Posts Tagged ‘Beata Szydło’

NIE MACIE WRAŻENIE, ŻE MEGA EKSPRESOWO WYWOŁANA AFERA Z IZRAELEM PRZYKRYŁA TEMAT UDZIAŁU PiS W PRYWATYZACJI WARSZAWSKICH KAMIENIC?

W efekcie głośnego reportażu „Superwizjera” TVN o polskich neonazistach, aresztowano już pięć osób, uczestniczących m.in. w obchodach urodzin Adolfa Hitler, w lesie pod Wodzisławiem Śląskim. 23 stycznia, Prokuratura Rejonowa w Radomsku rozpoczęła śledztwo, w sprawie publicznego propagowania nazizmu, podczas festiwalu Orle Gniazdo.

Po publikacji reportażu dowiedzieliśmy się, że z bezpośredniej relacji usunięto najbardziej drastyczną scenę, w której nawoływano do zamordowania byłego polskiego premiera szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. Autorzy materiału po prostu uznali, że była ona zbyt szokująca, by ją upublicznić. Zdanie jednak zmienili i postanowili ujawnić szczegóły…

Słowa wzywające do morderstwa przewodniczącego Rady Europejskiej padły z ust wokalistki grupy Gan ze sceny podczas festiwalu Orle Gniazdo. Podobno prywatnie jest pracownicą jednego z sądów okręgowych.

Współtwórca reportażu Bertold Kittel zapewnił w „Wyborczej”, że nieopublikowany materiał zostanie przekazany prokuraturze. Wokalistka odpowiadałaby za przestępstwo nawoływania do popełnienia zbrodni z art. 255§2, za co grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

PAMIĘTACIE AFERĘ RYWINA? No więc w ustawie o IPN mamy przemyconą podobną furtkę do karania wedle uznania. TO JEST KOLEJNY BUBEL PRAWNY PiS.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Prezes i jego pachołki

Jarosław Kaczyński bierze na klatę wojenkę o nowelizację ustawy o IPN. Pisowska wojenka – na razie dyplomatyczna – ma swój początek na Nowogrodzkiej, gdzie niejeden raz poległ rozum, ale tym razem dowiedział się o tym świat.

Zauważmy, jaka jest siła rażenia Izraela, nawet Bruksela uruchomieniem procedur związanych z artykułem 7 Traktatu UE nie spowodowała takiego upadku wizerunku Polski. W polityce za wizerunkiem idzie znaczenie kraju – słowo Polska zostało ośmieszone, za co odpowiada w pierwszym rzędzie prezes PiS.

Pokrętność Kaczyńskiego jest banalna, jak zło, którego macki świetnie zostały opisane przez Hannah Arendt. Kaczyński za wywołaną przez siebie wojenkę odpowiedzialnymi czyni innych, dopatruje się spisku mrocznych sił, spisku złych mocy przeciwko Polsce: – „Nasi przeciwnicy są bardzo mocni, ale też wiemy, jakie mechanizmy tutaj funkcjonują. Mówię tutaj zarówno o mechanizmach społecznych, politycznych, jak i takich mechanizmach technicznych, jak na przykład w internecie, gdzie np. można za jednym razem skupić 100 tys. wpisów. Za jednym pociągnięciem”.

Pomijam znawstwo internetu przez Kaczyńskiego, PiS walczy ze wszystkimi na świecie i w kraju. Świat Kaczyńskim raczej się nie przejmuje, bo zgniecie go jak chitynę nieprzyjemnego owada: był Kaczyński, nie będzie Kaczyńskiego. A że to on sprawuje władzę, możemy orzec, iż Polska zostanie potraktowana jak insekt.

Uruchomiony został w kraju antysemityzm, a raz uwolniona nienawiść rasowa nie jest do opanowania, będzie się ona przepoczwarzać w antyislamizm i podobne przemysły pogardy. Polakom zatem przyprawiana zostanie zbiorowa gęba wykrzywiona z nienawiści, jak w sejmowym wystąpieniu prezesa, gdy wypowiadał słynne słowa o kanaliach i mordach zdradzieckich.

Taki mamy wizerunek. Podobnie, jak w przypadku walki pisowskiej z niezależnością sądów, do boju stają naprędce sklecone szwadrony, a to Polskiej Fundacji Narodowej czy Reduty Dobrego Imienia. Tym razem ta ostatnia – pożal się Boże – organizacja uruchamia nowy twór internetowy z funduszy resortu spraw zagranicznych – aplikację „Rycerz”.

Twórcy „Rycerza” spodziewają się milionów korespondentów i wolontariuszy, którzy mają bronić dobrego imienia Polski. W istocie chodzi o ściganie tych, którzy źle wyrażają się o rządzących. Co z tego wyniknie? Nic. Grube dziesiątki milionów zostaną zmarnowane, bo taki szef RDI Maciej Świrski jest sam w sobie groteskowy, ośmieszający postać Polaka.

Ściganie „dobrego imienia Polski” pewnie skupi się, jak w sprawach sądów, na donosach w kraju, jak to było w przypadku wywieszenia na banerach informacji o sędzim, który ukradł z supermarketu pęto kiełbasy za 5 zł i niewdzięcznik umarł kilka lat wcześniej.

Będziemy mieli do czynienia z karykaturą dobrego imienia Polski. A że aplikacja nosi dumne odwołanie do polskiej rycerskości, można rzec, iż mamy do czynienia z pachołkami. Moi przodkowie nawet nie używali szabli do płazowania takich – pożal się Boże – groteskowych postaci.

Tak wygląda upadek wizerunku Polski w wydaniu „rycerza” Kaczyńskiego i jego pachołków. Waldemar Kuczyński we wpisie na Twitterze domaga się dla dobra Polski, aby zebrało się konsylium lekarzy i oceniło stan „rycerza”. – „Moim zdaniem, stan psychiczny Jarosława Kaczyńskiego powinien zostać oceniony przez miarodajne konsylium złożone z psychopatologów. Wymaga tego podstawowy interes Polski. Piszę poważnie”.

Jeden z internautów (Szurum Burum) radzi, aby nie zawracać sobie głowy psychiatrami, jest skuteczniejsza metoda: „tu tylko taczki rozwiążą problem”„Kaczyński osobiście wywołał światowe tornado przeciw Polsce. Jego stan psychiczny, zdolność do oceny rzeczywistości i podejmowania racjonalnych decyzji staje się podstawową kwestią racji stanu” – napisał także W. Kuczyński). I to jest problem Polski.

Szczucie wg Beaty Szydło wynika z tego, że kocha zwierzęta

Beata Szydło dała nową wykładnię szczucia wg PiS. Jeszcze niedawno była premierem, dzisiaj jest czytelnikiem swojej minionej „chwały”, która w podręcznikach politologii zostanie opisana rezultatem 1:27. Była premier przeczytała fragment artykułu Renaty Grochal w „Newsweeku” o sobie i pobieżała na Twitterze sprostować: „Pani Redaktor Szanowna, dziękuję za troskę o mnie i moją rodzinę. To doprawdy wzruszające. To, co Pani pisze pozostawiam bez komentarza, bo na komentarz nie zasługuje. Pozdrawiam i życzę dobrej niedzieli. A nasz pies swobodnie biega sobie po naszym podwórku, bo kochamy zwierzęta” (pisownia oryginalna).

Dziennikarka w leadzie pisze o tej „miłości do zwierząt” państwa Szydło. „Mąż Beaty Szydło nie chce rozmawiać z „Newsweekiem”. Gdy uznaje, że jestem zbyt namolna i zadaję za dużo pytań, otwiera bramę i wypuszcza owczarka niemieckiego. – Dalej chce pani wejść do domu? – pyta.”

Wypuścił na dziennikarkę owczarka, czyli poszczuł – i z pyszna zapytał się, czy chce wejść. Beata Szydło nazywa to „kochamy zwierzęta”. Gdy ta pani była premierem, niczego pozytywnego nie wniosła do życia publicznego, wręcz Polskę kompromitowała, dzisiaj za to niechcący nadaje nowe znaczenia pojęciom: szczucie to jest wg niej miłość do zwierząt. Dlaczego onegdaj nie podpowiedziała Mariuszowi Błaszczakowi, iż użycia paralizatora to miłość do elektryczności?

Lecz Szydło jest dzisiaj w politycznej ruinie. I jej sytuację opisuje Grochal. Była premier to pierwsza osoba po 1989 roku, która została zdegradowana z premiera do wicepremiera. I uwaga – kolejny syndrom dotyczący PiS – po rekonstrukcji rządu nie chciała wyprowadzić się z gabinetu premiera do wicepremiera. Podobnie, jak Antoni Macierewicz nie chce się wyprowadzić z gabinetu ministra na Klonowej, Mariusz Błaszczak musiał znaleźć sobie gabinet pod innym adresem. Tak im przyrosły cztery litery do stołków. Ten syndrom znakomicie opisuje Zbigniew Herbert w „Bajce ruskiej”, jak to pomazańcowi z bożej łaski ciało zrosło się z tronem (stołkiem).

Przypadkowo pani Szydło trafiło się ziarno, które sporo wyjaśnia z tego, co się dzieje wokół ustawy o IPN. A zatem mamy do czynienia w tym wypadku – odpowiednio – „kochamy prawdę”, aby nią poszczuć tych, którzy nie zgadzają się z pisowska wykładnią o Holocauście. Przy tej okazji „zaszczekał” antysemityzm w rodakach.

Miłość do prawdy była do obejrzenia w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy Foksal, gdzie odbyła się projekcja dokumentu Jedwabne-Świadkowie-Świadectwa-Fakty” Elżbiety i Wacława Kujbidów, wymowę tego dzieła Prawdy” uzasadnia autor tego potworka: „W Jedwabnem nie mordowali Polacy. To żydowskie kłamstwo”.

Można zatem uznać ten dokument za obowiązujący wśród pisowskich braci dziennikarskiej. Tylko czekać, aż zostanie zakupiony przez Jacka Kurskiego dla TVP i wyemitowany w mediach narodowych. Przy okazji informuję, iż spotkałem się z nowym rzeczownikiem – bardzo celnym – charakteryzującym dziennikarzy mediów pisowskich – dziennikarły.

W „Newsweeku” o wiele ważniejszy tekst niż o Beacie Szydło wyszedł spod pióra Jana Tomasza Grossa, głównie z powodu jego znakomitej książki „Sąsiedzi” szyta jest ustawa o IPN. Jak zwykle PiS uzasadnia to tym, że „kochamy prawdę”. Tak wygląda ta miłość – poszczuć. Pan Szydło poszczuł Renatę Grochal owczarkiem niemieckim, ale niezbyt rasowo powszechnie ujadają antysemici niczym kundle. Jak to ujął swego czasu Melchior Wańkowicz – takie to skundlenie. Ustawa o IPN to jeden z przyczynków do narodowego kundlizmu.

MYŚLELIŚCIE, ŻE KIEDYŚ DOCZEKACIE TAKICH CZASÓW???

Reklamy

PADLIŚMY :)))))) Jakiś komentarz, bo nam zabrakło słów?

PO PROSTU. Trafiony – zatopiony! 🙂

Kanarkowy upadek Polski

Za Szydło zapłacimy wszyscy z kasy państwa.

Trudno ogarnąć problemy Polski, w jakie wpadł nasz kraj pod dwuletnimi rządami PiS. Beata Szydło odchodzi w operetkowym stylu (groteska). Na trybunę sejmową weszła w stroju kanarkowym, który wklepał się w podświadomość jako „moralne zwycięstwo” 1:27.

Wotum nieufności wobec niej złożone przez Platformę Obywatelską nie przeszło. Lecz jutro może podać się do dymisji, bo prześpi się z problemem wotum. Dialektyka PiS jest poza naszą logiką, jest nie z tego realnego świata, to Alternatywy 4.

Następca Szydło dostaje w spadku zdewastowany wizerunek Polski jako państwa nieodpowiedzialnego. Dzisiaj – 07.12.2017 – Komisja Europejska pozywa Polskę, Czechy i Węgry przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej za to, że te trzy kraje nie wywiązały się z relokacji uchodźców.

Polsce grożą ogromne kary. Jeszcze rząd Ewy Kopacz zobowiązał się przyjąć ponad 6 tys. uchodźców, ale Szydło (za Jarosławem Kaczyńskim) w imię ksenofobii i nacjonalizmu odrzuciła ten odruch chrześcijański. Motywy postawy są z Alternatywy 4, bo jakim zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski są ludzie uchodzący przed śmiercią. Matki z dziećmi na rękach miałyby zamienić się w terrorystów?

Rząd Szydło nie poczuwał się do wypełnienia zobowiązań Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, a dokładnie art.78.3. Pisowski rząd nie wywiązywał się z Konstytucji w kraju i z traktatu UE, w istocie konstytucji UE.

Unia Europejska nie stawia polityków przed Trybunałem Stanu, lecz ich kraj przed sankcjami i karami finansowymi. Za Szydło zapłacimy wszyscy z kasy państwa, nie skończy się to tylko na tej karze. Będziemy mieli do czynienia ze zmasowaną propagandą mediów propisowskich, a to z kolei będzie budować obraz Unii zagrażającej Polsce.

Kanarkowy kostium Szydło kole w oczy, jest kolorystyczną cezurą w naszej historii. Skończył się okres prosperity naszego kraju (czegoś nienormalnego), a zaczęła się nasza historyczna norma, peryferyjność, geopolityczny strach przed sąsiadami, obsunięcie w drugo- i trzeciorzędność narodową.

Obawiam się, że upadek Polski jest nie do powstrzymania, nawet gdyby PiS został dzisiaj odsunięty od władzy. Zaufanie świata traci się na długo przez takich nieudaczników, jak Szydło i Kaczyński.

PATRIOTA.

DONALD TUSK.

DO NAS WSZYSTKICH.

SZACUNEK. CZEKAMY NA PANA!!!! – Polacy

CAŁA POLSKA POTRZEBUJE TYCH SŁÓW. :))) Klikajcie dla Prezydenta Donalda Tuska.

Morawiecki zrekonstruowany na Szydło

W „Sowie & Przyjaciele” Mateusz nie robił żółwika z Donaldem Tuskiem, ale z innymi politykami PO owszem.

Nie mamy do czynienia z rekonstrukcją rządu, ale z rekonstrukcją premiera. W tej chwili rząd nie zostanie wymieniony, wszyscy ministrowie zostają na stanowiskach, a nawet zostaje Beata Szydło, spadnie tylko w hierarchii o jedno oczko. Spada na stopniach podium – ze stopnia premiera na wicepremiera.

Proszę zauważyć, nie wiemy, jak została złożona dymisja, bo to wszystko działo się za kulisami, na spotkaniu Komitetu Politycznego, biura politycznego PiS. Nie znamy strony formalnej, rytualnej. Na papierze złożone zostało oświadczenie, czy też Szydło użyła słów, że składa dymisję? A może Jarosław Kaczyński zakomunikował towarzyszom partyjnym, że Szydło mu się oświadczyła z dymisją. On przyjął, a czy wy towarzysze przyjmujecie? Tak! – burza oklasków, czyli przez aklamację. Potem doszło do tajnego głosowania – takie są „oficjalne” przecieki.

To jest wymiana zderzaków. Beata Szydło się zużyła, zwłaszcza psychicznie, bo wzięła na siebie ciężar bezprawia prezesa. To ona stanie przed Trybunałem Stanu, na który zasłużyła swoją dzielną postawą. Po przyjęciu dymisji przez prezesa Kaczyńskiego i desygnowaniu Mateusza Morawieckiego do roli kontynuatora zbożnego dzieła zamiany ustroju kraju, który nie jest zapisany w Konstytucji, te decyzje klepnął Andrzej Duda, bo taką rolę prezydentowi wyznaczył prezes.

Klepnięcie, a nie desygnowanie, gdyż to ostatnie polega na tym, że mianowany premier przystępuje do tworzenia rządu, który następnie w Sejmie dostaje bądź nie wotum zaufania. Teraz jest zupełnie inaczej. Morawiecki przejmuje rząd z pełnym inwentarzem: z Antonim Macierewiczem i Witoldem Waszczykowskim, którzy jakoby mieli iść do ostrzału, a oni zostają w rządzie.

Mamy więc do czynienia z paradoksalną sytuacją: na czele rządu Beaty Szydło staje Mateusz Morawiecki. Bareja czy bajer? – niech każdy rozstrzygnie w swojej refleksji. Kolejne novum to brazylijska telenowela z rekonstrukcją ministrów, którzy jakoby mają od połowy stycznia ulegać podobnemu procesowi rekonstruowania, jak Morawiecki.

Dziennikarze zacierają ręce, bo będą zastanawiać się, czy Waszczykowski zostanie wymieniony na Krzysztofa Szczerskiego, a może odkurzona zostanie Anna Fotyga. Żurnalistom przynajmniej do głowy nie będą przychodzić głupoty, że demokracji już nie ma. Ewentualnie tym, którym jednak przyjdzie do głowy, że to jest dyktatura, zrepolonizuje się media. Jak chcą pisać o braku demokracji, proszę bardzo, ale w podziemiu. Debitu nie dostaną.

Co z protokołem? Bo dymisja Szydło nie w tym miejscu została złożona, że desygnować Morawieckiego nie powinien prezes. Phi, phi i jeszcze raz phi. Przejmujecie się protokołem, a nie przejmujecie się Konstytucją? Duda oświadczy, że on uważa to za właściwe, zgodne z protokołem, a nawet z artykułami Konstytucji.

Dlaczego Morawiecki, a nie Kaczyński zrekonstruował rząd Szydło? Morawiecki bowiem ma same atuty. Nowy premier nie ma negatywnego elektoratu, gdyż nie ma żadnego. Wyborcy niespecjalnie go rozpoznają, to dopiero przed nimi. Morawiecki jest technokratą i zna języki, będzie jeździł po świecie i tłumaczył, że to polska droga do demokracji, do wstawania z kolan. A co? – prezes z Adamem Bielanem mają zasuwać po Trafalgar Square bez ochrony policjantów jak na Krakowskim Przedmieściu i narażać się na atak terrorystyczny, jak już raz tego doznał (trzeba mieć szczęście, raz wyjechać, a w tym samym czasie dochodzi do ataku, to tak jak w drewnianym kościele dostać cegłą po czerepie).

Morawiecki ma za zadanie prostować wizerunek Polski, a jest co, bo jest zszargany niemiłosiernie, przede wszystkim ruszają unijne procedury związane z sankcjami i proces przed unijnym Trybunałem Sprawiedliwości o nieprzyjęcie uchodźców. Kaczyński nie ma żadnego swojego człowieka w Brukseli, a Morawiecki ma – był wszak doradcą Donalda Tuska.

Co prawda w „Sowie & Przyjaciele” Mateusz nie robił żółwika z Donaldem, ale z innymi politykami PO owszem. Jak Donald nie zechce działać pierś w pierś w sprawie polskiej z Mateuszem, to minister Antoni skieruje do prokuratury wniosek o aresztowanie szefa Rady Europejskiej, bo ten  wraz z generałami Piotrem Pytlem i Januszem Noskiem współpracował ze służbami rosyjskimi.

To są atuty polityczne Morawieckiego. No i potrafi księgować wydatki budżetowe, zaciągać kredyty w zachodnich bankach na jak najniższy procent. Do tego Kaczyńskiemu potrzebny jest nowy premier. Zużyje się szybciej niż Szydło. Co więc nas czeka potem? A kto by tak daleko wybiegał naprzód. Zresztą, w Europie sytuacja tak się może zmienić, że już nikt nie będzie zawracał głowy jakąś Polską. A naród trzymany będzie w kagańcu, pozostanie kwestia: czy poluzować, czy mocniej chwycić za mordę.

TO ZDJĘCIE PRZEJDZIE DO HISTORII. Jest jak alegoria Polski pod PiS-owskim butem. POLACY NIGDY TEGO NIE ZAPOMNĄ.

PILNE !!!!!! Pytanie do myślących: dlaczego stary Morawiecki zbiera posłów dla syna, którzy blokowaliby jego odwołanie? Wystarczy 10 posłów i Kaczyński traci władzę!!! PODAJCIE DALEJ. Staruszek Kaczyński jeszcze nie przejrzał planu Morawieckich.

Kiedyś, przed debatą kandydatów na prezydenta, krzyczał do prezenterów telewizyjnych „wszystkich was zwolnimy!!!”. Dziś broni ustaw Dudy, które bezczelnie łamią Konstytucję. Pisowiec pisowcem pozostanie. Dość złudzeń!

NIC NIE ROZUMIECIE… :))))

Oto 5 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Nielegalny hazard w otoczonym przez policję kasynie

Polityka transakcji wewnątrz PiS zdecydowała, iż projekty prezydenckie dwóch ustaw sądowniczych zostały w komisji sejmowej wykastrowane i wróciły do formy sprzed lipcowych wet.

Mogłoby to być dopuszczalne w sporze jako takim, ale czy w sporze niekonstytucyjnym? Jeżeli niekonstytucyjność określimy złem, oznaczymy minusem, to zło podlega dalszej dewaluacji, jest kolejnym minusem – znaczy, że nie nabiera żadnych wartości pozytywnych. Przyglądamy się temu spektaklowi z piekła rodem – piszę o Polakach świadomych tego, co się dzieje – zajmujemy głos, oceniamy, bo dotyczy destrukcji naszego państwa.

Wybitny prawnik, były szef Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Rzepliński zasugerował prezydentowi, aby oba projekty wycofał z Sejmu albo je zawetował. Ale wg mnie zawetowanie nie trzyma się kupy, bo tym samym praca izby ustawodawczej nie miałaby żadnego sensu. W tej logice – posłowie zajmowaliby się brakoróbstwem. Acz gros przedstawicieli tylko potrafi wytwarzać braki.

Prof. Rzeplińskiemu odpowiedział rzecznik Dudy Krzysztof Łapiński. – „Prezydent nie posłucha apeli i na razie nie wycofa z Sejmu swoich projektów ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym” – powiedział. Czyli się godzi na destrukcję, a tym samym potwierdza przypuszczenia, iż dotrzymuje zobowiązań transakcji z Jarosławem Kaczyńskim – taki niekonstytucyjny deal.

Nie będę komentował brakoróbstwa retorycznego Łapińskiego, który odkrył Amerykę, iż „nie jest on [Rzepliński – przyp. mój] ani ministrem, ani doradcą prezydenta”. Ciekawy sposób debatowania: nie gadaj, bo nie jesteś swój. Jakby Polska była folwarkiem PiS.

Obóz PiS „nauczył się” czegoś podczas lipcowych protestów, gdy prezydent w imieniu ich obozu ustąpił i zawetował dwie spośród trzech ustaw. Dzisiaj mamy świadomość, że Duda w istocie grał na czas. Więc teraz spór jest markowany, aby ludzie nie wychodzili na ulice. Gdy ustawy otrzymają pożądany kształt przez Kaczyńskiego, Duda trybem nocnym je podpisze.

Inaczej tego, co się dzieje, nie można odczytać. Co by się działo, gdyby Duda zawetował obydwie ustawy? Choć możliwe jest „salomonowe” wyjście. Jedną ustawę podpisze, drugą zawetuje.

Konserwatywny polityk Kazimierz Ujazdowski, który jakiś czas temu rozstał się z PiS, obecną sytuację rządzenia przez PiS określa niszczeniem instytucji i budowaniem państwa prowizorycznego. Jak więc zakonserwować prowizorium, jakie lepiszcze ideowe byłoby odpowiednie dla jego utrzymania? Obawiam się, że nie ma takiego.

A jeżeli nie ma, to prowizorium musi upaść, skutki poniesiemy jednak my wszyscy, my Polacy i nasze państwo. Transakcja w prowizorium to jak nielegalny hazard w otoczonym przez policję kasynie albo uprawianie seksu w płonącym burdelu – ani przyjemności, ani nadziei, ani widoków na przyszłość.

Ta transakcja w prowizorium może się skończyć tylko puszczeniem nas z torbami i niekoniecznie w skarpetkach. O ile PiS-owi pozwolimy dokończyć tę grę.

W PiS KAŻDY ZNA SWOJE MIEJSCE… nawet PAD.

Sieroty po PRL-u

W politykach PiS działa mechanizm opisany w znanej anegdocie, gdy pewnemu magistrowi, któremu wystaje słoma z butów, w związku z tym należnie jest traktowany przez środowisko, a zależy mu na uznaniu, więc radzi się psychologa, co ma zrobić, aby nie być wytykanym, postponowanym. Ten rzecze naszemu delikwentowi, aby zrobił doktorat. Wysila się, pisze pracę doktorską, broni jej i dalej odczuwa odium środowiskowe, bieży do psychologa i skarży się. Mało jeden doktorat – znajduje rozwiązanie psycholog – potrzeba drugiego i trzeciego tytułu. Delikwent zapiera się, zyskuje kolejne tytuły, ale znajomi widzą go jako osobnika, któremu słoma z butów ciągle wyrasta. Ponawia kolejną wizytę u lekarza i słyszy, że nie wystarczą doktoraty jego, ale ojca, dziadka.

Politykom PiS brakuje takiego genu. W ustroju demokratycznym tym genem wcale nie musi być tylko przekonanie do demokracji, ale umiejętność korzystania z demokracji. Umiejętności zachowywania się w stosunku do wolności drugiego: moja wolność nie może naruszać twojej wolności, moja wiara nie wchodzi w konflikt z twoimi wartościami. Doktor wolności szuka kompromisu, jeżeli dochodzi do konfliktu wartości, ma na uwadze, że podczas setek lat doświadczenia interpersonalnego, społecznego, wypracowano mechanizmy opisane przez prawo zwyczajowe i prawo zapisane w ustawach.

Tradycją nowoczesnego człowieka i społeczeństwa jest być wolnym, korzystać z mechanizmów dorabiania się, kształtowania sensu życia – bez żadnych indoktrynacji. Te mechanizmy są przez partię rządząca naruszane i zastępowane ich partyjnymi partykularyzmami i widzimisię prezesa Kaczyńskiego. Dotyczy to już wszystkich sfer: informacji, misji społecznej, metafizycznej (religii), edukacji i prawnej. Takie ograniczenia nie są tradycją nowoczesnej kultury europejskiej, jest to tradycja różnych satrapii, autokracji, czy pewnego odłamu wiary chrześcijańskiej, która w Polsce została reaktywowana i znajduje się w szczególnej enklawie.

Czyż nie jest znamienne, iż pisowskie ustawy sądowe są przez Sejm przeprowadzane przez Stanisława Piotrowicza, komunistycznego prokuratora? To jest pisowska słoma, oni rozumieją jak ona działa, potrafią się w niej znaleźć. Projekty ustaw wracają do rozwiązań PRL-owskich, gdy sędziowie do Sądu Najwyższego byli wyznaczani przez Radę Państwa (ciało zbiorowe zastępujące prezydenta o podobnych prerogatywach).

Wszystkie słowa o kastach sędziowskich, niewydolności sądów, są guzik warte, nieprawdziwe. Partia obecnie rządząca nie potrafi po prostu rządzić w trudnym mechanizmie, jakim jest demokracja oparta na trójpodziale władzy. Nie mieliśmy do tej pory tak chowającej się przed społeczeństwem władzy, tak uprawiającej o sobie propagandę.

Dlatego ckni się im PRL, gdy wszystko było proste. Rozumieją tę słomę, ta tradycja jest im najbliższa, nie są w stanie pojąć, że racje się ucierają, że ktoś inny ma inne pojęcie o wolnościach obywatelskich. PiS jest partyjną sierotą po PRL-u.

Będą nasyłać na obywateli policję, tajne służby, inwigilować, bo inaczej nie potrafią. Taka władza za fasadową demokracją będzie się sypać. A chaos rodzi coraz większą agresję. Będą wyszydzani z powodu słomy w butach. Gdyby wczoraj skończyło się Średniowiecze, odwoływaliby się do mechanizmów tego okresu, a Piotrowicza zastąpiłby Torquemada. PiS to partia sentymentu do przeszłości, a w stosunku do swoich współczesnych – resentymentu.

Dzisiaj są sierotami po PRL-u, w Odrodzeniu byliby sierotami po Średniowieczu, po Ciemnogrodzie. Jako tako rozumieją to, co było, a kompletnie nie potrafią poruszać się we współczesności, nie są żadnymi konserwatystami. Rozumieją więc tylko twierdzę, zamknięcie się wśród swoich, boją się wszystkiego, co nie jest martwe, co jest żywe, co kształtuje się. Dlatego prezes potrzebuje takiej ochrony, gdy kroczy po Krakowskim Przedmieściu i pilnuje go kilka tysięcy policjantów.

Nie jest zatem pytaniem: czy damy radę PiS-owi? Bo damy. Ale czy damy radę odbudować ojczyznę nowoczesną? I czy będzie, co odbudowywać?

JUŻ NIE BĘDZIE WETA PREZYDENTA… bo Polacy nie wychodzą tak tłumnie na ulice. Polska stanie się dyktaturą Kaczyńskiego. PAMIĘTACIE JESZCZE PZPR? Właśnie wróciła.

PiS wprowadza kozę

Jedną ze skutecznych metod PiS jest wprowadzenie boczną furtką kozy do mediów i debaty publicznej. Okazuje się być metodą skuteczną. Rozbudowana metoda na kozę to polityczna transakcja, której świadkami jesteśmy przy ustawach sądowniczych. Ta koza transakcyjna jest jak salami, krajana na mniejsze porcje, publika choć nie łyka, to jest demobilizowana.

Klasyka z wprowadzeniem kozy odbywa się przy ustawie o nowej ordynacji wyborczej. Zostanie łyknięta Państwowa Komisja Wyborcza: skład – 7 na 9 członków – powoła Sejm, czyli będzie to ciało partyjne, które przeprowadzi wybory. Przecież takie pisowskie PKW niemal wszystko może zrobić z wynikami wyborów, a gdy opozycja zaskarży do sądu, można być pewnym, że werdykt zapadnie po myśli pisowskiego PKW, bo sądy też ich będą.

PiS wprowadza oto taką kozę za pośrednictwem dziennikarza RMF FM Patryka Michalskiego: –„!NEWS: W PiS rozważają rezygnację z bezpośrednich wyborów na wójtów, burmistrzów, prezydentów. „Trwa napięcie w tej sprawie, to decyzja polityczna” – mówi mi wiceprezes PiS A. Lipiński. J. Kaczyński ponoć za. Ale M. Horała „nie ma planów zmian”. Ważą się losy”.

Ta koza z daleka waniajet, leci PiS-em na kilometry, bo w istocie „rozważana” jest propozycja rezygnacji z pewnej części wyborów samorządowych. A jeżeli rozważa się, aby z tak istotnej części zrezygnować, to dlaczego nie zrezygnować z wyborów w ogóle.

W tej propozycji jakieś ciało musiałoby dokonywać wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów, bynajmniej nie byłoby to ciało związane z opozycją. Ta koza pokazuje, jak PiS-owi cieknie ślinka, aby dokonać skoku na samorządy w dużych miastach, w których zwykle przegrywa.

Koza więc zagościła w przestrzeni publicznej, a gdy PiS z niej zrezygnuje, odetchniemy z ulgą, ale nie zauważymy rzeczy innych. Przełkniemy mniejsze niekonstytucyjne zmiany zarówno w ordynacji wyborczej, jak i w innych ustawach. W ten sposób demokracja jest zaduszana, niszczona.
Dla Polski, dla demokracji PiS jest taką kozą. Przyzwyczailiśmy się do niej. Z początku zalatywało, protesty były głośne, powszechne, lecz są coraz mniejsze.

Jeszcze Unia Europejska reaguje zdecydowanie na tę kozę poprzez rezolucje, wszczęcie procedur praworządności, zaleceń itd. PiS tę kozę zasłania, twierdzi, że jej nie ma, a nawet utrzymuje, że odbiera się im prawo do gospodarowania inwentarzem kóz, protestują w imieniu Polski, a nie swoich rządów.

Wrażliwym demokratom zajeżdża ta kozą dyktaturą. Czy Europa wreszcie się z nią pogodzi? Na to liczy PiS. A my w kraju pogodzimy się z kozim zaduchem PiS?

DUDA NIE PODPISZE JUŻ ŻADNEGO WETA… To będzie koniec wolnej Polski.

Pasożyty pijarowskie z PFN i Solvere

Pasożyty w naturze dbają o organizm, na którym się tuczą, jest dla nich ciałem egzystencjalnym (ojczyzną). W polityce jest zupełnie inaczej – pasożyty jednoczą się, aby w wyniku sprzyjających warunków demokratycznych dorwać się do jedynego dostępnego żywiciela – do instytucji władzy. Skupiają się na tym, aby nękać tych, którzy potrafią gospodarzyć, a gdy uda im się zwyciężyć lepszych, z władzy robią koryto dla siebie.

W polityce pasożyty nie są do zwalczania, jak dżuma i cholera, nie ma na nie żadnego lekarstwa, a antybiotyk – wiedza – nie zawsze jest skuteczny. Obecnie mamy podręcznikowy przypadek – pasożytów PiS.

PiS pasożytował na demokracji, utuczył się na niej, wreszcie dorwał się do Koryta+. Organizm Polski ma się coraz gorzej, choć był przed władzą PiS dobrze prosperujący. Więc pasożytniczej partii strach zagląda do oczu, likwidują instytucje demokratyczne, aby w ten sposób zostać „wiecznym” pasożytem. Ale zabijany organizm (ojczyzna) odwinie im się w odruchu obronnym. Nie ma obawy – maltretowany organizm nie będzie dbał o kulturę prawną, zastosuje tylko swoiście rozumianą „sprawiedliwość”. Patrz: Ukraina Janukowycza albo Rumunia Ceausescu.

Pasożytów PiS jest więcej niż członków partii, bo ci mają rodziny, a te rodziny tworzą przeróżne formy pożerania ciała (ojczyzny), na którym pasożytują. Doświadczamy więc absurdalnych przypadków, a jest ich codziennie bez liku. Plaga, szarańcza – to poręczne określenia dotyczące władzy sprawowanej przez PiS.

Niedawno mieliśmy do czynienia z absurdalną kampanią Polskiej Fundacji Narodowej (PFN), która w statucie ma wpisaną promocję Polski. Kolesie (bardzo lekko ich definiuję) promowali w Polsce „Sprawiedliwe Sądy” (taka była nomenklatura tej akcji). Promowali obrzydzenie do niezależnych sądów i sędziów.

Z pewnością znajdzie się to w podręcznikach PR, jak promować kraj w tym samym kraju poprzez obrzydzenie do niezależnych instytucji. Poprzednie zdanie może być opisem metody pasożytowania PiS. Pasożyt polityczny ma na celu zwalczenie niezależności instytucji, bo nie może na niezależności polegać oraz jej przyswojenie, aby uczynić poddaną.

Na kampanię obrzydzania niezależnego sądownictwa PFN wydatkowała 10 mln zł, zaś pomysł kampanii promocji obrzydzenia „Sprawiedliwe Sady” był dziełem agencji Solvere, której właścicielami są byli pijarowcy Beaty Szydło, Anna Plakwicz i Piotr Matczuk.

Pasożyty to szczególne, bo ekskluzywne, podpięte pod kilka źródeł pasożytowania. Jak zapewniał wiceprezes PFN Maciej Świrski (osoba, która potrafi tylko niszczyć dobre imię Polski) Solvere za pomysł akcji dostała w dwóch ratach 240 tys. zł.

Pasożyty jednak kłamią, bo taka ich cecha. Onet.pl dotarł do faktur, jakie Solvere wystawiła PFN, wynoszą one pięciokrotnie więcej niż deklarował (kłamał) Świrski, mianowicie 1,19 mln zł. Na taką sumę utuczyli się Plakwicz i Matczuk, byli pijarowcy Szydło.

To tylko jeden z wielu przykład. Takiej pasożytującej szarańczy politycznej jak okołopisowskie spółki nie było dotychczas w przestrzeni publicznej. Pasożyt żywy organizm ludzki doprowadza do choroby – np. do tyfusu. Pasożyty na organizmie państwa doprowadzają kraj do niewydolności, tak było w przypadku Ukrainy, Grecji. A w skrajnych przypadkach (ulubione słówko prezesa Kaczyńskiego) do utraty niepodległości. Przesada? O przesadzie w stosunku do pasożytów mówili też w XVIII wieku. I jak skończyliśmy?

Mateusz Morawiecki – dekonstruktor rządu PiS

Ta dwumiesięczna karuzela rekonstrukcyjna wygląda na dekonstrukcję.

Za mojej pamięci obecna rekonstrukcja rządu jest najdłużej trwającą, bo aż dwa miesiące. Raz miało być tak, że Beata Szydło zostaje, tylko rekonstruuje się rząd, ewakuują się jacyś ministrowie. Drugim razem Szydło zastępuje prezes Kaczyński. A najnowsza wieść niesie, że Mateusz Morawiecki zostanie premierem.

Ta dwumiesięczna karuzela rekonstrukcyjna wygląda na dekonstrukcję. Pod względem pijarowskim rozegrana została jednak po mistrzowsku. Wynajęte pijarowskie służby PiS ma w porządku („w porzo” – jak mówi młodzież). Szydło odchodzi – to jest pewnik. Czekamy na rytuał Rady Politycznej PiS, który polega na tym, że prezes powie, a rada zatwierdzi. Więc rada odbywa się w głowie prezesa, tam umiejscowiony jest rzeczywisty pisowski kraj rad.

Nowym premierem zostanie Morawiecki, choć z prezesem nic nie wiadomo. Kot nie zrobi do kuwety albo Błaszczak nie trafi z donosem w odpowiednie ucho – i klops. Dekonstrukcja rządu będzie inna niż zapowiadana za pięć dwunasta. Wszystkiego można się spodziewać po człowieku, który nie panuje nad emocjami i wypluwa z siebie w chwilach kryzysu: kanalie i mordy zdradzieckie.

Co znaczy Morawiecki? Może być to ostatni premier PiS, bo Kaczyński nie będzie już mógł wymienić jego nawet na siebie. Po pierwsze, prezes jest coraz starszy i widać gołym okiem, że fizycznie nie wytrzymuje. A po wtóre, Morawiecki był trzymany w odwodzie jako „brylant PiS” – największa wartość tej partii nie tylko z tytułu, iż był prezesem dużego banku, lecz przede wszystkim jako jedyny w rządzie, który jest jakimś fachowcem. Reszta ministrów spełnia specjalne misje prezesa, a nawet jest specjalnej troski. Do tych ostatnich należy Jan Szyszko i Antoni Macierewicz, fenomen w dewastacji podległej mu działki.

Morawiecki nie ma zaplecza politycznego w PiS, co jest wygodne dla prezesa, lecz przez dwa lata budował osobne zaplecze, które rekrutuje się z miejsc jego poprzedniej pracy. Współpracownicy Morawieckiego więc zostawali pisowcami, bynajmniej nie z tytułu ideowości.

W tej kwestii Morawiecki prezentuje się jako endek, ale to może być zwodnicza ocena. Przede wszystkim jest to syn tatusia Kornela, nie miał do tej pory powodów, aby wyrwać się spod jego skrzydeł. Teraz będzie okazja. Czy z tego skorzysta? Jego sylwetka humanistyczno-duchowa jest bardzo uboga. Nieprzypadkowo mówił o lekturach Karola Maya (Winnetou) i Sienkiewicza. Bo Morawiecki tylko to czytał z literatury pięknej. Niestety, są to lektury wieku młodzieńczego i starczego.

Morawiecki w istocie jako człowiek nie dojrzał, nie jest w pełni ukształtowany. Jego życie zawodowe poddane było logice korporacji, dobrze w niej się czuł, miał do tego talent. To jednak niewiele znaczy.

Być premierem to znaczy radzić sobie w warunkach ekstremalnych, survivalowych. Rząd – przy wszystkich jego ograniczeniach – jest zupełnie czym innym niż korporacja, niż bank, w których trzeba opanować rozpychanie się łokciami i power pointy przedstawiać jako wizje.

Wartość Morawieckiego została niejako zweryfikowana, gdy doradzał rządowi Donalda Tuska (doradzał – to słowo na wyrost). Jacek Rostowski niespecjalnie go cenił, bo zna bankierów. W tym sensie Morawiecki nie uzyskał zbyt wysokiej oceny, jest to zatem brylant PiS ze skazą.

Morawiecki z miejsca wejdzie w konflikt z Andrzejem Dudą. Prezes PiS „przeznaczył” sprawy międzynarodowe zapleczu Dudy, a Morawiecki zostaje premierem także z tego powodu, aby podreperować reputację Polski na zewnątrz, szczególnie w Unii Europejskiej i NATO. Poświęcenie Macierewicza nie wystarczy (obecny mister obrony zostanie z pewnością zrekonstruowany).

Podsumowując: Morawiecki jest wyzwaniem dla Kaczyńskiego. Syn Kornela nie będzie chodził na pasku, jak Szydło. Prezes z tym się nie pogodzi, na pewno nie pogodzi się jego zaplecze. Wbrew pozorom wchodzimy w jeszcze większe turbulencje niż za rządu Szydło.

przeszłość / przyszłość

>>>

>>>

>>>

SŁUŻBY ZNÓW ZŁOŻYŁY BŁASZCZAKOWI JEDYNIE SŁUSZNY MELDUNEK

Ostania szansa na pokazanie czym grożą te projekty.

Pięć zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego

Beata Szydło ma przyszłość przed Trybunałem Stanu

Krystyna Pawłowicz w swoim stylu „wziąść” – nie robi spacji po kropkach i przecinkach – była łaskawa puścić farbę, gdy wypowiedziała się na FB swoistym językiem polskim o słynnym już tweecie Donalda Tuska: „alarmie” dla Polski. Pawłowicz poinformowała, że: „Zbliża się grudzień, ulubiony miesiąc obcych dla organizowania przeciwko nam zamachów i puczów”.

Odczytajmy tę pokraczność retoryczną. PiS specjalizuje się w grudniowych zamachach na demokrację. W 2015 roku uderzył w Trybunał Konstytucyjny, który dzisiaj jest wydmuszką ustrojową. Rok później mieliśmy pucz kanapkowy, gdy posłowie PiS uciekli do Sali Kolumnowej, aby przyjąć ustawę budżetową. W tym roku zatem będziemy mieli do czynienia z odebraniem niezależności sądowniczej KRS I SN.

Ten zamach PiS na filar demokracji – władzę sądowniczą – z góry zakłada, że „obcy” (czyli my Polacy niegłosujący na PiS i niepopierający autokracji tej partii) zorganizujemy „zamachy i pucze”. Po prostu znowu dojdzie do protestów, Polacy znowu zimą wyjdą na ulicę.

Pakiet antydemokratyczny PiS będzie miał jeszcze dwa składniki: ordynację wyborczą pisaną pod siebie i przejęcie prywatnych mediów. Przed tym zapowiada Pawłowicz obronę interesów PiS przed nami „obcymi” Polakami.

Opozycja powinna się cieszyć, że PiS ma takich pokracznych retorów języka polskiego, jak Pawłowicz, bo ta puszcza farbę. Można odpowiednio się przygotować, a nie być biernymi statystami.

Po wpisie Tuska rycerski Jacek Saryusz-Wolski ogłosił na Tweeterze: „Jeśli ta postać (Tusk – przyp. mój) poważy się ubiegać się o urząd Prezydenta RP, zgłaszam gotowość stanięcia w szranki, w obronie honoru Najjaśniejszej”. Albo Saryusz-Wolski coś wie o reelekcji Andrzeja Dudy, wynika z tej jego „gotowości stanięcia”, iż Duda nie stanie, albo PiS go nie poprze. Albo coś Wolskiemu się stało, bo porażka „w szrankach” 1:27, to jakby dostać w bok piką i wykrwawić się na śmierć, zaś w ringu być wyliczonym do dziesięciu i zniesionym bez prawa uprawiania boksu. W kabaretach takiego przegrańca 1:27 przedstawia się jako latającego po scenie z toporem we łbie. Uwaga! – wariat polityczny.

Dzisiaj zdarzyło się coś niebywale ważnego dla przyszłości niektórych postaci PiS, które zapłacą w przyszłości cenę bardzo wysoką (kiedyś byłaby to najwyższa). Mianowicie Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia nakazał prokuraturze wszczęcie śledztwa w sprawie odmowy publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 9 marca 2016 r.

Co to znaczy? A to, że zażalenie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (HFCP) na postanowienie Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, w którym odmówiono wszczęcia postępowania ws. niepublikowania wyroku, jest zasadne. Tym samym sąd nie przychyla się uzasadnieniu prokuratora, że niepublikowanie wyroku TK przez Beatę Szydło nie ma znamion przestępstwa niedopełnienia obowiązków.

Zażalenie HFCP ma wyraźną tezę, iż niepublikowanie wyroku TK skutkowało szkodami o charakterze ustrojowym i politycznym, w języku kolokwialnym: Szydło dopuściła się bezprawia.

Wyrok warszawskiego sądu nakazującego prokuraturze wszczęcie śledztwa przeciw Szydło jest wstępem do działań prawnych na poziomie Trybunału Stanu. Szydło więc – jeżeli ma wyobraźnię – może odczuwać, co czeka ją w przyszłości – Trybunał Stanu, przed którym nie uratuje jej żaden immunitet.

Takie są bulgoty polskiego bagienka, którego autorem jest Jarosław Kaczyński. Największy bulgot należy się dzisiaj Beacie Szydło.

KOLEJNE 800 TYSIĘCY DO KIESZENI OLIGARCHY RYDZYKA. A kobiety i dzieci niech radzą sobie same… BRAK SŁÓW

Siła przegrywania Polski przez PiS

Albo uda nam się uratować Polskę, albo PiS zaprzepaści kraj.

Ostatni tweet Donalda Tuska był alarmistyczny, ale wcale nie musiało za nim stać uzyskanie konkretnych politycznych profitów. Wzburzył płytkie umysły polityków PiS, a u wielu komentatorów niekoniecznie sprzyjających partii Kaczyńskiego spowodował konwulsje podejrzeń, że Tusk wystartuje w wyborach na prezydenta.

Wypowiadający się o tweecie Tuska raczej mówili o sobie, niż o treści komunikatu. Nie czytali tego, co było przekazane im w wyjątkowo zgrabnej formie. Patrzyli na aktora, a nie na przedstawienie. Formy postrzegania obecnej władzy poprzez komedię, farsę wyczerpały się. Wstępujemy w żywioł tragedii, a w niej występuje brak dystansu do siebie aktora i publiki, kwestie są jednoznaczne, nie są cieniowane, tak znaczy tak, a nie znaczy nie.

Znaczenia w tragedii są ubogie, polska polityka jest uboga, a nasze możliwości jeszcze uboższe, bo albo uda nam się uratować Polskę, albo PiS zaprzepaści kraj. Na razie PiS wygrywa w tym, aby przegrać Polskę.

Po tweecie Tuska w następnych dniach władza poczuła siłę swojego przegrywania spraw polskich. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej pod groźbą 100 tys. euro dziennie zabronił wycinki Puszczy Białowieskiej. Polska przegrała głosowania w sprawie relokacji z Londynu Europejskiej Agencji Leków i Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego. Przegrała równie sromotnie, jak 1:27 w kwestii wyboru Tuska na szefa Rady Europejskiej.

Wchodzimy więc w fazę być albo nie być. PiS w Unii Europejskiej jest w stanie uzyskać tylko „nie być”. Nie będzie agencji w Polsce, nie będzie bezpardonowej wycinki Puszczy. Za tymi „nie będzie” potoczy się więcej „nie będzie”, aż zdarzy się kryzys – a taki może przyjść np. z Niemiec, gdzie istnieją problemy ze stworzeniem rządu – wówczas Jarosław Kaczyński może zaproponować Polexit.

PiS gra na przegranie. W dłuższej perspektywie ta opcja wygrywa, bo dekoniunktura prędzej czy później przychodzi, wówczas stosuje się płyciznę mentalną: „a nie mówiliśmy”! Kaczyński wraz ze swoimi Redutami Dobrego Imienia, czyli synekurami na budżecie: zaintonuje: nie będzie pluł nam Guy Verhofstadt w twarz albo Frans Timmermans.

W to gra PiS, o tym alarmował Tusk, a nie ogłaszał wystartowanie na prezydenta, bo może zdarzyć się tak, że postawi mu się jakieś absurdalne zarzuty, a następnie Sejm w Sali Kolumnowej podejmie uchwałę, iż politycy z zarzutami nie mogą startować w „demokratycznych” wyborach. „I co im zrobicie?”

SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY SĄ DZIŚ PRZED SĄDAMI W CAŁEJ POLSCE, PRZED PAŁACEM PREZYDENCKIM W WARSZAWIE. Dziękujemy, że jesteście!

Duda przehandlował z Kaczyńskim niezależność sądownictwa

Trójpodział władzy znajdzie się w jednych rękach – prezesa PiS.

Znamy zatem ustalenia w sprawie ustaw sądowniczych, jakie niekonstytucyjnymi procedurami poczynili Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda. Cała władza przechodzi w ręce PiS, sądownictwo powszechne domyka dyktat PiS, trójpodział władzy znajduje się w jednych rękach – prezesa Kaczyńskiego.

Od początku przecież nie chodziło o reformę sądownictwa, tylko, w jaki sposób nad nim uzyskać władzę. Jedna ustawa – najważniejsza z punktu widzenia obsady władzy sądowniczej na terenie Polski – przeszła już w lipcu z podpisem Dudy.

Dwie inne zawetowane przez prezydenta w istocie były pretekstem do handlu politycznego między zapleczem Dudy i obozem Kaczyńskiego, a przy okazji protest obywatelski został uciszony i wyrolowany.

Patryk Michalski z RMF FM ustalił, jak ma wyglądać ustalona przez Kaczyńskiego i Dudę reforma. Jeden punkt w tych zapisach jest ważny, reszta to bicie piany, zmyłka, mgła. 15 członków Krajowej Rady Sądowniczej będzie wybieranych przez… prezydium Sejmu, w którym większość ma PiS.

Zapisy w ustawie są bardziej skomplikowane, powodujące, iż procedura sejmowa jest rytuałem. Czyli wiadomo, co ma zapaść, ale „panie i panowie, musimy się powygłupiać, bo sejm i sądownictwo to instytucje poważne dla publiki”.

Jest to zwykłe zaciemnienie proceduralne, wciskanie kitu. Każdy z klubów poselskich może zgłosić 9 kandydatów na członków KRS z gwarantowanym znalezieniem się jednego na ostatecznej liście. Kto ma się znaleźć na liście 15 kandydatów, decyduje wspomniane prezydium Sejmu, w którym PiS przepuszcza, co i kogo chce, bo ma w nim większość.

Lista 15 kandydatów na członków KRS jest głosowana przez Sejm, najpierw ma uzyskać 3/5 (rytuał, który nie przejdzie), a jak nie uzyska tej większości (bo nie uzyska) dochodzi do drugiego głosowania na listę – tym razem wystarczy kwalifikowana większość.

Ileż w tym rytuale picu, wciskania kitu ciemnemu ludowi, że to demokracja. Ustawa jest niekonstytucyjna, ustrój zostaje w ten sposób złamany. KRS jest więc we władzy polityków PiS, gdyż będą mieli w nim większość, co najmniej 9 członków. Wszystko więc na forum KRS są w stanie przegłosować.

Co Duda w tym handlu z prezesem uzyskał? Najprawdopodobniej sprawy zagraniczne przechodzą w ręce jego zaplecza, a także inne ważne dla niego trofeum – głowę Macierewicza. A na polityczną dekapitację ministra obrony narodowej wskazują jego brednie o nowym złotym cielcu spisku w Wojsku Polskim – „złotym funduszu”.

Sądownictwo zatem przestaje być niezależne. Co dalej? Władze Unii Europejskiej upomną się o demokrację w Polsce, nakładając na nasz kraj rezolucje, a potem różne bolesne sankcje. Społeczeństwo obywatelskie wyedukowane przez młodych prawników w czasie lipcowych protestów też nie popuści, aby dyktatura swobodnie wzięła naród za mordę.

ŚWIETNY POMYSŁ! PROSIMY O WIĘCEJ :)))) NIECH SIĘ BOJĄ.

Ziobro przeciwdziała przestępczości w formule „niech cię ręka boska broni”

Komuniści mieli swoje Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej. Dzisiaj odpowiednikami są rozliczne towarzystwa kultury chrześcijańskiej, które pełnymi garściami garną szmal dla siebie od pisowskiej władzy, a ta jest dla nich szczodra. Każde z ministerstw urządza konkursy dla organizacji pozarządowych – faworyzowane są te ze stemplem wartości chrześcijańskich.

Gdyby istniało ministerstwo wiary, byłoby zrozumiałe, że stowarzyszenia wiary katolickiej zgarniałyby granty. Podejrzewam, że upośledzone byłyby inne wyznania. Ale co ma Ministerstwo Sprawiedliwości do kultury i wartości chrześcijańskich, dalibóg, nie wiem. Po przyznanych grantach na „przeciwdziałanie przestępczości” – taki konkurs ogłosiło ministerstwo – należy mniemać, że mamy sprawiedliwość chrześcijańską, katolicką.

Mam nadzieję, że obecna władza nie odgrzeje tradycji sprawiedliwości chrześcijańskiej w postaci Inkwizycji, choć kleru wszędzie jest pełno. Może nawet dojść do paradoksalnej sytuacji, że kapłanów nie starczy dla świątyń, bo zostaną poutykani jako kapelani we wszelkich służbach. Gdzieś mi nawet mignął obrazek, na którym dobrze odżywiony kapłan w asyście ministrów spraw wewnętrznych poświęcał budynek jakiegoś komisariatu.

Chrześcijański paralizator to jest coś, a kraty chrześcijańskie dla bogobojnych przestępców mogą być jak aureola. Taki nawrócony złodziej może przestać kraść i zacząć znosić na tacę. Zatem zasadne jest pytanie, czy już wszystkie budynki prokuratury i sądów w kraju zostały poświęcone, bo przecież może w nich dochodzić do śledztw i wyroków wedle kultury chrześcijańskiej?

Ministerstwo Zbigniewa Ziobry w konkursie przeciwdziałania przestępczości wybrało 36 organizacji do tego zbożnego celu, w tym aż 24 takie, które nie mają żadnego doświadczenia ani nawet do statutów wpisanego celu przeciwdziałania przestępczości, ale za to pielęgnują wartości chrześcijańskie.

Czyżby w Polsce miało dojść do działania ręki boskiej, wszak nasz idiom mówi: „niech cię ręka boska broni”. Jest to groźba kary, która może przeciwdziałać przestępczości. Ziobro przecież zaostrza kodeks karny.

A kto najwięcej dostanie grantów od Ziobry? Głupie pytanie, bo wiem, że wszyscy wiedzą. Tak! Zgadliście – stowarzyszenia Tadeusza Rydzyka dostaną aż 3 granty. Myśleliście, że one są od mediów albo geotermii? Myliliście się. Sławetny Lux Veritas na dwa granty weźmie 642 tysiące 200 zł, a szkoła medialna ojca dyrektora kolejne 145 tys. zł.

Przeciwdziałać przestępczości będzie nawet Fundacja im św. Cyryla Metodego. W jaki sposób przerobi przestępców na bogobojnych obywateli? Czytamy w statucie, że przeciwdziałanie to „wysiłki na rzecz edukacji społecznej i moralnej czerpiące z Cyrylo-Metodiańskiej spuścizny kulturowej”. Za zajmowanie się moralną spuścizną kulturową wezmą 1,338 mln zł. Bardzo cenna musi to być moralność, jeżeli aż tyle na nią daje państwo.

Konkurs na granty został tak dyskretnie ogłoszony, że nie wszyscy o nim wiedzieli. Nie doszły uszu wieści doświadczonych fundacji przeciwdziałających przemocy domowej, jak Centrum Praw Kobiet, Pogotowie dla Ofiar Przemocy, Fundacja BABA czy Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. Po prostu ich nie zawiadomiono.

Przeciwdziałać zatem przestępczości mają Pan Bóg, patriotyzm i tradycja – odgrzane wartości Ciemnogrodzian przez stowarzyszenia i fundacje kultury chrześcijańskiej. Już to w historii przerabialiśmy, wówczas kraj dostał największej zapaści społeczno-kulturowej. Władza PiS zmierza do większej zapaści.

ZNISZCZYLIŚCIE REPUTACJĘ POLICJI. STAŁA SIĘ WASZĄ PRYWATNĄ FIRMĄ OCHRONIARSKĄ. BRUTALNĄ, AGRESYWNĄ, PRZEKLINAJĄCĄ NA POLAKÓW. WSTYD NAM ZA TAKĄ POLICJĘ…

Nowa ordynacja wyborcza krojona pod wygraną PiS

Opozycja ma ogromny problem. Rozwalana jest Polska, a więc trzeba ją ratować. Społeczeństwo obywatelskie jest czujne, ale nie może działać w schizofrenii protestu. Niestety, niejasny przekaz, czego należy bronić przed dewastacją PiS, sprzyja szkodnikom, a wg wszelkiego racjonalizmu partia Kaczyńskiego zagraża krajowi.

Wychodzimy na ulice w obronie niezależności sądów, a w tym czasie PiS kroi pod siebie ordynację wyborczą. Kroi tak, aby nie przegrać najbliższych wyborów samorządowych. Kroi tak, aby wyeliminować wszelkie ruchy obywatelskie niepartyjne. Kroi tak, aby pisowscy mianowańcy w komisjach wyborczych kroili dla partyjnej wygody kształty okręgów wyborczych.

A gdyby stało się tak, że PiS przegrałby wybory, może zaskarżyć w sądzie ich wyniki pod każdym pretekstem. I zapytam: jaki werdykt podejmie sąd, który będzie pisowski? Na pewno nie będzie on niekorzystny dla PiS.

Usta polityków PiS są pełne frazesów typu: ordynację zmieniamy dlatego, żeby wybory nie były sfałszowane. Uśmieliście się? I słusznie, bo sfałszować wybory może tylko ten, kto je organizuje, a nie organizuje opozycja. W tym momencie opozycja nie posiada żadnych instrumentów, aby sfałszować.

Uniwersalne jest doświadczenie, iż zmiana ordynacji wyborczej przez rządzących, zawsze i wszędzie, jest próbą uzyskania przez nich lepszego wyniku, niż spodziewany bez tej zmiany.

W ugruntowanych demokracjach w zasadzie jedyny punkt ordynacji jest interpretowany na korzyść rządzących: przyspieszenie wyborów, bo akurat sondaże są dla nich korzystne. Tyle. Ordynacja proponowana przez PiS wszystko niemal zmienia. Czy są w nią wpisane dobre zmiany? Równie dobrze moglibyśmy zapytać, czy „dobra zmiana” jest dobra. PiS całkowicie zmienia ordynację, aby nie przegrać, mając do tego „bezpieczniki” w postaci pisowskich sądów.

Można wejść w analizowanie szczegółowych zmian w nowej ordynacji, ale one rozmydlają obraz, czynią go nieczytelnym. Ma być większa liczba okręgów wyborczych, a tym samym mniejsza ilość mandatów w okręgach, jakie w nich można uzyskać. To preferuje PiS, a eliminuje mniejsze partie, jak Nowoczesna, PSL i SLD, a także ruchy miejskie (sól samorządowców). Członkowie Państwowej Komisji Wyborczej nie muszą być sędziami ani osobami apolitycznymi, wystarczy habilitacja bądź trzy lata stażu adwokackiego.

Tak naprawdę nowa ordynacja wyborcza obniża poprzeczkę dla osób odpowiedzialnych za przebieg wyborów. Znowu racjonalizm podpowiada, iż po to jest tak czynione, aby obsadzać swoimi Misiewiczami. Można więc użyć grubszego określenia wartościującego w stosunku do tej ordynacji: zmierzamy do bylejakości.

Z władzą PiS mamy ogromny problem. Po to odwołują się do bylejakich rozwiązań, aby wszelkimi sposobami nie oddać władzy, a gdyby miała się im wymknąć z rąk, sięgnąć po kolejne narzędzia utrzymania władzy – sądy, które będą pod ich kontrolą.

Tak urządzone państwo może tylko się coraz bardziej psuć, gnić u podstaw. Czy na taką beznadziejną Polskę zgodzi się elektorat PiS, czy już nie będzie czasu na kwestionowanie wyników wyborów, bo naród będzie chwycony za twarz?

WIECIE ILE TON OŚMIORNICZEK, SZAMPANA I KAWIORU TAM PRZEŻRĄ?

>>>

>>>

SZUMEŁDA BARDZO SŁUSZNIE. RZĄD PiS NIE JEST REPREZENTANTEM NARODU, ALE JEGO ZDECYDOWANEJ MNIEJSZOŚCI. Niech nie wypowiadają się w imieniu wszystkich Polaków!

Cztery zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Wymienić orła białego na pawia

Parlament Europejski podjął rezolucję, iż w kraju rządzonym przez pawie niszczona jest demokracja.

Zdziwiony jestem, że herbem Polski pod panowaniem PiS nie jest paw. Orzeł biały to taki sobie ptak, który zwykle starcie z jastrzębiem sromotnie przegrywa. A paw odpowiednio skrzeczy i nikt go w wielkości decybeli na najwyższych tonach nie przebije. Ilość pawi w PiS jest co najmniej równa ilości ministrów, tylu pawi nie ma żaden rząd na świecie. Dzisiaj pawie PiS wyszły przed mikrofony, nie wszyscy dziennikarze mogli zachować słuch, bębenki mogły im paść, a na pewno rozum. Także pawie ogony PiS przewyższają ilością kolorów klasycznej tęczy.

I wszystko byłoby w porządku. Pawie sobie poskrzeczały, zmniejszyła się wrażliwość słuchu dziennikarzy, gdyby nie Parlament Europejski, który podjął rezolucję, iż w kraju rządzonym przez pawie niszczona jest demokracja.

Nie wiem, jaki związek istnieje między pawiem a pawianem, na pewno onomatopeiczny. Mogliśmy zobaczyć, że niektórzy od razu przeistoczyli się w pawianów. Dostali małpiego rozumu po rezolucji PE. Beata Szydło nawet zapowiedziała, że na szczycie europejskim w Goeteborgu odniesie się do – jak napisała na Twitterze – „dzisiejszych skandalicznych wydarzeń w PE”.

Szczyt europejski gromadzi przywódców krajów europejskich pod godnym kierownictwem szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska i raczej – a w zasadzie na pewno – żaden z przywódców nie jest europarlamentarzystą. Więc komu zaskrzeczy premier Szydło o „skandalicznych wydarzeniach”, hę?

Za Juliuszem Słowackim optuję, iż nie wystarczy stwierdzenie: „pawiem narodów byłaś i papugą”. Należy w symbolice państwa coś zmienić, aby dorównał aspiracjom ministrów rządu PiS i samej Szydło. Paw to piękny ptak, choć paw pisowski jest nielotem, za to lepiej skrzeczy od innych.

Rząd jakby przewidział „skandal w PE” i wysłał „niezależnych” dziennikarzy na tournee europejskie. Trochę tego nie rozumiem, acz wydaje mi się, że od skrzeku pawi PiS nie padł mi rozum. Po co mają przekonywać „niezależni” dziennikarze prawicowi, iż w Polsce demokracja ma się dobrze. Mogę się założyć, że w Moskwie przyjęci zostaliby ze zrozumieniem i dostaliby zasłużoną porcję oklasków. A tak do Berlina pojechali m.in. Piotr Semka (publicysta tygodnika „Do Rzeczy”), Cezary Gmyz (korespondent TVP), Olga Doleśniak-Harczuk (zastępca redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”) i Krzysztof Skowroński (prezes SDP).

Napisałem, że byli m.in. ci, a nie inni dziennikarze. Nie wiem, jacy inni byli, ale wiem, że na spotkanie „niezależnych” dziennikarzy prawicowych stawiło się 6 (słownie: sześciu) niemieckich dziennikarzy. Przy porządnej ławie w niemieckich piwiarniach znalazłoby się jeszcze niejedno miejsce dla „niezależnego” piwosza, acz zależnego od piwa.

Nie będę relacjonował, co wygadywali nasi koryfeusze dziennikarstwa. Przy całym szacunku dla nich jako ludzi, jest to niestety trzeci, a może nawet czwarty garnitur profesji, choć był przecież szef SDP Skowroński, to jego profesjonalizm jest nielotny, godny kuraka grzebiącego, bo do takiego rzędu ptactwa skrzeczącego należy paw.

PiS zmienia niezależność sądownictwa w zależność od autokraty, Trybunał Konstytucyjny w wydmuszkę, media publiczne w gadzinówki, to dlaczego nie zmieni symboliki orła białego na kuraka pawia? Hę?

ROZENEK OBNAŻYŁ KOLEJNE KŁAMSTWO MACIEREWICZA

Ordynacja wyborcza dla republiki bananowej

Państwowa Komisja Wyborcza ostrzega, że zawarte w projekcie PiS pomysły mogą się skończyć katastrofą.

Wprowadzenie ustroju republiki bananowej wcale nie jest takie proste. Wiąże się z wielokroć większymi kosztami niż w republice o standardzie stricte demokratycznym. Ponadto obniża kwalifikacje beneficjentów, czyli tych, którzy kształtują taką zdeformowaną republikę i czerpią z niej korzyści. Przeistoczenie wprowadza także chaos, co staje się zrozumiałe, bowiem nieposiadający kwalifikacji mają problemy z wprowadzeniem porządku i harmonią społeczno-prawną.

Republika bananowa wyziera wszystkimi akapitami z nowej ordynacji wyborczej, której procedowanie nastąpi już na najbliższym posiedzeniu Sejmu i ma być zakończone jeszcze w tym roku. Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) właśnie zaopiniowała pisowski projekt noweli i nie zostawiła na nim suchej nitki, nazywając wprost: katastrofa.

Katastrofa w pierwszym rzędzie rzecz jasna jest dla obecnej PKW, bo wszystkim komisarzom z automatu wygasają kadencję. W ciągu dwóch miesięcy PKW musi powołać 16 wojewódzkich i 380 powiatowych komisarzy wyborczych w miejsce dotychczasowych 51.

Mają przyjść zupełnie nowi ludzie – bez żadnego doświadczenia. Skąd ich wziąć? No, właśnie! Można tę operację blitzkriegu przeprowadzić tylko siłami niewykwalifikowanymi („nie matura, a pisowska chęć szczera zrobi z ciebie beneficjenta”).

Dotychczas komisarzami byli po prostu sędziowie, czyli tacy, którzy przeszli przez szczeble zawodu prawniczego od samego dołu, aby stać się niekwestionowanymi fachowcami. W pisowskiej ordynacji wystarczy tylko wykształcenie prawnicze, a takich z cenzusem mgr prawa jest w kraju multum, choćby po studiach wieczorowych i pojęcie o prawie mają takie, jak uczniowie podstawówki o czytaniu książek.

Dotychczas komisarze winni być apolityczni, nie należeć do żadnej partii, teraz ten wymóg zostanie zniesiony. Zatem należy spodziewać się, iż działacze PiS mający wykształcenie prawnicze zasilą w pierwszym rzędzie PKW.

Tak zaordynowani komisarze będą mieli uprawnienia – dotychczas nie były znane – do zmiany kształtu okręgów wyborczych. Zestawmy to z czasem, a komisarze będą mieli na to dwa miesiące, to można być pewnym, iż słowo skandal nie jest nadużyciem. To skandalicznie mało czasu, aby ktoś mógł zapanować nad tym chaosem.

Chaos jest zły? Nie dla PiS, bo o to chodzi. Wszelkie skargi, manipulacje, oszustwa wyborcze utoną w tym chaosie. Nie warto nawet wspominać o takim drobiazgu, jak koszt przeprowadzenia najbliższych wyborów samorządowych – a są one najbardziej skomplikowane ze wszystkich. Będzie on przynajmniej dwukrotnie wyższy niż dotychczas. Poprzednie wybory kosztowały 300 mln zł, wg nowej ordynacji będą przynajmniej dwukrotnie wyższe – 600 mln zł.

Po przyszłych wyborach i zapanowaniu republiki bananowej nie będziemy zastawiali się nad krzywiznami bezprawia państwowego, lecz nad tym, dlaczego pozwoliliśmy, aby standardy wschodnie, a może nawet z Burkina Faso obowiązują w naszym dumnym kraju europejskim, w Polsce.

NA TYM TLE POWINNA WYSTĄPIĆ JAŚNIE PANI PREMIER W SPOCIE REKLAMUJĄCYM PiS. To jedyna poważna inwestycja, jaką zrobili samodzielnie. Mosty, autostrady, Stadion Narodowy, te z reklamy, to dzieło . MÓWCIE POLAKOM PRAWDĘ. NIECH WIDZĄ ROZMACH WASZYCH DZIAŁAŃ.

Szydło – złodziejka demokracji

Najpierw wypada zaordynować oczywistą oczywistość. Polacy mają problem z władzą PiS, nie mają problemów z Unią Europejską i jej instytucjami. Zaś Parlament Europejski, Komisja Europejska, Komisja Wenecka, Rada Europy mają problem z władzą PiS, a nie z narodem polskim.

Beata Szydło na spotkaniu z dziennikarzami po zakończonym szczycie UE w Goeteborgu powiedziała, „że nie może być takiej sytuacji, jak dwa dni temu w Parlamencie Europejskim, gdy jeden z narodów wielkiej rodziny europejskiej zostaje oszkalowany i obrażony”.

Powiedziała to do dziennikarzy, a co powiedziała do premierów rządów państw UE? – „Zaapelowałam o refleksję do kolegów premierów, żebyśmy wzajemnie się szanując, nigdy więcej do tego nie doprowadzili”. Co mają premierzy do europarlamentarzystów? Nie wiem.

Czy rezolucja Parlamentu Europejskiego jest szkalowaniem narodu polskiego? Na pewno – nie! Bo rezolucja została podjęta w trosce o praworządność w Polsce. Praworządność nie jest szkalowaniem. Szkalowaniem na przykład mogłoby być, gdyby w PE powiedziano, że Polacy to kanalie i mordy zdradzieckie.

Szydło może czuć się szkalowana. „Czuć” – to ważny bezokolicznik. Tak może powiedzieć osądzony złodziej, gdy zapadł na niego wyrok i czuje się szkalowany przez niezależny sąd. I takim złodziejem jest władza PiS, czują się szkalowani, bo są osądzeni przez instytucje europejskie wyznające bardzo konkretne – opisane w tysiącach książek – standardy demokratyczne.

W tym kontekście Szydło ma prawo czuć się szkalowana. Władza PiS została osądzona na razie w tej podstawowej instancji bez konsekwencji. Złodziej idzie do pierdla, a władza PiS może być pozbawiona głosu na kolejnych szczytach UE, mogą być wobec niej nałożone sankcje.

Pewnie, że my Polacy nie chcielibyśmy tych sankcji. Ponoć jest na agendzie w Komisji Europejskiej, aby unijne pieniądze omijały władze PiS i trafiały bezpośrednio do społeczeństwa polskiego. Czy jest to możliwe? Nie wiem.

Szydło swoje szkalowanie – a nie Polaków, zwracam tej kobiecie uwagę na podstawy logiki (logika to taka nauka wymyślona przez klasycznych Greków) – uzasadnia, iż władza PiS jest „rządem wybranym w demokratycznych wyborach, który realizuje program uzgodniony z Polakami”.

Nie słyszałem ani mru-mru w kampanii wyborczej, że zniszczony zostanie Trybunał Konstytucyjny, że jego wyroki nie będą publikowane przez rząd (a jest to zapisane w Konstytucji), nie słyszałem, że sądownictwo będzie zależne od partii, a nie jak standard wymaga opisany w tysiącach książek, iż jest niezależne. Nie słyszałem, aby media publiczne miały stać się gadzinówkami. Szydło się tak nie umawiała.

Jeżeli wcześniej wiedziała, że tak będzie, jak jest, to wówczas kłamała. A dzisiaj kłamie na pewno. Czy polityka musi być amoralna?

Nasuwa mi się taka oto metafora w związku z pisaniem. Jeżeli ktoś, kto za bardzo inspiruje się inną narracją bądź liryką jest plagiatorem, wówczas takiego kogoś można nazwać złodziejem fabuł, złodziejem liryki. A jak jest to kobieta – złodziejką.

A jak ktoś kradnie Polakom demokrację i sukcesywnie krok po kroku nakłada na naród (Polaków, szanowna pani premier) dyktaturę, autokrację, reżim partyjny, to wówczas kogoś takiego można nazwać złodziejem/złodziejką demokracji.

Właśnie Polakom zajumano demokrację. O tym jest rezolucja Parlamentu Europejskiego, o braku praworządności w Polsce. Logicznie pisząc: Szydło ma prawo się czuć szkalowana, bo jej rząd – a nade wszystko stojący nad nim prezes PiS – zajumali demokrację Polakom. Czy ja szkaluję Szydło, nazywając ją złodziejką demokracji? Hę?

NIE MA TO JAK GŁOS ANIOŁA W NIEDZIELĘ :))

Tusk: Polska nie ma innego miejsca niż Europa

Zanadto nie dziwię się Beacie Szydło, że zareagowała w Goeteborgu specyficzną dla niej histerią, twierdząc, że Polska jest szkalowana przez Parlament Europejski. Tak jej napisano, musiała więc tak powiedzieć. Nie dziwię się Karczewskim czy Błaszczakom, iż powtarzają podobne komunikaty o szkalowaniu „Patriotów” (koniecznie z dużej litery), posądzeniu o ksenofobię i faszyzm.

Retoryka PiS jest skonstruowana na emocjonalnej histerii. Dla Szydło nie jest charakterystyczna broszka ani kilka warstw makijażu na twarzy, lecz histeria – „8 lat rządów PO, moralne zwycięstwo 1:27”. Dotyczy to wszystkich ministrów rządu, którzy nie wyściubiają nosa w debatach poza swoje grono, a wypowiadają się przy pomocy dziennikarzy typu Holecka.

Cały świat inaczej widział Marsz Niepodległości, tylko nie PiS. Może perspektywa z Krakowa, gdzie Jarosław Kaczyński uciekł ze swoimi marionetkami, tak im spaczyła obraz największego święta państwowego – Niepodległości.

Unia Europejska na Polskę, gdzie rodzi się faszyzm, nie może sobie pozwolić

Ta histeria PiS może nas drogo kosztować. Nas – Polskę i obywateli tego kraju, bo marsz skrajnej prawicy i faszystów w Warszawie oraz we Wrocławiu tak sobie nie przeszedł i rozlazł się po domach. Ten marsz będzie tupał coraz głośniej, bo pozwolono mu na to, bo jest broniony przed „szkalowaniem”.

Zwracam uwagę na jednego z najbardziej zakłamanych członków rządu Szydło wicepremiera Mateusza Morawieckiego. On nazwał wprost: – „Marsz Niepodległości w całości był piękny”. Czy tylko dlatego, że ojczulek Kornel w nim wybijał nacjonalistyczny rytm? Zaś fraza o „własnych brudach, które trzeba prać w domu” – to komunał godny samego Mieczysława Moczara. Układa się niemal w oksymoron, który da się sklecić  z Morawieckiego – „piękne brudy”. Zakłamana prawda, mądry idiota – z wicepremiera wyszedł Kononowicz.

Podkreślam, Unia Europejska na Polskę, gdzie rodzi się faszyzm, nie może sobie pozwolić. Wspomniany Morawiecki nawet użył sfomułowania: – „Także w Niemczech są rasistowskie ekscesy”. Morawiecki to postać o wyjątkowo źle wytworzonej konsystencji moralnej i intelektualnej. Nikt z rządu Angeli Merkel nie nazywa ekscesów faszystowskich „pięknymi” ani nie broni ich przed szkalowaniem. W Niemczech państwowa telewizja ZDF nie relacjonuje pięknej manifestacji patriotów faszystów i nią się nie zachwyca jak TVP.

Słowa polityków PiS słyszą ci, którzy zorganizowali marsz w Święto Niepodległości. Oni przyjdą do Morawieckiego, do Szydło, a nawet pójdą do Krakowa za uciekającym Kaczyńskim, przyjdą do swoich, którzy tak ich bronią przed szkalowaniem. A jak dalej nie będą bronić, to przegonią. Policja ponadto przechodzi ostry trening mentalny, kogo chronić, a kogo wynosić. Policja zamienia się w policję Kulsonów.

Co się stanie z Polską, gdy PiS będzie bronił „takiej” Polskę przed szkalowaniem. Słowa Donalda Tuska po unijnym szczycie w Goeteborgu są apelem do władzy PiS: „Polska nie ma innego miejsca niż Europa. I nie powinna traktować Europy i Unii jako wroga, przeciwko któremu trzeba naprężać muskuły i wytaczać batalię”.

Unia Europejska to naturalne środowisko Polski, w której nie ma miejsca na tolerowanie nacjonalistów i faszystów. Coraz bardziej stresujące jest pytanie: Jak daleko zaszedł marsz nacjonalistów? Czy nie za daleko, czy da się go cofnąć? Na pewno nie stwierdzeniem, że mówienie i pisanie o nim jest szkalowaniem.

TO DZIŚ NAJMOCNIEJSZE SŁOWA W SIECI. CAŁA EUROPA ZAREAGOWAŁA NA WPIS TUSKA. WSZYSCY WIDZĄ, JAK PiS WPYCHA POLSKĘ W ŁAPSKA ROSJI. Polacy, obudźcie się, zanim będzie za późno!

>>>

>>>

ALE ONI WOLĄ POMNIKI…

Jarosław Makowski („Polityka” i „Newsweek”) pisze o nowym pomyśle pani Szydło.

(fragmenty)

Szczęśliwy to rząd, którego głównym zmartwieniem staje się ściągnięcie pomnika Jana Pawła II z Francji do Polski. Szczęśliwa musi być pani premier Beata Szydło, której snu z powiek nie spędzają strajkujący młodzi lekarze, ale ma czas i energię, by upominać się o papieski pomnik, a chrześcijaństwo wykorzystywać do politycznych połajanek z Francją.

Cóż takiego zmobilizowało pisowski rząd do międzynarodowej ofensywy? Otóż w środę decyzję sądu w Rennes podtrzymała Rada Stanu, najwyższy organ sądownictwa administracyjnego we Francji, że pomnik – a przede wszystkim ogromny krzyż będący jego częścią – narusza zasadę laickości. Od tej decyzji nie przysługuje odwołanie. Na usunięcie krzyża lokalne władze otrzymały pół roku. Jeśli tego nie zrobią, będą musiały zlikwidować cały pomnik.

W ten spór włączyła się premier Polski. Powiedziała, że polski rząd podejmie działania, by pomnik naszego rodaka ocalić od cenzurowania. Rząd zaproponuje, aby przenieść go do Polski, o ile będzie zgoda francuskich władz i społeczności lokalnych. Jednocześnie pani premier skrytykowała decyzję francuskiego państwa w sprawie pomnika, mówiąc: „Nasz wielki Polak, wielki Europejczyk, jest symbolem chrześcijańskiej, zjednoczonej Europy. Dyktat politycznej poprawności – laicyzacji państwa – wprowadza miejsce dla wartości, które są nam obce kulturowo, które prowadzą do sterroryzowania codziennego życia Europejczyków”. To tyle faktów.

(…)

Dlatego gdyby dziś żył Jan Paweł II, powiedziałby rządzącym: „Dajcie sobie spokój z jałowym sporem o pomnik, otwórzcie drzwi przed sierotą, wdową, cudzoziemcem, gdyż oni uciekają przed wojną. A w ten sposób pokażecie, że katolicym nie jest dla was tylko na pokaz”.

OPOWIEŚĆ O CZECZOCIE JEST NAJLEPSZYM KOMENTARZEM DO SŁÓW GMYZA I ADAMCZYKA. WSTYD.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Szydło – kobieta od świątków

Pewnie nikt tego nie zauważy w Europie. Pani premier Szydło dała znać, czym zajmuje się na swoim urzędzie. Kancelaria Premiera ze zdjęciem Beaty Szydło opublikowała na Twitterze informację, że zaproponują lokalnym francuskim władzom w Ploermel w Bretanii przeniesienie pomnika Jana Pawła II do Polski.

Rząd polski zajmuje się świątkami. Dobrze czytacie. W bretońskim Ploermel wykonują wyrok sądu administracyjnego w Rennes z 2015 roku, w którym orzeczono, iż krzyż z pomnika wielkiego Polaka winien być usunięty, bo we Francji od 1905 roku istnieje ustawowy rozdział Kościoła od państwa.
Symbolika Kościoła katolickiego może komuś przeszkadza, a to dlatego, iż krzyż bywa nadużywany. Bo co komu przeszkadza krzyż? Kiedyś znamionował wartość społeczną i egzystencjalną, dla ludzi biednych był pocieszeniem. Idea Boga była żywa, bo innego pocieszenia za wiele nie było na podorędziu.

Dzisiaj to już przeszłość, zamierzchłość, Bóg wylądował w wysublimowanej filozofii, metafizyce. Jeszcze karmi się nim ciemny lud i to w ikonografii figuratywnej, tak jak w Polsce. Boga w tym nie ma – piszący ten słowa jest wierzący – ale za to jest maczuga krzyża.

W Polsce krzyż służy do walki politycznej i celebry polityków. Lubią fotografować się w przybytkach kultu lokalni politycy w moim kraju, zwłaszcza obecnie rządzącej opcji. Prezydent zaś wyspecjalizował się w łapaniu hostii tudzież spieszeniu na ratunek innym dewocjonaliom. Pustota i wydrążenie, jak pisał wybitny poeta katolicki Thomas Eliot.

Jak potraktować propozycję Szydło zgłoszoną w polskich mediach? Chyba tylko chichraniem, bo nie poważną krytyką. Piotr Szumlewicz określił to „nową ideą naszego dumnego rządu: Polska jako złomowisko katolickich pomników z całej Europy„.

Ktoś inny dopatrzył się w pomniku surogatu smoleńskiego Tupolewa. Nawet zakpiłem, iż Rosjanie szybciej nam zwrócą złom smoleński, ale bez wybuchu, tak jak Francuzi tolerują Jana Pawła II bez krzyża.

Nie byłoby o czym pisać, ale tym zajmuje się polski rząd: świątkami. Szydło – kobieta od świątków. Niby mamy zapisany w Konstytucji rozdział państwa od Kościoła, ale ten zapis, jak i podobne w Konstytucji, diabli wzięli.

W niewypowiedzianej wojnie o Polskę PiS uzyskał przyczółek na placu Piłsudskiego

PiS rozporządza terytorium Polski, jak chce. Warszawie został wyrwany centralny plac Piłsudskiego i oddany w rozporządzenie PiS, w tym wypadku minister infrastruktury przekazał go wojewodzie mazowieckiemu. Pisowiec dał pisowcowi.

Czy to prawne działanie? Raczej nie. Tak podpowiada rozum. Własność municypalna nie jest własnością państwa. Miasto może użyczyć teren na jakąś okoliczność, zaś państwo musi wspomóc miasto, gdyby teren miejski ktoś chciał zawłaszczyć. Mamy paradoksalną sytuację, bo państwo ewentualnie musiałoby stanąć przeciw sobie. Nie chcę zanadto filozofować, widać że państwo zarządzane przez PiS poszło na rympał i zagarnęło własność miasta dla partyjnej potrzeby.

Ratusz warszawski może dochodzić tego w sądzie. W niezależnym sądzie – a takiego już prawie nie ma, za jakiś czas nie będzie w ogóle niezależnego sądu. Co pozostaje robić miastu? Bronić tego kawałka swego terenu.

Czy warszawiacy, a może inni Polacy są w stanie obronić skrawek swego kraju, bo zawłaszczyła go partia? Nawet jeżeli staną w obronie, to teraz można się dowodnie przekonać, po co zostały powołane Wojska Obrony Terytorialnej.

Tak naprawdę znaleźliśmy się w stanie niewypowiedzianej wojny wewnętrznej. Partia, która rządzi, agresywnym aktem bezprawnym zawłaszczyła własność miasta, społeczności miejskiej, a że jest to stolica, niejako bezpośrednio staliśmy się ofiarami tej agresji, my, Polacy. Nie obawiam się, że prawo jest po stronie miasta, czyli po naszej, ale gdzie dochodzić swoich racji? Gdzie?

Wydarcie kawałka powierzchni Polski na potrzeby partyjne jest pierwszym sukcesem terytorialnym PiS w wojnie domowej. Czy potrafimy odzyskać ten skrawek ojczyzny? Wcale nie przesadzam z opisem tego, co zaszło. Kto zagarnia nie swoją własność, staje się wrogiem właściciela, nawet – a może zwłaszcza – jeżeli ten wróg nie przyszedł z zewnątrz.

Agresora zatem znamy, jak każdy agresor będzie sięgał po więcej. Nawet widać kolejne agresywne symptomy, acz będą dotyczyć sfery symbolicznej. Antoni Macierewicz w akcie desperacji wymyślił 100 kolumn na 100-lecie odzyskania niepodległości.

Po kiego te kolumny? Wiadomo. A do czego potrzebne są PiS wszelakie apele podczas uroczystości państwowych? Do tego potrzebne są te kolumny, do wyrycia na nich nazwisk dwóch bohaterów walki o niepodległość: Piłsudskiego i Kaczyńskiego. Te kolumny to więcej niż pomniki Lecha Kaczyńskiego.

Wróg do Polski przyszedł z wewnątrz Polski. Na razie zalicza sukces za sukcesem, jak tasiemiec zjada nas od wewnątrz. PiS to obcy w naszym wnętrzu (Alien 2, bo Alien 1 był w latach 2005-07).

>>>

NIKT TEGO LEPIEJ DZIŚ NIE UJĄŁ. SZACUNEK DLA

Aż cztery zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Szczekanie Wyszkowskiego na „pijanego zająca” Romaszewską

Zofia Romaszewska nie jest kimś intelektualnego kalibru, jak Jadwiga Staniszkis, lecz w polityce to żaden walor, a czasami wręcz bagaż. Staniszkis jednak zdążyła wyleczyć się z PiS-u, Zofia Romaszewska jeszcze nie wyleczyła się z Andrzeja Dudy, któremu sprzyja. Choroba PiS-u jej powoli przechodzi, ale długo nieleczona, jeszcze potrwa.

Niemniej symptomy poprawy kondycji widać – Romaszewskiej stan jest stabilny. Najlepiej byłoby zostawić ją w spokoju. Do Krzysztofa Wyszkowskiego jednak to nie dociera. To ten osobnik, do którego nie dotarło, że TW Bolek nie może być kojarzony z Lechem Wałęsą. Sąd (jeszcze w większości niezależny od PiS) znowu powiedział stop inkwizytorskim zapędom Wyszkowskiego.

Gdzieś jednak te niezdrowe emocje muszą mieć ujście. Pofolgował więc sobie Wyszkowski na Romaszewskiej, w której dojrzał „pijanego zająca”. Takim „animalsem” go trzepnęło. Nie jest to bp Ignacy Krasicki ani Adam Asnyk czy Adolf Dygasiński, u których zwierzęta noszą cechy ludzkie.

O, nie! U Wyszkowskiego jest odwrotnie, on dostaje cech zwierzęcych. Najprościej byłoby napisać, że szczeka. Być może dlatego Romaszewską ustawił sobie jako zająca. A taka trusia powinna na szczekanie zareagować przynajmniej lękliwością. Tak w każdym razie wg pobieżnej znajomości psychiatrii oceniać należy wpis Wyszkowskiego na Facebooku: – „Zosia to pijany zając, który wyrwał się z klatki, ale jeśli chcemy, żeby się zamknął, to nie atakujmy, a przemilczmy jej żenujące wyskoki”.

Z logiką u Wyszkowskiego jest nie tak, jednak nie wymagajmy zanadto od takiego osobnika, który nie jest w stanie ocenić, że pisze oksymoronem („przemilczmy”, nie milcząc), jak pan Jourdain odkrył, że mówi prozą.

Zofia Romaszewska wygłosiła przynajmniej dwa passusy w mediach, które nie tylko Wyszkowskiemu się nie spodobały. Jeden dotyczył Beaty Szydło: – „Z całym szacunkiem do pani premier, wydaje się, że mądrość pana Kaczyńskiego nie przystaje do pani premier” (RMF FM). Z czego można wnioskować, że Szydło nie jest zbyt mądra, co nie jest żadnym odkryciem Ameryki.

A drugi cytat o prezesie Kaczyńskim: – „Myślę, że Jarek uważa, że trzeba to wszystko wziąć za łeb i wszystko trzymać we własnej garści i wtedy będzie bardzo dobrze. Ja myślę, że będzie wtedy już na pewno bardzo źle” (Radio Zet).

Czy Romaszewska wyleczy się z Dudy? Jeżeli będzie konsekwentna – to tak. Duda poddał się Kaczyńskiemu, wcale nie zamierzał mu się stawiać. Po prostu ocenił, że powstanie przynajmniej z jednego kolana, lecz to w dalszym ciągu klęczenie przed Kaczyńskim. Wykorzystał do tego Romaszewską, powołując się na nią, jak na autorytet.

Nie tylko Wyszkowski poszczekał sobie na Romaszewską, ale niechętne jej pomrukiwania wydali inni politycy PiS, w tym Elżbieta Witek i Stanisław Karczewski. Tak wygląda świat polityczny wg PiS: homo homini lupus (w pokracznej łacinie: piso pisi lupus).

Przekażcie dalej. Niech zobaczą to Ci wszyscy zakłamani katoliccy Polacy. I nasz wspaniały modlący się rząd. Niech mają to przed oczami!

2 lata folwarku PiS

W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym.

Mamy za sobą 2 lata rządów Jarosława Kaczyńskiego. Między bajki włóżmy jakąś samodzielność Beaty Szydło. Dużo większą mają niektórzy ministrowie, tylko dlatego, że to prezesowi wisi albo się nie zna. Wisi prezesowi Jan Szyszko, bo mu obojętne, czy po nas będzie las, czy potop. Nie wisi mu zaś Mateusz Morawiecki, bo prezes nie zna się na finansach, a wicepremier potrafi oczarować barwnymi wykresami i umiejętnością prowadzenia kilku ksiąg buchalteryjnych naraz.

Od początku Kaczyński nie miał problemów z Andrzejem Dudą, acz wydawałoby się, że zaczął mu podskakiwać, lecz prezydent został zapędzony tam, skąd został wyciągnięty – do kapelusza. Kaczyński jednak zauważył korzyści z ustawionej niesforności swego królika. Duda może robić za opozycję, za pluralizm wewnątrz PiS, przyciąga media, przykrywa takie wydarzenia, jak głodówka lekarzy rezydentów, interesujący kongres w sprawie kampanii samorządowej Platformy Obywatelskiej czy też tragedię małej apokalipsy przed Pałacem Kultury i Nauki.

Dwa lata zostały stracone przez opozycję, która nie dość skonsolidowała się w celach i sposobach powstrzymania PiS, zresztą umiejętnie rozbijana przez partię Kaczyńskiego. Z porażek można się czegoś nauczyć, największą nauczką jest nie popełniać błędów. Ale PiS nauczył się też, jak wymuszać błędy na opozycji. Społeczeństwo obywatelskie ciągle szuka swego głosu. Od zdecydowanego sprzeciwu KOD, Obywateli RP, po pluralizm Łańcuchów Światła i Strajku Kobiet.

Dwa lata przybliżyły nas do dyktatury. Jeżeli szukalibyśmy jakichś powierzchownych analogii, to moglibyśmy powiedzieć, że rok 2017 jest dawno minionym 1935 rokiem. I wcale nie chodzi tylko o hitlerowskie Niemcy, ale także o nasze podwórko. W Polsce odżyły demony, które nie dość zostały potraktowane kołkiem osikowym, tj. nie zostały przepracowane społecznie, zarówno przez polityków, jak i przez edukację. Już nie zostaną z powrotem zapędzone do butelki, polski dżinn będzie przez PiS wykorzystywany.

W tej chwili widać jak na dłoni słowiańskość władzy PiS, jest byle jaka, pokraczna, mydłkowata i skołtuniona. I do takiej dyktatury zmierzamy. PiS zmierza, a my jesteśmy w tym dążeniu skuwani. Czy potrafimy przeciwstawić się celom Kaczyńskiego? Teoretycznie tak, acz potrzeba do tego zdecydowanie silniejszych protestów, masa krytyczna potrzebna do skutecznego zachwiania władzy PiS jest większa niż dotychczasowe protesty. Potrzeba też lidera godnego roku 2017 i zbliżających się lat, potrzeba nowego Wałęsy. Prostego i donośnego głosu trybuna sprzeciwu.

Musimy nadto uświadomić sobie, dlaczego PiS tak oddziałuje na Polaków. Dlaczego w gruncie rzeczy z taką łatwością przychodzi mu rozwalanie ojczyzny?

Przede wszystkim w Polsce działał i w dalszym ciągu działa syndrom folwarku. Pan może być zły, ale jego dworzanie i domownicy dają się lubić, zaś elektorat – ciemny lud – do tej pory nie wyszedł z czworaków, on tam ciągle tkwi.

Zły pan na tyle się odizolował, iż jego niedosiężność powoduje nietykalność, charyzmatyczność zła, czyli jest nieusuwalny, jest stałym elementem krajobrazu duchowego, krajobrazu władzy. U nas zawsze można było się odwołać do instancji poza naszym zasięgiem, wcale nie musiała być to rzeczywista wielkość. My wielkość nadawaliśmy często nikczemnym postaciom.

Kaczyński powtarza gest Naczelnika Józefa Piłsudskiego. Nowogrodzka jest jego Sulejówkiem. Pozycja wielce wygodna, rządzi, a nie odpowiada, zaznaje przyjemności, a nie grzeszy. Kaczyński będzie się odgradzał jeszcze bardziej. W tej chwili nie ma potrzeby, aby Beatę Szydło wymienił na siebie. Do tego może dojść tylko w akcie desperacji. Gdy Kaczyński zostanie premierem, bądźmy pewni, że PiS zostanie odsunięty od koryta.

Tak więc życzmy sobie, aby Kaczyński został wreszcie tym premierem. Przewrotne. Nie! Ten pozorny kolos ma gliniane nogi, jest wielce polski, byle jaki, mydłkowaty. Ot, co!

Nauczycielu❗ PiS zmieniając ustawę o finansowaniu zadań oświatowych wprowadzi ocenę MORALNĄ i ETYCZNĄ Twojej pracy❗

Aby ofiara Piotra z Niepołomic nie była nadaremna

Portal oko.press publikuje „Apel do Polek i Polaków”, który powstał z inicjatywy KOD Kanada, a jest wspólnym stanowiskiem środowisk, organizacji i liderów grup pro-demokratycznych Polonii w Ameryce Północnej i Europie. Bezpośrednim powodem jego napisania jest refleksja po próbie samospalenia Piotra S. przed Pałacem Kultury i Nauki.

Apel kierowany jest do zwykłych Polaków, to wołanie „o podanie sobie dłoni, o zgodę narodową i szacunek wobec przekonań osób o innych poglądach. Ten apel jest więc do nas, nie do władz”.

W apelu czytamy: – „Zgodnie z zostawionym przez tego Polaka listem, był to tragiczny akt protestu wobec poczynań władz PiS łamiących w jego przekonaniu Konstytucję RP, prawa krajowe i międzynarodowe obowiązujące Polskę. Jesteśmy tym samotnym aktem do głębi wstrząśnięci. Apelujemy, by nigdy nie musiał się powtórzyć w Polsce. Życie ludzkie jest wartością przerastającą polityczne różnice, ideologie i spory.

Do każdego człowieka, który może czuć się zdesperowany, osamotniony, przygnieciony ciężarem sporów politycznych i podziałów społecznych – wyciągamy przyjacielską dłoń z prośbą: przyjmij tą dłoń, porozmawiajmy. Nie jesteś sam. Wesprzemy Cię. Twoje życie jest ważne – jest najważniejsze. Dla Twoich bliskich, dla kraju.

Apelujemy jednocześnie do obu stron konfliktu ściśle politycznego: do partii rządzącej z koalicjantami i partii opozycyjnych w polskim Parlamencie; do polskich grup społecznych w Kraju i poza jego granicami – domagamy się rozpoczęcia bezzwłocznie autentycznego dialogu społecznego i politycznego nad stanem Kraju. Polska to nie kawałek sukna wyrywany przez wszystkich dla siebie.

Polska nie należy tylko do jednej, obojętnie jak licznej lub jak zamożnej czy silnej, grupy. Należy do wszystkich Polek i Polaków. Jest faktem niemożliwym do ukrycia, że jesteśmy skłóceni i podzieleni, jak nigdy dotąd w naszej ponad 25-letniej historii III Republiki. I że przekroczyło to już dawno ramy zwykłej i naturalnej różnicy opcji politycznych. Polska nie jest i być nie może zakładnikiem czyichkolwiek ambicji, politycznego rewanżu. Nie jest nagrodą w zawodach politycznych określanych powszechnymi wyborami. Nie stać nas, jako państwo i jako społeczeństwo, na zwycięzców i na przegranych.

Rozpocznijcie te rozmowy natychmiast i bez wstępnych warunków”.

Dzień wcześniej na tym portalu Agnieszka Holland opublikowała przejmujący esej o próbie samospalenia Piotra z Niepołomic. Nazywa ten akt gniewem, który co prawda jest niszczącym ogniem, ale oświetla innych.

Dla mnie Piotr dokonał aktu krzyku, który – nie będę wielce oryginalny – najlepiej oddaje obraz Edwarda Muncha. To nie była tylko autodestrukcja 54-letniego Piotra z Niepołomic – to było znalezienie się wrażliwego człowieka na skraju desperacji, gdy rozum zdecydował się na ten akt ostateczności.

W tym momencie należałoby odwołać się do literatury i do psychologii. Lecz nie chcę, aby Piotr S. pozostał jakąś figurą literacko-retoryczną, on jest z nas, my co najwyżej przypalamy sobie piórka w ogniu gniewu, on wszedł w dosłowność czynu. O tym świadczy list, który nam pozostawił.

Apel rodaków z zagranicy nie powinien pozostać bez echa. Chciałbym zwrócić uwagę i przypomnieć protesty w ramach Łańcuchów Światła w Poznaniu. Tutaj one były największe w kraju, manifestowano właśnie ponad podziałami, byli wyborcy wszystkich partii, a politycy mogli się co najwyżej znajdować wśród innych, a nie na podeście dla przemawiających.

Wyjdźmy z wyciągniętą ręką bez żadnych zabezpieczeń warunkami wstępnymi. Skrzyknijmy się, aby ten ogień Piotra nie był nadaremny, może znajdziemy wspólne światło. Może? Nie! Na pewno znajdziemy, wyjdźmy z siebie naprzeciw drugiemu, innemu.

TO NIE JEST WŁADZA, KTÓRA DBA O POLAKÓW. WYDADZĄ NIEMAL MILIARD ZŁOTYCH, ABY NAS WSZYSTKICH OSZUKIWAĆ PRZEZ NAJBARDZIEJ ZAKŁAMANE MEDIA W PL

Macierewicz na stacji „Wysiadka”?

Postać Antoniego Macierewicza jest ciągle tajemnicza, mimo dużej wiedzy o jego życiorysie i niewątpliwych zasługach w opozycji PRL-owskiej. Budzi tajemniczą grozę swoim zachowaniem, ścieżkami kariery, znajomościami w kraju i za granicą, jest nieprzystępny nawet wówczas, gdy dopuści dziennikarza do zadawania pytań.

W życiu ze dwa razy z nim rozmawiałem, gdy Macierewicz był daleki od dzisiejszego rytu smoleńskiego. Były to rozmowy prywatne i nie zalatywało od niego ortodoksją prawicową, stwierdzałem, iż jest we władaniu niezbyt głębokiej wiedzy i takiej sobie elokwencji, co wydawało się nawet sympatyczne. Ale to było dwadzieścia lat temu i więcej.

Dzisiaj do każdego jego wystąpienia należy mieć uwagi typu, kogo reprezentuje interesy, a także, czy jest w pełni świadomy tego, co mówi i robi. Rozjazd słów i czynów u Macierewicza jest ogromny, sobie zaprzeczający. Czy tylko dlatego Jarosław Kaczyński trzyma go przy sobie, że Macierewicz ma na niego haki, albo jak pisze prezes w autobiografii, uczył go arkanów politycznych? Na pewno występuje między nimi ścisła relacja zwrotna. Nie tylko taka, iż obydwaj są trudno wybieralni w procedurach demokratycznych poza partią ze względu na największy elektorat negatywny. A teraz wydaje się, że Macierewicz nie sprawdził się Kaczyńskiemu.

Prawda, że stworzył religijny mit Lecha Kaczyńskiego, często za pomocą niebotycznych absurdów, lecz ludzie chodzą w pochodach miesięcznic, a pomnik xero prezesa, czyli Lecha Kaczyńskiego najprawdopodobniej stanie.

Czas Macierewicza dobiega końca, wskazuje na to kilka sygnałów. Macierewicz nie znalazł dowodów – a przede wszystkim nie wypichcił ich – na wybuch w Tupolewie, co stwarza przeszkody, aby oskarżyć z tego powodu Donalda Tuska. Drugi sygnał w ostatnim czasie to odwołanie najbliższego współpracownika Macierewicza Piotra Woyciechowskiego z funkcji prezesa Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

I bodaj najgłośniejszy gwizdek końca Macierewicza dotyczący publikacji aneksu do raportu z likwidacji WSI. Macierewicz kilka dni temu wyraził się głośno, iż domaga się dostępu do tego raportu. Andrzej Duda powiedział, że nic z tego nie będzie, Kaczyński poparł prezydenta: – „Należę do nielicznych ludzi, którzy czytali aneks. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany”.

Paweł Wroński nazywa aneks świętym Graalem macierewiczowskiej prawicy. Cóż w tym 800-stronicowym dokumencie może być? Ot, rozwinięta publicystycznie myśl „prawdziwego postsowieckiego układu”, rządzącego Polską. Kiedyś jednak ujrzy światło i będzie cymesem w macierewiczerianach, odpowiednio kompromitujących dla autora.

To wszystko może okazać się betką w stosunku do tego, co Macierewicz zrobił z wojskiem. Zaczynają mówić najlepsi fachowcy w tych sprawach, jak generał Mirosław Różański, do niedawna jeden z najważniejszych dowódców WP, który przez Macierewicza odszedł ze służby. Najcięższe zarzuty generała to: wstrzymanie modernizacji wojska oraz filozofia myślenia militarnego kategoriami II wojny światowej. Ministerstwo obrony zaś składa się z ludzi niekompetentnych, których wskazane jest nazywać przysłowiowymi szwejami (szweje – przyp. mój).

Czy Kaczyński odważy się rzec swemu towarzyszowi Macierewiczowi: dojechałeś do stacji przeznaczenia „Wysiadka”?

MIĘDLAR vs OWSIAK JUŻ WIADOMO, KOGO WYBRAŁ PiS

>>>

>>>

Jak na skróty szła 😂😂😂

Aż cztery zaległe teksty Waldemar Mystkowskiego.

Toksyczne rodziny w polityce: PiS i opozycja

Jarosław Kaczyński mocno przeżył piątkowe spotkanie z Andrzejem Dudą. Nie dość udało mu się upokorzyć prezydenta, ten co prawda stanął w drzwiach Belwederu i powitał go – wbrew protokołowi – ale nie przystał na blitzkrieg w sprawie sądów. Prędzej czy później Duda za to zapłaci, najpierw jednak Polska, którą czeka i tak zależność sądów od PiS.

Kaczyński naprędce sklecił konferencję prasową Zjednoczonej Prawicy, aby potwierdzić, że jest zjednoczona. Ci którzy o tym nie wiedzieli, pewnie zrobili buzię w ciup: wow. Dwie podprogowe treści jednak poszły w ciemny lud. Mianowicie jeden ze stronników Dudy, Jarosław Gowin stanął obok drugiego – ale nie stronnika – Zbigniewa Ziobry, bo ten ostatni to wróg Dudy jeszcze większy niż prezes.

Acz prezes nazywa ten zestaw stronniczy rodziną. Zaiste toksyczna to rodzina, a prawica jest jak małżeństwo wg dogmatu katolickiego; „Co prezes złączy, tego niech żaden Duda nie rozdziela”.

Prezes u Dudy był powiedzieć, że mamy kryzys, a Duda poprawił go, że to mały spór w rodzinie. W toksycznej rodzinie żona zwykle bagatelizuje siniak pod okiem, albo jak w przypadku przeze mnie zasłyszanym w pociągu, gdy wdowa wspominała zmarłego męża i nie mogła się nachwalić koleżance, jaki to był dobry chłop. Przyjaciółka jej przypomniała, że po pijaku ciągał ją za włosy po podwórku, ta nie dała się zbić z pantałyku i odrzekła: – A ile było tego podwórka? Phi.

Ciąga Kaczyński Dudę po tym belwederskim podwórku, a ten zachwala reformę sądów prezesa. Konferencja prasowa zjednoczonej prawicy nie przykryła jednak konwencji Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Na tej pierwszej Grzegorzowi Schetynie chyba udało się przeformatować dość nieszczęśliwą zbitkę totalnej opozycji na totalną propozycję. Teraz należy dotrzeć do wyborców z hasłami dotyczącymi zlikwidowania urzędów wojewódzkich, które zwłaszcza dzisiaj są we wrogiej kohabitacji z urzędami marszałkowskimi. Inne punkty programu PO są nowatorskie i sytuują władzę bliżej ludzi, a często tę władzę oddają wyborcom.

Przedstawiony program Platformy należy przekuć na proste hasła, które zaczną docierać do Polaków. To zależy od opozycji, nie można liczyć jednak na to, że PiS się przewróci. Kaczyński ze swymi akolitami ciągle zalicza glebę, lecz sondaże są niewzruszone, a nawet im zwyżkują.

Rozpoczynająca się kampania samorządowa jest dobrym momentem, aby opozycja odwróciła niekorzystne tendencje. Sondaże wskazują na premię dla opozycji od wyborców, gdy ich kandydaci wystartują ze wspólnych list, wówczas nie tylko twardy elektorat partyjny zagłosuje, ale także obojętni, zniechęceni do kłótni. Psychologia jest niedoceniana przez polityków. Opozycja jednak musi uciekać od syndromu politycznej rodziny, bo jest ona zawsze toksyczna.

„prawo” i „sprawiedliwość” BRAK SŁÓW

Orwellowska organizacja Reduta Dobrego Imienia

Reduta Dobrego Imienia (RDI) w nazwie ma już zmyłkę, jak Ministerstwo Prawdy Orwella. Czyż zakłamanie, amoralność są dobrym imieniem?

Włoski dziennikarz Gian Antonio Stella napisał w „Corriere della Sera” artykuł krytyczny o Polsce. O dzisiejszej Polsce pisowskiej i o tym, że nie potrafimy zmierzyć się z własną historią. Stella napisał krytycznie o „Różańcu do granic”, którego wymowa była antychrześcijańska, o nieumiejętności zmierzenia się z problemem uchodźców, którzy są inni od nas, są więc wyzwaniem społecznym, niewielkim politycznym, to kolejne tchórzostwo obecnych władz.

Redutę Dobrego Imienia, także ambasadę RP w Rzymie, oburzył passus: – „Powitanie kogoś, kto jest taki sam, jest łatwe. Dużo trudniejsze, jeśli jest inny. (…) Polacy nigdy nie powinni zapominać o swojej osobistej odpowiedzialności (personali responsabilita) za Holocaust. Nie tylko wspólnej z Niemcami, ale nawet „po” [cyt. za: oko.press].

No i na naszych tzw. patriotów (tak zwani patrioci piszę, bo to w istocie szowiniści) podziałało to jak płachta na byka. O ile ambasada w Rzymie oburzyła się i odpowiedziała listem na artykuł, to nie popełniła w nim błędu merytorycznego, ale Reduta specjalizuje się w manipulacjach i fałszu.
RDI w swoim stylu zaczęła nie na temat. Od tego, że w Polsce nie było rządu kolaboracyjnego. Stella o tym nie pisał. Stella też nie pisał, że państwo polskie (wówczas podziemne) uczestniczyło w Holocauście. Nie! Konkretni Polacy pomagali Niemcom i sami tworzyli fakty Holocaustu.

Przed wojną i w jej trakcie w polskim społeczeństwie silny był antysemityzm zbudowany przez polityków, w którym miał duży udział Kościół katolicki, zaznaczmy: nie cały. Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło w kilkudziesięciu innych miejscowościach. Szmalcowników – czyli informatorów za korzyści materialne – było dużo więcej niż tych, którzy pomagali Żydom, a bezinteresownie pomagających była garstka, to oni otrzymują dzisiaj tytuły Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło tam, gdzie politycznie najsilniejsza była endecja. To ten grunt polityczny pchał ciemny lud do krwawych czynów. Niemcy chwalili polskich szmalcowników, bo nie wykazaliby się „sukcesem” w odnajdywaniu ukrywających się Żydów.

Podobnie zachowywała się część rodaków po wojnie, czego ewidentnym przykładem jest pogrom kielecki w 1946 roku, w którym zginęło 37 Żydów. Pojedynczych przykładów mordów tuż po wojnie jest dużo.
Czy dzisiejsza niechęć do uchodźców jest podobna do antysemityzmu? Tak! To ta sama niechęć – wręcz nienawiść – do innych. W literaturze inny pisze się Inny. Nie bądźmy więc zdziwieni, że PiS na wszelkie sposoby źle wyraża się o uchodźcach, a zaprzeczenie o antysemityzmie i udziale Polaków w Holocauście zostawia takim organizacjom, jak Reduta.

Za pomocą takich Redut Dobrego Imienia fundują nam Polskę na fundamencie fałszu. Polskę zakłamaną tchórzliwą, amoralną. Dlatego tacy ludzie bez talentu, grafomani jak Świrski, szef tej orwellowskiej organizacji, są na tapecie. Polska jako szczurowisko – wówczas, gdy dochodziło do pogromów na Żydach i dzisiaj.

Mój ród pochodzi z tych terenów, gdzie jest Jedwabne, sporo opowiadano u nas o tych faktach, o tym zakłamaniu. A teraz wraca fałsz i ma się coraz świetniej.

Dla odwrócenia uwagi od konwencji programowej PO, wystąpiło trzech terrorów mówiąc że, tak naprawdę nie mają nic istotnego do powiedzenia.

Strategie rolowania przez PiS, lekarzy rezydentów też

PiS ma pomysł, jak wyrolować protestujących lekarzy rezydentów, co nie jest żadną nowością, bo ta partia stosuje strategie rolowania od początku swoich rządów. Taką strategią jest przepychanie przez Sejm tzw. projektów poselskich, a nie rządowych – te ostatnie wymagają konsultacji społecznych i środowiskowych. Jeżeli na czymś szczególnie PiS zależy, stosuje przyspieszone logistycznie procedowania, np. nocne głosowania w komisjach poselskich i w trakcie sesji sejmowych. Są nawet nadzwyczajne procedowania, gdy zawęża się liczbę posłów do swoich, byle było kworum i oddzielają się od świata w Sali Kolumnowej. Już to przecież też przerabialiśmy.

Inne rolowanie rozpisywane jest na głosy instytucjonalne. Zastosowane zostało przy ustawach sądowych, gdy odbywały się protesty w całym kraju („Łańcuchy światła”) i rzeczywiście zostały wygaszone przez dwa weta prezydenta, choć protestujący domagali się trzech. Wyciszenie niezgody i gniewu społecznego wymaga czasu. I tak się dzieje. Andrzej Duda przedstawił swoje projekty, które nie są spełnieniem żądań społeczeństwa obywatelskiego, a do tego toczy rozmowy z osobą najważniejsza dla partii rządzącej. Rozmowy się toczą, a gniew społeczny już został rozładowany, para bowiem poszła w gwizdek. Więc tak czy siak – sądownictwo straci niezależność, stanie się partyjne, a nam zostanie oskoma: och, kiedyś to była demokracja.

W tej chwili mamy do czynienia z rolowaniem lekarzy rezydentów, a tak naprawdę z rolowaniem nas ze zdrowia, bo to dotyczy już całej służby zdrowia. Rolowanie ze zdrowia Polaków, czyli wpychanie w chorobę, a w istocie skłanianie do grobu – wcale nie przesadzam: śmiertelność rok do roku wzrosła bagatela o 7 proc. – rozpoczęło się już dawno. Lekarze rezydenci są kroplą, która przelała czarę goryczy, przekroczono masę krytyczną, która zachwiała stabilnością systemu ochrony zdrowia.

Rozwalanie służby zdrowia trwa od początków rządów PiS. To nie tylko ta osławiona sieć szpitali, która ma być finansowo podłączona do budżetu państwa, ale reorganizacja w ośrodkach zdrowia i szpitalnictwie, zaś przede wszystkim wymiana kadr kierowniczo-menadżerskich. To ostatnie jest najboleśniejsze, trudne publicystycznie do wyartykułowania i podania opinii publicznej. W służbie zdrowia na kierowniczych stanowiskach mamy nawał pisowskich Misiewiczów.

To rozwala system ochrony zdrowia narodu. Dziwne, że dziennikarze tego nie opisują, czyżby tak mało było specjalistów w tym temacie, a może są jeszcze młodzi i nie zaznali udręki związanej z leczeniem.

W służbie zdrowia jest tak samo, jak z Beatą Szydło, która ogłasza zwycięstwo 1:27. Na razie 7 proc. Polaków więcej umiera, a będzie nas jeszcze więcej w grobach, gdzie tak trudno przyjdzie się policzyć w protestach. PiS jest partią wyjątkowo pokraczną, czego się nie dotkną, kończą katastrofą. Trafili jednak na koniunkturę światową i państwo w dobrym stanie po poprzednikach, ale to się kończy. To my zostaniemy na ruinach popisowskich, jeżeli przeżyjemy PiS.

Lekarzy rezydentów chcą teraz wyrolować metodą kooptacji obcych. Rząd zamierza uprościć przepisy zatrudnienia w zawodach medycznych i zatrudnić lekarzy spoza Unii Europejskiej, tj. z Ukrainy. Tacy lekarze nie musieliby nostryfikować dyplomów, lecz byliby przywiązani do miejsca pracy, czyli byliby lekarzami pańszczyźnianymi. Oczywiście, pomysł jest taki, aby nie podnosić płacy lekarzom rezydentom.

Akurat jest on strzałem w płot, acz ma zastraszać protestujących lekarzy. Ukraińscy lekarze zarabiają wcale nie gorzej u siebie – bo ten zawód tam zawsze był ceniony – a też nie będą chcieli zostać niewolnikami, bo byliby przypisani do jednego miejsca pracy, nie mogliby zmienić miejsca zatrudnienia, uniemożliwiłoby im to brak nostryfikacji.

Pomijam kwestię, iż Unia Europejska zakwestionowałaby ten tryb pozyskiwania kadr medycznych, bo jesteśmy w jednym systemie zdrowia unijnego, jak zakwestionowała wycinanie Puszczy Białowieskiej.

PiS próbuje nas rolować i niestety udaje im się połowicznie. Polska pokracznieje jak partia Kaczyńskiego, partnerem i demokratą dla PiS jest prezydent Turcji Erdogan. I w tym kierunku zmierza rolowanie PiS, rolowanie nas z wolności obywatelskich, a nawet z życia, acz zmarłym wsio rawno, bo im w wieczności to wisi.

PIĘKNE OKREŚLENIE SŁÓW BŁASZCZAKA. „CO ZA NĘDZA”

Szydło przed wyjazdem do Brukseli gra w „Uchu prezesa”

Beata Szydło ma problem psychologiczny, który ma się do jej wiedzy przedmiotowej. Tym problemem jest syndrom wcześniej u niej zaobserwowany, a w jej partii zdefiniowany dawno temu. Sukcesem jest przegrać 1:27. W psychologii jest to odwrócenie kota ogonem, tabeli do góry nogami.

Ten syndrom brzmi: jesteś pierwszym, gdy postawisz wszystko na glowie. Na głowie jest postawiona władza PiS. Wszak prezes powiedział, że białe nie jest białe („Nikt nam nie powie, że białe jest białe…”).

Odwrócenie na głowie ma się z braku wiedzy i braków profesjonalizmu. Prezes Kaczyński jest w tym klasykiem, myli Zbigniewa Herberta z Janem Twardowskim (a on zawsze chce zaimponować wiedzą tajemną), tych pomyłek rzeczowych u niego wystepuje więcej i więcej. Zaś Szydło nawet nie wiedziała, od kiedy Polska jest członkiem Unii Europejskiej, pomylić się o 12 lat to jak przegrać wszystko w teleturnieju..

I Szydło jedzie na szczyt UE w Brukseli, aby wszystko przegrać. W kraju przed wyjazdem robi takiego psychicznego klocka. Wypowiedziała „myśl”: „Oczekuję równego udziału krajów UE w debatach o reformach”.

Co to zdanie ma znaczyć? Tak wypowiada się osoba zakompleksiona, reprezentująca kraj zakompleksiały, w imieniu którego przegrywa 1:27. Tak wypowiada się polityk, w którego władza w kraju ma problem ze standardami demokratycnzymi i wolnościowymi.

Tak wypowiada się… Co napisawszy żachnąłem się, bo przeciez taki mamy problem z obecną władzą. Szydło jest pionkiem w rękach prezesa i zobaczywszy mikrofone wypowiada zacytowaną przeze mnie tę”myśl” i inne godne satyrycznego sztambucha.

Piszę „myśl” w cudzysłowie, bo po Szydło zostanie cydzysłów. Premier? Nie! „Premier”. Szydło jeszcze nie wyjechała, a już mówi tekstem z „Ucha prezesa”, w Brukseli nie będzie prezesa, za to będzie sitcom „Ucha…” z jej udziałem.

Tacy politycy – „politycy” też powinno być w cudzysłowie – zdegradowali Polskę, zrobili krajem peryferyjnym. W ciągu dwóch lat zniszczyli to, co budowano z takim mozołem po 1989 roku. Mogę tylko współczuć Donaldowi Tuskowi, który z Polaków wspiął sie najwyżej w politycznej historii, współczuć, że będzie miał naprzeciw (koło siebie – jakkolwiek) tak nijaką osobę, jak Szydło, która ma problemy psychologiczne (nie potrafi się wyrazić), ma problemy przedmiotowe (nie ma wiedzy).

W wyniku reform w Unii Europejskiej – gdy dłużej Polską będą rządzić pacynki Kaczyńskiego – Polska nie tylko zostanie zdegradowana, ale potraktowana, jak chory człowiek Europy, nie stosujący się do obowiązuyjących na Zachodzie standardów i pozbawiający swoich obywateli wolności.

Polska zostanie wykluczona. Tak jak PRL byl wykluczony cywilizacyjnie. I zostanie nam jakiś sojusz w czworkącie: Mińsk, Ankara, Budapeszt- Warszawa. Czworokąt bermudzki.

ŚWIĘTE SŁOWA DO CAŁEJ OPOZYCJI Zachowajcie je i przypominajmy o nich politykom. Bez końca. Aż zrozumieją.

>>>

>>>

PO ZIEMI, NA KTÓREJ STAŁ KACZYŃSKI, CZAS WYSTAWIĆ NA ALLEGRO KOLEJNE RELIKWIE :)))

Dwa teksty – zaległe – Waldemara Mystkowskiego.

PiS straszy programem Meczet plus

Zło i amoralność są zawsze banalne – tę wiedzę odkryła dla nas wspaniała Hanna Arendt.

Beata Szydło nie jest zbyt biegła w znajomości polityki, powinna jednak być świadoma swojej słabości. A przecież tak nie jest. Można dać jej wiarę, że nie wie, kiedy Polska została członkiem Unii Europejskiej (wg Szydło w 1992 albo 93). Może też nie wiedzieć, że protestu społecznego nie można zorganizować za pieniądze, a tak powiedziała o lipcowych protestach w sprawie ustaw sądowniczych. Za pieniądze można zorganizować poparcie dla rządzących.

To są podstawy znajomości praw społecznych, socjologii. Polska polityka szczególnie pod obecną władzą posługuje się taką nieznajomością realiów i to musi się odbić na życiu społecznym w dłuższej perspektywie, na świadomości Polaków, szczególnie tych młodszych, gdy kształtowane są ich osobowości.

Tę nierzeczywistość uprawianą przez PiS różnie można nazywać. Ostatnio jest modny amerykanizm (jak w Polsce sarmackiej makaronizmy) – fake. Słówko samo w sobie o niewielkim polu semantycznym, za to silne emocjonalnie, można powiedzieć, że to znaczy imitacja, podróbka, kłamstwo.

A w istocie jest amoralizmem, złem. Posługują się fake ludzie słabi, bo te emocje przynoszą im korzyści. Zło, amoralność są zawsze banalne, to nic głębokiego, interesującego. Tę wiedzę odkryła dla nas wspaniała Hanna Arendt.

Oto nieciekawa postać z kancelarii pani Szydło Paweł Szefernaker był łaskaw postraszyć rodaków, iż Platforma Obywatelska szykuje Polakom program Meczet plus. Dlatego nazywam Szefernakera Frankensteinem, niepełnym człowiekiem, tę imitację słychać w jego retoryce, słychać jego braki myślenia, ubogość wewnętrzną, banalność.

Wszak islam jest już od dawna w Polsce, acz nie ma takich „osiągnięć” jak krucjaty chrześcijan. Meczety w Polsce sobie stoją, do których na rytuały kultu uczęszczają potomkowie polskich Tatarów. Ten program Meczet plus fundnęli przodkowie, włącznie z Janem III Sobieskim.

Ale o polskich Tatarach może nie wiedzieć Szydło, może nie wiedzieć jej Frankenstein Szefernaker. Ale my musimy wiedzieć, muszą wiedzieć politycy opozycji, którzy tych Szefernekerów winni demaskować, aby takie imitacje nie uchodziły za oryginalność, jak to w PRL nazywano produkty czekoladopodobne – czekoladami.

Właśnie teraz mamy takie produkty politykopodobne, takich fake polityków, jak ów przysłowiowy dla mnie Szefernaker. Postać banalna pod każdym względem, podróbka.

Przyjaciel Putina przyjeżdża do przyjaciela Kaczyńskiego

Arogancja ma zwykle jedno źródło: małość. Zaś małość wypływa z niekompetencji, niewiedzy. Ci, którzy są aroganccy z powodu znikomych walorów własnych, są służalczy i nie są z naszego świata, ze świata demokratycznego. Właśnie to nam się zdarza. Coraz mniej demokracji, coraz więcej arogancji. Mamy władzę arogancką, służalczą, w której prezydent i premier są uniżeni wobec jednego pana.

Oto jutro do Polski przyjeżdża premier Węgier Viktor Orban. I z kim się spotka? Odpowiedź dają służby informacyjne PiS. Spotka się z… prezesem Jarosławem Kaczyńskim w towarzystwie przybocznego marszałka Kuchcińskiego. Triumfalnie zapowiada Ryszard Terlecki, szef klubu parlamentarnego PiS, zapowiada też Beata Mazurek, rzecznik PiS.

Orban nie spotka się na Nowogrodzkiej, ani na Żoliborzu, spotka się w Sejmie. Czyżby teren Sejmu był folwarkiem Kaczyńskiego? Uwzględniając postawione wokół niego ogrodzenie, należy stwierdzić pozytywnie: tak, jest ogrodzonym folwarkiem.

A jeżeli ktoś pokusiłby się o metaforę literacką, mógłby powiedzieć, że jest folwarkiem chronionym wzdłuż ogrodzenia przez policję, jest po prostu więzieniem. Do takiej formy demokracji dobrnęliśmy: niektórzy wybrańcy muszą być chronieni przez policję. Polska jest więzieniem, a Kaczyński bynajmniej nie jest Hamletem, tylko mordercą demokracji.

Literatura te zjawiska opisuje, opisuje też rozwiązania dramatu i tragedii. One mają nieodmiennie podobną narrację, zmierzającą do nieodmiennie tej samej pointy.

Ponadto Kaczyński ma najdroższą ochronę prywatną, finansowaną nie przez siebie. Jest dobrowolnym więźniem, który boi się rodaków. Chronią go ochroniarze, zza których może rzucać rodakom takie oto kwiatki: kanalie, gestapo, mordy zdradzieckie.

To jest język Kaczyńskiego, to jest stan jego umysłu. A wracając do Orbana. Terlecki pisze na Twitterze: „Spotkanie Jarosława Kaczyńskiego prezesa PiS z Victorem Orbanem szefem Fideszu będzie najważniejszym spotkaniem jutrzejszej wizyty„.

„Najważniejsze”. Słyszycie w tym stwierdzeniu chrumkanie godne „Folwarku…”? Bo ja słyszę. Tak nisko upadliśmy, do takiego języka sprowadzono debatę na demokratycznej agorze. Jak sobie przypomnę spotkanie z 2015 roku, gdy Orban został przez Ewę Kopacz sprowadzony do właściwego mu miejsca w szeregu, obsztorcowany przez premier polskiego rządu, to tęsknie wznoszę oczy do góry i wzdycham: och, było normalnie.

A jakie miny robił wówczas Orban. Takie jakie dzisiaj robią Duda i Szydło, gdy staną obok pana folwarku, prezesa Kaczyńskiego. Pomijam, po co przyjeżdża Orban, bo wiadomo. Polska jest samotna w Unii Europejskiej, a Orban w każdej chwili zdradzi polityków PiS. Chyba że wreszcie przekona przyjaciela Kaczyńskiego do przyjaźni z jego przyjacielem -Władimirem Putinem.

>>>

SZCZECIN ZA REPARACJE… KTOŚ POWINIEN SIĘ MOCNO PUKNĄĆ W GŁOWĘ

JAK MOŻNA TAK TRACIĆ ?

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego

Kaczyński reparacjami rujnuje naprawę

Po 1989 roku Polska zyskała coś więcej niż reparacje od Niemiec – zyskała w nich sojusznika.

Jarosław Kaczyński na temat reparacji wojennych od Niemiec rzadko się wypowiadał, acz to on dał do nich sygnał. Działo się to w Przysusze na początku lipca. Od tamtej pory prezes milczał, jego marionetki chodziły z tym do mediów, a opanowane przez PiS Biuro Analiz Sejmowych wydało opinię w postaci marnej publicystyki, że się należy.

W prawie międzynarodowym nie pada kwestia regulowania reparacji wojennych. Państwa bilateralnie regulują je między sobą, ewentualnie sojusz zwycięzców nakłada odszkodowania. Tak było po I wojnie światowej, reparacje nałożone na Niemców pomogły zaistnieć Hitlerowi. Po drugiej wojnie światowej dochodzono odszkodowań w różny sposób, a Polska w obozie zwycięzców była zależna od Moskwy. To oni uregulowali, a w 1953 roku rząd PRL przyjął zrzeczenie się reparacji w formie deklaracji.

W innej nie mógł, bo Niemcy mogli wówczas rzec: mało wam? Dostaliście Ziemie Odzyskane oraz Warmię i Mazury. No, ale – Polacy mogliby odpowiedzieć – utraciliśmy Kresy Wschodnie z Wilnem i Lwowem. Odpowiedź wówczas mogła być jedna: to się o nie upominajcie u Ruskich.

Polska po 1953 roku nie domagała się reparacji, a miała okazję – gdyby te reparacje miały logiczny sens układów międzynarodowych – gdy w 1970 roku zawarto układ o normalizacji stosunków między PRL a RFN, a szczególna okazja zaszła przy okazji traktatu „2+4”, którego konsekwencją było zjednoczenie Niemiec.

Po 1989 roku Polska zyskała coś więcej niż reparacje od Niemiec, zyskała w nich sojusznika, adwokata swoich zachodnich aspiracji. To zdecydowanie więcej niż ecie-pecie w miliardach czy też bilionach dolarów, które rządy typu pisowskiego używają do partyjnego korumpowania społeczeństwa za pomocą przywilejów socjalnych.

Przyjaciel Niemiec polskim politykom powinien się jawić, jak coroczne zwycięstwo pod Grunwaldem. Helmut Kohl, Gerhard Schroeder (trochę mniej), a na pewno Angela Merkel są i byli dla nas zarazem jak adwokaci, ale też jak pokonany Ulryk von Jungingen. Pokonane zostały uprzedzenia historyczne, geopolityczne. A taki stan braku strachu przed wrogiem za szlabanem granicznym pozwala społeczeństwu, narodowi i państwu wzrastać.

I korzystaliśmy na tym, koniunktura nam żarła, mieliśmy szczęście do polityków, którzy wzrastaniu nie przeszkadzali, a niektórzy pomagali. Wreszcie Polskę dotknęło szczęście, a nie fatum romantyczne: Mesjasz narodów, zwycięzca moralny i podobne duperele.

Napiszę więcej: mieliśmy szczęście, że wcześniej nie zdarzył nam się PiS. Wszak każdy może odpowiedzieć sobie na pytanie: czy po rządami PiS zostalibyśmy członkami NATO i Unii Europejskiej?
Nie! PiS przyszedł na gotowe. Polska nie potrzebuje naprawy – jak to chrzanią wszelcy politycy od prawej do lewej – Polska potrzebuje dalszego rozwoju i korekt. To nie jest naprawa, bo po 1989 roku Polska była naprawiana do 2015 roku. A naprawa naprawy  – z tym mamy do czynienia – jest odwróceniem naprawy. Jest rujnowaniem naprawy.

Piszę w kontekście reparacji od Niemiec. Myślałem, że Kaczyński zostawił ten temat swoim współpracownikom, a niech sobie po pisowsku szwargocą i elektorat swój oszwabiają. Ale nie! Co dzisiaj słyszę? Krakowskie Przedmieście, prezes znowu wszedł na swój taboret i jeszcze bardziej szwargoce i oszwabia: -„Jeżeli dojdzie do wypłacenia tych reparacji, to będzie to po prostu akt sprawiedliwości. Ale Niemcy nie chcą płacić, taka jest prawda. Przed nami pewnie długa walka. Mam nadzieję, że zwycięska”.

Taborecik, prawda? Język z Krakowskiego Przedmieścia. Jeżeli odtrącamy największego przyjaciela, który do tego jest naszym sąsiadem, to na kogo możemy liczyć w Europie i na świecie? Kaczyński jest singlem – nie mnie decydować, czy zainteresowanej kobiety nie znalazł, czy możliwości „techniczne” prezesa stanęły na przeszkodzie – ale państwo jako singel i to w takim położeniu geopolitycznym jak Polska jest przegrańcem, jest traktowane jak chory człowiek.

Nie ulega wątpliwości, iż „długa walka” o reparacje to jeden z elementów strategii wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Gdzie zatem pod obecną władzą zmierzamy? Jeżeli potrafimy odpowiedzieć na ostatnie pytanie, to może zakasamy rękawy do „długiej walki” o Polskę z tymi, którzy naprawiają naprawę, czyli rujnują.

KURSKI MIAŁ WYPADEK DROGOWY. I JAK TU SIĘ NIE ŚMIAĆ? ZBIEGŁ DO LASU.

TAKA SYTUACJA

Bajer czy Bareja?

Z grubsza można powiedzieć, że PiS doszedł do władzy za pomocą bajeru i sprawuje ją w sposób godny Barei.

Stanisław Bareja jest nieśmiertelny, ale nie dlatego, że PRL jest nieśmiertelny, tylko typ ludzi, którzy popierali tamten reżim są w naszym kraju nieśmiertelni. Wydawało się, że Bareja odszedł do lamusa, stawał się nudny, w wielu miejscach niezrozumiały, ale przyszła „dobra zmiana” i dokonała skutecznej rewitalizacji.

Bareja został odświeżony nawet w dwójnasób. Mamy nie tylko bareizm, ale i bajeryzm (od bajeru). Nie lada należy posiadać umiejętności krytyczne, aby rozdzielić narracyjnie „bareję” od „bajeru”. Z grubsza można powiedzieć, że PiS doszedł do władzy za pomocą bajeru i sprawuje ją w sposób godny Barei.

Bareja był bystrym obserwatorem rzeczywistości polskiej. Politycy PiS nie są zanadto bystrzy, więc nam nawet bez Barei łatwo przychodzić wychwycić bareizm. I co ważne, tę rzeczywistość, która jest nam udostępniona za pomocą mediów. Jaki Bareja jest grany za kulisami władzy, można tylko sobie wyobrazić.

Oto po posiedzeniu rządu ręka mistrza Barei tak reżyseruje konferencję prasową, że z miejsca dostajemy bólu przepony, bo nas śmiech rozpiera (przyznam się, że od dawna nie oglądam konferencji polityków PiS, bo nie chcę chorować z powodu śmiechu, wolę mniejsze dawki, czytając o nich; wszak arszenik w małych dawkach jest uzdrawiający).

Beata Szydło była poinformować o nowym porcie lotniczym – nazywa się on strasznie buńczucznie – który ma być umiejscowiony w gminie Baranów i otrzymać nazwę „Solidarności”. I oto pierwsze moje usprawiedliwienie, dlaczego czytam, a nie oglądam.

Przecież słysząc Baranów, zadałbym pytanie, dlaczego nie Pacanów. I powróciłbym do – szkoda, że dzisiaj zapomnianej – klasyfikacji polityków PiS wg kategorii matołectwa, którą kiedyś poczynił Ludwik Dorn, znawca rysów charakterologicznych osób z tej formacji politycznej.

Szydło była łaskawa poinformować w sprawie afery billboardowej, iż CBA bada powstanie spółki Solvere. Między jej kancelarią a CBA krążą pisma wyjaśniające. Spółkę Solvere utworzyli pracownicy jej kancelarii. To tak, jakby koledzy informowali o kolegach, że niczego złego nie zrobili. To oczywiście jak u Barei, a bajerem jest przyznanie się Szydło: „jesteśmy transparentni”.

Szydło ponadto poinformowała, że jej minister Jan Szyszko prowadzi w Puszczy Białowieskiej działania „zabezpieczenia i ratowania tego unikatowego kompleksu”. Wycina puszczę, w ten sposób chroniąc ją przed kornikiem, gdy już puszczy nie będzie, to i kornika nie będzie, bo nie będzie miał, co wcinać.
No, czego czepia się ta Komisja Europejska, co ona straszy Trybunałami? Szydło ma ode mnie żółwika, znowu pokonamy ich moralnie 1:27.

Odezwał się też Jarząbek (w „Misiu” odtwarzał go Jerzy Turek, ten meldujący do szafy) tego rządu, który zameldował, że akcja o sądach ma wymiar międzynarodowy. Słusznie, niech obywatele Unii Europejskiej dowiedzą się, że wśród nich też żyją tacy sędziowie, którzy kradną pęto kiełbasy za 6,30 euro (bo nie złotówki, gdyż jeszcze nikt oprócz Polski nie przystąpił do strefy złotych). No, niektórzy sędziowie mogą nie żyć, jak ten w Polsce, ale chyba wiadomo, że sędzia jest nieśmiertelny, chyba że nazywa się Dredd.

Starałem się przystępnie rozdzielić bajer od Barei, bo ten rząd uprawia tylko te dwie formy zarządzania i administrowania. Jedne krainy są mlekiem i miodem płynące, u nas płynie rynsztokiem śmiech: bajer i Bareja.

TO BYŁ TAKI PORZĄDNY ZWIĄZEK. Bronił praw opozycji i patrzył na ręce władzy. Dziś 180 stopni. Broni praw władzy i patrzy na ręce opozycji…

😂😜 znalezione na Fejsie

>>>