Posts Tagged ‘Bartosz Arłukowicz’

Kierowca Kornela Morawieckiego pełnomocnikiem rządu ds. rozwoju gospodarczego

Mateusz Morawiecki nie ma zgody prezesa na rekonstrukcję rządu, więc zaczyna konstruować go poprzez kooptację. Odbywa się to na poziomie niższym niż konstytucyjni ministrowie, niemniej do czynienia mamy z przerostami administracji rządowej, jakich wcześniej nie było.

Nie podnosi to poziomu rządzenia, bo PiS ma kadry wybitnie marne. O takich urzędnikach mówi się, że są „z łapanki”, a jest ich tak dużo, że trzeba tworzyć synekury, aby zaspakajać apetyty aparatu partyjnego. Nie ma się co dziwić, bo okazja, aby się nachapać już może się nie zdarzyć. Dowartościowywani są wszyscy – od sprzątaczek do kierowców włącznie. Jakie więc będą te nowe elity? Ano takie, elity sprzątaczek, elity kierowców, bo te rzeczywiste same się kształtują, w wypadku wyciągania ich za uszy z kapelusza są li tylko pseudoelitami.

Morawiecki utworzył nowe stanowisko w rządzie – pełnomocnika ds. rozwoju gospodarczego. Ki diabeł? W tym rządzie są aż trzy resorty zajmujące się gospodarką, czego do tej pory nie było. Jakie uzyskuje kompetencje ten nowy pełnomocnik? Otóż ma formułować propozycje, których celem jest efektywna realizacja strategicznych projektów inwestycyjnych, umieszczać je w kierunkach rozwoju, w programach i strategii gospodarczej rządu. Ma też zajmować się praktykami korporacyjnymi w zarządzaniu mieniem państwowym.

W komunikacie KPMR można więcej przeczytać tego bleblania, ale krótko pisząc chodzi o pijar, na przełożenie propagandy gospodarczej rządu Morawieckiego na narzędzia komunikacji na konferencjach prasowych. Morawiecki będzie się chwalił nowymi mostami i tę własną chwałę unaoczniał gawiedzi poprzez prezentację w PowerPoint.

To będzie dzieło tego nowego pełnomocnika ds. rozwoju gospodarczego. Wiemy, kto nim został? Mianowicie Cezariusz Lesisz. A kto to? I tu ręce opadają. Kierowca bombowca. Wróć! Wykreślamy bombowca i zostaje nam kierowca. Lesisz jest kierowcą i robił za furmana u ojca premiera, Kornela Morawieckiego.

Taki awans. Wszak po nocach mógł uczyć się obsługiwać PowerPointa i już ma wykuty na blachę. Nawoził się Kornela Morawieckiego, nasłuchał jego poglądów o wyższości narodu nad prawem (tak, tak – to nawet coś więcej niż nacjonalizm), przyszedł czas na awans do nowej pseudoelity.

Gwoli ścisłości Lesisz jest absolwentem Politechniki Wrocławskiej na Wydziale Mechanicznym. Raczej z gospodarką nie ma wiele wspólnego. Za to kolekcjonuje synekury, bo oprócz nowej ciepłej posadki zasiada na dwóch innych – mianowicie jest przewodniczącym Rady Nadzorczej Totalizatora Sportowego oraz wiceszefem Rady w Agencji Rozwoju Przemysłu.

Do dwóch wcześniejszych pensji dorzuci nową, może niezbyt popłatną, bo tylko 14 tys. zł, ale grosz do grosza i na konto miesięcznie spływają mu dziesiątki tysięcy. Cezariusz jest zatem przykładem nowej elity dojnej zmiany, jest przyssany do trzech cycków.

Reklamy

TO ZDJĘCIE POWINNO TRAFIĆ DO PODRĘCZNIKÓW :)))

TAK POWINIEN ZACHOWAĆ SIĘ KAŻDY POSEŁ. wczoraj nalewał gorącą herbatę protestującym pod sejmem. Ale Ci z PiSu inaczej myślą o marznących ludziach. Wysłali na nich armię policji i wozy opancerzone. SZACUNEK DLA BARTOSZA. Warto być przyzwoitym :)) SUPER FOTO:

Michał Kuczyński na portalu crowdmedia pisze o porażce PiS w kwestii ordynacji wyborczej, która szyli na swoje kopyto, aby nie przegrać wyborów.

Kapitulacja posłów Prawa i Sprawiedliwości. Wycofują się z kontrowersyjnych zmian

Po raz kolejny okazuje się, że presja społeczna ma sens, tym bardziej poparta szeregiem merytorycznych uwag ze strony szefa Państwowej Komisji Wyborczej. W sprawie zaproponowanych niedawno zmian w ordynacji wyborczej posłowie Prawa i Sprawiedliwości robią krok w tył i wycofują się z części kontrowersyjnych rozwiązań. Jak poinformował na zorganizowanym w Sejmie briefingu, poseł Marcin Horała, podczas drugiego czytania ustawy w Sejmie klub PiS zgłosi szereg poprawek, uwzględniających 14 z 18 uwag PKW, uwzględni kilka poprawek opozycji,  a z kilku własnych poprawek się wycofa.

– Projekt, który dotyczy prawa wyborczego powinien powstawać w atmosferze współpracy i kompromisu (…) Zaproponujemy pozostawienie jednomandatowych okręgów wyborczych w małych gminach – poinformował poseł Horała.

Na briefingu wystąpił też poseł Łukasz Schreiber, który poinformował, że kolejną poprawką w projekcie ustawy o prawie wyborczym będzie liczba komisarzy – ich liczba zostanie zmniejszona do 100. Kolejną poprawką będzie wielkość okręgów wyborczych – pozostaną one bez zmian. Ponadto kadencja samorządów zostanie wydłużona do 5 lat.

Zapowiedziano także wycofanie poprawki, która pozwalałaby na kandydowanie w wyborach osobom zamieszkałych nie tylko na terenie danej gminy a na terenie województwa. Posłowie PiS podkreślają swoją dobrą wolę i chęć współpracy. Ich zdaniem przyjmowanie przepisów dotyczących organizacji wyborów powinien zostać przeprowadzony przez Sejm z ponadpartyjną zgodą. Okazuje się jednak, że będzie o nią niezwykle trudno.

Mimo wycofania się z najbardziej kontrowersyjnych zmian, posłowie opozycji uważają, że ustawa nadal pozostaje bublem prawnym, zorientowanym przede wszystkim na wzmocnienie wyborczych szans Prawa i Sprawiedliwości oraz upolitycznienie procesu wyborczego. Platforma Obywatelska i Nowoczesna złożyły wniosek o odrzucenie ustawy w całości, z kolei posłowie klubu Kukiz’15 zauważyli, że w związku z blisko 80 poprawkami do ustawy, dotychczasowa treść ustawy się dezaktualizuje, co jest dowodem niebywałego niechlujstwa legislacyjnego.

Co więcej, mimo zapowiedzianych zmian PiS nie rezygnuje z pozbawienia osób niepełnosprawnych prawa do oddania głosu, zmiany systemu sędziowskiego na parlamentarny czy absurdalnego uznawania głosów podwójnie skreślonych jako ważnychW Sejmie trwają zatem dalsze prace, a posiedzenie specjalnej komisji zajmującej się projektem ordynacji wyborczej zapowiada się bardzo burzliwie.

Ciekawostka Kaczyńskiego.

PRZYPOMINAMY I BĘDZIEMY PRZYPOMINAĆ

Waldemar Mystkowski jeszcze raz pisze o Morawieckim.

Morawiecki z tajną klauzulą

.

W klauzuli może być zapisane, że premier nie jest odpowiedzialny za skład rządu.

Premierem Mateusz Morawiecki został w klasycznym stylu przejmowania banków, przedsiębiorstw odnotowywanych na giełdzie. Z całym inwentarzem ludzkim i klauzulą (pakt), której treści nie znamy, a możemy się domyślać.

Tę klauzulę niejako ujawnił między expose a wotum zaufania właściciel PiS Jarosław Kaczyński w rozmowie w „Gościu Wiadomości TVP”: – „Wchodziłbym tutaj w rolę premiera, którym nie jestem, gdybym chciał wymieniać jakieś nazwiska [ministrów do wymiany – przyp. mój]. Wydaje mi się, że zmiany będą dosyć głębokie” – powiedział prezes Kaczyński.

I to jest ten problem. W klauzuli może być zapisane, że premier nie jest odpowiedzialny za skład rządu, bo ten ustalany jest wspólnie z właścicielem, albo właściciel ustala sam. Czy do klauzuli jest dołączona mapka ław rządowych w Sejmie, która ustala linię demarkacyjną? Do Piotra Glińskiego twoje, a moje od Antoniego Macierewicza? Ponadto premier bierze na siebie agresywne wyrzucenie z rządu Macierewicza, gdy faktycznie pozbywa się go właściciel PiS.

Czy kiedyś wycieknie treść klauzuli? Pewnie tak, bo prezes PiS to chwalipięta własnego geniuszu i w kolejnym tomie autobiografii nasmaruje, jak upokorzył Morawieckiego.

Wywiad Kaczyńskiego dla TVP upokorzył Morawieckiego. Co to za premier, który nie decyduje o składzie swego gabinetu dzisiaj ani tym bardziej w przyszłości? Upokarzany był świadomy, że zostanie upokorzony. Już zresztą ten chrzest upokorzenia wcześniej przeszedł (choćby w imperium medialnym Rydzyka, gdzie wziął na siebie krzyż rechrystianizacji Europy). Upokarzany wie, że w przyszłości dostąpi łaski upokorzenia i nadstawi drugi policzek.

Taka jest psychologia wyższych sfer, psychologia feudalna. Król tłucze delfina, dopóki siedzi na tronie, a gdy delfin ten tron usunie mu spod siedzenia i odetchnie po latach upokarzania, to się odwinie tak, że były król przypomni sobie dzieciństwo, co w wypadku Kaczyńskiego może być wymarzonym sentymentem. Upokarzany dzisiaj może swemu dręczycielowi nie podać szklanki wody na śmiertelnym łożu: „Wyschła w kranie” – wykręcić się od pomocy bliźniemu.

Morawiecki będzie słabszym premierem niż Beata Szydło. Nie ma żadnego zaplecza politycznego w królestwie PiS, a klauzula (ustna, pisemna, jakakolwiek) to za słabe zaczepienie w politycznej realności, to fatamorgana. Dość zgodnym głosem komentatorów, po wygłoszeniu expose Morawiecki został porównany do Gierka (wszystkim należy się po uważaniu, wszystko będzie).

Inna rzecz mnie trzepnęła. Dziwne, że facet dwa lata był wicepremierem i nie znałem jego głosu, jakim operuje tembrem i jaką mimikę podkłada pod swoje przekonania i wywody retoryczne. Marnie wypadł Morawiecki jako aktor sceny politycznej. To amator, któremu brak talentu (charyzmy). Czy ambicje zastąpią mu talent? To jeszcze jeden przyczynek do tego, że można oczekiwać najgorszego po takim beztalenciu.

Klauzula jest taką niewidzialną metką, która nosi na sobie Morawiecki (nawet jeżeli ubierze się w garnitur od Armaniego albo patriotycznie z Vistuli). Na niej jest cena: na ile jest sprzedajny.

SKANDALICZNA ODPOWIEDŹ KACZYŃSKIEGO !!!!!!!!!! NO TO TERAZ USA BĘDĄ MIAŁY PROBLEM. Nadprezes w swoim stylu podsumował amerykańską interwencję w sprawie TVN !!! PRZECZYTAJCIE. Tak jeszcze chyba nikt Trumpowi nie odpyskował…

Poważne oskarżenia pod adresem Morawieckiego. Kierowany przez niego bank pośredniczył w próbie przejęcia polskiej spółki przez Rosjan?

Szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Sławomir Neumann zarzucił premierowi, że kierowany przez niego bank pośredniczył w próbie przejęcia spółki Skarbu Państwa przez Rosjan.

– To kariera od bankstera do premiera – mówił o Morawieckim Neumann. Kilkukrotnie w trakcie swojego przemówienia zarzucał premierowi, iż rząd, którym Morawiecki dopiero zaczyna kierować, „prowadzi prorosyjską politykę”. – Zbyt dużo osób mówiących po rosyjsku jest blisko pana ministrów – dodał. Kilka minut później okazało się, że te przytyki były jedynie wstępem do wytoczenia cięższych dział.

– Przedstawia się pan, jako patriota gospodarczy. Mówił pan o polskich czempionach, a ten patriotyzm nie przeszkadzał panu, by bank, którym pan kierował, a dokładnie dom maklerski tego banku, pośredniczył w próbie przejęcie Azotów Tarnów przez rosyjską spółkę Acron. Taki patriota. Boli? Miało boleć – mówił Neumann. Zarzut jest wyjątkowo poważny, ponieważ walka o utrzymanie Azotów pod kontrolą Skarbu Państwa była jednym z najgorętszych tematów latem 2012 r.

Internet potwierdza

Szybkie przeszukanie archiwów pokazało, że Neumann miał podstawy do rzucenia oskarżenia. „Rosyjska spółka Acron kupiła w wezwaniu 7 mln 715 tys. 131 akcji Zakładów Azotowych Tarnów – podał Dom Maklerski BZ WBK w lipcu 2012 r., który pośredniczył w wezwaniu. „Walory te stanowią 12,03 proc. wszystkich akcji spółki” – brzmi depesza PAP z 19 lipca, opublikowana na kilkunastu portalach biznesowych. Spółka ostatecznie nie trafiła w ręce Rosjan.

Co więcej, z informacji zdobytych przez money.pl wynika, że Rosjanie przy próbie przejęcia Azotów nie tylko korzystali z usług Domu Maklerskiego BZ WBK, ale także mieli otwarte możliwości finansowania transakcji z kredytu w tym banku.

O zarzuty pod adresem premiera zapytaliśmy jego otoczenie, jednak nie otrzymaliśmy dotychczas odpowiedzi.

Neumann przypomniał także, że Morawiecki „zachęcał do sprzedaży państwowego Ciechu prywatnym inwestorom”. – Kierowany przez pana bank, sfinansował tę transakcję (…) Tylko przypomnę, że prokuratura bada wątek prywatyzacji Ciech… – dodał polityk PO.

(money.pl)

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Morawiecki potrzebny do stworzenia ładu oligarchiczno-klientystycznego

Do Ludwika Dorna mam stosunek intelektualny od dawna unormowany, nie powoduje u mnie jakichś głębszych refleksji, bądź nagłych olśnień, że tego czy owego nie zauważyłem, a onże mi niejasności rozświetlił. Zauważam jednak bezsiłę dziennikarzy w stosunku jasnego wytłumaczenia, dlaczego desygnowany został Mateusz Morawiecki do pełnienia funkcji premiera rządu polskiego.

Desygnowany – rzecz jasna – przez Jarosława Kaczyńskiego, a nie przez czerstwe intelektualnie i emocjonalnie ciało PiS o nazwie Komitet Polityczny, czy nawet prezydenta Andrzeja Dudę. Beata Szydło zostałaby wykopana wcześniej, gdyby nie nagłe protesty społeczeństwa obywatelskiego w lipcu, a wraz z nimi zaplecze Andrzeja Dudy dojrzało dla siebie możliwości emancypacyjne. A że to towarzystwo gorszej kategorii intelektualnej nawet w PiS, zostało szybko sprowadzone do swego poziomu przez prezesa Kaczyńskiego. Duda zaś z marnymi możliwościami utemperowany, więc Kaczyński mógł przystąpić do realizacji swego scenariusza budowania trwałych zrębów władzy.

Jak one mają wyglądać, pisze o tym Dorn dla „Magazynu TVN 24”. Pomijam kwestię, dlaczego „żałosna, śmieszna i groteskowa” Szydło musiała odejść, a Kaczyński nie sięgnął po premiera dla siebie. Otóż prezes PiS nie ma żadnego fachowego zaplecza gospodarczego (innego też, ale te inności go nie za bardzo obchodzą), zawsze korzystał z kadr III RP, w latach 2005-07 była to Zyta Gilowska, teraz członek Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku – Morawiecki.

Ponadto III RP szczęśliwie uniknęła zbudowania ładu klienstyczno-oligarchiczego – owego układu – jaki nie ominął krajów naszego regionu, tj. te, które wchodziły do Unii Europejskiej w XXI wieku.

Oligarchia więc funkcjonuje wszędzie w Mitteleuropie, tylko nie w Polsce. Oligarchia zaś zapewnia władzę, bo to ona tworzy rzeczywiste struktury władzy, zaś struktury partyjne są wobec niej służebne, wtórne, politycy są „figurantami politycznymi”.

Oligarchowie tworzą „adopcyjną rodzinę polityczną”, kreując dla aparatu partyjnego synekury, asymilując ich z rozbudzonymi potrzebami finansowymi. Taką operację przeprowadził na Węgrzech Viktor Orban, a Kaczyński falsyfikuje tylko drogę węgierską do dyktatury.

Orban skupił w swoich rękach pełnię władzy. To jeszcze przed Kaczyńskim, wszak sądy nie zostały całkowicie podporządkowane jego woli, a media są w większości nie „zrepolonizowane”. Zadanie przerastało „żałosną, śmieszną i groteskową” Szydło. Jedyny człowiek, który do tej operacji adopcyjnej do tworzenia ładu oligarchiczno-klientystycznego się nadaje to Morawiecki, najbogatszy premier po 1989 roku

Kaczyński procedury adopcyjne przećwiczył poprzez przyswojenie aparatu represji PRL-u, przysposabiał je prokurator stanu wojennego Stanisław Piotrowicz. Przyszedł czas na coś zdecydowanie głębszego – gospodarkę – i zarządzanie nią trwale przez oligarchów. Tak stało się na falsyfikowanych przez Kaczyńskiego Węgrzech, tak jest na Słowacji i w Czechach, gdzie po władzę sięgnął najbogatszy Czech.

Morawiecki będzie tworzył układ, który zapewni PiS władzę na trwałe. Ten rodzaj ustroju i ładu kapitalistycznego jest tworzony w Polsce. Trudny do przewrócenia przez opozycję polityczną i obywatelską, gdyż te będą minimalizowane przez państwo PiS. Ów ład został w skrajnej postaci przećwiczony na Ukrainie Janukowycza, a obecnie odradza się w innej modyfikacji personalnej za sprawą Poroszenki.

„Polska słynie z szacunku dla kobiet”

Rząd Morawieckiego może wpaść w ręce Kremla

Skład nowego rządu Mateusza Morawieckiego jest toczka w toczkę składem Beaty Szydło. Po co więc został wymieniony kapitan zespołu? Nikt o to nie spyta trenera Jarosława Kaczyńskiego, bo kto chciałby usłyszeć, że jest kanalią, mordą zdradziecką?

Poprzedni rząd przyczynił się do spadków w każdym możliwym rankingu. „Sukcesy” tego rządu znakomicie opisuje wynik 1:27, który powinien zostać wpisany do Księgi Guinnessa.

Morawiecki może się tylko cieszyć, że nie „poprawi” wyniku, gdyż Unia Europejska nie ma w planach przyjęcia nowych członków. Może nas czekać najwyżej wypadnięcie z członkostwa.

Ministrowie rządu Beaty Szydło z nowym kapitanem Morawieckim przysięgali na Konstytucję z imieniem Boga na ustach. Konstytucja była złamana wielokroć, tym samym Bóg został tak samo potraktowany. Nie jest to jeszcze ukrzyżowanie, ale umycie rąk od odpowiedzialności. PiS wyznaje zatem wiarę w ułomnego Boga. Ten rząd Golgotę ma przed sobą.

Najgorszy trener w historii prezes Kaczyński zdegradował reprezentację do pośledniej ligi – klasy B. Z takimi zawodnikami – Macierewiczem, Waszczykowskim, Szyszką – nie można oczekiwać powrotu do wyższej klasy rozgrywek. A nie ma już gdzie spaść, chyba że w ręce Kremla. W Moskwie zresztą już piszą, że Polska zawiodła się na Zachodzie.

Ciemny lud może tylko zaśpiewać starą śpiewkę: „Polacy, nic się nie stało…”.

ZAPYTAMY KRÓTKO, KTO JEST ZA?

Ubu Król jako niemal geniusz i swojskie „grrówno”

Zaprzysiężenie nowego rządu, który to rząd nazywam „wice”, ma się odbyć w symbolicznej nocy dla Polaków. W nocy na długie lata pozostawiającej cień na Polsce i naszych biografiach, w nocy jako negatywny, ciemny symbol – bo to wówczas wprowadzono stan wojenny, kolbami karabinów walono w drzwi mieszkań opozycjonistów, aby ich internować – z 12 na 13 grudnia.

Groteska? Oczywiście, rekonstrukcja rządu wszak polega na „wice” – wicepremier został premierem, a premier wicepremierem. Typowa roszada, do której Kaczyńskiemu potrzebne były dwa miesiące zapowiadania humbugu. Zaiste, ma refleks szachisty.

W tym czasie rozwalony został trójpodział władzy i zabrano się za wolność słowa, bo tym jest kara 1,5 mln zł nałożona na TVN za relację z ubiegłorocznych grudniowych protestów przed Sejmem.
Czekam aż opozycja parlamentarna się ocknie i reaktywuje rozgłośnię polską Radia Wolna Europa. Należy Kaczyńskiego uprzedzać, ogłosić, kto będzie naczelnym RWE, bo PiS ma już wcielenie swojego szpiega Andrzeja Czechowicza – Cezarego Gmyza.

Bez mydła dają się wyślizgać publicyści – wydawałoby się w miarę normalni  – jak niegdyś związany z „Wyborczą” Grzegorz Sroczyński, który ogłasza „niemal geniusz” Kaczyńskiego, bo ten wicepremiera zrobił premierem. Sroczyński nadto poskrobał w tę pozłotkę o fakturze tombaku i dojrzał, że w ten sposób „Naczelnik” namaścił swojego następcę, zaś sam wycofuje się do Sulejówka położonego w dzielnicy Żoliborz.

Andrzej Duda znamiennie potknął się na swojej retoryce godnej Kononowicza, gdy desygnował Morawieckiego, iż „ktoś może powiedzieć: nic się nie zmieniło”. Zmieniło się wiele, demokrację zamieniono na dyktaturę, na wolność słowa nakładany jest kaganiec cenzury. Siedziba owego cenzora z ulicy Mysiej została przeniesiona do Torunia, a delfin Kaczyńskiego będzie rechrystianizował Europę, uda się na do Brukseli jako krzyżowiec.

Dzieje się to w Polsce, w kraju Ubu Króla, czyli już niedługo Nigdzie. Do tego sprowadzono nasze znaczenie przez tego „niemal geniusza”. Wokół niesie się swojskie „grrówno”: kanalie, mordy zdradzieckie.

DO TOWARZYSZKI KARP – Tomasz Lis

CAŁY INTERNET WSPIERA GŁODUJĄCYCH MEDYKÓW. Szacunek dla lekarzy! Wstyd dla władzy.

Dwa kolejne zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Duda przywłaszcza pępowinę Piłsudskiego

W wigilię Mikołajek Andrzej Duda chce, aby marszałek Sejmu zwołał Zgromadzenie Narodowe, bo prezydent ma zamiar walnąć swoją retoryką w przedstawicieli narodu, a przy okazji poczęstować nas swą napuszoną mową. Czym na to zasłużyliśmy? 150 lat temu wychynął na ten padół łez Józef Piłsudski, z którym niemal każdy polski polityk czuje jakąś patriotyczną więź.

Zamysł Dudy jest przemyślny i bardzo polityczny. Po 150 latach chce sobie przywłaszczyć pępowinę Naczelnika Państwa. On ci stanął na czele Niepodległości 1918 roku, on utworzył warunki do powstania konstytucji marcowej 1921 roku, a Duda ciągle kombinuje, jak nie odpowiadać za złamanie obecnie obowiązującej Konstytucji i stać się ojcem kolejnej.

Ale jeszcze bardziej jest widoczny inny zamiar i w nim może Dudę czekać porażka. Mianowicie za nieformalnego Naczelnika Polski w oczach elektoratu PiS uchodzi Jarosław Kaczyński, to jemu Duda chce ukraść ten blichtr. Mamy niejako do czynienia z klasycznym ojcobójstwem.

Kaczyński w chwili krytycznej dla swojej partii – kryzysu madryckiego, gdy na kilometrówce popili sobie w Hiszpanii politycy PiS – naprędce sklecił fakt, który miał przykryć tę wpadkę: nikomu nieznany Duda będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich. Tak politycznie został wyskrobany Duda.

Duda więc wydawał się martwy, ale kolosalne błędy Platformy Obywatelskiej doprowadziły do sytuacji, że ten płód Kaczyńskiego ożył i sięgnął po prezydenturę. Bezwolny Duda spełniał przez dwa lata wolę prezesa Kaczyńskiego, aż nagle stanął okoniem z różnych zresztą przyczyn, bynajmniej nie odwagi ani głębszej refleksji.

Duda coraz częściej mówi „nie” prezesowi, bo nie chce odpowiadać w przyszłości za jego bezprawie. 5 grudnia przypada rocznica urodzin Piłsudskiego, lecz nie wariujmy i nie róbmy kolejnych uroczystości z byle powodu, niemniej Duda ma świadomość, co się kroi, musi więc walczyć o swoje ocalenie.

Kaczyński może skraść mu tę datę, gdyż najprawdopodobniej wymieni Beatą Szydło na siebie w roli premiera. Ten Sejm może przyjąć różne uchwały przez pisowską aklamację, włącznie z przyznaniem prezesowi tytułu formalnego Naczelnika Polski. Przy okazji może być ogłoszone, że żadnego referendum konstytucyjnego nie będzie, a Duda odpowie przed Trybunałem Stanu za złamanie Konstytucji 1997 roku.

Pępowina Piłsudskiego po 150 latach może mieć dla Dudy nie tylko sens ojcobójstwa, ale polityczno-egzystencjalne „być albo nie być”.

Arogancja level hard

Program Joanny Muchy dla całej opozycji

To wydarzenie umknęło mediom, a wydaje się być bardzo istotne, jeżeli nada mu się odpowiednią rangę medialno-polityczną, może w opozycję wlać ducha zwycięzcy. Piszę o briefingu w Sejmie Joanny Muchy, która poinformowała, że od kilkunastu tygodni pracuje nad programem dla całej opozycji.

Z tego, co zrozumiałem, posłanka Platformy Obywatelskiej sama wzięła się za opracowanie sprawy niebywałej. Pracuje za całą opozycję. O tworzonym programie rozmawiała już z szefem PO Grzegorzem Schetyną, który wielce tym się zainteresował, dojdzie do kolejnych spotkań.

Mucha wychodzi z założenia – skądinąd słusznego – że Polska ma za sobą 2,5 dekady transformacji ustrojowej, która to przemiana się dokonała. – „Transformacja była określona trzema słowami: demokracja, rynek, Europa. Z tych trzech dokonań, w których oczywiście wiele zostało do zrobienia, jesteśmy teraz przez obecnie rządzącą partię zawracani” – ocenia Joanna Mucha. Najwyższy czas nakreślić ramy przyszłości dla Polski na kolejne dwie dekady. Mucha wraz z rówieśnikami, czyli czterdziestolatkami, będzie kształtowała przyszłość Polski.

Bardzo interesująco Mucha podchodzi do tego, co aktualnie się dzieje. PiS od dwóch lat zaprzepaszcza dorobek transformacji, ale posłanka PO uważa, że nie możemy się skupiać na PiS, bo opozycja i w pewnym sensie społeczeństwo obywatelskie – to moje porównanie – staje się ogonem do pisowskiego szczekającego kundla. Opozycja merda na „nie”.

Jedno z najważniejszych założeń programu Muchy to stworzenie sprawnego państwa z silnym obywatelem. Zupełnie inna filozofia, niż obecnie forsowana przez PiS, w którym obywatela poświęca się dla państwa i narodu. Zresztą w tak rozumianym państwie narodowym nawet naród nie jest podmiotem, ale państwo sterowane przez elity endecko-nacjonalistyczne. Zaś siły państwa nie może zweryfikować obywatel, robi to za niego propaganda i zależne media.

Wobec tego nie możemy mówić o żadnej wspólnocie, ale o narzuconym poczuciu bardzo określonego i wąskiego patriotyzmu. Posłanka PO chce odbudować wspólnoty na różnych poziomach: lokalnych, zawodowych, wszelkich środowiskowych, które kooperują ze sobą, gdy wyznaczą integrujące cele. Społeczeństwo dostaje narzędzia i tworzy swoją rzeczywistość, a nie zarządzające elity narzucają wzorce rzeczywistości.

Wiąże się to z decentralizacją państwa. Temat ten w ostatnich latach został zapomniany, a przez aktualnie rządzących obłożony ponadto negatywną oceną. Mucha w programie duży nacisk kładzie na rewolucję wydajności, z którą wiążą się zmiany stosunków pracy, inne relacje zależności między pracodawcą a pracownikiem, a zatem zamknięcie szarej strefy, zmiany umów cywilno-prawnych, które dookoptują nas jako równych do społeczeństw zachodnich.

Streszczam wystąpienie Muchy, także je interpretuję. Przede wszystkim podziwiam ją, iż podjęła się sama tego, co powinny robić jak najszersze gremia opozycjo-eksperckie. Oby jej praca nie była robotą Syzyfa, a opozycja przestała być merdającym dodatkiem ciągle szczekających rządzących, że przez „8 ostatnich lat, hau-hau-hau”.

MAMY TAKIE MARZENIE. KTOŚ JESZCZE? Dołączcie do akcji. 

„Niech jadą” – podczas debaty o służbie zdrowia posłanka PiS Józefa Hrynkiewicz wysyła protestujących młodych lekarzy za granicę.

Obejrzyjcie świetne wystąpienie w .ie i podajcie dalej! 👉

>>>

Berlin za Honeckera i Warszawa za Kaczyńskiego

WSTYD, ŻE NIE PRZERWALI URLOPÓW I IMPREZ U BISKUPA. WSTYD, ŻE OFIARY NAWAŁNICY NADAL NIE MAJĄ DACHU NAD GŁOWĄ…

Obłuda Macierewicza nie ma granic

Nieustająco nas „zadziwia”… Kiedy już wydaje się, że Antoni Macierewicz w wygłaszaniu kłamstw z kamienną twarzą przeszedł samego siebie, kolejny dzień przynosi następną dawkę obłudy i hipokryzji szefa MON.

Nie inaczej było podczas sejmowej debaty dotyczącej nawałnic. – „Wojsko było na miejscu zdarzenia natychmiast po informacji ze strony wojewodów” – powiedział Macierewicz. Tyle tylko, że to – natychmiast – nastąpiło po czterech! dniach po kataklizmie, mimo że samorządowcy prosili o wsparcie armii. Wszyscy pamiętamy wypowiedź wojewody pomorskiego, że do zamiatania liści nie będzie wzywał wojska…

Grzegorz Schetyna podczas debaty w Sejmie na temat nawałnic powiedział, że Macierewicz na miejscu zniszczeń pojawił się dopiero 15 sierpnia po zakończeniu uroczystości z okazji Święta Wojska Polskiego. – „No przecież to jest kompromitacja. Minister obrony narodowej, który przylatuje helikopterem i przyjeżdża kolumna sześciu samochodów, żeby go dowieźć 240 metrów z lądowiska do namiotu antykryzysowego. Widzieliście, jak to wygląda? Jaś Fasola by tego nie wymyślił” – mówił Schetyna.

Na mównicę wyszedł Antoni Macierewicz i rzekomo się przejęzyczając, powiedział: – „Chcę sprostować wypowiedź Jasia, przepraszam bardzo, nie Fasoli, tylko pana przewodniczącego Schetyny w związku z kłamstwami, którymi państwo jesteście przez niego raczeni. Wojsko było na miejscu zdarzenia natychmiast po informacji ze strony wojewodów i wezwaniu do pomocy ze strony wojewodów. Jeżeli pana razi to, że minister obrony w dniu święta Wojska Polskiego przyjechał na miejsce zdarzenia, to współczuję pana poczuciu potrzeb narodu polskiego”.

Na pewno wszyscy mamy przed oczami widok szefa MON ze wsi Rytel, kiedy to wiozący go samochód zakopał się w błocie. Macierewicz w lakierkach stał obok auta, przyglądając się, jak mieszkańcy poszkodowani przez nawałnicę wyciągali jego samochód.

CZY LIS MA RACJĘ?

No I liga obciachu.

Waldemar Mystkowski pisze o rewelacyjnym szczególe z życiorysu Kaczyńskiego.

Jarosław Kaczyński jak Pawka Korczagin

Prezes PiS jest postacią ukształtowaną w głębokim PRL, w czasach małęj stabilizacji.

Jarosław Kaczyński wrócił z wakacji wypoczęty. Zaistniał słynną pelerynką w czerwono-białe barwy (bo przecież nie biało-czerwone, nie podejrzewam go o takie profanum godnościowe). Wygłosił 10 września na podeściku na Krakowskim Przedmieściu dwie frazy godne zapamiętanie: – „Jak zostaniemy sami w Europie, to zostaniemy” – i drugą: – „Będziemy wyspą tolerancji i wolności”. Do tej ostatniej przyjemności potrzeba będzie więcej barierek (tak Szymon Majewski zrekapitulował kaczystowską wolność).

Na razie z witzami prezesa posucha. Gdy jednak piszę, Kaczyński może wyprodukować wiekopomne dzieło oracyjne. Tak ten typ ma. Na razie głębiej o Kaczyńskim możemy mówić w trybie zapożyczonym, przez kogoś.

Prof. Andrzej Jaczewski był łaskaw sobie przypomnieć, iż Jarosław Kaczyński nie zdał w liceum z jednej klasy do następnej, z X do XI klasy maturalnej. Oblał z języków polskiego i angielskiego. Do dzisiaj nie jest poliglotą, o angielskim nie wspomnę, a polski jest w jego ustach często kulawy, chromy.

Dlaczego ten fakt dopiero teraz wychodzi na światło dzienne? Działo się to w roku 1966. Rządził wówczas ówczesny Kaczyński – Władysław Gomułka, za Beatę Szydło kreował się Józef Cyrankiewicz. Anną Zalewską pomniejszego funkcyjnego formatu – kuratorem warszawskim – był Jerzy Kuberski (później został ministrem oświaty, czyli pełną Zalewską).

Ten ostatni odegrał w życiorysie prezesa PiS rolę szczególną, by nie powiedzieć decydującą. Doszły Kuberskiego wieści, iż Jarosław K. ma dwie dwóje (kiedyś ta ocena niedostateczna był najgorszą), będzie siedział drugi rok w X klasie, więc kurator zadzwonił do dyrektora szkoły, następnego dnia zjawił się na radzie pedagogicznej i uczeń Jarosław K. dostał promocję do klasy maturalnej.

Ten fakt ma nadzwyczajną wymowę symboliczną. Prezes PiS musiał przeżyć swoje niedołęstwo intelektualne do tego stopnia, iż jego wzorcem stał się Gomułka. Językowe porównania potwierdzają, iż ówczesny I sekretarz to wzorzec, a brak predylekcji do nauki, szczególnie do zgłębiania polskiego – literatury, tradycji – dzisiaj owocują deformą szkoły.

Kaczyński został zahartowany w tamtym czasie. Ba, nawet jego stosunek do ojca Rajmunda (który chyba wówczas musiał dotrzeć do Kuberskiego i prosić go o wsparcie dla syna) nosi znamiona zahartowanego kompleksu. Mianowicie Kaczyński jak bohater obowiązującej wówczas lektury, Pawka Korczagin, donosi na ojca (źle się do niego odnosi), o czym piszą biografowie prezesa PiS.

Więcej do powiedzenia o wnętrzu Kaczyńskiego miałaby psychoanaliza Freuda. Kaczyński na kozetce to galareta strachu, kupka trzęsącego się ego.

I drugie zapożyczenie. Krystyna Janda w Radiu Zet odniosła się do słów z peanu-wiersza Jarosława Marka Rymkiewicza „Do Jarosława Kaczyńskiego”: – „nie można oddać Polski w ręce jej złodziei, którzy chcą ją nam ukraść i oddać światu”.

Recenzja wybitnej aktorki jest bardzo dosadna: – „Ja się czuję jakby ktoś na mnie s..ł po prostu cały czas. Jarosławie, pan jest coś jeszcze winny bratu. Dokąd idziecie z Polską?”. Zaś fragment dotyczący„polegnięcia” brata bliźniaka pod Smoleńskiem w 2010 roku, który jednak zdał w 1966 roku do XI klasy bez wsparcia rodzica (- „Dokąd idziecie? Z Polską co się będzie działo? O to nas teraz pyta to spalone ciało”), Janda zamieniła w partykułę godną Juliusza Słowackiego: „Ludzie, o czym my mówimy? To była katastrofa samolotowa”.

Taki jest zapośredniczony prezes Kaczyński staje się bardziej zrozumiały w swoich czynach i ludziach, którzy wokół niego się gromadzą. Jest postacią ukształtowaną w głębokim PRL, w czasach małęj komuszej stabilizacji (określenie Tadeusza Różewicza), to jest jego peleryna, płaszcz Prospera: Pawka Korczagin, który sprzeda nawet ojca dla dobra własnej przyszłości. A ojcowizna to ojczyzna. Tak hartował się prezes.

TAKA RÓŻNICA. Jak Arłukowicz to od razu pięknie powiedziane 🙂

SZACUNEK ZA TO, CO ROBI

>>>