Posts Tagged ‘Bożena Chlabicz-Polak’

MALEŃCZUK WYRAZIŁ SIĘ TAK JASNO I PRZEKONUJĄCO, ŻE ZASŁUŻYŁ NA DUŻE KLIKNIĘCIE

Bożena Chlabicz-Polak na portalu koduj24 pisze o wyspie wolności.

La Isla Bonita

PiS twardo nastaje na reparacje, za które już wkrótce zrealizuje ambitny program „Polska Samotną Wyspą”.

Jeśli ktoś ciągle wątpi w inspiracje partii aktualnie rządzącej epoką Edwarda Gierka, to niedawna wypowiedź pana prezesa powinna rozwiać ostatnie wątpliwości. Budujemy otóż – po raz kolejny, bo potem próbował jeszcze Lech Wałęsa – drugą Japonię. Chociaż jednak – zważywszy na sympatie polityczne ekipy z Nowogrodzkiej – może raczej drugą Wielką Brytanię. No, ale Boże broń nie z powodu curry, funta i meczetów w każdej dzielnicy, tylko ze względu na położenie geograficzne.

Polska bowiem też wkrótce będzie wyspą.

Gwoli ścisłości należałoby wprawdzie wziąć za wzór nie tyle całą Wielką Brytanię, ile od razu konkretnie Anglię. No bo taka Irlandia to owszem, też wyspa, ale „szmaragdowa”. No, a „zieloną wyspą” to już raz byliśmy, za premiera Tuska, i wystarczy. Zresztą już wkrótce, wraz z ostatnimi drzewami, znikną z kraju wszelkie ślady zieleni, a wraz z nimi skończą się tego typu niestosowne porównania…

Wprawdzie – jakże pechowo – to akurat angielski poeta John Donne jest autorem powtarzanej potem do znudzenia złotej myśli, że „nikt nie jest samotną wyspą”, ale czy nie jest, to się dopiero okaże. To po pierwsze. A po drugie i zasadnicze, Donne, tak na wszelki wypadek, zostanie pewnie (o ile już nie został) przezornie wykreślony z listy lektur zreformowanej podstawówki i to nawet tych nadobowiązkowych. I będzie po sprawie.

Tak, czy inaczej, plan jest taki, że Polska będzie wyspą.

Ba, ten projekt został już nawet skierowany do realizacji. Na początek, tak dla rozgrzewki, zostanie przekopana Mierzeja Wiślana, a potem poszerzy się Odrę i Bug, wyleje beton i w ten sposób oddzielimy się od stałego lądu, zaczynając nowy, tym razem wyspiarski etap dziejów narodowych. Pozostanie wprawdzie problem na południu, bo projekt przekształcenia Tatr w Balaton musi poczekać na obiecany przez ekipę Prezesa bilion dolarów z niemieckich reparacji. No, ale na początek – umówmy się – wystarczy nam status półwyspu. Na razie postawi się mur. Dał nam przykład Trump Prezydent, jak budować mamy. Ów śmiały projekt zasługuje zresztą na realizację nie tylko ze względów praktycznych, ale także w ramach nowej polityki historycznej. Wszak dotąd byliśmy wprawdzie Przedmurzem Chrześcijaństwa, ale – z oczywistego braku muru – wyłącznie z nazwy.

Problem w tym, czy ten niemiecki bilion dolarów wystarczy na realizację programu „Wyspa”. No bo to jeszcze trzeba odbudować setkę zamków kazimierzowskich i postawić ten łuk na środku Wisły, który obiecał narodowi minister Jaki do spółki z bardem Pietrzakiem. Tymczasem to wcale nie jest aż tak dużo kasy. Bilion dolarów to raptem trzy budżety Niemiec i tylko cztery razy więcej, niż nasz aktualny dług publiczny, który właśnie też przekroczył bilion. Tyle tylko, że tym razem w złotówkach.

Dość powiedzieć, że wartość amerykańskich nieruchomości stojących na szlaku huraganu „Irma”firmy ubezpieczeniowe wyceniły na… niemal dwa biliony dolarów! A w sumie chodziło tylko o parę hoteli w Miami i gromadę domków z dykty, jakimi zabudowana jest reszta Florydy, Georgii i obu Karolin.

Dla porównania – odbudowa zalanych dzielnic Nowego Orleanu, zniszczonych w trakcie innego huraganu – „Katriny” – pochłonęła 80 miliardów dolarów. A chodziło jedynie o odbudowę paru hektarów kanadyjek z paździerzy obitych plastikowym sidingiem, plus trochę infrastruktury i odszkodowań za utracone mienie. Dziesięć takich huraganów i już pęka bilion „zielonych”.

Tymczasem Niemcy skąpią nam tych nędznych paru groszy… Wstyd po prostu.

Tylko co będzie, jak z tego wstydu rzeczywiście nam ten bilion oddadzą? Bo na wypisaniu czeku się na pewno nie skończy. Przecież za materialne straty wojenne, pokonane Niemcy oddały Polsce nie tylko 600 mln marek w odszkodowaniach, ale także 1/5 swojego ówczesnego terytorium. W polskie ręce przeszły nie tylko wielkie miasta, na czele z „Kwiatem Europy” – Wrocławiem, ale też bogactwa naturalne, przemysł i infrastruktura. Skoro więc zdecydują się zapłacić za wojenne zniszczenia gotówką (z odsetkami, choć przez niemal stulecie korzystaliśmy z tych niemieckich „reparacji w naturze”), to zapewne zechcą z powrotem swój „zastaw”. Bo tak to już jest, w interesach, że jak się dostaje z powrotem wierzytelność plus odsetki i koszty, to trzeba – niestety – zwolnić hipotekę…

Więc wcale nie jest pewne, czy na tym interesie tak naprawdę zarobimy, czy może stracimy. Bo ile jest wart ( w dolarach albo euro) mój rodzinny Wrocław? Tyle, co Miami? Ale nawet gdyby wycenić go taniej, jak Nowy Orlean po przejściu „Katriny”, to pewnie Niemcy i tak zabiorą sobie – w ramach rozliczeń za reparacyjny bilion – całe „Ziemie Odzyskane” (i co wtedy z nami, wrocławianami?). I żebyśmy tylko nie musieli jeszcze do tego dopłacić. Bo będą to pieniądze za zniszczone mienie, które przecież miało swoich prywatnych właścicieli. A tak się składa, że duża grupa spadkobierców dawnych kamieniczników i fabrykantów żyje dzisiaj poza Polską (i to bynajmniej nie dlatego, że tuż po wojnie, a potem po 1968 roku, dobrowolnie wybrała emigrację).

Ba, ale może jednak warto, mimo wszystko? Bo wszak budowa samotnej wyspy w środku kontynentu swoje kosztuje, a chociaż gospodarka pod nowymi rządami kwitnie, to jednak dług publiczny właśnie przekroczył bilion (spokojnie, tylko złotówek). Poza tym na mniejszym terytorium (bo przecież Litwa, Ukraina i Białoruś niczego nam nie oddadzą) łatwiej się okopać? Tak więc, partia aktualnie rządząca twardo nastaje na reparacje, za które już wkrótce zrealizuje ambitny program „Polska Samotną Wyspą”. Biało-czerwona drużyna już za chwilę rozpocznie w tym celu wielkie dzieło budowy Kanału Narodowego. Będą – na ochotnika – pilnować koryta. I pogłębiać dno.

Są za, a nawet przeciw. Cytując Siarę: „mają rozmach sk……..”. Idą na Nobla. 

PO żąda wstrzymania transferów pieniędzy ze spółek Skarbu Państwa do Polskiej Fundacji Narodowej❗❗❗

Waldemar Mystkowski pisze o złodziejach PiS.

Demokracja kleptomanów

Afera billboardowa musi powodować zażenowanie, jak zresztą styl rządzenia PiS, który w Polsce zdarzył się w takim wymiarze pierwszy raz po 1989 roku. Wyniki osiągnięte przez partię Kaczyńskiego też są niewspółmierne do poprzedników. Nikt tak nie obniżył rangi Polski na zewnątrz, jak dyplomata Witold Waszczykowski, specjalistka od moralnych zwycięstw 1:27 Beata Szydło i specjalista od wszystkiego, Napoleon taboretu Jarosław Kaczyński.

Na naszych szeroko rozwartych ze zdumienia oczach owo towarzystwo demoluje demokrację, niszczy urządzenia wolności obywatelskiej i nic sobie z tego nie robi, jak ów słynny szatniarz w „Misiu Barei”: „I co pan nam zrobi?”

Zastanawiałem się, jak nazwać ten ustrój „wyspy wolności i demokracji”, określony przez prezesa Kaczyńskiego na wyspie Krakowskiego Przedmieścia odgrodzonej metalowymi barierkami i tysiącami policjantów?

Mimowiedną odpowiedź dała kampania „promocji Polski” urządzona za kilkadziesiąt milionów złotych (ile? – jest drugorzędne, czy to 19 mln zł, czy 100) przez Polską Fundację Narodową. Publiczne pieniądze ściągnięte przez rząd PiS dla spółki zarządzanej przez pisowskich działaczy, aby pogrążyć niezależne sądy po to, by były zależne od polityków PiS.

Jak nazwać tę demokrację nie-demokrację? I oto konstruuje się termin sam przez się. Na jednym z banerów oskarżono jednego z przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty sędziów”, który bezkarnie ukradł kiełbasę. Tej kiełbasy to nie wymyśliłby do spółki Bareja z Mrożkiem i starożytnym Arystofanesem, a Szekspir z hrabią Fredrą złamałby pióro wobec takiego bezmiaru talentu pisowszczyzny.

Okazało się, że sędzia, który ukradł kiełbasę za 6,90 zł, od dwóch lat nie żyje, a poza tym sam zrezygnował (jak żył) z bycia członkiem kasty. Możliwe, że chorował na kleptomanię, bo sędzia nie musi kraść, jak zdarza się to z głodu bezrobotnym czy bezdomnym.

Kilkadziesiąt milionów zł przeciw 6,90 zł kleptomana – jak to nazwać? Gigantyczną kleptomanią. I taki nam ustrój proponuje PiS – demokrację kleptomanów. Czego się nie dotkną – ukradną.

Kradną nam jednak demokrację na gigantyczną potęgę, a to ukradli sąd od konstytucji, Trybunał Konstytucyjny. Ukradli niezależność sądów powszechnych, jesteśmy przed złodziejstwem Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. Przed złodziejstwem mediów prywatnych, przed złodziejstwem NGO’sów.

To jest kleptomania. A prezes zagarnięty skarb nazywa „wyspą wolności i demokracji”, czyli wolnością i demokracją kleptomanów. Jak na kleptomana nr 1 przystało prezes musi skryć się za najdroższą ochroną prywatną (przeszło milion zł rocznie kosztują bodygardzi), nie wspominając o kosztach za ochronę miesięcznic na Krakowskim Przedmieściu.

Najpierw więc kleptomania, potem swojski reżim, który spowoduje wykluczenie dużego państwa europejskiego ze wspólnoty Unii Europejskiej. A za tym stanie się tak, że demokracja kleptomanów stanie się łupem dużo większego kleptomana, na którego skazani jesteśmy geopolitycznie. Jak to drzewiej – dwa wieki z okładem – już się zdarzyło.

A WIĘC MAMY NOWEGO MISIEWICZA 🙂

>>>

CZYTALIŚCIE JUŻ KSIĄŻKĘ O ANTONIM? :))))

JEST WRESZCIE OKAZJA, ABY ŚWIAT POZNAŁ PREZESA

Tak prowadzona przez PiS polityka bezpieczeństwa może odgrodzić Polskę od Europy i świata.

Na kongresie w Przysusze wystąpił Pan Prezes i zapowiedział kontynuację polityki bezpieczeństwa. Konkretnie zaś zadeklarował, że nie wpuścimy do nas żadnych muzułmańskich uchodźców. Takie mamy prawo moralne i nie zawahamy się go użyć.

Owszem, ofiary wojny w Syrii może i próbują ratować życie, ale nie będą tego robić naszym kosztem. Co nas obchodzą cudze problemy. Mamy dosyć własnych. No, a poza tym to – jak przypomniał wszystkim Pan Prezes – nie myśmy rozpętali konflikty w Afryce i na Bliskim Wschodzie i nie my obiecywaliśmy ich rzeczywistym i rzekomym ofiarom schronienie w Europie. W tej sytuacji mamy moralne prawo powiedzieć przybyszom pukającym do bram Unii nasze stanowcze „nie”. Na antyszambrowanie w korytarzach humanitarnych też nie damy zgody. Wpuścić kogoś na korytarz, a potem wniesie manele i trzeba będzie płacić za eksmisję. Znamy takich. Nie bez powodu na naszych osiedlach korytarze grodzi się solidną kratą zamykaną na kłódkę.

Partia rządząca w ogóle robi bardzo wiele dla zapewnienia obywatelom bezpieczeństwa. Na przykład już jesienią ubiegłego roku zrezygnowała z zakupu nowoczesnych helikopterów bojowych. Choć rząd naraził się na nienawistne ataki ze strony lobby zbrojeniowego niedoszłego francuskiego kontrahenta, nie ugiął się pod presją i śmigłowców nie kupił, bo wszak sprawdzona doktryna obronna powiada, że najlepszą gwarancją pokoju jest dobrowolne rozbrojenie. Od lat redukuje się na świecie potencjały nuklearne w imię zachowania bezpieczeństwa. Historia, i to całkiem niedawna, uczy, że opieszałość w procesie rozbrojenia można nawet spowodować wojnę, co się zdarzyło w Iraku. Więc na wszelki wypadek najlepiej w ogóle zlikwidować armię, czym od wielu miesięcy wyjątkowo skutecznie zajmuje się aktualny minister obrony. Jeszcze trochę i nikt nam nie zarzuci, że wspierając obce koncerny zbrojeniowe ryzykujemy bezpieczeństwo własnych obywateli. A na bojówki KOD-u i tak wystarczy OT z bejsbolami i policja uzbrojona w paralizatory.

Poza tym cały rząd ciężko pracuje nad tym, żebyśmy w żaden sposób nie ucierpieli od importowanego do Europy terroryzmu islamskiego. A to prawdziwe wyzwanie. Bo nie wystarczy, że nie wpuścimy za próg nawet jednego uchodźcy. Przecież w dobie otwartych granic w Sukiennice albo Wawel rozpędzoną ciężarówką może spokojnie wjechać terrorysta z Niemiec. Kto mu zabroni w czasach Schengen? Ataku na WTC też dokonali „turyści”, podróżujący po Stanach, jak gdyby nigdy nic, zwykłym rejsowym samolotem.

Takim „incydentom” nie sposób zapobiec dopóty, dopóki granice Polski będą otwarte dla każdego, jak wrota stodoły, więc politycy PiS już od niemal dwóch lat ciężko pracują nad ich zamknięciem. Prowokują, obrażają, kompromitują siebie i kraj, jak tylko potrafią najlepiej, a Europa nic na to. Unia jest w tej kwestii wyjątkowo uparta i doprawdy już nie wiadomo, co durnego jeszcze zrobić, by ją do Polski ostatecznie zniechęcić. Nie udało się z Komisją Wenecką. Nie wyszło z Tuskiem. To może w końcu przekona ich nasza nieustępliwa postawa w kwestii uchodźczej i wreszcie będzie można na Odrze i Bugu zamontować karty i zamknąć na kłódkę, jak w blokach na Ursynowie.

Naród, oczywiście, też popiera aktualną politykę bezpieczeństwa, na wszelki wypadek już teraz eliminując z polskich tramwajów, ulic i kościołów „podejrzany element” o ciemniejszej karnacji. Bo przezorności nigdy dosyć. W takiej Finlandii zamieszkała para Somalijczyków i w parę lat potem stanowią oni domagającą się poszanowania ich barbarzyńskich obyczajów, pokaźną mniejszość etniczną, samym swoim istnieniem zagrażającą fińskiej tożsamości i tradycyjnemu sposobowi życia. Że nie jedna para, nie somalijska i wcale nie w Finlandii? I co z tego. Coś takiego zawsze może się zdarzyć naprawdę. I ciekawe, kto wtedy będzie gorzko płakał.

A co do kwestii zagrożonych dotacji unijnych, że niby kasę bierzemy, a uchodźców nie chcemy, to Europa jeszcze długo się nam nie wypłaci za wojnę, Powstanie, Jałtę i inne niegodziwości. Albo takie, na przykład, rozbiory. Koniecznie musimy im też doliczyć do rachunku krzywd wszystkie straty, jakie poniosła nasza kwitnąca gospodarka przez przymusowe zniesienie poddaństwa. Dość przypomnieć, ile pieniędzy kosztowały rezydencje magnackie, które po likwidacji pańszczyzny popadły w ruinę, i żeby je teraz oddać prawowitym właścicielom trzeba w nich było porobić remonty kapitalne z budżetu. Bo wstyd oddawać zdewastowane… Tak więc – kasa i tak się nam należy za stulecia krzywd, jakich doznaliśmy jako Naród od naszych sąsiadów, kiedy oni czerpali zyski z kolonii na Madagaskarze (a, nie, na Madagaskar to my chcieliśmy wysłać Żydów z Drugiej Rzeczypospolitej, co jednak nie ma w tych rachunkach nic do rzeczy).

Mamy więc teraz moralne prawo żądać od Unii, Ameryki, Rosji i wszystkich świętych bezpieczeństwa i pieniędzy. Twardo upomnimy się o to także u prezydenta USA, który w najbliższych dniach odwiedzi Warszawę, by potwierdzić solidarność z Polską i zrozumienie dla naszych słusznych roszczeń. Pewnie – na to liczymy – zadeklaruje także dalszą chęć obrony naszych interesów.

Chociaż jednak ten konkretny prezydent raczej nie zrobi tego bezinteresownie, bo wszyscy oni, tam na Zachodzie, za nic mają zwykłą ludzką solidarność. Tylko kasa się dla nich liczy. Donald Trump już w kampanii zapowiadał, że Ameryka pomoże tylko tym, którzy za to solidnie zapłacą. I teraz pewnie zamiast o pokoju na świecie, będzie mówił o inwestycjach w obronność, przy okazji próbując nam wcisnąć trochę przestarzałych Boeingów bez offsetu. No, ale za to publicznie nazwie Polskę przyjaciółką Ameryki i poklepie po ramieniu Prezydenta Niektórych Polaków. Chociaż o wizach raczej nic nie wspomni. Bo przecież Ameryka ma prawo decydować, kto przekracza jej granice. Budują nawet mur (znaczy – mieli budować) na granicy z Meksykiem.

My zaś, jak już Unia zrewiduje prawo do swobodnego przekraczania jej wewnętrznych granic, też oddzielimy się od wszystkich zagrożeń solidną barykadą. A jak już pojedziemy za granicę, to tylko do specjalnych „polskich” stref z naszą obsługą, schabowym, Zenkiem Martyniukiem i „Kocham cię Polsko” w tv. W końcu to chyba normalne, że się trzeba zabezpieczyć. Robimy to zresztą od dawna, w związku z czym okazaliśmy się najbardziej przezornym ze wszystkich narodów. Bo grodzimy się już od całych dekad, tymczasem uchodźcy to stosunkowo nowa sprawa. Nie ma nad Wisłą miasta, gdzie nie byłoby chociaż jednego osiedla ze szlabanem. Większej ulicy bez monitoringu na każdym rogu. Samochodu bez kamery za szybą. Agencji ochroniarskich to mamy chyba najwięcej w Europie. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to już w tej chwili jesteśmy- zdaje się – światowym liderem.

Nasi ważni politycy też nie ruszają się nigdzie, także do Sejmu, bez ochrony, a minister obrony to nawet przez ulicę nie przejdzie inaczej, niż w licznej asyście, chociaż dokoła sami Polacy. Tymczasem taki Donald Tusk chodzi po Brukseli bez obstawy, jakby nie wiedział, że nieopodal Tusk Tower jest islamskie getto, a wokół pełno nie tylko chodzących wolno Belgów, ale też niedokładnie zidentyfikowanych imigrantów muzułmańskich. Że też się nie boi i to nie tylko o życie, ale zwłaszcza o swoje wartości, wiarę i tożsamość…
Cóż, niektórzy po prostu lekceważą zagrożenia i nie dbają o bezpieczeństwo swoje, bliskich i Narodu. No, ale potem, jak się już wynarodowią, albo nawet zmuzułmanią, będą mogli mieć pretensje wyłącznie do siebie.

My tam twardo stawiamy na obronę terytorialną, jednocześnie redukując (dla bezpieczeństwa) potencjał bojowy armii, inwestujemy w służby, piszemy ustawy o powszechnej inwigilacji i śmiało idziemy na zwarcie z Brukselą w kwestii uchodźców, bo może w ten sposób uda się ograniczyć unijną swobodę podróżowania i otoczyć większą ochroną nasze granice.

Wtedy sprawimy sobie jeszcze więcej krat, ochroniarzy, podsłuchów i kamer. Bo wszak największym zagrożeniem dla prawdziwych Polaków są nie-Polacy (albo pseudo-Polacy), czyli ci, którym się nie podoba polityka bezpieczeństwa aktualnego rządu.

KTO Z WAS JESZCZE DZIĘKUJE, ŻE NIE SPOTYKA KOLUMNY SZYDŁO NA DRODZE? 🙂

Za: dziennik.pl

Zarzut przeszkadzania w przebiegu niezakazanego zgromadzenia odczytała we wtorek policja opozycjoniście z czasów PRL Władysławowi Frasyniukowi. Sprawa dotyczy zajść podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej 10 czerwca na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

We wtorek Frasyniuk wraz ze swoim obrońcą mec. Piotrem Schrammem stawili się w komisariacie w podwrocławskiej Długołęce. Przed komisariatem zgromadziło się kilkadziesiąt osób wspierających Frasyniuka – m.in. działacze Komitetu Obrony Demokracji i organizacji Obywatele RP.

Władysławowi Frasyniukowi został odczytany zarzut dotyczący art. 52 Kodeksu wykroczeń, czyli przepisu, który został sformułowany w związku nowymi regulacjami dotyczącymi cyklicznych wydarzeń – poinformował mecenas. Według tego przepisu, wykroczenie popełnia ten, kto „przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia”

Mecenas dodał, że sprawa jest prowadzona przez warszawską komendę policji, a w Długołęce (ze względu na miejsce zamieszkania) Frasyniuk został tylko przesłuchany. – Warszawska komenda podejmie decyzję, czy zostanie sporządzony wniosek do sądu o ukaranie pana Frasyniuka – powiedział.

Frasyniuk nie przyznał się do zarzutu i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu kara ograniczenia wolności lub grzywny.

Mec. Schramm powiedział, że jeżeli warszawska komenda zdecyduje o skierowaniu wniosku o ukaranie Frasyniuka, to on skieruje pytanie prawne do Sądu Najwyższego. – Pytanie o zakres tego, jak rozwiązywać konflikt wartości między art. 52 Kodeksu wykroczeń, który mówi o tym, że się przeszkadza legalnej manifestacji, a art. 57 Konstytucji RP, który mówi o tym, że człowiek ma prawo do tego, by manifestować nawet wtedy, gdy władza jest legalnie wybrana. (…) Obywatel ma prawo wyrażać sprzeciw wobec władzy legalnie wybranej, korzystając ze swojego uprawnienia wynikającego z art. 57 Konstytucji RP – mówił pełnomocnik Frasyniuka.

Frasyniuk zapowiedział, że będzie uczestniczył w kolejnej manifestacji z okazji obchodów miesięcznicy smoleńskiej. – Spotykamy się – wszyscy wolni obywatele – 10 lipca na Krakowskim Przedmieściu w obronie uniwersalnych, europejskich wartości, ale także tych wartości, które są zapisane w Konstytucji RP. Nie ma cienia wątpliwości, że mamy pełne prawo, wynikające z konstytucji, manifestować swój sprzeciw wobec pozbawiania nas prawa do sprzeciwu wobec władzy. Mamy prawo do sprzeciwu wobec dewastowania państwa prawa – mówił Frasyniuk. Dodał, że jest „jednym z obywateli i zawsze będzie stał po stronie obywateli”.

 

Czy ktoś z Was ma jeszcze wątpliwości, dlaczego PiS rządzi w Polsce? 😂😂😂

Waldemar Mystkowski pisze o „zachowaniach” Szyszko.

Szyszkę będą popierać solidarnie córki leśniczego i synowie

Jan Szyszko załatwia posady różnym córkom leśniczego, więc oczekuje, że córki leśniczego, tudzież synowie, a nawet ojcowie owego drobiazgu odwdzięczą się i załatwią ministrowi poparcie.

Taka solidarność wśród sympatyków PiS jest wymagana i dostarczana autobusami. Adam Wajrak pisze o tym, jak córki i synowie leśniczych organizują poparcie w Krakowie, gdzie odbywa się Konferencja UNESCO. W najbliższy czwartek UNESCO zajmie się sytuacją w Puszczy Białowieskiej.

Więc solidarny z córkami leśników Jan Szyszko załatwił sobie ich poparcie. Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krakowie Jan Kosiorowski organizuje 4 lipca o godzinie 16-tej przed Krakowskim Centrum Kongresowym, w którym rozpoczyna się sesja UNESCO, protest przeciwko wprowadzeniu pod obrady Konferencji sytuacji w Puszczy Białowieskiej.

I tak – 12 Nadleśnictw RDLP ma wysłać na protest 50 osób – pracowników z rodzinami – a cztery Nadleśnictwa (Gorlice, Nawojowa, Niepołomice, Krzeszowice) po 100 osób. Ważna informacja dla protestujących córek i synów popierających Szyszkę – dojazd do Krakowa, transparenty itp. sfinansują nadleśnictwa. I najważniejsza informacja, obligująca leśników: pracownicy Lasów Państwowych mają wystąpić po cywilnemu.

Wajrak tę informacje czerpie z ulotki, którą przeszwarcował mu jakiś leśnik. Opatruje jednym zdaniem komentarza: jednak leśnicy wstydzą się munduru. To tak, jakby Macierewicz wysłał wojsko na wojnę po cywilnemu.

A co do zwożenia autobusami poparcia to powszechna praktyka w PiS. Przecież każdy poseł i senator partii ma zwieźć Kaczyńskiemu w tym samym czasie po 50 cywilów (a nie w mundurach PiS, acz nie wiem, jak wygląda ichni mundur) na poparcie Donalda Trumpa na plac Krasińskich, gdy będzie przemawiał.

Jedni popierają, drudzy się sprzeciwiają. Ale to te same złogi – ostatnio ulubione słówko Jarosława Kaczyński. Złogi komusze.

Nasze początki.

FOTO-KRAJ

>>>