Posts Tagged ‘Andrzej Duda’

PAMIĘTAJMY O TYM DZISIAJ WSZYSCY. NIECH KACZYŃSKI ODGRADZA SIĘ OD WŁASNEGO STRACHU. MY BĘDZIEMY WTEDY POD PAŁACEM KULTURY I NAUKI. W HOŁDZIE SZAREMU OBYWATELOWI.

Aż 6 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego. Uff…

Macierewicz wziął się za sprawy międzynarodowe

Antoni Macierewicz poszerza swoje kompetencje o sprawy międzynarodowe. Powie ktoś: żadna nowość! – i powoła się na książkę Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Szemrane kontakty międzynarodowe ministra obrony nie są żadną nowością, acz nie dotyczą funkcji ministra, tylko samego Macierewicza. Nie doznając adrenaliny z powodu podejrzeń o szpiegostwo, zdrowy umysł u czytelnika może spowodować asocjacje: OK, nie wyznaję teorii spiskowych, jak sam Macierewicz, ale coś za dużo tych kontaktów z tym i owym wrogo nastawionym do Polski demokratycznej.

Ale twój i mój zdrowy umysł nie posądzi o takie zdrowe zamiary Macierewicza, nawet jeżeli założymy, że minister ogromnie dużo stosuje cynizmu. Macierewicz w obecnym rządzie wcale nie musi być szczególnym cynikiem, bo może nie chciał zostać ministrem, a musiał. Słynne „nie chcem, ale muszem„. Wszak Beata Szydło cynicznie zapewniała Polaków, że ministrem obrony będzie Jarosław Gowin. I to jest cynizm, który z „dobrej zmiany” czyni „podłą zmianę”.

Niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen w niemieckiej telewizji publicznej ZDF (tym się różniącej od TVP, że w Niemczech stosowane są standardy informacji, w Polsce zaś toporne standardy propagandy) pochwaliła się, że jej dzieci studiowały w ramach programu Erasmus w Polsce.

Każdy zdrowy Polak powinien poczuć w tym momencie zdrowy przypływ patriotyzmu. Och, polskie uczelnie są równie atrakcyjne jak niemieckie z wykładowcami noblistami. Hurra, jak dobrze być Polakiem. Niemiecka minister jednak powiedziała słowa, które są dobrze odbierane w społeczeństwie obywatelskim: – „Musimy wspierać ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce„.

Że w Polsce dzieje się źle, wyrażają się wszyscy znaczący w zachodnim świecie. I tak nas traktują…

Akurat Leyen wyraziła się o młodych Polakach, ale pozostałym grupom wiekowym też należy się wsparcie, bo go oczekują w stosunku do swego „zdrowego demokratycznego oporu”. Zauważmy, mówi to niemiecka minister obrony, państwa, gdzie wojska sojusznicze USA w ramach NATO mają największą bazę, a Bundeswehra jest jedną z najsilniejszych armii świata, wielokroć silniejsza niż polskie wojska, technologicznie wyprzedzają nas o lata świetlne.

Leyen nie powiedziała tego bez powodu. Że w Polsce dzieje się źle, wyrażają się wszyscy znaczący w zachodnim świecie. I tak nas traktują, jak trędowatego. Macierewicz praktycznie jest odcięty od kontaktów z sojusznikami, to u nas mieli językiem w Radiu Maryja o patriotyzmie, a na uczelni Rydzyka wykłada na ten sam temat. Poziom intelektualny jest żenujący, jak uczelnia i osoba zakonnika.

Na słowa Leyen zareagował orzeł dyplomacji Witold Waszczykowski – kolejna dramatyczna postać rządu PiS – uznając, iż „strona niemiecka ingeruje w życie polityczne w Polsce„. Otóż strona niemiecka nie ingeruje w życie polityczne, tylko wyraża się o zdeformowanym życiu politycznym w Polsce. Jak ktoś jest chory i chce mu się pomóc w dostaniu do lekarza, to jest ingerencja?

Czy ludzkim jest zostawić upadłego na ulicy i zgodzić się: niech zdycha? Macierewicz zaś dostał z powodu Leyen zapaści emocjonalnej, jak przy katastrofie smoleńskiej. Polecił dyrektorowi Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych płk. Tomaszowi Kowalikowi wezwanie Attaché Obrony RFN „celem złożenia wyjaśnień w tej sprawie”. I co powiedział Kowalik niemieckiemu attaché? Hę?

Za sprawy międzynarodowe więc wziął się Szweja (odróżniam Szweję od Szwejka tym, że ten drugi jest przewrotnie inteligentny). Można spodziewać się, co wyniknie z tego emfatycznego patriotyzmu radiomaryjnego, rydzykowatego.

A poza tym, niech nam się nie wydaje, że tak łatwo będzie naprawić polską pozycję w Europie i na świecie. Ruiny trzeba będzie posprzątać, a potem na ich miejscu budować. I wcale nam nie będą ochotnie pomagać, bo u nich też mogą dojść do władzy Macierewicze, żądni demolowania własnych ojczyzn.

Fajna wlepka. Nie tylko na

Święczkowski i jego żona to normalność bylejakości

Po co potrzebna PiS tzw. reforma sądownictwa? Albo inne reformy: edukacji, a niedługo medialna? Nie tylko, aby spełniać wolę prezesa i jego wizje. Gdyby nie było Kaczyńskiego, na jego miejscu zjawiłby się ktoś inny. Może nawet o innych parametrach ideologiczno-mentalnych, ale który spełniałby wolę suwerena, a przynajmniej suweren sądziłby, że tę wolę spełnia.

Winą suwerena nie jest, że on taki jest, ale wina jest po stronie elit, że suwerena nie uczyniły innym. I wcale nie chodzi o materię – czyli ekonomię wprost – ale o rzeczy o wiele subtelniejsze, które nazwać należy cywilizacyjnymi, a w życiu społeczno-politycznym – czynnikami demokratycznymi.

Demokracja to kohabitacja różnorodności w ramach procedur. Nauka trudna i bodaj dla Polaków dotychczas nieosiągalna. Po raz pierwszy w historii wydawało się, że Polska normalnieje, co w naszych warunkach można byłoby nazwać cudem.

Winą suwerena nie jest, że on taki jest, ale wina jest po stronie elit, że suwerena nie uczyniły innym…

Tym było 25 lat po roku 1989. To był cud. Ale cudów nie ma i Polska wróciła do swego miejsca, swego koryta, rynsztoku, do swojej bylejakości, kołtuństwa. Wyrwało nam się na nienormalność, zdaje się że to już mamy za sobą. Suweren jest jaki jest, elity zaś mamy nadal próżniacze, leniwe, po polsku bylejakie, nawet nie potrafią imitować tego, w czym inni są oryginalni. Aby być oryginalnym, trzeba nauczyć się imitować, czyli posiąść wiedzę. Z tym też mamy problem. Po cudzie 25 lat, przyszła normalność w postaci PiS.

Czy potrafimy zdobyć się na kolejny cud, pokonać PiS i kreować elity nieleniwe, niekołtuńskie, a te wzięłyby się za suwerena i sprawiłyby mu solidną edukację, wychowanie, czyli pozytywistyczną pracę u podstaw? Gdy patrzę na opozycję, to nie liczę na cud. Opozycja różni się od PiS i to zasadniczo, ale tak samo jest leniwa, kołtuńska, nie chce jej się wypracować zgody, która także jest kohabitacją w ramach opozycyjności.

Wyszedłem od pytania: po co PiS reforma sądownictwa? I proszę, jak na dłoni widać „po co” w przypadku małżeństwa Święczkowskich. Święczkowski to niesławna postać IV RP z lat 2005-2007, był szefem ABW i „wsławił się” tym, że Barbara Blida dokonała „samobójstwa”. Już wtedy było widać, że „samobójstwo” jest szyte grubymi nićmi i to rękami bynajmniej nie Blidy.

Święczkowskiego zobaczyłem w telewizorze, jak dukał przed komisją śledczą. Pytałem, kto to zacz, który kompletnie nie nadaje się do czegokolwiek. Nie dlatego, że niekumatego udawał przed komisją. O, nie!

A dzisiaj ten ktoś jest prokuratorem krajowym. Jakie więc możemy mieć organa oskarżania, ścigania? Jakby tego było mało, żona Święczkowskiego została prezesem Sądu Rejonowego w Sosnowcu. PiS-owi nawet brakuje partyjnych kadr, sięgają po rodziny.

…”nie matura, a chęć szczera…” PiS zamienia na: „nie matura, a rodzina”…

Komusze „nie matura, a chęć szczera…” PiS zamienia na: „nie matura, a rodzina”. Ten nepotyzm nie jest przypadkowy. Polska po cudzie 25 lat „normalnieje”. Obsuwa się na margines cywilizacji, a demokracja jest przeszkodą, jest zbędna, bo trzeba w niej szanować kogoś o innych poglądach. Procedury zaś przeszkadzają „racji po naszej stronie”.

Królik polityczny 🤣🤩

PiS i Kukiz ’15 w symbiozie PiKuS-ia

Nie pojmuję, dlaczego Jarosław Kaczyński godzi się na terminologię dotyczącą jego ugrupowania w parlamencie – Zjednoczona Prawica? Z iloma procentami PiS się zjednoczył? Ile procent przyniósł Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin? Ten pierwszy ze dwa, a Gowin podejrzewam, że nawet jednego procenta nie dorzucił.

W tym zjednoczeniu widzę fałsz. Jest zjednoczenie, lecz nie z podmiotami wyżej wymienionymi. Na razie istnieje zjednoczenie nienazwane, acz realne, mianowicie PiS z ugrupowaniem Kukiz ’15. O! – i to jest zjednoczona prawica, której nazwę można odczytać z dwóch dodanych do siebie członów PiS i Kukiz, a dające nomenklaturę – PiKuS. PiS w ten sposób wchłania 10 procent Kukiza.

Do takiego zjednoczenia może dojść jeszcze przed wyborami samorządowymi, bo część posłów Kukiza oznajmiło, iż w opozycji do kandydatury PO na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, PiS i Kukiz powinni wystawić wspólnego kandydata Jakiego bądź Karczewskiego.

PiKuŚ – tak dla zgrabności nazwijmy owo zjednoczenie – jest realne. I mają prawo sądzić, że dla nich wszystko będzie pikusiem. Taka forma myślenia, nie tylko politycznego. Opozycja – pikuś, sądownictwo – pikuś, media – pikuś.

Dla PiKuS-ia wszystko jest pikusiem, wszystko przegłosują, a nawet może się zdarzyć, że sondaże pokażą, że Trzaskowski już w pierwszej turze głosowania weźmie więcej niż 50 procent plus jeden głos. Co wówczas może w Sejmie zrobić PiKuŚ? Ano, nie dopuścić do wyborów samorządowych, bo dla nich głosowanie w Sejmie będzie pikusiem.

Dla PiKuS-ia wszystko jest pikusiem, wszystko przegłosują…

Ba, już moralność mamy pikusiową. Moralność to pikuś. Oto w TVP będą prowadzone przez Krzysztofa Ziemca szkolenia z… etyki dziennikarskiej. Jaka to etyka może być? Tylko pikusiowa. Etyka to pikuś. Będzie to zatem moralność dobrej zmiany taka sama, jaka była poprzednio – tylko jeszcze lepsza i przede wszystkim na odwrót. Taki pikuś.

Inne zdarzenia z ostatnich dni to także powstanie polityki zagranicznej pikusiowej. Pojechał Witold Waszczykowski na Ukrainę i otworzył kolejny front walki z sąsiadami. Bo dla pisowskiej Polski nasi sojusznicy to pikuś. Polska jest wielkością samą w sobie, reszta to pikuś. Waszczykowski znajduje się na wszelkich możliwych frontach. Jest pisowską twarzą na salonach dyplomatycznych, jest frontmanem PiKuS-ia.

Polska to będzie pikuś, a załatwienie na amen demokracji także pikuś. Taką mamy symbiozę w kraju PiKuS-ia, wszystko im lata (Lotto), bo mogą przegłosować wszystko.

Krystyna Janda cytuje na FB Wiktora Zborowskiego ✌️

Trąd w Pałacu Prezydenckim

Andrzej Duda jest prekursorem w historii chrześcijaństwa i historii Polski. Najpierw jako pierwszy złamał Konstytucję RP i to wielokroć. A teraz na oczach zdumionej publiki złamał tajemnicę spowiedzi.

Spowiedź – jako prefreudowski akt dobrowolnego przyznania się do win – spełniała jeden zasadniczy cel: podporządkowania owieczek pasterzom. Na niektóre nakładane były ciężkie kary pokuty, ale tylko za ciężkie grzechy. W Średniowieczu jak ktoś się samobiczował, to można było założyć, że dokonał ciężkiego przewinienia.

Spowiednik jednak milczał na temat przestępstwa, choć mógł się uśmiechać pod nosem. Przy czym kler był na usługach władcy, sojusz ołtarza i tronu był nierównoważną kohabitacją. Wiara służyła władcy tym, iż go namaszczała do końca jego dni, kadencja bowiem kończyła się wraz z zejściem.

Rewolucja Francuska ten duumwirat władzy twardej i miękkiej (realnej i jakoby duchowej) odesłała do lamusa. Kadencyjność do końca życia zastąpiona została wybieraniem na określony czas. Nazywamy to demokracją, bo kler nie namaszczał już jednego wybranego, ale wskazywało społeczeństwo, cały naród poprzez akt wyboru – namaszczania przy urnie wyborczej.

Klerem stali się wszyscy, którzy mieli prawa wyborcze. Od tego czasu mamy nowoczesność, a miniony czas nazywamy skamieliną, Średniowieczem, historią, skansenem – ancien régime’m (stare czasy). Reżim został wydalony z demokracji.

Tak postąpiono na całym „bożym” świecie, także i w Polsce, ale że należymy do nacji dziwnych i nienowoczesnych, obraliśmy powrót do ancien régime’u.

Oto Andrzej Duda spotyka się z władcą imperium medialnego o. Tadeuszem Rydzykiem i jeszcze jednym gościem w sutannie – i na oczach i uszach wszystkich składa hołd i publicznie spowiada się z przewin politycznych, kaja się. Udziela jakoby wywiadu, co jest bzdurą, bo wywiad przeprowadza dziennikarz niezależnych mediów, a nie faceci w habitach.

Duda podczas hołdu najpierw oddał „co boskie Bogu”. Wróć: oddał „co rydzykowate Rydzykowi”. Zapewnił, że dzień święty – niedziela ma być wolna od pracy, czyli owieczki mają uprawiać wartości rodzinne, a nie latać po supermarketach i czuć się wolnymi. Mają zaiwaniać do Kościoła i wspierać funkcjonariuszy wiary w ich posłudze mniemanemu Bogu, który trzeba nazwać niebytem, bo nikt nie ma z nim kontaktu fizycznego.

Duda oddał Rydzykowi inną nieswoją wolność – wolność kobiet decydowania o swojej macicy – zapewnił, iż jest zwolennikiem zakazu całkowitego aborcji, przepisy dotyczące aborcji eugenicznej muszą być bardziej restrykcyjne.

Duda nie zdążył przejść do swoich win politycznych, gdy Rydzyk wtrącił swoje trzy grosze. Mianowicie owieczka Jarosław Gowin, zajmując się reformą szkolnictwa wyższego, niezbyt sowicie wspomaga uczelnię redemptorysty w Toruniu. Gowin to pewnie usłyszał i poprawi się.

Ponarzekał Duda na rząd, czytaj: na Jarosława Kaczyńskiego, w kwestii reformy sądownictwa. Oni chcą niezależność sądownictwa wziąć dla siebie, a Duda też chciałby mieć kawałek tej niezależności na własność.

W każdym razie po raz pierwszy na świecie mieliśmy do czynienia ze spektaklem złamania tajemnicy spowiedzi. Coś takiego jest nie do pomyślenia w żadnym kraju, aby władza kajała się przed klerem. Ktoś powie, że w Średniowieczu nie było telewizji, to nie wiemy, czy Władysław Jagiełło przed prymasem nie usprawiedliwiałby się z zabicia Krzyżaka Ulryka von Jungingena.

Oczywiście, żartuję. Kler w historii Polski nigdy nie panoszył się, jak dzisiaj. W ogóle ani w Europie, ani na świecie nie jest tak widoczny w życiu publicznym. Jest sprowadzony do wymiarów, na które zasługuje konfesja, do prywatności, to ma być kontakt z drugim wierzącym człowiekiem, a nie kontakt z rządzącymi (wyjąwszy kilka krajów muzułmańskich).

Obskurantyzm Dudy jest porażający i to porażenie zostanie za pomocą prawa przerzucone na cały naród. Porażenie zakłamaniem, dewocją, nienowoczesnością, sojuszem Rydzyka z rządzącym PiS. Nazwa tego spektaklu sama się nasuwa poprzez odwołanie do sztuki Ugo Bettiego – „Trąd w Pałacu Prezydenckim”.

Śmierć w areszcie śledczym

Śmierć Agnieszki Pysz w areszcie śledczym na warszawskim Grochowie obciąża wysokich urzędników obecnego rządu: Patryka Jakiego i Zbigniewa Ziobra. Takie są standardy. Gdy w styczniu 2009 roku samobójstwo w więzieniu popełnił skazany w sprawie Olewnika, ówczesny minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski podał się do dymisji. Zresztą domagał się tego będący w opozycji Ziobro.

Dzisiaj już nie ma takich standardów. Igor Stachowiak został zabity paralizatorem na komisariacie we Wrocławiu, co skutkowało w stosunku do Mariusza Błaszczaka tym, że wyszedł do mikrofonu i wypowiedział wyuczoną formułkę o totalnej opozycji, bo jakiś policjant zaczął pracę w czasach poprzedniego rządu. A może paralizatory zostały kupione, gdy totalna opozycja była koalicją rządową?

Taki jest standard odpowiedzialności PiS – totalne nieudacznictwo. Agnieszka Pysz była badana w Warszawie, a następnie we Wrocławiu, gdzie zalecono wykonanie konkretnych czynności. Jednak tego nie zrobiono, Pysz zmarła.

Jej śmierć byłaby zamieciona pod dywan, tak jak śmierć Stachowiaka, gdyby nie niezależne media i Rzecznik Praw Obywatelskich. Jest totalnym standardem PiS w każdym wątpliwym przypadku, że giną dowody, w tym wypadku nie zabezpieczono nagrań z monitoringu w areszcie.

Onet opublikował reportaż o tej śmierci. „Umierała przez tydzień na oczach kilkudziesięciu osób. Chudła, nie oddawała moczu i przestała wstawać z łóżka. Lekarz mówił, że udawała. Aż w końcu Agnieszka padła z wycieńczenia” – pisał Janusz Schwertner.

Tytuł publikacji jest oskarżający: „Agnieszka. Śmierć monitorowana”. Dzisiaj totalny blokers Jaki podczas sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka twierdził, że aresztowana cierpiała na trudną do wykrycia chorobę.

Agnieszka wyła w stanie agonalnym przez tydzień na oczach kilkudziesięciu osób, a ten utrzymuje, że to była „trudna do wykrycia choroba”. Jaki to trudny przypadek totalnej pokraczności.

JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE PRZEZ TYLE LAT NIKT MU NIE WYTŁUMACZYŁ???

Przepowiednia Churchilla

Wydaje się, że jedynym krajem sąsiednim, z którym mamy dobre stosunki, jest Białoruś.

Polscy politycy mają problem z polityczną arytmetyką, dlatego nasz kraj jest taki, jaki jest. Z pretensjami i martyrologią jako wzorcem dla młodzieży. Jarosławowi Kaczyńskiemu mogę się nie dziwić, jest wyizolowany, nawet życia rodzinnego nie ma. Świata nie poznał, a władza wpadła mu w ręce psim swędem.

Kaczyński usiłuje samego siebie i Polskę zbudować za pomocą powstania z kolan. Dosztukować chce wyimaginowaną wielkość uszczknięciem od innych. Od Niemców np. żąda reparacji za II wojnę światową. A przecież Polska od Unii Europejskiej dostała więcej niż wynosił plan Marshalla. W tym najnowocześniejszym organizmie cywilizacyjnym zostaliśmy liczącym się państwem europejskim. Po dwóch latach rządów PiS pozycja Polski została jednak zaprzepaszczona i znajdujemy się z powrotem w sytuacji RWPG i to uszczuplonym, bo jedynym krajem sąsiednim, z którym mamy dobre stosunki, jest Białoruś.

Reparacje wojenne są oczywistą złudą, na co wskazuje ekspertyza, której nie ujawniło Biuro Analiz Sejmowych. Jej autorem jest prof. dr. hab. Cezary Mik. Wydał podobną opinię w 2004 roku i pisze w niej  o deklaracji rządu PRL  w sprawie zrzeczenia się odszkodowań wojennych z 1953 roku:„Zakwestionowanie oświadczeń Rady Ministrów PRL mogłoby być jedynie rezultatem podważenia legalności całego porządku społeczno-polityczno-prawnego, jaki zaistniał po 1947 r. (…). Należałoby się jednak wówczas liczyć z (…) podważeniem granic Państwa (…). Właściwie czynnik polskie potwierdzały moc obowiązującą z 1953 r. tak w okresie PRL (1970 r.), jak też po zmianach ustrojowych”.

A więc mówimy o możliwości zakwestionowania 1/3 ziem polskich – Ziem Zachodnich oraz Warmii i Mazur, o których to w Jałcie w 1945 roku Winston Churchill powiedział: – „Będzie źle, jeśli nakarmimy polską gęś taką ilością niemieckiego jedzenia, że zdechnie na niestrawność”. Wystarczy podmienić drób – gęś na kaczkę – i ogłosić Churchilla Nostradamusem, który przewidział polską kaczkę, która będzie się dławić nazbyt wielką… władzą.

No i właśnie zaczynamy cierpieć z tego powodu na niestrawność. Cierpi Konstytucja, cierpi niezależność sądownictwa, a niedługo będą też miały problemy wolne media. Po co komu taki chory człowiek Europy?

Zestawmy tę cierpiącą Polskę z raportem opublikowanym przez niemiecki „Der Spiegel” (właśnie ujawniony), sporządzony dla Bundeswehry, który dotyczy największych zagrożeń dla Unii Europejskiej. Raport nosi tytuł „Strategiczna Perspektywa 2014”. Według niego, dwoma największymi zagrożeniami dla wspólnoty europejskiej są polityka krajów, które pójdą drogą Brexitu oraz agresywne działania Rosji, co może doprowadzić do wzrostów nacjonalizmów. Skutkiem mogłoby być zerwanie międzynarodowych porozumień oraz współpracy. Aby jednak do tego nie doszło, trzeba utrzymać dotychczasowy rozwój ekonomiczny wspólnoty poprzez ściślejszą integrację.

Jeżeli doszłoby do rozpadu UE, „polityka Kaczyńskiego” – cytuję Waldemara Kuczyńskiego –„prowadzi do niemal pewnej utraty niepodległości w razie znalezienia się w takiej burzy”.

LIS MA RACJĘ. KABARET 🙂

>>>

>>>

>>>

Reklamy

Jak na skróty szła 😂😂😂

Aż cztery zaległe teksty Waldemar Mystkowskiego.

Toksyczne rodziny w polityce: PiS i opozycja

Jarosław Kaczyński mocno przeżył piątkowe spotkanie z Andrzejem Dudą. Nie dość udało mu się upokorzyć prezydenta, ten co prawda stanął w drzwiach Belwederu i powitał go – wbrew protokołowi – ale nie przystał na blitzkrieg w sprawie sądów. Prędzej czy później Duda za to zapłaci, najpierw jednak Polska, którą czeka i tak zależność sądów od PiS.

Kaczyński naprędce sklecił konferencję prasową Zjednoczonej Prawicy, aby potwierdzić, że jest zjednoczona. Ci którzy o tym nie wiedzieli, pewnie zrobili buzię w ciup: wow. Dwie podprogowe treści jednak poszły w ciemny lud. Mianowicie jeden ze stronników Dudy, Jarosław Gowin stanął obok drugiego – ale nie stronnika – Zbigniewa Ziobry, bo ten ostatni to wróg Dudy jeszcze większy niż prezes.

Acz prezes nazywa ten zestaw stronniczy rodziną. Zaiste toksyczna to rodzina, a prawica jest jak małżeństwo wg dogmatu katolickiego; „Co prezes złączy, tego niech żaden Duda nie rozdziela”.

Prezes u Dudy był powiedzieć, że mamy kryzys, a Duda poprawił go, że to mały spór w rodzinie. W toksycznej rodzinie żona zwykle bagatelizuje siniak pod okiem, albo jak w przypadku przeze mnie zasłyszanym w pociągu, gdy wdowa wspominała zmarłego męża i nie mogła się nachwalić koleżance, jaki to był dobry chłop. Przyjaciółka jej przypomniała, że po pijaku ciągał ją za włosy po podwórku, ta nie dała się zbić z pantałyku i odrzekła: – A ile było tego podwórka? Phi.

Ciąga Kaczyński Dudę po tym belwederskim podwórku, a ten zachwala reformę sądów prezesa. Konferencja prasowa zjednoczonej prawicy nie przykryła jednak konwencji Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Na tej pierwszej Grzegorzowi Schetynie chyba udało się przeformatować dość nieszczęśliwą zbitkę totalnej opozycji na totalną propozycję. Teraz należy dotrzeć do wyborców z hasłami dotyczącymi zlikwidowania urzędów wojewódzkich, które zwłaszcza dzisiaj są we wrogiej kohabitacji z urzędami marszałkowskimi. Inne punkty programu PO są nowatorskie i sytuują władzę bliżej ludzi, a często tę władzę oddają wyborcom.

Przedstawiony program Platformy należy przekuć na proste hasła, które zaczną docierać do Polaków. To zależy od opozycji, nie można liczyć jednak na to, że PiS się przewróci. Kaczyński ze swymi akolitami ciągle zalicza glebę, lecz sondaże są niewzruszone, a nawet im zwyżkują.

Rozpoczynająca się kampania samorządowa jest dobrym momentem, aby opozycja odwróciła niekorzystne tendencje. Sondaże wskazują na premię dla opozycji od wyborców, gdy ich kandydaci wystartują ze wspólnych list, wówczas nie tylko twardy elektorat partyjny zagłosuje, ale także obojętni, zniechęceni do kłótni. Psychologia jest niedoceniana przez polityków. Opozycja jednak musi uciekać od syndromu politycznej rodziny, bo jest ona zawsze toksyczna.

„prawo” i „sprawiedliwość” BRAK SŁÓW

Orwellowska organizacja Reduta Dobrego Imienia

Reduta Dobrego Imienia (RDI) w nazwie ma już zmyłkę, jak Ministerstwo Prawdy Orwella. Czyż zakłamanie, amoralność są dobrym imieniem?

Włoski dziennikarz Gian Antonio Stella napisał w „Corriere della Sera” artykuł krytyczny o Polsce. O dzisiejszej Polsce pisowskiej i o tym, że nie potrafimy zmierzyć się z własną historią. Stella napisał krytycznie o „Różańcu do granic”, którego wymowa była antychrześcijańska, o nieumiejętności zmierzenia się z problemem uchodźców, którzy są inni od nas, są więc wyzwaniem społecznym, niewielkim politycznym, to kolejne tchórzostwo obecnych władz.

Redutę Dobrego Imienia, także ambasadę RP w Rzymie, oburzył passus: – „Powitanie kogoś, kto jest taki sam, jest łatwe. Dużo trudniejsze, jeśli jest inny. (…) Polacy nigdy nie powinni zapominać o swojej osobistej odpowiedzialności (personali responsabilita) za Holocaust. Nie tylko wspólnej z Niemcami, ale nawet „po” [cyt. za: oko.press].

No i na naszych tzw. patriotów (tak zwani patrioci piszę, bo to w istocie szowiniści) podziałało to jak płachta na byka. O ile ambasada w Rzymie oburzyła się i odpowiedziała listem na artykuł, to nie popełniła w nim błędu merytorycznego, ale Reduta specjalizuje się w manipulacjach i fałszu.
RDI w swoim stylu zaczęła nie na temat. Od tego, że w Polsce nie było rządu kolaboracyjnego. Stella o tym nie pisał. Stella też nie pisał, że państwo polskie (wówczas podziemne) uczestniczyło w Holocauście. Nie! Konkretni Polacy pomagali Niemcom i sami tworzyli fakty Holocaustu.

Przed wojną i w jej trakcie w polskim społeczeństwie silny był antysemityzm zbudowany przez polityków, w którym miał duży udział Kościół katolicki, zaznaczmy: nie cały. Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło w kilkudziesięciu innych miejscowościach. Szmalcowników – czyli informatorów za korzyści materialne – było dużo więcej niż tych, którzy pomagali Żydom, a bezinteresownie pomagających była garstka, to oni otrzymują dzisiaj tytuły Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło tam, gdzie politycznie najsilniejsza była endecja. To ten grunt polityczny pchał ciemny lud do krwawych czynów. Niemcy chwalili polskich szmalcowników, bo nie wykazaliby się „sukcesem” w odnajdywaniu ukrywających się Żydów.

Podobnie zachowywała się część rodaków po wojnie, czego ewidentnym przykładem jest pogrom kielecki w 1946 roku, w którym zginęło 37 Żydów. Pojedynczych przykładów mordów tuż po wojnie jest dużo.
Czy dzisiejsza niechęć do uchodźców jest podobna do antysemityzmu? Tak! To ta sama niechęć – wręcz nienawiść – do innych. W literaturze inny pisze się Inny. Nie bądźmy więc zdziwieni, że PiS na wszelkie sposoby źle wyraża się o uchodźcach, a zaprzeczenie o antysemityzmie i udziale Polaków w Holocauście zostawia takim organizacjom, jak Reduta.

Za pomocą takich Redut Dobrego Imienia fundują nam Polskę na fundamencie fałszu. Polskę zakłamaną tchórzliwą, amoralną. Dlatego tacy ludzie bez talentu, grafomani jak Świrski, szef tej orwellowskiej organizacji, są na tapecie. Polska jako szczurowisko – wówczas, gdy dochodziło do pogromów na Żydach i dzisiaj.

Mój ród pochodzi z tych terenów, gdzie jest Jedwabne, sporo opowiadano u nas o tych faktach, o tym zakłamaniu. A teraz wraca fałsz i ma się coraz świetniej.

Dla odwrócenia uwagi od konwencji programowej PO, wystąpiło trzech terrorów mówiąc że, tak naprawdę nie mają nic istotnego do powiedzenia.

Strategie rolowania przez PiS, lekarzy rezydentów też

PiS ma pomysł, jak wyrolować protestujących lekarzy rezydentów, co nie jest żadną nowością, bo ta partia stosuje strategie rolowania od początku swoich rządów. Taką strategią jest przepychanie przez Sejm tzw. projektów poselskich, a nie rządowych – te ostatnie wymagają konsultacji społecznych i środowiskowych. Jeżeli na czymś szczególnie PiS zależy, stosuje przyspieszone logistycznie procedowania, np. nocne głosowania w komisjach poselskich i w trakcie sesji sejmowych. Są nawet nadzwyczajne procedowania, gdy zawęża się liczbę posłów do swoich, byle było kworum i oddzielają się od świata w Sali Kolumnowej. Już to przecież też przerabialiśmy.

Inne rolowanie rozpisywane jest na głosy instytucjonalne. Zastosowane zostało przy ustawach sądowych, gdy odbywały się protesty w całym kraju („Łańcuchy światła”) i rzeczywiście zostały wygaszone przez dwa weta prezydenta, choć protestujący domagali się trzech. Wyciszenie niezgody i gniewu społecznego wymaga czasu. I tak się dzieje. Andrzej Duda przedstawił swoje projekty, które nie są spełnieniem żądań społeczeństwa obywatelskiego, a do tego toczy rozmowy z osobą najważniejsza dla partii rządzącej. Rozmowy się toczą, a gniew społeczny już został rozładowany, para bowiem poszła w gwizdek. Więc tak czy siak – sądownictwo straci niezależność, stanie się partyjne, a nam zostanie oskoma: och, kiedyś to była demokracja.

W tej chwili mamy do czynienia z rolowaniem lekarzy rezydentów, a tak naprawdę z rolowaniem nas ze zdrowia, bo to dotyczy już całej służby zdrowia. Rolowanie ze zdrowia Polaków, czyli wpychanie w chorobę, a w istocie skłanianie do grobu – wcale nie przesadzam: śmiertelność rok do roku wzrosła bagatela o 7 proc. – rozpoczęło się już dawno. Lekarze rezydenci są kroplą, która przelała czarę goryczy, przekroczono masę krytyczną, która zachwiała stabilnością systemu ochrony zdrowia.

Rozwalanie służby zdrowia trwa od początków rządów PiS. To nie tylko ta osławiona sieć szpitali, która ma być finansowo podłączona do budżetu państwa, ale reorganizacja w ośrodkach zdrowia i szpitalnictwie, zaś przede wszystkim wymiana kadr kierowniczo-menadżerskich. To ostatnie jest najboleśniejsze, trudne publicystycznie do wyartykułowania i podania opinii publicznej. W służbie zdrowia na kierowniczych stanowiskach mamy nawał pisowskich Misiewiczów.

To rozwala system ochrony zdrowia narodu. Dziwne, że dziennikarze tego nie opisują, czyżby tak mało było specjalistów w tym temacie, a może są jeszcze młodzi i nie zaznali udręki związanej z leczeniem.

W służbie zdrowia jest tak samo, jak z Beatą Szydło, która ogłasza zwycięstwo 1:27. Na razie 7 proc. Polaków więcej umiera, a będzie nas jeszcze więcej w grobach, gdzie tak trudno przyjdzie się policzyć w protestach. PiS jest partią wyjątkowo pokraczną, czego się nie dotkną, kończą katastrofą. Trafili jednak na koniunkturę światową i państwo w dobrym stanie po poprzednikach, ale to się kończy. To my zostaniemy na ruinach popisowskich, jeżeli przeżyjemy PiS.

Lekarzy rezydentów chcą teraz wyrolować metodą kooptacji obcych. Rząd zamierza uprościć przepisy zatrudnienia w zawodach medycznych i zatrudnić lekarzy spoza Unii Europejskiej, tj. z Ukrainy. Tacy lekarze nie musieliby nostryfikować dyplomów, lecz byliby przywiązani do miejsca pracy, czyli byliby lekarzami pańszczyźnianymi. Oczywiście, pomysł jest taki, aby nie podnosić płacy lekarzom rezydentom.

Akurat jest on strzałem w płot, acz ma zastraszać protestujących lekarzy. Ukraińscy lekarze zarabiają wcale nie gorzej u siebie – bo ten zawód tam zawsze był ceniony – a też nie będą chcieli zostać niewolnikami, bo byliby przypisani do jednego miejsca pracy, nie mogliby zmienić miejsca zatrudnienia, uniemożliwiłoby im to brak nostryfikacji.

Pomijam kwestię, iż Unia Europejska zakwestionowałaby ten tryb pozyskiwania kadr medycznych, bo jesteśmy w jednym systemie zdrowia unijnego, jak zakwestionowała wycinanie Puszczy Białowieskiej.

PiS próbuje nas rolować i niestety udaje im się połowicznie. Polska pokracznieje jak partia Kaczyńskiego, partnerem i demokratą dla PiS jest prezydent Turcji Erdogan. I w tym kierunku zmierza rolowanie PiS, rolowanie nas z wolności obywatelskich, a nawet z życia, acz zmarłym wsio rawno, bo im w wieczności to wisi.

PIĘKNE OKREŚLENIE SŁÓW BŁASZCZAKA. „CO ZA NĘDZA”

Szydło przed wyjazdem do Brukseli gra w „Uchu prezesa”

Beata Szydło ma problem psychologiczny, który ma się do jej wiedzy przedmiotowej. Tym problemem jest syndrom wcześniej u niej zaobserwowany, a w jej partii zdefiniowany dawno temu. Sukcesem jest przegrać 1:27. W psychologii jest to odwrócenie kota ogonem, tabeli do góry nogami.

Ten syndrom brzmi: jesteś pierwszym, gdy postawisz wszystko na glowie. Na głowie jest postawiona władza PiS. Wszak prezes powiedział, że białe nie jest białe („Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”).

Odwrócenie na głowie ma się z braku wiedzy i braków profesjonalizmu. Prezes Kaczyński jest w tym klasykiem, myli Zbigniewa Herberta z Janem Twardowskim (a on zawsze chce zaimponować wiedzą tajemną), tych pomyłek rzeczowych u niego wystepuje więcej i więcej. Zaś Szydło nawet nie wiedziała, od kiedy Polska jest członkiem Unii Europejskiej, pomylić się o 12 lat to jak przegrać wszystko w teleturnieju..

I Szydło jedzie na szczyt UE w Brukseli, aby wszystko przegrać. W kraju przed wyjazdem robi takiego psychicznego klocka. Wypowiedziała „myśl”: „Oczekuję równego udziału krajów UE w debatach o reformach”.

Co to zdanie ma znaczyć? Tak wypowiada się osoba zakompleksiona, reprezentująca kraj zakompleksiały, w imieniu którego przegrywa 1:27. Tak wypowiada się polityk, w którego władza w kraju ma problem ze standardami demokratycnzymi i wolnościowymi.

Tak wypowiada się… Co napisawszy żachnąłem się, bo przeciez taki mamy problem z obecną władzą. Szydło jest pionkiem w rękach prezesa i zobaczywszy mikrofone wypowiada zacytowaną przeze mnie tę”myśl” i inne godne satyrycznego sztambucha.

Piszę „myśl” w cudzysłowie, bo po Szydło zostanie cydzysłów. Premier? Nie! „Premier”. Szydło jeszcze nie wyjechała, a już mówi tekstem z „Ucha prezesa”, w Brukseli nie będzie prezesa, za to będzie sitcom „Ucha…” z jej udziałem.

Tacy politycy – „politycy” też powinno być w cudzysłowie – zdegradowali Polskę, zrobili krajem peryferyjnym. W ciągu dwóch lat zniszczyli to, co budowano z takim mozołem po 1989 roku. Mogę tylko współczuć Donaldowi Tuskowi, który z Polaków wspiął sie najwyżej w politycznej historii, współczuć, że będzie miał naprzeciw (koło siebie – jakkolwiek) tak nijaką osobę, jak Szydło, która ma problemy psychologiczne (nie potrafi się wyrazić), ma problemy przedmiotowe (nie ma wiedzy).

W wyniku reform w Unii Europejskiej – gdy dłużej Polską będą rządzić pacynki Kaczyńskiego – Polska nie tylko zostanie zdegradowana, ale potraktowana, jak chory człowiek Europy, nie stosujący się do obowiązuyjących na Zachodzie standardów i pozbawiający swoich obywateli wolności.

Polska zostanie wykluczona. Tak jak PRL byl wykluczony cywilizacyjnie. I zostanie nam jakiś sojusz w czworkącie: Mińsk, Ankara, Budapeszt- Warszawa. Czworokąt bermudzki.

ŚWIĘTE SŁOWA DO CAŁEJ OPOZYCJI Zachowajcie je i przypominajmy o nich politykom. Bez końca. Aż zrozumieją.

>>>

>>>

CZAS SIĘ OBUDZIĆ. POTEM BĘDZIE JUŻ ZA PÓŹNO…

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Gra w bambuko Dudy i Kaczyńskiego

Pod stołem zachodzi handelek – ty mi dasz sądy, to ja ci dam dyplomację…

Konstytucja opisuje jak winien być regulowany proces stanowienia prawa w Polsce. Ma być on przejrzysty, poddany rygorom sprawnego uchwalania prawa (konsultacje społeczne i trzy czytania w Sejmie oraz rekomendacje w komisjach), co ma prowadzić do sprawnie funkcjonującego państwa.
Polska nigdy nie była szczególnie w tej kwestii cywilizowana. Nasza bylejakość za granicą uzyskała pejoratywne określenia. Ostatnio jednak odchodziliśmy od tego schematu „Polaczka”, zaczęliśmy się dobrze kojarzyć. Na schematy pracują pokolenia i po 1989 roku wydawało się, że wreszcie solidnie odwróciliśmy złe skojarzenia z Polską w ekspresowym tempie.

Niestety, dorwała się do władzy partia katastrofy. Pożegnaliśmy się ze statusem państwa przewidywalnego, a zatem i jako nacja tak jesteśmy postrzegani. Odżył schemat Polski jako chorego człowieka Europy. Nie tylko wśród elit politycznych zostaliśmy odesłani do oślej ławki, do podrzędnego stolika, ale także wśród zwykłych ludzi. Opinia o Polsce poleciała na pysk, że posłużę się metaforą prezesa Kaczyńskiego – „na mordę zdradziecką”.

Przez wieki chwaliliśmy się Konstytucją 3 Maja, która miała nas czynić świadomych prawa i nowoczesnych. Od dwóch lat coraz bardziej zbliżamy się do zapomnianego na Zachodzie ustroju republiki bananowej, w której nie obowiązuje prawo ani Konstytucja, tylko jej interpretacja rządzących, a w zasadzie wola jednego człowieka.

Przechodzimy transformację od demokracji do republiki bananowej, nazywanej też satrapią, dyktaturą etc. Oto przejrzyste stanowienie prawa przez Andrzeja Dudę polega na tym, że trzy razy podjął u siebie prezesa Kaczyńskiego, który ma inny pogląd niż on na temat, jak odebrać niezależność sądom, aby stały się zależne od partii albo od niego. Odbywa się to poza naszymi oczami, a to dlatego, że pod stołem zachodzi handelek – ty mi dasz sądy, to ja ci dam dyplomację itd.

„Transparentność” PiS polega w tej kwestii na tym, że Duda dostał na swoje biurko poprawki partii, które ma on wnieść do swojego projektu ustaw albo nie wnieść – i które stałyby się po zaakceptowaniu autopoprawkami. A wiedzy o tych poprawkach nie mają nawet politycy PiS, bo w tajemnicy pisał je przed wszystkimi prezes Kaczyński.

Jaki będzie rezultat, czy dojdzie do następnych spotkań w cztery oczy Dudy z Kaczyńskim, jest dla nas nieistotne. Mamy do czynienia ze zmienionym sposobem łamania Konstytucji przez Dudę i prezesa partii, która ma większość w parlamencie.

To, co ma być transparentne, jest utajnione, a jednym z tych powodów jest, aby rozbroić niezgodę i protesty społeczeństwa obywatelskiego. W tej chwili demokraci nie wiedzą, kiedy demonstrować, ani przeciw komu, ani jakie konkretne treści niekonstytucyjne oprotestować. Grę w bambuko Duda i Kaczyński mają coraz lepiej opanowaną.

PRZED NAMI KOLEJNY DZIEŃ GŁODÓWKI LEKARZY, DZIEŃ W PAŃSTWIE PiS

Waszczykowski w Londynie w pełnej krasie dyplomatołectwa

Szef MSZ chciał umniejszyć Tuska – tę małość w rodakach dawniej nazywano zaprzaństwem.

Witolda Waszczykowskiego wraz z Antonim Macierewiczem poniosło do Londynu. Ktoś może roztropnie zapytać: po co? Wcale nie jest to gołosłowne pytanie, bo Waszczykowski gdziekolwiek będąc, przynosi więcej szkody niż pożytku. Gdyby nic nie robił, nic by się nie stało, a jak przystępuje do pracy dyplomatycznej, mamy do czynienia ze skutkami opłakanymi, ze szkodami.

Władysław Bartoszewski ukuł określenie dyplomatołek na reprezentowanie za granicą naszych interesów przez ludzi takiego pokroju, jak Waszczykowski. Wtedy w 2007 roku chodziło o zapomnianą już Annę Fotygę. Waszczykowski wówczas był wiceszefem dyplomacji, ale już był czymś więcej niż wicedyplomatołkiem.

Ile gaf właściwych matołectwu popełnił Waszczykowski, nikt tego nie zliczy. Nie inaczej w Londynie. Cel wizyty to zagwarantowanie przyszłego polsko-brytyjskiego partnerstwa w dziedzinie bezpieczeństwa po planowanym wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, acz dużo się mówi, że do Brexitu może nie dojść. Istnieją prawne możliwości, wiele jak zwykle zależy od opinii publicznej, czyli elektoratu, któremu zaczyna się w tej kwestii odwracać.

Wiemy więc, co mieli załatwić polscy politycy, a co rzeczywiście załatwiono, możemy się tylko domyślać, gdyż politycy PiS informację traktują jako dezinformację. Zwłaszcza partner Waszczykowskiego w wyprawie londyńskiej – Macierewicz.

Ale to Waszczykowski znowu dał znać, że słusznie należy mu się tytuł dyplomatołka, bo ni z gruszki, ni z pietruszki, przypomniał sobie sławną szarżę po zwycięstwo moralne, które skutkowało historycznym już wynikiem 1:27. Waszczykowski był łaskaw w Londynie (ponoć PiS nie wynosi sporów na zewnątrz; ha, ha, ha) wyrazić się: – „Donald Tusk stał się liderem polskiej opozycji. Był jednym z być może organizatorów, ale na pewno uczestników nieudanego puczu, który kilka miesięcy temu chciano w Polsce przeprowadzić przeciw polskiemu parlamentowi”.

Jak na dyplomatołka przystało, Waszczykowski nie ma pojęcia, co pucz oznacza. Usprawiedliwieniem może być to, że nie miał ze sobą laptopa i nie mógł tego dowiedzieć się z Wikipedii. Jak jednak odczytywać następne słowa o szefie Rady Europejskiej: – „Tusk nie pomaga w realizacji żadnego polskiego interesu ani w Unii, ani poza Unią”?.

Nie chcę się znęcać nad Waszczykowskim, bo on sam nad sobą się znęca, acz znęca się nad polskim interesem. I tego nie można mu wybaczyć. Należałoby wzmocnić dzisiaj pojęcie dyplomatołectwa, politycy PiS przekraczają kolejne granice. Ośmieszają kraj na zewnątrz, Waszczykowski ma duży wpływ na odświeżenie pejoratywnego określenia: „Polaczek”.

Dlaczego Waszczykowski chciał umniejszyć Tuska w Londynie, który odpowiada za unijne rozmowy z Londynem w sprawie Brexitu? Tę małość w rodakach dawniej nazywano zaprzaństwem. Ale to nie uratuje Waszczykowskiego, obrazek z opluciem Tuska adresowany jest do prezesa Kaczyńskiego, który właśnie przeprowadza handel z Dudą, aby oddać resort spraw zagranicznych jego ludziom, a konkretnie Krzysztofowi Szczerskiemu.

STANDARDY WEDŁUG PiS

>>>

CAŁY INTERNET WSPIERA GŁODUJĄCYCH MEDYKÓW. Szacunek dla lekarzy! Wstyd dla władzy.

Dwa kolejne zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Duda przywłaszcza pępowinę Piłsudskiego

W wigilię Mikołajek Andrzej Duda chce, aby marszałek Sejmu zwołał Zgromadzenie Narodowe, bo prezydent ma zamiar walnąć swoją retoryką w przedstawicieli narodu, a przy okazji poczęstować nas swą napuszoną mową. Czym na to zasłużyliśmy? 150 lat temu wychynął na ten padół łez Józef Piłsudski, z którym niemal każdy polski polityk czuje jakąś patriotyczną więź.

Zamysł Dudy jest przemyślny i bardzo polityczny. Po 150 latach chce sobie przywłaszczyć pępowinę Naczelnika Państwa. On ci stanął na czele Niepodległości 1918 roku, on utworzył warunki do powstania konstytucji marcowej 1921 roku, a Duda ciągle kombinuje, jak nie odpowiadać za złamanie obecnie obowiązującej Konstytucji i stać się ojcem kolejnej.

Ale jeszcze bardziej jest widoczny inny zamiar i w nim może Dudę czekać porażka. Mianowicie za nieformalnego Naczelnika Polski w oczach elektoratu PiS uchodzi Jarosław Kaczyński, to jemu Duda chce ukraść ten blichtr. Mamy niejako do czynienia z klasycznym ojcobójstwem.

Kaczyński w chwili krytycznej dla swojej partii – kryzysu madryckiego, gdy na kilometrówce popili sobie w Hiszpanii politycy PiS – naprędce sklecił fakt, który miał przykryć tę wpadkę: nikomu nieznany Duda będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich. Tak politycznie został wyskrobany Duda.

Duda więc wydawał się martwy, ale kolosalne błędy Platformy Obywatelskiej doprowadziły do sytuacji, że ten płód Kaczyńskiego ożył i sięgnął po prezydenturę. Bezwolny Duda spełniał przez dwa lata wolę prezesa Kaczyńskiego, aż nagle stanął okoniem z różnych zresztą przyczyn, bynajmniej nie odwagi ani głębszej refleksji.

Duda coraz częściej mówi „nie” prezesowi, bo nie chce odpowiadać w przyszłości za jego bezprawie. 5 grudnia przypada rocznica urodzin Piłsudskiego, lecz nie wariujmy i nie róbmy kolejnych uroczystości z byle powodu, niemniej Duda ma świadomość, co się kroi, musi więc walczyć o swoje ocalenie.

Kaczyński może skraść mu tę datę, gdyż najprawdopodobniej wymieni Beatą Szydło na siebie w roli premiera. Ten Sejm może przyjąć różne uchwały przez pisowską aklamację, włącznie z przyznaniem prezesowi tytułu formalnego Naczelnika Polski. Przy okazji może być ogłoszone, że żadnego referendum konstytucyjnego nie będzie, a Duda odpowie przed Trybunałem Stanu za złamanie Konstytucji 1997 roku.

Pępowina Piłsudskiego po 150 latach może mieć dla Dudy nie tylko sens ojcobójstwa, ale polityczno-egzystencjalne „być albo nie być”.

Arogancja level hard

Program Joanny Muchy dla całej opozycji

To wydarzenie umknęło mediom, a wydaje się być bardzo istotne, jeżeli nada mu się odpowiednią rangę medialno-polityczną, może w opozycję wlać ducha zwycięzcy. Piszę o briefingu w Sejmie Joanny Muchy, która poinformowała, że od kilkunastu tygodni pracuje nad programem dla całej opozycji.

Z tego, co zrozumiałem, posłanka Platformy Obywatelskiej sama wzięła się za opracowanie sprawy niebywałej. Pracuje za całą opozycję. O tworzonym programie rozmawiała już z szefem PO Grzegorzem Schetyną, który wielce tym się zainteresował, dojdzie do kolejnych spotkań.

Mucha wychodzi z założenia – skądinąd słusznego – że Polska ma za sobą 2,5 dekady transformacji ustrojowej, która to przemiana się dokonała. – „Transformacja była określona trzema słowami: demokracja, rynek, Europa. Z tych trzech dokonań, w których oczywiście wiele zostało do zrobienia, jesteśmy teraz przez obecnie rządzącą partię zawracani” – ocenia Joanna Mucha. Najwyższy czas nakreślić ramy przyszłości dla Polski na kolejne dwie dekady. Mucha wraz z rówieśnikami, czyli czterdziestolatkami, będzie kształtowała przyszłość Polski.

Bardzo interesująco Mucha podchodzi do tego, co aktualnie się dzieje. PiS od dwóch lat zaprzepaszcza dorobek transformacji, ale posłanka PO uważa, że nie możemy się skupiać na PiS, bo opozycja i w pewnym sensie społeczeństwo obywatelskie – to moje porównanie – staje się ogonem do pisowskiego szczekającego kundla. Opozycja merda na „nie”.

Jedno z najważniejszych założeń programu Muchy to stworzenie sprawnego państwa z silnym obywatelem. Zupełnie inna filozofia, niż obecnie forsowana przez PiS, w którym obywatela poświęca się dla państwa i narodu. Zresztą w tak rozumianym państwie narodowym nawet naród nie jest podmiotem, ale państwo sterowane przez elity endecko-nacjonalistyczne. Zaś siły państwa nie może zweryfikować obywatel, robi to za niego propaganda i zależne media.

Wobec tego nie możemy mówić o żadnej wspólnocie, ale o narzuconym poczuciu bardzo określonego i wąskiego patriotyzmu. Posłanka PO chce odbudować wspólnoty na różnych poziomach: lokalnych, zawodowych, wszelkich środowiskowych, które kooperują ze sobą, gdy wyznaczą integrujące cele. Społeczeństwo dostaje narzędzia i tworzy swoją rzeczywistość, a nie zarządzające elity narzucają wzorce rzeczywistości.

Wiąże się to z decentralizacją państwa. Temat ten w ostatnich latach został zapomniany, a przez aktualnie rządzących obłożony ponadto negatywną oceną. Mucha w programie duży nacisk kładzie na rewolucję wydajności, z którą wiążą się zmiany stosunków pracy, inne relacje zależności między pracodawcą a pracownikiem, a zatem zamknięcie szarej strefy, zmiany umów cywilno-prawnych, które dookoptują nas jako równych do społeczeństw zachodnich.

Streszczam wystąpienie Muchy, także je interpretuję. Przede wszystkim podziwiam ją, iż podjęła się sama tego, co powinny robić jak najszersze gremia opozycjo-eksperckie. Oby jej praca nie była robotą Syzyfa, a opozycja przestała być merdającym dodatkiem ciągle szczekających rządzących, że przez „8 ostatnich lat, hau-hau-hau”.

MAMY TAKIE MARZENIE. KTOŚ JESZCZE? Dołączcie do akcji. 

„Niech jadą” – podczas debaty o służbie zdrowia posłanka PiS Józefa Hrynkiewicz wysyła protestujących młodych lekarzy za granicę.

Obejrzyjcie świetne wystąpienie w .ie i podajcie dalej! 👉

>>>

Kolejne 20 mln zł dla T.Rydzyka! Zapraszam na moją stronę: tam jest szczegółowy rachunek

Przyszedł prezes do lekarza…

Były ksiądz narodowiec nareszcie ukarany

Warszawski sąd okręgowy wydał dziś wyrok w sprawie Jacka Międlara, którego o nawoływanie do pozbawienia jej życia oskarżyła posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus. Były ksiądz został skazany na pól roku ograniczenia wolności połączone z obowiązkiem pracy na cele społeczne po 30 godzin w miesiącu.

W czasie kazania w Białymstoku Międlar powiedział: – „Największą przeszkodą na drodze ruchu wolnościowego zdążającego do umocnienia narodu nie są oligarchowie, mafia, establishment czy wrogowie, ale jest zwykłe tchórzostwo, zwykła żydowska pasywność (…). Ciemiężyciele i pasywny żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać, przemielić, przełknąć, przetrawić, a na koniec będzie chciał was wypluć, bo jesteście niewygodni”. Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus zawiadomiła prokuraturę.

Kiedy Międlar dowiedział się o tym, na Twitterze umieścił obraźliwy dla posłanki Nowoczesnej wpis: „Konfidentka, zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa! Dziś prawda i modlitwa?”. Dzisiaj uzasadniając wyrok sędzia Agnieszka Modzelewska powiedziała: – „Wpis zawierał określenia powszechnie uważane za obelżywe, mające na celu upokorzenie, wyrażające pogardę i lekceważenie. niesie w sobie ogromny ładunek negatywnych emocji”.

A Joanna Scheuring-Wielgus skomentowała dla „Wyborczej”: – „Moim celem nie było wysłanie pana Międlara do więzienia, ale danie sygnału, że nie zgadzamy się na hejt, na poniżanie i straszenie innych. Mam nadzieję, że on kiedyś też dostrzeże, że popełnił błąd. Pani sędzia mówiła dużo w uzasadnieniu o godności człowieka i ten wyrok potwierdza, że nikt nie ma prawa jej odbierać”.

Wyrok nie jest prawomocny. Międlar – oczywiście – niczego nie dostrzegł ani nie zrozumiał i zapowiedział odwołanie się od niego.

Znów wszystko po staremu / ©Andrzej Mleczko

Nie będzie wyjaśnień związków Macierewicza z rosyjskimi służbami specjalnymi

Sejmowa komisja obrony narodowej – głosami posłów PiS – nie przyjęła w środę dezyderatu do premier Beaty Szydło w sprawie powiązań ministra obrony Antoniego Macierewicza mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

Taki dezyderat zgłosiła Platforma Obywatelska. Posłanka tej partii Bożena Kamińska mówiła, że od ponad roku w polskiej i zagranicznej prasie publikowane są materiały dotyczące podejrzanych i niebezpiecznych z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski powiązaniach szefa MON. Powołała się m.in. na książkę Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”.

Cezary Tomczyk z kolei mówił, że w przestrzeni publicznej funkcjonuje wiele różnych spraw, m.in. „zamach smoleński”, które się bada. – „Czy w tej sprawie też mamy wierzyć na słowo wiceministra, który jest podwładnym szefa MON” – pytał, nawiązując do wypowiedzi Kownackiego. Zastępca Macierewicza stwierdził wcześniej: – „Komu, jak komu, ale ministrowi Macierewiczowi zarzucanie rosyjskiej agentury to jest nieprzyzwoitość. Tego Goebbels i komuniści by się nie powstydzili”.

Tomczyk podkreślał, że nikt nie podważa historycznych zasług Macierewicza, jak udział w założeniu KOR, czy działalności w opozycji demokratycznej. – „Wątpliwości dotyczą ostatnich lat” – zaznaczył. Według niego w odpowiedzi i argumentach obrońców ministra nie ma odniesienia do faktów, są jedynie inwektywy w stosunku do wnioskodawców dezyderatu. – „Ze strony ministra zamiast obrony dobrego imienia jest wniosek do prokuratury o ściganie dziennikarza” – powiedział Tomczyk.

Książka Tomasza Piątka pt. „Macierewicz i jego tajemnice” opisuje i dokumentuje m.in. powiązania szefa MON z gangsterem-finansistą Siemionem Mogilewiczem, który współpracuje z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU, jak również z samym Władimirem Putinem. Pod koniec czerwca Macierewicz złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez Tomasza Piątka.

👏👏👏👏👏

Waldemar Mystkowski pisze o „propozycji” Emmanuela Macrona.

Duda – morderca Konstytucji i Dr No – Kaczyński

Zagładą dla Polski jest wykluczenie z rodziny państw demokratycznych, z Unii Europejskiej, a do tego zmierzamy pod obecną władzą.

Andrzej Duda w wywiadzie opublikowanym w „Dzienniku” ogłosił się umiarkowanym w „reformowaniu” sądów. Zatem kto jest nieumiarkowany? Wychodzi na to, że Zbigniew Ziobro, a przede wszystkim Jarosław Kaczyński, który nieumiarkowanie – bo aż dwa razy – przybył do Belwederu, aby namawiać Dudę do nieumiarkowania.

Ile razy Duda złamał Konstytucję? Tego nawet Jacek Kurski nie zliczy, choć lubi rachować uczestników protestów. A Kaczyński ani razu nie złamał Konstytucji. Więc kto jest nieumiarkowany? Duda nie raz zamordował Konstytucję RP. Jaka zatem jest różnica między mordercą a seryjnym mordercą?

A Duda seryjnie morduje Konstytucję, Kaczyński ani razu. Szukając dla prezesa porównania, przypomina się stara postać filmowa Dr No, który nie mordował pojedynczo ani seryjnie, tylko planował zagładę.

Zagładą dla Polski jest wykluczenie z rodziny państw demokratycznych, z Unii Europejskiej, a do tego zmierzamy pod obecną władzą. Jednym z najważniejszych elementów zagłady Dr No jest zniszczenie trójpodziału władzy, pozbawienie władzy sądowniczej niezależności. Nie reforma, ale pokiereszowanie sądów. Oczywiście, jest to reforma ze zdeformowaną facjatą, a Duda mówi, że tylko chce obić, zrobić limo.

Nie! Duda morduje, Dr No Kaczyński niesie zagładę. Mylę się? Ależ o tej zagładzie – cywilizacyjnym Holocauście dla Polski – mówił prezydent Francji Emmanuel Macron na nobliwej uczelni, na paryskiej Sorbonie, za którą lata świetlne są nasze uniwersytety.

 „Ten rząd powinien bardzo jasno wytłumaczyć polskiemu ludowi, że jeżeli wprowadzi swój program, musi zaproponować opuszczenie Europy” – powiedział prezydent Francji. Zagłada cywilizacyjna dla Polski. Politycy francuscy sporo wiedzą o Polsce, znają nasze siły i słabości, są wyrachowani, nie bez powodu ich najwybitniejszym dyplomatą był Talleyrand. Francja przegrywa wojny, ale za kulisami potrafi sięgnąć po zwycięstwa.

Macron jest z tej francuskiej szkoły. Ma dla nas słowa współczucia, dla społeczeństwa obywatelskiego, które już raz z władzą PiS w lipcu wygrało. Macron odwołał się do polskich studentów i młodzieży – największej siły lipcowych Łańcuchów Światła – by organizowali debaty, przekonywali społeczeństwo polskie do pozostania w europejskiej rodzinie (jak to kiedyś w tytule zawarł Czesław Miłosz – w „Rodzinnej Europie”).

Dr No Kaczyński i morderca Konstytucji (seryjny) Duda szykują nam zagładę cywilizacyjną, taki sam Holocaust, jakim był PRL.

>>>

KTO JEST ZA?

Ironia losu z pis-u…?

Jacek Gądek na portalu gazeta.pl pisze o celowym działaniu Andrzeja Dudy w kwestii ustaw sądowniczych.

Propozycja Andrzeja Dudy na zmianę konstytucji powstała ekspresowo i już trafiła do kosza. Ale miała swój cel

Żaden z zapisów w projektach Andrzeja Dudy o Sądzie Najwyższym i KRS nie zaskoczył. Nowością jest propozycja zmiany konstytucji – wymyślona w ostatnich dniach. Na naszych oczach trafia ona do kosza, ale dzięki temu prezydent otwiera nową rundę negocjacji z PiS.

Istotą sporu pomiędzy Andrzejem Dudą a PiS, gdy chodzi o Sąd Najwyższy i Krajową Radę Sądownictwa, są kadry. Reszta to didaskalia bez większego znaczenia i wagi dla obozu „dobrej zmiany”.

Ekspresowy pomysł do kosza

Pomysł Andrzeja Dudy, by to prezydent zgłosił teraz projekt zmiany konstytucji, jest działaniem ad hoc, na szybko – nie wynika z żadnej długiej i gruntownej analizy, ale jest odpowiedzią na zarzuty niekonstytucyjności (bo artykuł 187 konstytucji mówi, że prezydent powołuje do KRS tylko jednego przedstawiciela). A także z braku czasu.

Oczywiście propozycja Dudy, aby zmienić konstytucję (do tego potrzeba 2/3 Sejmu), jest bez najmniejszych szans. Prezydent od razu więc zasugerował, że wobec spodziewanego upadku propozycji zmiany konstytucji, zacząć trzeba w tym punkcie od zera. – Jeżeli nie (uda się zmienić konstytucji – red.), to będziemy mieli problem, będzie potrzebne inne rozwiązanie – zaznaczył. Słowem: jest tu pole do negocjacji z Jarosławem Kaczyńskim, bo prezydent de facto rezygnuje z przyznawania sobie dodatkowego prawa przy wskazaniu członków KRS.

CZY ELIZA MA RACJĘ?

TAK TO DZIŚ WYGLĄDAŁO

Waldemar Mystkowski też pisze o przedstawionych projektach dwóch ustaw.

Duda nagina Konstytucję do potrzeb bezprawia

Konstytucja według Dudy ma dostosować się do ustawy; ma być do wynajęcia, jak kurtyzana.

Andrzej Duda swoimi projektami ustaw dotyczącymi sądownictwa zaproponował złamanie Konstytucji. Zaiste – to jest przewrotność. A to, że zaprasza kluby parlamentarne do siebie, bo ma projekt zmian w Konstytucji jest wtórne, albowiem świadczy, jak pisano projekty ustaw.

Mianowicie na etapie koncepcji myślano o bezprawiu, a do tego ustawy nie dochowują standardów demokratycznych, bo uzależniają władze sądownicze od polityków. Czyżby i ten artykuł Konstytucji miał zostać zmieniony, głoszący, iż w Polsce ma być nie dotrzymany trójpodział władzy?

O ile mnie pamięć nie myli, reforma sądownictwa miała dotyczyć działania sądów, udrożnienia procedur, przyspieszenia wydawania wyroków, a nie władz sądów, bo te same winny się konstytuować, a nie za pomocą geniuszu Dudy, Kaczyńskiego bądź podobnego polityka, który dorwał się do władzy.

Projekty ustaw Dudy świadczą, iż on i jego zaplecze – w tym wypadku prawnicze – są marnej jakości, nie wiedzą, jak pisze się ustawy. Marna jakość wypływa też z charakteru, rozumianego jako moralność (słynna Dudy niezłomność). Twierdzenie, że coś ma służyć ludowi, a służy de facto bardzo konkretnym politykom, jest kłamstwem, czyli niemoralnością.

Duda inaczej niż PiS potraktował niekonstytucyjność, inaczej znosi trójpodział władzy. PiS chciał to zrobić jednym zamachem, Duda ten zamach przeciąga w czasie, a nawet szepcze do opozycji, iż może przystąpią do bezprawia.

Tzw. konsultacje mogą (i pewnie mają) inny cel, mianowicie ogranie opozycji, jeżeli przystąpią partie opozycyjne do jakichś negocjacji. Po takich konsultacjach ws. zmian w Konstytucji, na które opozycja nie zgodzi się, PiS tak przefasonuje w Sejmie ustawy Dudy, że będą w takiej postaci, jak te zawetowane w lipcu i prezydent powie wszem i wobec: chciałem dobrze, ale nie daliście mi szansy, nie chcieliście, abym ją z wami konsultował i zmienił Konstytucję.

Opisywane będą szczegóły różnic pisowskich i Dudy dotyczące Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa, ale meritum jest najważniejsze, ustawy te i te są niekonstytucyjne. Gdy wejdą w życie, w Polsce nie będzie działała Konstytucja.

Konstytucja według Dudy ma dostosować się do ustawy, ma być do wynajęcia, jak kurtyzana, jak to sformułował Józef Piłsudski – ma być prostitutą. Duda więc uznał, że dość gwałtu na Konstytucji, teraz niech się prostytuuje.

Zatem czym jest państwo, czym jest Polska dla Dudy? Idąc tropem ciągle tego samego cytatu Piłsudskiego: „Pierdel, serdel, burdel”. Więzienie, zaścianek, zamtuz – do tego sprowadzona została Polska.

PILNE!!! DLACZEGO PiS NIE ZGODZIŁ SIĘ NA BADANIE PSYCH. POSŁA KACZYŃSKIEGO?? A dlaczego teraz chcą badać sędziów SN?

Przestępcza partia.

>>>

JEDNO ZDANIE LISA, KTÓRE ZAORAŁO CAŁĄ NIENAWIŚĆ PiS-U

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o programie PiS.

Program PiS programem narodu?

Prawi i Sprawiedliwi twierdzą, że w wyborach otrzymali legitymację uprawniającą do zmian, ale nie uprawnia ona do obracania Polski w perzynę!

„Naród z partią – partia z narodem”. Kiedyś cała Polska obwieszona była takimi i podobnymi hasłami. Owe zamierzchłe czasy, gdy totalna władza atakowała naród prymitywnymi wytworami propagandy, gdy indoktrynowała społeczeństwo w zawłaszczonych mediach i na ulicznych „nośnikach” (jeszcze nie billboardach) dla wielu współczesnych są prehistorią. A w każdym razie dla wielu Polaków doświadczenia z czasów PRL nie mają żadnego przełożenia na szczelnie otaczającą nas rzeczywistość. Już tylko pasjonaci, niszowi historycy i tacy jak ja analizują program PZPR, szukając analogii i paraleli z innymi totalitaryzmami. Szkoda, bo wyniki tych poszukiwań bywają pouczające. W tym przypadku np. okazało się, że rozdźwięk między deklarowanymi zamierzeniami a ich realizacją był za komuny wyraźnie mniejszy niż w „konkurencyjnym” programie PiS.

Program uchwalony w 2014 roku i opublikowany przed wyborami na partyjnej stronie internetowej, rozpoczyna się od zdania: „U podstaw ideowych programu Prawa i Sprawiedliwości leży szacunek dla przyrodzonej i niezbywalnej godności każdego człowieka”. Zauważyliście? Szacunek dla KAŻDEGO człowieka, nie tylko popierającego obecną przewodnią siłę narodu! Tymczasem publiczne wypowiedzi przedstawicieli totalnej władzy to często kpina z ich własnej preambuły programowej. I nic dziwnego, skoro podpisany pod cytowanym programem Jarosław Kaczyński swój szacunek dla niezbywalnej godności każdego człowieka wyraża subtelnie: „komuniści i złodzieje” lub bardziej stanowczo: „kanalie i mordercy”…

Część spośród uprawnionych do głosowania wybrało PiS, bo ta partia obiecała jakoś tak zrobić, żeby robotnicy, chłopi, inteligencja pracująca i frankowicze byli zdrowi, bogaci i szczęśliwi. Wielu ludzi dało się nabrać na odmienione nagle oblicze partii Kaczyńskiego, która schowała swoich bezczelnych i powszechnie nielubianych arogantów za plecy sympatycznych pań, uśmiechających się na okrągło. Byli tacy, którzy uwierzyli, że w pustej teczce, którą wymachiwała kandydatka na premiera, znajdują się gotowe recepty na wszystkie polskie bolączki. Ale na pytanie sondażowni o motywy swojej decyzji wyborczej niemal wszyscy wyborcy PiS wyjaśniają, że przypadł im do gustu opublikowany tuż przed wyborami program. Ten sam, na który powołuje się teraz totalna władza, demolując instytucje demokratyczne. Ten, w którym pełno jest fragmentów dowodzących wielkiego wyborczego oszustwa.

Po pierwsze – kadry
Wszyscy obserwujemy bezprecedensowy nepotyzm i niespotykane dotąd kolesiostwo widoczne w masowym obsadzaniu przez niedokształconych Misiewiczów intratnych posad, z których uprzednio brutalnie wyrugowano uczciwych fachowców. A co o tym mówi program PiS? „Awans społeczny i pomnażanie majątku powinny przebiegać zgodnie z zasadami moralności i wolą zachowania szacunku dla każdego człowieka. (…) Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości niekompetencja, naruszanie prawa, lekceważenie obywateli lub podwładnych, prywata i kolesiostwo nie będą tolerowane (…). Wyżsi urzędnicy państwowi, muszą spełniać wysokie wymagania kwalifikacyjne potwierdzone odpowiednimi egzaminami w Krajowej Szkole Administracji Publicznej. (…) Przywrócimy rzeczywisty wymiar idei profesjonalnej, apolitycznej kadry urzędniczej. Członkowie korpusu służby cywilnej będą korzystać z ochrony i wsparcia”…

Uchodźcy, obcy i inni
Dla prominentnych przedstawicieli naszej totalnej władzy ludzie innej narodowości to sort najgorszy, jeszcze podlejszy, niż opozycja. To potencjalni terroryści, piąta kolumna, groźni nosiciele obcych obyczajów i głosiciele obcej wiary, to uchodźcy nadgryzieni przez pasożyty… A w programie PiS czytamy: „Naród polski kształtował się i dojrzewał poprzez łączenie we wspólnotę ludzi o różnej przynależności etnicznej. Afirmacja przynależności narodowej oznacza dla nas także pełną gotowość uznania podmiotowości innych wspólnot narodowych”.

Społeczeństwo obywatelskie
Cegła po cegle rozbierane są kolejne fragmenty fundamentów polskiej demokracji. PiS zawłaszcza instytucje państwa i ogranicza prawa organizacji pozarządowych. Równocześnie w programie tej partii przeczytać można: „Państwo jest wartością moralną. (…) Tylko demokracja zapewnia jednostce podmiotowość, czyli bycie obywatelem, tylko w demokracji można budować równowagę sił społecznych, która umożliwia sprawiedliwą politykę i jest też warunkiem praworządności. (…) Zdecydowanie odrzucamy etatyzm, tj. dążenie do upaństwowienia szerokiej sfery życia społecznego. Naprawa [państwa] nie wymaga zmian ustrojowych, [lecz] umocnienia społeczeństwa obywatelskiego”…

Unia Europejska
Z niepokojem obserwujemy wojnę, którą PiS wypowiedział Unii Europejskiej. Widzimy przejawy arogancji i buty, niszczących dobre relacje z sąsiadami i z najsilniejszymi państwami wspólnoty. Natomiast program PiS tak precyzuje stosunek tej formacji do idei, które stanęły u podstaw jednoczenia się Europy: „Nie odrzucamy ich, wręcz przeciwnie, uważamy je za bardzo ważne i godne podtrzymania. Chcemy, aby sferą wolności, równości, solidarności i sprawiedliwości była cała Europa”.

Organ Błaszczaka
Zmiany w policji sterowanej przez ministra Błaszczaka nie napawają optymizmem. Permanentna wymiana kadry dowódczej obnaża nieporadność i niekompetencję PiS-owskich kadr. Równocześnie przybywa dowodów postępującej brutalizacji działań policji. Co mówi w tej sprawie program PiS? „Przywrócimy przejrzyste, merytoryczne zasady awansu służbowego, dające szansę na obejmowanie stanowisk kierowniczych i dowódczych wykształconym i dobrze przygotowanym oficerom. (…) Wszelkie patologie i zachowania naruszające prawo lub etykę służby będą się spotykały się z surowymi konsekwencjami służbowymi. (…) Nie będzie tolerancji dla nadużywania władzy”…

Organa Ziobry
Prokuratura stała się już dyspozycyjną formacją przewodniej partii, natomiast w obowiązującym programie PiS czytamy: „Wykluczone musi być (…) „ręczne sterowanie” czynnościami prokuratora przez zwierzchników poprzez nieformalne naciski”… Po zaanektowaniu prokuratury rozpoczął się atak na władzę sądowniczą, mimo że program PiS podkreśla szacunek dla niezawisłości sędziowskiej i „niezależność sądów od innych władz”. W kontekście wojenki o wpływy między prezydentem Dudą a ministrem Ziobro zabawnie brzmi taki oto cytat z programu PiS: „Rola Prezydenta Rzeczpospolitej w sprawach sądownictwa nie może być redukowana do funkcji „notariusza” sporządzającego akty nominacji sędziowskich. Głowa państwa powinna uzyskać (…) realny wpływ na funkcjonowanie sądownictwa”. Równie zabawnie brzmi fragment programu o konieczności podporządkowania się wyrokom sądów przez przedstawicieli władzy wykonawczej: „Karygodne – i wymagające stosowania sankcji karnych i służbowych – są zwłaszcza przypadki nierespektowania wyroków sądowych przez urzędników administracji”. A już naprawdę komicznie brzmi fragment programu dotyczący wyłaniania sędziów Trybunału Konstytucyjnego: „SPRZECIWIAMY SIĘ [takiemu] projektowi zmiany kryteriów i trybu wyłaniania kandydatów na sędziów TK, który ma preferować koneksje polityczne oraz poddawać proces wyłaniania kandydatów partykularnym wpływom zamkniętych środowisk prawniczych. Będziemy proponować przeciwny kierunek zmian, realizujący zasadę demokratycznego zgłaszania kandydatów i elementy konkursu w ich ocenie przez Sejm”…

Konstytucja i sądy
Brak miejsca, by wyliczyć wszystkie rozbieżności między zapowiedziami a ich realizacją. Koniecznie jednak muszę przywołać jeszcze jeden fragment programu, który obrazuje rozmiar oszustwa wyborczego partii władzy. Otóż PiS głosi dzisiaj, że zawetowane projekty ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym są absolutnie, bezwzględnie i w oczywisty sposób zgodne z Konstytucją. Tymczasem w programie partyjnym w kilku miejscach mowa jest o konstytucyjnej przeszkodzie realizacji zamierzeń, a jeśli chodzi np. o skład KRS, zdominowany przez sędziów, to zmiana tej sytuacji WYMAGA NOWELIZACJI KONSTYTUCJI. Dlaczego przed wyborami zmiany w sądownictwie wymagały zmiany Konstytucji, a teraz już nie wymagają? Totalna władza odpowiada, że 80 procent społeczeństwa właśnie tego się domaga. Mało kto pyta, czego konkretnie domaga się te 80%? Bo przecież w żadnym kraju sądy ze swej natury nie budzą miłych skojarzeń i zawsze większość pytanych będzie chciało je reformować. Za przyspieszeniem procedur sądowych optuje zapewne sto procent Polaków. A ile procent domaga się przejęcia władzy sądowniczej przez jedną partię? Jak wielu Polaków prosi Zbigniewa Ziobrę o wzięcie pod but sędziów i sądów? Odpowiedź znaleźć można w rankingach popularności tego polityka.

Równie kłamliwy jest argument, że Polacy, wybierając PiS dali zgodę na dowolne decyzje tej partii, w tym na łamanie Konstytucji, a także arbitralne rozstrzyganie, co jest łamaniem prawa, a co dobrą zmianą. Prawi i Sprawiedliwi twierdzą, że w wyborach otrzymali legitymację uprawniającą do zmian. Tyle że w tej legitymacji nie ma zapisu, nawet najdrobniejszym druczkiem, że uprawnia ona do obracania Polski w perzynę. Polacy wybrali PiS ze względu na program oferujący cukierki i fajerwerki. Sondaże wskazują wzrost popularności tej partii, bo miliony mieszkań, miliony aut na prąd, dopłaty do pieców ekologicznych i dobrego węgla, wsparcie tych i owych – a na wszystko kasy starczy, bo nareszcie przestali kraść… Zanim budżet się rozleci, zanim Europa przyłoży Polsce odczuwalne kary, zanim suweren tupnie – może uda im się jakoś dokulać do kolejnych wyborów i zdobyć większość konstytucyjną. A wtedy…

Prawdziwy program PiS brzmi: JUŻ NIGDY NIE ODDAĆ WŁADZY. Wersja oficjalna, opublikowana przed wyborami, którą wielu Polaków mogłoby uznać za swoją, to tylko wabik. W tym nieszkodliwym na oko programie kryją się groźne wirusy. Tym groźniejsze, że opozycja nie dysponuje programem antywirusowym. W dodatku programu PiS, uruchomionego w ostatnich wyborach, nie da się łatwo odinstalować. Takie już ma ustawienia fabryczne.

I CO Z TEGO, ŻE MA WYKSZTAŁCENIE WYŻSZE, SKORO BRAK JEJ PODSTAWOWEGO

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego. Wcześniejszy.

Ustawy sądowe: Duda chce ewolucji, Kaczyński rewolucji

Treść dwóch ustaw sądowych poznamy najprawdopodobniej w poniedziałek. Wiadomo, co w nich będzie i czym się bądą różnić od zawetowanych przez Andrzeja Dudę. Niestety, nie są to dobre wiadomości dla społeczeństwa obywatelskiego, które wyszło na ulice w lipcu. Nie są to też dobre wieści dla Jarosława Kaczyńskiego z zupełnie innych powodów.

Obywatele i Kaczyński plasują się na antypodach. Gdy my chodzimy normalnie, Kaczyński stoi na głowie. Gdy my poruszamy się swobodnie, Kaczyńskiego chronią barierki i tabuny policjantów. I takie będą ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa – oddzielone barierkami od standardów demokratycznych i tabunami przywilejów dla prezydenta i PiS.

Zawetowane ustawy przez Dudę były napisane w wersji hard. Przygotowane obecnie są nieco złagodzone, zmiękczone, acz to nie jest wersja soft. Duda jest nieodrodnym synem PiS, o rządach tej partii promotor pracy doktorskiej prezydenta Jan Zimmermann wypowiedział się dla niemieckiego „Die Welt”: – „Polska jest już praktycznie dyktaturą”.

Zatem dlaczego głównego doradcę Dudy przy pisaniu tych dwóch ustaw prof. Michała Królikowskiego gnębi prokuratura i straszy? Ano, Duda przepisuje na siebie prerogatywy, które w tamtych ustawach miał minister sprawiedliwości. Duda chce być Ziobrą, a to nie podoba się Kaczyńskiemu, bo w ten sposób wzmacnia się prezydent i może mieć on, a nie rząd wpływ na wyroki decydujące dla władzy.

Wg projektu PiS mieli być wymieceni wszyscy sędziowie, a na ich miejsce dostać się nominaci partyjni, takie Julie Przyłębskie, której to nie chciał dać posady sąd w Poznaniu ze względu na jej mizerne kwalifikacje zawodowe i etyczne.

Otóż Duda proponuje to samo, ale nie chce usuwać nagle członków Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Duda proponuje poczekać, chce, aby niektórzy sędziowie odeszli wraz z końcem swojej kadencji, a wielu z nich właśnie w tym roku i na początku następnego je kończy. Duda obniża wiek dla sędziów do 65 roku życia, a do tej pory jest do 70 roku, ale może przedłużyć wiek, jeżeli kadencja jeszcze trwa. To jest ten przypadek I prezes SN Małgorzaty Gersdorf, która kończy na dniach 65 rok życia, ale jej kadencja wg Konstytucji trwa do 2020 roku. Dlatego tak nieciekawie Gersdorf zachowała się podczas zaprzysiężenia dublera do TK Justyna Piskorskiego.

Duda więc dokonuje tego samego, co zapisane było w zawetowanych ustawach, ale daje więcej czasu na to samo, można rzec, iż chce ucukrować zniesienie niezależności władzy sądowniczej. Tak czy siak ma to być kandyzowana dyktatura.

Zaś Kaczyński tak się piekli, bo rozprawiać się będzie na jesieni z mediami, większość spraw oprze się na sądach, a te jeszcze nie będą w pełni pisowskie. Do tego wtrącą się władze unijne i arbitraż unijny, w ten sposób łakomy kąsek mediów komercyjnych, jak TVN, Onet, Newsweek, może nie zostać spożyty. A co się przeciągnie, może ewoluować – i Kaczyński dostanie wydmuszki medialne.

Kaczyński namawia więc Dudę do rewolucji, a Duda chce wolniej – ewolucji. Acz obydwaj dążą do tego samego, do – jak to nazwał promotor Dudy Zimmermann – dyktatury. Jedyny dla nas wniosek: Łańcuchy Światła należy rozpalić wielokroć silniej niż w lipcu.

Wolność mediów według

I nowszy.

Wystrychnięci przez Dudę

Rzecznik Andrzeja Dudy Krzysztof Łapiński chce nas zdziwić swymi wrażeniami. Przed poniedziałkowym przedstawieniem projektów ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa mówi: – „Mam takie wrażenie, że w tych ustawach znajdą się niektóre postulaty, które zgłaszały kluby opozycyjne, więc to też będzie droga wyjścia do poważnej dyskusji nad poparciem tych ustaw„.

Ciekawe, który z postulatów zgłaszała opozycja? I jak rozumie opozycję Kancelaria Prezydenta? Czy opozycją jest Kukiz ’15? A może opozycją jest już PiS, bo prezes tej partii przyjeżdża do Belwederu na rozmowy o ustawach i przekonuje Dudę do swoich autokratycznych racji.

Łapiński zachwala ustawy, jak wcześniej PiS, które Duda zawetował: – „To będą dobre ustawy, bardzo dobrze przygotowane, bardzo dobrze przepracowane„. Przecieki, które przeniknęły do mediów, wskazują, że ustawy prezydenckie nie różnią się od zawetowanych. Partia rządząca będzie obsadzać swoimi nominatami zarówno Sąd Najwyższy, jak i KRS. PiS chciał dokonać wymiany na swoich natychmiast, Duda rozciąga to w czasie, ale niezbyt odległym, bo kilkumiesięcznym. Wiek emerytalny dotknie jednak I prezes SN Małgorzatę Gersdorf z chwilą publikacji ustaw.

A zatem żaden z postulatów opozycji nie został spełniony. Nie można spełnieniem nazywać przejęcie prerogatyw przez Dudę, który będzie miał większy wpływ na obsadę sędziów w SN i KRS, a nie będzie ich miał Zbigniew Ziobro.

Jarosław Kaczyński w tym kontekście zastanawia się, „czy prezydent jest z nami” w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”, a zatem Łapiński może mieć dobre wrażenie, że „niektóre postulaty opozycji znajdą się w ustawach„, bo prezes PiS mianował siebie opozycją.

Czyżby PiS nie starczało być partią rządzącą, chce być także opozycją? Tak wynika z wrażeń Łapińskiego i Kaczyńskiego. Niedługo Kaczyński może powiedzieć, że „kanalie” i „mordy zdradzieckie” nie dotyczą opozycji i społeczeństwa obywatelskiego, ale pisowców, do których musi przyjeżdżać i przekonywać do swoich racji.

Lipcowe protesty nie odniosły większych skutków, Duda tylko rozładował napięcie. Czy jeszcze raz społeczeństwu obywatelskiemu uda się zmobilizować, aby zaświecić rządzącym do rozumu? Chyba zanadto wierzyliśmy, iż w Dudzie drzemią jakoweś samodzielne odruchy. Niestety, on jest z tych pisowskich niewolników, którzy postępują tak, jak prezes nakazał. Mamy prawo czuć się (mieć wrażenie) wystrychniętymi na dudków, tj. wystrychniętymi przez Dudę.

>>>

Miesięcznica w limeryku.

Kończy się lato. Nadejdzie jesień a i zima przeminie. I nadejdzie WIOSNA.😜

Nie. To nie stan wojenny… TO POLSKA PO „DOBREJ ZMIANIE”.

Andrzej Karmiński na koduj24 zastanawia się nad wyborcami PiS.

Kiedy i czy w ogóle wyborca PiS przejrzy na oczy?

Do upadku demokracji ostatecznie przyczyniali się ci, którym udało się wmówić, że zło wokół nich czynione jest dla ich dobra.

Z rosnącym mozołem trawię telewizyjne występy polityków i programy gadających głów, gdzie coraz częściej obserwuję zjawisko nazywane przez fachowców od przekazu TV „asynchronem”. Nijak nie zgadza mi się obraz z głosem. Widzę miny poważne, skupione twarze, czoła przeorane bruzdami głębokich propaństwowych myśli i zabronowane zmarszczkami – oznakami troski o polską rację stanu. I równocześnie słyszę oczywiste, ewidentne, niezbite, bezsporne, niezaprzeczalne i prymitywne łgarstwa, jakich wstydziłby się nawet baron Münchhausen, który potrafił sam siebie wyciągnąć z bagna za włosy.

Liczna grupa polityków usiłuje mnie przekonać, że bezczelny zamach PiS na władzę sądowniczą, która przeszkadza tej partii w niezakłóconym panowaniu, ma na celu zwiększenie niezależności sądów i zaowocuje wzmocnieniem konstytucyjnego trójpodziału władzy. Żaden z nich nawet nie mrugnie, wyjaśniając beznamiętnie, że rozsiane po kraju bilbordy, oczerniające polskich sędziów i polski wymiar sprawiedliwości, to element akcji promującej za granicą nasze sukcesy i osiągnięcia.

Widzę uduchowione twarze polityków, ogarnięte płomieniem przenajświętszego oburzenia, ponieważ Jurek Owsiak w rapowanym utworku, który tradycyjnie kończy Przystanek Woodstock, ośmielił się przekazać młodym ludziom przesłanie miłości i przyjaźni, okraszone kilkoma mocnymi słowami. Jednego z tych śmiertelnie oburzonych pamiętam z Klubu Dziennikarzy we Wrocławiu, jak rzucał licznymi ku…ami przy bufecie, bynajmniej nie z zamiarem przesłania miłości i przyjaźni. Innym, dotkniętym nagłym atakiem poprawności językowej, chętnie przypomnę polityków ich własnej formacji, przyłapanych czułym mikrofonem na obrzucaniu sąsiadów niecenzuralnymi wyzwiskami. A polityków, którzy demonstrują szalone przywiązanie do reguł obowiązujących w Kościele katolickim, spytałbym też, dlaczego nie zareagowali, gdy według relacji świadków, podczas ingresu arcybiskupa Jędraszewskiego na metropolitę krakowskiego, abp Sławoj Leszek Głódź miał powiedzieć do jednego z fotografów: – „Spier…laj!”. Dlaczego wtedy nikt nie zaproponował, by siejącym zgorszenie dostojnikiem zajęła się prokuratura i sąd?

Pani premier Szydło z kamienną twarzą zapewnia, że Polska jest państwem o modelowej demokracji, a jedynie wrogie ośrodki i niedouczeni prawnicy z rozmaitych trybunałów międzynarodowych usiłują nadziać nas na widelec – bodaj ten sam, który sprezentowaliśmy Francuzom ucząc ich kultury. Zdaniem pani Szydło – zdaniem wygłoszonym z groźną miną przeciwczołgową – do dzisiaj trzeba uczyć prezydenta Francji, który o polityce nie ma pojęcia, bo i skąd miałby mieć, jeśli nie posiada doświadczenia. Co innego sama pani premier, która o kulturze wie wszystko, bo zawiadywała gminnym ośrodkiem kultury, a doświadczenie polityczne zdobyła, rządząc prowincjonalnym Brzeszczem, nie mówiąc już o dogłębnej wiedzy zdobytej na stanowisku wiceprezesa gminnej Ochotniczej Straży Pożarnej. Tak więc pani Szydło ma prawo z surową miną nieugiętego Katona cenzurować największe postacie światowej polityki. Ma też prawo głoszenia dowolnych bzdur, a także podłych insynuacji o przekupnych opozycjonistach, zwożonych ciupasem na demonstracje antyrządowe. Ma prawo, ponieważ nauczyła się robić to z przekonaniem i namalowaną na obliczu absolutną pewnością siebie, swojej wiedzy, doświadczenia i kwalifikacji. Identyczną ekspresję wyraża twarz ministra Ziobry, kiedy wyrazy unijnej troski o polską demokrację i praworządność przyrównuje do dawnych dyrektyw z Moskwy. Dokładnie tę samą pewność siebie widać na obliczu minister Zalewskiej, przekonującej nas, że w efekcie jej reformy nie tylko żaden nauczyciel nie straci pracy, ale wręcz przybędzie etatów w oświacie.

Świat widział już wielu skundlonych polityków, którzy uwodzili tłumy, brzdąkając na głęboko skrywanych niskich instynktach. Zaskoczeniem jest natomiast zdumiewająco liczny tłum Polaków, którzy wtórują populistom, powielając ich fałszerstwa i kalekie opinie. Psychologowie twierdzą, że kłamstwo poparte autorytetem państwowego stanowiska i głoszone z przekonaniem, z odpowiednią mimiką i butną pewnością siebie, ma wielokrotnie większą siłę przebicia. Może i tak. Ale mam wrażenie, że coraz więcej zwolenników PiS dostrzega krótkie nogi narracji swoich przedstawicieli, a mimo to trwa przy nich, za cenę pokaleczonej godności własnej i zszarganej opinii.

Co się stało tym ludziom? Mam w tej sprawie pewną teoryjkę. Otóż, od pierwszego dnia swych rządów PiS sączy wokół przekonanie, że cokolwiek wyprawia, robi to w imię Suwerena, dla jego dobra. Suweren nie zauważa, że w istocie jego dobra są przez PiS zagarniane. Nie zauważa, bo nie ma świadomości, że demokracja i wolność stanowią jego osobistą własność. Godzi się więc na paskudne metody sprawowania władzy, w przekonaniu, że te środki uświęca cel, czyli on sam. Bo celem PiS-owskiej rewolty jest przecież Suweren. Tak mówi PiS – i tego trzymał się będzie dowartościowany nareszcie wyborca partii władzy.

Niestety, przybywa dowodów, że prawda jest inna. Wyborcy nie są CELEM działań PiS. Jesteśmy tylko ŚRODKIEM utrzymania władzy tej partii. Jesteśmy obiektem jej indoktrynacji, by docelowo wiedzieć to samo, wierzyć w to samo i myśleć tak samo. Jesteśmy przedmiotem zabiegów znanych z historii państw, które bez większego oporu i na własne życzenie stały się autokratyczne, totalitarne lub faszystowskie. W każdym z takich krajów była liczna opozycja, która albo nie mogła uwierzyć w ostateczny upadek demokracji, albo nie potrafiła uzgodnić reguł współpracy, personalnego przywództwa lub metod oporu. W każdym z tych państw byli ludzie, którzy ze strachu lub dla świętego spokoju nie przeciwstawiali się władzy. Ale do upadku demokracji ostatecznie przyczyniali się ci, którym udało się wmówić, że zło wokół nich czynione jest dla ich dobra.

Jak dotrzeć z tą wizją do wyborców PiS? Jak ich przekonać? Co zrobić, by atrakcją turystyczną zdemolowanej Polski nie stały się wysypiska połamanych sumień, składy sczerniałych charakterów i cmentarze poległych nadziei?

PIĘKNE :)) TAK NA NIEDZIELĘ 🙂

SKĄD SIĘ BIORĄ TERRORYŚCI? Z POLSKI

Waldemar Mystkowski pisze o rzecznikach Dudy i Kaczyńskiego.

Pojedynek na gęby rzeczników Dudy i Kaczyńskiego

Po wczorajszym spotkaniu Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim odbył się pojedynek na miny, na gęby ich rzeczników. Chciałoby się przywołać słynny pojedynek Syfona z Miętusem, ale w tym wypadku mieliśmy tylko natchnionych reprezentantów tego pierwszego.

Przy czym to Kaczyński przybył za potrzebą do Dudy, co zdarzyło się pierwszy raz w historii. Rzecznicy odnieśli się zdawkowo do przeszło dwugodzinnej rozmowy. W tych komunikatach da się jednak odczytać treść rozmowy i wynik.

Beata Mazurek posługuje się zapożyczoną nowomową komuszą: „cel został osiągnięty”, „wspólnie będziemy reformować” i „to już jest sukces”. Czy była przy rozmowach swego szefa i prezydenta? Raczej nie, to typ, który idzie za Kaczyńskim i odpycha tych, którzy chcieliby zadać mu pytanie. Witkacy takie kobiety nazywał kobietonami, wyzute z płciowości i intelektu.

Ale powiedziała jedną rzecz bardzo ważną. Rozmawiano tylko o jednym temacie: o ustawach sądowniczych pisanych w Kancelarii Prezydenta. Zauważmy, że PiS uruchomił kampanię propagandową kosztującą 20 mln zł i promującą treść zawetowanych ustaw. Horrendum, a przy tym jawna korupcja.

Jaka determinacja! To świadczy, że Kaczyński chciał przymusić Dudę do przyjęcia pisowskiej opcji zawartych w zawetowanych ustawach. Czy przez dwie godziny udało mu się?

Więcej usłyszeliśmy od drugiego Syfona, rzecznika Dudy Krzysztofa Łapińskiego. Rozmawiano więcej niż tylko o ustawach sądowniczych, ale to one były w głównym nurcie rozmowy. – „To będą ustawy, które nie będą zawierać tych poprzednich błędów, które prezydent w swoich wetach wskazał i liczy, że te ustawy w czasie procedowania zostaną poparte i uchwalone” – z tego należy sądzić, że Kaczyński nie przekonał Dudy.

To także stanie się tematem rozmowy ze wszystkimi liderami partii parlamentarnych, jakie zostało zadeklarowane przez Kancelarię Prezydenta. Ambiwalentny stosunek mam do stwierdzenia Łapińskiego, że „to będą ustawy, które są zgodne z Konstytucją, nie budzące wątpliwości konstytucyjnych”. Duda ma z tym kłopot, to on głównie łamał Konstytucję, czyżby się nawrócił?

Oczywiście, należy uwzględnić, iż spotkanie to pic na wodę i fotomontaż. Zarówno rzecznicy, jak i rozmówcy pochodzą z jednej parafii świętoszków. Pozostaje mieć nadzieję, że z gęby nie robili cholewy.

CIĘŻKI TYDZIEŃ PRZED NAMI…

SŁOWO OD KAMILA DURCZOKA

Pozdrowienia z Poznania.

>>>

Złodziejstwo w biały dzień.

BEZ ODBIORU…

Możliwe są dziesiątki milionów euro z Funduszu Solidarności na pomoc po . Ale to RZĄD PIS MUSI o te środki wystąpić.

Pół roku po słynnej „wygranej” 1:27.

Obatel Czarnecki znowu orżnął.

Płk rezerwy Adam Mazguła przestrzega.

PiS przygotowuje 700 procesów karnych o charakterze politycznym

PiS przygotowuje 700 procesów karnych o charakterze politycznym.

Dwa lata rządów PiS-u sprawiły, że skala zamachu tej partii na wolność i demokrację w Polsce osiągnęła niewyobrażalny poziom. Ataki płynące z ust liderów partii rządzącej, publiczne oskarżania i ubliżanie, nawet z trybuny sejmowej, to już norma w naszej podłej polityce „dobrej zmiany”.

Interwencje policji w stosunku do pokojowo protestujących ludzi, w czasie gdy wędrują hordy nawołujące do śmierci i wieszania wrogów faszyzmu, są jakimś chichotem z rozumu człowieka.

Pytam więc:

Kiedy ten, kto publiczne ubliża społeczeństwu, będzie pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

Kiedy Brudziński, Błaszczak, Ziobro, Macierewicz i wielu innych zasiądą wreszcie na ławie oskarżonych?

Ciekawe, że opozycja nie obrzuca nikogo obelgami bez powodu, a jeśli nie zgadza się z oponentem – stara się uzasadnić swoje zdanie.

Tymczasem prokuratura i sądy, już coraz bardziej partyjno-faszystowskie, zaczynają wzywać ludzi – tych, których pod byle pozorem spisała policja, a nacjonalistyczny działacz, były już ksiądz, Jacek Mędlar czy Piotr Rybak, który spalił kukłę Żyda, są bezkarni? Media podały, że szef NIK-u jest oskarżony o naruszanie procedur konkursowych przy przyjęciach na stanowiska. HA, HA, HA!!!

PiS nie stosuje żadnych procedur, chyba że za takie uznamy poszukiwanie, na wysokie i dobrze płatne ciepłe posadki, kandydatów spośród rodzin działaczy tej partii, przysłowiowych Misiewiczów.

Nie ma procedur, to i nie ma łamania prawa… Tymczasem skala prawnego nękania opozycji przekroczyła już normy, nieosiągane od czasu stanu wojennego w Polsce. Jak dowiedziałem się ze strony internetowej Obywateli RP, przygotowuje się na razie 700 procesów karnych o charakterze politycznym. Procesy mogą się zacząć, skoro Z. Ziobro wprowadza niezawetowaną ustawę, która, wbrew pozorom, była kluczowa i najważniejsza z punktu widzenia bezprawia PiS-u w stosunku do obywatela. Potem już tylko obozy koncentracyjne i konfiskata mienia. To wszystko przecież historia zna…

I tu mam złą wiadomość dla PiS-u. Nawet, jak zamkniecie w więzieniach i obozach tysiące czy miliony ludzi, to i tak ta zmiana, prędzej czy później, upadnie!

Cała prawda o elektoracie PiSu. 👍

Historia się powtarza.

Pomylony.

Na „swoim” państwowym. Za to będą siedzieć.

Dorn o Szydło: podpinka pod broszkę

Bez względu na to, jak zakończy się spotkanie prezesa PiS z prezydentem, Ludwik Dorn w TVN 24 uznał, że „fakt, że doszło do takiej rozmowy, to i tak niesłychana zmiana”.

Według byłego wicepremiera poprzedniego rządu PiS, jest „wysoce prawdopodobne, że do spotkania doszło z inicjatywy Kaczyńskiego. Posypała mu się cała konstrukcja całego obozu władzy. Ten, kto prosi o rozmowę pokazuje, że jest w trudniejszej sytuacji”.

Dorn przypomniał, że do tej pory to Andrzej Duda jeździł do Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborz do prywatnego mieszkania. – „Po raz pierwszy Duda dzisiaj został uznany za prezydenta przez Kaczyńskiego, bez względu na wyniki tego spotkania”.

Gdzie w tej układance jest pozycja Beaty Szydło? Odpowiadając na to pytanie, Dorn posłużył się porównaniem: – „Jak dwóch się siłuje na rękę, to paprotki spadają”. Nie omieszkał też użyć kolejnego określenia premier: podpinka pod broszkę. – „O jej pozycji dobitnie świadczy też wypowiedź rzecznika prezydenta, który wyraźnie powiedział, że zmiany w rządzie Duda będzie uzgadniał z Kaczyńskim” – skonstatował Dorn.

Powstali z kolan, teraz odpoczywają.

„Polska nie była w ruinie za czasów PO” mówi w Mateusz Morawiecki. Odważnie. Przyznać się do kłamstwa.

Waldemar Mystkowski pisze o walce Dudy z Kaczyńskim.

Czy Duda przefasonuje twarz PiS?

Poprzednicy wysilali się, aby trudne reformy uzasadniać poprzez uczestnictwo w debatach i wałkowanie argumentów w mediach. Robiono to lepiej i gorzej, ale jakoś przepychano trudne sprawy, w tym najtrudniejszą reformę w obecnym stuleciu – reformę emerytalną, która to wbrew pozorom nie miała wielkiego oporu społecznego, oprócz pisowskiego populizmu i bojówkarskiego wsparcia związku zawodowego, którym niestety stała się „Solidarność”.

Poprzednie rządy więc po bożemu rozmawiały ze społeczeństwem. Nie miały tego geniuszu pisowskiego, który nic sobie nie robi z rozsądkiem, rozumem, a w prawie chodzi na skróty bezprawne. Nie ma szmalu w partyjnej kasie na autopromocję? Jaki problem, powołujemy fundację pod tromtadracką nazwą Polska Fundacja Narodowa. Ustawą zapewni się dla niej szmal w postaci podatku od spółek państwowych.
Fundacja ma promować Polskę. Każdy z nas raczej myśli, że Polskę promuje się poza Polską, gdzie nie ma Polski. Ale nie mamy geniuszu pisowskiego – oni Polskę promują w Polsce, a dokładnie promują w Polsce PiS. 100 milionów nie w kij dmuchał – taki jest budżet fundacji, której nazwy nie powinno się wymieniać, bo jest zakalcowata.

I proszę. Premier Szydło pobiegła na promocję PiS w Polsce, która została zainaugurowana przez wspomnianą fundację. Na początek promowana jest reforma sądownictwa, która wydawało się, że w tej formie upadła po protestach lipcowych i przejęciu inicjatywy przez prezydenta, w którego kancelarii ustawy są pisane.

Więc o co chodzi? PiS, tj. fundacja, będzie promować to, co znajduje się w tej chwili poza partią rządzącą i bez wiedzy, co ma być zawarte w ustawach? Szydło wygłosiła jakieś przemówienie, ale jak to u niej: wiele słów, które nic nie znaczą. Oczywiście, kampania promocji pisowskich zamiarów to odebranie niezależności sądom (część już odebrano i to zasadniczą, bo Duda nie zawetował jednej ustawy), o to zatem toczy się gra. I to z większą determinacją niż poprzednio. Zatem nie liczy się stanowisko Komisji Europejskiej, która zagroziła sankcjami.

W tym samym czasie Kancelaria Prezydenta publikuje na Twitterze znamienną informację: – „W przyszłym tygodniu przed zakończeniem prac nad ustawami o SN i KRS, Andrzej Duda zaprosi na spotkanie przedstawicieli klubów parlamentarnych” (cytuję bez skrótów typowych dla Twittera). Duda więc chce rozmawiać nie tylko z Kaczyńskim, ale z innymi liderami partyjnymi.

Jedno jest pocieszające – jeżeli można używać takiego pojęcia „pocieszające”, gdy za cokolwiek zabiera się PiS – Duda chce rozszerzyć debatę o partie opozycyjne, a to nie może podobać się Kaczyńskiemu. Prezes PiS z nikim nie debatuje, a jego wysoko postawione marionetki (Duda i Szydło) mają go słuchać i wykonywać polecenia.

Duda tę twarz PiS chce przefasonować. Czy mu się uda? Oto jest dla niego hamletyczne pytanie: być z PiS, czy być z Polską?

Konkurs bzdur.

Prędzej czy później będziecie spieprzać przed narodem – będziecie na pewno!

>>>

STANIEMY SIĘ NAJSILNIEJSZĄ ARMIĄ NA ŚWIECIE. A wrogów przepędzimy wodą święconą!

MATKA BOSKA MACIEREWICZOWSKA

Na Koduj24.pl piszą o walce w PiS.

Zmagania obozu prezydenckiego z rządem

Czy rezygnacja przez Mastalerka z intratnej posady w PKN Orlen oznacza zemstę PiS na nieformalnym współpracowniku głowy państwa?

Jak już wiadomo, w okolicach połowie sierpnia prezydent Andrzej Duda zażądał od premier Beaty Szydło dymisji szefa MON Antoniego Macierewicza. Temat powrócił na forum w Krynicy. Prezydencki rzecznik Krzysztof Łapiński pytany tam przez dziennikarzy o doniesienia medialne na temat wspomnianych oczekiwań prezydenta, skwitował je krótko: „jeśli prezydent miałby oczekiwania co do zmian w składzie Rady Ministrów, to na pewno wyraziłby je prezesowi Kaczyńskiemu”. Jakby na to nie patrzeć, rzecznik wskazał jedynie – nazwijmy to umownie – pas transmisyjny władzy i stwierdził po prostu fakty. Tymczasem w partii rządzącej po wypowiedzi Łapińskiego zawrzało.

Do słów ministra w Kancelarii Prezydenta ostro odniósł się marszałek Senatu Stanisław Karczewski, który w środę na Twitterze napisał: „Słowa @kplapinski o wpływie PBS na skład rządu świadczą o braku kompetencji, albo złym wychowaniu. Gdybym był jego szefem zwolniłbym go”. W późniejszej rozmowie z TVP Info nazwał wypowiedź Łapińskiego „wyskokiem pana rzecznika pana prezydenta”. Sama premier Szydło pytana w Krynicy, czy oczekuje dymisji prezydenckiego ministra stwierdziła, że nie będzie komentować słów rzecznika. Po czym podkreśliła, że „prezydent podejmuje decyzję wobec swoich pracowników, tak samo jak ja podejmuję decyzję wobec moich współpracowników”. Dopytywana, czy jej relacje z prezydentem ostatnio nie „ochłodziły się” odparła, że chłodu nie odczuwa.

Co więcej, PiS wraz z premier Beatą Szydło domagają się od prezydenta Andrzeja Dudy szybkiej dymisji jego rzecznika Krzysztofa Łapińskiego. Z informacji Onetu wynika, że padło w tej sprawie ultimatum. Dlaczego? „Nie można tolerować sytuacji, w której rzecznik pozwala sobie na ataki wobec szefowej rządu. Jeśli pan prezydent nie odwoła pana Łapińskiego, to oznaczać to będzie, że dał „zielone światło” swojemu rzecznikowi na taką wypowiedź. A jeśli tak było, to może znacząco utrudnić dalsze rozmowy o prezydenckim referendum dotyczącym zmiany konstytucji czy ustaw o reformie KRS i SN” – powiedział rozmówca Onetu.  Do całego zamieszania odniósł się także sam prezydencki rzecznik. – „Moim zwierzchnikiem jest prezydent. To prezydent Andrzej Duda zdecydował się powołać mnie na funkcję ministra i to on decyduje o obsadzie stanowisk w Kancelarii– mówił Krzysztof Łapiński, dodając, że jego zadaniem jest „przekazywać decyzje i stanowiska prezydenta Andrzeja Dudy”.

PiS  nie zapomniał prezydentowi lipcowych decyzji w kwestii reformy sądownictwa. W tym kontekście media skłonne są odczytywać wtorkową rezygnację Marcina Mastalerka z funkcji dyrektora do spraw komunikacyjnych PKN Orlen. Mastalerek poinformował, że przechodzi do sektora prywatnego. Dlaczego „dobra zmiana” dotknęła właśnie jego? To właśnie były rzecznik PiS i bliski współpracownik Andrzeja Dudy w zwycięskiej kampanii, zdaniem partii rządzącej, rzucił pomysł zablokowania przez prezydenta reformy sądownictwa. Na Nowogrodzkiej są przekonani, że Mastalerek jest także autorem pomysłu o przeprowadzeniu referendum konstytucyjnego. Przypomnijmy, pomysł ten na początku maja dość mocno zaskoczył PiS i samego Jarosława Kaczyńskiego. To zbiegło się niespodziewanie ze zmianą na stanowisku rzecznika prezydenta Marka Magierowskiego (obecnie wiceszefa MSZ). Zastąpił go Krzysztof Łapiński, z którym Mastalerek jest w bardzo bliskim kontakcie – czytamy na portalu Onet. Nasuwa się pytanie: Czy rezygnacja przez Mastalerka z intratnej posady w PKN Orlen oznacza zemstę PiS na nieformalnym współpracowniku głowy państwa?

Teraz relacje prezydent – rząd nabrały jeszcze jaskrawszych odcieni. PiS ponownie został zaskoczony … słowami prawdy. Otóż kolejny człowiek prezydenta, prof. Michał Królikowski, odwiedził program Moniki Olejnik i na PiS nie zostawił suchej nitki. Tak mocnej i miażdżącej krytyki postępowania tej partii w sprawie sądów dawno nie było – czytamy na portalu NaTemat. Przypomnijmy: prof. Królikowski przygotowuje projekty nowych ustaw o sądownictwie. – „Nie dopuszczam takiej sytuacji, że można lojalnością wobec państwa tłumaczyć tak radykalny zamach na instytucję” – powiedział do Olejnik. Dalej było tylko lepiej. Projekty przygotowane przez rządzącą ekipę nazwał „doraźnymi”, „krótkowzrocznymi” i „destrukcyjnymi” i zabrakło jego zdaniem całościowej wizji sądów. Powiedział też, że PiS „zlekceważył” konstytucję przenosząc wszystkich sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku. Dlatego prezydenckie veto uważa za „genialną, mądrą i propaństwową decyzję”.

To nie wszystko: Trudno, żeby jego słowa spodobały się partii rządzącej, ponieważ uznał zasadność lipcowych protestów! W przeciwieństwie do rządzących polityków nie mówił o sterowanej ani tym bardziej opłacanej akcji protestów. Oświadczył nawet: – „Ci ludzie pomyśleli, że coś ważnego im odebrano albo coś ważnego im się odbiera. I że nie wyrażają na to zgody”. Warto dodać, że prezydencki doradca był przed laty w rządzie PO-PSL wiceministrem sprawiedliwości. Partyjni oficjele, chociażby Krystyna Pawłowicz, po prostu obawiają sie Królikowskiego, co teraz – po występie u Moniki Olejnik – nie dziwi. Wyrażona przez niego krytyka pozostaje wszak w zupełnej sprzeczności z linią rządu.

ILE WARTE JEST SŁOWO POLITYKA PiS?

BIEDNA POLSKA PO „DOBREJ ZMIANIE”. LOS POTRAFI BYĆ JEDNAK IRONICZNY…

NO I JAKI ZAORAŁ ŁAPIŃSKIEGO. SUPER. PROSIMY O WIĘCEJ 🙂

Waldemar Mystkowski pisze o nieuniknionej walce w PiS.

Duda jest skazany na konflikt z Kaczyńskim

Na tym nie skorzysta PiS, ale to dobra wiadomość dla Polski

Na prezesa Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza i Andrzeja Dudę należy patrzyć w szerokich kontekstach i wzajemnych współzależnościach, które nie muszą być kompetencjami ich funkcji. Zadałem pytanie: kim jest Kaczyński, gdy wiadomo, iż na Macierewiczu ciążą konkretne podejrzenia?

Renata Grochal z „Newsweeka” o tych dwóch politykach PiS mówiła w TOK FM: „Macierewicz realizuje politykę, którą Jarosław Kaczyński chce realizować”. I trudno nie zgodzić się z publicystką. Ba, nastręczają się bardzo konkretne pytania. Co chce Kaczyński zrobić w Wojskiem Polskim, z polską obronnością?

A w związku z tym pojawią się od razu trzy następne pytania. Czy Kaczyński rękoma Macierewicza chce rozbroić Polskę (nie zakupiono przez dwa lata żadnego sprzętu, bo trudno zaliczyć do niego samoloty dla VIP-ów, zaś najważniejszy kontrakt na śmigłowce bojowe Caracale został zerwany, w zamian niczego nie zaproponowano)?

Drugie pytanie. Czy Kaczyński chce wyrzucać z wojska najbardziej kreatywny element w postaci generałów, jak generał Mirosław Różański, co przypomina czystki Stalina w latach 30-tych? I trzecie pytanie: Czy Kaczyński chce stworzyć z Wojsk Obrony Terytorialnej prywatną armię PiS?

Kaczyńskiego z Macierewiczem łączą szczególne związki. Nikt nie jest mu tak bliski, nawet nie był brat Lech Kaczyński, ani też trzeci bliźniak Ludwik Dorn, ten ostatni dzisiaj pozostaje jego wrogiem. Beata Szydło szybciej przestanie być premierem niż Macierewicz ministrem. Ta ostatnia myśl jest autorstwa Grochal, acz podobnie myślałem.

I teraz nałóżmy te powinowactwa zamiarów Kaczyńskiego z Macierewiczem na postać Andrzeja Dudy. Konflikt prezydenta z prezesem jest nieunikniony, a nawet w dalszej perspektywie rozrywający PiS.

Chyba podobnie myślą generałowie – i to wyborni dowódcy w sile rozwoju zawodowego – jak wspomniany już Różański, ale też dziesiątki innych, którzy zawiązali Fundację Stratpoints z nadrzędnym celem, aby najlepsi generałowie – cenieni np. w NATO – nie marnowali się. Generałowie zwrócili się nawet z przesłaniem do prezydenta: „Jesteśmy otwarci na współpracę z prezydentem Andrzejem Dudą”.

Ciągle miejmy w tyle głowy, że Kaczyński wysługuje się Macierewiczem, a Duda powiedział tym zamiarom stop, nie podpisując listy awansów na generałów.

Następna sprawa, która nabiera rumieńców, acz nie musi nam się podobać, ale na pewno nie będzie podobać się prezesowi i jego otoczeniu. Na medialne światło wyciekły zręby dwóch prezydenckich ustaw sądowniczych, które mają być procedowane w Parlamencie na miejsce zawetowanych w lipcu.

Nie spodobają się rządowi PiS, bo kompetencje ministra sprawiedliwości zostaną cedowane na prezydenta, który przyznaje sobie w ten sposób rolę bezpiecznika. Np. gdy w Sejmie większość trzech piątych posłów nie wyłoni kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa, prezydent wskaże własnych kandydatów. Przeciek do mediów ma służyć głównie wzmocnieniu politycznemu prezydenta.

Duda więc skonfliktowany jest nie tylko z Macierewiczem, a w istocie z Kaczyńskim, dorzućmy do tego konflikt ze Zbigniewem Ziobrą, nie piszę o Szydło, bo ta marionetka nie ma narzędzi na usamodzielnienie, zresztą byłoby ono niemożliwe przy jej kompetencjach intelektualnych.

Duda nie musi się nam podobać. Widać, iż zaczął bać się o swoją przyszłość, przecież nie chce skończyć przed Trybunałem Stanu, a jeżeli tak myśli i choć trochę o Polsce, to jest skazany na konflikt z Kaczyńskim. Na tym nie skorzysta PiS, ale to dobra wiadomość dla Polski.

Nie chcemy już więcej waszej „fatalnej zmiany”

Nie chcemy już więcej waszej „fatalnej zmiany”

Nie chcemy już więcej waszej „fatalnej zmiany”

Dorota Warakomska o Kongresie Kobiet.

Co Polkom po Kongresie Kobiet

Na tym nie skorzysta PiS, ale to dobra wiadomość dla Polski

Na prezesa Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza i Andrzeja Dudę należy patrzyć w szerokich kontekstach i wzajemnych współzależnościach, które nie muszą być kompetencjami ich funkcji. Zadałem pytanie: kim jest Kaczyński, gdy wiadomo, iż na Macierewiczu ciążą konkretne podejrzenia?

Renata Grochal z „Newsweeka” o tych dwóch politykach PiS mówiła w TOK FM: „Macierewicz realizuje politykę, którą Jarosław Kaczyński chce realizować”. I trudno nie zgodzić się z publicystką. Ba, nastręczają się bardzo konkretne pytania. Co chce Kaczyński zrobić w Wojskiem Polskim, z polską obronnością?

A w związku z tym pojawią się od razu trzy następne pytania. Czy Kaczyński rękoma Macierewicza chce rozbroić Polskę (nie zakupiono przez dwa lata żadnego sprzętu, bo trudno zaliczyć do niego samoloty dla VIP-ów, zaś najważniejszy kontrakt na śmigłowce bojowe Caracale został zerwany, w zamian niczego nie zaproponowano)?

Drugie pytanie. Czy Kaczyński chce wyrzucać z wojska najbardziej kreatywny element w postaci generałów, jak generał Mirosław Różański, co przypomina czystki Stalina w latach 30-tych? I trzecie pytanie: Czy Kaczyński chce stworzyć z Wojsk Obrony Terytorialnej prywatną armię PiS?

Kaczyńskiego z Macierewiczem łączą szczególne związki. Nikt nie jest mu tak bliski, nawet nie był brat Lech Kaczyński, ani też trzeci bliźniak Ludwik Dorn, ten ostatni dzisiaj pozostaje jego wrogiem. Beata Szydło szybciej przestanie być premierem niż Macierewicz ministrem. Ta ostatnia myśl jest autorstwa Grochal, acz podobnie myślałem.

I teraz nałóżmy te powinowactwa zamiarów Kaczyńskiego z Macierewiczem na postać Andrzeja Dudy. Konflikt prezydenta z prezesem jest nieunikniony, a nawet w dalszej perspektywie rozrywający PiS.

Chyba podobnie myślą generałowie – i to wyborni dowódcy w sile rozwoju zawodowego – jak wspomniany już Różański, ale też dziesiątki innych, którzy zawiązali Fundację Stratpoints z nadrzędnym celem, aby najlepsi generałowie – cenieni np. w NATO – nie marnowali się. Generałowie zwrócili się nawet z przesłaniem do prezydenta: „Jesteśmy otwarci na współpracę z prezydentem Andrzejem Dudą”.

Ciągle miejmy w tyle głowy, że Kaczyński wysługuje się Macierewiczem, a Duda powiedział tym zamiarom stop, nie podpisując listy awansów na generałów.

Następna sprawa, która nabiera rumieńców, acz nie musi nam się podobać, ale na pewno nie będzie podobać się prezesowi i jego otoczeniu. Na medialne światło wyciekły zręby dwóch prezydenckich ustaw sądowniczych, które mają być procedowane w Parlamencie na miejsce zawetowanych w lipcu.

Nie spodobają się rządowi PiS, bo kompetencje ministra sprawiedliwości zostaną cedowane na prezydenta, który przyznaje sobie w ten sposób rolę bezpiecznika. Np. gdy w Sejmie większość trzech piątych posłów nie wyłoni kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa, prezydent wskaże własnych kandydatów. Przeciek do mediów ma służyć głównie wzmocnieniu politycznemu prezydenta.

Duda więc skonfliktowany jest nie tylko z Macierewiczem, a w istocie z Kaczyńskim, dorzućmy do tego konflikt ze Zbigniewem Ziobrą, nie piszę o Szydło, bo ta marionetka nie ma narzędzi na usamodzielnienie, zresztą byłoby ono niemożliwe przy jej kompetencjach intelektualnych.

Duda nie musi się nam podobać. Widać, iż zaczął bać się o swoją przyszłość, przecież nie chce skończyć przed Trybunałem Stanu, a jeżeli tak myśli i choć trochę o Polsce, to jest skazany na konflikt z Kaczyńskim. Na tym nie skorzysta PiS, ale to dobra wiadomość dla Polski.

Mariola dopowiada: „Kongres daje wsparcie. Jak mam jakiś problem, z czymś nie mogę sobie poradzić, dzwonię do dziewczyn i wiem, że mnie wesprą. Dodadzą otuchy. Uświadomią mi moją siłę”.

Siedzimy w jednej z wałbrzyskich restauracji. Omawiamy szczegóły konferencji „Czas na kobiety”, poświęconej aktywności zawodowej i społecznej kobiet. Odbędzie się następnego dnia w Wałbrzychu na terenie Starej Kopalni – centrum nauki i sztuki. Teresa od 27 lat prowadzi niedużą firmę – sklep z materiałami budowlanymi. Mariola zajmuje się poradnictwem zawodowym, aktywizacją osób bezrobotnych i doradztwem edukacyjnym dla młodzieży. Obydwie są w sile wieku. Uśmiechnięte, energiczne, chętne do działania. Dołącza do nas Ela, głównodowodząca w tym zespole. „Aktywna emerytka”, jak o sobie mówi, martwi się o frekwencję i czy wszystko wypali podczas konferencji. Wiadomo jak to jest, niespodzianki na ostatnią chwilę[1].

Wałbrzych jest specyficznym miastem. Dużo tu żon górników, które w czasach świetności kopalni nie musiały lub nie mogły pracować, bo mężowie im nie pozwalali. Nie uzupełniały też wykształcenia. Zajmowały się dziećmi i domem. Taka była tradycja. Ale gdy kopalnie zamknięto, a 25 tysięcy górników i pracowników przedsiębiorstw pracujących na rzecz kopalń odeszło z pracy z dnia na dzień, te kobiety zostały z niczym. Bez zawodu. Bez motywacji do pracy. Za to często ze sfrustrowanym mężem. Pieniądze z odpraw szybko się skończyły. Wtedy okazało się, że coś trzeba zrobić, jakoś żyć, więc kobiety wzięły sprawy we własne ręce.

Ela – pedagożka, nauczycielka, wykładowczyni i harcerka – była na wszystkich ogólnopolskich Kongresach Kobiet w Warszawie. „Dzięki temu, że jest ten ogólnopolski ruch społeczny, my, w terenie, umiemy znaleźć ideę, dla której pracujemy. Umiemy się zjednoczyć. To platforma, w której odnajdujemy się wszystkie. Integrujemy się. Znajdujemy dla siebie zadania. A poza tym wymyślamy co chwilę coś nowego” – mówi Ela. Przyznaje, że Kongres otworzył jej oczy i wyczulił ją na sprawy kobiet. Teraz jest wiceprzewodniczącą Rady Seniorów przy prezydencie Wałbrzycha.

Teresa dodaje: „Od dwóch lat widzimy, że garnie się do działania coraz więcej kobiet, i to młodych. To bardzo cieszy”.

A co cieszy mnie, co uważam za największe sukcesy istniejącego już dziewięć lat Kongresu Kobiet? Te właśnie te trzy kobiety z Wałbrzycha i setki, tysiące im podobnych w różnych miastach i wsiach w całej Polsce. Kobiety, które zrozumiały, że tylko przez wspólne działanie mogą odmienić swój los. Kobiety, które nie siedzą w kapciach przed telewizorem, nie płaczą i nie rozdzierają szat, gdy mają problemy, tylko zakasują rękawy – jak obrazowo mówiła podczas kampanii wyborczej w 2016 roku w Stanach Zjednoczonych Michelle Obama, namawiając na udziału w wyborach i wsparcia Hillary Clinton – i biorą się do pracy. Jej częścią jest przekonywanie kolejnych kobiet, że warto działać. Że bycie kobietą to wspaniała rzecz, bo ma się poparcie tak wielu znanych i nieznanych, sławnych i zwyczajnych kobiet. Że solidarność nie jest zarezerwowana dla wielkiej polityki albo mężczyzn, ale w praktyce dotyczy także kobiecej codzienności.

O solidarności, a także o stereotypach i sposobach na ich pokonanie rozmawiamy podczas dyskusji na temat aktywności zawodowej kobiet. Dzielimy się także wiedzą, jak wyciągać wnioski z popełnionych błędów. Jak się nie załamać po ogłoszeniu upadłości. Skąd brać pomysły. Gdzie szukać wsparcia, a gdzie pieniędzy. Dyskusja w Wałbrzychu się przeciąga, jak zwykle, bo uczestniczące w spotkaniu kobiety też chcą zabrać głos, pochwalić się inicjatywami, podzielić doświadczeniami.

Po dwóch turach praktycznych warsztatów (jak prowadzić firmę, jak się samorealizować i działać z entuzjazmem, jak rozpoznać swój potencjał) spotykamy się znów wszystkie w sali plenarnej i mam wrażenie, że kobiety nie chcą się rozstać. Potrzebują takich rozmów, wskazówek, ale i bycia wysłuchaną. A gdy widzą, że inna miała tak samo pod górkę, ale dała radę, łatwiej im planować działania. I choć każda z konferencji w cyklu „Czas na kobiety” jest inna ze względu na dostosowany do specyfiki regionu dobór warsztatów i osób dyskutujących, wszędzie zauważam to samo: kobiety wiedzą, że dyskryminacja jest prawdziwym problemem, tak samo jak seksizm. I dopóki nie zadbają o własne bezpieczeństwo, o życie bez przemocy, o przestrzeganie należnych im praw, dopóty nie będą miały siły ani motywacji, by zabiegać o awans czy podwyżkę. A przecież niezależność finansowa daje kobietom wolność.

Tydzień później jestem w Koninie. Tu odbywa się już piąty regionalny Kongres Kobiet. Niepełnosprawne dzieci tańczą na scenie, zagrzewając do dyskusji. Na widowni panie z Kół Gospodyń Wiejskich oraz Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Amazonki, rolniczki, nauczycielki, przedsiębiorczynie. Na scenie tłumaczka migowa, wśród widzów jest bowiem spora grupa osób głuchych i niedosłyszących.

Pierwszy panel – o seksie. Terapeutka, promotorka kobiecej seksualności, dziennikarka i tak zwana kobieta domowa dyskutują o tym, że seks i władza idą w parze, że seks jest wtedy, gdy obie strony mają na to ochotę, że najwyższy czas, by kobiety zadbały o własne potrzeby. „Bądźmy po stronie kobiet. Pilnujmy naszych granic” – apelują. Drugi panel – o stereotypach płciowych. „Różowy czy niebieski” – rozmawiają uczennice i uczniowie z I liceum w Koninie. Pokazują nagrany przez siebie film z przedszkolakami. Pada pytanie, czy dziewczynka może być strażakiem. Maluchy odpowiadają chórem: „Tak!”. A jedna z dziewczynek dodaje: „Strażaczką!”. Widownia bije brawo.

W trakcie przerwy jest okazja, by odwiedzić stoiska w „parku kobiet” w hallu  domu kultury i kina Oskard, gdzie odbywa się jubileuszowy koniński kongres. Stoiska organizacji pozarządowych, inicjatyw pomocowych i kobiecych biznesów przeżywają oblężenie. Kobiety pozdrawiają się, wymieniają telefonami, robią pamiątkowe zdjęcia. Tymczasem w sali na scenę wchodzi córka Ewy, konińskiej pełnomocniczki stowarzyszenia. Agnieszka przez pięć lat istnienia Kongresu w Koninie zdążyła zacząć i skończyć studia.

„Czego nauczyłam się przez te pięć lat?” – pyta. I od razu wyjaśnia: „Nauczyłam się solidarności. Solidarności według kobiet. Jesteśmy od siebie totalnie różne. Jednak co roku ramię w ramię tworzymy coś ponad podziałami. Nauczyłam się współpracy. Współpraca jest na maksa ważna, bo razem znaczymy więcej niż osobno. Nauczyłam się, że w Stowarzyszeniu Koniński Kongres Kobiet »niemożliwe« nie istnieje”. Agnieszka się uśmiecha, ale zaraz poważnieje. „Nauczyłam się, że wolność, demokracja i wszystko to, w co kiedyś wierzyłam, może mi zostać tak łatwo odebrane. Kongres Kobiet zawsze był apartyjny, jednak nigdy apolityczny. Przez pięć lat zmieniło się moje rozumienie walki o prawa kobiet. Pięć lat temu moim marzeniem były suwak i parytet, dzisiaj jest nim godna opieka okołoporodowa. Pięć lat temu chciałam edukacji seksualnej w szkołach, dzisiaj chcę rozsądnej, przemyślanej edukacji, także patriotycznej i historycznej. Pięć lat temu moim przyjaciołom ciężko było mnie wyciągnąć na Manifę czy Marsz Równości. Dzisiaj nie wyobrażam sobie siedzenia w domu, gdy próbuje mi się mówić, jak mam żyć. Zwracam się do moich rówieśników. Urodziliśmy się w wolnym, demokratycznym kraju, dorastaliśmy w europejskiej wspólnocie. Jeśli kochacie nasz kraj tak samo jak ja, musicie chodzić na wybory, musicie startować w wyborach, musicie się angażować”.

Zrywam się z miejsca, podobnie jak wszystkie kobiety w sali, rozlega się burza oklasków. Zerkam na Ewę. Jest dumna z córki, wzruszona, śmieje się. A ja myślę, że takich Ew i Agnieszek potrzebujemy w każdej gminie.

Na przemyślenia o zmianie pokoleniowej nie ma czasu, bo na scenie rozpoczyna się panel feministów. „To jest draństwo, że mężczyzna ze względu na inny chromosom uważa, że może być na piedestale. Patriarchat się przeterminował” – mówi Janusz Leon Wiśniewski, naukowiec i pisarz. A publicysta Roman Kurkiewicz wyjaśnia, dlaczego dla wzmacniania kobiet i równouprawnienia tak ważne jest używanie żeńskich końcówek i nazw zawodów.

Ostatni panel: „Dzień kobiet na co dzień czy od święta?”. Dyskutują dwie posłanki (Joanna Mucha z PO i Paulina Hennig-Kloska z .Nowoczesnej), przedstawicielka show biznesu i ja.  W tym czwórgłosie wyraźnie słychać, jak bardzo zmieniłyśmy się przez ostatnie lata. Dzień kobiet w tym roku upłynął pod znakiem protestów, strajku kobiet i wezwań do przestrzegania naszych praw.

Koniński Kongres kończy się muzycznym występem organizatorek, które stworzyły grupę Ale Babki, i wspólnym śpiewaniem wszystkich na sali „Babę zesłał Bóg…”.

Gdy wieczorem wracam do Warszawy, zdaję sobie sprawę z ogromu pracy, jaką wszystkie przez minione lata wykonujemy. Punktem wyjścia były działania podjęte wokół organizacji I Kongresu Kobiet, na który zjechały ponad cztery tysiące uczestniczek z całej Polski. W trakcie zjazdu dyskutowały w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie o wkładzie kobiet w transformację i historię ostatniego dwudziestolecia w naszym kraju. Było to w 2009 roku. Od tego czasu kongresy odbywają się co roku. Podczas nich dyskutujemy, uczymy się, rozmawiamy z gośćmi z Polski i ze świata. Na pierwszym gościły między innymi Maria Kaczyńska i Jolanta Kwaśniewska, a tytułem „Polki Dwudziestolecia” została uhonorowana Henryka Krzywonos-Strycharska. Na drugim nagrodę otrzymała profesor Maria Janion. Trzeci Kongres okazał się wydarzeniem europejskim, z rekordową międzynarodową obsadą. Czwarty był poświęcony kobietom z obszarów wiejskich. Piąty wzywał do partnerstwa. Szósty, pod hasłem „Wspólnota, równość, odpowiedzialność”, pobił rekord uczestniczek (ponad dziewięć tysięcy). Siódmy opowiedział się za pomocą dla uchodźców i uchodźczyń. Ósmy wzywał do aktywności na rzecz demokracji.

Kolejne kongresy wypracowują postulaty – zbiór żądań i priorytetów, tematów, które są ważne dla kobiet, a które umykają rządzącym. Pierwsza lista w 2009 roku objęła 200 zagadnień, wśród nich: wprowadzenie parytetów płci na listach wyborczych,powołanie niezależnego rzecznika do spraw równości,sporządzanie corocznego raportu w Sejmie o sytuacji kobiet,skuteczną politykę prorodzinną,refundację zapłodnienia in vitro,ochronę kobiet i dzieci przed przemocą,reformę systemu edukacji, by przeciwdziałał dyskryminacji kobiet, uchwalenie ustawy o związkach partnerskich umożliwiającej osobom homoseksualnym i heteroseksualnym godne życie, zwiększenie skuteczności ściągalności alimentów.

Na kolejnych ogólnopolskich spotkaniach naszego ruchu prezentowałyśmy 10–20 postulatów wybranych spośród tych 200, które co roku na zakończenie Kongresu wręczałyśmy premierowi, jako wskazówkę, czego potrzebują kobiety. Premier – sześciokrotnie Donald Tusk i raz Ewa Kopacz – przedstawiał działania rządu na rzecz kobiet[2]. W minionym roku było inaczej. Po raz pierwszy nasze zaproszenie zostało zignorowane, a VIII Kongres Kobiet nie przyjął listy postulatów. W zamian zdecydowałyśmy się na oświadczenie, w którym przypomniałyśmy, że naszym celem, od początku, jest wzmocnienie demokracji, uczynienie jej bardziej równościową, bardziej wrażliwą na dyskryminację, na problemy kobiet. Dla nas brak rozwiązań prawnych dla związków partnerskich i równych praw osób tej samej płci to jedna z najważniejszych nierealizowanych wcześniej spraw. Ale teraz – jak wiadomo – sytuacja kobiet i mniejszości pogorszyła się znacząco. I dalej: „Dziś czas jakby się cofnął. Musimy troszczyć się nie tylko o równość i prawa kobiet, ale i o fundamenty samej demokracji, o jej podstawowe instytucje, o elementarne zasady wolności obywatelskiej. Obecna władza łamie zasady Konstytucji, pogłębia klerykalizację życia publicznego, ideologizuje edukację, upartyjnia media, inwigiluje obywateli, akceptuje język nienawiści, izoluje Polskę od Europy i wreszcie – podważa podmiotowość kobiet i ich prawo do podejmowania decyzji o macierzyństwie.

Nie godzimy się na to! Dlatego Kongres Kobiet będzie wspierał wszelkie inicjatywy obywatelskie na rzecz wolności, demokracji, swobodnego rozwoju społeczeństwa otwartego, praw indywidualnych obywateli i obywatelek. Jesteśmy i będziemy po stronie demokracji, praworządności, równości i europejskości”[3].

W dzisiejszych trudnych dla kobiet czasach warto przypomnieć sobie nasze największe sukcesy. Nie brakuje ich. Obywatelski projekt ustawy o parytetach na listach wyborczych był pierwszą bardzo konkretną inicjatywą Kongresu Kobiet. Zbieranie podpisów pod projektem w całej Polsce pokazało, jak ważne są działania na rzecz kobiet. Dlatego w 2010 roku zostało powołane Stowarzyszenie Kongres Kobiet. Gdy projekt trafił na początku 2010 roku do Sejmu, inicjatywę poparła i przedstawiła na sali plenarnej Izabela Jaruga-Nowacka. W toku prac parlamentarnych zmniejszono gwarantowany udział kobiet i mężczyzn na listach wyborczych do Sejmu, Parlamentu Europejskiego i samorządów z 50 do 35 procent. Ostatecznie ustawę w grudniu 2010 roku przyjął Sejm: za było 241 posłów (SLD, PO i PSL), przeciw – 154 (głównie PiS), 9 wstrzymało się od głosu. Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ją na początku 2011 roku. Można uznać, że wprowadzenie w życie idei kwot jest ogromnym sukcesem Kongresu Kobiet. Tysiące osób – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – które zbierały podpisy pod obywatelskim projektem, doskonale wiedziało, że nie chodzi o wprowadzanie do polityki kobiet na siłę, tylko o danie im szansy poprzez umieszczenie na listach wyborczych.

Następnym ogromnym osiągnięciem było doprowadzenie do ratyfikacji Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, który to dokument obecny rząd uważa za zbędny. Znów nastąpiła ogromna mobilizacja: dziesiątki apeli, spotkań z politykami, konferencji prasowych, argumentów, przykładów oraz protestów – happeningów, gromadzących panie z czarnymi balonikami, twarzami pomalowanymi w siniaki. Wokół poparcia dla Konwencji udało się zjednoczyć organizacje pozarządowe. Przedstawicielki Kongresu Kobiet uczestniczyły w posiedzeniach komisji sejmowych. Dyskutowały, przedstawiały argumenty, walczyły z absurdalnymi stwierdzeniami, jakoby Konwencja miała zniszczyć naszą cywilizację…

Nasze starania trwały długo, ale było warto. W końcu zwyciężyło przekonanie, że Konwencja jest kompleksowym i skutecznym narzędziem walki z przemocą. Rząd podpisał dokument w grudniu 2012 roku, a Sejm ostatecznie zatwierdził ratyfikację w lutym 2015 roku – za głosowało 254 posłów, przeciw było 175, a 8 wstrzymało się od głosu. Ustawę ratyfikacyjną poparli w posłowie koalicji rządzącej PO-PSL oraz SLD i Twój Ruch. Przeciwko głosowali politycy PiS. Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę ratyfikującą w marcu 2015 roku.

Kolejne osiągnięcia ruchu kobiet to zmiany przepisów w wielu dziedzinach. Wymienię najważniejsze: refundacja zabiegów in vitro; wprowadzenie ścigania gwałtu z urzędu i zmiana formy przesłuchań ofiar przemocy seksualnej;zmiana ustawy żłobkowej; monitoring występowania luki płacowej w instytucjach publicznych (administracji centralnej i samorządowej, spółkach komunalnych); pozytywna opinia rządu do projektu unijnej dyrektywy kwotowej[4]; podwyższenie świadczenia pielęgnacyjnego; powołanie pełnomocniczki do spraw równego traktowania – najpierw Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, następnie profesor Małgorzaty Fuszary.

Te sukcesy to efekty żmudnej pracy Kongresu. Tysięcy rozmów, nieustannego prezentowania postulatów, przekonywaniu ministrów i parlamentarzystów. To setki, jeśli nie tysiące spotkań w Sejmie, Senacie, poszczególnych resortach. To rozmowy naszych pełnomocniczek regionalnych z władzami samorządowymi. To konferencje prasowe, udzielane wywiady. To przedstawiane analizy, raporty, fakty i dane. To wielogodzinne dyskusje, w bardziej i mniej  oficjalnych okolicznościach, często niełatwe. To wreszcie happeningi i protesty.

Teraz, gdy kobietom są odbierane ich prawa, protestujemy i będziemy protestować jeszcze głośniej. Kongresowy ruch społeczny skupia osoby indywidualne, organizacje pozarządowe, przedstawicielki biznesu, polityki, świata nauki, sztuki, kultury, dziennikarstwa, związków zawodowych, związków pracodawców itd. – kobiety z całej Polski, o różnych poglądach, z różnych środowisk, ponad politycznymi i wszelkimi innymi podziałami. Henryka Bochniarz i Magdalena Środa, dwie kobiety, które zapoczątkowały i kontynuują pracę na rzecz Kongresu Kobiet, są tego najlepszym przykładem. Dwa różne światy, dwie różne wrażliwości, różne historie życiowe i jedna misja – połączyć kobiety.

Często spotykam się z poglądem, że Kongres Kobiet to „paniusie w garsonkach” – takie słowa padają z ust niektórych feministek i osób z lewej strony sceny politycznej, co chyba ma znaczyć, że paniom z biznesu jest nie po drodze ze „zwykłymi” kobietami. Często słyszę też, że nasz ruch jest zbyt radykalny w swoich feministycznych postulatach i działaniach – to z kolei głos środowisk biznesowych i osób, które wolałyby działania powolne, są bardziej konserwatywne i boją się rewolucji. Pewnie obie grupy mają rację – jesteśmy różne, ale na tym polega nasza siła. Tak, są z nami sławne panie, między innymi Krystyna Janda, Agnieszka Holland, Maja Ostaszewska, Katarzyna Żak. Ale w kongresowym ruchu społecznym działają też bibliotekarki, rolniczki, sołtyski, robotnice, matki, babcie. Najzwyklejsze kobiety. To ich codzienna praca przynosi najwięcej efektów. Na to nakładają się inicjatywy podejmowane przez Stowarzyszenie – monitoring mediów, obserwatorium nierówności płci, szkolenia antydyskryminacyjne, badanie sytuacji kobiet w różnych dziedzinach – skutkujące raportami, konferencjami, szkoleniami.

Dzięki tym działaniom coraz więcej mówiło się o kobietach i ich znaczeniu, powstało wiele organizacji, stowarzyszeń, fundacji, klubów na rzecz kobiet. Kongres Kobiet jest platformą wspierającą różne tego typu działania. Nie uzurpuje sobie prawa do reprezentowania wszystkich kobiet w Polsce, ale wokół tej inicjatywy w całej Polsce wiele się dzieje. Jedne zarażone ideą współpracy i działania kobiety wciągają następne – w edukację, w małe wspólnoty, w ruch emancypacyjny, w wolność i równość.

Idę ulicą Białegostoku. Właśnie zakończyła się kolejna dyskusja o aktywności kobiet na rynku pracy. Podbiega do mnie długowłosa blondynka po trzydziestce. Dziękuje za konferencję, za wiedzę, wsparcie. „Zawsze wydawało mi się, że nie jestem feministką. Że te słowa o walce, stereotypach i dyskryminacji mnie nie dotyczą” – mówi szybko. „Jednak coraz częściej widzę, na każdym kroku, że macie rację. Mniejsze zarobki, pomijanie w szkoleniach, mąż oczekujący obsługi w domu, teściowa, która mówi, że w głowie mi się przewraca, bo nigdy nie będę równa i żebym się z tym pogodziła” – dodaje zawstydzona.

Dlaczego nie zabrała głosu podczas konferencji?

„Jeszcze nie mam śmiałości, by mówić o tym publicznie” – wyjaśnia.

Jeśli choć przez chwilę miałam wątpliwości, czy warto organizować kolejny Kongres Kobiet, czy warto zabiegać o zdobycie finansów, pokonywać setki trudności organizacyjnych, logistycznych, zarywać noce… Ta myśl znika w ułamku sekundy. Oczywiście, że warto. Kolejne kobiety zostaną zarażone świadomością swoich praw, szkodliwości stereotypów, ideą działania i współpracy. Uśmiecham się więc do długowłosej blondynki i mówię: „Do zobaczenia na kolejnej konferencji albo na regionalnym Kongresie, albo na następnym, dziewiątym już ogólnopolskim Kongresie, który w tym roku po raz pierwszy wyjeżdża z Warszawy. Do zobaczenia we wrześniu w Poznaniu!”.

Nie chcemy już więcej waszej „fatalnej zmiany”

Nie chcemy już więcej waszej „fatalnej zmiany”

Nie chcemy już więcej waszej „fatalnej zmiany”

>>>