Posts Tagged ‘Andrzej Przyłębski’

Walczący geniusz – prezes Ka.

Lojalka Wolfganga. IPN-ie kochany nie ośmieszaj się tak żałośnie❗️Wasza wiarygodność od dziś równa zeru.

To nie tylko lojalka, to przystąpienie do zobowiązania do wpsółpracy z SB.

Magda Jethon rozmawia z Joanną Szczepkowską. Wywiad publikuje portal Koduj24.pl.

Joanna Szczepkowska: To może być początek rozpadu PiS

Wszyscy, którzy są przeciw PiS są wrogami narodu, to jest dokładnie gomułkowsko–peerelowskie – mówi Joanna Szczepkowska w rozmowie z Magdą Jethon

Magda Jethon: Czy w 2015 r. dawała Pani szansę PiS-owi i wierzyła, że oni Polskę „naprawią”?

Joanna Szczepkowska: Nie, absolutnie nie. Nigdy nie uważałam, że Jarosław Kaczyński może coś zbudować. Od lat go obserwowałam i byłam pewna, że jego osobowość oznacza rozpad, a nie drogę do przodu.

– Nigdy Pani nie sympatyzowała z Prawem i Sprawiedliwością?

– Nigdy. Wiem, że tak mnie niektórzy widzieli albo chcieli widzieć, ale to nieprawda. Nigdy w życiu nie głosowałam na PiS ani nie sprzyjałam PiS-owi, choć nie należałam do bezkrytycznych entuzjastów poprzedniej rzeczywistości. Uważam zdecydowanie, że było wiele „wypaczeń” i propagandowych przerostów. Do dziś ciągnie się mój proces z TVN o takie właśnie chwyty. Mam też swoje wątpliwości dotyczące UE, ale nie co do tego, czy mamy w niej być, czy nie, bo to jest oczywiste, że musimy w Unii pozostać. Nie należę do ludzi, którzy uważają, że jesteśmy wyjątkowi, dumni i że nam się coś więcej od Unii należy.

– Rozumie Pani ludzi, którzy dziś popierają PiS?

– Jeżeli pani mnie pyta, czy ja rozumiem mentalnie, to oczywiście staram się, bo bez takiej próby zrozumienia, nie ma co myśleć o Polsce. Elektorat PiS-u to są ludzie, którzy w rozumieniu spraw istotnych utożsamiają się z Kościołem, ale z tym bardziej konserwatywnym. Dlatego trzeba starać się przede wszystkim ich zrozumieć. Nie jest bez znaczenia, że do dziś przy okazji różnych uroczystości w polskich oknach pojawia się portret Jana Pawła II. Postępowego Franciszka jakby nie było. Ludziom trudno zrozumieć, że ustrój i prawo w demokratycznym społeczeństwie musi też obejmować ludzi niewierzących lub ludzi innej wiary. Tak naprawdę z nauk Jana Pawła II też niewiele wzięto. Niedawno uczestniczyłam w takiej debacie i razem z kilkoma duchownymi doszliśmy do wniosku, że nauczanie naszego Papieża nie zapadło tak jak powinno. On starał się zbliżyć do „innego”, my pozostaliśmy na poziomie „swój i obcy”. Poza tym, żeby zrozumieć, trzeba pamiętać też o tym, że wiele osób w Polsce ma wyłącznie dostęp do mediów rządowych. Tam jest jednoznaczny obraz „dobrej zmiany”. Niedawno w podróży słuchałam Jedynki i tam spokojnie, sympatycznie, opowiada się o kraju poddawanym „wspaniałej dobrej zmianie”. Myślę, że wielu wyborców PiS chce uwierzyć w ten obraz. Jak za PRL-u. Opozycja myśli o konsekwencjach tych rządów, oni nie.

– Dziś już nawet Bronisław Wildstein i część dziennikarzy prawicowych nie są w stanie zdzierżyć propagandy w telewizji Jacka Kurskiego…

– Dlatego jestem optymistką, jeśli chodzi o przyszłość. Myślę, że tak prymitywnie narzuconej propagandy, jaką uprawia TVP nie da się znieść, nawet jeśli się nie akceptuje – nazwijmy to – lewicy liberalnej. Jestem przekonana, że prawica prędzej czy później się podzieli, a wtedy także podzielą się ludzie, którzy idą za autorytetami prawicy.

– Dlaczego Jarosław Kaczyński akceptuje taką propagandę, nie czuje, że to i dla niego może się źle skończyć? A może jemu się to podoba?

– No więc właśnie, jemu się to po prostu podoba. Tu nie chodzi o politykę, to jest kwestia psychologiczna czy łagodnie mówiąc charakterologiczna, jeśli nie zdrowotna, bo on ma po prostu satysfakcję z prymitywnie rozumianej zemsty. Nie wiem, jaki jest stopień jego IQ, natomiast jego uczucia, emocje określiłabym jako prymitywne. Myślę, że on ma ogromną satysfakcję z tworzenia toksycznej atmosfery.

– Nie dawno zaprotestowała Pani przeciw temu, co dzieje się w Polsce właśnie w TVP, podczas transmisji gali wręczenia nagród na 17. festiwalu „Dwa Teatry – Sopot 2017”. Odebrała Pani nagrodę dla najlepszej aktorki i powiedziała: „Żadne nagrody nie naprawią szkody, jakie nam funduje rząd, co państwo psuje”. I co? Wpuszczają Panią do mediów publicznych?

– Po pierwsze, ja tam nie chodzę, więc nie mam tego problemu. Kiedy PiS przejął władzę, wielokrotnie proponowano mi udział w jakiś medialnych debatach, ale odmawiałam. Pojawił się ten sam dylemat, co w PRL – czy lepiej być i powiedzieć, co się myśli, czy lepiej nie być. Uznałam jednak, że w dzisiejszej TVP ta propaganda jest tak nachalna, że nie ma sensu dyskutować na wizji. Natomiast chętnie przystałam na propozycję zrobienia Teatru Telewizji. Nie ma bojkotu Teatru Telewizji, grają w nim aktorzy nawet skrajnie lewicowi, więc nie było moralnego dylematu. Ja się od lat bezskutecznie starałam o możliwość zrobienia czegoś w tym medium. My rozmawiamy o polityce, ale ja jestem przede wszystkim aktorką i pisarką, więc nie ukrywam, że dla mnie ta marginalizacja za poprzedniej ekipy była dramatem. Bo oczywiste jest i tego nie ukrywajmy, że poprzednia ekipa też rozdawała karty i ustalała swoje hierarchie. Więc z radością zrobiłam mój monodram „Goła baba”. Miał ogromną oglądalność, choć zwłaszcza na początku, to trudna sztuka i można po prostu zmienić kanał. To był teatr telewizji na żywo, ja reżyserowałam i grałam – ogromne przeżycie. Natomiast, kiedy dostałam nagrodę na festiwalu Teatru Telewizji, to już wtedy uznałam, że mam okazję do wyrażenia sprzeciwu wobec tego, co się dzieje.

– Jak to się odbyło?

– Nagrodę wręczali mi wiceprezes TVP i sponsor nagrody. Mówili o tym, że powinnam zrobić więcej jeszcze teatrów telewizji. Sponsor, wręczając nagrodę, powiedział mniej więcej: – „Pani Joanno, tak się cieszymy, ale z tym komunizmem, którego koniec pani nam ogłosiła, to nie do końca się udało, ale pracujemy nad tym. Ale teraz, jak pani wie, przyszłość widzimy w jasnych kolorach”. Wtedy podeszłam do mikrofonu i powiedziałam: – „Wydaje mi się, że inaczej widzimy kolory”. Potem podziękowałam za nagrodę, a jako jedna z postaci mojej sztuki wyrecytowałam wcześniej przygotowany wierszyk. Pierwsze rzędy, w których siedzieli oficjele z PiS-u zamarły, w dalszych siedziała już prawdziwa publiczność, która zareagowała entuzjastycznie. Ja oczywiście wiem, że więcej propozycji z Teatru Telewizji już nie będzie, jako aktorka i dramaturg żałuję, ale wszystko ma swoją cenę.

– Jest Pani nie tylko aktorką, ale też i felietonistką. W pewnym momencie rozpoczęła Pani współpracę z tygodnikiem „Do Rzeczy”.

– Tak. Kiedy wyrzucono mnie z „Wysokich Obcasów” za poglądy, współpracę od razu zaproponował mi „Plus Minus” – dodatek do „Rzeczpospolitej”, to bardzo dobre, poważne pismo. Potem zgodziłam się na felietony w „Do Rzeczy”, ale ta współpraca trwała bardzo krótko.

– Odeszła Pani z powodu okładki z Tuskiem w stroju Indianina…

– Tak, redaktor naczelny Paweł Lisicki powiedział, że mogę tam pisać, co chcę, bez względu na to, jaki światopogląd będę reprezentowała. Zastanawiałam się nad tym jakiś czas, ale postanowiłam spróbować. Natomiast w momencie, kiedy się ukazała ta okładka z Donaldem Tuskiem, którego bardzo szanuję, to zobaczyłam, że bez względu na to, co ja tam napiszę, to stanę się zakładnikiem takiej okładki. Skoro tam piszę, to znaczy, że się z nią zgadzam, a to byłaby nieprawda, bo się nie zgadzam.

– Za to prawdą jest, że zawsze ciepło Pani wspomina Marię i Lecha Kaczyńskich. Powiedziała Pani nawet, że jest pewna, że żadne z nich nie chciałoby leżeć na Wawelu, bo to się kłóci z ich skromnością…

– Tak uważam. Znałam parę prezydencką, Lech Kaczyński był zupełnie innym człowiekiem niż Jarosław, choć był niestety pod wielkim wpływem brata. Zresztą, co może ciekawe, najczęściej spotykałam go w „Gazecie Wyborczej”, bo bywał zapraszany na różne uroczystości. Tam go też poznałam. Potem kiedyś razem z moim przyjacielem jedliśmy we trójkę kolację. Mogę powiedzieć, że miałam okazję trochę mu się przyjrzeć. A Marię Kaczyńską też poznałam na jakiejś uroczystości. Prezydentowa była przede wszystkim osobą prawdziwie działającą w wolontariacie, niezwykle zaangażowaną. Każdy, kto się zetknął z wolontariatem, tym najtrudniejszym – szpitalnym, z umierającymi ludźmi, wie, co to jest za robota. Taki ktoś nie kojarzy się z wawelską pychą. To była osoba odważna i konkretna, zresztą pamiętamy pretensje ojca Rydzyka do Marii Kaczyńskiej i jej liberalnego podejścia do aborcji. To wszystko świadczy o tym, wokół jakiego światopoglądu, tak naprawdę, obracała się ta para.

– Trudno mi sobie wyobrazić prezesa PiS na uroczystości w „Gazecie Wyborczej”. Jarosław Kaczyński i jego otoczenie mają w pogardzie elity, bardzo często próbują dezawuować wybitne postacie. Dlaczego?

– Dlatego, że ta władza po peerelowsku stawia granice. Z jednej strony my, a z drugiej ci, którzy się z nami nie zgadzają, czyli wichrzyciele. Wszyscy, którzy są przeciw PiS są wrogami narodu, to jest dokładnie gomułkowsko–peerelowskie. Opozycja to nie są ludzie o odmiennych poglądach, którzy mają inny światopogląd czy inne myślenie o tym, jak rządzić krajem, tylko to jest wróg. Wróg narodu. Więc jeśli to jest wróg narodu, to należy go tępić. Taka jest wykładnia Kaczyńskiego. Uważam, że jego osoba jest tutaj kluczowa i Macierewicza naturalnie też. To są dwaj panowie, których skuteczność jest nie do pojęcia; mają siłę, której nikt nie jest w stanie się przeciwstawić. W bajkach by się powiedziało, że mają ciemną moc i różdżkę.

– Kaczyński dobiera ludzi posłusznie poddanych. W internecie można obejrzeć filmik z fragmentem przemówienia Jarosława Kaczyńskiego w kopalni „Wujek”. Prezes stoi na tle swoich ministrów i mówi, że węgiel i węglowodany to mniej więcej to samo. Wszyscy słyszą i nikomu nawet nie drgnie powieka. Gdyby powiedział, że ziemia jest płaska, też nikt by nie zareagował…

– A jak się zachowywał Macierewicz podczas przemówienia Dudy? Potakiwał, chociaż to było przecież przeciwko niemu. To sytuacja z Mrożka.

– Widać, że wyborcom PiS-u to się podoba, tak jak podoba się Krystyna Pawłowicz, która mówi „wziąść”, bo według niej „wziąć” wymyślili komuniści i złodzieje.

– Ona jest przez to bardziej swoja, bo pewnie przeciętny wyborca PiS mówi „wziąść”.

– Z tego wniosek, że wyborca PiS nigdy nie przejrzy na oczy? Czyli to już tak zostanie na bardzo długo?

– Zależy co oznacza „bardzo długo”. Ja myślę, że nie bardzo. Ostatnie decyzje prezydenta Dudy, nawet jeśli to tylko gra, a nie prawdziwy bunt, będą miały fundamentalne znaczenie. Prezydent Duda był akceptowany, a nawet uwielbiany przez wielu PiS–owców, teraz oni muszą dokonać wyboru między nim a Kaczyńskim. Kto jest „dobry”, a kto „zły”. To może być początek rozpadu.

– Myśli Pani, że prezydent nie złamie się i nie wróci do postaci Adriana z „Ucha Prezesa”?

– Oczywiście, sytuacja się zmienia z dnia na dzień i to, co myślę dziś, może już być nieaktualne, ale dziś myślę, że nie wróci do Adriana. Bardzo istotną rolę może odegrać rodzina prezydenta. To naprawdę nie jest bez znaczenia. Żona jest córką człowieka związanego z zupełnie innym światopoglądem, jest siostrą człowieka, związanego z zupełnie innym widzeniem świata. Podejrzewam, że ich córka przeżywa dramaty. To na pewno nie jest proste. On sam musi być rozdarty jako człowiek, jako mąż, jako ojciec. Podejrzewam, że musi mieć naciski ze strony ludzi bardzo bliskich. A to, co mu zafundowaliśmy pod oknami, i w Warszawie, i w Juracie, ta wielość i wielkość protestów, też nie jest bez znaczenia. Nie wiem, co by się musiało stać, żeby wrócił do Adriana.

– Nie można zapominać, że ma również naciski polityczne ze strony swojego ugrupowania…

– Ale co ma do stracenia?

– Nie zyska zwolenników w opozycji, bo zniszczył Trybunał, podpisał ustawę o sądach powszechnych itd., nie wygra kolejnych wyborów…

– To prawda, w przypadku jeżeli zakładamy, że chce kandydować na kolejną kadencję, a ja tego nie zakładam. Wszyscy myślą, że on marzy o reelekcji, a ja uważam, że to jest człowiek tak udręczony tym wszystkim, że być może chciałby już odejść.

– A przed odejściem poprawić wizerunek?

– Tak. Przecież w tej opcji już wyżej nie pójdzie. Swoją drogą każdy prezydent Polski narzeka na samotność. Ten ma do wyboru – albo miękkie spadanie, albo szacunek ludzi myślących. Gdzieś przecież po tej prezydenturze będzie się musiał odnaleźć…

– Wielkie nadzieje pokłada Pani w prezydencie…

– Tak, tylko, żeby nie wyszło, że chodzę z transparentem „Hura Andrzej Duda”… Ja tylko mam nadzieję, że to wszystko zacznie pękać.

– Kiedy to się może stać?

– Pyta mnie pani tak, jak moja mała wnuczka, która na demonstracji, przytupując nogami, spytała, ile to jeszcze będzie trwało. Jakaś pani jej odpowiedziała, że dwa lata… A poważnie? Wszystko zależy od tego, czy ten wspaniały zbiorowy opór się utrzyma. On musi być teraz w nasze życie wpisany choćby po to, żeby pokazać, że nie ulegniemy zastraszeniu. Nie wiem, czy jestem dobrym jasnowidzem, ale myślę, że jeśli wytrzymamy do następnych wyborów, to przegrają.

– Wtedy będzie mogła Pani wreszcie ogłosić: „Proszę państwa, dzisiaj skończyła się władza Jarosława Kaczyńskiego…”.

– …To właśnie obiecałam tłumowi ludzi przed Sądem Najwyższym na placu Krasińskich. Ja dotrzymuję przyrzeczeń.

nie dała się nabrać ani na premiera z Gorzowa, ani posła z Ząbek. Nie będzie zgody na plującego na senatora z Grójca!

Replying to  

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie, czego się po nim można spodziewać.

Ile w Dudzie jest pisowca, a ile Polaka demokraty?

W co gra Andrzej Duda w kwestii dwóch zawetowanych ustaw sądowniczych, które mają być na nowo pisane w Kancelarii Prezydenckiej, przedstawione na jesieni opinii publicznej i poddane obróbce parlamentarnej? Jeszcze w tej chwili trudno coś konkretnego powiedzieć, ale mamy do czynienia z dwoma faktami, których nie można przemilczeć.

Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia przedstawiło prezydentowi swoje propozycje obu ustaw: o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądowniczej.

Drugim faktem, ale niepotwierdzonym wprost przez zaplecze prezydenta, jest powierzenie przez Dudę pracy nad ustawami prof. Michałowi Królikowskiemu, byłemu wiceministrowi sprawiedliwości w rządzie PO-PSL i bliskiemu współpracownikowi Jarosława Gowina. Uważa się, że Królikowski ma swoje poglądy konserwatywne i republikańskie, ale nie zaprzeda je politycznemu zamówieniu PiS. A więc należy mniemać, iż niezależność sądów nie zostanie złożona przez niego na ołtarzu PiS.

Tyle wiemy o działaniu strony Dudy, a PiS czeka, ale nie próżnuje, lecz naciska i to poprzez fakty medialne. Tak odczytuję wypowiedź marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, który w radiowej Jedynce powiedział: – „Sam osobiście spotykam się od czasu do czasu z panem prezydentem. Rozmawiamy o tych sprawach, również o tej ustawie”.

Te słowa to zaklinanie rzeczywistości, bo należy je odczytywać, iż Duda konsultuje (słucha, a może nawet zgadza się) ze stanowiskiem PiS, swojej macierzystej partii. Karczewski do tego dobitnie dodał: – „Wywodzimy się z tego samego obozu politycznego”.

To jest dopychanie kolanem Dudy, aby pisana u niego ustawa zgadzała się z życzeniem PiS, czytaj: Kaczyńskiego. Jak każdy słaby retor (a więc kiepściutki intelektualnie) Karczewski nie potrafi szerzej przedstawić potrzeby ustaw sądowniczych, a także wpleść je w narrację o współczesnej Polsce. Za dużo wymagam od Karczewskiego? Na Boga, a od kogo mam wymagać podstawowych standardów intelektualnych, jak nie od postaci ze świecznika, z elit politycznych (acz to są elity PiS i niekoniecznie semantycznie tożsame z jako takimi).

Uważam, że za mało mówi się o pisanych w kancelarii Dudy ustawach sądowniczych, przecież o nie toczył się protest w lipcu, są nadzieją środowisk demokratyczno-republikańskich. W moich słowach można odczytać wielką nadzieję, że PiS nie zniszczy tego, co mamy ustrojowo najcenniejsze: demokrację liberalną.

Ale Polacy nie mają większych złudzeń, co do wet Dudy. W sondażu dla oko.press tylko 17 proc. badanych uważa, że spór sądowniczy Dudy z PiS toczy się o pryncypia demokratyczne, jest na serio. Dwukrotnie więcej, bo 35 proc. uważa, iż to chwilowe nieporozumienie – jakby potwierdzając Karczewskiego supozycję w stosunku do Dudy – „Wywodzimy się z PiS”, a 28 proc. uważa, że to ustawka. Duda zawetował, bo PiS bał się protestów.

Polacy zatem są sceptyczni, ale także nieprzykładający wagi do znaczenia niezależności sądów. Błąd. Łudzę się, że wielu młodych – bo lipiec należał do młodego pokolenia – wiele się w tym czasie nauczyło, przeszło propedeutykę do nauk o demokracji, co niestety zostało zaniedbane przez szkołę.

Najlepszy byłby okrągły stół prawników, o którym nawet Duda wyraził się pozytywnie, ale to było w momencie największych protestów. Oby nie skończyło się tradycyjnie, iż otoczenie Dudy twierdzi, że on myśli, zastanawia się i pokazują nam obrazki z drapaniem się inkryminowanego po głowie i przychodzi taki oto kulminacyjny moment, iż Duda podpisuje hurtem wszystko, co sobie PiS, tj. prezes życzy.

Nie życzę Dudzie niczego złego, ale zdecydowanie bardziej nie życzę nam, aby PiS w procedurach demokratycznych pozbawiało nas demokracji i wolności obywatelskich. Więc zadaję najważniejsze w tym kontekście pytanie: ile w Dudzie jest pisowca, a ile Polaka demokraty?

BARDZO WAŻNE SŁOWA

>>>

Osiół.

Andrzej Duda zaczyna się już bać. Pisze o tym Wojciech Czuchnowski („Wyborcza”). Zatrzeszczała uruchomiona przez PiS machina niszczenia niezależności polskich sądów. Prezydent Andrzej Duda postawił się ministrowi Zbigniewowi Ziobrze i wstrzymał prace nad ustawą pozwalającą partii władzy przejąć kontrolę nad Krajową Radą Sądownictwa.

Prezydent ma wątpliwość, czy zakładane w ustawie skrócenie obecnej kadencji KRS jest zgodne z Konstytucją RP. A już zapowiadał się blitzkrieg na miarę zwycięstwa „przedstawicieli suwerena” nad Trybunałem Konstytucyjnym.

Ziobro o sądach: „patologia”

Media publiczne i prorządowe od miesięcy zohydzały wizerunek sędziów, przedstawiając ich jako zwyrodnialców, drobnych złodziei i alimenciarzy. Ziobro i jego współpracownicy w jednym zdaniu wymieniali sądy z takimi słowami jak „patologia”, „klika” oraz „sitwa”. Grozili dyscyplinarkami i brali w obronę sprawcę ataków na sędziego podczas rozprawy. Sejm, nie przejmując się sprzeciwem opozycji, wszystkich środowisk prawniczych i organizacji międzynarodowych, przyjął w pierwszym czytaniu nowe przepisy o KRS.

Wydawało się, że teraz sprawę klepnie tylko komisja sprawiedliwości z niezawodnym prokuratorem Piotrowiczem na czele, potem szybka ścieżka w Senacie, podpis prezydenta i latem, a najpóźniej jesienią Ziobro zamelduje prezesowi, że zadanie „odzyskania sądów” zostało wykonane.

Czemu Duda stawia się Ziobrze

Co poszło nie tak? Czemu prezydent stawia się Ziobrze, chociaż dotychczas „niezłomnie” parafował wszystko, czego tylko chciała partia? Przecież jeszcze niedawno Andrzej Duda mówił, że Ziobro był „najlepszym w historii ministrem sprawiedliwości”…

Nie wierzę w „przebudzenie” Andrzeja Dudy. Dotąd prezydent za nic miał nawoływania, by szanował swój urząd i stał na straży konstytucji. Nie przejmował się głosami swoich wychowawców z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy przypominali mu zasady państwa prawa wpajane na studiach prawniczych.

Duda się boi

Powód sprzeciwu głowy państwa wydaje się inny: Krajowa Rada Sądownictwa jest organem państwa, którego członkowie mają w konstytucji zagwarantowaną pełną kadencyjność. Oprócz KRS taką gwarancję ma w konstytucji tylko Prezydent RP. Jeżeli dzisiaj obecna władza zmieni tą zasadę odnośnie do Rady, to Andrzej Duda nie może mieć pewności, że władza następna (albo nawet jeszcze ta sama) nie zrobi tego w stosunku do jego urzędu.

Sprzeciw prezydenta to nie „przebudzenie”. To strach.

Dla radnego PiS Rafała Piaseckiego z Bydgoszczy.

Ambasador USA o kwestii smoleńskiej: nie widzimy już nic, co moglibyśmy zrobić

BRAWO DLA NIEZALEŻNYCH SĄDÓW. PROKURATURA NIE ZAMIECIE POD DYWAN KOLEJNEJ SPRAWY DZIAŁACZKI PiS

Monika Olejnik pisze o państwie PiS. W państwie praktycznym PiS-u – jakże innym od państwa teoretycznego PO! – armia może tracić 30 generałów i 250 pułkowników, można też sobie pozwolić na ujawnienie własnych szpiegów. Bo najważniejsze jest ściganie Tuska

Państwo za czasów PO przez osiem lat było teoretyczne – to ulubiony cytat z podsłuchanej rozmowy między Bartłomiejem Sienkiewiczem a Markiem Belką. Powtarzany przez prezydenta Andrzeja Dudę, premier Beatę Szydło, szefa MSW Mariusza Błaszczaka. Częściej cytowany jest Bartłomiej Sienkiewicz niż Henryk Sienkiewicz.

Dzisiaj rzeczywiście państwo polskie staje się praktyczne: pękająca opona w limuzynie prezydenta, pędzący samochód z panią premier zatrzymujący się na drzewie, uciekający z miejsca wypadku kierowca Antoniego Macierewicza.

W państwie praktycznym należy sobie wszystko podporządkować. Trwa zamach na sędziów, na Sąd Najwyższy. Najlepiej wszystkich wymienić i zacząć od początku, bo przecież jak to możliwe, by w sądach pracowali ci sami ludzie co przed 1989 r.?

Co innego w prokuraturze. Najnowsza „Polityka” pisze o wiceprokuratorze generalnym Waldemarze Puławskim, który „czuwa nad śledztwem dotyczącym Donalda Tuska”. Puławski od 1984 r. pracował w warszawskiej prokuraturze, a już w III RP weryfikował śledczych. A przypomnę jeszcze słynnego prokuratora Piotrowicza, który macha nam przed oczami konstytucją.

W państwie praktycznym można przesłuchiwać przez osiem godzin przewodniczącego Rady Europejskiej, żeby sprawdzić, czy przypadkiem służby rosyjskie i polskie ze sobą nie współpracowały. W państwie praktycznym szefem SKW może być człowiek, który znalazł na swoim płocie martwą wiewiórkę i twierdził, że ktoś mu ją przyczepił w odwecie za jego działalność. Po tzw. dobrej zmianie „wykańczać” caracale może dr Berczyński, który pochwalił się Magdalenie Rigamonti, jak uratował Polskę przed francuskimi śmigłowcami.

Ministerstwo Obrony Narodowej zaprzecza, oświadcza, że nie ma z tym nic wspólnego, ale okazuje się, jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna”, że dr Berczyński dostawał dokumenty z Inspektoratu Uzbrojenia MON. Na jakiej podstawie? Tego nie wiemy. Dlaczego miał dostęp do materiałów niejawnych, tego też nie wiemy. W państwie teoretycznym byśmy zapewne wiedzieli.

Władza chce zmienić wszystko. Ma zakusy na konwencję antyprzemocową, choć jest wielu skorych do bitki mężczyzn, można takich odnaleźć w PiS.

W państwie praktycznym minister obrony narodowej może lekceważyć prezydenta, nie odpowiadać na jego listy, a armia może tracić 30 generałów i 250 pułkowników. W państwie praktycznym można sobie pozwolić na ujawnienie szpiegów dzięki czemu, jak pisze w „Wyborczej” Wojciech Czuchnowski, „obce służby, nie ruszając się zza biurka, mogą zidentyfikować naszych szpiegów, a potem odtworzyć ich kontakty za granicą”.

Ale co to obchodzi szefa SKW pana Piotra Bączka. On ściga Tuska i to jest najważniejsze przesłanie obecnej władzy.

PIĘKNE PODSUMOWANIE RZĄDÓW PiS. Rachunek sumienia znaleziony w sieci. Autor: Ada112

Waldemar Mystkowski pisze o ambasadorze Przyłębskim i Beacie Szydło.

Ambasador RP w Niemczech Andrzej Przyłębski nie może być pewien swego stołka, bo jego zwierzchnik Witold Waszczykowski też nie jest pewny posady, może wylecieć przy pierwszej lepszej rekonstrukcji. Nie wiem, jakim łukiem Przyłębski obejdzie ustawę dekomunizacyjną, wszak ma solidną teczkę w IPN jako TW Wolfgang. Może liczyć, iż ustawa zostanie zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego, a tam żona Julia z innym agentem Mariuszem Muszyńskim znajdą jakiś haczyk, aby nie podlegał lustracji.

Przyłębski jednak musi punktować u prezesa, u którego splotem słonecznym czy też piętą Achillesa jest „Tusk”. Walniesz Kaczyńskiego Tuskiem to jęczy na cały kraj i wyzywa: ty elemencie animalny, najgorszy sorcie, gestapo. Przyłębski nieprzypadkowo przybrał ksywkę Wolfagang, bo lubi jako Wolf poszczekać, poszarpać za nogawki i wyć do księżyca.

W Berlinie Przyłębskiego nie tolerują, zresztą nie uprawia żadnej dyplomacji, bo dla polityki PiS jest ona zbędną. Ambasador a to załatwi salę kinową dla filmu „Smoleńsk” (kilka miesięcy za tym chodził), a to dla jakiegoś lokalnego dziennika poszczeka na Tuska. Proszę zauważyć, że nie piszę, iż zamienia się w kundelka, ale w Wolfa. Szarpie za nogawkę Tuska i szczerzy zęby na łamach „Neue Osnabrücker Zeitung”, sugerując, że to był niemiecki kandydat: „najwyraźniej z punktu widzenia Berlina istniały nie cierpiące zwłoki powody, by przedłużyć kadencję Donalda Tuska”.

Spowodowało, że – mówi to dyplomata (w istocie wzorzec z Sevres dyplomatołka wg definicji niezapomnianego Władysława Bartoszewskiego): „Wina za pogorszenie się stosunków polsko-niemieckich leży po stronie Niemiec”. Hau, hau – szczeka Wolf Przyłębski, a tak naprawdę boi się o posadę i melduje prezesowi: Heil, heil.

W o wiele ważniejszej niemieckiej gazecie, bo w „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) – ichniej „Gazecie Wyborczej” – ukazał się artykuł podpisany przez Beatę Szydło. Wszak wiadomo, że pani premier tego nie mogła napisać, lecz podpisała. Nie waham się tak nazywać, choć język jest szydłowski – ble, ble godny magla – pusty znaczeniowo, owijający bawełnę w inną bawełnę, jest to zresztą charakterystyka PiS. Nie potrafią zająć się konkretami, bo najlepsi są w pluciu na przeciwników politycznych.

Artykuł publikuje „FAZ” z powodu tego, iż w niedzielę w Hanowerze Szydło wraz z Angelą Merkel będą otwierały targi przemysłowe. Szydło „pisze” o wszystkim, a tak naprawdę o niczym, przy tym wciskając sporą dawkę kłamstw, pisowskiej trucizny. My, w Polsce już się uodporniliśmy (co cię nie zabije, to wzmocni), a szkoda, gdyż przeciwstawić się złu najlepiej za pierwszym razem, gdy jest determinacja. Szydło kłamie w czytelnicze niemieckie oczy: „Polska nie jest przygotowana na falę uchodźców”, ale „dobrze radzimy sobie z ponad milionem ukraińskich obywateli”.

Takich oszustw i bleblań jest co nie miara, ale pojawia się też inny ton: „Jesteśmy gotowi do zawierania dobrych kompromisów we wszystkich ważnych kwestiach europejskich”. Te „dobre kompromisy” znamy w Polsce jako „dobrą zmianę”. Niemcy ani nikt w Europie na to się nie nabiorą, bo nie ma żadnych „dobrych” konkretów.
Na szczęście o Tusku autor podpisany jako Szydło nic nie pisze. I to jest najlepszy element tego artykułu. Szydło w Niemczech jednak wystąpi i na jakimś konkrecie się wyrżnie, bo tak mają wszyscy pisowcy (Morawiecki, Waszczykowski, itd.), którzy na światowych salonach otwierają buzie.

REALIZUJE PLAN „POLSKA W RUNIE”?

UMARLIŚMY ZE ŚMIECHU :)))))))))

Pod MON pikieta przeciw szkodnikowi Macierewiczowi. ANTONI pod sąd! KTO JEST ZA?

Kleofas Wieniawa pisze o aferach Macierewicza.

Beata Szydło nie dostała pozwolenia od prezesa, aby zdymisjonować Antoniego Macierewicza. Więc wotum nieufności Platformy Obywatelskiej wobec ministra obrony będzie miało formę krytyki, a jest za co go rugać, bo to postać z pogranicza zaprzaństwa i zdrady.

Przegranym też może czuć się Andrzej Duda, dla którego polityka epistolarna jest najwyższą formą sprzeciwu i buntu wobec odebrania mu konstytucyjnych prerogatyw. Macierewicz i tak wykopyrtnie. Oby jak najprędzej, aby straty były względnie najmniejsze.

Afera z Wacławem Berczyńskim ma posmak korupcji i znamiona wielkiej afery. Ten człowiek tak czuł się pewnie pewnie, że chlapał jęzorem bez opamiętania.

Widać, iż wyobraźnię ma kiepską, bo fabuła z ładunkiem termobarycznym to jakość grafomanii. Na wierzch będą wychodzić coraz gorsze rzeczy.

DOBRE 🙂

>>>

A CZY NIE POWINNO BYĆ TAK, ŻE WŚRÓD KSIĘŻY, NAMIESTNIKÓW BOGA WŚRÓD LUDZI, NIE POWINNO BYĆ PEDOFILII W OGÓLE ???!!!

c5_lwibxmaacymg

Tęskonota.

c6aqajpwaaab8zi

PiS snuje intrygę wokół I prezes Sądu Najwyższego, Małgorzaty Gersdorf. O co chodzi? – pisze Dominika Wielowieyska („Wyborcza”). Akcja PiS przeciwko prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Gersdorf ma drugie dno. W tej rozgrywce chodzi o zupełnie inną panią prezes.

akcja-pis

Poseł Arkadiusz Mularczyk wraz z grupą posłów PiS zapytał Trybunał Konstytucyjny, czy przepisy, na podstawie których wybrano prezes Sądu Najwyższego, są zgodne z konstytucją. Jeśli nie, to – zdaniem Mularczyka – wybór prof. Gersdorf na to stanowisko jest nieważny.Wniosek jest absurdalny. Dziennikarze, zadając pytania Mularczykowi, szybko tego dowiedli. Poseł PiS plątał się albo mówił nieprawdę, np. że regulamin wyboru prezesa SN nie był publikowany, a był – w Monitorze Polskim. Ale w tej sprawie nie o to chodzi. Mularczyk został kamikaze w ściśle określonym celu. Wbrew pozorom nie jest nim ani zemsta, ani odwołanie prof. Gersdorf. Choć dla PiS jest niewygodna, bo odważnie mówi o łamaniu konstytucji i naruszaniu zasad państwa prawa. Nie wykluczam wcale, że PiS chce panią prezes postraszyć, a jeśli będzie to tylko możliwe, to chętnie pozbawi ją stanowiska. PiS nie respektuje żadnych granic. Pisowski Trybunał wyda najbardziej absurdalne orzeczenie i uzasadni każde bezprawie.

(CZY LUDZIE WYSTAWIAJĄ SIĘ NA POŚMIEWISKO Z GŁUPOTY CZY NA CZYJEŚ POLECENIE? BO NIE BARDZO POTRAFIMY TO SOBIE WYTŁUMACZYĆ.._

c58qiw0xeaa3hga

Myślę jednak, że Mularczykowi chodzi o paraliż Sądu Najwyższego, o zakwestionowanie prawa sędziów do orzekania, bo ten sąd właśnie ma się wypowiedzieć w sprawie wyboru Julii Przyłębskiej na prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Według wielu autorytetów prawniczych Przyłębska nie dopełniła wymogów uchwalonej ostatnio przez PiS tzw. ustawy wprowadzającej o TK. Ustawa ta stanowi, że kandydatów na prezesa Trybunału zgromadzenie ogólne przedstawia prezydentowi „w formie uchwały”. Ale takiej uchwały zgromadzenie nie podjęło. Z prostego powodu: pani Przyłębska nie miała poparcia większości sędziów Trybunału.

Cała intryga polega tym, by zamieszać w sprawie prezes Gersdorf pod hasłem: tam też nie było przedstawienia kandydatów prezydentowi w formie uchwały, tak jak w przypadku Przyłębskiej. PiS chce nas utopić w kazuistycznych detalach i przygotować grunt pod kolejną polityczną akcję na wypadek, gdyby Sąd Najwyższy zakwestionował wybór obecnej prezes Trybunału. Partia rządząca zamierza jej bronić jak niepodległości, bo sędzia Przyłębska gwarantuje pełne podporządkowanie TK PiS-owi.

Oczywiście wybór prezesa SN odbył się zgodnie z prawem, a wybór prezes Przyłębskiej – nie, bo sędzia z nadania PiS złamała przepisy, które PiS sam ustanowił. Ale czy wyborcy zagłębią się w szczegóły? PiS będzie powtarzał: to jakieś prawnicze dywagacje, kto by tam na to zwracał uwagę. To jest właśnie sposób na demontaż państwa prawa. Poprzez chaos.

„NASZE ANALOZY PRAWNE”… pozamiatane

c5_aidgwaaakrnf

Monika Olejnik pisze o cięciach PiS. Co by tu wyciąć? Idą jak burza. Wycinają wszystko, co się da, począwszy od drzew. Wszystko dla dobra obywatela. Jednak jak wyciąć Tuska to największy ból głowy rządzących. Opluć, intrygować – to ich zadanie.

pis-wycina

Wyciąć pigułkę „dzień po” dla dobra kobiet, bo przecież są idiotkami i nie potrafią jej brać. Muszą to robić pod okiem lekarza. Wyciąć Trybunał Konstytucyjny, sparaliżować go – to kolejne hasło PiS.

Minister Zbigniew Ziobro, ku zdumieniu Jarosława Kaczyńskiego, składa wniosek o wykluczenie trzech sędziów TK, wiadomo których – nie swoich.

Poseł Arkadiusz Mularczyk stał się twarzą wniosku 50 posłów o zbadanie zgodności z konstytucją wyboru prezes Sądu Najwyższego. Do niedawna wrogiem PiS był Andrzej Rzepliński, teraz stała się pierwsza prezes Małgorzata Gersdorf.

Poseł Mularczyk kompromituje się, wali głową w ścianę. Studenci prawa powinni obejrzeć konferencję prasową adwokata Mularczyka. Dobrze, że jest posłem, a nie obrońcą, bo jego klienci mogliby być niezadowoleni z wyroków sądu.

Im większe zamieszanie, tym łatwiej przykryć to, co się dzieje w polskiej armii. A tam trwa wycinka na całego: generałów, pułkowników, osób kompetentnych, docenianych przez NATO, walczących w Afganistanie, w Iraku. Wszystko po to, żeby w armii Macierewicza byli mierni, ale wierni.

Beczka śmiechu czy ściana płaczu?

c5_q8n9waaejis9

Minister od wycinania drzew pisze pean na cześć dyrektora Radia Maryja, dziękując mu wprost za poparcie w wyborach parlamentarnych.

Co na to Kościół, Episkopat, który tylko wzburza się „Klątwą”, a niczego innego poza tym nie widzi?

Po raz pierwszy w historii urzędujący minister składa akt miłości księdzu, pisząc o nim m.in., że broni polskich lasów państwowych, widzi dramat Puszczy Białowieskiej, wszechstronnie wykształcony, znający bardzo dobrze historię Polski, narodu, Kościoła. Autorytet w kwestiach takich, jak: wartości chrześcijańskie, etyka i moralność (przypominam, że to Rydzyk mówił o Marii Kaczyńskiej, że jest czarownicą i powinna się poddać eutanazji). Jest wizjonerem, sprzeciwia się gender i wspiera tradycyjny model rodziny. Jemu wycięcie nie grozi.

Ale czy zostało coś jeszcze do wycięcia?

c5_orw8wyaizdfg

HIPOKRYZJA PiS W NAJCZYSTSZEJ POSTACI

c5_cmvsxqaaigfj

Waldemar Mystkowski pisze o „bohaterach PiS. Przyłębskich i Muszyńskim.

c58wl76wuaejbnh

Pisowskie haki na ambasadora i sędziów TK

Ambasador Polski w Berlinie Andrzej Przyłębski złapany in flagranti zachowuje się typowo dla swojej sytuacji. „Potknął się i w tym samym czasie spadły mu spodnie”.

Coś tego „w tym samym czasie” jest za dużo. Dla portalu braci Karnowskich Przyłębski o swoim TW Wolfgang mówi: „Niewykluczone, że szantażowany na okoliczność niewydania paszportu, mogłem podpisać jakieś zobowiązanie”. Nie wyklucza, że był szantażowany, a więc nie wyklucza, że nie był szantażowany, a ponadto podpisał „jakieś” zobowiązanie.

Wszystko to rozmyte, przypuszczająco o sobie, jakby był kimś innym. Chce siebie usprawiedliwić, bo w następnych zdaniach Przyłębski opowiada, co powiedział esbekowi po powrocie z Anglii: „był czerwiec roku 1979, po powrocie opowiedziałem o moim pobycie. W moich słowach nie było żadnych rewelacji.”

Używając języka Przyłębskiego należałoby owo zdanie zbudować: „możliwe”, że nie było rewelacji. A więc możliwe, że były rewelacje.

Pamiętajmy, że zaraz nastąpił czas „Solidarności”. SB zajęła się zupełnie czym innym. Przyłębski ponoć zerwał współpracę. Znowu używa trybu przypuszczającego: „Wydaje mi się, że na początku 1980 roku poinformowałem pisemnie, że nie chcę dalszych takich spotkań”.

Jakieś strasznie uprzejme to SB było, można było tajnym służbom odmówić pisemnie. No, działali w białych rękawiczkach. A jeszcze ciekawsze jest, jak Przyłębski opowiada, gdy teraz był sprawdzany przez ABW. Opowiada nasz „bohater”: „Kiedy ABW mnie sprawdzała, to całą tę sytuację przypomniano. Ja to jakoś zrekonstruowałem, opowiedziałem to oficerom i oni uznali, że  to nie spełnia pięciu kryteriów współpracy z SB. W związku z tym otrzymałem certyfikaty dostępu do tajnych materiałów”.

c56upzxwgaazowp

Czyli nie mieli jego teczki, tylko wierzyli mu na słowo. Ciekawe, jak wyglądają notatki z tego sprawdzania przez ABW. Jeszcze bardziej „żartobliwy” jest język Przyłębskiego, co napisał w oświadczeniu dla IPN, bo i do tego jest zobowiązany jako dyplomata: „Nie pamiętam, czy w oświadczeniu do IPN napisałem o podpisaniu zobowiązania.”

W przypadku Przyłębskiego działa syndrom „w tym samym czasie”, który może wyjaśnić, dlaczego został on ambasadorem, a jego żona Julia prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Mianowicie w tym samym czasie w polskiej ambasadzie w Berlinie pracują obydwoje Przyłębscy i Mariusz Muszyński, dzisiaj najbliższy współpracownik Przyłębskiej w Trybunale Konstytucyjnym, w zasadzie to on w nim trzęsie, prezes Przyłębska jest li tylko kwiatkiem do kożuszka. Ów Muszyński w latach 90. pracował w tajnych służbach i z tego powodu został wydalony z Niemiec.

Składamy zatem to kupy wszystkie „w tym samym czasie” i może nam się złożyć całkiem fikuśne in flagranti. A na pewno na klasykę PiS, iż „za dużo tych przypadków”. Kto zatem kim trzęsie? Kto kogo szantażuje? Dlaczego nie złożyli wcześniej prawdziwych oświadczeń, dlaczego kłamali, itd.?

Za dużo tych potknięć i opadających spodni. Tak mniej więcej wygląda pisowska ruja i poróbstwo. Do bezprawia PiS potrzebne takie postaci zakłamane, unurzane w błocku, aby mieć na nich haki, aby robili, co im prezes nakaże.

BEZ SŁÓW. WSZYSTKO WIDAĆ…

c581ypkwyaelwyf

KTOŚ ROZKMINI?

c580fuzxeaah7a3

>>>

CZY NIE POWINNI ZOSTAWIĆ POLITYKĘ I ZAJĄĆ SIĘ WALKĄ Z GWAŁTAMI W KOŚCIELE? ILU JESZCZE GWAŁCICIELI UKRYWAJĄ?

c58mf78wyaasi7t

HIPOKRYZJA I AROGANCJA W NAJCZYSTSZEJ POSTACI. CZY ŻONĘ NA ZAKUPY TEŻ WOZI ZA NASZE PIENIĄDZE???

c57on-hxmaqfiaq

Znakomity felieton w „Wyborczej” Wojciecha Maziarskiego. Palce lizać. Wybiegnijmy myślami trochę naprzód. Do chwili, w której PiS straci władzę. Jestem pewien, że podniosą się wówczas głosy, by partię tę uznać za organizację przestępczą i zdelegalizować, a Kaczyńskiego, Ziobrę i całe kierownictwo postawić przed sądem i Trybunałem Stanu.

wojciech-maziarski

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga przysłała mi list zawiadamiający, że umorzyła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych – czyli konkretnie premier Beatę Szydło – którzy wbrew prawu nie opublikowali orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Poinformowała mnie o tym, bo wcześniej złożyłem doniesienie o popełnieniu takiego przestępstwa. A umorzyła dlatego, że „stwierdziła brak znamion czynu zabronionego”.

Ciekawe. Gołym okiem widać, że prawo zostało złamane, a prokuratura „nie stwierdza znamion”. Właśnie po to potrzebna była PiS-owi tak zwana reforma pozbawiająca prokuraturę niezależności i podporządkowująca ją ministrowi. Teraz Zbigniew Ziobro może przydzielić do prowadzenia sprawy odpowiedniego człowieka, który tam, gdzie jest przestępstwo, stwierdzi brak znamion, a tam, gdzie przestępstwa nie ma, odkryje wyraźne znamiona.

Dziś już wkraczamy w drugi etap „reformowania” Polski – po prokuraturze czas na odzyskanie sądów, które wciąż jeszcze orzekają w sposób niesłuszny. Sędziowska kasta w ogóle nie słucha, co mówią do niej panowie Polski, nie podporządkowuje się ich poleceniom i w sposób patologiczny uniewinnia różnych chuliganów. Na przykład tych, którzy w Augustowie zadawali niewygodne pytania kandydatce na senatorkę PiS. Wyraźnie powiedział suweren Jarosław Zieliński, że agresorzy mają zostać ukarani, a co zrobił sąd? Nie dość, że ich uniewinnił, to jeszcze się wymądrzał i ośmielał pouczać władzę.

Albo ci lekarze, którzy mieli wyleczyć ojca Zbigniewa Ziobry, a nie wyleczyli. Przecież to oczywiste, że powinni zostać ukarani – a sąd ich uniewinnił, bo jego zdaniem śmierć ojca ministra nie miała związku z działaniami lekarzy.

Czy trzeba więcej dowodów, że sądy są przeżarte patologiami? Że potrzebna jest pilna reforma i objęcie ich demokratyczną kontrolą Prawa i Sprawiedliwości? Tyle że każdy kij ma dwa końce. Załóżmy, że ta „reforma” zostanie przeprowadzona, i wybiegnijmy myślami trochę naprzód. Do chwili, w której PiS straci władzę. Jestem pewien, że podniosą się wówczas głosy, by partię tę uznać za organizację przestępczą i zdelegalizować, a Kaczyńskiego, Ziobrę i całe kierownictwo postawić przed sądem i Trybunałem Stanu. O ile w sprawie prezydenta Dudy i premier Szydło sprawa będzie prostsza – z łatwością będzie można wykazać, że złamali prawo, nie powołując prawidłowo wybranych sędziów czy nie publikując wyroków Trybunału Konstytucyjnego – o tyle znacznie trudniej będzie dowieść przed sądem winy Jarosława Kaczyńskiego czy innych członków kierownictwa PiS. Intuicyjnie czujemy, że prezes tej partii powinien odpowiadać za – jak to ujął Włodzimierz Cimoszewicz – „sprawstwo kierownicze”, ale dobry adwokat wybroni go przed niezawisłym i sprawiedliwym sądem… Ano właśnie – przed niezawisłym i sprawiedliwym. Przed takim, który się kieruje przepisami prawa i poczuciem sprawiedliwości, a nie wolą polityków sprawujących władzę.

Jednak takiego sądu być może już w Polsce nie będzie.

JEŚLI INFORMACJE IPN-u OKAŻĄ SIĘ PRAWDZIWE, MAMY NAJBARDZIEJ OHYDNĄ STRAŻNICZKĘ KONSTYTUCJI W HISTORII POLSKI.

c567w9ku0ae05iy

Archiwa wskazują, że współpraca Przyłębskiego z bezpieką trwała rok. CZY AGENTKA BYŁA TEŻ JEGO ŻONA, PREZES TK?

c56upzxwgaazowp

Waldemar Mystkowski pisze o Szydło, która w imieniu Kaczyńskiego chciałaby uwalić Donalda Tuska.

Te „wujek ” znów tylko wstyd za ciebie ..wstyd i poruta 😂mysl czemu z was w tym rzadzie ludzie puchną ze śmiechu😂

c52bpsdwyaanh23

I EUROPA ZNÓW SIĘ ŚMIEJE Z PREZESA 🙂

c53morvu4aahbmh

Szydło: kein Patriot

szydlo-kein

Z pewnością nie powinno się znęcać nad tak spektakularną postacią polityczną, jak premier polskiego rządu. Ale chyba nie w Polsce. Jakoś nie można odejść od ironii, aby do Beaty Szydło jej nie zastosować, ona sama tę ironię prowokuje. Są tacy ludzie, tacy politycy, których nie trzeba omawiać, wystarczy cytować – i jest to ironia sama w sobie.

Przede wszystkim przewiną retoryki Szydło jest jej logorea. Ona nie mówi, nie rozmawia, ona uprawia wodolejstwo, kiedyś mówiło się porównawczo na taką orację – jak z magla. Wobec takiej logorei Szydło trudno powiedzieć, jaką ma wiedzę ogólną polityczną i szczególną, a choćby w jakiejś dziedzinie. Przyznam, że nie wiem, mimo iż Szydło jest więcej niż rok premierem.

Została wrobiona przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego, aby utrącić kandydaturę Donalda Tuska na reelekcję europrezydenta Unii Europejskiej, bo tym w istocie jest przewodniczący Rady Europejskiej. Nawet przedzwoniła do kanclerz Niemiec Angeli Merkel w tej sprawie, choć godzinę przed jej telefonem rzecznik rządu Niemiec chciał uchylić żenujące zachowanie Szydło, bowiem powiedział na konferencji prasowej, iż „kanclerz Niemiec bardzo sobie ceni dotychczasową pracę przewodniczącego Tuska”.

Można podejrzewać, co Szydło usłyszała od Merkel. Ja na miejscu Merkel powiedziałbym do pani Szydło: „Du bist kein Patriot Polish”. Tak jest! Kein Patriot, nie jest Szydło patriotką.

Wczoraj mówiła, że dzisiaj podzieli się z nami, co usłyszała od Merkel. Ale się nie podzieliła, choć miała okazję, bo dzisiaj doszło do spotkania Grupy Wyszehradzkiej. I następna konfuzja, bo wszyscy oprócz Warszawy popieraja Tuska, nawet „przyjaciel” Kaczyńskiego, Viktor Orban. Można rzecz, że Słowak, Czech i Węgier są polskimi patriotami, ale nie premier rządu polskiego. Paradoks?

Szydło znowu dała popis swojej logorei i mówiła na konferencji prasowej o tym, o czym nie mówiono na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej. Mianowicie Szydło powiedziała, że – uwaga cytuję, bo to alogiczne, absurdalne, aż łaskocze w zwoje mózgowe – „oczekujemy od przewodniczącego Donalda Tuska, iż wcześniej zostaną uzgodnione propozycje związane z reformami Unii Europejskiej, że w Rzymie spotkamy się już tylko po to, żeby wspólnie ogłosić nowy plan dla Europy, to oczekiwanie dzisiaj Grupy Wyszehradzkiej”.

Błędów w tym jednym zdaniu, co niemiara. Ale mogła premier Szydło wczoraj lecieć CAS-ą i nie słyszeć, jak szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker przedstawiał białą księgę przyszłości Unii, mogła siedzieć w przedpokoju na Nowogrodzkiej, aby dostać się do „Ucha prezesa”, gdy pół roku temu taka mapę drogową przyszłości UE w Bratysławie przedstawiał Donald Tusk.

I bodaj szczegół w tym stwierdzeniu najważniejszy: Tusk nie jest szefem Grupy Wyszehradzkiej, ale Rady Europejskiej, sprawuje stanowisko najwyższe w dziejach polskiej polityki. Od formułowania stanowiska Wyszehradu są czterej jego przedstawiciele. A Tusk, cóż, nNikt tak wysoko nie zaszedł w hierarchio euroepejskiej, jak ten znienawidzony Polak przez Kaczyńskiego.

Ironizuję, acz przyznaję, że przychodzi mi to z ogromnym trudem. Lecz w Europie śmieją się w kułak, bo to nie tylko logorea szefowej rządu, nie tylko jej niewiedza, np. od kiedy Polska jest członkiem UE (od 1992? a może od 1993?), lecz przede wszystkim, przede wszytkim niedostatki godności, honoru urzędu, no i ten niepatriotyzm Szydło: Kein Patriot.

4 HEKTARY LASU, WYCIĘTE W PIEŃ… POLACY NIGDY WAM TEGO NIE ZAPOMNĄ!

c56lg1xwaaesc8v

CHAZAN WRACA… CZY WYTNIE IN VITRO W PIEŃ? NA TO WYGLĄDA. OTO PiS-OWSKA „DOBRA ZMIANA” DLA KOBIET

c55porqxmaaccm6

TO MOŻE IDŹMY ZA CIOSEM. PIECHOCIŃSKI IDEALNIE W PUNKT !!

c56zl_bwyae_zsr

>>>

cwcarl7wiaexqza

Prokuratura pod dopwódcem Zbigniewa Ziobry nie radzi sobie intelektualnie. I nie ma się czemu dziwić, bo Ziobro to Kononowicz prawny, konus. Prokuratura Krajowa twierdzi, że rodziny ofiar smoleńskich nie mogą zaskarżyć jej decyzji o ekshumacji ich bliskich. Powód? Śmierć w katastrofie smoleńskiej mogła nastąpić w wyniku przestępstwa. Tyle że nowe śledztwo nie toczy się w tym kierunku i nie przyniosło żadnych dowodów na to, by doszło do zamachu.

spor

O tym, że obecne śledztwo smoleńskie dotyczy „przestępnego” (a więc będącego wynikiem przestępstwa) „spowodowania śmierci ofiar” tragedii, Prokuratura Krajowa poinformowała w sobotę. Ma to być podstawą do decyzji o ekshumacji wszystkich zwłok wbrew protestom części rodzin. Tej decyzji – zdaniem Prokuratury Krajowej – nie można zaskarżyć ani się od niej odwołać.

Ale jak dotąd nic nie wiadomo o tym, by prokuratura prowadziła postępowanie w sprawie celowego doprowadzenia do katastrofy, a więc że doszło zamachu.

Zawiadomienia o ekshumacjach, które od ponad tygodnia dostają rodziny smoleńskich ofiar, dotyczą śledztwa w sprawie „wyjaśnienia przyczyn katastrofy” i w jego tytule nie ma mowy o zamachu lub „działaniu osób trzecich”. Taki wątek (jako „brany pod uwagę”) pojawia się tylko w hipotezach wyliczanych w zawiadomieniach. Jednak hipoteza to nie to samo co podstawa śledztwa.

PANIE ZIOBRO, NAWET PREZYDENTOWEJ PAN NIE OSZCZĘDZI, PRAWDA?

cwan6dnwcaaktoc

Będą podważać dotychczasowe ustalenia

Formalnie więc w śledztwie smoleńskim nie zmieniło się nic w stosunku do tego, co już dawno ustaliła Naczelna Prokuratura Wojskowa (badała sprawę od 10 kwietnia 2010 r.). Ona swoje ustalenia podsumowała 10 listopada 2015 r.

Jednoznacznie ogłosiła, że przyczyną tragedii nie było „działanie osób trzecich”, lecz wyłącznie błędy popełnione przez pilotów, ich dowódców oraz rosyjskich kontrolerów, którzy nie zamknęli lotniska. Jasno stwierdziła też, że nie ma żadnych śladów wskazujących, by na pokładzie lub na powierzchni kadłuba doszło do wybuchu.

W ówczesnym komunikacie znajdziemy nawet wyjaśnienie przyczyn rozrzucenia ciał i szczątków samolotu wokół miejsca katastrofy. Oprócz energii samego uderzenia rolę odegrało tu także „oddziaływanie strumienia gazów zza silników”.

Według źródeł „Wyborczej” prawnicy części rodzin w zażaleniach na decyzję o ekshumacji właśnie na to chcą położyć nacisk. – Niech Prokuratura Krajowa jednoznacznie wypowie się, że podejrzewa zamach, zmieni tytuł śledztwa, a w uzasadnieniu poda przesłanki. Na razie bowiem w toczącym się śledztwie nie ma podstaw do takiej decyzji – mówi jeden z adwokatów pytany o treść przygotowywanego zażalenia.

Przypomnijmy, że po wyborach wygranych przez PiS nowe władze rozwiązały prokuraturę wojskową, a oficerowie prowadzący dochodzenie zostali od niego odsunięci. Jednak ustalenia, których dokonali, nie zostały przez ich następców podważone.

cwbtyo7xgae_66p

Z najnowszego komunikatu Prokuratury Krajowej wynika, że dopiero teraz podejmowane są czynności, które do tego zmierzają. Jak czytamy, zespół prokuratorów obecnie prowadzących to postępowanie „naprawia poważne błędy i zaniechania, które zostały popełnione sześć lat temu. Z niezrozumiałych powodów przyjęto na wiarę wyniki dokonywanych w Moskwie sekcji, których w rzeczywistości nie było. Nie zostały one również przeprowadzone po przetransportowaniu ciał ofiar katastrofy do Polski”. Komunikat zapowiada też, że wojskowym mogą nawet grozić zarzuty za „niedopełnienie obowiązków, działanie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego”,  a nawet za „utrudnianie postępowania karnego”.

Ale nawet takie postępowanie nie jest podstawą do decyzji o ekshumacjach.

cwbp3txwiaalh3z

Rodziny proszą, władza milczy

Nie jest też prawdziwe twierdzenie, że decyzji tej rodziny nie mogą zaskarżyć do sądu. – Jak najbardziej przysługuje im prawo do zażalenia na tę i na każdą inną czynność w postępowaniu. Takie prawo mają osoby uznające, że ich dobra zostały naruszone, oraz najbliżsi, na których przechodzą prawa zmarłych. Mówi o tym jasno kodeks postępowania karnego i nie wierzę, by prawnicy Prokuratury Krajowej tego nie wiedzieli – tłumaczy mec. Marek Małecki, specjalista od spraw karnych i obrońca w głośnych procesach.

O prawie rodzin do zażalenia na decyzję o ekshumacji mówił w ubiegłym tygodniu rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Rodziny siedemnastu ofiar (236 osób) wystosowały do władz, Kościoła i Prezydenta RP list otwarty. Protestują w nim przeciwko działaniom prokuratury. „Po sześciu latach od tych strasznych dni stajemy samotni i bezradni wobec bezwzględnego i okrutnego aktu: nasi Bliscy mają być wyciągnięci z grobów, wbrew uświęconemu tabu, aby nie zakłócać spokoju zmarłym, pochowanym z najwyższą czcią. Od miesięcy bezskutecznie wyrażamy swój sprzeciw wobec zapowiedzi tego niezrozumiałego i niczym nieuzasadnionego przedsięwzięcia. Dzisiaj staje się ono faktem”- napisali sygnatariusze listu opublikowanego na stronie Petycje.pl.

Prokuratura nie odniosła się do tego listu. W ostatnim komunikacie Prokuratury Krajowej czytamy tylko, że „decyzja o konieczności zbadania wszystkich ciał ofiar katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 roku jest trudna dla wszystkich, także dla prokuratorów”.

trzaskowski

Trzaskowski: Macierewicz ośmiesza nie tylko siebie, ale tez ośmiesza państwo

Najistotniejsza w polityce zagranicznej jest wiarygodność. Macierewicz, Waszczykowski powtarzając takie informacje pozbawiają się jakiejkolwiek wiarygodności. Macierewicz ośmiesza nie tylko siebie, ale tez ośmiesza państwo. Ja słyszę sygnały, które dochodzą do mnie od moich przyjaciół: kto to jest? To [co mówi Macierewicz] tworzy z państwa jeden wielki dowcip – mówił w „Kawie na ławę” Rafał Trzaskowski o słowach szefa MON dotyczących Mistrali.

ksiazka

Wiele lat Polska czekała w letargicznym strachu na okrutną „prawdę”. Niemiecki dziennikarz ustalił ją w gabinecie Antoniego Macierewicza.

Wiele lat Polska czekała w letargicznym strachu na okrutną prawdę. Dzięki niemieckiemu dziennikarzowi Jürgenowi Rothowi prawda wyszła na jaw. I już wiadomo: to polski polityk ukryty pod inicjałem T. wysłał ruską jaczejkę, speckomando śmierci, aby przeprowadziło zamach w Smoleńsku. Speckomando załatwiło sprawę przy użyciu materiałów wybuchowych, oddział zamachowców FSB/Połtawa prowadził nie byle kto, bo generał Jurij Desinow.

Brzmi jak bełkot? Jak ponury żart z rodzin ofiar w chwili, gdy zaraz zaczną się ich ekshumacje? Przed państwem „Gazeta Polska”, która z całą powagą, nadęta sensacją jak rozdymka, publikuje fragmenty książki Jürgena Rotha „Smoleńsk. Spisek, który zmienił świat”.

 (Sam PIS zadbał o to, by ta tragedia przemieniła się w farsę)
cwbgte1wyaao_hw

W skrócie: Roth miał dotrzeć do pełnego raportu niemieckiego wywiadu BND na temat katastrofy smoleńskiej („wraz z załącznikami” – ekscytuje się gazeta). Pada w nim nazwisko rosyjskiego generała, który według źródła BND miał przyjąć od polskiego polityka (wspomnianego T.) zlecenie dokonania zamachu. Kto potwierdza tę ważką informację? Robert. Tę informację potwierdza Robert. Nie znają państwo Roberta? To „wysokiej rangi źródło wewnątrz polskiej ambasady w K.”, były pułkownik polskiego wywiadu wojskowego.

Wersja Rotha (którą powiela od lat w różnych książkach) w skrócie wygląda tak: Tusk i Putin wspólnie zaplanowali morderstwo Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. Zamach wykonała rosyjska FSB, wykorzystując agentów polskiej WSI (ktoś musiał wnieść materiały wybuchowe na pokład tupolewa). Brzmi niewiarygodnie, ale w końcu Robert. Na szczęście tę informację potwierdza Robert.

(Sawka pozamiatał w kwestii ekshumacji :))
cwbytaywaaa4f_o

I już. Czort z tym, że Roth prawdę o katastrofie ustalał z Antonim Macierewiczem w jego gabinecie i w rozmowach z Anitą Gargas z (przypadek, przypadek!) „Gazety Polskiej”. Że nie weryfikuje ani informatorów ani tego co mówią. To przecież nic nowego i nie to jest ważne. A co jest ważne? Że już nikt nie chce, nie ma siły, nie potrafi reagować na jawne kpiny z rozumu. Że takich tekstów będziemy czytać jeszcze pewnie dziesiątki, ze słabnącym poczuciem, że ktoś szydzi z ofiar a z nas robi sobie rzewne jaja. Że głos w tej ważnej sprawie mają już tylko ludzie tacy jak Ewa Stankiewicz, która pisze na Twitterze: „Nie zdziwiłabym się gdyby politykiem T. który miał zlecić zamordowanie prezydenta L Kaczyńskiego okazał się Tusk”.

Już Platon twierdził, że świat ukazuje się naszym zmysłom w sposób zafałszowany i błędny. Matrix to jednak głęboko poważniejsza wersja rzeczywistości.

Załość półdupki ściska z pisowskim dążeniem do wtryniania „Smoleńska”. – Czy to KOD stoi za odwołaniem premiery „Smoleńska” w Berlinie? – pyta prof. Andrzej Przyłębski, ambasador RP w Berlinie. Politycy PiS oskarżają Niemców o cenzurę.

premiera

Ambasador Przyłębski udzielił drugiego w tym tygodniu wywiadu dla prawicowego serwisu wPolityce.pl. W pierwszym, w zeszły poniedziałek, atakował prof. Andreasa Vosskuhle, prezesa Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Polski. Vosskuhle krytykował bowiem rząd PiS za ataki na niezależność Trybunału Konstytucyjnego. Ostre słowa ambasadora spotkały się w Niemczech z oburzeniem. Skrytykował go nawet prof. Norbert Lammert, przewodniczący Bundestagu.

cwbxpqpwcaabkg3

Drugi wywiad ambasadora Przyłębskiego poświęcony był rezygnacji prestiżowego berlińskiego kina Delphi Filmpalast z organizacji wraz z polską ambasadą premiery „Smoleńska”w reżyserii Antoniego Krauzego. Zarząd kina decyzję tę podjął niespodziewanie w czwartek, tłumacząc, że film jest kontrowersyjny, może dojść do demonstracji, a kino nie jest w stanie zapewnić widzom bezpieczeństwa. Polski ambasador jest tą sytuacją oburzony. I węszy spisek.

„Próbowaliśmy z nimi rozmawiać, chcieliśmy dowiedzieć się też, kto interweniował i jaki to był rodzaj interwencji. Czy jest to jakaś grupka KOD-owska, czy może jakieś inne jeszcze źródło” – mówi dziennikarzowi wPolityce.pl. Dodaje, że zamierzał spotkać się z menedżerem kina i wyjaśnić sprawę, ale on później odwołał rozmowę, twierdząc, że nie ma ona sensu.

cwbwynfwcaeb3ec

„Prawdopodobnie bał się ujawnić nam źródeł tych interwencji” – podejrzewa ambasador Przyłębski. Jego zdaniem znamienne jest też to, że kino jest gotowe „wziąć na siebie” ewentualne odszkodowanie, jakiego być może będzie domagać się polska ambasada. – To też coś znaczy – mówi.

Ambasador chciał nawet menedżerowi pokazać „Smoleńsk”, by przekonał się, że nie jest bulwersujący, że „jest to film, który warto obejrzeć, żeby sobie pewne rzeczy uświadomić”. Menedżer odmówił.

Prof. Przyłębski nie wyklucza też nacisków politycznych. Tym bardziej że kino przysłało mu decyzję o rezygnacji po jego spotkaniu z niemieckimi ekspertami od polityki zagranicznej. Ambasador przyznaje, że było one dość ostre (krytykował na nim opozycję, KOD, Komisję Wenecką). A dwie godziny po jego zakończeniu kino wycofało się ze współpracy. „Nie wiem czy tu jest jakiś związek” – mówi.

(Katolskie)

cwbl4olxgaifw2p

Dziennikarz wPolityce.pl pytał, czy Niemcy są wrogo nastawieni do „Smoleńska”. Ambasador zaprzeczył. – Jeśli już, to wrogość do PiS i obozu rządzącego w Polsce – zaznaczył, zapewniając, że robi „sporo, żeby tę wrogość rozbroić”, tłumaczy, „że to, co rząd nasz robi, jest europejskie i sensowne, że Polską nie rządzi jakaś grupa szaleńców, których należy zwalczać”. Przyznaje jednak, że problemem jest sytuacja wokół  Trybunału Konstytucyjnego. Niemcy zdaniem prof. Przyłębskiego nie rozumieją jednak, o co chodzi. „Wierzą ślepo w to, co Komisja Europejska czy Komisja Wenecka wygłasza. Nie są skłonni, nawet jeżeli są prawnikami, zastanowić się nad argumentacją drugiej strony” – mówi.

Tymczasem w Polsce politycy PiS traktują decyzję zarządu kina jako przejaw cenzury. Poseł Arkadiusz Mularczyk pisał na Twitterze, że Niemcy, podobnie jak Ukraińcy, którzy odmówili pokazania w Kijowie „Wołynia”, „boją się prawdy”. – Decyzja (od odwołaniu premiery „Smoleńska”) skłania do refleksji, ile w Niemczech jest wolności słowa, a ile dyktatu politycznej poprawności – pisał na Twitterze poseł PiS Szymon Szynkowski vel Sęk, przewodniczący polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej.

PiS ma właśnie takich przygłupich polityków, jak ów ambasador w Berlinie.

cwbcjulxyaaq46k