Posts Tagged ‘Andrzej Duda’

Marek Falenta pogrąży PiS?

Czy w 2014 r. mieliśmy do czynienia – jak stwierdził Bartłomiej Sienkiewicz – z „zamachem stanu przeprowadzonym w demokratycznym kraju”?

Taśmy Marka Falenty od początku ich ujawnienia, czyli od 2014 roku, miały co najmniej podwójny zapaszek i wpisują się w epikę PiS, której oblicze raczej znamy, ale treść szczegółowa jest na razie ukryta, choć się coraz bardziej ujawnia.

Afera podsłuchowa spowodowała kryzys w rządzie Donalda Tuska, który dość szybko wskazał możliwe inspiracje, wskazując na Wschód. A jeżeli tamten kierunek, to Rosja i Putin. Czyżby już wiedział o Marku Falencie, który metodami kelnerskimi (amatorskimi) skompromitował polityków wówczas rządzącej Platformy Obywatelskiej? Tamta kompromitacja winna być wzięta w cudzysłów, bo dzisiaj codziennie PiS naprawdę kompromituje siebie, a przy okazji Polskę.

Na wierzch wyszły rosyjskie interesy Falenty, który miał kłopoty z tamtejszymi biznesmenami, a tam biznesy prowadzą oligarchowie i koncesjonowani mafiosi namaszczeni przez samego mieszkańca Kremla Władimira Putina.

Falenta został w Polsce prawomocnie skazany, ale nie chciał siedzieć, więc dał nogę z kraju. Złapany chce ułaskawienia od prezydenta, które dostał inny wyrokowiec Mariusz Kamiński, ten jest nawet ministrem koordynatorem służb specjalnych.

Falenta pisze do Andrzeja Dudy już trzecią prośbę o łaskę i grozi, iż ujawni, kto za nim stał. Niedwuznacznie twierdzi, iż ciągle jest lojalny wobec PiS i CBA, obiecano mu bezkarność za odsunięcie PO od władzy. Zrozumiała jest też obawa Falenty, iż „nie chce umierać w samotności”. Czyżby czuł się zdradzony przez PiS? Prędzej czy później poznamy prawdę o Falencie. W tej chwili jest on głównym aktorem, acz na razie „umiera ze strachu”.

Ważne jednak są poboczne wątki, które tak naprawdę pokazują głębokość tragedii, która dotknęła Polskę. Jarosław Kaczyński ciągnie do sądu Krzysztofa Brejzę, polityka PO, choć w innej sprawie, ale już widać gołym okiem, iż chodzi o zupełnie co innego. Mianowicie najbliżsi współpracownicy prezesa PiS, jak choćby skarbnik PiS Stanisław Kostrzewski negocjował z Falentą w sprawie nagrań w aferze podsłuchowej, zaś mecenasi Kaczyńskiego zasiadali w radzie nadzorczej spółki Hawe kontrolowanej przez Falentę.

Dużo, dużo więcej o aferze podsłuchowej i samym Falencie dowiemy się z książki, która ma się ukazać w wydawnictwie Arbitor. Nie jest jeszcze podany do wiadomości publicznej ani tytuł publikacji, ani autor, ale w wyniku wielomiesięcznego śledztwa ustalono, iż w aferze podsłuchowej Marek Falenta wcale nie był jej najważniejszym elementem.

A kto? I tutaj możemy mówić o swoistej epice. W aferach PiS coraz częściej pojawia się ślad rosyjski i nie jest to byle ślad, ale odcisk niedźwiedzia. Rosyjskie tropy w biografiach Antoniego Macierewicza i Mateusza Morawieckiego opisał Tomasz Piątek. Premier zresztą pojawia się na taśmach Falenty, acz nie jest znana taśma najważniejsza z udziałem Morawieckiego, która jest gdzieś zadołowana.

Nie chcę nadużywać historycznych analogii, ani metafor, ale podobne rosyjskie ślady swego czasu w naszej historii doprowadziły do Targowicy. Bohaterowie z XVIII wieku też się wypierali, jak dzisiaj Macierewicz czy Morawiecki i też używali dla zacierania śladów antyrosyjskości. Zatem taśmy Falenty mają zapaszki: pisowski i wschodni, a epikę Targowicy. Minister spraw wewnętrznych w rządzie Tuska Bartłomiej Sienkiewicz nazywa aferę podsłuchową „zamachem stanu przeprowadzonym w demokratycznym kraju”.

Kler urządził dzieciom piekło

Znajdujemy się na początku drogi odsłaniania piekła urządzonego dzieciom przez kapłanów. Nie powstrzymają tego polityczni pomocnicy Kościoła z PiS.

Kwestia walki z pedofilią w polskim Kościele katolickim jest dopiero na początku drogi i bynajmniej nie jest oczywiste, ile ona potrwa i czy skończy się pełnym sukcesem, czyli kontrolą społeczeństwa: co też dzieje się w tej sprawie za zamkniętymi drzwiami plebanii i kurii.

Jak to trudna sprawa społecznie i politycznie, mogliśmy przekonać się w ostatnich latach. Prominentny abp. Wesołowski nie wzbudził większej rewizji moralnej w kwestii zbrodni seksualnej na dzieciach. Karierę w partii rządzącej zrobił prokurator Stanisław Piotrowicz, który bronił księdza pedofila zamiast oskarżać, a frontmani instytucjonalni Kościoła, jakimi są biskupi i arcybiskupi, winę zwalali na dzieci, którym kler nie mógł się oprzeć. Nawet świetna fabuła filmowa Wojciecha Smarzowskiego miała lajtową siłę, bo zrodziła się w wyobraźni twórców, choć miała podstawy w ogromnej ilości doniesień o złu, które dzieje się w polskim Kościele katolickim.

Niespecjalnie wierzyłem w zapowiedź Tomasza Sekielskiego, że przełamie tę niemożność filmem dokumentalnym, tym bardziej, że realizowany był poza telewizjami i znaczącymi firmami producenckimi. A jednak talent dziennikarza i determinacja, aby dotrzeć do centrum zła, przyniosła nadspodziewane efekty, nie tylko sensacyjnością materiału, ale prymarnym problemem dla wszystkich: jak to jest, iż instytucja roszcząca sobie prawo do ferowania wyroków moralnych jest siedliskiem amoralności?

W ciągu kilku dni każdy rodak już oglądał bądź będzie oglądał dwugodzinny dokument „Tylko nie mów nikomu”. Gdy to piszę, po dwóch dobach na You Tube oglądalność przekroczyła 8 milionów odsłon.

„Ciekawa” jest strategia obronna samego Kościoła katolickiego i jego sojusznika politycznego, rządzącej partii PiS. Z pewnością pogardliwa jest odpowiedź abp Sławoja Leszka Głódzia, iż nie ogląda „byle czego”. Prymas abp Wojciech Polak zdobył się na stereotypowe przeprosiny „za każdą ranę zadaną przez ludzi Kościoła”. A któż to jest ów „ludź” Kościoła: klecha, wierny, czy też jakiś ufoludek?

Nie spodziewajmy się za wiele po instytucji, w której wylęgło się zło najgorszego autoramentu, iż się oczyści, podejmie środki prawne, aby ukarać sprawców i zadośćuczynić ofiarom. Od tego powinno być prawo i służby państwa.

Bardzo nikczemna jest postawa partii rządzącej. Prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział podwyższenie kary więzienia za pedofilię do 30 lat, bez zaznaczenia, że chodzi o kler. Podwyższenie karalności niczego nie załatwia, bo pedofil klecha na katechezie wypracuje nowe skuteczniejsze metody pozyskiwania ofiar swoich zbrodniczych popędów.

Złotousty Andrzej Duda nawet rozszerzył swoją troskę o ofiary pedofilów i zapowiedział mus: „Z pedofilią musimy walczyć wszędzie. Szkoła, kolonie, harcerstwo”. Znowu uklęknie w niedzielę przed jakimś kapłanem i złoży hołd.

Zawiedziony jestem też opozycją, bo usłyszałem, że po odebraniu władzy PiS „żaden pedofil nie schowa się w kurii ani w partii„. Ten chowający się w „partii” to aluzja do Marka Kuchcińskiego? Nie słychać jednak o żadnej komisji państwowej ws. pedofilii w Kościele katolickim, najlepiej gdyby była ona społeczno-państwowa.

Polakom jednak zakodowała się treść filmu braci Sekielskich, nie można jej wymazać marną retoryką polityczną. Inne ofiary księży pedofilów dostały przykład, że można pokonać ogromny wstyd i mówić o złu wyrządzonym im przez zbrodniczą chuć kapłanów.

Sekielski zapowiada kolejny film o pedofilii w Kościele. Presja społeczna będzie coraz większa i dojdzie do rozliczenia pedofilii wśród kleru. Znajdujemy się na początku drogi odsłaniania piekła urządzonego dzieciom przez kapłanów. Nie powstrzymają tego polityczni pomocnicy Kościoła z PiS, którzy imitują walkę z kleszą pedofilią. Imitatorami walki są Kaczyński, Duda, Ziobro i inni, wszak to klienci katolickiej kruchty pozyskujący zindoktrynowany przez nich elektorat.

Tworzenie legendy symetryzmu dla Stefana W.

Niewiadomski PiS to gorący kartofel dla polityków rządzącej partii, zwłaszcza w roku  wyborczym 2019

Dla zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza naprędce tworzona jest legenda. Stefan W. krwawo obnażył tę władzę i jego udany zamach jest poddawany umniejszeniu. Powoduje jednak historyczne skojarzenia z zabójstwem prezydenta Gabriela Narutowicza przez Eligiusza Niewiadomskiego.

Pisowski Niewiadomski siedział w więzieniu, w którym karmiony był papką propagandową wprost z TVP Jacka Kurskiego. Jak każdy więzień czuł się niewinny, bo wszem i wobec wiadomo, że w kiciu siedzą sami niewinni, na wolności zaś łażą przestępcy.

Myślenie więźnia w zakładzie penitencjarnym jest podobne myśleniu tzw. dziennikarzy w pisowskiej telewizji penitencjarnej, w tym w Wiadomościach TVP, dla których to „penitencjarnych” dziennikarzy winni są opozycja, Tusk i społeczeństwo obywatelskie paradujące w t-shirtach z napisem Konstytucja.

Stefan W. ma charakter spaczony, bo tylko tacy sięgają po nóż i polują. Czy Stefan W. ma zaburzoną psychikę? Oczywiście, że tak. W tym kontekście inne tego rodzaju pytanie jest ważniejsze: Czy zaburzoną psychikę mają dziennikarze mediów pisowskich? Ciągle i wciąż kłamać, manipulować normalny żurnalista raczej nie potrafi.

Zabójstwo Adamowicza jest czysto polityczne. I odpowiada za nie partia rządząca. Wojciech Maziarski pisze w „Wyborczej”, że sztacheta nie jest winna – a tą sztachetą jest Stefan W. – ale ten, kto nią wymachuje. Ile inwektyw słyszeliśmy z ust Jarosława Kaczyńskiego pod naszym adresem? Nie zliczy tego nikt. Słyszeliśmy o gestapo, najgorszym sorcie, kanaliach. Dawno straciłem, rachubę i nie prowadzą słownika z retoryki inwektyw prezesa. Taki mógłby być zresztą fakultet na politologii.

Stefan W. z tak uzbrojoną duszą ruszył do dosłownego pisowskiego boju. Wystarczył tylko „drobiazg” – nóż (sztacheta).

Partia rządzą jak zwykła to robić od 3 lata zwala wszystko na opozycję i Tuska. Taki był pierwszy przekaz w Wiadomściach TVP. Lecz Stefan W. jest złapany i nie wiadomo, co będzie mówił i jakie ślady przy okazji stworzył, które wykryje dziennikarstwo śledcze.

Więc biorą się pisowskie media do tworzenia legendy symetryzmu dla zabójcy. Jest chory psychicznie. Wszak to żadne odkrycie, wszyscy zabójcy są zaburzeni, ale zaburzeni nie zabijają, bo każdy – mój czarny humor – z nas łaziłby zabity, gdyż niejednokrotnie spotkał kogoś z zaburzeniami.

Najnowsze „odkrycie” to wtargnięcie Stefana W. do kancelarii Andrzeja Dudy. Fajnie, tylko monitoring go nie wykrył. A może jak w serialu rodzimej produkcji „Nielegalni” monitoring został przez kolesi Stefana W. zakłócony.

Ciekawe, co będzie następną próbą legendy symetryzmu dla zabójcy? Dlaczego pisowskie media nie zaczęły strzelać z grubej Berty i nie „wysłały” Stefana W. na Nowogrodzką, aby zamachnął się na samego prezesa?

Niewiadomski PiS Stefan W. to gorący kartofel dla polityków rządzącej partii, zwłaszcza w roku  wyborczym 2019. Może on wróżyć przegraną. Nie chcę prorokować najgorszego dla Stefana W., dlatego nawet nie napiszę o czarnej wizji, ale znając partię rządzącą można z góry założyć, że sięgną po najgorsze środki dla kontynuowania władzy.

Agata Kornhauser-Duda będzie zgadzała się z Jarosławem Kaczyńskim?

Czy żona prezydenta RP powinna otrzymywać pensję; jeżeli tak, to w jakiej wysokości?

Rusza debata na ten temat i jak wszystko w polityce polskiej będzie gorące, a może nawet gotujące, zwłaszcza że niemal wszyscy pod pojęciem „prezydentowa” będą sobie przedstawiać tę jedną osobę – Agatę Kornhauser-Dudę. I na tym skupi się debata. Przed Dudową prezydentowe były aktywne i często wznosiły się ponad partyjne spory. Choćby Maria Kaczyńska, która była mało kaczystowska.

Jeżeli prezydentowa – a w przyszłości może zdarzyć się prezydent jako kobieta, więc jej małżonek byłby jakimś prezydenciakiem – dostanie szmal z kasy państwowej, to obowiązkiem jej będzie wypowiedzieć się w ważnych kwestiach społecznych, a nawet politycznych. Więc czyje zdanie ma prezentować? Czy Agata Duda ma mówić swoim głosem, czy być echem Andrzeja Dudy albo mówić to, co Nowogrodzka rozsyła w oficjalnych komunikatach dnia?

A zatem zasadne jest pytanie: czy prezydentowa ma być politykiem, czy człowiekiem? Przecież nie została wybrana w procesie demokratycznym na stanowisko żony prezydenta, bo np. Dudzie bardziej „należałaby” się Beata Szydło albo Beata Kempa, a może pasowałaby mu Anna Sobecka…

Agata Duda kiedy jeszcze była Agatą Kornhauser wybrała Andrzeja jednym głosem i bynajmniej nie była to urna, lecz serce. Czy w polityce jest miejsce na serce? W PiS serce – nawet polityczne – zostało zamordowane.

Żona prezydenta Dudy pochodzi z jednego z najlepszych domów krakowskich, wszak jej ojcem jest wybitny poeta Julian Kornhauser. Stosując nie tylko wytrych liryczny do odczytywania charakterów osób, ale i narracyjny – bo milczenie i jego przeciwieństwo logorea, dużo mówią o charakterach osób – Agata Duda-Kornhauser miałaby często odmienne zdanie, niż Kaczyński – daruję sobie Dudę, bo ten mówi, co prezes mu nakaże.

A więc Agata Korhauser-Duda na państwowym etacie zamiast posyłać ironiczne dmuchane całusy z dłoni w stronę protestujących, może przesłałaby kciuka skierowanego w dół? Lecz co najważniejsze, prezydentowa mówiłaby, bo za to między innymi by jej płacono. Czy zatem należałoby obawiać się o nierozerwalność małżeńską w chwili wyrażania odmiennego zdania przez nią od zdania, jakie wypowiadałby Jarosław Kaczyński? Takie czekają nas wygibasy polityczne. Nad uregulowaniem statusu małżonki prezydenta rozpoczęła prace jedna z komisji sejmowych – Komisja ds. Petycji.

Wbrew Dudzie sędziowie są porządni

Zanim Andrzej Duda w Sylwestra podpisał nowelę ustawy o Sądzie Najwyższym, której treść wymógł na PiS Trybunał Sprawiedliwości UE w wywiadzie dla TVP Info orzekł, iż środowisko sędziowskie jest zepsute.

PiS czeka następne upokorzenie dotyczące nowej Krajowej Rady Sądownictwa, której statusem w marcu zajmie się TSUE. Zanim do tego dojdzie władze przygotowują sobie grunt, chcą KRS legitymizować w Trybunale Konstytucyjnym.

Wyznaczona data posiedzenia w tej kwestii TK na 3 stycznia 2019 nie zostanie jednak dotrzymana, posiedzenie zostało odroczone. Na jaki termin? – nie wiadomo. Podobno część sędziów TK uważanych do tej pory za pisowskich, odmawia sądzenia.

W ogóle środowisko sędziów jest nad wyraz solidarne i broni niezależności władzy sądzenia, broni się przed upisowieniem. Wśród 10 tysięcy sędziów w Polsce przeprowadzane jest referendum dotyczące nowej KRS, do tej pory odbyło się w tej sprawie 1/3 głosowań. Wyniki świadczą, że właśnie sędziowie – panie Duda – to bardzo porządne środowisko.

Otóż niemal 3 tysiące sędziów spośród owych 1/3, a więc 91 proc. jest za tym, aby nowa KRS podała się do dymisji, gdyż została powołana wbrew Konstytucji, skądinąd wbrew tej niewielkiej książeczce, którą Duda wpisałby chętnie na indeks, bo wymaga od niego wysiłku przestrzegania praworządności. Dudy nie stać, aby być praworządnym, czyli porządnym.

91 proc. sędziów uważa, iż nowa KRS nie wypełnia zadań określonych w artykule 186 ust. 1 Konstytucji: „Krajowa Rada Sądownictwa stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. Wygląda na to, że sędziowie nie dadzą się, a wyrok TSUE może być tylko jeden: upisowaniona KRS jest wbrew prawu unijnemu, wbrew standardom demokratycznym, wreszcie wbrew Konstytucji RP.

To zdarzenie jest kluczowe dla obecnie prowadzonej przez PiS polityki. Duda w swym pokracznym języku, innym nie potrafi się posługiwać, mówi, iż PiS nie podporządkuje się wyrokom TSUE, gdyż musiałoby zgodzić, aby runęło budowane w Polsce niedemokratyczne państwo bezprawia.

Fundamentalista Duda

Nie jestem zdziwiony, że Andrzej Duda jest fundamentalnym katolikiem. I nie chodzi mi o chrześcijaństwo ze swoimi wartościami, które są wtórne do wartości humanistycznych, ale o wiarę, jaką wyznają hierachowie Kościoła w Polsce i w którą każą wierzyć swoim owieczkom.

Duda, którego coraz więcej osób nie nazywa prezydentem, ale panem (piszą: pan Duda), popełnia fundamentalny błąd, jaki jest udziałem nuworyszy, którzy zostali wywyższeni przez przypadek, a nie wznieśli się dzięki własnym talentom, zaletom, pracowitości.

Nuworysz swoją pozycję utożsamia ze sobą, a nie z funkcją. W tym wypadku funkcja prezydenta powinna nakazywać pilnowania Konstytucji i praw, które są stanowione i aby nie były kolizyjne do Konstytucji. Duda jednak przeflancował myślenia nuworysza na siebie i uważa, iż on jest Konstytucją.

Duda do tego jest słabym na umyśle i charakterze, bo podporządkuje się temu, kto go wywyższył. Prezes Kaczyński stanowi, jaką funkcję ma Duda wypełniać, a zatem swoją funkcją prezydenta sprowadził do roli ust prezesa. Co prezes powie – a nawet pomyśli – Duda wypowie.

I oto mamy prawdę nie tyle o Dudzie, co o prezesie, a Duda wypowiedział, że Trybunał Sprawiedliwości UE orzekając w sprawie Sądu Najwyższego „posuwa się za daleko i zbyt dalece ingeruje w wewnętrzne sprawy krajów członkowskich’. A zatem usta Kaczyńskiego uznały prawo europejskie jako wrogie i sprzeczne z jego osobą, bo nie z Konstytucją RP, wszak TSUE zachowało staranność orzeczenia o niezależności Sądu Najwyższego, który to standard demokratyczny jest zapisany w naszej Konstytucji.

Wypowiedź Dudy świadczy o czymś zgoła niebezpiecznym dla Polski, mianowicie wypowiedzenie się przeciw orzeczeniu TSUE spowoduje w przyszłości, że nie podporządkuje się jego decyzjom, a w konsekwencji doprowadzi do wyjścia Polski z UE – do Polexitu. Duda wypowie wszystko, co pomyśli głowa prezesa (że strawestuję Juliana Słowackiego).

Wypowiedź Dudy jest tak samo absurdalna, jak hierarchów Kościoła katolickiego. Oto abp Stanisław Gądecki wypowiedział się na temat ofiar pedofilii kleru, którym powie (bo tak nakazał papież Franciszek): „… jest coś ważniejszego, aniżeli grzech, że istnieje i odkupienie, i przebaczenie, i możliwość tego, co nazywamy cierpieniem za kogoś innego”.

Ale jeszcze fajniejsze jest stwierdzenie hierarchy poznańskiego, iż „Kościół potrzebuje cierpienia za swoją egzystencję”. Przepraszam, da się to przełożyć na alegoryczny obrazek z udziałem Gądeckiego, który – cofając się dwa tysiące lat – znajduje się na Golgocie, właśnie krzyżują Joszuę z Nazaretu, a on wchodzi na drabinkę i zamiast ulżyć cierpieniem Jezusa, wbija mu jeszcze jeden gwóźdź ze słowami, że to „cierpienia za egzystencję”.

Polska pod władzą PiS jest klimatyczną Koreą Północną

Szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach miał być dla Andrzeja Dudy rekompensatą za nieudane obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Miesiąc temu władzy PiS nie odwiedził nikt znaczny zza granicy, politycy z Kancelarii Prezydenta odgrażali się, że w grudniu do Katowic zjadą najwięksi i to wówczas dojdzie do pompy, jaka dumnemu narodowi Polaków się należy.

No i COP24 zaczął się. Ledwie wystartował, a rodacy muszą się wstydzić za swego prezydenta i życzyć sobie, aby szczyt skończył się jak najszybciej, ale on będzie trwał dwa tygodnie. My tutaj na miejscu z PiS-em żyjemy na co dzień, inni nie mają tej przyjemności.

Uczestników z całego świata powitał koszmar, który będzie się im śnił już pierwszej nocy w Polsce. Zderzyli się ze scenografią z węgla, hymnem na cześć tej kopaliny, od której świat odchodzi. Za 12 lat ma nie być w ogóle używany, oprócz Polski, która ma zasoby na 200 lat i nie zamierza z eksploatacji zrezygnować. Polska nie ma zresztą żadnej strategii zastąpienia węgla, a wręcz przeciwnie – energia zielona leży, likwidowane są fermy wiatraków, których i tak w kraju jest niewiele

Świat przeciera oczy ze zdumienia, iż w Europie, na tym najnowocześniejszym kontynencie, istnieje taki skansen jak Polska, a jej prezydent wygaduje rzeczy, od których mózg się lasuje. Zapowiadano obecność Angeli Merkel, Emmanuela Macrona, spodziewano się prezydentów Trumpa i Putina, nikt nie kwapił się przybyć, aby firmować żenadę pisowską.

Duda, otwierając szczyt, powiedział cywilizacyjną kalumnię, jakoby węgiel nie szkodzi klimatowi, co jest stwierdzeniem wbrew obowiązującej nauce. Z taką głupotą niemożliwa jest dyskusja. Co zatem możemy z tym prezydentem zrobić, jak mamy postępować z taką władzą, bo Duda tylko powtarza to, co mu kazano powiedzieć.

Ponadto Duda posłużył się kłamstwem, mianowicie stwierdził, iż Polska zmniejszyła o 30 proc. emisję dwutlenku węgla od 1990 roku. Tak, ale to było skutkiem odejścia od najbardziej nieczystej kopaliny energetycznej węgla brunatnego i tak się działo do roku 2012. Od kiedy PiS jest u władzy, emisja CO2 wzrasta i ostatnio – rok do roku – wzrosła o 3,8 proc. Z tych 30 proc zrobiło się raptem 18.

Ocieplenie klimatu z powodu efektu cieplarnianego jest nie do powstrzymania, ludzkość walczy o spowolnienie katastrofy ekologicznej. Wcale nie najczarniejsze scenariusze zakładają, iż najmłodszym obecnie żyjącym pokoleniom w przyszłości odechce się żyć na Ziemi, takie będą panować koszmarne warunki.

Myślenie takich polityków jak Duda i formacji politycznej obecnie nam miłościwie panującej o bliskiej przyszłości jest obojętne. Oni walczą o władzę tu i teraz, po nich choćby potop, choćby katastrofa ekologiczna. Szczyt klimatyczny w Katowicach z powodu zacofania gospodarza może skończyć się klęską. Najważniejsze państwa dojdą i tak do jakiegoś korzystnego konsensusu w sprawie klimatu, nie tu, to gdzie indziej. A Polska w tej kwestii pozostanie klimatyczną Koreą Północną.

PiS kluczy w sprawie podwyżek cen prądu

Władza PiS nie tylko wywołuje perturbacje polityczne zarówno w kraju, jak i na świecie, ale przede wszystkim konflikty na poziomie podstawowym: prawnym, logicznym i międzyludzkim. Syzyfowy kamień wrzuca każdemu z nas – bo każdy jest konsumentem elektryczności – minister energii Krzysztof Tchórzewski. Prąd zdrożeje w przyszłym roku i to niebotycznie – 30-40 proc., a może nawet więcej. Otóż bojąc się protestów, Tchórzewski zapewnia, że państwo zrekompensuje każdemu gospodarstwu 100 proc. podwyżki.

Gdzie tu haczyk? Jak zwykle u PiS – w liczeniu na brak rozumu u ciemnego ludu. Jeżeli państwo jest takie opiekuńcze i chce zwracać podwyżki w całości, czy nie może tego dokonać jednym kliknięciem? Podmioty wystawiające rachunki wszak w jednej rubryce mogłyby ujmować podwyżki, które wędrowałyby internetem do centrali i się tam sumowały, a minister jednym kliknięciem dokonywałby przelewu z budżetu na rachunki elektrowni. Proste? Oczywiście, ale znowu chcą nas orżnąć, bo nie potrafią rządzić, więc znajdą wyjście, aby nie pokrywać podwyżek.

Podwyżki w PRL powodowały zamieszki, m.in w grudniu 1970 roku. Zmiotły jedną komuszą władzę, zastępując drugą. I tego boi się PiS. Bo gdzie z Nowogrodzkiej ewakuowałby się dzisiejszy Gomułka? Na Żoliborz? Gniew ludu i tam by go dopadł.

Kolejnym przejawem kluczenia PiS jest sprawa jednego z „bohaterów” afery Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) Zdzisława Sokala, który w jej skład został powołany przez prezydenta Andrzeja Dudę. To była jedna z pierwszych nominacji Dudy, który ma prerogatywę powołania swojego przedstawiciela. Już 24 września 2015 roku wręczył Sokalowi nominację.

Sokal to ten, od którego wzięła się nazwa przejmowania banków – „plan Sokala”, o którym jest mowa w słynnej zanotowanej na taśmie rozmowie między byłym już szefem KNF Markiem Chrzanowskim a właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim. Chrzanowski straszy owym Sokalem, a konkretnie jego planem i mówi do Czarneckiego, że musi zrobić audyt, „bo inaczej to Sokal go zje”.

Otóż ten „ludojad” Sokal został powołany do KNF nieprawnie, gdyż nominacja Dudy winna otrzymać kontrasygnatę (drugi podpis) premiera rządu. Duda ma w Konstytucji – którą tak lubi łamać – zapis mówiący (art. 144, ust. 2 i ust. 3), na które to stanowiska może powoływać swoich ludzi i nie potrzebuje podpisu premiera. Nie ma wśród nich wymienionego przedstawiciele prezydenta w KNF. Każdy konstytucjonalista – nawet Julia Przyłębska – stwierdzi niekonstytucyjność nominacji Sokala.

Dlaczego zatem Duda nie udał się do premiera, a wówczas tę funkcję sprawowała Ewa Kopacz, aby uzyskać podpis? Za to prezydent nie pójdzie pod Trybunał Stanu, ale to kamyczek do jego skopanego ogródka pod TS.

I teraz mamy kłopot prawny. Czy decyzje i dokumenty podpisane przez Sokala są obowiązujące, czy należy je wycofać? W sferze bankowości może to pociągać za sobą nieobliczalne perturbacje. Polska w tym bardzo ważnym segmencie – ważnym dla inwestorów zagranicznych i lokalnych – jawi się jako państwo operetkowe.

Duda mógłby zaśpiewać strawestowaną arię Jontka (z „Halki”):

Szumią jodły na gór szczycie,

a umysł Dudy jest w niebycie”.

Duda jak Benny Hill został pogoniony przez ONR

Władza nie potrafiła obronić siebie przed własnymi nacjonalistami i neofaszystami

Gdy kiedyś solidny historyk spojrzy na dzień, w którym świętujemy 100. lecie odzyskania niepodległości, co zobaczy?

Władzę, która szybko okazała się wstydem dla rodaków i która nie potrafiła obronić siebie przed własnymi nacjonalistami i neofaszystami, a nawet sprowadzonymi z zewnątrz, z Włoch.

Zobaczy prezydenta, który nie ma w sobie krzty przyzwoitości, nie dość, że swoją osobą nie potrafił przekonać nikogo znacznego z zagranicy, ale najwybitniejszego obecnie polityka polskiego, szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska ustawił w piątym rzędzie, bo nie jest z jego opcji politycznej.

Zobaczy manifestację rządową, która została doproszona do manifestacji nacjonalistów i neofaszystów, a gdy już ruszyli okazywać sztuczną radość, prezydent RP wraz z premierem i faktycznym odpowiedzialnym za groteskowy stan ojczyzny, prezesem partii rządzącej, uciekali jak Benny Hill przed pogonią nacjonalistów. Muzyczka z tyłówki telewizyjnej brytyjskiej komedii w odcinkach to niemal oficjalny hymn tego dnia, a nie żaden Mazurek Dąbrowskiego.

O prezydencie, premierze i prezesie należy opowiadać ze świadomością, że z tła wydobywa się muzyczka z Benny Hilla, a symbolem tego oficjalnego obrazka jest jakość oleodruku z jeleniem na rykowisku. Nasza ojczyzna wygląda jak jakiś podrzędny zapomniany kraj, a patriotyzm – uczucia, które winno się wymawiać „rzadko na moich wargach” – został zeszmacony jak biało-czerwona flaga powiewająca obok flag ONR.

Przyszły historyk będzie musiał zmierzyć się z tymi nie zasługującymi na pamięć postaciami polityków rządzącej partii, bo taka jest jego profesja, ale pocieszający dla niego i dzisiaj dla nas jest podskórny nurt pod powierzchnią zdarzeń, wynoszący do reprezentowania rodaków osoby, na które zasługuje dumny naród Polski.

Wspomniany już Donald Tusk, który swoją osobą wywyższył imię Polaka, w historii kraju piastuje najwyższą polityczną funkcję w Europie.

Historyk zwróci uwagę na innego polityka, który już za rok spełni swoją przepowiednię z dnia obchodów 100. lecia odzyskania niepodległości: „11 listopada 2019 roku stąd zacznie się wielki, wspólny marsz, gdzie będziemy wszyscy obecni, gdzie wszyscy będziemy mówić: Polska może być wspólnotą, wspólnotą w UE, dumnych ludzi, którzy pamiętają o swojej historii, ale zawsze chcą łączyć, a nie dzielić”.

Tak! To Grzegorz Schetyna będzie dla przyszłego historyka tym ziarnem, z którego zawsze odnawia się Polska, bo przecież nie godzimy się na PiS goniony jak Benny Hill przez ONR.

Tuska słowa na wagę innych: Nie lękajcie się!

W drugą setkę odzyskania niepodległości wkraczamy jeszcze bardziej izolowani od świata niż zamykaliśmy pierwszą setkę. Politycy PiS legitymizowali nacjonalizm i neofaszyzm, bo takim zapowiada się tzw. Marsz Niepodległości.

Jest jeszcze gorzej niż w latach 30. ubiegłego stulecia, gdy Polska nie miała sojuszników i była skazana na przegraną. Wówczas ONR był zdelegalizowany, a dzisiaj spadkobiercy faszystów pójdą obok prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.

Świat to widzi i „doceni”. PiS może się łudzić, iż istnieje jakaś międzynarodówka prawicowa, w której znajdą popleczników. Otóż nigdy takiej nie było, wojny i wrogowie definiują się właśnie poprzez wyższość własnego nacjonalizmu. Dwa nacjonalizmy wchodzą zawsze w konflikt, najpierw zimny, a następnie gorący – wojnę.

My, Polacy możemy liczyć, iż górę weźmie demokratyczność krajów Unii Europejskiej i płynące z niej standardy, które będą przekonujące dla większości Polaków. Mamy czego bronić, gdyż przeciw nam z kartką wyborczą staje tylko 30 kilka procent wyborców PiS. I to należy uzmysławiać, obecna władza może mówić o suwerenności swoich decyzji w imieniu tych 30 procent.

Od trzech lat władza PiS wszystko robi, aby zdemolować ustrój demokratyczny i wydalić nas z UE. Ale ma przeciw sobie zdecydowaną większość, co udowodniły ostatnie wybory samorządowe, w wyniku mobilizacji wyborców partia Kaczyńskiego zobaczyła figę, która zostanie jeszcze bardziej zobrazowana podczas wyborów parlamentarnych, gdy zostaną odsunięci od władzy.

Nie możemy jednak dać sie dzielić, a będą to robić poprzez różnego rodzaju akty prawne i zaniechania w stosunku do instytucji Unii Europejskiej, aby nastawić wrogo Brukselę.

Sojusz PiS z nacjonalistami Marszu Niepodległości to nie przypadek. Do ostatniej chwili ten pakt sojuszniczy był trzymany w tajemnicy, przecież można było jeszcze miesiąc temu aktem prawnym zdelegalizować Marsz Niepodległości.

Racja jest jednak po stronie opozycji, która musi przekuć ją na odsunięcie PiS od władzy. Wybitny historyk Norman Davies, który zna naszą historię jak nikt na świecie, życzy Polsce szybkiego powrotu do zdrowia i spokoju.

Jak nic nie stanie się nieprzewidzianego i politycy opozycji nie popełnią kardynalnych błędów, Polska w następnym roku powinna wstać z łoża boleści i mieć się tak, jak przed 2015 rokiem. Ale temu pacjentowi musimy pomóc my wszyscy.

Donald Tusk twierdzi, że wszystko, co złe jest do odwrócenia, acz po wygranej będziemy musieli żyć obok wyborców PiS, którzy jeszcze bardziej zostaną napuszczeni i szczuci przeciw społeczeństwu obywatelskiemu.

Wystąpienie Tuska w Łodzi podczas Igrzysk Wolności wejdzie do historii polskiej retoryki politycznej, już dzisiaj można je porównać z wystąpieniem innego Polaka, który zwrócił się do nas: „Nie lękajcie się!”. Teraz też mamy do czynienia z podobną wagą słów, dlatego musimy je docenić: „Brońcie tych praw, tej wolności i brońcie polskiej niepodległości. To wasze zadanie”.