Posts Tagged ‘Andrzej Duda’

Kolejna modlitwa kaczora… będzie też placz i smutek , jak co miesiąc.Witamy w domu wartiatów w wykonaniu tańczących na trumnach

KOLEJNY RAZ PiS POKAZAŁ, ŻE MIESZKAŃCÓW WARSZAWY MA W D…..

Włodzimierz Cimoszewicz i jego syn poseł PO Tomasz będą skarżyć do sądu TVP i polityków PiS. To reakcja na wypowiedzi niektórych posłów partii rządzącej po wywiadzie byłego premiera na temat noweli ustawy o IPN.

Na początku tygodnia w udzielonym „Rzeczpospolitej” wywiadzie Włodzimierz Cimoszewicz powiedział m.in. – „Ustawa o IPN to jeden z wielu przykładów oszukańczego sterowania emocjami i opiniami co najmniej połowy społeczeństwa. Wmawia się ludziom, że Polska jest nieustannie, kłamliwie atakowana i pomawiana”. Mówił też o udziale Polaków w Holokauście: – „Dzisiejsze pokolenie nie jest za to odpowiedzialne. Jeśli jednak milczy lub kłamie, to stwarza swoją własną odpowiedzialność i podważa swoją wartość moralną”.

Pytany, czy spór polsko-izraelski pokazał, że w Polsce jest problem z antysemityzmem, stwierdził: – „Oczywiście tak. To problem trwały (…). Ekscesy na stadionach, napis „Łatwopalni” w Jedwabnem i setki innych przypadków. PiS od zawsze flirtował z nacjonalizmem. Wielu z nich pewnie po prostu jest nacjonalistami. W tej atmosferze wszelkie formy rasizmu i ksenofobii muszą kwitnąć. Gołosłowne zapewnienia Dudy i Morawieckiego są bez znaczenia”.

– „Po ukazaniu się tego wywiadu rozpętało się piekło” – powiedział „GW” Tomasz Cimoszewicz. – „Pojawiły się programy w TVP szkalujące imię mojego dziadka, w których nazywano go mordercą. Chodzi chociażby o program pani Magdaleny Ogórek i pana Marcina Wolskiego na antenie TVP Info i kilka innych programów z udziałem i wypowiedziami np. posła Dominika Tarczyńskiego w programie „Minęła 20”, ale i innych posłów PiS”.

W tym samym czasie CBA rozpoczęło kontrolę oświadczeń majątkowych Tomasza Cimoszewicza. – „Odwiedziłem już CBA i poddałem się rozpoczętej procedurze, która może trwać od trzech do dziewięciu miesięcy. Nie mam nic do ukrycia. Nie jest to jednak przypadek, że w dzień po mocnym wywiadzie mojego ojca pojawia się taka zorganizowana akcja z udziałem TVP, posłów PiS i CBA. Chodzi o to, aby zamilkł” – powiedział poseł Cimoszewicz.

Włodzimierz i Tomasz Cimoszewiczowie przygotowują pozwy przeciwko – jak to określa Tomasz Cimoszewicz – sporej grupie pomawiających i nękających. W przypadku TVP chcą złożyć również skargę w związku z rozpowszechnieniem przez nią pomówień do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

❓Jak długo pracujesz na awans, premię i podwyżkę? Oni mają legitymacje . Nawet Ci, którzy wylecieli z rządu z hukiem, zasłużyli na niebotyczne pieniądze. 🔁RT

 

Zdaniem gen. Waldemara Skrzypczaka w polskiej armii cały czas jest realizowany program sprzed 10 lat. – „Nie mamy skutecznego uzbrojenia, systemów rażenia, systemu walki, które powodowałyby to, że nasza armia jest zdolna oprzeć się choćby agresji ze strony Rosji” – powiedział były wiceminister obrony w RMF FM.

Skrzypczak uważa, że najgorsza sytuacja jest w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. – „PGZ jest w stanie zapaści technologicznej. Przez 2 lata nie zrobiło się tam nic. To wszystko są ruchy o charakterze propagandowym, a przecież zbrojeniówka może być motorem dla polskiej gospodarki” – stwierdził generał. Przypomnijmy, że kilka dni temu minister obrony Mariusz Błaszczak odwołał cały powołany przez Macierewicza zarząd PGZ.

Były wiceminister obrony zrecenzował dwa lata Macierewicza w resorcie. – „W zasadzie nie zrobił nic, tak na dobrą sprawę, dla armii. A deklarował zrobienie skoku jakościowego. Ten skok się nie wydarzył, nie dzieje się nic takiego, co by zmieniło potencjał bojowy armii” – podsumował gen. Skrzypczak.

Cały raport do poczytania na stronie

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Mateusz Morawiecki to Macierewicz nowej generacji?

Antoni Macierewicz długo próbował wstrzelić się w oczekiwania braci Kaczyńskich. Nie w pełni zadowolił raportem o WSI i rozwiązaniem tych służb, bo publikacja aneksu do raportu o likwidacji WSI została wstrzymana przez Lecha Kaczyńskiego i podtrzymana przez Andrzeja Dudę. Śmierć brata Jarosława Kaczyńskiego stała się wehikułem do spektakularnej kariery, zarówno partyjnej, jak i rządowej.

Macierewicz nadepnął na poczucie winy Jarosława i nadymał je do rozmiarów niebotycznych. To na nim zbudował prezes PiS swoją siłę polityczną, która jest zagrożeniem dla Polski. Macierewicz katastrofę smoleńską pompował, prezes Kaczyński skrzętnie na niej konstruował strategię dojścia do władzy. Było to w kontrze nie tylko do rządzącej koalicji PO-PSL, ale do Polski po 1989 roku.

Wychodzenie ze słabości historycznej i strukturalnej było nad wyraz trudne. Polsce udała się transformacja po pożegnaniu PRL. Naszym sąsiadom w podobnej sytuacji wyszło o wiele gorzej albo w ogóle. A pisowska budowa własnej siły na rzeczywistej sile nazwana została ruiną – i to paradoksalnie okazało się skuteczne. Socjolodzy i politolodzy zachodzą w głową, dlaczego tak się stało. Ciekawym opisem przyczyn zwycięstwa PiS jest raport zespołu socjologicznego Macieja Gduli, który zanurzył się w naszej prowincji. Opublikowany został z tego raport „Dobra zmiana w Miastku”, a także pozycja na rynek wydawniczy „Nowy autorytaryzm”.

Ta ostatnia publikacja winna być obowiązkową lekturą dla opozycji, bo na tych i podobnych wynikach badań socjologicznych można skonstruować konkurencyjny program polityczny i rozbroić pisowskie zagrożenia dla kraju. Kaczyński będzie brał nas za twarz, póki nie przeciwstawimy się nazwaniem tych zagrożeń i ich skutecznym rozwiązaniem.

Samo tylko cofnięcie ruin PiS (prawnych, ustrojowych, antydemokratycznych) nie będzie właściwym rozwiązaniem. Jeden z głównych przedstawicieli okresu heroicznego władzy PiS – Macierewicz – odchodzi. Tak dzieje się tylko z tą konkretną postacią, bo następują po niej Macierewicze kolejnej generacji, jak choćby Mateusz Morawiecki, absolwent MBA (Master of Business Administration). To o wiele trudniejszy przeciwnik.

Choć Macierewicz nie wróci, bo ostatecznie się skompromitował, jego osoba jest charakterystyczna do sposobu uprawiania polityki przez partię nowego typu autorytarnego w okresie heroicznym, tj. przechwytywania władzy. Po ostatnim posiedzeniu sejmowej komisji obrony – mimo próby zablokowania jej jawności przez PiS – mamy wiedzę, co właściwie „osiągnął” Macierewicz. Przede wszystkim nieustannie nas okłamywał.

Posłowie opozycji obnażali nieprawdy Macierewicza, a pisowcy ze wstydu w milczeniu wpatrywali się w stoły. Żaden ważny przetarg na uzbrojenie armii – żaden! – nie został rozstrzygnięty. Macierewicz wobec mediów stosował retoryczną „manianę”: „już”, „za miesiąc”, „do końca roku”. Przetargi na śmigłowce, system artylerii rakietowej, okrętów podwodnych, dronów bojowych, znajdują się w fazie „prac koncepcyjnych”.

Jeszcze gorzej ma się rzecz z wehikułem kariery Macierewicza – katastrofą smoleńską. Przez dwa lata rządu PiS (i przez 8 lat „badań” zespołu smoleńskiego) nie przedstawiono prokuraturze żadnego dowodu na wybuchy w prezydenckim Tupolewie. Zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek, odpowiadając na interpelację posła PO Krzysztofa Brejzy, pisze, że nie istnieje żadna współpraca prokuratury z podkomisją Macierewicza, mimo że zwrócono się do niej w trybie przewidzianym w ustawie o prawie lotniczym o przekazanie wyników badań na potrzeby śledztwa.

Nawet Kaczyński zwątpił w zamach wobec swego elektoratu. W ostatniej rozmowie z niezależna.pl przyznał się do porażki: – „Na 8. rocznicę będziemy mogli powiedzieć przynajmniej, co wiemy, czego nie wiemy, gdzie są te punkty, które są w tej chwili nie do wyjaśnienia”. Prezes przygotowuje swój elektorat do tego, że „być może trzeba będzie nawet jeszcze lat, żeby być zupełnie pewnym, co się stało”. Dwuletni okres heroiczny rządów PiS na podstawie tylko osoby Macierewicza porządkuje Platforma Obywatelska w raporcie „785 dni Antoniego Macierewicza w MON-ie”.

Macierewicz jest esencją rządów PiS. Jak jest ważny dla elektoratu partii Kaczyńskiego, prezes przekonuje się na miesięcznicach, wówczas to Macierewicz dostaje największe brawa, częściej jest skandowane „Antoni” niż „Jarosław”. Dzisiaj groźniejszy jest dla Polski Macierewicz nowej generacji – Mateusz Morawiecki, który stosuje podobne narzędzia utrzymania się przy władzy. Nowy autorytaryzm wchodzi na wyższy poziom tworzenia z Polski ruin.

Za łamanie praworządności i brak dialogu z Unią Europejską, zapłacą wszyscy Polacy 👇

Duda jak Salomon

Pisowska ustawa o IPN spowodowała większe spustoszenie niż antyuchodźcza polityka rządu Szydło i Morawieckiego.

Andrzej Duda zapowiedział podpisanie noweli ustawy o IPN, odsyłając dwa jej artykuły do Trybunału Konstytucyjnego w trybie następczym. Ten tryb jest istotny, nie jest zatem trybem prewencyjnym, a więc ustawa wchodzi w życie z niekonstytucyjnymi przepisami karnymi.

Międzynarodowy kryzys wokół ustawy ujawnił siłę polskiego antysemityzmu, który odżył i konsoliduje się. Nie będzie możliwe zapędzenie go z powrotem jak dżinna do przestrzegania poprawności politycznej. Tak jak w okresie międzywojennym, nacjonalizm zaczeka na sposobne chwile, aby podpalić stodołę z zapędzonymi do niej przeciwnikami – niekoniecznie ze względu na rasę.

Pisowska ustawa spowodowała większe spustoszenie w emocjach niektórych Polaków niż antyuchodźcza polityka rządu Szydło i Morawieckiego. Wystarczy zaglądnąć na kanały TVP bądź na prawicowe strony internetowe, aby się o tym przekonać.

Odesłanie dwóch artykułów do Trybunału Konstytucyjnego, w którym zasiada trzech sędziów dublerów, a prezes Julia Przyłębska nie trzyma przyzwoitych standardów profesji sędziowskiej, rządzi zaś Mariusz Muszyński (Donald Tusk jest dla niego bandytą, zaś Katarzyna Lubnauer, Ryszard Petru i inni nadają się ze względu na nazwiska najwyżej do Bundestagu), ukaże światu poczynioną przez PiS demolkę w tej instytucji, mającej strzec Konstytucji.

Duda kolejny raz naruszył Konstytucję w zamiarze ewentualnym, bo odesłanie dwóch artykułów przewiduje niekonstytucyjność i jest wyrazem godzenia się na całość, gdyż nowela wchodzi w życie.

Duda chciał pokazać się jak Salomon, przed którym stanęły dwie matki. Kobiety spierały się o dziecko. Król żydowski chciał je pogodzić, „sprawiedliwie” rozcinając mieczem dziecko na pół. Wówczas prawdziwa matka ustąpiła.

Zaś Duda aktem podpisania ustawy i odesłania artykułów do TK rozciął „sprawiedliwie” ustawę, uśmiercił rozum polityczny. Postawa Dudy jest podatna na negatywne interpretacje swojej osoby poprzez uniwersalne mity. Nie jest on w stanie podołać ciężarom prezydentury, jak Syzyfowi odpowiedzialność ciągle wymyka mu się z rąk. Z takim ułomnym charakterem nie jest mu po drodze z żadną trudnością. Duda to nie leader, a ledwie cheerleader, o czym naocznie się przekonamy, oglądając jego wygibasy na twarzy podczas transmisji z zimowych igrzysk w koreańskim Pjonczangu.

To nie działa przeciwko Polsce. Przeciwko Polsce działa 👇

Duda urwał się z choinki

Andrzej Duda nie zrezygnował ze swojego politycznego wehikułu do reelekcji – nowej konstytucji. Wg aktualnie obowiązującej grozi mu Trybunał Stanu i konsekwencje karne, bo po prostu kilkakrotnie ją złamał. Do tego Duda nie jest pewien, czy PiS wystawi go w wyborach. Prezes Kaczyński i jego akolici są przeciw referendum ws. konstytucji w 100. rocznicę odzyskania niepodległości.

Biednemu Dudzie wiatr historii wieje w oczy. Nawet gdyby miał podpisywać wszystkie felerne ustawy bez czytania i w nocy, nie może być pewien, czy prezes Kaczyński spojrzy na niego łaskawym okiem i czy poda mu rękę do uściśnięcia.

Duda na konferencji „Wspólnie o Konstytucji, Wspólnie o Rodzinie” pochwalił się, że czyta obce konstytucje. I czyta je z powodu specyficznych potrzeb, bynajmniej nie ustroju demokratycznego, ale… rodzinnego, gdyż rodzina „w ogóle stanowi fundament absolutny ustroju społecznego państwa”.Fundament absolutny – to nowy termin prawa ustrojowego absolwenta prawa Dudy. A gdzie tego kitu fundamentalnego się doczytał? – „Są zresztą takie konstytucje, które w taki sposób podkreślają tę rolę rodziny, wskazując ją jako fundament ustroju społecznego, podstawową jednostkę, jaka występuje w społeczeństwie. Choćby w greckiej konstytucji rodzina jest tak ujęta”.

Proszę bardzo, prezydent Duda polskiej Konstytucji nie czyta, nie dotrzymuje zapisanych w niej artykułów, łamie je, ale grecką konstytucję i „takie” inne czyta. O co Dudzie z tym fundamentem rodziny chodzi? Przede wszystkim to „wzajemna relacja kobiety i mężczyzny, małżeństwa, tworzącego rodzinę”. W tej relacji może występować równouprawnienie: „z założenia muszą mieć równe prawa, natomiast jest kwestia tego, czy rodzina, małżeństwo może sobie układać swoje role małżeńskie w sposób dowolny„.

Duda wyrażał się ponadto o psychologicznej stronie rodziny (małżeństwa) – związek „powinien być oparty na miłości i wzajemnym oddaniu” – ale to powinno najmniej nas obchodzić. Tylko tyle ma do powiedzenia prezydent naszego kraju, nie zająknął się o przemocy w rodzinie, nie wymsknęła mu się uwaga o rolach społecznych płci. Nic zatem o gender, które w sposób nowoczesny opisuje wzajemne relacje płci zarówno w związkach, jak i w społeczeństwie.

Duda nie wypowiedział się o związkach partnerskich, które niczym nie różnią się od rodziny, bo formalność prawna ani rytuał religijny nie wnoszą żadnych wartości do relacji międzyludzkich. Nie usłyszeliśmy nic o małżeństwach jednopłciowych.

I o to zdaje się chodzić. Od Dudy zaleciało zaduchem zakrystii, odwołuje się do rodziny, która w tym rozumieniu nijak się ma do prawa ustrojowego. Mamy do czynienia z promowaniem swojej osoby w ramach zaprzeszłego rozumienia ustroju, konstytucji i roli społecznej rodziny. Rodzina polska (formalna, partnerska czy też jednopłciowa) żyje w roku 2018, a Duda ględził o wiedzy sprzed kilkudziesięciu lat. Prezydent jest nie z naszych czasów, urwał się z choinki, której dawno opadły igły, jest nie do użytku.

PIĘKNIE POWIEDZIANE 🙂

Fragment wywiadu Cezarego Michalskiego z Markiem Migalskim (cowdmedia.pl).

 Przychodzi mi do głowy analogia, którą jak wszystkie historyczne analogie trzeba oczywiście brać z pewną poprawką. Po Marcu 1968, czyli po wzbudzeniu przez władzę nacjonalizmu i antysemityzmu na użytek wewnętrzny, ale też z koszmarnymi skutkami międzynarodowymi, przyszedł Sierpień 1968, interwencja w Czechosłowacji. Gomułka rozumiał, że na tej hecy wewnętrznej on przegrał międzynarodowo i Polacy to czują. Zatem potrzebuje jakiegoś sukcesu w polityce międzynarodowej.

Najechania Czechosłowacji jako marionetka Breżniewa?

Chciał przez to pokazać, że jego polityka jest jednak skuteczna. Nie tyle, że zawładnęliśmy Czechosłowacją, ale jednak „polskie czołgi są w Hradec Kralove”. To było tak sprzedawane w propagandzie władzy adresowanej do tych samych nacjonalistów i antysemitów, do których Gomułka i Moczar adresowali się parę miesięcy wcześniej w czasie kryzysu marcowego. „Mamy na świecie sojuszników i razem z nimi wygrywamy”.

Zatem po obecnym „Marcu” może być gorzej?

Jarosław Kaczyński będzie chciał mieć jakiś sukces na arenie międzynarodowej. Kiedy ja ostatnio zastanawiałem się nad tym na swoim blogu, jeden z internautów napisał: „przecież sprawa Zaolzia jest nierozwiązana”. To ponury żart, ale oddaje kierunek, w którym Kaczyński będzie teraz musiał iść.

Dziś to „Zaolzie” musiałoby być na Ukrainie. W końcu Kaczyński zdecydował się na zaostrzenie konfliktu także na tym froncie, wpisując do nowelizacji fragment „antybanderowski”. Za co został już publicznie pochwalony przez partię Putina i przez Kadyrowa.

Z kolei ambasador Ukrainy w Polsce Andrzej Deszczycia dwa dni temu powiedział, że Ukraina po ostatnim konflikcie zrozumiała, że teraz jej ambasadorem w Unii Europejskiej jest Litwa. Paweł Kowal przypomniał niedawno, że Ukraina była jedynym narodem na świecie, który do niedawna w sondażach odpowiadał, że najbardziej lubi Polaków.

To była wdzięczność za poparcie Majdanu.

Teraz to jest bardzo szybko marnowane. W tempie, które nawet Kaczyńskiemu musi wydawać się zaskakujące i bynajmniej nie jest sukcesem.

NIECH TE SŁOWA BĘDĄ ZIMNYM PRYSZNICEM DLA WIELU Z NAS

Reklamy

Na sfinalizowanie inwestycji w geotermię o. Tadeusz Rydzyk czekał niemal dekadę. I doczekał się. Rząd Prawa i Sprawiedliwości z publicznych pieniędzy przyznał mu kolejne miliony na jego biznes. W sumie to jest 58,5 mln zł !!! I CO WY NA TO?

Cztery teksty Waldemara Mystkowskiego.

Brudziński bije się w cudze piersi

Mamy do czynienia z retoryką partii niedojrzałej do sprawowania władzy.

Joachim Brudziński do tej pory dał się poznać z tego, że w czasie pisowskich manifestacji prowadził partyjne hordy z hasłami właściwymi jego ugrupowaniu. Inną jego rolą była wizualizacja potrzeby zaistnienia dla mediów w postaci trzymającego parasol nad głową prezesa, gdy padał deszcz.

Z tego też powodu nazywam go damą do towarzystwa, której to rola w „męskiej” partii PiS jemu przypadła w udziale. Taki też jest „fraucymer” partii Kaczyńskiego. Brudziński to naturszczyk w polityce. Gdyby jakiś filmowiec potrzebował gbura do roli epizodycznej, bez castingów i prób nadałby się Brudziński. Byle reżyserem nie był jakiś inny naturszczyk (np. taki Vega), bo Brudzińskiego trzeba umieć uchwycić.

Gburowatość Brudzińskiego uchwyciłem po raz pierwszy, gdy zaproszono go do debaty nad książką Jana Grossa „Sąsiedzi”. Przyznał się, że publikacji nie czytał, ale „zaofiarował” się, że przeczyta. Uśmiałem się ze znajomymi, gdyż zaleciało Monty Pythonem made in PL.

Nie dał się poznać z kreacji myśli własnej, zawsze recytował pijarowskie sztance wyprodukowane na Nowogrodzkiej, mimo że często występuje jako celebryta polityczny w programach publicystycznych, których o wiele za dużo jest w polskich mediach. Brudziński w leksykonie politycznym mógłby widnieć pod hasłem: nic oryginalnego, tylko nawijanie makaronu na uszy i to czerstwego.

Podkreślam: to naturszczyk klasy gbur dla świetnego realizatora takiego rzędu, jak Agnieszka Holland, Wojciech Smarzowski. Owe walory spowodowały, iż Jarosław Kaczyński nie bał się uczynić Brudzińskiego swoją partyjną czerezwyczajką, egzekutywą. Na gbura można zawsze liczyć, bo niczego własnego konkurencyjnego nie stworzy. Niewolnik ograniczoności to najlepszy materiał gwardyjski autokratów.

No i tak wspiął się Brudziński na ministerialny stołek resortu siłowego – spraw wewnętrznych. I po raz pierwszy (a przynajmniej ja) mieliśmy okazję usłyszeć (bądź przeczytać) jego wystąpienie odczytane z kartki. Myśli zatem nie własne, ale pisowskie do bólu.

Telewizja prywatna TVN zmusiła władze sprawowane przez PiS, aby zajęły się tym, co sami stworzyli, bo to partia Kaczyńskiego i ich organy medialne dowartościowały kibolstwo, dawały parasol ochronny nad ruchami narodowymi, nacjonalistycznymi, a w tzw. Marszu Niepodległości – rasistowskimi i quasi-faszystowskimi. Wroga plemienność („śmierć wrogom ojczyzny”), nadużywanie barw narodowych (nie mających wiele wspólnego z patriotyzmem), zachwaszczanie języka przymiotnikami „narodowymi”. To jest równia pochyła do faszyzmu, do reżimu prawicowego.

I mamy takie skutki, że służby nie potrafią wytropić faszystów, co udaje się trzem dziennikarzom niezależnego medium. Ba, wiceminister Zieliński szykanuje z tego powodu owych dziennikarzy, iż powinni zawiadomić prokuraturę, zamiast samemu podać się do dymisji.

Co zatem przeczytał z kartki Brudziński? Winni inni, winne partie opozycyjne, winne media niezależne, winni nawet Niemcy, tylko nie PiS. A to znaczy, że naziści i faszyści nadwiślańskiego chowu będą rośli w siłę. W walce z nazistami nie za bardzo możemy liczyć na tych, którzy biją się nie we własne piersi, choć możemy liczyć na sąsiadów Słowaków, którzy na jakimś swoim basenie zauważyli polskich nazioli, bo ci nawaleni gorzałą świecili tatuażami hakenkreuzów na plecach.

To ruchy obywatelskie (KOD, Obywatele RP, Akcja Demokracja i inne) starają się wstrzymać marsze nazioli, nacjonalistów, faszystów. Pisowskie władze ich za to ścigają i używają policji. PiS w osobie naturszczyków typu Brudzińskiego zwala na innych, bije w cudze piersi. Po raz pierwszy po 1989 roku mamy do czynienia z retoryką partii niedojrzałej do sprawowania władzy. To musi się źle skończyć.

LIS ZAORAŁ KACZYŃSKIEGO

Dudy spotkanie na szczycie przy windzie

Andrzej Duda nie musi mieć świadomości, że przebywanie w Davos może zobowiązywać do refleksji na temat polityki. W tym wysokogórskim szwajcarskim uzdrowisku dzieje się fabuła jednego z podstawowych dzieł zachodniej kultury „Czarodziejskiej góry”. Tomasz Mann na osobach Naphty i Settembriniego rozpisał spór polityczny pomiędzy mrocznym totalitaryzmem a oświeceniowym rozumem wiary w postęp.

Zaś Duda po to pojechał do Davos, aby dać świadectwo siebie, jak jest marnym prezydentem, marnym intelektualnie i moralnie.

Miał Duda spotkać się z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Czy spotkaniem można nazwać zderzenie przy windach i zrobienie fotki, którą Kancelaria Prezydenta podpisała: „Rozmowa polityków dotyczyła współpracy gospodarczej PL i USA – szczególnie w obszarze energetyki oraz inwestycji amerykańskich firm w Polsce”.

Nie ma informacji, czy winda jechała do góry, czy na dół? Ba, internauci głęboko zastanawiają się, czy Trump zdążał do WC, czy z niego wracał. A wiedza ta jest o tyle nierozstrzygnięta, iż Trump i jego administracja chwalą się każdym tchnieniem swego prezydenta. On sam zresztą przepada za pisaniem różnych myśli własnych na Twitterze, które niekiedy kasuje.

Wiemy za to, że Trump spotkał się z prezydentem Rwandy, bo tym się pochwalił i zaprezentował fotografie delegatów i stołów, a o Dudzie zapomniał. Może być tak, że poproszony o „słitfocię” przez Dudę nie skojarzył, kto to zacz, bo miał ciśnienie na pęcherz. W każdym razie na polskim Twitterze toczy się spór, przed wizytą w WC, czy po.

Ba, szef gabinetu Dudy Krzysztof Szczerski ogłosił: – „Mamy dzisiaj polsko-amerykański dzień”. Dlaczego nie dodał Szczerski, iż „dzień przy windzie”? Swego czasu ten sam człowiek Dudy ogłosił, iż w siedzibie ONZ Duda spotkał się z Barackiem Obamą trzy razy, a potem okazało się, że nie powiedzieli w swoim kierunku ani razu „Hello”.

Nawet w krainie Niziołków pchła nie uchodzi za coś więcej, acz tu i tu jest równie dokuczliwa. Inną marność – intelektualną – Duda zaprezentował, stwierdzając, iż „stanowisko przyjęte przez Komisję Europejską w sprawie reform polskiego sądownictwa było całkowicie jednostronne; moim zdaniem to efekt dezinformacji ze strony opozycji”. To znaczy, że Jean-Claude Juncker czy też Frans Timmerman nie mają pojęcia, czym jest niezależność sądownictwa, ani jakie są standardy demokratyczne. Innymi słowy, politycy starych europejskich demokracji nie mają pojęcia o trójpodziale władzy wg Monteskiusza.

To jest jakość polskiej polityki uprawianej na zewnątrz. W ten sposób niczego się nie załatwi, ani poprzez złapanie kogokolwiek w drodze do windy, ani poprzez zwalanie swojej impotencji na poprzedników, ani użalanie się, że nas nie rozumieją.

O polskich politykach coraz trudniej napisać cokolwiek dobrego i bynajmniej nie jest to złośliwość, acz chciałbym być ironicznym – we wspomnianym arcydziele niemiecki pisarz pisał: „Złośliwość to najskuteczniejsza broń rozsądku przeciwko mocom mroków i brzydoty. Złośliwość to duch krytyki, a krytyka rodzi postęp i uświadomienie”.

Hans Castorp pojechał do Davos do swego chorego przyjaciela, Dudy z małości nie wyleczy już nic. Polska musi się z takich Dudów sama wyleczyć, bo źle jako społeczeństwo i państwo skończymy. Prezydent RP winę zwala na innych, wyrażając zgodę na krach demokracji w naszym kraju. Mam nadzieję, że kiedyś za to odpowie przed niezależnym prawem.

I JAK TO SIĘ NIE ŚMIAĆ Z ABSURDU PAŃSTWA PiS?

Antysemityzm – kolejny problem wizerunkowy władzy PiS

Antysemityzm ma jednoznaczną wykładnię, jest po prostu wrogim uprzedzeniem do narodu żydowskiego, dyskryminującym go. W okresie międzywojennym antysemityzm w Polsce był równie silny, jak w Niemczech.

Niemiecki faszyzm na antysemityzmie zbudował swoją ideologię, która to doprowadziła do Zagłady (Holocaustu) narodu żydowskiego. Niemcy zaś potrafili wykorzystać polski nacjonalizm podczas okupacji, co skutkowało Jedwabnem i powszechnym szmalcownictwem.

Powszechnym – to należy podkreślać. Bohaterscy jesteśmy na papierze i w gębie. Acz nasze Państwo Podziemne było najsilniejsze w okupowanej Europie.

W kraju po wojnie Żydów praktycznie już nie było. Pozostały mity endeckie i na nich dalej budowano antysemityzm bez Żydów. Sprawowano w ten sposób rząd dusz poprzez podział, pogardę, nienawiść. Jarosław Kaczyński nie jest żadnym nowatorem tego rodzaju uprawiania polityki, on jest tylko pojętnym uczniem.

W okresie stalinizmu krzewiono mit żydokomuny, którego echa do dzisiaj odżywają w obozie narodowców, oto treść dzisiejszego tweetu Rafała Ziemkiewicz: „Jeśli żydowscy szowiniści naprawdę chcą tej licytacji, przypomnę, że i my mamy takie Jad-Waszem, gdzie ma swoje drzewko każdy Żyd, który pomógł Polakowi w czasach stalinizmu, gdy byli oni w PL tak wpływowi i mieli taki wpływ na aparat przemocy. Nazywa się ono Pustynia Błędowska” (pisownia oryginalna).

Nieliczni Żydzi w Polsce zostali niemal doszczętnie wypędzeni po wydarzeniach Marca 68, bo komuchom opłacało się jeszcze raz zastosować pogardę. Niezawodna to metoda, zawsze można liczyć na szmalcowników i ich hasełka. Zaliczam do nich określenia o gorszym sorcie, kanaliach i mordach zdradzieckich wygłaszane z trybuny sejmowej.

To jest owo źródło, z którego wypływa także antysemityzm. W Polsce nie ma Żydów, więc antysemityzm zastąpiony został antyislamskością, a także stygmatyzowaniem lewackością. Tak wygląda zabieg pogardy, aby sprawować rząd dusz.

Nie można więc zbytnio się dziwić, że w TVP Info doszło do wystąpienia zaproszonego antysemity i publikacji antysemickich wpisów z internetu w programie poświęconym obozowi zagłady Auschwitz-Birkenau. Pogarda to broń, która wśród rodaków cieszy się szczególnym wzięciem. Autor programu telewizyjnego Jacek Łęski tłumaczy się, że zawiodła maszyna zatwierdzająca tweety. Kolejne wmawianie ciemnemu ludowi kitu, grafiki w telewizji na montażu zatwierdza człowiek. Zawiódł więc człowiek, a w zasadzie upublicznił się antysemityzm autorów programu i niektórych zaproszonych gości.

Podobnie rzecz ma się z nowelizacją ustawy o IPN, w którą wpisane zostało ściganie za słowa o polskich obozach zagłady. Prześmieszna to sytuacja, bo ktokolwiek pisze o Oświęcimiu, czy innych obozach, nie popełni błędu, aby przypisywać Polakom zbrodnię przeciw ludzkości, Holocaustu. Cel ustawy jest inny, mianowicie: wymazywanie z polskiej historii naszych ciemnych stron pod pozorami ochrony dobrej opinii o Polsce i Polakach.

Ustawa o IPN została skrytykowana przez rząd Izraela, a premier Beniamin Netanjahu domaga się interwencji Mateusza Morawieckiego. Stan mentalny rządzących mamy na niziutkim poziomie, minister edukacji Anna Zalewska nie wie, kto odpowiada za mord w Jedwabnem i za pogrom kielecki. Właśnie o to chodzi, aby młodzież nie miała pojęcia o polskiej historii. Identycznie nauczano historii w komunie.

Po materiale TVN o rozpleniającym się faszyzmie i rozmywaniu problemu przez PiS (referat ministra Joachima Brudzińskiego w czasie debaty sejmowej), wyłazi na wierzch bliźniaczy problem, jaki ma obecna władza: antysemityzm. PiS usilnie pracuje nad złą opinią o Polsce i Polakach.

Władza, która buduje poparcie na nienawiści do wszystkiego, co nie jest nią samą, nie może oczekiwać, że wolny świat będzie milczeć. Polska nie wstaje z kolan. Polska upada. Antysemiccy nacjonaliści nie ratują kraju, wręcz przeciwnie – niszczą go. Demokraci od prawa do lewa muszą ich zatrzymać.

WYGLĄDA NA TO, ŻE ŻADNE 500+ JUŻ IM NIE POMOŻE. Czekajmy cierpliwie. Niech pozamykają wszystko w niedziele. Niech się jeden Duda z drugim cieszą. Na wyborach Polacy wam podziękują.

Cuda Tadeusza Rydzyka

Tadeusz Rydzyk dokonuje cudów, nie wstydźmy się tego słowa. Cud jest zjawiskiem zachodzącym wbrew prawom fizycznym, a redemptorysta dorzuca do niego inne korzenie cudów jako zjawiska wbrew socjologicznym uwarunkowaniom, a nawet wbrew rozumowi. Cuda w wydaniu Rydzyka mieszczą się w idiomie: „to się w głowie nie mieści”.

Brakuje Rydzykowi dwóch limuzyn? Bierze ojciec dyrektor jakieś narzędzie do szacher-macher, pokręci nim jak różdżką w swych dłoniach i z filmowej mgły cudowności wyłazi bezdomny, wręcza redemptoryście kluczyki do dwóch limuzyn, które zakupił po innym cudzie, wygranej w totolotka.

Identycznie Rydzyk postępuje jako biznesmen. Dokonuje szacher-macher wbrew prawom ekonomicznym. Aby zostać przedsiębiorcą, trzeba zainwestować w interes z własnej kieszeni bądź z pożyczki, a następnie ciężko pracować, aby przynosił zyski. Te prawa nie działają u Rydzyka. On ma tylko pomysł, jak ciągnąć zyski, czyli przystępuje do fazy ostatniej, która jest związana ze szmalem.

Rydzyk nie ma pieniędzy, bo jest biednym zakonnikiem, ale ma pomysł na wody geotermalne. Więc ojciec dyrektor bierze różdżkę do szacher-macher, stawia przed sobą rządzących polityków PiS, wygłasza swoje zaklęcia, po czym płynie w kierunku Rydzyka strużka szmalu. A tam strużka – struga, rzeka milionów, dziesiątek i setek milionów złotych.

Na inwestycję geotermalną wg biznesplanu potrzeba było Rydzykowi 40,3 mln zł, a do tej pory dostał w sumie ten cudotwórca blisko 58 mln zł. Skąd ta różnica?  Rydzyk dostał więcej niż potrzebował. Ano, taki jest rozkurz przy działaniu cudu.

Tak więc Rydzyk z niczego będzie miał świetną inwestycję, która przyniesie mu kilkadziesiąt milionów złotych zysku rocznie od mieszkańców Torunia, bo ich mieszkania będą ogrzewane wodami z czeluści ziemi.

Jedni chodzą po wodzie, pamięta o tym cała ludzkość, a Rydzyk ma o wiele szerszy wachlarz cudów, wiedzą o tym tylko Polacy. Tacy jesteśmy szczęściarze, wśród nas jest cudotwórca od szacher-macher.

.: Nim minie kadencja to PiS będzie kochany tylko w jednym miejscu – NA KREMLU!

⚠️Spektakl z rządu trwa, a szkodniki dalej Polsce szkodzą. W interesie Polaków jest, aby , , , , , , szybko odeszli z rządu. Podajcie dalej ❗

Aż osiem zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Rekonstrukcja rządu przykryje przyszłość Polski

Tego samego dnia ma dokonać się zakończenie telenoweli z rekonstrukcją rządu i bardzo ważne dla Polski spotkanie szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera z Mateuszem Morawieckim. Dla Morawieckiego waga polityczna obydwu wydarzeń jest dużego bądź największego kalibru. Dlaczego zatem dochodzi do nich jednego dnia, tym bardziej, że rekonstrukcja zapowiadana była na późniejszy termin, a spotkanie z Junckerem zależne od wolnego terminu w obfitym w spotkania kalendarzu szefa KE?

Czy sprawy krajowe nie mogą ustąpić o wiele ważniejszym sprawom zewnętrznym? Wystarczy rozglądnąć się trochę po internecie, spojrzeć do gazet, aby przekonać się, że „fascynujące” jest, czyja głowa się potoczy… Czy obok Strężyńskiej i Waszczykowskiego zobaczymy turlającą się głowę smoleńskiego ministra, a nudne okazuje się ratowanie kraju z dennej sytuacji w Unii Europejskiej?

PiS dziennikarzy i opinię publiczną prowadzi na smyczy swoich potrzeb. Kręci młynka i wykręca istotę polityki na nice. Morawiecki już raz dał dyla z Brukseli do Polski, bo tak prezes mu kazał, przede wszystkim jednak dlatego, że rząd PiS nie ma żadnej kontroferty w stosunku do artykułu 7 Traktatu UE, który zaczął być procedowany. Kontrpropozycją nie jest przeciąganie terminów i wrzucanie na stół negocjacyjny agendy, iż „przyjaciel” Orban w razie czego nie poprze sankcji.

Tak naprawdę każde ze spotkań, które odbywać się będą w Brukseli na tak wysokich szczeblach wchodzą na najwyższy diapazon dylematu „być albo nie być” polskiego członkostwa w Unii. Trzeciorzędnym więc jest, czy Waszczykowskiego zastąpi Szczerski, bo i tak będzie z ważnymi sprawami leciał do prezesa na Nowogrodzką, a Macierewicz to osobna siła w kraju i PiS, równie niebezpieczna w rządzie i poza nim.

Rekonstrukcja to poręczne przykrycie dla Morawieckiego w Brukseli, dziennikarze dają się łatwo wkręcić w pozoranctwo PiS. Liczę jednak na premiera, bo będzie jakoś musiał tłumaczyć się ze spotkania z Junckerem, a że nie jest zbyt silny w gębie, to puści – tak czy owak – farbę. Piarowcy aż go tak dobrze nie przygotują, aby był wykrętny na sposób pisowski.

Mogą mieć rację dziennikarze niemieccy i brytyjscy, którzy na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „The Observer” piszą, iż Polska z Węgrami (a może odwrotnie, bo lepiej kręcącym jest Orban) zawierają „Sojusz przeciw Brukseli”, zresztą taki tytuł nosi artykuł w FAZ.

Otóż PiS przeorientowuje kierunek polityki z „zachodnioeuropejskiej” na „środkowoeuropejską”. Jest to więc pokraczna idea Międzymorza. Polsce i ewentualnym sojusznikom stratedzy PiS wyznaczają geopolityczne zadanie bufora bezpieczeństwa w sojuszu z USA.

Anachronizm tego namacalnie niemal szczypie w szare komórki, bo Polska pisowska odrzuciłaby Unię Europejską, tym samym odgrzewając przekleństwo nasze – geopolitykę. Polska w tym układzie stałaby się nic nie znaczącym graczem – mniemanym liderem Mitteleuropy – który byłby targany w tę i we w tę przez globalnych graczy. W nieco innej konfiguracji historycznej już to przerabialiśmy – Zachód pozbywał się tak niestabilnego organizmu państwowego, jako chorego człowieka Europy. Polska, która wypada z harmonii demokratyczno-kapitalistycznej z krajami Europy zachodniej, z automatu wpada w łapy Kremla.

Jak to powiedział Jarek Kuźniar: „Nie będę komentował słów Macierewicza. Nie jestem psychiatrą”. NO CÓŻ. Po rekonstrukcji rządu, zabrakło miejsca dla Antoniego… Będzie smutek wielki. A TAK SIĘ WSZYSCY ŚMIALI.

POLITYCY PIS W OŚLEJ ŁAWCE

Marek Suski wyrasta na specjalistę od spraw niemieckich. Partyjni bonzowie PiS pchnęli tego perukarza (zawodu uczył się w rekwizytorni teatralnej) na odcinek niemiecki, na którym to froncie walczy o reparacje wojenne.

Pchnięty Suski znalazł się nieoczekiwanie oko w oko z ambasadorem niemieckim. Nie potraktował go bagnetem, ani szrapnelem, ale porozmawiał sobie („chyba z pół godziny”). Perukarz Suski relacjonował o tym w Polsat News. Co powiedział mu zaskoczony niemiecki ambasador? „Porozmawiajmy o tym słoniu, który może zatruć nasze relacje”.

Bynajmniej Suski nie walczył w ZOO jak Jan Onufry Zagłoba z małpami, bądź Jan Chryzostom Pasek, ale – cytuję perukarza – „sprawa reparacji to jest słoń w naszych stosunkach”. Intelektualnie Suski jest zawsze niedysponowany i mógł nie zrozumieć metafory, np. słonia w składzie porcelany i do tego w idiomie niemieckiej porcelany miśnieńskiej.

Dlaczego Suski został wysłany do przedstawiciela rządu niemieckiego? Możemy się domyślać. Aby ośmieszyć sprawę, pokazać Niemcom, że reperacje wojenne nie są poważnym problemem.  Bo jak inaczej postrzegać klowna Suskiego, gdyby stanąłby w naszych drzwiach? Przecież nie zadzwonimy do cyrku, aby przyjechali odebrać swój personel, ani nawet – gdyby stawał się nazbyt namolny – nie wypchniemy go na schody. Posłuchamy jego bajdurzenia zoologicznego i przypomnimy mu, że może pójść z tym do telewizji.

Suski jest sekretarzem stanu w kancelarii Mateusza Morawieckiego. Udając się powyższym tropem, stwierdzić należy, że na czele tego cyrku stoi premier. I wiemy też, że w tym ośrodku rozrywki mają na stanie słonie. Jak z innymi egzotycznymi zwierzętami, szczególnie tym jednym „patriotycznym” z Pacanowa?

Inna postać niewiele odstająca wzwyż od Suskiego poseł PiS Arkadiusz Mularczyk był powiedzieć PAP, iż zlecono przygotowanie pięciu ekspertyz dotyczących strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. Nad ekspertyzami pracować będą prawnicy, rzeczoznawcy, naukowcy.

To się sztab ludzi napracuje nad historycznym zdarzeniem, którego koniec nastąpił w 1945 roku. Co prawda straty szacunkowe już od dawien dawna są znane, ale Suski, Mularczyk i inni politcy PiS repetują z historii (i nie tylko z tego przedmiotu wiedzy). Rozum nie trzyma się ich głów, jak to bywa z tymi, którzy zostali posadzeni w oślej ławce. Och, zapomniałbym – ze słoniem.

Osobowość Morawieckiego z tombaku

Mateusz Morawiecki jest średnio rozgarniętym rozmówcą, dlatego pozwala sobie na wywiady z dziennikarzami, którzy wywodzą się z obozu ideologii polskiego katolicyzmu. I to nie takiego, który moglibyśmy określić jako chrześcijaństwo otwarte, ekumeniczne, jakie przyświeca „Tygodnikowi Powszechnemu”, czy też onegdaj Janowi Pawłowi II, ale bliżej mu do klasycznego Ciemnogrodu i jego wytworowi personalnemu: kołtunowi.

Z każdym dniem mam coraz gorsze zdanie o Morawieckim. Niestety, znam takich osobników, którzy w imię tradycji, mając do wyboru Barabasza i Joszuę z Nazaretu, wybiorą tego pierwszego, bo jest tradycyjnie zły, nie naucza jak Joszua o nowych wartościach społecznych i psychologicznych.

Odnoszę się do wywiadu Morawieckiego dla „Gościa Niedzielnego”, w którym premier wyraża się o gender i puszcza farbę o sobie. Nie jestem psychoanalitykiem, ale da się na twarzy Morawieckiego zauważyć grymas w prawym kąciku ust. Skądś on jest, raczej z takim tikiem człowiek nie rodzi się. Niezależnie od urody całe życie formułujemy swoja twarz, acz najbardziej odciska się na niej dzieciństwo – wychowanie.

Nieprzypadkowo Morawiecki zaserwował publice taki potworek pojęciowy, jak rechrystianizacja. Zero semantyki, za to dużo w nim charakteru – i to nieciekawego, charakteru zamkniętego, a więc nieempatycznego, tzw. ciasnoty.

Morawiecki zapytany przez dziennikarza „Gościa Niedzielnego”, czy dostawał w dzieciństwie klapsa, odpowiada, że tak. Indagowany o tę samą przemocową metodę wychowania w stosunku do swoich dzieci, zapewnia, że ich nie bije, acz „czasami musiałem zagryźć zęby”. Czyli chciałby dowalić, ale wie, że to złe. Czuje Morawiecki, że nie ma racji, że przemoc, jak wszystko na tym bożym świecie ma swoje kategoryzowanie. Wybiera wersję light, acz nie wierzyłbym temu człowiekowi. „Dostawał klapsy, on ich nie daje, bo…”. Typowe dla kołtuna i człowieka wewnątrz zakłamanego.

Ten szczegół wyjaśnia inną ważna sprawę dla naszego życia społecznego, bo oto Morawiecki taką chwali się wiedzą socjologiczną: – „Przemoc pojawia się częściej w związkach nieformalnych, a nie tych usankcjonowanych prawnie”. Z jakich źródeł Morawiecki posiada tę wiedzę, iż forma związku ma wpływ na użycie przemocy, czyli na treści nieludzkie? Nie ma takich źródeł, więc mogę napisać, iż Morawiecki wobec mnie używa przemocy słownej – kłamstwa, krętactwa – i mówi na temat, o którym nie ma pojęcia.

Morawiecki na tendencyjne pytanie: – „Czy podziela Pan diagnozę, że źródłem agresji wobec kobiet i dzieci są nierówności płci i role kulturowe narzucone przez tradycję, a więc także Kościół katolicki?”, odpowiada, że nie zgadza się z taką opinią. Typowa odpowiedź kołtuna wybierającego Barabasza, który w podobnej sytuacji stawał przeciw prawom kobiet.

Dzisiaj Barabasz Morawiecki staje przeciw wiedzy o społecznych rolach człowieka, przeciw gender. Morawiecki dzieli się takimi „złotymi myślami”: – „Nie można na krzywdę najsłabszych, bezbronnych patrzeć przez ideologiczne okulary, ale też nie można zamykać na nią oczu”. Takie sfomułowanie może powstać tylko w płaskim umyśle, bo żadna krzywda nie jest ideologiczna. To krzywdzący zasłania się ideologią.

Mogę wobec tego tylko stwierdzić, iż Marek Suski ma godnego siebie szefa. W PiS obowiązuje strawestowane przeze mnie prawo Kopernika-Greshama: zła osobowość wypycha lepszą. Przy czym „lepsza” wcale nie znaczy dobra, tylko zła jest jeszcze gorsza od poprzedniej. Do jakiego tombaku osobowościowego zmierza PiS ze swoimi politykami?

Trzeba PiS ośmieszać i pokazywać ucho od śledzia

Nominat Mariusza Błaszczaka pokazał swemu dobroczyńcy ucho od śledzia. Nietrzeźwy komendant wrocławskiej policji miejskiej, tylko w skarpetkach, zakrwawiony, skończył rajzę pod Lidlem, gdzie został znaleziony. Może byśmy o tym się nie dowiedzieli, gdyby nie SOK-iści, którzy kolesia znaleźli i przewieźli na detoks.

Komendant został wysłany na wrocławską placówkę po tym, jak Igor Stachowiak został tam zamordowany paralizatorem. Błaszczak orzekł, iż podinsp. Zbigniew Raczak „sprzeniewierzył się zasadom etycznym”. Od kiedy to zasady etyczne bądź ich brak są sprzedawane jako alkohol? No, ale takich mamy znawców języka, jak Błaszczak.

Zakład Historii Sztuki Uniwersytetu Śląskiego odkrył, dlaczego telenowela historyczna „Saga z plastiku i paździerza” – dla niepoznaki zwana „Korona królów” – jest tak żałosnej jakości. Oczywiście, to wina Platformy Obywatelskiej i Tuska. Tak! Jurajski zamek w Bobolicach imituje Wawel, został odbudowany i oddany do użytku przez właściciela i senatora PO Jarosława Laseckiego w 2011 roku.

Ale to nie wszystko. Jakiś czas temu owymi zamkami w systemie tzw. Orlich Gniazd położonych w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zainteresował się prezes Jarosław Kaczyński, który zapowiedział odbudowę innych zamków w ruinie. Służyły one do ochrony granicy Polski ze Śląskiem. Czyżby i tę Kaczyński zamierzał odtworzyć, bo Ślązacy to „opcja niemiecka”?

Posłowie PO przypomnieli, iż przed świętami 21 grudnia o godzinie 6.05 sekretarza generalnego ich partii Stanisława Gawłowskiego naszło w mieszkaniu CBA. Huku medialnego było co niemiara, bo miało to przykryć uruchomienie przez Komisję Europejską opcji atomowej artykułu 7 Traktatu UE.

Gawłowski jakoby miał przyjąć łapówkę w postaci luksusowego zegarka. Nie mógł tego jednak zrobić w przypisywanym terminie, bo ten zegarek miał na ręce kilka lat wcześniej, co udowodnił „Newsweek”. Święta minęły, Nowy Rok też – i nic. Zdarzenie pokazuje metodę, jaką zastosuje PiS w trakcie kampanii samorządowej. Czy za tym smrodem stał Joachim Brudziński, który nigdy nie poprowadził PiS do zwycięstwa w wyborach na terenie Pomorza Zachodniego?

W Nowym Roku obudził się Andrzej Duda i pozazdrościł zwycięstw Kamilowi Stochowi w Turnieju Czterech Skoczni. Duda przeciął wstęgę podczas symbolicznego otwarcia kolejki kanapowej w Szczyrku, a w tym samym czasie Stoch odniósł trzeci triumf w Innsbrucku. Różnica między Andrzejem a Kamilem jest taka, że za Dudę się wstydzimy, a Kamilem chwalimy, bo jest najlepszy.

I tak trzeba podchodzić do PiS, jak Stoch do Dudy, jak Raczak do Błaszczaka, jak Henryk Kwinto do Kramera – ośmieszać i pokazywać im ucho od śledzia, a kiedyś skończy się filmowo, gdy my złapiemy się za ucho, a ich pod eskortą odprowadzą do kicia.

Czarno widzę przyszłość Polski

Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

Rok 2018 przyniesie kluczowe dla społeczeństwa polskiego dwie odpowiedzi. Czy utrzymany zostanie poziom poparcia dla projektu europejskiego – Unii Europejskiej? I czy będziemy mieli wolne wybory, które na każdym poziomie kontrolowane będą przez PiS?

Mateusz Morawiecki w noworocznym wywiadzie dla TVP Info zarysował strategię negocjacyjną z Komisją Europejską. Jest ona tak ustawiona, iż władze unijne są traktowane jako wróg. To sporo mówi, dokąd zmierza partia rządząca, a konkretnie Jarosław Kaczyński.

Fundusze strukturalne, które niektóre państwa unijne chcą Polsce odebrać z powodu zarzutów o brak praworządności, Morawiecki tę sprawę nazwał „szantażem międzynarodowym”. Ależ szantaż jest zabiegiem przestępczym, o który trudno posądzić Unię Europejską, bo ta nie sprzeniewierza się standardom demokratycznym. To Polska przyjęła na siebie zobowiązania, gdy wstępowała do wspólnoty – UE jest przede wszystkim konkretną wartością cywilizacyjną świata zachodniego.

Domaganie się przestrzegania zasad demokratycznych państwa prawa nie jest żadnym szantażem. Komisja Europejska wobec takiego czarnego charakteru uruchomiła narzędzia, jakie posiada. I tak się stało z artykułem 7 Traktatu UE.

Czy Morawiecki ma szanse coś osiągnąć jako strona negocjacyjna wobec UE? Retorykę Morawieckiego można oceniać podobnie, jak negocjacje w sprawie kontraktu na zakup Caracali. Wcześniej zadecydowano w PiS, że do kontraktu nie dojdzie, a negocjacje trwały tylko dlatego, żeby udawać.

Morawiecki potwierdza, że PiS nie ustąpi w kwestii ustaw sądowniczych, bo „mamy prawo wymiar sprawiedliwości naprawiać”. A że sądy już zostały naprawione, ustawy podpisane przez Andrzeja Dudę, więc Unia – wg Morawieckiego – ma przyjąć do wiadomości, że niezależne sądownictwo w Polsce będzie partyjne. Ciekawe rozumienie trójpodziału władzy.

Morawiecki przy tym powołał się na sądownictwo w innych krajach, w tym na niemiecki odpowiednik KRS. Co jest o tyle prawdziwe, że politycy niemieccy decydują o nadaniach dla sędziów, ale trudno Niemcom zarzucić sprzeniewierzenie się standardom demokratycznym i przede wszystkim istnieje tam konsensus partyjny.

Morawiecki ponadto ucieka się do porównań historycznych, odwołując się do naprawy wymiaru sprawiedliwości po okresie Vichy we Francji i dyktaturze Franco w Hiszpanii. To porównanie jest szyte grubą nicią, bo PRL został zmieciony 28 lat temu, zaś struktury sądownictwa naprawiono w pierwszych latach III RP wg projektów „Solidarności” z lat 1980-81.

Przede wszystkim nie jest żadną przesadą, iż „reforma sądownictwa” wg PiS jest powrotem do PRL, w którym wymiar sprawiedliwości był usłużny wobec partii i I sekretarza PZPR.

Morawiecki na razie nie stosuje tak twardej retoryki, jak jego poprzedniczka Beata Szydło. Po pierwsze dlatego, że PiS okres rewolucyjny ma za sobą, teraz jest wdrażanie „reformy”. Po wtóre – może najważniejsze – poparcie dla Unii Europejskiej jest w kraju wysokie, będzie propagandowo obniżane. Podobny „problem” do rozwiązania mieli Brytyjczycy, osiągnęli „sukces” w postaci Brexitu. Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

A co do wolnych wyborów. Nie po to niekonstytucyjnie reformują Polskę mianowańcy Kaczyńskiego, aby po przegranych wyborach stawać przed Trybunałem Stanu. Czarno widzę przyszłość naszego kraju.

NAJWAŻNIEJSZA WIADOMOŚĆ DNIA !!! Plan PiS został przejrzany. Giertych odkrywa podstępną tajemnicę. Przeczytaj koniecznie!

Szemrana demokracja po upadku komunizmu tydzień temu

PiS sytuacją w kraju przestało się przejmować. Prawo mają pod butem, za jego pomocą podporządkowane zostaną media i opozycja. Działania przeciw niezależnym instytucjom w kraju i społeczeństwu obywatelskiemu będą miały charakter hybrydowy.

Na jednych nałożą kary odstraszające, jak na TVN, będą skłócać, kompromitować, ale przede wszystkim niszczyć życie społeczne, kulturalne. Będziemy zmniejszani w imię wielkomocarstwowości. Tolerancja i wolności zastąpione zostaną ksenofobią, polactwem, naszością. Normalność zastąpiona zostanie nierzeczywistością, elity wymienione na „naszych” pisowskich.

Czekam aż zostanie ogłoszona jakaś forma realizmu IV RP, choć w zasadzie można uznać, iż Żdanow Błaszczak ogłosił pisrealizm „upadkiem komuny tydzień temu”. Jego zastępca – ten od confetti – Jarosław Zieliński przymierza się do funkcji teoretyka nowego okresu w dziejach Polski, bo dialektycznie podparł prometeizm zwierzchnika, stwierdzając: – „Pani Joanna Szczepkowska w 1989 roku przedwcześnie ogłosiła koniec komunizmu w Polsce”. A że Zieliński nie potrafi sklecić sensownego zdania, to tym lepiej dla niego, bo w PiS obowiązuje złodziejska zasada („łapać złodzieja”). Szczepkowskiej – wybitnej aktorce – ten szatniarz w teatrze PiS („a co mi zrobicie?”) zarzucił: – „Od przedstawicielki „elity” oczekiwalibyśmy kultury i wysokich standardów, a nie mowy nienawiści. Wielki niesmak”.

Przyzwyczajajmy się do tego, że nie będzie kultury, a bedzie piskultura, że nie będzie miejsca dla pisarzy, a dla jakichś Wildsteinów, nie będzie poetów, malarzy, filmowców, dziennikarzy, tylko Ziemcowie i jemu podobni.

Demokracje też będziemy mieli ludową, fasadową, nazywam ją szemraną. „Szuru-buru, mówi pisowski guru” – rozlegnie się z Nowogrodzkiej. Właśnie tak nas chcą przestawiać za granicą, do tego został powołany Mateusz Morawiecki, tym zajmować się będzie nowy szef dyplomacji. Kto nim zostanie? Może Jarosław Gowin, który był już nawet zapowiedziany ministrem obrony. Gowin w każdym razie dzieli się swoją wizją Polski w obcych oczach: – „Widzę konieczność innego rozłożenia akcentów w naszej polityce zagranicznej. Przydałoby się mniej sporów, więcej cierpliwego tłumaczenia naszych racji”.

Nie chcę analizować zawartości logicznej dialektyki Gowina, bo jest to zajęcie żenujące. Ale trop jest oczywisty. Polska będzie budowana na nowo, bo „tydzień temu upadł komunizm”. Więc nie śmiejmy się z Błaszczaka, przekazał światłą myśl z Nowogrodzkiej.

Kolejny Żdanow pisrealizmu Adam Bielan wmawia Brukseli, iż artykuł 7 Traktatu Unii Europejskiej jest„poszerzeniem kompetencji metodą faktów dokonanych”. To kolejny dialektyczny zabieg: „jeżeli chcecie z nami rozmawiać, ustąpcie, zrezygnujcie z artykułu 7”. Z tak stwarzaną nierzeczywistością pisowską będziemy mieli do czynienia. Kolejny Żdanow od pisrealizmu – wiceszef MSZ Konrad Szymański określa metodę swojej partii – nie wierzy w „szczere intencje Komisji Europejskiej”.

Sytuacja w kraju jest jako tako opanowana, teraz PiS przedstawi Polskę na zewnątrz jako kraj, w którym tydzień temu upadł komunizm i oto jest zaprowadzany nowy porządek – pisrealizm i demokracja szemrana.

Z powyższego można wysnuć porównanie, iż historycznie znaleźliśmy się w roku 1981. Należy zastanawiać się, jakie błędy wówczas popełniła „Solidarność”, jak należało przygotować się do stanu wojennego i jakiej oczekujemy pomocy w walce z najeźdźcą wewnętrznym, bo PiS upodobnił się aż nadto do PZPR.

PiS w kampanii obiecywało, że zlikwiduje kolejki do lekarzy. No to mamy sukces rządu. Minister Radziwiłł doprowadził do takiej zapaści w służbie zdrowia, że już nawet kolejek nie ma, bo przez PiS nie ma komu przyjmować pacjentów.

MORAWIECCY – OJCIEC I SYN BĘDĄ PRZERABIAĆ

Kornel Morawiecki był zwykle folklorem ze swoją „Solidarnością Walczącą”. Raptus, którego emocje kroczyły przed rozumem, a to dlatego, że nie miał tego ostatniego za wiele. Skazał się na margines. Ta atrofia racjonalizmu dotyka specyficznych ludzi, mających wykształcenie, ale nie wiedzę.

Morawiecki nawet próbował swoje myśli zaklinać w słowa, ale wychodziła mu tylko grafomania. Wytrzymał jednak wystarczająco długo i załapał się do ugrupowania antysystemowego piosenkarza Pawła Kukiza, który ma podobne braki osobowościowe. Czasami w polityce otwiera się okienko transferowe dla takich ludzi i załapują się do mainstreamu – antysystemowi Morawieccy, odpowiednicy głośnej włoskiej gwiazdy Ciccioliny, która uszcześliwiła Parlamento Italiano, ale nie tradycje polityczne rodaków Macciavellego.

Ba! Dopuszczam, aby wszelakie Ciccioliny uszcześliwialy nasze liberalne demokracje, bo są sola wolności. Niestety w Polsce te Ciccioliny nadają ton debacie publicznej. Niektóre z przyjemnością się ogląda, zawsze źle się je słucha. Rozum nie jest tym organem, który zadecydował o ich awansie do mainstreamu.

Kukiz jak wcześniej Tymiński i Lepper wypadną z polityki, bo nasz stosunek do folkloru ulega estetycznemu i rozumowemu wyczerpaniu. Skupiam się trochę zanadto na tym marginesie, lecz w Polsce niebywale się on rozrósł i zaatakował demokrację.

Starszy Morawiecki jest specyficzną metaforą tego, co dzieje obecnie w kraju „wyczynia” się. A poza tym jest oryginałem w stosunku do Mateusza, kopii, o której niewiele wiemy, nie dał się poznać, co jest bardzo dziwne, bo dwa lata był wicepremierem, a pod pewnego czasu jest szefem rządu.

A  jeżeli ktoś nie daje się poznać, będąc najważniejszą nominalnie osobą w państwie, mam prawo mniemać, że niczego głębszego w nim do poznania nie ma. Mogę się mylić, lecz ucho i rozum mam wyczulone na orginalności i głębokości. Twierdzę, że wykształcenie rzeczywiste – humanistyczne – Morawieckiego zatrzymało sie na „Winnetou”, do którego się przyznał, a dalej nie ruszył z reklamowaniem siebie, bo nie miał i nie ma czym się pochwalić.

Mylę się? Chciałbym. Dlatego syna zapośredniczam poprzez ojca – w myśl idiomu: jaki ojciec, taki syn. A to nie wróży nam – Polsce –  za dobrze. Słyszeliśmy już zresztą od obydwu Cicciolin Morawieckich, że naród jest ponad prawem (wykładnia faszyzmu), słyszeliśmy też, że faszyzm był ustrojem szytym wg litery prawa (w terj historiozofii Mateusz Morawiecki jest rzeczywistą Cicciloną intelektu), a teraz słyszę, ze ojciec premiera rządu polskiego chce przerabiać uchodźców na Polaków. Poważnie! Oto passus z wywiadu Morawieckiego (ojca) dla „Rzeczpospolitej”: >>Podjąć działania, które „ich” (uchodźców – przyp. mój) przerobią na „nas”<<.

Nie wiem, czym jest dla Morawieckiego człowiek, ale w tym  wypadku to nie podmiot, ale rzecz, jakaś konserwa, którą bedzie przerabiać „na nas”, na Polaków. Zatem i Polak jest dla Morawieckiego konserwa, bo mozna przerobić kogoś na Polaka. Chciałoby się zapytać: jak taki Polak „przerobiony” smakuje? Bo dla mnie Polak smakuje, jak Mickiewicz, Gombrowicz, Kościuszko, Wałęsa, a nie jak grafoman Morawiecki. Z tej konserwy Morawieckiego czuć na odleglość truciznę: jad kiełbasiany. Zresztą od jadu takiego zmarł Mickiewicz.

Cicciolina raczej do swojej kariery politycznej nie używała organu głowy, ale zupełnie inny. Jakiego organu używa Morawiecki (ojciec i syn), bo rozumu u obydwu brakuje. Uwzględniam, że wiedza na poziomie lektury „Winnetou” jest niewystarczająca.

Takie Ciccioliny są obecne w debacie publicznej: Morawieccy – ojciec i syn. Ale Polska to nie zamtuz, w którym najlepsze Ciccioliny mogą zadowolić zmysły, ale nie umysły. Co więc nas czeka w kraju tak zdegradowanym z umysłu?

COŚCIE ZROBILI Z TYM RADIEM, ŁOBUZY?

Degrengolada państwa zarządzanego ubeckimi metodami

Jak na dłoni widać, iż Polska jest zarządzana przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie.

Kabaret „Ucho prezesa” na początku oddawał istotę groteski obecnie sprawujących władzę. Śmieszył mnie, acz uważałem, że tego rodzaju zabieg narracyjny raczej służy ośmieszanym, jest zrozumieniem ich śmieszności, w ten sposób usprawiedliwia. A taka narracja to zrozumieć, czyli wybaczyć.

Więc śmiech stawał się zrozumieniem, wybaczeniem. Zaś rząd PiS potrzebuje solidnego linczu publicystycznego, groteski owszem, ale nie kabaretowej, bo to opowieść kategorii be, ce, narracja podrzędna, a nie groteska literacka typu fredrowego, mrożkowego, brechtowego.

Pokraka ma być pokraką, ma być obnażony, a nie śmiechem usprawiedliwiony. Nie łudźmy się, że rząd Morawieckiego będzie mniej groteskowy od Beaty Szydło, bo ten pierwszy był prezesem banku. Morawiecki wszedł w buty groteski i będzie inaczej pokraczny, ale z czasem stanie się identyczny.

Dziennikarka Onetu Edyta Żemła opisuje sytuacje, jakie odbywały się w jednej godzinie w Pałacu Prezydenckim, gdy odwoływano Szydło i powoływano Morawieckiego. 8 grudnia 2017 roku mieliśmy do czynienia z esencją groteski, bardzo pisowskiej.

Oto godzinę przed uroczystością zjawia się w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego kurier z Ministerstwa Obrony Narodowego, czyli od Antoniego Macierewicza, z wiadomością w kopercie, iż głównemu doradcy wojskowemu Andrzeja Dudy gen. Jarosławowi Kraszewskiemu został odebrany certyfikat bezpieczeństwa, który upoważnia do dostępu do tajemnic krajowych, NATO i unijnych.

Niemal w tym samym momencie dowiaduje się o tym Duda, ale nie z koperty MON, ale z TVN24. Czyli podobny kurier, jak do BBN, dotarł do najważniejszej telewizji informacyjnej (tym drugim „kurierem” mógł być telefon z MON).

Duda jest zaniepokojony, bo to jawny nacisk, iż Duda może dogadać się z nowym premierem, że Macierewicz nie zostanie ministrem obrony. Duda więc dzwoni do gen. Kraszewskiego, aby dowiedzieć się, czym Macierewicz uzasadnia odebranie certyfikatu. I jak to w grotesce, Duda uzyskuje odpowiedź, że nie ma żadnego uzasadnienia. Czyli Macierewicz zastosował typowy szantaż, wziął za zakładnika doradcę Dudy, aby utrzymać się na stanowisku. Tak jest zarządzana Polska, tak wygląda bezpieczeństwo państwa.

Gen. Kraszewski podpadł Macierewiczowi tym, że krytycznie wyrażał się o Wojskach Obrony Terytorialnej, które bez żadnego wnikliwego oglądu prezentują się, jak wojska szwejkowate. Dalszy ciąg tej groteski to zapytanie gen. Kraszewskiego, czy był inwigilowany przez służby podległe Macierewiczowi, a więc premierowi, a jeszcze dalej idąc podległe zwierzchnikowi Wojska Polskiego, czyli Dudzie.

A zatem mamy do czynienia z piramidalną groteską. Były szef MON Tomasz Siemoniak nazywa to degrengoladą państwa. Są to – jak wymknęło się onegdaj Dudzie – ubeckie metody Macierewicza. Jak na dłoni widać, iż Polska właśnie tak jest zarządzana. Przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie – ubeckimi metodami. A to nie jest śmieszne. To nie jest kabaret, to degrengolada.

Prof. UJ, dr hab. Włodzimierz Wróbel do studentów prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Śmieszne? Nie. Tragiczne!!! dokładnie 10 lat temu znieśliśmy granice między nami a Europą.

Daniel Passent pisze o podpisaniu ustaw sądowniczych przez Dudę.

„Prezydent Andrzej Duda postąpił lękliwie” – tak Daniel Passent ocenia decyzję o podpisaniu ustaw o SN i KRS. Prezydent ogłosił swoją decyzję zaledwie kilka godzin po decyzji KE, ws. uruchomienia wobec polskich władz art. 7.

Zdaniem Daniela Passenta, Andrzej Duda postąpił „lękliwie”. Choć przecież w lipcu, wetując pierwszą nowelizację przepisów o SN i KRS, pokazał, że potrafi postępować odważnie. I wbrew oczekiwaniom PiS.

W oczach Prawa i Sprawiedliwości teraz naprawił swój błąd. Według mnie popełnił życiowy błąd. Bo w życiu człowieka jest tak, że nieraz jeden uczynek lub jego zaniechanie stygmatyzuje go nieodwracalnie.Sytuacja wewnętrzna i międzynarodowa Polski wyraźnie się dziś pogorszyła. Odrabianie szkód potrwa latami. Jedyna pociecha: nie trzeba ustalać sprawców” – ocenił na blogu publicysta „Polityki” i gospodarz audycji „Salon – Goście Passenta” w Radiu TOK FM.

Waldemar Mystkowski pisze o „mecenacie” Rydzyka.

Mecenas Rydzyk i jego dzieło sykstyńskie

Ojciec dyrektor przymierza się do sprowadzenia budzącej wielkie kontrowersje rzeźby „Rzeź Wołyńska”.

Ojciec Tadeusz Rydzyk kroczy drogą wielkich mecenasów sztuki, jaką jego klasa polityczna wydała. Papież Juliusz II zamówił u Michała Anioła malunek na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej i powstało arcydzieło, które cieszy oczy i dusze wiernych, niewiernych, a nawet ateistów.

Choć zaraz po pontyfikacie Juliusza II wykluła się w łonie Kościoła katolickiego reformacja, a Marcin Luter oparł swoje tezy na obnażeniu symonii (przekupstwie) kleru, to jednak katolicy tego nie chcą pamiętać, lecz dzieło Michała Anioła owszem. Jeżeli nie wiedzą, dzięki komu kardynałowie wpatrują się w sklepienie podczas konklawe, aby Najwyższy zesłał im natchnienie do właściwego wyboru następcy Piotra, to znają poszczególne sceny fresku, jak choćby ten, gdy stworzony przez Boga Adam wymyka mu się z rąk i staje wolnym człowiekiem.

Poprzednikom Rydzyka było łatwiej. Obowiązywała na bożym katolickim świecie dziesięcina, więc mogli uszczęśliwiać ludzkość zamawianiem arcydzieł u artystów. I szczodrze płacili. Ojciec dyrektor co prawda pobiera od rządu PiS dotacje, ale nie można ich nazwać dziesięciną, a jakąś tysięciną, czy też jeszcze mniejszym ułamkiem budżetu. Co to za dziesięcina, która w tej chwili wynosi 85,5 mln zł (wg licznika dlugwdziecznosci.pl, który zainstalował szef klubu PO Sławomir Neumann). Te miliony to tyle, co kot napłakał, to kropla w morzu potrzeb Rydzyka.

Nie znamy wielkości dziesięciny, która spływa na konto Rydzyka, a którego numer zwykle podaje, gdy występuje w swoich mediach. Czy to jest symonia, czy też nie, nie mnie decydować, acz pojawiają się Lutrowie, jak ks. Lemański, czy też ks. Boniecki – są jednak skutecznie uciszani przez zwierzchność.

Jaka więc dziesięcina, tacy Michałowie Aniołowie, takie arcydzieła sykstyńskie. Nie są zamawiane, a są po prostu sprowadzane, bo ktoś ich nie chce, bo budzą kontrowersje. Ojciec dyrektor przymierza się do sprowadzenia rzeźby „Rzeź Wołyńska”, która miałaby stanąć w jego „Parku Pamięci Narodowej”.

Michał Anioł nazywa się Andrzej Pityński i został już opłacony przez Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Tadeusz Rydzyk więc byłby mecenasem za friko, czyli inni zapłacili, on bierze. Rzeźba to istny mega monument. Ma kształt 14-metrowego orła z wyciętym krzyżem, „w którym znajduje się nabite na trójząb dziecko” – opisują na portalu Onet. W monument wkomponowana jest także rodzina w płomieniach – ojciec, matka i trójka dzieci.

Nawet prawicowy publicysta ze „strefy wolnego słowa” Wojciech Mucha oburza się na „arcydzieło”, pisze: – „Nekropornograficzny pomnik Ofiar ludobójstwa wołyńskiego to obraza dla Ofiar, pamięci i estetyki. To dowód na to, że część polskiej prawicy jest upośledzona intelektualnie i nieodwracalnie zaczadzona”.

Ależ ta recenzja nie odbiega zanadto od emocji mecenasa Rydzyka na żołdzie, pardon: na dziesięcinie płaconej przez władze PiS. Wszak jego ulubionym słowem określającym inaczej myślących jest: lewactwo. Monument nienawiści do narodu ukraińskiego wpisywałby się w emploi ojca duchowego PiS, guru Mateusza Morawieckiego, który u niego sformułował swój cel polityczny: rechrystianizacja Europy.

PRAWDA, ŻE WAŻNIEJSZE SĄ ŚWIĘTA? Miał rację Kaczyński, co tam Unia…

PiS zlekceważył UE. Zniszczył trójpodział władzy. Po raz pierwszy w historii UE uruchomiła procedurę art. 7, która kończy się sankcjami dla kraju łamiącego demokrację. Zasady, które zostały jasno określone i podpisane przez wszystkie kraje Unii. TO DZIEŃ WSTYDU PRZED CAŁĄ EUROPĄ!

POLACY WAM TEGO NIE ZAPOMNĄ

„Strażnik Konstytucji RP nie zawiódł… Prezesa”

Decyzja Andrzeja Dudy o podpisaniu ustaw o SN i KRS wywołała lawinę komentarzy w mediach społecznościowych. Dziennikarze oczywiście też się do niej odnoszą.

Dominika Długosz z Polsatu przypomina: – „O niekonstytucyjności przyjętych rozwiązań mówili kolejno: wiceminister sprawiedliwości, Biuro Legislacyjne Sejmu, posłowie Prawa i Sprawiedliwości, Biuro Legislacyjne Senatu. Dla pamięci”. Dodała, że wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł mówił, że ustawy są w 80 proc. zbudowane na zawetowanych w lipcu przez Dudę rozwiązaniach. A dzisiaj – przypomnijmy – prezydent twierdzi, że są w nich „istotne różnice”.

Duda powoływał się także na przykład USA, gdzie sędziów wybiera prezydent. Różnice między Polską a Stanami Zjednoczonymi wypunktował Bartosz Węglarczyk, długoletni korespondent polskich mediów właśnie w USA. – „System amerykański powoduje, że sędziowie SN USA myślą tylko o tym, jak będzie ich postrzegać historia. System, który właśnie zatwierdził PAD spowoduje, że sędziowie SN w Polsce będą myśleć tylko o tym, jak postrzega ich partia rządząca” – napisał Węglarczyk.

Na zbieżność w podjęciu przez Dudę decyzji o podpisaniu ustaw o SN i KRS z wdrożeniem procedury KE przeciw Polsce zwróciła uwagę Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN. – „Akurat dziś ten podpis? To jakaś demonstracja wobec Unii? Źle się to skończy” – stwierdziła. – „Ogłoszenie decyzji o podpisaniu tych nieszczęsnych ustaw w dniu, kiedy KE uruchomiła art. 7 to w języku dyplomacji soczyste „fuck you”. Do takiego wistu trzeba mieć albo bardzo mocne karty, albo zero oleju we łbie” – skomentował z kolei Dariusz Ćwiklak z „Newsweeka”.

– „Decyzja Andrzeja Dudy, by akurat dziś ogłosić decyzję o podpisaniu ustaw sądowych to znak, ze PiS będzie grać z UE na ostro. Za decyzją stoją ci sami geniusze, którzy forsowali Jacka Saryusz-Wolskiego na przewodniczącego Rady Europejskiej. Można śmiało założyć, że skończy się tak samo”– napisał Bartosz Wieliński z „Gazety Wyborczej”.

Celnie podsumował dzisiejszą decyzję Dudy Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”: – „PAD podpisał ustawy o SN i KRS. Jest trójpak, po podpisanej wcześniej ustawie o sądach powszechnych. Strażnik Konstytucji RP nie zawiódł… Prezesa”.

Europa będzie bronić Polski przed państwem PiS. WINNYCH WSZYSCY ZNAMY.

Waldemar Mystkowski pisze o uruchomieniu artykułu 7 Traktatu Unii Europejskiej wobec Polski.

Czy rząd PiS pozostawi Polskę w oślej ławce UE?

Półtora roku Komisja Europejska (KE) potrzebowała, aby przejąć zdecydowaną inicjatywę w sprawie zapobieżenia destrukcyjnych działań rządu PiS dla demokracji w Polsce i reguł państwa prawa.
Uruchomiony został 7 artykuł Traktatu o Unii Europejskiej (TUE), jednocześnie wydano czwartą rekomendację dla Warszawy, to znaczy stwierdzono, iż istnieje poważne ryzyko naruszenia praworządności w Polsce. Skierowano też pozew do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) dotyczący naruszenia prawa wspólnotowego.

Jak należy czytać decyzję Komisji Europejskiej? Władze PiS dostały 3 miesiące na dostosowanie się do 4 rekomendacji KE w sprawie Trybunału Konstytucyjnego i zasad praworządności. Jeżeli państwo polskie – pod władzą PiS z którejś rekomendacji skorzysta – w tym aspekcie zaprzestane zostanie działanie artykułu 7 TUE.

Pozew do Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczy procedur sprawdzenia, osądzenia i ukarania Polski rządzonej przez PiS. Procedury mają określać karanie za łamanie zasad dotyczących gwarancji niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Czyli wyrok zostanie wydany na dwie ustawy sądownicze – o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa – które Duda zdecydował się podpisać teraz, ale także na tę trzecią ustawę sądową podpisaną w lipcu. Ta już działa i Zbigniew Ziobro zwalnia prezesów sądów i zastępuje ich swoimi uległymi nominatami.

Komisja Europejska prześle do Rady Europejskiej (której posiedzeniom przewodniczy Donald Tusk) listę spraw, które destruuja praworządność w Polsce i za które Polska (pod rządem PiS) może być ukarana, a nawet ostatecznie nałożone sankcje.

Przy czym kara jest rozumiana jako odsunięcie od podejmowania decyzji w Radzie Europejskiej, odebranie głosu, a także nałożenie kar pieniężnych, jak to miało miejsce w przypadku Puszczy Białowieskiej. Do tego potrzebna jest zgoda 4/5 głosów, czyli 22 krajów.

Zaś sankcjami mogłoby być pozbawienie Polski dostępu do kasy Wspólnoty, a także odebranie innych przywilejów, włącznie z personalnymi. O tym na razie nie ma mowy.

Na tę poprawę rząd PiS otrzyma 3 miesiące. Czy z tego skorzysta? I tak zostaliśmy posadzeni do oślej ławki, nikt z nami nie chce zawierać żadnych sojuszy wewnątrzunijnych w celu osiągniecia konkretnych korzyści. Zostaliśmy chorym człowiekiem Europy. Podniesienie się z tego upadku potrwa dużo dłużej niż dotychczasowy upadek.

Między innymi z powodu powyższej wiedzy, która została udostępniona dzisiaj szerokiej publiczności w Polsce, czmychnął z ostatniego szczytu Mateusz Morawiecki. I to on będzie oficjalnym głównym negocjatorem z władzami unijnymi.

Oczywiście, Morawiecki to tylko usta prezesa, gdyż Kaczyński w tej chwili ustanawia nam Polskę. Albo pozostaniemy w Unii Europejskiej i dostosujemy się do standardów demokratycznych, zachodnich, albo po cichu będziemy z niej wyprowadzani. Wiele symptomów wskazuje na to, że Polska pisowska salwuje się z Zachodu na Wschód. Uciekając gubi demokrację, społeczeństwo obywatelskie, niezależność sądów.

ABSOLUTNIE WSZYSCY SKŁADAMY PANI NAJWSPANIALSZE ŻYCZENIA !!!!! I niech Pani będzie z nami zawsze. Wszystkiego Najlepszego!! 🍾🥂🎂💐💯

Prawnicy z UJ apelują do Dudy o niepodpisywanie ustaw o SN i KRS

„Wzywamy Pana Prezydenta Rzeczypospolitej, członka wspólnoty akademickiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, aby nie dopuścił do wejścia w życie uchwalonych ustaw. Wzywamy Pana Prezydenta, aby w tej trudnej chwili wypełnił swoją powinność strażnika Konstytucji i dotrzymał złożonej Narodowi przysięgi prezydenckiej” – czytamy w przyjętej dziś przez Radę Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego uchwale.

To jeden z wielu apeli środowisk prawniczych i organizacji pozarządowych do Andrzeja Dudy w sprawie ustaw o SN i KRS. Trzeba zaznaczyć, że ta uchwała została przyjęta przez macierzystą uczelnię prezydenta. Duda ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1996 r., a później kontynuował tam pracę naukową.

W uchwale czytamy ponadto: – „Nieuzasadnione niczym usunięcie części sędziów Sądu Najwyższego przez obniżenie ich wieku emerytalnego, wprowadzenie nadzwyczajnego środka zaskarżenia  prawomocnych orzeczeń, który ma być rozpatrywany z udziałem ławników obsadzanych w procedurze politycznej, reforma postępowań dyscyplinarnych, która stwarza możliwości nacisku na sędziów, poddanie Krajowej Rady Sądownictwa bezpośredniemu wpływowi polityków, nie są sposobami naprawienia sądownictwa, natomiast niszczą największe jego wartości, jakimi są niezależność sądów i sędziowska niezawisłość. Rozwiązania te są sprzeczne z obowiązującą Konstytucją RP”.

Za przyjęciem uchwały głosowało 67 członków Rady, przeciwko było 6, a 8 wstrzymało się od głosu.

Czy od dziś rekonstrukcja oznacza wzrost zatrudnienia ministrów? WYGLĄDA NA TO, ŻE MORAWIECKI PRZEBIJE SZYDŁO W ILOŚCI PISIEWICZÓW.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Morawiecki robi z Polski grajdół

Radosław Sikorski nazywając Beatę Szydło i Jarosława Kaczyńskiego wrednymi – odpowiednio: babsztylem i dziadygą – nie wpisuje się w wysoką kulturę debaty. Dawno jej niestety nie mamy. I nie dlatego, że prezes PiS jest specjalistą od kanalii, mord zdradzieckich, gorszego sortu (katalog inwektyw wielce imponujący), lecz dlatego, że media misyjne (TVP i radio publiczne) zostały szczujnią, w których dziennikarze szczekają na tych, którzy nie zgadzają się na demolowanie państwa i demokracji.

W Polsce nie mamy rozmowy, nie mamy debaty, a jedynie sianie nienawiści, wrogości w przestrzeniach, które były wcześniej wspólne, lecz obecnie są zawłaszczone, skradzione. Zwycięska partia skradła społeczeństwu jego media. Zwycięska partia skradła język polski, bezczeszcząc go, na każdym rogu zdania i akapitu wystawiając na pośmiewisko. Stało to, co w pierwszym rzędzie czynią totalitaryzmy, przywłaszczając język poprzez jego intensywne zwyrodnienie, skarlenie.

Sikorski w rozmowie Konradem Piaseckim w Radiu Zet powiedział o wiele ważniejsze komunikaty niż w forma odwróconych inwektyw Kaczyńskiego, mianowicie: – „Wiedzą, że PiS wygrało fuksem. 38% normalnie nie daje samodzielnej większości”. Ta mniejszość pisowska urządza się na wspólnym, jest to szabrowanie naszego. A złodziej, który wie, że jest złodziejem, nie dopuści, aby być sądzonym za swojej czyny.

Stawiam tezę, że nie oddadzą dobrowolnie władzy – po żadnych wyborach. Dlatego mamy takiego kulawego poloneza wokół ordynacji wyborczej. Unia Europejska nie będzie w tej sprawie niema, zajmie głos. Sikorski: – „Może się to skończyć Polexitem. Na pewno wypychaniem nas do przedsionka”.

Dla partyjnych interesów, ale przede wszystkim, aby chronić własną skórę, wyprowadzą nas z Unii Europejskiej. Mateusz Morawiecki po swojej ucieczce ze szczytu unijnego powiedział, że „w Europie nie jesteśmy żadnymi petentami”. Co to znaczy? Że nie będzie rozmawiał z innymi przywódcami europejskimi?

Morawiecki jest króciutko premierem, a już dał się poznać z bardzo kiepskiej strony. Odebranie niezależności sądownictwu polskiemu uzasadnia tym, że nie zostało ono zreformowane po 1989 roku. Ależ właśnie jako jedno z pierwszych zostało zreformowane, o czym ciągle mówią takie autorytety jak prof. Adam Strzembosz czy promotor Andrzeja Dudy prof. Jan Zimmermann. I zostało takie sądownictwo wpisane do Konstytucji.

Raczej nas nie obchodzi, kto jest prezesem banku. Przykład Morawieckiego pokazuje, że zostać może ktoś tak marny intelektualnie i charakterologicznie. Prezes banku to nie intelektualista. Przykład Morawieckiego pokazuje wyalienowanie banksterskich elit. Ten beneficjant III RP wysoko opłacany, bogaty nuworysz, spełnia się obecnie politycznie za wszelką cenę.

Powie każda bzdurę, brednię, aby zadowolić swego promotora politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Na samym początku swego urzędowania jako premier Morawiecki wmawia publice, że białe nie jest białe. Wcale nie przeszkadzałoby mi, gdyby z ojcem swym Kornelem podyskutował o wyższości woli suwerena nad prawem. Niech sobie bredzą, lecz te rodzinne rozhowory Morawieckich stają się wykładnią polityczną w Polsce (wykładnią bezprawia).

Morawiecki szybciej skończy niż nam się wydaje, szybciej skończy niż Beata Szydło. I będzie z tego większa sromota niż sławetne 1:27. Tylko dlaczego ten człowiek czyni to na koszt Polski?

Morawiecki gra o bezprawie dla PiS. Chodzi o to, aby nie zdarzyło się, jak z sędzią Igorem Tuleyą, który dzisiaj pokazał takim marnym postaciom jak Morawiecki, czym jest profesjonalizm, czym jest prawo, a wreszcie czym jest niezłomność. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił decyzję stołecznej prokuratury umarzającej śledztwo dotyczące tego, jak PiS uchwalał budżet na bieżący rok w Sali Kolumnowej (znowu po ucieczce z sali sejmowej). Prokuratura ma sprawdzić, czy posłowie PiS składali fałszywe zeznania. – „Pogwałcono aksjologię państwa republikańskiego” – uzasadniał sędzia Tuleya.

I tego się boją Morawiecki, Duda, Szydło, Kaczyński. Boją się prawa, więc w imię swego bezprawia będą degradować Polskę, będą narażać nas na Polexit. Taki ich grajdół.

Od jutra chyba się zacznie ☝🏿

My wszyscy… dla Rydzyka. Job twaju mać.

Andrzej Karmiński na portalu koduj24 pisze o tym, że… PiS szybko przeminie.

PiS nie jest wieczny

Trzeba zająć się budową zrębów Polski alternatywnej dla tej PiS-owskiej, którą widać, słychać i brzydko czuć.

Nawet niektórzy reprezentanci przyzwoitych polskich mediów, sensowni politycy, roztropni naukowcy i myślący komentatorzy dali się zagonić do narożnika. W dniach ostatecznego dobijania demokracji polskie elity rozważały, czy nowy premier potrzebny jest Kaczyńskiemu, by osłaniał PiS przed unijnymi sankcjami i dbał o nowoczesność w domu i w zagrodzie, czy może tylko krawat Morawieckiego jest wizualnie atrakcyjniejszy od broszki zwolnionej pani Szydło. Kiedy w parlamencie dorzynano niezależne sądy i demokratyczne prawo wyborcze, na salonach nasłuchiwano odgłosów z zamilkłej na amen kancelarii prezydenta i spekulowano, czy prezydent ugiął się przed Kaczyńskim w wiernopoddańczym ukłonie, czy też może coś jeszcze kiedyś zawetuje. A liczni komentatorzy zajęli się deklaracją „rechrystianizacji” Unii Europejskiej, rozważając, w jaki sposób chrześcijańską naukę miłości popularyzować będą ci, którzy nienawidzą bliźniego swego, codziennie dają fałszywe świadectwa i złem dobro zwyciężają.

Tymczasem ci, którzy rozpoczynając parlamentarną karierę prosili Boga, by dopomógł im bronić Konstytucji, dopełniali aktu krzywoprzysięstwa – ku radości wielu, którzy w nieprzerwanym marszu pod hasłem „My chcemy Boga”, szukają Go w swoim otoczeniu z niewielką szansą, że kiedykolwiek znajdą. A przyzwoici ludzie w niemej rozpaczy oglądali na żywo mordowanie trzeciej władzy i bandycką grabież obywatelskich praw wyborczych. Wstrząsnął mną ten spektakl. Nie ze względu na dramaturgię, bo przebieg zdarzeń był przewidywalny, ale z powodu krańcowo bezczelnej argumentacji uzasadniającej nowe bezprawne prawo. – „My zawłaszczamy sądy po to, żeby nareszcie były bardziej niezależne, grozimy sędziom dyscyplinarką, by czuli się pewniej i mogli wyrokować wedle sumienia, odbieramy samorządom prawo ustalania okręgów wyborczych, bo oni są zainteresowani wynikiem wyborów, a minister spraw wewnętrznych, któremu oddajemy władzę nad wyborami, absolutnie nie jest zainteresowany, kto wygra wybory…”. Błaszczak jako gwarant obiektywizmu i strażnik demokracji… litości! A już całkiem dobiły mnie chamskie reakcje funkcjonariuszy PiS na rzeczowe argumenty opozycji.

Z zażenowaniem oglądałem moralny upadek inteligenta z Żoliborza, który parskał śmiechem, słuchając rozpaczliwych wołań o pozostawienie w spokoju tej resztki demokracji, której Kaczyński jeszcze nie zawłaszczył. Wstrząsające wrażenie robiły też porozumiewawcze cyniczne uśmieszki, które prezes wymieniał z przedstawicielem krakowskiego świata nauki, który występując zaraz po apelu premiera o narodową zgodę ostatecznie dowiódł, że na swej życiowej drodze od hipisa do profesora wraca do punktu wyjścia, przybierając pozę załganego lumpa na prochach. Niezapomniane wrażenie zrobiła też na mnie mina pana prezydenta obserwującego w Sejmie demolowanie własnej ustawy – minę, która mówiła: – „No cóż, zdarzyło mi się raz być sobą i powiedzieć, co myślę, ale to był najgorszy dzień w moim życiu…”.

Stało się. Minął właśnie okres nadziei i romantycznych uniesień. Czas na pozytywizm. Na codzienną pracę u podstaw – budowę ogólnodostępnego zasobu nieskażonej łgarstwem wiedzy i odbudowę zdrowego rozsądku rodaków. To zadanie każdego, komu w ciągu dwóch lat udało się zachować godność i przyzwoitość. To jest zadanie realne, bo nieprędko uda się Kaczyńskiemu zdusić głos mediów prywatnych, wolny jest jeszcze Internet, a każdy z nas potrafi pisać, mówić i przekonywać. Możemy naciskać na możliwie najściślejsze zjednoczenie opozycji. Możemy przekonać fajną i niegłupią przecież szefową Nowoczesnej, że łatwiej budować odrębną tożsamość swojej partii po wyborach wygranych przez demokratyczną koalicję, niż po zwycięstwie reżimu. Szczególna odpowiedzialność za naszą przyszłość spoczywa dzisiaj na tych, skądinąd przyzwoitych ludziach, którzy przed wyborami wołali: – „Przestańcie nas straszyć PiS-em!”. I na tych, którzy kiedyś lekceważąco komentowali zagarnięcie mediów publicznych – bo przecież za komuny nikt nie wierzył w sączoną tam propagandę, a właśnie okazało się, że TVP Info ma więcej widzów niż TVN24. Mają coś do zrobienia również ci, którzy głosili wiarę w mądrość Polaków i niewiarę w opanowanie Polski przez tysiące klonów Ziobry, rozmaitych Brudzińskich, Macierewiczów i Błaszczaków… I jeszcze ci, niegłupi przecież i przyzwoici, którzy do dzisiaj wyjaśniają naukowo, że w Polsce nie ma dyktatury ani autorytaryzmu, natomiast jest MOŻLIWOŚĆ osłabienia systemu demokratycznego.

Wielu jest ludzi zaskoczonych rozwojem wydarzeń i wielu, którzy przewidywali możliwość narodowej kąpieli w szambie. I nie ma to już żadnego znaczenia. Musimy być razem. Na politykach opozycji dysponującej lokalami, pieniędzmi, logistyką i doświadczeniem spoczywa odpowiedzialność skupienia prodemokratycznych ruchów, takich jak KOD, Akcja Demokracja, Obywatele RP, Ogólnopolski Strajk Kobiet, Dziewuchy Dziewuchom, Czarny Protest, O.S.A., TAMA, Odnowa, Obywatelska Demokracja i dziesiątków innych. Ale narodowy front przywracania demokracji nie może opierać się tylko na sztabie politycznym w Warszawie i harcownikach w terenie. Konieczne jest budowanie koalicyjnych struktur w każdej gminie, w każdym okręgu i obwodzie wyborczym. Politycy muszą się zająć budową zrębów Polski alternatywnej dla tej PiS-owskiej, którą widać, słychać i brzydko czuć.

Marzy mi się taka odezwa zjednoczonej opozycji do policjantów, prokuratorów, sędziów, urzędników, polityków: „Pamiętajcie, że PiS nie jest wieczny, że musi się przewrócić tak jak każda dyktatura. Pamiętajcie, że po zwycięstwie demokracji jednym z pierwszych kroków będzie weryfikacja Waszych kadr. Weryfikacja jest nieunikniona, bo nikt nie ośmieli się zaproponować grubej kreski przebaczenia po spustoszeniu, jakie PiS poczynił w gospodarce, oświacie, kulturze i umysłach. Istnieją tysiące nagrań, relacji i zdjęć dokumentujących nieprawości Wasze lub Waszych kolegów. Wiecie, że łamali prawo, nie jesteście przecież durniami. I wiecie, że nic nie zwolni z odpowiedzialności za bezprawie, choćby to prawo 10 razy zmieniono. Wiecie też, że nie usprawiedliwia Was żaden rozkaz, żadne polecenie, nawet na piśmie, jeśli było bezprawne. Zastanówcie się więc, czy opłaci się Wam udział w demolce państwa prawa – nawet za sowite wynagrodzenie z publicznych pieniędzy. I nie liczcie, że tak jak Piotrowicz okażecie się niezbędni nowej władzy”.

Politycy muszą też zacząć konstruować i publikować przyszłe prawo – projekty nowych ustaw, gotowych do procedowania natychmiast po wyborach, z chwilą powrotu wolnej Polski. Ustaw publikowanych na bieżąco, z którymi przepisy podłej zmiany nie wytrzymają publicznej konfrontacji – i jednocześnie takich, które lepiej zabezpieczą Polskę przed następnymi szaleńcami. Bo zawsze może się pojawić jakiś kolejny kurdupel polityczny, karykaturalny naśladowca Piłsudskiego, któremu zamarzy się marsz ku dyktaturze.

Do końca roku ma być również odznaczona Krzyżem Kawalerskim!!! via @NieDlaTrwam

Waldemar Mystkowski pisze o pierwszym grabarzu Rzeczpopolitej – Dudzie.

Duda – Pierwszy Dołowy Rzeczpospolitej

Andrzej Duda wpisuje się w historię Polski, a to złamaniem Konstytucji, a to kolejną brednią. Ba, powstają o nim kolędy, jak ta zaintonowana w Gdańsku przed słynnym kościołem w. Brygidy. Przybieżał prezydent do Gdańska, więc na nutę „Przybieżeli do Betlejem” protestujący zaśpiewali: – „Stoją ludzie pod kościołem w rozpaczy. Czy dla pana wolność sądów coś znaczy?”.

Nie tylko sądy, ale rozum dla Dudy nic nie znaczy. 10 dni temu rzekł górnikom, że „polskie górnictwo trzeba nie tylko zabezpieczać, ale i rozwijać, nawet jeśli trendy gdzie indziej są inne, bo stan górniczy będzie Polsce potrzebny nie przez dziesięciolecia, ale setki lat”. Portal oko.press przypomniał Dudzie jego polityczną małość i lizusostwo względem górników i kogokolwiek, przed kim się znajdzie.

Nie dała Bozia moralności ani talentów, dała braki, wiec tymi brakami Duda epatuje gawiedź, która chce go słuchać.

Od węgla Unia Europejska nie tylko odchodzi z powodu drastycznych ograniczeń emisji CO2, który jest jednym z głównych winowajców ocieplenia klimatu, ale także dlatego, że węgiel zwyczajnie się kończy. Miliony lat w głębi ziemi tworzyła się ta kopalina, ludzie wydobyli ją z ziemi przez niewiele setek lat. Z niszczeniem klimatu osiągnięcia ludzkości są jeszcze „lepsze”. A Duda podbija ten cieplarniany bębenek.

Po takich słowach Dudy winna słuchających krew zalać. Nie dość, że mamy z jawnym oszustwem, to przede wszystkim z brakiem szacunku dla Polaków. Czyżby rodacy nie posiadali rozumu, jak zdaje się sądzić ten złamany człowiek?

Trendem w Polsce – wbrew bredniom Dudy – jest odchodzenie od węgla. Nie bez znaczenia powód jest jeszcze inny i zdaje się, że dla nas żyjących zasadniczy. Polska ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w Europie, alarmy smogowe w polskich miastach to codzienność.

Duda w zalewaniu kolokwialną krwią ma zasługi ogromne. Smog w powietrzu powoduje, że zużycie węgla decyzjami takich polityków jak Duda kopie dół wielu rodakom, gdyż schodzą z tego świata. Duda więc chcąc się przypodobać górnikom dołowym, sam staje się Dołowym Polaków i Polski.

W kolejną Barbórkę – jeżeli Duda jeszcze będzie prezydentem – winno przyznać się mu tytuł Dołowego nr 1. Dołowy Konstytucji, dołowy rozumu i dołowy dla tych, którzy już zeszli i zejdą. Krótko pisząc: grabarz.

WSZYSCY GRATULUJEMY !!! Dziękujemy, że jesteście 🙂

Jprd. Turyści.

Aż pięć zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Andrzej Duda na kozetce u Rymanowskiego

Wolałbym, aby Andrzej Duda miał przed sobą lepszego dziennikarza wywiadowcę, niż Bogdan Rymanowski. Marzeniem byłaby Teresa Torańska, na pewno lepsza byłaby Monika Olejnik, Magda Jethon (nie podlizuję się), Justyna Pochanke, Anita Werner – och, kobiety – czy Kamil Durczok, ale jest tak, jak jest. I tak zgoda na dziennikarza spoza mediów „narodowych” jest nie lada stresem dla prezydenta.

Tak naprawdę Duda daje nam powód do wstydu, wszak jest prezydentem Polski, acz nie wszystkich Polaków. Przyzwyczailiśmy się do niego jako osoby złamanej, a u Rymanowskiego wyszła do tego w pełnej krasie bezradność.

Zastanawiające? Ale nie tak bardzo, gdy poskrobiemy w psychoanalityczną pozłotkę Dudy, który zawodzi i któremu wszak nie można zaśpiewać: „Nic się nie stało”. Czort z nim! – jest przegrańcem, ale dlaczego ma za niego płacić Polska?

Duda łamie naszą dumę narodową. Gdy wypowiadam słowa „Polak, Polska” i w jakiejś koincydencji pojawia się Duda, jestem przez Dudę zmniejszany, występuje on jako wielkość mniejsza niż jeden. Jest współczynnikiem, przez który moja rzeczywista wartość doznaje małości. Tak jest przez moment, bo po pewnym czasie przychodzi refleksja: to tylko Duda, ktoś taki nie wpłynie na moje samopoczucie.

Tak działa sfera publiczna, której się poddajemy – chcemy tego, czy nie chcemy. Są ludzie, którzy nas wywyższają, ale też tacy, którzy nas zmniejszają. Duda zdaje się meldować Kaczyńskiemu: „Prezesie, zmniejszyłem Polaków”.

Na trzy rzeczy chciałem zwrócić uwagę, które Dudę obnażają. Z tej kozetki, na której poległ prezydent, musimy wyciągnąć wnioski dla własnego dobra.

Pierwsza to bezradność prezydenta. Ależ z niej nic jeszcze nie wypływa, jeżeli sobie nie uświadomimy, że bezradność jest manipulacją, ma wywołać współczucie – jaki jestem biedny, staram się, ale nie mogę, bo siły wyższe na to nie pozwalają. Taka jest matryca w naszych głowach: bezradnemu przebacza się, on nic nie może. I taki bezradny podpisuje odpowiednią ustawę sądowniczą.

Tego Duda nie musi być świadomy, to w naszej gestii jest krytycznie spojrzeć na jego bylejakość. Nie możemy też stosować demokratycznej formuły: wybraliśmy kogoś spośród siebie. Mazgaje wybrali mazgaja nr 1. Nie! Po to są takie bezpieczniki, jak Konstytucja i Trybunał Konstytucyjny, aby mazgaje nie zwalili winy na swoje braki talentów. Zniszczył Duda bezpieczniki? To za ich demolkę odpowie. Przed prawem nie ma równiejszych, są tylko odpowiedzialni. Ja, ty i mazgaj.

Druga sprawa może jeszcze bardziej znamienna. Było czuć strach, jaki wydał Duda na tej kozetce. Strach przed Donaldem Tuskiem. Ni z gruszki, ni z pietruszki, Duda formuje pod adresem Tuska taką oto pretensję: „człowiek, który powinien być ponad kwestiami politycznymi”. Ludzie! Nie wiedziałem, że Tusk w Brukseli nie sprawuje funkcji politycznej. Jakiż mały człowieczek odezwał się w Dudzie. Gdybym wziął na serio słowa Dudy i zastosował tę psychoanalityczną koincydencję, o której wyżej piszę, to stałbym się kurduplem – i nic by mi nie pomogło, żaden taboret, żadne Krakowskie Przedmieście. Ot, z Dudy strachem podszytego wyszedł ten Filip z konopi. Jak to mówią psycholodzy: kompleks widać jako pypeć na języku.

I trzecia sprawa, która zwróciła moją uwagę, a która wypływa z powyższych: „gigantyczny i nienotowany” sukces wyborczy prawicy w 2015 roku. Nie tylko nieprawdziwe są te dane, ale znowu mówiące, kim jest Duda i co z nim się stało w izolatce Pałacu Prezydenckiego. Możliwe, że on wierzy w to, co mówi, ale tym gorzej to o nim świadczy.

Polityk nie musi kłamać ani manipulować, aby działać i zachowywać się politycznie, to mit czysto pisowski: „kłamać jak Goebbels”. Otóż ten gigantyzm prawicy, to piąty zwycięski wynik PiS w historii dziewięciu kolejnych wyborów parlamentarnych, a więc bardzo przeciętny. Zaś Duda w szóstych wyborach prezydenckich miał najgorszy wynik spośród wszystkich prezydentów.

I w tym zestawieniu przymiotników mamy działanie kozetki, na której znalazł się poległy Duda. Bufon w Dudzie mówi: gigantyczny i nienotowany. Zaś fakty: przeciętny i najsłabszy. Gdy do nadymanego Dudy przystawi się szpileczkę rozumu, taka z niego wychodzi sflaczałość: przeciętny słabeusz.

NAWET PAWŁOWICZ POTWIERDZIŁA, ŻE POSŁOWIE PiS ŚWIADOMIE I NA ROZKAZ KACZYŃSKIEGO ŁAMIĄ KONSTYTUCJĘ… Na to nie dostali zgody od społeczeństwa. CZEKAJĄ ICH PRZEGRANE WYBORY, SĄDY I TRYBUNAŁ STANU. Łamanie Konstytucji nie przedawnia się!

Stanisław Karczewski – wtórny analfabeta?

Specyficzny typ człowieka doszedł do władzy. Przysięgają na coś, czego nie znają. Można mniemać, iż to wtórni nierozumni analfabeci. To są tacy, którzy może czytać potrafią, ale nie rozumieją, co czytają, najpewniej jednak nie chcą rozumieć, bo nie czytają z politycznego nakazu.

Na co przysięgał marszałek Senatu Stanisław Karczewski? Wydaje się – na Konstytucję, tym samym tej Konstytucji winien przestrzegać. Wiedzieć, co w niej napisane.

W TOK FM doszło do dialogu dziennikarki Dominiki Wielowieyskiej i Karczewskiego. Dziennikarka stwierdziła: – „Zostanie skrócona bezprawnie kadencja Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, chociaż w Konstytucji jest napisane, że trwa sześć lat”.

U Karczewskiego zaś zaświecił się migacz polityczny i nie odpowiadał, migał się, wreszcie przyciśnięty do krawężnika odpowiedział: – “Jeśli coś wydaje się, że jest niekonstytucyjne w zapisie prawnym, to musi być zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny”.

Po pierwsze – mowa jest o projekcie, a takich nie rozpatruje Trybunał Konstytucyjny, który w obecnym kształcie jest wydmuszką, Trybunałem partyjnym PiS.

Po wtóre – Wielowieyska pytała, czy Karczewski wie, o czym mówi, czy wie, co jest zapisane w Konstytucji, bo w art. 183 ust. 3 zapisano: “Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego”. Czyli nie można skrócić kadencji. Nawet interpretacją.

Karczewski mógł nie przeczytać, mógł zatkać uszy, gdy mu czytano, ale w prawie rzymskim – a takiemu podlega cywilizacja zachodnia, europejska – obowiązuje zasada: prawo dotyczy tych, którzy je znają lub nie, ale żyją w obszarze jego działania, tj. w tym wypadku Polski. PiS przyjmując prawo ustrojowe złamie Konstytucję, cokolwiek stwierdzi Trybunał PiS, udający Trybunał Konstytucyjny.

Zaś w artykule 187 ust. 3 konstytucji stoi: “Kadencja wybranych członków Krajowej Rady Sądownictwa trwa cztery lata”.

Karczewski przysięgał na Konstytucję, choć nie musi jej znać i ona go obowiązuje. Gdy Karczewski stanie przed Trybunałem Stanu, nie dostanie pytania, czy ją zna, tylko pytanie, czy jej przestrzegał. Ani nie będzie wg prawa usprawiedliwieniem dla Karczewskiego, iż głosował tak, jak potem przyjął Trybunał PiS, bo Karczewski głosował przed werdyktem Trybunału PiS.

Tak samo jest z modlitwą. Nie jest ważne, do jakiego Boga się Karczewski modli, czy do JHWH, czy do Buddy, czy to bogów znanych przed religiami monoteistycznymi, w tym do słowiańskiego Światowita. Wartości szumnie u nas nazywane chrześcijańskimi są we wszystkich religiach podobne, bo to są wartości zapożyczone od człowieka niereligijnego, tylko społecznego, który w procesie ewolucji ukonstytuował dobre życie między osobnikami. Moralność jest uniwersalna, a więc modlitwa do jakiegokolwiek Boga w istocie taka sama.

I obowiązkiem Karczewskiego nie jest przestrzeganie zasad moralnych konkretnego wierzenia poprzez modlitwę, ale moralności. Może jej nie znać, może być analfabetą moralności, ale do pierdla pójdzie tak czy siak, gdy przekroczy normy społeczne – moralnej umowy.

Tak samo jest z Konstytucją. Rozumiem, że w tej kwestii jest Karczewski analfabetą. Jeżeli nie rozumie jej i tak odpowie za jej nieprzestrzeganie, bo Konstytucje obowiązują w ustrojach demokratycznych, gdzie trójpodział władzy jest uniwersalny, jak przykazanie moralności uniwersalnej: „Nie zabijaj!”.

WSZYSCY OCZEKUJEMY TEGO SAMEGO

Siostry Pawłowicz jak Kain i Abel

Krystyna Pawłowicz ma większe kłopoty niż gramatyczne – „wziąść”, czy wziąć. 2 tysiące osób, w tym 230 naukowców wystosowało apel do rektor Wyższej Szkoły Administracji i Prawa  w Ostrołęce, gdzie posłanka PiS jest zatrudniona, aby stała się przedmiotem troski na uczelni.

Zaniepokojenie sygnatariuszy apelu dotyczy obecności Pawłowicz w sferze publicznej, bowiem „przyczyniła się do znacznego obniżenia poziomu debaty publicznej w Polsce poprzez notoryczne szerzenie treści ksenofobicznych, homofobicznych, rasistowskich oraz używanie przy tym obraźliwego języka względem swoich adwersarzy politycznych, jak również zwykłych obywateli niepodzielających jej przekonań.”

Silne to słowa oskarżenia. Nie dziwią jednak, choć sama Pawłowicz zadziwia nieustannym „obniżaniem poziomu”. Apelujacy do rektor uczelni w Ostrołęce zwracają szczególnie uwagę na jedną sprawę, mianowicie „czarę goryczy przelał wpis prof. Pawłowicz z dnia 22 września na jej publicznym profilu na Facebooku, który śledzi regularnie około 40 tysięcy osób”. We wpisie Pawłowicz komentowała samobójczą śmierć 14-letniego Kacpra z okolic Łasku pod Łodzią, który został poddany szykanom na tle homofobicznym w swoim środowisku szkolnym. Pawłowicz „pisała w nim o: ‚propagowaniu … nienaturalnych postaw i relacji’, nazywając je ‚patologiami’ i ‚demoralizowaniu dzieci i młodzieży’” – piszą autorzy listu.

Sygnatariusze uważają, że taka nieetyczna postawa Pawłowicz może skutkować przyzwoleniem na kolejne przemocowe zachowania i winna spotkać sie z troską, tj. zdecydowanym potępieniem moralnym.

Kompetencje prawnicze Pawłowicz to zupełnie nieistotna w tym para kaloszy, bo nie każdy z nas jest prawnikiem, ale kompetencje ludzkie podlegają natychmiastowej weryfikacji. Pawłowicz ma nieprzyjemne oblicze rodem z polskiego Ciemnogrodu.

I oto naprzeciwko niej stawiamy jej siostrę rodzoną Elżbietę Pawłowicz. Osobę zupełnie inną, przede wszystkim empatyczną, więc staje się oczywistym, iż siostra posłanki PiS sytuuje się po przeciwnej stronie barykady człowieczej, barykady politycznej, po stronie jasności.

Traf chciał, że tego samego dnia ta lepsza Pawłowicz zainicjowała akcję pomocy dla założyciela KOD i byłego szefa tego ruchu Mateusza Kijowskiego. Nie miejsce tutaj pisać, dlaczego doszło do takiej sytuacji z Kijowskim, postawa Elżbiety Pawłowicz pokazuje, iż w tej samej rodzinie znaleźć mozna wiele dobra.

Toż to uniwersum atropologiczne: Kain i Abel, Paweł i Gaweł, Jacek Kurski i Jarosław Kurski. Nie! Spokojnie nie napiszę o prezesie i jego meldującym prezydencie. To nie ta broszka.

Dwie siostry Pawłowicz to jakby polskie spécialité de la maison, jak POPiS, który zanim zawiązał się, uległ rozpadowi – a teraz jedna strona wyniszcza nie tyle przeciwników, ile cały kraj. Bo tak jest, iż zło ma wielką siłę rażenia, a dobro jest niezauważalne i ciuła jeden dobry uczynek do drugiego, aby złożyło się z tego jakieś stypendium wolności.

SZOK!!!! PO RAZ PIERWSZY ZGADZAMY SIĘ Z PAWŁOWICZ. Kto potwierdza, że ma rację?

Polityka transakcji PiS

Partia rządząca handluje naszymi prerogatywami obywatelskimi.

Niekonstytucyjne projekty dwóch ustaw sądowych, które powstały w Kancelarii Prezydenta, a które miały zastąpić zawetowane w lipcu, są podobnie niekonstytucyjne. Zawierają zaś kilka zwodniczych  kruczków logicznych. Można rzec, iż spiłowano kanty, ale tak samo znoszona jest niezależność władzy sadowniczej.

Ot, antydemokratyczny diabeł w trzech czwartych, jeżeli Jarosława Kaczyńskiego uznamy za pełnego czarta w wydaniu polskim, jakiegoś Borutę. Co prezes z prezydentem omawiali na słynnych spotkaniach w Belwederze? Bo przecież niby się dogadali.

W tych tete-a-tete Andrzej Duda nie był stroną jako człowiek i polityk. W ten sposób politycy PiS zajmują większą przestrzeń publiczną niż inni, to im najwyraźniej się opłaca, na co wskazują sondaże. Co z opozycją, która dzielnie walczy w Sejmie, ale nie zajmuje mediów i głów Polaków? No, właśnie!

W komisji sejmowej prokurator z PRL-u jest władyką. I tutaj nikt mu nie podskoczy. Projekty ustaw sądowniczych wracają do postaci tych zawetowanych, a nawet w niekonstytucyjności (jeżeli tak logicznie można nazwać) je przerastają.

Dlaczego tak się dzieje? Bo uczestniczymy w spektaklu, który zafundowali nam politycy PiS. Usadzono nas na widowni i farsę nazywają dramatem. Nieudana farsa w rzeczywistości jest tragedią, jak to trafnie, acz nieco knajacko opisał Andrzej Saramonowicz: – „Kiedyś nie bardzo mogłem pojąć, jak te mendy z XVIII wieku doprowadziły Polskę do rozbiorów. A teraz włączam telewizor i widzę”.

Mniej więcej taki jest repertuar PiS. Całkiem zgrabnie przybliżył cele prezesa PiS sławetny prokurator z PRL-u Stanisław Piotrowicz: – „Idziemy na dalekie ustępstwa w sprawie reformy Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Żeby był konsensus, to każda strona musi się cofnąć.”

Po to jest zaostrzona gra PiS, aby mieć z czegoś ustąpić. To mogłoby sugerować, iż mamy do czynienia ze sztuką negocjacji. Nie! To jest błąd! Na naszych oczach, którzy jesteśmy usadowieni w wygodnych fotelach („Zaproście mnie do stołu”; pamiętacie?) wmawia się, że to negocjacje. Jeden diabeł (gangster) paktuje z drugim trzy czwarte diabłem (dilerem dyktatury).

Nie i jeszcze raz nie! To jest transakcja, która ubrała się w owczą skórę negocjacji. Handlują demokracją, a w istocie naszą wolnością. A my jak te barany siedzimy w fotelach, po czym zaprowadzi się nas na rzeź (przypomina mi się w tym kontekście sztuka Sławomira Mrożka „Rzeźnia”).

Nasze wolności, prerogatywy obywatelskie, sprzedaje się, kupczy nimi. Polityka PiS jest polityką transakcji i to na każdym niemal poziomie. Kupczy się nami, tak jak Polską kupczyła Targowica w XVIII wieku: antydemokratyczna, antynowoczesna, proklerykalna i promoskiewska („alarm” Donalda Tuska). Paweł Śpiewak zamierza od nowego semestru na UW prowadzić kurs „Socjologia Jarosława Kaczyńskiego”, bynajmniej fakultet niedowartościowujący prezesa PiS, tylko dekonstruujący jego mało zbożne zamiary – transakcji.

Danuśka ma racje .Jedyne co Kaczynskiemu udało sie to podzielić Polakow.Nawet z ojcem i bratem sie różnili. LW

Puszcza Białowieska Lasem Birnam dla PiS

Zawodnik PiS Jacek Saryusz-Wolski wystawiony do starcia z Donaldem Tuskiem odniósł moralne zwycięstwo 1:27. Im dalej w las, tj. od tego zdarzenia, mogę sobie wyobrazić, jak się on czuje. Saryusz-Wolski się nie czuje, bo nieczuciem jest podłe samopoczucie.

Najpierw odreagowywał wpisami ezopowymi na Twitterze, których treść mogli odczytać tylko on i jego demony. Potem przechodził jakąś kurację odwykową od podłości swej, a teraz po swoistym detoksie stara się wejść w buty pisowskie, pomagać partii Jarosława Kaczyńskiego brnąć w absurdy.

Zwykle są to manowce. Najczęstszą metodą obrony w PiS jest stara metoda komusza: „A w Ameryce Murzynów biją”.

„Murzynów” odnośnie Puszczy Białowieskiej Saryusz-Wolski znalazł w Niemczech. Zawodnik PiS zakomunikował na Twitterze, iż „Polsce grożą kary za ochronę Puszczy Białowieskiej. W tym czasie Niemcy wycinają Las Hambach pod kopalnię”.

Jak przeczytali to redaktorzy portali prawicowych, podnieśli larum („larum grają” to wzmożenie patriotyczne, które daje sygnał, aby komuś przywalić). Larum na Niemców ma szczególne umocowanie po tym, jak politycy PiS wpadli na pomysł reparacji wojennych.

Dość szybko się okazało, iż owo zestawienie Puszcza Białowieska i niemieckiego Lasu Hambach to wrzutka rosyjskiego portalu proputinowskiego Russia Today. Porównanie zaś tych obszarów leśnych jest mniej więcej takie jak porównać pustynię z piaskownicą.

Saryusz-Wolski otrzeźwiał z tego larum na Niemców made in Russia, tweeta usunął. Temat jednak żyje. Niemiecki Las nie jest pod żadną ochroną państwową ani europejską. Nie jest parkiem narodowym, ani nawet rezerwatem. A Puszcza Białowieska jest wpisana w światowe dziedzictwo UNESCO, to ostatni nizinny las naturalny Europy. Ostatni, a więc jedyny.

Okazuje się, iż wrzutki Rosji, aby pozyskiwać pożytecznych idiotów w Unii Europejskiej, mają szczególne wzięcie w pisowskiej Polsce. Zresztą coraz bardziej rymuje mi się putinowska Rosja z pisowską Polską.

A z lasów zarówno Saryusz-Wolskiemu, jak i politykom PiS, z prezesem Kaczyńskim na czele, najbliżej do Lasu Birnam, który jak w „Makbecie” zbliża się do ich twierdzy. Gdy już dotrze pod okna Nowogrodzkiej, będzie oznaczał koniec ich mordu na demokracji i koniec ich władzy.

W sprawie skazanego głos zabrał proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego w Oławie. W „liście poparcia” wymieniono zalety księdza, który miał być dobrym kapłanem i rzetelnie udzielać się we wszystkich pracach duszpasterskich. CO POWINIEN ZROBIĆ ADRIAN???

>>>

>>>

Jak kraść to miliony jak pie….yć to księżniczki… DO RYDZYKA POSZŁA KOLEJNA GRUBA KASA. PRETEKST – PRZECIWDZIAŁANIE PRZESTĘPCZOŚCI. Niestety nie dotyczy to podejrzanych działań sromotnika.

Narodowcy powiesili na szubienicach zdjęcia europosłów Platformy Obywatelskiej

Skandaliczny happening zorganizowali w sobotę w Katowicach, lokalni Narodowcy. Przed pomnikiem Wojciecha Korfantego powiesili na szubienicach, portrety europosłów PO, którzy głosowali za rezolucją, wzywającą polski rząd do przestrzegania obowiązującej w UE zasady praworządności. Uznali, że są zdrajcami, a szubienica to najwłaściwsza dla nich kara… Wygrażając zapewniali, że szubienic dla takich nie zabraknie, nawet jeśli minister środowiska wytnie całą Puszczę Białowieską i wszystkie drzewa w Polsce.

Jak wyjaśniał motywy happeningu Jacek Lanuszny, prezes Ruchu Narodowego na Śląsku, był to sprzeciw „wobec pomówień przede wszystkim zachodnich demoliberałów i ich mediów przeciwko Polakom wyrażającym swoją dumę w trakcie Marszu Niepodległości” oraz „tym europosłom z Platformy Obywatelskiej, którzy głosowali przeciwko Polsce w rezolucji w Parlamencie Europejskim”.

Przypomnijmy, że w rezolucji Parlament Europejski wyraził m.in. zaniepokojenie proponowanymi zmianami w przepisach, dotyczących polskiego sądownictwa. Zdaniem autorów dokumentu „mogą one strukturalnie zagrozić niezawisłości sądów i osłabić praworządność w Polsce”.

Za przyjęciem rezolucji głosowało sześcioro europosłów Platformy Obywatelskiej: Danuta Jazłowiecka, Danuta Huebner, Barbara Kudrycka, Julia Pitera, Róża Thun i Michał Boni i to ich zdjęcia zawisły w sobotę na szubienicach. Przeciwko rezolucji głosowali europosłowie PiS, grupa posłów PO była za, a część wstrzymała się od głosu. Z kolei eurodeputowani PSL nie wzięli udziału w głosowaniu.

Jako pierwsi europosłów PO zaatakowali politycy Prawa i Sprawiedliwości nazywając ich zdrajcami. Prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze, że rezolucja „to mowa kłamstwa, która uderza w Polskę, Polaków i nasze prawo wyboru. Gdzie szacunek dla demokracji?”

„Rezolucja jest tekstem, który opisuje naszą obecną sytuację w kraju. Każdy, kto widzi, co się dzieje w Polsce, musi się tej sytuacji przeciwstawić. Chodzi m.in. o permanentne łamanie prawa, któremu musimy się przeciwstawiać zawsze i wszędzie. Taki jest nasz patriotyczny obowiązek. My o tym ciągle mówimy, i tego wymagają od nas nasi wyborcy” – mówiła Róża Thun.

Słabym pocieszeniem jest informacja portalu Katowice 24.pl, że w manifestacji wzięła udział tylko garstka osób, choć organizatorami były aż cztery ugrupowania: Ruch Narodowy Region Śląsko-Zagłębiowski, Młodzież Wszechpolska – Okręg Śląski, Górnośląskie Stronnictwo Narodowe i ONR Brygada Górnośląska (Narodowe Katowice).

JEDEN SŁUSZNY KOMENTARZ LISA I DUDA ZAORANY

Waldemar Mystkowski zastanawia się nad Dudą.

Czy Duda jest Szwejkiem?

Siłę państwa buduje się mozolnie, dziesiątkami lat, pokoleniami – siłę ekonomiczną, militarną. Polska znalazła się w takiej szczęśliwej sytuacji. Z jednej strony rozpadł się wschodni twór imperialny, który miał nas w swojej strefie wpływów, z drugiej – rozwinięty kapitalizm i demokrację przyjęły z otwartymi rękami. Hurra! – stało się to za naszego życia, nie trzeba było wyczytywać tego w podręcznikach historii. I bodaj najważniejsze – nie zawodzili politycy. Pozbyli się swoich szemranych misji, zajęli się politycznym pozytywizmem – pracą na rzecz dalszego rozwoju kraju.

No i przyszła zmiana, która nazwała się dobrą, a która mozół poprzedników określiła ruinami. To była przestroga, że zawrócą nas. I tak się dzieje. Na razie pasożytują na dobrach wypracowanych przez poprzedników. Wizje swoje może snuć Mateusz Morawiecki, który dobrze wypada tylko przy kolorowych planszach, a jak otworzy usta – to kompletnie niczego oryginalnego nie ma do powiedzenia. Dzisiaj jeszcze wzrost gospodarczy żeruje na poprzednikach, ale widać symptomy, że wyhamowuje i w zestawieniu z sąsiednimi krajami wypadamy bladziutko. Gdyby nie światowa koniunktura, Polska byłaby czerwoną wyspą.

Podobnie z mozołem – bodaj z większym niż nam się wydaje – budowana jest zdolność obrony terytorialnej, a dla Polski zawsze to było ważne, gdyż znajdujemy się pod przemożnym wpływem geopolityki. Siła militarna jest pochodną siły ekonomicznej. Najbogatsze państwa są po prostu silne i to one są zagrożeniem dla innych, posądzane o złe zamiary. Aby utrzymać społeczeństwo w gotowości (funkcja morale) budowane są misyjne wizje, które zderzając się z rzeczywistością, zwykle kończą się kompromitacją. Tak wyglądały nasze powstania w XIX wieku, tak skończyło się Powstanie Warszawskie. Kompromitacją elit, które pchnęły do czynu powstańczego – a tak naprawdę zbrodniczego.

Powstania są daniną krwi, ale o daninach trzeba potrafić mówić, a nie budować na nich fałszywe mity. Niestety, jesteśmy zakłamani, a to znaczy – słabi i w chwili konfrontacji, znowu damy d**y. Znowu się skompromitujemy.

Dzięki osobistym zasługom Lecha Wałęsy przyjęto nas do NATO, co wcześniej wydawało się marzeniem ściętej głowy. Armia stawała się nowocześniejsza, coraz lepiej wyposażona, oficerowie i generałowie szkoleni na porządnych uczelniach wojskowych, a nie na propagandowych. Tym bardziej to istotne, iż na wschód od nas Rosja znowu pręży się imperialnie, doświadcza tego Ukraina.

I co robi zmiana, która nazwała się dobrą i narzuciła mit ruin? Administrator cywilny wojska – bo taka w istocie jest funkcja ministra obrony narodowej – zrywa kolejne kontrakty na zakup najnowocześniejszego wyposażenia, zakłada jakieś wojska Szwejków kosztem profesjonalnej armii, jedyny ważny zakup ministerstwa Antoniego Macierewicza to zakup samolotów dla VIP-ów.

Nie recenzuję jakiejś narracji groteskowej. Tak jest rzeczywiście. Zwierzchnik sił zbrojnych prezydent – tak jest zapisane w Konstytucji – reaguje po czasie i to przy okazji, gdy dostał kompetencyjnego pstryczka w nos. Ba, nawet zwala winę na zapis konstytucyjny.

Macierewicz jest administratorem, a dlatego wchodzi w skład rządu, a nie jest pod prezydentem, gdyż rozdzielnik budżetu działa poprzez instytucje rządowe. Wcale nie jest to wada zapisów ustrojowych. I nie trzeba z tego powodu robić szpagatu kohabitacyjnego. U doktora prawa Dudy zresztą nieraz braki intelektualne dały o sobie znać, a jeżeli nałożymy na to braki charakterologiczne, to mamy to, co mamy. Powolny upadek demokratycznej Polski, a wobec tego i z czasem – cywilizacyjny.

Duda słusznie nie podpisywał nominacji generalskich, bo to byli oficerowie ze ścieżki szybkiego awansu, a więc zależni od ministra. Macierewicz właśnie wycofał wnioski o awanse, choć dziura w kadrach generalskich jest przemożna. To nie jest tak, że Duda podpisze inne wnioski. Wśród kadry oficerskiej obniżone jest morale, a na pewno dobrze na nich nie wpływa dysfunkcja psychiczna Macierewicza. Nieprzypadkowo ministrem obrony miał być Jarosław Gowin. Co? Oficerowie tego nie słyszeli? Jaki jest odbiór postaci Macierewicza u naszych sojuszników z NATO, a szczególnie o Jankesów? Można się tylko domyślać.

Czy Macierewicz jest tym, o co domyślnie go posądzamy po publikacji Tomasza Piątka? Nie jest zdrajcą? To jest naprawdę wtórne. Działa na polską niekorzyść. Działa tak, jak życzyłby sobie Kreml. To widać nie tylko z Polski, a może zwłaszcza. To widać z Brukseli, widać z Berlina, a także z Waszyngtonu. Dlaczego tak się dzieje?

Duda powinien wziąć się w garść. I tak ma nabrechtane w związku z Trybunałem Konstytucyjnym i ustawami sądowymi. Za to odpowie – młyny sprawiedliwości działają powoli, ale mam nadzieję, że dopadną go za życia. Duda ma narzędzia w stosunku do Macierewicza, aby postawić go do pionu z „rukami po szwach”. Tak jak np. zwołuje się Radę Gabinetową w związku z kryzysem ekonomicznym, tak zwołuje się w związku z bezpieczeństwem. Duda, ogarnij się, bo staniesz się wspólnikiem Macierewicza w kwestii osłabienia obronności kraju. Prezydent nie może być Szwejkiem.

HANIA. TYM JEDNYM WPISEM ROZWALIŁAŚ CAŁĄ TĘ ŚMIESZNĄ BŁASZCZAKOWĄ POLICJĘ 🙂

>>>

SŁUŻBY ZNÓW ZŁOŻYŁY BŁASZCZAKOWI JEDYNIE SŁUSZNY MELDUNEK

Ostania szansa na pokazanie czym grożą te projekty.

Pięć zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego

Beata Szydło ma przyszłość przed Trybunałem Stanu

Krystyna Pawłowicz w swoim stylu „wziąść” – nie robi spacji po kropkach i przecinkach – była łaskawa puścić farbę, gdy wypowiedziała się na FB swoistym językiem polskim o słynnym już tweecie Donalda Tuska: „alarmie” dla Polski. Pawłowicz poinformowała, że: „Zbliża się grudzień, ulubiony miesiąc obcych dla organizowania przeciwko nam zamachów i puczów”.

Odczytajmy tę pokraczność retoryczną. PiS specjalizuje się w grudniowych zamachach na demokrację. W 2015 roku uderzył w Trybunał Konstytucyjny, który dzisiaj jest wydmuszką ustrojową. Rok później mieliśmy pucz kanapkowy, gdy posłowie PiS uciekli do Sali Kolumnowej, aby przyjąć ustawę budżetową. W tym roku zatem będziemy mieli do czynienia z odebraniem niezależności sądowniczej KRS I SN.

Ten zamach PiS na filar demokracji – władzę sądowniczą – z góry zakłada, że „obcy” (czyli my Polacy niegłosujący na PiS i niepopierający autokracji tej partii) zorganizujemy „zamachy i pucze”. Po prostu znowu dojdzie do protestów, Polacy znowu zimą wyjdą na ulicę.

Pakiet antydemokratyczny PiS będzie miał jeszcze dwa składniki: ordynację wyborczą pisaną pod siebie i przejęcie prywatnych mediów. Przed tym zapowiada Pawłowicz obronę interesów PiS przed nami „obcymi” Polakami.

Opozycja powinna się cieszyć, że PiS ma takich pokracznych retorów języka polskiego, jak Pawłowicz, bo ta puszcza farbę. Można odpowiednio się przygotować, a nie być biernymi statystami.

Po wpisie Tuska rycerski Jacek Saryusz-Wolski ogłosił na Tweeterze: „Jeśli ta postać (Tusk – przyp. mój) poważy się ubiegać się o urząd Prezydenta RP, zgłaszam gotowość stanięcia w szranki, w obronie honoru Najjaśniejszej”. Albo Saryusz-Wolski coś wie o reelekcji Andrzeja Dudy, wynika z tej jego „gotowości stanięcia”, iż Duda nie stanie, albo PiS go nie poprze. Albo coś Wolskiemu się stało, bo porażka „w szrankach” 1:27, to jakby dostać w bok piką i wykrwawić się na śmierć, zaś w ringu być wyliczonym do dziesięciu i zniesionym bez prawa uprawiania boksu. W kabaretach takiego przegrańca 1:27 przedstawia się jako latającego po scenie z toporem we łbie. Uwaga! – wariat polityczny.

Dzisiaj zdarzyło się coś niebywale ważnego dla przyszłości niektórych postaci PiS, które zapłacą w przyszłości cenę bardzo wysoką (kiedyś byłaby to najwyższa). Mianowicie Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia nakazał prokuraturze wszczęcie śledztwa w sprawie odmowy publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 9 marca 2016 r.

Co to znaczy? A to, że zażalenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (HFCP) na postanowienie Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, w którym odmówiono wszczęcia postępowania ws. niepublikowania wyroku, jest zasadne. Tym samym sąd nie przychyla się uzasadnieniu prokuratora, że niepublikowanie wyroku TK przez Beatę Szydło nie ma znamion przestępstwa niedopełnienia obowiązków.

Zażalenie HFCP ma wyraźną tezę, iż niepublikowanie wyroku TK skutkowało szkodami o charakterze ustrojowym i politycznym, w języku kolokwialnym: Szydło dopuściła się bezprawia.

Wyrok warszawskiego sądu nakazującego prokuraturze wszczęcie śledztwa przeciw Szydło jest wstępem do działań prawnych na poziomie Trybunału Stanu. Szydło więc – jeżeli ma wyobraźnię – może odczuwać, co czeka ją w przyszłości – Trybunał Stanu, przed którym nie uratuje jej żaden immunitet.

Takie są bulgoty polskiego bagienka, którego autorem jest Jarosław Kaczyński. Największy bulgot należy się dzisiaj Beacie Szydło.

KOLEJNE 800 TYSIĘCY DO KIESZENI OLIGARCHY RYDZYKA. A kobiety i dzieci niech radzą sobie same… BRAK SŁÓW

Siła przegrywania Polski przez PiS

Albo uda nam się uratować Polskę, albo PiS zaprzepaści kraj.

Ostatni tweet Donalda Tuska był alarmistyczny, ale wcale nie musiało za nim stać uzyskanie konkretnych politycznych profitów. Wzburzył płytkie umysły polityków PiS, a u wielu komentatorów niekoniecznie sprzyjających partii Kaczyńskiego spowodował konwulsje podejrzeń, że Tusk wystartuje w wyborach na prezydenta.

Wypowiadający się o tweecie Tuska raczej mówili o sobie, niż o treści komunikatu. Nie czytali tego, co było przekazane im w wyjątkowo zgrabnej formie. Patrzyli na aktora, a nie na przedstawienie. Formy postrzegania obecnej władzy poprzez komedię, farsę wyczerpały się. Wstępujemy w żywioł tragedii, a w niej występuje brak dystansu do siebie aktora i publiki, kwestie są jednoznaczne, nie są cieniowane, tak znaczy tak, a nie znaczy nie.

Znaczenia w tragedii są ubogie, polska polityka jest uboga, a nasze możliwości jeszcze uboższe, bo albo uda nam się uratować Polskę, albo PiS zaprzepaści kraj. Na razie PiS wygrywa w tym, aby przegrać Polskę.

Po tweecie Tuska w następnych dniach władza poczuła siłę swojego przegrywania spraw polskich. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej pod groźbą 100 tys. euro dziennie zabronił wycinki Puszczy Białowieskiej. Polska przegrała głosowania w sprawie relokacji z Londynu Europejskiej Agencji Leków i Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego. Przegrała równie sromotnie, jak 1:27 w kwestii wyboru Tuska na szefa Rady Europejskiej.

Wchodzimy więc w fazę być albo nie być. PiS w Unii Europejskiej jest w stanie uzyskać tylko „nie być”. Nie będzie agencji w Polsce, nie będzie bezpardonowej wycinki Puszczy. Za tymi „nie będzie” potoczy się więcej „nie będzie”, aż zdarzy się kryzys – a taki może przyjść np. z Niemiec, gdzie istnieją problemy ze stworzeniem rządu – wówczas Jarosław Kaczyński może zaproponować Polexit.

PiS gra na przegranie. W dłuższej perspektywie ta opcja wygrywa, bo dekoniunktura prędzej czy później przychodzi, wówczas stosuje się płyciznę mentalną: „a nie mówiliśmy”! Kaczyński wraz ze swoimi Redutami Dobrego Imienia, czyli synekurami na budżecie: zaintonuje: nie będzie pluł nam Guy Verhofstadt w twarz albo Frans Timmermans.

W to gra PiS, o tym alarmował Tusk, a nie ogłaszał wystartowanie na prezydenta, bo może zdarzyć się tak, że postawi mu się jakieś absurdalne zarzuty, a następnie Sejm w Sali Kolumnowej podejmie uchwałę, iż politycy z zarzutami nie mogą startować w „demokratycznych” wyborach. „I co im zrobicie?”

SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY SĄ DZIŚ PRZED SĄDAMI W CAŁEJ POLSCE, PRZED PAŁACEM PREZYDENCKIM W WARSZAWIE. Dziękujemy, że jesteście!

Duda przehandlował z Kaczyńskim niezależność sądownictwa

Trójpodział władzy znajdzie się w jednych rękach – prezesa PiS.

Znamy zatem ustalenia w sprawie ustaw sądowniczych, jakie niekonstytucyjnymi procedurami poczynili Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda. Cała władza przechodzi w ręce PiS, sądownictwo powszechne domyka dyktat PiS, trójpodział władzy znajduje się w jednych rękach – prezesa Kaczyńskiego.

Od początku przecież nie chodziło o reformę sądownictwa, tylko, w jaki sposób nad nim uzyskać władzę. Jedna ustawa – najważniejsza z punktu widzenia obsady władzy sądowniczej na terenie Polski – przeszła już w lipcu z podpisem Dudy.

Dwie inne zawetowane przez prezydenta w istocie były pretekstem do handlu politycznego między zapleczem Dudy i obozem Kaczyńskiego, a przy okazji protest obywatelski został uciszony i wyrolowany.

Patryk Michalski z RMF FM ustalił, jak ma wyglądać ustalona przez Kaczyńskiego i Dudę reforma. Jeden punkt w tych zapisach jest ważny, reszta to bicie piany, zmyłka, mgła. 15 członków Krajowej Rady Sądowniczej będzie wybieranych przez… prezydium Sejmu, w którym większość ma PiS.

Zapisy w ustawie są bardziej skomplikowane, powodujące, iż procedura sejmowa jest rytuałem. Czyli wiadomo, co ma zapaść, ale „panie i panowie, musimy się powygłupiać, bo sejm i sądownictwo to instytucje poważne dla publiki”.

Jest to zwykłe zaciemnienie proceduralne, wciskanie kitu. Każdy z klubów poselskich może zgłosić 9 kandydatów na członków KRS z gwarantowanym znalezieniem się jednego na ostatecznej liście. Kto ma się znaleźć na liście 15 kandydatów, decyduje wspomniane prezydium Sejmu, w którym PiS przepuszcza, co i kogo chce, bo ma w nim większość.

Lista 15 kandydatów na członków KRS jest głosowana przez Sejm, najpierw ma uzyskać 3/5 (rytuał, który nie przejdzie), a jak nie uzyska tej większości (bo nie uzyska) dochodzi do drugiego głosowania na listę – tym razem wystarczy kwalifikowana większość.

Ileż w tym rytuale picu, wciskania kitu ciemnemu ludowi, że to demokracja. Ustawa jest niekonstytucyjna, ustrój zostaje w ten sposób złamany. KRS jest więc we władzy polityków PiS, gdyż będą mieli w nim większość, co najmniej 9 członków. Wszystko więc na forum KRS są w stanie przegłosować.

Co Duda w tym handlu z prezesem uzyskał? Najprawdopodobniej sprawy zagraniczne przechodzą w ręce jego zaplecza, a także inne ważne dla niego trofeum – głowę Macierewicza. A na polityczną dekapitację ministra obrony narodowej wskazują jego brednie o nowym złotym cielcu spisku w Wojsku Polskim – „złotym funduszu”.

Sądownictwo zatem przestaje być niezależne. Co dalej? Władze Unii Europejskiej upomną się o demokrację w Polsce, nakładając na nasz kraj rezolucje, a potem różne bolesne sankcje. Społeczeństwo obywatelskie wyedukowane przez młodych prawników w czasie lipcowych protestów też nie popuści, aby dyktatura swobodnie wzięła naród za mordę.

ŚWIETNY POMYSŁ! PROSIMY O WIĘCEJ :)))) NIECH SIĘ BOJĄ.

Ziobro przeciwdziała przestępczości w formule „niech cię ręka boska broni”

Komuniści mieli swoje Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej. Dzisiaj odpowiednikami są rozliczne towarzystwa kultury chrześcijańskiej, które pełnymi garściami garną szmal dla siebie od pisowskiej władzy, a ta jest dla nich szczodra. Każde z ministerstw urządza konkursy dla organizacji pozarządowych – faworyzowane są te ze stemplem wartości chrześcijańskich.

Gdyby istniało ministerstwo wiary, byłoby zrozumiałe, że stowarzyszenia wiary katolickiej zgarniałyby granty. Podejrzewam, że upośledzone byłyby inne wyznania. Ale co ma Ministerstwo Sprawiedliwości do kultury i wartości chrześcijańskich, dalibóg, nie wiem. Po przyznanych grantach na „przeciwdziałanie przestępczości” – taki konkurs ogłosiło ministerstwo – należy mniemać, że mamy sprawiedliwość chrześcijańską, katolicką.

Mam nadzieję, że obecna władza nie odgrzeje tradycji sprawiedliwości chrześcijańskiej w postaci Inkwizycji, choć kleru wszędzie jest pełno. Może nawet dojść do paradoksalnej sytuacji, że kapłanów nie starczy dla świątyń, bo zostaną poutykani jako kapelani we wszelkich służbach. Gdzieś mi nawet mignął obrazek, na którym dobrze odżywiony kapłan w asyście ministrów spraw wewnętrznych poświęcał budynek jakiegoś komisariatu.

Chrześcijański paralizator to jest coś, a kraty chrześcijańskie dla bogobojnych przestępców mogą być jak aureola. Taki nawrócony złodziej może przestać kraść i zacząć znosić na tacę. Zatem zasadne jest pytanie, czy już wszystkie budynki prokuratury i sądów w kraju zostały poświęcone, bo przecież może w nich dochodzić do śledztw i wyroków wedle kultury chrześcijańskiej?

Ministerstwo Zbigniewa Ziobry w konkursie przeciwdziałania przestępczości wybrało 36 organizacji do tego zbożnego celu, w tym aż 24 takie, które nie mają żadnego doświadczenia ani nawet do statutów wpisanego celu przeciwdziałania przestępczości, ale za to pielęgnują wartości chrześcijańskie.

Czyżby w Polsce miało dojść do działania ręki boskiej, wszak nasz idiom mówi: „niech cię ręka boska broni”. Jest to groźba kary, która może przeciwdziałać przestępczości. Ziobro przecież zaostrza kodeks karny.

A kto najwięcej dostanie grantów od Ziobry? Głupie pytanie, bo wiem, że wszyscy wiedzą. Tak! Zgadliście – stowarzyszenia Tadeusza Rydzyka dostaną aż 3 granty. Myśleliście, że one są od mediów albo geotermii? Myliliście się. Sławetny Lux Veritas na dwa granty weźmie 642 tysiące 200 zł, a szkoła medialna ojca dyrektora kolejne 145 tys. zł.

Przeciwdziałać przestępczości będzie nawet Fundacja im św. Cyryla Metodego. W jaki sposób przerobi przestępców na bogobojnych obywateli? Czytamy w statucie, że przeciwdziałanie to „wysiłki na rzecz edukacji społecznej i moralnej czerpiące z Cyrylo-Metodiańskiej spuścizny kulturowej”. Za zajmowanie się moralną spuścizną kulturową wezmą 1,338 mln zł. Bardzo cenna musi to być moralność, jeżeli aż tyle na nią daje państwo.

Konkurs na granty został tak dyskretnie ogłoszony, że nie wszyscy o nim wiedzieli. Nie doszły uszu wieści doświadczonych fundacji przeciwdziałających przemocy domowej, jak Centrum Praw Kobiet, Pogotowie dla Ofiar Przemocy, Fundacja BABA czy Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. Po prostu ich nie zawiadomiono.

Przeciwdziałać zatem przestępczości mają Pan Bóg, patriotyzm i tradycja – odgrzane wartości Ciemnogrodzian przez stowarzyszenia i fundacje kultury chrześcijańskiej. Już to w historii przerabialiśmy, wówczas kraj dostał największej zapaści społeczno-kulturowej. Władza PiS zmierza do większej zapaści.

ZNISZCZYLIŚCIE REPUTACJĘ POLICJI. STAŁA SIĘ WASZĄ PRYWATNĄ FIRMĄ OCHRONIARSKĄ. BRUTALNĄ, AGRESYWNĄ, PRZEKLINAJĄCĄ NA POLAKÓW. WSTYD NAM ZA TAKĄ POLICJĘ…

Nowa ordynacja wyborcza krojona pod wygraną PiS

Opozycja ma ogromny problem. Rozwalana jest Polska, a więc trzeba ją ratować. Społeczeństwo obywatelskie jest czujne, ale nie może działać w schizofrenii protestu. Niestety, niejasny przekaz, czego należy bronić przed dewastacją PiS, sprzyja szkodnikom, a wg wszelkiego racjonalizmu partia Kaczyńskiego zagraża krajowi.

Wychodzimy na ulice w obronie niezależności sądów, a w tym czasie PiS kroi pod siebie ordynację wyborczą. Kroi tak, aby nie przegrać najbliższych wyborów samorządowych. Kroi tak, aby wyeliminować wszelkie ruchy obywatelskie niepartyjne. Kroi tak, aby pisowscy mianowańcy w komisjach wyborczych kroili dla partyjnej wygody kształty okręgów wyborczych.

A gdyby stało się tak, że PiS przegrałby wybory, może zaskarżyć w sądzie ich wyniki pod każdym pretekstem. I zapytam: jaki werdykt podejmie sąd, który będzie pisowski? Na pewno nie będzie on niekorzystny dla PiS.

Usta polityków PiS są pełne frazesów typu: ordynację zmieniamy dlatego, żeby wybory nie były sfałszowane. Uśmieliście się? I słusznie, bo sfałszować wybory może tylko ten, kto je organizuje, a nie organizuje opozycja. W tym momencie opozycja nie posiada żadnych instrumentów, aby sfałszować.

Uniwersalne jest doświadczenie, iż zmiana ordynacji wyborczej przez rządzących, zawsze i wszędzie, jest próbą uzyskania przez nich lepszego wyniku, niż spodziewany bez tej zmiany.

W ugruntowanych demokracjach w zasadzie jedyny punkt ordynacji jest interpretowany na korzyść rządzących: przyspieszenie wyborów, bo akurat sondaże są dla nich korzystne. Tyle. Ordynacja proponowana przez PiS wszystko niemal zmienia. Czy są w nią wpisane dobre zmiany? Równie dobrze moglibyśmy zapytać, czy „dobra zmiana” jest dobra. PiS całkowicie zmienia ordynację, aby nie przegrać, mając do tego „bezpieczniki” w postaci pisowskich sądów.

Można wejść w analizowanie szczegółowych zmian w nowej ordynacji, ale one rozmydlają obraz, czynią go nieczytelnym. Ma być większa liczba okręgów wyborczych, a tym samym mniejsza ilość mandatów w okręgach, jakie w nich można uzyskać. To preferuje PiS, a eliminuje mniejsze partie, jak Nowoczesna, PSL i SLD, a także ruchy miejskie (sól samorządowców). Członkowie Państwowej Komisji Wyborczej nie muszą być sędziami ani osobami apolitycznymi, wystarczy habilitacja bądź trzy lata stażu adwokackiego.

Tak naprawdę nowa ordynacja wyborcza obniża poprzeczkę dla osób odpowiedzialnych za przebieg wyborów. Znowu racjonalizm podpowiada, iż po to jest tak czynione, aby obsadzać swoimi Misiewiczami. Można więc użyć grubszego określenia wartościującego w stosunku do tej ordynacji: zmierzamy do bylejakości.

Z władzą PiS mamy ogromny problem. Po to odwołują się do bylejakich rozwiązań, aby wszelkimi sposobami nie oddać władzy, a gdyby miała się im wymknąć z rąk, sięgnąć po kolejne narzędzia utrzymania władzy – sądy, które będą pod ich kontrolą.

Tak urządzone państwo może tylko się coraz bardziej psuć, gnić u podstaw. Czy na taką beznadziejną Polskę zgodzi się elektorat PiS, czy już nie będzie czasu na kwestionowanie wyników wyborów, bo naród będzie chwycony za twarz?

WIECIE ILE TON OŚMIORNICZEK, SZAMPANA I KAWIORU TAM PRZEŻRĄ?

>>>

>>>