Posts Tagged ‘Andrzej Duda’

Pisowska ośmiornica

3 tysiące km kłamstw Morawieckiego i Dudy.

Kłamstwa PiS sypią się w gruz, lecz to nie dociera do elektoratu tej partii. Głównie z powodu, że obecnie obieg informacji jest zupełnie inny, niż jeszcze kilka lat temu. Dzisiaj można posługiwać się fake newsami, których siła rażenia wyniosła do władzy Donalda Trumpa, a u nas boty internetowe, wynajęte przez PiS, pomogły zniszczyć prezydenta Bronisława Komorowskiego, z czego skorzystał Andrzej Duda. Ten schemat został przeniesiony na kampanię parlamentarną, której hasłem była „Polska w ruinie”.

Ten sam leitmotiv jest powielany w obecnej kampanii. Przy czym PiS-owi jest o wiele łatwiej, bo ma w swoich rękach media publiczne, a komercyjne korzystają ciągle z profesjonalnej równowagi stron sporu politycznego.

Takie wpadki, jak wizyta Dudy w Waszyngtonie powinny pogrążyć prezydenta do poziomu Lecha Kaczyńskiego w 2010 roku przed katastrofą smoleńską, kiedy to miał 20 procent poparcia i widmo pewnej porażki przy reelekcji, a przecież był mniejszym nieudacznikiem niż obecny prezydent.

Do pisowskich porażek należy zaliczyć wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu ws. ekshumacji smoleńskich, w którym orzeczono, iż zostało naruszone prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, zasądzono rekompensaty rodzinom ofiar katastrofy. Ten precedens zostanie przeniesiony na wszystkich, którzy zwrócą się z podobnym pozwem przeciw instytucjom państwa polskiego.

A zatem powinien lec w gruzach mit smoleński, który był jednym z wehikułów wyniesienia PiS do władzy i do stawiania pomników brata Jarosława Kaczyńskiego, a jest ich w Polsce tyle, ile Kim Ir Sena w Korei Płn. Ale i ten wyrok zostanie przez media propisowskie przedstawiony w propagandowej papce z prezesowską logiką: „nikt nam nie powie, że białe jest białe…”

Mateusz Morawiecki jest spadkobiercą kłamstw Kaczyńskiego, w tym aspekcie niewątpliwie należy mu się tytuł delfina manipulacji. Jego przeciętna kłamstw jest wyjątkowo rekordowa, premier osiąga 2,5 kłamstwa na jedno zdanie. Nawet zmierzono mu długość kłamstw, acz za pomocą narzędzi publicystycznych. Jak pamiętamy, kilka dni temu na spotkaniu w Świebodzinie (Lubuskie) powiedział: – „Nasi poprzednicy mówili: budujmy nie politykę, tylko drogi i mosty. Nie było ani dróg, ani mostów”.Podliczono jednak długości wszystkich wybudowanych autostrad, dróg szybkiego ruchu i wyszło ok. 3 tys. km dróg, jakie wybudowano za poprzedników, głównie rządu PO-PSL.

Takie długie jest kłamstwo Morawieckiego – 3 tys. kilometrów. Jak premier się jeszcze postara i nadyma w tych kłamstwach, to opasze nimi kulę ziemską wynoszącą na równiku 40 tys. km. Niestety, tak absurdalnie trzeba mierzyć niestworzone rzeczy, które głosi ten człowiek „wprowadzający Polskę do Unii Europejskiej”.

Teraz zresztą ma kłopot, bo podobnymi kłamstwami chce omotać szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera. Na szczycie w Salzburgu rząd PiS dostał ostatnią możliwość, aby wycofać się z tzw. reformowania Sądu Najwyższego, gdyż gotowy jest wniosek Komisji Europejskiej, aby w tej sprawie podać Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE. Morawiecki właśnie powiedział, że „my z Jean-Claude Junckerem rozmawiamy nieustannie o sprawach polsko-europejskich, w tym o konieczności reformowania wymiaru sprawiedliwości”. Czyli niczego nie załatwił.

Duda zresztą nie czekał na żadne postanowienia TSUE – dzisiaj wręczył dziesięciu sędziom nominacje do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Pokrętność PiS ma długość 3 tys. km manipulacji Morawieckiego i Dudy. Taka jest ta pajęczyna, ta ośmiornica – którymi to metaforami nazywane są praktyki będące na bakier z prawem i Konstytucją.

Reklamy

Duda – prezydent wszystkich botów

Andrzej Duda tak marzył, aby zostać prezydentem Polaków, iż zrealizowało mu się choć częściowo to pragnienie. Został prezydentem wszystkich botów. „Gazeta Wyborcza” ujawniła tylko jedną umowę z kampanii sztabu wyborczego Dudy ze spółką tworzącą fałszywa konta w internecie.

Mamy wiedzę o jednym tylko rachunku, dotyczącym krótkiego odcinka czasu. A zatem można powiedzieć, że to wierzchołek góry lodowej. Jak się to ma do moralności chrześcijańskiej? Jak wszyscy wiemy, Duda to katolik na pokaz. Jak widzi sutannę, to pada na kolana i całuje w pierścień. Wartości chrześcijańskie Dudy mają się tak do botów, jak kleru do pedofilii. Gwałt – kleru na dzieciach, Dudy na prawie. Brud – i tyle.

Ktoś powie, że boty nie głosują. Boty jednak sieją propagandę taką, z jaką mieliśmy do czynienia w Czechach. Niedawno w ojczyźnie moich ukochanych pisarzy Hrabala i Kundery poparcie dla Unii Europejskiej było rzędu 70 proc. Po propagandzie antyunijnej spadło do 30 proc. Można mniemać, iż w Polsce z 80 proc. sympatii do UE spadnie po pisowskim obrzydzaniu Brukseli do 40 proc.

Wynajęcie botów jest bezprawne, wbrew kodeksowi wyborczemu. Powinno być zaskarżone. Dzięki temu Duda wygrał. W spółce, która przyjęła zlecenie sztabu Dudy Elchupacabra sp. z o.o., prezesami są byli asystenci Adam Bielana, spin doctora PiS.

Wszystko się domyka. Duda poza tym jedzie do Donalda Trumpa i będzie mógł z nim przybić sztamę. Unia Europejska jest be („wyimaginowana wspólnota”), te same brudne chwyty stosowały ich sztaby w internecie. Trumpa wspomagały rosyjskie boty. Trump weźmie go za swojaka, a jak jeszcze Duda zagada do niego po rosyjsku, to małodiec zostanie nagrodzony niedźwiadkiem.

Możliwe, że Duda nie musi się martwić wynikami wyborów prezydenckich. Mamy pierwsze jaskółki, jak będą wyglądały komisje wyborcze. Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” Tomasz Żółciak podaje skład 9-osobowej komisji wyborczej w Redzie – 7 członków to reprezentanci PiS, jedna osoba jest z PSL i jedna wskazana przez komisarza wyborczego.

Przepraszam! Jak w takim wypadku można przegrać! Aż ręka świerzbi, aby zespół wespół dosypać potrzebnych głosów do wygranej kandydata PiS. Przecież nikt nie nakryje, nie wyda – sami swoi. Duda więc może odetchnąć, boty nie będą już potrzebne, aparat partyjny wie, co i jak zrobić, aby „zasłużenie” wygrać!

Czy Andrzej Duda dopuszcza się zdrady stanu?

Jak nazwać kogoś i to, czego on się dopuszcza, gdy neguje istnienie Polski we wspólnocie krajów Unii Europejskiej?

Gdy podważa historyczne, wręcz epokowe osiągnięcie pokoleń Polaków, którzy wreszcie stali się członkami najbardziej nowoczesnego przedsięwzięcia społeczno-politycznego w dziejach? Gdy osłabia Polskę na arenie międzynarodowej i przygotowuje PolExit? Czy taki osobnik kwalifikuje się do miana zdrajcy, a jego czyn do zdrady stanu? Prezydent Andrzej Duda we wtorek w Leżajsku Unię Europejską nazwał „wyimaginowaną wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika”.

To nie jest żaden lapsus językowy, pypeć retoryczny bądź błąd – to konsekwentne wyprowadzanie Polski z UE, bo do tego zalicza się zniszczenie trójpodziału władzy, demolka Sądu Najwyższego i zapowiedź, iż nie będzie przyjęty do wiadomości wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie sądownictwa, gdy nie spodoba się władzom PiS.

Nie wchodzę w kwalifikacje intelektualne i kondycję psychiczną Dudy, który nie potrafi ocenić sytuacji politycznej tuż po wojnie, oskarżając Wspólnotę Europejską o pozostawienie Polski w 1945 roku na pastwę Stalina. Czyżby i w tym wypadku odezwał się w Dudzie sentyment do przelewania krwi, bo tylko tak mogła skończyć się interwencja Zachodu, doszłoby do III wojny światowej. Duda już raz wykazał się umiłowaniem do krwi rodaków, gdy ogłosił swoje pretensje ws. kompromisu Okrągłego Stołu w 1989 roku, który pozwolił Polsce uzyskać suwerenność, lecz Duda wolałby, aby kompromis utopiono w polskiej krwi.

Krew u Dudy na razie płynie w sentymentalnej retoryce, która go wzburza podczas przemówień. Widać pewne predylekcje prezydenta do napędzania się własnymi słowami, do wkręcania się w coraz wyższe emocje, ale to także praca pijarowa pracowników Kancelarii Prezydenta. Minister prezydencki Krzysztof Szczerski wręcz jak sufler potwierdził, że Duda dobrze powiedział: „to głos słuszny”.

Nie jest usprawiedliwieniem dla Dudy, iż jest marnej kondycji intelektualnej, psychicznie niestabilny, choć słowa Dudy też można odczytywać w kontekście jego wizyty w Białym Domu, do której dojdzie w przyszłym tygodniu. Donald Trump jest na wojennej ścieżce z Unią Europejską, życzy jej upadku, więc Duda może liczyć na to, że nowa ambasador USA Georgette Mosbacher w poczcie dyplomatycznej zareklamuje Dudę, że to równy gość, także walczy z Brukselą. Duda więc może liczyć na to, iż Trump mianuje go dowódcą V kolumny w Unii Europejskiej, z którą już zimną wojnę hybrydową toczy Władimir Putin.

Pointując trochę lżej. Duda ogłosił listę 25 Polaków, którzy w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości zostaną odznaczeni Orderem Orła Białego, wśród nich Maria Skłodowska-Curie i pisarze Reymont, Makuszyński oraz Żeromski. A ja pytam, dlaczego nie dostaną Virtuti Militari, wszak walczyli z Ciemnogrodem, z takimi jego reprezentantami jak Duda?

Przyłębska stoi na straży łamania Konstytucji przez Andrzeja Dudę

Pierwsza Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf ma moralne prawo bronić porządku prawnego w Polsce wobec tych, którzy go niszczą.

Nowy rzecznik Andrzeja Dudy Błażej Spychalski dał krótki wykład, jak w Kancelarii Prezydenta rozumiana jest moralność. Mianowicie nie przeprosił za to, że dopuścił się oszczerstwa wobec konkretnych osób, ale tych, którzy jego oszczerstwem poczuli się dotknięci: – „Kogokolwiek ten wpis dotknął w jakiś sposób, poczuł się nie tak, jak być powinno, oczywiście w tym miejscu przepraszam”. Spychalski nie przeprosił za oplucie, ale za to, że jego ślina kogoś dosięgła.

Jeszcze lepszy jest inny minister prezydencki Paweł Mucha, który w imieniu Dudy poinformował, że prof. Małgorzata Gersdorf jest od 4 lipca sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku. Mucha ma – w imieniu prezydenta – pretensje do I prezes Sądu Najwyższego, iż broni Konstytucji na „wiecach, w wypowiedziach”. A gdzie ma bronić? W łóżku, w łazience?

Nieposłuszeństwo obywatelskie wobec bezprawia prezydenta, który łamie Konstytucję, może być tylko ekspresją polityczną, innej nie ma. I przede wszystkim nie jest to „manifestowania poglądów politycznych” – jest to wyrażenie sprzeciwu wobec zaprzaństwa politycznego, społecznego i prawnego. Prof. Gersdorf ma prawo moralne (Immanuel Kant) bronić porządku prawnego w Polsce wobec tych, którzy go niszczą, a do takich należy Duda. Gersdorf w liście do Dudy napisała, iż Konstytucja nie pozwala jej zmienić stanowiska, iż jest I prezes Sądu Najwyższego.

Ale to wszystko betka. Jarosław Gowin nie tylko podał taktykę PiS w stosunku do orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), które zapewne nie będzie korzystne dla władzy PiS, ale nową definicję polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Otóż Gowin był łaskaw powiedzieć, że Polska (uściślijmy tu: władza PiS) ustosunkuje się do wyroku TSUE w „zakresie, w jakim Trybunał ma uprawnienia”.

Kto ten zakres oceni? Wiadomo – Trybunał Konstytucyjny z prezes Julią Przyłębską. A Przyłębska – magister prawa, której nie chciał przyjąć do pracy Sąd Okręgowy w Poznaniu ze względu na jej braki fachowe – jak trusia podpisuje się pod wszystkim, co jej każe PiS. Przyłębska stoi na straży decyzji polityków PiS, którzy łamią Konstytucję, stoi na straży łamania konstytucji przez Dudę. Taki z niej strażnik bezprawia.

Warto uzmysłowić sobie, iż orzeczenie TSUE nie może być niezgodne z polską Konstytucją, inaczej Polska nie mogłaby zostać członkiem Unii Europejskiej. Trybunał Konstytucyjny orzekł w 2005 roku, iż „proces integracji europejskiej związany z przekazywaniem kompetencji w niektórych sprawach organom wspólnotowym (unijnym) ma oparcie w samej Konstytucji RP”. A jeszcze ważniejsze jest stwierdzenie: – „Trybunał Konstytucyjny nie może czynić przedmiotem dokonywanej przez siebie bezpośredniej oceny konstytucyjności wypowiedzi orzeczniczych Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich”.

Na podstawie tego orzecznictwa sądzona będzie w przyszłości mgr Przyłębska, iż nie stała na straży organu, który orzeka zgodnie z Konstytucją, ale na straży łamania Konstytucji przez Dudę. Taka wspólnota w szerzeniu bezprawia podlega określonym artykułom Konstytucji i Kodeksu karnego.

PiS pisze nową prawdę (Kaczyński zawsze do niej dążył na stojaku na Krakowskim Przedmieściu) i nową logikę. Oczywiście jest ona wbrew prawdzie i logice, więc nie od parady należy ją nazwać post-prawdą, post-logiką.

Czy Duda jest wart funta kłaków?

PiS-owi do zawłaszczania sądownictwa pozostała ostatnia instytucja – Sąd Najwyższy, gdy on zostanie zdobyty, kasta pisowskich prawników będzie strzegła bezprawia, nie pozwolą, aby PiS oddał komukolwiek władzę. Czy im się uda zamach na Sąd Najwyższy?

Krajowa Rada Sądownictwa z nominacji PiS dokonuje wyboru kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego. Odbywa się to w pośpiechu, kandydaci są wyjątkowo mierni, bo tylko tacy mogą być wierni.

Przed KRS protestowała dziesiątka aktywistów ze Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego UW i kilku członków Obywateli RP, mieli ze sobą transparent z napisem „Nie ma sprawiedliwości bez niezależności”. Przyznajmy, w tym haśle pobrzmiewa esencja demokracji, w rytm tego zdania winno bić serce społeczeństwa obywatelskiego.

Można zadać pytanie – ba, należy zadać to pytanie! – dlaczego tak niewielu jest świadomych wagi zdarzeń, które dokonują się na naszych oczach. Wszak po wyborze kandydatów i mianowaniu ich na sędziów Sądu Najwyższego Temidą będzie Jarosław Kaczyński, a nie bogini sprawiedliwości z zasłoniętymi oczami, czyli logo niezależności sądownictwa.

PiS spieszy się z proponowanymi kandydatami, a następnie z mianowaniem ich na sędziów Sądu Najwyższego, aby zdążyć przed wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który wypowie się, co do zgodności prawa unijnego z ustawą znoszącą Sąd Najwyższy w dotychczasowej konstytucyjnej postaci.

PiS załatwia sobie bezprawie poprzez fakty dokonane, aby stało się tak, iż orzeczenie TSUE miało dotyczyć instytucji, której już nie ma (Sądu Najwyższego w obecnym kształcie), aby wyrok stał się bezprzedmiotowy.

Wówczas egzekwowanie prawa unijnego, w gestii Komisji Europejskiej pozostanie tylko jedno narzędzie: nałożyć sankcje na Polskę rządzoną przez PiS.

Aby nie doszło do takich skrajnych sytuacji, do prezydenta Andrzeja Dudy apelują nasze największe organizacje sędziowskie i pozarządowe: „Przyłożenie ręki do tych nominacji oznaczać będzie początek faktycznego wyjścia z Unii Europejskiej”.

„Wciąż ma Pan ten wybór i to na Pana, a nie szeregowych polityków czy członków KRS, zwrócone są oczy całego świata”. Ogromna większość prawników i sędziów apeluje do Dudy, aby nie powoływał sędziów do Sądu Najwyższego.

Czy przebywający w Australii i Nowej Zelandii Andrzej Duda posłucha? Wszak tam spotkał się z rodakami, którzy witali go protestując w koszulkach z napisem Konstytucja.

Czy Duda nawróci się na prawo, na dobro Polski, na standardy demokratyczne i cywilizację zachodnią? Nadzieja umiera ostatnia, oby ta nadzieja nie była złudzeniem, bo Duda wydaje się być złudzeniem jako prezydent, a nadzieją, że jednak przypomni sobie, że powinien strzec konstytucji, jest warta funta kłaków.

Czyżbyśmy mieli prezydenta wartego funta kłaków? A może mniej.

Pisowska trójca mitomanów

Duch Kaczyńskiego z photoshopa, mitoman Morawiecki negocjujący akcesję Polski do UE i Duda całujący klamkę w Australii

Pisowski festiwal konfabulacji rozpoczął sam prezes. Nie ma go, a jakoby ma czuwać. Nieprzypadkowo to brzmi jak tren. Aby jakoś usprawiedliwić nieobecność Jarosława Kaczyńskiego na konwencji PiS w Sandomierzu jego dama do towarzystwa Joachim Brudziński opublikował na Twitterze zdjęcia prezesa niby przebywającego Beskidzie Sądeckim, w górach, w których o tej porze roku bywał w poprzednich latach.

Ale w tamtym roku i dwa lata temu prezes tak ciężko nie chorował, a jeżeli był zdrowy to nigdy mu nie zdarzyło się opuścić konwencji, na których formułuje program walki z demokracją i opozycją. Zdjęcia Kaczyńskiego są ewidentnie z photoshopa, nie potrzeba do tego wielkiego znawstwa estetyki fotograficznej, aby to stwierdzić. I wcale nie chodzi o to, że barwy sylwetki i tła mają inną intensywność, ale że Kaczyńskiego postać raczej zachowuje się tak, jakby właśnie Brudziński wyszedł z nim na korytarz szpitalny i nie śmiał poprosić o uśmiech, bo możliwe, że Kaczyński nie ma na to sił.

Brudziński ma sztamę z Mateuszem Morawieckim, bo jeden pracował w programie photoshop, a drugi konfabulował na konwencji, aż kłamstwa furczały. Morawiecki w mitomaństwie godny jest Kaczyńskiego, który jednak do totalnego zakłamywania rzeczywistości dochodził latami. Morawiecki to prymus mitoman i już dorównuje swojemu mistrzowi. Miał jakoby być w „Solidarności” i walczyć z komunistami, ale pomyliło mu się, bo „Solidarność Walcząca” walczyła z „Solidarnością”. Pomyliły mu się strony barykady – i niestety wraz z tatusiem Kornelem stał tam, gdzie ZOMO.

W Sandomierzu tak się premier rozpędził, że przypisał sobie negocjacje akcesyjne do Unii Europejskiej i robił to „ja sam”. W ten sposób rozpoczęło się zaklinanie budżetu unijnego w nowej perspektywie budżetowej, ten specjalista mitoman od „ja sam” rżnie elektorat tym, iż uzyska większą kasę z Brukseli niż poprzednicy. Tak! – uzyska, ale sankcje.

Od kilku dni stałą personą dramaturgicznej konfabulacji jest Andrzej Duda, jego wyprawa na antypody do Australii i Nowej Zelandii jest godna przygód barona Münchhausena. Miał na drugiej półkuli zakupić fregaty Adelaide, następnie miał być podpisany kontrakt na okręty, aby go zerwać jak Macierewicz umowę na Caracale, a gdy i to nie wypaliło, miało dojść do bilateralnych rozmów z premierem Australii Malcolmem Turnbullem, lecz ten tylko się przywitał z Dudą i Mariuszem Błaszczakiem – nie będzie tracić czasu na bilateralne rozmowy z ludźmi niepoważnymi. Wysłał w zastępstwie – wbrew pierwotnemu planowi – swoich ministrów. To niestety nie polityka wewnętrzna, takie wpadki są na długo zapamiętywane. I nikt już nie zechce na poważnie z tymi panami rozmawiać.

Tak na dzisiaj wygląda pisowska trójca święta mitomanów. Duch Kaczyńskiego z photoshopa, mitoman Morawiecki negocjujący akcesję Polski do UE i Duda całujący klamkę w Australii.

Duda, prezydent z tombaku

Plany odwiedzin prezydenta Andrzeja Dudy w Australii ulegały zasadniczym korektom ze względu na to, iż od początku cel tej wizyty był iluzoryczny, a gdy prawdopodobnie odpadła decyzja zakupu fregat Adelaide (250 mln dolarów za sztukę), które nadają się tylko do demobilu, pozostała w istocie droga wyprawa wakacyjna na antypody.

Kancelaria Dudy zrzuca winę na Morawieckiego, komentując, że „to kontrakt rządowy, więc to rząd odpowiada za ewentualne fiasko”.

Delegacja ostatecznie wynosi 30 osób, nie skorzystano z żadnego z nowo zakupionych samolotów dla VIP-ów, lecz z drogiej linii Emirates w klasie biznes, w której bilet do Australii kosztuje 22 tysiące złotych. Po kiego diabła więc wybierają się tak daleko?

Pozostawmy na boku propagandową ważność wizyty, podczas której jakoby zostaną „podpisane liczne umowy bilateralne”. Jeden z oficjalnych filarów tej wizyty to „wymiar polonijny”.

Kto mebluje głowy Dudzie i jego otoczeniu takim grafomańskim językiem poetyckim, nie wiem. Ale to świadczy, jakiej jakości to są ludzie. Jeżeli wcześniej mówiliśmy o walczących o demokrację Polakach, iż są ludźmi z marmuru, ze stali, to zarówno Duda, jak i inni kolesie z PiS są ludźmi z tombaku.

Za ich marnymi słowami idą marne czyny. Wspomniany „wymiar polonijny” Duda nie zaprosił do ambasady, czy też konsulatu w Sydney, lecz – uwaga! – do oddalonego od tego olimpijskiego miasta o ok. 35 kilometrów sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Marayong.

No, bo Duda musi walnąć się na kolana przed klerem, może uda mu się złapać jakąś hostię, prezydent Polski poleciał więc pokazać Polonii i władzom australijskim z jakiego to przybył buszu średniowiecza.

Także nabór dla gawiedzi w sanktuarium podlegał pisowskiej godnej IPN weryfikacji. Aby tam się dostać, trzeba było uzyskać wejściówkę po wypełnieniu specjalnego formularza. I podać dane: imię, nazwisko, PESEL, numer dokumentu tożsamości, numer telefonu.

Dlaczego? Bo Duda boi się, że także i tam usłyszy, że się nie udał, albo zobaczy koszulki z napisem Konstytucja. Bojaźń jest powszechna wśród polityków PiS i niestety należy to napisać: cuchną tchórzem.

Świadoma część Polonii wystosowała list do premiera Malcolma Turnbulla i szefowej australijskiego MSZ, Julie Bishop, pisząc w nim o tym, że Duda nie broni demokracji w Polsce, nie wetuje niekonstytucyjnego prawa, dąży do zmiany konstytucji, by zagwarantować sobie większą władzę, nadać większe prawa wybranym grupom, przy jednoczesnej dyskryminacji mniejszości religijnych i innych mniejszości w Polsce, pozostaje w konflikcie z władzami unijnymi i standardami zachodnimi.

PiS zatem także na antypodach zaprezentuje się jako formacja polityczna z tombaku, z prezydentem z tombaku. Ci „prawdziwi” Polacy są wszyscy z tombaku, bo kto siebie wywyższa na piedestał prawdziwości jest zwykle podrabiany.

Kaczyński pozwolił Morawieckiemu zablokować kupno złomu

W sile 60 chłopa, nie licząc wszak prezydentowej, poleciała do Australii delegacja prezydencko-rządowa, aby nie nabyć fregat rakietowych Adelaide, a jedynie podpisać list intencyjny, bo już raczej wiadomo, że do zakupu nie dojdzie. Tak zadecydował – jak media relacjonują – premier Mateusz Morawiecki, który nie kiwnie palcem w bucie, gdy mu na to nie pozwoli prezes Jarosław Kaczyński.

Jeszcze wczoraj szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch zarzekał się, że ten 30-letni pływający złom jest OK: „fregaty obronią nas na Bałtyku”, zaś szef kancelarii Andrzeja Dudy Krzysztof Szczerski wycierając pot z czoła zapewniał: „to „polsko-australijsko-amerykańskie porozumienie wojskowe”. Za to nic na ten temat nie mówił minister obrony Mariusz Błaszczak, bo był zajęty lekturą, co też prasa na świecie pisze o nim jako ekspercie od sodomitów.

Prezes Kaczyński mógł dojść do skądinąd słusznych uczuć patriotycznych, po kiego wyrzucać w błoto miliardy na złom australijski, kiedy za darmo jest rdzewiejąca stępka pod prom w Szczecinie.

Do pisowskiego wariatkowa przyzwyczailiśmy się, a nawet jesteśmy na takie newsy gruboskórni, impregnowani, nie wyzwala się w nas już większe oburzenie. Ot, kolejna głupawka rządzących. Australijczycy też mogą podobnie odczuwać, choć negocjacje były długie i wyczerpujące. Ale ambasadę mają przy Nowogrodzkiej, więc z tym klimatem absurdu są aż nadto zaznajomieni.

Prezydent Duda i tak nie miał w planach spotkania na antypodach z kimś ważnym, bodaj tylko z gubernatorem jednego ze stanów. Przynajmniej Agata Kornhauser-Duda będzie mogła zaprezentować kreację koktajlową. Jest problem, czym Duda ze swymi kompanami wypełnią czas, choć w dzień prezydent może poszusować na nartach wodnych. Mogę mu ponadto podpowiedzieć, by wybrał się na koncert Boba Dylana w Sydney, który jeszcze dziś i jutro koncertuje. Rozumiem, że Dylan to nie Doda i zadkiem nie zakręci.

Inny walor antypodów jest jeszcze taki, że na trasie kawalkady Dudy nie pojawią się protestujący z t-shirtami Konstytucja, ani nie będą w nie ubierać pomniki. Choć kto wie. Przy całej niezłomności Dudy można rzec, iż wybrał dobry kierunek rozwoju osobistego: coraz mniej w nim polityka, a więcej celebryty.

Duda jako ogórek

„Nie sądzę by weto było ustawką, ale – de facto – Duda już drugi raz pomaga wetem PiS-owi.”

Andrzej Duda w sezonie ogórkowym niektórym podnosi ciśnienie. Generał amerykański Richard J. Hayes przy dekorowaniu Krzyżem Komandorskim musiał wysłuchać nowej wersji ustaleń IPN bądź doradców Dudy. Wg Dudy Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski przybyli do Stanów Zjednoczonych przed ogłoszeniem deklaracji niepodległości, co się nie zgadza z podręcznikami.

Możliwe, że nad nową wersją historii USA już pracują w IPN, dali radę z powstaniem „Solidarności”, w której ważniejszym jest Lech Kaczyński niż Lech Wałęsa, tym bardziej poradzą sobie z historią Jankesów. Ile podskoczyło ciśnienie gen. Hayesowi, nie wiem, bo nie było przy nim nikogo z ciśnieniomierzem, gdy swoje bzdury ex cathedra wygłaszał Duda.

Wszystkim Polakom może podskoczyć ciśnienie, gdy Duda sprowadzi aż 3 wraki z Australii. Nie będą to tupolewy, lecz adelaidy, nie będzie to wrak ze Smoleńska, lecz z antypodów. Jak w tym dowcipie o radiu Erewań: „Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody? Radio Erewań odpowiada: tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach Dworca Warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.”

Wrak to wrak i aż trzy, a nie jeden obiecany. I mówią, że politycy PiS nie wywiązują się z obietnic – wywiązują po trzykroć. Jak św. Piotr, który się trzykrotnie zaparł.

Dudzie podskoczyło ciśnienie, gdy ogłosił weto ustawy dotyczącej ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Duda wydziwiał miny na swej twarzy, jakby zrobił na złość choremu Kaczyńskiemu. Ale ta ustawa spełniła swoje zadanie, ustanawiała próg wyborczy na poziomie 16 proc. Czyli postraszyła Rydzyka i Macierewicza by nie myśleli o nowej partii na prawo od PiS. Chory prezes dogadał się z chorym Macierewiczem, że ten zrezygnuje, a w nagrodę przeprowadzi inspekcję Wojska Polskiego, ponadto dostał od Błaszczaka święto Wojsk Obrony Terytorialnej.

Zresztą ordynacja i tak by przepadła, gdyż wyniki wyborcze do Parlamentu Europejskiego nie zostałyby uznane przez Brukselę, ordynacja jest napisana wbrew prawu europejskiemu.

Przy tej okazji wyszło szydło z PiS, iż pracują nad zdecydowanie ważniejszą dla polityki krajowej ordynacją do Sejmu. I tę Duda podpisze, bo jest tylko wtedy odważny, gdy prezes pozwala mu na odwagę. Śmiać się chce, gdy czytam u tzw. dziennikarzy symetrystów, iż weto nie było ustawką. Oto cytat z jednego takich żurnalistów (nie podaję nazwiska, gdyż dialektyka ich jest zawsze tak samo pokrętna): „Nie sądzę by weto było ustawką, ale – de facto – Duda już drugi raz pomaga wetem PiS-owi.” Jeszcze inny dziennikarz orzekł, iż Duda jest szczęśliwy, gdy robi Kaczyńskiemu wbrew.

Jak pogodzić: pomaga i robi wbrew? Nie wiem, ale symetryści potrafią. Duda w ten czas ogórkowy sam w sobie jest newsem. Taki z niego ogórek. Cieszyć się należy, że w walce o prezydenturę nie wygrała z nim kandydatka SLD Magdalena Ogórek, bo jak nazywalibyśmy sezon ogórkowy? Sezon na dudki?

Defilada rozbrojonej armii

Defilujący rekonstruktorzy nie byli jedynymi, gdyż na honorowej trybunie też stała grupa rekonstrukcyjna… władz PRL, acz zabrakło pierwszego sekretarza

Największa defilada wojskowa po 1989 roku miała do spełnienia w istocie jeden cel – propagandowy. Czy został osiągnięty? W mniemaniu władzy propagującej swoją wielkość – na pewno. Jak reagowała publiczność? Raczej bawiła się w czas wakacji, refleksje pozostawiając na później bądź fachowcom. Właśnie – co z fachowcami? Czy dadzą się oszukać? Albo inaczej postawmy pytanie – czy fachowca można orżnąć?

Kilka twardych danych. W Defiladzie Niepodległości pokazanych zostało 200 wojskowych maszyn, 100 samolotów, a Wisłostradą przemaszerowało około tysiąca żołnierzy i 900 rekonstruktorów. MON ponadto podał informację, iż paradę oglądało 120 tys. osób, znając tę władzę należy zakładać, że podana liczba jest bardzo zawyżona.

Zwraca uwagę duża grupa rekonstruktorów, która nie powinna brać udziału w czymś tak poważnym, lecz nie powinna dziwić, bo jej rolą jest zaciemnianie rzeczywistych problemów. Defilujący rekonstruktorzy nie byli jedynymi, gdyż na honorowej trybunie też stała grupa rekonstrukcyjna… władz PRL, acz zabrakło pierwszego sekretarza, prezesa. Przepowiadałem, że może jak Breżniew, prezes Kaczyński zechce pomachać rączką do publiki, lecz jego stan zdrowia nie pozwolił na tę rekonstrukcję.

Obserwujący defiladę attaché wojskowi znają się na uzbrojeniu, więc część sprzętu musiała wzbudzić uśmiechy politowania, gdyż niektóre wyposażenia wojska polskiego nadaje się tylko do muzeum bądź do sprzedaży krajom Trzeciego Świata, co zresztą zamierzał uczynić poprzedni rząd.

Fachowcy przede wszystkim nie zobaczyli żadnego nowego sprzętu, który podnosiłby zdolności obronne kraju. Tak naprawdę Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak rozbrajali i rozbrajają polską armię, czyniąc ją coraz bardziej bezsilną. A prezydent Andrzej Duda nie potrafi się temu przeciwstawić, jest bezwolny.

Jedyny zaprezentowany nowy sprzęt na defiladzie to samoloty dla VIP-ów. Czy w ten sposób władza chce powiedzieć – trawestując Jerzego Urbana – my się obronimy. Zamontują działka na pokładzie gulfstreama, czy boeinga, wezmą słuszny kurs ucieczki na Zaleszczyki – którymi dzisiaj może być Budapeszt Viktora Orbana, a ten i tak ich wyda, gdy agresorem okaże się Putin, bo kto inny.

Ta defilada wojskowa jest proweniencji wschodniej, bizantyjskiej. Lecz do moskiewskich defilad ma się nijak, bo pod Kremlem zawsze jest prezentowany nowy sprzęt, a wśród publiki odbywa się parada szpiegów, którzy zlatują się do Moskwy z całego świata, aby zobaczyć, co Kreml chowa pod plandekami.

Na Wisłostradzie oglądaliśmy defiladę rozbrojonej armii, a głównym rekonstruktorem był Mariusz Błaszczak, który w związku z nową ksywką Sodomita jest bohaterem rodem z commedii dell’arte. O defiladzie nie napiszą na świecie, ale o sodomicie owszem.