Posts Tagged ‘Andrzej Stasiuk’

c1ldkolwgaexnrv

NIECH NIKT NIE MÓWI O ZAWYŻONYCH FAKTURACH INTERNETOWYCH. WEDŁUG CENNIKA PiS ZBUDOWANIE SERWISU TO 6 MLN ZŁ. KOD ZOSTAŁ ZROBIONY „ZA DARMO”

c1ngnpfxaaesoc3

Prof. Karol Modzelewski przestrzega przed rzeczywiustym zamiarem Kaczyńskiego. „Słowa Jarosława Kaczyńskiego o puczu, którego dopuściła się parlamentarna opozycja, okupując salę obrad plenarnych i zamawiając kanapki, wywołały falę szyderczych komentarzy. Nie podzielam ich satyrycznej tonacji, nie jest mi do śmiechu.”

gdy

Z prasowych przecieków wiadomo, że prezes Jarosław Kaczyński na zamkniętym posiedzeniu kierowniczego gremium politycznego PiS zapowiadał poważne i brzemienne w skutki wydarzenia polityczne w Sejmie w grudniuminionego roku. Tak też się stało. Kryzys na sali sejmowej nie był więc dla niego zaskoczeniem, choć nie wiem, czy przewidział blokadę sali sejmowej przez parlamentarną opozycję.

Najpoważniejszym zarzutem sejmowej opozycji wobec tego, co stało się w Sali Kolumnowej, jest wątpliwość co do kworum, a więc co do prawomocności uchwalonej tam ustawy budżetowej. Nie lekceważę wymogów prawa, ale daleko ważniejszy od naruszenia procedury wydaje mi się groźny precedens: po raz pierwszy partia dysponująca większością kilku mandatów zebrała się na odrębnym posiedzeniu bez udziału opozycji, by uchwalić ustawę jako Sejm Rzeczypospolitej Polskiej. Prominentni politycy PiS mówią o możliwości przystosowania Sali Kolumnowej lub innego pomieszczenia do przyszłych obrad takiego kadłubowego Sejmu. Często powołują się na demokratyczny mandat do sprawowania władzy i przeprowadzania zmian ustrojowych uzyskany w powszechnych wyborach.

Jednak zwycięstwo wyborcze nie upoważnia zwycięskiej partii do samowoli ani do zmiany konstytucyjnego ustroju państwa. Polska jest demokracją parlamentarną. Wykluczenie opozycji z obrad i głosowań Sejmu łamie podstawową regułę demokracji parlamentarnej i faktycznie oznacza obalenie demokratycznego ustroju.

Zaporą przeciwko takiemu zamachowi jest wymóg konstytucyjnej większości dwóch trzecich przy uchwalaniu ustaw zmieniających ład ustrojowy. PiS większości takiej nie ma. Dopiero wykluczenie opozycji z obrad sprawi, że klub PiS osiągnie większość pozwalającą na zmianę konstytucji. Oznaczałoby to parlamentarny zamach stanu, a więc to, o co prezes Kaczyński obwinił parlamentarną opozycję.

Demokracja jest silna poparciem obywateli. Może upaść, gdy zabraknie ich zgody co do podstawowych reguł demokracji. W ostatnich wyborach doszło do głosu rozczarowanie znacznej części obywateli niedostatkiem równości i braterstwa w wolnej Polsce. Nie oznacza to jednak, że rozczarowani obywatele porzucili ideał wolności. Od postaw obywateli, a więc od siły oporu społecznego, zależeć będą losy polskiej demokracji, a także to, czy obecny kryzys parlamentarny zaowocuje utworzeniem kadłubowego Sejmu jako alibi dla dyktatury.

PIĘKNA I KRÓTKA OPOWIEŚĆ O PiS.

c1nceoqxgaa-wtx

I MORAWIECKI CHCE TO JESZCZE BARDZIEJ OPODATKOWAĆ? To się nazywa „Polska po dobrej zmianie”…

c1nnylkwgaa2ntz

Timothy Garton Ash pisze, iż Polacy znowu muszą walczyć o wolność.

znow

Cieszę się, bo znowu ci krnąbrni Polacy przystępują do walki o wolność. Płaczę, bo taka mobilizacja nie powinna być potrzebna po 27 latach demokracji.

Rok temu napisałem komentarz, w którym przestrzegałem przed zagrożeniami w polskiej polityce. Ukazał się w „Guardianie” pod dramatycznym tytułem „Niszczone są filary polskiej demokracji” i spowodował gniewne reakcje zwolenników rządzącego w Polsce Prawa i Sprawiedliwości.

Tytuł był, jak wtedy, szczerze mówiąc, sądziłem, nieco przesadzony. Jednak po roku widzę, jak coraz bardziej dewastowane są filary liberalnej polskiej demokracji. Jak chwieją się, choć jeszcze nie zostały zniszczone.

Kiedy myślimy o stosowalności w przypadku Polski skrótowej formuły „nieliberalna demokracja”, winniśmy rozróżnić dwie rzeczy. Po pierwsze, mamy ideologiczno-kulturalno-polityczny program narodowo-populistycznej partii, która wygrała jednocześnie wybory parlamentarne i prezydenckie.

Nieżyczliwie można go nazwać połączeniem konsekwentnego antyliberalizmu z zastarzałym resentymentem zaprawionym paranoją. Nie lubię znakomitej części PiS-owskiego pakietu, jednak większość wyborców dała jasno do zrozumienia, że woli go od reszty oferty, a zwycięska partia ma prawo realizować swoją politykę.

Nie ma jednak prawa rozmontowywać instytucji, które umożliwiają społeczeństwu dokonywanie wolnych, przemyślanych wyborów, zapewniając zarazem ich wzajemną kontrolę. A to właśnie robi PiS.

Często oglądam polską telewizję publiczną. Niemal z dnia na dzień zamieniła się ona z nieco nudnego, lekko prorządowego kanału w tubę propagandową PiS-u.

Trybunał Konstytucyjny poddany został kontroli sędziów związanych z partią rządzącą mimo protestów społecznych organizowanych przez Komitet Obrony Demokracji i kolejnych ostrzeżeń Brukseli, że łamane są unijne zasady rządów prawa.

c1moev-wiaa2htg

W zaproponowanym wariancie projekt ustawy o zgromadzeniach przewidywał rzecz niesłychaną: że zarejestrowana demonstracja, powiedzmy partii opozycyjnej, przegrywa z później zarejestrowaną demonstracją rządową lub, uwaga, kościelną.

Podczas Bożego Narodzenia Sejm zamienił się w farsę, kiedy opozycja zaczęła okupować mównicę, a posłowie rządzącej partii przenieśli się do sąsiedniej sali, gdzie w chaosie unoszonych rąk uchwalili ustawę budżetową. Analitycy przewidują, że kolejnym krokiem może być zmiana ordynacji wyborczej.

Ale bardziej niż tempo i zajadłość tej „orbanizacji” szokuje słabość, jaką objawiły instytucje polskiej liberalnej demokracji, na którą nakłada się słaba jakość opozycji.

Zamiast umacniać instytucje, Polska cofnęła się do żywej tu tradycji protestów pozaparlamentarnych, wizji społeczeństwa organizującego się obok państwa lub przeciw niemu. Niektóre z tych demonstracji robią wrażenie, zwłaszcza tzw. czarny protest, podczas którego dziesiątki tysięcy kobiet zabrały głos przeciwko katolicko-konserwatywnemu zaostrzeniu prawa aborcyjnego.

Przede wszystkim jednak, kiedy patrzę na marsze przeciągające ośnieżonymi ulicami polskich miast i słyszę znajomą kadencję skandowania, kiedy stary dobry Lech Wałęsa mówi, że „patrioci muszą się zjednoczyć”, żeby pozbyć się PiS-u bliżej nieokreślonymi „mądrymi, atrakcyjnymi i pokojowymi” metodami, chce mi się naraz śmiać i płakać.

Cieszę się, bo znowu ci krnąbrni Polacy przystępują do walki o swoją wolność.

Płaczę, bo taka społeczna mobilizacja nie powinna być potrzebna po 27 latach parlamentarnej demokracji.

Jak mówi Brechtowski Galileusz, „nieszczęśliwy jest kraj, który potrzebuje bohaterów”. Jeśli mamy dobrze funkcjonujący parlament, silny, niezależny sąd konstytucyjny, bezstronne media publiczne i profesjonalne służby publiczne, nie potrzebujemy Komitetu Obrony Demokracji. Liberalna demokracja winna mieć własne, wbudowane mechanizmy obronne, jak zdrowy organizm swój układ odpornościowy.

Powiecie, że polska demokracja jest taka młoda. Owszem, ale gdyby to były Niemcy zachodnie i punkt startowy w roku 1945 – mielibyśmy już rok 1972. 27 lat od nowego otwarcia Niemcy, które przeżyły o wiele gorszą dyktaturę, miały, jak się zdaje, znacznie silniejszą strukturę instytucjonalną niż ma Polska pod naporem populizmu. Nie posunę się do powtarzania starego dowcipu, że Niemcy potrafią sprawić, że każdy system będzie działać, a Polacy każdy obalić.

Ale rzuca się w oczy kontrast między niemiecką umiejętnością budowania sprawnego państwa i siłą polskiego społeczeństwa umiejącego zorganizować się przeciw państwu.

Co robić? Teoretycznie UE może już w marcu odwołać się do artykułu 7 traktatu europejskiego, który przewiduje sankcje przeciwko krajowi członkowskiemu uporczywie naruszającemu europejskie normy, w tym zasadę rządów prawa. W praktyce każdy taki krok zablokują Węgry i prawdopodobnie nowy najlepszy przyjaciel Polski – Wielka Brytania.

Troska wyrażana przez Europejczyków ma swoją wagę, ale to, co stanie się w Polsce, zależy od samych Polaków.

Gdyby, co mało prawdopodobne, młody Polak lub Polka poprosili mnie o radę, przypomniałbym im hasło niemieckiego roku 1968: „Długi marsz poprzez instytucje”. Ten długi marsz nie musi być tak atrakcyjny jak demonstracje przed parlamentem, ale to, czego Polska potrzebuje, to ludzi z zasadami. Wykształconych, gotowych pracować w jej parlamencie, sądach, służbie publicznej, szkołach i mediach. Ludzi, którzy wzmocnią system odpornościowy ciągle zastraszająco kruchej demokracji.

*Timothy Garton Ash – ur. w 1955 r., brytyjski historyk, jako jeden z pierwszych opisał fenomen „Solidarności”. Dziś profesor europeistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim, senior fellow w Hoover Institution na Uniwersytecie Stanforda

przeł. Sergiusz Kowalski

„Wybitna” inteligencja, MENSA nie ma skali.

c1njirrw8aixfpd

PRZECIEŻ NIKT NIE MA WĄTPLIWOŚCI, ŻE JEST DZIAŁACZEM PiS. BRAWO DAWNO SIĘ TAK NIE UŚMIAŁEM 🙂

c1mp2jyxeaavygr

Waldemar Mystkowski pisze o kibolach na Jasnej Górze.

kibole-na-jasnej-gorze

Od dziewięciu lat Kościół katolicki przytula do swego łona kibiców i kiboli, urządzając im pielgrzymkę na Jasną Górę. Ten stop kleru z kibicami musi dziwić. Bowiem kibice zjeżdżają ze sztandarami klubów kibica, szalikami klubowymi i wszelkimi gadżetami. To są ci ludzie z tzw. żylet na swoich stadionach, a na wyjazdach czynią zamieszanie i harmider takie, iż policja dowozi ich na stadiony, ma baczenie w trakcie meczów i odwozi po spotkaniach. I tak dochodzi niemal zawsze do bijatyk między kibolami, a duże miasta z ekstraklasowymi drużynami przeżywają stres, bo ten kibolski motłoch idzie ulicami i używa takiego języka, iż należy dzieciom zatykać uszy, samemu zresztą też.

Wcale nie przesadzam, bo byłem piłkarzem i jestem kibicem. Wiem, co znaczą emocje i kiedy sędziego nazywa się kaloszem, ale nie rozumiem, jak kluby mogą tolerować sektory ultrasów i tzw. żylety. Kibole nie oglądają meczów, skupiają się na eksponowaniu swoich emocji w ekstremalnych rejestrach wycia, darcia i śpiewu, iż trudno je nazwać ludzkimi, raczej zwierzęcymi. Kluby wcale nie muszą być wobec nich bezradne, lecz często dla świętego spokoju nie wypleniają kiboli z trybun. Efekty mamy takie, iż – niemal zawsze – stadiony polskich drużyn, które grają w europejskich pucharach są zamknięte dla kibiców, a za wyjazdowe mecze polskie kluby są karane dotkliwymi grzywnami, gdyż rozprowadzają bilety wśród swoich kiboli. Dotyczy to kiboli Lecha Poznań i Legii Warszawy, bo te kluby ostatnio reprezentują kraj na zewnątrz.

W Europie z kibolami – nie wiadomo dlaczego nazywanymi pseudokibicami – jakoś sobie poradzono i na trybunach widzimy rodziny. W Polsce pozostaje to w sferze marzeń, za obecnej władzy tak pozostanie. Kibole wnoszą estetyczną brzydotę, wulgarność zachowań i języka niestrawną dla najbardziej tolerancyjnych kibiców, jak ja. Warto podkreślić, iż doping kiboli nie jest wcale pomocny dla swoich drużyn. Polscy kibole tworzą subkulturę specjalnej troski.

Takich właśnie kiboli zaprasza Kościół na pielgrzymki na Jasną Górę. Kościół ma swój w tym cel, jak i politycy. PiS przyhołubia ten motłoch stadionów, a Kościół poprzez nich odbudowuje w kraju endecję i to tę nacjonalistyczną, która w razie czego może jako bojówki chwycić za kije bejsbolowe albo za cięższy sprzęt do walk ulicznych. Kibole mają swojego duszpasterza, ks. Jarosława Wąsowicza, wielu księży identyfikuje się z tą subkulturą, jak choćby ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Na Jasnej Górze kibole usłyszeli od swych kapłanów, że ich patronami są żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, księża deklarowali w ich imieniu: „Nie chcemy Polski bez Boga i religii, chcemy chrześcijańskiej Europy, bo tylko odwołanie się do fundamentalnych wartości, które kształtowały tożsamość starego kontynentu, może pomóc jej dzisiaj obronić się przed unicestwieniem – z różańcami w ręku”.

Wiara księży Wąsowicza i Isakowicza-Zaleskiego wlewana w kiboli nie jest wartością duchową, konfesyjną, metafizyczną, ale jest namaszczeniem na krucjatę przeciw innym, którzy tej formy nienawiści nie wyznają. Księża odpowiednim językiem „miłości” nastawili kiboli, aby zwalczali wrogów Kościoła i PiS-u, modląc się: „o światło Ducha Świętego dla opozycji, by potrafiła odnaleźć się dla dobra ojczyzny”. Czyli opozycja nie działa dla dobra ojczyzny, bo nie dotknęła ją ciemnota światła księży Wąsowicza i Isakowicza-Zaleskiego.

Na efekty światła nienawiści wlanego kibolom na Jasnej Górze nie trzeba było długo czekać. Tego samego dnia najprawdopodobniej pielgrzymi kibole wracając do domów wypatrzyli okazję do krucjaty „dla dobra ojczyzny”. Piszę „najprawdopodobniej”, bo takie jest w tej chwili rozpoznanie dziennikarskie. Około dziesięciu kiboli z Nowej Rudy spod Kłodzka wracając z Jasnej Góry zahaczyło o Namysłów, bo w Namysłowskim Ośrodku Kultury odbywało się spotkanie Mateusza Kijowskiego i Józefa Piniora z mieszkańcami miasta i członkami KOD-u.

Kibole od razu zrealizowali „fundamentalne wartości chrześcijańskie” wlane im w umysły przez księży Wąsowicza i Isakowicza-Zaleskiego, bowiem zdemolowali hol ośrodka kultury i wdali się w przepychanki z członkami KOD. Musiała interweniować policja, a czterech policjantów ubezpieczało do końca spotkanie. Rzadko tak szybko owoce uzyskuje słowo chrześcijańskie. Krucjata uderzyła miłością chrześcijańską w Namysłowie. Kościół może więc liczyć na kiboli, zatem można spodziewać się, że w najbliższych dniach takich uderzeń kibolskich będzie więcej. Na Jasnej Górze wlano im ducha walki fundamentalnej.

c1kvls8xgaaaczf

Kleofas Wieniawa rozszerza rozpoznanie T. G. Asha.

po-27

Po 27 latach demokracji Polacy znów muszą walczyć o wolność, pisze jeden z pierwszych promotorów polskiej suwerenności na Zachodzie po 1989 roku, Timothy Garton Ash.

Tak się porobiło. Nie potrzebowaliśmy hitlerowców z Zachodu, ani sowietów ze Wschodu, wróg przyszedł z wewnątrz, z demokratycznego mandatu.

Tacy wrogowie zdarzali się w przeszłości w niejednym kraju i są częto groźniejsi niż ci zewnętrzni, to wrogowie, którzy się farbują w patriotyczne barwy, są krzykliwi, kiczowaci, bez ludzi utalentowanych, bo tylko tacy są posłuszni, awansowani bez kompetencji.

Narodowy populizm demontuje nam państwo. Zdemontowane zostało już państwo prawa konstytucyjnego, demontaż przenosi się lotem zarazy na pozostałe dziedziny. Widzi to świat, który może nas tylko wesprzeć werbalnie, acz Unia Europejska ponadto sankcjami. Lecz tego wroga rozbroić możemy tylko my sami. Jeżeli nie uda się, bo opozycja okaże się za słaba, a społeczeństwo obywatelskie nie dość zdeterminowane, to szybciej niż nam się wydaje obudzimy się z ręką w nocniku, w braku niepodległości.

27 lat to więcej niż okres międzywojnia, lecz jakie to pocieszenie. Ash wskazuje na pewne mechanizmy w państwie, które korodowanie Polski przez PiS może powstrzymać, lecz czy stać nas na taką szeroką pracę u podstaw, czyt. naukę o nowoczesnym społeczeństwie?

DAŁ SŁOWO, ŻE BĘDZIE MEDIOWAŁ, TO MEDIUJE.

c1ndn8hwqamb1nz

CO TAM ANITA WŁODARCZYK… ZNAMY JUŻ SPORTOWCA ROKU 2017 !!! 🙂

c1mdawwweaasqvc

—-

polskaMaProblem

widziszHans

baca