Posts Tagged ‘Angela Merkel’

Opcja niemiecka

Sianie nienawiści do obcych, innych jest orężem politycznym obecnie rządzącej partii PiS.

Wraca geopolityka, czyli narzekanie polskich polityków na to, że los rzucił nasze plemię w to, a nie inne miejsce na Ziemi, między Niemców i pobratymców słowiańskich Rosjan. Geopolityka to przekleństwo naszych elit politycznych. Nie radzili sobie z nią w historii, a gdy ta się do nas uśmiechnęła w postaci Unii Europejskiej i adwokata naszych aspiracji, Niemców, spowodowała, iż niektórzy zaczęli majsterkować, co by tu zmienić, jakby tu powstać z kolan, bo nic innego nie przychodziło im do mało kreatywnej głowy.

Największe kłopoty z kreacją ma „geniusz” prezesa. Potyka się nie tylko o własne kolano, które mu z tego wszystkiego zachorowało, ale potyka się przede wszystkim o powałę. Jarosław Kaczyński wstał z kolan, ale że z Polski zrobił kurnik, więc wali – a za nim jego niepojętni akolici – w sufit, w powałę.

Polski nikt nie chce, polskich polityków wytykają jako usadzonych w oślej ławce. Morawiecki nawet tak się zachowuje, gdy jest wpuszczony na europejskie salony. Patrzy „spod byka”, nie mając wiele na obronę – uszy kładzie po sobie.

W środę zaczyna się w Brukseli szczyt NATO i może być on dla nas Europejczyków bardzo nieprzyjemny. Donaldowi Trumpowi nie podoba się Europa i kuso patrzy na Rosję Putina, której najprawdopodobniej zawdzięcza prezydenturę. Prezydent USA lubi reżimy, czemu nie potrafi zaprzeczyć.

Jeżeli Trump podejmie decyzje niekorzystne dla naszej części Europy – wycofywanie wojsk bądź zmianę doktryny wojskowej – to znajdziemy się w sytuacji podobnej, jak w latach 30-tych ubiegłego stulecia, gdy Polska sanacyjna nie miała żadnych przyjaciół i szukała na gwałt sojuszników. Niestety, nie chcieli oni „umierać za Gdańsk”.

Dzisiaj sytuacja wydawałoby się jest inna. Niemcy są do szpiku demokratyczne, a Rosja jak zwykle agresywna do naszego części Europy z nowo wynalezioną doktryną teatru pola walki – wojną hybrydową. W sytuacji, gdy klocki sojuszu północno-atlantyckiego mogą się rozsypać, kanclerz Angela Merkel zadeklarowała, iż „Niemcy mogą bronić Polski”.

Wojsko Polskie jest na skraju upadku po bezrządach Antoniego Macierewicza i niewiele robiącego Mariusza Błaszczaka. Ale nawet gdyby nie zatrzymano modernizacji armii, jakiej podjął się poprzedni minister obrony Tomasz Siemoniak, to nasza zdolność obronna jest niewielka. Wystarczy porównanie bezwzględnych liczb. Niemcy dążą do progu 2 proc. wydatków budżetowych na obronę, a więc byłaby to suma wielkości 80 mld euro, czyli osiem razy więcej niż łoży Polska.

I taka jest dysproporcja siły militarnej Niemiec i Polski – jak 1:8. Niemcy są w stanie pomóc nam i nie pozwolić, aby ktoś „przyszedł i podpalił nasz dom, Polskę”. Ale stoimy przed wyzwaniem mentalnym, które rozbudował „geniusz” Kaczyńskiego, a zwie się ono z grubsza „opcja niemiecka”. Sianie nienawiści do obcych, innych jest orężem politycznym obecnie rządzącej partii PiS.

Jak wytłumaczyć temu ogłupionemu elektoratowi, iż Niemiec jest przyjacielem? Dopadła nas geopolityka – co samo w sobie nie jest straszne – ale dopadli władzy tacy geniusze, którzy z Polski zrobili kurnik i walą czołem o powałę, choć nie są żadnymi Atlasami.

Reklamy

Powoli wypadamy z UE

Nie musi dojść do formalnego Polexitu – on już dokonuje się na naszych oczach.

Polska rządzona przez PiS jest wypychana z kolejnych instytucji unijnych. Co Mateusz Morawiecki usłyszał we wtorek w Berlinie od Angeli Merkel? Na pewno o możliwości powstania osobnego budżetu dla strefy euro. Mówi o tym także prezydent Francji Emmanuel Macron. Budżet ten już może obowiązywać od 2021 roku, czyli od nowej perspektywy podziału unijnych pieniędzy.

Morawiecki jeszcze więcej usłyszał od kanclerz Niemiec. I dlatego doszło do pisowskiego spotkania na szczycie przy Nowogrodzkiej. Ponadto zostało odwołane spotkanie prezydiów Bundestagu i Sejmu. Z tego powodu się uśmiałem. Cóż takiego mógł powiedzieć na takim spotkaniu Marek Kuchciński? „Ja nie gawarit po giermańsku?” I tylko wtedy, gdyby mu Ryszard Terlecki napisał na kartce.

Przy Nowogrodzkiej opracowano nową strategię wstawania z kolan (w tym chorego kolana prezesa) w Unii, która konsoliduje się wokół strefy euro. Inna konsolidacja dotyczy obronności. Polska Macierewiczów i Błaszczaków nie zostanie doproszona do tworzenia obronności europejskiej, bo istnieje obawa, że będą V kolumną w Europie, jaką są zresztą w Polsce.

Polska będzie wypychana z kolejnych instytucji europejskich, aż dojdzie do ostatniej, gdy na nowo sformują strefę Schengen i Polska pozostanie poza nią. Czyli dojdzie do nieformalnego Polexitu, gdy pozwolimy rządzić PiS w Polsce. W niecałe trzy lata rozwalili nam kraj i wizerunek na świecie, jesteśmy liderami wszelakich najgorszości.

W tej chwili można spodziewać czegoś na kształt szturmu modlitewnego, a w wydaniu PiS – szturmu nienawiści w stosunku do Donalda Tuska i opozycji. Na nich zwalana będzie wina za budżet unijny.

W „Rzeczpospolitej” wyczytałem, iż opozycja francuska czy włoska nie atakowała swojego rządu w Brukseli. Pominę łaskawie nazwisko dziennikarza, ale powstaje pytanie: Czy we Francji i Włoszech łamano konstytucje, czy sądownictwo przestało być niezależne, czy media publiczne stały się gadzinówkami? I tak dalej. To nie jest nawet symetryzm – jak określa się dziennikarzy raczej mających kłopoty z profesją żurnalistyczną – ale stronniczość i nieukrywanie sympatii do PiS.

Tak wygląda dziś stan polskiego piekiełka. Piekiełka podobnego do czasów przed rozbiorami I Rzeczpospolitej i przed 1939 rokiem. Wypadamy z Unii, aż spadniemy w niebyt państwowy.

c4ld1dpw8aalmnk

Rafał Zakrzewski („Wyborcza”) pisze o niebezpieczeństwie dla Polski ze strony Kaczyńskiego. Jak poseł Kaczyński zaczyna opowiadać o naszym bezpieczeństwie to ciarki zaczynają chodzić mi po plecach. Swymi myślami podzielił się w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”.

rafal-zakrzewski

„O bezpieczeństwie decyduje nie tylko wojsko, ale i cywile, administracja. Sprawne państwo jest w stanie uruchamiać działania proobronne, ale także mobilizować obywateli do angażowania się w budowanie bezpieczeństwa własnego kraju. Myślę choćby o działaniach w sferze kultury – wspieranie postaw patriotycznych, kreowanie odpowiednich wzorów zachowań. To wszystko tworzy potencjał obronny państwa.”

Jednym słowem poseł Kaczyński zarządził powszechną mobilizację. Chce też dorzucić parę naszych złotych na obronność – do 3 proc. PKB. To mnie już prawdziwie przeraziło. Bo po pierwsze – nie wiadomo, komu zabierze pieniądze na ten cel i po drugie – co jeszcze bardziej niebezpieczne – odda tę kasę w ręce ministra Macierewicza, a ten jak wiadomo ma same osiągnięcia w podnoszeniu naszej obronności. Pamiętamy jak wysadził w powietrze kontrakt z Francją na Caracale i obiecał szybko inne (nie wiadomo jakie) helikoptery. Jakoś do dziś nie latają nad polskim niebem.

Dodatkowo pozbył się hurtowo generałów i pułkowników – wśród nich wybitnych fachowców od uzbrojenia armii. Kto więc będzie wydawał obiecane przez posła Kaczyńskiego pieniądze? Może Misiewicz, jak wróci z urlopu.

Kaczyński chce też zwiększenia „możliwości obronnych obywateli”. Czyżby chodziło o wzmocnienie „prywatnej armii” szefa MON, którą tworzy – czyli Wojska Obrony Terytorialnej. Jednostek, które – jak sądzi wielu komentatorów – mogą posłużyć do wewnętrznej wojny z niechętnymi pisowskiej władzy obywatelami.

No i zostaje jeszcze jeden front – front obrony kultury. Pierwsza potyczka już się toczy.  To próba zniszczenia  świetnego Muzeum II wojny światowej – bo jest za mało patriotyczne. To budowanie kultu „żołnierzy wyklętych”,  i modelu patriotyzmu, w którym dla obcego nie ma miejsca.

Posłowi Kaczyńskiemu marzy się też ochronny parasol atomowy – „powinniśmy działać na rzecz włączenia Polski w amerykański system obrony atomowej”. Nie bardzo wiadomo, co to znaczy, ale jakby się udało, można by spróbować zamknąć inne fronty np. ten kulturalny. Z pożytkiem dla kultury.

Poseł Kaczyński odkąd PiS przejął całą władzę w Polsce bez przerwy wzywa do mobilizacji. Robi to na miesięcznicach smoleńskich wskazując na rosnące zagrożenie dla dobrej zmiany – czyhają na nią: a to elity, a to KOD, a to zdradziecka opozycja. O tych lękach mówi też w wywiadach:„Nie wykluczam, że podczas uchwalania nowego prawa [reforma wymiaru sprawiedliwości] może dojść do wydarzeń gwałtownych. Zapowiedział je Grzegorz Schetyna.”

Nie wiem, co wtedy będzie bardziej skuteczne: parasol atomowy, czy jednostki Macierewicza. Raczej to drugie.

c4lcnkcw8amsolp

Kai-Olaf Lang, ekspert berlińskiego think tanku Stiftung Wissenschaft und Politik mówi dla „Wyborczej”.

Michał Kokot: Jakie są wyniki spotkania Angeli Merkel z Beatą Szydło? Polska i Niemcy będą w stanie współpracować na arenie europejskiej?

Kai-Olaf Lang: Oczekiwania wobec wizyty kanclerz Merkel w Warszawie nie powinny być zbyt wygórowane. Ona oczywiście była ważna w kontekście tego, co obecnie dzieje się w polityce europejskiej. Ale – choć obydwie strony udowodniły, że mają zdolność do dialogu – nie wiemy, czy będą potrafiły współpracować. Na razie wygląda na to, że stosunki pomiędzy obydwoma krajami będą się układać partnersko, na podstawie rzeczowych argumentów.

Ale na razie mamy rozbieżne wizje Europy. Polska chce rewizji traktatów europejskich, Niemcy nie chcą przy nich mieszać, stawiając na większą integrację w UE. Oczywiście tylko w gronie tych państw, które tego chcą.

– Niemcy chcą pokazać, również na potrzeby polityki wewnętrznej (ale i unijnej), że trzeba podtrzymywać dialog z każdym krajem. A Polska wciąż uchodzi za bardzo ważnego partnera zarówno w Niemczech, jak i w Europie, niezależnie od tego, kto jest nad Wisłą u władzy.

Rezygnacja ze ściślejszej integracji Polski z UE nie doprowadzi do jej zmarginalizowania w Europie?

– To będzie zależało od tego, jak wasz kraj zechce się pozycjonować podczas najbliższych sporów o reformy wewnątrz Unii. Domaganie się na obecnym etapie zmian traktatów założycielskich przez jednych jest postrzegane jako działanie usprawiedliwione, przez innych zaś jako ryzykowne. Skłaniałbym się ku tej drugiej stronie, bo naruszanie traktatów może wprowadzić dużą niepewność co do dalszego istnienia samej UE.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński przyznaje, że dla Polski byłoby najlepiej, gdyby Merkel pozostała kanclerzem. Ale w jesiennych wyborach do Bundestagu wygrana CDU/CSU wcale nie jest pewna. W niektórych sondażach wyprzedza ją SPD, której politycy nawołują do zniesienia sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu. Czy po przejęciu władzy spojrzeliby łaskawszym okiem na Moskwę mimo jej agresywnych poczynań wobec Ukrainy?

– Nie sądzę, by doszło do ostrego zwrotu. Socjaldemokraci będą raczej konsekwentni, jeśli chodzi o politykę wobec Rosji, i nie zniosą sankcji. Ale mogą poszukiwać dialogu w różnych kwestiach. Być może stwierdzą, że chcą wspierać Ukrainę, tyle że inaczej rozłożą akcenty – np. by ściślej współpracować z Moskwą w kwestiach gospodarczych, energetycznych.

Ale o losie sankcji najpewniej przesądzi to, co zrobi Donald Trump. Jeśli zechce je znieść, w UE będzie coraz trudniej je utrzymać z uwagi na opór Włoch czy Francji. Pamiętajmy też, że ktokolwiek wygra w Niemczech wybory, nie będzie rządził sam, ale w koalicji. Mniejsze partie będą więc zawsze korygować nieco politykę głównego koalicjanta.

c4ks9otxuaefpfj

Waldemar Mystkowski pisze o odejściach z armii najwyższych dowódców.

c4lakrowqaedbrt

Macierewicz ustrzelił polskich generałów

macierewicz

Fala odejść i dymisji w Wojsku Polskim jest porównywalna do strat w działaniach wojennych. Choć na wojnie generałowie masowo nie giną, w polskiej życiu publicznym stają się nieobecni, martwi. Jest to ewidentnie działania na rzecz osłabienia obronności Polski.

Możemy się wstrzymywać od oskarżeń, bo nie posiadamy twardych dowodów osłabiania polskiej armii, należy jednak glośno domagać się wyjaśnień tej dywersji w czasie pokoju. Niestety dywersantem jest minister obrony Antoni Macierewicz, a pomagają mu takie szemrane postaci, jak Bartłomiej Misiewicz.

Dlaczego tak się dzieje? Bo Macierewicz ma wyjątkowo silną pozycje w PiS, jest nie do ruszenia prezez prezesa Jarosława Kaczyńskiego, gdyż to on wykreował mit tej partii – katastrofę smoleńską.

Pytanie jest inne – o wiele wartościowsze – dlaczego Macierewicz osłabia Wojsko Polskie? O to należy twardo pytać. Sam nie odpowiada na pytania, a jeżeli już dojdzie do ewidentnych wpadek, jak z balującym Misiewiczem, badź wypadkiem pod Toruniem – wszczynane jest śledztwo w obronie Misiewicza i swojej, a przeciw tym, którzy domagają się wyjaśnień.

Ostatnio odeszło dwóch najważniejszych generałów, dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych gen. broni Mirosław Różański i także na własną prośbę podobnie postąpił gen. Mieczysław Gocuł, szef Sztabu Generalnego. Są zastępowani przez osoby z mniejszym doświadczeniem. Dzieje się tak z powodów politycznych.

Generałom odwagi mogą pozazdrościć politycy. Usłyszał co trzeba Andrzej Duda, gdy w środę podczas uroczystości pożegnania gen. Różański powiedział to, co skanduje KOD podczas protestów. Generał przypomniał o konstytucji i prawie: „Moim kolegom generałom, szczególnie tym ostatnio mianowanym i awansowanym, oprócz instrukcji i regulaminów, rekomenduję lekturę konstytucji i ustaw, aby poznać, czym jest polityczno-strategiczna dyrektywa obronna, czym są plany reagowania obronnego czy program pozamilitarnych przygotowań obronnych”.

A następnie napisał na Facebooku jeszcze dosadniej, mianowicie o braku jakichkolwiek planów działania wojska: „Co prawda Moltke powiedział, że każdy plan jest nieaktualny z chwilą jego podpisania, ale działanie bez planu jest szkodliwe i nie można budować poprzez destrukcję”.

Nie tylko minister obrony, ale zwierzchnik wojska Andrzej Duda i jego Biuro Bezpieczeństwa Narodowego nie mają mają żadnych planów, działają przez destrukcję, czyli niszczenie tego, co zbudowali poprzednicy.

Destruktorem jest Macierewicz i jego cichym bojaźliwym wspólnikiem prezydent Duda, który się boi zająć głos w sprawach bezpieczeństwa Polski. Generał napisał, dlaczego odchodzi: „dowódcą nie powinien być żołnierz, który nie jest w stanie zapewnić warunków służby i bezpieczeństwa swoim podwładnym, nawet jeżeli nie zależy to od niego.”

I zadaje niemal narodowe pytanie: Quo vadis? Dokąd zmierza Polska – bez planów bezpieczeństwa, bez planów na przyszłość, z politykami, którzy celebrują tylko swoje funkcje i nie biorą odpowiedzialności za czyny.

Tacy doświadczeni generałowie, jak Różański, Gocuł, Waldemar Skrzypczak, będący poza wojska, są z punktu widzenia wroga martwymi dowódcami. I niestety nie zostali ustrzeleni przez jakichś „ruskich”, ale przez snajpera w randze ministra obrony narodowej oraz zwierzchnika sił zbrojnych Dudę, który jak do tej pory jest autorem głupich min: oczy postawione w słup, wydęte policzki w pucułowatej okazałości i zaciśnięte usta z bojaźni.

c4lrn9wwyac7fsr

Kleofas Wieniawa pisze o spotkaniu Merkel z politykami PiS.

merkel

Wizytę Angeli Merkel uważam za bardzo udaną dla Polski, niekoniecznie dla PiS, a dokładnie dla Jarosława Kaczyńskiego. Zaś kanclerz Niemiec przekonała się, jakimi marionetkami są Beata Szydło i Andrzej Duda.

Berlin postawił sobie cele – i je uzyskał: uszczelnienie granic UE i nowa polityka obronna. Kaczyński musiał na takie dictum przystać. Prezes PiS forsował swój pomysł z Donaldem Tuskiem, zlikwidowanie stanowiska szefa Rady Europejskiej.

Nic błędniejszego, a nawet obłędniejszego, bowiem Unia aby przetrwać, potrzebuje wzmocnienia swoich instytucji i urzędów, acz przy dwóch prędkościach (a te będą nieuchronne), Polska pod władaniem PiS z pewnością nie byłaby w pierwszej prędkości.

Dla nas Polaków jest pocieszające, iż w chwili podziału UE na prędkości, PiS nie będzie rządził.

Kaczyński jak Ferdynand Kiepski ma pomysły na bezpieczeństwo. 3 proc. PKB na obronę i marzenie ściętej glowy, aby USA prezydenta Donalda Trumpa objęło Polskę parasolem atomowym. Tak może tylko myśleć polityk obłędny.

Trump może najwyżej dokonać podziału świata na strefy wpływu i Polska nie znajdzie się pod ochroną USA. Musimy myśleć o europejskiej polityce obronnej, która była jednym  z dwóch najważniejszych celów wizyty Merkel.

A to znaczy, iż prędzej czy później PiS zmuszony zostanie zrezygnować z Antoniego Macierewicza, jako szefa MON, największego po 1989 roku psuja polskiej obronności. Niszczy kadry wojskowe (generalicję), wojsko nie dostaje najnowszego uzbrojenia, bowiem pieniądze, które miały być prezeznaczone na zakupy (m.in. caracale) są prezejadane przez populizm rządu PiS.

Nie będą udane (bo nie mogą) Wojska Obrony Terytorialnej, które faktycznie są tworzone do walk wewnętrznych z opozycją i społeczeństwem obywatelskim. PiS trochę sie otworzyło na politykę zagraniczną i od razu przekonaliśmy się, z jaką marną władzą mamy do czynienia.

I to jest sukces nasz i Merkel. Polacy nie moge tkwić w prowincjonalizmie Kaczyńskiego.

c4khkuswqaaw7dk

A SWOJĄ DROGĄ, W RÓŻOWYM POWINIEN CHODZI CAŁY PiS. Wyobrażacie sobie JK w różowych rajstopkach na różowej drabince?

c4lesjnwyawi4m

>>>

ZDJĘCIE MÓWI SAMO ZA SIEBIE. NASZ DYMEK TO MAŁE PIWO.

c4fgeeawaamllxr

PIĘKNE :)))

c4f4ir2xaaeyewe

07, ZGŁOŚ SIĘ

c4f_6_gwcaelznq

Magdalena Środa pisze w „Wyborczej” o języku Kaczyńskiego. „Niepokorny”, „równość”, „terrorysta” – największa rewolucja, jaka się dokonuje ‚dzięki’ dobrej zmianie, to rewolucja słownikowa.

Jarosław Kaczyński, Wielki Językoznawca

bycie

I najtrudniej będzie ją odkręcić. Jak mawiali klasycy: „kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą”, a słowo, któremu uparcie nadaje się nowy sens, nabiera go, jeśli nie natrafi na wystarczający opór innych użytkowników.Jak można działać słowami, nadając neutralnym znaczeniom mroczną treść, pokazano przy okazji walki z „gender”. Tym specjalistycznym, naukowym terminem zaczęto nazywać jakąś wymyśloną, demoniczną ideologię i wroga numer jeden rodziny, narodu i wiary. W ślad za „gender” poszedł „uchodźca”. Słowo to nie oznacza już dziś „osoby, która musiała opuścić swoje miejsce zamieszkania ze względu na zagrożenie życia, zdrowia bądź wolności”, lecz „terrorystę”, który czyha na „nasze kobiety” i nasze życie. Słowo „uchodźca” ma dziś też wielką zdolność mobilizowania tłumów przeciwko wszelkim wrogom wskazanym przez władzę.

c4gngknwcaev66e

Mniej spektakularne, a równie głębokie zmiany dokonują się w obrębie innych słów. To, że pewną wersję agresywnego nacjonalizmu przepracowano na „polski patriotyzm”, widać przede wszystkim na uroczystościach sportowych, religijnych i ulicznych, ale dla PiS Kościół, ulica i stadionowi chuligani to nobilitowane i skuteczne narzędzia władzy.

Nowe znaczenie uzyskało określenie „patriotyzm gospodarczy”. Jego siła związana jest z odrzuceniem pozytywnych znaczeń „globalizmu” czy „wolnego rynku”. Prezes Kaczyński nie lubi tego, co uniwersalne i wykraczające poza granice obszaru, nad którym może niepodzielnie panować, stąd też wielki renesans „państwa narodowego” i „narodowej gospodarki”. A także upadek tego, co wymyka się kontroli PiS, czyli „społeczeństwa obywatelskiego”. Prezes woli mówić o „wspólnocie państwowej”, bo tę da się zdyscyplinować (na przykład przy pomocy żołnierzy obrony terytorialnej), a obywatele nader często należą do ludzi „drugiego sortu” – a więc nieposłusznych władzy. Wzorcem „posłuszeństwa” w słowniku PiS jest bycie „niepokornym”, czyli wazeliniarzem pracującym w reżimowych mediach. To piękne słowo z tytułu książki Bohdana Cywińskiego („Rodowody niepokornych”) zostało już chyba bezpowrotnie zawłaszczone przez żołnierzy pisowskiej propagandy.

c4fz2htwiaelx2_

Pojęcie, które z kolei zostało zupełnie wyrzucone ze słownika, to „równość”. W programie PiS to słowo ma charakter historyczny i negatywny, związane jest z komunistyczną urawniłowką, ale tak naprawdę chodzi o to, że PiS ma awersję do języka praw, do równych praw wszystkich, w szczególności kobiet czy mniejszości. Bo według PiS w narodzie rządzonym przez autorytarną władzę każdy musi znać swoje miejsce (kobieta w domu, mężczyzna na barykadach, opozycja w więzieniu). Zwłaszcza jeśli emanacja tej władzy, czyli prezes, ma być całkowicie wolna. I jest. Stąd tytuł Człowieka Wolności dla Kaczyńskiego jest w pełni uzasadniony. Zwłaszcza że ta wolność polega również na pracy nad językiem. W przyszłym roku prezes Kaczyński niechybnie powinien uzyskać tytuł Wielkiego Językoznawcy. Panowie „niepokorni”, co wy na to?

c4f1yp1wcaiit3

„W armii nadawałby się do pracy w kuchni”. Skrzypczak bez litości dla Bartłomieja Misiewicza

w-armii

Patrząc na pana Misiewicza, jego poziom przygotowania zawodowego… W cywilu on był aptekarzem, pomocnikiem w aptece – zauważył gen. Waldemar Skrzypczak. W rozmowie z Moniką Olejnik bardzo dosadnie wyjaśnił, co sądzi na temat kompetencji pupila Antoniego Macierewicza.

– Wydaje się, że w armii – ja jestem stary, doświadczony żołnierz – na pewno by się nadawał do pracy w kuchni – mówił gen. Skrzypczak . Gość Moniki Olejnik ocenił, że skoro oczekuje się od żołnierzy, że będą składali meldunki rzecznikowi MON, to znaczy, że łamie im się kręgosłup i armia stała się narzędziem w ręku polityków, którzy się po prostu nią bawią.

c4gxraywyaaexs3

Generał stwierdził ponadto, że jeśli żołnierze składają meldunki Misiewiczowi, to świadczy to o tym, iż „armię drąży choroba poddaństwa albo pogardy dla samych siebie”. – Ja bym sobie nigdy na to nie pozwolił, żeby panu Misiewiczowi, który jest rzecznikiem prasowym, chodzić i meldować jako dowódca wojsk lądowych czy dowódca dywizji. Dla mnie to jest nie do przyjęcia – powiedział Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych.

Jak pisze w naTemat Jarosław Karpiński, prezes PiS nie rzuci Misiewicza opozycyjnym wilkom na pożarcie, bo wystąpiłby przeciwko Macierewiczowi. A ten jest liderem „betonowego” elektoratu PiS, najwyższym kapłanem religii smoleńskiej i rzeczywistym numerem 2 w partii. Otwarty konflikt z szefem MON mógłby skutkować rozłamem w Prawie i Sprawiedliwości, na co prezes państwa nie może sobie przecież pozwolić.

KRYSTYNA NIE WYTRZYMAŁA WIDOKU OPOZYCJI U MERKEL. JAD SIĘ ULAŁ W TRAKCIE KOLACJI…

c4glmnzw8aeeoiv

Waldemar Mystkowski pisze o wizycie Merkel w Warszawie.

kaczynskiego

Kaczyńskiego niet dla Tuska

Wizyta Angeli Merkel mogła być istotnie powstaniem z kolan przez PiS. Tak się jednak nie stało. Partia Kaczyńskiego, jak i prezes – leżą. Nie jest to wcale pocieszające dla nas wszystkich Polaków, nawet dla przeciwników PiS.

Kanclerz Niemiec jest nieformalnym przywódcą świata zachodniego, po abdykacji USA, które wybrały sobie Donalda Trumpa na prezydenta. Merkel nie zawodzi, o czym można było się przekonać na konferencji prasowej, którą wspólnie odbyła z Beatą Szydło. Premier rządu polskiego usłyszała, czym jest demokracja, co znaczą wolne media, czym była „Solidarność” (w tym wypadku Lech Wałęsa).

(BĘDZIE POPARCIE OD WSZYSTKICH EUROPEJSKICH PAŃSTW. OPRÓCZ JEDNEGO… W TEN SPOSÓB PiS NICZEGO W UNII NIE OSIĄGNIE )

c4giyutxaaikhkk

Cel wizyty kanclerz Merkel jest oczywisty, szukanie partnerów do ściślejszej integracji Unii Europejskiej, aby znaleźć względną przeciwwagę dla Rosji w Europie, a  w świecie zastąpić izolujących się Jankesów. Prawdopodobnie Niemcy stawiają na Donalda Tuska, na jego druga kadencję szefowania Rady Europejskiej.

Merkel od Szydło dowiedziała się, że rząd PiS nie poprze Tuska, choć premier rządu polskiego powiedziała, że się zastanawiają. Ale to Jarosław Kaczyński wydał w tej kwestii werdykt – niet. Dobrze czytacie. Rosyjskie zaprzeczenie oddaje kierunek polityki PiS – polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Wizyta Merkel była pod tym wzgledem porażką. O rozmowach polityków PiS z kancelerz Niemiec w zawłaszczonym przez PiS radiu, w audycji „Sygnały Dnia”, mówił Ryszard Legutko. Europosel PiS rezonował kompleksami Kaczyńskiego, widocznie w tej partii prezes zaraża wszystkich. Istotnie Tusk nie dostanie poparcia PiS, bo jego winą jest jakoby katastrofa smoleńska i afera Amber Gold. Możliwe, że w czasie wyborów na szefa Rady Europejskiej Tusk usłyszy zarzuty sfomułowane przez usłużnych PiS prokuratorów. Wina Tuska w kwestii katastrofy smoleńskiej jest formułowana obecnie poprzez nierozdzielenie wizyt jego i Lecha Kaczyńskiego. Wynika z tego – logika jest nieubłagana – że Tusk powinien lecieć do Rosji 10 kwietnia wraz z Lechem Kaczyńskim. Legutko nie mówi, gdzie leżałby Tusk? Na Wawelu pogodzony z Lechem K.?

Szanuję Legutkę jako filozofa, ale nie nadaje się do polityki. Jarosław Kaczyński zaś nie jest filozofem, a politykę uprawia taką, jak mówi w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. Gdybyście nie wiedzieli, jaką funkcję pełni w Unii Europejskiej prezes PiS, spieszę wyjaśnić, że też nie wiem, ale musi pełnić, bo oto zapowiedział Ukraińcom, że nie wejdą do Unii Europejskiej z Banderą jako ich bohaterem.

Kaczyński powiedział: niet. Tak samo, jak mówi Putin i jak mówił Janukowycz. Podejrzewam, że Kaczyński może jednak kandydować w Unii Europejskiej, na stanowisko „przyjaciel Putina”, acz może mieć konkurencję w osobie Marine le Pen i Viktora Orbana. Nie wiem, czy pocieszeniem dla prezesa jest, iż Polska też nie weszłaby do Unii Europejskiej, gdyby rządy sprawowała jego partia.

c4gczomxuaaxovn

Kaczyński ma jeszcze inne przymioty, o czym stale i wciąż się przekonujemy. Mianowicie wróży, a to znaczy, iż szykuje kolejny zamach na standardy demokratyczne. Prezes PiS w wywiadze wróży drugi pucz. Czy Grzegorz Schetyna będzie tak samo ustępliwy, iż pucz sam rozwiąże?

Bo to Schetyna dał się nabrać. Kaczyńskiemu chciałbym przypomnieć, że pucz przeprowadza wojsko, a w tej części Europy, opozycja i społeczeństwo obywatelskie wprowadzili nowe znaczenie słowa Majdan. I Schetyna może zaprowadzić ten Majdan w sali posiedzeń Sejmu, a nawet w Sali Kolumnowej, choć tam na taki wypadek została zainstalowana kratownica. Ale to nie opozycyjni posłowie dokonają Majdanu, czy też jak mówi Kaczyński swym pokrętnym językiem, puczu. To społeczeństwo obywatelskie jest groźne dla władzy PiS. Dla Kaczyńskiego zagrożeniem są Polacy, a jest rodaków 81 proc. Tak, to ci, którzy nie głosowali na PiS.

Z wywiadu dla „Gazety Polskiej” może się cieszyć Schetyna, który został w nim nazwany Bogiem. Zdziwieni? Kaczyński powiedział, że na Jasnej Górze modlił się wraz z pisowcami do Boga o rozwiązanie „puczu” w sali sejmowej. A jak wiadomo, „pucz” rozwiązał Schetyna. Nie zdziwię się, gdy Schetyna ogłosi: „mówcie do mnie Bóg”.

ZIMNA MERKEL, NAGRZANA SZYDŁO. A JUTRO PAWŁOWICZ ZNÓW ZACZNIE UJADAĆ NA ZDRAJCÓW LEWAKÓW NA USŁUGACH NIEMIEC. HIPOKRYZJA W CZYSTEJ POSTACI.

c4gg7eswyaqoadj

WYŁAPYWANIE ZDRAJCÓW NARODU TRWA…

c4hdjrdwiaaw00f

>>>

JUŻ DRUGI ROK MACIEREWICZ ROBI WSZYSTKO, ABY ORKIESTRA NIE MOGŁA ZAGRAĆ. WSTYD, WIELKI WSTYD. ARMIA TEŻ JEST UTRZYMYWANA Z NASZYCH PODATKÓW.

c2fx3wbxeaejnck

Adam Michnik na spotkaniu w Łodzi powiedział kilka prawd o polskiej sytuaji i polityce.

gazeta-wyborcza

Duża sala Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi wypełniła się po brzegi. Publiczności nie przyciągnęła tym razem kolejna premiera, ale spotkanie z cyklu „Wyborcza na żywo” współorganizowane z Komitetem Obrony Demokracji. Gościem był Adam Michnik, opozycjonista, intelektualista i publicysta oraz założyciel i naczelny „Gazety Wyborczej”. Rozmawiał z nim doktor Andrzej Kompa, historyk i wykładowca.

Kłamią, żeby nie wyjść z wprawy

Jak Adam Michnik odbiera sposób, w jaki jego wizerunek kreuje m.in. Telewizja Publiczna? – Poczułem się jak na własnym pogrzebie. A to, że jestem złym człowiekiem, wiem od dawna. Czytanie o sobie mnie już nudzi. Gdyby „Gazeta Polska” i media ojca Rydzyka zaczęły mnie chwalić, byłoby sensacją. Ale wolę być niekomplementowany przez te kręgi – żartował naczelny „Wyborczej”.

Zdaniem Michnika są odważni historycy, którzy nie pozwolą na fałszowanie obrazu przeszłości, a Polacy nie są narodem idiotów i obóz rządzący, prędzej czy później, przegra. Barwnie ocenił język tzw. dobrej zmiany: – To bolszewicka propaganda. To wszystko było. PiS nie wymyśla niczego oryginalnego. Jest mało kreatywny. Kłamią, żeby nie wyjść z wprawy. Czego się dotkną, to psują.

– Ale dlaczego Polacy popierają obóz rządzący? – dopytywał prowadzący dyskusję. – Szklanka jest do połowy pełna. Widzę duży opór. Czarny protest doprowadził do tego, że politycy musieli wycofać się z wprowadzenia barbarzyńskiej ustawy antyaborcyjnej. Sympatycy dobrej zmiany to margines. Spójrzmy na środowisko prawników. Wcześniej w historii konformistyczne. Teraz solidarnie są przeciw temu, co dzieje się z Trybunałem Konstytucyjnym.

Państwo putinowskie

A czy można było zapobiec zwycięstwu PiS w 2015 roku? – Zamiast czytać Kartezjusza i pić wódkę, należało jeździć od gminy do gminy i mówić, co się im szykuje.

Prognozy? – Robią państwo putinowskie. Kaczyński jest jak rower. Musi jechać, bo inaczej się wywróci. Nie zatrzyma się. Im dłużej będzie rządzić, Polska będzie stawać się coraz bardziej chorym członkiem Europy. Ale rośnie sprzeciw. Jestem pewien, że nie wygrają wyborów. Zasadniczą rzeczą jest odsunięcie PiS od władzy. Wszystkie partykularne cele liderów opozycji muszą być temu podporządkowane.

Michnik obawia się jednak scenariusza Majdanu. Jego zdaniem Jarosław Kaczyński nie ma zahamowań i zareaguje ostrzej niż Wiktor Janukowycz w pierwszych dniach Rewolucji Godności.

Twierdzi również, że przed Polakami trudny dialog: – Ludzie PiS nie są ludźmi rozmowy. Powtarzają wciąż to samo. Jakby czytali z kartki. Jak można wierzyć w bombę, której nie było? Brzozę i puszki coca-coli.

Jak jednym słowem określiłby sytuację w Polsce? – Nie użyłbym słowa „faszyzm”, choć widzimy jego przejawy, chociażby na przykładzie księdza Międlara. Może jedwabna dyktatura. Albo, idąc za Umberto Eco, pełzający zamach stanu.

Nacjo-katolicyzm

– Ale czy to nie my tworzymy wielkiego Kaczyńskiego? – zastanawiał się Andrzej Kompa. – Nie wydaje mi się. Osiągnął olbrzymi sukces. Jako pierwszy stworzył potężny i karny obóz, zlepek nacjo-katolicyzmu, szowinizmu, prowincjonalizmu i ksenofobii. Wszczepiał latami jad nienawiści, agresji i mściwości. Był wybitnym trucicielem. Prawie co trzeci Polak go popiera. Może zniszczyć sukces ostatnich 25 lat. Ale kiedy patrzę na Ludwika Dorna, widzę, że pisizm jest uleczalny. Przemówił ludzkim głosem, jak zwierzęta w Wigilię – kontrował Michnik.

A sukces 500 plus? Naczelny „Wyborczej” mówił, że dla wielu Polaków to bardzo ważny program, bo ktoś wreszcie ich zauważył. To lekcja którą powinna odrobić demokracja. – Trzeba pomyśleć nad zmianą języka. Teraz potrzebowalibyśmy Jacka Kuronia. Cenię Leszka Balcerowicza, ale trzymał się zasady, że musi się zgadzać rachunek ekonomiczny. Ale społeczny to przecież coś zupełnie innego. Trzeba rozmawiać z elektoratem PiS, bo obawiam się, żeby nie skierował się ku nacjonalistom. Nie mówię, że Kaczyński jest faszystą, ale otwiera im bramy.

Nie zabrakło komentarza do aktywności radykalnej prawicy. – Postępuje rehabilitacja nie tylko nacjonalizmu, ale szowinizmu i rasizmu. To dobrze brzmi, że jesteśmy permanentną ofiarą. Jeśli zwycięży ten dyskurs, Polska sobie sama strzeli w stopę.

Andrzej Kompa pytał też o rolę Kościoła. Adam Michnik: – Kiedy wasz dotychczasowy łódzki biskup, filozof zajmujący się naukowo spotkaniem z Innym, mówi, że źródłem całego zła jest jeden z moich artykułów, to jest niepojęte. Kościół w Polsce znalazł się w największym kryzysie od czasów reformacji. Zamiast Ewangelii mamy Telewizję Trwam i Radio Maryja. Uchowaj nas Boże od takiej pobożności, jak pisał Krasicki.

NIE ZDZIWMY SIĘ, JEŚLI W TYM ROKU RZĄD WYTRANSFERUJE DO TORUNIA KOLEJNYCH KILKADZIESIĄT MILIONÓW.

c2e8cbrxaaa_po9

Jarosław Kaczyński chce pozbyć się Zbigniewa Ziobry, więc nie przyklasnął jego wnioskowi do Trybunału Konstytucyjnego, aby pozbyć się sędziów TK wybranych w 2010 roku

kaczynski

• Trybunał Konstytucyjny decyzji Sejmu nie ocenia – powiedział prezes PiS
• Zdaniem Kaczyńskiego przekraczałoby to kompetencje Trybunału
• W ten sposób odniósł się do wniosku Zbigniewa Ziobro ws. wyboru sędziów

c2f_qdcwgaa-ptw

– No cóż, Prokurator Generalny sam podejmuje decyzje i nie mnie to oceniać. Ja tylko mogę powiedzieć, jako prawnik, że wydaje mi się, że Trybunał tutaj będzie musiał przyjąć stanowisko, które sprowadza się do tego, że nie ma możliwości oceniania decyzji Sejmu. Ta decyzja być może była wadliwa z punktu widzenia formalnego, no ale Trybunał takiej decyzji po prostu nie ocenia. To przekracza jego kompetencje. Osobiście nie sądzę, aby tym sędziom cokolwiek groziło – powiedział Jarosław Kaczyński. Tak skomentował wniosek Prokuratora Generalnego do Trybunału Konstytucyjnego.

Kleofas Wieniawa komentuje posunięcie prezesa PiS.

kaczynski-daje

Kto Zbigniewowi Ziobrze podsunął pomysł, aby skierować wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z Konstytucją wyboru trzech sędziów TK w 2010 roku.

Ewidentnie głosowano indywidualnie, acz zapisano to w jednej uchwale. En bloc byłoby, gdyby wszystkie nazwiska za jednym zamachem poddano głosowaniu, a tym samym wszyscy otrzymaliby taką samą ilość głosów.

Były szef Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński uważa, że Ziobrze wniosek pisał ktoś z pisowskich sędziów TK. Czyli – albo Julia Przyłębska, albo Mariusz Muszyński.

Coś jest na rzeczy. A to znaczyłoby, iż Ziobro grał w ciemno na wygraną.

Dlaczego jednak taki szacher-macher nie podoba się Jarosławowi Kaczyńskiemu, który już podpowiedział Trybunałowi Konstytucyjnemu sentencję wyroku w tej sprawie:

„Ta decyzja być może była wadliwa z punktu widzenia formalnego, no ale Trybunał takiej decyzji po prostu nie ocenia. To przekracza jego kompetencje. Osobiście nie sądzę, aby tym sędziom cokolwiek groziło”.

To znaczy, że Ziobro idzie w odstawkę.

Jak widzimy, Kaczyński decyduje za wszystkich, sam jest chodzącą Konstytucją i chodzącą Mądrością, jak Budda. Zaś wybitny pisarz Józef Hen uważa, że Kaczyński traktuje swoich posłów niczym kapral z wojska. Dlaczego? Bo to maniak.

c2fux3jxeaeet4b

Rzepliński: Mamy kontrrewolucję. Dla mnie to realna Targowica

– Mamy kontrrewolucję, czyli mamy ostry marsz w kierunku samodzierżawia, władzy jednostki. Cofamy się 226 lat, przed Konstytucję 3 maja, która wyraźnie wprowadziła trójpodział władz. Ówcześni twórcy naszej konstytucji napisali, że to ma być władza niezawisła i odrębna. A tego już nie ma. To bolszewizacja struktur państwa w kierunku władzy jednostki, bez odrębnej władzy sądowniczej – mówił Andrzej Rzepliński w rozmowie z Katarzyną Kolendą-Zaleską w „Faktach po faktach” TVN24.

Jak mówił dalej, sędziowie i posłowie są dziś „straszeni kryminałem”. – To dla mnie realna Targowica. To parcie na wschód. Tak jak wtedy, zdrajcy parli na Wschód pod parasol rosyjski.

c2f6asawgaatf1_

Rzepliński: Muszyński wysłał do ETS pismo, w którym informuje, że de facto to on kieruje TK

– Julia Przyłębska nie jest prezesem Trybunału. Jest tą panią, która była najpierw komisarzem politycznym Trybunału, a potem uzurpatorem tej funkcji. Została wybrana niezgodnie z Konstytucją i ustawą, która byłą oczywiście niekonstytucyjna, bo w przypadku wakatu na urzędzie prezesa Trybunału automatycznie – to wynika wprost z Konstytucji – ten urząd pełni wiceprezes Trybunału. Ta pani, ten pan, którego ona uczyniła faktycznym prezesem TK, dzisiaj się dowiedziałem z sekretariatu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, że wysłał pismo do prezesa ETS, że na mocy decyzji tej pani, on jest urzędującym, sprawującym funkcje. Tak, ten pan sędzia Muszyński – mówił dalej Rzepliński w rozmowie z Kolendą-Zaleską.

c2etrhhxuaqqs_j

Jak długo władza będzie się zasłaniała groteskową wiarą na pokaz?

c2eim7xxcaevoog

Waldemar Mystkowski pisze gorzko o opozycji w kontekście wizyty Angeli Merkel w Warszawie.

Kaczyński otwiera ramiona dla Merkel na Nowogrodzkiej

c15zwpcwgaau4zt

Zapowiadanych jest kilka ważnych wizyt polityków niemieckich w Warszawie.  Franka-Waltera Steinmeiera, który w lutym zostanie nowym prezydentem Niemiec, Martina Schulza, szczerze przez rząd pisowski znienawidzonego szefa Parlamentu Europejskiego, który wskoczy na fotel szefa dyplomacji u naszych sąsiadów zza Odry, ale przede wszystkim z utęsknieniem wypatrywana jest nad Wisłą kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Merkel, która staje na czele liberalnego Zachodu, bo świat patrzy z przerażeniem na Donalda Trumpa, nowy prezydent USA może wyprzedać wartości zachodnie za garść rubli, bądź juanów. Trump to zagrożenie dla demokracji wielokroć większe, niż Jarosław Kaczyński. Zachód się pociesza, że USA ma tak silnie zakorzenione standardy demokratyczne, że jeden Trump niczego złego nie wieści. Ale tak mówiono przed I wojną światową, a także II światową.

Demokracja USA dostawała politycznej katatonii, separowała się od świata, dopiero zagrożenie budziło Jankesów z wsobnego letargu. Zachód jakoby dzisiaj miał odchodzić od liberalnej demokracji, miałby to wyczuć Trump, a wcześniej „geniusz” z Nowogrodzkiej.

Cywilizacja zachodnia wielokroć odchodziła od swych standardów, ale szybko do nich wracała, bo niczego lepszego nie zna niż własna kultura, kapitalizm i demokracja. To Zachód jest rozsadnikiem wartości i tak pozostanie po obecnym kryzysie, acz wielu wyniesionych na szczyty władzy lokalnych despotów dopuści się demolek na substancjach własnego narodu. Tak może być w USA, w innych krajach europejskich, bo wchodzimy w okres procedur wyborów demokratycznych. Demolki od roku doświadczamy w Polsce, trochę nam wobec niej te nieposłuszeństwo obywatelskie opatrzyło się, wyhodowaliśmy kilka aferek własnych, zaczęliśmy kręcić się wokól własnego ogona buntu, a Kaczyński robi swoje.

Kaczyński też oswoił ruiny, a w zasadzie uczynił je elementem pejzażu władzy. Trybunał Konstytucyjny jest dla niego zbędny, bo prawo i tak powstaje wg jego woli, widzimisię, zdaje się, że Parlament też przechodzi z jednej sfery reprezentowania społeczeństwa do decorum fasady. Opozycja ostatnio podskakiwała sobie w proteście na sali sejmowej, zmęczyła się i rozeszła, a partia Kaczyńskiego zaklepała felerną ustawę budżetową poprzez Senat i długopis Andrzeja Dudy. I zobaczcie! – żadnym większym echem nie odbiło się to w agencjach ratingowych, które nie obniżyły prognóz dla naszych papierów dłużnych.

Kaczystowski autokratyzm jest przyswajany przez elity nad Wisłą, Wartą i Odrą, a za tą ostatnią rzeką graniczną traktowany, jako wybór Polaków. Niechciany wybór, ale nad Sprewą nie wtrącają się w wewnętrzne sprawy Polski, tym bardziej, że materia demokratyczna jest w tej chwili szczególnie krucha niemal wszędzie, a Merkel zaczyna być powszechnie uważana za globalną przywódczynię liberalnej demokracji.

Kanclerz Merkel przyjeżdża do Warszawy 7 lutego. Niewątpliwie PiS zechce to w swoim stylu spożytkować, na użytek wewnętrzy, jako sukces i „powstanie z kolan”, a także legitymizowanie na Zachodzie niecodziennej władzy, która objawia się tym, że poseł Kaczyński jest władcą nad prezydentem RP i premierem rządu polskiego.

Świat się zbytnio nie oglada na sytuację w Polsce, wykonał kilka gestów nagannnych w stosunku do PiS, ale od naprawy Rzeczpospolitej są Polacy, a nie nawet najbardziej życzliwe nam zachodnie rządy, międzynarodowe instytucje. A tymczasem Kaczynski „konsumuje” swoją władzę w kraju. Śmiejemy sie z polskiej dyplomacji i słusznie, której ostatni „sukces” – nawiązanie stosunków dyplomatycznych z San Escobar – obiegł świat rechotem. ale mimo kabaretu życie dalej się toczy.

Waszczykowski i jego ludzie, w tym ambsador w Niemczech Andrzej Przyłębski (tak, tak, mąż Przyłębskiej) zabiegają o to, że wizytująca w Warszawie kanclerz Niemiec Merkel rozmawiała nie tylko z prezydentem i premier, ale przede wszystkim, aby ucięłą sobie rozmowę z ich zwierzchnikiem posłem Kaczyńskim. I to na Nowogrodzkiej.

Można sobie wyobrazić, gdy to tego dojdzie, bo tak może się stać, jakie będzie walenie w tamtamy w mediach pisowskich. Trąby jerychońskie przy zawodzeniu propagandystów od Jacka Kurskiego, to będą ledwie jakieś dziecięce piszczałki.

Jeszcze niedawno można było mieć nadzieję, że kanclerz Merkel dla równowagi w naturze demokratycznej porozmawia z Grzegorzem Schetyną, może z Ryszardem Petru, a jeszcze pół roku temu stawiałbym na dialog z Mateuszem Kijowskim. Ale w ostatnim czasie tak się porobiło, że – nazwę to eufemistycznie – pogmatwało. Kto jest winien takiej sytuacji, by nie nazwać degradacji? My, my sami taki sobie gotujemy los, a Kaczyński – ćóż – jeżeli na to mu się pozwala, to on „uczynnie” z tych darów korzysta.

Zachód oswaja się z polską demokraturą, bo opozycja i społeczeństwo obywatelskie na to pozwalają, a to Maderami Petru, fakturkami Kijowskiego, Schetyna ostatnio niczego nie wymodził, ale kończąc pisanie powyższego wcale nie jestem pewien, czy nie „zawiedzie”.

c2f7x6_weaensrj

ŻADEN PiSIOR NIE ZROBIŁ WIĘCEJ DLA POLAKÓW NIŻ TEN JEDEN CZŁOWIEK. SZACUNEK WIELKI DLA JURKA!

c2gahreweaeozd3

Chyba powinniśmy wiedzieć, jaki rzeczywisty budżet kroi nam PiS na przyszły rok. Dziura budżetowa owszem 60 mld zł – największa w historii. Faktycznie rząd na poktycie dziury i spłatę zobowiązań musi pożyczyć 180 mld zł. I to jest faktyczna dziura – 3 razy większa niż podaje się do wiadomości. Trzeba wszak te pieniądze kiedyś spłacić.

180

Bardziej miarodajną liczbą są potrzeby pożyczkowe, czyli różnica między przychodami a rozchodami. Innymi słowy – suma jaką Polska będzie musiała w przyszłym roku pożyczyć, żeby sfinansować wszystkie zaplanowane wydatki budżetowe i obsłużyć swoje zobowiązania. Choćby pożyczyć pieniądze na spłatę zadłużenia, którego zapadalność przypada na 2017 rok.

Otóż zgodnie z projektem budżetu potrzeby pożyczkowe Polski w 2017 roku wyniosą… 180 mld zł. I to ta kwota, a nie 60 mld zł deficytu budżetowego, pokazuje rzeczywisty stan finansów państwa.

Angela Merkel przyjechała do Polski, ale nie dlatego, że polski głos tak bardzo się liczy w Unii Europejskiej. Ta wizyta to rutyna, Merkel sprawdza, czy z Polską PiS można się dogadać. Można? Jak sądzicie? W Warszawie byli przywódcy Grupy Wyszehradzkiej (V4).

merkel

Przedstawiciele państw Grupy Wyszehradzkiej deklarowali, że chcą, aby to stolice, a nie instytucje unijne, odgrywały wiodącą rolę zarówno w reformie Unii, jak i negocjacjach z Wielką Brytanią. Wszyscy są bardzo wyczuleni na podejmowanie decyzji ponad ich głowami. W powietrzu wisiał też temat zmian traktatowych, które wcześniej Warszawa cały czas sugerowała, twierdząc, że w wielu krajach Unii brakuje poczucia kontroli nad procesem integracji i wpływu na rozwój Wspólnoty. Według premier Szydło Unia traci impet i bez zmian w traktacie problemu nie da się rozwiązać.

Kanclerz Merkel od grzebania w unijnym traktacie na razie jest jak najdalsza. Namawiała do zmian w ramach obowiązujących traktatów. Ze względu na zagrożenie terroryzmem przekonywała, żeby wykorzystać możliwości, jakie daje Traktat Lizboński, bo jak twierdziła, zgodnie z jego regułami możemy planować wspólne działania, takie jak choćby projekt rejestracji osób wjeżdżających do strefy Schengen.

Lecz nawala nasza dyplomacja dyplomacja. Witold Waszczykowski chwali Erdogana, bo był w Ankarze, atakuje zaś Niemcy.

Ilustruje to dobrze to zestawienie.

CqznJ_hXYAAEB2K

Dyplomację Waszczykowskiego podsumowuje Waldemar Mystkowski.

niedyplomatyczny

Coraz bardziej niebezpieczną politykę zagraniczną uprawia szef dyplomacji Witold Waszczykowski. Nie łudzę się, że nie on ją formułuje. Spychani jesteśmy z głównego nurtu europejskiego, w ogóle zachodniego. Trzeba alarmować, póki nie staniemy się jakimś tajnym aneksem paktu, jak w 1939 roku.

Waszczykowski przyjechał z Ankary, gdzie rozmawiał z Recepem Tayyipem Erdoganem. Jest zachwycony swoim rozmówcą: Legalnie wybrany, demokratyczny prezydent i władze tureckie mają prawo, wręcz obowiązek, dbać o ład konstytucyjny, ład prawny i to czynią. U nas zwierzchnik Waszczykowskiego, Jarosław Kaczyński też dba o ład konstytucyjny, ład prawny, broni go przed Trybunałem Konstytucyjnym, Sądem Najwyższym. Inne słowa Waszczykowskiego o Erdoganie też są znane z ust jego pryncypała: – Nie widziałem po stronie prezydenta jakiejś zapiekłości, zaciekłości, aby doprowadzać do jakiejś zemsty i rewanżu. Po prostu chce zgodnie z prawem, prawem tureckim, wyjaśnić, co się stało i ewentualnie ukarać sprawców tego wydarzenia.

Toż to deja vu! Tak, Kaczyński mówił, że zemsty nie będzie itd. Toczka w toczkę. Waszczykowski wszak tak musi mówić o Erdoganie. Przypomnę, co mówił prezes PiS dwa lata temu w wywiadzie dla portalu wPolityce: – Trzeba czynić wszystko, by Polska była tym, czym jest dziś Turcja. O niej mówi się, że to poważne państwo. Mój śp. brat mówił wielokrotnie, że chciałby, żeby o Polsce tak mówiono. Ten rodzaj wielkości jest do zdobycia. To wymaga najpierw zmiany władzy, a potem przebudowy polskich elit. I to we wszystkich dziedzinach.

Sprawdza się? Sprawdza. To jest ten kierunek oddalający nas od Zachodu, od demokracji, od Unii Europejskiej. Ci ostatni na Turcję patrzą z przerażeniem. No i tego samego dnia, po powrocie z Turcji Waszczykowski mówi o Niemczech, bo właśnie z wizytą (tak naprawdę kurtuazyjną) przebywa w Polsce Angela Merkel: – Czy [Niemcy – przyp. mój] będą realizować ją tylko i wyłącznie dla własnego interesu narodowego, czy będą postrzegać również interesy innych państw. To jest wielka odpowiedzialność Niemiec. Niestety w wielu przypadkach Niemcy uchylają się od niej. W wielu przypadkach widzimy chęć realizowania wyłącznie własnego narodowego celu.

Czy jednak Kaczyńskiemu, a za nim podążającemu, jak w dym Waszczykowskiemu, nie chodzi o to, aby Polska leżała? Do tego zmierzamy. Przecież prowadzą nas prosto w ramiona przyjaciela Orbana, a ostatnio Erdogana. Przy niekorzystnym układzie zewnętrznym – a takim może być dojście do władzy Trumpa w USA, Le Pen we Francji, zaś w Niemczech Merkel nie jest wiecznie żywa – Polska może jeszcze raz wylądować w tajnym aneksie paktu jakichś Schmidt-Iwanow. Możemy leżeć, jak Waszczykowski ze swym językiem niedyplomatycznym.

niemieckie

Inny tekst warto przypominać, jakie sa fundamenty Kaczyńskiego.

fundamenty2

Prof. Wojciech Sadurski przypomina nam, do czego dąży Jarosław Kaczyński, bo prezes PiS nie ukrywa swoich zamiarów, tylko my przykrywamy jego słowa (mówione i zapisane) złudą.

Najgorsza forma nadziei – łudzić się, ona faktycznie nie umiera, bo złuda jest lenistwem intelektualnym. Kaczyński zapisał swoje zamiary w dokumencie programowym PiS z 2011 roku w „Raporcie o stanie III Rzeczypospolitej”, w którym czarno na białym stoi, co będzie realizowane, gdy jego partia dojdzie do władzy. Mianowicie – dobrze urządzone państwo musi posiadać „nowy centralny ośrodek dyspozycji politycznej”.

Ośrodek, czapę, a nie podlegać rozproszeniu – trójpodziałowi władzy. Ośrodek jest nawet sprecyzowany, gdyż „tego ośrodka nie należy automatycznie utożsamiać z rządem, prezydentem czy jakimkolwiek organem państwowym”. Wszak prezydent bądź premier mogą być „nasi”, ale niegodni zaufania, ale dopóki realizują „wskazane wyżej cele narodowe”, są poręcznymi narzędziami, lecz nie są centralnym ośrodkiem. Dlatego tak, a nie inaczej Kaczyński traktuje prezydenta Andrzeja Dudę i premier Beatę Szydło. Nie są ośrodkiem dyspozycji politycznej, są delegowani do realizacji jego celów narodowych.

Prof. Sadurski wskazuje genezę myślenia Kaczyńskiego o państwie. Pobierał ją z prezesem w tych samych źródłach, mianowicie u prof. Stanisława Ehrlicha, postaci dla myśli politycznej wybitnej, która jednak operowała w materii teorii, a nie praktycznie. Kaczyński pozostał ortodoksą filozofii politycznej Erlicha i właśnie przekuwa ją w czyny. Prezes PiS ma świadomość, że tego rodzaju myśl centralistyczną dobrze jest rzeźbić w plastycznym materiale demokracji, której trzeba odejmować rozproszone funkcje i skupiać je w jednych rękach.

Trójpodział demokracji więc będzie poddawany skupieniu do jednego „ośrodka dyspozycji politycznej”. Trybunał Konstytucyjny już jest niemal sparaliżowany, czyli – w języku prezesa – prawo zapisane w Konstytucji zostało odzyskane, będzie teraz interpretowane w centralnym ośrodku. Prokuratura jest już opanowana, a także media publiczne, obecnie narodowe.
Teraz kolej na samorządy i NGO-sy, gdyż ich rozproszenie kłóci się z założeniami programowymi PiS, czyli prezesa. Trochę to potrwa, widać jednak w zarysach formy, za pomocą których będą skupiane w „centralnym ośrodku”.

Dlaczego zatem Kaczyński ma tak słabe zaplecze intelektualno-ideowe w przeciętnych postaciach Szydło, Dudy? Kaczyński jest fundamentalistą myślenia o państwie zarządzanym centralnie. Wszelacy Dornowie, Zalewscy, Ujazdowscy wypadli albo wypadną z okolic ośrodka. Dzisiaj ten centralny ośrodek jest jednoosobowy, jego mobilność też jest ograniczona: Nowogrodzka, Żoliborz, wypad jednodniowy do przyjaciela Orbana.Nie bądźmy więc zdziwieni tym, że prezes jest otoczony murem ochroniarzy. Nikt nie ma do niego dostępu, jest oczkiem w głowie interesów polityków PiS, którzy nie mają zielonego pojęcia o centralistycznym państwie prezesa, a demokratyczny trójpodział władzy jest dla nich czarną magią.

Kaczyńskiemu z demokracją nie po drodze. Demokracja jest narzędziem, w której wykuwa swoje państwo zaprojektowane w owym dokumencie z 2011 roku: państwo autorytarne, klerykalne i z nacjonalistyczną konstytucją. Czytajcie! A pozbędziecie się złudzeń co do Kaczyńskiego. On się nie cofnie, gdyż jest fundamentalistą „centralnego ośrodka dyspozycji politycznej”, czyli siebie! Kaczyński zabetonowany we własnym fundamencie.

Dziś w bajka polityczna, piórem uczyniona

Cq2VvNgWcAAMLML

tusk- re

To jest wiadomość, jak grom z jasnego nieba.

„Tusk podczas spotkania z Angelą Merkel otrzymał propozycję zastąpienia Hermana van Rompuya na stanowisku. Ma dylemat i bardzo nie chce z przyczyn, które są oczywiste”

– powiedział w TOK FM naczelny „Rzeczpospolitej”, Bogusław Chrabota.

Polska bez Tuska?

Czy Kaczyński już pije szampana?

Czy już należy zacząć się bać? Czy to wiadomość, że IV RP puka do drzwi? Tak ułożyło się w polityce, że Tusk w tej chwili jest nie do zastąpienia. Gdyby go zabrakło, rządziłby Kaczyński.

O! Nie!