Posts Tagged ‘Bartosz Kownacki’

ZOBACZCIE CO SIĘ STAŁO Z POLICJĄ… I WITAJCIE W PAŃSTWIE PiS.

PiS otwiera sobie drogę do pomnika Lecha Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu. Pisze o tym Wojciech Karpieszuk w „Wyborczej”. Wojewoda Zdzisław Sipiera z PiS wypowiada porozumienie, na mocy którego stołecznemu konserwatorowi zabytków powierzono opiekę nad zabytkami w Warszawie, w tym również opiniowanie lokalizacji pomników. Czy to pierwszy krok do tego, by na Trakcie Królewskim stanął pomnik Lecha Kaczyńskiego?

– To porozumienie było pomysłem Lecha Kaczyńskiego. Jako prezydent Warszawy podpisał je w 2003 roku z ówczesnym wojewodą. Chodziło o wzmocnienie samorządu, który lepiej się orientuje w kwestiach lokalnych. W 2005 roku był aneks, który znacznie je rozszerzył – mówi Michał Krasucki, stołeczny konserwator zabytków.

Wiceprezydent Warszawy: „Zawłaszczanie państwa”

Na mocy porozumienia stołeczny konserwator przejął opiekę nad większością zabytków w Warszawie, wydawał pozwolenia na prace konserwatorskie, roboty budowlane wokół zabytków, opiniował lokalizację pomników. Jego zgoda była również potrzebna na wycinkę drzew. – To ogrom obowiązków. Nasze biuro rozrosło się przez lata. Pracuje w nim ok. 50 osób. Wydajemy rocznie ok. 5 tys. różnych decyzji, ok. tysiąca postanowień i 2 tys. zaleceń. To znacznie więcej niż służby wojewódzkiego konserwatora zabytków na całym Mazowszu – wylicza Michał Krasucki.

Wypowiedzenie porozumienia do kancelarii ratusza wpłynęło w poniedziałek o godz. 15.45. Przestanie obowiązywać od 1 listopada. Od tego dnia pieczę na zabytkami w Warszawie przejmie biuro wojewódzkiego konserwatora zabytków. W gestii stołecznego konserwatora zostanie przyznawanie dotacji na renowację zabytków, prowadzenie gminnej ewidencji i programu opieki nad zabytkami, działania edukacyjne.

– To element zawłaszczenia przez PiS kolejnego fragmentu państwa. PiS nie znosi sytuacji, kiedy czegoś nie kontroluje. Chce mieć wpływ na wszystko – komentuje Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy. Dodaje: – Dowodem jest głaz upamiętniający prezydenta Kaczyńskiego, który nielegalnie stanął przed ratuszem na pl. Bankowym. Dla PiS prawo nie jest czynnikiem rozstrzygającym, jest nim wola prezesa.

Głaz był zarzewiem konfliktu między stołecznym konserwatorem a wojewodą. Stanął w trybie samowoli w kwietniu 2016 r. Początkowo montaż przygotowywał wojewoda. To on zamówił u rzeźbiarza tablicę z napisem zawierającym sformułowanie, że Lech Kaczyński „poległ w służbie ojczyzny” 10 kwietnia 2010 r. Słowo „poległ” negatywnie zaopiniowała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, tłumacząc, że jest ono zarezerwowane dla żołnierzy, którzy ginęli w boju. Wtedy sprawę wziął w swoje ręce poseł PiS Andrzej Melak. Ustawił głaz wraz z zakwestionowanym napisem w partyzanckim stylu, bez uzgodnień ze stołecznym konserwatorem zabytków. Michał Krasucki negatywnie wypowiadał się w sprawie tej samowoli i prowadził postępowanie o jej usunięcie. Kiedy porozumienie przestanie obowiązywać, sprawa głazu w ogóle zostanie wyłączona z jego kompetencji.

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wielokrotnie powoływała się na słowa stołecznego konserwatora zabytków „o zamkniętym układzie Krakowskiego Przedmieścia”, argumentując odmowę budowy tam pomników ofiar katastrofy smoleńskiej i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Od 1 listopada stołeczny konserwator nie będzie miał w tej sprawie nic do powiedzenia. W ratuszu zastrzegają jednak, że na budowę pomników zgodę musi wydać również Rada Warszawy, chyba że staną na terenie podlegającym np. Kancelarii Prezydenta w bezpośrednim sąsiedztwie Pałacu Prezydenckiego.

Wojewódzki konserwator: „Jestem otwarty na współpracę”

Od stołecznych urzędników słyszymy też, że w biurze wojewódzkiego konserwatora zabytków pracuje ok. 85 osób, które zajmują się całym Mazowszem. Według nich to za mało na opiekę nad całym regionem i stolicą. W związku z tym postępowania dotyczące pozwoleń na budowę i warunków zabudowy mogą przekroczyć 14- lub 30-dniowe terminy. Skutki mogą być katastrofalne, bo doprowadzi to do tzw. samouzgodnień (domniemana zgoda konserwatora) wszelkich spraw związanych z obiektami ujętymi w gminnej ewidencji bądź położonymi na obszarach ewidencyjnych. W skali miasta to ok. 9,5 tys. obiektów i kilkadziesiąt obszarów, na które wojewódzki konserwator straci wpływ, jeżeli nie dopilnuje terminów. W ratuszu mają obawy, że zaraz po przejęciu obowiązków w biurze wojewódzkiego konserwatora będzie panować chaos. Wtedy masowo uderzą tam inwestorzy, którym już wcześniej w ratuszu odmówiono wydania pozwoleń na budowę.

W marcu prof. Jakub Lewicki, wojewódzki konserwator zabytków, w rozmowie ze „Stołeczną” tak oceniał Michała Krasuckiego: „W przeciwieństwie do mojej poprzedniczki [Barbary Jezierskiej] liczę na współpracę stołecznego konserwatora Michała Krasuckiego. Bardzo go cenię, pamiętam go jako mojego studenta. Radzi sobie znakomicie. Myślę, że będziemy bardzo dobrze współpracować”.

Prof. Lewickiego pytamy, co się zmieniło od tego czasu. – Wypowiedzenie porozumienia to decyzja rządowa. Ja ją mam tylko wykonać. Dołożę wszelkich starań, by przejęcie obowiązków odbyło się w sposób profesjonalny. Otrzymałem zapewnienie o dodatkowym rządowym finansowaniu potrzebnym m.in. na nowe etaty. Pracownikom biura stołecznego konserwatora zabytków zaproponuję przejście na dobrych warunkach do mojego biura.

Czy wypowiedzenie porozumienia może być związane z budową pomników na Krakowskim Przedmieściu? – Nikt na ten temat nie rozmawiał – zapewnia prof. Lewicki. Dodaje, że porozumienia z samorządami dotyczące konserwatorskiej ochrony negatywnie oceniła Najwyższa Izba Kontroli. – Jestem otwarty na współpracę z Michałem Krasuckim. Będę próbował gasić próby konfliktowania nas – mówi prof. Lewicki.

Wojewoda Zdzisław Sipiera ma odnieść się do sprawy w środę na konferencji prasowej. – Dostosujemy organizację urzędu do nowych obowiązków związanych z ochroną zabytków – ogólnie informuje jego rzeczniczka Ewa Filipowicz.

– Prezydent Lech Kaczyński zdecydował się na podpisanie porozumienia, bo zdawał sobie sprawę, z jakim ogromem pracy wiąże się ochrona warszawskich zabytków. Służby wojewody nie dawały sobie z tym rady. Mam nadzieję, że wojewoda z PiS wycofa się z tego wypowiedzenia – kwituje Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent Warszawy.

MARSZ ONR TO WSTYD I HAŃBA. NIESTETY…

Waldemar Mystkowski pisze o Kownackim.

Kownacki plunął w kanapkę

Amerykanie mają ogromny problem z nami. Wizyta Donalda Trumpa miała poprawić jego wizerunek u swoich rodaków i na Zachodzie, tak wymyśliło zaplecze Partii Konserwatywnej, które ma serdecznie dość „swego” prezydenta. Trump nie rządzi, ale partia.

Nie rozumieją tego obecnie rządzący w Polsce, bo niewiele rozumieją ze świata. W świecie sportu takich partnerów bądź rywali, nazywa się kelnerami.

Zdaje się, że jest gorzej niż tutaj przypuszczam. Oto wyszło kolejne szydło z worka, światło dziennie ujrzał list wiceministra obrony Bartosza Kownackiego do szefa Agencji Współpracy Obronnej DSCA (a także skierowany jest do wiceszefa obrony USA i dyrektorów w Pentagonie) w sprawie zakupu systemu wyrzutni Patriot, o który zabiegamy od wielu lat. Poprzednia ekipa rządowa z ministrem Tomaszem Siemoniakiem niemal zakończyła sukcesem negocjacje, ale przyszedł Antoni Macierewicz i jego zastępcy.

Najpierw zerwany został kontrakt na zakup śmigłowców bojowych Caracale i zdaje się, że podobnie rzecz przedstawia się z Patriotami.

Tak należy wnioskować z listu Kownackiego i jego umiejętności negocjacyjnych (braku umiejętności, typowy kelner). List ten nie ma klauzuli tajności, w tym znaczeniu jest szokiem, został wysłany 12 lipca. Kownacki – wszak za wiedzą Macierewicza – grozi Amerykanom zerwaniem negocjacji, jeżeli ci nie udostępnią technologii, które dopiero powstają, „częściowo wręcz nieistniejące obecnie komponenty” – jak pisze w „Polityce” Marek Świerczyński.

Mało tego Kownacki domaga się przeniesienia produkcji do Polski stacji radiolokacyjnej, które naprowadzają Patrioty. System Patriot to wierchuszka współczesnej technologii militarnej – a ta jest awangardą technologii sensu stricte – niczego nie ma nowocześniejszego.

List Kownackiego jest tak zaporowy, iż w ogóle nie znając się na metodologii negocjacji, laik dojdzie do wniosku, że Jankesom nie pozostanie nic innego niż zerwać negocjacje. Gwałtownie też zerwany został kontrakt z Airbusem na zakup Caracali.

A teraz zestawmy powyższe wnioski z artykułami w niemieckim dzienniku „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (bodaj gazeta nr 1 na naszym kontynencie), w których piszą o związkach Kownackiego i Macierewicza – niezależnie od Tomasza Piątka – z Rosjanami, to odpowiedź, dlaczego tak się dzieje, sama się nasuwa.

Polska jest rozbrajana, z Wojska Polskiego odchodzą najlepsi generałowie, awansowani są w ekspresowym tempie oficerowie bez doświadczenia, nawet ostatnio okoniem postawił się Andrzej Duda.

Co się dzieje? Macierewicza i jego zastępcę można podejrzewać o najgorsze. Naj-gor-sze – piszę to skandując. A najgorsze w obronności jest tylko jedno. Gdy kończyłem ten felieton na Twitterze Tomasz Siemoniak tak odnosi się do artykułu w Polityce” o liście Kownackiego:

„Tyle zostało z „przełomowych decyzji” o Patriotach przy Trumpie. Macierewicz idzie drogą Kononowicza. Nic nie będzie.”

Czy Macierewicz jest Kononowiczem? Figura to dość łatwa. Ale jeżeli pisze to Siemoniak, polityk bardzo wyważony i daleki od takich degradujących porównań. Czyżby Macierewicz dążył do (i tutaj przypominam słynne powiedzenie Kononowicza): „żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego.

Czy o to chodzi Macierewiczowi? Przypomina mi się w tym miejscu scena kelnerska z filmu „Zaklęte rewiry”. Kelner grany przez Romana Wilhelmiego pluje do kanapki, aby podał ją zamawiającemu klientowi Marek Kondrat. Takie jest kelnerstwo Macierewicza i Kownackiego: plunąć w kanapkę.

BARDZIEJ W TWARZ POWSTAŃCOM NIE DAŁO SIĘ NAPLUĆ…

Tamara Olszewska pisze o Powstaniu Warszawskim.

Łańcuchem wspomnień opleciemy te 63 zakrwawione kartki, by chronić je przed politykami

1 sierpnia 2017 roku o godzinie 17.00 całym kraju zawyją syreny. O godzinie 17.00 zatrzymamy się w zadumie, powróci smutek, ból tych dni sprzed 73 laty. Godzina 17.00 to czas, gdy znowu zapłacze Warszawa. Zapłacze cała Polska…

– Za pięć minut….- spojrzał na niego po jakimś czasie Jerzy i skinął na ludzi. Wziął z katedry swego thompsona. Ruszyli w dziwnej ciszy, ktoś zaśmiał się jakimś gardłowym, nieswoim głosem (…) Szli po schodach instynktownie cicho, bez gadania. Gołąb przeciągał nad studnią podwórza. Był wiatr. (…) – Naprzód – Jerzy był już w bramie. Energiczny ruch ręką, jakby przyspieszony gest siewcy. Posypali się na drugą stronę ulicy, przygięci, jak pod ogniem (…) – Niech żyje Polska – zawołał Malutki – Babciu… – dorzucił po chwili.

1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie.

Dzień Pierwszy.
Na ulicach rozklejono pierwszą odezwę powstańczą: „Polacy! Od dawna oczekiwana godzina wybiła. Oddziały Armii Krajowej walczą z najeźdźcą niemieckim we wszystkich punktach Okręgu Stołecznego”. Siły powstańcze liczyły ok 45 tysięcy. Rozpoczęli walki mając do dyspozycji ok. 2,5 tys. pistoletów, 1475 karabinów, 420 pistoletów maszynowych, 94 ręczne karabiny maszynowe i 20 ciężkich karabinów maszynowych. Walki trwają na Żoliborzu, Woli i w Śródmieściu Północ. Udaje się zdobyć hotel Victoria, gmach Towarzystwa Ubezpieczeniowego Prudential, do niewoli trafia major Max Driske, najwyższy stopniem niemiecki oficer przetrzymywany przez powstańców.
Na wieść o wybuchu powstania Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler powiedział: „Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”.

Dzień Piętnasty (1.08 – 15.08)
Walki trwają. Niemcy dokonują egzekucji na ludności cywilnej, bombowce bombardują Warszawę. Ginie Krzysztof Kamil Baczyński. Komendant Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB) Icchak Cukierman wydaje odezwę do bojowników żydowskiego ruchu oporu: „Od trzech dni lud Warszawy prowadzi walkę orężną z okupantem niemieckim. Bój ten jest i naszym bojem (…). Przez bój do zwycięstwa do Polski wolnej, niepodległej, silnej i sprawiedliwej”. Załogi polskich i angielskich samolotów dokonują zrzutów broni, amunicji, żywności, leków, które mają pomoc walczącym. W Pruszkowie Niemcy organizują obóz, przez który przejdzie 550 tysięcy cywilów. Niemcy przejmują Wolę, Ochotę, zajmują Stawki, otaczając szczelnie Stare Miasto. Dowództwo powstania przyznaje pierwsze odznaczenia Virtuti Militari za bohaterstwo w walkach.

Dzień Czterdziesty (16.08 – 10.09)
Walki trwają. Niemcy tworzą Grupę „Dirlenwanger”, której żołnierze zasłynęli ze szczególnego okrucieństwa wobec polskich cywilów w czasie tzw. rzezi Woli. Zajmują Zamek Królewski. Oddziały powstańcze z Kampinosu i Żoliborza usiłują się przebić do Starego Miasta. Bilans dwudniowych walk to 400 rannych i zabitych. Sztab Komendy Głównej ewakuuje się kanałami ze Starego Miasta do Śródmieścia. USA i Wielka Brytania podpisują deklarację, na mocy której powstańcom przyznano prawa kombatanckie. Niemcy mordują 300 rannych w szpitalu św. Jana Bożego. Kapitulacja sił powstańczych na Starym Mieście. Zmasowane bombardowania Warszawy. Rozwiązanie grupy powstańczej „Północ”. Pada Powiśle, rozmowy ze stroną niemiecką w sprawie ewakuacji ludności cywilnej.

Dzień Sześćdziesiąty Trzeci ( 11.09 – 3.10)
Walki trwają. Fiasko polsko niemieckich rozmów. Sowieckie zrzuty broni i żywności. Mimo rozpaczliwej sytuacji gen. Bór Komorowski wzywa do dalszego oporu zbrojnego. Stalin wydaje rozkaz włączenia się do walk, LWP walczy o przyczółki. Ostatnie zrzuty zaopatrzenia dla Warszawy. Ewakuacja wojsk powstańczych kanałami. Kapitulacja oddziałów powstańczych na Żoliborzu. W nocy z 2 na 3 października przedstawiciele Komendy Głównej AK płk Kazimierz Iranek-Osmecki „Jarecki” i ppłk Zygmunt Dobrowolski „Zyndram” podpisują „Układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie”. Generał Bór Komorowski mówi: „Walka nasza w stolicy, pod ciosami śmierci i zniszczenia, z takim uporem przez nas prowadzona, wysuwa się na czoło sławnych czynów bojowych żołnierza polskiego, podczas tej wojny dokonywanych… Dokumentujemy nią moc naszego ducha i naszego umiłowania wolności. Jakkolwiek nie udało się nam uzyskać militarnego nad wrogiem zwycięstwa, bo ogólny rozwój wypadków wojennych na naszych ziemiach nie ukształtował się w ciągu tych dwóch miesięcy walki dla nas pomyślnie, to jednak te dwa miesiące boju o każdą piędź ziemi, ulicy, muru Warszawy dokonały swego zadania politycznego i ideowego… Postanowiłem dalszą walkę przerwać. Wszystkim żołnierzom dziękuję”. Prezydent Raczkiewicz zarządza dwutygodniową żałobę w Polskich Siłach Zbrojnych.

Norman Davis, historyk, napisał: „decyzja rozpoczęcia powstania warszawskiego jest w oczach Polaków najtragiczniejszym błędem w polskiej historii najnowszej(…) Historyk ocenia wszystko przez pryzmat skutków, dlatego bilans powstania jest jednoznaczny – przez sześćdziesiąt trzy dni zginęło 225 tys. cywilów i 25 tys. żołnierzy AK. Liczby te są bardzo szacunkowe i różnią się między sobą, w zależności od danych lat i danych historyków (a co za tym idzie – źródeł). Wiele tych, którzy nie zostali zabici przewieziono do obozów, wielu z nich los w ogóle nie był znany. Podczas trwania powstania ginęły kobiety, dzieci i młodzi, którzy dość szybko się zorientowali, że powstanie nie ma najmniejszych szans, ale kontynuowali beznadziejną walkę.(…) Dwa miesiące trwała masakra – hitlerowcy z mieszkańców robili żywe tarcze, podpalano szpitale wraz z pacjentami i dokonywano masowych egzekucji”.

Nie chcę odnosić się dzisiaj do dyskusji nad sensem powstania. Nie chcę słuchać tych wszystkich „mądrych”, którzy będą analizować, zagłębiać, roztrząsać na wszystkie strony, kłócić się.
Teraz to czas na wsłuchanie się w siebie, by móc dotknąć tego chłopczyka, który zginął od zbłąkanej kuli, pochylić się nad sanitariuszką, której błękitne oczy, piękne, szeroko otwarte próbowały zrozumieć, dlaczego. Teraz to czas, by towarzyszyć powstańcom w ich ostatniej walce, z częścią z nich przejść kanałami, ze zgrozą obserwować egzekucje kobiet, dzieci, starców.

Nie chcę słów, które już rok temu poraziły mnie butą obecnej władzy: „Przywołuję wszystkich, którzy przez dziesiątki powojennych lat nie szczędzili wysiłku, by pamięć o powstańczym zrywie nie uległa zatarciu. Upokarzani i represjonowani przez siły zmierzające do wykorzenienia tradycji niepodległościowej nie wahali się utrwalać ją i przekazywać kolejnym pokoleniom. przywołuję prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego oraz Czesława Cywińskiego, prezesa zarządu głównego światowego związku żołnierzy AK – współinicjatorów wielu akcji upamiętniających w kraju i na emigracji niepodległościowy wysiłek AK. Przywołuję prezydenta miasta stołecznego, później prezydenta RP, zwierzchnika sił zbrojnych, Lecha Kaczyńskiego, który stworzył Muzeum Powstania Warszawskiego – wiekopomny znak pamięci i edukacji o powstaniu. Wraz z żołnierzami powstania gen. Stanisławem Komornickim ps. „Nałęcz” oraz płk Zbigniewem Dębskim ps. „Prawdzic” zginęli na służbie Ojczyzny w katastrofie smoleńskiej, a ich dzieło na zawsze stanowić będzie hołd dla bohaterstwa powstańców Warszawskich”.

1 sierpnia Warszawa zapłacze. Zapłacze cała Polska. Łańcuchem wspomnień opleciemy te 63 zakrwawione kartki, by chronić je przed politykami, ich gierkami i spekulacjami.

MY pamiętamy w milczeniu, pochylając nisko głowy, obecna władza udaje, że czci, składa hołd, gdy tak naprawdę zaspokaja swoje nadmuchane ego.
My zapalimy świeczkę, władza odegra teatrzyk z ofiarami katastrofy smoleńskiej w roli głównej.

Ta władza kiedyś odejdzie, pozostaniemy MY i pozostanie prawda o bohaterach, tych prawdziwych, nie wykreowanych dla dobra pisowskiej polityki. O Powstańcach Warszawskich, dla których godność, honor, patriotyzm nie były zlepkiem sloganów.

NAJLEPSZE PODSUMOWANIE DNIA!!!

CZY BĘDZIE REKORD FREKWENCJI? MŁODZIEŻ WALI NA WOODSTOCK ZE WSZYSTKICH STRON. TO BĘDZIE NAJPIĘKNIEJSZY FESTIWAL NA ŚWIECIE

SZOK!!!! CZY BĘDĄ GO WRĘCZAĆ POWSTAŃCOM????

>>>

JAK ŁATWO ZŁAPAĆ ICH NA KŁAMSTWIE

Środowiska, prawnicze i obywatelskie powinny masowo poprzeć projekt (Justita).

Wojciech Czuchnowski („Wyborcza”) pisze o tym, jak sąd nie złamał się pod wpływem prokuratury Ziobry. W obronie antysemity, który publicznie spalił we Wrocławiu kukłę Żyda, stanęła prokuratura. Daje sygnał: w Polsce antysemitom wolno więcej, a władza będzie ich bronić.

Wydany przez sąd wyrok 10 miesięcy więzienia za ten obrzydliwy eksces śledczy uznali za „zbyt surowy” i „nieuwzględniający okoliczności łagodzących”. W apelacji prokurator będzie żądał złagodzenia kary i zamiany jej na obowiązkowe prace społeczne.

Wymusił to na podwładnych wiceszef prokuratury regionalnej awansowany na to stanowisko przez Zbigniewa Ziobrę. To właśnie po to, by ręcznie sterować śledztwami i łamać sumienia prokuratorów, PiS po objęciu władzy rozwiązał niezależną od polityków Prokuraturę Generalną.

Ziobro i jego ludzie wprowadzili zmiany w prawie pozwalające na bezkarne ingerencje w postępowania na każdym ich etapie.

Przykład wrocławski jest szczególnie drastyczny, bo dotyczy incydentu, który wstrząsnął polską i europejską opinią publiczną. Jesienią 2015 r., paląc kukłę Żyda, wśród paskudnych faszystowskich haseł tłum narodowców z Wrocławia pokazał najgorszą twarz, a właściwie mordę, naszego społeczeństwa. Te obrazy poszły w świat.

Proces sprawcy toczył się w atmosferze zastraszania sędziów i wyzywania ich od „żydomasonerii”. Sąd się nie ugiął, a kara bezwzględnego więzienia dla podpalacza była sygnałem, że państwo polskie nie będzie tolerować takich zachowań.

Teraz instytucja tego samego państwa, czyli prokuratura, ten przekaz skreśla i daje nowy: w Polsce antysemitom wolno więcej, a władza będzie ich bronić.

Wiadomo było, że prokuratura Ziobry użyje swoich uprawnień do ścigania politycznych przeciwników PiS i rozliczania rządów PO-PSL. To już się dzieje i nikogo nie dziwi. Ale wzięcie w obronę sprawcy jednego z najbardziej nienawistnych czynów, do jakich doszło w ostatnich latach, jest szokujące nawet na tle innych zachowań tej władzy.

Zastanawiam się, kogo jeszcze będzie broniła prokuratura Ziobry.

We Wrocławiu przekroczono ważną granicę.

Niedawno minęła kolejna rocznica wydarzeń Marca ’68. Prezydent Lech Kaczyński zdawał sobie sprawę, jak kompromitujący jest antysemityzm w kraju, w którym dokonała się Zagłada.

Zrobił dużo, by zdjąć antysemicki rys z polskiej prawicy i ugrupowań antykomunistycznych. Regularnie w rocznicę Marca ’68 składał kwiaty na peronie Dworca Gdańskiego, skąd odjeżdżały pociągi z Żydami wypędzonymi przez komunistyczny reżim.

W 2004 r. określił to, co wtedy działo się w Polsce, jako „łajdactwo”. Wierzę, że to samo powiedziałby dzisiaj o haniebnej postawie wrocławskiej prokuratury.

STRZELEC GOSIEWSKA 

Waldemar Mystkowski pisze o standardach PiS.

JAK DWIE KROPLE WODY. URODZONY PREZES MKOL

Standardy PiS „najwyższej próby”

Rząd PiS napisał raport we własnej sprawie do agendy ONZ w Genewie, Rady Praw Człowieka: „Spełniamy najwyższe standardy ochrony praw człowieka”. Jakiekogolwiek standardu PiS się dotknie: najwyższy standard.

Tak naprawdę standardy są spisane w Konstytucji RP, nie trzeba ich opisywać wg podpisanych międzynarodowych konwencji czy prawa międzynarodowego. PiS to partia „najwyższego standardu”. Jakby ktoś nie wiedział – a ja np. nie wiem – rząd Beaty Szydło wypełnia najwyższe standardy w takich kwestiach, jak konwencja antyprzemocowa, ochrona mniejszości seksualnych, dostęp do aborcji, prawo azylowe, wolność wypowiedzi i pluralizm w mediach.

Gdyby agenda ONZ wymagała spełnienia innych standardów, rząd PiS z pewnością pochwaliłby się ich najwyższą realizacją. W spisywaniu własnych standardów PiS osiąga rekordy. W standardzie „Donald Tusk” było 1:27, w standardzie praw człowieka, jak ktoś dowcipnie napisał – zanosi się na nowy rekord – 1:46.

To jest tak, iż gdyby ministrowie rządu Szydło startowali w skokach narciarskich, każdy z nich byłby Kamilem Stochem, a może nawet Adamem Małyszem.

Wyśrubowane standardy PiS nazwijmy śrubą. Takiej śruby w standardach dostał Ryszard Czarnecki, który zamierza kandydować na szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Został Czarnecki przepytany przez Konrada Piaseckiego w temacie „standardu” wiedzy o sportach olimpijskich. Poległ w standardzie wiedzy, ale zbyt krytycznie do europosła PiS odniósł się złoty olimpijczyk i były minister sportu Adam Korol, iż Czarnecki ma jedyne kwalifikacje olimpijskie… w postaci zdjęcia przy rowerze.

Nie można tak krytycznie podchodzić do standardów PiS, jak wybitny sportowiec Korol, też spojrzałem na zdjęcie Czarneckiego przy rowerze. No, Szurkowskim on nie będzie, ale już może myśleć o startowaniu w sumo. Co? Nie jest sumo dyscypliną olimpijską? Witold Waszczykowski zadba o to, aby MKOL poszerzył ofertę standardów sportowych o sumo.

Standard jazdy po drogach publicznych podwyższył wiceminister obrony Bartosz Kownacki, który pozazdrościł szefowi Antoniemu Macierewiczowi. Szef się rozbił rządową limuzyną, a Kownacki ma być gorszy – też się rozbił. Ponadto zlecił prowadzić sprawę Żandarmerii Wojskowej, która jemu podlega, bo ma wypełnić najwyższy standard obiektywizmu.

Standardy PiS mają najwyższą jakość, wyśrubowanie standardów, śrubę PiS. Kiedyś obowiązywało hasło standardu: „Teraz Polska”, PiS podwyższył standard: „Teraz k… my”.

A W MON ZNOWU STŁUCZKA… WARUNKI POGODOWE ZAWIODŁY…

JEDEN MNIEJ, JEDEN WIĘCEJ, NIE MA ZNACZENIA. KASA I TAK SIĘ LEJE STRUMIENIEM trwa

Kleofas Wieniawa zajmuje się kolejnym wypadkiem drogowym pisowskiego polityka.

PiS nieodmiennie wchodzi w kolizję. Partia wchodzi w kolizję z demokracją, praworządnością, z rozumem. Politycy PiS wchodzą w kolizję z jednostkową wykładnią powyższych, a z prawem drogowym, tudzież obyczajowym (czyt. moralnym) – szczególnie.

Bartosz Kownacki, który objeżdża media, aby chachmęcić we kwestii opuszczenia Eurokorpusu przez nasz kraj (zarządzany przez PiS), właśnie „dokonał” kolizji drogowej.

„Radośnie” na Twitterze oznajmił, że nikomu nic się nie stało, a wypadkiem zajmie się podległa jemu i Macierewiczowi Żandarmeria Wojskowa. Żarty? Nie! – powaga, groteska z „Króla Ubu” i „Artura Ui” trwa w najlepsze.

Jeszcze nie mamy ofiar wśród przechodniów, ani kierowców, ale taki dzień nadejdzie. Spokojnie, takie są prawa statystyczne.

Gościom typu „Kownacki” nic się nie stanie, bo goście poruszają się w bezpiecznym limuzynach.

Niedługo dojdzie do sytuacji, iż wychodząc z domu, trzeba będzie się ubezpieczyć od wypadku ze strony jakiegoś rajdującego polityka PiS.

Proponuuję ubezpieczycielom utworzenie produktu: „na wypadek uszkodzenia na zdrowiu, pozbawienia życia, z powodu rajdów polityków PiS po ulicach polskich miast”.

JAK WAM SIĘ PODOBA TEN POMYSŁ? KTO JEST ZA? 🙂

TRAFIONY – ZATOPIONY 🙂

KACZYŃSKI BIEGNIE W ZAPRZĘGU PUTINA

>>>

CZY W KWESTII PANÓW POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ NIŻ KUŹNIARA? 🙂

c5tr2-jwaaauo16

Publicysta „Wyborczej” Paweł Wroński pisze do prezesa Kaczyńskiego. Panie Prezesie, zadeklarował Pan właśnie w Sejmie, że PiS jest formacją „ludzkich panów”. Dlaczego więc znęca się Pan nad marszałkiem Kuchcińskim? Tak nieludzko?

dominika-wielowieyska

Panie Prezesie, dlaczego pan marszałka unieszczęśliwia?

kuchcinski

Zdecydował Pan, że marszałek Kuchciński pozostanie marszałkiem. Stwierdził Pan łaskawie: – Pan marszałek Kuchciński pracuje na takiej niwie, którą można najkrócej określić – likwidacja w Polsce tego zespołu patologii społecznych, które się nazywają postkomunizmem. I doskonale pracuje. I dlatego będzie miał piękne miejsce w polskiej historii i dlatego dzisiaj pozostanie dalej marszałkiem Sejmu.

Wynik głosowania był do przewidzenia – PiS ma bezwzględną większość głosów w Sejmie.

Jednak przecież nawet Pan i posłowie PiS widzieli, że 16 grudnia w zasadzie bez powodu wykluczył marszałek z obrad posła PO Michała Szczerbę, kiedy chciał on zgłosić poprawkę w sprawie Sinfonia Varsovia. Zagubił się marszałek, nie pierwszy zresztą raz. Widać wyraźnie, że pozorami buty i brutalności maskuje nerwowość i przerażenie.

Wielokrotnie dopiero Pański gest palcem powodował, że marszałek Kuchciński wyłączał mikrofon któremuś z posłów opozycji, gdy jego słowa raniły Pańskie delikatne uszy. Gdy marszałek nie był w stanie sobie poradzić z porządkiem na sali, sam Pan musiał kierować do akcji Joachima Brudzińskiego – człowieka bardziej pozbawionego skrupułów.

Klub Kukiz’15, widząc słabość marszałka Kuchcińskiego, oferował Panu niedawno do roli wykidajły wicemarszałka Stanisława Tyszkę. To uwłaczające. Macie przecież tęgich wykidajłów.

16 grudnia, gdy doszło do sejmowego kryzysu, wiarygodne źródła z PiS mówiły, że Kuchciński chciał ustąpić opozycji, a potem podać się do dymisji. To Pan zmusił go do przeprowadzenia głosowania w Sali Kolumnowej, które okazało się kompromitacją PiS-u. Nikt bowiem nie był w stanie udowodnić, czy było kworum, ani stwierdzić, jak liczono głosy. Potem Kuchciński załamał się, zniknął, obejmował drzewa w Beskidzie Wyspowym. Kluczowe rozmowy w jego imieniu w Warszawie prowadził marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Panie Prezesie, gdy Mały Książę wylądował na planecie 325, spotkał tam monarchę, który wyjaśnił mu odpowiedzialność, jaka ciąży na władcy absolutnym: „Jeśli rozkażę generałowi, aby jak motyl przeleciał z jednego kwiatka na drugi albo zamieniał się w morskiego ptaka, a generał nie wykona otrzymanego rozkazu, kto będzie miał rację, on czy ja?”.

Panie Prezesie, marszałek Kuchciński nie poleci ani jako motyl, ani jako morski ptak. Z jego biografii wynika, że jako technik ogrodnik interesuje się kwiatkami, próbował studiować historię sztuki, kocha muzykę. Dlaczego Pan go unieszczęśliwia, o Ojczyźnie nie wspominając.

c5tcfv3xaaaj2n9

Waldemar Mystkowski pisze o Szydło i Kownackim, którzy zrzucili kolejna winą na Platformę Obywatelską.

c5wyoxjxaaagfdi

Kownacki z partii katastrofy

Wychodzi na to, że Beata Szydło wykorzystywała wojskowy samolot CASA jak taksówkę. Latała do domu wekend w weekend i wyszło tego ok. 70 razy. Premier jest osobą chronioną. I bodaj tutaj zaczynają się schody dla naszych polityków, którzy nie są nazbyt lotni.

Co to znaczy być chronionym? Oczywiście, przed nieszczęśliwymi wypadkami, przed wrogiem i – bodaj w polskich warunkach najważniejsze – przed sobą. Po to zostały stworzone procedury, aby znieść odpowiedzialność personalną. Przestrzegasz kolejnych etapów bezpiecznego postępowania, nic złego nie nie powinno ci się stać. Ryzyko takie, że bookmacher nie powinien przyjmować zakładów na nieszczęście jakiegoś polityka. No, ale żyjemy w Polsce. Ryzykownym jest być Polakiem, bo polityków mamy nienadających sie na polityków, a tacy zawsze zwiększają ryzyko dla innnych, dla życia publicznego i naszego powszedniego.

A na pewno ryzykowni są politycy PiS, których władza w dużej części składa się z następujących po sobie nieszczęść. Nieszczęściem była IV RP w latach 2005-2007, nieszczęśliwa była prezydentura Lecha Kaczyńskiego i mamy nieszczęście bieżące, które zaczęło się wraz z prezydenturą Andrzeja Dudy w 2015 roku. Wypadek za wypadkiem: Duda, Macierewicz, Szydło. Można zadać pytanie: kto następny, ale też z nieszczęściem jest tak, że powtarza osobę, której dotknie . Szydło więc sobie latała nie przestrzegając rygorystycznych procedur lotniczych dotyczących VIP-ów nazwanym HEAD, lecz nie miała wypadku w powietrzu, ale na ziemi. Tutaj też wszystkie znaki na ziemi wskazują, iż nie dochowano procedur dla pojazdów uprzywilejowanych.

U bookmachera można zatem obstawiać zakłady, czy młody kierowca zostanie przez machinę rządową PiS wrobiony. To raczej pewnik, niewiadomym jest: w jaki paragraf. Spójrzmy jednak do góry, tam wszak nie jeżdża samochody, bo to jeszcze nie rzeczywistość science-fiction „Piątego elementu”, w której za kierownicą zasiadałby Bruce Willis.

Można powiedzieć, niech Szydło się cieszy, iż na 70 lotów, w których nie dochowano procedur, nie zdarzył się nieszczęśliwy wypadek, tj. zbieg okoliczności, jak w Smoleńsku. U góry nieszczęścia kończą się tragiczniej niż na ziemi. Szydło ma zatem więcej szczęścia niż 96 ofiar smoleńskich. Opozycja zatem zadała pytanie – bo dmucha na zimne – jak zachowywane były procedury HEAD, bo jest nauczona przykładem, że znowu na nich zostanie zwalona wina. Wydawałoby się, że nie ma krzty winy opozycji w głośnej aktualnie wycince drzew, ale ta właśnie Szydło znalazła im winę: nie uczestniczyli w głosowaniu uchwały w Sali Kolumnowej, do której nie zostali dopuszczeni.

Opozycji w Sejmie odpowiedział zastępca Macierewicza, wiceminister Bartosz Kownacki. I nie jest gołosłownym, iż Macierewicz dobiera sobie ludzi wg znanego mu wzorca, Kownacki to taki Misiewicz z sąsiedniej sali. Nie z „Piątego elementu”, ale z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Najpierw podzielił loty Szydło przez dwa. Zgadza się, bo 70 podzielić przez 2 jest 35. Tyle razy wg Kownackiego wylatała Szydło. A jak z procedurami HEAD? I tutaj mamy słynne pisowskie powiedzenia godne siostry Ratched: „Macie najmniejsze prawo, żeby o tym mówić, macie na rękach krew 96 ludzi”.

I telewizji nie będzie, siostra Ratched schowała pilota, odpowiedzi nie będzie. Ten Kownacki nie jest szczególnie lotny, jako napisałem jeszcze jeden Misiewicz. I takich potrzebuje pacjentów Kaczyński, mają mówić od rzeczy, a nie odpowiadać na rzeczowe pytania. Mają swoją nieprofesjonalność zwalać na innych. Taka to pisowska podłość codzienna. Opozycja zaś do nich podchodzi z pelnym miłosierdziem i chce chronić przed nimi samymi. Nie da się, PiS twardo stoi za swoim nieszczęściem, partia katastrofy.

kinga-gajewska

Kleofas Wieniawa pisze o prawnikach, którzy nie poddają się kaczyzmowi.

pan-kaczynski

Jarosław Kaczyński właśnie ogłosił, że pochodzi z resortu panów, acz bardzo wątpię, czy płynie w nim szlachetna krew. Ten jego resort ( „Jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych”) niepokojąco przypomina „rasę panów”.

Z kolei prawnicy nie godzą się na bezprawie „pana” Kaczyńskiego. Ośmiu sędziów Trybunału Konstytucyjnego – w tym „pisowski” sędzia Piotr Pszczółkowski – próbuje spotkać się z prezes TK Julią Przyłębską w sprawie „niepokojących problemów występujących w TK”, bo Trybunał praktycznie nie pracuje.

Bezprawiu pisowskiemu chcą się przeciwstawić polscy prawnicy, którzy organizują 3 marca w Katowicach ogólnopolską konferencję pod hasłem „Kryzys sądownictwa konstytucyjnego a rozproszona kontrola zgodności prawa z Konstytucją RP”.

Ideę katowckiej koferencji jeden z prawników tak tłumaczy: „Jak podchodzić do orzeczeń TK, kiedy Trybunał stwierdza na przykład konstytucyjność ustawy, a sędzia w jakimś sądzie ma inne zdanie? Czy może wtedy powiedzieć, że nie stosuje się do orzeczenia TK?”

Zaś rzecznik Krajowej Rady sądownictwa sędzia Waldemar Żurek ostrzega: „Konferencja to przestroga dla polityków, aby coś zrobili z narastającym problemem. Bo gdy sprawa wadliwości orzeczeń TK wyjdzie z Polski, to potem wróci w postaci skutków finansowych, co nas zaboli”.

Konferencja zapowiada się intelektualnie intrygująca, obejmie m.in nastepujące panele: „Problem sytuacji prawnej Trybunału Konstytucyjnego”, „Wadliwość wyroku TK a jego moc obowiązująca”, „Problem rozproszonej kontroli konstytucyjności prawa w Polsce – nowe otwarcie?”.

„Rasa panów” z „panem” Kaczyńskim na czele będzie miała do czynienia z powszechną frondą nieposłuszeństwa obywatelskiego.

W tejże samej debacie, w której Kaczynski zdefiniował się jako pan, miało miejsce ciekawe retorycznie wystąpienie i dlatego wierzę, że dobre mowy polityczne są w kraju możliwe, choć język polski został mocno zdeptany m.in przez „pana” Kaczyńskiego (prezes nie słucha nawet Jadwigi Staniszkis, która go namawia do czytania, do poszerzenia wiedzy). Mowę tę zaserwował Michał Kamiński, za którym nie przepadałem, al;e oddaje mu honor, mówił do Marka Kuchcińskiego:

„Ani pan, ani pana kompani, ani wreszcie ten, który w ponurym procederze niszczenia naszej demokracji wypełnia sprawstwo kierownicze – nie unikniecie wyroku i sądu, przynajmniej historii. Tak, jak nie uniknęli go ci, którzy w latach 20 i 30-tych pod hasłami sanacji – czyli ówczesnej “dobrej zmiany” – zostawili Polskę w prawdziwej ruinie. Im także towarzyszyła swoista polityka historyczna i oni wstawali z kolan, byli silni, zwarci i gotowi. Oni bredzili o koloniach, tak jak wy bredzicie o przywództwie w Europie i Międzymorzu. U początku ich drogi, zakończonej klęską ’39 roku, także leżało upokorzenie polskiego parlamentaryzmu. Potem były pobicia niewygodnych polityków, potem była brutalna cenzura, procesy polityczne i złowrogie wycie – jak pisał genialny poeta – psów policyjnych w Łucku. Ale wtedy, gdy zaczynali od upokarzania polskiego Sejmu, ówczesny jego marszałek Ignacy Daszyński, odpowiedział Piłsudskiemu: “Ja pod lufami Sejmu nie otworzę”. Pan stanął przed nieporównanie mniejszym wyzwaniem i – co tu dużo mówić – nieporównanie mniejszym przywódcą”.

lekcja

>>>

kaczynski

Setki kobiet zebrały się pod domem Jarosława Kaczyńskiego i wyartykułowały, co o nim myślą. Prezes PiS związał się z Kościołem, z amboną jako trybuną i każe płacić cenę zniewoenia kobiet.

Nie wyszedł do kobiet ten „olbrzym” z taboretem. Film spod domu Kaczyńskiego:

gazeta.tv/plej >>>

jurek-urban-jr

Zastępca Macierewicza, wiceszef MON Bartosz Kownacki popełnił seppuku widelcem. Piszą o tym swiatowe media.

guardian1

„Pierwszy polityk, który popełnił samobójstwo widelcem” – kpi „Guardian”, a francuska telewizja LCI nazywa sprawę „kryzysem dyplomatycznym”. To echa słów wiceszefa MON Bartosza Kownackiego o Polakach, którzy nauczyli Francuzów korzystania z widelców.

cuowd-kwyaa_cyq

W środę w programie „Jeden na jeden” Kownacki był pytany o sprawę zerwanych negocjacji ws. umowy offsetowej dotyczącej kontraktu na zakup śmigłowców Caracal. Po ogłoszeniu decyzji wizytę w Polsce odwołał prezydent Francji Francois Hollande, a portal Wpolityce.pl poinformował, że polskie delegacje zaproszone przez Francuzów na targi przemysłu zbrojeniowego Euronaval 2016, które odbędą się tam w dniach 17-21 października, nie zostaną uznane za oficjalne. Kownacki skrytykował reakcję Paryża i stwierdził: – To są ludzie, którzy uczyli się od nas jeść widelcem parę wieków temu. Więc być może w taki sposób się teraz zachowują.

cuok8v5waaaf6fp

O słowach wiceministra pisze m.in. francuska agencja informacyjna AFP, a za nią francuskie media. Kanał informacyjny LCI nazywa słowa ministra wprost „kryzysem dyplomatycznym”, natomiast gazeta „L’Orient Le Jour” opisuje sytuację i przypomina, że słowa Kownackiego odnosiły się do informacji o tym, jakoby Henryk III Walezy, który był zarówno władcą Polski, jak i Francji, po raz pierwszy z widelcami miał spotkać się nad Wisłą. W depeszy autor artykułu przytacza jednak opinie ekspertów, którzy wskazują, iż dopiero w drodze powrotnej nad Sekwanę – w Wenecji – miał po raz pierwszy zobaczyć ich zastosowanie.

cuors9zweaatvnr

Nobla literackiego zdobył Bob Dylan.

bob-dylan

Zdziwieni? Pisze o tym Waldemar Mystkowski

nobel

Literackiego Nobla dostał Bob Dylan. Zaskoczenie? Nie jest to wystarczająco trafne pytanie, nawet gdy dodamy: ogromne zaskoczenie. Nobliwego Nobla dostaje nienobliwy pieśniarz, bo nim jest Dylan, śpiewał i śpiewa piosenki własne, jest postacią pierwszorzędną z czasów hipisowskich, „dzieci-kwiatów”, acz jego śpiewanie było żadne w stosunku do Joe Cockera, Roberta Planta, a nawet Simona i Garfunkela.

Ale Dylan nie dostał Nobla za śpiewanie, bo takich nie przyznają. Dostał za władanie piórem, za czarowanie słowem, za odkrywanie słowem tajemnic życia, codzienności, naszej egzystencji. Dostał za literaturę. Takiego Nobla nie dostał Marcel Proust, ani James Joyce, ani Witold Gombrowicz. Dlaczego? Bo nie śpiewali?

Gdyby mnie spytano, jakim tekściarzom śpiewającym przyznałbyś literackiego Nobla? Po długim zastanawianiu się przyznałbym go Leonardowi Cohenowi, za wczesną jego twórczość i powieść, która jest skrzyżowaniem Joyce’a z Beckettem. Przyznałbym nieżyjącemu Johnowi Lennonowi za jego wspaniałe krótkie formy absurdalno-liryczne. Przyznałbym nieżyjącym Jackowi Kaczmarskiemu, Włodzimierzowi Wysockiemu i plejadzie francuskich pieśniarzy poetów.

O! Właśnie! Za nich Dylan dostał Nobla i za siebie, oczywiście. Dylan jest poetą estrady, nie nazbyt dobrze znanym w Polsce. Dlaczego? Bo to poeta. Słowo poetyckie różni się od literackiego, ale różni się szczególnie od słów ze słowników, a szczególnie ze słownika googlowskiego.

Słowo poetyckie to wiązanie atomów uczuć międzysłownych, co właśnie potrafi robić na estradzie Dylan. Nie znam uzasadnienia Akademii Szwedzkiej, ale takie może ono być. W zasadzie, my maluczcy, winniśmy zazdrościć Dylanowi. Bo lista czego on nie zdobył, jest krótsza niż zdobył. Ma na koncie Grammy, Oscara i Nagrodę Pulitzera.

I jeszcze najważniejsze. Dylan zdobył nagrodę za innego pieśniarza, swego poprzednika Homera, też opowiada naszą odyseję. Nie znacie jej? To przejdźcie na You Tube.

gazeta