Posts Tagged ‘Dominik Tarczyński’

Modelowa pisowska głowa

Co mają wspólnego głowy Marka Falenty, Dominika Tarczyńskiego i Jarosława Kaczyńskiego? Bardzo wiele. Acz uprzedzam, że nie chodzi o to, o czym myślicie, iż te głowy trzeba byłoby natychmiast wysłać wraz z właścicielami do specjalistów od głów. Te trzy głowy to jakby jedna modelowa głowa, którą gdybyśmy wzięli do ręki i nią obracali, doszlibyśmy do wniosku: co trzy głowy to nie jedna, one się uzupełniają, stanowią pełnię głowy pisowskiej.

Weźmy głowę Marka Falenty, głównego animatora afery podsłuchowej, w wyniku której PiS został wyniesiony do władzy. Za Falentą i jego kelnerami stała blisko związana z Kremlem mafia rosyjska i współpracował z nim PiS. Falenta został przez sąd osądzony i ma prawomocny wyrok, ale miga się z odsiadką, bo… głowa. Otóż wyciekło – w odpowiednim wszak momencie, bo wyznaczono Falencie kolejne terminy przybycia pod wrota więzienia – iż Falenta bardziej nadaje się do leczenia niż resocjalizacji. Podobno ma myśli samobójcze i leczy się psychiatrycznie. Andrzejowi Dudzie nie pozostanie nic innego, jak chorego Falentę ułaskawić, bo prezydent jest wrażliwy. Był tak samo wrażliwy w stosunku do Mariusza Kamińskiego, aby ten mógł zostać ministrem.

Nieco inny przypadek to Tarczyński, ten ma z głową problem iście diabelski. Swego czasu był pomocnikiem ezgorcysty, pomagał wypędzać z ciała diabły – i to mu pozostało do dzisiaj. Mianowicie walczy o wartości chrześcijańskie poprzez walkę z fake newsami i obnaża przeciwników partyjnych. Oto Tarczyński zapędził się w wypędzaniu diabła z kandydata na prezydenta Kielc. – „Bogdan Wenta, europoseł PO, rzucił polskim paszportem i przyjął niemieckie obywatelstwo, aby służyć Niemcom za marki i euro, okazuje się być także byłym członkiem ZOMO! Teraz kandyduje na prezydenta Kielc. Oto wysportowany Niemiec, który trenował pałowanie na głowach Polaków. Dno” – napisał Tarczyński.

Gdyby nie konto Tarczyńskiego na Twitterze, to moglibyśmy sądzić, że to bez żadnego trybu wypowiedział sam prezes Kaczyński. Jednak w trybie wyborczym Tarczyński przegrał w sądzie z Wentą, którego ma przeprosić oraz wpłacić 20 tys. zł na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

No i trzecia głowa – Kaczyńskiego, choć ten aktualnie ma kłopot z inną częścią ciała – z kolanem. Prezes ostatnio w Olsztynie przypomniał o swoim starym pomyśle z przekopem Mierzei Wiślanej, zapewniając, że pierwsza łopata pod przekop zostanie wbita jeszcze w czasie tej kampanii wyborczej i ponoć nie jest ów skrót z Zatoki Gdańskiej do Zalewu Wiślanego szkodliwy ekologicznie, co jest ewidentnym fałszem. Poza tym przekop nie przyniesie ekonomicznych korzyści dla Elbląga oraz dla Warmii i Mazur. Ta wizja prezesa jest odświeżana w trakcie kolejnych kampanii wyborczych, ale nie doczekała się do tej pory pełnej dokumentacji technicznej, nie wspominając o takim drobiazgu, jak rozpisanie przetargów na inwestycje.

Niby urodą, znaczeniem i inteligencją powyższe głowy się różnią, składają się jednak na modelową głowę pisowską, która szpicluje, pomawia i ma niezdrowe wizje.

BRAWA DLA MONIKI. BRAWA DLA NIEZALEŻNYCH SĄDÓW. Dziwicie się jeszcze, że tak bardzo pis chce je przejąć?

Trzeba się bić o wolność słowa

Nikt już nie ma złudzeń, że PiS idzie po wolne media. „Musimy mieć 100-procentową pewność, że wszystko, co się dzieje w Polsce, jest kontrolowane przez polską władzę. Czwarta władza też musi być polską władzą” – powiedział wiceminister kultury Paweł Lewandowski. W „Newsweeku” przeprowadzono rozmowę o zakusach PiS na niezależne media oraz o szansach, by obronić niezawisłość czwartej władzy. Jak podkreśla jej pomysłodawczyni, dziennikarka Renata Grochal, takiej rozmowy w polskich mediach jeszcze nie było. O tym jak PiS chce przejąć czwartą władzę Grochal rozmawiała z trojgiem publicystów z innych redakcji. Pytanie kluczowe: czy niezależne media się obronią?

Wszyscy troje: Jacek Żakowski, Andrzej Morozowski i Dominika Wielowieyska ostrzegają, że pisowski zamach na wolne media uda się, jeśli społeczeństwo nie stanie w ich obronie. Zdaniem publicystów, jedna z najbardziej zażartych medialnych bitew rozegra się o stację TVN. Dlaczego? Stacja – która należy do właściciela z USA – od początku był na celowniku obecnej władzy. Andrzej Morozowski (TVN24) twierdzi, że przejęcie TVN24 to dla PiS „lepsze konfitury” niż zdobycie prasy regionalnej poprzez przejęcie grupy Polska Press. Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej” uważa, że jeśli TVN nie będzie chciał sprzedać kanału informacyjnego, to wtedy „będą naciski”. Dowody? „TVN, który stał się niedawno częścią wielkiego koncernu Discovery, dostał właśnie domiar 100 milionów zł od urzędu skarbowego” – przypomina Wielowieyska. TVN będzie się oczywiście odwoływał.

Renata Grochal pyta: Po co im niezależne media, skoro mają media publiczne i prawicowe? Jak zauważyła Dominika Wielowieyska, PiS i zaprzyjaźnieni z nim dziennikarze przez 20 ostatnich lat mogli budować swoje media, ale byli nieudolni. Dzisiaj radzą sobie lepiej, jednak powtarzają tę fałszywą narrację, żeby zdominować cały przekaz medialny i zniszczyć niezależne media, czytamy na newsweek.pl.  „PiS jest genialny w zakłamanym nazewnictwie. Podporządkowanie sobie sądów fałszywie nazywa reformą sądownictwa. Teraz mówi: Polska musi mieć wpływ na to, co robią media. To jest genialne, bo wpada w ucho i ludzie tego używają. Ale nie chodzi o żadną decentralizację, repolonizację czy udomowienie. Chodzi o podporządkowanie mediów PiS” – mówi Andrzej Morozowski.

PiSowi zagarnięcie niezależnych mediów jest potrzebne po to, żeby wygrać kolejne wybory – mówi Żakowski. Chociaż jest jednocześnie przekonany, że oni tego nie potrzebują, bo i tak je wygrają. „PiS zniszczy liberalne, uczciwe media w Polsce, tak jak zniszczył hodowlę konia arabskiego. Wyobraźcie sobie program Holeckiej w miejsce programu Olejnik. Czy ci sami widzowie będą to oglądać? Nie” – dopowiada Żakowski. Twierdzi, że jak 100 milionów kary nie podziała, będzie 300. I dlatego PiS chce jak najszybciej przejąć sądy, żeby TVN nie miał się gdzie odwoływać. Żadne z zaproszonej do rozmowy trójki dziennikarzy nie ma złudzeń. Jak ujęła to trafnie Dominika Wielowieyska: „Jarosław Kaczyński jest politykiem wojny, i to wojny na każdym froncie. Chce przejąć sądy, żeby wydawały takie wyroki, jakich on chce i przejąć media, aby nadawały taki przekaz, jaki jemu się podoba”. Dlatego teraz najważniejsze, to obronić wolne media.

Niewiarygodne!!!! A jednak. BAREJA BYŁBY DUMNY. NAWET PO DWÓCH LATACH RZĄDÓW POTRAFIĄ NAS JESZCZE ZASKOCZYĆ… :))))

Dwa zaległe teksty Waldemar Mystkowskiego.

Kuriozalne wiadomości Szefernakera

Jak marny jest PiS świadczy postać trolla Pawła Szefernakera, którego zatrudniła w swojej kancelarii pani Szydło. Jego zwierzchniczka nie wie, kiedy Polska została członkiem Unii Europejskiej, ten zaś wie odpowiednio mniej.

Napisać, iż Szefernaker to chodząca ignorancja, to nic nie napisać. Kim zatem jest ten człowiek? Czy tylko trollem, pomyłką w przestrzeni publicznej, czy wielokroć opisanym w literaturze pięknej i przedmiotu chromym moralnie karierowiczem? Troll to jest pasożyt. Zatem wiemy, że pasożytuje troll Szefernaker w przestrzeni polskiej polityki.

Jest na pewno wstydem dla nas, że ktoś taki jest, że ględzi i smędzi po mediach, bo przecież nie stwarza żadnej myśli. Jak by to powiedział wielki Miron Białoszewski: nie jest podmiotem, jest tylko pomiotem.

Nazwisko Szefernaker to lustro, w którym odbija się małość i upadłość. W gruncie rzeczy mógłby nazywać się Frankenstein, Putin, Kowalski. Nazwisko to jest miano, to jest pustka, nie jest polem semantycznym, to wydmuszka. W tak wydrążoną powłokę – jak pisał Joseph Conrad i Thomas Eliot – wlewamy treść albo pozostajemy „wydrążonymi ludźmi”.

Jakiej treści nabrała w środku wydmuszka o nazwisku Szefernaker? Treści zbuka. Gdy wypowiada się o jakimś problemie, odpowiednio on waniajet.

Jakiś czas temu Beata Szydło była łaskawa powiedzieć, że protesty lipcowe były zorganizowane i opłacane. No, jasne, że ludzie musieli się skrzyknąć, czyli zorganizować i opłacić z własnej kieszeni przejazd na miejsce protestu.

Waniajet? Tak. Tego zbuka można mniemać stworzyła postać wydrążona z taką właśnie treścią, jak Szefernaker, bo oto powiedział ten człowiek, iż ktoś z zewnątrz w internecie podgrzewał do protestów lipcowych, ponoć z kont z Ameryki Południowej.

Krzysztof Ziemiec takich niedorzeczności wysłuchuje i innym głupiutkim podaje ku informacyjnej wierze. W Polsce stało się coś ohydnego, takie postaci, jak Szefernaker są zatrudnieni na wysokich stanowiskach rządowych, nie posiadający kwalifikacji intelektualnych i moralnych, ale potrafi toto snuć teorie grafomańskie.

HIPOKRYZJA PIS W NAJCZYSTSZEJ POSTACI. WSZYSTKO WOLNO BEZ ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI I KARY. POLACY WAS ZA TO ROZLICZĄ

Pisowskie racje stanu i jej twarze: Tarczyński, Radziwiłł, Gliński, Karczewski

PiS to niewątpliwie ugrupowanie literackie. Tyle, ile codziennie dostarczają tematów, z przerobem nie nadążyłby nawet tytan pracy Józef Ignacy Kraszewski, który popełnił setki tomów. Niewątpliwie jakiś kronikarz zdałby się, aby ten okres transformacji – z demokracji do PRL-u – został opisany w zwartych publikacjach, jakiś nadwiślański Balzak od polskiej „Komedii ludzkiej”.

Komedią nie jest to, co przeżywa lud, ale to, co dostarczają producenci gagów, suspensów, anegdot z jednego tylko gmachu przy ulicy Wiejskiej. Nowogrodzką obsługuje „Ucho prezesa”, choć drugi sezon na razie jest gorszy.

Oto pojęcie – zdawałoby się abstrakcyjne i wprost z politologicznych podręczników – zostało urealnione: racja stanu, a do tego jeszcze – polska racja stanu. Niejeden inteligentny podrapałby się po głowie, gdyby miał odpowiedzieć w takich „Milionerach”, co jest racją stanu. Możliwe, że przegrałby sporą sumkę. Ale nie Marek Suski, on przy odpowiedzi nie musi się drapać z oczywistego powodu, bo nie ma głowy, za to zna odpowiedź: Dominik Tarczyński.

Polską racją stanu jest poseł PiS Tarczyński, przeciwko któremu wystąpił inny poseł (może już były) Łukasz Rzepecki i na komisji sejmowej głosował za pozbawieniem immunitetu „polskiej racji stanu”. Ten Rzepecki mógł być jedynym sprawiedliwym w PiS, ale go wywalili.

Minister Konstanty Radziwiłł nie jest twarzą polskiej racji stanu, choć jego rodzina w historii sprzeniewierzyła się wielokroć polskim racjom. Radziwiłł dzisiaj – jak to określił Bartosz Arłukowicz, poprzedni minister zdrowia – zajmuje się wyłącznie walką z kobietami, o czym świadczą próby zaostrzenia aborcji, zniesienie standardów okołoporodowych, teraz likwidacja in vitro.

Dlaczego z Radziwiłła taki mizogin? Może mamy do czynienia z genem typowym dla PiS: zemsta. Konstanty Radziwiłł mści się za Barbarę Radziwiłłównę (XVI wiek), drugą żonę Zygmunt II Augusta. Ale dlaczego Radziwiłł mści się na mężczyznach?

Ministerstwo Zdrowia zamierza wprowadzić przepisy, które skończą z piciem alkoholu – piwa – pod chmurką. Wypić będzie można tylko w lokalach i w domu. Ciekawe, jak potraktowane zostaną ogródki piwne. Jeszcze tylko wprowadzić godzinę 13-tą, od której będzie można kupić alkohol i przeżyjemy deja vu, acz nie wrócimy do czasów Barbary Radziwiłłówny.

Minister Piotr Gliński chciałby być twarzą kultury, ale tyle ma wspólnego z kulturą, że jest ministrem kultury, co ja z trudem uznaję, a jego brat Robert wprost nazywa go „idiotą”. Ja tak go nie nazywam, bom człowiek kultury. Gliński zrobił umizgi do ludzi kultury i koszty autorskie odliczenia 50 proc. uzysku zamierza zwiększyć dwukrotnie z 80 tys. zł do 160 tys. Glińskiemu to nie pomoże, bo świat kultury w 100 proc. zgadza się z Robertem Glińskim, a poza tym kultura z PiS-em nie chodzi w żadnej parze, choć ponoć do opery i filharmonii zaczął uczęszczać Stanisław Karczewski, który szykuje się do startu w wyborach na prezydenta Warszawy. Mam nadzieję, ze warszawiacy wystawią lokalnego Jacka Jaśkowiaka i Karczewskiemu pójdzie w pięty, przestanie chodzić do opery.

Żeby to była wartościowa komedia należy mieć świadomość, że zwiększenie limitu dla twórców jest projektem Platformy Obywatelskiej, wczoraj Gliński był przeciw, ale nastąpiła noc cudów – pewnie za klepnięciem prezesa na Nowogrodzkiej – i minister zmienił zdanie o 180 proc.

Pisowskie racje stanu mają oblicza Tarczyńskiego, świętoszka Radziwiłła i małokulturalnego„kurtularnego” Glińskiego.

KTO PAMIĘTA TAKIE SAME AKCJE W CZASACH KOMUNY? Znów nadeszły…

>>>

SŁOWO NA DZIŚ

Tamara Olszewska na Koduj24.pl pyta.

Dokąd zmierzasz Polsko?

Źle się dzieje w Państwie Polskim, kiedy buta i lekceważenie sąsiadów mają coraz większy wpływ na naszą pozycję międzynarodową.

Niby sezon ogórkowy, niby posłowie na wakacjach, a jednak dzieje się. Oj, dzieje… Dzisiaj biorę pod lupę politykę zagraniczną, a konkretnie, relacje z sąsiadami Polski, które są przecież tak ważne. Niemcy, Litwa, Ukraina. Państwa, z którymi łączy nas bardzo trudna historia i wiele lat trzeba było, byśmy mogli mówić o pewnej stabilizacji we wzajemnych stosunkach. Udało nam się wypracować naprawdę niezłe relacje i chwała za to poprzednim ministrom spraw zagranicznych. Tylko szkoda, że możemy już chyba mówić o tym w czasie przeszłym. Niestety, obecny minister spraw zagranicznych, pan Waszczykowski i jego koledzy robią wszystko, by zepsuć lata starań, rozmów i znowu doprowadzić do…no właśnie, do czego?

Nie od dzisiaj wiadomo, że nasz sąsiad zza Odry stoi wielkim gnatem w gardle PiSu. Poseł K. i spółka po prostu Niemców nie lubią i tyle. Niemcy są źli, to wciąż naziści tylko teraz w skórze baranków. Ich psim obowiązkiem jest żyć pokornie i w poczuciu winy za II wojnę światową, a nie szarogęsić się w UE i uważać, że bardziej się liczą na arenie międzynarodowej od nas. Ostatnie dwa tygodnie mocno pokazały co PiS myśli o Niemcach i jak chce ich traktować.

Najpierw „dziwne” posunięcie Błaszczaka, który poświęcił bardzo dużo czasu, by „ugotować” festiwal Woodstock. Kiedy już nie miał się do czego przyczepić, zaświtał mu w głowie pomysł, by zrezygnować z pomocy niemieckich sił porządkowych i strażaków. Dlaczego? Oficjalna wersja mówi, że powodem takiej decyzji jest „zagrożenie terrorystyczne” i brak możliwości zagwarantowania bezpieczeństwa niemieckim służbom. Szok dla wszystkich, bo do tej pory obie strony chwaliły sobie współpracę na festiwalu i traktowały ją jak element przyjaźni polsko – niemieckiej. Na prośbę koordynatora stosunków z Polską rządu federalnego i premier Brandenburgii Dietmara Woidke, by rząd polski przemyślał swoją decyzję, padła odpowiedź sekretarza stanu MSZ, Jakuba Skiby, że impreza „odbywa się w Polsce i podlega polskiemu prawu” – koniec tematu. Wszelki komentarz zbędny.

Bartosz Kownacki, wiceminister MON i jego słowa, które padły podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego. Słuchając go nie mogłam uwierzyć, że przedstawiciel Państwa Polskiego może pokazać takie dno. Odnosząc się do zbrodni hitlerowskich na naszych ziemiach, powiedział „Dziś dzieci i wnuki tych zwyrodnialców pouczają nas, co to jest demokracja. A powinni zamilknąć!”. Nie mam pojęcia, czy Bóg mu rozum odebrał, ale jedno jest pewne. Ktoś taki nigdy nie powinien nas, Polaków XXI wieku reprezentować, bo jak widać; ani wiedzy ani kultury, ani dobrej znajomości realiów, ani wyczucia dyplomatycznego.

No i najnowszy pomysł PiSu. Biuro Analiz Sejmowych ma przygotować informację dotyczącą prawa Polski do ewentualnego żądania odszkodowania za straty wojenne. To pomysł posła Arkadiusza Mularczyka, choć temat ten wraca co jakiś czas. Pamiętam, gdy Lech Kaczyński był prezydentem Warszawy również zastanawiał się, by wyciągnąć od Niemców ok 45,3 mld dolarów za zniszczenie stolicy Polski. Wprawdzie wtedy było to tylko ostrzeżenie, by Niemcy wiedzieli, że jeśli będą od nas żądać odszkodowań w ramach powiernictwa pruskiego to i my nie odpuścimy…ale jednak. No i teraz sprawa wraca. Rozumiem, że PiS potrzebuje pieniędzy, bo rozdawnictwo socjalne sporo kosztuje, jednak chyba nie tak się powinno rozmawiać. My chcemy odszkodowania, a co zrobimy, gdy Niemcy zażądają od nas, byśmy zapłacili kasę za utracony przez nich Śląsk, Szczecin, ich część Warmii i Mazur?

Polskie „pany”, którzy teraz rządzą Polską mają również w nosie i innych naszych sąsiadów; Litwę i Ukrainę. Za rok obchodzimy 100- lecie odzyskania niepodległości Błaszczak postanowił z tej okazji rozpisać konkurs na najlepszy projekt Polski Paszport 2018. Internauci, biorący udział w konkursie będą mogli wybrać sześć z trzynastu proponowanych motywów. No i tu pojawia się problem. Wśród propozycji znajduje się Ostra Brama z Wilna i cmentarz Orląt Lwowskich. Informacja o „genialnym”pomyśle dotarła do władz Litwy i już 1. sierpnia, litewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało na dywanik zastępcę ambasadora polskiego. MSZ Litwy uznał, że „takie zamiary są niezgodne z przyjaznymi relacjami sąsiedzkimi i są uważane przez stronę litewską jako nie do przyjęcia”. Niestety, trudno Litwie nie przyznać racji. Jestem ciekawa, jak by nasz rząd zareagował, gdyby np. Niemcy wybili jakiś medal rocznicowy i zamieścili na nim herb Wrocławia czy wizerunek Zamku Książąt Piastowskich ze Szczecina. Ależ byłaby jatka.

Również Ukraina nie pozostaje obojętna wobec pomysłu paszportu z wizerunkiem cmentarza Orląt Lwowskich. Dr Olena Babakowa, ukraińska dziennikarka i publicystka, nie ukrywa, że ta sprawa może położyć się cieniem na dość trudnych dzisiaj stosunkach polsko – ukraińskich. Nikt nie neguje na Ukrainie polskości Lwowa, ale to już przekroczenie pewnej granicy, za którą podejrzliwość, niejasne intencje i, co za tym idzie, budowanie kolejnych barier.

Źle się dzieje w Państwie Polskim, kiedy buta, lekceważenie sąsiadów, przekonanie o swojej racji mają coraz większy wpływ na naszą pozycję międzynarodową. Źle się dzieje, gdy w imię swojej prawdy, polski rząd przekreśla wszystko, co udało nam się wypracować na arenie międzynarodowej.

Czy to już czas na „żelazne” granice?

Wojciech Maziarski pisze o genie Kaczyńskiego.

Samobójczy gen prezesa

Czy Kaczyńskiemu naprawdę wydaje się, że może wygrać w wojnie przeciw całemu światu?

Jest w PiS-ie czy osobiście w Jarosławie Kaczyńskim jakiś samobójczy gen politycznej autodestrukcji. W niespełna dwa lata po zwycięskich wyborach parlamentarnych, które dały mu możliwość samodzielnego sprawowania władzy, Prezes Tysiąclecia zmierza wprost ku upadkowi. Wiele osób jeszcze tego nie dostrzega, biorąc za oznaki siły to, co w istocie jest symptomem słabości PiS-u. Zawłaszczanie kolejnych sfer życia i budowa swoistego imperium bynajmniej nie wzmacnia partii rządzącej. Jedynie przysparza jej wrogów i konsoliduje opór. Doświadczenia historyczne dowodzą, że wypowiadanie wojny całemu światu i otwieranie wielu frontów naraz prowadzi do klęski.

PiS zwyciężył w demokratycznych wyborach i spokojnie mógłby sprawować normalne rządy, stopniowo wcielając w życie swoje wizje Polski, uwzględniając przy tym ograniczenia wynikające z konstytucji i z faktu, że jednak większość obywateli Polski ani do PiS-u nie należy, ani nań nie głosowała.

To normalny los każdego demokratycznego rządu – musi lawirować pomiędzy sprzecznymi oczekiwaniami społecznymi, musi zatrzymywać się przed czerwoną linią wyznaczoną przez prawo, musi uwzględniać opór różnych środowisk i grup interesu. Z postulatów zapisanych w programie i haseł głoszonych w kampanii wyborczej na ogół udaje się zrealizować 50 procent, albo i mniej. Wyborcy to wiedzą i w gruncie rzeczy akceptują, choć psioczą na rządzących i wytykają im niespełnianie obietnic lub małą skuteczność. Zdają sobie jednak sprawę, że w demokracji stuprocentowa skuteczność jest niemożliwa.

Jednak Kaczyńskiemu to nie wystarcza. On nie chce sprawować demokratycznych rządów w państwie prawa, chociaż mógłby to robić, bo wyborcy dali mu do tego mandat. On chce panować w sposób absolutny. Sprawować władzę nieskrępowaną więzami prawa i nieuwzględniającą oczekiwań tych, którzy myślą inaczej niż on. Chce, by rzeczywistość społeczna i polityczna w pełni poddała się jego woli.

To oczywiście oczekiwanie nierealistyczne, naiwne i dziecinne. W Europie zachodniej w epoce internetu tylko polityczny samobójca może myśleć, że zdoła sięgnąć po władzę absolutną.

A jednak Prawo i Sprawiedliwość najwyraźniej tego nie rozumie. Po opanowaniu mediów państwowych, prokuratury i po zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego podjęło próbę przejęcia całego wymiaru sprawiedliwości z Sądem Najwyższym i Krajową Radą Sądownictwa. Na razie mu się to nie udało, ale na pewno podejmie kolejne próby. Teraz zaś szykuje się do ataku na prywatne media i przygotowuje posunięcia mające podporządkować władzy państwowej sektor obywatelskich organizacji pozarządowych. Cała władza musi należeć do mnie – mówi Kaczyński.

Już raz się na tym przejechał – w 2007 roku stracił władzę właśnie dlatego, że nie chciał się pogodzić z ograniczeniami rządów koalicyjnych. Rozpętał więc aferę gruntową (wiele wskazuje, że była to policyjna prowokacja) mającą wyeliminować jego koalicyjnego partnera – Andrzeja Leppera – i w efekcie doprowadził do przyspieszonych wyborów, które przegrał. Mając władzę podlegającą demokratycznym ograniczeniom, chciał sięgnąć po władzę nieograniczoną – i w efekcie stracił władzę całkowicie.

Teraz też tak będzie. Oczywiście nie wiem, jak konkretnie dokona się upadek awanturniczych rządów Jarosława Kaczyńskiego, ale co do tego, że się dokona, nie mam najmniejszych wątpliwości. Trzaski w obozie władzy i stopniowa emancypacja prezydenta już wskazują, że przynajmniej w części obozu rządzącego dojrzewa myśl, że tzw. dobra zmiana znalazła się w ślepym zaułku i zaraz walnie głową w mur.

Znacznie ważniejsze jest jednak to, co widać na zewnątrz obozu władzy – wielotysięczne demonstracje w obronie niezależności sądów, które w lipcu rozlały się po kraju, wskazują, że Kaczyński przekroczył czerwoną linię, za którą obywatele powiedzieli: Dość tego! Nie zamierzamy dłużej tolerować budowania rządów absolutnych.

By odzyskać kontrolę nad sytuacją prezes PiS zarządził więc przyspieszenie: zaraz po wakacjach trzeba przejąć media prywatne i zadusić społeczeństwo obywatelskie, pozbawiając je dopływu środków finansowych z zagranicy.

Czy naprawdę wierzy, że przebudzeni i zaktywizowani obywatele podporządkują się temu i nie będą bronić swoich konstytucyjnych praw i swobód? Że zagraniczni partnerzy Polski zaakceptują bolszewickie praktyki i potulnie się zgodzą na sprzeczne ze standardami cywilizowanego świata eliminowanie ich przedsiębiorców z rynku medialnego w Polsce? Że społeczność międzynarodowa bez szemrania podporządkuje się zakazowi wspierania polskiego społeczeństwa obywatelskiego? Że Unia Europejska będzie bezczynnie się przyglądać, jak rząd PiS-u ignoruje wyroki Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu?

Dziś PiS ma przeciw sobie potężną koalicję polskiego społeczeństwa, instytucji Unii Europejskiej i międzynarodowej opinii publicznej. W przypadku uchwalenia ustawy o „dekoncentracji” mediów do tego sojuszu dołączy też rząd USA. Nie ma najmniejszych szans, by w tym starciu Kaczyński odniósł zwycięstwo.

Ale walka będzie zacięta. Wypocznijmy w sierpniu, bo czeka nas naprawdę gorąca jesień.

Waldemar Mystkowski pisze o niejakim Tarczyński, postaci tak ohydnej, jak może być sowiet.

Poseł PiS Tarczyński w tureckiej Russia Today

Poseł PiS Dominik Tarczyński w tureckiej telewizji TRT World zapewnił mnie i rodaków, że „nie strzelamy do ludzi jak PO”. Nie wiedziałem, że PO strzelało, ba! – nie wiedziałem, że byłem zabity. Pewnie na wieść, że władzę przejmuje PiS – zmartwychwstałem.

TRT Word to odpowiednik Russia Today, Polska ma kanał dla Polonii, nie ma dla świata w języku angielskim (ale to może się ziścić), za to publiczne media dla Polaków są jak kanał Russia Today, choć i tutaj opinie są podzielone, bo niektórzy twierdzą, że to gadzinówki (nazistowskie media Goebbelska dla Polaków).

Tarczyński do takich mediów idealnie się nadaje. Estetycznie prezentuje się, jak Casanova z remizy Kacza Wólka – nawet gdyby ubrał się u Armaniego i Gucciego – a w głowie słowa mu się przekładają na szczekanie, jak to miało miejsce w Sejmie podczas przemówienia posłanki PO Kingi Gajewskiej-Płochockiej.

Po prostu prezes spuścił Tarczyńskiego z łańcucha, a ten nie omieszkał dać głos swej naturze. Jest ona prosto z Żoliborza, bo prezes o wyborcach niePiS mówi „kanalie” i „mordy zdradzieckie”, Casanova Tarczyński zaś, gdy zwrócono mu uwagę, że leci Lufhansą, a nie LOT-em szczeknął: „zamknąć gęby”.

Taki to osobnik Tarczyński, który zapewnił w tureckiej gadzinówce, że demokracja ma się dobrze. To skąd wzięły się setki tysięcy protestujących na ulicach? „Bo demokracja w Polsce ma się dobrze”. Znowu powrócił więc łańcuch.

Tarczyński klepał pisowskie komunały o trójpodziale władzy, który „powinien polegać na równowadze tych sił”. Tę równowagę pilnować będzie PiS. Jak sędzia wyda wyrok, którego równowaga nie będzie po myśli PiS, polityk tej partii zmusi sędziego do równowagi.

A ciekawe jest inne zjawisko w kwestii tej równowagi, mianowicie Tarczyński ze swego łańcucha był powiedzieć: „Mamy sędziów, którzy zabijają ludzi, kierując samochodami po pijaku. Mamy wciąż sędziów przyłapanych na kradzieży ze sklepów”.

Jak rozumieć powyższe zdanie urodzone w umyśle Tarczyńskiego? Sędziom zabierze się prawo jazdy? Czy: sędziowie przed jazdą będą badani alkomatem? A poza tym sędziów nie będzie się wpuszczać do sklepów, bo z ich strony grozi kradzież?

Nie nazwę Tarczyńskiego idiotą, bo niektórzy pacjenci z Tworek mogliby czuć się obrażeni, ale wynika z tego, że stan sędziowski w Polsce zostanie zlikwidowany, gdyż zabijają i kradną oraz nie przestrzegają trójpodziału władzy.

Tak ze swego łańcucha rzekł w tureckiej Russia Today Tarczyński, a poza tym „zamknąć gęby”.

SKĄD CI ZDRAJCY SIĘ BIORĄ? CZY KTOŚ NAM MOŻE WYTŁUMACZYĆ?

>>>

TAK BĘDZIE

O tajnym państwie PiS w Polsce piszą w „Wyborczej” Agata Kondzińska, Iwona Szpala i Bartłomiej Kuraś. Do Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego można wejść tylko z zaproszeniem, o którym decyduje Jarosław Kaczyński. Z informacji „Wyborczej” wynika, że w izbie pamięci zmarłego prezydenta pojawi się wkrótce nowy eksponat – sarkofag z Wawelu.

Willa na warszawskim Żoliborzu ma adres Mickiewicza 51, ale wchodzi się do niej od tyłu, z ul. Solskiego. To tu działa Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Za płotem jest dom prezesa PiS. Nieruchomości chronią byli komandosi, którzy założyli spółkę GROM Group. PiS płaci im miesięcznie 100 tys. zł.

Szefową instytutu jest Barbara Czabańska, była żona posła PiS i szefa Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego. W zarządzie instytutu jest też Adam Lipiński, wiceprezes PiS i druh Kaczyńskiego jeszcze z czasów jego pierwszej partii – Porozumienia Centrum.

Działalność instytutu im. Lecha Kaczyńskiego: Biznesy, spotkania, pamiątki

Instytut ma szerokie spektrum działalności.

Po pierwsze, jest właścicielem spółek Srebrna i Srebrna Media. To biznesowe zaplecze środowiska Jarosława Kaczyńskiego, które opisaliśmy w ubiegłotygodniowym cyklu „PiS: Pieniądze i Spółki” (dostępny na Wyborcza.pl). Obie spółki zajmują się nieruchomościami – ich wynajmem oraz projektami deweloperskimi. Pierwsza chce stawiać 190-metrowy wieżowiec w Warszawie, druga ma kilka hektarów ziemi w Puszczy Augustowskiej i szykuje się do budowy osiedla domków letniskowych.

Po drugie, instytut to miejsce spotkań. Tajnych oraz zamkniętych. Tajne było m.in. spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy, który we wrześniu 2015 r. rozmawiał tam z Jarosławem Kaczyńskim. Po kryzysie sejmowym na początku roku Kaczyński ściągnął do instytutu ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. O spotkaniach zamkniętych napiszemy za chwilę.

Po trzecie, w instytucie powstaje izba z pamiątkami po Lechu Kaczyńskim. Kiedy na Wawelu rozpoczęły się poszukiwania pierwszego sarkofagu, w którym spoczywała zmarła pod Smoleńskiem para prezydencka, trop wiódł na Żoliborz.

Prezes Jarosław Kaczyński zaprasza. Ale nie bywa

O kulisach działania instytutu opowiadają „Wyborczej” uczestnicy tamtejszych spotkań. Sami nie mamy szans wejść – listę gości osobiście akceptuje Jarosław Kaczyński, który od lat nie rozmawia z „Wyborczą”. Zdarza mu się wykreślać osoby z listy. „Polityka” pisała, że kiedyś zabronił wstępu nawet senator PiS Annie Marii Anders.

Seminaria dla polityków i przyjaciół PiS odbywają się na parterze. Salon mieści 40-50 osób. Kaczyński tam nie bywa – ze współpracownikami się nie brata, na rozmowy zaprasza ich do centrali PiS przy ul. Nowogrodzkiej. Organizatorami spotkań są Edward Stańczak (kustosz izby pamięci Lecha Kaczyńskiego) oraz Józef Orzeł. To były polityk PC, dziś prezes Ruchu Kontroli Wyborów. Organizacja sugeruje, że przegrane przez PiS wybory samorządowe w 2014 r. były sfałszowane, postuluje też liczne zmiany w ordynacji, np. przezroczyste urny, które przez cały czas obserwują kamery.

Spotkania w instytucie odbywają się średnio co miesiąc. Ostatnie – 1 czerwca – dotyczyło rozwoju polskiej dyplomacji gospodarczej. Przemawiali wiceprezes PKO BP Max Kraczkowski oraz Adam Brożek z Ministerstwa Rozwoju. – Było ok. 30 osób. Dyskusja toczyła się na bardzo wysokim poziomie. To było moje pierwsze wystąpienie w instytucie, ale spokojnie mogę go nazwać klubem dyskusyjnym inteligencji żoliborskiej – mówi Kraczkowski. – W przyszłym miesiącu w instytucie odbędzie się spotkanie z ministrem środowiska prof. Janem Szyszką.

Twarze rządu PiS. O czym mówią na Żoliborzu

Goście instytutu pokazują nam kolejne zaproszenia. Wśród prelegentów są czołowe nazwiska rządu PiS, m.in. wicepremier Mateusz Morawiecki (przedstawiany jako „stały komentator”, to w salonie instytutu wykuwa swoją pozycję w partii), minister edukacji Anna Zalewska, minister sportu Witold Bańka oraz minister z kancelarii premiera Henryk Kowalczyk. Przemawiają też szefowie spółek skarbu państwa (m.in. PKP i KGHM) czy wiceprezes IPN Krzysztof Szwagrzyk. Wykłady miał też politolog Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, który publikuje na portalu wPolityce.pl i tygodniku „wSieci”. – Przyjechałem tam na zaproszenie kustosza izby pamięci. Za prelekcje nie przysługuje honorarium – mówi Kostrzewa-Zorbas.

Tematy? Różne. Gospodarka, budowa centralnego portu lotniczego między Warszawą a Łodzią czy „Poszukiwanie bohaterów. Kara dla morderców” o poszukiwaniu ofiar SB, które w czasach stalinizmu po kryjomu grzebano na „łączce”, części Powązek Wojskowych.

W programie są też występy artystyczne. W jednym z zaproszeń czytamy, że aktor Jerzy Zelnik (przedstawiony jako „honorowy wolontariusz”) interpretował wiersze patriotyczne i poezję kustosza Stańczaka z grupy poetyckiej Okno. Szukamy jego wierszy w sieci. Znajdujemy m.in. „Ład będzie?”. Idzie to tak:

na prawo klucz łabędzi

a jadę Wałem

Miedzeszyńskim z teściową

w drugi dzień po nocy

Narodzin Boga

pod Betlejemem

więc pod Domem Chleba

gdzie nie witano Marii

chlebem ani solą

białe łabędzie

czyżby to wracały

anioły z chóru?

dodaję gazu

chciałbym je zapytać

jak Mama?

jak Maleństwo?

(…)

Od Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego do CBA

Wrzesień 2016 r. Do instytutu przyjechali goście z mazowieckich Wiskitek. Przywieźli księgę kondolencyjną, do której po katastrofie smoleńskiej wpisywali się mieszkańcy wsi. Do izby pamięci przekazał ją wójt Franciszek Miastowski, któremu towarzyszył szef lokalnego PiS Krzysztof Maciejczyk. Wraz z nimi przyjechała też delegacja orkiestry strażackiej z Wiskitek. – Fajnie grała – wspomina poseł PiS Paweł Lisiecki, który przemawiał w instytucie.

Parę dni później sąd pierwszej instancji skazał wójta Miastowskiego za wręczenie 18 tys. zł łapówki ekspertowi oceniającemu wnioski o dofinansowanie z UE. Na trop sprawy wpadli agenci CBA. Wójt dostał trzy lata w zawieszeniu. Kilka miesięcy później wyrok stał się prawomocny.

Z Wawelu do Warszawy

Na piętrze willi na Żoliborzu eksponowane są pamiątki po Lechu Kaczyńskim. Zbiór „świadectw o Prezydencie po jego śmierci” – jak czytamy na stronie instytutu – jest wciąż w budowie. Ma tam trafić pierwszy sarkofag, w którym para prezydencka spoczywała na Wawelu. Podczas jej ekshumacji w listopadzie 2016 r. został uszkodzony, więc Prokuratura Krajowa zleciła wykonanie kolejnego. Co się stało z pierwszym, który kosztował Kancelarię Prezydenta 169 tys. zł? Dzwonimy do proboszcza katedry na Wawelu. – W naszych magazynach go nie ma – zapewnia ks. prałat Zdzisław Sochacki. – Strona rządowa, która ufundowała ten sarkofag w 2010 r., dostała go z powrotem. Pojechał do Warszawy. Transportem zajmowała się Prokuratura Krajowa, która prowadziła wszystkie czynności związane z ekshumacją – dodaje.

Pytamy Prokuraturę Krajową, gdzie jest pierwszy sarkofag. – Odpowiedzi może udzielić prokuratorski zespół smoleński. Zespół prowadzi czynności w terenie. Jak wróci, to zajmie się tą kwestią. Dokładnego terminu nie umiem podać – mówi prok. Ewa Bialik.

– Gdybyśmy dostali pod opiekę sarkofag, byłby to dla nasz zaszczyt. Na razie nie słyszałem o takich planach. Nie wiem, czy moglibyśmy go eksponować w siedzibie, raczej nie mamy odpowiednich warunków. Mogę zapewnić, że sarkofag z pewnością nie tuła się po kraju. Nie wiem, gdzie jest. A nawet gdybym wiedział, to nie mógłbym powiedzieć – ucina kustosz Stańczak.

Tymczasem w piątek późnym wieczorem premier Beata Szydło przyjęła rezygnację Józefa Pilcha, wojewody małopolskiego. Formalnie z przyczyn zdrowotnych. – Odwołanie wojewody w piątek wieczorem, bez oficjalnego pożegnania, świadczy o tym, że miarka musiała przebrać się w ostatnich dniach – uważa małopolski działacz PiS. W urzędzie wojewódzkim, ale też od warszawskich polityków PiS usłyszeliśmy, że sprawą, która miała bezpośrednio zdecydować o odwołaniu Pilcha, jest „brak wiedzy o miejscu przechowywania pierwszego sarkofagu pary prezydenckiej z Wawelu, mimo że formalnie jest to majątek Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego”.

INTERNET OSZALAŁ :))))

Wojciech Cieśla w „Newsweeku” pisze o twierdzy Kaczyńskiego przy Nowogrodzkiej.

Na ulicy Nowogrodzkiej w centrum Warszawy od półtora roku zapadają decyzje, które decydują o losach Polski. Jak wygląda najważniejszy szaniec prezesa PiS?

Żółtawo-brązowy budynek na Nowogrodzkiej 84/86 nie rzuca się w oczy. Podobnych, lekko nadpsutych wiekiem budowli z epoki Gierka w centrum miasta stoi sporo. Szczególnie tu, na granicy Ochoty i Śródmieścia, rzut kamieniem od Woli. Trzy piętra, kilka reklam na elewacji, wygięte od słońca brązowe listwy udają lekki, ażurowy woal, którym ktoś — dziś nie wiadomo kto — kazał szczelnie otoczyć gmach (zasłaniając okna). Gdzieniegdzie białe klocki klimatyzatorów. To siedziba Prawa i Sprawiedliwości, miejsce, w którym urzęduje prezes Jarosław Kaczyński. Stąd od jesieni 2015 r. rządzi Polską.

Budynek, wygięty w kształt liter L, bokami widzi róg dwóch ulic: jeden (krótszy) przylega do Nowogrodzkiej, okna drugiego (dłuższego) wychodzą na parking i ulicę Raszyńską.

— To stary budynek, kilka razy remontowany, ale to wciąż lifting. Elewacja jest obciachowa, jakieś deski czy krokwie przyczepione, udają żaluzję, paździerz. Podobno na usunięcie tego nie godzi się miasto — tłumaczy nam jeden z byłych posłów PiS. — Właścicielem siedziby jest nasza spółki Srebrna. W cięższych czasach, żeby przeżyć, wynajęliśmy kilka pomieszczeń. Dużych. Klub bilardowy ma kilkaset metrów, tam gdzie była redakcja Ekspresu Wieczornego, wynajęliśmy 2000 metrów na studio fotograficzne.

Topografia Nowogrodzkiej nie jest znana wszystkim działaczom czy nawet posłom PiS. Nie wszyscy mają tu wstęp.

Formalnie Nowogrodzka jest biurem, z którego zarządza się partią. Daje pracę około 40 osobom: kilku księgowym, obsłudze stron internetowych, radcy prawnemu, sprzątaczkom, kierowcom, recepcjonistce, koordynatorom regionów, obsłudze prezesa i wiceprezesów PiS. Średnia wieku ekipy — dziś powyżej trzydziestki. Powód? Wielu młodych działaczy, którzy do 2015 r. wiernie służyli partii, dziś zarabia w rządzie lub spółkach skarbu.

Do głównej kwatery PiS prowadzą dwa wejścia. Obu pilnują ochroniarze. Jedno, główne, od ulicy Nowogrodzkiej, zna cała Polska. Tam na polityków czekają kamery i reporterzy. Proste, aluminiowe drzwi. Za drzwiami ochroniarz wpuszcza petentów albo na pierwsze, albo na drugie piętro.

Opowiada jeden z pracowników biura PiS: — Pierwsze jest ważniejsze, tam siedzi prezes, jego sekretarka pani Basia i księgowość. Nie wejdzie tam nikt, kto nie był umówiony. Na drugie, gdzie jest recepcja z logo partii, trafiają ludzie ze skargami, z pismami, ci, którzy mają do partii jakiś interes.

— Parter jest najgorszy, najmniej poważany — opowiada jeden z pracowników biura. — Kiedyś mieściło się tam pismo Nowe Państwo, potem biuro „Lipy” [Adam Lipiński – red.], potem siedziała tam ekipa Mariusza Kamińskiego — Ernest Bejda, Maciej Wąsik, Martin Bożek. Mieli własną salkę konferencyjną. Jarali szlugi jak lokomotywy. Dziewczyny z księgowości, która była piętro wyżej, mdlały od smrodu. Szef biura w końcu wydał zakaz palenia. Dziś wszyscy palacze w chłodne dni skupiają się w łączniku między siedzibą PiS a budynkiem Srebrnej.

Każdy, kto wchodzi głównym wejściem, jest dobrze widoczny z ulicy. Ale za rogiem budynku, ukryte przed oczami wścibskich, jest drugie wejście. Pracownicy biura PiS nazywają je „łącznikiem”. — Po lewej stronie od wejścia jest pokój Adama Lipińskiego, obok siedzi ochrona — opisuje nam jeden z działaczy. — Tam znajdują się drugie schody, którymi można dojść do korytarza i tylnych drzwi do gabinetu prezesa. Sam Naczelnik korzysta właśnie z tego wejścia. Czasem wprowadza się nim urzędników, którzy ze względu na funkcje nie mogą być złapani przez dziennikarzy jak wchodzą do Kaczyńskiego. Tego wejścia używa też Jacek Kurski, gdy ma sprawę do prezesa. Tu nie wejdzie nikt niezapowiedziany.

Na elewacji widać kilka kamer. Według jednego z naszych rozmówców od 2014 r., od czasu afery podsłuchowej, główna kwatera PiS uzbrojona jest też w urządzenia antypodsłuchowe. — Prezes siedzi tuż przy oknie, najprostszy mikrofon kierunkowy mógłby wychwycić wszystko, o czym mówi — tłumaczy pracownica PiS. — Te urządzenia montowała Grom Group, która ochrania Jarosława. Ludzie czasami skarżą się przez to na kłopoty z telefonami. Ja sama spotkałam przez przypadek na Nowogrodzkiej chłopaków z Grom Group w weekend, gdy coś montowali. Spytałam, co to za urządzenia? Tajemnica.

PANIE PREZYDENCIE, DZIĘKUJEMY ZA 4 CZERWCA

Waldemar Mystkowski namawia do odzyskiwania Polski.

Odzyskać Polskę

Dni historyczne nabierają blasku podczas swoich rocznic. Ale 4 czerwca 1989 roku był dniem szczególnym, od razu błyszczał, od razu stanął na koturnie swojej doniosłości. Wskazywał, że to, co za nami należy już do epoki reżimowego króla Ćwieczka, acz była ogromna obawa, że ten Ćwieczek podniesie łeb, zechce cofnąć zmiany, lecz już wiedzieliśmy, jak chwycić za łeb tę hydrę.

Przykład dała Polska, a potem potoczyło się tak szybko u sąsiadów i u Sowietów, że można było się dziwować, jak imperium mogło tak długo trzymać się na swych glinianych nogach.

Data 4 czerwca jest ważna jeszcze z innego powodu, Polska weszła w swój najlepszy okres historyczny. Tego kompletnie nie wiedzieliśmy w 89 roku. Głowy zajmował problem, jak wyjść z długów gierkowskich. Ile fantastycznych padało rozwiązań, wszystkie były nierealne. Stanęliśmy przed odpowiedzialnością za siebie, za Polskę.

Polska w tamtym czasie dostała najlepszy możliwy kapelusz. Tak! – ten z plakatu „W samo południe”. Najpierw udało się z kapelusza wyciągnąć Lecha Wałęsę, a drugim takim królikiem był Leszek Balcerowicz – twórca cudu transformacji. Wiem, nie wszystko się udało, lecz jak to się ma, że nam najlepiej się udało?

Polska w latach po 1989 roku ma najlepsze wyniki na świecie – komparatystycznie. Najlepsze. Ale co najważniejsze – Polska nigdy tak dobrze się nie miała gospodarczo i społecznie w swojej tysiącletniej historii, nawet w Złotym Wieku (czyli XVI) nie mieliśmy się tak dobrze.

Bo ten nasz kapelusz trafiał na dobre głowy i otoczenie nam sprzyjało, a nawet jeden z odwiecznych wrogów – Niemcy – okazał się adwokatem naszych ambicji cywilizacyjnych. Polska opuściła peryferie – i bodaj najważniejszy symbol to największy awans rodaka w historii – Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej.
Jak to się stało, że dwa lata temu udało się przekonać rodaków do „Polski w ruinie”? Długo by o tym pisać – i warto pisać, trzeba pisać, trzeba tak drążyć nasze trzewia, aby ukazać, iż każdy cud ma swoje kiepskie podszewki, ma słabe strony, ma zgniliznę.

Dwa lata temu oddaliśmy prezydenturę osobie o słabej konstrukcji intelektualno-duchowej, a rząd – partii w ruinie. PiS jest ruiną bez cudzysłowu. Od niemal początku zaczął niszczyć to, co najlepiej nam udało się w historii. A jest co niszczyć, więc systematycznie są demolowane instytucje demokratyczne.

PiS przeciw sobie powołał społeczeństwo obywatelskie – opór tego społeczeństwa, nieposłuszeństwo. Półtora roku temu powstał KOD i podobne instytucje oporu obywatelskiego, w tym Czarny Protest.

A dokładnie rok temu powstał portal koduj24, gdzie mam przyjemność pisać o absurdach politycznej rzeczywistości tworzonej przez PiS, która już przerosła Bareję, znalazła wyraz w „Uchu prezesa”. Uważam, iż owe Stendhalowe lustro na gościńcu jest niewystarczające, bo idzie jeszcze trudniejszy czas, gdy zostaną zdemolowane sądy. Epoki bezprawia nie przerabialiśmy w historii, bo czym innym była utrata niepodległości, obydwie wojny światowe i PRL.

Bezprawie wewnętrzne, które funduje PiS zdarza nam się po raz pierwszy w historii, nawet czasy saskie i ich pokłosie są zupełnie czym innym, czym innym był zamach majowy 1926 i sanacja. Dzisiaj PiS ma co demolować, bo nigdy tak dobrze się nie mieliśmy.

Nie możemy patrzyć bezczynnie, gdy zapada nam się Ojczyzna. Bez histerii musimy odzyskiwać Polskę. Jednym z takich forum, taką agorą odzyskiwania kraju jest koduj24.pl.

Referendum w Podkowie Leśnej – kolejny prztyczek dla p. Sasina.

Kleofas Wieniawa pisze o rzeczniku Dudy.

Wręcz fizycznie nie znoszę niechlujów umysłowych – nie nazwę „intelektualnych” – takich, jak nowy rzecznik Andrzeja Dudy, Krzysztof Łapiński.

Niechluj twierdzi, że „Sąd Najwyższy nie miał prawa do interpretowania prerogatyw prezydenta”. Cytat jest in extenso.

Otóż SN nie interpretował prerogatyw prezydenta, ale wyraził stanowisko, iż Duda nie ma prerogatyw zastępowania sądu. W konstytucji nie ma zapisu, iż prezydent jest sędzią, bo gdyby tak było, nie potrzebne byłyby sądy.

„Uniewinnienie” niewinnego Mariusza Kamińskiego jest niechlujstwem umysłowym. Wyrok nieprawomocny nie jest skazaniem, bo delikwent nieprawomocnie osądzony nie może siedzieć za kratami, gnić w kiciu.

Tyle.

I tacy niechluje jak Łapiński łaża po mediach i seplenią swymi spróchniałymi umysłami. Duda już dawno zasłużył na Trybunał Stanu i o tym powinien myśleć po nocach. I z tego powodu powinny wypadać mu włosy, nie zdziwiłbym się, gdyby mu z nocy na noc powiększała się tonsura na ciemieniu. Duda ma marny charakter Adriana, jest płaski intelektualnie i nie ma żadnego ducha.

Duda nie jest nieszczęściem dla siebie, bo to mnie średnio obchodzi, niech tym martwią się jego rodzice, Duda jest nieszczęściem dla Polski, A Łapiński to ledwie niechluj, jakich pełno, ale ci przynajmniej nie pchają się, aby bredzić swoje oksymorony.

>>>

Wyniki nie powinny nikogo dziwić. Pytanie, kto jest w grupie 33% respondentów wierzących, że PAD jest samodzielny?

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o Berczyńskim. Każdy moment, w którym dr Wacław Berczyński otwiera usta, to ogromne zagrożenie dla Prawa i Sprawiedliwości.

W wywiadzie dla „Super Expressu” były już przewodniczący podkomisji smoleńskiej w MON po raz kolejny przyznaje, że „uwalił caracale”, choć PiS twierdzi, że nie miał żadnego wpływu na przetarg na zakup śmigłowców. Stwierdził, że jego zdaniem był to „przekręt na co najmniej miliard dolarów”. Powód, dla którego „uwalił” kontrakt wart 13,5 mld zł, jest szczytny: odezwało się „jego polskie sumienie”.

Nie wiem, na ile wybór śmigłowców caracal był najlepszą opcją dla polskiej armii. Wiem jednak, że o tym kontrakcie w swoim czasie decydowali najlepsi specjaliści, jakimi dysponował Inspektorat Uzbrojenia MON. I mam wątpliwości co do kompetencji dr. Berczyńskiego, szczególnie po jego ostatnich występach w sprawie katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem. Dr Berczyński tłumaczył, że na pokładzie samolotu najpewniej wybuchła bomba termobaryczna. Zresztą podobne wątpliwości ma sam PiS. Kiedy Berczyński zaczynał pracę w podkomisji smoleńskiej, przedstawiano go jako doradcę NASA i Pentagonu. Miał być też konstruktorem skrzydeł i kadłubów. Z czasem okazało się, że jest jedynie emerytowanym, szeregowym inżynierem programistą z firmy Boeing.

Dr Berczyński w wywiadzie – wbrew narracji PiS – przyznaje, że przeglądał dokumenty przetargu; zapytania ofertowe, na które były nałożone najniższe stopnie tajności. Powiedział, że do niedawna miał amerykańskie certyfikaty dopuszczenia do informacji niejawnych, i wie, jak się z takimi dokumentami obchodzić. Zapewnił też, że nie miał nic wspólnego z przetargiem na samoloty dla rządu (ostatecznie Ministerstwo Obrony zerwało przetarg i kupiło samoloty z wolnej ręki od firmy Boeing).

Zapewne wiedza z dokumentów przetargowych caracali jest bardzo istotna z punktu widzenia ich producenta – firmy Airbus Helicopters. Ciekawe, który z potentatów zbrojeniowych bez drżenia rąk odda teraz swoją dokumentację polskim urzędnikom, nie bojąc się, że będzie ją przeglądał jakiś starszy pan, który nagle wyjedzie do USA, a wcześniej pracował w firmie Boeing.

Na razie efekt działania dr. Berczyńskiego jest taki: w 2017 r. miały się rozpocząć dostawy śmigłowców Caracal dla polskiej armii. Tymczasem Polska nie ma żadnych nowych śmigłowców. Nowy przetarg jest w polu, choć minister obrony Antoni Macierewicz solennie obiecał, że pierwsze śmigłowce będą już w grudniu 2016 r. Jednocześnie, jak wynika z sondaży, coraz mniej Polaków i Polek wierzy w zamach smoleński.

Dr Berczyński twierdzi w „Super Expressie”, że nie uciekł z Polski, lecz jedynie postanowił spędzić Święta Wielkanocne z rodziną w Stanach Zjednoczonych. Wygląda na to, że święta się trochę przedłużyły. Dr Berczyński zapowiada też, że być może przyjedzie do Polski, by odbudowywać tu przemysł lotniczy. I wtedy byłoby już groźnie.

KRÓTKA PIŁKA TARCZYŃSKIEGO Z KIERWIŃSKIM. DAWNO SIĘ TAK NIE UŚMIALIŚMY 🙂

Waldemar Mystkowski pisze o wygranym procesie z trollem przez posłankę PO Pomaską.

Posłanka Platformy Obywatelskiej Agnieszka Pomaska w niezawisłym sądzie wygrała proces z trollem internetowym (ostatnio modnie nazywanym hejterem), który groził jej „wyszukanym” sposobem śmierci – wbiciem na pal, jak zwykł obchodzić się ze swymi ofiarami Wład Palownik – a córce posłanki zgwałceniem przez „wynajętych muslimów”.

Ten Dracula z Gryfina, Mariusz F., dostał 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata i 10 tys. zł grzywny. Ale to ostatnie podrygi praworządności, która zmieni się z chwilą przejęcia sądów przez PiS. Takich Władów Palowników, Breivików ukaże się więcej w ich pogodę polityczną, wylezą na wierzch, jak dżdżownice, inaczej: glisty. Mariusz F. przyjął linię obrony, iż to, co pisał to tylko komentarze wzburzonego obywatela, a jego proces ma charakter polityczny.

A teraz zacytuję z Twittera trolla na etacie, posła PiS i pracującego w kancelarii Beaty Szydło, niejakiego Pawła Szefernakera, który odniósł się do wyroku: „Często fundamentalnie nie zgadzam się z poglądami i stylem działania poseł @pomaska”. Niezgoda powoduje wzburzenie. Gwoli sprawiedliwości troll Szefernaker pisze dalej w tym samym wpisie: „Dziś szczerze gratuluję determinacji. Ważny wyrok!”. Tego Szefernakera słuchałem raz, a może dwa. To strasznie kwadratowy umysł, bez polotu. Dopuszczenie do polityki takich, jak on ludzie, zaniżyło debatę publiczną, spowodowało, że produkowane jest partyjne wzburzenie i rodzą się z tej niepogody tacy Mariusze F.

Mariuszy F. jest pełno w Internecie, zostali wyprodukowani przez Szefernakerów. Mylę się? Nie! Zastanawia mnie, iż socjologia nie bada tego zjawiska, wszak ustalenie, czy troll pochodzi z kwadratowej stajni Szefernakera, czy z innej stajni Augiasza, nie powinno przysparzać przeszkód. Socjolog z filologiem szybko ustaliliby, kto stworzył tych hejterów, czyje interesy polityczne, gospodarcze stoją za grupami trolli.

Trolle to nieskomplikowani ludzie. Takiego Szefernakera jest łatwo opisać, posługuje się określonym zbiorem słów i pojęć. I ma właściwości psychologiczne, opisane przez Freuda, a w filozofii przez Kierkegaaarda. Odwracają winy swoje i przenoszą na innych.

Dzisiaj ten syndrom klasycznie zaprezentował poseł PiS Dominik Tarczyński – inny kwadratowy osobnik. Poinformował, że doniesie do prokuratury na polityka Platformy Obywatelskiej Marcina Kierwińskiego, iż lobbował za zakupem Caracali, a to dlatego, że ekspert Macierewicza Wacław Berczyński podłożył PiS-owi istną bombę termobaryczną z wykończeniem Caracali i zakupem Boeingów.

To, co opisuję jest groteskowe, śmieszne, jak kwadratowi i pokraczni są Szefernaker, Tarczyński i ten Mariusz F. Trzeba tych gości opisywać, oni są groźni, niekompetentni, nijacy, zakompleksiali, trzeba dać wyraz tej pokraczności, jak Per Olov Enquist w „Życiu glist”. To ich pisowska pogoda, wyłażą na wierzch, a będzie ich więcej. Będzie więcej tej zgnilizny.

KTO DOŁĄCZA DO PYTANIA OPOZYCJI OBYWATELSKIEJ?

Kleofas Wieniawa pisze też o Berczyńskim.

Wacław Berczyński – wiadomo – ma „polskie sumienie”, ono nie pozwoliło mu nie „uwalić” caracali.

Najlepsi specjaliści z Inspektoratu Uzbrojenia MON to neptki w stosunku do „sumienia” Berczyńskiego, który choć nie potrafi mówić (wyrażać się), za to ma patriotyczne wnętrze.

Uwalił caracale i dał dyla do USA, Wielkanoc zaczęła mu się w lutym i pewnie potrwa do wakacji, a może do Bożego Narododzenia – tak ten mruk szeoko obchodzi święta.

Caracali – niet, black hawków też – niet.

Bo u Macierewicza zatrzymał się czas. Jakby ktoś nie wiedział, kto to jest Macierewicz musi oglądnąć stary filmowy hit „Wspomnienia z przyszłości”.

Dla ministra Macierewicza jeszcze nie nadszedł grudzień 2016 roku, kiedy to miały być dostarczone dla polskiej armii pierwsze śmigłowce – black hawki.

Coś zacięła się maszyna czasu, a może w tryby wirnika śmigłowca dostała się Beata Szydło, bo ta nawet z Macierewiczem w przeszłości stanęła w jednym z hangarów w Mielcu i zacmokała.

„Polski rząd jest zdecydowany, ażeby zakupów dla polskiej armii dokonywać w polskich zakładach, w polskich firmach, które znajdują się w Polsce, w których pracują Polacy, polscy pracownicy, które odprowadzają tutaj w Polsce podatki”.

Dlatego Beczyński załatwił 3 boeingi dla VIP-ów za – bagatela – przeszło 2 mld zł.

Takie ich hybrydowe polskie sumienia.

DLATEGO TERAZ W DOKUMENTACH MON NIE MA JUŻ ŚLADU PO BERCZYŃSKIM 🙂

>>>

WSZYSCY JESTEŚMY ZA.

c2ac8ehweaezfen

CZY ZA TO JAK WSPANIALE ŁĄCZY POLAKÓW I ANGAŻUJE W POMAGANIE INNYM, NALEŻY MU SIĘ NOBEL?

c2zxjymwqaag7iw

Lis: Albo będziemy obywatelami, albo poddanymi. Bez nas demokracja padnie

lis

„Za upadek demokracji odpowiedzialność ponoszą nie tylko ci, którzy ją niszczą. Także ci, którzy jej nie bronią” – pisze Tomasz Lis w nowym „Newsweeku”.

„Wszystko, co dzieje się w państwie, jest kwestią ‚wizji’ jednego człowieka. Kraj jest jego zakładnikiem. Los kraju zależy od jego kaprysów. Ludzie coraz częściej występują w roli poddanych” – pisze Tomasz Lis we wstępniaku do „Newsweeka”. Jego zdaniem „my, obywatele, nie mamy już alibi. Nie ma Sowietów ani komuchów, obcej armii ani ZOMO. Jesteśmy my. Albo będziemy obywatelami, albo poddanymi”.

Jak zaznacza publicysta, los republiki związany jest z istnieniem ludzi, którzy staną w jej obronie. Bo, jak dodaje, „za upadek demokracji odpowiedzialność ponoszą nie tylko ci, którzy ją niszczą. Także ci, którzy jej nie bronią”. Według Lisa najważniejsza jest świadomość, że „bez nas demokracja padnie”.

BRAK SŁÓW… PRZEZ JAKIEGOŚ IDIOTĘ ZOSTANIEMY BEZ ŻUBRÓW? KTO NA TO POZWOLIŁ????

c2agdesw8aqrudt

Triumf woli PiS-u. Jeśli zechce, opozycja stanie przed sądem. Co się zdarzy w najbliższych miesiącach? [ANALIZA]

Ewa Siedlecka („Wyborcza”) analizuje, co się zdarzy w najbliższym czasie. Kryzys parlamentarny zakończony. Opozycja pokazała, że potrafi się zbuntować, PiS – że i tak zrobi, co zechce. Czy ustawę budżetową osądzi Trybunał? Co z posłami, którzy protestowali w Sejmie?

ekspertyzy

Budżet podpisany. Prezydent nie chciał posłać go do Trybunału Konstytucyjnego. Chociaż – pomimo niewiarygodności wyroków obecnego Trybunału – taki ruch mógłby, przynajmniej formalnie, przeciąć spór.

Co się zdarzy w najbliższych miesiącach?

Czy ustawę budżetową osądzi Trybunał?

Nowoczesna zapowiada zaskarżenie trybu uchwalenia ustawy budżetowej do Trybunału Konstytucyjnego.

Co można skarżyć?

– zwołanie posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej: bo fizycznie nie jest w stanie się tam zmieścić 460 posłów;

– niedopuszczanie opozycji do składania wniosków formalnych;

– blokowe głosowanie nad poprawkami wzajemnie się wykluczającymi i dotyczącymi różnych spraw.

Zaskarżenie braku kworum byłoby wątpliwe, bo jeśli nie ma pewnego sposobu sprawdzenia, czy było, rozstrzyga o tym marszałek Sejmu.

Gdyby prezydent przed podpisaniem posłał ustawę budżetową do Trybunału, TK miałby na osądzenie tego wniosku dwa miesiące (art. 66 ustawy o trybie działania TK). I musiałby ją osądzić w pełnym składzie, minimum 11 sędziów. Do osądzenia wniosku posłów nie ma żadnego terminu. A sądzi je skład pięcioosobowy.

Trybunał mógłby tą sprawą nie zająć się w ogóle. Jeśli będzie się wstrzymywał z osądzeniem wniosku Nowoczesnej, umrze on za trzy lata, razem z kadencją obecnego Sejmu.

Prezes TK Julia Przyłębska może też zablokować wydanie wyroku, dołączając do składu sądzącego dublerów sędziów. Wtedy „starzy” sędziowie mogą nie zechcieć z nimi orzekać, bo 3 i 9 grudnia 2015 r. sami orzekli, że dublerzy zostali wybrani na zajęte już prawomocnie miejsca. A więc ten wybór, jako obarczony wadą, nie wywołał skutku.

Do osądzenia trybu przyjęcia ustawy budżetowej prezes Przyłębska może też po prostu wyznaczyć skład, który da gwarancje wyroku o zgodności z konstytucją. Kilka dni temu pokazała, jak potrafi ustalać składy: do osądzenia wniosku prokuratora generalnego w sprawie wadliwego trybu wyboru trzech sędziów TK w 2010 roku wyznaczyła siebie, dublera sędziego Mariusza Muszyńskiego i Michała Warcińskiego – wszyscy nominowani przez PiS.

Czy ustawę budżetową osądzą sądy powszechne?

(ZEJŚCIE PONIŻEJ POZIOMU DNA… )

c2aiykixgaalkel

Sam budżet – pomijając konstytucyjną granicę deficytu: trzy piąte wartości rocznego produktu krajowego brutto – nie poddaje się kontroli konstytucyjnej, bo rząd i parlament mają swobodę w planowaniu wydatków. Chyba że np. na służbę zdrowia, oświatę czy sądownictwo zostałaby w budżecie zapisana kwota, za którą w sposób oczywisty nie będą w stanie działać. Władza publiczna ma konstytucyjny obowiązek zapewnić obywatelom ochronę zdrowia, oświatę i dostęp do sądu.

Słyszy się opinie, że ustawa budżetowa będzie kwestionowana przed sądami powszechnymi. A konkretnie – decyzje podejmowane na jej podstawie, bo nie ma pewności, czy została prawidłowo uchwalona. To bardzo mało prawdopodobne.

Bo kto i na co miałby się skarżyć? Gmina X, że dostała mniej niż gmina Y? Szpitale, że nie przewidziano pieniędzy na oddłużanie? Patrz wyżej: władza ma swobodę w decydowaniu, jak wydaje publiczne pieniądze.

Mowa była o tym, że obligacje, które rząd wypuści, by sfinansować zaplanowany w budżecie deficyt, mogą być kwestionowane, bo wydano je na podstawie nieważnego budżetu. Ale skarżone w jaki sposób i przez kogo?

Przecież jeśli ktoś kupi te obligacje, to będzie to decyzja świadoma i dobrowolna. Wiedza o tym, jak budżet został uchwalony, jest powszechna. Po drugie, jeśli ten czy inny rząd w przyszłości odmówiłby wykupu tych obligacji, twierdząc, że budżet, na podstawie którego je wydano, nie był prawidłowo uchwalony, to przed sąd trafi nie ustawa budżetowa, tylko kwestia niedotrzymania umowy. Legalność wydania obligacji będzie w tej sytuacji drugorzędna. Ważne, że państwo wzięło pieniądze za obligacje, a teraz nie chce ich oddać. I o to będzie sprawa.

Co z posłami okupującymi salę posiedzeń?

Na zlecenie marszałka Kuchcińskiego Biuro Analiz Sejmowych zamówiło siedem opinii. Dowodzą, że procedura uchwalenia ustawy budżetowej była zgodna z konstytucją, a marszałek nie złamał prawa. A także dają „podkładkę” do ścigania posłów okupujących sejmową salę za pomocą prawa karnego i regulaminu Sejmu.

Niewątpliwie okupowanie sali obrad podpada pod art. 23 regulaminu Sejmu: „W przypadku uniemożliwiania przez posła pracy Sejmu lub jego organów (…) Prezydium Sejmu może podjąć uchwałę o obniżeniu uposażenia lub diety parlamentarnej posła”. Można zabierać przez trzy miesiące połowę uposażenia lub diety poselskiej. Od tej kary przysługuje odwołanie do… Prezydium Sejmu. A w Prezydium rządzi PiS: ma marszałka, dwóch wicemarszałków i wicemarszałka z Kukiz’15. Po jednym marszałku mają też Nowoczesna i PO.

W opiniach sporządzonych na polecenie marszałka Kuchcińskiego autorzy (prof. Romuald Kmiecik, kryminolog z UMCS w Lublinie, prof. Grzegorz Górski z Kolegium Jagiellońskiego i pracownicy Biura Analiz Sejmowych dr Piotr Chybalski i dr hab. Jarosław Wyrembak) dowodzą, że okupujący posłowie swoim czynem złamali sześć przepisów kodeksu karnego: art. 128 par. 3 kk (wpływanie przemocą na czynności konstytucyjnego organu), art. 231 par. 1 kk (przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego), art. 191 par. 1 kk (przemoc wobec marszałka Sejmu w celu zmuszenia do określonego zachowania), art. 226 par. 1 kk (znieważanie funkcjonariusza na służbie), art. 226 par. 3 kk (publiczne znieważenie konstytucyjnego organu RP – Sejmu) i art. 128 par. 1 kk (przygotowanie do obalenia siłą konstytucyjnego organu).

Ich ekspertyzy to gotowe doniesienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Na razie wisi jak miecz Damoklesa nad głowami posłów. Jeśli dostanie je prokuratura Zbigniewa Ziobry – postawi posłom zarzuty. A jeśli akt oskarżenia dostanie sędzia, któremu najbardziej zależy na karierze, albo świętym spokoju, posłowie mogą się spodziewać wyroku za przestępstwo umyślne, który pozbawi ich do końca życia możliwości kandydowania do parlamentu (specjalnie w tym celu – wtedy chodziło o Andrzeja Leppera – zmieniono kilka lat temu konstytucję). W ten sposób PiS pozbyłby się z Sejmu większości obecnych posłów opozycji.

Oczywiście wcześniej posłom trzeba uchylić immunitet. PiS spokojnie ma większość, by to zrobić. Problemem może być to, że posłowie okupowali salę w ramach sprawowania mandatu. A to, co się robi w ramach sprawowania mandatu, objęte jest tzw. immunitetem materialnym, którego nie można uchylić.

Ale eksperci, na zlecenie marszałka Kuchcińskiego, już przygotowali prawne uzasadnienie, że okupacja sali plenarnej nie była działaniem w ramach immunitetu materialnego, bo… łamanie prawa nie jest działaniem w ramach mandatu. Gdyby rzeczywiście tak było, to kiedy właściwie posła chroni immunitet materialny?

Swego czasu dyskutowano, czy Andrzej Lepper, który w swoim okręgu poselskim bronił kupców przed komornikiem (uniemożliwianie wykonywania obowiązków), działał w ramach poselskiego mandatu. I czy wobec tego chroni go immunitet materialny. Ostatecznie nie pociągnięto go do odpowiedzialności. Posłowie Nowoczesnej i PO protestowali w Sejmie przeciwko łamaniu regulaminu przez marszałka Sejmu: ograniczaniu gwarantowanych regulaminem praw mediów, bezsensownego wykluczenia z obrad posła Szczerby, a potem przeciwko uchwaleniu kilku ustaw w Sali Kolumnowej z naruszeniem regulaminu.

W prawie karnym znana jest instytucja obrony koniecznej. W jej trakcie można naruszyć jedno dobro dla ratowania innego. Jeśli dojdzie do procesów posłów opozycji, argument immunitetu materialnego i obrony koniecznej zapewne padnie.

WYCINANIE KONFETTI I ZRZUCANIE NAD GŁOWĄ MINISTRA SĄ OBOWIĄZKIEM POLICJI. CZY MALOWANIE CHODNIKÓW I TRAWY RÓWNIEŻ? BAREJA BYŁBY DUMNY!!!

c2al1lrwia4-sbt

NIE MOGLIŚMY SIĘ POWSTRZYMAĆ :))))

c2cl19exgaadxwp

Waldemar Mystkowski pisze o przeglądzie przyszłości przez Szydło.

dwa-tygodnie

Przez 14 dni Beata Szydło będzie zajmować się public relations, bo do tego sprowadza się raportowanie ministrów jej rządu, co zrobią dla suwerena. Hasło tego zajęcia: „Rok nowych zadań”. Szydło nie rządzi, tak jak Andrzej Duda nie jest prezydentem. Sprowadzili najważniejsze urzędy w państwie do ról drugorzędnych – surogatów, namiastek, a nawet miazmatów.

Na konferencjach prasowych Szydło nie używa retoryki, ale logorei. Gdy na jakikolwiek temat odpowiada, nie jest to język, którym przekonuje do siebie, do zadań, jakie nakłada na nią rola administrującej, ale słowotok, który równie dobrze dotyczy czegokolwiek innego. Do tej pory na tym stanowisku mieliśmy zarządzających krajem lepiej lub gorzej predysponowanych, lecz postronnym nie przychodziło do głowy, iż nie mają pojęcia o rządzeniu.

Z Szydło zachodzi ten przypadek, że ona tak naprawdę nie wie, czym ma się zająć. Jeżeli w przestrzeni publicznej zaistnieje jakiś kłopot polityczny, jej zwykle nie ma, wypowiadają się inni, a najczęściej poseł Kaczyński, który z kontrowersji czyni konflikt i obarcza winą innych. Populistyczne hasła zastąpiły wizję i przyszłość, tak zarządzane państwo obija się od jednej bandy do drugiej, degradując nasze znaczenie w Unii Europejskiej, a w kraju zużywając to, co wypracowali poprzednicy.

Jak długo można tak rządzić, a dokładniej: będąc u władzy i korzystając z zasobów, aby zaspokoić rozbudzone ambicje własne i partyjne? Polska jest na dorobku, tkanka względnego dobrobytu niezbyt imponująca, symptomy wyczerpania i zaniku szybko okażą się, że już nie istnieją, kapitał społeczny nigdy w kraju nie był nadmierny, zwykle występowało manko zaufania. To się zacznie wkrótce przekładać na spadek sondażowych słupków poparcia i nerwowego reagowania na krytykę.

Na pierwszy ogień przeglądu „nowych zadań” idą dwa resorty siłowe: ministerstwo obrony i spraw wewnętrznych. A więc odpowiadający za nie politycy wielce charakterystyczni dla PiS – Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak. „Osiągnięciami” tego pierwszego do tej pory jest ambitne zaprzestanie dozbrajania armii nowoczesnym sprzętem, pozbywanie się kadry generalskiej i zastępowanie jej posłusznymi oficerami z awansu. Macierewicz przede wszystkim tworzy równoległą armię – Wojska Obrony Terytorialnej – która nie wzbogaca naszej obronności, ale jest imitacją, która odpowiednio indoktrynowana może posłużyć do zastraszenia przeciwnika wewnętrznego, politycznego. Macierewicz tworzy pospolite ruszenie nacjonalistów i podobnych kiboli. Mogą być użyci przeciw społeczeństwu obywatelskiemu.

Drugi minister, który staje do raportu przed Szydło to Błaszczak. Ten dał się poznać jako kamerdyner prezesa Kaczyńskiego i autor złotych myśli własnych o multi-kulti, a także straszenia opozycji parlamentarnej więzieniem do lat 10.

Takie wyczerpujące dwa tygodnie czekają premier Szydło. Lecz to może być bardziej wyczerpujące dla mediów i opinii publicznej, bo przez dwa tygodnie Szydło będzie opowiadała o tym, jaką świetlaną przyszłość szykują poszczególni ministrowie. Opozycja mogłaby sobie darować analizowanie wypowiedzi premier, za wiele treści nie będzie występowało. Lepiej na ten przykład wynająć kilku filologów, którzy przeanalizowaliby sztance językowe charakterystyczne dla logorei Szydło. To byłby pożytek dla nauki i świadomości języka polskiego. Szydło to ciężki przypadek niekompetencji.

A TYMCZASEM NA KONFERENCJI PRASOWEJ…

c2ce0vwwiaa5_xc

DO DZIŚ BYLIŚMY PRZEKONANI, ŻE ŚREDNIOWIECZE JUŻ MINĘŁO…

c2cgynhweaama-4

O tym samym temacie, acz z innego punktu widzenia, pisze Kleofas Wieniawa.

szydlo-planuje

Konferencja prasowa Beaty Szydło to jedna wielka pustka. Taki przeciąg pustki (chłodu) dało się odczuć, iż stosując dawne zalecenia Edwarda Stachury na chłodzenie wódki w mokrym ręczniku, od szybko uzyskałoby się odpowiedni stan tego trunku do spożycia (butelkę ciepłej wódki postawić w mokrym ręczniku w przeciągu).

Takie są zalety premier używającej logorei, a nie retoryki. Człowiekowi wrażliwemu o inteligencji niewiele większej od niej, a nie jest Szydło osobą z superatą ilorazu inteligencji, nic innego nie pozostaje, niż wziąć się i upić.

Szydło nic nie może, jest zbędna, jej gabinet polityczny wpadł na genialny pomysł dwóch tygodni public relations, bo na 14 dni zaplanowano przegląd ministerstw. Na pierwszy ogień idą Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak.

Ten pierwszy wydala z wojska kadry generalskie i stawia na amatorszczyznę WOT oraz swego Misia od leków, Misiewicza, ten drugi o czym by nie powiedział, jak choćby o multi-kulti, to wszem i wobec wiadomo, iż nie wie, o czym mówi.

Gdybyśmy mieli dziennikarzy, to Szydło zniszczona zostałaby na pierwszej lepszej konferencji prasowej sztychami dwóch-trzech pytań, ale jak mówi mój przyjaciel z wpływowych mediów, połowę owych „dziennikarzy” bywających na konferencjach prasowych nie przyjął do roboty, odesłał ich na dalsze nauki.

Tak więc nie będzie się czym emocjonować, bo Szydło, jak i jej koledzy są impregnowani na argumenty. Na szczęście Polska jest w miarę dobrze naoliwioną machiną przez poprzednie rządy i tak szybko nie uda się jej zepsuć, acz – nie powiem – starają się Szydło i jej ministrowie.

zarzad-kod

Bardzo przykra wiadomość z KOD. Zarząd stowarzyszenia wezwał Mateusza Kijowskiego do zlożenia dymisji. Buksuje nam życie publiczne, demokracji coraz mniej, a coraz więcej zamordyzmu.

WYOBRAŻACIE SOBIE, ŻE MOŻECIE ZACZĄĆ MIESZKAĆ PRZY TAKIEJ ULICY?

c2cx8yqwqaazwei

TAK DZIŚ ZACYTOWAŁA PREZYDENTA RZECZPOSPOLITA. I CO WY NA TO? 

c2ctrzrwiaahfpn

>>>

Najlepiej gdyby PiS zwało się Rzyg, bo rzygać się chce, słysząc tę partię. A oni rządzą i taką chcą nam urządzić zarzyganą rzeczywistość. Rzyg dobrej zmiany.

169603869de07b070f34758aa3af7f15,641,0,0,0

Ot, Dominik Tarczyński, poseł partii Kaczyńskiego, który w chamski sposób nazwał Lecha Wałęsa. Ten Rzyg Tarczyński ma na sumieniu same łajdactwa.

Jak to na Twitterze Rzyga podsumowano: „Cham Tarczyński kontra polska legenda Wałęsa. Czyli człowiek z Pisuaru kontra człowiek z żelaza. I taki bydlak jest opłacany z moich podatków”.

Inny z partii Rzygu Andrzej Duda, który ogłosił się niezłomnym. Złamas. Jan Hartman pisze o nim:

andrzejDuda

Własna odmowa zaprzysiężenia trzech prawidłowo wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego powinna była zawstydzić Andrzeja Dudę. Przekroczenie uprawnień i złamanie konstytucji było w tym przypadku tak jawne, że doprawdy każde tłumaczenie się mogłoby tylko pogorszyć sprawę.

Można było mieć nadzieję, że na początek urzędowania Duda zrobi te wszystkie paskudne rzeczy, które kazał mu zrobić Kaczyński, ale potem się już uspokoi. Miał szansę na wybaczenie i uratowanie wizerunku „bezbarwnego i nieszkodliwego”. Niestety, Duda, pod presją przełożonego, lecz zapewne również z powodu diabelskich podszeptów swoich kumpli, którzy za sprawą jego długopisu chcieliby poczuć się demiurgami, powoli zmienia się w szafującego łaskami i niełaskami królika.

Jakie procesy mentalne musiały zajść w głowie Andrzeja Dudy i w głowach jego kancelistów, aby poważyć się na odrzucenie dziesięciu z trzynastu awansowych nominacji sędziowskich rekomendowanych przez Krajową Radę Sądownictwa? Sam nie wiem, czy więcej w tym arogancji czy ignorancji. Czy naprawdę prezydent nie rozumie, jaki jest sens art. 179 konstytucji, stanowiącego, że „sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa na czas nieoznaczony”? No, nie rozumie. Lech Kaczyński też nie rozumiał swojej roli jako urzędnika państwowego, sądząc, że każda jego prerogatywa i uprawnienie ma charakter dyskrecjonalny i woluntarystyczny, czyli, po naszemu, pozwala mu „robić, jak uważa”. To doprawdy żenujące, a przede wszystkim niebezpieczne.

Waldemar Mystkowski na portalu KOD-u, Koduj24.pl, pisze o jadzie partii Rzygu, którym paraliżuje demokrację:

jad

PiS jeszcze maskuje się z wprowadzaniem swojego prawa, tj. woli prezesa. Do tej pory maskowali się w nocy w Sejmie, gdy kamery były wyłączone, opozycja ziewała, a suweren spał. Andrzej Duda podpisywał ustawy i nominacje nad białym ranem.

Projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym zamaskowany został Euro 2016. Robert Lewandowski strzelał pięknego gola Portugalczykom, zaś Krystyna Pawłowicz zachęcała Stanisława Piotrowicza, aby użył nagana w stosunku do posłanki Nowoczesnej Kamili Gasiuk-Pihowicz.

Projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym ma wszelkie znamiona stalinowskie. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar uważa, że nie jest zły, lecz bardzo zły. Jest to oględne nazwanie. Eufemizm, bo Bodnar ma kindersztubę. Projekt pisowski o TK nie tyle paraliżuje, ile likwiduje sens trwania Trybunału Konstytucyjnego. Powietrze demokracji, jakim jest trójpodział władzy, nie ma swego najważniejszego elementu kontroli: płuc.

Demokraci o stanie demokracji mogą orzekać tylko wtedy, gdy ona jest, gdy może nią oddychać wolność. Jak jej zabraknie, wypowiadają się, używający paralizatora, Piotrowicze, Pawłowicze, Kaczyńscy.

W Poznaniu zastraszano prezydenta tego miasta Jacka Jaśkowiaka i jego ludzi do ostatniej chwili, aby podczas obchodów Czerwca ’56 była asysta wojskowa i odczytanie nazwisk „poległych” w katastrofie smoleńskiej.

CmSgJhvXgAE6h26

Rzyg.

OPZZ wydaje wojnę Kaczyńskiemu.

opzz

To nie opozycja, KOD czy KE zdecydują o upadku rządu PiS i totalnej porażce Kaczyńskiego. Wyrok wyda Suweren. Jan Guz, szef OPZZ zapowiada masowe, ogólnopolskie protesty za niedotrzymanie obietnicy obniżenia wieku emerytalnego. Marsze KOD i opozycji Kaczyński mógł jeszcze jakoś znieść. Jednak prawdziwym zagrożeniem przed, którym prezes drży, jak osika są związkowe protesty.

Rzyg.

CmSxUxNXEAAiWvv

I dzisiejszy rzyg Rzygu.

tak

zatrważający

Kamera zanotowała ohydne zachowanie posłów i posłanek PiS, gdy na trybunie sejmowej znajdowała się posłanka Platformy Agnieszka Pomaska.

„Siadaj, wstrętna babo”, „Zejdź, bo ja ci pomogę” – to repertur nie tylko Kaczyńskiego, ale jego podwładnych, z folwarku zwierząt PiS.

Pomaska domagała się udzielenia głosu podczas środowej sesji Sejmu. Wulgarnie komentowali posłowie PiS i relacjonujący posiedzenie poseł PiS Dominik Tarczyński za pomocą systemu Periscope.

Zamieścił wideo w internecie, ale szybko je usunął. Nic jednak w tej przestrzeni nie ginie. Fragment z Pomaską jest dostępny.

Ten spektakl animalny pokazuje, jacy zdegradowani ludzie tworzą partię Kaczyńskiego i nie bądźmy zdziwieni, że patrząc na swój polityczny przychówek, prezes tworzy takie antyludzkie metafory z rynsztoku.

Bo to partia z tego dna.