Posts Tagged ‘Andrzej Duda’

Czip Kaczyńskiego i dupniak Dudy

Sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski po trzech miesiącach aresztu, który zaliczył w powodu bardzo a to bardzo wątpliwych zarzutów, poinformował polityków PiS o oczekiwaniach więźniów i strażników, którzy pozostali i pracują za kratami: – „Byłem w miejscu, w którym już bardzo na was czekają„.

Jarosław Kaczyński może wywinąć się od pryczy chorobą – ona zaś zdaje się być groźniejsza niż na pozór to wygląda. W wakacje miało dojść do wszczepienia endoprotezy w chore kolano, ale operacja została przesunięta na dalszy termin – po wyborach. Prezes PiS zalicza serie antybiotyków przeciw gronkowcowi, co w jego wieku bardzo osłabia organizm.

Przesunięcie operacji może być podyktowane dwoma powodami. Kaczyński się boi, bo operacja może się nie udać. Lekarze mogą unikać ostatecznej decyzji, gdyż powikłania przy wszczepieniu grożą gangreną, a następny ratunek to amputacja kończyny. A przy tego rodzaju schorzeniu istnieje ponadto duże zagrożenie, iż organizm pacjenta nie wytrzyma i zatrzyma pracę.

Nie wiem, jak wy, ale ja najgorszemu wrogowi nie życzę źle w kwestii zdrowia. Niech bestia żyje! Jakkolwiek będzie, polityka polska kuśtyka na nodze Kaczyńskiego. Morawiecki czy też Duda niczego samodzielnie nie mogą zrobić, muszą konsultować się z pacjentem Kaczyńskim.

Z pewnością wielu z nas zastanawia się, czy polscy psychiatrzy nie powinni wzorem amerykańskich kolegów bić w tarabany na trwogę. W USA fachowcy od kuku na muniu twierdzą, że Trump jest paranoikiem. A przecież nie raz dostaliśmy sygnały od Kaczyńskiego, iż buksuje mu pod sufitem. Prezes PiS może mieć problem nie tylko z kolanem, acz wiem, że jeszcze nie wszczepia się czipu przeciw paranoidalnego, ale podobno do łask wraca lobotomia.

Andrzej Duda nie kuśtyka na nogę, ale fatalnie zachowuje się jego charakter i rozum. Prezydent zaprezentował 10 pytań referendalnych, na które według jego życzenia mielibyśmy odpowiedzieć w dniu święta stulecia odzyskania niepodległości. Poziom pytań jest żenujący, dotyczy kwestii, które społeczeństwa nie obchodzą. Bo co to za pytanie dotyczące rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego Polski albo chrześcijańskich źródeł. To są pytanie przedpotopowe, przednowoczesne.

Duda najpierw musi odpowiedzieć za złamanie obowiązującej Konstytucji, a nie proponować pytania referendalne, które są wsteczne nawet do Konstytucji 3 Maja. A poza tym reguł gry nie zmienia się w trakcie jej trwania. Gra w szachy to nie warcaby, a nawet dupniak, bo ta ostatnia gra jest najbliższa nieskomplikowanemu braku charakteru prezydenta Dudy.

Nie wiem, jak skończy się Trybunał Stanu, który czeka Dudę. Ale może ziścić się informacja Gawłowskiego o więźniach i strażnikach, którzy „już bardzo czekają”. Wówczas Duda niech gra sobie do woli w swoją ulubiona grę: dupniaka.

Reklamy

Targowica dzisiaj nosi miano PiS

Gdyby stosować porównania historyczne, moglibyśmy stwierdzić, że obecnie znajdujemy się w roku 1791, albo 1792. Zostałoby nam 3-4 lata do utraty niepodległości.

Czy trzeba przypominać, co w Polsce znaczy Targowica? Jeżeli tak – to proszę: spisek magnaterii zawiązany „w obronie zagrożonej wolności” i przeciw największej reformie Sejmu Czteroletniego – Konstytucji 3 Maja.

Historia jest nieporównywalna, ale jak dzisiaj – wówczas klasie rządzącej zagrażała konstytucja. I tak wrogiem dzisiejszej władzy PiS jest konstytucja. Zapisy artykułów Konstytucji obchodzone są nowelizowanymi ustawami i to w sposób wybitnie groteskowy, bo mamy nowelę noweli, a do tej noweli jeszcze jedną nowelę. Prawo jest przykrawane do partyjnych potrzeb.

Gdyby tak krawiec przykrawał nam strój wierzchni, to nałożylibyśmy na siebie jakieś skrawki, może na listek figowy by starczyło, ale z tyłu cztery litery świeciłyby bezwstydem.

Mateusz Morawiecki oświadczył, że „każde poważne państwo” (raczej Polska pod władzą PiS jest ośmieszona, w Unii Europejska zaś traktowana niepoważnie, jako państwo specjalnej troski) „musi sobie z tym w jakiś sposób poradzić, musi sobie poradzić w sposób legislacyjny”. Czyli legislacyjnie przegłosować nowelę noweli i jeszcze do tego nowelę – wbrew Konstytucji.

Morawiecki mówi o I prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Gersdorf, iż „nie jest już dzisiaj I prezes SN, zgodnie z ustawą”. Ale prof. Gersdorf jest I prezes SN zgodnie z Konstytucją. Prawo niezgodne z Konstytucją jest bezprawiem, choć zostało przegłosowane przez większość sejmową.

I jak to u tego nieszczęsnego Morawieckiego zwykle bywa, wychodzi mu z ust pokractwo językowe i logiczne, premier stan niekonstytucyjnego prawa ustanowionego przez PiS z przestrzegającą konstytucję prof. Gersdorf nazwał klinczem.

Każdy klincz kiedyś się kończy, sędzia go przerywa, stara się to zrobić Komisja Europejska. Klincz zastosował PiS niekonstytucyjnym prawem. Więc trzymając się języka boksu, po wyjściu z klinczu PiS zaliczy dechy. Sam Morawiecki może nie dostanie ciosu w nos, ale jego partia – owszem. Kiedy to się stanie? Raczej szybciej niż delikwent się spodziewa. Zostanie wyniesiony z ringu.

To musi spotkać PiS, które ustanawia prawo niekonstytucyjne, czyli jest dzisiaj Targowicą. Jeżeli targowiczan Morawiecki miałby wygrać, to obawiam się, że może nas spotkać to, co Polskę spotkało w 1795 roku.

Gdyby stosować porównania historyczne, moglibyśmy stwierdzić, że obecnie znajdujemy się w roku 1791, albo 1792. Zostałoby nam 3-4 lata do utraty niepodległości. W Europie dzisiaj – jak wówczas – nie mamy sojuszników, bo także Niemcy, jak wtedy Prusy, stracą do nas cierpliwość i przehandlują nas Rosji.

Małgorzata Gersdorf była napisać do innego targowiczanina Andrzeja Dudy: „Biorąc zatem pod uwagę przedstawioną argumentację związaną z powołaniem mnie do pełnienia funkcji Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego stwierdzam, że moja kadencja trwa nadal aż do dnia 30 kwietnia 2020 i jestem zobowiązana do sprawowania tego urzędu z mocy najwyższego prawa Rzeczypospolitej Polskiej – Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”.

Jakże te wszystkie frazy brzmią znajomo, przerabialiśmy je w historii i znowu się powtarzają. Wróg zawsze się rodzi wewnątrz, to ten robak bezprawia niszczy naszą reputację, osłabia nasze sojusze. Dzisiaj Targowica ma zbiorcze imię PiS, a jej Branickim, Szczęsnym Potockim są Morawiecki i Duda, a za sznurkami tych marionetek pociąga prezes K., ich caryca.

PiS zamienia kartofle na buraki

Prezydent ma prerogatywę prawa łaski, ale nie ma prerogatywy zastępowania sędziów i wydawania za nich wyroków.

Można rzec, iż definicja układu się domknęła w układ zamknięty. Prokurator generalny z PiS wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego opanowanego przez PiS o uznanie, że prezydent z PiS miał prawo ułaskawić ministrów PiS. A więc wyrok Sądu Najwyższego został unieważniony, kto by się taką drobnostką przejmował. Jak powiedział prezes PiS, bój o Sąd Najwyższy też wygrają.

W międzyczasie ze stron prezydenckich z zakładki „Prawo łaski” zniknęła wykładnia, iż prawo łaski przysługuje „od prawomocnego wyroku sądu”. A Mariusz Kamiński miał wyrok nieprawomocny 3 lat do odsiadki. Zresztą sam utrzymywał, że nie interesuje go łaska, ale uniewinnienie.

Prezydent ma prerogatywę prawa łaski, ale nie ma prerogatywy zastępowania sedziów i wydawania za nich wyroków, bo gdyby takie prawa posiadał, to faktycznie mógłby ułaskawić Kamińskiego przed skazaniem go. Ale i to zastosowane bezprawie przez Dudę wskazuje na logikę, iż uznał Kamińskiego za przestępcę. Prezydent się pogodził z tym, ze w rządzie PiS jest przestępca.

Prof. Marcin Matczak także próbuje rozgryźć logikę układu zamkniętego PiS i stwierdza, że według rozumowania PiS można dać rozwód narzeczonemu, gdyż istnieje domniemanie, że on albo niedoszła żona zdradzą się nawzajem. I taka też jest moralność PiS, bo ta jest pochodną każdego bezprawia.

Zdefiniowana została też przez Trybunał Konstytucyjny inna prerogatywa prezydenta PiS. Ma prawo chronienia każdego przed wymiarem sprawiedliwości, co jest czymś zupełnie innym niż ochrona przed karą, której dotyczy prawo łaski.Ta logika PiS jest zupełnie pokrętna i taka też będzie w stosunku do Sądu Najwyższego. Zasadność propagandy PiS celnie ujął prawnik Piotr Schramm: – „Jeżeli z powodu rzekomej kradzieży kiełbasy przez jednego sędziego należy rozwalić cały Sąd Najwyższy – to z powodu rzeczywistej pedofilii w Kościele PiS powinien natychmiast zamknąć i zdelegalizować wszystkie kościoły”.

Raport NIK udowadnia, iż nagrody „nam się należą” były większe. Ba, można w ciemno iść o zakład, że to tylko wierzchołek góry lodowej, pod spodem dojenie kasy państwa idzie pełną parą. A Mateusz Morawiecki twierdzi, że nagrody zostały przekazane na cele charytatywne.

Cały czas mamy do czynienia z krętactwem spod logo PiS. Na cele charytatywne można oddać własne pieniądze albo oddać honorową rekompensatę. A PiS zostało złapane na gorącym uczynku, a gdy już politycy tej partii nie mieli wyjścia, to półgębkiem się przyznali, ale nie do całej kwoty, którą podprowadzili z publicznego Sezamu. Przyznali się tylko do zawartości worka, który opozycja im przeszukała.

Dla mnie PiS definiuje się jeszcze inaczej, co podsunął mi nieszczęsny Morawiecki, mianowicie zapowiedział, że „w tym tygodniu zaprezentujemy z ministrem Ardanowskim nowe rozwiązania dla rolników”. Trzymając się estetyki partii Kaczyńskiego można ukuć taką oto metaforę: Morawiecki zaprezentuje „nowe rozwiązania”, zamieniając kartofle na buraki – a może odwrotnie.

Parlamentaryzm PiS w wigwamie za milion złotych

Polski parlamentaryzm na swoje 550-lecie został złożony do grobu. Odbyło się to w asyście jednej partii (plus przystawki) i herolda funeralnego – prezydenta Andrzeja Dudy. Na tę godzinną uroczystość wynajęto namiot za milion złotych i to nie wiadomo z jakich powodów, bo budynek Sejmu przy Wiejskiej ocalał po demolce demokracji przez PiS.

Obliczono nawet, ile kosztowała minuta wystąpienia Dudy – 25 tysięcy złotych. A zatem gdyby Duda był tyle warty jako zawodnik, to na Mundialu wyszlibyśmy z grupy i w niedzielę gralibyśmy w finale przeciwko Francji bądź Chorwacji. Ale Duda to zawodnik od faulów, który łamie Konstytucję, gdy prezes mu nakaże. Dawno dostał czerwoną kartkę, dzisiaj jest tylko kibolem.
Można było mieć wrażenie, że Duda nie przemawia do narodu, bo większość mu nie wierzy. Słowa adresował do swego zwierzchnika, sponsora politycznego, prezesa Kaczyńskiego, dlatego, aby wystawił go na drugą kadencję.

Parlamentaryzm mamy, jak ów namiot na godzinę, który powoduje kojarzenia z wynajmem pokojów na godziny, aby załatwić swoje potrzeby. Tak rządząca partia obsługuje swój interes partyjny z funduszu wszystkich Polaków.

Czy opozycja mogła wziąć udział w tym bieda-spektaklu? Raczej nie, a w zasadzie na pewno, gdyż prolongowałaby agonię parlamentaryzmu. Wszak odjęto jej głos i jedynie za zgodą marszałka Sejmu można jej na Wiejskiej popiskiwać, a nie debatować.

Formy niezgody są różne. W tym wypadku obstrukcja była takim sobie wyjściem. W obecnej sytuacji, gdy Duda zabił ćwieka w wieko parlamentaryzmu, opozycja musi odzyskać inicjatywę – i to w wielu aspektach politycznych – a więc parlamentaryzmu, demokracji, praworządności.

W jaki sposób? Oczywiście nie jest to takie proste. Dawny „trzeci bliźniak” Kaczyńskich Ludwik Dorn uważa, że trzeba sięgnąć po metody Kaczyńskiego, czyli niezgodne z Konstytucją. W chwili, gdy dojdzie do fałszerstw wyborczych, formy sprzeciwu mogą stać się bezprawne.

Już teraz należy sięgać po niestandardowe formy sprzeciwu i protestu, póki nie jest za późno. Społeczeństwo obywatelskie winno się zorganizować, wyrażać swoje cząstkowe niezgody, a nie całej opozycji obywatelskiej.

Dzisiaj zobaczyliśmy fasadę republiki bananowej, w której rządzący w wigwamie za milion złotych przez niecałą godzinę dawali sygnały dymne w postaci kadzenia Dudy dla prezesa chorego na kolano, aby go „niebożę” wystawił.

Andrzej Duda ma spotkać się z „bardzo stabilnym geniuszem”

Tak „skromnie” siebie samego określa Donald Trump.

Dwudniowy szczyt NATO w Brukseli zakończył się, choć będzie miał „dogrywkę” w Helsinkach, gdzie za cztery dni prezydent USA Donald Trump spotka się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

Jakie są wyniki tego szczytu? Właściwą oceną wydaje się być stwierdzenie, iż kraje Unii Europejskiej nie poniosły porażki, na którą zapowiadało się przed szczytem. Trump to specyficzny polityk, który uprawia politykę twitterową. Coś tam opublikuje na portalu społecznościowym, wszyscy zastanawiają się, co też miał na myśli. A myśli chodzą mu po karkołomnych ścieżkach, aby po pewnym czasie usunąć je wraz z tweetem.

Przekonałem się o tym, gdy Trumpa sobie zretweeetowałem, chciałem do wpisu powrócić, ale prezydent USA go usunął, a najpewniej administracja waszyngtońska. Właśnie ze względu na osobowość Trumpa musimy brać poprawkę, iż jest on przedstawicielem konserwatywnego Waszyngtonu i w istocie nie on rządzi, ale ta formacja. Coraz bardziej można się przekonać, iż Trump jest ubezwłasnowolniony. I dobrze, bo to typ osobowości groźny nie tylko dla USA, ale i dla świata.

Po szczycie Trump powiedział o sobie, że jest „bardzo stabilnym geniuszem”. Nie wiadomo, na co zwrócić uwagę, czy na „bardzo stabilnego”, czy „bardzo geniusza”, acz stosując proste narzędzie psychoanalityczne należy stwierdzić, że Trump czuje, iż z jego stabilnością jest coś na bakier.

Inny wątek wypowiedzi Trumpa świadczy, że wcale nie przyjechał do Brukseli ze zbożnymi zamiarami w stosunku do UE. Na pytanie, czy groził państwom NATO opuszczeniem sojuszu odpowiedział, że jest „bardzo niezadowolony” z tego, że nie wywiązują się ze zobowiązań dotyczących wydatków na obronność, ale… szczyt zakończył się sukcesem. – „Udało się osiągnąć niezwykły postęp” – zakończył Trump. Stabilność wahadłowa – bim-bam.

Trump prowadzi swoją grę medialną w roli „stabilnego geniusza”. A jak wypadł nasz gracz Andrzej Duda? Otóż przeniósł się z przaśnej poczekalni na Nowogrodzkiej na korytarze siedziby NATO w Brukseli. Na Nowogrodzkiej dopada czasami poły Jarosława Kaczyńskiego i odbywa z nim „bardzo ważne rozmowy”. Do takich bardzo, ale do bardzo ważnych dwóch spotkań doszło z Trumpem, w tym jedno odbył na korytarzu tylko po to, aby dać się sfotografować, bo „bardzo ważnie rozmawiał”, tj. uśmiechał się.

Prezydenci Polski przed Dudą spotykali się z głowami innych państw w konkretnych celach i podpisywali umowy. Duda ze swoimi służbami medialnymi poluje na spotkania, aby ktoś zechciał z nim porozmawiać i zrobił zdjęcie. To jest gros działalności politycznej naszego Adriana – antyszambrować, czyli wyczekiwać w przedpokojach, poczekalniach, korytarzach usiłując dotrzeć do wpływowych osób.

Wreszcie, uff… udało się – podobno dopinane jest spotkanie Dudy w Waszyngtonie z „bardzo stabilnym geniuszem”, zaś na miejscu w Warszawie „stabilny geniusz” ma chore kolano i nie wiadomo, czy zechce spotkać się z Adrianem, chyba że ten dotrze na Nowogrodzką, Żoliborz bądź na Szaserów.

Dla Dudy Konstytucja to kubeł na śmieci

Pytania referendalne są ideologiczne, a nawet zakładające, iż Polska stanie się państwem wyznaniowym.

Mniej więcej wiemy, dlaczego Andrzej Duda złamał Konstytucję RP. Jego promotor z Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Jan Zimmermann twierdzi, że przynajmniej 3 razy złamał – tak wyrażał się o swoim byłym studencie w grudniu 2015 roku. Od tamtego czasu Duda też łamał. Udokumentowane jest czarno na białym, że Duda 10 razy złamał Konstytucję i wyszczególnione zostały złamane artykuły.

Duda twierdzi, że o złamaniu decyduje Trybunał Konstytucyjny, na którego czele w tej chwili stoi magister Julia Przyłębska, nie mająca żadnego autorytetu jako prawnik, o czym wiedzą interesujący się tematem. Jej braki zadecydowały, iż nie dostała rekomendacji komisji kwalifikacyjnej do pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, mimo że wakowało stanowisko. No, ale Przyłębska przeszła przez komisję partyjną PiS, więc należy w tym kontekście określić TK jako Trybunał Partyjny, a prawników z tej instytucji jako uprawiających brakoróbstwo na rzecz partii Jarosława Kaczyńskiego.

Duda w KFC w Krakowie złapany został przez panią Katarzynę, która zadała mu pytanie: – „Czemu zgadza się pan na łamanie w Polsce Konstytucji?”. Duda jak Przyłębska wykazał się brakoróbstwem intelektualnym, bo odpowiedział na pytanie, które nie zostało mu wszak zadane. Duda pokrętnie odpowiedział, że pani Katarzyna „nie może pogodzić się z tym, kto wygrał wybory”. I przy tym Duda zrobił swoją słynną już minę, którą nazywam z gombrowiczowska – „gębą dudka”. Sieć KFC jak na rasowy biznes przystało kuje szmal, póki gorący i zaprasza: – „Pani Kasiu, Panie Prezydencie, zapraszamy do spotkania w naszej restauracji przy kubełku pełnym najlepszego kurczaka. Kubełek Łączy!”

Uważam, że Duda ratuje swoje cztery litery na drugą kadencję, aby prezes pozwolił mu kandydować na prezydenta, a ma niewiele możliwości, aby w podzięce pocałować Kaczyńskiego w pierścień. Otóż tym jego zastępczym pocałunkiem mają być pytania referendalne w sprawie zmian w Konstytucji. Duda zwołał posiedzenie Narodowej Rady Rozwoju, na którym zaprezentowano pytania referendalne, a jest ich w tej chwili 15.

Oto niektóre z nich. „Czy jest Pani/Pan za odwołaniem się w preambule Konstytucji RP do ponadtysiącletniego chrześcijańskiego dziedzictwa Polski i Europy jako ważnego źródła naszej tradycji, kultury i narodowej tożsamości?” – to pytanie numer 4. Pytanie piąte: „Czy jest Pani/Pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem szczególnego wsparcia dla rodziny, polegającego na wprowadzeniu zasady nienaruszalności praw nabytych (takich jak świadczenia „500+”)?”. Pytanie numer 6: „Czy jest Pani/Pan za zagwarantowaniem w Konstytucji RP szczególnej ochrony prawa do emerytury dla kobiet od 60 roku życia, a dla mężczyzn od 65 roku życia?”. I kolejne: „Czy jest Pani/Pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem członkostwa Rzeczypospolitej Polskiej w Unii Europejskiej? Czy jest Pani/Pan za zapisaniem w Konstytucji RP gwarancji suwerenności Polski w Unii Europejskiej oraz zasady wyższości Konstytucji nad prawem międzynarodowym i europejskim? Czy jest Pani/Pan za wzmocnieniem w Konstytucji RP pozycji rodziny, z uwzględnieniem ochrony obok macierzyństwa także ojcostwa? Czy jest Pani/Pan za przyznaniem w Konstytucji RP gwarancji szczególnej opieki zdrowotnej kobietom ciężarnym, dzieciom, osobom niepełnosprawnym i w podeszłym wieku?”.

A więc pytania są iście ideologiczne, a nawet zakładające, iż Polska stanie się państwem wyznaniowym. Pytania idą w sukurs ustawom, które podjął Sejm obecnej kadencji. Krótko pisząc: jest to pisowski śmietnik. Duda tak traktuje Konstytucję, a jej artykuły jak śmieci.

Pytania zostały przez Dudę posegregowane na 15 kubłów. Nie wiem, jak PiS zareaguje na pocałunek Dudy w pierścień, ale mam złą dla niego wiadomość, jak pani Katarzyna w KFC – Duda nie będzie odpowiadał przed Trybunałem Stanu za kubły śmieci, które proponuje, a za złamanie Konstytucji obowiązującej od 1997 roku.

STAŁO SIĘ! Antoni rozpoczął atak. Nie czeka już na prezesa. W PiS zaczęła się walka o najważniejszy stołek! Kto wygra? Obóz Rydzyka, Morawiecki czy może Prokurator Zero? Na kogo stawiacie?

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

W kraju PiS, czyli w Pokraju

Andrzej Saramonowicz uważa, iż pisowskie państwo nie jest Polską, jest jej karykaturą, absurdem.

Scenarzysta, reżyser  i pisarz w jednej osobie Andrzej Saramonowicz w rozmowie z Tomaszem Lisem przyznał się do swojej ambicji, iż ściga się z PiS: – „Trwa rywalizacja między mną a włodarzami państwa na to, kto wymyśli większy absurd. Niestety, czasami jestem bezradny”.

Przypomnę, że Saramonowicz jest autorem prześmiesznych filmów „Testosteron” czy też „Ciało”. Pocieszeniem dla niego może być to, iż z PiS-em przegrałby Bareja i Mrożek, a nawet najwięksi światowi twórcy surrealistyczni. W te klocki partia Jarosława Kaczyńskiego to mistrz.

Gdyby istniało boisko absurdu, Kaczyński byłby nie tylko Robertem Lewandowskim, ale też miałby technikę Lionela Messiego. Z kolei Andrzej Duda byłby odpowiednikiem Cristiano Ronaldo. Oto absurd prezydenta godzien bramki Ronaldo strzelonej przewrotką. Mianowicie rząd PiS „jest atakowany”, bo odnosi sukcesy, „im Polska będzie silniejsza, tym mocniej będzie atakowana”.

I chyba to zapamiętamy z pobytu Dudy w USA, a słowa te wypowiedział dla „opiniotwórczej” TV Trwam, która miała wyłączność na wywiad z prezydentem. Dla porównania – wycieczki Dudy za Atlantyk nie zauważyły żadne media amerykańskie, nikt nie odnotował jego sukcesu. Za to wszystkie najważniejsze dzienniki USA poświęciły artykuły Lechowi Wałęsie, który odwiedził protestujących niepełnosprawnych w Sejmie.

I Saramonowicz chce się ścigać z takim Dudą? Duda jest sam w sobie niedorzecznością, bowiem jego imię to Absurd. W podobne nadymanie wpadł Mateusz Morawiecki w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, skąd dał nogę, gdy zaznał obywatelskiej niezgody na niedorzeczności. Absurd to immanentna cecha polityków tej formacji politycznej. Na nadymanie PiS dają się nabierać dziennikarze, którzy wydawałoby się są odporni na sodówkę kiepskich retorycznie Dudy i Morawieckiego. Rafał Kalukin z „Polityki” ma pretensje do KOD, iż „jeśli się wiecuje, to się nie rozmawia. Koniec, kropka”. Kalukin jest ofiarą chciejstwa, bo oczekuje od KOD-u, który nie ma narzędzi zmuszenia Morawieckiego do dialogu, iż wymusi na Morawieckim ten dialog.

Morawiecki jednak się nie poddaje w ściganiu absurdalnym. Po sprincie w Sali BHP, prezentuje się na dłuższym dystansie. Oto ogłosił nowy program „Mosty plus”. Na czym on ma polegać? Wybudowane zostaną przeprawy tam, gdzie mostów nie ma. To nawet logiczne, ale jak absurdalne.

Czekam na inne „plusy”, np. „drogi plus”, aby powstały tam, gdzie dróg nie ma, albo „mieszkania plus” – tam, gdzie mieszkań nie ma. Aha, przepraszam – z mieszkaniami nie wyszło, program został zapomniany. Morawieckiemu polecam eksperyment, aby wybudował mosty na rzekami, których nie ma. Taki jest dramat z naszymi mistrzami od absurdów.

Tacy politycy rządzą w naszym kraju. Saramonowicz uważa, iż pisowskie państwo nie jest Polską, jest jej karykaturą, absurdem. Uznał, że nazwę Polska trzeba chronić i dać odpowiednie rzeczy słowo. Dla PiS nasza ojczyzna to jest Pokraj i taki też tytuł dał swojej książce „Pokraj”. Nie znam jej, ale sądzę, że w Pokraju rządzą Pokraki.

Mimowiedną definicję panującej prawdy w tym Pokraju dał bliski ministrowi od kultury PiS Piotrowi Glińskiemu – Dawid Wildstein. Odniósł się on do fake newsa, który chciano podrzucić Lechowi Wałęsie. Na tej bazie tak definiowana jest pokraczna prawda PiS przez Wildsteina: – „Że wpis Wałęsy to fejk? Może. Ale przecież mógł tak napisać, nie? A nawet jak nie napisał, to tak myśli. A nawet jeżeli tak nie pomyślał, to mógł tak pomyśleć. Czyli nie fejk”.

Dziś Salą BHP jest kawałek podłogi w Sejmie

Inne czasy, inna Sala BHP. Ta słynna w Stoczni Gdańskiej przeszła instytucjonalną metamorfozę. Dzisiaj służy do obrad ONR tudzież wystąpień premiera Morawieckiego, który z niej się salwował.

Sala BHP w dzisiejszej Stoczni Gdańskiej (wówczas im. Lenina) zyskała swoją symboliczną wartość w czasach wyraźnych, gdy władza stała przeciw narodowi, reprezentując interesy Moskwy. W stosunku do tamtych czasów dzisiejsze są niewyraźne, bo władza PiS – w odróżnieniu od PZPR – jest emanacją części społeczeństwa, ale ta władza stoi przeciw większej części narodu, która na nią nie głosowała. Władza PiS stoi też przeciw Konstytucji RP, standardom demokracji, przeciw trójpodziałowi władzy.

Niewyraźność tej władzy ma się więc z immanentnych cech demokracji. Można być przeciw demokracji, korzystając z demokracji. PZPR zaś nie był przeciw demokracji ludowej, ale przeciw demokratycznej opozycji. Sala BHP więc jest symbolem minionych czasów, gdy państwo i jego społeczeństwo walczyło o podmiotowość – dzisiaj jest w tym aspekcie martwa.

Dzisiaj Sala BHP to niewielka część podłogi w Sejmie, na której protestują i śpią niepełnosprawni i ich opiekunowie. Komuniści wszelkimi środkami propagandowymi walczyli z protestującymi stoczniowcami w Sali BHP. Dzisiaj w zwalczaniu protestujących niepełnosprawnych na takich samych pozycjach, jak komuniści stoją politycy PiS. Pomysły tych ostatnich są nawet bardziej nieludzkie, bo chcą odszczurzać, nasłać Sanepid, odczłowieczyć niepełnosprawnych.

Bohater naszych czasów, czasów jednak minionych, Lech Wałęsa przyjechał do Sejmu. I co mógł ofiarować? Tylko solidarność i radę: skorzystania z siły protestu górników, przed którymi ulega każda władza, bo się ich po prostu boi. Jeden z dziennikarzy nawet sobie zamarzył: przed Sejmem zjawiają się górnicy, którzy palą opony, żądając nie 15. pensji dla siebie, lecz 500 zł dla niepełnosprawnych.

Iwona Hartwich, matka niepełnosprawnego Kuby Hartwicha, jest nieformalną liderką protestu w Sejmie i kimś w rodzaju Wałęsy, przeniesionego w nasze niewyraźne czasy. Nie spodziewała się, że Lech Wałęsa rozwiąże problem protestujących, bo – jak bardzo przytomnie zauważyła – „to zadanie rządu”.

Dzisiaj Sala BHP to ten kawałek podłogi w Sejmie, na którym protestują niepełnosprawni, potrzebują naszego wsparcia, aby wytrwali, nie poddali się, aby osiągnęli swój cel, jak stoczniowcy w imieniu wszystkich Polaków w Sierpniu 1980 roku.

Przykrywanie bezradności PiS?

Pijarowski pomysł z rekonstrukcją rządu kuśtyka na dwie nogi.

Wydaje się, że PiS sięga po sprawdzone recepty pijarowskie – przykryć. Jarosław Kaczyński niedomaga, a Mateusz Morawiecki nie radzi sobie – ucieka z Sali BHP Stoczni Gdańskiej, a przede wszystkim ucieka od protestujących niepełnosprawnych w Sejmie.

Bezradność tę trzeba przykryć czymś, co zajęłoby media, bo to poprzez nie narzuca się agendę. Sięgnięto więc po „rekonstrukcję”, po telenowelę, która przyniosła poprzednio oczekiwane rezultaty. Zamiast zająć się rzeczywistymi problemami – bezprawiem PiS i upadkiem prestiżu kraju – dziennikarze trajkotali, kto kogo załatwi i komu zaliczenie gleby się należy. Poprzednio Morawiecki załatwił Szydło.

Teraz rekonstrukcja wg najnowszego pijaru aż tak wysoko nie sięga, bo nie tyka Morawieckiego, ale jego ministrów. Rekonstrukcję podrzucono „Dziennikowi Gazecie Prawnej” poprzez uniwersalną formułę „kukułczego gniazda”, tj. poprzez polityka „zbliżonego do Nowogrodzkiej”. Co świadczy, iż jest to polityk z tzw. zakonu Porozumienia Centrum. Stare wygi PiS chciałyby namieszać Morawieckiemu. Jeżeli ten pomysł powstał teraz, to należałoby użyć aktualizacji miejsca pobytu prezesa – polityk „zbliżony do Szaserów”.

Dziennikarze „Dziennika” mają świadomość, na jakim grząskim gruncie przypuszczeń się poruszają, swój materiał o rekonstrukcji tytułują: „Rekonstrukcja. Sezon drugi”. Ten sezon drugi miał już pilota rekonstrukcyjnej telenoweli, mianowicie, kto uda się na saksy do Brukseli. Padło na Beatę Szydło i Marka Kuchcińskiego, choć tylko ta pierwsza wchodzi w skład rządu.

Szydło jest pewniakiem, że zostanie zrekonstruowana. Nie uczestniczy w podejmowaniu decyzji rządowych i nie jest dopuszczona do rozmów z protestującymi niepełnosprawnymi. Inne kandydujące nazwiska z gabinetu Morawieckiego do telenoweli rekonstrukcji to: minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, szef resortu infrastruktury Andrzej Adamczyk, a także minister edukacji Anna Zalewska oraz minister energii Krzysztof Tchórzewski.

Nie ma się specjalnie, czym ekscytować, to jak blok reklamowy – słyszysz te nazwiska podczas telenoweli: albo przełączasz na inny kanał, albo robisz sobie herbatę – no, oprócz minister Zalewskiej, której reforma edukacji polega z grubsza na tym, że młodzież ma być wychowana jako przyszły elektorat PiS.

Pijarowski pomysł rekonstrukcji rządu ma same wady i raczej nie powstał w głowie Kaczyńskiego. Po pierwsze, rząd nie może nieustannie się rekonstruować. Po drugie, wstrząsnąć mediami można tylko rekonstrukcją Morawieckiego. Kto jednak miałby go zastąpić? Przed erą „chorego kolana” prezesa należałoby oczekiwać, że to Kaczyński zastąpi Morawieckiego, ale dzisiaj… ten pijarowski pomysł rekonstrukcji kuśtyka na dwa chore kolana.

Waldemar Mystkowski pisze o Konstytucji 3 Maja.

Polacy mają powody do chwały, lecz nie do bezkrytycznej refleksji nad swoimi dziejami. Z pewnością chwalebne jest, iż jako drudzy na świecie przyjęliśmy akt ustrojowy dla państwa. Konstytucja 3 Maja była nowoczesna, ale nie tak bardzo, jakbyśmy dzisiaj chcieli. Była wsteczna w stosunku do amerykańskiej konstytucji, w tej najbardziej otwartej demokracji na świecie do dzisiaj obowiązuje akt ustrojowy z 1787 roku, a także nie dość była radykalna jak postanowienia Rewolucji Francuskiej.

Konstytucja 3 Maja 1791 roku otwierała Rzeczpospolitej drogę do reform, ograniczała demokrację szlachecką i znosiła liberum veto, proponowała ustrój monarchii dziedzicznej (saksońskich Wettinów). Przeciw konstytucji powstała Targowica pod rosyjskim protektoratem, w której rej wodzili magnaci i wysoki kler.

Gdy dzisiaj słyszę abp. Stanisława Gądeckiego, że „nie byłoby Polski niepodległej bez działalności Kościoła”, to u mojego boku imaginowana szabla jest gotowa do płazowania. Kościół stanął przeciw Konstytucji 3 Maja, a papież Pius VI błogosławił konfederację targowicką. Watykan potępił wszystkie nasze powstania, a mój przodek Ignacy Mystkowski, wzór dla Józefa Piłsudskiego, jeden z dowódców powstania styczniowego i jedyny zwycięzca nad Rosjanami w bitwie pod Stokiem, nie życzył sobie obecności kleru na pogrzebie i nie chciał być pochowany w poświęconej ziemi, acz – wiadomo – stało się inaczej.

W święto Konstytucji 3 Maja odezwał się Andrzej Duda, który upiera się przy referendum konstytucyjnym, nawet podał datę – 10 i 11 listopada. Duda, który łamie obowiązującą konstytucję, jest wyrobem PiS w najczystszej postaci, politycznym wzorcem z Sevres, niesamodzielny i jak jego macierzysta partia łamiącym standardy demokratyczne.

Jeżeli zastosować paradygmaty polityczne w stosunku do Dudy i kleru, przed którym ten polityk – wszak nasz prezydent – pada na kolana, to należy uznać, iż on i jego obóz plasują się na antypodach Konstytucji 3 Maja, wówczas zresztą Duda byłby na garnuszku magnaterii, a w obozie Targowicy traktowany jak służba, pachołek.

My, obywatele poradzimy sobie z dzisiejszą Targowicą, nie mamy innego wyjścia, wypychają nas z Unii Europejskiej, marginalizują w Europie i na świecie, nawet nie zostaliśmy doproszeni do europejskiej inicjatywy militarnej 10 państw (m.in. Francja, Wielka Brytania, Niemcy), otóż w czerwcu zostanie ogłoszone powstanie nowej koalicji wojskowej wspólnego działania w nagłych sytuacjach.

Refleksje na 3 maja mogą być tylko takie: Nie ma wolności bez obywatelskiej czujności.

4 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Znamienny dzień dla PiS z programem Knot+

Poniedziałek, 23 kwietnia 2018 roku, może uchodzić za dzień znamienny dla władzy PiS. Ekstrakt, esencja kaczyzmu Mateusz Morawiecki, aby wyprzedzić wypadki, zaprezentował napisany na kolanie tzw. projekt ustawy Dostępność+, który miał pierwotnie dotyczyć grupy seniorów, został naprędce poszerzony o niepełnosprawnych. W piątek premier sam się ośmieszył w rozmowach z protestującymi opiekunami niepełnosprawnych i niepełnosprawnymi w Sejmie, a teraz odkuwa się – i jeszcze gorzej ośmiesza.

Morawiecki robi to w swoim niefortunnym stylu – pokraczności. Podczas prezentacji kolejnego Bubla+ jako widzów wziął sobie niepełnosprawnych, ale nie tych protestujących w Sejmie. Podkreślam: tego Bareja i Mrożek by nie wymyślili, a Szekspir w „Komedii omyłek” to cienki Bolek.

PiS niejako powiela PRL, stosuje zasadę zagłuszania. PRL zagłuszał Radio Wolna Europa, PiS zagłusza protesty i nagrody przyznawane sobie niezgodnie z Kodeksem Pracy, a następnie zwracane tam, gdzie nie powinny – Caritasowi. Przecież kiedyś ministrowie PiS będą musieli zwrócić nagrody do budżetu, bo z niego zostały im przelane na konta, a nie z Caritasu.

Jakby tego było mało w kwestii strajku niepełnosprawnych. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński, którego nie wiem jak określać ze względu na jego cechy osobowe – mamrot? niedołęga? – nie wpuszcza do Sejmu fizykoterapeutów i masażystów, którzy nieodpłatnie chcieli pomóc protestującym niepełnosprawnym. Kuchciński nie wyraził zgody i to on w istocie uruchomił projekt dla niepełnosprawnych Chamstwo+, Brak Empatii+. A trzymając się mniemanych wyznawanych wartości przez polityków PiS – program Antychrześcijaństwo+.

Równolegle odbywał się inny spektakl o dalekosiężnym znaczeniu. Mianowicie Donald Tusk zeznawał na procesie Tomasza Arabskiego, oskarżonego o niedopełnienie obowiązków przy organizowaniu lotu Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska. Tusk ośmieszył sam akt oskarżenia, jak i pełnomocników oskarżycieli kilku rodzin ofiar smoleńskich, które są mściwym narzędziem Jarosława Kaczyńskiego. Tusk ten funeralny absurd wywrócił na nice.

Chodzi jednak o coś zupełnie innego. Mianowicie posłuszni prokuratorzy zechcą na podstawie tego materiału skonstruować akt oskarżycielski, aby Tuska ewentualnie wyeliminować z polskiej polityki, gdy skończy mu się kadencja szefa Rady Europejskiej.

Jeszcze przed nami wiele emocji, wcale nie jest łatwo wygrać z pokraczną władzą, gdy ta ma w posiadaniu wszystkie narzędzia polityczne. Choć ta pokraczna autokracja skazana jest na wywrócenie, na zaliczenie gleby, to jednak rekordowo wiele zepsuła w kraju i na naszym obliczu – nie poddaje się. I dalej knoci, jak dzisiaj Morawiecki i Kuchciński. Dzisiaj można nazwać, iż PiS realizował swój program Knot+.

Władza zawarła porozumienie sama ze sobą ws. protestu niepełnosprawnych

Porozumienie zostało podpisane, acz nie z protestującymi, a z wyznaczonymi przez rząd PiS do podpisania.

Nikt już raczej nie wyraża wątpliwości, że z władzą PiS jest coraz ciekawiej. Politycy partii Kaczyńskiego nadają nowe znaczenia powszechnie znanym słowom, w myśl definicji klasyka: „Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”

Oto słowo kompromis osiągnęło nowe znaczenie przy okazji protestu w Sejmie opiekunów osób niepełnosprawnych. Władza PiS zawarła porozumienie sama ze sobą, a nie z protestującymi. Gdyby komuniści w sierpniu 1980 roku znali pisowskie możliwości kompromisu, to nie podpisywaliby słynnych porozumień sierpniowych z „Solidarnością”, ale z CRZZ.

Minister Elżbieta Rafalska podpisała porozumienie w sprawie pomocy osobom niepełnosprawnych ze swoim zastępcą. Organizacją działającą na rzecz niepełnosprawnych, która podpisała porozumienie z rządem, jest – ni mniej, ni więcej – Krajowa Rada Konsultacyjna działająca przy – ni mniej, ni więcej – Ministerstwie Rodziny, Pracy i Opieki Społecznej. Proste? Rząd porozumiał się z radą, którą sam wybrał w 2017.

I teraz nikt nie powie nam, że białe jest białe. Porozumienie jest podpisane, acz nie z protestującymi, ale z wyznaczonymi przez rząd do podpisania.

Politycy PiS bali się, aby dostarczyć porozumienie do protestujących, którzy dowiedzieli się, że ktoś inny został wyznaczony przez rząd, aby z nim się porozumieć. Wreszcie poszła rzecznik rządu Joanna Kopcińska i w pisowskim stylu (mordy zdradzieckie, kanalie) nazwała niepełnosprawnych „nieszczęściem”.

To mniej więcej tak, jak mężczyzn o wzroście 160 cm nazywano by kurduplami, karłami, krasnalami. Więc nie dziwmy się, że protestujące matki odpowiedziały rzeczniczce Kopcińskiej, że „nasze dzieci nie są nieszczęściem”, bo miłość nie jest nieszczęściem.

Okazuje się, że PiS jest dobry w dialogu samego ze sobą, a w zasadzie w monologu, gdyż co powie prezes, to wszyscy jego akolici powtarzają. Nie łudzę się, że ten kompromis został wykoncypowany w gabinecie w gmachu przy Nowogrodzkiej. Bo mógł go wymyślić ktoś, kto rodaków nazwał kanaliami, gorszym sortem, mordami zdradzieckimi, a wysłana przez ktosia Kopcińska „nieszczęściem”.

Władza na majówkę, a protestujący do walki o godne życie

Prestidigitatorom od „dobrej zmiany” ktoś śmiał zakłócić dobre samopoczucie.

Gdyby w tych dniach Hubert Urbański w „Milionerach” TVN zadał pytanie uczestnikowi teleturnieju, dlaczego protestujący przed Sejmem domagają się dymisji Krzysztofa Michałkiewicza, mógłby zobaczyć zdziwienie na obliczu pytanego, kto to zacz. Minę godną Andrzeja Dudy.

Kto to jest ten Michałkiewicz? A to gościu, który jest pełnomocnikiem rządu ds. osób niepełnosprawnych. Taki ktoś do Sejmu zamiast teczki powinien chodzić z karimatą, a może nawet mieć spakowany wigwam bezśledziowy i być druhem protestujacych osób niepełnosprawnych i ich matek. Na kuchence spirytusowej przygotowywać im ciepłe posiłki, a samemu gryźć suchary. Znając jednak polityków PiS, należy raczej się zastanawiać, ile dostał Michałkiewicz nagrody od Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego i czy ją zwrócił?

Gdyby nie protestowano w Sejmie, to władza nie zainteresowałaby się niepełnosprawnymi, co potwierdził wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki: – „Myślę z wielkim smutkiem o tym, że ci niepełnosprawni są przez tyle dni w Sejmie i dziwię się, że można tak bardzo nie mieć serca, żeby ich tu tyle trzymać”. Terlecki ma serce, więc by nie pozwolił. Słowa miłości Terleckiego zbyt daleko nie odbiegają od słów innego orła PiS Stanisława Pięty, który uważa, że „Straż Marszałkowska powinna wynieść protestujących i przekazać policji”.

Niepełnosprawni zakłócili PiS-owi rządzenie, które sprowadza się do mniej więcej takich pijarowskich sztuczek: Szydło uroczyście otwiera dawno działające zbiorniki wodne i agencje, Gliński kupuje kolekcje sztuki, które i tak są nasze, fundacja od PR zatrudnia firmę od PR, rząd sam ze sobą podpisuje porozumienie z protestującymi. Logiczne? W tym szaleństwie jest przynajmniej konsekwencja.

Prestidigitatorom od „dobrej zmiany” ktoś śmiał zakłócić dobre samopoczucie. Protestujący w Sejmie odkryli tę metodę rządzenia. Protestująca matka łaskawie potraktowała zapracowaną władzę: – „Mamy propozycję dla polityków PiS, premiera, minister Rafalskiej. Niedługo majówka, także niech spokojnie jadą sobie na majówkę, niech sobie grillują kiełbaski, itd., a my będziemy z naszymi dziećmi walczyć dalej o ich godne życie”.

Wykurzyć i wziąć głodem

To strategia PiS wobec niepełnosprawnych.

Wobec protestu niepełnosprawnych władze PiS stosują uniwersalną wojenną strategię: brania zakładników i głodem. Nie jest to może tak prymitywne, jak podczas wojen średniowiecznych, ale symbolika ta jest łatwa do odczytania, zinterpretowania.

Jeden z najmniej elokwentnych polityków PiS – ani bee, ani mee – marszałek Sejmu Marek Kuchciński zabronił otwierania okien i wychodzenia na spacer protestującym. Podobnie postępowano z okrążonymi, jeżeli to była niewielka twierdza, podpalano, aby wykurzyć wrogów.

Podkomisja ds. osób niepełnosprawnych – obradowała dzisiaj – została przeniesiona do budynku G Sejmu, do którego niepełnosprawni nie mają dostępu. Po to jednak się zebrała, aby ogłosić przerwę w pracach nad projektem dla osób niepełnosprawnych do 17 maja!

To wszak działanie, aby „wziąć głodem”, by niepełnosprawni zostali zapomniani, bo możliwe, że prezes Kaczyński ze swoją nieodłaczną „damą do towarzystwa” Joachimem Brudzińskim uda się śladem Beaty Szydło na spływ flisaków na Dunajcu.

Szydło zaś została tak zmarginalizowana w rządzie PiS, iż zamiast niej, udział w pozorowanym dialogu z niepełnosprawnymi bierze minister Elżbieta Rafalska. Była premier – jak dzień wcześniej Andrzej Duda – zapowiedziała postawienie na posiedzeniu rządu sprawy 2-letniego Brytyjczyka Alfiego Evansa, aby mu pomóc. Ten malec w stanie wegetatywnej śpiączki (ma zniszczone 70 proc. mózgu) decyzją sądu brytyjskiego może być poddany eutanazji.

Internauci wypomnieli Szydło, gdzie ona była, „gdy umierały te dzieci, Anielka, Wojtuś, Ewelinka, bo nie było na leczenie, bo brakło wsparcia Państwa i pieniędzy?”. Apeli o pomoc dla umierających dzieci na Twitterze i Facebooku jest naprawdę sporo i – Polacy się zrzucają, zamiast rządu. Ale w wypadku Szydło i polityków PiS chodzi o zagłuszenie sumienia. Duda przynajmniej ofiarował pomoc modlitwą.

Czy Duda modli się o referendum konstytucyjne? Wątpię. Na jego konwencji konstytucyjnej na Stadionie Narodowym nie zjawił się żaden polityk PiS. Prezes Kaczyński pokazał prezydentowi, gdzie go ma i w jakim poważaniu – w tym samym czasie zaprezentował kandydatów PiS na prezydentów dużych miast.

Duda nawet zaproponował Mateuszowi Morawieckiemu nowy pijarowski program – zamiast „Piątka Morawieckiego” – „Szóstka Morawieckiego”. Chciałby dorzucić premierowi jako szósty temat: pomoc niepełnosprawnym. W wydaniu Dudy jest to akt desperacji, chwyta się wszystkiego, z niepełnosprawnych robiąc zakładników, bo prezes w ogóle go nie słucha.

Jak Duda będzie dalej się upierał z referendum konstytucyjnym, to Kaczyński może go postraszyć Trybunałem Stanu, jeszcze zanim to zrobi opozycja, bo ta musi odzyskać władzę.

CZY POLACY AKCEPTUJĄ PROJEKT?

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Ustawka z wetem prezydenta

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że weto Andrzeja Dudy dotyczące tzw. ustawy degradacyjnej było zwykłą ustawką. Grę w te klocki Jarosław Kaczyński ma przećwiczone, „kunszt” można porównać do gry w warcaby: kto więcej zbije, ten wygrywa.

Nie jest to więc gra w szachy, w której trzeba naprzód przewidywać ruchy przeciwnika, ale zegar i tak tyka, do końca PiS zostało 520 dni. Weto prezydenta sprawdziło się przy dwóch ustawach sądowych, tysiące protestujących zeszło z ulic, a Duda i tak podpisał zmanipulowane ustawy, na które nie daje się jednak nabierać Komisja Europejska.

Wartość weta dotyczące tej ustawy nazywanej też ustawą degradacyjną (autorstwa) Macierewicza i Błaszczaka jest niemal żadna, bo w istocie nie można zdegradować zapisów w podręcznikach. Wszak żaden autor nie napisze, że stan wojenny wprowadził szeregowy Jaruzelski, chodziło o to, aby wymierzyć symbolicznego kopa nieboszczykowi.

Przecież Duda nie zawetował ustawy o zdecydowanie większej wartości egzystencjalnej, tzw. ustawy dezubekizacyjnej, odbierającej emerytury zweryfikowanym funkcjonariuszom, którzy choć jeden dzień przepracowali w PRL w służbach.

Warto więc odnotować ustawy, które winny być zawetowane z powodów naruszenia Konstytucji bądź spychające nas do nienowoczesnych praktyk, ale „niezłomny” Duda je podpisał: o Krajowej Radzie Sądownictwa, o Sądzie Najwyższym, o IPN (oddana do TK), ograniczająca handel w niedzielę, o antykoncepcji awaryjnej, o reformie edukacji czy też nowelizację Kodeksu Wyborczego.

Przy wielkanocnym stole Polacy mają rozmawiać nie o sondażach, które coraz wyraźniej wskazują, iż PiS za 520 dni odda władzę, ale o kosmonaucie Hermaszewskim, który pozostał przy pagonach generalskich. Zresztą na nie powołał się Duda.

Po ustawce z wetem politycy PiS dostali przykazanie, aby się nie wysypać i nie komentować, o czym tweetnęła Beata Mazurek: „komentować nie będziemy”. Ta sama złotousta rzeczniczka komentowała przyjęcie ustawy w Sejmie: „Wrona Orła nie pokona (…) Precz z komuną”.

Wyłamał się z niekomentowania Antoni Macierewicz, ale on jest osobnym bytem politycznym – zdaje się, iż wraz ze swoim Misiewiczem knują w kwestii partii bardziej prawicowej niż PiS – nazwał weto „następnym krokiem w złą stronę”. Wszak pierwszy zły krok to była dymisja Macierewicza.
Weto Dudy więc brzydko pachnie, jest świątecznym jajkiem podrzuconym na polskie stoły, by nie powiedzieć zbukiem.

“Buta, lenistwo, rozpasanie, bezmyślność w działaniu, a przede wszystkim – olewanie obywateli. To są zasady, którymi będziemy się kierować”. Drobna korekta expose PBS.

Szydło przyznała nagrody, Szydło oddała

Były premier Jan Olszewski w przeddzień świąt Wielkiej Nocy i Prima Aprilis zaapelował do Jarosława Kaczyńskiego, aby przeprosił za nagrody, które przyznała sobie, ministrom i wiceministrom Beata Szydło. Szydło więc musiałaby schować pazurki, których pokazania zażądał prezes (och, te metafory prosto z kuwety).

Zdaję sobie sprawę, że mamy Prima Aprilis. I tak podchodzę do krążącego w internecie newsa: – „Premier Szydło i ministrowie zdecydowali się oddać nagrody i przeznaczyć na cele charytatywne!”. Ale biorąc tę wiadomość na pisowski rozum, należy odwrócić kota ogonem, gdyż wszystko w polityce w wykonaniu polityków tej partii jest nieporozumieniem, serwują nam Prima Aprilis przez okrągły rok, więc może w ten dzień są poważni. I może Szydło oddała nagrody na cele charytatywne w imię pijarowskiego hasła: „Beata dała, Beata zabrała”.

Zdaje się, że mało aprilisowy list otrzymał Maciej Stuhr, choć aktor się łudzi, iż wpisuje się on w żarty. Stuhr publikuje ów list od antyfanki na Instagramie, adresowany do „Macieja Szczura”: – „Ty gnoju! Ty szczylu! Ty szwabie w du*ę je*any! Kto ci płaci za to, żebyś pluł na Polskę? Może Niemcy?  Może Ruscy? Ty sku*wysynie! Ty Hu*aszku Wanio! Żebyś zdechł!”.

Takie tradycyjne chrześcijaństwo po polsku, acz w tym wydaniu bardzo intensywne. Primaapilisowym newsem z pewnością jest mem Platformy Obywatelskiej, która publikuje przeciek dotyczący zadań maturalnych z matematyki: „1. Zsumuj wszystkie nagrody dla wiceministrów i ministrów w rządzie PiS”.

Nie wszyscy rodacy mogą płatać sobie figle w kraju, bo oto czytam na koncie PolsatNews.pl na Twitterze z pewnością o bardzo poważnym felerze polskim: – „Ciężarówka z Polski zablokowała na pół dnia autostradę w Holandii. 44-letniego kierowcę aresztowano. Drugi Polak zjechał tirem z autostrady A58 i wylądował w rowie. Też został aresztowany. Łączyło ich jedno – byli tak pijani, że nie mogli ustać na nogach”.

Sikawkowa Pawłowicz sprawiła Dudzie śmigus-dyngus

Od kiedy w Straży Pożarnej pojawiły się kobiety – do parytetów fifty-fifty daleko – strażaczki przejęły inicjatywę w śmigus-dyngus. I leją wodą prosto z pomp strażackich na swoich partnerów w służbie. Największą radochę ma ta przy sikawce, czyli sikawkowa. Co lunie po strażakach, to jej.

Taką sikawkową w PiS jest Krystyna Pawłowicz, która nie przebiera w słowach. Jej retoryka jest zwykle knajacka, a proza na Facebooku i Twitterze podana w kiepskiej polszczyźnie, zwykle z błędami gramatycznymi, interpunkcyjnymi i bez zachowania reguł graficznych. Tak bluzga emocjami, że staje się zrozumiałe, dlaczego nie radzi sobie z polszczyzną. Sikawkowa Pawłowicz zawsze leje swoją brudną polszczyzną na opozycję.

Tym razem lunęła na prezydenta Andrzeja Dudę, bo ten śmiał zawetować ustawę degradacyjną, wg której miano zrywać pagony truchłom generałów (kto ekshumowałby Jaruzelskiego i Kiszczaka, aby zerwać im pagony?). Tym razem Pawłowicz opublikowała list otwarty do Dudy na łamach portalu braci Karnowskich, w którym bluzga na prezydenta z jej formacji. Jako że list przeszedł redakcję, więc nie ma zwykłych dla niej wpadek gramatyczno-interpunkcyjnych, ale za to możemy „podziwiać” niezborność intelektualną, luki w wiedzy, a w zasadzie poznać jej niewiedzę i tak naprawdę odhumanizowane emocje.

Pawłowicz chciałaby urządzić nieboszczykom generałom coś w rodzaju Norymbergi, bo nie było w procesie zbrodniarzy wojennych procedur odwoławczych. Nie trzyma się to żadnej logiki, bo po pierwsze w ustawie degradacyjnej nie było żadnej mowy o sądzeniu, a tylko o wyroku degradującym. Jakby też nie patrzył, Jaruzelskiego i Kiszczaka trudno byłoby podciągnąć pod jakąkolwiek interpretację terminu prawnego ludobójstwa, zdefiniowanego przez polskiego prawnika Rafała Lemkina. No i Pawłowicz odbiera prezydentowi prerogatywę weta, co nawet nie jest śmieszne.

Polecam zapoznania się z listem Pawłowicz, bo pokazuje jak marnej jest ona kondycji intelektualnej. Powstaje pytanie: jak doszło do tego, iż ktoś takiego żenującego pokroju umysłowego wykładał na uczelni?

Posłanka PiS Pawłowicz nadaje się tylko do obsługi bluzgów, do języka godnego podrzędnej knajpy, a nie do obecności w przestrzeni publicznej, acz dopuszczalnym jest, aby w śmigus-dyngus jako sikawkowa PiS lunęła na Dudę, bo temu się należy za wielokrotne złamanie Konstytucji.