Posts Tagged ‘Daniel Olbrychski’

Kaczyński w TV Trwam zapowiedział kasowanie wszystkiego niezależnego. Ma być pisowskie, narodowe.

Policja jest wykorzystana przez PiS, aby śledzić opozycję.

Nagrania ujawnione przez Gazetę Wyborczą wskazują, że tajniacy śledzą m.in. Wojciecha Kinasiewicza i Tadeusza Jakrzewskiego z Obywateli RP oraz lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru. Dwaj pierwsi od miesięcy protestują podczas miesięcznic smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu, a ostatnio w obronie niezależnych sądów. Nazwisko Petru pada kilkakrotnie:

– To wąskie przejście, gdyby znane osobistości przechodziły, daj „halo”.
– To jedynie co, to pan Petru wychodził.
– Jeszcze raz.
– Petru opuścił teren Sejmu przez to wąskie przejście.
– Dobrze, dziękuję. Ale jakby coś, to dawaj mi „halo”.

Po paru minutach:

– Pytanie moje, pan Petru wyszedł z restauracji Wiejska 13. Teraz jest kwestia, czy go pilnujemy dalej? Idzie w stronę pl. Trzech Krzyży. Czy odpuszczamy?
– Słuchaj, pilnujemy go. I tam jak tutaj – jak Kinasiewicz wejdzie do auta swojego, wiesz, to też krótko pojedziemy za nim.
– Tak, przyjąłem.

Tajniak idzie za posłem Petru. Przekazuje meldunki i prosi o instrukcje:

– Słuchaj, pan Petru wszedł w Nowy Świat.

Po kilku minutach:

– No, posłuchaj: pan Petru, Nowy Świat 27. To jest chyba siedziba Nowoczesnej. Wszedł do środka. Słuchaj, załogę mogę puścić już pod Sejm?
– Tak, oczywiście. Dziękuję

Policjanci śledzący Kinasiewicza i Jakrzewskiego:

– Pan Kinasiewicz i Bajkowski [Maciej, działacz Obywateli Solidarnych w Akcji], Wiejska 12a. To jest księgarnia Czytelnik.

I dalej:

– Poszli do księgarni o nazwie Czytelnik, Wiejska 12a. Tam złączyli dwa stoły. Zjedli i ok. 12 osób siedzi przy tych stołach i obradują coś. Pan Jakrzewski przed chwilą dotarł tutaj do Obywateli RP, ale właśnie się oddalił. Musiałbym ustalić z Grubym, w którym kierunku poszedł.
– W kierunku pl. Trzech Krzyży idzie, podpowiem.
– Dawaj ogon za nim, jak możesz.

Panowie Jakrzewski i Kinasiewicz wiedzą, że tajniacy chodzą za nimi od kilku miesięcy. Tadeusz Jakrzewski mówi, że czasem udaje mu się ich zgubić, zwłaszcza kiedy nie ma przy sobie komórki. ”Konspirowaliśmy sporo za komuny, teraz nie mamy nic do ukrycia.” – dodaje.

Z kolei Wojciech Kinasiewicz uważa, że zawsze ma ogon, kiedy coś się dzieje. „Robią to niemalże jawnie. Ostatnio przed Sejmem przechodziłem obok umundurowanego funkcjonariusza. Miał włączony radiotelefon. Usłyszałem meldunek tajniaka, który akurat szedł za mną. Czasem jedzie ktoś za mną nieoznakowanym samochodem”. Dodaje: „Zastanawiałem się, po co to robią. Początkowo myślałem, że to może próba zastraszenia. Jednak nie wiem. Ubecja robiła tak samo. Śledzenie było wielostopniowe. Nachalny ogon to była przykrywka dla dyskretnych profesjonalistów.”

Mec. Mikołaj Pietrzak, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie.  Uważa, że „może to stanowić przestępstwo przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. /…/Jeżeli policja działała w celu śledzenia opozycji, jest to nieuprawnione, sprzeczne z kulturą demokratyczną i celami ustawy o policji. Nie po to są szkoleni z metod śledzenia, żeby je wykorzystywać do inwigilowania opozycji.”

Artur Pietryka, adwokat współpracujący z Helsińską Fundacją Praw Człowieka twierdzi: „Nadrzędnym zadaniem policji jest walka z przestępczością i temu służą narzędzia inwigilacyjne. To zatrważające, jeśli policja wykorzystuje je do śledzenia opozycji, jeśli nie ma to związku ze ściganiem przestępstw”. Komenda Główna Policji nie odpowiedziała pytania na zadane w tej sprawie.

Nagrania, o których mowa są całkiem świeże i pochodzą z piątku 21 lipca, gdy Senat debatował nad ustawą o Sądzie Najwyższym.

To nie wszystko, bo czarno na białym widać, że śledzony jest szef Obywateli RP, Paweł Kasprzak.

TŁUMY SZCZECINIAN NA SPOTKANIU Z OPOZYCJĄ. ŻADNA SALA NIE MOGŁA TEGO ZMIEŚCIĆ. POLACY SIĘ BUDZĄ. BRAWO SZCZECIN, BRAWO BORYS!!!

PiS wg Olbrychskiego jest totalnym złem, bolszewią

Andrzej Duda byłby skończony jako człowiek i jako prezydent, gdyby nie zareagował na te masowe protesty i przypuszczam wpływ swojej najbliższej rodziny. Ale ponieważ ja żadnemu z polityków PiS-u nie wierzę, czaję się i patrzę, co będzie dalej – mówi na portalu gazeta.pl Daniel Olbrychski.

Zagraża nam zło totalne, czyli bolszewia skrzyżowana z pseudokatolicyzmem wyznawców Rydzyka. Czegoś takiego historia Polski nie znała. Owszem, mieliśmy bolszewię narzuconą przez Moskwę, w której niektórzy ludzie się dobrze czuli i która zakończyła się bez wystrzału. Znaliśmy katolicyzm, który przynosił Polsce wiele dobrego. Kościół pięknie się zachowywał w krytycznych momentach historii naszego kraju. Ale przyszła rozgłośnia toruńska, która nie tylko rozbiła Kościół, ale i rozbiła Polaków. Przecież stawała na głowie, podobnie jak najbardziej szowinistyczne gazetki rosyjskie, żebyśmy nie wstąpili do NATO i do Unii Europejskiej – zauważa Olbrychski.

Moskwa nie potrzebuje mieć u nas agentów. Ma ich w łonie polskiego Kościoła. Krzyżówka skrajnego bolszewizmu, który nam proponuje Jarosław Kaczyński ze spółką Macierewicz, Ziobro i Szydło, oraz pseudokatolicyzm to coś przerażającego po ćwierćwieczu najwspanialszego rozkwitu naszego kraju od czasów Kazimierza Wielkiego – podkreśla wybitny aktor.

Waldemar Mystkowski pisze o grzechach PiS, ze szczególnym uwzględnieniem kryminalisty ministra Kamińskiego.

Wszystkie grzechy PiS

Grzechy pierworodne ma się jak znamię, skazę, jak szkarłatną literę z powieści Hawthorne’a.

Rząd Beaty Szydło ma wiele grzechów pierworodnych i jeden śmiertelny. Tym ostatnim jest pani Szydło, bo jej premierowanie jest oparte na tym, że Jarosław Kaczyński nie chciał wziąć odpowiedzialności konstytucyjnej za łamanie prawa ustrojowego. Szydło na swoje piersi bierze pisowskie bezprawie.

A grzechy pierworodne, czyli takie, z których nie można się wyspowiadać (przed księdzem czy też społeczeństwem), ma się jak znamię, skazę, jak szkarłatną literę, trafną metaforę pierwszego klasyka literatury amerykańskiej – Hawthorne’a.

Taką szkarłatną literą jest Antoni Macierewicz, który nie miał być ministrem obrony narodowej, a miał nim być Jarosław Gowin. Ten ostatni jako genetyczny katolik (genetyczny katolicyzm Gowina polega na tym, że jest zakłamany, jak o. Tadeusz Rydzyk; dopiero teraz poznali się na tej wadzie genetycznej w „Znaku”) świadomie skłamał.

Szkarłatną literą rządu PiS jest Zbigniew Ziobro, który powinien stanąć przed Trybunałem Stanu (lenistwo posłów Platformy Obywatelskiej ma w tym swoje zasługi, nazywane „brzuchem do góry”), a teraz ten magister prawa gulgocze o prawie (inaczej niż gulgot jego niedojrzałej retoryki nie można nazwać).

Szkarłatną literą – kto wie, czy nie najbardziej czerwoną, bo wypaloną niedawno – jest Mariusz Kamiński, minister od koordynacji służb specjalnych, który wszedł w skład rządu, mając wyrok 3 lat więzienia bez zawiasów. Rozumiecie? Nie dzieje się to w Burkina Faso, czy w jakimś państewku na Karaibach, to dzieje się w Polsce. Facet dostaje kraty, celę, pryczę, a Szydło robi z niego ministra.

Prawda, wyrok nie był prawomocny, czyli wyrok miał być zatwierdzony – albo nie – w wyższej instancji, w apelacji. I wówczas Kamiński został ułaskawiony od wyroku przez Andrzeja Dudę. Świadomie używam bardzo ścisłego języka polskiego – „od wyroku”.

Czy można być ułaskawionym bez prawomocności? Wysilamy umysły – i co? Nie można! Toż to logiczne do bólu. Tego nie musi rozpatrywać żaden sąd, to może wypowiedzieć średnio inteligentny człowiek. Co możemy powiedzieć o Dudzie, który podjął decyzję nieśrednio inteligentną?

Gdyby nawet Kamiński miał wyrok prawomocny, to ułaskawienie nie jest wymazaniem wyroku. Bo – po pierwsze, wyrok – tak jak czyn, który jest przyczyną wyroku – nie ulega wymazaniu w czasie i przestrzeni. To nie są „faceci w czerni”, którzy za pomocą pistoletu laserowego czyszczą szare komórki z zapisanej w nich przeszłości.

Jednym słowem – jak to kolokwialnie i dosadnie mówi się – minister Kamiński jest kryminalistą. Mogę napisać to sylabami (kry-mi-na-lis-tą), czyli grawerowaniem fonetycznym, ale ten człowiek o bardzo marnych właściwościach intelektualnych kompromituje nas wszystkich, kompromituje imię Polaka.

Kamiński to jest do tego stopnia szkarłatna litera, że na jego widok w oczach się czerwieni. I ten „grzech pierworodny” zabiera się za niszczenie tego, co w Polakach jest najlepsze, najpiękniejsze. Za społeczeństwo obywatelskie, za kapitał społeczny – za jedną z organizacji pozarządowych.

Służby specjalne Kamińskiego chcą prześwietlić Fundację Otwarty Dialog, której szefem jest Bartosz Kramek. A to dlatego, że on i działacze Otwartego Dialogu walczyli o wolne, nieupartyjnione sądy. I poskutkowało to dwoma wetami Dudy.

Szkarłatna litera Kamiński niszczy organizację, która działa zgodnie z literą… prawa, dba, aby ta litera prawa nie była przestrzegana. Aby litera prawa była szkarłatna, naznaczona, czerwona, jak on z wypalonym przez prawo wyrokiem. I oto minister – który wg logiki obowiązującej w naszej cywilizacji, logiki greckiej i prawa rzymskiego – jest „szemrany”,  niszczy to, co w Polsce jest najlepsze.

Jak takie działania Kamińskiego nazwać? Takie dotknęło nas zło, niedawno nazywane „bolszewią”. Ten rząd jest pełen Szkarłatnych Liter – grzechów pierworodnych, a pani Szydło skończy tak, jak nakazuje nie tylko powyższa metaforyka, ale przede wszystkim nauki antropologiczne, socjologiczne – grzechem śmiertelnym, bo nadstawia swoją pierś za szefa tego bezprawia – prezesa Kaczyńskiego, don Corleone.

NIE MIEJCIE ZŁUDZEŃ. KACZYŃSKI POWIEDZIAŁ W TV TRWAM, ŻE ZROBIĄ Z SĄDAMI „PORZĄDEK”. Duda w tym nie będzie przeszkadzał.

>>>

SZACUNEK DLA PROTESTUJĄCYCH

c03mstfveaazll4

Wojciech Maziarski pisze o obsesji prezes. Niebywałe. Blisko 40-milionowy kraj w środku Europy ma się rozwijać wolniej, bo musi płacić cenę politycznych obsesji jednego jegomościa.

podziwu

Jesteśmy świadkami buntu, bo zabieramy pieniądze elitom, które je zagrabiły, ale warto tę politykę kontynuować, nawet jeśli tempo wzrostu gospodarczego Polski spadnie o 1 punkt procentowy – oświadczył Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla agencji Reuters.

Niebywałe. Blisko 40-milionowy kraj w środku Europy ma się rozwijać wolniej, bo musi płacić cenę politycznych obsesji zdziwaczałego, starzejącego się jegomościa, który uznał się za naczelnika państwa.

Przez ponad ćwierć wieku miliony Polaków harowały, by wydobyć ojczyznę z zacofania i dogonić zamożny Zachód. Obywatele krzątali się jak pracowite mrówki, zakładali firmy i firemki, budowali domy, fabryki i drogi, produkowali, co tylko się dało, tworzyli fundacje, reformowali oświatę, służbę zdrowia, służby publiczne.

Jedne rzeczy udały się lepiej, inne gorzej, niemniej w globalnym ujęciu polska transformacja okazała się wielkim sukcesem. I oto przychodzi człowiek, który oświadcza, że ten sukces to grabież, więc trzeba odebrać jego owoce „dotychczasowym elitom” i oddać je Misiewiczom.

dama

A kimże jest Prezes Tysiąclecia, który ma tupet postulować taką redystrybucję? Co robił on sam w czasie, kiedy tłumy jego rodaków ciężko pracowały? Przypomnijmy jego drogę i osiągnięcia.

W 1990 r., gdy Polska pod rządami Tadeusza Mazowieckiego i Leszka Balcerowicza budowała zręby nowego państwa, on dostał „Tygodnik Solidarność”. Nie, nie stworzył go. Przyszedł na gotowe – i przekształcił to pismo w narzędzie do zwalczania rządu. Nawet najstarsi czytelnicy nie pamiętają jednak, by cokolwiek sam napisał i opublikował. Redagowaniem też zajmowali się za niego inni – on skupił się na jedynej rzeczy, która go interesuje: na intrygowaniu i knuciu w zaciszu gabinetu.

Potem został ważnym dygnitarzem w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy i tu też próbował wykorzystać stanowisko do knucia przeciw rządowi. Został za to wywalony przez Lecha Wałęsę na zbity pysk.

Później sklecił mniejszościowy rząd Jana Olszewskiego, który w 1992 r. próbował wykosić przeciwników politycznych przy użyciu ubeckich teczek, ale mu się to nie udało i sam się wykosił.

Byłby to już zasłużony koniec kariery pana prezesa, który w 1993 r. nie dostał się nawet do parlamentu, gdyby nie premier Jerzy Buzek, który w 2000 r. powierzył funkcję ministra sprawiedliwości Lechowi Kaczyńskiemu. Od tej pory autorytet i pozycja brata stały się dla Jarosława wehikułem politycznym. To Lech Kaczyński został prezesem nowo utworzonej partii Prawo i Sprawiedliwość, to Lech Kaczyński wygrał wybory prezydenckie i zameldował panu prezesowi wykonanie zadania, to Lech Kaczyński został przez pana prezesa skierowany na pierwszą linię frontu w walce z Donaldem Tuskiem. Ta rywalizacja zakończyła się tragicznie na pniu brzozy koło lotniska w Smoleńsku.

A wtedy pan prezes otrzymał nowy wehikuł polityczny: trumnę brata i mit rzekomego zamachu. Wsiadł do tego wehikułu, schował się za bezbarwnymi postaciami Andrzeja Dudy i Beaty Szydło, o których nikt wcześniej nie słyszał – i dojechał do władzy, o której marzył od dawna.

Podziwu godna kariera. Droga Nikodema Dyzmy to przy niej pikuś.

I teraz ten człowiek, mający na koncie tak wiekopomne dokonania, mówi ciężko harującym Polakom: tempo wzrostu gospodarczego spadnie o 1 punkt, bo muszę zaprowadzić w kraju swoje porządki. Nie wiem, jak państwu, ale mi się scyzoryk w kieszeni sam otwiera.

Nikt nie powiedział tego bardziej precyzyjnie, niż Olbrychski w „Kropce nad i”.

c03ewccukaecop8

Duda nie chce być dudkiem. Alei tak na zwasze nim pozostanie. Bo Duda nie jest dla mnie prezydentem. O ustawce Dudy i nowej prezes TK Przyłębskiej pisze w „Wyborczej” Ewa Siedlecka. Ustawka może być bardzo finezyjna: Trybunał Konstytucyjny ma tę ustawę obalić. I w ten sposób przejęty przez PiS Trybunał ma się uwiarygodnić w oczach opinii publicznej. Ale zaskarżenie może posłużyć do odebrania wiarygodności „starym” sędziom TK.

prezydent

Prezydent po raz pierwszy posłał do Trybunału Konstytucyjnego PiS-owską ustawę przed podpisaniem. Chodzi o zmianę prawa o zgromadzeniach wprowadzającą uprzywilejowane „zgromadzenia cykliczne”. Wniosek do Trybunału nawiązuje argumentacją do opinii rzecznika praw obywatelskich przesłanej przed uchwaleniem ustawy marszałkowi Sejmu (Marek Kuchciński nie raczył udostępnić jej na stronie internetowej Sejmu, podobnie jak niezwykle krytycznej opinii Sądu Najwyższego).

Prezydent – tak jak RPO i SN – uznaje wolność zgromadzeń za warunek korzystania z innych praw i wolności obywatelskich, przywołuje orzecznictwo TK, a nawet wyrok Trybunału w Strasburgu w sprawie zakazania w 2005 r. przez prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego Parady Równości.

(PAN DOKTOR PRAWA SKIEROWAŁ USTAWĘ DO PANI MAGISTER PRAWA – PIERWSZE PRZEDSTAWIENIE UDAJĄCE TRÓJPODZIAŁ WŁADZY)

c03zfioviaqc00y

Czyżby w prezydencie Andrzeju Dudzie obudził się duch strażnika konstytucji? Obawiam się, że to „ustawka” realizująca polityczny plan PiS-u.

Po pierwsze, można przypuszczać, że po przejęciu Trybunału przez PiS prezydent będzie tam kierował każdą kontrowersyjną ustawę PiS-u, żeby dostała stempel konstytucyjności.

Po drugie, w tej sprawie ustawka może być bardziej finezyjna: Trybunał Konstytucyjny ma tę ustawę obalić. I w ten sposób przejęty przez PiS Trybunał ma się uwiarygodnić w oczach opinii publicznej.

I trzecia możliwość: zaskarżenie może posłużyć do odebrania wiarygodności „starym” sędziom TK, a także do pozbycia się ich z Trybunału. Najprawdopodobniej odmówią orzekania w pełnym składzie Trybunału, bo zasiądą w nim trzej dublerzy sędziów. Według orzeczenia TK z 3 i 9 grudnia zeszłego roku i postanowienia z lutego tego roku nie mają oni legitymacji do orzekania, bo ich wybór na zajęte już miejsca „nie wywołał skutków prawnych”. A jeśli sąd jest nienależycie obsadzony, to jego wyrok jest nieważny.

Jeśli „starzy” sędziowie odmówią orzekania z dublerami, zablokują tym samym możliwość osądzenia ustawy o zgromadzeniach. Bo – według ustawy o trybie działania TK – wnioski prewencyjne prezydenta (przed podpisaniem ustawy) są sądzone w tzw. pełnym składzie nie mniej niż jedenastu sędziów. A sędziów wybranych przez PiS jest siedmiu.

LEPIEJ „USTAWKI” OPISAĆ SIĘ NIE DA. BRAWO 🙂

c03f92uuaaaibos

Wtedy PiS ogłosi, że „starzy” sędziowie działają przeciwko społeczeństwu, uniemożliwiając osądzenie tak ważnej ustawy (choć przecież jeśli TK jej nie osądzi, nie wejdzie w życie i nasza wolność zgromadzeń nie ucierpi).

Może to być też pretekst do wytoczenia „starym” sędziom postępowań dyscyplinarnych. A jeśli będą konsekwentnie odmawiać zasiadania z dublerami – do czego może doprowadzić prezes Julia Przyłębska, odpowiednio wyznaczając składy i kierując więcej spraw na pełny skład – może się to skończyć karą złożenia ich z urzędu. A w razie gdyby chcieli korzystać ze zwolnień lekarskich, prezes Przyłębska nie będzie miała obiekcji, które miał  prezes Rzepliński, i naśle na nich odpowiednio skomponowaną i poinstruowaną kontrolę ZUS-u.

Do tej pory PiS blokował kontrolę konstytucyjności prawa. Teraz przeszliśmy na wyższy poziom: PiS przejął kontrolę nad ta kontrolą.

c03a0rnuoaaz2vk

Apel do Prezydenta RP. Panie Prezydencie, naród prosi o ułaskawienie Pana Falenty, Naród Błaga, Biskupi się modlą. Amen! – dir_ekt

c03jcyxuoaaanje

Waldemar Mystkowski pisze o prokuraturze, która chce zmiejszenia wyroku na ONR-owca.

spalenie

Wrocławska prokuratura uznała, że wyrok sądu w sprawie spalenia kukły Żyda jest za surowy i chce obniżenia wyroku. 10 miesięcy bezwzględnego więzienia dla piromana Piotra Rybaka prokuratura chce zamienić w apelacji na 10 miesięcy prac społecznych.

Czyżby nasz kraj pod obecną władzą stawał się chrześcijański? Przeciwnie. Prokuratura wysyła sygnał mało chrześcijańskim ruchom polityczno-społecznym, jak ONR, iż będą miały ulgi, jeżeli dopuszczą się niechrześcijańskich metod, jak spalenie kukły Żyda, który to akt nasuwa oczywiste skojarzenia historyczno-kulturowe.

Władza dopuszcza więcej brunatności. Dlaczego? Bo chce się nią wysługiwać w stosunku do opozycji i dlatego, że sama taką brunatnością się staje.

W sprawie owego Rybaka tak niska instancja prokuratury, jak Rejonowa Wrocław Stare Miasto, nie mogła decydować, ale decyzja przyszła z góry, z Prokuratury Okręgowej, a z pewnością z Krajowej. Cokolwiek o tym sądzić, widać w tym ruchu prokuratury „niewidzialną rękę Ziobry”.

Sygnowanie tej sprawy nazwiskiem ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego samo się narzuca, bo nie stoi za tym żaden namysł nad społecznym dobrem, ani tym bardziej wartość intelektualna i fachowa „czynnika z góry”. Na te dwie ostatnie wartości Zbigniewa Ziobry można tylko się żachnąć, jak to zrobiła pisowska dziennikarka Danuta Holecka, gdy Ziobrze wyrwało się z ust słowo mężczyzna, na określenie swoich walorów charakteru.

Skrajnie prawicowe organizacje i ich działacze przez obecnie rządzących są usprawiedliwiane i rozgrzeszane. PiS w ten sposób czyni ich bojówkami swoich interesów, bo nie tylko ingeruje „niewidzialna ręka Ziobry”, ale „nieskalane usta Błaszczaka”.

Błaszczak to kolejna postać o takich, a nie innych walorach, który potrafi odwrócić znaczenia i zło nazwać dobrem – oczywiście w interesie PiS. Przypominam o zdarzeniu, do którego doszło w sierpniu przed Bazyliką Mariacką w Gdańsku w trakcie uroczystości pogrzebowych „Inki” i „Zagończyka”. ONR zaatakował Mateusza Kijowskiego i Radomira Szumełdę. Błaszczak był łaskaw się wyrazić, iż to KOD zakłócił uroczystości… swoja obecnością.

Błaszczaka mimo to rozgrzeszam, bo on bez kartki nie jest zdolny sformułować własnej myśli, musi czytać to… co ma do powiedzenia, dlatego jego usta są nieskalane myślami własnymi.

Należy zatem się spodziewać, że za spaleniem kukły Żyda przyjdą kolejne akty nienawiści i ksenofobii, które nie doczekają się sankcji prokuratur i sądów. Precedens prawny staje się normatywny dla sądzenia takich aktów antychrześcijańskich. Mogą się zarzekać, klękać we wszelkich kościołach zarówno Ziobro i Błaszczak, i tak pozostaną w świetle swych czynów i słów antychrześcijańscy. Tombak nigdy nie będzie złotem, a mamy ministrów udających, że nimi są. Podróbki, ot co.

a-w