Posts Tagged ‘Bartosz T. Wieliński’

64 lata temu.

c6kq548waae6gmd

Jacek Saryusz-Wolski jest nie wątpliwie „bohaterem” weekendu. Bartosz T. Wieliński pisze w „Wyborczej”. W sumie dobrze się stało, że Jarosław Kaczyński postanowił do końca walczyć przeciwko Donaldowi Tuskowi. Europa będzie wreszcie musiała zareagować.

dobrze

Sposób, w jaki podjęto decyzję o wystawieniu przeciwko Tuskowi Jacka Saryusza-Wolskiego, sporo mówi o tym, jak jest sprawowana w Polsce władza. Postanowił o tym nie rząd, ale partia – to komitet polityczny PiS zobowiązał premier Beatę Szydło do niepopierania Tuska.

Mocno zapachniało PRL, czasami, gdy nie ukrywano, że szef rządu jest jedynie figurantem, a krajem rządzą biuro polityczne i pierwszy sekretarz.

O tym, że w Polsce PiS władza sprawowana jest tak samo, wiadomo było od samego początku. Jednak nigdy wcześniej jej mechanizmy nie zostały w tak jaskrawy sposób obnażone jak teraz. No, ale chodzi przecież o osobistego wroga Jarosława Kaczyńskiego, którego prezes obwinia o śmierć swojego brata i którego najchętniej widziałby w kajdankach na ławie oskarżonych.

Gdy w grę wchodzą tak wielkie emocje, nie ma miejsca na subtelność. Racja stanu też nie odgrywa większej roli.

Jeszcze niedawno polscy i europejscy dyplomaci snuli rozważania, jak na unijnym szczycie Beata Szydło wybrnie z tej kabały. Rozważano scenariusz, w którym podczas głosowania premier wyszłaby z sali obrad, np. odebrać ważny telefon. Inne rozwiązanie: podczas głosowania nie padłoby pytanie kto jest za, ale kto jest przeciw Tuskowi.

W obydwu sytuacjach premier Szydło mogłaby z czystym sumieniem wrócić do Polski i powiedzieć, że na byłego premiera nie głosowała. Dla Kaczyńskiego takie kompromisowe rozwiązanie to za mało. Prezes PiS dąży do tego, by wroga obedrzeć z godności. Miesiąc temu podczas spotkania w warszawskim hotelu Bristol całował w dłoń kanclerz Angelę Merkel, dziś w haniebny sposób wytyka Tuskowi, że jest nie polskim, lecz niemieckim kandydatem na szefa Rady Europejskiej.

Być może Jarosław Kaczyński liczy, że swoim uporem zmusi Europę do ustępstw. 10 lat temu, gdy na szczycie w Brukseli negocjowano traktat lizboński, jego brat Lech Kaczyński tak długo stawał okoniem w sprawie systemu liczenia głosów w Radzie Europejskiej (Polska domagała się wówczas przyznawania głosów według pierwiastka kwadratowego wyciąganego z liczby ludności), że ostatecznie Merkel, by ratować traktat, musiała dzwonić do Warszawy i negocjować z premierem Jarosławem Kaczyńskim.

Teraz nie chodzi jednak o traktat, ale o przywódcę Europy w ciężkich czasach, gdy Unia trzeszczy w szwach, a jej wrogowie na wschodzie i zachodzie rosną w siłę.

Czy Kaczyński może cokolwiek osiągnąć? Chyba jedynie to, że zniechęceni do Polski unijni politycy zdecydują się postawić na jeszcze innego kandydata niż Tusk czy Saryusz-Wolski. Byłby to pierwszy przypadek, gdy rządowi państwa UE udałoby się utrącić kandydaturę rodaka. Reputacja Polski osiągnęłaby dno.

Unia Europejska stoi dziś przed szansą, by dobitnie pokazać Kaczyńskiemu, że nie akceptuje jego zagrywek. Ani w sprawie przewodniczącego Rady Europejskiej, ani w kwestii łamania przez rząd PiS podstawowych wartości UE: praworządności, niezależności sądów, wolności mediów. Trwająca od roku procedura Komisji Europejskiej w sprawie łamania praworządności w Polsce to żmudny proces przekonywania Warszawy, że błądzi. Efektów na razie nie widać. Tymczasem kraje Unii mogą w tej sprawie natychmiast wysłać Warszawie jasny sygnał. Wystarczy, że zignorują sprzeciw rządu PiS i wybiorą Tuska.

Niech politycy PiS na własnej skórze odczują, jak niewiele ich sprzeciw znaczy – będzie to boleśniejsze tym bardziej, że Tuska poprą węgierscy sojusznicy. Niech zobaczą, jak to jest być w Europie izolowanym. Niech poczują smak klęski. Taka lekcja da im do myślenia.

c6gejktwyaactnz

Zaś Waldemar Mystkowski uważa, że Polak Polakowi wilkiem.

kaczynski

Unia Europejska miała okazję zobaczyć, jak sprawowana jest władza w Polsce. Decyzję o niepoparciu Donalda Tuska na reelekcję przewodniczącego Rady Europejskiej nie podjęły osoby sprawujące władzę wykonawczą w Polsce (premier bądź prezydent), ale komitet centralny PiS, bo takim jest komitet polityczny tej partii.

A do tego znając strukturę zarządzania w tej partii, gdzie prezes jest nieusuwalny, nawet chyba po jego śmierci, bo nie ma w statusie PiS takiego punktu, decyzję podjął I sekretarz tej partii, czyli prezes.

Tak wygląda władza w Polsce, władza nieodpowiedzialna, takim też kandydatem nieodpowiedzialnym PiS jest Jacek Saryusz-Wolski. W tym wypadku nieodpowiedzialność ma bardzo ostrą wymowę, polska racja stanu zostana znokautowana przez zawodnika wagi muszej, taka też jest wartość Kaczyńskiego w UE.

Kaczyński nie znokautował Tuska, ale polską rację stanu, kruchą roślinkę, która była hodowana przez ogromną większość polityków po 1989 roku i pielęgnowana przez społeczeństwo polskie – i jak drzewa w lex Szyszko, tak racja stanu w lex Kaczyński – została ścięta.

Prezesa PiS mało obchodzi Polska, zarówno tutaj i na zewnątrz, interesują go chore pomysły zbudowane na glebie jego kompleksów. Da się to porównać do narośli w anatomii, do nowotworu. Czy ten nowotwór jest złośliwy, śmiertelny, czy jeszcze niegłęboko zakorzeniony i da się go wyciąć? – przekonamy się dość szybko.

Usunąć taką zrakowaciałą tkankę może tylko świetny onkolog. Ale nie może być on przeprowadzać operacji na samym sobie, ani z rodziny. Kto zatem poda rękę Polsce, kto nam pomoże?

Saryusz-Wolski nie ma żadnych szans na szefa Rady Europejskiej, na co więc liczy? Na szefa polskiej (pisowskiej) dyplomacji po Waszczykowskim? Jeżeli ma trochę wybraźni, to musi mieć świadomość jak zdegradował swoją pozycję przetargową na salonach dyplomatycznych.

Wracając do sytuacji Tuska. Stała się nagle skomplikowana, ale czy rok temu z okładem wiedzieliśmy, że PiS będzie tak demolował Polskę? Na szczycie europejskim Tusk nie zostanie zgłoszony przez delegata polskiego, czyli Beatę Szydło. Może zgłosić się sam, tak mówi Artykuł 15 Traktatu o Unii Europejskiej w punkcie 5 o reelekcji przewodniczącego, która może być raz odnawialna.

A to znaczy, że Tusk sam się zgadza na swoją „odnawialność”. Zatem nie jest niemieckim kandydatem, co stara się Kaczyński wmówić ciemnemu ludowi. Skomplikowanie dotyczy zupełnie czego innego. Mianowicie Unia znajduje się w okresie trudnym, dyskusji na swoją przyszłością, której 5 wariantów w Parlamencie Eurropejskim niedawno przedstawił szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Szefowie krajów członkowskich UE mogą bać się wojny polsko-polskiej, a do tego mogłaby ona mieć aneks w postaci zapowiadanego przez Kaczyńskiego wydania europejskiego nakazu aresztowania za Tuskiem. I to może być przez Szydło rzucone na szalę podczas szczytu.

To nie człowiek człowiekowi wilkiem, to Polak Polakowi wilkiem, a poprzez strukturę władzy obecnie sprawowanej w kraju wydać wyraxnie – Kaczyński jest Polakowi wilkiem, tj. Tuskowi. W prezesie wszystko wyje z zemsty, a wraz z nim jego wataha.

c6jut-exeaajhow

Kleofas Wieniawa jest jeszcze dosadniejszy.

pis-nie

Unia Europejska miała okazję zobaczyć, jak sprawowana jest władza w Polsce. Decyzję o niepoparciu Donalda Tuska na reelekcję przewodniczącego Rady Europejskiej nie podjęły osoby sprawujące władzę wykonawczą w Polsce (premier bądź prezydent), ale komitet centralny PiS, bo takim jest komitet polityczny tej partii.

A do tego znając strukturę zarządzania w tej partii, gdzie prezes jest nieusuwalny, nawet chyba po jego śmierci, bo nie ma w statusie PiS takiego punktu, decyzję podjął I sekretarz tej partii, czyli prezes.

Tak wygląda władza w Polsce, władza nieodpowiedzialna, takim też kandydatem nieodpowiedzialnym PiS jest Jacek Saryusz-Wolski. W tym wypadku nieodpowiedzialność ma bardzo ostrą wymowę, polska racja stanu zostana znokautowana przez zawodnika wagi muszej, taka też jest wartość Kaczyńskiego w UE.

Kaczyński nie znokautował Tuska, ale polską rację stanu, kruchą roślinkę, która była hodowana przez ogromną większość polityków po 1989 roku i pielęgnowana przez społeczeństwo polskie – i jak drzewa w lex Szyszko, tak racja stanu w lex Kaczyński – została ścięta.

Prezesa PiS mało obchodzi Polska, zarówno tutaj i na zewnątrz, interesują go chore pomysły zbudowane na glebie jego kompleksów. Da się to porównać do narośli w anatomii, do nowotworu. Czy ten nowotwór jest złośliwy, śmiertelny, czy jeszcze niegłęboko zakorzeniony i da się go wyciąć? – przekonamy się dość szybko.

Usunąć taką zrakowaciałą tkankę może tylko świetny onkolog. Ale nie może być on przeprowadzać operacji na samym sobie, ani z rodziny. Kto zatem poda rękę Polsce, kto nam pomoże?

Saryusz-Wolski nie ma żadnych szans na szefa Rady Europejskiej, na co więc liczy? Na szefa polskiej (pisowskiej) dyplomacji po Waszczykowskim? Jeżeli ma trochę wybraźni, to musi mieć świadomość jak zdegradował swoją pozycję przetargową na salonach dyplomatycznych.

Wracając do sytuacji Tuska. Stała się nagle skomplikowana, ale czy rok temu z okładem wiedzieliśmy, że PiS będzie tak demolował Polskę? Na szczycie europejskim Tusk nie zostanie zgłoszony przez delegata polskiego, czyli Beatę Szydło. Może zgłosić się sam, tak mówi Artykuł 15 Traktatu o Unii Europejskiej w punkcie 5 o reelekcji przewodniczącego, która może być raz odnawialna.

A to znaczy, że Tusk sam się zgadza na swoją „odnawialność”. Zatem nie jest niemieckim kandydatem, co stara się Kaczyński wmówić ciemnemu ludowi. Skomplikowanie dotyczy zupełnie czego innego. Mianowicie Unia znajduje się w okresie trudnym, dyskusji na swoją przyszłością, której 5 wariantów w Parlamencie Eurropejskim niedawno przedstawił szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

Szefowie krajów członkowskich UE mogą bać się wojny polsko-polskiej, a do tego mogłaby ona mieć aneks w postaci zapowiadanego przez Kaczyńskiego wydania europejskiego nakazu aresztowania za Tuskiem. I to może być przez Szydło rzucone na szalę podczas szczytu.

To nie człowiek człowiekowi wilkiem, to Polak Polakowi wilkiem, a poprzez strukturę władzy obecnie sprawowanej w kraju wydać wyraxnie – Kaczyński jest Polakowi wilkiem, tj. Tuskowi. W prezesie wszystko wyje z zemsty, a wraz z nim jego wataha.

c6gwjm-waaaxxux

W tym samym dniu Polacy zdobyli mistrzostwo świata w drużynie w skokach narciarskich w Lahti. Złoto nie przykryje zapachu tej przykrej konstystencji, która zajeżdża od PiS.

c6lepuyxmaeoofu

>>>

I TEN WSZYSTKOWIEDZĄCY WZROK…

c52npmdwaaalrq1

WP ujawnia: kierowca Szydło nie miał prawa prowadzić samochodu – Wiadomości – WP.PL

wp-ujawnia

W „Wyborczej” o krucjacie przeciw Tuskowi piszą Bartosz T. Wieliński, Agata Kondzińska, Tomasz Bielecki i Justyna Dobrosz-Oracz. To Jarosław Gowin, Ryszard Czarnecki i Ryszard Legutko przekonywali do kandydatury Jacka Saryusza-Wolskiego na szefa Rady Europejskiej, choć wiadomo, że europoseł PO nie ma szans z Donaldem Tuskiem. PiS ma wobec niego plany.

pozyteczny

Według informacji „Wyborczej” pomysł, by Warszawa jako kandydata na europrezydenta wystawiła właśnie Saryusza-Wolskiego, pierwszego w historii pełnomocnika polskiego rządu ds. integracji europejskiej, obecnie europosła PO i wiceprzewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, pojawił się w grudniu zeszłego roku. Pierwsza kadencja Donalda Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej dobiegała końca, a przywódcy UE zaczynali na poważnie dyskusję o jego wyborze na następne dwa i pół roku. Rząd Beaty Szydło wcześniej unikał jednoznacznych deklaracji. Jedynie prezes PiS Jarosław Kaczyński w październiku mówił, że „nie wyobraża sobie, by polski rząd poparł Tuska”. Źródła w polskiej dyplomacji dawały do zrozumienia, że Polska podczas głosowania wstrzyma się od głosu. – Wydawało się, że premier Szydło podczas zatwierdzania Tuska po prostu będzie wychodzić z sali – mówił jeden z unijnych dyplomatów.

gazeta-wyborcza-tusk

W styczniu, gdy decyzja o wystawieniu Tuskowi kontrkandydata już zapadła, Kaczyński zaostrzył ton. Mówił m.in. o szkodliwych dla Polski decyzjach, za którymi stoi były premier. Wczoraj na konferencji prasowej przypuścił atak. – Tusk łamie elementarne zasady Unii Europejskiej. Łamie zasadę neutralności, wprost popiera opozycję, która sama nazywa się totalną i chciałaby obalić rząd pozaparlamentarnymi metodami – mówił, dodając, że taki ktoś nie może stać na czele Rady Europejskiej.

„Wyborczej” udało się ustalić, że za Saryuszem-Wolskim w rządzie lobbował wicepremier Jarosław Gowin, a w partii europosłowie Ryszard Czarnecki i Ryszard Legutko. Inne źródło podaje, że Kaczyńskiego do tej kandydatury przekonywała również Ewa Ośniecka-Tamecka, dawna współpracownica Saryusza-Wolskiego, obecnie rektor Kolegium Europejskiego w Natolinie. Nasze źródła twierdzą, że najwięcej czasu zajęło przekonanie właśnie Kaczyńskiego. Na wczorajszej konferencji szef PiS unikał tego tematu, mówił, że Saryusza-Wolskiego „nie zna dobrze” i że „obserwuje go tylko z daleka”.

Nasi rozmówcy w PiS i w PO twierdzili, że Saryusz-Wolski nie ma nic do stracenia, bo pokłócił się z Platformą Obywatelską, której ma za złe m.in. to, że nie mianowała go eurokomisarzem. Na start z list PO w kolejnych wyborach nie ma szans. – Teraz zyskuje rozgłos, pięć dni, podczas których mówi się tylko o nim – twierdzi jeden z polityków PiS. Przyznaje, że szanse Saryusza-Wolskiego przeciwko Tuskowi są nikłe. – To gra obliczona na jeden przekaz: zgłaszamy swojego kandydata, żeby nie było wrażenia, że nie popieramy Polaka. Popieramy, ale mamy lepszego niż Tusk. Tylko niestety Unia go nie zaakceptowała – słyszymy w PiS. Co będzie z Saryuszem–Wolskim po porażce? Jedne źródła w PiS mówią, że zastąpi Witolda Waszczykowskiego na stanowisku szefa MSZ. Inne, że PiS wyśle go do unijnych instytucji.

Rzecznik rządu Rafał Bochenek tych doniesień komentować nie chce. – Premier prowadzi w tej chwili rozmowy z przywódcami krajów unijnych, nie ma konkretnych ustaleń – mówi. Z informacji „Wyborczej” wynika jednak, że w poniedziałek Polska poinformowała Maltę, która w tym półroczu przewodniczy UE, iż będzie miała innego kandydata. Wcześniej premier obdzwaniała w tej sprawie przywódców UE, o czym informował „Financial Times”.

Kandydatura Saryusza-Wolskiego w UE budzi zdumienie. Także w Grupie Wyszehradzkiej. Karel Schwarzenberg, szef komisji spraw zagranicznych czeskiego parlamentu, mówił „Wyborczej”, że Tusk był „bardzo dobrym przewodniczącym”. – Dlaczego mielibyśmy go zastępować? – pytał. Jego słowacki odpowiednik František Šebej mówił wprost: – Nie rozumiem, co jest nie tak z Tuskiem. Jestem z niego zadowolony.

Janusz Lewandowski, europoseł PO, mówi ostro: – Albo Saryusz-Wolski zdementuje te informacje, albo poniesie konsekwencje.

„NASZE STANOWISKO JEST ŻADNE” – cała unia i wszyscy myślący Polacy potwierdzają słowa Terleckiego 

c52xcq4wyaaw8y5

CZY JAK NOWORODKI BEZ WYSTARCZAJĄCEJ OPIEKI ZACZNĄ UMIERAĆ, TO POWIEDZĄ, ŻE BÓG TAK CHCIAŁ???

c5003vawmaeld63

„W życiu nie myślałem, że będę musiał użyć tak mocnych słów w korespondencji do Ministra Zdrowia” – Jurek Owsiak.

c50iv6kxqaeouft

Rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa opowiada, co nas czeka, gdy zostanie zniszczona niezależność sądownictwa. „Życzę ci, gnoju, abyś zdechł jak najszybciej”. „Zdychaj, stalinowski, kłamliwy pomiocie”. Dostaję takie SMS-y, od września coraz więcej. Jeden człowiek pisze do mnie cały czas. Od wczoraj przysłał mi z 50 SMS-ów – mówi sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa.

zycze-ci

Michał Wilgocki, Łukasz Woźnicki: Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie gróźb wobec sędziów Krajowej Rady Sądownictwa. Ale pan nie chciał ścigania sprawców.

Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa: To ludzie niezrównoważeni. Chłoną propagandę polityków, to ich nakręca. Jestem sędzią z grubą skórą, najmowałem się do tej pracy także na trudne czasy. Jestem rzecznikiem KRS i nie zamierzam utajniać numeru telefonu, bo ktoś próbuje mnie zaszczuć.

A prokuratura uruchomiła tę sprawę, chociaż jej nie zawiadamiałem. Wystarczył tekst w serwisie wPolityce.pl. Ile takich spraw wszczynają po artykułach? Poszedłem na przesłuchanie, ale nie czułem, że jestem traktowany jak osoba pokrzywdzona. Prokurator mówił, że moja sprawa jest numerem jeden. Wyczułem sugestię, że ktoś mu kazał ją podjąć.

Co w tym złego?

– W tym szaleństwie jest metoda. Prokuratura uruchomi 20 postępowań przeciw ludziom, którzy do mnie piszą. Potem się okaże, że to jakiś człowiek, który ma żal do sądów, albo internauta, który niewiele rozumie. A ja będę wzywany do prokuratury, odciągany od obowiązków. Punkt ciężkości z tego, co się dzieje w KRS, i z reformy sądownictwa zostanie przeniesiony na moją osobistą walkę. Dlatego nikt mnie w to nie wciągnie. Nie udostępnię prokuraturze telefonu. Nie przekażę danych z mojego życia prywatnego, bo mam podejrzenie, że prokurator może ujawnić materiały ze śledztwa. Przy sprawie Józefa Piniora minister Zbigniew Ziobro zapowiedział: będziecie atakować mojego prokuratora, to ujawnię materiały.

Stenogramy z podsłuchów Józefa Piniora ostatecznie ujawniła publiczna telewizja.

– I to nie są przypadki. Po wypadku kolumny Beaty Szydło minister Mariusz Błaszczak wypowiadał się tak, jakby widział, co jest w protokole. A protokół do momentu wniesienia do sądu jest niejawny. Jak ma się zachować obrońca, gdy niejawne dowody są podsyłane opinii publicznej, a ta wydaje wyrok? Jak ma procedować sąd?

„Wymiar sprawiedliwości nie może funkcjonować w warunkach zastraszania i wywierania wpływu na sędziów”. To z niedawnego oświadczenia KRS. Sędziowie czują się zastraszeni?

– Oświadczenie dotyczyło m.in. procesu w sprawie śmierci ojca Zbigniewa Ziobry, w której rodzina oskarżyła lekarzy o błędy. To, co wtedy zrobiła prokuratura, było grubą sprawą. Jest dzień do wydania wyroku, a prokuratura wszczyna śledztwo ws. przekroczenia uprawnień przez sędzię, która zaraz ma wydać merytoryczne orzeczenie. Do sądu przychodzi faks: jest postępowanie. Bierze w tym udział Prokuratura Krajowa, która jest powołana do bardzo poważnych przestępstw, a nie sprawy rzekomego błędu medycznego. To była próba wpływania na sędziego, i to w prywatnej sprawie.

„Przywracamy uczciwość i służbę w sądownictwie”, „Czas najwyższej kasty dobiega końca” – tak Ziobro uzasadnia swoją reformę.

– Chce pokazać, że jest szeryfem. Ale szeryf był dobry na Dzikim Zachodzie, gdzie nie było reguł. My mamy konstytucję i szereg przepisów, które są uzdą dla polityków. Minister chce je zlikwidować. Chodzi o chęć kumulacji władzy i niezrozumienie, jak działa demokracja.

Minister prze do stworzenia silnego jednowładztwa. Już mamy dwie władze, a nie trzy, bo władza ustawodawcza jest zlana z wykonawczą. Posłowie nie deliberują w Sejmie nad rządowymi projektami, tylko je przegłosowują. Teraz ma się to zlać jeszcze bardziej.

Ten plan był prosty od początku – KRS, która stoi na straży niezależności sądów, ma się stać ciałem obcym, które medialnie trzeba skopać, obrzucić błotem, pokazać, że chroni kastę. Wtedy łatwiej będzie przeprowadzić reformę.

(Sędzia chwyta za telefon, bo przychodzi kolejny SMS. „Bandyci w togach do gazu” – czyta).

c52jkdzxqaezi-g

Według rządowego projektu ustawy o KRS to posłowie będą wybierać sędziów zasiadających w Radzie. Dziś wybierają ich zgromadzenia sędziowskie. Jakie będę efekty?

– To upolityczni całkowicie organ, który ma wpływ na wybór każdego sędziego w kraju – od sądu rejonowego po Najwyższy. Ten wpływ będzie mieć większość polityczna. Znajdą się sędziowie, którzy będą chcieli zrobić kariery i dostać się do nowej KRS. Mówię to z bólem.

Obecnie w Ministerstwie Sprawiedliwości pracuje ponad 150 sędziów, którzy nie orzekają. Jeśli będą chcieli dostać się do KRS, będą musieli wydeptać ścieżkę do polityków. Później będzie się z tych ścieżek korzystać przy nominacjach sędziowskich. A nawet jeśli sędziowie powołani do KRS się zbuntują, to ustawa i tak dzieli KRS na dwie izby. Politycy z jednej izby będą mogli skutecznie zablokować sędziów z drugiej.

Resort chce zmieniać także ustawę o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury i dać pierwszeństwo w dostępie do urzędu sędziego absolwentom szkoły. Co to zmieni?

– Minister pozbawi KRS wpływu na nominacje asesorskie. Asesorami zostaną absolwenci przejętej przez niego KSSiP. Za chwilę może wymyślić ustawę, że jak asesor jest dobry, to bez KRS zostaje sędzią. Minister będzie powiększał tę liczbę sędziów wchodzących do zawodu z plakietką „nominat ministra Ziobry”. Już ma dla nich miejsce – nie obsadził ponad 500 wakatów w sądach.

Żeby było jasne – KSSiP to był pomysł dobry. Poziom merytoryczny osób, które wychodzą ze szkoły, jest wysoki, europejski. Ale dziś są takie przepisy, że z dnia na dzień może zostać przekształcona w szkołę janczarów. Minister już może powołać dyrektora szkoły i sprzeciwić się zatrudnieniu konkretnego wykładowcy.

Minister Ziobro przygotowuje sobie grunt. W Sądzie Najwyższym chce utworzyć izbę, która będzie mogła usuwać sędziów dyscyplinarnie. Trybunał Konstytucyjny już został rozbrojony, za chwilę będzie po KRS. Wtedy przyjdzie czas na Sąd Najwyższy, który może przejąć rolę Trybunału, więc trzeba go będzie wymienić.

W jaki sposób Sąd Najwyższy może zostać przejęty?

– KRS jest rządowi potrzebna właśnie do przejęcia Sądu Najwyższego, bo to ona decyduje o nominacjach. Wystarczy, że w SN wprowadzi się niższy wiek emerytalny, i połowa składu odejdzie. Każdy prawnik, który ma dziesięć lat stażu jako radca prawny czy adwokat, może się do Sądu Najwyższego dostać. O nowym składzie SN zadecyduje nowa KRS.

c52d7q9xmaac4wl

Zakłada pan najgorszy scenariusz.

– Proszę spojrzeć na prezes TK Julię Przyłębską. Czy ktoś wierzył, że sędzia z takim stażem i „osiągnięciami” zostanie prezesem? A stało się. Ktoś wierzył, że będą łamane procedury przy powoływaniu sędziów do TK? Że prezydent nie przyjmie ślubowania od sędziów? Że nie będą publikowane wyroki TK, a posiedzenia będą nazywane „spotkaniami przy kawie i ciasteczkach”? To się nie mieściło w głowie. Ale to się naprawdę dzieje.

Kilka miesięcy temu niektórzy się uśmiechali, gdy mówiłem, że może być próba wygaszenia mandatów sędziów KRS. No bo jak można wygasić kadencję konstytucyjnego organu zwykłą ustawą? Można, nawet w miesiąc – tak chce Ministerstwo Sprawiedliwości. Ci, którzy projektują te przepisy, powinni odpowiadać karnie, bo wprost łamią konstytucję.

Sędziowie z KRS rozmawiają z ministrem Ziobrą o reformie? On przecież jest członkiem Rady.

– Chciałbym, by minister z nami porozmawiał. Ale na 27 posiedzeń KRS był obecny dwa razy – na godzinę, półtorej. Zdążył złożyć wniosek, by KRS wszczęła postępowanie dyscyplinarne przeciw ówczesnemu prezesowi TK Andrzejowi Rzeplińskiemu, chociaż nie mamy takich uprawnień. Prezes Sądu Najwyższego zadała mu też pytanie, jakie reformy sądownictwa planuje. Ziobro odparł: „Będzie głęboka, przekonacie się państwo w swoim czasie”.

Potem minister Ziobro się już w KRS nie pojawił, a o „reformach” dowiadujemy się z mediów.

Co zostało sędziom i środowisku prawniczemu? Nie zgadza się z pomysłami ministra, protestuje, wydaje oświadczenia.

– Jesteśmy w Sieci Krajowych Rad Sądownictwa, która jest ciałem europejskim. I ona z ogromnym niepokojeniem przygląda się temu, co dzieje się w Polsce. Nawet jeśli nas zlikwidują, ona będzie podejmować działania. To nie będą działania dobre dla Polski. Popsują nam opinię. Uderzą w gospodarkę, bo każdy przedsiębiorca chce wiedzieć, że w kraju, w którym działa, orzeka niezawisły sąd. Lepszy, gorszy, ale niezależny od polityki. Na forum międzynarodowym staniemy się wyspą, gdzie można robić wszystko, bo nie ma kontroli sądowej.

Ostatnią rzeczą, która nam została, jest budzenie w sędziach poczucia, że teraz spełnia się misja. Że musimy trwać i wydawać wyroki zgodnie z naszym sumieniem. Poddawać je kontroli konstytucyjnej, choć dziś jest ona rozproszona. Będziemy mieli 11 tys. trybunałów konstytucyjnych w sądach. To nie jest dobre dla obywatela, bo prawo może być różnie rozumiane w Gdańsku czy Krakowie. To by się zbiegało w Sądzie Najwyższym, ale on za chwilę może zostać „rozstrzelany”. Ale ja już wolę taką kontrolę konstytucyjności niż jej brak lub kontrolę TK, który dzisiaj jest kojarzony politycznie.

Będziemy też pokazywać społeczeństwu, że sąd nie poddaje się naciskom, choćby ze strony samego ministra. I że jak sądy upadną, to obywatela nikt już nie obroni. Sądy muszą stawać po stronie prawdy, nawet przeciw własnemu państwu.

W sondażu CBOS wymiar sprawiedliwości pozytywnie ocenia zaledwie 28 proc. ankietowanych. Negatywnie – aż 49 proc.

– Prawda, ale wiemy też, że osoba, która bywa w sądach, jest bardziej zadowolona z ich pracy od tej, która nigdy nie miała z nimi do czynienia. Co z tego wynika? Za pomocą propagandy można wpływać na tych, którzy w sądach nie bywają. Po nadzwyczajnym kongresie sędziów rozpoczął się na nas atak części mediów, który trwa do dzisiaj. I efekty widać gołym okiem.

Sprawa sędziego, który kradł w sklepie, waszemu zawodowi nie pomaga.

– Apelujemy, by jak najszybciej go ukarać. Prosimy o szybki wniosek o uchylenie immunitetu. Bo jeżeli mamy monitoring, przesłuchanie ochroniarza, to wystarczy wniosek do sądu o uchylenie immunitetu i możemy postawić zarzuty. Jak państwo myślicie, czy taki wniosek jest w sądzie? Sprawa od tygodni jest wałkowana w mediach publicznych. Zamiast ukarać, lepiej mówić „sędzia złodziej”. I to działa.

PRZEKAŻCIE DALEJ, ABY NIKT NIE ZAPOMNIAŁ

c5027g-wmauqbj6

Waldemar Mystkowski pisze o trzecim projekcie ustawy ws. KRS przygotowanym przez resort Ziobry.

Ziobro w ataku na Krajową Radę Sądownictwa

atak

Konstytucja RP już nie działa. Z grubsza nazywając mamy ustrój kaczystowski, którego wykładnią jest samopoczucie „pana” Kaczyńskiego, bądź jego akolitów, którzy zgadują, co prezes ma na myśli. Do tego doszło w kraju, który jest członkiem Unii Europejskiej i do niedawna uchodził za prymusa w tym projekcie cywilizacyjnym.

Przy takim tempie dewastacji za długo nie pobędziemy w UE, nie będziemy musieli brać udziału w głosowaniu nad Polexit, dojdzie do zwyczajnego won z Unii, bo kto będzie tolerował kraj podobny do Białorusi? Jarosław Kaczyński może się tylko cieszyć, Łukaszenka nie jest wpuszczany do Brukseli, a on w ogóle nie jeździ nigdzie poza gumno PiS.

Czy można uważać za normalny kraj, w którym partia rządząca robi wszystko – zaprzegając do tego cały aparat partyjny i państwowy – aby uwalić najwybitniejszego polityka po 1989 roku w strukturach europejskich i który zaszedł tak wysoko, jak nigdy Polakowi się nie udało?

To są wyczyny godne Księgi Guinnessa w kategorii: „Zaprzaństwo”. Kaczyński na trwale wpisuje się po czarnej stronie historii. Właśnie PiS zabiera się za trzeci element podziału władzy struktur demokratycznych, za niezależność sądownictwa. Władza sądzenia zależna od władzy wykonawczej i ustawodawczej to kres ustroju demokratycznego.

Za Krajową Radę Sadownictwa PiS bierze się we właściwy reżimom sposób – hybrydalny. Tak hybrydowo – kilkoma ustawami – został zniszczony Trybunał Konstytucyjny, tak maja paść sądy. A sposób jest godny Putina. Mianowicie przejęcie Krajowej Rady Sądownictwa odbędzie się za pomocą trzech ustaw. Dwa projekty ustaw są znane i opublikowane na stronach Rządowego Centrum Legislacji, lecz trzeci projekt nie jest tam opublikowany. Dlaczego? Bo idzie dalej niż niż drugi, który jest mocno krytykowany w Polsce (przez KRS, Sąd Najwyższy, Rzecznika Praw Obywatelskich oraz organizacje prawnicze) i przez Komisję Europejską.

Trzeci projekt dotyczący KRS został opublikowany na stronach samego KRS. Najważniejszy punkt to propozycja wygaśnięcia mandatu członka KRS w 30 dni. Jeżeli sędzia bądź nominat nie spodoba się PiS-owi mogą go zdymisjonować w ciągu miesiąca.

W konstytucji jest zapis, że członkowie KRS są wybierani na 4 lata, a zatem mandat trwa 4 lata. Tak mówi konstytucja, ale nie prezes i jego akolita – w tym przypadku magister Zbigniew Ziobro. Tym samym jakiekolwiek zapisy w konstytucji dotyczące kadencyjności sprawowania urzędu – włącznie z kadencją prezydenta – będą unieważnione, bo kadencję wg PiS można wygasić zwykła ustawą.

Konstytucja RP jest już świstkiem papieru, którym prezes podtarł swoje cztery litery. Rzecznik KRS sędzia Waldemar Żurek na Twitterze podsumował wyczyny Ziobry: „Raz ustawa zwykła zmieni Konstytucję, to będzie fatalny precedens, można wygasić wszystko”.

BARDZO DOBRA KRYTYKA KACZYŃSKIEGO, PiS-U I KOŚCIOŁA. SZACUNEK DLA KSIĘDZA WALCZAKA 

c51fkzpxqai6s90

>>>

TRUDNO W TO UWIERZYĆ, ALE TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ!!!

c5d0p2uwiaeawa6

TEN, KTÓRY CIĄGLE POTRZEBUJE OD NAS PIENIĘDZY JEST WYSOKO NA LIŚCIE NAJBOGATSZYCH POLAKÓW. A WY, NA KTÓRYM JESTEŚCIE MIEJSCU, NA TEJ LIŚCIE?

c5gy7b3wcaabrgs

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze, jak Andrzej Duda przestał być zwierzchnikiem armii. Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zakazał najważniejszym dowódcom Wojska Polskiego bezpośredniego kontaktu z prezydentem Andrzejem Dudą.

jak-macierewicz

Ustny zakaz kontaktów z prezydentem dla szefa sztabu, dowódcy generalnego i dowódcy operacyjnego sił zbrojnych został wydany jesienią przez szefa MON. Po co? Powody są co najmniej dwa.

c5f8bm5w8aa2bfl

Po pierwsze, nie informować prezydenta

Według zamysłu Macierewicza Andrzej Duda o sytuacji w armii ma wiedzieć jak najmniej. Powód? Generałowie dopominali się m.in. interwencji zwierzchnika sił zbrojnych w sprawie niektórych nominacji, a także wyjaśnień, na czym ma polegać zmiana systemu dowodzenia i jak ma wyglądać nowy program modernizacji technicznej sił zbrojnych.

– Wygląda na to, że prezydent już się pogodził z faktem, że nie ma wpływu na sytuację w wojsku. W gronie bliskich współpracowników stwierdził nawet, że nie tylko on ma problemy z Antonim Macierewiczem – twierdzi nasz informator z Pałacu Prezydenckiego. – W relacjach z szefem MON Andrzeja Dudę reprezentuje Paweł Soloch. Szef BBN jest zwany w Pałacu Harrym Potterem i najwidoczniej Macierewicza się boi. Obecnie sytuacja jest taka, że każdemu spotkaniu prezydenta z kadrą dowódczą towarzyszy minister Macierewicz – dodaje nasz rozmówca.

Krytyczne wypowiedzi na temat kierowania siłami zbrojnymi w obecności prezydenta spowodowały już dymisję inspektora sił powietrznych gen. Tomasza Drewniaka.

Nasi rozmówcy twierdzą, że jedyną osobą w Pałacu Prezydenckim, która ma szczegółowe informacje na temat sytuacji w siłach zbrojnych, jest gen. Jarosław Kraszewski, artylerzysta, który m.in. był w Iraku. Generał jest pracownikiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Po drugie, wpłynąć na decyzje Andrzeja Dudy

Powodem zakazu kontaktów wyższych oficerów z prezydentem była też szczególna troska Macierewicza o to, by nikt nie wpływał na Andrzeja Dudę przy personalnych wyborach, szczególnie przy wyborze najważniejszym: szefa Sztabu Generalnego.

Aby dopilnować korzystnego dla siebie rozwiązania, minister obrony uknuł nawet małą intrygę. Na przełomie października i listopada Andrzej Duda w Dowództwie Operacyjnym Sił Zbrojnych miał rozmawiać o wyzwaniach, jakie stoją przed wojskiem, oraz o projekcie reformy systemu dowodzenia siłami zbrojnymi. Ku zaskoczeniu prezydenta na miejscu witał go zastępca dowódcy. Sam dowódca – gen. Marek Tomaszycki – przebywał wówczas w podróży służbowej. Najprawdopodobniej był w Afganistanie, gdzie przygotowywał kolejną zmianę w polskim kontyngencie, o czym dobrze wiedział minister Macierewicz.

Prezydent uznał nieobecność za despekt ze strony dowódcy operacyjnego, a sprawa miała istotne znaczenie: gen. Tomaszycki, świetnie mówiący po angielsku i mający bardzo dobre notowania w NATO, miał być według nieoficjalnych informacji faworytem Pałacu Prezydenckiego przy wyborze szefa Sztabu Generalnego. Natomiast szefowi MON zależało na nominacji gen. Leszka Surawskiego.

I dopiął swego: Surawski 31 stycznia został szefem Sztabu Generalnego WP.

Gen. Surawski w ostatnim czasie stał się jednym z najbliższych współpracowników ministra Macierewicza. To on m.in. wskazał nowego dowódcę generalnego sił zbrojnych: gen. Jarosława Mikę, dowódcę 11. Dywizji, podobnie jak gen. Surawski – czołgistę.

PIĘKNE PODSUMOWANIE WOJTKA KUSSOWSKIEGO

c5f_qrbwyaereb4

KOGO SIĘ TAK SZYDŁO BOI??? POLAKÓW? 

c5g0e0aw8aal91x

Bartosz T. Wieliński pisze o żałosnych pisowskich występach w Monachium. Politycy PiS nie chcą zrozumieć, że państwo traci, gdy polityka zagraniczna jest tylko pochodną krajowej. A gdy rozgrywają wewnętrzne interesy w międzynarodowych gremiach, stają się śmieszni.

INTERNAUCI PODPOWIADAJĄ. MACIEREWICZA OSZUKUJE DILER.

c5gb3cewqaadc_f

W 2007 r. rząd PiS zbojkotował konferencję bezpieczeństwa w Monachium, gdy Władimir Putin groził Zachodowi zimną wojną. – Gdyby tam był Jarosław Kaczyński, to mogłoby dojść do rękoczynów z Putinem – tłumaczył absencję ówczesnego premiera Marek Kuchciński. Coś w tych słowach było proroczego, bo w tym roku, gdy politycy PiS stawili się w Monachium silną grupą, emocje sięgnęły zenitu.Szef MSZ Witold Waszczykowski ściął się publicznie z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem – Holendrem znienawidzonym przez „dobrą zmianę” za to, że nadzoruje procedurę monitorowania praworządności w Polsce.

Do Monachium od pół wieku najważniejsi politycy, dyplomaci i eksperci przyjeżdżają dyskutować o bezpieczeństwie zachodniego świata. W tym roku ta kwestia jest paląca. Nie wiadomo bowiem, czy Ameryka pod rządami prezydenta Trumpa nie wycofa się z Europy.

Co miał o tym do powiedzenia minister obrony Antoni Macierewicz? Ano tyle, że „zamach” w Smoleńsku był etapem rosyjskiej agresji, tak jak wojna w Gruzji czy aneksja Krymu. Wcześniej wzywał NATO, by pomogło wyjaśnić, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r., choć Sojusz przyczyn katastrof lotniczych nie bada.

Politykę zagraniczną nieustannie miesza z wewnętrzną Jarosław Kaczyński. Trafił ostatnio na nagłówki gazet, gdy okazało się, że straszył Angelę Merkel podczas jej wizyty w Warszawie możliwym żądaniem ekstradycji Donalda Tuska. Merkel chciałaby, by przewodniczący Rady Europejskiej pozostał na tym stanowisku następne dwa i pół roku. Kaczyński zaś widzi Tuska przywożonego do Warszawy w kajdankach wojskowym samolotem…

Kaczyński nie jest pierwszym przywódcą partyjnym, który lekceważy dyplomację. Co do występów szefa MON – szkoda słów. Ale rolą ministra spraw zagranicznych jest dbać o reputację kraju, dyplomatycznie zacierać złe wrażenie. Waszczykowski tego nie potrafi. Gdyby w piątek trzymał nerwy na wodzy, nie myślał o tym, jak wypadnie w „Wiadomościach” TVP, czy o tym, co powie Kaczyński. Gdyby zachował się jak dyplomata.

Timmermans jakby tylko czekał na okazję. Podczas dyskusji z Waszczykowskim wspomniał październikowy strajk kobiet w Polsce, mówił o niezależności sędziów. Gdy polski minister wypomniał mu brak sądu konstytucyjnego w Holandii (funkcję tę pełni tam rada państwa), z uśmiechem odpowiedział, że skoro polska konstytucja przewiduje trybunał, to rząd nie powinien go niszczyć. Skrytykował też obraźliwe i nierzeczowe odpowiedzi polskiego rządu na zalecenia Komisji Weneckiej.

A gdy Waszczykowski prosił, by pozwolić Polakom przestrzegać ich konstytucji, „a nie waszej wizji konstytucji”, Timmermans odparł, że niczego innego od Polski i dla Polski nie chce.

Spektakl ten przypomniał siedzącym na sali głowom państw, szefom rządów, ministrom, na czym polega spór między Unią a rządem PiS i jakie skutki może mieć dla Europy. I że ten trwający od roku konflikt trzeba wreszcie rozwiązać.

c5gj-7qwyaesjen

Waldemar Mystkowski pisze o TVP, które nie powiadomiło widzów, że Agnieszka Holland zdobyła wielką nagrodę filmową.

KACZYŃSKI COFA POLSKĘ DO LAT DZIECIŃSTWA. DO WSZYSTKICH KOSZMARÓW, KTÓRE WTEDY POLSKĘ RUJNOWAŁY.

c5givokwqaa5_if

PiS zmniejsza Polaka i obywatela

pis-zmniejsza

Zanadto nie martwi mnie, że PiS sekuje kulturę, odmawia pieniędzy na dzieła ważne dla substancji duchowej narodu. One tak czy siak zostaną dowartościowane, kultura zawsze była niezależna od źródeł finansowania, może dlatego tak często wybitni twórcy ubodzy.

PRL bał się twórców, starał się ich podporządkować, łożył pieniądze, a ci – oprócz integralnych akolitów – mieli zupełnie inny światopogląd, niż zadekretowany. Dlatego nie zanadto obrażam się na Piotra Glińskiego, iż podzielił pieniądze na wsparcie przedsięwzięć kulturalnych wśród twardych pisowców i katolików, bo oni nie są w stanie wznieść ponad przeciętność. Będziemy mieli gnioty typu film „Smoleńsk”, którego nikt nie chce oglądać, bądź ten rydzykowy „Zerwany kłos”.

Martwi mnie przekaz do społeczeństwa, do odbiorców. To jest najbardziej krucha materia, bezbronna, gdy zwalczana jest kultura (o w tym kontekście nie boję się nazwać: kultura narodowa, bo taką jest wszystko, co stwarzane jest w narodzie, arcydzieła i kicze). Część odbiorców będzie pozbawiona obrazu polskiej kultury aktualnie powstającej, będzie pozbawiona tych drożdży, które pozwalają uczestniczyć w dialogu z nowymi zjawiskami społecznymi, kulturowymi. I nie chodzi nawet o aktywne zajęcie głosu, ale o świadomość, iż coś takiego się dzieje.

PiS uderza w duchowość polskiego społeczeństwa, zubaża Polaków. Metaforycznie można to opisać, iż pozbawia części Polaka w Polaku, w obywatelu obywatela. Władza PiS zmniejsza ludzi, trawestując: „Prezesie, zmniejszyłem wyborców” – mógłby zameldować Jacek Kurski. I taka dokonuje się operacja zmiany, „dobrej zmiany” w mediach pisowskich. Zmienia się z normalnego na „dobre”, na małe, wówczas zrozumiałe dla prezesa i jego akolitów.

Agnieszka Holland odnosi sukces na festiwalu filmowym w Berlinie zdobywając „Pokotem” Srebrnego Niedźwiedzia, w mediach tzw. narodowych do tego stopnia zmniejszyli ten sukces, że w ogóle nie poiformowano o nim. Za duży to sukces, przerasta ich. Oczywiście, że w innych mediach informacja została podana, bo jeszcze nie mamy cenzury, ale część odbiorców , nawet tych najbardziej biernych, została przefasowana na pisowską małość, na zmniejszenie. Dużo, niedużo? Może to tylko milimetr, ale w kulturze to czasami dużo.

Na to się oburzam, na to, że zmniejszają Polaków. Beata Szydło może nie lubić genialnej „Idy” Pawlikowskiego, nawet to rozumiem, bo sama dawno została zmniejszona i nie wróżę jej powrotu do normalności, więc „Ida” będzie poza jej zasięgiem, ale dlaczego zmniejszają wielu młodych Polaków nieświadomych tej operacji zmniejszania?

ILU JESZCZE POSŁÓW PiS TAK KŁAMIE???

c5gdoomwqaeanoa

NA WAWEL LIMUZYNĄ, DO DOMU SAMOLOTEM – „PRACA I POKORA” W PAŃSTWIE PiS

c5ga2g8xuaedxap

Kleofas Wieniawa pisze o międzynarodowej dedradacji Polski pisowskiej.

polska-pisowska

Czy politycy PiS uświadamiają sobie, iż doprowadzili do sytuacji zdegradowania Polski do drugiej ligi. Może mają oczy dookoła głowy, bo rozumu raczej nie mają tak usytuowanego.

Podczas 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium zasłynął najbardziej Witold Waszczykowski, który jak Reytan bronił dewastacji demokracji i prawa w Polsce przed mieszczaninem – w dobrym znaczeniu – wiceszefem Komiji Europejskiej Holendrem Fransem Timmermansem.

Otóż Waszczykowski odkrył z właściwą mu emfazą, iż w Holandii nie na Trybunału Konstytucvyjnego. Ale ten niezbyt lotny dyplomata nie odkrył, że w tym kraju żadnemu politykowi nie przyjdzie do głowy, aby łamać konstytucję. Holandia ma jedną z najbardziej utwardzonych demokracji i może być przykładem dla całego świata zachodniego, włącznie z krajami anglosaskimi.

Zaś Andrzej Duda nie spotkał się z wiceprezydentem USA Mike’m Pencem, bo już z Dudą niewielu chce sie spotykać. Nie jest żadnym partnerem, a wydawałoby się, że do Jankesa nie jest tak trudno dotrzeć, bo nie nazbyt wielu było prezydentów w Monachium. Duda zaś mógł usłyszeć z ust Pence’a, iż światowym bohaterem walki z komunizmem jest Lechem Wałęsa. Wyobrażam sobie jak w tym momencie Duda zrobił swoją minę papuśnego zdziwienia.

Był jeszcze Antoni Macierewicz w stolicy Bawarii, ten niestety ma renomę taką, na jaką zasługuje także w kraju, ministra od zamachu smoleńskiego. Zawsze w takich wypadkach polscy ministrowie obrony spotkali się z sekretarzem obrony USA, ale nie Macierewicz.

Spadamy we wszystkich klasyfikacjach, w Unii Europejskiej w połowie marca dowiemy się z „białej skiegi” kierunku reform, którą przedstawi Komisja Europejska, zostaliśmy zdegradowani do ostatniej prędkości integracji, bo takie zostaną wyznaczone krajom członkowskim. Nie będziemy sami, bo z Węgrami.

Może już nawet nie jesteśmy w drugiej lidze, ale w trzeciej, dzieki takim złamanym ludziom i politykom, którzy niewiele mają do powiedzenia, jak Waszczykowski, Duda, Macierewicz.

PAŃSTWO PiS, PONAD PRAWEM

c5dxn1xwcaehodg

MA RACJĘ?

c5dwy1rxaauv-v

>>>

DOKŁADNIE TO SAMO ROBIĄ Z POLSKĄ…

c4von6uwaaav3hc

GENIALNY TEKST. PRZEKAZUJCIE GO DALEJ. NIECH CAŁA POLSKA PRZECZYTA. TEN POST JEST TEGO WART.

c4xu6flweaeau-k

Bartosz T. Wieliński („Wyborcza”) pisze o kompromitującym występie Mateusza Morawieckiego w niemiekciej telewizji. W Polsce zamrożono postkomunizm, Andrzej Rzepliński to nie sędzia, ale polityk, a większość mediów jest w rękach jednej grupy – to tezy wywiadu wicepremiera Mateusza Morawieckiego dla Deutsche Welle.

morawiecki

To nie był wywiad, z którego wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki mógłby być zadowolony. Od pierwszego pytania zadanego przez prowadzącego cykliczną audycję „Conflict Zones” Tima Sebastiana Morawiecki był w narożniku. Odpowiadał słabym angielskim, dawał sobie przerywać. A Sebastian nacierał. Wicepremiera robiło się żal.

Na Twitterze już czytam wypowiedzi, że znany brytyjski dziennikarz (w 1979 r. był korespondentem BBC w Warszawie) zachowywał się arogancko i agresywnie. Ale taki jest styl wywiadów Sebastiana z najważniejszymi politykami Europy. W 2015 r. w podobny sposób traktował Radosława Sikorskiego, ówczesnego szefa polskiej dyplomacji, pytając go m.in., kiedy dowiedział się o tajnych więzieniach CIA.

Tyle że Sikorski potrafił dać mu odpór. Morawiecki, choć jest jednym z głównych graczy w rządzie Beaty Szydło, na takie starcie był zupełnie nieprzygotowany. Powtarzał slogany żywcem wyjęte z przekazów dnia PiS. A pod koniec wywiadu, nieco błagalnym głosem, zaapelował do dziennikarza, by „nie czytał jedynie liberalnych mediów”, tylko inne. – Audiatur et altera pars – cytował przy tym rzymską maksymę o tym, by słuchać też drugiej strony.

Czechom i Niemcom pozwolono na dekomunizację

Sebastian rozmowę zaczął od sporu o wygaszenie przez PiS Trybunału Konstytucyjnego i wszczętej przez Komisję Europejską procedury w sprawie łamania przez Polskę praworządności. Morawiecki w odpowiedzi narzekał, że Polska nie jest traktowana sprawiedliwie. Bo Czechom i Niemcom 25 lat temu pozwolono
zrobić dekomunizację, m.in. na uczelniach, a gdy teraz robi to Polska, to Europa protestuje. – Trzeba stosować te same standardy dla wszystkich – mówił.

Dziennikarz przypomniał, że Komisja Europejska zarzuciła Polsce systematyczne łamanie praworządności. Morawiecki w odpowiedzi utyskiwał, że Komisja milczała w sprawie zeszłorocznej nocy sylwestrowej w Kolonii, gdzie jego zdaniem politycy i media tygodniami ukrywali, że doszło do molestowania kobiet przez muzułmańskich uchodźców (w rzeczywistości o wydarzeniu poinformowano z kilkudniowym opóźnieniem, a skandal z tego powodu zatrząsł krajem). – Unia Europejska zupełnie
nie rozumie sytuacji – mówił dalej polski wicepremier, wyliczając, że w Szwajcarii, Luksemburgu i Holandii nie ma trybunałów konstytucyjnych.

Sebastian zacytował wówczas byłego prezesa TK prof. Andrzeja Rzeplińskiego, który mówił, że PiS chce trybunał zniszczyć. Morawiecki odpowiedział na to, że Rzepliński to nie sędzia, ale polityk. I dodał, że w wyborach w 2015 r. społeczeństwo po raz pierwszy tak mocno wyraziło poparcie dla „innych rozwiązań”. – Cały establishment polityczny, gospodarczy, prawniczy nie został zmieniony w latach 90. Broni starego reżimu – tłumaczył wicepremier. A gdy Sebastian cytował krytyczne słowa rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, oświadczył, że jest on „w awangardzie starego establishmentu” i jest „politycznie skażony”.

Okres burzy i naporu

– Każdy, kto jest przeciwko wam, jest politycznie skażony – ironizował dziennikarz. Morawiecki powiedział wówczas, że 99 proc. „naprawdę rozumiejących politykę w Polsce” zgodzi się z jego oceną Bodnara. – On jest lewicowcem – ocenił wicepremier.

– Jeśli rozmawia się (o Polsce) bez uprzedzeń, zrozumie się, że w Polsce postkomunizm był przez 25 lat zamrożony, a teraz zaczął się okres burzy i naporu (Morawiecki użył tu niemieckiego określenia Sturm und Drang) i teraz jest inne podejście do różnych kwestii – wyjaśniał.

Na pytanie o przejęte przez PiS media publiczne i zwolnienie ponad 200 dziennikarzy Morawiecki odpowiedział sloganem prawicowych publicystów. Zapytał, dlaczego tolerowano podobne praktyki za czasów poprzednich rządów. – Robimy 25 proc. tego co nasi poprzednicy – mówił, utyskując, że 95 proc. mediów w Polsce jest w rękach jednej grupy. Podkreślał, że międzynarodowe instytucje finansowe rząd PiS chwalą za program socjalny. – Szliśmy w kierunku systemu oligarchicznego. To nie był dobry kierunek – mówił.

Gdy Sebastian pytał o niechęć Polski do przyjmowania uchodźców, cytując przy tym apele papieża Franciszka, Morawiecki opowiadał o setkach tysięcy uchodźców z Ukrainy, których Polska przyjęła. Jednak o tym, że status uchodźcy polskie władze w zeszłym roku przyznały jedynie 97 Ukraińcom, już nie wspomniał.

Gdy dziennikarz drążył temat ataków na cudzoziemców, Morawiecki twierdził, że sytuacja w Niemczech jest gorsza. Podkreślał, że z sondaży wynika, że w Polsce ludzie czują się bardziej bezpieczni, a w Europie Zachodniej jest na odwrót. Zaś pytany o demonstracje KOD Morawiecki wypominał, że Zachód w ogóle nie zauważył gigantycznych demonstracji PiS, które miały miejsce trzy lata temu. Wówczas przeciwko rządom PO miały protestować setki tysięcy ludzi. – Nie demonstrują dziesiątki tysięcy. Zresztą nie widziałem ich od sześciu miesięcy. To znak, że demokracja w Polsce działa – mówił wicepremier.

Prawo nie jest święte

Sebastian pytał też o próby zaostrzenia ustawy aborcyjnej, które wywołały ogólnopolski protest kobiet. Morawiecki przekonywał, że rząd nie miał z tym nic wspólnego, gdy był to projekt „radykalnego NGO”. A ponieważ PiS obiecał, że każda obywatelska inicjatywa ustawodawcza będzie rozpatrzona, musiał dotrzymać słowa i się wnioskiem o zakazanie aborcji zająć. – To nie był projekt rządu ani parlamentu. Ustąpiliśmy – mówił.

A na koniec Sebastian cytował ojca wicepremiera, Kornela Morawieckiego, który w 2015 r. w Sejmie powiedział, że „prawo nie jest święte, nad prawem jest dobro narodu”. Morawiecki tej tezy bronił, twierdząc, że są rzeczy ważniejsze od prawa, takie jak ludzkie życie czy bezpieczeństwo. Tłumaczył, że w nazistowskich Niemczech prawo było skrupulatnie przestrzegane, a po wojnie, podczas procesu norymberskiego, niemieccy zbrodniarze tłumaczyli, że działali zgodnie z prawem. Sebastian skwitował tę uwagę, mówiąc, że Polska nie jest nazistowskimi Niemcami.

– Nie tylko prawo, ważna jest też sprawiedliwość. W Polsce przez 25 lat transformacji mieliśmy bardzo mało sprawiedliwości. A źli ludzie zasłaniali się prawem – mówił wicepremier Morawiecki.

– Wasi krytycy mówią dokładnie to samo teraz – podsumował dziennikarz Deutsche Welle.

ŚWIATOWEJ SŁAWY POLACY MÓWIĄ PRAWDĘ O PAŃSTWIE PiS. Przekupiona przez 500+ „Polska B” Kaczyńskiemu na to pozwala…

c4txtwowyaa_sy1

CAŁA PRAWDA O PiS. PRZECZYTAJCIE WIĘCEJ TUTAJ:

c4ybcvjwcaek1ux

Powiedział, że Macierewicz nie wierzy w zamach. Teraz idzie dalej. „Satysfakcję daje mu niszczenie ludzi i obserwowanie ofiary”

powiedzial

CAŁA POLSKA JEST DUMNA Z KAPRALA. NO… PRAWIE CAŁA 🙂 Reszta go nienawidzi.

c4yturjwaaapdo7

– Znam wiele relacji o niemal sadystycznych zachowaniach Macierewicza, jak z uśmiechem na ustach oznajmia zwalnianym oficerom, że już nigdy nie wrócą do służby, że on już o to zadba – mówi gen. Piotr Pytel, były szef SKW serwisowi Polityka.pl.

– Przy całym swoim „szaleństwie” – w sensie wyłącznie potocznym – Macierewicz postępuje racjonalnie, np. ostrożnie podpisuje dokumenty – stwierdził gen. Piotr Pytel, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego w rozmowie z Piotrem Pacewiczem z Polityka.pl. Pytel w poniedziałek w „Kropce nad i” powiedział, że minister obrony nie wierzy w zamach w Smoleńsku.

– Przypominam sobie fragment naszej rozmowy, kiedy zostałem do niego wezwany. Powiedział do mnie tak: „przecież pan jest inteligentnym człowiekiem. Pan zdaje sobie sprawę w sposób oczywisty, że zamach smoleński to tylko narzędzie polityczne” – relacjonował były szef SKW w programie Moniki Olejnik. – Z kontekstu wypowiedzi mogłem wywnioskować, że pan Macierewicz nawet nie wierzy w zamach – dodał.

„Cechuje go raczej tzw. osobowość niedojrzała”

W środę w serwisie Polityka.pl generał powiedział, że do rozmowy z szefem MON doszło przed 19 listopada 2015 r., po złożeniu przez niego rezygnacji. – Nie jest zaburzony w sensie klinicznym, cechuje go raczej tzw. osobowość niedojrzała, z silnie psychopatycznym rysem. To dlatego tak chętnie współpracuje z ludźmi młodymi, bez doświadczenia – dodał Pytel, absolwent psychologii UJ.

– Znam wiele relacji o niemal sadystycznych zachowaniach Macierewicza – powiedział też były szef SKW. – Jak z uśmiechem na ustach oznajmia zwalnianym oficerom, że już nigdy nie wrócą do służby, że on już o to zadba. Jednym zastrzyk adrenaliny daje skok na spadochronie, Macierewiczowi satysfakcję daje niszczenie ludzi i obserwowanie ofiary – ocenił Pytel.

Z kolei OKO.press prześledził, co o katastrofie smoleńskiej publicznie mówił przez lata Macierewicz. Wynika z tego jedno: zawsze twierdził, że doszło tam do zamachu. W 2011 r. mówił o mgle, rok później o eksplozji. W 2013 r. stwierdził, że ”relacje o tym, że trzy osoby przeżyły, są wiarygodne”, a w 2016 r., że „samolot zaczął rozpadać się w powietrzu dużo przed brzozą”.

 „Misiek musi mocno trzymać Antoniego za jaja”. CAŁA POLSKA SIĘ ŚMIEJE. Straszenie Polaków to jeszcze większa farsa.
c4uuw9uxaaapkli

Waldemar Mystkowski pisze o Macierewiczu w Brukseli.

PO MĘSKU, KRÓTKO I DOSADNIE. SZACUNEK. SZKODA ENERGII NA WIĘCEJ.

c4up6qnxaaa_l8o

Macierewicz Smoleńskiem zaraża NATO

Antoni Macierewicz wśród polityków PiS zajmuje osobne miejsce, osobne łóżko. Były szef Służby Kontrwywiadu gen. Piotr Pytel twierdzi, że minister obrony nie wierzy w zamach smoleński, to dla niego tylko „narzędzie polityczne”. Pytel mógł dłużej obserwować Macierewicza i wychodzi mu, że może nie jest on okazem klinicznego wariata, ale ma skłonności sadystyczne, które objawiają się np. przy dymisjonowaniu wojskowych i emfatycznym zapewnieniu, że „on (Macierewicz) o to zadba, że już nigdy nie wrócą do służby”.

Inne spostrzeżenie generała Pytla też wydaje się właściwe, iż tacy osobnicy otaczają się młodymi ludźmi (Misiewicz i podobne Misie-Pysie), bo sam minister jest niedojrzały, a z taką wybraną młodzieżą powstają relacje mające silny psychotyczny rys. Macierewicz nie zrealizował się jako czlowiek, więc u niego przekłada się to na silne bodźce przemocy, tak jak u księży brak seksu znajduje ujście w przemocy pedofilskiej w stosunku do dzieci. Kompleksy samoistnie nadrabiają zaległości, które widać u takich „wodzów”, gdy przemawiają: podnoszą brodę, a język, jakiego używają jest przerysowany, dla postronnych – groteskowy. Macierewicz jako aktor mógłby grać Duce, tak mu dobrze wychodzi fuererowanie.

Inni nie powinni jednak wchodzić z takimi osobnikami w relacje służbowe (oprócz: lekarz – pacjent), ale polityka wydaje się być wyjątkiem, bo jest ona pełna osób innych niż przeciętnie usposobnieni – w sensie pozytywnym, ale niestety i negatywnym. Macierewicz raczej nie należy do osób wzorcowych, jest przykładem który niszczy otoczenie i innych niż on. Za obiektywne uznaje swoje kompleksy, stwarza świat alternatywny i takież wartości zastępcze.

Gdy doszło do katastrofy smoleńskiej, Macierewicz i jego przełożony Jarosław Kaczyński, nie zdali się na fachowców i specjalistów, ale na własne mniemanie, które zostało przekute w potężne narzędzie polityczne. Do tego stopnia, że dzisiaj rządzą i niszczą Polskę.

Macierewicz właśnie w kwaterze głównej NATO wziął udział w spotkaniu ministrów obrony krajów Sojuszu i jakby w odpowiedzi na własne problemy wokół smoleńskie w kraju zakomunikował, iż o „tragedii smoleńskiej” rozmawiał z naczelnym dowódcą sił NATO w Europie, amerykańskim generałem Curtisem Scaparrottim i ministrem obrony Wielkiej Brytanii Michaelem Fallonem.

Pamiętajmy, że to są jego słowa, które już na etapie komunikacji z dziennikarzami noszą charakterystyczne oczekiwania partykularne („najwyższy czas”): „Wydaje się, iż najwyższy czas, żeby NATO włączyło się do wyjaśnienia tej sprawy, do wsparcia Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która w tej materii działa, i uzyskałem taką zapowiedź, zarówno ze strony pana generała Scaparrottiego (…), jak i pana Michaela Fallona”.

Zatem Macierewicz rozmawiał, ale niekoniecznie jego dialog skupiał się na katastrofie moleńskiej. Wszak tego nie sprawdzi się, a wysoko postawieni interlokutorzy nie muszą pamiętać. Ta metoda dialogów alternatywnych (czyli do których nie doszło) cechuje Jarosława Kaczyńskiego i nie mniej dotyka Macierewicza. To może nie są te schizoidalne obce głosy, ale bl;isko nich się klasyfikujące.

Macierewicz w ten sposób otwiera kolejną dla siebie furtkę czasu: NATO. Trochę potrwa, gdy na konferencjach prasowych będzie komunikował, że to i to załatwił. Przede wszystkim będzie czekał na informacje, jakie mają posiadać NATO i kraje członkowskie Sojuszu. Otwiera się bardzo szeroka brama interpretacji, bo żadnych oryginałów nie dostanie, a tylko jakieś omówienia, bądź interpretacje. Macierewicz w tym jest dobry i u niego karambol zamienia się w kolizję, a katastrofa w zamach.

Kaczyński na kolejnych miesięcznicach oznajmiać będzie, że prawda jest tuż tuż – tak od siedmiu lat nadeptuje na ogon prawdy, a Macierewicz wzniesie brodę wyżej mokrofonu i da nam relację ze swojej rzeczywistości alternatywnej. A Polska będzie coraz bardziej gnić.

CZY KASIA SZUTKOWSKA MA RACJĘ?

c4uonruxuam7ep7

ŚPIEWAŁ „I dziwne jest to, że…człowiekiem gardzi człowiek.” SKOŃCZYŁBY DZIŚ 78 LAT… A JEGO SŁOWA SĄ AKTUALNE JAK NIGDY.

c4xvtxlwyaa2k9q

>>>