Posts Tagged ‘Andrzej Duda’

STAŁO SIĘ! Antoni rozpoczął atak. Nie czeka już na prezesa. W PiS zaczęła się walka o najważniejszy stołek! Kto wygra? Obóz Rydzyka, Morawiecki czy może Prokurator Zero? Na kogo stawiacie?

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

W kraju PiS, czyli w Pokraju

Andrzej Saramonowicz uważa, iż pisowskie państwo nie jest Polską, jest jej karykaturą, absurdem.

Scenarzysta, reżyser  i pisarz w jednej osobie Andrzej Saramonowicz w rozmowie z Tomaszem Lisem przyznał się do swojej ambicji, iż ściga się z PiS: – „Trwa rywalizacja między mną a włodarzami państwa na to, kto wymyśli większy absurd. Niestety, czasami jestem bezradny”.

Przypomnę, że Saramonowicz jest autorem prześmiesznych filmów „Testosteron” czy też „Ciało”. Pocieszeniem dla niego może być to, iż z PiS-em przegrałby Bareja i Mrożek, a nawet najwięksi światowi twórcy surrealistyczni. W te klocki partia Jarosława Kaczyńskiego to mistrz.

Gdyby istniało boisko absurdu, Kaczyński byłby nie tylko Robertem Lewandowskim, ale też miałby technikę Lionela Messiego. Z kolei Andrzej Duda byłby odpowiednikiem Cristiano Ronaldo. Oto absurd prezydenta godzien bramki Ronaldo strzelonej przewrotką. Mianowicie rząd PiS „jest atakowany”, bo odnosi sukcesy, „im Polska będzie silniejsza, tym mocniej będzie atakowana”.

I chyba to zapamiętamy z pobytu Dudy w USA, a słowa te wypowiedział dla „opiniotwórczej” TV Trwam, która miała wyłączność na wywiad z prezydentem. Dla porównania – wycieczki Dudy za Atlantyk nie zauważyły żadne media amerykańskie, nikt nie odnotował jego sukcesu. Za to wszystkie najważniejsze dzienniki USA poświęciły artykuły Lechowi Wałęsie, który odwiedził protestujących niepełnosprawnych w Sejmie.

I Saramonowicz chce się ścigać z takim Dudą? Duda jest sam w sobie niedorzecznością, bowiem jego imię to Absurd. W podobne nadymanie wpadł Mateusz Morawiecki w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, skąd dał nogę, gdy zaznał obywatelskiej niezgody na niedorzeczności. Absurd to immanentna cecha polityków tej formacji politycznej. Na nadymanie PiS dają się nabierać dziennikarze, którzy wydawałoby się są odporni na sodówkę kiepskich retorycznie Dudy i Morawieckiego. Rafał Kalukin z „Polityki” ma pretensje do KOD, iż „jeśli się wiecuje, to się nie rozmawia. Koniec, kropka”. Kalukin jest ofiarą chciejstwa, bo oczekuje od KOD-u, który nie ma narzędzi zmuszenia Morawieckiego do dialogu, iż wymusi na Morawieckim ten dialog.

Morawiecki jednak się nie poddaje w ściganiu absurdalnym. Po sprincie w Sali BHP, prezentuje się na dłuższym dystansie. Oto ogłosił nowy program „Mosty plus”. Na czym on ma polegać? Wybudowane zostaną przeprawy tam, gdzie mostów nie ma. To nawet logiczne, ale jak absurdalne.

Czekam na inne „plusy”, np. „drogi plus”, aby powstały tam, gdzie dróg nie ma, albo „mieszkania plus” – tam, gdzie mieszkań nie ma. Aha, przepraszam – z mieszkaniami nie wyszło, program został zapomniany. Morawieckiemu polecam eksperyment, aby wybudował mosty na rzekami, których nie ma. Taki jest dramat z naszymi mistrzami od absurdów.

Tacy politycy rządzą w naszym kraju. Saramonowicz uważa, iż pisowskie państwo nie jest Polską, jest jej karykaturą, absurdem. Uznał, że nazwę Polska trzeba chronić i dać odpowiednie rzeczy słowo. Dla PiS nasza ojczyzna to jest Pokraj i taki też tytuł dał swojej książce „Pokraj”. Nie znam jej, ale sądzę, że w Pokraju rządzą Pokraki.

Mimowiedną definicję panującej prawdy w tym Pokraju dał bliski ministrowi od kultury PiS Piotrowi Glińskiemu – Dawid Wildstein. Odniósł się on do fake newsa, który chciano podrzucić Lechowi Wałęsie. Na tej bazie tak definiowana jest pokraczna prawda PiS przez Wildsteina: – „Że wpis Wałęsy to fejk? Może. Ale przecież mógł tak napisać, nie? A nawet jak nie napisał, to tak myśli. A nawet jeżeli tak nie pomyślał, to mógł tak pomyśleć. Czyli nie fejk”.

Dziś Salą BHP jest kawałek podłogi w Sejmie

Inne czasy, inna Sala BHP. Ta słynna w Stoczni Gdańskiej przeszła instytucjonalną metamorfozę. Dzisiaj służy do obrad ONR tudzież wystąpień premiera Morawieckiego, który z niej się salwował.

Sala BHP w dzisiejszej Stoczni Gdańskiej (wówczas im. Lenina) zyskała swoją symboliczną wartość w czasach wyraźnych, gdy władza stała przeciw narodowi, reprezentując interesy Moskwy. W stosunku do tamtych czasów dzisiejsze są niewyraźne, bo władza PiS – w odróżnieniu od PZPR – jest emanacją części społeczeństwa, ale ta władza stoi przeciw większej części narodu, która na nią nie głosowała. Władza PiS stoi też przeciw Konstytucji RP, standardom demokracji, przeciw trójpodziałowi władzy.

Niewyraźność tej władzy ma się więc z immanentnych cech demokracji. Można być przeciw demokracji, korzystając z demokracji. PZPR zaś nie był przeciw demokracji ludowej, ale przeciw demokratycznej opozycji. Sala BHP więc jest symbolem minionych czasów, gdy państwo i jego społeczeństwo walczyło o podmiotowość – dzisiaj jest w tym aspekcie martwa.

Dzisiaj Sala BHP to niewielka część podłogi w Sejmie, na której protestują i śpią niepełnosprawni i ich opiekunowie. Komuniści wszelkimi środkami propagandowymi walczyli z protestującymi stoczniowcami w Sali BHP. Dzisiaj w zwalczaniu protestujących niepełnosprawnych na takich samych pozycjach, jak komuniści stoją politycy PiS. Pomysły tych ostatnich są nawet bardziej nieludzkie, bo chcą odszczurzać, nasłać Sanepid, odczłowieczyć niepełnosprawnych.

Bohater naszych czasów, czasów jednak minionych, Lech Wałęsa przyjechał do Sejmu. I co mógł ofiarować? Tylko solidarność i radę: skorzystania z siły protestu górników, przed którymi ulega każda władza, bo się ich po prostu boi. Jeden z dziennikarzy nawet sobie zamarzył: przed Sejmem zjawiają się górnicy, którzy palą opony, żądając nie 15. pensji dla siebie, lecz 500 zł dla niepełnosprawnych.

Iwona Hartwich, matka niepełnosprawnego Kuby Hartwicha, jest nieformalną liderką protestu w Sejmie i kimś w rodzaju Wałęsy, przeniesionego w nasze niewyraźne czasy. Nie spodziewała się, że Lech Wałęsa rozwiąże problem protestujących, bo – jak bardzo przytomnie zauważyła – „to zadanie rządu”.

Dzisiaj Sala BHP to ten kawałek podłogi w Sejmie, na którym protestują niepełnosprawni, potrzebują naszego wsparcia, aby wytrwali, nie poddali się, aby osiągnęli swój cel, jak stoczniowcy w imieniu wszystkich Polaków w Sierpniu 1980 roku.

Przykrywanie bezradności PiS?

Pijarowski pomysł z rekonstrukcją rządu kuśtyka na dwie nogi.

Wydaje się, że PiS sięga po sprawdzone recepty pijarowskie – przykryć. Jarosław Kaczyński niedomaga, a Mateusz Morawiecki nie radzi sobie – ucieka z Sali BHP Stoczni Gdańskiej, a przede wszystkim ucieka od protestujących niepełnosprawnych w Sejmie.

Bezradność tę trzeba przykryć czymś, co zajęłoby media, bo to poprzez nie narzuca się agendę. Sięgnięto więc po „rekonstrukcję”, po telenowelę, która przyniosła poprzednio oczekiwane rezultaty. Zamiast zająć się rzeczywistymi problemami – bezprawiem PiS i upadkiem prestiżu kraju – dziennikarze trajkotali, kto kogo załatwi i komu zaliczenie gleby się należy. Poprzednio Morawiecki załatwił Szydło.

Teraz rekonstrukcja wg najnowszego pijaru aż tak wysoko nie sięga, bo nie tyka Morawieckiego, ale jego ministrów. Rekonstrukcję podrzucono „Dziennikowi Gazecie Prawnej” poprzez uniwersalną formułę „kukułczego gniazda”, tj. poprzez polityka „zbliżonego do Nowogrodzkiej”. Co świadczy, iż jest to polityk z tzw. zakonu Porozumienia Centrum. Stare wygi PiS chciałyby namieszać Morawieckiemu. Jeżeli ten pomysł powstał teraz, to należałoby użyć aktualizacji miejsca pobytu prezesa – polityk „zbliżony do Szaserów”.

Dziennikarze „Dziennika” mają świadomość, na jakim grząskim gruncie przypuszczeń się poruszają, swój materiał o rekonstrukcji tytułują: „Rekonstrukcja. Sezon drugi”. Ten sezon drugi miał już pilota rekonstrukcyjnej telenoweli, mianowicie, kto uda się na saksy do Brukseli. Padło na Beatę Szydło i Marka Kuchcińskiego, choć tylko ta pierwsza wchodzi w skład rządu.

Szydło jest pewniakiem, że zostanie zrekonstruowana. Nie uczestniczy w podejmowaniu decyzji rządowych i nie jest dopuszczona do rozmów z protestującymi niepełnosprawnymi. Inne kandydujące nazwiska z gabinetu Morawieckiego do telenoweli rekonstrukcji to: minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, szef resortu infrastruktury Andrzej Adamczyk, a także minister edukacji Anna Zalewska oraz minister energii Krzysztof Tchórzewski.

Nie ma się specjalnie, czym ekscytować, to jak blok reklamowy – słyszysz te nazwiska podczas telenoweli: albo przełączasz na inny kanał, albo robisz sobie herbatę – no, oprócz minister Zalewskiej, której reforma edukacji polega z grubsza na tym, że młodzież ma być wychowana jako przyszły elektorat PiS.

Pijarowski pomysł rekonstrukcji rządu ma same wady i raczej nie powstał w głowie Kaczyńskiego. Po pierwsze, rząd nie może nieustannie się rekonstruować. Po drugie, wstrząsnąć mediami można tylko rekonstrukcją Morawieckiego. Kto jednak miałby go zastąpić? Przed erą „chorego kolana” prezesa należałoby oczekiwać, że to Kaczyński zastąpi Morawieckiego, ale dzisiaj… ten pijarowski pomysł rekonstrukcji kuśtyka na dwa chore kolana.

Reklamy

Waldemar Mystkowski pisze o Konstytucji 3 Maja.

Polacy mają powody do chwały, lecz nie do bezkrytycznej refleksji nad swoimi dziejami. Z pewnością chwalebne jest, iż jako drudzy na świecie przyjęliśmy akt ustrojowy dla państwa. Konstytucja 3 Maja była nowoczesna, ale nie tak bardzo, jakbyśmy dzisiaj chcieli. Była wsteczna w stosunku do amerykańskiej konstytucji, w tej najbardziej otwartej demokracji na świecie do dzisiaj obowiązuje akt ustrojowy z 1787 roku, a także nie dość była radykalna jak postanowienia Rewolucji Francuskiej.

Konstytucja 3 Maja 1791 roku otwierała Rzeczpospolitej drogę do reform, ograniczała demokrację szlachecką i znosiła liberum veto, proponowała ustrój monarchii dziedzicznej (saksońskich Wettinów). Przeciw konstytucji powstała Targowica pod rosyjskim protektoratem, w której rej wodzili magnaci i wysoki kler.

Gdy dzisiaj słyszę abp. Stanisława Gądeckiego, że „nie byłoby Polski niepodległej bez działalności Kościoła”, to u mojego boku imaginowana szabla jest gotowa do płazowania. Kościół stanął przeciw Konstytucji 3 Maja, a papież Pius VI błogosławił konfederację targowicką. Watykan potępił wszystkie nasze powstania, a mój przodek Ignacy Mystkowski, wzór dla Józefa Piłsudskiego, jeden z dowódców powstania styczniowego i jedyny zwycięzca nad Rosjanami w bitwie pod Stokiem, nie życzył sobie obecności kleru na pogrzebie i nie chciał być pochowany w poświęconej ziemi, acz – wiadomo – stało się inaczej.

W święto Konstytucji 3 Maja odezwał się Andrzej Duda, który upiera się przy referendum konstytucyjnym, nawet podał datę – 10 i 11 listopada. Duda, który łamie obowiązującą konstytucję, jest wyrobem PiS w najczystszej postaci, politycznym wzorcem z Sevres, niesamodzielny i jak jego macierzysta partia łamiącym standardy demokratyczne.

Jeżeli zastosować paradygmaty polityczne w stosunku do Dudy i kleru, przed którym ten polityk – wszak nasz prezydent – pada na kolana, to należy uznać, iż on i jego obóz plasują się na antypodach Konstytucji 3 Maja, wówczas zresztą Duda byłby na garnuszku magnaterii, a w obozie Targowicy traktowany jak służba, pachołek.

My, obywatele poradzimy sobie z dzisiejszą Targowicą, nie mamy innego wyjścia, wypychają nas z Unii Europejskiej, marginalizują w Europie i na świecie, nawet nie zostaliśmy doproszeni do europejskiej inicjatywy militarnej 10 państw (m.in. Francja, Wielka Brytania, Niemcy), otóż w czerwcu zostanie ogłoszone powstanie nowej koalicji wojskowej wspólnego działania w nagłych sytuacjach.

Refleksje na 3 maja mogą być tylko takie: Nie ma wolności bez obywatelskiej czujności.

4 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Znamienny dzień dla PiS z programem Knot+

Poniedziałek, 23 kwietnia 2018 roku, może uchodzić za dzień znamienny dla władzy PiS. Ekstrakt, esencja kaczyzmu Mateusz Morawiecki, aby wyprzedzić wypadki, zaprezentował napisany na kolanie tzw. projekt ustawy Dostępność+, który miał pierwotnie dotyczyć grupy seniorów, został naprędce poszerzony o niepełnosprawnych. W piątek premier sam się ośmieszył w rozmowach z protestującymi opiekunami niepełnosprawnych i niepełnosprawnymi w Sejmie, a teraz odkuwa się – i jeszcze gorzej ośmiesza.

Morawiecki robi to w swoim niefortunnym stylu – pokraczności. Podczas prezentacji kolejnego Bubla+ jako widzów wziął sobie niepełnosprawnych, ale nie tych protestujących w Sejmie. Podkreślam: tego Bareja i Mrożek by nie wymyślili, a Szekspir w „Komedii omyłek” to cienki Bolek.

PiS niejako powiela PRL, stosuje zasadę zagłuszania. PRL zagłuszał Radio Wolna Europa, PiS zagłusza protesty i nagrody przyznawane sobie niezgodnie z Kodeksem Pracy, a następnie zwracane tam, gdzie nie powinny – Caritasowi. Przecież kiedyś ministrowie PiS będą musieli zwrócić nagrody do budżetu, bo z niego zostały im przelane na konta, a nie z Caritasu.

Jakby tego było mało w kwestii strajku niepełnosprawnych. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński, którego nie wiem jak określać ze względu na jego cechy osobowe – mamrot? niedołęga? – nie wpuszcza do Sejmu fizykoterapeutów i masażystów, którzy nieodpłatnie chcieli pomóc protestującym niepełnosprawnym. Kuchciński nie wyraził zgody i to on w istocie uruchomił projekt dla niepełnosprawnych Chamstwo+, Brak Empatii+. A trzymając się mniemanych wyznawanych wartości przez polityków PiS – program Antychrześcijaństwo+.

Równolegle odbywał się inny spektakl o dalekosiężnym znaczeniu. Mianowicie Donald Tusk zeznawał na procesie Tomasza Arabskiego, oskarżonego o niedopełnienie obowiązków przy organizowaniu lotu Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska. Tusk ośmieszył sam akt oskarżenia, jak i pełnomocników oskarżycieli kilku rodzin ofiar smoleńskich, które są mściwym narzędziem Jarosława Kaczyńskiego. Tusk ten funeralny absurd wywrócił na nice.

Chodzi jednak o coś zupełnie innego. Mianowicie posłuszni prokuratorzy zechcą na podstawie tego materiału skonstruować akt oskarżycielski, aby Tuska ewentualnie wyeliminować z polskiej polityki, gdy skończy mu się kadencja szefa Rady Europejskiej.

Jeszcze przed nami wiele emocji, wcale nie jest łatwo wygrać z pokraczną władzą, gdy ta ma w posiadaniu wszystkie narzędzia polityczne. Choć ta pokraczna autokracja skazana jest na wywrócenie, na zaliczenie gleby, to jednak rekordowo wiele zepsuła w kraju i na naszym obliczu – nie poddaje się. I dalej knoci, jak dzisiaj Morawiecki i Kuchciński. Dzisiaj można nazwać, iż PiS realizował swój program Knot+.

Władza zawarła porozumienie sama ze sobą ws. protestu niepełnosprawnych

Porozumienie zostało podpisane, acz nie z protestującymi, a z wyznaczonymi przez rząd PiS do podpisania.

Nikt już raczej nie wyraża wątpliwości, że z władzą PiS jest coraz ciekawiej. Politycy partii Kaczyńskiego nadają nowe znaczenia powszechnie znanym słowom, w myśl definicji klasyka: „Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”

Oto słowo kompromis osiągnęło nowe znaczenie przy okazji protestu w Sejmie opiekunów osób niepełnosprawnych. Władza PiS zawarła porozumienie sama ze sobą, a nie z protestującymi. Gdyby komuniści w sierpniu 1980 roku znali pisowskie możliwości kompromisu, to nie podpisywaliby słynnych porozumień sierpniowych z „Solidarnością”, ale z CRZZ.

Minister Elżbieta Rafalska podpisała porozumienie w sprawie pomocy osobom niepełnosprawnych ze swoim zastępcą. Organizacją działającą na rzecz niepełnosprawnych, która podpisała porozumienie z rządem, jest – ni mniej, ni więcej – Krajowa Rada Konsultacyjna działająca przy – ni mniej, ni więcej – Ministerstwie Rodziny, Pracy i Opieki Społecznej. Proste? Rząd porozumiał się z radą, którą sam wybrał w 2017.

I teraz nikt nie powie nam, że białe jest białe. Porozumienie jest podpisane, acz nie z protestującymi, ale z wyznaczonymi przez rząd do podpisania.

Politycy PiS bali się, aby dostarczyć porozumienie do protestujących, którzy dowiedzieli się, że ktoś inny został wyznaczony przez rząd, aby z nim się porozumieć. Wreszcie poszła rzecznik rządu Joanna Kopcińska i w pisowskim stylu (mordy zdradzieckie, kanalie) nazwała niepełnosprawnych „nieszczęściem”.

To mniej więcej tak, jak mężczyzn o wzroście 160 cm nazywano by kurduplami, karłami, krasnalami. Więc nie dziwmy się, że protestujące matki odpowiedziały rzeczniczce Kopcińskiej, że „nasze dzieci nie są nieszczęściem”, bo miłość nie jest nieszczęściem.

Okazuje się, że PiS jest dobry w dialogu samego ze sobą, a w zasadzie w monologu, gdyż co powie prezes, to wszyscy jego akolici powtarzają. Nie łudzę się, że ten kompromis został wykoncypowany w gabinecie w gmachu przy Nowogrodzkiej. Bo mógł go wymyślić ktoś, kto rodaków nazwał kanaliami, gorszym sortem, mordami zdradzieckimi, a wysłana przez ktosia Kopcińska „nieszczęściem”.

Władza na majówkę, a protestujący do walki o godne życie

Prestidigitatorom od „dobrej zmiany” ktoś śmiał zakłócić dobre samopoczucie.

Gdyby w tych dniach Hubert Urbański w „Milionerach” TVN zadał pytanie uczestnikowi teleturnieju, dlaczego protestujący przed Sejmem domagają się dymisji Krzysztofa Michałkiewicza, mógłby zobaczyć zdziwienie na obliczu pytanego, kto to zacz. Minę godną Andrzeja Dudy.

Kto to jest ten Michałkiewicz? A to gościu, który jest pełnomocnikiem rządu ds. osób niepełnosprawnych. Taki ktoś do Sejmu zamiast teczki powinien chodzić z karimatą, a może nawet mieć spakowany wigwam bezśledziowy i być druhem protestujacych osób niepełnosprawnych i ich matek. Na kuchence spirytusowej przygotowywać im ciepłe posiłki, a samemu gryźć suchary. Znając jednak polityków PiS, należy raczej się zastanawiać, ile dostał Michałkiewicz nagrody od Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego i czy ją zwrócił?

Gdyby nie protestowano w Sejmie, to władza nie zainteresowałaby się niepełnosprawnymi, co potwierdził wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki: – „Myślę z wielkim smutkiem o tym, że ci niepełnosprawni są przez tyle dni w Sejmie i dziwię się, że można tak bardzo nie mieć serca, żeby ich tu tyle trzymać”. Terlecki ma serce, więc by nie pozwolił. Słowa miłości Terleckiego zbyt daleko nie odbiegają od słów innego orła PiS Stanisława Pięty, który uważa, że „Straż Marszałkowska powinna wynieść protestujących i przekazać policji”.

Niepełnosprawni zakłócili PiS-owi rządzenie, które sprowadza się do mniej więcej takich pijarowskich sztuczek: Szydło uroczyście otwiera dawno działające zbiorniki wodne i agencje, Gliński kupuje kolekcje sztuki, które i tak są nasze, fundacja od PR zatrudnia firmę od PR, rząd sam ze sobą podpisuje porozumienie z protestującymi. Logiczne? W tym szaleństwie jest przynajmniej konsekwencja.

Prestidigitatorom od „dobrej zmiany” ktoś śmiał zakłócić dobre samopoczucie. Protestujący w Sejmie odkryli tę metodę rządzenia. Protestująca matka łaskawie potraktowała zapracowaną władzę: – „Mamy propozycję dla polityków PiS, premiera, minister Rafalskiej. Niedługo majówka, także niech spokojnie jadą sobie na majówkę, niech sobie grillują kiełbaski, itd., a my będziemy z naszymi dziećmi walczyć dalej o ich godne życie”.

Wykurzyć i wziąć głodem

To strategia PiS wobec niepełnosprawnych.

Wobec protestu niepełnosprawnych władze PiS stosują uniwersalną wojenną strategię: brania zakładników i głodem. Nie jest to może tak prymitywne, jak podczas wojen średniowiecznych, ale symbolika ta jest łatwa do odczytania, zinterpretowania.

Jeden z najmniej elokwentnych polityków PiS – ani bee, ani mee – marszałek Sejmu Marek Kuchciński zabronił otwierania okien i wychodzenia na spacer protestującym. Podobnie postępowano z okrążonymi, jeżeli to była niewielka twierdza, podpalano, aby wykurzyć wrogów.

Podkomisja ds. osób niepełnosprawnych – obradowała dzisiaj – została przeniesiona do budynku G Sejmu, do którego niepełnosprawni nie mają dostępu. Po to jednak się zebrała, aby ogłosić przerwę w pracach nad projektem dla osób niepełnosprawnych do 17 maja!

To wszak działanie, aby „wziąć głodem”, by niepełnosprawni zostali zapomniani, bo możliwe, że prezes Kaczyński ze swoją nieodłaczną „damą do towarzystwa” Joachimem Brudzińskim uda się śladem Beaty Szydło na spływ flisaków na Dunajcu.

Szydło zaś została tak zmarginalizowana w rządzie PiS, iż zamiast niej, udział w pozorowanym dialogu z niepełnosprawnymi bierze minister Elżbieta Rafalska. Była premier – jak dzień wcześniej Andrzej Duda – zapowiedziała postawienie na posiedzeniu rządu sprawy 2-letniego Brytyjczyka Alfiego Evansa, aby mu pomóc. Ten malec w stanie wegetatywnej śpiączki (ma zniszczone 70 proc. mózgu) decyzją sądu brytyjskiego może być poddany eutanazji.

Internauci wypomnieli Szydło, gdzie ona była, „gdy umierały te dzieci, Anielka, Wojtuś, Ewelinka, bo nie było na leczenie, bo brakło wsparcia Państwa i pieniędzy?”. Apeli o pomoc dla umierających dzieci na Twitterze i Facebooku jest naprawdę sporo i – Polacy się zrzucają, zamiast rządu. Ale w wypadku Szydło i polityków PiS chodzi o zagłuszenie sumienia. Duda przynajmniej ofiarował pomoc modlitwą.

Czy Duda modli się o referendum konstytucyjne? Wątpię. Na jego konwencji konstytucyjnej na Stadionie Narodowym nie zjawił się żaden polityk PiS. Prezes Kaczyński pokazał prezydentowi, gdzie go ma i w jakim poważaniu – w tym samym czasie zaprezentował kandydatów PiS na prezydentów dużych miast.

Duda nawet zaproponował Mateuszowi Morawieckiemu nowy pijarowski program – zamiast „Piątka Morawieckiego” – „Szóstka Morawieckiego”. Chciałby dorzucić premierowi jako szósty temat: pomoc niepełnosprawnym. W wydaniu Dudy jest to akt desperacji, chwyta się wszystkiego, z niepełnosprawnych robiąc zakładników, bo prezes w ogóle go nie słucha.

Jak Duda będzie dalej się upierał z referendum konstytucyjnym, to Kaczyński może go postraszyć Trybunałem Stanu, jeszcze zanim to zrobi opozycja, bo ta musi odzyskać władzę.

CZY POLACY AKCEPTUJĄ PROJEKT?

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Ustawka z wetem prezydenta

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że weto Andrzeja Dudy dotyczące tzw. ustawy degradacyjnej było zwykłą ustawką. Grę w te klocki Jarosław Kaczyński ma przećwiczone, „kunszt” można porównać do gry w warcaby: kto więcej zbije, ten wygrywa.

Nie jest to więc gra w szachy, w której trzeba naprzód przewidywać ruchy przeciwnika, ale zegar i tak tyka, do końca PiS zostało 520 dni. Weto prezydenta sprawdziło się przy dwóch ustawach sądowych, tysiące protestujących zeszło z ulic, a Duda i tak podpisał zmanipulowane ustawy, na które nie daje się jednak nabierać Komisja Europejska.

Wartość weta dotyczące tej ustawy nazywanej też ustawą degradacyjną (autorstwa) Macierewicza i Błaszczaka jest niemal żadna, bo w istocie nie można zdegradować zapisów w podręcznikach. Wszak żaden autor nie napisze, że stan wojenny wprowadził szeregowy Jaruzelski, chodziło o to, aby wymierzyć symbolicznego kopa nieboszczykowi.

Przecież Duda nie zawetował ustawy o zdecydowanie większej wartości egzystencjalnej, tzw. ustawy dezubekizacyjnej, odbierającej emerytury zweryfikowanym funkcjonariuszom, którzy choć jeden dzień przepracowali w PRL w służbach.

Warto więc odnotować ustawy, które winny być zawetowane z powodów naruszenia Konstytucji bądź spychające nas do nienowoczesnych praktyk, ale „niezłomny” Duda je podpisał: o Krajowej Radzie Sądownictwa, o Sądzie Najwyższym, o IPN (oddana do TK), ograniczająca handel w niedzielę, o antykoncepcji awaryjnej, o reformie edukacji czy też nowelizację Kodeksu Wyborczego.

Przy wielkanocnym stole Polacy mają rozmawiać nie o sondażach, które coraz wyraźniej wskazują, iż PiS za 520 dni odda władzę, ale o kosmonaucie Hermaszewskim, który pozostał przy pagonach generalskich. Zresztą na nie powołał się Duda.

Po ustawce z wetem politycy PiS dostali przykazanie, aby się nie wysypać i nie komentować, o czym tweetnęła Beata Mazurek: „komentować nie będziemy”. Ta sama złotousta rzeczniczka komentowała przyjęcie ustawy w Sejmie: „Wrona Orła nie pokona (…) Precz z komuną”.

Wyłamał się z niekomentowania Antoni Macierewicz, ale on jest osobnym bytem politycznym – zdaje się, iż wraz ze swoim Misiewiczem knują w kwestii partii bardziej prawicowej niż PiS – nazwał weto „następnym krokiem w złą stronę”. Wszak pierwszy zły krok to była dymisja Macierewicza.
Weto Dudy więc brzydko pachnie, jest świątecznym jajkiem podrzuconym na polskie stoły, by nie powiedzieć zbukiem.

“Buta, lenistwo, rozpasanie, bezmyślność w działaniu, a przede wszystkim – olewanie obywateli. To są zasady, którymi będziemy się kierować”. Drobna korekta expose PBS.

Szydło przyznała nagrody, Szydło oddała

Były premier Jan Olszewski w przeddzień świąt Wielkiej Nocy i Prima Aprilis zaapelował do Jarosława Kaczyńskiego, aby przeprosił za nagrody, które przyznała sobie, ministrom i wiceministrom Beata Szydło. Szydło więc musiałaby schować pazurki, których pokazania zażądał prezes (och, te metafory prosto z kuwety).

Zdaję sobie sprawę, że mamy Prima Aprilis. I tak podchodzę do krążącego w internecie newsa: – „Premier Szydło i ministrowie zdecydowali się oddać nagrody i przeznaczyć na cele charytatywne!”. Ale biorąc tę wiadomość na pisowski rozum, należy odwrócić kota ogonem, gdyż wszystko w polityce w wykonaniu polityków tej partii jest nieporozumieniem, serwują nam Prima Aprilis przez okrągły rok, więc może w ten dzień są poważni. I może Szydło oddała nagrody na cele charytatywne w imię pijarowskiego hasła: „Beata dała, Beata zabrała”.

Zdaje się, że mało aprilisowy list otrzymał Maciej Stuhr, choć aktor się łudzi, iż wpisuje się on w żarty. Stuhr publikuje ów list od antyfanki na Instagramie, adresowany do „Macieja Szczura”: – „Ty gnoju! Ty szczylu! Ty szwabie w du*ę je*any! Kto ci płaci za to, żebyś pluł na Polskę? Może Niemcy?  Może Ruscy? Ty sku*wysynie! Ty Hu*aszku Wanio! Żebyś zdechł!”.

Takie tradycyjne chrześcijaństwo po polsku, acz w tym wydaniu bardzo intensywne. Primaapilisowym newsem z pewnością jest mem Platformy Obywatelskiej, która publikuje przeciek dotyczący zadań maturalnych z matematyki: „1. Zsumuj wszystkie nagrody dla wiceministrów i ministrów w rządzie PiS”.

Nie wszyscy rodacy mogą płatać sobie figle w kraju, bo oto czytam na koncie PolsatNews.pl na Twitterze z pewnością o bardzo poważnym felerze polskim: – „Ciężarówka z Polski zablokowała na pół dnia autostradę w Holandii. 44-letniego kierowcę aresztowano. Drugi Polak zjechał tirem z autostrady A58 i wylądował w rowie. Też został aresztowany. Łączyło ich jedno – byli tak pijani, że nie mogli ustać na nogach”.

Sikawkowa Pawłowicz sprawiła Dudzie śmigus-dyngus

Od kiedy w Straży Pożarnej pojawiły się kobiety – do parytetów fifty-fifty daleko – strażaczki przejęły inicjatywę w śmigus-dyngus. I leją wodą prosto z pomp strażackich na swoich partnerów w służbie. Największą radochę ma ta przy sikawce, czyli sikawkowa. Co lunie po strażakach, to jej.

Taką sikawkową w PiS jest Krystyna Pawłowicz, która nie przebiera w słowach. Jej retoryka jest zwykle knajacka, a proza na Facebooku i Twitterze podana w kiepskiej polszczyźnie, zwykle z błędami gramatycznymi, interpunkcyjnymi i bez zachowania reguł graficznych. Tak bluzga emocjami, że staje się zrozumiałe, dlaczego nie radzi sobie z polszczyzną. Sikawkowa Pawłowicz zawsze leje swoją brudną polszczyzną na opozycję.

Tym razem lunęła na prezydenta Andrzeja Dudę, bo ten śmiał zawetować ustawę degradacyjną, wg której miano zrywać pagony truchłom generałów (kto ekshumowałby Jaruzelskiego i Kiszczaka, aby zerwać im pagony?). Tym razem Pawłowicz opublikowała list otwarty do Dudy na łamach portalu braci Karnowskich, w którym bluzga na prezydenta z jej formacji. Jako że list przeszedł redakcję, więc nie ma zwykłych dla niej wpadek gramatyczno-interpunkcyjnych, ale za to możemy „podziwiać” niezborność intelektualną, luki w wiedzy, a w zasadzie poznać jej niewiedzę i tak naprawdę odhumanizowane emocje.

Pawłowicz chciałaby urządzić nieboszczykom generałom coś w rodzaju Norymbergi, bo nie było w procesie zbrodniarzy wojennych procedur odwoławczych. Nie trzyma się to żadnej logiki, bo po pierwsze w ustawie degradacyjnej nie było żadnej mowy o sądzeniu, a tylko o wyroku degradującym. Jakby też nie patrzył, Jaruzelskiego i Kiszczaka trudno byłoby podciągnąć pod jakąkolwiek interpretację terminu prawnego ludobójstwa, zdefiniowanego przez polskiego prawnika Rafała Lemkina. No i Pawłowicz odbiera prezydentowi prerogatywę weta, co nawet nie jest śmieszne.

Polecam zapoznania się z listem Pawłowicz, bo pokazuje jak marnej jest ona kondycji intelektualnej. Powstaje pytanie: jak doszło do tego, iż ktoś takiego żenującego pokroju umysłowego wykładał na uczelni?

Posłanka PiS Pawłowicz nadaje się tylko do obsługi bluzgów, do języka godnego podrzędnej knajpy, a nie do obecności w przestrzeni publicznej, acz dopuszczalnym jest, aby w śmigus-dyngus jako sikawkowa PiS lunęła na Dudę, bo temu się należy za wielokrotne złamanie Konstytucji.

Świetny tekst Jacka Liberskiego z „Liberte” (fragment).

Nam się należało! Rozważania na Wielką Noc 2018 roku

26/03/2018

To mój 75 felieton dla Państwa i dla Liberté, dokładnie w rocznicę ich pisania, dziś na początek Wielkiego Tygodnia. Rok temu popełniłem sarkastyczny tekst z tak zwanym głębszym przesłaniem, dziś będzie odmiennie, w sensie całkowitego braku sarkazmu.

Dwa fragmenty wystąpień premier Beaty Szydło, pierwszy z jej populistycznymi słowami: “koniec z arogancją władzy, praca, pokora, umiar i roztropność w działaniu będzie charakteryzować tę władzę” oraz drugi (dwa i pół roku później): “te premie nam się po prostu należały!” powinny być głównym elementem wiodącego spotu wyborczego Opozycji podczas wszystkich czterech kampanii, jakie nas czekają do 2020 roku. Te dwa fragmenty idealnie sklejają klamrą czasową i charakteryzują całą ideę władzy PiS i obozu prawicowego, którą śmiało zamknąć można w kilku słowach: hipokryzja, tani populizm, własne sidła i robienie z wyborców głupków.

Obecna władza to nieszczęście dla Polski. Cztery lata ich rządów (i nie będzie ani jednego dnia dłużej) będą dla Polski czasem smuty narodowej, a kraj ten będzie dźwigał się z ruin lata całe i to zakładając, że bum gospodarczy na świecie trwać będzie jeszcze co najmniej dłuższy czas. Każdy, kto ma choć małe pojęcie o procesach gospodarczych wie, że tak nie będzie lub – przyjmując wersję bardziej optymistyczną – tak być nie musi. Czeka nas więc jeszcze dużo trudności i lepiej zdać sobie z tego sprawę wcześniej niż później, oczekując od przyszłej władzy cudów.

Należało się to nam!

To my (w sensie wyborcy) wybraliśmy tę władzę. To my daliśmy nabrać się na tanie chwyty marketingowe, rodem z supermarketów. To my uwierzyliśmy, że poprzednie rządy były pasmem samych nieszczęść i nie chcieliśmy słuchać logicznych wyjaśnień (niektórzy nadal nie chcą). To my uwierzyliśmy, że Donald Tusk osobiście ukradł 150 miliardów złotych z OFE i zdeponował je na prywatnych kontach w Gujanie Francuskiej i Bali. To my uwierzyliśmy, że Polska po ośmiu latach rządów PO i PSL była ruiną, choć naocznie widzieliśmy co innego. To my daliśmy się uwieść tanim obietnicom prostych rozwiązań problemu frankowiczów. To my uwierzyliśmy, że można pracować krócej i być bogatszym na starość. Uwierzyliśmy też, że dzięki zrzutce całego społeczeństwa na jego część da się zbudować państwo bez biedy, zapominając kompletnie o tym, że przecież nie ma nic za darmo i że ta zrzutka kosztuje. Nas, nie kosmitów z Marsa. Daliśmy się wreszcie zwieść, że władza absolutna ze zmarginalizowaną opozycją w Sejmie będzie uczciwa, samohamująca się i nie będzie kraść na potęgę.

Należało nam się to!

Oskarżam nas wszystkich o to, że nie chciało nam się zrozumieć na czym polega tani, wredny populizm. Oskarżam nas wszystkich o to, że nie chciało nam się rozmawiać szczerze z politykami, nie chciało nam się zapytać jednych o to co było, drugich o to co będzie. Oskarżam nas wszystkich o to, że w dniu wyborów nie chciało nam się ruszyć własnych dup z domu i poświęcić głupich 30 minut, aby dojść do lokalu wyborczego i oddać tam przemyślany głos, korzystając z podstawowego prawa wolnego obywatela. Oskarżam nas wszystkich o grzech zaniechania, lenistwa i tumiwisizmu, tak bardzo nam wszystkim bliskiego. Oskarżam nas wszystkich, że zapomnieliśmy o tym, czym jest odpowiedzialność za nasze własne państwo, które wyrwaliśmy z rąk komunistycznych oprawców w drodze bezkrwawej ewolucji, po to, by oddać je w ręce speców od socjotechniki, którzy omamili nas swoją fałszywie pojętą demokracją. Oskarżam nas wszystkich o to, że zapomnieliśmy o przyszłości naszych dzieci, godząc się na państwo mlekiem płynące dla grupki polityków władzy, dla całej reszty – tonące w gnojówce hejtu, bluzg i uwolnionego ze smyczy chamstwa. Oskarżam nas wszystkich o to, że daliśmy się kupić władzy i niczym Judasz sprzedaliśmy rozum za marną srebrników garść, bez żadnej głębszej refleksji.

Należało się to nam!

Ale oskarżam też władzę o to wszystko, co nam zgotowała. Oskarżam wszystkich tych, którzy rządzicie dziś Polską, o to, że oszukaliście wyborców, ukrywając podczas kampanii prawdziwe wasze zamierzenia, niewygodnych dla wyniku wyborów ludzi, kłamiąc w oczy, że macie teczki pełne gotowych i dobrych dla całego państwa ustaw. Oskarżam was o tanią socjotechnikę, o robienie ludziom mniej wykształconym wody z mózgu (ci wykształceni sami sobie są winni) i o stosowanie najgorszych chwytów z dziedziny marketingu politycznego, rodem z republik bananowych. Oskarżam was o to, że świadomie obudziliście dawno już uśpione demony antysemityzmu i wrogości wobec innych, po to tylko, aby zdobyć władzę tylko dla swoich, partykularnych i egoistycznych celów.

5 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Qui pro quo Szydło, czyli świadomy przekręt

Tomasz Siemoniak pod zdjęciem Beaty Szydło i Beaty Kempy (fotka z Watykanu) zapytał na Twitterze: „Dlaczego te 2 panie pozostały w rządzie nie mając nic do roboty? Po co taka fikcyjna rekonstrukcja? Dlaczego PiS nie odwołuje skompromitowanej pani Szydło, która sama sobie przyznała i wypłaciła 65 tys. zł nagrody?”

Najbardziej podobała mi się odpowiedź Mariusza: „Pani Szydło zostanie wyciągnięta na wybory samorządowe. Będzie mówić „dość arogancji władzy”, „wystarczy nie kraść”, „my słuchamy prostych ludzi” i jeszcze inne złote myśli, jakie jej napiszą”.

Mateusz Morawiecki miał szanse, aby przy odchudzaniu administracji rządowej pozbyć się tych nikomu niepotrzebnych postaci „dojnej zmiany”. Ale Szydło może się jeszcze przydać, wszak ma spore kompetencje w dojeniu Unii Europejskiej.

Całkiem świeży news z frontu dojenia unijnej kasy dotyczy pieniędzy, które miały wspierać rodziny osób z niepełnosprawnościami w rządowym programie „Za życiem”.

I jak pojęła – wszak pełnosprawna – Szydło? Po swojemu, po katolicku. Fundusze UE poszły na akcję informacyjno-edukacyjną na rzecz ochrony „życia poczętego”. Czyli za życiem poczętym, za tym, aby kobiety rodziły dzieci ciężko i/lub nieuleczalnie chore.

Takie qui pro quo. Pieniądze miały iść „za życiem, ale poszły za „ochroną życia”. Oznacza to, że Szydło i Ministerstwo Rodziny wprowadziły unijne instytucje w błąd.

To nie wszystko, gdyż te działania rządu odwodzące kobiety od legalnej aborcji są niezgodne z linią przyjętą przez Parlament Europejski, niezgodne z przyjętą przez Unię Europejską Konwencją Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie (z tzw. Konwencją Antyprzemocową).

A w Konwencji jak byk stoi: „odmowa zapewnienia usług w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz związanych z nim praw, w tym bezpiecznej i legalnej aborcji, stanowi formę przemocy wobec kobiet i dziewcząt” oraz „kobiety i dziewczęta muszą mieć kontrolę nad swoim ciałem i seksualnością„.

Przekierowanie unijnych pieniędzy – w istocie to przekręt – jest realizowaniem partyjnego celu politycznego i podlega ściganiu przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF).

To kolejny ideologiczny przekręt stosowany przez PiS, za unijne pieniądze realizować swoje felerne cele polityczne. Nie umknie to instytucjom unijnym, szmal trzeba będzie zwrócić. Kto odda rozdysponowane pieniądze? Wiadomo, trzeba wziąć z budżetu.

Dojna zmiana w trzech tweetach Krzysztofa Brejzy

Aby przekonać się, jak pazerna i zakłamana jest dojna zmiana PiS, wcale nie trzeba przeglądać całego internetu i ślęczeć nad gazetami. Wystarczy zajrzeć na Twittera i przeczytać np. trzy ostatnie tweety Krzysztofa Brejzy. Prawda – posła Platformy Obywatelskiej, ale przede wszystkim jednak osoby operującej konkretami.

A Brejza dłubie w zakłamanej materii pisowskiej i dochodzi tego, co chcieliby ukryć politycy PiS przed nami. Brejza interpelował w sprawie pseudo nagród ministrów i wiceministrów rządu PiS. Chciał wiedzieć, za co konkretnie byli oni „nagradzani” i jak nagrody uzasadniano. I tak – uzasadnień nie było żadnych, zaś nagrody nie było jednorazowe, ale miesięczne i niektórzy z ministrów nie wiedzieli, że je dostali.

A to znaczy, że do jednej pensji ministrowie i wiceministrowie dostawali drugą pensję. Nie jest istotne, jakiej wielkości, lecz wychodzi na to, iż drugie pensje były po pisowsku obligatoryjne, bo im „się należy”. Byli zatrudnieni na jednym etacie, a dostawali dwie pensje – w istocie jakby za dwa etaty. Najprawdopodobniej zostało naruszone prawo, a jeżeli tak – to w całości pieniądze z „nagród” powinny być zwrócone. O tym powinien rozstrzygnąć niezależny sąd.

Kolejny tweet Brejzy dotyczy także nagród, jakie dostali pijarowcy Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, postaci szemrane, bo nikomu nieznani jako fachowcy. Beata Szydło nagrodziła ich 8 pseudo nagrodami w wysokości po 29 tys. zł. Rok temu owa para po odejściu z pracy w Centrum Informacyjnym Rządu od razu założyła spółkę Solvere, która za przeszło milion zł zrealizowała na zlecenie rządowej Polskiej Fundacji Narodowej śmieszną kampanię „Sprawiedliwe sądy”. Pijarowcami zajęło się CBA z powodu podejrzenia złamania ustawy korupcyjnej. Nie przeszkadzało podejrzenie o korupcję, aby Plakwicz i Matczuk powrócili do pracy w rządzie, gdzie mają się zająć wizerunkiem Mateusza Morawieckiego. To są jaja większe niż berety.

Będą się teraz zajmować – jak pisze Brejza – opanowaniem kryzysu „nagrodowego”. Kolejni ludzie w rządzie od zatykania dziur, bo łajba PiS przecieka, nabiera wody. Pijarowcy będą czarne nazywali białym, gdyż na tym polega ich „praca”.

I trzeci tweet, a w zasadzie retweet Brejzy na temat kolejnych pseudo nagród, jakimi obdarzyła szefowa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska pracowników Trybunału i to niebagatelną sumą 1,6 mln zł. Za co? Można mniemać, iż za nieróbstwo, bo za jej kadencji TK osiągnął rekordy najgorszości – najmniej w historii odbyło się rozpraw i to z tendencją spadkową – zjazdem na dół po takiej stromiźnie, którą kolokwialnie zwie się lewizną. Nie dziwi to, bo Przyłębska to taki rodzaj orlicy Temidy, której ze względu na jej brak kompetencji nie chciano przyjąć do pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Za to dojna zmiana nagrodziła ją prestiżową funkcją szefowej TK.

To tylko trzy kolejne tweety Brejzy – ostatnie na koncie polityka PO, gdy piszę ten felietonik – pokazujące, jakie PiS oferuje dno. Partia Kaczyńskiego nie spoczywa jednak na laurach, realizuje starą nieuczesaną myśl Stanisława Leca, iż spod pisowskiego dna zapuka kolejna afera PiS na państwowym groszu.

Nowogrodzka polityka zagraniczna zmierza do Polexitu

Jarosław Kaczyński ze swoim PiS-em odniósł niewątpliwy sukces. Z państwa euroentuzjastycznego Polskę zamienili na eurosceptyczną. Polacy osiągnęli poziom nawet „lepszy” niż Brytyjczycy, którzy głosowali za Brexitem. Rodacy już dzisiaj w referendum opowiedzieliby się za Polexitem. Gdyby możliwy był mecz Polexit – Brexit, to byśmy w te klocki wygrali.

W bardzo solidnych badaniach (50 tys. ankietowanych) zleconych przez Fundację im. Kazimierza Pułaskiego 32,05 proc. badanych jest za tym, żeby opuścić Unię Europejską, a tylko 28,55 proc. za zmianą polityki i dostosowaniem się do zaleceń Komisji Europejskiej.

Mit euroentuzjastycznego Polaka legł w gruzach, stał się ruiną, wystarczyły do tego 2 lata rządów PiS. Jeszcze trochę politycy PiS popracują, a „nastukamy” bez żadnych problemów Brytolom w kwestii opuszczenia Unii Europejskiej, że hej. Mateusz Morawiecki może więc pisać kolejne „Białe Księgi” pisowskich kłamstw, na które w Brukseli nikt się nie nabierze, bo on sam – co ze zdziwieniem przyjmują do wiadomości nawet symetryści z „Rzeczpospolitej” – nie ma żadnego międzynarodowego obycia, nie potrafi się poruszać na europejskich salonach, prezentuje się jako marna osobowość ze słomą w butach.

Expose ministra dyplomacji Jacka Czaputowicza było tak niedojrzałe, jak nierozpoznawalna jest jego osoba. Tyle banałów, ile wygłosił minister, grozi jeszcze większym „sukcesem” PiS w kwestii międzynarodowej pozycji Polski.

– „Nowogrodzka polityka zagraniczna” – tak celnie podsumowała Czaputowicza szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer – jest „nieudolna, nieuświadomiona, bez celu i kierunku. Bez sensu. Tylko dramatycznie groźna dla Polek, Polaków i dla Polski”. Lubnauer zacytowała Wojciecha Młynarskiego, złote myśli tego kapitalnego tekściarza przekuwają w czyn politycy z partii Kaczyńskiego: – „Bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę: Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie? Co by tu jeszcze?”.

Grzegorz Schetyna nazwał tę politykę zagraniczną „partactwem i amatorszczyzną”. Przywołał porównanie z innej półki, z Józefa Piłsudskiego o walce na wszystkie fronty, gdy Polacy zostaną sami z szablami na Placu Saskim.

Były ambasador w Kanadzie Marcin Bosacki podsumował Czaputowicza: – „Zero koncepcji. Tylko instynktowny, zaściankowy jęk: UE jest groźna. To usłyszą partnerzy. I to jest groźne dla Polski”.

Panie i Panowie, Polexit się rozpoczął, do tego prowadzi nowogrodzka polityka zagraniczna. Wszak łatwiej chwycić naród za mordę, gdy nie będzie żadnych strofowań z Brukseli, Waszyngtonu, a z gospodarzem Kremla prezes i jego następcy – Morawiecccy – zawsze przybiją sobie żółwika.

Czy PiS orżnie Ogólnopolski Strajk Kobiet?

Społeczeństwo obywatelskie nie zawsze znajduje odpowiedzi na PiS-owskie zawłaszczanie państwa i odbieranie sobie praw obywatelskich. A partia Kaczyńskiego konsekwentnie zaprowadza jakąś formę dyktatury. Na razie jest ona miękka, co wyraża się chronicznymi niedomogami samej władzy i jej wpadkami, czego by się nie dotknęła. Punktowo jednak może nękać poszczególnych polityków i obywateli szeroko pojętej opozycji i społeczeństwa.

Najwłaściwszym odporem jest zorganizowanie się w struktury stowarzyszeń, lecz i to wydaje się niewystarczające. Niecałe dwa lata temu KOD był potężny, na ulicach Warszawy potrafił protestować w liczbie przeszło 100 tysięcy uczestników, a prezesowi PiS tak drżały łydki, iż nie potrzeba było wnikliwych analiz politologicznych, aby owe drgawki dostrzec.

Równie duże były protesty w lipcu ubiegłego roku z powodu ustaw sądowniczych. Łańcuchy Światła kreowały nowych liderów opozycji społecznej, a jednak dość łatwo rozbrojony został gniew ulicy poprzez to, iż Andrzej Duda zawetował dwie z trzech ustaw i zapowiedział napisanie nowych. Protesty rozeszły się po kościach, a Duda „napisał” ustawy o treści identycznej, jak zawetowane. Tak orżnął Polki i Polaków.

Czy PiS poradzi sobie z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, który kolejny raz wychodzi na ulice w sprawie obrony kompromisu aborcyjnego obowiązującego od lat 90-tych? Niby to PiS się ugina pod presją społeczną, ale czy na pewno?

Gdy Kościół katolicki zagrzmiał, iż żadna aborcja nie jest miła funkcjonariuszom pana Boga, PiS następnego dnia zapowiedział rekomendację projektu ustawy „Zatrzymać aborcję” w komisji sejmowej – jednak bez zapowiedzi procedur jej uchwalenia. Od razu odezwało się społeczeństwo poprzez silną instytucję Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i studentów.

Kaczyńskiemu zadrżały łydki, ale też uciekł się do swojej sprawdzonej metody: orżnąć Polki i Polaków. Na Czarny Piątek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet odpowiedział zdjęciem z agendy projektu „Zatrzymać aborcję”, został wymyślony sposób orżnięcia buntu kobiet.

Orżnięcie polega na tym, iż pisowski Trybunał Konstytucyjny ma wydać wyrok, czy zgodny z Konstytucją jest trzeci wyjątek w ustawie o planowaniu rodziny, w którym dopuszcza się usunięcie ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo wady genetycznej dziecka.

Jeżeli Julia Przyłębska et consortes nazwą to aborcją eugeniczną będzie znaczyło, iż Trybunał Konstytucyjny wezwie parlament do zmiany prawa i uznania jakiejkolwiek aborcji za nielegalną. „Zabezpieczeniem” ma być program „Za życiem”, wg którego państwo ma wziąć na siebie ciężar wychowywania kalekich dzieci. Znaczy, że po zmianie ustawy kobiety będą zmuszone do urodzenia, a wszelka aborcja będzie bezprawna.

Tak PiS chce wykołować kobiety. Równolegle dojdzie do prowokacji, aby kompromitować liderów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Udało się to z innymi już wcześniej, czarnosecińcy Kaczyńskiego będą liczyć na sukces i w tym wypadku.

A to dla nas znaczy, iż musimy przepracować zjednoczenie społeczeństwa obywatelskiego. PiS nas dyma, bo na to pozwalamy.

Tak zwane zło: Kaczyński

Przynajmniej w jednej kwestii wyprzedziliśmy USA i demokracje zachodnie. Otóż Paweł Śpiewak na początku roku akademickiego był zapowiedzieć, iż na Uniwersytecie Warszawskim studenci mogą wziąć udział w fakultatywnych zajęciach, w seminarium „Socjologia Jarosława Kaczyńskiego”. Co prawda w zajęciach bierze udział tylko 10 studentów, ale od czegoś trzeba zacząć.

Dopiero teraz nauka Jankesów podąża za „dobrą zmianą”. Na amerykańskich uniwersytetach można posiąść wiedzę o władzy PiS, o której nauczają w ramach nowego przedmiotu „Erozja demokracji”. W Polsce myśl „geniusza z Nowogrodzkiej” rozpowszechnia tylko UW, a za Atlantykiem aż 16 uniwersytetów, w tym na sławny Yale. Lepszej rekomendacji umysłowi prezesa PiS nie trzeba.

Jeszcze Kaczyńskiemu nie będą na świecie wystawiane pomniki, a jego „Porozumienie przeciw monowładzy” nie dostąpi porównań z „Księciem” Macciavellego, a raczej z pijarowskimi sztuczkami Goebbelsa, ale kto by się tym przejmował, bo – powtarzając za Julianem Tuwimem – najważniejsze, aby nazwiska nie pomylili.

Acz nie naucza o prezesie, ale przestrzega przed nim, wybitny konstytucjonalista prof. Wojciech Sadurski (Uniwersytet w Sydney), który Kaczyńskiego zna, uważa, iż ten odkrył w sobie niezgłębione pokłady cynizmu i jest tym bardziej niebezpieczny dla życia w Polsce, niż gdyby był tępym fanatykiem.

Sadurski twierdzi, iż Kaczyński uruchomił demony, które nie będzie łatwo cofnąć. Raczej nie pomogą nam kraje Zachodu – ani USA, ani Unia Europejska – jeżeli sami sobie z tym nie poradzimy. Polacy muszą uporać się ze złem, które za sprawą Kaczyńskiego dotknęło politykę i sferę publiczną.

Kaczyński sam w sobie jest przysłowiowy ze swoimi najgorszymi sortami, kanaliami, mordami zdradzieckimi. Nie trzeba więc na jego temat pisać żadnych oryginalnych teoretycznych prac, został zanalizowany choćby przez austriackiego noblistę Konrada Lorentza w dostępnych w języku polskim pozycjach „Regres człowieczeństwa” i „Tak zwane zło”. Zwłaszcza ta ostatnia publikacja mająca u nas kilka wydań opisuje źródła zła zarówna wśród zwierząt i ludzi. Kaczyński może być przykładem laboratoryjnym uruchomienia antyhumanitaryzmu, które u niego i członków PiS działa na zasadzie odruchu Pawłowa, w retoryce choćby otrzymujące miano w stosunku do przeciwników politycznych: „totalnej opozycji”, czy jeszcze bardziej widoczne w stosunku do uchodźców.

Sami sobie wyhodowaliśmy ten polip zła, który może zabić nasz kraj i odebrać w konsekwencji niepodległość.

(drugi fragment)

Należy wam się to!

Oskarżam was o wielokrotne łamanie Konstytucji RP, uchwalonej przez Zgromadzenie Narodowe i zatwierdzonej w drodze referendum przez większość narodu. Oskarżam was o to, że przysięgając na tę Konstytucję, wiedzieliście już wtedy, że ją będziecie perfidnie łamać, naciągać i wykorzystywać tak, jak wam wygodnie, po to tylko, aby zbudować system, który miał wam dać władzę wieczną. Ale nic nie trwa wiecznie.

Oskarżam was o to, że zrobiliście z Trybunału Konstytucyjnego farsę, trybunał, który jest pod całkowitą waszą kontrolą. Oskarżam was o to, że nie przyjęliście ślubowań od prawidłowo wybranych sędziów do tego Trybunału, wprowadzając tam osoby wam całkowicie uległe. Oskarżam was o niezgodny nawet z waszym, fałszywym, prawem wybór prezesa tego Trybunału. Oskarżam was o to, że przejęliście sądy powszechne, Sąd Najwyższy i Krajową Radę Sądownictwa, nominując tam prezesów sądów i członków KRS całkowicie zależnych od was, także w porozumieniu z waszym cichym koalicjantem, jakim jest Kukiz’15.

Oskarżam was o to, że z praworządnego państwa zrobiliście wydmuszkę, posiłkując się do tego bezczelnym hasłem, że prawo jest równe dla wszystkich. Każde wasze działanie przeczy temu truizmowi, choćby we wszystkich sprawach, które dotyczą was i waszych polityków. Oskarżam was o to, że nic nie zrobiliście w sprawie nieprawdziwych oświadczeń majątkowych ministra Szyszko i w sprawie wypadku premier Szydło, choć zdecydowana większość Polaków i tak wie, co się wydarzyło wtedy w Częstochowie. Oskarżam was o to, że przykryliście tak bulwersujące sprawy jak 12 milionów złotych w udziałach w spółce Srebrna, które są w rękach sekretarki pana Kaczyńskiego, czy ukrywanie gigantycznego majątku premiera Morawieckiego przez niego i jego żonę.

Oskarżam was o to, że zrobiliście niespotykany dotąd skok na spółki skarbu państwa, lokując tam swoich polityków, ich żony, matki i kochanki a także dalszą i bliższą rodzinę. Oskarżam was o to, że w kampanii wyborczej kłamaliście, że wasze państwo będzie tanie, skromne i roztropne, gdy tymczasem przez dwa i pół roku karmicie się milionami, wyciąganymi z budżetu w postaci skandalicznych nagród, premii czy dodatków, wmawiając do tego bezczelnie, że wam się to należy. Oskarżam was o to, że powołaliście do życia Polską Fundację Narodową tylko po to, aby dać zarobić miliony ludziom, którzy wyszli wprost z Kancelarii Premiera, założyli celową spółkę, a gdy już dostali swoje, wrócili na garnuszek państwa. Wszystko to zrobiliście obiecując tysiącom biednych, otumanionych ludzi, że państwo pod waszymi rządami będzie uczciwe.

Oskarżam was o zrobienie z Polski kraju co najmniej dziwnego na arenie międzynarodowej. Kraju, którego trzeba się wstydzić będąc za granicą, a z którego jeszcze nie tak dawno można było być dumnym. Oskarżam was o uchwalenie ustawy o IPN bez żadnej refleksji, która skonfliktowała nas z największymi naszymi sojusznikami, w tym z Ukrainą, Izraelem i USA. Oskarżam was o to, że zniszczyliście z mozołem, latami budowane bardzo trudne stosunki z Kijowem, Wilnem, Berlinem i Tel Awiwem. Oskarżam was o to, że pod wpływem krytyki wolnego świata, nacisków i gróźb, połykacie teraz swój własny język, wmawiając wyborcom, że to wasza przemyślana polityka. To samo dotyczy ustaw sądowych, z których cichcem się wycofujecie, po to tylko, aby nie stracić cennego dla was źródła kasy z Unii Europejskiej. A tyle gadacie o wstawaniu z kolan!

Oskarżam was o to, że z najwyższej funkcji państwowej, jaką jest Prezydent RP, uczyniliście żart i komedię dell’arte, całkowicie tę funkcję podporządkowując swoim własnym, partykularnym interesom. Oskarżam was o to, że z dnia zaprzysiężenia Prezydenta zrobiliście farsę, bo czymże innym jest ślubowanie na Konstytucję Rzeczpospolitej z pełną świadomością, że przez lata swych rządów będziecie ją traktować jak papier toaletowy, podcierając nią sobie tyłek w sposób urągający jakimkolwiek przyjętym powszechnie zwyczajom. Oskarżam was o to, że Prezydent RP został Pierwszym Narciarzem RP i Pierwszym Podróżnikiem RP na koszt społeczeństwa, bo to są jedyne osiągnięcia prezydenta.

Oskarżam was o to, że na lata całe podzieliliście polskie społeczeństwo, świadomie i w jednym tylko celu, aby zdobyć i ugruntować swoją władzę. Dziś już wiemy, że władzy tej nie ugruntujecie. Oskarżam was o to, że doprowadziliście do tego, że z trudem ustalony kompromis w sprawie aborcji został przez was po cichu naruszony w postaci wprowadzenia klauzuli sumienia wśród lekarzy, którzy mają obowiązek leczyć, pomagać i ratować ludzkie życie, a nie politykować. Wprowadzenie tej klauzuli doprowadziło do tego, że kompromis ów stał się w zasadzie martwym prawem, a setki kobiet gwałconych lub noszących płody nieuleczalnie chore muszą znosić traumę, za którą nie ponoszą żadnej winy. Oskarżam was o to, że bez zgody społecznej zasilacie setkami milionów złotych jednego księdza, któremu duszpasterstwo pomyliło się z biznesem i któremu w ten sposób spłacacie dług wdzięczności za pomoc przy wygraniu wyborów. W każdym normalnym państwie za coś takiego traci się władzę, ale wy zrobiliście z Polski państwo – potworka demokracji. Oskarżam was o to, że panią Godek, która jest twarzą zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, zatrudniacie w jednej ze spółek skarbu państwa na stanowisku członka Rady Nadzorczej tej spółki, co nasuwa głębokie wątpliwości co do ideowej uczciwości całej tej sprawy. Oskarżam was o to, że uczyniliście i dalej czynicie z Polski państwo wyznaniowe i to wyznaniowe dla jednej tylko religii, gdy tymczasem w Konstytucji powiedziane jest wyraźnie, że Polska to państwo świeckie. Ale wy Konstytucję RP traktujecie jak papier w kiblu.

Oskarżam was o to, że z największej katastrofy lotniczej w historii tego narodu uczyniliście farsę i pośmiewisko, nie szanując przy tym wszystkich 96 ofiar, które zginęły z powodów tak prozaicznych, że aż serce się ściska z bólu. Uczyniliście z tej tragedii jarmark, dzięki któremu wybrani dorobili się fortun, o jakich zwykły zjadacz chleba może sobie jedynie pomarzyć. Wszystko to zrobiliście, mając usta pełne frazesów, hipokryzji i zwykłych kłamstw. O to też was oskarżam. Oskarżam was o to, że z polskiej armii zrobiliście parodię, zgadzając się na to, aby jeden szaleniec traktował ją jak swój własny, prywatny folwark. Oskarżam was o to, że wykorzystując zdobytą władzę (owszem, w demokratyczny sposób) traktujecie przestrzeń publiczną jak własny ogródek, zmieniając nazwy ulic, placów i stawiając tam pomniki, mimo iż większość obywateli tego nie chce. Oskarżam was o wykorzystywanie demokracji do swoich wyłącznie celów i o traktowanie jej jak panny lekkich obyczajów. Oskarżam was o to, że doprowadziliście do zerwania największego kontraktu wojskowego, który mógł Polsce przynieść miliardy złotych w postaci umów offsetowych i dać gospodarce tysiące miejsc pracy w polskich a nie zagranicznych przedsiębiorstwach.

Oskarżam was, politycy obozu władzy, że zrobiliście z Parlamentu maszynkę do produkcji beznadziejnego prawa dla 38 milionów obywateli, żyjących w tym państwie. O to, że produkujecie ustawy w trybie ekspresowym, bez konsultacji społecznych i bez jakiejkolwiek pogłębionej refleksji. Oskarżam was o to, że opozycję parlamentarną traktujecie jak śmieci, które przeszkadzają wam w budowaniu państwa tylko dla was. Oskarżam was o to, że przyjęliście w wasze szeregi postkomuchów, mimo że jesteście partiami o korzeniach solidarnościowych. To mierzi najbardziej. Oskarżam was o to, że z wielkiej idei Solidarności zrobiliście pseudo związek zawodowy, który wspiera waszą politykę, a wy wspieracie ten związek, co jest całkowitym zaprzeczeniem idei wolnych związków zawodowych, o którą walczyło miliony Polaków w latach komuny. Oskarżam was o to, że z ikony tych wolnych związków uczyniliście podłego zdrajcę, nie patrząc ani na wyroki sądów, ani na szerszy kontekst jego życia. A wszystko to dzieje się za sprawą człowieka, który 13 Grudnia spał do południa w ciepłej pościeli i którym służby specjalne PRL w ogóle się nie interesowały. Dzisiaj piszecie dla niego nową historię, pełną przemilczeń, zakłamań i powierzchownych interpretacji. Oskarżam was o fałszywą reformę edukacji, która ma na celu tylko jedno – wypuścić ze szkół młodzież skrzywioną politycznie i edukacyjnie, dokładnie tak samo, jak chcieli zrobić to komuniści przez 50 lat PRL-u.

Oskarżam was o to, że daliście wyborcom złudną nadzieję, że pracując krócej będą oni mieli wystarczająco dobrą emeryturę. Zrobiliście to w jednym celu – aby zdobyć władzę. Do kosza przy tym wrzuciliście wszystkie analizy ekonomiczne, które wskazują, że społeczeństwo żyje coraz dłużej, co oznacza, że system emerytalny załamie się przy takiej polityce już za kilka, góra kilkanaście lat. Kto wtedy będzie miał ten problem na głowie? Na pewno nie wy. Oskarżam was o to, że wprowadziliście niesprawiedliwy i z gruntu niebezpieczny dla gospodarki, niczym bomba z opóźnionym zapłonem, program kupowania części wyborców kosztem innej części. Programem tym podzieliliście naród na tych, którzy pieniądze dostają i na tych, którzy ich nie dostają, ale składają się na niego wszyscy podatnicy w tym kraju. Oskarżam was o to, że mydliliście ludziom oczy, wmawiając im, że jest to program proprokreacyjny, dzięki któremu ma w Polsce urodzić się więcej dzieci, gdy tymczasem prawdziwie proprokreacyjny program in vitro zdusiliście, nomen omen, w zarodku, wiedząc o tym, że rozwiązanie to pomogło w latach 2014-2017 urodzić się ponad 8 tysiącom, zdrowych i szczęśliwych maluchów. Zrobiliście to tylko dlatego, że program ten wprowadził w życie poprzedni Parlament, w którym mieliście zdecydowaną mniejszość.

Oskarżam was o to, że swoją chorą i nieodpowiedzialną polityką obudziliście skrajne postawy w społeczeństwie, świadomie je jeszcze podgrzewając lub po cichu wspierając. Nie przeszkadzają wam burdy prawicowych opryszczonych młodzieńców, ale demonstrujących przeciwników waszej polityki nękacie policją, prokuratorem lub sądami. Na szczęście nie udało wam się zrobić z sędziów w sądach powszechnych narzędzia własnej polityki. I nie uda się to wam już nigdy. Oskarżam was o to, że swoim politycznym przeciwnikom chcecie urządzać pokazowe procesy, ale póki co świadomie opóźniacie nawet ich przesłuchania, jak w sprawie Stanisława Gawłowskiego, tylko dlatego, że idzie wam jedynie o to, aby gonić króliczka, a nie złapać go, bo igrzyska dla swojego ludu zawsze mogą się przydać. Oskarżam was o to, że zorganizowaliście pokazową komisję do spraw reprywatyzacji, która zamiast faktycznie wyjaśniać wszystkie nieprawidłowości, służy wam wyłącznie do walenia w waszego przeciwnika, całkowicie ukrywając takie na przykład fakty, jak to że powiązane z waszymi politykami osoby kupują od czyszczycieli kamienic apartamenty w kamienicach, których reprywatyzację tak piętnujecie. Oskarżam was o to, że traktujecie wyborców jak idiotów, manipulując nimi bez żenady i bez przerwy.

Oskarżam was wreszcie o to, że w czasach wyjątkowej koniunktury gospodarczej na świecie, wy, zamiast odkładać pieniądze na gorsze czasy, rozdajecie je bezmyślnie wybranym grupom społecznym, dla siebie biorąc dziesięć razy tyle. Oskarżam was o to, że w imię chorej ideologii i zobowiązań wobec jednego, bliskiego wam, związku zawodowego przepchnęliście kolanem ustawę o wolnych od handlu niedzielach, w której znalazło się ponad 30 wyjątków i która to ustawa za czas jakiś doprowadzi do poważnych kłopotów głównie małe polskie firmy, o które tak ponoć chcecie dbać. Oskarżam was także o to, że wasza wiedza ekonomiczna dotycząca różnych, powiązanych ze sobą procesów mikro- i makroekonomicznych jest na poziomie szkoły podstawowej, czyli żadna. Brakiem tej wiedzy epatujecie niemal codziennie i to mimo tego, że premierem waszego rządu jest bankster, który dorobił się przez lata pracy w III RP milionowego majątku, którego nie chce w pełni pokazać suwerenowi w obawie, że nie będzie to współgrać z waszym od lat przekazem, że jesteście biedni i uczciwi do kości.

Mój głos niewiele znaczy i możecie go między śmieci wrzucić. Możecie śmiać się z mojego “oskarżam”, ale to kropla drąży skałę a nie odwrotnie. Władza zdobyta i utrwalana dzięki naginaniu prawa, w tym przy pomocy łamania ustawy zasadniczej, nie może być trwała i nigdy nie będzie. Można wymyślać różne cuda, w tym gmerać przy ordynacji wyborczej, aby zwiększyć sztucznie swoje szanse w wyborach, ale polskie społeczeństwo, jak każde we współczesnym świecie wolnych i demokratycznych państw, ma granicę cierpliwości, do której zbliżacie się w tempie pędzącego pendolino, co widać w kolejnych sondażach poparcia. Od początku roku walczycie już tylko, coraz bardziej nieudolnie gasząc kolejne pożary benzyną, dzięki czemu trend poparcia wyraźnie się już zmienił i z każdym kolejnym badaniem ugruntowuje się on coraz bardziej. To jeszcze nie jest wygrana Opozycji, jeszcze dużo pracy przed wszystkimi, którzy chcą żyć w silnej, otwartej i nowoczesnej Polsce obywatelskiej. Jeszcze na laurach nie możemy usiąść, jeszcze nie możemy odpuścić Opozycji, jeszcze ją nękać musimy pytaniami, uwagami i żalami, że może być znacznie lepsza.

Wygrana nie jest wcale blisko.

Pełnych refleksji Świąt Państwu życzę.

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Anatomia kłamstwa PiS

Pouczająca to lekcja, bowiem pokazuje, jak nie powinna być robiona polityka, bo zawsze kończy się to degradacją Polski.

Przy okazji nałożenia sankcji persona non grata przez Biały Dom na Andrzeja Dudę i Mateusza Morawieckiego możemy doświadczyć, jak wygląda anatomia kłamstwa konstruowanego przez PiS. Pouczająca to lekcja, bowiem pokazuje, jak nie powinna być robiona polityka, bo zawsze kończy się to degradacją Polski i ośmieszeniem polityka tego bądź owego.

Jeszcze wczoraj po ujawnieniu przez Onet sankcji personalnych dotyczących najważniejszych polityków na pisowskim szczycie spotkali się Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki i szef dyplomacji Jacek Czaputowicz.

Rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert pytana o zakaz spotkań z polskim premierem i prezydentem w związku z ustawą o IPN, odpowiedziała: – „Informacje, które mówią o zawieszeniu współpracy dotyczącej bezpieczeństwa lub dialogu na wysokim szczeblu, są po prostu fałszywe. Polska jest bliskim sojusznikiem w ramach NATO, to się nie zmieni. Nie znaczy to jednak, że zgadzamy się z przyjętą ustawą, co jasno wyraziliśmy”. A zatem Nauert nie odpowiedziała na pytanie dotyczące publikacji Onetu, który to portal pisał o czymś zupełnie innym.

Dzisiaj od samego rana nastąpiła ofensywa medialna polityków PiS, która ma na celu zaprzeczyć kompromitacji. I jak to w tej partii bywa, wszyscy z nich posługują się takimi samymi komunikatami wypracowanymi przez służby pijarowskie, a przy okazji wychwalają samych siebie.
Politycy PiS do „odkłamywania” używają mediów prywatnych, a nie tzw. narodowych, bo nikt oprócz nich ich nie śledzi. Łażą więc do TVN, Polsatu, TOK FM, RMF FM, które są jeszcze niezależne i wiarygodne.

Adam Bielan w TVN24 zachwala, że „mamy najlepsze relacje PL-USA, zarówno jeśli chodzi o kwestie współpracy militarnej, jak i wymiany handlowej”. Szkoda, że przy takich stwierdzeniach nie słyszymy rechotu publiki, jak w sitcomie.

Z kolei Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera, w RMF FM nazywa to fake newsem, a dziennikarzom Onetu zarzuca, iż posługiwali się nieistniejącą notatką: „Proszę ją pokazać”.

Nawet Mateusz Morawiecki zabrał głos we własnej sprawie, co świadczy, że jemu i Dudzie jednak postawiono ultimatum w Białym Domu. Morawiecki powtórzył komunikaty wcześniej wyrecytowane przez Bielana i Dworczyka, iż „te doniesienia, które ujrzały światło dzienne wczoraj, okazały się zupełnie nieprawdziwe”.

Politycy PiS idą w zaparte, gdyż to kolejny dowód, iż ich działania przynoszą efekt szarańczy. Czego się nie dotkną, zniszczą, zdemolują – i zachwalają, że jest cacy i osiągnęli stan nirwany „najlepszości” na świecie.

Na takie dictum zareagowali dziennikarze Onetu. Podają numer notatki polskiej ambasady w Waszyngtonie, datowanej na 20 lutego – Z-99/2018. Nie ujawniają jej, gdyż musieliby ujawnić informatora, więc zwracają się do MSZ, aby notatkę odtajniono.

Na bazie notatki z ambasady polskiej w USA powstały wewnętrzne dokumenty w MSZ. Jeden z nich, autorstwa Jana Parysa, cytuje Onet: – „Ze względu na znaczenie USA dla naszego bezpieczeństwa nie do przyjęcia jest sytuacja, kiedy prezydent czy premier mają zablokowane kontakty z głównym sojusznikiem. Moim zdaniem uregulowanie sporu z USA jest ważniejsze niż spór z Izraelem czy rozmowy z KE na temat praworządności”.

Te dwa zdania Parysa mówią wszystko. Szarańcza PiS niszczy wszystko, zostawia po sobie ugór. A my jak w sitcomie („Ucho prezesa” na żywo) możemy rechotać z własnej głupoty, iż daliśmy im władzę.

‼️Jurek Owsiak mówi wprost to 😡 Ustawą autorstwa PiS będzie można przejąć pieniądze wpłacane na fundacje. A wszystko to w czasie, gdy kolejni politycy PiS mają zwiazek z , a inni nie potrafią wytłumaczyć się z wielotysięcznych nagród.

DUDA PRZEPROSIŁ, MORAWIECKI RELATYWIZUJE. PIS W ROZTERCE

Przemawiającego Andrzeja Dudę na Uniwersytecie Warszawskim spotkała zasłużona porcja okrzyków „hańba”, „konstytucja” i „hipokryta”. To akompaniujący mu sprzeciw społeczeństwa obywatelskiego w sytuacjach, gdy prezydent zanurza się w środowisku niepisowskim. Czyni to coraz rzadziej, ale z racji pełnionej funkcji nie może się zamknąć tylko wśród swoich, wśród homogenicznego elektoratu.

Na uroczystościach 50. rocznicy Marca ’68 Duda był zmuszony spojrzeć na białe róże, które przyniosła ze sobą większość protestujących. Duda w przemówieniu użył innego języka, do którego nas przyzwyczaił. Przede wszystkim przeprosił za rok 1968 i użył formuły niepisowskiej: „Wybaczcie Rzeczpospolitej, wybaczcie Polakom”.

Jakakolwiek wówczas była Polska, to była nasza ojczyzna. A tamci Polacy to my, ewentualnie nasi bezpośredni przodkowie. Wówczas władza użyła antysemityzmu w walce ze społeczeństwem obywatelskim i sączyła go w dusze rodaków. Odniosła pożądany dla niej skutek.

Dzisiaj skala antysemityzmu jest – na razie – mniejsza, ale jest, a władza nie walczy z nim, toleruje antysemityzm, sączy w inny sposób, poprzez innych. Za to nie przeprosił Duda, acz doceniam, że w ogóle przeprosił.

Przynajmniej Duda okazał się ciut szlachetniejszy od Mateusza Morawieckiego, który wczoraj odniósł się do Marca ’68. Premier odwołał się do formuły Jarosława Kaczyńskiego: pedagogkę wstydu zwalczać pedagogiką bohaterszczyzny.

Niestety taka pedagogika to bezwstyd, a nawet bufonada właściwa osobom o wlaściwościach peryferyjnych, zamkniętych, wywodzących się – kolokwialnie ujmując – z Zad…pia. I stąd jest postać Morawieckiego, który był o Marcu ’68 powiedzieć: „Dla Polaków walczących o wolność Marzec ’68 powinien być powodem do dumy, a nie wstydu „.

Morawiecki nie potrafi wziąć odpowiedzialności za krzywdy wyrządzone wypędzonym z Polski. Taki z niego mały człowiek, bezwstydnik, który stroi się w cudze piórka bohaterstwa. A kompletną intelektualną wywrotką na skórce od banana jest inny jeszcze relatywizm Morawieckiego, który jednym tchem wymówił: „Ja chcę walczyć z tym antypolonizmem, tak jak skutecznie nasi żydowscy bracia walczą z antysemityzmem”.

Nazwać ten relatywizm nalezy faryzeizmem – w znaczeniu chrześcijańskim. Czy można wybaczać Morawieckiemu, że ciągle nakrywa się nogami, że ciągle się wywraca, że rozum jest dla niego skórką od banana, na którym zwykle robi figurę wyrżnięcia – kolokwialnie – na pysk? Duda jakoś potrafił się znaleźć, Morawiecki kolejny raz wpadł.

WIELKIE BRAWA ZA TE SŁOWA. NIKT TAK JESZCZE NIE ZAORAŁ CZOPKA 🙂

Wybuch smoleński Macierewicza okazał się niewypałem

Za miesiąc odbędzie się największe święto partii Jarosława Kaczyńskiego i związany z tym festyn – 8. rocznica katastrofy smoleńskiej. Prezes z pewnością da popis swojej elokwencji emocjonalnej, tego i owego obrazi – a jak będziemy mieli szczęście – cały naród zostanie opluty jakimś gorszym sortem, kanaliami, mordami zdradzieckimi. Ustawa o IPN jest nieprecyzyjna, więc postuluję, aby w następnej nowelizacji zawrzeć artykuły precyzujące antypolonizm, pod który podpada retoryka wiecowa Kaczyńskiego.

Niestety, na święto PiS nie otrzymamy dokumentu „ideologicznego”, którego autorem bywał Antoni Macierewicz – „Raportu smoleńskiego”. Poprzednie raporty osiągały status wydawniczy bestsellerów. Pewnie wydawca „Gazeta Polska” i Macierewicz sporo grosza na tym zarobili, bo elektorat PiS wierzy w pismo święte swego apostoła zamachu.

Wiara smoleńska miała się dobrze, gdy działała w opozycyjnych katakumbach, gdy Macierewicz mógł ogłosić każdą niestworzoną brednię, a prezes Kaczyński ze swojego stołka na Krakowskim Przedmieściu potwierdzić, iż „idziemy i zbliżamy się do prawdy”. Gdy wraz ze zdobyciem władzy przez PiS, możliwości badania katastrofy smoleńskiej przez Macierewicza stały się wszechpotężne, gdy prezes ze swoim wiernym ludem odgrodził się barierkami, ideologia katastrofy podupadła – żadnych dowodów na zamach nie ujrzeliśmy. Apostoł smoleński Macierewicz poszedł w odstawkę, ale za to przyszedł czas świątków – pomników Lecha Kaczyńskiego.

Pomnik smoleński na placu Piłsudskiego ma być wyższy niż Grób Nieznanego Żołnierza. Jeszcze pisowcy oficjalnie nie wpadli na pomysł monumentu brata prezesa wielkości Chrystusa w Świebodzinie, ale kto wie, czy obok pozostającego na razie w zamysłach największego portu lotniczego w tej części Europy nie zostanie posadowiony – jak w Rio de Janeiro – ogromny Lech Kaczyński, który będzie rozłożonymi ramionami witał i żegnał.

W 8. rocznicę Macierewicz ma zamiar zaprezentować tylko skromną prezentację multimedialną, przez niektórych określaną filmem. Znaczenie temu zdarzeniu może nadać tylko sam prezes, który albo przybędzie na premierę, albo nie przebędzie. A jak przybędzie, to z kim będzie dawał się fotografować na ściance. Wybuch w smoleńskim Tupolewie okazał się niewypałem. A to pech!

Szok! Początek roku to kolejne przelewy publicznych środków do T.Rydzyka. MSZ przekaże 336 000 zł na dofinansowanie „Współpracy w dziedzinie dyplomacji publicznej 2018″ dla WSKMiS oraz dla Fundacji Lux Veritatis. Jak obstawiacie kiedy przekroczą 100 mln?

5 tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Macierewicza patriotyzm za 15 milionów złotych

Działaniom polityków PiS, a szczególnie Jarosława Kaczyńskiego, aż się prosi, aby nadać rangę literatury. Nie muszę podpowiadać, jaka to miałaby być kategoria estetyczna. Nie musiałby to być nazbyt wysoki diapazon „Dróg wolności” Sartre’a ani szorowanie o najgłębsze pokłady egzystencji Fiodora Dostojewskiego. Wystarczyłby Bareja bądź Mrożek z dramatów połączony z fabułą komedii ludzkich zakłamań Balzaca.

Nieprzypadkowo w ostatnich dniach mamy do czynienia z dwoma postaciami z podobnej bajki. Z Jarosławem Gowinem, któremu pensja ministerialna nie wystarczała do pierwszego i z drugim przypadkiem pozornie odwrotnym, bizantyjskim, z Antonim Macierewiczem, którego otoczenie przez półtora roku ze służbowych kart kredytowych i płatniczych używało sobie na kwotę 15 mln zł.

Wcale nie przypadkiem Gowina z Macierewiczem połączyła Beata Szydło, gdy w kampanii wyborczej zakłamywała rzeczywistość, iż ministrem od wojny będzie Gowin, a nie Macierewicz. Dlaczego to zrobiła? Wiadomo. Ważniejsza jednak jest odpowiedź o drugie dno: dlaczego naprawdę to zrobiła?

Kładę nacisk na „naprawdę”, bo to znaczy, że naprawdę nie chodzi o żadne umiejętności, ale o obsadzanie kolesi partyjnych, którzy nie są żadnymi fachowcami. Jakim znawcą wojska jest Macierewicz? Gdy rozwiązywał WSI i pisał raport o tym – tak zapędził się w grafomaństwie, że do tej pory nie opublikowano aneksu – naraził wojsko polskie na brak osłony wywiadowczej i kontrwywiadowczej, co skutkowało na misjach wojskowych i wśród siatki szpiegowskiej śmiercią wielu osób.

Nikogo to specjalnie nie przejęło, że wielu dało gardło za Polskę tylko dlatego, że Macierewicz jest lewusem. Większość, jeżeli nie każdy, wykazałby się podobną lewizną, jak były minister obrony w zerwaniu kontraktu na sprzęt wojskowy, gdyż do negocjowania potrzeba umiejętności i wiedzy, a przede wszystkim rozpoznania, co konkretnie potrzebne jest do obrony Polski w zobowiązaniach sojuszniczych i jaka doktryna jest właściwa dla naszej geopolityki.

Myślę, że każdy wykazałby się zdolnościami wraz z kolesiami z podwórka albo z knajpy, aby przewalić 15 mln zł w ciągu półtora roku. Co? Niektórzy z przepicia wykorkowaliby? Spokojnie – jest na to rada, wystarczy wyskoczyć do Nowego Jorku i w porządnym restaurancie bądź kasynie na Manhattanie puścić jednego wieczora tysiące dolców. Daliby radę. A czym się różni Mariusz Błaszczak od Macierewicza, którego zastąpił? Mniejszą fantazją wypłat z kart płatniczych, acz może się okazać, że nie doceniamy Błaszczaka. On też potrafi dawać radę. Ci panowie największe osiągnięcia mają, gdy nie szkodzą w ministerstwach, gdy łażą po mediach – niektórzy z nich nie wychodzą – i nie mają czasu na psucie. Najważniejszy dla nich cel – blichtr celebrytów.

Jakie osiągnięcia mają politycy PiS? Gdy się wezmą za pisanie ustaw, wychodzi jak z ustawą o IPN, konfliktem dyplomatycznym z najważniejszymi graczami na scenie globalnej. Gdy wezmą się za teorię politologiczną, to wychodzi, jak Mateuszowi Morawieckiemu w wywiadzie dla „Der Spiegla”. Nie ma już „państwa prawnego”, jest „narodowe”: – „Polska jest demokratycznym państwem narodowym„.

Od początku władza PiS korzysta z kredytu kart płatniczych, żyje na cudzy koszt. Andrzej Duda żyje na kredyt przyszłej konstytucji, bo obecną złamał i grozi mu odsiadka. Tak manipulują przy trójpodziale władzy, aby odpowiadać tylko przed sobą, a to znaczy, że zakładają nie oddać władzy. Zapłacą każdą cenę. Rychło o tym się przekonamy.

I jak to w grotesce, najlepsze złote myśli są autorstwa bohaterów groteski. Kaczyński w 2014 roku powiedział: – „Drugim kierunkiem działania jest likwidacja kart kredytowych, które finansowane są z pieniędzy państwowych„. Jest to cytat z oficjalnego konta PiS na Twitterze z 16 czerwca 2014. Wybitny pisarz i satyryk rosyjski z XIX wieku Michaił Sałtykow-Szczedrin napisał – jakby przewidział PiS: – „Jak władza dużo zaczyna mówić o patriotyzmie, to znaczy, że będą kraść„. Macierewicz mówił o patriotyzmie za 15 milionów zł.

Spółka , która należy do Instytutu im. L. Kaczyńskiego ma już uzgodnienia środowiskowe pod budowę 190 metrowego wieżowca u zbiegu ul. Srebrnej i Towarowej. Szacowany koszt budowy ~150 mln . Ciekawe czy sfinansują to ?

Czy wybory będą strollowane?

Zacznijmy od podstawowego dogmatu – dla mnie oczywistego – Polacy są lepsi, niż politycy PiS przez dwa lata z nami zrobili. Zniszczyli naszą reputację, sprowadzili nas do swoich wymiarów. Polityka jest okrutna, jeżeli mają nas wyzyskać na arenie międzynarodowej, wyzyskają.

Niestety, jako Polacy odpowiadamy za pisowców. Na świecie nas nie rozróżniają. Polak dla innych stał się zakłamany jak pisowiec, który np. może powiedzieć taka brednię politologiczną, że Polska jest demokratycznym państwem narodowym.

Przed opozycją i społeczeństwem obywatelskim nie lada wyzwanie, by w niedługim czasie przekonać pozostałych rodaków do tego, że nie możemy pod obecną władzą zmierzać do izolacji państwa, a tym samym do uniemożliwienia karier dla najlepszych, samorealizacji się, że nie możemy marnować życia.

Gdyby dzisiaj wybierano szefa Rady Europejskiej, Donald Tusk nie miałby żadnych szans, ani ktokolwiek z naszych wielokroć lepszy od Tuska. Polak został ośmieszony, PiS zrobił z naszej nacji karykaturę. Jesteśmy jak bohater „Monizy Clavier” Sławomira Mrożka, groteskową ofiarą, którą świat wykopuje za drzwi, bo chwali się swoim przegraństwem.

Niedługo wybory samorządowe, które już dzisiaj widać, iż będą jednym wielkim chaosem, szaleństwem organizacyjnym. A jeżeli tak – to o to chodzi, aby szaleństwo było metodą na wygraną PiS. Brak pieniędzy na organizację wyborów – dzisiaj mówi się o deficycie rzędu 600 milionów złotych, a będzie on większy. Kto zatem za friko albo za niewielką dietę zechce zasiadać w komisjach wyborczych?

Niemożliwe stanie się skoordynowanie i przeprowadzenie bezpiecznych transmisji z 28 tysięcy lokali wyborczych, tym bardziej, że jeszcze nie przeprowadzono skomplikowanych przetargów na zakup kamer. O to jednak chodzi, chaos pozwoli PiS przepychać w sądach po swojej myśli oprotestowane i zaskarżane wyniki wyborcze, które zresztą zostaną „ustalone” – jak czytamy w nowej ordynacji.

Ze strony władzy wybory pilotuje Paweł Szefernaker, prawa ręka ministra spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego. Ten Szefernaker stosuje sztuczki właściwe dla trolli internetowych, zwala przewidywaną winę na innych, w tym wypadku na Państwową Komisję Wyborczą, choć organizację wyborów odebrano sędziom PKW na rzecz władzy wykonawczej.

Szefernaker w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” w TVN24 wskazał nawet winnego chaosu podczas listopadowych wyborów samorządowych: – „Wiele informacji, które się pojawia na ten temat, wynikają tylko i wyłącznie z tego że pojawiają się w mediach, bo są wrzucane przez szefową KBW… Najpierw wysyła do mediów list, a potem do premiera”. Chodzi o szefową Krajowego Biura Wyborczego Beatę Tokaj, która dzisiaj zresztą została zastąpiona przez pisowską działaczkę Magdalenę Pietrzak.

Wniosek jest tylko jeden, jeżeli pilotuje wybory ktoś tak marnej miary jak Szefernaker, wybory mogą być tylko strollowane.

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO PIS

O wyższości wódki nad whisky

Chyba logicznym jest, iż podtrzymywanie uchwalonego w Sejmie stanowiska PiS, które potem jest odkręcane przez dyplomację i Mateusza Morawieckiego, to retuszowanie ruin. Tak działa ustawa o IPN na świecie. Nikt nie nabiera się na naprędce sklecane zespoły negocjacyjne z Polski, które udają się np. do Izraela, aby przedyskutować ustawę. Ani Izrael, ani USA jej nie odpuszczą. A rozwiązanie jest proste – anulować uchwałę.

Ale co robiłyby takie fundacje jak Reduta Dobrego Imienia? Wszak jej celem jest upowszechnianie oleodruku (jelenia ryczącego na rykowisku) o historii Polski i reprezentowanie grafomanii prezesa Świrskiego. Wielokroć obśmiane i obnażone w historii takie zniewolenia umysłu mają się obecnie całkiem dobrze.

Ba, żyją te pasożytnicze organizmy, jak pączek w maśle za sprawą np. Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które właśnie rozstrzygnęło konkurs na granty wspierające promowanie Polski i Polaków.

Gdyby jeszcze Polskę promowano w Polsce, to machnęlibyśmy na to ręką, bo Barei i Mrożka nie ma wśród nas, a „Ucho prezesa” jest nie dość obnażające groteskę władzy PiS, więc niech Reduty Dobrego Imienia, Polskie Fundacje Narodowe się kompromitują, abyśmy mieli ubaw po same pachy.

Jakie więc pachy będą promowane przez Instytut Nowych Mediów (Mistewicza -183 tys. zł grantu), Lux Veritatis (Rydzyka -180 tys.), SDP (Skowrońskiego -151 tys.), Fundacja Gazety Polskiej (Sakiewicza -176 tys.), WSKSiM (Rydzyka – 156 tys.).

Po jakie pachy będziemy mieli ubaw? Oczywiście, po pachy kołtuna polskiego. MSZ przyznało granty kołtunom, którzy będą w kraju nas uszczęśliwiać promocją swojej skarlałej Polski, na świat raczej nie wyściubią nosa, gdyż zostaną obśmiani.

Zanadto nie mamy z czego się cieszyć, gdyż i nam w pakiecie zostanie przyprawiona gęba kołtuna. Niejaką ilustracją promocji Polski jest wybuch, do jakiego dzisiaj doszło w sklepie polskim w angielskim Leicester. Nieoficjalnie, na zapleczu znajdowała się nielegalna wytwórnia alkoholu. Mniemać należy, że produkowano wódkę, bądź bimber.

Wyższość wódki nad whisky dla patriotów jest oczywista, bo nie rozsmakowali się w whisky. Choć i z wódkami jest problem, mianowicie najlepsza jest jednak „Finlandia”.

DO ANTONIEGO JESZCZE NIE DOTARŁO… CAŁY CZAS URZĘDUJE W SWOIM DAWNYM GABINECIE I MA WSZYSTKIE PRZYWILEJE… może to jakaś alternatywna rzeczywistość? a może boją się jakoś mu to wytłumaczyć?

Szydło rekonstruuje „Komedię” Arystotelesa

Wypadek Beaty Szydło to niejako esencja rządów PiS. Metafora tej władzy, w której skupia się niemal wszystko ją znamionujące: pokraczność, zakłamanie, nieudolność i nieumiejętność skończenia zaczętej roboty.

Była premier mogłaby posłużyć jako materiał rekonstrukcyjny do ulubionej formy estetycznej wyznawanej przez ten typ osobowości – pisowski. Rekonstruują, bo nie potrafią kreować. Odwołują się do tradycji, gdyż boją się teraźniejszości i przyszłości. Ten zestaw „przymiotów” opisuje tchórzy; dla tchórza naczelną wartością jest tradycja, z której się nie uczy, tylko chce powielać. Bohaterem jest postać pozytywna bądź negatywna (Lech Kaczyński, ew. Wojciech Jaruzelski), byle była martwa, gdyż nie potrafi się bronić przed zawłaszczeniem albo zdegradowaniem.

Dlatego tak lubią odwoływać się do wszelkich akcji rekonstrukcyjnych. Dla mnie Szydło nadaje się, jako wartość osobowa, do rekonstrukcji, a nawet wskrzeszenia, które jest nie lada wyzwaniem dla ludzkiego ducha. Mianowicie Arystoteles napisał dwie pozycje dotyczące teorii piśmiennictwa i narracji – „Poetykę” i „Komedię”. „Poetyka” to podstawa wykształcenia od czasów starożytnych, a „Komedia” nie zachowała się, zaginęła. Możemy tylko mniemać, jaka w niej zawarta była treść, acz trochę wiemy z innych dzieł, które do tego zaginionego dzieła się odwołują.

Na pewno komedią jest pokraczność, zdeformowanie, nienadawanie się, nieprzystawanie, groteska – toż to Szydło jako polityk. Na komedię składa się mimowiedne i zamierzone zakłamanie, qui pro quo z tzw. prawdą materialną, zresztą przez Arystotelesa i klasycznych Greków świetnie zdefiniowane. Zakłamanie Szydło jest iście chrześcijańskie, rodem z Monty Pythona.

Nieudolność Szydło poznaliśmy przy jej sukcesie wyboru Donalda Tuska, którego to rodaka chciała uwalić i wyszło jej jak zwykle: śmiech na sali – 1:27. Nie chcę opisywać wszystkich „przymiotów” Szydło, wspomnę jej niedokończenie. Miała być premierem całą kadencję, a była tylko pół. Tak wygląda charakterystyka Szydło, potrzeba więc fabuły bądź metafory, aby osadzić ją w komedii omyłek, do której kapitalnie nadaje się ów – w gruncie rzeczy – banalny wypadek w Oświęcimiu w ubiegłym roku.

Banalny – gdyż policjanci, a za nimi prokuratorzy powinni na miejscu orzec, co i jak, aby wszyscy zapomnieli, bo to guzik warte zdarzenie na tle tego, co w Polsce jest niszczone, demolowane. Ale – nie! Od początku trzeba rżnąć publikę i rżnąć głupa. Szukać winnego, bo samemu jest się tak małym, iż nie potrafi przyznać do błędu.

Po przeszło roku od zdarzenia prokuratorzy przy orzeczeniu przyczyn tego banalnego wypadku wywiesili białą flagę. Nie da się dojść, kto zawinił… Świadkowie boją się ciągania po sądach, a nawet, gdyby władzy coś się nie zgadzało, mogą wszak świadków pociągnąć do odpowiedzialności. Tak było w PRL-u, tak jest obecnie.

Po roku śledztwa w sprawie banalnego wypadku możemy zastosować jeszcze jedną formułkę z PRL-u: „sprawa jest rozwojowa”. Z igły zrobiły się pisowskie widły. A osoba Szydło – cóż! – nadaje się tylko do rekonstrukcji „Komedii”, bo w niej zbiegają się wszelkie nici narracji śmieszności.

„Pocieszę”. Mateusz Morawiecki nie jest lepszy, o ile Szydło jest arystotelowsko-szekspirowska, to on jest z Brechta, nawet dosłownie, to, co brechta o demokracji, a nawet gdy brechtał w dniu święta żołnierzy niezwykłych – och, Wyklętych – woła o pomstę do niebios, choć niektórzy posądzają, iż premier zapadł na chorobę filipińską. U władzy więc mamy takich rekonstruktorów.

JESZCZE K…WA IM MAŁO????

Duda i Morawiecki mogą pocałować klamkę w Białym Domu

W PiS zostały uruchomione w tej kwestii mechanizmy obronne i zaprzeczenia.

USA nałożyły na Andrzeja Dudę i Mateusza Morawieckiego szczególne sankcje – zostali uznani za persona non grata w Białym Domu. Podkreślmy: szczególne sankcje, a nie ogólne. Różnica miedzy nimi jest taka, jak między profesorem zwyczajnym – tytuł obowiązujący wszędzie – a profesorem nadzwyczajnym, którym tytułuje się na uczelni zatrudniającej delikwenta. Jeszcze lepiej różnice oddaje ogólna teoria względności i szczególna teoria Einsteina.

Szczególne sankcje dotyczące Dudy i Morawieckiego będą działać – odźwierny w Białym Domu ma przykazane, aby tych dwóch osobników i ich wysłanników nie wpuszczać na pokoje – póki ustawa o IPN nie zostanie zmieniona, dopóty zostaną z niej usunięte zapisy kwestionujące święte słowa dla Jankesów o wolności słowa, wolności badań i wypowiedzi.

Waszyngtońskiej administracji nie spodobało się, iż mieniący się demokratami politycy PiS nakładają cenzurę i za wolność wypowiedzi możliwa jest sankcja prawna, bo tym jest ustawa o IPN.
Szczególne sankcje wobec Dudy i Morawieckiego nie muszą być ogłaszane, gdyż należą do sfery dyplomacji. To tak, jakbyśmy na ulicy zobaczyli Dudę bądź Morawieckiego i przeszli na drugą stroną. A że ulica należy do Amerykanów, więc nie wpuszczą na nią tych dwóch osobników, niech sobie łażą, gdzie chcą, byle nie narażali swoimi osobami na szwank rozumu.

Oczywiście, politycy PiS zaprzeczają owym sankcjom, bo nie zostały oficjalnie ogłoszone. Otóż sankcje szczególne płyną w nieoficjalnym nurcie, komunikuje się o nich poprzez zamierzony wyciek. I z takim mamy do czynienia. Dziennikarze Onetu dostali cynk, następnie sankcje potwierdził amerykański portal BuzzFeed.

Jarosław Kaczyński może tylko zacierać ręce. Na niego nie zostały nałożone sankcje, wszak od niego zależy, czy Duda i Morawiecki coś zrobią, aby ustawa o IPN została zmieniona i zaakceptowana przez zachodni świat.

Tymczasem w PiS zostały uruchomione mechanizmy obronne i zaprzeczenia. A to znaczy, że rozpoczęło się polowanie na kozła ofiarnego. Kto zawinił? Jak w takiej animalnej polityce bywa, zwykle źle zaplanowana jest nagonka, bo kozioł ofiarny zamienia się w osła. Ile kozłów by nie złożono w ofierze udobruchania bóstwa, to i tak pozostanie opinia, że ma się do czynienia z osłami.

Kolejna modlitwa kaczora… będzie też placz i smutek , jak co miesiąc.Witamy w domu wartiatów w wykonaniu tańczących na trumnach

KOLEJNY RAZ PiS POKAZAŁ, ŻE MIESZKAŃCÓW WARSZAWY MA W D…..

Włodzimierz Cimoszewicz i jego syn poseł PO Tomasz będą skarżyć do sądu TVP i polityków PiS. To reakcja na wypowiedzi niektórych posłów partii rządzącej po wywiadzie byłego premiera na temat noweli ustawy o IPN.

Na początku tygodnia w udzielonym „Rzeczpospolitej” wywiadzie Włodzimierz Cimoszewicz powiedział m.in. – „Ustawa o IPN to jeden z wielu przykładów oszukańczego sterowania emocjami i opiniami co najmniej połowy społeczeństwa. Wmawia się ludziom, że Polska jest nieustannie, kłamliwie atakowana i pomawiana”. Mówił też o udziale Polaków w Holokauście: – „Dzisiejsze pokolenie nie jest za to odpowiedzialne. Jeśli jednak milczy lub kłamie, to stwarza swoją własną odpowiedzialność i podważa swoją wartość moralną”.

Pytany, czy spór polsko-izraelski pokazał, że w Polsce jest problem z antysemityzmem, stwierdził: – „Oczywiście tak. To problem trwały (…). Ekscesy na stadionach, napis „Łatwopalni” w Jedwabnem i setki innych przypadków. PiS od zawsze flirtował z nacjonalizmem. Wielu z nich pewnie po prostu jest nacjonalistami. W tej atmosferze wszelkie formy rasizmu i ksenofobii muszą kwitnąć. Gołosłowne zapewnienia Dudy i Morawieckiego są bez znaczenia”.

– „Po ukazaniu się tego wywiadu rozpętało się piekło” – powiedział „GW” Tomasz Cimoszewicz. – „Pojawiły się programy w TVP szkalujące imię mojego dziadka, w których nazywano go mordercą. Chodzi chociażby o program pani Magdaleny Ogórek i pana Marcina Wolskiego na antenie TVP Info i kilka innych programów z udziałem i wypowiedziami np. posła Dominika Tarczyńskiego w programie „Minęła 20”, ale i innych posłów PiS”.

W tym samym czasie CBA rozpoczęło kontrolę oświadczeń majątkowych Tomasza Cimoszewicza. – „Odwiedziłem już CBA i poddałem się rozpoczętej procedurze, która może trwać od trzech do dziewięciu miesięcy. Nie mam nic do ukrycia. Nie jest to jednak przypadek, że w dzień po mocnym wywiadzie mojego ojca pojawia się taka zorganizowana akcja z udziałem TVP, posłów PiS i CBA. Chodzi o to, aby zamilkł” – powiedział poseł Cimoszewicz.

Włodzimierz i Tomasz Cimoszewiczowie przygotowują pozwy przeciwko – jak to określa Tomasz Cimoszewicz – sporej grupie pomawiających i nękających. W przypadku TVP chcą złożyć również skargę w związku z rozpowszechnieniem przez nią pomówień do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

❓Jak długo pracujesz na awans, premię i podwyżkę? Oni mają legitymacje . Nawet Ci, którzy wylecieli z rządu z hukiem, zasłużyli na niebotyczne pieniądze. 🔁RT

 

Zdaniem gen. Waldemara Skrzypczaka w polskiej armii cały czas jest realizowany program sprzed 10 lat. – „Nie mamy skutecznego uzbrojenia, systemów rażenia, systemu walki, które powodowałyby to, że nasza armia jest zdolna oprzeć się choćby agresji ze strony Rosji” – powiedział były wiceminister obrony w RMF FM.

Skrzypczak uważa, że najgorsza sytuacja jest w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. – „PGZ jest w stanie zapaści technologicznej. Przez 2 lata nie zrobiło się tam nic. To wszystko są ruchy o charakterze propagandowym, a przecież zbrojeniówka może być motorem dla polskiej gospodarki” – stwierdził generał. Przypomnijmy, że kilka dni temu minister obrony Mariusz Błaszczak odwołał cały powołany przez Macierewicza zarząd PGZ.

Były wiceminister obrony zrecenzował dwa lata Macierewicza w resorcie. – „W zasadzie nie zrobił nic, tak na dobrą sprawę, dla armii. A deklarował zrobienie skoku jakościowego. Ten skok się nie wydarzył, nie dzieje się nic takiego, co by zmieniło potencjał bojowy armii” – podsumował gen. Skrzypczak.

Cały raport do poczytania na stronie

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Mateusz Morawiecki to Macierewicz nowej generacji?

Antoni Macierewicz długo próbował wstrzelić się w oczekiwania braci Kaczyńskich. Nie w pełni zadowolił raportem o WSI i rozwiązaniem tych służb, bo publikacja aneksu do raportu o likwidacji WSI została wstrzymana przez Lecha Kaczyńskiego i podtrzymana przez Andrzeja Dudę. Śmierć brata Jarosława Kaczyńskiego stała się wehikułem do spektakularnej kariery, zarówno partyjnej, jak i rządowej.

Macierewicz nadepnął na poczucie winy Jarosława i nadymał je do rozmiarów niebotycznych. To na nim zbudował prezes PiS swoją siłę polityczną, która jest zagrożeniem dla Polski. Macierewicz katastrofę smoleńską pompował, prezes Kaczyński skrzętnie na niej konstruował strategię dojścia do władzy. Było to w kontrze nie tylko do rządzącej koalicji PO-PSL, ale do Polski po 1989 roku.

Wychodzenie ze słabości historycznej i strukturalnej było nad wyraz trudne. Polsce udała się transformacja po pożegnaniu PRL. Naszym sąsiadom w podobnej sytuacji wyszło o wiele gorzej albo w ogóle. A pisowska budowa własnej siły na rzeczywistej sile nazwana została ruiną – i to paradoksalnie okazało się skuteczne. Socjolodzy i politolodzy zachodzą w głową, dlaczego tak się stało. Ciekawym opisem przyczyn zwycięstwa PiS jest raport zespołu socjologicznego Macieja Gduli, który zanurzył się w naszej prowincji. Opublikowany został z tego raport „Dobra zmiana w Miastku”, a także pozycja na rynek wydawniczy „Nowy autorytaryzm”.

Ta ostatnia publikacja winna być obowiązkową lekturą dla opozycji, bo na tych i podobnych wynikach badań socjologicznych można skonstruować konkurencyjny program polityczny i rozbroić pisowskie zagrożenia dla kraju. Kaczyński będzie brał nas za twarz, póki nie przeciwstawimy się nazwaniem tych zagrożeń i ich skutecznym rozwiązaniem.

Samo tylko cofnięcie ruin PiS (prawnych, ustrojowych, antydemokratycznych) nie będzie właściwym rozwiązaniem. Jeden z głównych przedstawicieli okresu heroicznego władzy PiS – Macierewicz – odchodzi. Tak dzieje się tylko z tą konkretną postacią, bo następują po niej Macierewicze kolejnej generacji, jak choćby Mateusz Morawiecki, absolwent MBA (Master of Business Administration). To o wiele trudniejszy przeciwnik.

Choć Macierewicz nie wróci, bo ostatecznie się skompromitował, jego osoba jest charakterystyczna do sposobu uprawiania polityki przez partię nowego typu autorytarnego w okresie heroicznym, tj. przechwytywania władzy. Po ostatnim posiedzeniu sejmowej komisji obrony – mimo próby zablokowania jej jawności przez PiS – mamy wiedzę, co właściwie „osiągnął” Macierewicz. Przede wszystkim nieustannie nas okłamywał.

Posłowie opozycji obnażali nieprawdy Macierewicza, a pisowcy ze wstydu w milczeniu wpatrywali się w stoły. Żaden ważny przetarg na uzbrojenie armii – żaden! – nie został rozstrzygnięty. Macierewicz wobec mediów stosował retoryczną „manianę”: „już”, „za miesiąc”, „do końca roku”. Przetargi na śmigłowce, system artylerii rakietowej, okrętów podwodnych, dronów bojowych, znajdują się w fazie „prac koncepcyjnych”.

Jeszcze gorzej ma się rzecz z wehikułem kariery Macierewicza – katastrofą smoleńską. Przez dwa lata rządu PiS (i przez 8 lat „badań” zespołu smoleńskiego) nie przedstawiono prokuraturze żadnego dowodu na wybuchy w prezydenckim Tupolewie. Zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek, odpowiadając na interpelację posła PO Krzysztofa Brejzy, pisze, że nie istnieje żadna współpraca prokuratury z podkomisją Macierewicza, mimo że zwrócono się do niej w trybie przewidzianym w ustawie o prawie lotniczym o przekazanie wyników badań na potrzeby śledztwa.

Nawet Kaczyński zwątpił w zamach wobec swego elektoratu. W ostatniej rozmowie z niezależna.pl przyznał się do porażki: – „Na 8. rocznicę będziemy mogli powiedzieć przynajmniej, co wiemy, czego nie wiemy, gdzie są te punkty, które są w tej chwili nie do wyjaśnienia”. Prezes przygotowuje swój elektorat do tego, że „być może trzeba będzie nawet jeszcze lat, żeby być zupełnie pewnym, co się stało”. Dwuletni okres heroiczny rządów PiS na podstawie tylko osoby Macierewicza porządkuje Platforma Obywatelska w raporcie „785 dni Antoniego Macierewicza w MON-ie”.

Macierewicz jest esencją rządów PiS. Jak jest ważny dla elektoratu partii Kaczyńskiego, prezes przekonuje się na miesięcznicach, wówczas to Macierewicz dostaje największe brawa, częściej jest skandowane „Antoni” niż „Jarosław”. Dzisiaj groźniejszy jest dla Polski Macierewicz nowej generacji – Mateusz Morawiecki, który stosuje podobne narzędzia utrzymania się przy władzy. Nowy autorytaryzm wchodzi na wyższy poziom tworzenia z Polski ruin.

Za łamanie praworządności i brak dialogu z Unią Europejską, zapłacą wszyscy Polacy 👇

Duda jak Salomon

Pisowska ustawa o IPN spowodowała większe spustoszenie niż antyuchodźcza polityka rządu Szydło i Morawieckiego.

Andrzej Duda zapowiedział podpisanie noweli ustawy o IPN, odsyłając dwa jej artykuły do Trybunału Konstytucyjnego w trybie następczym. Ten tryb jest istotny, nie jest zatem trybem prewencyjnym, a więc ustawa wchodzi w życie z niekonstytucyjnymi przepisami karnymi.

Międzynarodowy kryzys wokół ustawy ujawnił siłę polskiego antysemityzmu, który odżył i konsoliduje się. Nie będzie możliwe zapędzenie go z powrotem jak dżinna do przestrzegania poprawności politycznej. Tak jak w okresie międzywojennym, nacjonalizm zaczeka na sposobne chwile, aby podpalić stodołę z zapędzonymi do niej przeciwnikami – niekoniecznie ze względu na rasę.

Pisowska ustawa spowodowała większe spustoszenie w emocjach niektórych Polaków niż antyuchodźcza polityka rządu Szydło i Morawieckiego. Wystarczy zaglądnąć na kanały TVP bądź na prawicowe strony internetowe, aby się o tym przekonać.

Odesłanie dwóch artykułów do Trybunału Konstytucyjnego, w którym zasiada trzech sędziów dublerów, a prezes Julia Przyłębska nie trzyma przyzwoitych standardów profesji sędziowskiej, rządzi zaś Mariusz Muszyński (Donald Tusk jest dla niego bandytą, zaś Katarzyna Lubnauer, Ryszard Petru i inni nadają się ze względu na nazwiska najwyżej do Bundestagu), ukaże światu poczynioną przez PiS demolkę w tej instytucji, mającej strzec Konstytucji.

Duda kolejny raz naruszył Konstytucję w zamiarze ewentualnym, bo odesłanie dwóch artykułów przewiduje niekonstytucyjność i jest wyrazem godzenia się na całość, gdyż nowela wchodzi w życie.

Duda chciał pokazać się jak Salomon, przed którym stanęły dwie matki. Kobiety spierały się o dziecko. Król żydowski chciał je pogodzić, „sprawiedliwie” rozcinając mieczem dziecko na pół. Wówczas prawdziwa matka ustąpiła.

Zaś Duda aktem podpisania ustawy i odesłania artykułów do TK rozciął „sprawiedliwie” ustawę, uśmiercił rozum polityczny. Postawa Dudy jest podatna na negatywne interpretacje swojej osoby poprzez uniwersalne mity. Nie jest on w stanie podołać ciężarom prezydentury, jak Syzyfowi odpowiedzialność ciągle wymyka mu się z rąk. Z takim ułomnym charakterem nie jest mu po drodze z żadną trudnością. Duda to nie leader, a ledwie cheerleader, o czym naocznie się przekonamy, oglądając jego wygibasy na twarzy podczas transmisji z zimowych igrzysk w koreańskim Pjonczangu.

To nie działa przeciwko Polsce. Przeciwko Polsce działa 👇

Duda urwał się z choinki

Andrzej Duda nie zrezygnował ze swojego politycznego wehikułu do reelekcji – nowej konstytucji. Wg aktualnie obowiązującej grozi mu Trybunał Stanu i konsekwencje karne, bo po prostu kilkakrotnie ją złamał. Do tego Duda nie jest pewien, czy PiS wystawi go w wyborach. Prezes Kaczyński i jego akolici są przeciw referendum ws. konstytucji w 100. rocznicę odzyskania niepodległości.

Biednemu Dudzie wiatr historii wieje w oczy. Nawet gdyby miał podpisywać wszystkie felerne ustawy bez czytania i w nocy, nie może być pewien, czy prezes Kaczyński spojrzy na niego łaskawym okiem i czy poda mu rękę do uściśnięcia.

Duda na konferencji „Wspólnie o Konstytucji, Wspólnie o Rodzinie” pochwalił się, że czyta obce konstytucje. I czyta je z powodu specyficznych potrzeb, bynajmniej nie ustroju demokratycznego, ale… rodzinnego, gdyż rodzina „w ogóle stanowi fundament absolutny ustroju społecznego państwa”.Fundament absolutny – to nowy termin prawa ustrojowego absolwenta prawa Dudy. A gdzie tego kitu fundamentalnego się doczytał? – „Są zresztą takie konstytucje, które w taki sposób podkreślają tę rolę rodziny, wskazując ją jako fundament ustroju społecznego, podstawową jednostkę, jaka występuje w społeczeństwie. Choćby w greckiej konstytucji rodzina jest tak ujęta”.

Proszę bardzo, prezydent Duda polskiej Konstytucji nie czyta, nie dotrzymuje zapisanych w niej artykułów, łamie je, ale grecką konstytucję i „takie” inne czyta. O co Dudzie z tym fundamentem rodziny chodzi? Przede wszystkim to „wzajemna relacja kobiety i mężczyzny, małżeństwa, tworzącego rodzinę”. W tej relacji może występować równouprawnienie: „z założenia muszą mieć równe prawa, natomiast jest kwestia tego, czy rodzina, małżeństwo może sobie układać swoje role małżeńskie w sposób dowolny„.

Duda wyrażał się ponadto o psychologicznej stronie rodziny (małżeństwa) – związek „powinien być oparty na miłości i wzajemnym oddaniu” – ale to powinno najmniej nas obchodzić. Tylko tyle ma do powiedzenia prezydent naszego kraju, nie zająknął się o przemocy w rodzinie, nie wymsknęła mu się uwaga o rolach społecznych płci. Nic zatem o gender, które w sposób nowoczesny opisuje wzajemne relacje płci zarówno w związkach, jak i w społeczeństwie.

Duda nie wypowiedział się o związkach partnerskich, które niczym nie różnią się od rodziny, bo formalność prawna ani rytuał religijny nie wnoszą żadnych wartości do relacji międzyludzkich. Nie usłyszeliśmy nic o małżeństwach jednopłciowych.

I o to zdaje się chodzić. Od Dudy zaleciało zaduchem zakrystii, odwołuje się do rodziny, która w tym rozumieniu nijak się ma do prawa ustrojowego. Mamy do czynienia z promowaniem swojej osoby w ramach zaprzeszłego rozumienia ustroju, konstytucji i roli społecznej rodziny. Rodzina polska (formalna, partnerska czy też jednopłciowa) żyje w roku 2018, a Duda ględził o wiedzy sprzed kilkudziesięciu lat. Prezydent jest nie z naszych czasów, urwał się z choinki, której dawno opadły igły, jest nie do użytku.

PIĘKNIE POWIEDZIANE 🙂

Fragment wywiadu Cezarego Michalskiego z Markiem Migalskim (cowdmedia.pl).

 Przychodzi mi do głowy analogia, którą jak wszystkie historyczne analogie trzeba oczywiście brać z pewną poprawką. Po Marcu 1968, czyli po wzbudzeniu przez władzę nacjonalizmu i antysemityzmu na użytek wewnętrzny, ale też z koszmarnymi skutkami międzynarodowymi, przyszedł Sierpień 1968, interwencja w Czechosłowacji. Gomułka rozumiał, że na tej hecy wewnętrznej on przegrał międzynarodowo i Polacy to czują. Zatem potrzebuje jakiegoś sukcesu w polityce międzynarodowej.

Najechania Czechosłowacji jako marionetka Breżniewa?

Chciał przez to pokazać, że jego polityka jest jednak skuteczna. Nie tyle, że zawładnęliśmy Czechosłowacją, ale jednak „polskie czołgi są w Hradec Kralove”. To było tak sprzedawane w propagandzie władzy adresowanej do tych samych nacjonalistów i antysemitów, do których Gomułka i Moczar adresowali się parę miesięcy wcześniej w czasie kryzysu marcowego. „Mamy na świecie sojuszników i razem z nimi wygrywamy”.

Zatem po obecnym „Marcu” może być gorzej?

Jarosław Kaczyński będzie chciał mieć jakiś sukces na arenie międzynarodowej. Kiedy ja ostatnio zastanawiałem się nad tym na swoim blogu, jeden z internautów napisał: „przecież sprawa Zaolzia jest nierozwiązana”. To ponury żart, ale oddaje kierunek, w którym Kaczyński będzie teraz musiał iść.

Dziś to „Zaolzie” musiałoby być na Ukrainie. W końcu Kaczyński zdecydował się na zaostrzenie konfliktu także na tym froncie, wpisując do nowelizacji fragment „antybanderowski”. Za co został już publicznie pochwalony przez partię Putina i przez Kadyrowa.

Z kolei ambasador Ukrainy w Polsce Andrzej Deszczycia dwa dni temu powiedział, że Ukraina po ostatnim konflikcie zrozumiała, że teraz jej ambasadorem w Unii Europejskiej jest Litwa. Paweł Kowal przypomniał niedawno, że Ukraina była jedynym narodem na świecie, który do niedawna w sondażach odpowiadał, że najbardziej lubi Polaków.

To była wdzięczność za poparcie Majdanu.

Teraz to jest bardzo szybko marnowane. W tempie, które nawet Kaczyńskiemu musi wydawać się zaskakujące i bynajmniej nie jest sukcesem.

NIECH TE SŁOWA BĘDĄ ZIMNYM PRYSZNICEM DLA WIELU Z NAS

Na sfinalizowanie inwestycji w geotermię o. Tadeusz Rydzyk czekał niemal dekadę. I doczekał się. Rząd Prawa i Sprawiedliwości z publicznych pieniędzy przyznał mu kolejne miliony na jego biznes. W sumie to jest 58,5 mln zł !!! I CO WY NA TO?

Cztery teksty Waldemara Mystkowskiego.

Brudziński bije się w cudze piersi

Mamy do czynienia z retoryką partii niedojrzałej do sprawowania władzy.

Joachim Brudziński do tej pory dał się poznać z tego, że w czasie pisowskich manifestacji prowadził partyjne hordy z hasłami właściwymi jego ugrupowaniu. Inną jego rolą była wizualizacja potrzeby zaistnienia dla mediów w postaci trzymającego parasol nad głową prezesa, gdy padał deszcz.

Z tego też powodu nazywam go damą do towarzystwa, której to rola w „męskiej” partii PiS jemu przypadła w udziale. Taki też jest „fraucymer” partii Kaczyńskiego. Brudziński to naturszczyk w polityce. Gdyby jakiś filmowiec potrzebował gbura do roli epizodycznej, bez castingów i prób nadałby się Brudziński. Byle reżyserem nie był jakiś inny naturszczyk (np. taki Vega), bo Brudzińskiego trzeba umieć uchwycić.

Gburowatość Brudzińskiego uchwyciłem po raz pierwszy, gdy zaproszono go do debaty nad książką Jana Grossa „Sąsiedzi”. Przyznał się, że publikacji nie czytał, ale „zaofiarował” się, że przeczyta. Uśmiałem się ze znajomymi, gdyż zaleciało Monty Pythonem made in PL.

Nie dał się poznać z kreacji myśli własnej, zawsze recytował pijarowskie sztance wyprodukowane na Nowogrodzkiej, mimo że często występuje jako celebryta polityczny w programach publicystycznych, których o wiele za dużo jest w polskich mediach. Brudziński w leksykonie politycznym mógłby widnieć pod hasłem: nic oryginalnego, tylko nawijanie makaronu na uszy i to czerstwego.

Podkreślam: to naturszczyk klasy gbur dla świetnego realizatora takiego rzędu, jak Agnieszka Holland, Wojciech Smarzowski. Owe walory spowodowały, iż Jarosław Kaczyński nie bał się uczynić Brudzińskiego swoją partyjną czerezwyczajką, egzekutywą. Na gbura można zawsze liczyć, bo niczego własnego konkurencyjnego nie stworzy. Niewolnik ograniczoności to najlepszy materiał gwardyjski autokratów.

No i tak wspiął się Brudziński na ministerialny stołek resortu siłowego – spraw wewnętrznych. I po raz pierwszy (a przynajmniej ja) mieliśmy okazję usłyszeć (bądź przeczytać) jego wystąpienie odczytane z kartki. Myśli zatem nie własne, ale pisowskie do bólu.

Telewizja prywatna TVN zmusiła władze sprawowane przez PiS, aby zajęły się tym, co sami stworzyli, bo to partia Kaczyńskiego i ich organy medialne dowartościowały kibolstwo, dawały parasol ochronny nad ruchami narodowymi, nacjonalistycznymi, a w tzw. Marszu Niepodległości – rasistowskimi i quasi-faszystowskimi. Wroga plemienność („śmierć wrogom ojczyzny”), nadużywanie barw narodowych (nie mających wiele wspólnego z patriotyzmem), zachwaszczanie języka przymiotnikami „narodowymi”. To jest równia pochyła do faszyzmu, do reżimu prawicowego.

I mamy takie skutki, że służby nie potrafią wytropić faszystów, co udaje się trzem dziennikarzom niezależnego medium. Ba, wiceminister Zieliński szykanuje z tego powodu owych dziennikarzy, iż powinni zawiadomić prokuraturę, zamiast samemu podać się do dymisji.

Co zatem przeczytał z kartki Brudziński? Winni inni, winne partie opozycyjne, winne media niezależne, winni nawet Niemcy, tylko nie PiS. A to znaczy, że naziści i faszyści nadwiślańskiego chowu będą rośli w siłę. W walce z nazistami nie za bardzo możemy liczyć na tych, którzy biją się nie we własne piersi, choć możemy liczyć na sąsiadów Słowaków, którzy na jakimś swoim basenie zauważyli polskich nazioli, bo ci nawaleni gorzałą świecili tatuażami hakenkreuzów na plecach.

To ruchy obywatelskie (KOD, Obywatele RP, Akcja Demokracja i inne) starają się wstrzymać marsze nazioli, nacjonalistów, faszystów. Pisowskie władze ich za to ścigają i używają policji. PiS w osobie naturszczyków typu Brudzińskiego zwala na innych, bije w cudze piersi. Po raz pierwszy po 1989 roku mamy do czynienia z retoryką partii niedojrzałej do sprawowania władzy. To musi się źle skończyć.

LIS ZAORAŁ KACZYŃSKIEGO

Dudy spotkanie na szczycie przy windzie

Andrzej Duda nie musi mieć świadomości, że przebywanie w Davos może zobowiązywać do refleksji na temat polityki. W tym wysokogórskim szwajcarskim uzdrowisku dzieje się fabuła jednego z podstawowych dzieł zachodniej kultury „Czarodziejskiej góry”. Tomasz Mann na osobach Naphty i Settembriniego rozpisał spór polityczny pomiędzy mrocznym totalitaryzmem a oświeceniowym rozumem wiary w postęp.

Zaś Duda po to pojechał do Davos, aby dać świadectwo siebie, jak jest marnym prezydentem, marnym intelektualnie i moralnie.

Miał Duda spotkać się z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Czy spotkaniem można nazwać zderzenie przy windach i zrobienie fotki, którą Kancelaria Prezydenta podpisała: „Rozmowa polityków dotyczyła współpracy gospodarczej PL i USA – szczególnie w obszarze energetyki oraz inwestycji amerykańskich firm w Polsce”.

Nie ma informacji, czy winda jechała do góry, czy na dół? Ba, internauci głęboko zastanawiają się, czy Trump zdążał do WC, czy z niego wracał. A wiedza ta jest o tyle nierozstrzygnięta, iż Trump i jego administracja chwalą się każdym tchnieniem swego prezydenta. On sam zresztą przepada za pisaniem różnych myśli własnych na Twitterze, które niekiedy kasuje.

Wiemy za to, że Trump spotkał się z prezydentem Rwandy, bo tym się pochwalił i zaprezentował fotografie delegatów i stołów, a o Dudzie zapomniał. Może być tak, że poproszony o „słitfocię” przez Dudę nie skojarzył, kto to zacz, bo miał ciśnienie na pęcherz. W każdym razie na polskim Twitterze toczy się spór, przed wizytą w WC, czy po.

Ba, szef gabinetu Dudy Krzysztof Szczerski ogłosił: – „Mamy dzisiaj polsko-amerykański dzień”. Dlaczego nie dodał Szczerski, iż „dzień przy windzie”? Swego czasu ten sam człowiek Dudy ogłosił, iż w siedzibie ONZ Duda spotkał się z Barackiem Obamą trzy razy, a potem okazało się, że nie powiedzieli w swoim kierunku ani razu „Hello”.

Nawet w krainie Niziołków pchła nie uchodzi za coś więcej, acz tu i tu jest równie dokuczliwa. Inną marność – intelektualną – Duda zaprezentował, stwierdzając, iż „stanowisko przyjęte przez Komisję Europejską w sprawie reform polskiego sądownictwa było całkowicie jednostronne; moim zdaniem to efekt dezinformacji ze strony opozycji”. To znaczy, że Jean-Claude Juncker czy też Frans Timmerman nie mają pojęcia, czym jest niezależność sądownictwa, ani jakie są standardy demokratyczne. Innymi słowy, politycy starych europejskich demokracji nie mają pojęcia o trójpodziale władzy wg Monteskiusza.

To jest jakość polskiej polityki uprawianej na zewnątrz. W ten sposób niczego się nie załatwi, ani poprzez złapanie kogokolwiek w drodze do windy, ani poprzez zwalanie swojej impotencji na poprzedników, ani użalanie się, że nas nie rozumieją.

O polskich politykach coraz trudniej napisać cokolwiek dobrego i bynajmniej nie jest to złośliwość, acz chciałbym być ironicznym – we wspomnianym arcydziele niemiecki pisarz pisał: „Złośliwość to najskuteczniejsza broń rozsądku przeciwko mocom mroków i brzydoty. Złośliwość to duch krytyki, a krytyka rodzi postęp i uświadomienie”.

Hans Castorp pojechał do Davos do swego chorego przyjaciela, Dudy z małości nie wyleczy już nic. Polska musi się z takich Dudów sama wyleczyć, bo źle jako społeczeństwo i państwo skończymy. Prezydent RP winę zwala na innych, wyrażając zgodę na krach demokracji w naszym kraju. Mam nadzieję, że kiedyś za to odpowie przed niezależnym prawem.

I JAK TO SIĘ NIE ŚMIAĆ Z ABSURDU PAŃSTWA PiS?

Antysemityzm – kolejny problem wizerunkowy władzy PiS

Antysemityzm ma jednoznaczną wykładnię, jest po prostu wrogim uprzedzeniem do narodu żydowskiego, dyskryminującym go. W okresie międzywojennym antysemityzm w Polsce był równie silny, jak w Niemczech.

Niemiecki faszyzm na antysemityzmie zbudował swoją ideologię, która to doprowadziła do Zagłady (Holocaustu) narodu żydowskiego. Niemcy zaś potrafili wykorzystać polski nacjonalizm podczas okupacji, co skutkowało Jedwabnem i powszechnym szmalcownictwem.

Powszechnym – to należy podkreślać. Bohaterscy jesteśmy na papierze i w gębie. Acz nasze Państwo Podziemne było najsilniejsze w okupowanej Europie.

W kraju po wojnie Żydów praktycznie już nie było. Pozostały mity endeckie i na nich dalej budowano antysemityzm bez Żydów. Sprawowano w ten sposób rząd dusz poprzez podział, pogardę, nienawiść. Jarosław Kaczyński nie jest żadnym nowatorem tego rodzaju uprawiania polityki, on jest tylko pojętnym uczniem.

W okresie stalinizmu krzewiono mit żydokomuny, którego echa do dzisiaj odżywają w obozie narodowców, oto treść dzisiejszego tweetu Rafała Ziemkiewicz: „Jeśli żydowscy szowiniści naprawdę chcą tej licytacji, przypomnę, że i my mamy takie Jad-Waszem, gdzie ma swoje drzewko każdy Żyd, który pomógł Polakowi w czasach stalinizmu, gdy byli oni w PL tak wpływowi i mieli taki wpływ na aparat przemocy. Nazywa się ono Pustynia Błędowska” (pisownia oryginalna).

Nieliczni Żydzi w Polsce zostali niemal doszczętnie wypędzeni po wydarzeniach Marca 68, bo komuchom opłacało się jeszcze raz zastosować pogardę. Niezawodna to metoda, zawsze można liczyć na szmalcowników i ich hasełka. Zaliczam do nich określenia o gorszym sorcie, kanaliach i mordach zdradzieckich wygłaszane z trybuny sejmowej.

To jest owo źródło, z którego wypływa także antysemityzm. W Polsce nie ma Żydów, więc antysemityzm zastąpiony został antyislamskością, a także stygmatyzowaniem lewackością. Tak wygląda zabieg pogardy, aby sprawować rząd dusz.

Nie można więc zbytnio się dziwić, że w TVP Info doszło do wystąpienia zaproszonego antysemity i publikacji antysemickich wpisów z internetu w programie poświęconym obozowi zagłady Auschwitz-Birkenau. Pogarda to broń, która wśród rodaków cieszy się szczególnym wzięciem. Autor programu telewizyjnego Jacek Łęski tłumaczy się, że zawiodła maszyna zatwierdzająca tweety. Kolejne wmawianie ciemnemu ludowi kitu, grafiki w telewizji na montażu zatwierdza człowiek. Zawiódł więc człowiek, a w zasadzie upublicznił się antysemityzm autorów programu i niektórych zaproszonych gości.

Podobnie rzecz ma się z nowelizacją ustawy o IPN, w którą wpisane zostało ściganie za słowa o polskich obozach zagłady. Prześmieszna to sytuacja, bo ktokolwiek pisze o Oświęcimiu, czy innych obozach, nie popełni błędu, aby przypisywać Polakom zbrodnię przeciw ludzkości, Holocaustu. Cel ustawy jest inny, mianowicie: wymazywanie z polskiej historii naszych ciemnych stron pod pozorami ochrony dobrej opinii o Polsce i Polakach.

Ustawa o IPN została skrytykowana przez rząd Izraela, a premier Beniamin Netanjahu domaga się interwencji Mateusza Morawieckiego. Stan mentalny rządzących mamy na niziutkim poziomie, minister edukacji Anna Zalewska nie wie, kto odpowiada za mord w Jedwabnem i za pogrom kielecki. Właśnie o to chodzi, aby młodzież nie miała pojęcia o polskiej historii. Identycznie nauczano historii w komunie.

Po materiale TVN o rozpleniającym się faszyzmie i rozmywaniu problemu przez PiS (referat ministra Joachima Brudzińskiego w czasie debaty sejmowej), wyłazi na wierzch bliźniaczy problem, jaki ma obecna władza: antysemityzm. PiS usilnie pracuje nad złą opinią o Polsce i Polakach.

Władza, która buduje poparcie na nienawiści do wszystkiego, co nie jest nią samą, nie może oczekiwać, że wolny świat będzie milczeć. Polska nie wstaje z kolan. Polska upada. Antysemiccy nacjonaliści nie ratują kraju, wręcz przeciwnie – niszczą go. Demokraci od prawa do lewa muszą ich zatrzymać.

WYGLĄDA NA TO, ŻE ŻADNE 500+ JUŻ IM NIE POMOŻE. Czekajmy cierpliwie. Niech pozamykają wszystko w niedziele. Niech się jeden Duda z drugim cieszą. Na wyborach Polacy wam podziękują.

Cuda Tadeusza Rydzyka

Tadeusz Rydzyk dokonuje cudów, nie wstydźmy się tego słowa. Cud jest zjawiskiem zachodzącym wbrew prawom fizycznym, a redemptorysta dorzuca do niego inne korzenie cudów jako zjawiska wbrew socjologicznym uwarunkowaniom, a nawet wbrew rozumowi. Cuda w wydaniu Rydzyka mieszczą się w idiomie: „to się w głowie nie mieści”.

Brakuje Rydzykowi dwóch limuzyn? Bierze ojciec dyrektor jakieś narzędzie do szacher-macher, pokręci nim jak różdżką w swych dłoniach i z filmowej mgły cudowności wyłazi bezdomny, wręcza redemptoryście kluczyki do dwóch limuzyn, które zakupił po innym cudzie, wygranej w totolotka.

Identycznie Rydzyk postępuje jako biznesmen. Dokonuje szacher-macher wbrew prawom ekonomicznym. Aby zostać przedsiębiorcą, trzeba zainwestować w interes z własnej kieszeni bądź z pożyczki, a następnie ciężko pracować, aby przynosił zyski. Te prawa nie działają u Rydzyka. On ma tylko pomysł, jak ciągnąć zyski, czyli przystępuje do fazy ostatniej, która jest związana ze szmalem.

Rydzyk nie ma pieniędzy, bo jest biednym zakonnikiem, ale ma pomysł na wody geotermalne. Więc ojciec dyrektor bierze różdżkę do szacher-macher, stawia przed sobą rządzących polityków PiS, wygłasza swoje zaklęcia, po czym płynie w kierunku Rydzyka strużka szmalu. A tam strużka – struga, rzeka milionów, dziesiątek i setek milionów złotych.

Na inwestycję geotermalną wg biznesplanu potrzeba było Rydzykowi 40,3 mln zł, a do tej pory dostał w sumie ten cudotwórca blisko 58 mln zł. Skąd ta różnica?  Rydzyk dostał więcej niż potrzebował. Ano, taki jest rozkurz przy działaniu cudu.

Tak więc Rydzyk z niczego będzie miał świetną inwestycję, która przyniesie mu kilkadziesiąt milionów złotych zysku rocznie od mieszkańców Torunia, bo ich mieszkania będą ogrzewane wodami z czeluści ziemi.

Jedni chodzą po wodzie, pamięta o tym cała ludzkość, a Rydzyk ma o wiele szerszy wachlarz cudów, wiedzą o tym tylko Polacy. Tacy jesteśmy szczęściarze, wśród nas jest cudotwórca od szacher-macher.

.: Nim minie kadencja to PiS będzie kochany tylko w jednym miejscu – NA KREMLU!

⚠️Spektakl z rządu trwa, a szkodniki dalej Polsce szkodzą. W interesie Polaków jest, aby , , , , , , szybko odeszli z rządu. Podajcie dalej ❗

Aż osiem zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Rekonstrukcja rządu przykryje przyszłość Polski

Tego samego dnia ma dokonać się zakończenie telenoweli z rekonstrukcją rządu i bardzo ważne dla Polski spotkanie szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera z Mateuszem Morawieckim. Dla Morawieckiego waga polityczna obydwu wydarzeń jest dużego bądź największego kalibru. Dlaczego zatem dochodzi do nich jednego dnia, tym bardziej, że rekonstrukcja zapowiadana była na późniejszy termin, a spotkanie z Junckerem zależne od wolnego terminu w obfitym w spotkania kalendarzu szefa KE?

Czy sprawy krajowe nie mogą ustąpić o wiele ważniejszym sprawom zewnętrznym? Wystarczy rozglądnąć się trochę po internecie, spojrzeć do gazet, aby przekonać się, że „fascynujące” jest, czyja głowa się potoczy… Czy obok Strężyńskiej i Waszczykowskiego zobaczymy turlającą się głowę smoleńskiego ministra, a nudne okazuje się ratowanie kraju z dennej sytuacji w Unii Europejskiej?

PiS dziennikarzy i opinię publiczną prowadzi na smyczy swoich potrzeb. Kręci młynka i wykręca istotę polityki na nice. Morawiecki już raz dał dyla z Brukseli do Polski, bo tak prezes mu kazał, przede wszystkim jednak dlatego, że rząd PiS nie ma żadnej kontroferty w stosunku do artykułu 7 Traktatu UE, który zaczął być procedowany. Kontrpropozycją nie jest przeciąganie terminów i wrzucanie na stół negocjacyjny agendy, iż „przyjaciel” Orban w razie czego nie poprze sankcji.

Tak naprawdę każde ze spotkań, które odbywać się będą w Brukseli na tak wysokich szczeblach wchodzą na najwyższy diapazon dylematu „być albo nie być” polskiego członkostwa w Unii. Trzeciorzędnym więc jest, czy Waszczykowskiego zastąpi Szczerski, bo i tak będzie z ważnymi sprawami leciał do prezesa na Nowogrodzką, a Macierewicz to osobna siła w kraju i PiS, równie niebezpieczna w rządzie i poza nim.

Rekonstrukcja to poręczne przykrycie dla Morawieckiego w Brukseli, dziennikarze dają się łatwo wkręcić w pozoranctwo PiS. Liczę jednak na premiera, bo będzie jakoś musiał tłumaczyć się ze spotkania z Junckerem, a że nie jest zbyt silny w gębie, to puści – tak czy owak – farbę. Piarowcy aż go tak dobrze nie przygotują, aby był wykrętny na sposób pisowski.

Mogą mieć rację dziennikarze niemieccy i brytyjscy, którzy na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „The Observer” piszą, iż Polska z Węgrami (a może odwrotnie, bo lepiej kręcącym jest Orban) zawierają „Sojusz przeciw Brukseli”, zresztą taki tytuł nosi artykuł w FAZ.

Otóż PiS przeorientowuje kierunek polityki z „zachodnioeuropejskiej” na „środkowoeuropejską”. Jest to więc pokraczna idea Międzymorza. Polsce i ewentualnym sojusznikom stratedzy PiS wyznaczają geopolityczne zadanie bufora bezpieczeństwa w sojuszu z USA.

Anachronizm tego namacalnie niemal szczypie w szare komórki, bo Polska pisowska odrzuciłaby Unię Europejską, tym samym odgrzewając przekleństwo nasze – geopolitykę. Polska w tym układzie stałaby się nic nie znaczącym graczem – mniemanym liderem Mitteleuropy – który byłby targany w tę i we w tę przez globalnych graczy. W nieco innej konfiguracji historycznej już to przerabialiśmy – Zachód pozbywał się tak niestabilnego organizmu państwowego, jako chorego człowieka Europy. Polska, która wypada z harmonii demokratyczno-kapitalistycznej z krajami Europy zachodniej, z automatu wpada w łapy Kremla.

Jak to powiedział Jarek Kuźniar: „Nie będę komentował słów Macierewicza. Nie jestem psychiatrą”. NO CÓŻ. Po rekonstrukcji rządu, zabrakło miejsca dla Antoniego… Będzie smutek wielki. A TAK SIĘ WSZYSCY ŚMIALI.

POLITYCY PIS W OŚLEJ ŁAWCE

Marek Suski wyrasta na specjalistę od spraw niemieckich. Partyjni bonzowie PiS pchnęli tego perukarza (zawodu uczył się w rekwizytorni teatralnej) na odcinek niemiecki, na którym to froncie walczy o reparacje wojenne.

Pchnięty Suski znalazł się nieoczekiwanie oko w oko z ambasadorem niemieckim. Nie potraktował go bagnetem, ani szrapnelem, ale porozmawiał sobie („chyba z pół godziny”). Perukarz Suski relacjonował o tym w Polsat News. Co powiedział mu zaskoczony niemiecki ambasador? „Porozmawiajmy o tym słoniu, który może zatruć nasze relacje”.

Bynajmniej Suski nie walczył w ZOO jak Jan Onufry Zagłoba z małpami, bądź Jan Chryzostom Pasek, ale – cytuję perukarza – „sprawa reparacji to jest słoń w naszych stosunkach”. Intelektualnie Suski jest zawsze niedysponowany i mógł nie zrozumieć metafory, np. słonia w składzie porcelany i do tego w idiomie niemieckiej porcelany miśnieńskiej.

Dlaczego Suski został wysłany do przedstawiciela rządu niemieckiego? Możemy się domyślać. Aby ośmieszyć sprawę, pokazać Niemcom, że reperacje wojenne nie są poważnym problemem.  Bo jak inaczej postrzegać klowna Suskiego, gdyby stanąłby w naszych drzwiach? Przecież nie zadzwonimy do cyrku, aby przyjechali odebrać swój personel, ani nawet – gdyby stawał się nazbyt namolny – nie wypchniemy go na schody. Posłuchamy jego bajdurzenia zoologicznego i przypomnimy mu, że może pójść z tym do telewizji.

Suski jest sekretarzem stanu w kancelarii Mateusza Morawieckiego. Udając się powyższym tropem, stwierdzić należy, że na czele tego cyrku stoi premier. I wiemy też, że w tym ośrodku rozrywki mają na stanie słonie. Jak z innymi egzotycznymi zwierzętami, szczególnie tym jednym „patriotycznym” z Pacanowa?

Inna postać niewiele odstająca wzwyż od Suskiego poseł PiS Arkadiusz Mularczyk był powiedzieć PAP, iż zlecono przygotowanie pięciu ekspertyz dotyczących strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. Nad ekspertyzami pracować będą prawnicy, rzeczoznawcy, naukowcy.

To się sztab ludzi napracuje nad historycznym zdarzeniem, którego koniec nastąpił w 1945 roku. Co prawda straty szacunkowe już od dawien dawna są znane, ale Suski, Mularczyk i inni politcy PiS repetują z historii (i nie tylko z tego przedmiotu wiedzy). Rozum nie trzyma się ich głów, jak to bywa z tymi, którzy zostali posadzeni w oślej ławce. Och, zapomniałbym – ze słoniem.

Osobowość Morawieckiego z tombaku

Mateusz Morawiecki jest średnio rozgarniętym rozmówcą, dlatego pozwala sobie na wywiady z dziennikarzami, którzy wywodzą się z obozu ideologii polskiego katolicyzmu. I to nie takiego, który moglibyśmy określić jako chrześcijaństwo otwarte, ekumeniczne, jakie przyświeca „Tygodnikowi Powszechnemu”, czy też onegdaj Janowi Pawłowi II, ale bliżej mu do klasycznego Ciemnogrodu i jego wytworowi personalnemu: kołtunowi.

Z każdym dniem mam coraz gorsze zdanie o Morawieckim. Niestety, znam takich osobników, którzy w imię tradycji, mając do wyboru Barabasza i Joszuę z Nazaretu, wybiorą tego pierwszego, bo jest tradycyjnie zły, nie naucza jak Joszua o nowych wartościach społecznych i psychologicznych.

Odnoszę się do wywiadu Morawieckiego dla „Gościa Niedzielnego”, w którym premier wyraża się o gender i puszcza farbę o sobie. Nie jestem psychoanalitykiem, ale da się na twarzy Morawieckiego zauważyć grymas w prawym kąciku ust. Skądś on jest, raczej z takim tikiem człowiek nie rodzi się. Niezależnie od urody całe życie formułujemy swoja twarz, acz najbardziej odciska się na niej dzieciństwo – wychowanie.

Nieprzypadkowo Morawiecki zaserwował publice taki potworek pojęciowy, jak rechrystianizacja. Zero semantyki, za to dużo w nim charakteru – i to nieciekawego, charakteru zamkniętego, a więc nieempatycznego, tzw. ciasnoty.

Morawiecki zapytany przez dziennikarza „Gościa Niedzielnego”, czy dostawał w dzieciństwie klapsa, odpowiada, że tak. Indagowany o tę samą przemocową metodę wychowania w stosunku do swoich dzieci, zapewnia, że ich nie bije, acz „czasami musiałem zagryźć zęby”. Czyli chciałby dowalić, ale wie, że to złe. Czuje Morawiecki, że nie ma racji, że przemoc, jak wszystko na tym bożym świecie ma swoje kategoryzowanie. Wybiera wersję light, acz nie wierzyłbym temu człowiekowi. „Dostawał klapsy, on ich nie daje, bo…”. Typowe dla kołtuna i człowieka wewnątrz zakłamanego.

Ten szczegół wyjaśnia inną ważna sprawę dla naszego życia społecznego, bo oto Morawiecki taką chwali się wiedzą socjologiczną: – „Przemoc pojawia się częściej w związkach nieformalnych, a nie tych usankcjonowanych prawnie”. Z jakich źródeł Morawiecki posiada tę wiedzę, iż forma związku ma wpływ na użycie przemocy, czyli na treści nieludzkie? Nie ma takich źródeł, więc mogę napisać, iż Morawiecki wobec mnie używa przemocy słownej – kłamstwa, krętactwa – i mówi na temat, o którym nie ma pojęcia.

Morawiecki na tendencyjne pytanie: – „Czy podziela Pan diagnozę, że źródłem agresji wobec kobiet i dzieci są nierówności płci i role kulturowe narzucone przez tradycję, a więc także Kościół katolicki?”, odpowiada, że nie zgadza się z taką opinią. Typowa odpowiedź kołtuna wybierającego Barabasza, który w podobnej sytuacji stawał przeciw prawom kobiet.

Dzisiaj Barabasz Morawiecki staje przeciw wiedzy o społecznych rolach człowieka, przeciw gender. Morawiecki dzieli się takimi „złotymi myślami”: – „Nie można na krzywdę najsłabszych, bezbronnych patrzeć przez ideologiczne okulary, ale też nie można zamykać na nią oczu”. Takie sfomułowanie może powstać tylko w płaskim umyśle, bo żadna krzywda nie jest ideologiczna. To krzywdzący zasłania się ideologią.

Mogę wobec tego tylko stwierdzić, iż Marek Suski ma godnego siebie szefa. W PiS obowiązuje strawestowane przeze mnie prawo Kopernika-Greshama: zła osobowość wypycha lepszą. Przy czym „lepsza” wcale nie znaczy dobra, tylko zła jest jeszcze gorsza od poprzedniej. Do jakiego tombaku osobowościowego zmierza PiS ze swoimi politykami?

Trzeba PiS ośmieszać i pokazywać ucho od śledzia

Nominat Mariusza Błaszczaka pokazał swemu dobroczyńcy ucho od śledzia. Nietrzeźwy komendant wrocławskiej policji miejskiej, tylko w skarpetkach, zakrwawiony, skończył rajzę pod Lidlem, gdzie został znaleziony. Może byśmy o tym się nie dowiedzieli, gdyby nie SOK-iści, którzy kolesia znaleźli i przewieźli na detoks.

Komendant został wysłany na wrocławską placówkę po tym, jak Igor Stachowiak został tam zamordowany paralizatorem. Błaszczak orzekł, iż podinsp. Zbigniew Raczak „sprzeniewierzył się zasadom etycznym”. Od kiedy to zasady etyczne bądź ich brak są sprzedawane jako alkohol? No, ale takich mamy znawców języka, jak Błaszczak.

Zakład Historii Sztuki Uniwersytetu Śląskiego odkrył, dlaczego telenowela historyczna „Saga z plastiku i paździerza” – dla niepoznaki zwana „Korona królów” – jest tak żałosnej jakości. Oczywiście, to wina Platformy Obywatelskiej i Tuska. Tak! Jurajski zamek w Bobolicach imituje Wawel, został odbudowany i oddany do użytku przez właściciela i senatora PO Jarosława Laseckiego w 2011 roku.

Ale to nie wszystko. Jakiś czas temu owymi zamkami w systemie tzw. Orlich Gniazd położonych w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zainteresował się prezes Jarosław Kaczyński, który zapowiedział odbudowę innych zamków w ruinie. Służyły one do ochrony granicy Polski ze Śląskiem. Czyżby i tę Kaczyński zamierzał odtworzyć, bo Ślązacy to „opcja niemiecka”?

Posłowie PO przypomnieli, iż przed świętami 21 grudnia o godzinie 6.05 sekretarza generalnego ich partii Stanisława Gawłowskiego naszło w mieszkaniu CBA. Huku medialnego było co niemiara, bo miało to przykryć uruchomienie przez Komisję Europejską opcji atomowej artykułu 7 Traktatu UE.

Gawłowski jakoby miał przyjąć łapówkę w postaci luksusowego zegarka. Nie mógł tego jednak zrobić w przypisywanym terminie, bo ten zegarek miał na ręce kilka lat wcześniej, co udowodnił „Newsweek”. Święta minęły, Nowy Rok też – i nic. Zdarzenie pokazuje metodę, jaką zastosuje PiS w trakcie kampanii samorządowej. Czy za tym smrodem stał Joachim Brudziński, który nigdy nie poprowadził PiS do zwycięstwa w wyborach na terenie Pomorza Zachodniego?

W Nowym Roku obudził się Andrzej Duda i pozazdrościł zwycięstw Kamilowi Stochowi w Turnieju Czterech Skoczni. Duda przeciął wstęgę podczas symbolicznego otwarcia kolejki kanapowej w Szczyrku, a w tym samym czasie Stoch odniósł trzeci triumf w Innsbrucku. Różnica między Andrzejem a Kamilem jest taka, że za Dudę się wstydzimy, a Kamilem chwalimy, bo jest najlepszy.

I tak trzeba podchodzić do PiS, jak Stoch do Dudy, jak Raczak do Błaszczaka, jak Henryk Kwinto do Kramera – ośmieszać i pokazywać im ucho od śledzia, a kiedyś skończy się filmowo, gdy my złapiemy się za ucho, a ich pod eskortą odprowadzą do kicia.

Czarno widzę przyszłość Polski

Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

Rok 2018 przyniesie kluczowe dla społeczeństwa polskiego dwie odpowiedzi. Czy utrzymany zostanie poziom poparcia dla projektu europejskiego – Unii Europejskiej? I czy będziemy mieli wolne wybory, które na każdym poziomie kontrolowane będą przez PiS?

Mateusz Morawiecki w noworocznym wywiadzie dla TVP Info zarysował strategię negocjacyjną z Komisją Europejską. Jest ona tak ustawiona, iż władze unijne są traktowane jako wróg. To sporo mówi, dokąd zmierza partia rządząca, a konkretnie Jarosław Kaczyński.

Fundusze strukturalne, które niektóre państwa unijne chcą Polsce odebrać z powodu zarzutów o brak praworządności, Morawiecki tę sprawę nazwał „szantażem międzynarodowym”. Ależ szantaż jest zabiegiem przestępczym, o który trudno posądzić Unię Europejską, bo ta nie sprzeniewierza się standardom demokratycznym. To Polska przyjęła na siebie zobowiązania, gdy wstępowała do wspólnoty – UE jest przede wszystkim konkretną wartością cywilizacyjną świata zachodniego.

Domaganie się przestrzegania zasad demokratycznych państwa prawa nie jest żadnym szantażem. Komisja Europejska wobec takiego czarnego charakteru uruchomiła narzędzia, jakie posiada. I tak się stało z artykułem 7 Traktatu UE.

Czy Morawiecki ma szanse coś osiągnąć jako strona negocjacyjna wobec UE? Retorykę Morawieckiego można oceniać podobnie, jak negocjacje w sprawie kontraktu na zakup Caracali. Wcześniej zadecydowano w PiS, że do kontraktu nie dojdzie, a negocjacje trwały tylko dlatego, żeby udawać.

Morawiecki potwierdza, że PiS nie ustąpi w kwestii ustaw sądowniczych, bo „mamy prawo wymiar sprawiedliwości naprawiać”. A że sądy już zostały naprawione, ustawy podpisane przez Andrzeja Dudę, więc Unia – wg Morawieckiego – ma przyjąć do wiadomości, że niezależne sądownictwo w Polsce będzie partyjne. Ciekawe rozumienie trójpodziału władzy.

Morawiecki przy tym powołał się na sądownictwo w innych krajach, w tym na niemiecki odpowiednik KRS. Co jest o tyle prawdziwe, że politycy niemieccy decydują o nadaniach dla sędziów, ale trudno Niemcom zarzucić sprzeniewierzenie się standardom demokratycznym i przede wszystkim istnieje tam konsensus partyjny.

Morawiecki ponadto ucieka się do porównań historycznych, odwołując się do naprawy wymiaru sprawiedliwości po okresie Vichy we Francji i dyktaturze Franco w Hiszpanii. To porównanie jest szyte grubą nicią, bo PRL został zmieciony 28 lat temu, zaś struktury sądownictwa naprawiono w pierwszych latach III RP wg projektów „Solidarności” z lat 1980-81.

Przede wszystkim nie jest żadną przesadą, iż „reforma sądownictwa” wg PiS jest powrotem do PRL, w którym wymiar sprawiedliwości był usłużny wobec partii i I sekretarza PZPR.

Morawiecki na razie nie stosuje tak twardej retoryki, jak jego poprzedniczka Beata Szydło. Po pierwsze dlatego, że PiS okres rewolucyjny ma za sobą, teraz jest wdrażanie „reformy”. Po wtóre – może najważniejsze – poparcie dla Unii Europejskiej jest w kraju wysokie, będzie propagandowo obniżane. Podobny „problem” do rozwiązania mieli Brytyjczycy, osiągnęli „sukces” w postaci Brexitu. Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

A co do wolnych wyborów. Nie po to niekonstytucyjnie reformują Polskę mianowańcy Kaczyńskiego, aby po przegranych wyborach stawać przed Trybunałem Stanu. Czarno widzę przyszłość naszego kraju.

NAJWAŻNIEJSZA WIADOMOŚĆ DNIA !!! Plan PiS został przejrzany. Giertych odkrywa podstępną tajemnicę. Przeczytaj koniecznie!

Szemrana demokracja po upadku komunizmu tydzień temu

PiS sytuacją w kraju przestało się przejmować. Prawo mają pod butem, za jego pomocą podporządkowane zostaną media i opozycja. Działania przeciw niezależnym instytucjom w kraju i społeczeństwu obywatelskiemu będą miały charakter hybrydowy.

Na jednych nałożą kary odstraszające, jak na TVN, będą skłócać, kompromitować, ale przede wszystkim niszczyć życie społeczne, kulturalne. Będziemy zmniejszani w imię wielkomocarstwowości. Tolerancja i wolności zastąpione zostaną ksenofobią, polactwem, naszością. Normalność zastąpiona zostanie nierzeczywistością, elity wymienione na „naszych” pisowskich.

Czekam aż zostanie ogłoszona jakaś forma realizmu IV RP, choć w zasadzie można uznać, iż Żdanow Błaszczak ogłosił pisrealizm „upadkiem komuny tydzień temu”. Jego zastępca – ten od confetti – Jarosław Zieliński przymierza się do funkcji teoretyka nowego okresu w dziejach Polski, bo dialektycznie podparł prometeizm zwierzchnika, stwierdzając: – „Pani Joanna Szczepkowska w 1989 roku przedwcześnie ogłosiła koniec komunizmu w Polsce”. A że Zieliński nie potrafi sklecić sensownego zdania, to tym lepiej dla niego, bo w PiS obowiązuje złodziejska zasada („łapać złodzieja”). Szczepkowskiej – wybitnej aktorce – ten szatniarz w teatrze PiS („a co mi zrobicie?”) zarzucił: – „Od przedstawicielki „elity” oczekiwalibyśmy kultury i wysokich standardów, a nie mowy nienawiści. Wielki niesmak”.

Przyzwyczajajmy się do tego, że nie będzie kultury, a bedzie piskultura, że nie będzie miejsca dla pisarzy, a dla jakichś Wildsteinów, nie będzie poetów, malarzy, filmowców, dziennikarzy, tylko Ziemcowie i jemu podobni.

Demokracje też będziemy mieli ludową, fasadową, nazywam ją szemraną. „Szuru-buru, mówi pisowski guru” – rozlegnie się z Nowogrodzkiej. Właśnie tak nas chcą przestawiać za granicą, do tego został powołany Mateusz Morawiecki, tym zajmować się będzie nowy szef dyplomacji. Kto nim zostanie? Może Jarosław Gowin, który był już nawet zapowiedziany ministrem obrony. Gowin w każdym razie dzieli się swoją wizją Polski w obcych oczach: – „Widzę konieczność innego rozłożenia akcentów w naszej polityce zagranicznej. Przydałoby się mniej sporów, więcej cierpliwego tłumaczenia naszych racji”.

Nie chcę analizować zawartości logicznej dialektyki Gowina, bo jest to zajęcie żenujące. Ale trop jest oczywisty. Polska będzie budowana na nowo, bo „tydzień temu upadł komunizm”. Więc nie śmiejmy się z Błaszczaka, przekazał światłą myśl z Nowogrodzkiej.

Kolejny Żdanow pisrealizmu Adam Bielan wmawia Brukseli, iż artykuł 7 Traktatu Unii Europejskiej jest„poszerzeniem kompetencji metodą faktów dokonanych”. To kolejny dialektyczny zabieg: „jeżeli chcecie z nami rozmawiać, ustąpcie, zrezygnujcie z artykułu 7”. Z tak stwarzaną nierzeczywistością pisowską będziemy mieli do czynienia. Kolejny Żdanow od pisrealizmu – wiceszef MSZ Konrad Szymański określa metodę swojej partii – nie wierzy w „szczere intencje Komisji Europejskiej”.

Sytuacja w kraju jest jako tako opanowana, teraz PiS przedstawi Polskę na zewnątrz jako kraj, w którym tydzień temu upadł komunizm i oto jest zaprowadzany nowy porządek – pisrealizm i demokracja szemrana.

Z powyższego można wysnuć porównanie, iż historycznie znaleźliśmy się w roku 1981. Należy zastanawiać się, jakie błędy wówczas popełniła „Solidarność”, jak należało przygotować się do stanu wojennego i jakiej oczekujemy pomocy w walce z najeźdźcą wewnętrznym, bo PiS upodobnił się aż nadto do PZPR.

PiS w kampanii obiecywało, że zlikwiduje kolejki do lekarzy. No to mamy sukces rządu. Minister Radziwiłł doprowadził do takiej zapaści w służbie zdrowia, że już nawet kolejek nie ma, bo przez PiS nie ma komu przyjmować pacjentów.

MORAWIECCY – OJCIEC I SYN BĘDĄ PRZERABIAĆ

Kornel Morawiecki był zwykle folklorem ze swoją „Solidarnością Walczącą”. Raptus, którego emocje kroczyły przed rozumem, a to dlatego, że nie miał tego ostatniego za wiele. Skazał się na margines. Ta atrofia racjonalizmu dotyka specyficznych ludzi, mających wykształcenie, ale nie wiedzę.

Morawiecki nawet próbował swoje myśli zaklinać w słowa, ale wychodziła mu tylko grafomania. Wytrzymał jednak wystarczająco długo i załapał się do ugrupowania antysystemowego piosenkarza Pawła Kukiza, który ma podobne braki osobowościowe. Czasami w polityce otwiera się okienko transferowe dla takich ludzi i załapują się do mainstreamu – antysystemowi Morawieccy, odpowiednicy głośnej włoskiej gwiazdy Ciccioliny, która uszcześliwiła Parlamento Italiano, ale nie tradycje polityczne rodaków Macciavellego.

Ba! Dopuszczam, aby wszelakie Ciccioliny uszcześliwialy nasze liberalne demokracje, bo są sola wolności. Niestety w Polsce te Ciccioliny nadają ton debacie publicznej. Niektóre z przyjemnością się ogląda, zawsze źle się je słucha. Rozum nie jest tym organem, który zadecydował o ich awansie do mainstreamu.

Kukiz jak wcześniej Tymiński i Lepper wypadną z polityki, bo nasz stosunek do folkloru ulega estetycznemu i rozumowemu wyczerpaniu. Skupiam się trochę zanadto na tym marginesie, lecz w Polsce niebywale się on rozrósł i zaatakował demokrację.

Starszy Morawiecki jest specyficzną metaforą tego, co dzieje obecnie w kraju „wyczynia” się. A poza tym jest oryginałem w stosunku do Mateusza, kopii, o której niewiele wiemy, nie dał się poznać, co jest bardzo dziwne, bo dwa lata był wicepremierem, a pod pewnego czasu jest szefem rządu.

A  jeżeli ktoś nie daje się poznać, będąc najważniejszą nominalnie osobą w państwie, mam prawo mniemać, że niczego głębszego w nim do poznania nie ma. Mogę się mylić, lecz ucho i rozum mam wyczulone na orginalności i głębokości. Twierdzę, że wykształcenie rzeczywiste – humanistyczne – Morawieckiego zatrzymało sie na „Winnetou”, do którego się przyznał, a dalej nie ruszył z reklamowaniem siebie, bo nie miał i nie ma czym się pochwalić.

Mylę się? Chciałbym. Dlatego syna zapośredniczam poprzez ojca – w myśl idiomu: jaki ojciec, taki syn. A to nie wróży nam – Polsce –  za dobrze. Słyszeliśmy już zresztą od obydwu Cicciolin Morawieckich, że naród jest ponad prawem (wykładnia faszyzmu), słyszeliśmy też, że faszyzm był ustrojem szytym wg litery prawa (w terj historiozofii Mateusz Morawiecki jest rzeczywistą Cicciloną intelektu), a teraz słyszę, ze ojciec premiera rządu polskiego chce przerabiać uchodźców na Polaków. Poważnie! Oto passus z wywiadu Morawieckiego (ojca) dla „Rzeczpospolitej”: >>Podjąć działania, które „ich” (uchodźców – przyp. mój) przerobią na „nas”<<.

Nie wiem, czym jest dla Morawieckiego człowiek, ale w tym  wypadku to nie podmiot, ale rzecz, jakaś konserwa, którą bedzie przerabiać „na nas”, na Polaków. Zatem i Polak jest dla Morawieckiego konserwa, bo mozna przerobić kogoś na Polaka. Chciałoby się zapytać: jak taki Polak „przerobiony” smakuje? Bo dla mnie Polak smakuje, jak Mickiewicz, Gombrowicz, Kościuszko, Wałęsa, a nie jak grafoman Morawiecki. Z tej konserwy Morawieckiego czuć na odleglość truciznę: jad kiełbasiany. Zresztą od jadu takiego zmarł Mickiewicz.

Cicciolina raczej do swojej kariery politycznej nie używała organu głowy, ale zupełnie inny. Jakiego organu używa Morawiecki (ojciec i syn), bo rozumu u obydwu brakuje. Uwzględniam, że wiedza na poziomie lektury „Winnetou” jest niewystarczająca.

Takie Ciccioliny są obecne w debacie publicznej: Morawieccy – ojciec i syn. Ale Polska to nie zamtuz, w którym najlepsze Ciccioliny mogą zadowolić zmysły, ale nie umysły. Co więc nas czeka w kraju tak zdegradowanym z umysłu?

COŚCIE ZROBILI Z TYM RADIEM, ŁOBUZY?

Degrengolada państwa zarządzanego ubeckimi metodami

Jak na dłoni widać, iż Polska jest zarządzana przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie.

Kabaret „Ucho prezesa” na początku oddawał istotę groteski obecnie sprawujących władzę. Śmieszył mnie, acz uważałem, że tego rodzaju zabieg narracyjny raczej służy ośmieszanym, jest zrozumieniem ich śmieszności, w ten sposób usprawiedliwia. A taka narracja to zrozumieć, czyli wybaczyć.

Więc śmiech stawał się zrozumieniem, wybaczeniem. Zaś rząd PiS potrzebuje solidnego linczu publicystycznego, groteski owszem, ale nie kabaretowej, bo to opowieść kategorii be, ce, narracja podrzędna, a nie groteska literacka typu fredrowego, mrożkowego, brechtowego.

Pokraka ma być pokraką, ma być obnażony, a nie śmiechem usprawiedliwiony. Nie łudźmy się, że rząd Morawieckiego będzie mniej groteskowy od Beaty Szydło, bo ten pierwszy był prezesem banku. Morawiecki wszedł w buty groteski i będzie inaczej pokraczny, ale z czasem stanie się identyczny.

Dziennikarka Onetu Edyta Żemła opisuje sytuacje, jakie odbywały się w jednej godzinie w Pałacu Prezydenckim, gdy odwoływano Szydło i powoływano Morawieckiego. 8 grudnia 2017 roku mieliśmy do czynienia z esencją groteski, bardzo pisowskiej.

Oto godzinę przed uroczystością zjawia się w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego kurier z Ministerstwa Obrony Narodowego, czyli od Antoniego Macierewicza, z wiadomością w kopercie, iż głównemu doradcy wojskowemu Andrzeja Dudy gen. Jarosławowi Kraszewskiemu został odebrany certyfikat bezpieczeństwa, który upoważnia do dostępu do tajemnic krajowych, NATO i unijnych.

Niemal w tym samym momencie dowiaduje się o tym Duda, ale nie z koperty MON, ale z TVN24. Czyli podobny kurier, jak do BBN, dotarł do najważniejszej telewizji informacyjnej (tym drugim „kurierem” mógł być telefon z MON).

Duda jest zaniepokojony, bo to jawny nacisk, iż Duda może dogadać się z nowym premierem, że Macierewicz nie zostanie ministrem obrony. Duda więc dzwoni do gen. Kraszewskiego, aby dowiedzieć się, czym Macierewicz uzasadnia odebranie certyfikatu. I jak to w grotesce, Duda uzyskuje odpowiedź, że nie ma żadnego uzasadnienia. Czyli Macierewicz zastosował typowy szantaż, wziął za zakładnika doradcę Dudy, aby utrzymać się na stanowisku. Tak jest zarządzana Polska, tak wygląda bezpieczeństwo państwa.

Gen. Kraszewski podpadł Macierewiczowi tym, że krytycznie wyrażał się o Wojskach Obrony Terytorialnej, które bez żadnego wnikliwego oglądu prezentują się, jak wojska szwejkowate. Dalszy ciąg tej groteski to zapytanie gen. Kraszewskiego, czy był inwigilowany przez służby podległe Macierewiczowi, a więc premierowi, a jeszcze dalej idąc podległe zwierzchnikowi Wojska Polskiego, czyli Dudzie.

A zatem mamy do czynienia z piramidalną groteską. Były szef MON Tomasz Siemoniak nazywa to degrengoladą państwa. Są to – jak wymknęło się onegdaj Dudzie – ubeckie metody Macierewicza. Jak na dłoni widać, iż Polska właśnie tak jest zarządzana. Przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie – ubeckimi metodami. A to nie jest śmieszne. To nie jest kabaret, to degrengolada.