo jeśli naczelnik zdobyłby większość konstytucyjną, miałby demokratycznie uzyskane przyzwolenie na doszczętne zniszczenie demokracji parlamentarnej, a także gospodarki wolnej od politycznej kontroli państwowej. Naczelnik już napiętnował przedsiębiorców, nad którymi PiS nie panuje.

Cel PiS jest taki, by zastąpić system otwarty i pluralistyczny państwem jednej partii, jednego przywódcy, jednego wyznania i jednego światopoglądu. Tych, którzy nie ulegną, czeka status obywateli drugiej kategorii. PiS tego nawet nie kryje, wystarczy słuchać i czytać. Taki będzie ostateczny efekt „dobrej zmiany”.

Po roku jej rządów nikt nie powinien się łudzić, że to jest zmiana służąca demokracji – naturalna i normalna. Nie, ta zmiana służy tylko PiS i jego interesom. I będzie coraz bardziej dokuczliwa dla tych, którzy na PiS nie głosowali i go nie popierają, czyli większości obywateli Polski.

miller

– Jeżeli premier Morawiecki mówi, że to najlepszy rok od chyba 20 lat w sensie rozwoju, to komiczne. On mówi w momencie, w którym PKB spada w dół z prędkością promu kosmicznego. Za czasów SLD PKB było od 5 do 7%. To wysokość niewyobrażalna dla obecnej władzy. W Morawieckiego nie wierzę. Uważam go za interesującego kaznodzieję, który chodzi z dobrą winą, opowiada o niej, ale nic z tego dalej nie wynika, a dobrej nowinie potrzebne są skutki i fakty, których nie ma – mówił Leszek Miller w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

w-sobote

Ludwik Dorn ostrzega: – Uważam sprawę prezydent Łodzi za alarmującą, może nawet ważniejszą niż konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego. Opozycja powinna objąć ją kontrolą parlamentarną przy wykorzystaniu wszystkich środków.

ta

W swoich wypowiedziach publicznych odnosiłem się dotąd z dystansem do stwierdzeń, że obecny obóz władzy tworzy państwo autorytarne i policyjne. Dziś muszę stwierdzić, że w tej kwestii w ciemnym i długim tunelu zapaliło się czerwone światełko ostrzegawcze.

Chodzi mi o postawienie zarzutów karnych natury kryminalnej prezydent Łodzi Hannie Zdanowskiej, którą Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim oskarża o wyłudzenie kredytu zaciągniętego w 2009 roku. Postępowanie w tej sprawie prowadziło i prowadzi Centralne Biuro Antykorupcyjne. Prezydent Zdanowska wystąpiła na konferencji i oświadczyła, że jest niewinna.

(OSKARŻA PAN O KREDYT, KTÓRY SPŁACIŁA. ALE NIE MÓWI O POCHODZENIU SWOJEGO. I ucieka z konferencji prasowej bez odpowiedzi…)

cx3y1f3xcaajloa

Można jej wierzyć lub nie; dla istoty rzeczy nie ma to większego znaczenia. Istota rzeczy polega bowiem na tym, że niezależnie od tego, jak było naprawdę w 2009 roku, zarzuty karne w ogóle nie powinny być pani Zdanowskiej postawione, a CBA od początku nie powinno podejmować sprawy.

Otóż art. 297 Kodeksu karnego (wyłudzenie kredytu) zawiera paragraf trzeci, który mówi: „Nie podlega karze, kto przed wszczęciem postępowania karnego dobrowolnie zapobiegł wykorzystaniu wsparcia finansowego lub instrumentu płatniczego, określonych w par. 1, zrezygnował z dotacji lub zamówienia publicznego albo zaspokoił roszczenia pokrzywdzonego”.

wiadomoco

Ponieważ Hanna Zdanowska zaciągnięty w 2009 roku kredyt spłaciła w 2015 roku (o czym mowa w jej publicznie dostępnym oświadczeniu majątkowym za tenże rok), to nie ma pokrzywdzonego, czyli jej czyn, który, być może, był bezprawny, nie podlega karze. Jaki jest więc sens stawiać jej zarzuty karne? Sens jest tylko propagandowo-polityczny, niech media trąbią, że prezydent Łodzi z PO ma kryminalny zarzut karny.

Równie wątpliwy jest udział w tej sprawie CBA, które zgodnie z ustawą jest „służbą specjalną do spraw zwalczania korupcji w życiu publicznym i gospodarczym, w szczególności w instytucjach państwowych i samorządowych, a także do zwalczania działalności godzącej w interesy ekonomiczne państwa”. Nawet jeśli, co wielce prawdopodobne, CBA badało sprawę kredytu Hanny Zdanowskiej z racji weryfikacji jej oświadczenia majątkowego, to ustawa mówi wyraźnie, że tej weryfikacji biuro dokonuje w zakresie swoich ustawowych właściwości. A jaki związek z korupcją lub gospodarczymi interesami państwa miał zaciągnięty i spłacony kredyt?

Jedną z cech definicyjnych państwa policyjnego jest wykorzystywanie organów ścigania do stawiania bezpodstawnych zarzutów przeciwnikom politycznym reżimu. To, niestety, jest właśnie przypadek Hanny Zdanowskiej.

cx4zfybwiae24pi

Wydaje się, że świadomy tego jest w obozie władzy co najmniej minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, który w TVP powiedział, że zbada zasadność zarzutów wobec pani Zdanowskiej, a jeśli prokuratorzy postępowali nieprofesjonalnie, to czekają ich konsekwencje. W wywiadzie ministra Ziobry padło przy tym tajemnicze zdanie, że sprawa Hanny Zdanowskiej objęta była w prokuraturze nadzorem prokuratury wojskowej. Z jakiej racji?

Uważam tę sprawę za alarmującą, może nawet ważniejszą niż konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego. Opozycja powinna objąć ją kontrolą parlamentarną przy wykorzystaniu wszystkich środków: interpelacji, zapytań w sprawach bieżących, wniosków o informację bieżącą na posiedzeniu Sejmu, a przede wszystkim odrębnych posiedzeń komisji do spraw służb specjalnych i komisji sprawiedliwości.

Oprócz pytań zadanych powyżej warto się dowiedzieć chociażby, w ilu przypadkach zaciągniętych i spłaconych kredytów Centralne Biuro Antykorupcyjne badało prawdziwość i rzetelność dokumentacji wniosków kredytowych składanych przez funkcjonariuszy publicznych. A także – jakie były afiliacje polityczne osób objętych takim badaniem, w tych przypadkach, kiedy można je ustalić.

cx5rg3lwiaetutd

To nie są jaja.

cx6mad0wiae_8sc

JEST PEŁNA KOMPROMITACJA KOMISJI SMOLEŃSKIEJ… PZPR-owski przewodniczący. I oni w Sejmie krzyczeli „Solidarność” ??

trzaskowski

– Jesteśmy świadomi, że musi być porozumienie wszystkich partii politycznych. Zwłaszcza, że prawdoponie będzie zmiana ordynacji wyborczej. Na pewno wszyscy się pod tym podpisujemy. I mam wrażenie, że szefostwo naszej partii też. I Nowoczesna tez dobrze wie. Chociaż my tłumaczymy, i naszym kolegom oraz kolegom z Nowoczesnej, że powinnismy się zająć PiS a nie sobą, no ale konkurujemy. Wydaje mi się, że ten moment porozumienia nadejdzie. Ja jestem zwolennikiem tego, aby ten moment porozumienia nadszedł szybko. I nie jako jedna partia, ale za porozumieniem – mówił na spotkaniu klubu obywatelskiego w Lublinie Rafał Trzaskowski.

(Wyobrażacie sobie te miesięcznice co 2 tygodnie?)cx50osnwiaauxlq

Trzaskowski: W Nowoczesnej jest mnóstwo dobrej energii, ale nie ma tam ludzi doświadczonych w zarządzaniu państwem

My wiemy, ze nie będziemy rządzić samodzielnie. My w tej rywalizacji z Nowoczesna chcemy pokazać swoje atuty. A niewątpliwie mamy jako PO bardzo wielu specjalistów, którzy są przygotowani do rządzenia. I są z rożnych pokoleń. W Nowoczesnej jest mnóstwo dobrej energii, fajni ludzie, sympatyczni, ale nie ma tam ludzi, którzy mają wielkie doświadczenie w zarządzaniu państwem.

Poza Trzaskowskim w spotkaniu biorą udział Joanna Mucha, Sławomir Nitras, Agnieszka Pomaska, Cezary Tomczyk i Paweł Olszewski.

Prawdziwe zdjęcie Jarosława, przed korektą dentystyczną. Sprzed lat. Idealna ilustracja do słów Schetyny.

cx47s9jxeaet4m6

Trzaskowski: Gdy rządziliśmy, to nie robiliśmy tego samego co PiS. A to słyszę czasami od lewicy i Nowoczesnej

– Ja się nie zgadzam z porównywaniem rządów PO z rządami PiS. To jest nadużycie. Możemy mówić, że były błędy – bo były. Ale ja to słyszę czasami – ze strony lewicy i Nowoczesnej – że robiliśmy to samo co PiS. Nie, nie robiliśmy tego samego. Nigdy nie było pogardy dla TK, niszczenia służby cywilnej. Wysyłania en bloc ludzie nieprzygotowanych do rządzenia. Tusk robił awantury, gdy dowiadywał się, że ktoś zatrudniał ludzi nieprzygotowanych. A teraz Kaczyński i Szydło mówią: fantastycznie. Ja się pod tym znakiem równości nie podpisuję –mówił w Lublinie, na spotkaniu Klubu Obywatelskiego Rafał Trzaskowski.

TAK SIĘ MANIPULUJE W TVPiS Cała Polska się z nich śmieje.

cx5zrikxeau7ydg

GENIALNY KOMENTARZ SARAMONOWICZA. MIÓD NA USZY 🙂

cx55hgexaaudzst

cvdilwfwyaa24u_

Adam Szostkiewicz zadaje podstwowe pytanie:

Czemu czarne protesty w obronie praw kobiet nie gromadzą się pod siedzibami władz kościelnych? Jak dotąd nie słyszałem o takim przypadku. Ale może jest w tym jakaś logika?

dlaczego

No bo biskupi prawa nie stanowią. Wpływają na prawodawców z ambon, a częściej zakulisowo. Pośrednio przez katolickie ruchy, zrzeszenia, instytucje, media. Dobrze umieją się nimi posługiwać, osiągają sukcesy. Ale w parlamencie nie zasiadają. Prawo stanowią posłowie i senatorowie, w konsultacji albo bez konsultacji, z zainteresowanymi środowiskami.

I słusznie protesty odbywają się przed Sejmem, instytucjami państwa czy siedzibami partii dążącymi do całkowitego zakazu legalnej aborcji.

(MAMY DOŚĆ)

cvejhqlusaedj0

Na czarnych protestach słyszymy, że kobiety nie boją się biskupów i polityków. Ale protesty i marsze omijają rezydencje biskupie. Tak jakby istniała jakaś niepisana umowa, żeby tej linii nie przekraczać. Mogą być co najmniej dwa tego powody.

Pierwszy: bo to będzie odebrane jako akcja konfrontacyjna, a tego czarne protesty mogą nie chcieć. Drugi – że osobom organizującym protesty zależy na zachowaniu ich obecnego charakteru. Ponad różnicami światopoglądowymi czy politycznymi.

(MAMY DOŚĆ)

cvejpuousaadugc

Protesty mają moc, gdy są obywatelskie. Gdy gromadzą pod hasłem obrony praw kobiet do podejmowania decyzji, kiedy i czy chcą rodzić dzieci, a nie pod hasłami ideologicznymi, antyreligijnymi. Bo wśród osób popierających czarne protesty są też osoby wierzące. A wielu z nich może wystarczyć zachowanie tzw. kompromisu aborcyjnego.

Ruch czarnych protestów musi wypracować swój kompromis między żądaniem legalnej aborcji z powodów sytuacji życiowej kobiety a żądaniem utrzymania obecnego prawa z trzema wyjątkami od zakazu aborcji. Podstawą mogłaby być właśnie obrona praw kobiet.

Tymczasem mamy rodzaj jednostronnego zawieszenia broni. PiS obawia się społecznych protestów, których nie potrafi propagandowo spacyfikować lub skompromitować. Takim protestem jest ruch w sprawie obrony praw kobiet, zauważony także poza Polską.

(MAMY DOŚĆ)

cvejyumuaae0gmj

Dlatego PiS w zakulisowym przymierzu taktycznym z kierownictwem Kościoła zawiesił sprawę zaostrzenia prawa antyaborcyjnego i zapewnia, że nie ma dziś żadnych planów w tej sprawie. Na jak długo? Zależy to od tego, czy ruch czarnych protestów wygaśnie.

(MAMY DOŚĆ)

cvejb4kueaa8qxu

Przypomnienie artykułu sprzed roku, który przestrzegał przed „dobrą zmianą” I wszystko się sprawdziło.

stawka

Zwycięstwo PiS może zagrozić demokracji. Stanowisko „Wyborczej” wynika z naszej 26-letniej historii i z wartości, które uważamy za najważniejsze. To demokracja parlamentarna, wolny rynek, sprawiedliwość społeczna, integracja europejska, tolerancja światopoglądowa, wolność jednostki i prawa człowieka. Jako spadkobiercy przedsierpniowej opozycji demokratycznej i ruchu „Solidarność” jesteśmy do tych wartości przywiązani.

Kierując się nimi, „Gazeta Wyborcza” w 1989 r. wspierała kandydatów Komitetów Obywatelskich „S” w pierwszych częściowo wolnych wyborach. W imię tych wartości popieraliśmy rząd Tadeusza Mazowieckiego i kandydaturę naszego Pierwszego Premiera na prezydenta oraz – nie bez zastrzeżeń – Lecha Wałęsę przeciwko populiście Stanowi Tymińskiemu. Odrzucając logikę plemienną, wspieraliśmy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy wprowadzał Polskę do NATO, i premiera Leszka Millera, gdy podpisywał akcesję do Unii Europejskiej.

(MAMY DOŚĆ)

cvejhaouaaa3ywt

W imię tych wartości przeciwstawialiśmy się rządom nacjonalistyczno-populistycznej koalicji PiS, LPR i Samoobrony w latach 2005-07 w głębokim przekonaniu, że narusza ona państwo prawa, wolności obywateli, ład demokratyczny i prymat merytorycznych zasług w awansowaniu ludzi do funkcji publicznych.

Zarazem pochwalaliśmy niektóre przedsięwzięcia prezydenta Lecha Kaczyńskiego: odważną obronę Gruzji zaatakowanej przez Rosję Putina, wsparcie dla demokracji na Ukrainie i pojednania z Ukraińcami oraz wolny od kompleksów dialog polsko-żydowski. Prezydent Kaczyński był patriotą, ale nie nacjonalistą. Docenialiśmy to.

Udzieliliśmy też poparcia Bronisławowi Komorowskiemu w przekonaniu, że jego konkurent Andrzej Duda jako prezydent nie będzie ani arbitrem, ani strażnikiem konstytucji, lecz wykonawcą woli Jarosława Kaczyńskiego. A ewentualne zdobycie przez PiS większości w parlamencie utoruje drogę do recydywy IV RP i „orbanizacji” Polski. Dziś uznajemy to za wielkie zagrożenie dla naszego kraju.

(MAMY DOŚĆ)

cvejl70ueaalt6t

Na podstawie doświadczeń z lat 2005-07 i obecnych deklaracji PiS uważamy bowiem, że partia nie respektuje reguł demokratycznych. Ukrywa swój projekt konstytucji z roku 2010, którym jeszcze niedawno się chwaliła. Nic dziwnego, bo jest to zapowiedź ataku na podstawy państwa prawa.

Dlaczego?

Prawo i Sprawiedliwość zamierza: naruszyć trójpodział władzy; znieść niezawisłość sędziowską; zwasalizować Trybunał Konstytucyjny; odrzeć z uprawnień Rzecznika Praw Obywatelskich; dać prezydentowi władzę rządzenia dekretami i rozwiązania Sejmu, kiedy zechce; ograniczyć inicjatywę ustawodawczą posłów; zakazać poprawek do rządowych projektów ustaw; osłabić ochronę obywateli przed dyskryminacją. Taki oto „pakiet demokratyczny” szykuje nam wszystkim PiS.

(MAMY DOŚĆ)

cvejpizvyaadc4r

Nie koniec na tym. Aksjologia Kościoła katolickiego ma być zapisana w konstytucji, której preambuła zaczynać się będzie słowami „W imię Boga Wszechmogącego”. Oznaczałoby to zniesienie przyjaznego rozdziału „tronu i ołtarza”, bezwzględny zakaz aborcji, koniec ochrony wolności sumienia, zamach na prawa mniejszości. To konstytucja państwa autorytarnego.

Powtarzany przez prezesa PiS slogan „Budapeszt w Warszawie” zapowiada takie jak na Węgrzech Orbána rządy w duchu resentymentu narodowego oraz całkowitą wymianę i upartyjnienie instytucji państwa, TK, KRRiT, NIK, NBP, ABW, CBA itd. Oznacza całkowite podporządkowanie prokuratury władzy politycznej, zawładnięcie mediami publicznymi i próby nałożenia kagańca mediom opozycyjnym oraz możliwe zmiany w ordynacji wyborczej ułatwiające PiS przyszłe zwycięstwa.

Newralgiczne dla bezpieczeństwa państwa i obywateli resorty i instytucje (obrona, sprawy wewnętrzne, służby specjalne) oddano by w ręce ludzi owładniętych obsesją i żądzą zemsty za urojone krzywdy. Wszystko to z wiecowym poparciem ulicy, które Jarosław Kaczyński uznaje za zdrowe zaplecze rządu.

(MAMY DOŚĆ)

cvejvzxukaesc9j

PiS nie jest partią demokratyczną, jest partią wodzowską. Podobnie byłoby z państwem PiS, gdzie całą władzę skupiłby w swoim ręku jeden człowiek w „centralnym ośrodku dyspozycji politycznej”, o którym Kaczyński pisze w swym „Raporcie o stanie Rzeczypospolitej” z 2011 r.

PiS to eurosceptycyzm. Cyniczny i roszczeniowy stosunek do UE grożący samoizolacją Polski i utratą naszej pozycji we Wspólnocie Europejskiej. To egoizm narodowy wyrażający się między innymi rasistowskimi uprzedzeniami wobec uchodźców. To infantylna polityka historyczna polegająca na heroizacji narodu polskiego oraz edukacja kolejnych pokoleń w duchu neoendeckim, gdzie kompleks niższości wobec narodów większych i wyższości wobec narodów mniejszych objawia się narodowo-patriotyczną tromtadracją.

Szkodliwe mity

To wreszcie upaństwowienie mitologii „zamachu smoleńskiego” i oficjalny kult „pierwszego poległego” prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A skoro był „zamach”, będzie też polowanie na czarownice. Winni muszą się znaleźć. Zadbają o to pisowska prokuratura i podporządkowane prezydentowi Dudzie sądy. Z jednej strony będą skazani, z drugiej – nowe smoleńskie pomniki. Rozdarcie społeczeństwa, miast się zabliźniać, będzie się pogłębiać.

(MAMY DOŚĆ)

cvej0bxvuaapayr

Wprowadzenie w życie obietnic wyborczych PiS – 500 zł na dziecko, obrona przywilejów branżowych, zwłaszcza trwale nierentownych kopalń, cofnięcie reformy emerytalnej koniecznej z powodu coraz dłuższego życia Polaków – zrujnowałoby finanse publiczne.

Jeśli PiS zdobędzie pełnię władzy, narzuci dyktaturę większości. Bez liczenia się z prawami mniejszości, bez respektu dla ducha i litery prawa. Jeśli PiS wygra wybory, co sugerują sondaże, to partii tej prezydent Duda powierzy formowanie rządu. Dlatego jest dziś polską racją stanu, by wynik PiS i jego potencjalnych koalicjantów był jak najsłabszy. Aby nie tylko nie byli w stanie zmienić konstytucji broniącej praw i wolności obywateli (307 głosów), ale także nie mogli utworzyć większościowego rządu. Innymi słowy, by ani samodzielnie, ani w koalicji (Kukiz?, Korwin?) nie uzyskali ponad 230 mandatów w Sejmie i ponad 50 mandatów w Senacie.

Demokracja nie obroni się przed swoimi wrogami inaczej niż kartą wyborczą.

Nie rekomendujemy naszym Szanownym Czytelnikom głosowania na konkretną partię polityczną. Każdy rozważy to we własnym sumieniu. Rekomendujemy natomiast głosowanie na jedną z tych partii, które szanują polską konstytucję i nie przyłożą ręki do demokratycznego rozmontowania demokracji w stylu Orbána. Naszym zdaniem pięć spośród ośmiu komitetów wyborczych spełnia te kryteria: Nowoczesna, Partia Razem, PO, PSL, ZL (kolejność alfabetyczna).

(MAMY DOŚĆ)

cvej-40usaaa7qh

Im więcej partii wejdzie do parlamentu, tym bardziej zmaleje faworyzujący zwycięzcę efekt metody d’Hondta, za pomocą której przelicza się głosy na mandaty. Dlatego tak ważny jest każdy głos. Daje szansę na przyszły sojusz demokratów.

Wszyscy, którzy odrzucamy hasło PiS „Polska w ruinie” – jako próbę odebrania nam sensu pracy i osiągnięć ostatnich 26 lat – idźmy 25 października na wybory. Oddajmy głos na polską wolność i demokrację, które chroni nasza konstytucja.

(MAMY DOŚĆ)

cvekkmduiaafzgv

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie w Budapeszcie.

(MAMY DOŚĆ)

cvekouwuiaa1mnr

Andrzej Duda na wyjazd do Budapesztu mógł zareagować z ulgą. 60. rocznica rewolucji węgierskiej, a będą tylko on i Viktor Orban. Nikt nie będzie im mieszał. Czy dlatego, że Orban nikogo nie zaprosił? Nie! Dlatego, że Orban nie jest mile widziany przez demokratyczny Zachód.

(MAMY DOŚĆ)

cvekaqpviaactqd

Poza tym otwierał się ogromny margines interpretacji dla Krzysztofa Szczerskiego i Marka Magierowskiego. Zwłaszcza ten pierwszy potrafi wskrzesić z martwych Łazarza, jak to było w USA, gdy Duda w przelocie widział się z Barackiem Obamą w ONZ-cie, a on nazwał ten martwy przelot trzema spotkaniami z prezydentem USA. Czasami Szczerski jest lepszy od Macierewicza.

Nie wiem, jaki walor może mieć dla prezydenta Dudy aspekt, iż Budapeszt został okrzykniety stolicą porno. Odnotowuję to, bo dla mnie jest zaskoczeniem, iż fale Dunaju, a może Balaton, powodują takie rozprzężenie obyczajów seksualnych. Pewnie w tyle głowy mam owe ćwierkanie z Ruchadełkiem leśnym.

(MAMY DOŚĆ)

cvekhvauaaaesf1

Duda przemówił w Budapeszcie, Duda lubi mówić. Napisawszy to, cyknąłem się. A może – nie. Przemówienia Dudy są tak okrągłe, iż wystarczy zamienić w nich kilka rzeczowników, aby celowały w kontekst i mogłyby być przemówieniami na każdą okazję. Duda mówił tak okrągłymi zdaniami, iż gdyby retoryka była kołem to można byłoby powiedzieć, że porusza się w pi er kwadrat, i nie jest to PR Dudy, tylko jego mowa wypadająca z okrągłego dzioba.

cvek40_vyaagr7u

Jego przemówienia nie przejdą do żadnej, nawet pisowskiej, klasyki retorycznej, lecz możemy odnotować, że zaczyna narzekać na izolowanie jego osoby przez świat zewnętrzny: „Głośno w Europie my mówimy o wolności i suwerenności, to ta Europa nas za bardzo nie rozumie”.

Europa nie rozumie łamania konstytucji, demolowania standardów demokratycznych. Czy to jest suwerenność? To jest suwerenność jego prezesa, lecz nie Dudy, a taka suwerenność nazywa się wolą, a w zasadzie Żoliborzem.

(MAMY DOŚĆ)

cvelhvnukaarpg_

Okazuje się, że Duda został „nagrodzony” przez rodaków, którzy byli obecni podczas jego przemówienia, całkiem dosadnym określeniem „Dyktator”. Nagranie jest dostępne w sieci. Moim skromnym zdaniem Duda jest pacynką rzeczywistego dyktatora, który nie opuszcza kraju, owej swojej woli, Żoliborza i Nowogrodzkiej.

(MAMY DOŚĆ)

cveloj2uiaalhkl

Piszę o retoryce Dudy nieprzypadkowo, bowiem powołał się na wydarzenia Czerwca ’56 w Poznaniu. Wówczas widziałem, jego twarz, gdy skandowano w czasie jego przemówienia: „De-mo-kra-cja, Kons-ty-tucja”, a on czerwony na twarzy robił swój Pi Er Kwadrat.

cvemkthvuaas6vs

tomasz-siemoniak-2

Paweł Wroński opisuje wyjątkowo burzliwe posiedzenie podkomisji smoleńskiej. Paranoja smoleńska dała sobie czadu.

wielkie

Posiedzenie sejmowej komisji obrony zwołano, aby podkomisja smoleńska utworzona przez Antoniego Macierewicza przedstawiła wyniki ośmiu miesięcy swojej pracy. Poseł PO Czesław Mroczek pytał, jakie były podstawy ponownego badania katastrofy Tu-154. I czy są jakieś dowody, które przeczyłyby poprzednim ustaleniom. – Nie widzieliście nawet wraku – mówił.

– To bezczelność – słyszał w odpowiedzi.

Według Mroczka w skład podkomisji Macierewicza powołano np. Franka Taylora, który nigdy nie był w żadnym oficjalnym zespole badającym katastrofy (służył jako ekspert od silników i systemów paliwowych). Posłowie PO podczas całego posiedzenia zarzucali szefowi MON, że wykorzystuje tragedię z 10 kwietnia 2010 r. dla celów politycznych.

– Chciałbym przeprosić pana Franka Taylora, twórcy brytyjskiej szkoły badania wypadków lotniczych za kalumnie, które na niego spadają – mówił szef MON w Sejmie.

Jak można ukryć coś w raporcie

Macierewicz stwierdził, że w ciągu ośmiu miesięcy prac osiągnięto więcej niż udało się zrobić komisji Jerzego Millera w piętnaście miesięcy. Jego zdaniem pierwszy powód, dla którego muszą badać przyczyny katastrofy, to wykrycie części samolotu odnalezionych 60 metrów od brzozy, o którą Tu-154 zaczepił skrzydłem (samolot przed brzozą ciął już inne drzewa). – Ten fragment odnalazł zespół polskich prokuratorów i jego opis został umieszczony w raporcie, a następnie ukryty – twierdził Macierewicz. Posłowie PO dziwili się, jak można coś ukryć w raporcie. Macierewicz zarzucał im, że rzucają tylko inwektywy i są „późnym dzieckiem Urbana”.

Posiedzenie miało emocjonalny przebieg. Wdowa po Rzeczniku Praw Obywatelskich Ewa Kochanowska odczytała oświadczenie, w którym stwierdziła, że wiele rodzin smoleńskich nie jest pewnych, kto pochowany jest w trumnach, ponieważ były zalutowane. – Do tej sytuacji doprowadzili ci, którzy nie zezwolili na przeprowadzenie sekcji zwłok, choć polski kodeks karny zakłada sekcje w przypadku, gdy śmierć może być wynikiem działań przestępczych – argumentowała. Mówiła, że rodziny otrzymywały „dochówki”, czyli fragmenty zwłok swoich bliskich, a następnie część sprasowanych i zmieszanych szczątków, które pochowano już przy pomniku na Powązkach.

przem-szubartowicz

Dlaczego wybuchu nie słyszeli świadkowie

Członek podkomisji Macierewicza Marek Dąbrowski twierdził w Sejmie, że rosyjscy kontrolerzy lotu zbyt późno zezwolili na tzw. trzeci zakręt, przez co piloci mieli mieć mniej czasu na decyzję. A założona ścieżka podejścia – dowodził – kończyła się przed pasem i znajdowała się poza jego osią.

Według Dąbrowskiego generała Andrzeja Błasika, dowódcy sił powietrznych, nie było w kabinie, bo żadna z osób bliskich nie rozpoznała jego głosu (rozpoznało go część ekspertów). Stwierdził, że jego zwłoki leżały nie wśród członków załogi, a wśród pasażerów. Sugerował, że bardzo dużo telefonów komórkowych było włączonych podczas lądowania, co mogło mieć wpływ na katastrofę. Poza tym – podkreślał – zapisy czarnych skrzynek były fałszowane, a w ostatniej fazie lotu widoczne były skutki awarii silnika, generatorów i wysokościomierzy.

Stwierdził też, że odnaleziono zwłoki, które nosiły nadpalenia poza strefą, w której na wrakowisku wybuchł pożar. – Wyjaśnienie tylko tej kwestii jest dostatecznym powodem powołania komisji – zaznaczył. Przypomniał, że wedle oświadczeń komisji Millera i prokuratury na zwłokach nie było śladów wybuchu, nadpalenia i pożaru.

Potem twierdził, że „świadkowie wypadku słyszeli wybuch”, więc posłowie dopytywali, dlaczego nie słychać go było na lotnisku i na zapisach z kabiny pilota.

Inny ekspert dowodził, że ślady po złamanym skrzydle pozostawiły w ziemi bruzdę w zupełnie innym miejscu niż powinny, co zmienia podejście do twierdzeń o położeniu samolotu w ostatniej fazie lotu.

cvvymbtvmaiczve

Stary film, jakoby ukryty

Najwięcej zamieszania na podkomisji wywołała prezentacja nagłaśnianego ostatnio przez Macierewicza filmu ze spotkania w Smoleńsku ówczesnego premiera Rosji Władimira Putina i premiera Donalda Tuska. Wcześniej szef MON mówił o nim, jakoby był ukryty i odnaleziony w ostatnim czasie. W rzeczywistości jest to „surówka” nagrania TVP, którą obejrzeć można od dawna choćby na YouTube.  Macierewicz upiera się teraz, że prezentuje „fakty dotychczas nieznane”.

– Wbrew dość systematycznie powtarzanym kłamstwom przez różnych urzędników i dziennikarzy, czarna skrzynka, voice recorder, zawierająca głosy pilotów i ich rozmowy z wieżą, była już odczytana o godz. 6 po południu – stwierdził. Jego zdaniem ma o tym świadczyć wypowiedź rosyjskiego ministra Siergieja Szojgu, że znaleziono ją mniej więcej 15 minut po katastrofie. – Czarną skrzynkę Rosjanie znaleźli, otworzyli, a następnie z powrotem położyli na miejsce tragedii – stwierdził minister.

Według Macieja Laska – członka rządowego zespołu badającego katastrofę – skrzynka została otworzona z udziałem polskich prokuratorów 11 kwietnia w Moskwie, a nie na wrakowisku.

polska

Na 19 listopada zaplanowany jest tzw. akt intronizacyjny. – W intencji kościelnej chodzi o akt religijny, ale są podstawy, by się obawiać, że intronizacja w Krakowie nabierze znaczenia aktu polityczno-państwowego i przyczyni się do dalszych podziałów w społeczeństwie, które przecież nie składa się z samych katolików, ale na przykład też protestantów. Ruchy urosły w siłę w ostatnich latach, episkopat musi się z nimi liczyć – obawia się Adam Szostkiewicz.

Jak pisze na swoim blogu publicysta są ruchy, które chcą, by ogłosić Chrystusa „Królem Polski”. Ale w Kościele nie wszyscy tego pragną, nie mówiąc o tych, którzy nie są katolikami.

Dodatkowo akt religijny stanie się polityczny, gdy na uroczystości religijnej stawią się prezydent RP, premier, marszałkowie Sejmu i Senatu i inni dygnitarze obecnego obozu władzy. – Będzie to kolejnym przykładem, że Polska pod rządami PiS staje się katolickim państwem narodu polskiego, co jest sprzeczne z konstytucją, w której Polska jest zdefiniowana jako demokratyczne państwo prawne, w której państwo i Kościół są od siebie wzajemnie autonomiczne – pisze Szostkiewicz.

Tekst aktu, który Episkopat ogłosił na swojej stronie internetowej, mówi m.in. o tym, by Chrystus „królował nam w szkołach, uczelniach, środkach społecznej komunikacji, urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku, w całym Narodzie i Państwie Polskim.

cvsqgmyxgaavq5m

Romana Orlikowska-Wrońska, adwokat, która broniła Adama Michnika w czasie komuny pisze o tym wspaniałym człowieku.

z20839479v17-pazdziernika-adam-michnik-konczy-70-lat

Warto przypomnieć kilka faktów: 22 lata działalności opozycyjnej w komunistycznym państwie, wielokrotne zatrzymania, areszty, rewizje, pobicia, 7 lat za kratkami, bezprzykładne szkalowanie, pomawianie, niezliczone kłamstwa przy bezkarnym wykorzystywaniu mediów reżimowych w czasach zniewolenia. I niestety historia zatoczyła koło.

Miałam zaszczyt bronić Adama Michnika w procesie gdańskim w 1985 r., kiedy zasiadał na ławie oskarżonych razem z Władysławem Frasyniukiem i Bogdanem Lisem. To był proces karny, w którym zarzuty były tylko pretekstem do tego, ażeby tych odważnych, niebezpiecznych dla komunistycznej władzy opozycjonistów nie tylko uwięzić, izolując w ten sposób od społeczeństwa, ale też zniesławić i pozbawić dobrego imienia.

Do akt sądowych dołączono wówczas opinię o Adamie sporządzoną przez Służbę Bezpieczeństwa. Była to szeroko rozbudowana charakterystyka oskarżonego, w której z beletrystycznym zacięciem opisano takie wątki, jak narodowość, pochodzenie, wrogą dla państwa wieloletnią działalność antykomunistyczną, szkodnictwo społeczne, a nawet brzydki wygląd i ubiór delikwenta. Miał  to być portret człowieka odrażającego, budzącego pogardę.

28 autorytetów

Szalały komunistyczne media. Reżimowi dziennikarze prześcigali się w pomysłach na zniesławianie Adama. Rzecznik prasowy ówczesnego rządu Jerzy Urban wielokrotnie kreślił na czarno sylwetkę tego klasowego wroga, sugerując zdradę ojczyzny i wysługiwanie się zachodnim imperialistom. Kpił z polityków, pisarzy, publicystów i uznanych na Zachodzie autorytetów  broniących Adama, nazywając ich pogardliwie „zachodnimi niańkami”. A było z kim polemizować.

W obronie Michnika stanęło 28 autorytetów światowych  uhonorowanych Nagrodą Nobla, którzy scharakteryzowali Go, jako cyt.: „Znanego autora i teoretyka demokracji, który swoje życie poświęcił wyzbytemu z przemocy protestowi na rzecz wolności politycznych, kulturalnych i ekonomicznych, który spędził wiele lat w polskim więzieniu”. A w liście otwartym do Generała Jaruzelskiego Waclaw Havel napisał o Michniku, że cyt.: „Jest człowiekiem odważnym, patriotą, który przynosi zaszczyt swemu Narodowi i wyraża prawdziwą wolę społeczeństwa”. Było też wielu innych, sławnych obrońców Adama. A historia opluwania Adama sięga roku 1968, kiedy po raz pierwszy postawił się w opozycji do rządów totalitarnych. Warto przypomnieć kilka faktów: 22 lata działalności opozycyjnej w komunistycznym państwie, wielokrotne zatrzymania, areszty, rewizje, pobicia, 7 lat za kratkami, bezprzykładne szkalowanie, pomawianie, niezliczone kłamstwa przy bezkarnym wykorzystywaniu mediów reżimowych w czasach zniewolenia.

I niestety historia zatoczyła koło. I znowu propagandyści PIS-u, korzystając z komunistycznych archiwów i starych materiałów propagandowych telewizji, posługując się narzędziami kłamstwa i insynuacji, angażując obecną telewizję rządową, chcą pozbawić Adama dobrego imienia, a Gazetę Wyborczą czytelników. W imieniu obrony ogłaszam więc, że nie udało się to wcześniej i nie uda teraz!!!

I na koniec kilka słów do Pana Jarosława Kaczyńskiego i do Adama Michnika.

Do pierwszego z Panów, ażeby zechciał skonfrontować podane w liście fakty z opozycyjnej działalności Adama  z represjami,  jakich sam doświadczył, a które miały polegać na bezczelnym zaniechaniu przez władze komunistyczne internowania, aresztowania, stawiania przed sądem i skazywania Pana za działalność polityczną.

A do Adama taka mała prośba, żeby za wcześnie nie przebaczał, a przynajmniej poczekał z tym do czasu, kiedy odezwą się znowu jego obrońcy.

Waldemar Mystkowski pisze o repolonizacji mediów.

repolonizacja

W najbliższym czasie Komisja Kultury i Środków Przekazu zajmie się sytuacją własnościową w działających w Polsce mediach.

Repolonizować – jedno z ulubionych słów Jarosława Kaczyńskiego. Synonimem jest ważniejsze, ale propagandowo obciążające – słowo związane z nazwą partii – upisić, spisić, zrobić nasze, posłuszne, służące interesom partyjnym.

Najlepiej „repolonizacja” idzie na już spolonizowanych przedsięwzięciach, którym nadaje się znaczenie jeszcze inne – narodowe. Piszę o mediach, choć Kaczyński chciałby zrepolonizować sferę finansową, banki, ale tam tak lekko nie będzie, trzeba większych macherów niż Mateusz Morawiecki, który zakochał się – bez wzajemności – w budżecie układanym przez jego poprzednika, Pawła Szałamachę.

Na razie PiS-owi udało się zrepolonizowac media publiczne na narodowe, tj. spisione zostały. Repolonizacja na tym polega, że wartość informacji jest tylko jedna – spisiona.

O spisieniu wszak mówił sam prezes: „Trzeba podjąć sprawę repolonizacji mediów. Trzeba być odważnym, nie można się dać sterroryzować ich krzykiem tu i ewentualnie w Unii Europejskiej.”

A jeszcze dokładniej określiła to niedawno pisowska szefowa sejmowej komisji kultury i środków przekazu Elżbieta Kruk: „W najbliższym czasie komisja zajmie się sytuacją własnościową w działających w Polsce mediach. Chcemy się przyjrzeć i zbadać możliwości ich repolonizacji”.

ania

Na czym miałoby polegać repolonizacja, czyli spisienie? Na odkupieniu przez instytucje państwowe, finansowe, tytułów, aby przedstawiały pisowski punkt interesu politycznego, a nie polski punkt widzenia, bo przecież media w Polsce zajmują się Polską, gdyż są redagowane przez Polaków.

„Wyborcza” na to spisienie wpadła idąc tropem słów Kaczyńskiego i Kruk. Zasięgnęła języka i wyszło, że jeżeli pierwsze będą wybory samorządowe, to „repolonizacja” dotyczyć będzie tytułów regionalnych, lokalnych. Informacje takie zostały potwierdzone w kilku niezależnych źródłach. Największym koncernem gazet regionalnych jest Polska Press Grupa, której właścicielem jest niemiecki koncern Verlagsgruppe Passau. Wszak z tego powodu prezes PiS może nie spać po nocach i oglądać walki byków. Po czym zmęczony zasypia, nie budzi się na czas, a Sejm nie może rozpocząć obrad.

Repolonizacja miałaby dotyczyć 20 dzienników i 100 tygodników. Przejąć miałby bank PKO BP, w którym do tej pracy został specjalnie zatrudniony i oddelegowany były poseł PiS Max Kraczkowski, żadnej wiedzy bankowej nie posiada, ale może być dobrym macherem.

To ma być początek spisienia mediów prywatnych. Początek „repolonizacji”. Obraził się na takie opisanie repolonizacji przez „Wyborczą” dyrektor Polska Press Grupy Paweł Fąfara, który stanął w obronie PiS, nie zgodził się, iż dojdzie do repolonizacji, ale wyszło z niego szydło w… języku pisowskim. Jakby słyszał Jarosława Kaczyńskiego, bądź Antoniego Macierewicza: „Gaztea Wyborcza kąsa na ślepo jak przetrącony wściekły pies”.

Fąfara zamiast zająć się meritum sprawy, odpowiedzieć argumentami, zajął się kłopotami Agory, wydawcy „Wyborczej”. Skąd my to znamy? Fąfara może liczyć na posadkę po spisieniu mediów, nawet nie musi wstępować do PiS-u, bo jest już ukształtowanym semantycznie pisowcem. „Repolonizacja” gazet regionalnych PiS-owi pójdzie łatwo, wszak mają opanowany taki ważny przyczółek – umysł dyrektora Fąfary.

mariusz-minta

Daniel Passent pisze o okrucieństwie PiS-u w stosunku do rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, a dotyczy ekshumacji.

poco

Podzielam opinię Stanisława Skarżyńskiego, jednego z najciekawszych komentatorów, że masowe ekshumacje ofiar smoleńskich oznaczają, iż politycy PiS wychodzą poza granice pychy i okrucieństwa. Autor przytacza wypowiedzi tych krewnych ofiar, którzy są przeciwni traktowaniu ciał ich najbliższych, jako dowodów jak każde inne. Ale prokuratura pana Ziobry ich nie podziela.

Bezwzględność tych ludzi musi budzić potępienie. Rozumiem, że ze względów politycznych prokuratorów wojskowych, którzy prowadzili śledztwo smoleńskie, odsunięto od sprawy. To błąd, to upolitycznianie prokuratury. Ale „zesłanie” tych oficerów do odległych garnizonów na rubieżach Rzeczpospolitej to zwykła zemsta, pozaprawna represja, po prostu deficyt kultury. Do władzy wyniesieni zostali ludzie bez skrupułów.

Wiceminister sprawiedliwości, który grozi sędzi wszczęciem postępowania dyscyplinarnego (po protestach się wycofał), minister obrony, który wynosi do zaszczytów i odpowiedzialnych stanowisk młokosa bez kwalifikacji, rząd, który przy lada okazji wciska do gardeł Apel Smoleński – to wszystko, choć z trudem, mogę znieść. Ale ekshumacje po to, żeby szczątki ofiar (błędnie zidentyfikowane lub przyporządkowane) służyły jako amunicja w wojnie politycznej – nie, tego już za dużo!

Jacek Żakowski nazywa Jacka Kurskiego – burakiem, bo ten na wybitnego artystę Wojciech Smarzowskiego chce pstryknąć. Zresztą PiS stoi burakami.

ESENCJA NOWEJ USTAWY I NOWEJ POLSKI. CO ZA BARANY GŁOSOWAŁY NA PiS?

ctmljscusaapqag

Partia Kaczyńskiego to pole buraczane.

trzeba

Rewolta plebejska tym różni się od rewolucji ludowej, że zwalnia zwycięzców z szanowania historycznie utrwalonych zasad kultury i kompetencji. Prezes TVP z łaski partii koryguje bez żenady werdykt festiwalowego jury, socjolog mianowany ministrem kultury uważa, że najlepiej wie, jaki film powinien być w konkursie i co pokazać w muzeum, niewydarzony aplikant mianowany ministrem sprawiedliwości uczy prawa polskie i międzynarodowe trybunały i sądy, student bez licencjatu chce kontrolować koncern zbrojeniowy, prokurator stanu wojennego poucza o demokracji. Wstyd znikł. Politycy dobrej zmiany bezwstydnie klepią, co im każą; dziennikarze robią partyjną propagandę bez zakłopotania.

Szlachectwo (czyli władza) plebejskiej rewolty nie zobowiązuje. Ono tylko wyzwala i pozwala. Dość smakowania bezowych ciast łyżeczkami. Będziemy je szamali chochlami i paluchami. Jesteśmy dzicy. Nam wolno. Jesteśmy z tego dumni.

Adam Szostkiewicz pisze o trzeciej grupie społecznej, która pojawiła się w związku z czarnym protestem.

ostatnie

Trzecią Polskę, która choćby z powodów demograficznych jest Polską przyszłości, tworzą zwolennicy prawicy i innych partii (w tym Nowoczesnej, PO i lewicowych), a chyba coraz częściej także antysystemowcy, którzy odrzucają całą scenę partyjno-polityczną.

Żaden obecny lider partyjny ich raczej nie pozyska. Na razie nie głosują, tylko manifestują albo wyżywają się w internecie. Ale przyjdzie moment, kiedy pójdą głosować. Na kogo?

ctq9inxw8aaojf3

KOD jest otwarty na wspólnotę wszystkich Polaków.

ctq9npbwcaaomlm

Z cyklu – „PiS ośmielił lumpiarstwo”. Trzeba to piętnować zanim będzie za późno, bo obecna władza tych ludzi rozzuchwala.

ctq1rzmwgaaiqxu

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku i Ziobrze.

blaszczak

Prof. Andrzej Rzepliński udzielił obszernego wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Czytałem go z satysfakcją, bo szef Trybunału Konstytucyjnego jest moim „ziomalem”, z północnego Mazowsza pochodzą nasze rody. I na pewno na jakichś polach bitew o niepodległość gdzieś spotkali się moi i jego przodkowie. Wywiad jest o tyle poruszający, że prof. Rzepliński to wybitnie inteligentny człowiek, który nie sadzi się z żadnymi porównaniami o najgorszych sortach czy też elementach animalnych, a przy tym biografię zawodową – sędziowską – ma godną pozazdroszczenia. To człowiek z salonów świata – tych najlepiej pojętych.

Rzepliński składa urząd szefa TK 18 grudnia, a na ten czas Jarosław Kaczyński zapowiedział w Jachrance dla swojego przychówku partyjnego sejmową jazdę po muldach, którą nie każdy może psychicznie wytrzymać. Co to będzie? Można tylko popuścić wodze fantazji, acz lepiej poczekać do tego czasu i ewentualnie przeciwdziałać. Prof. Rzepliński jest nawet przygotowany na pobyt za kratami, które nie są dla niego straszne, bo to chłop na schwał i jak mało kto zna biegle problematykę penitencjarną. Jest autorem poważnych książek na ten temat, a także pracuje aktualnie nad kilkoma innymi.

ctq2wsoxgaafngx

Rzepliński i jego rodzina są zastraszani przez zwolenników obecnie rządzących, a może przez nich samych, jedno źródło profesor zna, ale publicznie go nie wyjawia. Gdy wywiadujący dopytuje, dlaczego nie poprosi pisowskie władze o ochronę, wszak szefowi Trybunału to się należy, tak jest we wszystkich krajach, odpowiada: ”Na pewno nie wystąpię do pana Błaszczaka o ochronę. Raz, że to byłoby sprzeczne z moją naturą. Dwa, że wolałbym zjeść coś obrzydliwego, niż do tego gościa wystąpić o cokolwiek”.

Rzepliński przypomina, jak to prezes PiS wyglądał w takiej sytuacji: „Pan chyba widział sceny, jak pan Jarosław Kaczyński jako premier, no niezbyt wysoki, stał otoczony tymi mężczyznami mającymi minimum sześć stóp wzrostu”. Z Rzeplińskim byłoby odwrotnie: w środku chłop na 6 stóp, a po bokach Kaczyńscy.

Lekturą wywiadu z Rzeplińskim pochwalił się w TVP Info Mariusz Błaszczak. Wygląda jednak, iż niewiele z wywiadu zrozumiał albo nie czytał ze zrozumieniem, bo nazbyt przejął się krytyczną oceną swojej osoby. Och, te pisowskie kompleksy przenoszone z prezesa na jego akolitów. Błaszczak tak definiuje formę tego wywiadu: „jakby przeczytać go w całości, to to jest obraz jakiegoś bełkotu”. Mogę przy tej okazji orzec, iż Błaszczak ma feler pisowski: niewiedzę i odruch niechęci do czytania. To chyba pisowski sznyt. Stanisław Skarżyński z OKO.press Zbigniewowi Ziobrze poleca przynajmniej lekturę „Antygony” Sofoklesa, aby miał pojęcie, jakie spotkają go przykrości duchowo-metafizyczne w związku z ekshumacją ofiar smoleńskich. Zaś Błaszczakowi mogę polecić parę innych lektur, które zgrabniej pozwolą mu formułować zarzuty do osób nie lubianych przez prezesa, a więc przez niego. Przyzwoitość wymaga powstrzymywania się od osobistych wycieczek. Wydawałoby się, że to niewiele, wszak od Błaszczaka nie wymagam mądrości, tak jak od prezesa zrozumienia standardów demokracji.

To nie Błaszczaka czy jego prezesa cenią na świecie za kompetencje i za niezłomność, ale prof. Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego do 18 grudnia 2016 roku.

JESTEŚ ZA? PRZECZYTAJCIE:  

ctmhzx4uaaibk3j

cst0m22umaau5cl

Bartłomiej Misiewicz się zawiesił. A jego sponsor Antoni Macierewicz o swym Misiu, Misiaczku, mówi:

misiewicz

– Przychylam się do stanowiska pana Misiewicza i zawieszam go w czynnościach – oświadczył szef MON.

– Pan Misiewicz zwrócił się z prośbą w związku z kampanią wymierzoną w jego dobre imię i w niego osobiście, obawiając się, że to może także utrudnić funkcjonowanie ministerstwa obrony z prośbą o zawieszenie w czynnościach. Uważam, że to jest z punktu widzenia funkcjonowania słuszne stanowisko do czasu, gdy zostaną przedstawione dowody i oczekuję teraz od tych, którzy prowadzą tę kampanię, że poza pomówieniami przedstawią także dowody. A do tego czasu przychylam się do stanowiska pana Misiewicza i zawieszam go w czynnościach – powiedział Macierewicz.

„Informuję, że zwróciłem się do Ministra Obrony Narodowej pana Antoniego Macierewicza z prośbą o zawieszenie mnie w funkcjach, które pełnię w MON. Ponadto informuję, że wytaczam proces tygodnikowi „Newsweek” za nieprawdziwy i szkalujący mnie artykuł oraz tym ośrodkom medialnym, które powtarzają te insynuacje na mój temat” – napisał Misiewicz.

Szef gabinetu politycznego MON i rzecznik ministra obrony Bartłomiej Misiewicz poprosił ministra Macierewicza o zawieszenie w funkcjach w MON; w przesłanym dziś PAP komunikacie zapowiedział też kroki prawne przeciw „Newsweekowi”.

csvhqplviaaq0zr

„Informuję, że zwróciłem się do Ministra Obrony Narodowej pana Antoniego Macierewicza z prośbą o zawieszenie mnie w funkcjach, które pełnię w MON. Ponadto informuję, że wytaczam proces tygodnikowi

»Newsweek» za nieprawdziwy i szkalujący mnie artykuł oraz tym ośrodkommedialnym, które powtarzają te insynuacje na mój temat” – napisał Misiewicz.

cst6sy2usailcrs

JAKIE TAM ZAWIESZENIE? KARNY ZJAZD I TO BEZ MEDALU! Kto jest za?

Władza niedługo znajdzie się na ulicy, bo PiS zaczęło buksować, a tego nie można odkręcić, bo ludzie tej partii nie są kompetentni.

ROK PiS ZMIENIŁ OPOZYCJĘ NA LEPSZĄ. DZIŚ NA PEWNO JUŻ WIEDZĄ JAKIEJ POLSKI POLACY NIE CHCĄ.

csvbi5nviaacjjn

O opozycji pisze Adam Szostkiewicz.

opozycja

Opozycja zrobi źle, jeśli zlekceważy głos Zbigniewa Hołdysa („Mój ruch oporu”, „Magazyn Świąteczny”, 10-11 września). Autor ma słuch obywatelski. Czuje nastrój w niepisowskiej części opinii publicznej.

Niejeden obecny opozycyjny parlamentarzysta czy polityk mógłby się na nim retorycznie dokształcić. Hołdys trafnie wytyka dzisiejszej opozycji, że reaguje opieszale albo nie reaguje wcale, kiedy powinna. Tak marnuje okazje do politycznej kontrakcji.

Podaje przykłady. Dlaczego tylko jemu przyszło do głowy, by na kampanię nienawiści rozpętaną przeciwko Lechowi Wałęsie odpowiedzieć publicznymi pokazami dokumentalnego filmu Andrzeja Wajdy „Robotnicy ’80”? A na kampanię smoleńską – pokazami dokumentu National Geographic o katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. To prosta rada, ale inspirująca.

Jej sens odczytuję tak: opozycja ma pod ręką o wiele więcej środków oddziaływania, niżby się wydawało. Co z tego, że byłyby czasem niekonwencjonalne? Właśnie takie środki mogą być niekiedy skuteczniejsze. Jak choćby – to kolejny ciekawy pomysł Hołdysa – stworzenie „parateatralnego” widowiska, z którym objeżdżałoby się kraj. Ma prawica swych bardów, czemu ma ich nie mieć nieprawica?

Muzyk rockowy z wieloletnim doświadczeniem koncertowym (czyli z umiejętnością komunikowania się z ludźmi) rozumie, że sztuka bywa systemem wczesnego ostrzegania rządzących przed złymi skutkami ich działania i że dodaje skrzydeł zwłaszcza młodym zbuntowanym w słusznej sprawie obrony praw człowieka i obywatela. Hołdys apeluje, by opozycja wyszła ze studiów telewizyjnych i – na wzór opozycji demokratycznej z lat 70. – zabrała się do „pracy u podstaw”.

Korzystając ze zbójeckiego prawa publicysty do skrótów i uproszczeń, Hołdys tu czy tam wyostrza i przesadza. Na przykład, kiedy przesądza, że udział w programie Lisa czy Olejnik to nie jest „aktywność polityczna i działalność społeczna”. Albo kiedy podcina skrzydła KOD-owcom. KOD, jakie ma kłopoty, każdy widzi, ale bez KOD-u niszczenie naszego demokratycznego państwa prawa szłoby jeszcze szybciej. Oczywiście, że sam KOD nie wystarczy, by wyhamować te niszczycielskie zapędy obecnej władzy.

(Do kierowców, sprzątaczek i sąsiadów, dołączył niedoszły teść. DOJENIE TRWA. )

cstrb_quaaaczw3

Tak jak – tu też się zgadzam z Hołdysem – samo „klepanie treści w internecie”, bo jednak „papier to papier”. Słowo drukowane wciąż się liczy. Kupowanie prasy niezależnej od obecnego obozu władzy jest jedną z form „szybkiego reagowania” na jego nadużycia. Ale Hołdys powinien też dostrzec takie internetowe działania obywatelskie jak dziennikarsko-śledczy portal OKO.Press. Jeśli apeluje o „pracę u podstaw”, to powinien je poprzeć i wezwać innych do poparcia choćby w formie dobrowolnych datków. Skąd mają się wziąć Hołdysowe „oddziały szybkiego reagowania”, jeśli nie także z KOD-u czy internetu? Kto obecną sytuację polityczną uważa za złą dla Polski, zdaje sobie sprawę, że wymaga ona konsolidacji, a nie fragmentacji. Wszystkie ręce na pokład.

Ale jest jeden kłopot, o którym Hołdys nie wspomina. Ten, że „praca u podstaw” potrzebuje lat, by przynieść owoce, tymczasem opozycja, w jej różnych wcieleniach, musi już teraz przeciwdziałać demontażowi naszej demokracji w jej obowiązującym (jeszcze) kształcie konstytucyjnym. Byłoby nie fair powiedzieć, że opozycja nic nie robi w tej zasadniczej sprawie. Robi, ale na razie odnosi sukcesy przede wszystkim na arenie międzynarodowej. W pierwszej lidze polityki europejskiej obecna polska opozycja jest lepiej rozumiana niż rząd premier Szydło. Ale w polityce krajowej opozycja większych sukcesów nie odnosi, demontaż obecnego modelu państwa postępuje, a jego skutki będziemy odczuwać jeszcze długo po utracie przez PiS władzy.

(Akcja objęta honorowym patronatem Prezydenta RP)

cstndoouiaagpxb

Czy może coś tu pomóc mechaniczna reaktywacja wzorów KOR–owskich? Mechaniczna na pewno nie, bo kontekst jest zupełnie inny. Ale jedno zachowuje aktualność: warunkiem skutecznej działalności politycznej i społecznej jest wiarygodność. KOR był wiarygodny, bo nie uczestniczył w sprawowaniu władzy, a jego cel był zrozumiały i dość powszechnie akceptowany w społeczeństwie: obrona niesłusznie i bezprawnie prześladowanych przez władze, respektowanie ich praw i godności ludzkiej.

KOR nie proponował całościowej wizji nowej Polski, a jednak zdobył zaufanie, bo odpowiadał na społeczną potrzebę. Skupił się na działaniu w dobrej sprawie. Dyskusja o dzisiejszej opozycji, jej kształcie i sposobach działania, musi brać pod uwagę, że w odbiorze społecznym nie jest ona do końca wiarygodna. Bo albo uczestniczyła we władzy i ją utraciła poniekąd na własne życzenie, albo nie ma politycznego doświadczenia. Bez przepracowania tematu wiarygodności nie ma co marzyć o rychłym powstrzymaniu prawicowej „kontrrewolucji kulturalnej”.

CZAS ZMIENIĆ UBEZPIECZYCIELA…

cstircbusaavqs0

Waldemar Mystkowski podsumowuje Misiewicza i wykrwawianie się PiS, które właśnie się ropoczęło.

misiewicze

Bierzemy do rąk listę Nowoczesnej „40 Misiewiczów” i wykreślamy nazwisko z góry, które dało nazwę temu spisowi nepotyzmu. Pozostało 39 Misiewiczów, acz ta lista to ledwie kropla w oceanie korupcji politycznej PiS. Bartłomiej Misiewicz sam się zawiesił, a jego sponsor Antoni Macierewicz orzekł w swym górnolotnym języku, iż „przychyla się do stanowiska pana Misiewicza”. Misiewicz zapowiada proces, który chce wytoczyć „Newsweekowi”.

(NEWS DNIA. BĘDZIE HIT KINOWY!)

cstfbo-ukaetods

Misiewicz został oddany na pożarcie, bo PiS-owi ziemia usuwa się spod nóg. Rozpoczął się proces wykrwawiania tego rządu, tej formacji politycznej. Bo tego samego dnia Komisja Europejska wszczęła postępowanie wobec wprowadzenia przez Polskę podatku handlowego. Ten haracz handlowy jest niezgodny z prawem unijnym. To kolejna procedura uderzająca w PiS. Minister finansów Paweł Szałamacha powiedział zdanie, które powinno wstrząsnąć fundamentami logiki: -„Byliśmy przygotowani na negatywną decyzję Komisji Europejskiej”. Czyli rząd PiS był przygotowany, że ich bezprawie zostanie zakwestionowane.

(Poważne kłopoty dla budżetu. Bruksela nakazuje zawieszenie podatku od handlu. REAKCJA „DOJNEJ ZMIANY” – BEZCENNA)

cstdjicvuaatcaa

Czy można przyzwyczaić się do bezprawia, do niszczenia standardów demokratycznych, do publicznej niemoralności, jaką jest nepotyzm, uwłaszczanie swoich niedouczonych misiów, jak to robi Macierewicz z Misiewiczem? Czy można? Pewnie tak! Ile można? – oto właściwe pytanie.

(KTO STOI ZA NAJWIĘKSZĄ AFERĄ FINANSOWĄ W POLSCE? DLACZEGO PIS NIE CHCE JEJ WYJAŚNIĆ? KOLEJNY SKOK NIEWYPŁACALNY…)

cstwwajvmaedgof

Czy działanie goebbelsowskie PiS zniszczą w nas Polakach gen przyzwoitości, wolności, normalności? W tym podobnym tonie nieprzyzwoitości wypowiedział się europoseł PiS Ryszard Czarnecki o swoim synku, który zatrudniony jest jako doradca w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Otóż 26-letni syn Czarneckiego (kolejny Misiewicz) nie dostał posady za protekcją, tylko za… i tutaj mam kłopot. Bo ponoć młody Czarnecki pracował we francuskim Thalesie, firmie zbrojeniowej, a do PGZ przeszedł z powodu swego „patriotyzmu”. Chyba młody Czarnecki był sprzątającym firmę, a jakież to ma kompetencje? Jak ojciec, który nie nadaje się na polityka, a sadzi się na intelektualistę? Nabijam się z tego Czarneckiego od wielu lat, bo to upostaciowienie kiczu i pokręconego języka polskiego (cytat: „o wpół do pierwszą”, chodzi o godzinę 12.30 – tak mniej więcej się wyraża nie po „polskiemu”).

(HA HA HA HA HA…. DOBRE :)))) )

cstopm9viaaidyr

PiS krwawi i ten symptom jest nie do powstrzymania. Ta partia nie posiada genu krzepliwości, tj. kompetencji. Ta partia nie ma kadr. PiS odejdzie szybciej niż nam się wydaje. Martwi mnie inna sprawa, zdecydowanie ważniejsza – kto przejmie władzę, bo mam wrażenie, że opozycja jest nieprzygotowana. Trzeba sprzątać po dewastacji i Polakom proponować ambitną realność, a nie zgniłe gruszki na powalonej wierzbie.

duda

PiS posłał Polskę na wojnę z Państwem Islamskim. Andrzej Duda podpisał decyzję o wysłaniu dwóch kontygentów wojska, w tym czterech samolotów F-16.

Macierewicz będzie zgrywał się za bohatera. Znowu eksploduje mu mózg. Tak ma ten pacjent. Szaleństwo patriotyzmu.

pisWysyła

Ulicami stolicy przeszedł Marsz Godności – Protestu Kobiet. Marsz organizowany został po raz pierwszy. O co w nim chodzi?

ratujmy

– Jesteśmy tu, aby bronić praw kobiet! – mówiła na rozpoczęcie marszu jedna z organizatorek, Irina Ovcinicov. – Jesteśmy tu, bo przychodzi chwila, że trzeba stanąć na ulicy i powiedzieć: „Dość!” Dość ignorowania naszych najbardziej podstawowych praw, dość przemocy wobec kobiet, dość ignorowania naszego prawa do ochrony zdrowia i życia. Chcemy, by wreszcie gwałciciele trafiali do więzień, chcemy, żebyśmy nie były obwiniane – to my jesteśmy ofiarami. Chcemy, żeby kobiety samotnie wychowujące dzieci nie musiały walczyć o alimenty. Chcemy mieć dostęp do najnowszych zdobyczy medycyny – in vitro jest dla nas. A przede wszystkim żądamy zaprzestania wszelkich prób zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej” – mówiła.

Jan Hartman nie ma wątpliwości – Macierewicz musi odejść. Tomasz Piątek ujawnił kompromitujące materiały o otoczeniu ministra obrony narodowej.

macierewiczMusi

Że Macierewicz był w młodości komunistą i miłośnikiem Che Guevary, a w lewicowym KOR tulił się do lewej ściany, to wiadomo. Kilkanaście lat później gryzł już prawą ścianę. Cóż, poglądy, poglądy. Gdy jednak dowiadujemy się, że ten nieprzejednany antykomunista i pogromca wszelkiej maści agentów od wielu lat aktywnie współpracuje i kręci biznesy z ubeckim donosicielem, to sprawa Macierewicza staje w nowym świetle. Koniec już z wszelkim „ale”: szalony, radykalny, ekscentryczny, ale za to prawdziwy antykomunista. Ten dualistyczny wizerunek legł w gruzach. Został demoniczny cynik, który dla nakarmienia swych urojeń i megalomanii gotów jest na wszystko i wszystko potrafi sobie wytłumaczyć. Bo nie wątpię, że usłyszymy, iż pan Luśnia w istocie był Konradem Wallenrodem, wielce zasłużonym w niszczeniu komuny od środka.

Ale skoro podaje się pan za wroga komuny, to niechże pan nie upokarza nas wszystkich i nie poniża samego siebie tolerowaniem w swoim otoczeniu konfidentów bezpieki. Są jakieś granice, nawet w endeckiej egzaltacji. W pewnym momencie traci się twarz – nawet tę, którą ogląda się w lustrze.

Grzegorz Schetyna zaapelował do Szydło: zawieś tego pacjenta.

schetyna

Schizofrenię smoleńską zaś usłyszymy na każdym kroku, gdy będą obchodzone rocznice.

podczas

Przed nami okrągłe rocznice protestów w Poznaniu, w Radomiu i Ursusie oraz powstania Komitetu Obrony Robotników. Zasługują na pamięć. Oby nie były pretekstem do kolejnych manipulacji naszą najnowszą historią.

Minister Macierewicz już szykuje manipulację rocznicą krwawo stłumionych przez władzę ludową wystąpień przeciwko niej w Poznaniu w 1956 r. To wtedy padły osławione słowa premiera Cyrankiewicza, że ręka na tę władzę podniesiona będzie odcięta. W starciach protestujących z milicją, SB i wojskiem zginęły dziesiątki ludzi, w tym uczeń Romek Strzałkowski, który stał się symbolem tamtego zrywu.

ClQvBziWYAAjJ1L

Alegoria rządów PiS.

od7