Posts Tagged ‘Beata Szydło’

Zmarły senator McCain a Morawiecki i Szydło

Pisarze, w ogóle artyści, mogą liczyć, że po śmierci zostaną docenieni. Acz ich samych martwych średnio ta perspektywa grzeje. Politycy po śmierci są raczej rozliczani, a tylko bardzo niewielu może liczyć na pomniki, niektórzy pod szczególnym warunkiem, iż brat dyktatorek za pomocą swoich akolitów wtryni pomniki swego brata bliźniaka, które i tak kiedyś zostaną zburzone.

Zmarły amerykański senator John McCain prezydentem nie został, tak jak zdarza się – całkiem często – iż genialny pisarz nie dostanie Nobla. O mało którym polityku można powiedzieć w jednym ciągu: bohater wojenny i mąż stanu, a na dokładkę przyjaciel Polski i nasz orędownik w NATO, ale nie bezkrytyczny. I o tym krytycyzmie zmarłego senatora do obecnie rządzących w Polsce chcę kilka słów napisać.

Premier Mateusz Morawiecki w zdystansowanym wpisie na Twitterze pożegnał się z McCainem: „Z żalem przyjmuję wiadomość o śmierci Johna McCaina. Odszedł prawdziwy amerykański patriota i sprawdzony przyjaciel Polski. Niestrudzony strażnik wolności i demokracji, człowiek zasad w polityce. RIP”.

I to różni Morawieckiego od McCaina, iż Amerykanin był strażnikiem wolności i demokracji, a Morawiecki w imieniu swego prezesa demokrację w kraju demoluje i to w sposób iście brunatny, stawiając naród ponad prawem. Morawiecki to kolejne nieszczęście naszego życia publicznego, z którym musimy się zmagać.

McCain nie zajął głosu ws. Polski w czasie, gdy premierem został Morawiecki, ale wcześniej był aktywny i medialnie słyszalny. Pisał w lutym 2016 roku do Beaty Szydło wraz z innymi dwoma senatorami amerykańskimi w sprawie niedemokratyczych zmian, zagrażają one „niezależności sądu konstytucyjnego i niezależności mediów w Polsce oraz podważają rolę Polski jako demokratycznego modelu dla innych krajów regionu”.

Rząd Polski został wezwany do „respektowania podstawowych zasad Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie oraz Unii Europejskiej, w tym szacunku dla demokracji, praw człowieka i rządów prawa, które uczyniły Polskę silnym członkiem demokratycznej wspólnoty i mocnym sojusznikiem USA w samym sercu Europy Środkowej”.

Szydło wówczas odpowiedział w stylu typowo pisowskim, iż Amerykanie nie znają naszej rzeczywistości i nie wiedzą, co piszą.

McCain nie zraził się tym, że pisowska premier jest impregnowana na rozum, w czerwcu 2016 napisał list już tylko w swoim imieniu do jednego z mediów w Polsce, do TVN24 Bis: „Mam nadzieję, że polski rząd powróci do wartości leżących u podstaw naszego sojuszu. Kary przeciwko Polsce nie są ani w interesie jej, ani Europy, ani Stanów Zjednoczonych”.

Senator był zaniepokojony rozpoczęciem unijnej procedury przeciwko Polsce oraz nieuszanowaniem rządu PiS dla opinii Komisji Weneckiej. „Będę kontynuował walkę o ochronę wartości demokratycznych w Polsce i na całym świecie”

Dlatego Morawiecki tak oschle napisał o zmarłym senatorze USA, bo McCain jako wpływowa postać był niewygodny do niedemokratycznych i reżimowych dążeń PiS. W polityce – jak w każdej dziedzinie – daje się odczuć poczucie straty przyjaciela, ale też łatwo można odczytać, kto zaciera ręce z radości, bo ubył mu krytyk.

A Morawiecki – jak trafnie diagnozuje w nowym „Newsweeku” psychiatra i psychoterapeuta prof. Bogdan de Barbaro – jest tym, który „stwarza zagrożenie dla zdrowia psychicznego społeczeństwa”. Pod władzą PiS Polacy mają problemy z głową.

Reklamy

KRÓL, JEGO FRAUCYMER I ZAKUTE ŁBY

Jak nazwać tego króla? Był wszak już Łokietek – rozmiarów łokcia – wychodzi, że prezes PiS to król Kolanek.

Pierwszy stary garnitur rządu PiS, namaszczony przez „króla” Jarosława Kaczyńskiego, zużył się. Był tyle warty, co słynny „sukces” 1:27 odniesiony przez Beatę Szydło w Brukseli. Zużyci ocierają pot z czoła i idą po swoje do Brukseli, bo im „się należy”. Szydło w radiowej Trójce stwierdziła: – „Rozważam taką możliwość i nie robię też z tego tajemnicy”.

W ciągu kadencji można zarobić ok. 2 mln zł, do tego nikt nie będzie zmuszał, aby te frukta i nagrody oddawać na Caritas. Zresztą niewiele wiemy o tym oddawaniu, acz powinny nagrody wrócić do budżetu, a nie do innej kasy, skąd nie wyszły.

Szydło w Brukseli może więcej wydać na wizażystkę, bo taką zatrudni jako asystentkę. Chyba ją „król” wyśle do tej Brukseli, który podobno jest jeden („Król jest jeden”).

Zastanawiam się, jak nazwać tego króla. Był wszak już Łokietek – rozmiarów łokcia – wypada, że prezes to król Kolanek (chory na kolano, z którego wstaje). Szydło nie jest sprawna językowo, warto jednak wsłuchiwać się w jej mowę, bo to jest jej wartość dodana, nieuświadomiona, mówi to, co rozumie. A rozumie działanie państwo feudalnego, królewskiego.

Tak też rozumiane jest prawo, które wprost zostało zdefiniowane przez niekonstytucyjną Krajową Radę Sądownictwa. Uwagi pisowskich sędziów zgłoszone do projektu ustawy o związkach partnerskich brzmią następująco: – „RP to nie jest demokratyczne państwo prawne liberalne. To jest państwo osadzone w kulturze chrześcijańskiej”.

To jest nawet feudalizm sprzed Odrodzenia, lecz ze Średniowiecza. I nie bądźmy zdziwieni, że była premier głosi takie androny, nie mając pojęcia o temacie. Kazali, więc buzię otworzyła i recytuje.
Wraz z Szydło pewnie na „zasłużoną” synekurę do Brukseli udadzą się inni, jak Jurgiel, Waszczykowski, Szyszko, Kempa, Kuchciński, może i taki Błaszczak, który jest przerzucany z resortu do resortu, jak gorący kartofel, bo nic nie potrafi. Pożytku z nich nie będzie tam żadnego, lecz nie pożytku po nich się spodziewamy.

Zaś nowy garnitur rządu PiS już się zużywa. Mateusz Morawiecki jest pozornie tylko lepszy od Szydło, używa języka komuchów, zero konkretów, mowa-trawa jak towarzyszy z głębokiego PRL-u gomułkowskiego. Właśnie ogłosił w Budapeszcie sukces Grupy Wyszehradzkiej w polityce antyuchodźczej: – „W obszarze związanym z uchodźcami mówiliśmy jednym głosem. My do klubu przyjaciół relokacji uchodźców nie należymy i nie zamierzamy w tym procesie brać udziału”.

Unia Europejska na PiS nie może liczyć. Na jakąś rechrystianizację, krucjatę owszem. O feudalnych głowach zwykło się mówić, że to zakute łby. I tak jest na dworze króla Kolanka.

Beata Szydło: tapeta i tupet

Bywa, że politycy politykę traktują, jak modele i modelki pracę na wybiegu. Tę cechę można było dawno zauważyć u Beaty Szydło. Jej fizjonomia sprzed kariery premiera rządu i w czasie bardzo, ale to bardzo się różniły. I wcale nietrudne było wskazać – dlaczego. Na twarzy Szydło miała kilogramy tapety, niewiele mniej niż Jack Nicholson w „Batmanie”.

Dlaczego Szydło godziła się być klownem? A czy jej kwestie z konferencji prasowych nie były rodem ze skeczów cyrkowych, włącznie ze słynnym „sukcesem” 1:27, gdy to śmiechem powaliła na dechy rodaka Donalda Tuska. Ten witz przejdzie do annałów politologicznych wraz z jej nazwiskiem, choć autorem jest jakiś pożal się boże pijarowiec.

W porządku, chciała Szydło być klownem o twarzy Batmana! Jej broszka. Dlaczego jednak tapeta na jej twarzy była taka droga. Przecież w Hollywood za tę usługę nie płaci się aż tyle. Z naszych pieniędzy w 2017 roku poszło 167 tysięcy zł, a w ciągu czterech dni grudnia tego samego roku za jedną usługę z budżetu za twarz Szydło zapłacono „tylko” 49 tys. zł.

Twarz Szydło jest jej gębą, ale politykom nie płacimy za to, aby byli klownami. Chce się gościówa wygłupiać – proszę bardzo – ale z własnego portfela niech pokrywa to ośmieszenie.

Tapeta ma się dobrze onomatopeicznie z tupetem Szydło, składa się w fajny dublet jej charakteru: tapeciara i tupeciara. Szydło w sobotę w Będzinie była powiedzieć matce niepełnosprawnej 30-letniej córki, głęboko upośledzonej, iż „nie ma bardziej wrażliwego rządu” niż rząd PiS.

Ależ tupet! Jeżeli zestawi się z mantrą – w psychologii nazywa się to echolalia, pacjent na okrągło ględzi to samo – „poprzedni rząd, który przez 8 lat nic nie zrobił w tej sprawie”, z którą wszak nie zawitała ani razu do protestujących niepełnosprawnych przez 40 dni w Sejmie, obraz Szydło się domyka: jaka to marna osóbka.

Nie wpadnie do głowy pani Szydło – jako rzekłem tapeciary i tupeciary – że poprzedni rząd doprowadził do takiej sytuacji, iż PiS może na lewo i prawo rozdawać szmal, czym zresztą partia Kaczyńskiego doprowadza finanse państwa do ruiny, obraz Polski też jest w rozsypce. Niestety, na wizerunek kraju nie można nałożyć tapety, jaką sobie nakłada Szydło.

4 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Znamienny dzień dla PiS z programem Knot+

Poniedziałek, 23 kwietnia 2018 roku, może uchodzić za dzień znamienny dla władzy PiS. Ekstrakt, esencja kaczyzmu Mateusz Morawiecki, aby wyprzedzić wypadki, zaprezentował napisany na kolanie tzw. projekt ustawy Dostępność+, który miał pierwotnie dotyczyć grupy seniorów, został naprędce poszerzony o niepełnosprawnych. W piątek premier sam się ośmieszył w rozmowach z protestującymi opiekunami niepełnosprawnych i niepełnosprawnymi w Sejmie, a teraz odkuwa się – i jeszcze gorzej ośmiesza.

Morawiecki robi to w swoim niefortunnym stylu – pokraczności. Podczas prezentacji kolejnego Bubla+ jako widzów wziął sobie niepełnosprawnych, ale nie tych protestujących w Sejmie. Podkreślam: tego Bareja i Mrożek by nie wymyślili, a Szekspir w „Komedii omyłek” to cienki Bolek.

PiS niejako powiela PRL, stosuje zasadę zagłuszania. PRL zagłuszał Radio Wolna Europa, PiS zagłusza protesty i nagrody przyznawane sobie niezgodnie z Kodeksem Pracy, a następnie zwracane tam, gdzie nie powinny – Caritasowi. Przecież kiedyś ministrowie PiS będą musieli zwrócić nagrody do budżetu, bo z niego zostały im przelane na konta, a nie z Caritasu.

Jakby tego było mało w kwestii strajku niepełnosprawnych. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński, którego nie wiem jak określać ze względu na jego cechy osobowe – mamrot? niedołęga? – nie wpuszcza do Sejmu fizykoterapeutów i masażystów, którzy nieodpłatnie chcieli pomóc protestującym niepełnosprawnym. Kuchciński nie wyraził zgody i to on w istocie uruchomił projekt dla niepełnosprawnych Chamstwo+, Brak Empatii+. A trzymając się mniemanych wyznawanych wartości przez polityków PiS – program Antychrześcijaństwo+.

Równolegle odbywał się inny spektakl o dalekosiężnym znaczeniu. Mianowicie Donald Tusk zeznawał na procesie Tomasza Arabskiego, oskarżonego o niedopełnienie obowiązków przy organizowaniu lotu Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska. Tusk ośmieszył sam akt oskarżenia, jak i pełnomocników oskarżycieli kilku rodzin ofiar smoleńskich, które są mściwym narzędziem Jarosława Kaczyńskiego. Tusk ten funeralny absurd wywrócił na nice.

Chodzi jednak o coś zupełnie innego. Mianowicie posłuszni prokuratorzy zechcą na podstawie tego materiału skonstruować akt oskarżycielski, aby Tuska ewentualnie wyeliminować z polskiej polityki, gdy skończy mu się kadencja szefa Rady Europejskiej.

Jeszcze przed nami wiele emocji, wcale nie jest łatwo wygrać z pokraczną władzą, gdy ta ma w posiadaniu wszystkie narzędzia polityczne. Choć ta pokraczna autokracja skazana jest na wywrócenie, na zaliczenie gleby, to jednak rekordowo wiele zepsuła w kraju i na naszym obliczu – nie poddaje się. I dalej knoci, jak dzisiaj Morawiecki i Kuchciński. Dzisiaj można nazwać, iż PiS realizował swój program Knot+.

Władza zawarła porozumienie sama ze sobą ws. protestu niepełnosprawnych

Porozumienie zostało podpisane, acz nie z protestującymi, a z wyznaczonymi przez rząd PiS do podpisania.

Nikt już raczej nie wyraża wątpliwości, że z władzą PiS jest coraz ciekawiej. Politycy partii Kaczyńskiego nadają nowe znaczenia powszechnie znanym słowom, w myśl definicji klasyka: „Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”

Oto słowo kompromis osiągnęło nowe znaczenie przy okazji protestu w Sejmie opiekunów osób niepełnosprawnych. Władza PiS zawarła porozumienie sama ze sobą, a nie z protestującymi. Gdyby komuniści w sierpniu 1980 roku znali pisowskie możliwości kompromisu, to nie podpisywaliby słynnych porozumień sierpniowych z „Solidarnością”, ale z CRZZ.

Minister Elżbieta Rafalska podpisała porozumienie w sprawie pomocy osobom niepełnosprawnych ze swoim zastępcą. Organizacją działającą na rzecz niepełnosprawnych, która podpisała porozumienie z rządem, jest – ni mniej, ni więcej – Krajowa Rada Konsultacyjna działająca przy – ni mniej, ni więcej – Ministerstwie Rodziny, Pracy i Opieki Społecznej. Proste? Rząd porozumiał się z radą, którą sam wybrał w 2017.

I teraz nikt nie powie nam, że białe jest białe. Porozumienie jest podpisane, acz nie z protestującymi, ale z wyznaczonymi przez rząd do podpisania.

Politycy PiS bali się, aby dostarczyć porozumienie do protestujących, którzy dowiedzieli się, że ktoś inny został wyznaczony przez rząd, aby z nim się porozumieć. Wreszcie poszła rzecznik rządu Joanna Kopcińska i w pisowskim stylu (mordy zdradzieckie, kanalie) nazwała niepełnosprawnych „nieszczęściem”.

To mniej więcej tak, jak mężczyzn o wzroście 160 cm nazywano by kurduplami, karłami, krasnalami. Więc nie dziwmy się, że protestujące matki odpowiedziały rzeczniczce Kopcińskiej, że „nasze dzieci nie są nieszczęściem”, bo miłość nie jest nieszczęściem.

Okazuje się, że PiS jest dobry w dialogu samego ze sobą, a w zasadzie w monologu, gdyż co powie prezes, to wszyscy jego akolici powtarzają. Nie łudzę się, że ten kompromis został wykoncypowany w gabinecie w gmachu przy Nowogrodzkiej. Bo mógł go wymyślić ktoś, kto rodaków nazwał kanaliami, gorszym sortem, mordami zdradzieckimi, a wysłana przez ktosia Kopcińska „nieszczęściem”.

Władza na majówkę, a protestujący do walki o godne życie

Prestidigitatorom od „dobrej zmiany” ktoś śmiał zakłócić dobre samopoczucie.

Gdyby w tych dniach Hubert Urbański w „Milionerach” TVN zadał pytanie uczestnikowi teleturnieju, dlaczego protestujący przed Sejmem domagają się dymisji Krzysztofa Michałkiewicza, mógłby zobaczyć zdziwienie na obliczu pytanego, kto to zacz. Minę godną Andrzeja Dudy.

Kto to jest ten Michałkiewicz? A to gościu, który jest pełnomocnikiem rządu ds. osób niepełnosprawnych. Taki ktoś do Sejmu zamiast teczki powinien chodzić z karimatą, a może nawet mieć spakowany wigwam bezśledziowy i być druhem protestujacych osób niepełnosprawnych i ich matek. Na kuchence spirytusowej przygotowywać im ciepłe posiłki, a samemu gryźć suchary. Znając jednak polityków PiS, należy raczej się zastanawiać, ile dostał Michałkiewicz nagrody od Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego i czy ją zwrócił?

Gdyby nie protestowano w Sejmie, to władza nie zainteresowałaby się niepełnosprawnymi, co potwierdził wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki: – „Myślę z wielkim smutkiem o tym, że ci niepełnosprawni są przez tyle dni w Sejmie i dziwię się, że można tak bardzo nie mieć serca, żeby ich tu tyle trzymać”. Terlecki ma serce, więc by nie pozwolił. Słowa miłości Terleckiego zbyt daleko nie odbiegają od słów innego orła PiS Stanisława Pięty, który uważa, że „Straż Marszałkowska powinna wynieść protestujących i przekazać policji”.

Niepełnosprawni zakłócili PiS-owi rządzenie, które sprowadza się do mniej więcej takich pijarowskich sztuczek: Szydło uroczyście otwiera dawno działające zbiorniki wodne i agencje, Gliński kupuje kolekcje sztuki, które i tak są nasze, fundacja od PR zatrudnia firmę od PR, rząd sam ze sobą podpisuje porozumienie z protestującymi. Logiczne? W tym szaleństwie jest przynajmniej konsekwencja.

Prestidigitatorom od „dobrej zmiany” ktoś śmiał zakłócić dobre samopoczucie. Protestujący w Sejmie odkryli tę metodę rządzenia. Protestująca matka łaskawie potraktowała zapracowaną władzę: – „Mamy propozycję dla polityków PiS, premiera, minister Rafalskiej. Niedługo majówka, także niech spokojnie jadą sobie na majówkę, niech sobie grillują kiełbaski, itd., a my będziemy z naszymi dziećmi walczyć dalej o ich godne życie”.

Wykurzyć i wziąć głodem

To strategia PiS wobec niepełnosprawnych.

Wobec protestu niepełnosprawnych władze PiS stosują uniwersalną wojenną strategię: brania zakładników i głodem. Nie jest to może tak prymitywne, jak podczas wojen średniowiecznych, ale symbolika ta jest łatwa do odczytania, zinterpretowania.

Jeden z najmniej elokwentnych polityków PiS – ani bee, ani mee – marszałek Sejmu Marek Kuchciński zabronił otwierania okien i wychodzenia na spacer protestującym. Podobnie postępowano z okrążonymi, jeżeli to była niewielka twierdza, podpalano, aby wykurzyć wrogów.

Podkomisja ds. osób niepełnosprawnych – obradowała dzisiaj – została przeniesiona do budynku G Sejmu, do którego niepełnosprawni nie mają dostępu. Po to jednak się zebrała, aby ogłosić przerwę w pracach nad projektem dla osób niepełnosprawnych do 17 maja!

To wszak działanie, aby „wziąć głodem”, by niepełnosprawni zostali zapomniani, bo możliwe, że prezes Kaczyński ze swoją nieodłaczną „damą do towarzystwa” Joachimem Brudzińskim uda się śladem Beaty Szydło na spływ flisaków na Dunajcu.

Szydło zaś została tak zmarginalizowana w rządzie PiS, iż zamiast niej, udział w pozorowanym dialogu z niepełnosprawnymi bierze minister Elżbieta Rafalska. Była premier – jak dzień wcześniej Andrzej Duda – zapowiedziała postawienie na posiedzeniu rządu sprawy 2-letniego Brytyjczyka Alfiego Evansa, aby mu pomóc. Ten malec w stanie wegetatywnej śpiączki (ma zniszczone 70 proc. mózgu) decyzją sądu brytyjskiego może być poddany eutanazji.

Internauci wypomnieli Szydło, gdzie ona była, „gdy umierały te dzieci, Anielka, Wojtuś, Ewelinka, bo nie było na leczenie, bo brakło wsparcia Państwa i pieniędzy?”. Apeli o pomoc dla umierających dzieci na Twitterze i Facebooku jest naprawdę sporo i – Polacy się zrzucają, zamiast rządu. Ale w wypadku Szydło i polityków PiS chodzi o zagłuszenie sumienia. Duda przynajmniej ofiarował pomoc modlitwą.

Czy Duda modli się o referendum konstytucyjne? Wątpię. Na jego konwencji konstytucyjnej na Stadionie Narodowym nie zjawił się żaden polityk PiS. Prezes Kaczyński pokazał prezydentowi, gdzie go ma i w jakim poważaniu – w tym samym czasie zaprezentował kandydatów PiS na prezydentów dużych miast.

Duda nawet zaproponował Mateuszowi Morawieckiemu nowy pijarowski program – zamiast „Piątka Morawieckiego” – „Szóstka Morawieckiego”. Chciałby dorzucić premierowi jako szósty temat: pomoc niepełnosprawnym. W wydaniu Dudy jest to akt desperacji, chwyta się wszystkiego, z niepełnosprawnych robiąc zakładników, bo prezes w ogóle go nie słucha.

Jak Duda będzie dalej się upierał z referendum konstytucyjnym, to Kaczyński może go postraszyć Trybunałem Stanu, jeszcze zanim to zrobi opozycja, bo ta musi odzyskać władzę.

6 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Drżenie łydek Kaczyńskiego i Morawieckiego na Konwencji PiS

Konwencja PiS pokazała kogo partia Kaczyńskiego naprawdę się boi, acz służyła głównie hasłu: „I żeby nam znowu wzrosło…” Wcale nie jest ona przełomowa dla partii Jarosława Kaczyńskiego – jak bogobojnie analizują komentatorzy, a Mateusz Morawiecki nie jest żadnym trybunem.

Przede wszystkim to kontynuacja retoryki typowej dla PiS oraz wycofywanie się rakiem z niektórych form pokuty. No i co jest znamieniem tej partii, jej signum temporis, stygmatem – kolejne populistyczne obietnice, aby kupić elektorat i zamienić go w ciemny lud.

Bohater konwencji PiS został na samym początku określony poprzez klasyczną narrację trzecioosobową: on, Donald Tusk powiedział to i tamto… Puszczono spot z byłym premierem i obecnie piastującym najwyższy urząd w Unii Europejskiej – szefa Rady Europejskiej.

Tuska nie ma w Polsce trzy lata, a Kaczyńskiemu i jego kompanom ciągle drżą łydki, dygotu dostali po ostatnich sondażach, w których opozycja (Koalicja Obywatelska: PO i Nowoczesna) wygrywa z PiS, a Tusk z Andrzejem Dudą. Prezes PiS w przemówieniu odkopywał w swojej pamięci brata Lecha, który onegdaj wygrał wybory prezydenckie.

Kaczyński rakiem wycofuje się z oddaniem nagród, którymi ministrowie i wiceministrowie zostali obdarowani, niczym feudalni władcy. Takim oto ezopowym językiem zakomunikował prezes PiS: „Będą zwrócone nagrody choć być może przyjmiemy nieco inną formułę – nie co do zwrotu, tylko do celów tego zwrotu”.

Morawiecki nie jest żadnym trybunem, ale co najwyżej grafomanem, populistą i takim sobie krętaczem. Widać, iż dobra retoryka jest mu obca, bo nie zajechałby taką oto grafomanią: „Wcześniej rządzili ci, którzy mieli kamień zamiast serca dla polskich przedsiębiorców”. W tym zdaniu są wszystkie kompleksy PiS i garb tej partii. A jeżeli sobie uświadomimy, iż powiedział to były członek Rady Gospodarczej przy premierze Tusku, to tylko możemy popatrzeć na Morawieckiego, jak na postać wyjętą z groteski.

Morawiecki zarysował program na czas kampanii wyborczej (pięć propozycji, które opatrzone są hasztagiem #PiatkaMorawieckiego) sprowadza się do przekupywania wyborców za nasze pieniądze. Odbić się to musi na podatkach, bo takie rozdawanie kasy jest zabieraniem pieniędzy z kieszeni innych podatników. Na Twitterze dziennikarze komentują: Kogo oni chcą okraść? Czy ktoś oszalał? Skąd ma pochodzić ta kasa?

W PiS zatem nic się nie zmienia, ten sam populistyczny towar z przeformatowanymi hasłami i wskazaniem wroga: Tuska i opozycję, która nie chce siedzieć cicho. PiS dalej więc będzie się sypał, bo drżenia łydek nie da się zagadać.

Politycy nie radzą sobie z naziolami

Nacjonaliści rozpełzli się po kraju, wcale nie będzie tak łatwo ich zmarginalizować, powstrzymać ten społeczny nowotwór, który osiągnął stan chorobowych przerzutów. Na pewno nie poradzi sobie PiS, który po cichu wspiera nacjonalistów, narodowców, czy też quasi-faszystów.

Jak to się stało, że Obóz Narodowo-Radykalny urządza zjazd w kolebce wolności, w sali BHP Stoczni Gdańskiej? Zaś ulicami Gdańska triumfalnie maszeruje ze swoimi flagami i to pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców? W międzywojennej Polsce sanacyjnej ONR po założeniu w 1934 roku został niemal natychmiast zdelegalizowany.

Naziole w Stoczni Gdańskiej to uderzenie w twarz tym wszystkim strajkującym, którzy wywalczyli wolność. Jak musi czuć się Lech Wałęsa, który domaga się zdelegalizowania ONR? W innym symbolicznym miejscu na Jasnej Górze zorganizowano święto nacjonalizmu w ramach Pielgrzymki Środowisk Narodowych.

Jasnogórski klasztor został spowity dymem z pochodni, a ksiądz Roman Kneblewski z Bydgoszczy w kazaniu deklaruje wbrew Ewangelii: „Kocham szczególnie mój naród, więc jestem polskim nacjonalistą”. Jasna Góra stała się duchową stolicą kiboli i brunatnych. Tuż przed pielgrzymką inni nacjonaliści z Młodzieży Wszechpolskiej mieli zjazd w podczęstochowskim Kłobucku.

PiS toleruje nacjonalizm, zaś Kościół katolicki przytula ich w ramach miłosierdzia, że „Kościół jest dla wszystkich”. Polska brunatnieje, faszyzm podnosi łeb. Upadają symbole, jak sala BHP – od „Solidarności” do ONR. Tak nam pokracznieje Polska w czasie podłej „dobrej zmiany”. Na polityków nie można liczyć, aby rozprawili się z problemem nazistowskim, ten obowiązek spada na społeczeństwo obywatelskie.

Polactwo antysemickie w wydaniu Ziemkiewiczów i Kurków

Za sprawą podobnych ludzi i polityków PiS reaktywowane jest na świecie nazywanie Polaków – Polaczkami.

Antysemityzm w czasie rządów PiS „musiał” odżyć. Kiedyś antysemityzm był wdrukowany w polski prawicowy genom polityczny. Wydawało się, że osiągnął agonię w marcu 1968 roku, bo praktycznie Polska pozostała krajem bez Żydów, niemal homogeniczna rasowo i wyznaniowo. Niestety, PiS odgrzał politykę historyczną, która w wydaniu tej partii jest zakłamana, jak jej prezes. Nikt nie powie Polakom, że białe jest białe, bo ten naród jest cacy.

Kaczyński i PiS kultywują naszą podrzędność, nie stać ich, aby stanąć w prawdzie, iż Polacy dopuszczali się zbrodni wobec swoich sąsiadów. Antysemityzm dzisiejszy jest pochodną ogólnej sytuacji kraju. Wszystko się sypie, nasza reputacja, demokracja, instytucje państwa. Ciężko to odchorujemy, acz z tego wyjdziemy. Z jakimi stratami? Będą mniejsze, im szybciej PiS oderwiemy od koryta plus.

Centrum Kantora przy Uniwersytecie w Tel Awiwie opublikowało doroczny raport o antysemityzmie, w którym wymieniane są wypowiedzi dziennikarzy i celebrytów politycznych, acz w wydaniu prawicy nie wiadomo, kto jest dziennikarzem, a kto celebrytą.

Jako antysemita jest wymieniony Rafał Ziemkiewicz. Kto to zacz? – przecież nie dziennikarz, wszak ten zawód nie polega na pluciu słowem jak jadem. Ziemkiewicz zresztą cieszy się z tego, obecność „na liście antysemitów uważam za zawodowy sukces”.

Tenże sam Ziemkiewicz jednego z autorów, sporządzających raport z polskiej strony prof. Rafała Pankowskiego, nazywa kapusiem. Przypomnijmy, iż kilka dni temu Stanisław Skarżyński nie zgodził się zasiadać w studiu RDC wspólnie z Ziemkiewiczem z powodu jego wypowiedzi o Żydach jako „parchach”.

Obok Ziemkiewicza w raporcie wymieniony jest jego kolega z anteny TVP, z programu „W tyle wizji” Marcin Wolski. Jest także stały bywalec wszelkich raportów o antysemitach w Polsce Stanisław Michalkiewicz, ponadto są prof. Jerzy Nowak i były ksiądz Jacek Międlar. Jest debiutantka Magdalena Ogórek oraz dr Ewa Kurek.

Ta ostatnia postać pozostaje symptomatyczna dla PiS, jest niejako wzorcem zakłamania obecnej władzy. Mianowicie dr Kurek miała kilka dni temu w Konsulacie Generalnym w Nowym Jorku odebrać Nagrodę im. Jana Karskiego (wielkiego Polaka, który zawiadomił aliantów o obozach koncentracyjnych na terenie Polski w czasie II wojny). „Uczona” Kurek twierdzi, że Żydzi sami tworzyli getta i się w nich bawili.

Takie rozpełzło nam się polactwo antysemickie po kraju w wydaniu Ziemkiewiczów i Kurków, przynosi nam wstyd, hańbi imię Polaka. Za sprawą podobnych ludzi i polityków PiS reaktywowane jest na świecie nazywanie Polaków – Polaczkami. Tak bezczeszczona jest praca wszystkich Polaków po 1989 roku. Spychają nas w podrzędność, w bylejakość, w kołtuństwo.

Demokracja nie jest dana raz na zawsze

Europoseł PO Michał Boni odniósł ogromny sukces w Parlamencie Europejskim. Był głównym sprawozdawcą rezolucji, która została dzisiaj przyjęta, wzywającej do utworzenia Europejskiego Instrumentu Wartości (EIW) – nowego mechanizmu finansowania organizacji społeczeństwa obywatelskiego.

Istota tego przedsięwzięcia to wspieranie poprzez granty organizacji pozarządowych, walczących o takie wartości europejskie i standardy zachodniej cywilizacji, jak demokracja, praworządność czy prawa podstawowe. Rezolucja wzywa Komisję Europejską do wygospodarowania na ten cel w najbliższej 7-letniej perspektywie budżetowej po roku 2020 – 1,3 mld euro.

Komisja Europejska już w maju przedstawi projekt europejskiego budżetu i przekonamy się, czy środki na ten cel zostaną wygospodarowane. Dotychczas Unia Europejska nie wypracowała takiego mechanizmu wsparcia organizacji pozarządowych na swoim terenie, bo możliwe, że tego nie potrzebowała, acz wspierała organizacje krajów trzecich.

Dzisiaj jest szczególna potrzeba, bo takie kraje jak Polska czy też Węgry doznają uszczerbku na demokracji. Jeżeli ten mechanizm zostanie przyjęty, można być pewnym, iż z tego źródła nie dostaną wsparcia finansowego takie szemrane przybudówki partyjne, jak pana Jarosława Gowina ani organizacje Tadeusza Rydzyka, któremu z wartości chrześcijańskich najbardziej na sercu leży numer konta bankowego, zna je na pamięć, nie musi – jak wszystko inne – czytać z kartki.

W rezolucji nacisk położono na pomoc dla organizacji działających na poziomie lokalnym i krajowym, w których według Boniego „demokracja napotyka na poważne wyzwania”. Och, znamy to z naszego polskiego podwórka coraz bardziej zabagnionego.

Podczas debaty w PE komisarz ds. sprawiedliwości, spraw konsumenckich i równości płci Vera Jourova bardzo przychylnie odniosła się do tej inicjatywy, a sam europoseł sprawozdawca Boni dał godną retoryczną wykładnię: – „Demokracja nie jest dana raz na zawsze, dlatego trzeba ją aktywnie pielęgnować i chronić. Najbardziej kompetentnym aktorem do tego zadania jest społeczeństwo obywatelskie, więc Unia powinna w nie inwestować”.

Nie będzie PiS brakiem demokracji pluł nam w twarz. Obronimy ją przed zakusami autokratów na taboretach i innych drabinkach z Tesco na Krakowskim Przedmieściu bądź przed pomnikiem Schodów do Nikąd na placu Piłsudskiego.

Polskie organizacje pozarządowe potrzebują takiego wsparcia jak tlenu. To kolejny przykład troski o polskie sprawy i polskie organizacje ze strony europosła z PO.

Kartoflanka PiS dla niepełnosprawnych

Andrzej Duda przyjechał do protestujących w Sejmie rodziców osób niepełnosprawnych z jednym pijarowskim celem, przez siebie wyartykułowanym: – „Jeśli protestujący w Sejmie rodzice chcą wrócić do domu, mogą spokojnie wrócić. Będę się ich sprawą zajmował, dopóki nie będzie załatwiona”. Czyli wyprowadzić rodziców, aby dali święty spokój władzy PiS.

Duda przyjechał, aby protestujących wyprowadzić w pole. Prezydent usłyszał Iwonę Hartwich z Komitetu Protestacyjnego Rodziców Osób Niepełnosprawnych: – „Panie prezydencie, czy 900 zł w portfelu takiej osoby, czyli 150 zł zasiłku rehabilitacyjnego, które jest od 13 lat i renta socjalna tak naprawdę głodowa, która wynosi 744 zł ma wystarczyć na godne życie takich osób”.

Na poparcie słów matki usłyszał siebie z filmiku z kampanii prezydenckiej, gdy mówił, że spotkał się z matkami osób niepełnosprawnych i od nich „usłyszał kilka niezwykle bolesnych zdań o tym, jak się im w Polsce żyje, o tym, że musiały protestować”. Ten filmik spokojnie można zatytułować: „Tak wygląda i mówi hipokryta”. Duda miał się więc z pyszna, po czym wziął nogi za pas.

Następnie zajął głos premier Mateusz Morawiecki, który zaczyna być całkiem sprawny w pisowskie klocki. Jeszcze nie przebrzmiała jego „piątka Morawieckiego” z konwencji PiS, którą całkiem trafnie nazwał Jacek Rostowski „zupą nic”, a ja szukam innych dietetycznych odpowiedników – zupą na gwoździu, z chaplinowska zupą z sznurowadła albo po naszemu: kartoflanką.

Morawiecki poszedł wypróbowaną ścieżką. Najpierw ogłosił chęć zmiany Konstytucji (curiosum) i daninę solidarnościową, która polega na tym, że ci, co mają dadzą tym, co potrzebują. Czyli chce opodatkować Polaków – nadużywając ważnego słowa „solidarność” – na rzecz rodziców osób niepełnosprawnych, aby „najlepiej zarabiający mogli w niewielkim stopniu zostać opodatkowani po to, żeby złożyć się na tych najbardziej potrzebujących”. Miłosierdzie polegające na sięgnięciu do kieszeni innych, aby ogłosić, jacy to są chrześcijańscy, empatyczni koniecznie z plusem. Łaska+. A w istocie to Złodziejstwo+.

Najpierw pomyślałem, że nagrody ministrów, wiceministrów, działaczy PiS, prezesa Kaczyńskiego (ochrona jego kosztuje ok. 1,5 mln zł) przetransferują ze swoich kont na potrzeby niepełnosprawnych. Lecz cyknąłem się, przecież kradną nam demokrację, to dlaczego swoje łapska nie mieliby wsadzić do cudzych kieszeni.

Jeszcze istnieje możliwość, iż Czartoryscy przypomną sobie, że ich ród był arystokratycznie szlachetny i odeślą z Liechtensteinu podarowane im przez wicepremiera Piotra Glińskiego 100 mln euro, albo – nowa szykuje się afera – wycofane zostanie 28 mln zł, które ludzie Macierewicza z Polskiej Grupy Zbrojeniowej wytransferowali na lobbing do szemranej firmy w USA (pisze o tym „Daily Beast”).

Można też zadać sobie pytanie, czy w finansach państwa zdarzyła się jakaś katastrofa? Jeszcze tydzień temu Morawiecki mówił o obniżeniu niektórych podatków, a teraz chce wprowadzić nowy.

Morawiecki i minister Rafalska też mają jeden cel – wyprowadzić w pole protestujących. Proponują przygotowanie stosownego projektu ustawy do połowy maja, bo nie chcą pisać go „na kolanie”. A jak pisane były ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, ustawy sądowe i o IPN? Hę?

Ale protestujący nie godzą się na tę kartoflankę PiS. Na razie. Wszak PiS w te klocki jest biegłe, wyprowadzili w pole i złamali lekarzy rezydentów.

Beata Szydło może wstać z kolan

Po kilkumiesięcznym zamroczeniu Beata Szydło powstaje z kolan, jej następca Mateusz Morawiecki spektakularnie fajtnął w Sejmie w rozmowach z protestującymi rodzicami niepełnosprawnych dzieci. Morawiecki zaliczył efektownie dechy, mimo że zagalopował się ze zmianą konstytucji i gołoceniem kieszeni bogatszych Polaków, aby omamić niepełnosprawnych w swoim populistycznym stylu.

Szydło wie, iż Jarosław Kaczyński to strachliwy gościu, zacznie PiS-owi obsuwać się w sondażach, więc może chcieć wymienić Morawieckiego. Na kogo? Na sprawdzoną Beatą, co to jej „się należy”.

Szydło sprawę niepełnosprawnych dzieci bierze na swoje piersi. W RM FM powiedziała: „W tej chwili trwają prace w ministerstwie rodziny nad ustawą, o której mówił pan premier, która ma pomóc rodzicom i ich dzieciom„.

Wyręcza zatem Morawieckiego, który przegrał w rozmowach z potrzebującymi rodzicami niepełnosprawnych dzieci. Szydło nawet poleciała ulubionym językiem prezesa, który lubi używać fraz „patrioty” Edwarda Gierka: „ufajcie, uwierzcie”. Szydło: „Jeżeli mogłabym poprosić rodziców, którzy są w tej chwili w Sejmie, żeby jednak uwierzyli panu premierowi, pani minister Rafalskiej„.

W PiS trwa wojna podjazdowa, jest więc szansa dla Szydło, aby powróciła do łask Kaczyńskiego. Jeden, dwa sondażyki z obsuwą i była premier może powrócić na tapetę w gmachu przy Nowogrodzkiej. Szydło nawet przypomniała prezesowi swój sukces z Brukseli 1:27, o Donaldzie Tusku powiedziała: „Słyszałam, że podobno sam rozpowiada różne rzeczy w Brukseli„.

Nie jest to logiczny język polski, ale Szydło nigdy nie była orlicą retoryki. Do tego wstająca z kolan Szydło nie dba o takie szczegóły. Wszak to nie Wersal, jest szansa, że dowali nowemu faworytowi prezesa, a ten przypomni sobie o niej.

Chciałoby się zakrzyczeć tej walce buldogów pod dywanem: „Beata, wal Mateusza wałkiem, temu populiście się należy„.

Dzisiaj urodziny Donalda Tuska.

CZY POLACY AKCEPTUJĄ PROJEKT?

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Ustawka z wetem prezydenta

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że weto Andrzeja Dudy dotyczące tzw. ustawy degradacyjnej było zwykłą ustawką. Grę w te klocki Jarosław Kaczyński ma przećwiczone, „kunszt” można porównać do gry w warcaby: kto więcej zbije, ten wygrywa.

Nie jest to więc gra w szachy, w której trzeba naprzód przewidywać ruchy przeciwnika, ale zegar i tak tyka, do końca PiS zostało 520 dni. Weto prezydenta sprawdziło się przy dwóch ustawach sądowych, tysiące protestujących zeszło z ulic, a Duda i tak podpisał zmanipulowane ustawy, na które nie daje się jednak nabierać Komisja Europejska.

Wartość weta dotyczące tej ustawy nazywanej też ustawą degradacyjną (autorstwa) Macierewicza i Błaszczaka jest niemal żadna, bo w istocie nie można zdegradować zapisów w podręcznikach. Wszak żaden autor nie napisze, że stan wojenny wprowadził szeregowy Jaruzelski, chodziło o to, aby wymierzyć symbolicznego kopa nieboszczykowi.

Przecież Duda nie zawetował ustawy o zdecydowanie większej wartości egzystencjalnej, tzw. ustawy dezubekizacyjnej, odbierającej emerytury zweryfikowanym funkcjonariuszom, którzy choć jeden dzień przepracowali w PRL w służbach.

Warto więc odnotować ustawy, które winny być zawetowane z powodów naruszenia Konstytucji bądź spychające nas do nienowoczesnych praktyk, ale „niezłomny” Duda je podpisał: o Krajowej Radzie Sądownictwa, o Sądzie Najwyższym, o IPN (oddana do TK), ograniczająca handel w niedzielę, o antykoncepcji awaryjnej, o reformie edukacji czy też nowelizację Kodeksu Wyborczego.

Przy wielkanocnym stole Polacy mają rozmawiać nie o sondażach, które coraz wyraźniej wskazują, iż PiS za 520 dni odda władzę, ale o kosmonaucie Hermaszewskim, który pozostał przy pagonach generalskich. Zresztą na nie powołał się Duda.

Po ustawce z wetem politycy PiS dostali przykazanie, aby się nie wysypać i nie komentować, o czym tweetnęła Beata Mazurek: „komentować nie będziemy”. Ta sama złotousta rzeczniczka komentowała przyjęcie ustawy w Sejmie: „Wrona Orła nie pokona (…) Precz z komuną”.

Wyłamał się z niekomentowania Antoni Macierewicz, ale on jest osobnym bytem politycznym – zdaje się, iż wraz ze swoim Misiewiczem knują w kwestii partii bardziej prawicowej niż PiS – nazwał weto „następnym krokiem w złą stronę”. Wszak pierwszy zły krok to była dymisja Macierewicza.
Weto Dudy więc brzydko pachnie, jest świątecznym jajkiem podrzuconym na polskie stoły, by nie powiedzieć zbukiem.

“Buta, lenistwo, rozpasanie, bezmyślność w działaniu, a przede wszystkim – olewanie obywateli. To są zasady, którymi będziemy się kierować”. Drobna korekta expose PBS.

Szydło przyznała nagrody, Szydło oddała

Były premier Jan Olszewski w przeddzień świąt Wielkiej Nocy i Prima Aprilis zaapelował do Jarosława Kaczyńskiego, aby przeprosił za nagrody, które przyznała sobie, ministrom i wiceministrom Beata Szydło. Szydło więc musiałaby schować pazurki, których pokazania zażądał prezes (och, te metafory prosto z kuwety).

Zdaję sobie sprawę, że mamy Prima Aprilis. I tak podchodzę do krążącego w internecie newsa: – „Premier Szydło i ministrowie zdecydowali się oddać nagrody i przeznaczyć na cele charytatywne!”. Ale biorąc tę wiadomość na pisowski rozum, należy odwrócić kota ogonem, gdyż wszystko w polityce w wykonaniu polityków tej partii jest nieporozumieniem, serwują nam Prima Aprilis przez okrągły rok, więc może w ten dzień są poważni. I może Szydło oddała nagrody na cele charytatywne w imię pijarowskiego hasła: „Beata dała, Beata zabrała”.

Zdaje się, że mało aprilisowy list otrzymał Maciej Stuhr, choć aktor się łudzi, iż wpisuje się on w żarty. Stuhr publikuje ów list od antyfanki na Instagramie, adresowany do „Macieja Szczura”: – „Ty gnoju! Ty szczylu! Ty szwabie w du*ę je*any! Kto ci płaci za to, żebyś pluł na Polskę? Może Niemcy?  Może Ruscy? Ty sku*wysynie! Ty Hu*aszku Wanio! Żebyś zdechł!”.

Takie tradycyjne chrześcijaństwo po polsku, acz w tym wydaniu bardzo intensywne. Primaapilisowym newsem z pewnością jest mem Platformy Obywatelskiej, która publikuje przeciek dotyczący zadań maturalnych z matematyki: „1. Zsumuj wszystkie nagrody dla wiceministrów i ministrów w rządzie PiS”.

Nie wszyscy rodacy mogą płatać sobie figle w kraju, bo oto czytam na koncie PolsatNews.pl na Twitterze z pewnością o bardzo poważnym felerze polskim: – „Ciężarówka z Polski zablokowała na pół dnia autostradę w Holandii. 44-letniego kierowcę aresztowano. Drugi Polak zjechał tirem z autostrady A58 i wylądował w rowie. Też został aresztowany. Łączyło ich jedno – byli tak pijani, że nie mogli ustać na nogach”.

Sikawkowa Pawłowicz sprawiła Dudzie śmigus-dyngus

Od kiedy w Straży Pożarnej pojawiły się kobiety – do parytetów fifty-fifty daleko – strażaczki przejęły inicjatywę w śmigus-dyngus. I leją wodą prosto z pomp strażackich na swoich partnerów w służbie. Największą radochę ma ta przy sikawce, czyli sikawkowa. Co lunie po strażakach, to jej.

Taką sikawkową w PiS jest Krystyna Pawłowicz, która nie przebiera w słowach. Jej retoryka jest zwykle knajacka, a proza na Facebooku i Twitterze podana w kiepskiej polszczyźnie, zwykle z błędami gramatycznymi, interpunkcyjnymi i bez zachowania reguł graficznych. Tak bluzga emocjami, że staje się zrozumiałe, dlaczego nie radzi sobie z polszczyzną. Sikawkowa Pawłowicz zawsze leje swoją brudną polszczyzną na opozycję.

Tym razem lunęła na prezydenta Andrzeja Dudę, bo ten śmiał zawetować ustawę degradacyjną, wg której miano zrywać pagony truchłom generałów (kto ekshumowałby Jaruzelskiego i Kiszczaka, aby zerwać im pagony?). Tym razem Pawłowicz opublikowała list otwarty do Dudy na łamach portalu braci Karnowskich, w którym bluzga na prezydenta z jej formacji. Jako że list przeszedł redakcję, więc nie ma zwykłych dla niej wpadek gramatyczno-interpunkcyjnych, ale za to możemy „podziwiać” niezborność intelektualną, luki w wiedzy, a w zasadzie poznać jej niewiedzę i tak naprawdę odhumanizowane emocje.

Pawłowicz chciałaby urządzić nieboszczykom generałom coś w rodzaju Norymbergi, bo nie było w procesie zbrodniarzy wojennych procedur odwoławczych. Nie trzyma się to żadnej logiki, bo po pierwsze w ustawie degradacyjnej nie było żadnej mowy o sądzeniu, a tylko o wyroku degradującym. Jakby też nie patrzył, Jaruzelskiego i Kiszczaka trudno byłoby podciągnąć pod jakąkolwiek interpretację terminu prawnego ludobójstwa, zdefiniowanego przez polskiego prawnika Rafała Lemkina. No i Pawłowicz odbiera prezydentowi prerogatywę weta, co nawet nie jest śmieszne.

Polecam zapoznania się z listem Pawłowicz, bo pokazuje jak marnej jest ona kondycji intelektualnej. Powstaje pytanie: jak doszło do tego, iż ktoś takiego żenującego pokroju umysłowego wykładał na uczelni?

Posłanka PiS Pawłowicz nadaje się tylko do obsługi bluzgów, do języka godnego podrzędnej knajpy, a nie do obecności w przestrzeni publicznej, acz dopuszczalnym jest, aby w śmigus-dyngus jako sikawkowa PiS lunęła na Dudę, bo temu się należy za wielokrotne złamanie Konstytucji.

Świetny tekst Jacka Liberskiego z „Liberte” (fragment).

Nam się należało! Rozważania na Wielką Noc 2018 roku

26/03/2018

To mój 75 felieton dla Państwa i dla Liberté, dokładnie w rocznicę ich pisania, dziś na początek Wielkiego Tygodnia. Rok temu popełniłem sarkastyczny tekst z tak zwanym głębszym przesłaniem, dziś będzie odmiennie, w sensie całkowitego braku sarkazmu.

Dwa fragmenty wystąpień premier Beaty Szydło, pierwszy z jej populistycznymi słowami: “koniec z arogancją władzy, praca, pokora, umiar i roztropność w działaniu będzie charakteryzować tę władzę” oraz drugi (dwa i pół roku później): “te premie nam się po prostu należały!” powinny być głównym elementem wiodącego spotu wyborczego Opozycji podczas wszystkich czterech kampanii, jakie nas czekają do 2020 roku. Te dwa fragmenty idealnie sklejają klamrą czasową i charakteryzują całą ideę władzy PiS i obozu prawicowego, którą śmiało zamknąć można w kilku słowach: hipokryzja, tani populizm, własne sidła i robienie z wyborców głupków.

Obecna władza to nieszczęście dla Polski. Cztery lata ich rządów (i nie będzie ani jednego dnia dłużej) będą dla Polski czasem smuty narodowej, a kraj ten będzie dźwigał się z ruin lata całe i to zakładając, że bum gospodarczy na świecie trwać będzie jeszcze co najmniej dłuższy czas. Każdy, kto ma choć małe pojęcie o procesach gospodarczych wie, że tak nie będzie lub – przyjmując wersję bardziej optymistyczną – tak być nie musi. Czeka nas więc jeszcze dużo trudności i lepiej zdać sobie z tego sprawę wcześniej niż później, oczekując od przyszłej władzy cudów.

Należało się to nam!

To my (w sensie wyborcy) wybraliśmy tę władzę. To my daliśmy nabrać się na tanie chwyty marketingowe, rodem z supermarketów. To my uwierzyliśmy, że poprzednie rządy były pasmem samych nieszczęść i nie chcieliśmy słuchać logicznych wyjaśnień (niektórzy nadal nie chcą). To my uwierzyliśmy, że Donald Tusk osobiście ukradł 150 miliardów złotych z OFE i zdeponował je na prywatnych kontach w Gujanie Francuskiej i Bali. To my uwierzyliśmy, że Polska po ośmiu latach rządów PO i PSL była ruiną, choć naocznie widzieliśmy co innego. To my daliśmy się uwieść tanim obietnicom prostych rozwiązań problemu frankowiczów. To my uwierzyliśmy, że można pracować krócej i być bogatszym na starość. Uwierzyliśmy też, że dzięki zrzutce całego społeczeństwa na jego część da się zbudować państwo bez biedy, zapominając kompletnie o tym, że przecież nie ma nic za darmo i że ta zrzutka kosztuje. Nas, nie kosmitów z Marsa. Daliśmy się wreszcie zwieść, że władza absolutna ze zmarginalizowaną opozycją w Sejmie będzie uczciwa, samohamująca się i nie będzie kraść na potęgę.

Należało nam się to!

Oskarżam nas wszystkich o to, że nie chciało nam się zrozumieć na czym polega tani, wredny populizm. Oskarżam nas wszystkich o to, że nie chciało nam się rozmawiać szczerze z politykami, nie chciało nam się zapytać jednych o to co było, drugich o to co będzie. Oskarżam nas wszystkich o to, że w dniu wyborów nie chciało nam się ruszyć własnych dup z domu i poświęcić głupich 30 minut, aby dojść do lokalu wyborczego i oddać tam przemyślany głos, korzystając z podstawowego prawa wolnego obywatela. Oskarżam nas wszystkich o grzech zaniechania, lenistwa i tumiwisizmu, tak bardzo nam wszystkim bliskiego. Oskarżam nas wszystkich, że zapomnieliśmy o tym, czym jest odpowiedzialność za nasze własne państwo, które wyrwaliśmy z rąk komunistycznych oprawców w drodze bezkrwawej ewolucji, po to, by oddać je w ręce speców od socjotechniki, którzy omamili nas swoją fałszywie pojętą demokracją. Oskarżam nas wszystkich o to, że zapomnieliśmy o przyszłości naszych dzieci, godząc się na państwo mlekiem płynące dla grupki polityków władzy, dla całej reszty – tonące w gnojówce hejtu, bluzg i uwolnionego ze smyczy chamstwa. Oskarżam nas wszystkich o to, że daliśmy się kupić władzy i niczym Judasz sprzedaliśmy rozum za marną srebrników garść, bez żadnej głębszej refleksji.

Należało się to nam!

Ale oskarżam też władzę o to wszystko, co nam zgotowała. Oskarżam wszystkich tych, którzy rządzicie dziś Polską, o to, że oszukaliście wyborców, ukrywając podczas kampanii prawdziwe wasze zamierzenia, niewygodnych dla wyniku wyborów ludzi, kłamiąc w oczy, że macie teczki pełne gotowych i dobrych dla całego państwa ustaw. Oskarżam was o tanią socjotechnikę, o robienie ludziom mniej wykształconym wody z mózgu (ci wykształceni sami sobie są winni) i o stosowanie najgorszych chwytów z dziedziny marketingu politycznego, rodem z republik bananowych. Oskarżam was o to, że świadomie obudziliście dawno już uśpione demony antysemityzmu i wrogości wobec innych, po to tylko, aby zdobyć władzę tylko dla swoich, partykularnych i egoistycznych celów.

5 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Qui pro quo Szydło, czyli świadomy przekręt

Tomasz Siemoniak pod zdjęciem Beaty Szydło i Beaty Kempy (fotka z Watykanu) zapytał na Twitterze: „Dlaczego te 2 panie pozostały w rządzie nie mając nic do roboty? Po co taka fikcyjna rekonstrukcja? Dlaczego PiS nie odwołuje skompromitowanej pani Szydło, która sama sobie przyznała i wypłaciła 65 tys. zł nagrody?”

Najbardziej podobała mi się odpowiedź Mariusza: „Pani Szydło zostanie wyciągnięta na wybory samorządowe. Będzie mówić „dość arogancji władzy”, „wystarczy nie kraść”, „my słuchamy prostych ludzi” i jeszcze inne złote myśli, jakie jej napiszą”.

Mateusz Morawiecki miał szanse, aby przy odchudzaniu administracji rządowej pozbyć się tych nikomu niepotrzebnych postaci „dojnej zmiany”. Ale Szydło może się jeszcze przydać, wszak ma spore kompetencje w dojeniu Unii Europejskiej.

Całkiem świeży news z frontu dojenia unijnej kasy dotyczy pieniędzy, które miały wspierać rodziny osób z niepełnosprawnościami w rządowym programie „Za życiem”.

I jak pojęła – wszak pełnosprawna – Szydło? Po swojemu, po katolicku. Fundusze UE poszły na akcję informacyjno-edukacyjną na rzecz ochrony „życia poczętego”. Czyli za życiem poczętym, za tym, aby kobiety rodziły dzieci ciężko i/lub nieuleczalnie chore.

Takie qui pro quo. Pieniądze miały iść „za życiem, ale poszły za „ochroną życia”. Oznacza to, że Szydło i Ministerstwo Rodziny wprowadziły unijne instytucje w błąd.

To nie wszystko, gdyż te działania rządu odwodzące kobiety od legalnej aborcji są niezgodne z linią przyjętą przez Parlament Europejski, niezgodne z przyjętą przez Unię Europejską Konwencją Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie (z tzw. Konwencją Antyprzemocową).

A w Konwencji jak byk stoi: „odmowa zapewnienia usług w zakresie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz związanych z nim praw, w tym bezpiecznej i legalnej aborcji, stanowi formę przemocy wobec kobiet i dziewcząt” oraz „kobiety i dziewczęta muszą mieć kontrolę nad swoim ciałem i seksualnością„.

Przekierowanie unijnych pieniędzy – w istocie to przekręt – jest realizowaniem partyjnego celu politycznego i podlega ściganiu przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF).

To kolejny ideologiczny przekręt stosowany przez PiS, za unijne pieniądze realizować swoje felerne cele polityczne. Nie umknie to instytucjom unijnym, szmal trzeba będzie zwrócić. Kto odda rozdysponowane pieniądze? Wiadomo, trzeba wziąć z budżetu.

Dojna zmiana w trzech tweetach Krzysztofa Brejzy

Aby przekonać się, jak pazerna i zakłamana jest dojna zmiana PiS, wcale nie trzeba przeglądać całego internetu i ślęczeć nad gazetami. Wystarczy zajrzeć na Twittera i przeczytać np. trzy ostatnie tweety Krzysztofa Brejzy. Prawda – posła Platformy Obywatelskiej, ale przede wszystkim jednak osoby operującej konkretami.

A Brejza dłubie w zakłamanej materii pisowskiej i dochodzi tego, co chcieliby ukryć politycy PiS przed nami. Brejza interpelował w sprawie pseudo nagród ministrów i wiceministrów rządu PiS. Chciał wiedzieć, za co konkretnie byli oni „nagradzani” i jak nagrody uzasadniano. I tak – uzasadnień nie było żadnych, zaś nagrody nie było jednorazowe, ale miesięczne i niektórzy z ministrów nie wiedzieli, że je dostali.

A to znaczy, że do jednej pensji ministrowie i wiceministrowie dostawali drugą pensję. Nie jest istotne, jakiej wielkości, lecz wychodzi na to, iż drugie pensje były po pisowsku obligatoryjne, bo im „się należy”. Byli zatrudnieni na jednym etacie, a dostawali dwie pensje – w istocie jakby za dwa etaty. Najprawdopodobniej zostało naruszone prawo, a jeżeli tak – to w całości pieniądze z „nagród” powinny być zwrócone. O tym powinien rozstrzygnąć niezależny sąd.

Kolejny tweet Brejzy dotyczy także nagród, jakie dostali pijarowcy Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, postaci szemrane, bo nikomu nieznani jako fachowcy. Beata Szydło nagrodziła ich 8 pseudo nagrodami w wysokości po 29 tys. zł. Rok temu owa para po odejściu z pracy w Centrum Informacyjnym Rządu od razu założyła spółkę Solvere, która za przeszło milion zł zrealizowała na zlecenie rządowej Polskiej Fundacji Narodowej śmieszną kampanię „Sprawiedliwe sądy”. Pijarowcami zajęło się CBA z powodu podejrzenia złamania ustawy korupcyjnej. Nie przeszkadzało podejrzenie o korupcję, aby Plakwicz i Matczuk powrócili do pracy w rządzie, gdzie mają się zająć wizerunkiem Mateusza Morawieckiego. To są jaja większe niż berety.

Będą się teraz zajmować – jak pisze Brejza – opanowaniem kryzysu „nagrodowego”. Kolejni ludzie w rządzie od zatykania dziur, bo łajba PiS przecieka, nabiera wody. Pijarowcy będą czarne nazywali białym, gdyż na tym polega ich „praca”.

I trzeci tweet, a w zasadzie retweet Brejzy na temat kolejnych pseudo nagród, jakimi obdarzyła szefowa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska pracowników Trybunału i to niebagatelną sumą 1,6 mln zł. Za co? Można mniemać, iż za nieróbstwo, bo za jej kadencji TK osiągnął rekordy najgorszości – najmniej w historii odbyło się rozpraw i to z tendencją spadkową – zjazdem na dół po takiej stromiźnie, którą kolokwialnie zwie się lewizną. Nie dziwi to, bo Przyłębska to taki rodzaj orlicy Temidy, której ze względu na jej brak kompetencji nie chciano przyjąć do pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Za to dojna zmiana nagrodziła ją prestiżową funkcją szefowej TK.

To tylko trzy kolejne tweety Brejzy – ostatnie na koncie polityka PO, gdy piszę ten felietonik – pokazujące, jakie PiS oferuje dno. Partia Kaczyńskiego nie spoczywa jednak na laurach, realizuje starą nieuczesaną myśl Stanisława Leca, iż spod pisowskiego dna zapuka kolejna afera PiS na państwowym groszu.

Nowogrodzka polityka zagraniczna zmierza do Polexitu

Jarosław Kaczyński ze swoim PiS-em odniósł niewątpliwy sukces. Z państwa euroentuzjastycznego Polskę zamienili na eurosceptyczną. Polacy osiągnęli poziom nawet „lepszy” niż Brytyjczycy, którzy głosowali za Brexitem. Rodacy już dzisiaj w referendum opowiedzieliby się za Polexitem. Gdyby możliwy był mecz Polexit – Brexit, to byśmy w te klocki wygrali.

W bardzo solidnych badaniach (50 tys. ankietowanych) zleconych przez Fundację im. Kazimierza Pułaskiego 32,05 proc. badanych jest za tym, żeby opuścić Unię Europejską, a tylko 28,55 proc. za zmianą polityki i dostosowaniem się do zaleceń Komisji Europejskiej.

Mit euroentuzjastycznego Polaka legł w gruzach, stał się ruiną, wystarczyły do tego 2 lata rządów PiS. Jeszcze trochę politycy PiS popracują, a „nastukamy” bez żadnych problemów Brytolom w kwestii opuszczenia Unii Europejskiej, że hej. Mateusz Morawiecki może więc pisać kolejne „Białe Księgi” pisowskich kłamstw, na które w Brukseli nikt się nie nabierze, bo on sam – co ze zdziwieniem przyjmują do wiadomości nawet symetryści z „Rzeczpospolitej” – nie ma żadnego międzynarodowego obycia, nie potrafi się poruszać na europejskich salonach, prezentuje się jako marna osobowość ze słomą w butach.

Expose ministra dyplomacji Jacka Czaputowicza było tak niedojrzałe, jak nierozpoznawalna jest jego osoba. Tyle banałów, ile wygłosił minister, grozi jeszcze większym „sukcesem” PiS w kwestii międzynarodowej pozycji Polski.

– „Nowogrodzka polityka zagraniczna” – tak celnie podsumowała Czaputowicza szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer – jest „nieudolna, nieuświadomiona, bez celu i kierunku. Bez sensu. Tylko dramatycznie groźna dla Polek, Polaków i dla Polski”. Lubnauer zacytowała Wojciecha Młynarskiego, złote myśli tego kapitalnego tekściarza przekuwają w czyn politycy z partii Kaczyńskiego: – „Bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę: Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie? Co by tu jeszcze?”.

Grzegorz Schetyna nazwał tę politykę zagraniczną „partactwem i amatorszczyzną”. Przywołał porównanie z innej półki, z Józefa Piłsudskiego o walce na wszystkie fronty, gdy Polacy zostaną sami z szablami na Placu Saskim.

Były ambasador w Kanadzie Marcin Bosacki podsumował Czaputowicza: – „Zero koncepcji. Tylko instynktowny, zaściankowy jęk: UE jest groźna. To usłyszą partnerzy. I to jest groźne dla Polski”.

Panie i Panowie, Polexit się rozpoczął, do tego prowadzi nowogrodzka polityka zagraniczna. Wszak łatwiej chwycić naród za mordę, gdy nie będzie żadnych strofowań z Brukseli, Waszyngtonu, a z gospodarzem Kremla prezes i jego następcy – Morawiecccy – zawsze przybiją sobie żółwika.

Czy PiS orżnie Ogólnopolski Strajk Kobiet?

Społeczeństwo obywatelskie nie zawsze znajduje odpowiedzi na PiS-owskie zawłaszczanie państwa i odbieranie sobie praw obywatelskich. A partia Kaczyńskiego konsekwentnie zaprowadza jakąś formę dyktatury. Na razie jest ona miękka, co wyraża się chronicznymi niedomogami samej władzy i jej wpadkami, czego by się nie dotknęła. Punktowo jednak może nękać poszczególnych polityków i obywateli szeroko pojętej opozycji i społeczeństwa.

Najwłaściwszym odporem jest zorganizowanie się w struktury stowarzyszeń, lecz i to wydaje się niewystarczające. Niecałe dwa lata temu KOD był potężny, na ulicach Warszawy potrafił protestować w liczbie przeszło 100 tysięcy uczestników, a prezesowi PiS tak drżały łydki, iż nie potrzeba było wnikliwych analiz politologicznych, aby owe drgawki dostrzec.

Równie duże były protesty w lipcu ubiegłego roku z powodu ustaw sądowniczych. Łańcuchy Światła kreowały nowych liderów opozycji społecznej, a jednak dość łatwo rozbrojony został gniew ulicy poprzez to, iż Andrzej Duda zawetował dwie z trzech ustaw i zapowiedział napisanie nowych. Protesty rozeszły się po kościach, a Duda „napisał” ustawy o treści identycznej, jak zawetowane. Tak orżnął Polki i Polaków.

Czy PiS poradzi sobie z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, który kolejny raz wychodzi na ulice w sprawie obrony kompromisu aborcyjnego obowiązującego od lat 90-tych? Niby to PiS się ugina pod presją społeczną, ale czy na pewno?

Gdy Kościół katolicki zagrzmiał, iż żadna aborcja nie jest miła funkcjonariuszom pana Boga, PiS następnego dnia zapowiedział rekomendację projektu ustawy „Zatrzymać aborcję” w komisji sejmowej – jednak bez zapowiedzi procedur jej uchwalenia. Od razu odezwało się społeczeństwo poprzez silną instytucję Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i studentów.

Kaczyńskiemu zadrżały łydki, ale też uciekł się do swojej sprawdzonej metody: orżnąć Polki i Polaków. Na Czarny Piątek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet odpowiedział zdjęciem z agendy projektu „Zatrzymać aborcję”, został wymyślony sposób orżnięcia buntu kobiet.

Orżnięcie polega na tym, iż pisowski Trybunał Konstytucyjny ma wydać wyrok, czy zgodny z Konstytucją jest trzeci wyjątek w ustawie o planowaniu rodziny, w którym dopuszcza się usunięcie ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo wady genetycznej dziecka.

Jeżeli Julia Przyłębska et consortes nazwą to aborcją eugeniczną będzie znaczyło, iż Trybunał Konstytucyjny wezwie parlament do zmiany prawa i uznania jakiejkolwiek aborcji za nielegalną. „Zabezpieczeniem” ma być program „Za życiem”, wg którego państwo ma wziąć na siebie ciężar wychowywania kalekich dzieci. Znaczy, że po zmianie ustawy kobiety będą zmuszone do urodzenia, a wszelka aborcja będzie bezprawna.

Tak PiS chce wykołować kobiety. Równolegle dojdzie do prowokacji, aby kompromitować liderów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Udało się to z innymi już wcześniej, czarnosecińcy Kaczyńskiego będą liczyć na sukces i w tym wypadku.

A to dla nas znaczy, iż musimy przepracować zjednoczenie społeczeństwa obywatelskiego. PiS nas dyma, bo na to pozwalamy.

Tak zwane zło: Kaczyński

Przynajmniej w jednej kwestii wyprzedziliśmy USA i demokracje zachodnie. Otóż Paweł Śpiewak na początku roku akademickiego był zapowiedzieć, iż na Uniwersytecie Warszawskim studenci mogą wziąć udział w fakultatywnych zajęciach, w seminarium „Socjologia Jarosława Kaczyńskiego”. Co prawda w zajęciach bierze udział tylko 10 studentów, ale od czegoś trzeba zacząć.

Dopiero teraz nauka Jankesów podąża za „dobrą zmianą”. Na amerykańskich uniwersytetach można posiąść wiedzę o władzy PiS, o której nauczają w ramach nowego przedmiotu „Erozja demokracji”. W Polsce myśl „geniusza z Nowogrodzkiej” rozpowszechnia tylko UW, a za Atlantykiem aż 16 uniwersytetów, w tym na sławny Yale. Lepszej rekomendacji umysłowi prezesa PiS nie trzeba.

Jeszcze Kaczyńskiemu nie będą na świecie wystawiane pomniki, a jego „Porozumienie przeciw monowładzy” nie dostąpi porównań z „Księciem” Macciavellego, a raczej z pijarowskimi sztuczkami Goebbelsa, ale kto by się tym przejmował, bo – powtarzając za Julianem Tuwimem – najważniejsze, aby nazwiska nie pomylili.

Acz nie naucza o prezesie, ale przestrzega przed nim, wybitny konstytucjonalista prof. Wojciech Sadurski (Uniwersytet w Sydney), który Kaczyńskiego zna, uważa, iż ten odkrył w sobie niezgłębione pokłady cynizmu i jest tym bardziej niebezpieczny dla życia w Polsce, niż gdyby był tępym fanatykiem.

Sadurski twierdzi, iż Kaczyński uruchomił demony, które nie będzie łatwo cofnąć. Raczej nie pomogą nam kraje Zachodu – ani USA, ani Unia Europejska – jeżeli sami sobie z tym nie poradzimy. Polacy muszą uporać się ze złem, które za sprawą Kaczyńskiego dotknęło politykę i sferę publiczną.

Kaczyński sam w sobie jest przysłowiowy ze swoimi najgorszymi sortami, kanaliami, mordami zdradzieckimi. Nie trzeba więc na jego temat pisać żadnych oryginalnych teoretycznych prac, został zanalizowany choćby przez austriackiego noblistę Konrada Lorentza w dostępnych w języku polskim pozycjach „Regres człowieczeństwa” i „Tak zwane zło”. Zwłaszcza ta ostatnia publikacja mająca u nas kilka wydań opisuje źródła zła zarówna wśród zwierząt i ludzi. Kaczyński może być przykładem laboratoryjnym uruchomienia antyhumanitaryzmu, które u niego i członków PiS działa na zasadzie odruchu Pawłowa, w retoryce choćby otrzymujące miano w stosunku do przeciwników politycznych: „totalnej opozycji”, czy jeszcze bardziej widoczne w stosunku do uchodźców.

Sami sobie wyhodowaliśmy ten polip zła, który może zabić nasz kraj i odebrać w konsekwencji niepodległość.

(drugi fragment)

Należy wam się to!

Oskarżam was o wielokrotne łamanie Konstytucji RP, uchwalonej przez Zgromadzenie Narodowe i zatwierdzonej w drodze referendum przez większość narodu. Oskarżam was o to, że przysięgając na tę Konstytucję, wiedzieliście już wtedy, że ją będziecie perfidnie łamać, naciągać i wykorzystywać tak, jak wam wygodnie, po to tylko, aby zbudować system, który miał wam dać władzę wieczną. Ale nic nie trwa wiecznie.

Oskarżam was o to, że zrobiliście z Trybunału Konstytucyjnego farsę, trybunał, który jest pod całkowitą waszą kontrolą. Oskarżam was o to, że nie przyjęliście ślubowań od prawidłowo wybranych sędziów do tego Trybunału, wprowadzając tam osoby wam całkowicie uległe. Oskarżam was o niezgodny nawet z waszym, fałszywym, prawem wybór prezesa tego Trybunału. Oskarżam was o to, że przejęliście sądy powszechne, Sąd Najwyższy i Krajową Radę Sądownictwa, nominując tam prezesów sądów i członków KRS całkowicie zależnych od was, także w porozumieniu z waszym cichym koalicjantem, jakim jest Kukiz’15.

Oskarżam was o to, że z praworządnego państwa zrobiliście wydmuszkę, posiłkując się do tego bezczelnym hasłem, że prawo jest równe dla wszystkich. Każde wasze działanie przeczy temu truizmowi, choćby we wszystkich sprawach, które dotyczą was i waszych polityków. Oskarżam was o to, że nic nie zrobiliście w sprawie nieprawdziwych oświadczeń majątkowych ministra Szyszko i w sprawie wypadku premier Szydło, choć zdecydowana większość Polaków i tak wie, co się wydarzyło wtedy w Częstochowie. Oskarżam was o to, że przykryliście tak bulwersujące sprawy jak 12 milionów złotych w udziałach w spółce Srebrna, które są w rękach sekretarki pana Kaczyńskiego, czy ukrywanie gigantycznego majątku premiera Morawieckiego przez niego i jego żonę.

Oskarżam was o to, że zrobiliście niespotykany dotąd skok na spółki skarbu państwa, lokując tam swoich polityków, ich żony, matki i kochanki a także dalszą i bliższą rodzinę. Oskarżam was o to, że w kampanii wyborczej kłamaliście, że wasze państwo będzie tanie, skromne i roztropne, gdy tymczasem przez dwa i pół roku karmicie się milionami, wyciąganymi z budżetu w postaci skandalicznych nagród, premii czy dodatków, wmawiając do tego bezczelnie, że wam się to należy. Oskarżam was o to, że powołaliście do życia Polską Fundację Narodową tylko po to, aby dać zarobić miliony ludziom, którzy wyszli wprost z Kancelarii Premiera, założyli celową spółkę, a gdy już dostali swoje, wrócili na garnuszek państwa. Wszystko to zrobiliście obiecując tysiącom biednych, otumanionych ludzi, że państwo pod waszymi rządami będzie uczciwe.

Oskarżam was o zrobienie z Polski kraju co najmniej dziwnego na arenie międzynarodowej. Kraju, którego trzeba się wstydzić będąc za granicą, a z którego jeszcze nie tak dawno można było być dumnym. Oskarżam was o uchwalenie ustawy o IPN bez żadnej refleksji, która skonfliktowała nas z największymi naszymi sojusznikami, w tym z Ukrainą, Izraelem i USA. Oskarżam was o to, że zniszczyliście z mozołem, latami budowane bardzo trudne stosunki z Kijowem, Wilnem, Berlinem i Tel Awiwem. Oskarżam was o to, że pod wpływem krytyki wolnego świata, nacisków i gróźb, połykacie teraz swój własny język, wmawiając wyborcom, że to wasza przemyślana polityka. To samo dotyczy ustaw sądowych, z których cichcem się wycofujecie, po to tylko, aby nie stracić cennego dla was źródła kasy z Unii Europejskiej. A tyle gadacie o wstawaniu z kolan!

Oskarżam was o to, że z najwyższej funkcji państwowej, jaką jest Prezydent RP, uczyniliście żart i komedię dell’arte, całkowicie tę funkcję podporządkowując swoim własnym, partykularnym interesom. Oskarżam was o to, że z dnia zaprzysiężenia Prezydenta zrobiliście farsę, bo czymże innym jest ślubowanie na Konstytucję Rzeczpospolitej z pełną świadomością, że przez lata swych rządów będziecie ją traktować jak papier toaletowy, podcierając nią sobie tyłek w sposób urągający jakimkolwiek przyjętym powszechnie zwyczajom. Oskarżam was o to, że Prezydent RP został Pierwszym Narciarzem RP i Pierwszym Podróżnikiem RP na koszt społeczeństwa, bo to są jedyne osiągnięcia prezydenta.

Oskarżam was o to, że na lata całe podzieliliście polskie społeczeństwo, świadomie i w jednym tylko celu, aby zdobyć i ugruntować swoją władzę. Dziś już wiemy, że władzy tej nie ugruntujecie. Oskarżam was o to, że doprowadziliście do tego, że z trudem ustalony kompromis w sprawie aborcji został przez was po cichu naruszony w postaci wprowadzenia klauzuli sumienia wśród lekarzy, którzy mają obowiązek leczyć, pomagać i ratować ludzkie życie, a nie politykować. Wprowadzenie tej klauzuli doprowadziło do tego, że kompromis ów stał się w zasadzie martwym prawem, a setki kobiet gwałconych lub noszących płody nieuleczalnie chore muszą znosić traumę, za którą nie ponoszą żadnej winy. Oskarżam was o to, że bez zgody społecznej zasilacie setkami milionów złotych jednego księdza, któremu duszpasterstwo pomyliło się z biznesem i któremu w ten sposób spłacacie dług wdzięczności za pomoc przy wygraniu wyborów. W każdym normalnym państwie za coś takiego traci się władzę, ale wy zrobiliście z Polski państwo – potworka demokracji. Oskarżam was o to, że panią Godek, która jest twarzą zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, zatrudniacie w jednej ze spółek skarbu państwa na stanowisku członka Rady Nadzorczej tej spółki, co nasuwa głębokie wątpliwości co do ideowej uczciwości całej tej sprawy. Oskarżam was o to, że uczyniliście i dalej czynicie z Polski państwo wyznaniowe i to wyznaniowe dla jednej tylko religii, gdy tymczasem w Konstytucji powiedziane jest wyraźnie, że Polska to państwo świeckie. Ale wy Konstytucję RP traktujecie jak papier w kiblu.

Oskarżam was o to, że z największej katastrofy lotniczej w historii tego narodu uczyniliście farsę i pośmiewisko, nie szanując przy tym wszystkich 96 ofiar, które zginęły z powodów tak prozaicznych, że aż serce się ściska z bólu. Uczyniliście z tej tragedii jarmark, dzięki któremu wybrani dorobili się fortun, o jakich zwykły zjadacz chleba może sobie jedynie pomarzyć. Wszystko to zrobiliście, mając usta pełne frazesów, hipokryzji i zwykłych kłamstw. O to też was oskarżam. Oskarżam was o to, że z polskiej armii zrobiliście parodię, zgadzając się na to, aby jeden szaleniec traktował ją jak swój własny, prywatny folwark. Oskarżam was o to, że wykorzystując zdobytą władzę (owszem, w demokratyczny sposób) traktujecie przestrzeń publiczną jak własny ogródek, zmieniając nazwy ulic, placów i stawiając tam pomniki, mimo iż większość obywateli tego nie chce. Oskarżam was o wykorzystywanie demokracji do swoich wyłącznie celów i o traktowanie jej jak panny lekkich obyczajów. Oskarżam was o to, że doprowadziliście do zerwania największego kontraktu wojskowego, który mógł Polsce przynieść miliardy złotych w postaci umów offsetowych i dać gospodarce tysiące miejsc pracy w polskich a nie zagranicznych przedsiębiorstwach.

Oskarżam was, politycy obozu władzy, że zrobiliście z Parlamentu maszynkę do produkcji beznadziejnego prawa dla 38 milionów obywateli, żyjących w tym państwie. O to, że produkujecie ustawy w trybie ekspresowym, bez konsultacji społecznych i bez jakiejkolwiek pogłębionej refleksji. Oskarżam was o to, że opozycję parlamentarną traktujecie jak śmieci, które przeszkadzają wam w budowaniu państwa tylko dla was. Oskarżam was o to, że przyjęliście w wasze szeregi postkomuchów, mimo że jesteście partiami o korzeniach solidarnościowych. To mierzi najbardziej. Oskarżam was o to, że z wielkiej idei Solidarności zrobiliście pseudo związek zawodowy, który wspiera waszą politykę, a wy wspieracie ten związek, co jest całkowitym zaprzeczeniem idei wolnych związków zawodowych, o którą walczyło miliony Polaków w latach komuny. Oskarżam was o to, że z ikony tych wolnych związków uczyniliście podłego zdrajcę, nie patrząc ani na wyroki sądów, ani na szerszy kontekst jego życia. A wszystko to dzieje się za sprawą człowieka, który 13 Grudnia spał do południa w ciepłej pościeli i którym służby specjalne PRL w ogóle się nie interesowały. Dzisiaj piszecie dla niego nową historię, pełną przemilczeń, zakłamań i powierzchownych interpretacji. Oskarżam was o fałszywą reformę edukacji, która ma na celu tylko jedno – wypuścić ze szkół młodzież skrzywioną politycznie i edukacyjnie, dokładnie tak samo, jak chcieli zrobić to komuniści przez 50 lat PRL-u.

Oskarżam was o to, że daliście wyborcom złudną nadzieję, że pracując krócej będą oni mieli wystarczająco dobrą emeryturę. Zrobiliście to w jednym celu – aby zdobyć władzę. Do kosza przy tym wrzuciliście wszystkie analizy ekonomiczne, które wskazują, że społeczeństwo żyje coraz dłużej, co oznacza, że system emerytalny załamie się przy takiej polityce już za kilka, góra kilkanaście lat. Kto wtedy będzie miał ten problem na głowie? Na pewno nie wy. Oskarżam was o to, że wprowadziliście niesprawiedliwy i z gruntu niebezpieczny dla gospodarki, niczym bomba z opóźnionym zapłonem, program kupowania części wyborców kosztem innej części. Programem tym podzieliliście naród na tych, którzy pieniądze dostają i na tych, którzy ich nie dostają, ale składają się na niego wszyscy podatnicy w tym kraju. Oskarżam was o to, że mydliliście ludziom oczy, wmawiając im, że jest to program proprokreacyjny, dzięki któremu ma w Polsce urodzić się więcej dzieci, gdy tymczasem prawdziwie proprokreacyjny program in vitro zdusiliście, nomen omen, w zarodku, wiedząc o tym, że rozwiązanie to pomogło w latach 2014-2017 urodzić się ponad 8 tysiącom, zdrowych i szczęśliwych maluchów. Zrobiliście to tylko dlatego, że program ten wprowadził w życie poprzedni Parlament, w którym mieliście zdecydowaną mniejszość.

Oskarżam was o to, że swoją chorą i nieodpowiedzialną polityką obudziliście skrajne postawy w społeczeństwie, świadomie je jeszcze podgrzewając lub po cichu wspierając. Nie przeszkadzają wam burdy prawicowych opryszczonych młodzieńców, ale demonstrujących przeciwników waszej polityki nękacie policją, prokuratorem lub sądami. Na szczęście nie udało wam się zrobić z sędziów w sądach powszechnych narzędzia własnej polityki. I nie uda się to wam już nigdy. Oskarżam was o to, że swoim politycznym przeciwnikom chcecie urządzać pokazowe procesy, ale póki co świadomie opóźniacie nawet ich przesłuchania, jak w sprawie Stanisława Gawłowskiego, tylko dlatego, że idzie wam jedynie o to, aby gonić króliczka, a nie złapać go, bo igrzyska dla swojego ludu zawsze mogą się przydać. Oskarżam was o to, że zorganizowaliście pokazową komisję do spraw reprywatyzacji, która zamiast faktycznie wyjaśniać wszystkie nieprawidłowości, służy wam wyłącznie do walenia w waszego przeciwnika, całkowicie ukrywając takie na przykład fakty, jak to że powiązane z waszymi politykami osoby kupują od czyszczycieli kamienic apartamenty w kamienicach, których reprywatyzację tak piętnujecie. Oskarżam was o to, że traktujecie wyborców jak idiotów, manipulując nimi bez żenady i bez przerwy.

Oskarżam was wreszcie o to, że w czasach wyjątkowej koniunktury gospodarczej na świecie, wy, zamiast odkładać pieniądze na gorsze czasy, rozdajecie je bezmyślnie wybranym grupom społecznym, dla siebie biorąc dziesięć razy tyle. Oskarżam was o to, że w imię chorej ideologii i zobowiązań wobec jednego, bliskiego wam, związku zawodowego przepchnęliście kolanem ustawę o wolnych od handlu niedzielach, w której znalazło się ponad 30 wyjątków i która to ustawa za czas jakiś doprowadzi do poważnych kłopotów głównie małe polskie firmy, o które tak ponoć chcecie dbać. Oskarżam was także o to, że wasza wiedza ekonomiczna dotycząca różnych, powiązanych ze sobą procesów mikro- i makroekonomicznych jest na poziomie szkoły podstawowej, czyli żadna. Brakiem tej wiedzy epatujecie niemal codziennie i to mimo tego, że premierem waszego rządu jest bankster, który dorobił się przez lata pracy w III RP milionowego majątku, którego nie chce w pełni pokazać suwerenowi w obawie, że nie będzie to współgrać z waszym od lat przekazem, że jesteście biedni i uczciwi do kości.

Mój głos niewiele znaczy i możecie go między śmieci wrzucić. Możecie śmiać się z mojego “oskarżam”, ale to kropla drąży skałę a nie odwrotnie. Władza zdobyta i utrwalana dzięki naginaniu prawa, w tym przy pomocy łamania ustawy zasadniczej, nie może być trwała i nigdy nie będzie. Można wymyślać różne cuda, w tym gmerać przy ordynacji wyborczej, aby zwiększyć sztucznie swoje szanse w wyborach, ale polskie społeczeństwo, jak każde we współczesnym świecie wolnych i demokratycznych państw, ma granicę cierpliwości, do której zbliżacie się w tempie pędzącego pendolino, co widać w kolejnych sondażach poparcia. Od początku roku walczycie już tylko, coraz bardziej nieudolnie gasząc kolejne pożary benzyną, dzięki czemu trend poparcia wyraźnie się już zmienił i z każdym kolejnym badaniem ugruntowuje się on coraz bardziej. To jeszcze nie jest wygrana Opozycji, jeszcze dużo pracy przed wszystkimi, którzy chcą żyć w silnej, otwartej i nowoczesnej Polsce obywatelskiej. Jeszcze na laurach nie możemy usiąść, jeszcze nie możemy odpuścić Opozycji, jeszcze ją nękać musimy pytaniami, uwagami i żalami, że może być znacznie lepsza.

Wygrana nie jest wcale blisko.

Pełnych refleksji Świąt Państwu życzę.

6 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Biała Księga majątku Morawieckiego

Mateusz Morawiecki ma problemy ze sobą – zwykł mówić rzeczy, które nie przystoją osobie na jego stanowisku, bo takimi są stwierdzenia typu, iż w Polsce mamy ustrój demokracji narodowej, a nie państwa prawnego. Jakiekolwiek byśmy nie wertowali podręczniki politologii, natrafimy na najbliższy tej definicji opis państwa autorytarnego. W mentalność rządzących polityków PiS tak wdrukowany został ustrój stworzony przez Jarosława Kaczyńskiego, iż mają przeświadczenie, że nie obowiązuje Konstytucja, ale widzimisię prezesa.

Demokracja jest więc rozumiana jak pokraczność logiczna, w której rządzi większość niezwiązana prawem. Dlatego mamy fasadę Trybunału Konstytucyjnego, a nie Trybunał Konstytucyjny, a władza sądownicza jest zależna od politycznej i nie jest jednym z filarów trójpodziału władzy właściwym dla standardu demokracji.

Świat zachodni nam nie odpuści tej pokraczności, acz PiS może długo zwodzić felernymi intelektualnie Białymi Księgami, której najnowszy wytwór został przez Morawieckiego zawieziony do Brukseli.

Pokrętność Morawieckiego dotyczy także jego stanu posiadania. Rodzaj Białej Księgi majątku Morawieckiego próbują sporządzić dziennikarze w nowym numerze „Newsweeka”. Morawiecki ukrywa swój stan posiadania poprzez sztuczki zaksięgowania, przenosząc własność na małżonkę i nie ujmując milionowych wartości nieruchomości w oświadczeniach majątkowych.

Bank Zachodni WBK, w którym Morawiecki był prezesem zarządu, udzielił w 2008 roku kredytu 2 mln franków szwajcarskich firmie jego żony Iwonie Morawieckiej, firmie założonej ledwie dwa tygodnie wcześniej. Zabezpieczeniem była willa na warszawskim Mokotowie warta ok. 5 mln zł, która w 2015 roku została przepisana na Morawiecką, gdy Morawieccy podpisali dwa lata wcześniej częściową rozdzielność majątku.

Morawiecki tej willi w Warszawie, jak i innych nieruchomości we Wrocławiu nie ujmuje w oświadczeniu majątkowym. Powód jest iście polityczny, Morawiecki ukrywa przed opinią publiczną swój stan posiadania. Dziennikarze „Newsweeka” zadali pytania dotyczące tej kwestii premierowi i Bankowi Zachodniemu WBK. Nie dostali żadnej odpowiedzi.

Rządzeni powinni wiedzieć, czy wszystkie transakcje między małżonkami były przeprowadzone zgodnie z arkanami prawa i jakiemu podlegały opodatkowaniu. Najważniejsze, Morawiecki dwukrotnie żonglował przepisywaniem swojego majątku na żonę w momentach, gdy wchodził w politykę. Raz, gdy przymierzał się w 2013 roku do współpracy z rządem Donalda Tuska, ale został potraktowany z nieufnością. A po raz drugi w 2015 roku kombinował z majątkiem, gdy skumał się z Jarosławem Kaczyńskim i wszedł do pisowskiego rządu i został wreszcie jego premierem.

Ze względu na pełnioną funkcję Morawieckiemu powinna zostać sporządzona pełna Biała Księga jego stanu posiadania. Nie może być ona tak niewiarygodna, jak ta dotycząca demokracji w kraju, którą zawiózł do Brukseli.

Morawiecki swoje nieczyste intencje zechce przykryć zmniejszeniem rządu, które ma być ogłoszone w poniedziałek. Przykrywanie to stała praktyka żonglowania opinią publiczną. Taka jest anatomia krętactwa PiS.

Szmal definiuje misję polityków PiS

Nie idee, a szmal definiuje misję polityków PiS. Dość precyzyjnie kiedyś opisaną przez Jarosława Kaczyńskiego: – „Gdybyśmy stosowali zasady moralne, nic byśmy nie mieli”. Prezes dodał ponadto słynne powiedzenie: „Teraz k… my!” (TKM).

Nie jesteśmy więc zdziwieni, iż Beata Szydło przyznała ministrom wysokie nagrody, które winny otrzymać uzasadnienie. Niestety, niczego podobnego nie ma. Nawet gorzej – nie ma żadnych pism do wicepremierów, ministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu o przyznaniu im premii. Czyżby chodziło o to, aby nie było dokumentów poświadczających te nagrody plus?

Zatem kasa była przyznana „na gębę”. W Kodeksie Pracy w artykule 105 czarno na białym zapisano, że pracownik powinien być zawiadomiony, zaś „odpis zawiadomienia do akt” załączony. Czyli na najwyższym szczeblu władzy został naruszony Kodeks Pracy.

Uzasadnione jest, aby w związku z tym zawiadomić Prokuraturę Generalną o przyznaniu tych pseudo nagród. Kodeks cywilny w art. 58 opisuje to jako nieważną czynność prawną, czyli świadczenie nienależne, które podlega zwrotowi z odsetkami.

W prawie mamy przykłady wyroków, które zapadały w kontekście przyznawania nagród pracownikom, jak choćby kwestionowanie wysokości nagrody przez ZUS. Wyrok wydał Sąd Apelacyjny w Łodzi 27 stycznia 2016 roku (podaję powyższe dane za screenami na Twitterze Krzysztofa Brejzy).

Władza PiS narusza nie tylko Konstytucję RP, ale Kodeks Pracy. Gdybyśmy mieli niezależną Prokuraturę, to Beata Szydło byłaby oskarżona i ciągana po sądach.

Rozrzutność tej „dobrej zmiany” opisuje jeszcze jeden przykład. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński 6 marca 2016 roku podpisał zarządzenie o przyznaniu 11 mln albo więcej na ochronę biur poselskich. Tak posunięte jest tchórzostwo tych gierojów odizolowanych od społeczeństwa.
Uśmiech politowania może budzić dymisja 17 wiceministrów, jakiej w ramach „odchudzania administracji” dokonał Mateusz Morawiecki. W praktyce nie zmienia się sytuacja materialna zdymisjonowanych. Jak to będzie naprawdę wyglądać, wydał szef gabinetu premiera Michał Dworczyk: – „Premier wprowadza nowy model funkcjonowania rządu, nowy model zarządzania. Z tym związane są też zmiany, które doprowadzą m.in. do tego że podsekretarze stanu z tego korpusu politycznego przejdą do służby cywilnej. Staną się ekspertami”.

Mogą to być intratne dymisje, bo eksperci nie podlegają rygorom finansowym, na jakie skazani są wiceministrowie, wszak pisowska misja to szmal.

Noble z kartofla

PiS to bardzo „innowacyjna” partia, tworząca absurdalne podejścia do wszystkiego, czego się nie dotkną.

Z pewnością przejdzie do historii nowa definicja sukcesu – 1:27, ale też inne słowa uzyskają oryginalne pole semantyczne. Niektórzy twierdzą, że to już było, że jest nazywane surrealizmem, absurdem.

A ja wierzę w „geniusz” prezesa. Dlatego opatruję ten rzeczownik cudzysłowem. Wszyscy wiemy, cóż znaczy dymisja. Nie zaglądając do słownika, można napisać – pozbawienie stanowiska. Stanisław Karczewski nadaje nowy sens dymisji. Otóż marszałek Senatu niedawno cieszył się, że nie odmówi kandydowania na prezydenta Warszawy. A teraz ogłosił, że nie będzie kandydował.

Cóż zatem się stało? Proste, jak drut. Geniusz z Nowogrodzkiej zdymisjonował Karczewskiego z kandydata. Jakież twórcze! Wszak nikomu nie przyszłoby do głowy, aby najpierw ogłaszać, że się nie odmówi (och, jak nazywa się ten zawód, w którym się nie odmawia?), a następnie nie dostać klepnięcia od prezesa – być zdymisjonowanym przez prezesa z kandydata.

Inny surrealista Zbigniew Ziobro ogłosił rezultaty „o bardzo istotnych ustaleniach, niezwykle ważnym, wręcz historycznym śledztwie”, a chodzi o zabójstwo Jaroszewiczów w 1992 roku w Aninie. Pochwalił się Ziobro tym, co dokonał dziennikarz Tomasz Sekielski już rok temu, nawet w tej sprawie antyszambrował w ministerstwie, ale został potraktowany z buta. Nikt tym się jego ustaleniami nie zainteresował. Absurd może być taki, iż Ziobro nazywa się teraz Sekielski i z rocznym opóźnieniem ogłasza to, co zostało odkryte przez dziennikarza śledczego.

Możliwe, iż tych dwóch powyżej opisanych przebił Mariusz Błaszczak. Nazywałem go dotychczas mamrotem, ze względu na jego umiejętności intelektualno-retoryczne, zdaje się, że będę zmuszony do wycofania. Mianowicie Błaszczak to może być ktoś taki, jak razem wzięci Andrzej Wajda, Agnieszka Holland i Paweł Pawlikowski przełamani przez Mickiewicza i Gombrowicza. Ten „reżyser” Błaszczak o spocie MON na 19. rocznicę przyjęcia Polski do NATO, w którym nie mówi się o takich tuzach jak Bronisław Geremek i Jerzy Buzek, a za to w spocie są wymienieni sam Błaszczak i Andrzej Duda, był łaskaw rzec: – „Ten klip jest skierowany ku przyszłości”. Ha, zapomniałem o Stanisławie Lemie, który pisał o przyszłości – takie uniwersum szykuje Błaszczak.

Mateusz Morawiecki – znany w kraju i na świecie ze swoich rozlicznych wpadek – pogratulował Angeli Merkel wyboru na urząd kanclerza Niemiec i zażyczył, aby „umocnić nasze partnerstwo w sprawach dwustronnych i europejskich”. Czyżby słynną już Białą Księgę (propagandy PiS) zamierzał przetłumaczyć na niemiecki? Nasi prawnicy sprostują kłamstwa Morawieckiego w antyksiędze, bo premier robi koło pióra Polsce, kompromituje nas, Polaków.

Można mniemać, iż Morawiecki będzie starał się przebić Andrzeja Dudę. Jak utrzymuje były polityk PiS, były wiceprezes tej partii Paweł Zalewski: – „Morawiecki twierdzi, że nie tylko Niemcy byli sprawcami Holokaustu, ale też Żydzi i Polacy. Duda usiłuje go przebić i porównuje Unię Europejską do zaborców. Czekamy na wypowiedź kolejnego pretendenta”.

Co może być większym nieszczęściem niż zabór Polski przez Unię Europejską? Podpowiadam Morawieckiemu: wojska NATO w Polsce. Niegdyś Wałęsa wyprowadził wojska radzieckie z Polski, więc Morawiecki może za wyprowadzenie wojsk amerykańskich z Polski dostać, jak były prezydent, innego trochę Nobla, ale za to z rąk prezesa – Nobla z kartofla. Taka to innowacyjna partia PiS, czego się nie dotkną, jak pisowski Midas, zamieniają w kartoflisko.

Beaty Szydło śmietnik historii

Nie znamy wyroków historii. Beata Szydło też nie zna. Czy będzie zapamiętana z „sukcesu” 1:27 w walce z rodakiem Donaldem Tuskiem, czy z wypadku samochodowego w Oświęcimiu 10 lutego ubiegłego roku? Jednakże dla mnie pozostanie potwierdzeniem spostrzeżenia Włodzimierza Lenina, iż państwie prawa i sprawiedliwości komunizmu może rządzić kucharka.

W komunie do tego ewenementu nie doszło, Nadieżdę Krupską ubiegł Józef Stalin, ale doszło do tego w Polsce. Jarosław Kaczyński nie chciał ubiec Szydło, która potwierdza regułę, iż osoby bez kompetencji w jakiejkolwiek dziedzinie mogą dać się wszystkim we znaki, jednak z chwilą zniknięcia stają się obojętne. Zapominamy o nich z westchnieniem ulgi: och, jak fajnie, że ich zasłużenie już nie ma na agendzie publicznej.

Przeszło rok prokuratorzy badali przyczyny prostego wypadku, w którego spowodowanie chcieli wrobić bogu ducha winnego młodego kierowcę seicento, Sebastiana K. Była nawet supozycja, aby zlecić badanie przyczyn wypadku niemieckim rzeczoznawcom. Nie doszło jednak do tego, bo nie wszystkie narody mają poczucie humoru Mrożka i Barei.

Faktyczny stan prawny z wypadkiem Szydło na dzisiaj mamy następujący. Prokurator regionalny rozpatrzył wniosek prokuratora okręgowego o rozwiązanie zespołu prokuratorów śledczych. Jednocześnie prokurator okręgowy wysłał do sądu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania w sprawie przeciwko kierowcy seicento.

To powinno zamknąć sprawę badania wypadku z udziałem Szydło. Specjalnie nie używam nazwisk prokuratorów, bo nie są godni żadnego zapamiętania, a śledztwo jest nawet bardziej skomplikowane, niż tutaj opisuję, a to z tej przyczyny, aby publika nie zrozumiała, że organa państwa dały ciała. Jest to typowe pisowskie „chachmęctwo do imentu”. Tak naknocić, aby nikt nie chciał dotknąć się tego zakalca.

Sypała się już wcześniej koncepcja oskarżenia Sebastiana K. Mianowicie trzech prokuratorów śledczych odmówiło prokuratorowi okręgowemu oskarżenia wyłączenia ze śledztwa dowodów wskazujących, czy rządowe auta były kolumną uprzywilejowaną w ruchu, a więc czy miały włączone sygnały świetlne i dźwiękowe oraz niewątpliwej winy funkcjonariuszy ówczesnego Biura Ochrony Rządu.

Tak prostego faktu prokuratura nie potrafiła dociec, czy używano sygnałów. Nawet padło pod adresem Sebastiana K. takie oto oskarżenie: „nie zachował należytej ostrożności „. Co to znaczy? Wiadomo – nic, ale działa jako oskarżenie. A w gruncie rzeczy winą młodego kierowcy jest to, iż śmiał jechać drogą publiczną.

Umorzenie w sądzie ma ten walor prawny, iż prokurator nie chce sądzić Sebastiana K., ale zwala winę na niego, uznaje go winnym bez skazania. W ten sposób prokuratura sama siebie ustanawia sądem. Zauważmy, iż bez porozumienia stron. Ale „winny nieskazany” nie godzi się na takie potraktowanie. Obrońca Sebastiana K., mec. Władysław Pociej zapowiada walkę o prawdę przed sądem.

I słusznie! Prawne państwo polskie zostało sknocone do imentu, odbiera się honor niewinnym osobom, uznając ich łaskawie za winnych nieskazanych. Ale to Beata Szydło walnęła w przysłowiowe drzewo i znalazła się na śmietniku historii. Oby tam została na zawsze.

POSTAWMY MU KOLEJNY POMNIK, ZA SKAZYWANIE NIEWINNYCH.

Państwo teokratyczne tuż tuż

Żwawym krokiem zmierzamy w kierunku państwa teokratycznego. A może nawet nie krokiem, ale maybachem Tadeusza Rydzyka lub podobną limuzyną.

Projekt „Stop aborcji” oznaczający w praktyce likwidację legalnej aborcji w Polsce wylądował w sejmowej lodówce. Nawet wyglądało na to, iż ma tam tkwić na zawsze w wiecznej zmarzlinie, ale 14 marca odezwał się Episkopat: – „Przypominając o konieczności bezwarunkowego szacunku należnego każdej istocie ludzkiej we wszystkich chwilach jej istnienia (por. Dignitas personae, 10), biskupi apelują o niezwłoczne podjęcie prac legislacyjnych nad projektem obywatelskim „Zatrzymaj aborcję”.

Następnego dnia 15 marca Marek Kuchciński zadarł swoją sutannę (metaforycznie, rzecz jasna), zlecił, aby komisja sprawiedliwości i praw człowieka kierowana przez sławetnego posła PiS Stanisława Piotrowicza zajęła się projektem bliskiemu sercu kleru i na stronach sejmowych pojawiła się informacja „nastąpiła zmiana porządku dziennego”. Na posiedzenie 19 marca dołożono punkt: „Zaopiniowanie dla Komisji Polityki Społecznej i Rodziny obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (druk nr 2146)”.

Tak pędzimy w stronę państwa teokratycznego. Nie zgadza się na tego kleszego maybacha Strajk Kobiet, która to organizacja w #SłowoNaNiedzielę zapowiada organizację protestów – właśnie w niedzielę – pod biurami diecezji i archidiecezji w całej Polsce.

O wydarzeniu organizatorki piszą: – „Nie mając nic przeciwko wierze i wiernym, w niedzielę 18/03 idziemy pod siedziby archidiecezji i diecezji, czyli urzędów opresyjnej instytucji, której dyktaturę znosiłyśmy już dostatecznie długo. Która jest źródłem nienawiści, pogardy i przemocy wobec kobiet”.

I dalej Strajk Kobiet mocno podkreśla, do jakiej podrzędności Kościół katolicki i jego polityczne ramię PiS sprowadził połowę ludności naszego kraju: – „Dla której fałszywie pojmowana „tradycja” i „moralność” jest ważniejsza od tego, że codziennie jesteśmy gwałcone i zabijane. We własnych domach. W imię świętości nierozerwalnego małżeństwa. Która nie spocznie, póki nie zamieni naszego życia w ostateczne piekło. W bólu mamy żyć, rodzić i umierać. Dość tego!”. Czy ten maybach rozbije się o Strajk Kobiet i nie tylko o tę organizację – zależy od nas.

Taki oto kwiatek z tej samej beczki znalazłem na stronach pch24.pl (Polonia Christiana). Ks. prof. Edward Staniek 25 lutego w wygłoszonej homilii w kościele Sióstr Felicjanek pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Krakowie przyznał się, że modli się o śmierć dla papieża Franciszka: – „Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a jeśli tego nie uczyni – modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca. O szczęśliwą śmierć dla niego mogę zawsze prosić Boga, bo szczęśliwa śmierć to wielka łaska”.

Tacy to łaskawcy. Z zimną krwią są w stanie życzyć śmierci. Ckni się łaskawcom Święta Inkwizycja, jakieś łamanko kołem tudzież spławianie czarownic rzeką, zwłaszcza takich, które optują za kompromisem aborcyjnym.

Prawicowe nosy czują swąd porażki

Prawicowe nosy coraz częściej czują swąd porażki, a co za tym idzie utratę przywilejów, które im się nie należą z jednej prostej przyczyny – większość polityków i dziennikarzy nie dostało łaski talentu.

Strach ma wielkie oczy. Czują, że może skończyć się ich czas i zagarnięte trzeba będzie zwrócić, a samemu wrócić do parcianej rzeczywistości.

Szef wpływowego w PiS tygodnika „Sieci” i portalu wpolityce Jacek Karnowski odkrywa, iż „zaplecze III RP (medialne, biznesowe, lobbingowe)” zaczyna odzyskiwać wpływy, nie działają jednak sami, działają „częściowo w porozumieniu z elementami obozu władzy”.

Zdziwieni? A kim są ci zdrajcy, ten „element”? Nie padają wprost nazwiska, ale w następnych zdaniach pozornie nieoczywistych możemy się dowiedzieć, że „premier Morawiecki nie miał właściwie szansy, by zbudować swój wizerunek tak, jak chciał”.

Moglibyśmy z tego się uśmiać, ale to jednak znaczy, że tragiczna na zewnątrz sytuacja Polski pisowskiej ma być kontynuowana, a nawet pogłębiana, do czego ma się przysłużyć „skierowanie do pracy w KPRM dwójki PR-owców (Anny Plakwicz i Piotra Matczuka)”.

Pijarowcy Plakwicz i Matczuk to ten sam sort grafomanii, jak Karnowski. Zalecenia są jasne, Morawiecki „ma być mniej intelektualny, a bardziej konkretny”. Przyznam się, że uśmiałem przy stwierdzeniu, iż Morawiecki jest „intelektualny”.

Jednak Karnowskiemu drżą łydki: „Z punktu widzenia obozu rządzącego, dynamika wygląda więc niedobrze, mimo wciąż imponujących słupków poparcia, które – niezależnie od ich obiektywnej wysokości – mogą być mniej lub bardziej kruche, tłukliwe. I choć dziś procesy, o których piszę, nie zagrażają politycznej dominacji prawicy, to jednocześnie budują one potencjał, który może wielu gorzko zaskoczyć: i w czasie kampanii wyborczej, i w dniu wyborów”.

Nie tylko Karnowskiemu czarna przyszłość zagląda w oczy, na tym samym portalu Łukasz Adamski ma przeczucie, że prawicowa broń polityczna „zdrada” obraca się przeciw PiS: „Bo w przypadku, gdy „nasi stają się jak oni z tymi nagrodami” dochodzi element poczucia zdrady. To już wyższa forma emocji. Nie zapominajmy, że od upadku komunizmu prawica funkcjonuje dzięki mitologii zdrady. Zdrady przy Okrągłym Stole, zdrady przez Lecha Wałęsę, zdrady…. tutaj dopiszcie sobie dziesiątki nazwisk. Kara za „zdradę” na prawicy jest zawsze głęboka.”

Dopóki zdradą szermowało się w kierunku przeciwników politycznych i która mobilizowała elektorat, prawicowe elity były spokojne, ale o zdradę posądzony zostaje najnowszy wymysł geniusza z Nowogrodzkiej, premier Morawiecki. Po dwóch latach „rewolucyjnych” rządów PiS rozpoczęło się szukanie zdrajców we własnych szeregach. Szybko! Wróży zatem, że sami się pozagryzają i powróci normalność, acz po PiS długo trzeba będzie sprzątać.

Szok! Początek roku to kolejne przelewy publicznych środków do T.Rydzyka. MSZ przekaże 336 000 zł na dofinansowanie „Współpracy w dziedzinie dyplomacji publicznej 2018″ dla WSKMiS oraz dla Fundacji Lux Veritatis. Jak obstawiacie kiedy przekroczą 100 mln?

5 tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Macierewicza patriotyzm za 15 milionów złotych

Działaniom polityków PiS, a szczególnie Jarosława Kaczyńskiego, aż się prosi, aby nadać rangę literatury. Nie muszę podpowiadać, jaka to miałaby być kategoria estetyczna. Nie musiałby to być nazbyt wysoki diapazon „Dróg wolności” Sartre’a ani szorowanie o najgłębsze pokłady egzystencji Fiodora Dostojewskiego. Wystarczyłby Bareja bądź Mrożek z dramatów połączony z fabułą komedii ludzkich zakłamań Balzaca.

Nieprzypadkowo w ostatnich dniach mamy do czynienia z dwoma postaciami z podobnej bajki. Z Jarosławem Gowinem, któremu pensja ministerialna nie wystarczała do pierwszego i z drugim przypadkiem pozornie odwrotnym, bizantyjskim, z Antonim Macierewiczem, którego otoczenie przez półtora roku ze służbowych kart kredytowych i płatniczych używało sobie na kwotę 15 mln zł.

Wcale nie przypadkiem Gowina z Macierewiczem połączyła Beata Szydło, gdy w kampanii wyborczej zakłamywała rzeczywistość, iż ministrem od wojny będzie Gowin, a nie Macierewicz. Dlaczego to zrobiła? Wiadomo. Ważniejsza jednak jest odpowiedź o drugie dno: dlaczego naprawdę to zrobiła?

Kładę nacisk na „naprawdę”, bo to znaczy, że naprawdę nie chodzi o żadne umiejętności, ale o obsadzanie kolesi partyjnych, którzy nie są żadnymi fachowcami. Jakim znawcą wojska jest Macierewicz? Gdy rozwiązywał WSI i pisał raport o tym – tak zapędził się w grafomaństwie, że do tej pory nie opublikowano aneksu – naraził wojsko polskie na brak osłony wywiadowczej i kontrwywiadowczej, co skutkowało na misjach wojskowych i wśród siatki szpiegowskiej śmiercią wielu osób.

Nikogo to specjalnie nie przejęło, że wielu dało gardło za Polskę tylko dlatego, że Macierewicz jest lewusem. Większość, jeżeli nie każdy, wykazałby się podobną lewizną, jak były minister obrony w zerwaniu kontraktu na sprzęt wojskowy, gdyż do negocjowania potrzeba umiejętności i wiedzy, a przede wszystkim rozpoznania, co konkretnie potrzebne jest do obrony Polski w zobowiązaniach sojuszniczych i jaka doktryna jest właściwa dla naszej geopolityki.

Myślę, że każdy wykazałby się zdolnościami wraz z kolesiami z podwórka albo z knajpy, aby przewalić 15 mln zł w ciągu półtora roku. Co? Niektórzy z przepicia wykorkowaliby? Spokojnie – jest na to rada, wystarczy wyskoczyć do Nowego Jorku i w porządnym restaurancie bądź kasynie na Manhattanie puścić jednego wieczora tysiące dolców. Daliby radę. A czym się różni Mariusz Błaszczak od Macierewicza, którego zastąpił? Mniejszą fantazją wypłat z kart płatniczych, acz może się okazać, że nie doceniamy Błaszczaka. On też potrafi dawać radę. Ci panowie największe osiągnięcia mają, gdy nie szkodzą w ministerstwach, gdy łażą po mediach – niektórzy z nich nie wychodzą – i nie mają czasu na psucie. Najważniejszy dla nich cel – blichtr celebrytów.

Jakie osiągnięcia mają politycy PiS? Gdy się wezmą za pisanie ustaw, wychodzi jak z ustawą o IPN, konfliktem dyplomatycznym z najważniejszymi graczami na scenie globalnej. Gdy wezmą się za teorię politologiczną, to wychodzi, jak Mateuszowi Morawieckiemu w wywiadzie dla „Der Spiegla”. Nie ma już „państwa prawnego”, jest „narodowe”: – „Polska jest demokratycznym państwem narodowym„.

Od początku władza PiS korzysta z kredytu kart płatniczych, żyje na cudzy koszt. Andrzej Duda żyje na kredyt przyszłej konstytucji, bo obecną złamał i grozi mu odsiadka. Tak manipulują przy trójpodziale władzy, aby odpowiadać tylko przed sobą, a to znaczy, że zakładają nie oddać władzy. Zapłacą każdą cenę. Rychło o tym się przekonamy.

I jak to w grotesce, najlepsze złote myśli są autorstwa bohaterów groteski. Kaczyński w 2014 roku powiedział: – „Drugim kierunkiem działania jest likwidacja kart kredytowych, które finansowane są z pieniędzy państwowych„. Jest to cytat z oficjalnego konta PiS na Twitterze z 16 czerwca 2014. Wybitny pisarz i satyryk rosyjski z XIX wieku Michaił Sałtykow-Szczedrin napisał – jakby przewidział PiS: – „Jak władza dużo zaczyna mówić o patriotyzmie, to znaczy, że będą kraść„. Macierewicz mówił o patriotyzmie za 15 milionów zł.

Spółka , która należy do Instytutu im. L. Kaczyńskiego ma już uzgodnienia środowiskowe pod budowę 190 metrowego wieżowca u zbiegu ul. Srebrnej i Towarowej. Szacowany koszt budowy ~150 mln . Ciekawe czy sfinansują to ?

Czy wybory będą strollowane?

Zacznijmy od podstawowego dogmatu – dla mnie oczywistego – Polacy są lepsi, niż politycy PiS przez dwa lata z nami zrobili. Zniszczyli naszą reputację, sprowadzili nas do swoich wymiarów. Polityka jest okrutna, jeżeli mają nas wyzyskać na arenie międzynarodowej, wyzyskają.

Niestety, jako Polacy odpowiadamy za pisowców. Na świecie nas nie rozróżniają. Polak dla innych stał się zakłamany jak pisowiec, który np. może powiedzieć taka brednię politologiczną, że Polska jest demokratycznym państwem narodowym.

Przed opozycją i społeczeństwem obywatelskim nie lada wyzwanie, by w niedługim czasie przekonać pozostałych rodaków do tego, że nie możemy pod obecną władzą zmierzać do izolacji państwa, a tym samym do uniemożliwienia karier dla najlepszych, samorealizacji się, że nie możemy marnować życia.

Gdyby dzisiaj wybierano szefa Rady Europejskiej, Donald Tusk nie miałby żadnych szans, ani ktokolwiek z naszych wielokroć lepszy od Tuska. Polak został ośmieszony, PiS zrobił z naszej nacji karykaturę. Jesteśmy jak bohater „Monizy Clavier” Sławomira Mrożka, groteskową ofiarą, którą świat wykopuje za drzwi, bo chwali się swoim przegraństwem.

Niedługo wybory samorządowe, które już dzisiaj widać, iż będą jednym wielkim chaosem, szaleństwem organizacyjnym. A jeżeli tak – to o to chodzi, aby szaleństwo było metodą na wygraną PiS. Brak pieniędzy na organizację wyborów – dzisiaj mówi się o deficycie rzędu 600 milionów złotych, a będzie on większy. Kto zatem za friko albo za niewielką dietę zechce zasiadać w komisjach wyborczych?

Niemożliwe stanie się skoordynowanie i przeprowadzenie bezpiecznych transmisji z 28 tysięcy lokali wyborczych, tym bardziej, że jeszcze nie przeprowadzono skomplikowanych przetargów na zakup kamer. O to jednak chodzi, chaos pozwoli PiS przepychać w sądach po swojej myśli oprotestowane i zaskarżane wyniki wyborcze, które zresztą zostaną „ustalone” – jak czytamy w nowej ordynacji.

Ze strony władzy wybory pilotuje Paweł Szefernaker, prawa ręka ministra spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego. Ten Szefernaker stosuje sztuczki właściwe dla trolli internetowych, zwala przewidywaną winę na innych, w tym wypadku na Państwową Komisję Wyborczą, choć organizację wyborów odebrano sędziom PKW na rzecz władzy wykonawczej.

Szefernaker w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” w TVN24 wskazał nawet winnego chaosu podczas listopadowych wyborów samorządowych: – „Wiele informacji, które się pojawia na ten temat, wynikają tylko i wyłącznie z tego że pojawiają się w mediach, bo są wrzucane przez szefową KBW… Najpierw wysyła do mediów list, a potem do premiera”. Chodzi o szefową Krajowego Biura Wyborczego Beatę Tokaj, która dzisiaj zresztą została zastąpiona przez pisowską działaczkę Magdalenę Pietrzak.

Wniosek jest tylko jeden, jeżeli pilotuje wybory ktoś tak marnej miary jak Szefernaker, wybory mogą być tylko strollowane.

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO PIS

O wyższości wódki nad whisky

Chyba logicznym jest, iż podtrzymywanie uchwalonego w Sejmie stanowiska PiS, które potem jest odkręcane przez dyplomację i Mateusza Morawieckiego, to retuszowanie ruin. Tak działa ustawa o IPN na świecie. Nikt nie nabiera się na naprędce sklecane zespoły negocjacyjne z Polski, które udają się np. do Izraela, aby przedyskutować ustawę. Ani Izrael, ani USA jej nie odpuszczą. A rozwiązanie jest proste – anulować uchwałę.

Ale co robiłyby takie fundacje jak Reduta Dobrego Imienia? Wszak jej celem jest upowszechnianie oleodruku (jelenia ryczącego na rykowisku) o historii Polski i reprezentowanie grafomanii prezesa Świrskiego. Wielokroć obśmiane i obnażone w historii takie zniewolenia umysłu mają się obecnie całkiem dobrze.

Ba, żyją te pasożytnicze organizmy, jak pączek w maśle za sprawą np. Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które właśnie rozstrzygnęło konkurs na granty wspierające promowanie Polski i Polaków.

Gdyby jeszcze Polskę promowano w Polsce, to machnęlibyśmy na to ręką, bo Barei i Mrożka nie ma wśród nas, a „Ucho prezesa” jest nie dość obnażające groteskę władzy PiS, więc niech Reduty Dobrego Imienia, Polskie Fundacje Narodowe się kompromitują, abyśmy mieli ubaw po same pachy.

Jakie więc pachy będą promowane przez Instytut Nowych Mediów (Mistewicza -183 tys. zł grantu), Lux Veritatis (Rydzyka -180 tys.), SDP (Skowrońskiego -151 tys.), Fundacja Gazety Polskiej (Sakiewicza -176 tys.), WSKSiM (Rydzyka – 156 tys.).

Po jakie pachy będziemy mieli ubaw? Oczywiście, po pachy kołtuna polskiego. MSZ przyznało granty kołtunom, którzy będą w kraju nas uszczęśliwiać promocją swojej skarlałej Polski, na świat raczej nie wyściubią nosa, gdyż zostaną obśmiani.

Zanadto nie mamy z czego się cieszyć, gdyż i nam w pakiecie zostanie przyprawiona gęba kołtuna. Niejaką ilustracją promocji Polski jest wybuch, do jakiego dzisiaj doszło w sklepie polskim w angielskim Leicester. Nieoficjalnie, na zapleczu znajdowała się nielegalna wytwórnia alkoholu. Mniemać należy, że produkowano wódkę, bądź bimber.

Wyższość wódki nad whisky dla patriotów jest oczywista, bo nie rozsmakowali się w whisky. Choć i z wódkami jest problem, mianowicie najlepsza jest jednak „Finlandia”.

DO ANTONIEGO JESZCZE NIE DOTARŁO… CAŁY CZAS URZĘDUJE W SWOIM DAWNYM GABINECIE I MA WSZYSTKIE PRZYWILEJE… może to jakaś alternatywna rzeczywistość? a może boją się jakoś mu to wytłumaczyć?

Szydło rekonstruuje „Komedię” Arystotelesa

Wypadek Beaty Szydło to niejako esencja rządów PiS. Metafora tej władzy, w której skupia się niemal wszystko ją znamionujące: pokraczność, zakłamanie, nieudolność i nieumiejętność skończenia zaczętej roboty.

Była premier mogłaby posłużyć jako materiał rekonstrukcyjny do ulubionej formy estetycznej wyznawanej przez ten typ osobowości – pisowski. Rekonstruują, bo nie potrafią kreować. Odwołują się do tradycji, gdyż boją się teraźniejszości i przyszłości. Ten zestaw „przymiotów” opisuje tchórzy; dla tchórza naczelną wartością jest tradycja, z której się nie uczy, tylko chce powielać. Bohaterem jest postać pozytywna bądź negatywna (Lech Kaczyński, ew. Wojciech Jaruzelski), byle była martwa, gdyż nie potrafi się bronić przed zawłaszczeniem albo zdegradowaniem.

Dlatego tak lubią odwoływać się do wszelkich akcji rekonstrukcyjnych. Dla mnie Szydło nadaje się, jako wartość osobowa, do rekonstrukcji, a nawet wskrzeszenia, które jest nie lada wyzwaniem dla ludzkiego ducha. Mianowicie Arystoteles napisał dwie pozycje dotyczące teorii piśmiennictwa i narracji – „Poetykę” i „Komedię”. „Poetyka” to podstawa wykształcenia od czasów starożytnych, a „Komedia” nie zachowała się, zaginęła. Możemy tylko mniemać, jaka w niej zawarta była treść, acz trochę wiemy z innych dzieł, które do tego zaginionego dzieła się odwołują.

Na pewno komedią jest pokraczność, zdeformowanie, nienadawanie się, nieprzystawanie, groteska – toż to Szydło jako polityk. Na komedię składa się mimowiedne i zamierzone zakłamanie, qui pro quo z tzw. prawdą materialną, zresztą przez Arystotelesa i klasycznych Greków świetnie zdefiniowane. Zakłamanie Szydło jest iście chrześcijańskie, rodem z Monty Pythona.

Nieudolność Szydło poznaliśmy przy jej sukcesie wyboru Donalda Tuska, którego to rodaka chciała uwalić i wyszło jej jak zwykle: śmiech na sali – 1:27. Nie chcę opisywać wszystkich „przymiotów” Szydło, wspomnę jej niedokończenie. Miała być premierem całą kadencję, a była tylko pół. Tak wygląda charakterystyka Szydło, potrzeba więc fabuły bądź metafory, aby osadzić ją w komedii omyłek, do której kapitalnie nadaje się ów – w gruncie rzeczy – banalny wypadek w Oświęcimiu w ubiegłym roku.

Banalny – gdyż policjanci, a za nimi prokuratorzy powinni na miejscu orzec, co i jak, aby wszyscy zapomnieli, bo to guzik warte zdarzenie na tle tego, co w Polsce jest niszczone, demolowane. Ale – nie! Od początku trzeba rżnąć publikę i rżnąć głupa. Szukać winnego, bo samemu jest się tak małym, iż nie potrafi przyznać do błędu.

Po przeszło roku od zdarzenia prokuratorzy przy orzeczeniu przyczyn tego banalnego wypadku wywiesili białą flagę. Nie da się dojść, kto zawinił… Świadkowie boją się ciągania po sądach, a nawet, gdyby władzy coś się nie zgadzało, mogą wszak świadków pociągnąć do odpowiedzialności. Tak było w PRL-u, tak jest obecnie.

Po roku śledztwa w sprawie banalnego wypadku możemy zastosować jeszcze jedną formułkę z PRL-u: „sprawa jest rozwojowa”. Z igły zrobiły się pisowskie widły. A osoba Szydło – cóż! – nadaje się tylko do rekonstrukcji „Komedii”, bo w niej zbiegają się wszelkie nici narracji śmieszności.

„Pocieszę”. Mateusz Morawiecki nie jest lepszy, o ile Szydło jest arystotelowsko-szekspirowska, to on jest z Brechta, nawet dosłownie, to, co brechta o demokracji, a nawet gdy brechtał w dniu święta żołnierzy niezwykłych – och, Wyklętych – woła o pomstę do niebios, choć niektórzy posądzają, iż premier zapadł na chorobę filipińską. U władzy więc mamy takich rekonstruktorów.

JESZCZE K…WA IM MAŁO????

Duda i Morawiecki mogą pocałować klamkę w Białym Domu

W PiS zostały uruchomione w tej kwestii mechanizmy obronne i zaprzeczenia.

USA nałożyły na Andrzeja Dudę i Mateusza Morawieckiego szczególne sankcje – zostali uznani za persona non grata w Białym Domu. Podkreślmy: szczególne sankcje, a nie ogólne. Różnica miedzy nimi jest taka, jak między profesorem zwyczajnym – tytuł obowiązujący wszędzie – a profesorem nadzwyczajnym, którym tytułuje się na uczelni zatrudniającej delikwenta. Jeszcze lepiej różnice oddaje ogólna teoria względności i szczególna teoria Einsteina.

Szczególne sankcje dotyczące Dudy i Morawieckiego będą działać – odźwierny w Białym Domu ma przykazane, aby tych dwóch osobników i ich wysłanników nie wpuszczać na pokoje – póki ustawa o IPN nie zostanie zmieniona, dopóty zostaną z niej usunięte zapisy kwestionujące święte słowa dla Jankesów o wolności słowa, wolności badań i wypowiedzi.

Waszyngtońskiej administracji nie spodobało się, iż mieniący się demokratami politycy PiS nakładają cenzurę i za wolność wypowiedzi możliwa jest sankcja prawna, bo tym jest ustawa o IPN.
Szczególne sankcje wobec Dudy i Morawieckiego nie muszą być ogłaszane, gdyż należą do sfery dyplomacji. To tak, jakbyśmy na ulicy zobaczyli Dudę bądź Morawieckiego i przeszli na drugą stroną. A że ulica należy do Amerykanów, więc nie wpuszczą na nią tych dwóch osobników, niech sobie łażą, gdzie chcą, byle nie narażali swoimi osobami na szwank rozumu.

Oczywiście, politycy PiS zaprzeczają owym sankcjom, bo nie zostały oficjalnie ogłoszone. Otóż sankcje szczególne płyną w nieoficjalnym nurcie, komunikuje się o nich poprzez zamierzony wyciek. I z takim mamy do czynienia. Dziennikarze Onetu dostali cynk, następnie sankcje potwierdził amerykański portal BuzzFeed.

Jarosław Kaczyński może tylko zacierać ręce. Na niego nie zostały nałożone sankcje, wszak od niego zależy, czy Duda i Morawiecki coś zrobią, aby ustawa o IPN została zmieniona i zaakceptowana przez zachodni świat.

Tymczasem w PiS zostały uruchomione mechanizmy obronne i zaprzeczenia. A to znaczy, że rozpoczęło się polowanie na kozła ofiarnego. Kto zawinił? Jak w takiej animalnej polityce bywa, zwykle źle zaplanowana jest nagonka, bo kozioł ofiarny zamienia się w osła. Ile kozłów by nie złożono w ofierze udobruchania bóstwa, to i tak pozostanie opinia, że ma się do czynienia z osłami.

NIE MACIE WRAŻENIE, ŻE MEGA EKSPRESOWO WYWOŁANA AFERA Z IZRAELEM PRZYKRYŁA TEMAT UDZIAŁU PiS W PRYWATYZACJI WARSZAWSKICH KAMIENIC?

W efekcie głośnego reportażu „Superwizjera” TVN o polskich neonazistach, aresztowano już pięć osób, uczestniczących m.in. w obchodach urodzin Adolfa Hitler, w lesie pod Wodzisławiem Śląskim. 23 stycznia, Prokuratura Rejonowa w Radomsku rozpoczęła śledztwo, w sprawie publicznego propagowania nazizmu, podczas festiwalu Orle Gniazdo.

Po publikacji reportażu dowiedzieliśmy się, że z bezpośredniej relacji usunięto najbardziej drastyczną scenę, w której nawoływano do zamordowania byłego polskiego premiera szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. Autorzy materiału po prostu uznali, że była ona zbyt szokująca, by ją upublicznić. Zdanie jednak zmienili i postanowili ujawnić szczegóły…

Słowa wzywające do morderstwa przewodniczącego Rady Europejskiej padły z ust wokalistki grupy Gan ze sceny podczas festiwalu Orle Gniazdo. Podobno prywatnie jest pracownicą jednego z sądów okręgowych.

Współtwórca reportażu Bertold Kittel zapewnił w „Wyborczej”, że nieopublikowany materiał zostanie przekazany prokuraturze. Wokalistka odpowiadałaby za przestępstwo nawoływania do popełnienia zbrodni z art. 255§2, za co grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

PAMIĘTACIE AFERĘ RYWINA? No więc w ustawie o IPN mamy przemyconą podobną furtkę do karania wedle uznania. TO JEST KOLEJNY BUBEL PRAWNY PiS.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Prezes i jego pachołki

Jarosław Kaczyński bierze na klatę wojenkę o nowelizację ustawy o IPN. Pisowska wojenka – na razie dyplomatyczna – ma swój początek na Nowogrodzkiej, gdzie niejeden raz poległ rozum, ale tym razem dowiedział się o tym świat.

Zauważmy, jaka jest siła rażenia Izraela, nawet Bruksela uruchomieniem procedur związanych z artykułem 7 Traktatu UE nie spowodowała takiego upadku wizerunku Polski. W polityce za wizerunkiem idzie znaczenie kraju – słowo Polska zostało ośmieszone, za co odpowiada w pierwszym rzędzie prezes PiS.

Pokrętność Kaczyńskiego jest banalna, jak zło, którego macki świetnie zostały opisane przez Hannah Arendt. Kaczyński za wywołaną przez siebie wojenkę odpowiedzialnymi czyni innych, dopatruje się spisku mrocznych sił, spisku złych mocy przeciwko Polsce: – „Nasi przeciwnicy są bardzo mocni, ale też wiemy, jakie mechanizmy tutaj funkcjonują. Mówię tutaj zarówno o mechanizmach społecznych, politycznych, jak i takich mechanizmach technicznych, jak na przykład w internecie, gdzie np. można za jednym razem skupić 100 tys. wpisów. Za jednym pociągnięciem”.

Pomijam znawstwo internetu przez Kaczyńskiego, PiS walczy ze wszystkimi na świecie i w kraju. Świat Kaczyńskim raczej się nie przejmuje, bo zgniecie go jak chitynę nieprzyjemnego owada: był Kaczyński, nie będzie Kaczyńskiego. A że to on sprawuje władzę, możemy orzec, iż Polska zostanie potraktowana jak insekt.

Uruchomiony został w kraju antysemityzm, a raz uwolniona nienawiść rasowa nie jest do opanowania, będzie się ona przepoczwarzać w antyislamizm i podobne przemysły pogardy. Polakom zatem przyprawiana zostanie zbiorowa gęba wykrzywiona z nienawiści, jak w sejmowym wystąpieniu prezesa, gdy wypowiadał słynne słowa o kanaliach i mordach zdradzieckich.

Taki mamy wizerunek. Podobnie, jak w przypadku walki pisowskiej z niezależnością sądów, do boju stają naprędce sklecone szwadrony, a to Polskiej Fundacji Narodowej czy Reduty Dobrego Imienia. Tym razem ta ostatnia – pożal się Boże – organizacja uruchamia nowy twór internetowy z funduszy resortu spraw zagranicznych – aplikację „Rycerz”.

Twórcy „Rycerza” spodziewają się milionów korespondentów i wolontariuszy, którzy mają bronić dobrego imienia Polski. W istocie chodzi o ściganie tych, którzy źle wyrażają się o rządzących. Co z tego wyniknie? Nic. Grube dziesiątki milionów zostaną zmarnowane, bo taki szef RDI Maciej Świrski jest sam w sobie groteskowy, ośmieszający postać Polaka.

Ściganie „dobrego imienia Polski” pewnie skupi się, jak w sprawach sądów, na donosach w kraju, jak to było w przypadku wywieszenia na banerach informacji o sędzim, który ukradł z supermarketu pęto kiełbasy za 5 zł i niewdzięcznik umarł kilka lat wcześniej.

Będziemy mieli do czynienia z karykaturą dobrego imienia Polski. A że aplikacja nosi dumne odwołanie do polskiej rycerskości, można rzec, iż mamy do czynienia z pachołkami. Moi przodkowie nawet nie używali szabli do płazowania takich – pożal się Boże – groteskowych postaci.

Tak wygląda upadek wizerunku Polski w wydaniu „rycerza” Kaczyńskiego i jego pachołków. Waldemar Kuczyński we wpisie na Twitterze domaga się dla dobra Polski, aby zebrało się konsylium lekarzy i oceniło stan „rycerza”. – „Moim zdaniem, stan psychiczny Jarosława Kaczyńskiego powinien zostać oceniony przez miarodajne konsylium złożone z psychopatologów. Wymaga tego podstawowy interes Polski. Piszę poważnie”.

Jeden z internautów (Szurum Burum) radzi, aby nie zawracać sobie głowy psychiatrami, jest skuteczniejsza metoda: „tu tylko taczki rozwiążą problem”„Kaczyński osobiście wywołał światowe tornado przeciw Polsce. Jego stan psychiczny, zdolność do oceny rzeczywistości i podejmowania racjonalnych decyzji staje się podstawową kwestią racji stanu” – napisał także W. Kuczyński). I to jest problem Polski.

Szczucie wg Beaty Szydło wynika z tego, że kocha zwierzęta

Beata Szydło dała nową wykładnię szczucia wg PiS. Jeszcze niedawno była premierem, dzisiaj jest czytelnikiem swojej minionej „chwały”, która w podręcznikach politologii zostanie opisana rezultatem 1:27. Była premier przeczytała fragment artykułu Renaty Grochal w „Newsweeku” o sobie i pobieżała na Twitterze sprostować: „Pani Redaktor Szanowna, dziękuję za troskę o mnie i moją rodzinę. To doprawdy wzruszające. To, co Pani pisze pozostawiam bez komentarza, bo na komentarz nie zasługuje. Pozdrawiam i życzę dobrej niedzieli. A nasz pies swobodnie biega sobie po naszym podwórku, bo kochamy zwierzęta” (pisownia oryginalna).

Dziennikarka w leadzie pisze o tej „miłości do zwierząt” państwa Szydło. „Mąż Beaty Szydło nie chce rozmawiać z „Newsweekiem”. Gdy uznaje, że jestem zbyt namolna i zadaję za dużo pytań, otwiera bramę i wypuszcza owczarka niemieckiego. – Dalej chce pani wejść do domu? – pyta.”

Wypuścił na dziennikarkę owczarka, czyli poszczuł – i z pyszna zapytał się, czy chce wejść. Beata Szydło nazywa to „kochamy zwierzęta”. Gdy ta pani była premierem, niczego pozytywnego nie wniosła do życia publicznego, wręcz Polskę kompromitowała, dzisiaj za to niechcący nadaje nowe znaczenia pojęciom: szczucie to jest wg niej miłość do zwierząt. Dlaczego onegdaj nie podpowiedziała Mariuszowi Błaszczakowi, iż użycia paralizatora to miłość do elektryczności?

Lecz Szydło jest dzisiaj w politycznej ruinie. I jej sytuację opisuje Grochal. Była premier to pierwsza osoba po 1989 roku, która została zdegradowana z premiera do wicepremiera. I uwaga – kolejny syndrom dotyczący PiS – po rekonstrukcji rządu nie chciała wyprowadzić się z gabinetu premiera do wicepremiera. Podobnie, jak Antoni Macierewicz nie chce się wyprowadzić z gabinetu ministra na Klonowej, Mariusz Błaszczak musiał znaleźć sobie gabinet pod innym adresem. Tak im przyrosły cztery litery do stołków. Ten syndrom znakomicie opisuje Zbigniew Herbert w „Bajce ruskiej”, jak to pomazańcowi z bożej łaski ciało zrosło się z tronem (stołkiem).

Przypadkowo pani Szydło trafiło się ziarno, które sporo wyjaśnia z tego, co się dzieje wokół ustawy o IPN. A zatem mamy do czynienia w tym wypadku – odpowiednio – „kochamy prawdę”, aby nią poszczuć tych, którzy nie zgadzają się z pisowska wykładnią o Holocauście. Przy tej okazji „zaszczekał” antysemityzm w rodakach.

Miłość do prawdy była do obejrzenia w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy Foksal, gdzie odbyła się projekcja dokumentu Jedwabne-Świadkowie-Świadectwa-Fakty” Elżbiety i Wacława Kujbidów, wymowę tego dzieła Prawdy” uzasadnia autor tego potworka: „W Jedwabnem nie mordowali Polacy. To żydowskie kłamstwo”.

Można zatem uznać ten dokument za obowiązujący wśród pisowskich braci dziennikarskiej. Tylko czekać, aż zostanie zakupiony przez Jacka Kurskiego dla TVP i wyemitowany w mediach narodowych. Przy okazji informuję, iż spotkałem się z nowym rzeczownikiem – bardzo celnym – charakteryzującym dziennikarzy mediów pisowskich – dziennikarły.

W „Newsweeku” o wiele ważniejszy tekst niż o Beacie Szydło wyszedł spod pióra Jana Tomasza Grossa, głównie z powodu jego znakomitej książki „Sąsiedzi” szyta jest ustawa o IPN. Jak zwykle PiS uzasadnia to tym, że „kochamy prawdę”. Tak wygląda ta miłość – poszczuć. Pan Szydło poszczuł Renatę Grochal owczarkiem niemieckim, ale niezbyt rasowo powszechnie ujadają antysemici niczym kundle. Jak to ujął swego czasu Melchior Wańkowicz – takie to skundlenie. Ustawa o IPN to jeden z przyczynków do narodowego kundlizmu.

MYŚLELIŚCIE, ŻE KIEDYŚ DOCZEKACIE TAKICH CZASÓW???